WIEŚCI ZE ŚWIATA

Helga wypowiada otwartą wojnę Phyonix i Heimurinn! Nikt nie będzie bezczelnie palił i zalewał jej królestwa!

Lerodas szykuje się do największego ślubu w historii. Przy tym wszystkim co się dzieje, ślub zdaje się miłym zapomnieniem. Gratulacje dla Wana i Fei.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

Polsza wystawia nowy list gończy i proponuje niebotycznie wysoką nagrodę. Byłą księżniczkę Polszy - Gabrielę - Perun pragnie dostać żywą!

31 lipca 2024

Spisane przez: Jagód

Never shall we die... (III)

Moonlight Pirate Card
Luna
LUNA
"Way hay and up she raises, early in the mornin'."
ImięLuna
Wiek24 lata
Pełnie księżyca285
Przyszła na świat26.07
Wzrost170 cm
ProfesjaPiratka
StatekPirania

CHARAKTER

Luna to dziewczyna, która pomimo trudności zawsze stara się zarażać uśmiechem. Można rzec, że zwykle chodzi zawiana, a rum jest jej częstym towarzyszem. Spotkać ją bez zapasów rumu to rzadkość. Jej znajomi opisują ją jako kobietę, która wie czego chce i często stawia na swoim. Dowodzi statkiem pirackim "Pirania", którego załoga składa się jedynie z kobiet. Luna uważa, że siła kobiet jest w Mathyr niedoceniana. Cechuje się walecznością serca, ale i dużym zrozumieniem. Lubi słuchać historii innych ludzi, a także opowiadać o sobie, kiedy już znajdzie zainteresowanego rozmówcę. Zdarza się jej również dokuczać innym dla żartu. Jej cięty język czasem sprowadza na nią kłopoty, ale jako, że ta niewinna z pozoru istota kocha wręcz adrenalinę to jej to nie przeszkadza. Od swojego życia oczekuje tylko tego, by nie było nudne. Każdą nową przygodę przyjmuje z uśmiechem na twarzy. Każde nowe wyzwanie to coś, co sprawia że może się rozwijać. Nawet jeśli trafia na kamień to stara się nie załamywać, tylko przeć do przodu. Kocha śpiew i taniec, a swoje urodziny obchodzi co miesiąc - bo każda pełnia jest doskonałą okazją do zabawy!

HISTORIA

Urodzona podczas jednej z pełni księżyca, na pirackim statku w samym środku wzburzonego morza. Jej ojciec często powtarzał jej, że przyszła na świat podczas sztormu stulecia - ale nie daje tej informacji wiary.
Dzieciństwo spędziła na łajbie swojego ojca, przygotowując się do pirackiego życia. Uwielbiała grabić, napadać i zdobywać skarby, ale najbardziej cieszyła ją intryga. Przygotowywanie, analizowanie map morskich i zabawa w kotka i myszkę z potencjalną ofiarą. Całe życie konkurowała ze swoimi 5-cioma braćmi. Jako jedyna dziewczyna, nie miała łatwo w tej rodzinie, co jednak nie przeszkodziło jej zostać oczkiem w głowie braci i własnego ojca, który długo nie chciał jej wypuścić na "swoje".
Dziś ma własny statek, który ochrzciła "Pirania". Jej załoga składa się z różnorodnych stworzeń. Jej najlepsza przyjaciółka jest jej prawą ręką i Drakonem przy okazji, majtkowie składają się z Terran oraz osobników pochodzących z Lerodas. Na jej pokładzie znalazło się też miejsce dla osobnika z Fjelldod. Luna nie stawia na czystą krew tylko na lojalność i umiejętności, a tych jej załodze nie brakuje.

WIEŚCI Z POKŁADU

  1. Zmaga się z rozchwianym sercem.
  2. Powoli przezwycięża strach przed głębszą bliskością.
  3. Poznaje smak posiadania osoby, która darzy ją głębszym uczuciem.
  4. Przygotowuje się do wojny – uzupełnia zapasy i doposaża "Piranię" w broń.
  5. Zacieśnia więzi z przyjaciółmi.
  6. Dokucza Klarze dla czystej przyjemności.
  7. Damona traktuje jak zło konieczne.
  8. Poznaje nowe zakątki świata i stara się cieszyć życiem.

102 odpisów

  1. Mohe dalej przy niej trwał. Czuł te specyficzne drobne drgania ciała, jak i trochę mokrych łez na ciele, ale nie okazywał tego. Łzy czasami dawały ujście. W pewnej chwili zanucił cicho znaną mu melodię, a potem przyszły słowa, spokojne, w rytmie jego własnego oddechu.
    - Senu luma. Neya luma. Heya yaku. Nami yaku. Osha neta. Na neta. Ina tuma. Aya hena. Kahi ke. Luma eya. Neya tahu. Tahu... tahu... - zaśpiewał w swoim rodzimym języku przyśpiewkę, która w jego stronach koiła myśli. Kiedy już uznała, że starczy i odsunęła się, uśmiechnął się do niej ciepło, a potem kiwnął wdzięcznie głową.
    - Poczekaj chwilę - poprosił i ruszył po list, by zaraz wrócić obok niej i podać jej pergamin. Jej zadziorny uśmiech nie miał pojęcia co może znaczyć. Może po prostu cieszyła się z wglądu w coś tak prywatnego? A może coś kombinowała? Aktualnie po prostu usiadł i skupił się na słuchaniu.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  2. Mohe uśmiechnął się pod nosem na komentarz Luny.
    - Tak, zdecydowanie buzia jej się nie zamyka - przyznał. Osobiście całkiem miło wspominał tą jej rozgadaną buzię. Nadstawił ucha, gdy dziewczyna przeszła na ten kokieteryjny ton. Parsknął krótkim śmiechem. Widać, że Lu już sama zdecydowała w jakim tonie pisana jest to wiadomość. Uśmiechnął się do piratki zawadiacko na komentarz o kończynach.
    - Tak wiem, na myśl o tym, że mógłbym stracić tak sprawne ręce, a wraz z nimi palce, mnie również ściska w klatce piersiowej - zaśmiał się lekko. Te dodatkowe komentarze brunetki były całkiem zabawne.
    - Mówisz tak, jakbyś sama nie miała własnych rozterek - zauważył, ale nie z pretensją w głosie, rzucił to dość pogodnie. Sam czasami czuł, że działo się wiele, a nie wyszło z tego zupełnie nic. Wzruszył ramionami na to całe "gadulić o niczym".
    - Mi to nie przeszkadza, miło, że w ogóle napisała - przyznał z ciepłym uśmiechem. W swoim życiu nie przywykł do otrzymywania listów od kogokolwiek.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  3. Mohe wyprostował nogi i oparł dłonie za plecami, patrząc po Lunie uważniej.
    - Tak myślisz? Jak dla mnie to bardziej czuje się niespełniona. Nie, że jej nudno, raczej chciałaby by to co robi miało większy efekt, większy wpływ - przyznał, lekko wzruszając ramionami. Spojrzał po tych jej zaciśniętych wargach, oho, w coś ewidentnie trafił, ale aktualnie nie zamierzał wnikać w co. Na kolejne słowa listu miał wrażenie, że dobrze odczytał słowa dziewczyny. Chciała być bardziej pomocna, tylko czasem jej wychodziło. Jak dla niego chodziło o poczucie użyteczności. W końcu była księżniczką, a na takiej na pewno spoczywały solidne obowiązki. Uśmiechnął się nikle na słowa o pytaniu rodziny, a potem spojrzał po Lu. Tu kiwnął głową, nie miał dość sporo informacji na temat Darcy by wysnuć własną teorię.
    - Nie za dużo mi mówiła o swojej rodzinie, ale tak... obie opcje są dość prawdopodobne - przyznał. Słysząc o zaproszeniu zabrał dłonie zza pleców i otrzepał je, po czym zerknął na pergamin. Zaproszenie? Tam do niej? Teraz to on zacisnął wargi. Kiedy Luna czytała o tym jak dziewczyna nie rozumie jego wyborów, westchnął ciężko. Uśmiechnął się jednak kącikiem ust, na te jej wszystkie zachęty.
    - Brzmi całkiem przyjemnie - przyznał, a jego uśmiech nieco się poszerzył, gdy wspomniane zostały urodziwe kobiety. Na pytanie Luny spojrzał w niebo.
    - Nie zaprosiła mnie na tą wyprawę. To bardziej misja. Kobiety, dzieci i słabsi mieszkańcy odprowadzani zostali przez grupę Argarczyków do Azylu. Terra, Heimmurinn, Lerodas, Argar. Obecność człowieka mojego pokroju mogłaby mocno zakłócić spokój wędrówki, a i tak pewnie nie brakowało w niej sporów. Wiesz, Nhulu nie cieszą się pozytywną opinią, słanie dzikusa polszańskiego pochodzenia to raczej kiepski pomysł. Szczególnie przy moich reakcjach na tłum czy sytuacje zagrażające życiu - wyjaśnił jej.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę się spiął na tą radę co do skorzystania z zaproszenia. Może rzeczywiście po prostu ruszy za nimi? Nie... bez sensu. Trasa, którą obrali, z tego co wiedział rządziła się swoimi prawami. Darcy musiałaby dostać list z odpowiedzią na tyle wcześnie, by zdążyła przygotować mu wejście do tego całego Phyonix. Ba, musiałby jeszcze sam poczekać na odpowiedź, by zdradziła mu tajniki trasy, bo tych w pełni nie znał. Patrząc na jego sytuację kolejne wyczekiwanie raczej nie było u niego brane pod uwagę. Będzie się musiał zastanowić. Na słowa o mnogich pytaniach spojrzał po Lunie pytająco. Pergamin? Też sobie znalazła żart. Nawet by nie wiedział jak to wszystko napisać, ale zaraz uświadomił sobie co też Lu właściwie powiedziała. "Napiszemy"? Zamierzała mu z tym pomóc? Uśmiechnął się ciepło na tą myśl, a potem się skrzywił, gdy usłyszał o co pyta Darcy. No i co on jej miał niby odpowiedzieć.
    - Nie jestem pewien czy to dobry pomysł, wiesz Lu... Na znaczną część tych pytań głupio odpowiadać listem, to... przecież jej nie walnę "Hej, będę miał dziecko" - rzucił, dalej z grymasem. Naprawdę miał się nad czym zastanawiać. Grymas zniknął mu z twarzy dopiero na pozdrowienia, a przy pytaniu Lu zaśmiał się krótko i pokręcił głową.
    - Akane? Nie, jest bardzie jak siostra, chociaż ładna. Trochę za bardzo mi jednak przypomina Salali - przyznał. Jakoś tak milej mu się zrobiło na wspomnienie dziewczyny. Zaraz dodatkowo przewrócił oczyma. - No i jest beznadziejnie zakochana w innym gościu, więc tu nie biorę pod uwagę podchodów - dodał.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  5. Ashan chciał coś odpowiedzieć, kiedy powiedziała, że przy nim po prostu poczuła się zbyt swobodnie, ale ostatecznie tylko zacisnął usta i pokręcił głową. Nie miał już zamiaru ciągnąć tej kłótni, zwłaszcza że przyznała mu rację, przeprosiła chyba z pięć razy i obiecała, że więcej tego nie zrobi. Mógł być uparty, ale nie był aż takim skurwielem, żeby teraz przez pół godziny rozliczać ją z jednej głupiej decyzji, kiedy widział, że naprawdę zrozumiała, dlaczego tak zareagował. To wystarczało. Powinno wystarczać. Mimo to jej słowa o tym, że nie spodziewała się, iż aż tak go przestraszy, sprawiły, że odruchowo odwrócił wzrok w stronę wijących się w dole ognistych węży.
    — No cóż, gratuluję. Udało Ci się — mruknął cierpko, choć bez wcześniejszej złości — Możesz sobie dopisać do osiągnięć. Nie każdy potrafi doprowadzić mnie do momentu, w którym mam ochotę jednocześnie kogoś przytulić i udusić — dodał z tym samym wyrazem twarzy, aczkolwiek teraz już po prostu po części żartował. Powiedział prawdę, oczywiście, że tak, ale słowa miały raczej rozluźnić atmosferę. Pozwolił jej złapać swoje palce, choć zmarszczył lekko brwi, kiedy pogładziła go po rozbitych knykciach. Rana nie była poważna i zaczynała się już zasklepiać, nie bolała też. Patrzył przez moment na ich dłonie, potem na Lunę, i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, poczuł jej ramiona wokół siebie. Kiedy poczuł spokojny ruch dłoni na swoich plecach, zamknął oczy i oparł na moment brodę o czubek jej głowy. Napięcie, którego nie zdołała z niego wyciągnąć ani złość, ani uderzenie w ścianę, zaczęło wreszcie powoli puszczać. Objął ją również sam swoimi ramionami, przysuwając bliżej do siebie. Wypuścił cicho powietrze.
    — Już dobrze.Naprawdę. Nie musisz mnie dłużej przepraszać — zapewnił ją. — Tak, przestraszyłaś mnie, ale nie oczekuję, że masz się teraz przy mnie pilnować na każdym kroku albo zastanawiać trzy razy, zanim zrobisz coś głupiego. Przy mnie możesz czuć się swobodnie…. powinnaś… — urwał na chwilę. Nie był pewny jak to teraz zabrzmiało i czy on sam teraz nie wznieca jakiejś awantury… — Po prostu następnym razem wybierz głupotę trochę inną? — odsunął twarz, aby spojrzeć w jej oczy z wymownym uśmiechem. — Możesz na przykład spróbować ukraść mi moserta, rozbić butelkę na głowie jakiegoś idioty w karczmie i wplątać nas w bójkę z przewagą dziesięciu do jednego. Okraść jakiegoś bogatego typka, ściągając na siebie uwagę pół wojska Mathyr? — zaproponował, unosząc lekko brew ku górze, a kącik jego ust uniósł się wyżej w szelmowskim uśmiechu.
    — Nie przestawaj się przy mnie czuć swobodnie przez to, co się stało, dobrze? Tylko... zostań przy wersji, w której oboje mamy szansę się z tego później śmiać.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  6. Mohe siedział chwilę, zastanawiając się nad jej propozycją, ostatecznie wzruszył ramionami.
    - No dobrze... - westchnął ciężko i kiwnął głową. - Dobrze, tylko... Ja naprawdę nie wiem ile w takim... liście... powinien powiedzieć - przyznał, drapiąc się po tyle głowy. Na słowa o beznadziejnej miłości, przytaknął jej.
    - Ta... Tylko czekać aż ściana ta ściana runie - skrzywił się lekko. Tu akurat odnosił się już nie tylko do sytuacji Akane. Spojrzał po Lunie i uśmiechnął się pod nosem. Butelka rumu nad wyraz jej pasowała. Słuchał co miała do powiedzenia.
    - Czy ja wiem. Z każdej sytuacji idzie coś wyciągnąć i zwykle każda jest po coś. To, że przy kolejnej szansie na miłość będziemy ostrożniejsi, sprawia, że przynajmniej Ci powierzchniowo zainteresowani szybko są do wyeliminowania - stwierdził i złapał jej butelkę rumu, jednak nie zabierał z dłoni.
    - Mogę? - zapytał grzecznie, uśmiechając się nieco zaczepnie.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  7. Klara dłuższy czas patrzyła na horyzont, w końcu jednak odważyła się wyjść bardziej na pokład. Elementy pokładu zasłaniały jej widok, a ten, musiała przyznać, był wyjątkowy. Zmienność pogody jakby malowała się na niebie. Część była zachmurzona, część lazurowa, gdzieś tam próbowało przebijać słońce. Jego promienie rozchodziły się w specyficzny sposób po niebie. Szatynka obserwowała tą scenerię z rozmarzonym uśmiechem na twarzy. Powoli zaczęła przesuwać spojrzenie, tak by zobaczyć co dzieje się dookoła. Wyraz jej twarzy zmienił się drastycznie, gdy zobaczyła Lunę przy sterach. Pokład w ogóle jej nie interesował, ładne było tylko to co poza nim, a dziewczyna... No cóż, na jej widok wzrok Klary wyraźnie spochmurniał. Ostentacyjnie odwróciła głowę i ruszyła brzegiem łajby. Dość nerwowo trzymała jedną dłoń na balustradzie, powoli przechodziła dalej i dalej, starając się skupić po prostu na widokach krajobrazu.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  8. Ashan przez dłuższą chwilę patrzył na Lunę bez słowa. Nie umknęło mu ani to, że nie odpowiedziała śmiechem na jego wcześniejszą zaczepkę, ani krok, którym zwiększyła dzielącą ich odległość. Przed momentem próbował przekonać ją, że wszystko było już dobrze, lecz coraz wyraźniej docierało do niego, że dla niej nie chodziło wyłącznie o skok. Problemem było też to, czego nauczyła się przy okazji o nim jako o osobie.
    — Masz rację — powiedział w końcu.Przesunął językiem po wnętrzu policzka i na moment odwrócił wzrok ku poruszającym się w dole stworzeniom, zanim ponownie spojrzał na Lunę. — Moje granice są gdzie indziej niż twoje. Twoje zapewne również znajdują się w miejscach, o których nie mam jeszcze pojęcia. Najwyraźniej uznałem, że wystarczy powiedzieć ci, żebyś była przy mnie swobodna, a potem wymienić, jakie odmiany tej swobody mi odpowiadają. Wyjątkowo mądre. Jeszcze chwila i zacząłbym wystawiać pisemne pozwolenia —- mruknął, ale tym razem nie uśmiechnął się po żarcie. Nie próbował odwrócić nim uwagi od tematu ani zmusić jej do rozluźnienia. Przejechał kciukiem po rozbitej skórze na knykciach, ta już się praktycznie zagoiła.
    — Nie mogłaś znać granicy, o której nigdy wcześniej Ci nie powiedziałem. Sam nie wiedziałem, że właśnie tam się znajduje, dopóki jej nie przekroczyłaś — przyznał — Miałem prawo się przestraszyć. Dalej nie podoba mi się to, co zrobiłaś, i nie będę udawał, że nagle uznałem ten skok za dobry pomysł. Nie miałem jednak prawa zamieniać własnego strachu w coś, za co ty miałaś mnie przepraszać pięć razy, ani mówić do Ciebie tak, jakbym właśnie odkrył, że nie cenisz swojego życia. Wiem, że je cenisz. Wiem też, dlaczego skoczyłaś. Nie chciałaś mnie sprawdzać ani zmuszać do udowodnienia czegokolwiek. Byłaś pewna, że Cię złapię — powiedział w końcu. Zacisnął na moment szczękę. Wcześniej ta pewność Luny przerażała go najbardziej, lecz teraz potrafił już spojrzeć na nią nie tylko przez własny lęk. To nie było lekceważenie go. Był to jeden z najbardziej bezwarunkowych dowodów zaufania, jakie kiedykolwiek od kogokolwiek otrzymał. Nie chciał, aby go powtarzała, ale nie powinien był również deptać tego, co próbowała mu w ten sposób przekazać. Niemniej nie mógł na to spojrzeć na to inaczej jak na głupotę. Naprawdę próbował pogodzić te sprzeczności w sercu. Starał się.
    — I złapałem — dodał ciszej — Chciałbym tylko, żeby następnym razem twoje zaufanie nie wymagało ode mnie walki z wizją zbierania tego, co po Tobie zostało. To jest moja granica, Lu. Nie wszystkie niebezpieczne rzeczy, nie każda spontaniczna decyzja i nie wszystko, czego sam bym nie zrobił. Nie chcę mieć prawa zatwierdzania twoich pomysłów. Nie chcę jedynie, żebyś bez ostrzeżenia oddawała swoje życie całkowicie w moje ręce. Mogę zrobić wszystko właściwie i nadal nie zdążyć. Tego się przestraszyłem — zaznaczył to jasno. Był pewny, że jeśli znowu mu to zrobi zwyczajnie będzie miał dość psychicznie. Za dużo się ostatnio działo, żeby pozwalał sobie na dokładnie kolejnych trosk. Poruszył plecami. Chuja się dzięki temu dowie, ale od jakiegoś czasu te pieczęcie znacznie mocniej mu ciążyły na duchu. Zrobił jeden krok w jej stronę, ale zatrzymał się, zanim ponownie znalazł się tuż przy niej. Nie sięgnął po jej dłoń ani nie próbował zamknąć jej w ramionach, jakby samym dotykiem mógł zakończyć niewygodną rozmowę. To ona odsunęła się wcześniej i tym razem to ona miała zdecydować, czy zechce zmniejszyć pozostawioną przestrzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Nie chcę ostrożniejszej wersji ciebie stworzonej specjalnie po to, żeby mnie nie zdenerwować. Nie chcę, żebyś przed każdym ruchem zastanawiała się, czy mieści się w moich zasadach. Zależy mi na tobie takiej, jaka jesteś, nie na kobiecie, którą trzeba najpierw odpowiednio przyciąć, żeby pasowała do mojego życia. Musimy tylko nauczyć się, w których miejscach twoja burza spotyka się z moim ogniem i oboje zaczynamy palić wszystko dookoła. Katastrofy naturalne są piękne, ale… chyba warto nauczyć się je najpierw dobrze wywoływać, prawda? Nie chcę żebyśmy my cierpieli w tym tornadzie — powiedział, ale dalej zachował swój dystans, miał zamiar poczekać.

      Ashan

      Usuń
  9. Te trzy dni później Klara zdecydowanie lepiej czuła się na pokładzie Piranii. Dalej łajba jej się nie podobała, ale sam rejs zapewniał doprawdy niesamowite widoki. W temacie towarzystwa, raczej decydowała się na samotność lub obecność Damona, od załogi raczej stroniła. Uprzedzona była jednak głównie do Luny, z pozostałymi kobietami rozmawiała, gdy była taka potrzeba.
    Tego dnia była już tak bardzo zainspirowana, że chciała coś umieścić w swoim notesie. Nie dziwił już jej fakt, że tak wiele pięknych poematów nawiązywało do morza czy oceanu. Do kajuty weszła w dobrym humorze, ale widząc dopisek... jej twarz wyraźnie spochmurniała. Złapała przepisane świstek, zmięła w dłoni i opuściła swój pokój, by ruszyć gniewnie do kajuty Luny. Weszła tam bez pukania, zatrzymała się przy końcu stołu i cisnęła w Panią Kapitan pergaminem.
    - Ty wredna, plugawa, pozbawiona rozumu istoto! - krzyknęła na "dzień dobry". Dopadła nóż, który czekał przy talerzu i ruszyła na rzeczy dziewczyny. Zaczęła jej ciąć i dziurawić wszystko co popadło, jak leci, mapy, książki, wszystko, po prostu wszystko co dało się uszkodzić. Zaczęła po prostu tą jej kajutę demolować.
    - Dotknij moich rzeczy raz jeszcze, to Ci tu wszystko spalę! Rozumiesz?! - rzuciła wściekła, z łzami złości w oczach.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  10. Klara nie przerywała swoich działań, dalej cięła jak leci. To co czytała Luna zdecydowanie nie było czymś, co ona sama napisała.
    - Durna nawet czytać nie umiesz, ale co tu się dziwić, kto by chciał tracić czas na edukowanie czegoś takiego jak Ty - tu cisnęła nożem w samą Lunę, w ogóle nie przejmując się tym czy trafi, czy też nie.
    - Jesteś niezmiernie żałosna z tą swoją próbą zwrócenia na siebie mojej uwagi! - rzuciła. - Jedyne co ode mnie dostaniesz z takim podejściem, to właśnie to! - kopnęła jeden z jej mebli i złapała za krzesło stojące przy stole, rzuciła nim, a później kolejnym. Zaczęła rozbijać zastawę, rzucając nią w samą Lunę.
    - Nie przyjmę od Ciebie nic, co jest wymuszane w taki sposób! Rozumiesz Ty niespełna rozumu piratko!! - wściekła złapała cały stół i podniosła tak, by ten przewrócił się na bok. Dopadła zaraz coś cięższego, coś co przypominało pogrzebacz kominkowy.
    - Dobrze, że przynajmniej zdajesz sobie sprawę ze swojej śmieciowej wartości! - fuknęła i przywaliła przedmiotem w drzwi kajuty, zaczęła w nie uderzać tak, by wyłamać w nich dziurę.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luna przez dłuższą chwilę, po prostu się z niej śmiała. Widząc nóż, lecący w swą stronę, zasłoniła się zeszytem Klary i kiedy nóż opadł na podłogę, chwyciła go i podeszła do Klary, która w danej chwili bawiła się pogrzebaczem kominkowym. Zaszła ją od tyłu i objęła ramionami, póki co nie przystawiając jej miecza do gardła.
      - Za zniszczenia kajuty odpokutujesz - szepnęła jej do ucha. - Uspokój się furiatko - chuchnęła jej do ucha. - Luli, luli laj... - szepnęła jej do uszka. - Nic ci nie pomoże ta furia. Co cię tak złości? Niewinny dowcip z twoim cennym skarbem, czy może coś więcej - poczochrała ją po włosach. - Nie chcesz mieć mojej załogi na swym karku... - dodała, puszczając dziewczynę i odchodząc, by przysiąść na swym łożu. - Potrafią być nieobliczalne, a ty zrobiłaś tu okropny bajzel... - zacmokała. - Chociaż wiesz, może jednak twój towarzysz za ciebie posprząta. To dobry chłopiec do bicia, co nie? - spojrzała po Klarze i przeciągnęła się lekko. Furiatka, jak nic furiatka.

      Luna

      Usuń
  11. Klara dalej demolowała drzwi kajuty, by się z niej wydostać, a kiedy Luna ją objęła ramionami, ta od razu z impetem przydepnęła jej palce u stopy.
    - Zostaw mnie! - krzyknęła. Chciała mieć od niej święty spokój, a ta idiotka cały czas domagała się uwagi.
    - Nic nie odpokutuję! - warknęła i zmieniła ułożenie pogrzebacza, zaczęła nim celować w brzuch Luny.
    - Masz mnie zostawić w spokoju! Mnie i moje rzeczy!! - to nie była prośba. Nie dźgnęła jej ostatecznie, ale była gotowa to zrobić. Odsunęła głowę na jej chuchnięcie i na tyle na ile mogła nie pozwalała na dotyk. Puszczona zaczęła głębiej oddychać. Czego ta nawiedzona baba od niej chciała?! łzy napłynęły jej do oczu i dalej uderzała w drzwi, słysząc jednak o Damonie przerwała i obejrzała się na Lunę.
    - No dalej, dalej, pokaż jeszcze bardziej jak zgniła i zepsuta jesteś. On tu nic nie posprząta, już ja o to zadbam - zaznaczyła. - Sama będziesz sobie sprzątać swój bałagan albo te Twoje pokładowe psy zrobią to za Ciebie! Widzisz by poza Tobą ktoś jeszcze się śmiał z tego dowcipu?! Bo ja nie! - podeszła do niej, by zabrać swoje zapiski, oczywiście pogrzebacz dalej miała w dłoni.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  12. Klara prychnęła pod nosem.
    - Zachowuję się tak jak sobie Gospodyni na to zasługuje. Kradnie cudze rzeczy by spełnić własne dziecinne kaprysy, to ja będę równie dziecinna i równie kapryśna - zaznaczyła. Tematu bałaganu nie komentowała i tak nic tu palcem nie ruszy.
    - Pożyczasz? Jesteś naprawdę bezczelna. Ja też sobie właśnie tylko pożyczyłam Twoją kajutę, tylko dlatego, że kradniesz moje rzeczy by wymusić na mnie swoje własne zachcianki. Zapomnij, że cokolwiek z Tobą zjem, zapomnij, że jakkolwiek miło spędzimy czas. Trzeba było słuchać, gdy mówiłam, że masz nie dotykać moich prywatnych rzeczy. Jesteś naprawdę głupia, skoro myślałaś, że tym samym zagraniem którym mi podpadłaś, teraz cokolwiek zmienisz - oznajmiła i nawet nie próbowała zabrać jej swojego notesu. Wróciła do drzwi i dalej zaczęła je rozwalać.
    - Bo co się wydarzy? Będziesz jeszcze większą pindą niż jesteś? - Klara spojrzała po niej marszcząc wyraźnie czoło. - Twoja załoga musi być albo durna albo ślepa, skoro podąża za kimś Twojego pokroju - przywaliła w drzwi jeszcze mocniej, była już naprawdę wściekła i rozgoryczona, ale w końcu zrobiła w drzwiach dziurę na wylot. Zaczęła ją poszerzać kolejnymi uderzeniami.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  13. Klara słysząc jej słowa po prostu się roześmiała. Śmiała się tak chwilę i zaraz przetarła oczy z łez.
    - Och, nagle bezczelność jest dla Ciebie problemem? Jakoś tą swoją uważasz za przewspaniałe zaczepki! Kradniesz moje rzeczy tylko po to by spełnić swoje własne zachcianki i naprawdę jesteś zaskoczona, że nie zamierzam iść Ci na rękę? - doprawdy była niepoprawna. - Jesteś aż tak durna, że myślałaś, że wszystko Ci wolno? Że robiąc to samo czym mi podpadłaś przy naszym pierwszym spotkaniu, że znowu kradnąc moją własność zyskasz moją aprobatę, tylko dlatego, że to Twoja łajba?! Ktoś tu chyba nie przywykł do odmowy! Nie zjem z Tobą nic! A już na pewno nie kiedy stosujesz wobec mojej osoby szantaż i zabierasz cenne dla mnie przedmioty! - zaznaczyła twardo. - Nic nie zawiniłaś, dobre sobie, doprawdy - pokręciła głową. Akurat słowa co do załogi nie były prawdą, Klara jedynie do Luny miała obiekcje, nikogo innego z załogi nie traktowała jak zło konieczne, bo nikt inny wcześniej jej nie okradł i nie uważał tego za śmieszny dowcip.
    - Ciekawe więc jak wytrzymujesz z samą sobą! - rzuciła za nią, bo sama zachowała się jak rozwydrzona, mała dziewczynka, która nie umie przyjąć odmowy co do kolacji i posuwa się do kradzieży cudzych rzeczy i szantażu by spełnić swoje zachcianki. Najwyraźniej rada, którą kiedyś usłyszała miała swoją racje bytu. Wystarczyło być bardziej rozwydrzonym niż przeciwnik i działało. Kiedy Luna wyszła, ona cofnęła się na jej łóżko po swój notes, a potem opuściła kajutę.
    - Nawet na bezludnej wyspie będzie lepiej niż w towarzystwie kogoś takiego jak Ty - oznajmiła wielkiej Pani Kapitan i ze łzami w oczach skierowała się do własnej kajuty, by pozbierać swoje rzeczy. Miała dość tej dziewczyny, dziś przekroczyła granicę i zmiana kursu wcale jej nie martwiła.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  14. Ashan nie odpowiedział od razu. Kiedy Luna musnęła palcami jego dłoń, poczuł pod skórą znajome ciepło, choć tym razem nie miało nic wspólnego z klątwą ani ogniem fenalisa. Rozeszło się powoli od palców aż do piersi i osiadło gdzieś głęboko, w miejscu, do którego od dawna nikogo nie dopuszczał. Patrzył na nią uważnie, jakby chciał upewnić się, że naprawdę wypowiedziała te słowa, a nie były to jedynie wyjątkowo przyjemne złudzenia.
    Luna była ogniem, nie kobietą. Ciepłym pożarem, przy którym rozsądek podpowiadał mu zachować dystans, a on mimo wszystko chciał podejść bliżej i pozwolić sobie płonąć. Nie musiała znać jeszcze własnych granic ani czuć się przy nim całkowicie swobodnie. Wystarczało mu, że chciała spróbować i że spośród wszystkich możliwych dróg wybrała właśnie tę, którą miał ruszyć on.
    — Chcę Ciebie— powiedział cicho, po czym uniósł lekko brwi, uświadamiając sobie brzmienie własnych słów. — To znaczy... chcę, żebyś ze mną poszła — doprecyzował, chociaż może nie powinien. Kącik jego ust drgnął w rzadkim, wyraźnie ciepłym uśmiechu. Odwrócił dłoń i ostrożnie splótł palce z jej palcami, nie zaciskając ich mocno, aby w każdej chwili mogła się cofnąć.
    — To znaczy dla mnie więcej, niż potrafię teraz powiedzieć. Nie będę próbował Cię zatrzymywać ani udawać, że nie cieszy mnie twoje towarzystwo, bo cieszy. Bardzo — przyznał bez zwyczajowego unikania spojrzenia. — Nie będziesz musiała mi siedzieć na ogonie, chcę żebyś była obok — zaznaczył

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  15. Ashan sam nie chciał z niczym nigdzie pędzić. Zależało mu na tej relacji. Nie traktował Luny jak zwyczajnej szansy na dobry romans. Było w niej coś wyjątkowo, nawet jeśli pochodziła z innego świata, ten jej sztorm w głowie, ten uśmiech… mogła być jak wzburzone morze a jednocześnie przypominać mu cudowny, katastrofalny pożar. Katastrofa w jego głowie nie była tragiczna, wręcz przeciwnie. Oddziaływała na wszystkie jego zmysły, pozbawiała kontroli tam, gdzie tego chciał i trzymała w napięciu idealnie, aby powodować przyjemne dreszcze. Pragnął jej, bardzo jej pragnął. Nie chciał jednak śpieszyć się nigdzie, by niczego nie zepsuć. Chociaż nie. To też było niedopowiedzenie. Chciał jej ciała od dawna i niejednokrotnie, ale nie pozwalał sobie przekroczyć tej granicy dopóki chwila nie była odpowiednia. Miał rozum. Potrafił się zachować. (Nie to co niektórzy XD dop. aut. XD). Przytrzymał jej rękę przy swoim policzku, po czym przedłużył pocałunek o kolejne kilka chwil, smakując jej ust, które poza słodyczą pozostawiały po sobie morską sól i mocny posmak rumu. Uśmiechnął się do niej szerzej, nie puszczając jej ręki.
    — Jestem, jestem też w stanie pójść z Tobą, jeśli nie masz nic przeciwko. Będę miał okazję poznać nieco świata Pani Kapitan — odpowiedział jej.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  16. (Cytując, co w rodzinie, to nie zginie XDDD zobaczymy jak wyjdzie ^^ )

    Bardzo podobało mu się, że przyciąga go do siebie. Absolutnie nie oponował i delektował się każdą chwilą tego zapomnienia. Trzymał jednak uparcie ręce przy sobie, na plecach kobiety, nie dając ich niżej na te ponętne pośladki, chociaż cholera, naprawdę by chciał. Pociągała go od dawna i ciężko było to ukryć. Jednakowoż zdążył też wystarczająco dużo razy dać sygnały na przestrzeni ich relacji, które zostały zignorowane. Wystarczyło, żeby wiedział, że ma swoją granicę, której nie chciał przekraczać. Nie był niewyżytym zwierzęciem, który musiał mieć ją koniecznie tu i teraz. Chciał. Bardzo. Mimo wszystko trzymał się na krótkiej smyczy, dopóki sama nie pokaże, że ona go pożąda w taki sam sposób. Nie miał zamiaru szukać słabości, które mógłby wykorzystać dla własnej przyjemności.
    Przytaknął głową, kiedy mu odmówiła. Uśmiechnął się do niej na swój pokrzepiający sposób. Nie był może taki jak u innych, ale starał się. Dotknął lekko policzka Luny i przesunął po nim kciukiem. Ucałował ją, tym razem w czoło, delikatnie, lecz czule.
    — Mogę poczekać nie tylko z polowaniem, nie przejmuj się. Nie wejdę na siłę tam, gdzie tego nie chcesz — zapewnił ją, odsuwając się lekko, aby spojrzeć w jej tęczówki.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń

  17. Ashan z kolei doceniał, że Luna nie postanowiła nadmiernie testować jego silnej woli. Niewiele musiała by zrobić by faktycznie wystawić ją na próbę i najwyraźniej zdawała sobie z tego sprawę. Splótł z nią palce u rąk, kiedy go złapała.
    — Z chęcią — odparł na jej propozycję. Uniósł lekko jej dłoń do góry i spojrzał po niej niby to poważnie niby z rozbawieniem czy przekorą. — Masz ochotę wybrać się dzisiaj ze mną na potańcówkę? Pewna piękna kobieta zdradziła mi, że muzyka będzie niesamowita — zapytał z błyskiem w oku.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  18. — Wyglądasz idealnie — zapewnił ją. Spojrzał na swoją klatkę piersiową. Nie była jakoś mocno uwidoczniona. Nie miał może kołnierza pod szyję, ale krój był dosyć normalny jak na ogólny styl w tym kraju czy w Phyonix. — Mam się bardziej odziać? — zapytał. Nie sądził, żeby jego klatka piersiowa była aż takim problem, nie sądził też, żeby był aż tak wystrojony, miał na sobie proste ubrania, idealne do podróży.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  19. Z ust wymknął mu się krótki śmiech, trochę zbyt wesoły jak na niego. Dał się pociągnąć i po prostu patrzył na całą sylwetkę kobiety, od falujących włosów, przez zgrabne plecy, jeszcze zgrabniejsze pośladki i nogi.
    Nie mówił nic, kiedy kazała na siebie czekać, w zasadzie nie mówił nic całą drogę, karmiąc oczy widokami. A kiedy dotarli już na miejsce przystanął i poczekał aż się przebie. Zapalił w tym czasie, aby uspokoić nieco myśli, co zdecydowanie mu się przyda.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobrze, że miał papierosa, bo kiedy ją zobaczył zaciągnął się mocniej, zostawiając praktycznie niedopałek w ręku. Wypuścił dym za siebie, po czym wrócił wzrokiem do Luny. Spojrzał po niej uważnie. Zrobiła to specjalnie, prawda? Kusicielka. Czuł, że jest w tym momencie poddawany jakiejś próbie, tylko nie był pewny przez kogo. Uśmiechnął się do niej, kiedy zabrała mu papierosa, patrząc jak sama się zaciąga. Był to całkiem przyjemny widok dla oka.
    — Miałem uciec? Nie jestem głupi — pokręcił głową, poprawiając lekko niesforny kosmyk włosów, który założył jej za ucho. — Skoro już jesteś obok to nie zamierzam tracić okazji — dodał, po czym pocałował ją w policzek, delikatnie, żeby nie prowokować się bardziej. Podał jej swoje ramię.
    — Zawsze — przytaknął na słowa odnośnie gotowości i zaczął z nią iść.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  21. Ashan pozwolił Lunie zaciągnąć się na parkiet, choć udawał przed sobą, że wcale nie poszedł za nią tak łatwo. Muzyka rozlewała się po tawernie, ale jego uwaga bardzo szybko skupiła się wyłącznie na niej. Kiedy dygnęła przed nim i zaczęła wystukiwać rytm butem, uniósł brew, rozpoznając w tym zaproszenie do tańca i małego pojedynku. Patrzył, jak jej suknia faluje przy każdym kroku, jak włosy zataczają łuk w obrocie i jak uśmiecha się do niego z tą swoją swobodną bezczelnością. W końcu ruszył za nią, najpierw spokojnie, potem pewniej, odpowiadając na jej rytm cięższymi, kontrolowanymi krokami. Gdy przywarła do niego na moment i przesunęła dłońmi po jego klatce, jego ręka odruchowo znalazła jej talię. Jej śmiech i ruchy bioder skutecznie wyciągały z niego resztki wcześniejszego napięcia, choć nadal pilnował jej wzrokiem, jakby nie chciał wypuścić jej poza swój zasięg. Kiedy objęła go ramionami i założyła nogę na jego biodro, przytrzymał ją mocniej, patrząc jej w oczy z zaczepnym uśmiechem. Kusicielka, cholerna kusicielka. Jak miał na to nie zareagować?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ashan patrzył na nią spod lekko przymrużonych powiek, czując doskonale każde muśnięcie jej ust, dłoni i ciała, ale zamiast od razu dać się sprowokować, tylko zacisnął palce na jej talii odrobinę mocniej. Kiedy schodziła niżej w rytmie muzyki, nie spuszczał z niej wzroku, jakby naprawdę nie istniał żaden parkiet, żadna tawerna i żadni ludzie wokół nich. Na jej słowa kącik jego ust drgnął zaczepnie, bo skoro chciała zobaczyć, na co go stać, nie zamierzał udawać skromności.
    — Luna... nieładnie tak, wiem co robisz… — szepnął, nachylając się do niej. Tym razem to on przejął prowadzenie, jednym płynnym ruchem przyciągając ją bliżej, by zaraz poprowadzić ją w szybki obrót zgodny z mocniejszym uderzeniem muzyki. Obrócił ją raz, drugi, po czym złapał pewnie przy biodrze i poprowadził kilka cięższych, bardziej zdecydowanych kroków. Pozwolił rytmowi wejść w ciało, w barki, w biodra i w dłonie, odpowiadając na jej kokieterię czymś równie bezczelnym, ale znacznie bardziej przyzwoitym. Starał się, naprawdę się starał, ale kurwa, nie ułatwiała mu tego z żadnej strony. Gdy wróciła do niego po kolejnym obrocie, pochylił się przy jej uchu.
    — Ktoś się tutaj bawi moją silną wolą… — mruknął nisko, z uśmiechem wyczuwalnym w głosie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  24. Ashan odpowiedział na jej pocałunek mocniej, niż zamierzał, zirytowany na swoją własną podatność na tą kobietę. Czuł jej ciało przy swoim, ciepło jej oddechu, palce na skórze i każdy cholerny argument przeciwko temu, by przesunąć tę grę dalej, nagle brzmiał w jego głowie coraz ciszej i jakoś… cholernie trywialnie Odsunął się tylko odrobinę, na tyle, by spojrzeć jej w oczy, ale zamiast przerwać, sam zrobił to samo co ona i przesunął kciukiem po jej dolnej wardze, powoli, zaczepnie, sprawdzając jej reakcję. Drugą dłonią poprowadził po jej talii i plecach, zatrzymując się niebezpiecznie nisko. Nachylił się do jej ucha, musnął je ustami i uśmiechnął się lekko.
    — Po prostu kusi… — szepnął nisko.
    Nie dał jej od razu kolejnego pocałunku, choć wiedział, że oboje go chcą, tylko przesunął ustami po linii jej policzka i zatrzymał się tuż przy kąciku warg, drażniąc ją krótkim, prawie niewinnym muśnięciem. Uśmiechnął się nieco szerzej, klnąc w myślach. Cholera sam bardzo tego chciał. W środku walczył ze sobą zaciekle, bo część niego chciała złapać ją mocniej i zapomnieć o całej tawernie, a druga przypominała mu, że właśnie dlatego powinien uważać. Mimo to poprowadził ją w wolniejszy krok, bliżej siebie, pozwalając dłoniom mówić za niego więcej, niż wypadało powiedzieć na głos. Kiedy w końcu znów ją pocałował, zrobił to powoli, bardzo powoli, delektując się każdą sekundą powolnego, zmysłowego pocałunku.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  25. - Może lepiej go tam sobie znowu wsadź, to ci ulży! – rzuciła w odpowiedzi na kij w dupie. Zaraz zatrzymała się i obejrzała wściekła na dziewczynę.
    - Nie Luna, to dalej jest Mathyr! To nie jest Twój świat rozpieszczona pindo! Nie będziesz mi dyktowała żadnych zasad! Jeżeli tego uczysz te dziewczęta, tego, że za odmowę Tobie czegokolwiek kradniesz ich cenne rzeczy jak jakaś rozwydrzona dziewczynka, która nie dostała słodkości, których chciała, to szczerze im współczuję, że muszę z kimś takim przebywać! – rzuciła i dalej jej już nie słuchała, po prostu ruszyła do własnej kajuty i zaczęła wpychać w swój tobołek swoje rzeczy. Dalej miała załzawione oczy i czuła jak gniewne łzy spływają po policzkach. Kiedy już zapakowała co chciała to wyszła z kajuty i poszukała Damona. Przetarła buzię.
    - Idziesz ze mną, czy zostajesz?! – zapytała ostro, jak na siebie. Na przyszłość będzie już wiedziała by od tej dziewuchy trzymać się z daleka. Oberwała swoim własnym zachowaniem, nie zważaniem na nic i robieniem tego co innym się nie podoba i proszę, proszę jaka nagle oburzona.
    - Nie zostanę na tej łajbie ani dnia dłużej! – oznajmiła nim Damon cokolwiek odpowiedział i wściekła ruszyła w stronę pokładu. Dobrze, że miała tu te trzy dni względnego spokoju, dobrze, że miała swój ciekawski nos i zdążyła się tu w razie co porozglądać. Kiedy Luna zajmowała się dyskusjami i zmianami kursu, Klara dopadła do balustrady i z trzęsącymi się dłońmi przeszła na jej drugą stronę. Bała się, ale cóż… Najpierw zrzuciła tobołek, a później sama skoczyła, jednak nie do wody, a do szalupy ratunkowej podwieszonej nad wodą.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  26. Ashan spojrzał na nią uważnie, kiedy oparła głowę o jego klatkę piersiową, a potem wsunęła dłonie w jego włosy. Nie przestał tańczyć, ale zwolnił razem z nią, dopasowując się do tempa, które wybrała Przesunął dłonią po jej plecach, spokojniej niż wcześniej, bez nacisku, wyżej, dając obojgu szansę na bezpieczne reakcje. Nie mógł się jednak nie uśmiechnąć z lekkim tryumfem. Nie tylko ona potrafiła kusić i wodzić za nas.
    — Tak jest dobrze? — powtórzył cicho, unosząc jedną brew. — To tak zostaniemy — dodał ciszej i musnął ustami jej skroń, krótko i bez pośpiechu, po czym odsunął się na tyle, żeby znowu spojrzeć jej w oczy. — Mi też jest dobrze — zapewnił ją jeszcze.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  27. Klary nie obchodziły krzyki Damona.
    - Wszędzie lepiej niż tutaj! Jak Bóg da i jak taka jego wola to i tak umrę nim spotkam ukochanego! - krzyknęła, dalej zapłakana. Zajęła się rozwiązywaniem lin, zdecydowana na ucieczkę, ale kiedy Luna przecięła swoje liny, a łódka wylądowała na wodzie, Klara pisnęła, przytulając się do deski robiącej tu za siedzisko. W pierwszej chwili nawet się nie zorientowała kto do niej dołączył, ale słysząc TEN głos przywarła do deski jeszcze mocniej i aż zadrżała wyraźnie. Nagle eter przeszył jej wściekły krzyk, wydarła się jak jakiś dzikus, prosto w siedzisko, a zaraz potem dopadła wiosło i wymierzyła nim w Lunę, próbując niczym dzidą wypchnąć ją do wody.
    - Wszędzie popłynę, ale nie z Tobą!! - huknęła, wymierzając swoje średnio wyważone ciosy i kolebiąc całą szalupą. Szał w jaki aktualnie wpadła nie pozwalał jej jednak rozeznać się w tej sytuacji i bez oporu starała się przywalić Lunie wiosłem.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  28. Klara nie przerywała swojego ataku, a kiedy Luna złapała za wiosło dziewczyna zaczęła się jeszcze mocniej szarpać. Tym razem wściekła spojrzała w oczy Pani Kapitan i wydarła jej się prosto w twarz. Szarpała wiosło dalej.
    - Odwal się, odwal się, odwal się ode mnie!! - krzyczała. - Wszystko jest źle! Jesteś zmorą! Złem wcielonym! Wstrętną, paskudną osobą! Ty...! Ty...! Ty plugawa...! - tu już szarpała naprawdę mocno, tak mocno, że aż wiosło się ułamało i lekko skaleczyło jej dłoń, a Klara gwałtownie je puściła, co sprawiło że impet szarpaniny wyrzucił ją za burtę. Emocje, przeraźliwy chłód wody, krew na ręce... Klara nie była pewna czy w coś nie przywaliła głową, ale miała wrażenie, że świadomość jej się odcięła.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  29. Usiadł, po tym jak zaprowadziła go na pomost i upił drinka, patrząc kątem oka na kobietę. Objął ją ramieniem i przyciągnął lekko do siebie, aby opierała się o jego tors, a sam położył brodę na czubku jej głowy. Zaciągnął się przyjemnym zapachem Luny, uśmiechając się lekko pod nosem.
    — Tylko ze świetną partnerką — odpowiedział w kwestii tańca. Nie było to też kłamstwo, nie starał się, jeśli nie miał obok kogoś z kim faktycznie miałby ochotę zatańczyć. Inaczej zazwyczaj po prostu nie wchodził na parkiet. Zastanowił się chwilę nad jej pytaniem.
    — Nie jestem pewny… umiem walczyć, grać, skórować… potrafię sam przeżyć i nie umrzeć z głodu — wyjaśnił. — A jako książe… cóż… samotnie. Połowę dzieciństwa spędziłem w… — zastanowił się jak to ująć, żeby nie brzmieć zbyt dziwnie nawet jak na samego siebie. — z ojcem w odosobnieniu… mam pewną klątwę, chorobę, która nie pozwalała mi swobodnie żyć i tylko w jednym miejscu mogłem nauczyć się to ujarzmić — wyjaśnił. — A jakie życie miała księżniczka piratów?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  30. Lunie udało się przywrócić oddech Klary, ta w końcu wykasłała wodę z płuc i nawet uchyliła powieki, ale na widok twarzy piratki znowu omdlała. Oddychała, jednak po prostu ją odcięło.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  31. Uśmiechnął się krzywo, chociaż po nim było za bardzo widać, aby był to uśmiech. Zaśmiał się cicho i krótko. I co miał jej teraz powiedzieć? Nie chciał jeszcze o tym mówić, nie kiedy nie był gotowy na dokładne wyjaśnienia, a dla kogoś kto nigdy nie słyszał o demonach, piekle, potępieniu, magii, albo słyszał pobieżnie nie był to zbyt prosty temat. Zastanawiał się dłuższą chwilę w milczeniu.
    — To… w pewnym sensie genetyczne. Choroba, klątwa… różnie można to nazwać. To skomplikowane, w dużym skrócie odbiera mi życie, jeśli tego nie kontroluje… — urwał, żeby pochylić się nad nią i spojrzeć jej w oczy. Ucałował ją delikatnie w nos. — Wybacz, ale nie jestem gotowy na większe szczegóły, to nie dotyczy tylko mnie, dajmy sobie na to więcej czasu, dobrze? — poprosił. — Mogłem ją ujarzmić przez… trening, magiczne tatuaże na plecach — dodał jeszcze, bo tyle mógł w stanie jeszcze zdradzić. Tym też już się dzielił.
    — Nie bałaś się nigdy? — zainteresował się, kiedy opowiadała sama o swoim dzieciństwie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  32. Ashan przytulił ją do siebie mocniej i pogładził lekko jej ramię. Przypominała mu teraz o siostrze. Też się bała, ba, dalej się boi, a jednak nie wypada i trzeba iść do przodu. Ucałował ją lekko, jakby na pocieszenie.
    — Cieszę się, że Ci się udało, Lu, naprawdę — szepnął. Osobiscie jednak… nie lubił takich widoków. To było zwyczajnie okrutne wobec dzieci, a jednak dzięki temu powstawały wybitne jednostki jak ta tutaj. — Całkiem sporo tej siły masz, wszytko to tylko przekuty strach? — zainteresował się.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  33. Objął ją na linii bioder, kiedy usiadła mu na kolanach i przybliżył ją odruchowo bliżej siebie, żeby ukraść jeden, potem drugi i trzeci pocałunek. Nie szedł nigdzie dalej, nie próbował dotykać jej pośladków, czy pogłębiać pocałunku bardziej niż okazanie zwykłej czułości i zainteresowania. Mimo wszystko nie mógł się powstrzymać przed smakowaniem tych ponętnych warg.
    — Nie wiem czy umiem się z tym zgodzić — odpowiedział odnośnie strachu i domeny słabych jednostek. Spojrzał poważniej w oczy Lu. — Boję się chociażby straty, ludzi, kontroli, tych i tego na czym mi zależy, boję się śmierci, stracenia na stałe kończyn… wielu rzeczy sprawia, że mam nieprzyjemne ciarki. Ale też uważam, że prawdziwą siłą jest przezwyciężenie tego strachu, iść do przodu dalej mimo drżących dłoni. Strach też jest potrzebny moim zdaniem, to naturalny mechanizm obronny, umożliwia przeżycie, motywuje do działania, przynajmniej tak długo jak nie da się nim sparaliżować — wyjaśnił.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  34. Pokręcił głową i zaśmiał się cicho, samemu wodząc dłońmi po górnych, bezpiecznych partiach jej ciała.
    — Tak, nie musimy wszędzie się zgadzać — przytaknął jej cicho. Sam się z tym zgadzał. — Poza tym, to byłoby nudne, gdybyśmy we wszystkim mieli taką samą opinię — dodał ciszej, kradnąc jej kolejny pocałunek. Przytaknął ruchem głowy na jej słowa, nie spuszczając z niej oczu.
    — To prawda, potrzeba siły, żeby walczyć, zwłaszcza ze strachem — zgodził się z nią — A siłę można czerpać z wielu źródeł. Skąd najchętniej czerpiesz swoją siłę?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  35. — Żyjesz po prostu dla siebie, tak? — zapytał w takim razie interpretując jej słowa. Nie był pewien czy sam o sobie mógłby powiedzieć to samo. Czerpał co prawda siłę z własnej determinacji i silnej woli, ale to nie była jego najważniejsza motywacja. Na pierwszym miejscu miał zawsze swoich bliskich, powód, dla którego w ogóle chciał żyć ze swoim własnym piętnem, zamiast po prostu się poddać. Niemniej uśmiechnął się do Lu ciepło.
    — Odważna i silna z Ciebie kobieta — odparł, gładząc jej policzek.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń

  36. Przytaknął jej.
    — Życie tylko dla kogoś tak, myślę że ja przy życiu chcę mieć równowagę — odpowiedział szczerze przenosząc wzrok na gwiazdy. — Żyć dla siebie i dla tych, którym na tym zależy, mieć spokój, że mam gdzie wrócić, do kogo i moje życie ma dla kogoś znaczenie poza mną. To pomaga w trudnych chwilach — uśmiechnął się lekko.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń

  37. Ashan zaśmiał się lekko.
    — Nie wiem czy pełna równowaga faktycznie istnieje w pełni. W zależności od chwili jedno lub drugie może bardziej przeważać, ale świadomość posiadania jednego i drugiego i trzymanie się tego powinno być wystarczające, tak myślę — odpowiedział, wstając razem z nią. Podał jej rękę. — Nawet jeśli ciężko pokazać emocje, te zawsze są, a emocje nie są logiczne i równe, są zbyt skomplikowane, a jednocześnie cenne — dodał. Przytaknął głową na jej pytanie.
    — W pewnym sensie, zapraszam na najwyższy szczyt w tym mieście, na piwo niebios — odparł, pokazując jej ruchem głowy na mówiony szczyt skąd było widać światła i budynki — Ważą tam piwo, ma całkiem inny smak — wyjaśnił.


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  38. — I przy okazji ma tendencje do tego, aby przechylać się na różne strony — zauważył, kiedy sama się tak bujała na najróżniejsze strony. Ta próba złapania równowagi bardzo przypominała mu właśnie taką wewnętrzną walkę. Oddał jej pocałunek, pogłębiając go trochę. Złapał ją w talii, jakby nie chciał, żeby zaraz mu uciekła i przytaknął ruchem głowy, prowadząc ją w stronę przybytku, o którym mówił.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  39. — Nie zamkną, noc jest jeszcze młoda — zapewnił, nie pozwalając jej mimo wszystko za bardzo się odsunąć. Chciał być blisko niej, póki miał ku temu okazję. Mówiła, że chce ruszyć z nim w podróż, ale nadrobić stracony czas przecież mógł? Poza tym, kto nie lubił trzymać pięknej kobiety tuż obok siebie?
    — Jest dobre, ale czy niebiańskie to raczej subiektywna ocena — odparł na jej słowa. — Zdecydowanie smak jest ciekawy, przez to, gdzie jest piwo warzone, musisz po prostu sama spróbować — opowiadał, prowadząc ją dalej i zanim się obejrzeli byli już za połową drogi, w drodze na szczyt.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  40. Pokręcił głową na każdą z jej propozycji odnośnie ulubionego koloru.
    — W zasadzie to mam dwa, stalowe srebro i zieleń — odpowiedział. Być może nie nosił nigdy tych kolorów, ale te zawsze zdawały mu się najbardziej atrakcyjne wizualnie. Jej wybór akurat go nie dziwił bardzo to pasowało do całej jej osobowości. Zdziwiłby się, gdyby wybrała coś innego.
    — Ulubioną byłoby mandi z jagnięciną. Nie mam za to niczego czego nie trawię. Jeść trzeba, a czasami nie ucieknę przed własną kuchnią, a od tego zdecydowanie nie ma nic gorszego — wyjaśnił.
    — A Ty? — zapytał zaraz. — Masz ulubioną broń i taką, której nie cierpisz dzierżyć? — sam zadał pytania, które jego zdaniem wydawały się ciekawe. Doszli już do przybytku na szczycie, chociaż na dobrą sprawę nie był to żaden budynek. Była kilka tkanin chroniących przed deszczami, które zdarzały się tu dość rzadko, a tak wszystko było otwarte do podziwiania widoku nieba. Zamówił im po kuflu niebiańskiego piwa i podał jeden Lunie.
    — To już musisz sama ocenić, zobaczymy — odparł.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  41. Klara wybudzać się ze swojego snu zaczęła dobre dwie godziny po tym jak omdlała. Pierwszym objawem jej pobudki było ciche jęknięcie. Głowa wyraźnie jej pulsowała i miała wrażenie, że ledwo może się ruszać. Zaraz jednak powierciła się chwilę, ciało miała bardzo obolałe. W końcu przyszedł moment refleksji i dziewczyna podniosła się gwałtownie do siadu, ale zaraz syknęła, bo to również zabolało. Pomasowała głowę i niemrawo rozejrzała się dookoła. Dźwięki świata zewnętrznego dopiero po chwili zaczęły do niej docierać. Na razie starała się uregulować obraz, który jeszcze się trochę dwoił i troił, a do tego był rozmazany.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  42. Klara ulokowała spojrzenie w czymś co się aktualnie nie ruszało. Dopiero po chwili dotarły do niej słowa Luny, ale były jak wypowiadane z odległego tunelu. Zamrugała niemrawo oczyma i kiedy w końcu obraz się poprawił, przeniosła spojrzenie na Lunę. Miała dość tępe spojrzenie. Zaraz spojrzała na kokosa i znowu na Lunę. Nie… To nie mogła być prawda… Naprawdę przez chwilę liczyła, że utonie, że wróci do rodziny i do ciepłych ramion matki, a tu… Znowu ta dziewczyna. Za jakie grzechy? Poczuła pieczenie pod powiekami i nic nie mówiąc wróciła do leżenia, skuliła się jednak i po prostu pozwalała by nieme łzy spływały jej po policzkach. Odwróciła się plecami do Luny. Ledwo co kojarzyła aktualnie fakty i nawet nie specjalnie zwróciła uwagę na konstrukcję, czy na to, że leży w cieniu.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  43. Kiedy tylko Luna opuściła szałas, Klara pozwoliła sobie na szloch. Całe jej ciało zadrżało od emocji trzymanych w sobie i po prostu płakała. Dalej jednak nie za głośno, co by nie zwracać na siebie uwagi. Piosenka, którą usłyszała tylko jeszcze bardziej nasiliła jej płacz i teraz już nie miała wystarczająco sił by zagłuszać swoje podciągnięcia nosem czy trochę głębsze oddechy. Trochę czasu jej zajęło nim przestała płakać, ale nim rzeczywiście przestała to po prostu znowu zasnęła, wykończona tym wszystkim co ją aktualnie otaczało. Jej sen nie był spokojny, drżała w nim lekko, ale dalej trwała zwinięta w kulkę. Zasnęła, a obudziła się dopiero wieczorem. Potem, nawet gdy otworzyła oczy to po prostu tempo patrzyła się w jedno miejsce. Nie wzięła ani łyka wody, nie wsunęła nic do ust, po prostu leżała i patrzyła w jedno miejsce, pozwalając by jej myśli płynęły w najróżniejsze strony.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  44. Klara nawet nie drgnęła, słyszała Lunę, ale nie spojrzała w jej stronę. Dalej po prostu leżała w tej samej pozycji. Dla świętego spokoju przymknęła nawet oczy, by chociaż wyglądać jakby spała. Otwierała je tylko, gdy Luna tu nie zaglądała. Przed spaniem, jedyne co zrobiła to wzięła łyka wody z kokosa, a potem dalej leżała i spała. Tak aż do białego rana.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  45. Mięso, które Luna jej zostawiła nadal z rana leżało w kokosie. Klara oczywiście zamknęła oczy, gdy usłyszała kroki piratki, a na jej pobudkę dalej nie reagowała. Przynajmniej nie na pierwsze słowa, bo gdy zeszło na temat duszy, to otworzyła oczy i spojrzała po Lunie tak, jakby ta gadała jakieś brednie. Doskonale wiedziała, że trzeba walczyć i właśnie to robiła. Podniosła się bardzo powoli do pół siadu, najpierw oparła się na ramieniu, później wyprostowała rękę, a dopiero potem usiadła. Ruch sprawił, że zaraz lekko się dziewczynie odbiło. Spojrzała na zimne mięso i skrzywiła się. Głód jakoś nie specjalnie jej doskwierał, wyglądała jakby była co do swojego losu zupełnie obojętna. Sięgnęła jednak po wodę i wzięła jej kolejny łyk. Było już tam trochę piasku, więc znowu się skrzywiła i zakaszlała lekko, jednak koniec końców doprowadziła się z tym do ładu. Minę dalej miała niemrawą, ale sięgnęła do kokosa, co by sobie odrywać milimetrowe kawałki mięsa i wkładać je do ust. Nie odpowiedziała nic, głowę miała raczej spuszczoną i po prostu patrzyła jak nie w piasek, to na jedzenie czy własną sukienkę.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  46. Klara skubnęła dosłownie kilka kęsów i zaraz przestała jeść, bo aż ją mdliło na konieczność przełykania. Podciągnęła powoli nogi pod siebie, a potem objęła je ramionami, policzek układając na kolanach i patrząc gdzieś w pustą przestrzeń. Nie odzywała się do Luny, nic dziwnego, że nawet morze nie chciało gadać z tą dziewczyną. Na pytanie w temacie opuszczenia „Piranii” również się nie odezwała. Podniosła jednak głowę na wieść o własnej śmierci. Czyżby… jednak? Zacisnęła lekko zęby, a jej wzrok znowu przygasł i ponownie położyła głowę na kolanach, tym razem jednak oparła o nie brodę.
    - Jesteś tu Ty… więc musiałam trafić do Piekła – stwierdziła smętnie, znowu czując łzy pod oczami. Może rzeczywiście umarła? Czyżby aż tak zgrzeszyła by trafić w takie miejsce? Czy już naprawdę nigdy nie zobaczy swojej ukochanej rodziny? Podciągnęła cicho nosem i po raz kolejny poczuła jak po policzkach spływają łzy.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  47. Klara zlekceważyła jej komentarz na rzecz płaczu. Skuliła się jeszcze mocniej i schowała buzię w kolanach. Aktualnie nawet objęcie ramieniem nie było w stanie wyrwać jej z rozpaczy. Jedyne co zrobiła to zaczęła przechylać się w przeciwną do Luny stronę, przez co ostatecznie upadła na bok i dalej leżała po prostu płacząc. Dopiero po chwili dotarły do niej słowa piratki. Czyli jednak nie umarła? Uspokoiła się odrobinę i podciągnęła kilka razy nosem. To był było prawdziwe Piekło, gdyby miała resztę życia spędzić z Luną na jakiejś wyspie. Podniosła się do siadu i przetarła zasmarkany nos. Rękawem przetarła też oczy. Na jej twarzy dalej gościł wyraźny smutek i żal. Odsunęła się od Luny jeszcze trochę i po prostu wróciła do pozycji zawiniętego kokona. Kolana pod brodą i twarzy schowana między nimi, a ramiona oplatały jej nogi. Nie płakała, ale nie patrzyła na Lunę i nie miała ochoty z nią rozmawiać.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  48. Słysząc słowa dziewczyny zacisnęła lekko zęby. Już chciała, chciała po prostu w spokoju dopłynąć do Marchwii, ale Luna nie zamierzała dać jej spokoju i teraz gniły tutaj. Nie zamierzała o nic prosić tej dziewczyny, już nigdy więcej nie da się nabrać na jej pomocne dłonie. Była ostatnią osobą, której zgłosiłaby swoje potrzeby. Nie powiedziała tego jednak na głos, skupiła się na swoich własnych bolączkach i znoszeniu całej tej sytuacji. Siedziała sama z sobą, nie wychylając nosa z szałasu. Dopiero kiedy zaczęło mocniej wiać, wtedy bardziej zainteresowała się klimatem na zewnątrz. Podniosła się powoli i wychyliła głowę z szałasu. Tak naprawdę dopiero teraz lepiej przyjrzała się konstrukcji. Otuliła się ramionami i cofnęła do środka, jednak patrząc na coraz to bardziej wzburzone morze. Zacisnęła usta w wąską kreskę. Niebo coraz mocniej się chmurzyło i zasłaniało słońce, mimo porannych godzin. Nie wyglądało to dobrze. Może jednak pisana jej śmierć na tej wyspie? Otuliła się jeszcze mocniej. Nie chciała jeszcze umierać, chociaż z drugiej strony nie wiedziała już co lepsze. Cofnęła się na swoją prowizoryczną pryczę i usiadła na liściach, dalej mając na widoku morze. Dalej tuliła samą siebie i patrzyła na zmieniający się krajobraz.
    - Ciemne chmury się kłębią na niebie, właśnie teraz, gdy i ja w potrzebie… Czy to znak jest od Ciebie Panie? Czy naprawdę dziś coś mi się stanie? Czy od Ciebie to do mnie wezwanie? – szeptała cicho, trochę jak w lekkim transie. – Morze mocniej przyrasta w fale, bałwan kłębi się mocno i stale. Czy chłód wody dziś dotknie mych stóp? Czy na tafli uniesie się trup? Czy to droga to mego końca? Czy mrok jeno przed wschodem słońca? – przymknęła oczy, mówiła swój wiersz niczym modlitwę. Dawno nie czuła aż takiego natchnienia, wzięła głęboki oddech, jeden, drugi, trzeci… Trwała w swojej ciszy chwilę, a potem uniosła powieki i znowu mocniej przytuliła samą siebie.

    Klara

    OdpowiedzUsuń

  49. Zaśmiał się lekko. Już mu powiedziała o jakich kolorach myślała.
    — Nie wszystkie pozory są prawdziwe — odpowiedział jej zaczepnie. Faktycznie ubierał się głównie w ciemne barwy, włosy miał czerwone a na uszach miał złote kolczyki, ale te kolory po prostu mu pasowały do ubierania się. Zieleń była raczej kolorem, który wolał oglądać, tak jak srebro, nie musiał przy tym widzieć swojej facjaty w lustrze, zdecydowanie lepiej oglądało się te barwy na kimś niż na samym sobie, albo na czymś. Pokręcił głową i złapał ją za rękę, którą pogładził lekko.
    — Dlaczego mam się śmiać? — zapytał. — To Twój gust, skoro ja też się do niego łapię, to nie mam zamiaru go wyśmiewać — odparł jeszcze, unosząc lekko kącik ust w szelmowski sposób, aby spojrzeć po niej zaczepnie. — Brzmi smacznie i prosto, możesz cieszyć się tym co dla Ciebie najlepsze praktycznie wszędzie — zauważył. — Nawet moja jajecznica Cię nie odrzuciła? — dopytał, kiedy wspomniała, że nie znalazła niczego co by ją odrzuciła. Była bardzo wygadana, przyjemnie się jej słuchało. Słuchał co mówiła o broni i jak to uzasadniała. Miała naprawdę ciekawą perspektywę i wysłuchał jej z uśmiechem. Kiedy jednak go dźgnęła, złapał ją szybko za rękę i przyciągnął do ust, żeby ugryźć delikatnie jej palec, a dopiero potem puścić. Osobiście też preferował bezpośrednią walkę, chociaż nie odbierał broni dystansowej żadnej użyteczności, bo tą posiadała. Mimo wszystko najwięcej przyjemności z walki dawał mu bliższy dystans. Nie odpowiadał jednak na głos, skoro nie był pytany. Po prostu cieszył się jej głosem i tym z jaką pasją o wszystkim opowiadała, bo łechtała mu tym wiele zmysłów na raz, kiedy mógł tego tak po prostu doświadczać. Później z kolei w ciszy oglądał jak pasjonowała się tymi wszystkimi nowymi dla niej rzeczami. Cóż, zdecydowanie miał słabość do kobiet, które można było utożsamić z żywiołem.
    — Widoki zdecydowanie są niesamowite — zgodził się z nią, chociaż akurat on patrzył w zupełnie inne strony niż Luna. Stuknął się z nią kuflem i skosztował trunku. Dla niego to piwo znajdowało się aktualnie na pierwszym miejscu, zaraz po nim było to warzone przez Melio. Przynajmniej w Mathyr, bo ogniste piwo z Tharok jednak nie miało sobie równych pod żadnym pozorem dla niego. Mocne, gorzkie, lekko pikantne a w gardle pozostawał dymny posmak nawet jeśli było pite na zimno.
    — I jak sam trunek? — zainteresował się.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  50. Mohe słuchał tych wyjaśnień Luny z lekkim grymasem na twarzy. Podrapał się po głowie. Tak, też nie był przekonany co do sprawy z długim listem. Z drugiej strony sprawienie przyjemności Darcy brzmiało dość dobrze. Westchnął ciężko.
    - Nie wiem… Muszę się jednak zastanowić… - przyznał. To dopiero dziwny przypadek, nawet przy zabijaniu nie czuł takiego stresu jak przy zastanawianiu się nad listem. Może dlatego, że zdecydowanie częściej zabijał? List miał napisać po raz pierwszy, ba… i nie on miał to zrobić, tylko ktoś za niego. Skrzywił się ponownie. Jak już miał pisać listy to chyba wolałby robić to sam. Dał sobie jednak chwilę czasu na zastanowienie. Spojrzał po Lunie, gdy mówiła o ścianie.
    - On? Poważnie? Ponury Książe to Twoja ściana? – zdecydowanie nie mówiła teraz ogólnikami, a czerwonowłosy był jedynym jaki wpadł Mohe do głowy, chyba, że był ktoś jeszcze, co by go wcale nie zdziwiło. Słysząc o jej wrogim spojrzeniu zaśmiał się i zaraz upił łyka jej bimbru.
    - Ty i zabieranie sobie możliwości na zabawę i radość z poszukiwań? W moich oczach taka nie jesteś – spojrzał jej w oczy. – Patrzę i widzę dziewczynę, która umie być ostrożna w stosownej do tego chwili – stwierdził, pociągnął jeszcze jeden łyk, oddał jej butelkę i wstał, podając jej dłoń. – Chodź kobieto o nieufnym spojrzeniu – rzucił z szarmanckim uśmiechem. – Coś Ci pokażę – dodał.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  51. Ashan zaśmiał się lekko na jej wielce uczoną minę. Uniósł lekko kącik ust ku górze.
    — To też prawda — przyznał, kiwając głową, jakby właśnie podzieliła się z nim jakąś wyjątkową życiową mądrością. — Warto po prostu obserwować i potwierdzać informacje — dodał jeszcze, nieco zaczepnie, bo zawiesił na niej ponownie wzrok na dłuższą chwilę. Zauważył delikatny rumieniec na jej policzkach, kiedy wspomniał o wpasowywaniu się w jej gust. Cholernie urocza była w takich chwilach. Nieśmiałość Luny potrafiła być naprawdę pociągająca. Nie zamierzał jej dodatkowo męczyć, chociaż miał na to ochotę, żeby przekonać się co mogłoby się stać, gdyby nie odpuścił. Postanowił jednak uszanować wyznaczone przez nią granice.
    — Zepsuta ryba i trzy dni wymiotowania? — powtórzył — Dobrze, zapamiętam. Gulaszu Syriusza nie jeść nawet pod groźbą śmierci — pozwolił sobie ubrać to w taki sposób. Nie miał jednak zamiaru znowu pchać się na jego łajbę. Ten jeden raz był zdecydowanie wystarczający.
    — Moja jajecznica przy tym brzmi jak całkiem porządne danie, aż dziwne — zauważył. Kto by pomyślał, że ktoś potrafił gotować gorzej od niego. Aż ciężko było w to uwierzyć — Przynajmniej została w Tobie — spojrzał po niej wymownie. Kiedy zabrała palec z jego dłoni i spojrzała po nim w ten speszony sposób, Ashan uniósł lekko brew. Cholera. Uśmiechnął się szelmowsko. Zdecydowanie jego własna moralność dzisiaj była jak chorągiewka na wietrze. Obserwował ją uważnie, kiedy próbowała trunku, ciekaw jej reakcji i nie tylko. Kiwnął głową, gdy wyłapała słodszą nutę.
    — Właśnie przez nią je lubię — przyznał. — Jest gorzkie, ale nie tylko gorzkie. Ma trochę więcej smaku niż większość piw. Poza tym ta taka słodycz bez żadnego dodatku potrafi trochę zaskoczyć. Nie spodziewasz się tego po zwykłym, czystym piwie — zauważył. Wymienione przez nią alkohole całkiem do niej pasowały.
    — Ale to rum jest chyba u Ciebie na pierwszym miejscu, hm? — zapytał, siadając na jednym z krzeseł, kiedy byli już w bardziej prywatnej części tej okolicy, gdzie było zdecydowanie mniej ludzi. — Czy to tylko takie pozory?


    Ashan

    OdpowiedzUsuń

  52. W zasadzie nie pomyślałby, że ktoś taki jak Syriusz mógłby upiec placek, ale sam przed chwilą mówił, że pozory mogły mylić, więc nie miał zamiaru tego oceniać. Przytaknął jedynie na jej słowa z lekkim uśmiechem. Na komentarz o jajecznicy pokręcił głowę, wypuszczając z siebie cichy śmiech.
    — Tylko to? Część spalona, część niedosmażona… nie prawisz mi teraz po prostu komplementu, żebym się zarumienił? — zapytał jej, uśmiechając się do niej wymownie. Zdecydowanie jego jajecznicy i innym daniom brakowało o wiele więcej niż tylko dobrania lepszej ilości przypraw. Przynajmniej on wolał się wpraszać na obiady niż samodzielnie coś gotować jeśli miał taki wybór.
    — Mówiłem, jest ciekawe, chociaż nie każdy lubi ten słodki posmak. Acz… piwo niebios, niebiosa raj… ze słodyczą może się kojarzyć jakiemuś poecie — rzucił swoje przemyślenie, patrząc jak zakłada nogę na nogę, a spódnica przez to niewinne zjechała nieco bardziej w bok, odkrywając więcej ud. Zatrzymał wzrok chwilę dłużej na tych pięknościach, a potem wrócił do jej oczu, uśmiechając się szerzej. Zdecydowanie widoki tutaj były bajeczne dla oka. Przynajmniej tej nocy.
    — Miałem okazję kiedyś pić. Zdradzieckie jak na swoją lekkość — odparł. — Ale tak… smak ma zdecydowanie wart zapamiętania. Mi najlepiej podchodzi gin ze swoim smakiem — dodał.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  53. — Naprawdę? Nie przypominasz? — zapytał, udając przy tym, że nie miał o tym najmniejszego pojęcia. Acz dla niego i jego męskiej dumy oczywistym było, że nie da jej tych cząstek jajecznicy, które przyprawiały o dreszcze zniesmaczenia na sam ich widok. — Jaka szkoda, że już nigdy nie dowiemy się prawdy — dodał jeszcze z zadziornym uśmieszkiem na ustach. Patrzył na ten rumieniec wyraźnie zadowolony z widoku. Nie umknęło jednak jego uwadze jak poprawiła swój siad na krześle. Ktoś tu był bardzo niegrzeczny, a jego przeszły lekkie dreszcze po plecach. “Chcę iść powoli i bez szaleństw.” Świetnie jej kurwa to szło. Chyba po prostu chciała wystawić jego cierpliwość na jakiś test, który miał z kretesem oblać. Byłoby warto? Pod pewnymi aspektami zdecydowanie byłoby warto. Uśmiechnął się do niej nieco szerzej i starł pianę od piwa z kącika jej ust oraz wąsa, który pozostał nad górną wargą, a później zlizał to ze swojego kciuka.
    — Whisky ma swoje uroki, piwo też, ale jeśli chcę napić się czegoś do smaku, orzeźwić się i pomyśleć to wolę gin. Z kolei do upicia się… cóż jest taki alkohol, paskudny w nazwie, składa szybciej i mocniej niż bimber, ale mam z nim bardzo dobre wspomnienia — uśmiechnął się nieco nostalgicznie. Lubił pić go z Diego, bo na niego zdecydowanie działał najmocniej. — W Argarze jest też ciekawy drink Pogromca Parabellum spod ręki szwagra, smaczny i zdradziecki, też naprawdę dobrze smakuje. Z kolei cóż… będąc na misji z żołnierzami najlepiej wchodzi po prostu czysta wódka. Chyba miałbym problem wybrać tylko jeden alkohol niezaprzeczalnie. Każdy pasuje do czegoś innego — wyjaśnił jej swój punkt widzenia.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń

  54. — Wątpię, żeby inni mnie dopuścili do patelni. Zdążyłem wyrobić sobie opinię — odparł, a jego zaczepny uśmiech nie schodził mu z ust. Według niego kuszenie akurat było bardziej winą samej kusicielki. Ciężko było oderwać oczy od niej na co dzień, a kiedy tak się wystroiła to zadanie zdawało się zwyczajnie niemożliwe. Naprawdę chciał zachowywać się przyzwoicie, ale ta suknia była wręcz stworzona do kosmatych myśli i nic nie mogło tutaj zmienić jego zdania. Przytaknął jej głową, a potem pokręcił.
    — Nie powiedziałbym, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale nie uważam, żeby nasze towarzystwo nas męczyło między sobą. Czasami przyjemnie jest z nim porozmawiać. Moja rodzina jednak uchodzi za dość wytrzymałą w kwestii upojenia alkoholem, bo możemy go bardzo łatwo wypalić z krwi. W zasadzie chyba każdy to potrafi, więc o ile coś nie zwali nas z nóg od razu możemy przepić każdego bardzo dyskretnie — wyjaśnił jej, skąd jego zdaniem pochodziła ta nazwa. W końcu to co Natan tam zrobił zawierało w sobie duże mieszanki naprawde mocnego towaru.
    — Hmm… noc, tak myślę, wydaje się bardziej personalna, łatwiej w niej dopuścić bądź wyprosić kogoś, no i nocą widoki… zdecydowanie nocą łatwiej o piękne widoki — odpowiedział i jeszcze raz przetaksował ją uważnie wzrokiem. — A Ty?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń

  55. — Och, moja kuchnia zdecydowanie już uchodzi za taką, której się nie zapomina — przytaknął jej z wymownym uśmieszkiem. Inna sprawa, że wszyscy już chyba zdążyli się dowiedzieć, że kucharzyna to z niego akurat był naprawdę mierny.
    — Geny najpewniej, po prostu głowy mamy mniej lub bardziej odporne. Poza tym wyższa temperatura ciała, wiele alkoholi i tak długo nas nie trzyma z tego względu. Umiem się spić na umór, ale potrzeba mi do tego trochę czasu. A co do oszukiwania — spojrzał zadziornie — to zależy — dodał.
    — Świt też jest atrakcyjną porą dnia — przyznał jej. — Coś konkretnego dzisiaj masz w tych widokach?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  56. To nie tak, że Ashan nigdy nie podejmował się prób nauki. Takie były. Nawet całkiem niedawno, kiedy każdy uznał, że to niemożliwe, żeby jego gulasz nie miał smaku po dodaniu przypraw, a jednak mu się udało. Wolał jednak nie tracić już bardziej twarzy przed Luną. Jego umiejętności gotowania nie były raczej uroczą wadą tylko czymś zwyczajnie żałosnym, bo jak inaczej określić chłopa, który nie potrafił zrobić zwykłej jajecznicy. Zainteresował się, kiedy wspomniała o wyzwaniu. Konkurs picia? Uniósł brew nieco ku górze. No cóż, zawodniczka pewnie była z niej całkiem twarda, biorąc pod uwagę jakie ilości alkoholu piła i jak mocno przy tym trzymała się na nogach. Zastanowił się przez chwilę.
    — A co dostanę jak wygram? — zapytał, uśmiechając się do niej zaczepnie. — Dasz radę się pożegnać z ulubionym alkoholem? — dodał jeszcze, proponując odpowiednią nagrodę. Nawet jeśli coś innego mogło mu teraz chodzić po głowie to nie zdecydowanie jako nagroda. Przytaknął jej w kwestii gwiazd. Spojrzał na rozgwieżdżone niebo. — Na pustynnych piaskach też wskazują drogę. Podobno północna, jest dla żeglarzy, dla nas jest ta, południowa. Strzępy Słońca — wskazał konkretną konstelację.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  57. Z początku aż się zachłysnął piwem, kiedy powiedziała mu o tym jaką nagrodę oferowała. Naprawdę? Sama wchodziła w taką minę? Przetarł wierzchem dłoni usta i sięgnął po serwetkę, żeby się dokładniej wyczyścić. Wrócił wzrokiem do Luny i oglądał ją przez chwilę uważnie.
    — Uwierz, że zdecydowanie moje chcenie byłoby dalekie od trzymania się z daleka czy zabijania… w pewnym sensie — spojrzał po niej wymownie, bo nie mógł powstrzymać komentarza. Naprawdę, cholera jasna, czy ona czasami słyszała co mówi na głos? Miał w tym momencie wrażenie, że jest na tym samym poziomie flirtu co jego własne siostry. Jeśli zaraz mu powie, że nie widziała w tym podtekstu to się chyba przekręci. — Są rzeczy, które być może zabiłby by z wysiłku, ale to tylko dlatego, że — nie dokończył, tylko zawiesił odważniej na niej spojrzenie, żeby bardziej do niej dotarła propozycja. Złapał ją też za rękę i przyciągnął do siebie. Ucałował ją w usta czule. — Acz to całkiem urocze jakimi zadaniami się stresujesz — szepnął, zanim odsunął się bardziej od jej warg. Przygryzł jeszcze dolną na koniec zaczepnie.
    — Zostańmy więc lepiej przy alkoholu, jak dasz mi takie luźne pozwolenie to nie ręcze za siebie — poprosił ją również. Wolał postawić granicę teraz, kiedy jeszcze był w stanie uznać ją za dobry pomysł a nie coś przeszkadzającego i zbędnego. Zaśmiał się lekko, spoglądając jej w oczy.
    — Jesteś pewna? Statków tam żadnych nie zobaczysz, ani sztormów — powiedział

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  58. Przytaknął ruchem głowy. Uznał, że nie będzie jej teraz mówić, że będzie mogła sobie zażyczyć wszystkiego od niego. Wizja wykonywania poleceń, nawet z granicami z jego perspektywy, cóż przyprawiała go o dreszcze. Jego autonomia była dla niego zbyt istotną kwestią chociażby przez klątwę. Jak bardzo nie kusiły by go niektóre wyobrażenia tego co Lu mogłaby chcieć, nie chciał tego proponować. Nie był też pewny czyj głos właśnie słyszał w głowie. Każde “oddaj kontrolę” było dla niego zbyt podejrzane.
    — Zrezygnuję, acz na butelkę musiałabyś poczekać. Nie dostaniesz jej tutaj, a do mojego kraju nie będę wracać przez jakiś czas. Niemniej z pewnością ją dostaniesz — zapewnił ją. Uśmiechnął się do niej szelmowsko. Pociągnął ją sobie na kolana i upił łyk piwa.
    — Przetyraj mnie, proszę bardzo. Też nie będę grzeczny — mruknął, kradnąc jej kolejny pocałunek. Zamówił zaraz kilka kufli najmocniejszego piwa z niebios, nie śpiesząc się, aby wypuścić ją ze swoich kolan czy jej to ułatwić. — Burzliwe burze? — zaśmiał się lekko. — Zdecydowanie. I niebezpieczne, gdy ktoś próbuje walczyć żywiołem z żywiołem — dodał ciszej, dalej z tym samym wyzywającym spojrzeniem.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  59. Objął ją mocniej, kiedy ułożyła się wygodniej na jego kolanach i przysunął ją jeszcze kawałek bliżej, na tyle, żeby zostać na granicy przyzwoitości, a jednocześnie mieć ją jeszcze bardziej przy sobie.
    — Jeśli chcesz mój ulubiony to będziesz musiała. Nie mam nigdzie schowanej w podróży, więc albo cierpliwość albo nic — wyjaśnił z szelmowskim uśmiechem na ustach. Ulubiony alkohol trzymał sobie na wyjątkowe okazje, nie biegał z nim na każdą podróż. Zresztą nigdy nie brał żadnych procentów na misje. Uśmiechnął się szerzej, słysząc, że na to liczy. Jedna ręka zsunęła się niżej po jej tali, powolutku, dopóki palce nie zahaczyły o górę pośladków. Zacisnął dłoń i zostawił ją tak, dopóki nie usłyszy jakiegokolwiek protestu. Kurwa, jak on miał się przy niej kontrolować.
    — Mówisz z doświadczenia? — zapytał szeptem, zanim jeszcze go pocałowała. Oddał każdą czułość z jeszcze większym zainteresowaniem. Wsunął język do jej ust, smakując jej i piwa, które przed chwilą wykończyła. Oderwał się po dłuższej chwili, aby zaczerpnąć powietrza. Uśmiechnął się zadziornie, przesuwając rękę jeszcze niżej. — Podobają mi się te zawody — szepnął jej do ucha, sięgając po swój kufel. Odsunął trochę twarz, aby spojrzeć jej w oczy i upić spory łyk alkoholu.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  60. Ashan sam uśmiechnął się nieco szerzej, czując jej dłoń na swojej szczęce. Obserwował ją bez słowa wyraźnie zafascynowany każdym, nawet najmniejszym ruchem kobiety. Oddał jej pocałunek i mruknął mimowolnie w jej usta na kolejne pieszczoty, jakimi do obdarzała. Zaśmiał się cicho. Przesunął lekko głową, ocierając się o jej policzek, a następnie przygryzł delikatnie jej ucho. Cholerny brak hamulców mentalnych, ale kurwa nie żałował. Teraz przynajmniej. Potem może być różnie.
    -Dobrze, zabiorę Cię do Phyonix. Pokaże Ci każde miasto jakie tam jest, nauczę Cię podróżować po pustyni i pokaże burzę piaskową - obiecał jej szeptem. Wypuścił powietrze nosem, czując jak się o niego ociera. W pierwszej chwili przysunął ją bardziej do siebie, ale zaraz się zatrzymał. Uniósł jej pośladki i chwycił kufel piwa, podał go Lu, a potem wziął kolejny, dla siebie.
    -Ale najpierw musisz wygrać - zaznaczył, próbując trzymać samego siebie na nieco krótszej smyczy.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  61. Mężczyzna zdecydowanie widział wszystkie reakcje Lu, każde westchnięcie, rumieńce czy błogi uśmiech. Ciężko było się w tym nie zatracić i pozwolić sobie na słodkie zapomnienie. Bardzo nie chciał odrywać ją od swoich kolan czy tego co wyżej, ale gdyby tego nie zrobiłby zaraz zacząłby szukać jakieś cichego, prywatnego miejsca, a przecież obiecał jej się powstrzymywać. Kiedyś odda jej za te wszystkie rozkoszne tortury z nawiązką w ramach zemsty. Zmrużył na chwilę jedno oko.
    -Powodzenia - odpowiedział cicho. Stuknął się z nią kuflem i wypił na raz wszystko, a część piwa poleciała mu strużkami z kącików ust w dół. Przetarł twarz wierzchem dłoni. Sięgnął zaraz po kolejne kufle. - Chyba nie pękasz,hm? - zaczepił ją.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  62. — No to yala, yala, yala — odpowiedział jej, biorąc kolejny kufel do ręki. Zanim jednak to zrobił pozwolił sobie bezczelnie wstać, aby podejść naokoło do piwa, tylko po to, aby klepnąć lekko Lunę w pośladek i uśmiechnął się do niej bezczelnie. Oparł się o blat stołu, aby być bliżej niej. Trzeci kufel również wypił jednym duszkiem. Zaczął czuć się już nieco podchmielony, ale daleko mu było to tego, aby nazwać go pijanym.
    — Hah… nie wymięknę bez walki, musisz się bardziej postarać. Acz będzie Ci ciężko. Przy Tobie moje ego pracuje na zwiększonych obrotach — puścił jej jednorazowo oczko, po czym i jej podał kolejny kufel.
    — Nie. Nie często. Tylko jak nagroda jest warta świeczki — odparł, pijąc kolejną porcję. Zaraz domówił kolejne też. — A Ty?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  63. Złapał jedną z dłoni Luny, kiedy zaczęła go masować po udach. Z początku przesunął dłoń jeszcze wyżej, ale kiedy zaczynała już zbliżać się zbyt blisko najbardziej intymnych rejonów to uniósł ją ku górze, aby przyłożyć sobie do policzka.
    — No właśnie. Coś za chętnie chcesz to zmienić — mruknął, kradnąc jej pocałunek — Chyba alkohol bardziej Cię zaboli — dodał szeptem w jej usta. Puścił jej dłoń, odddając pełną swobodę ruchów.
    — Mocne słowa, żeby Ci głupio nie było jak jednak przegrasz na mocną w głowę a wygrasz w karty zaraz — odparł zaczepnie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  64. — Zgadza się, mówiłem — przytaknął jej, uśmiechając się szelmowsko. Obserwował ją dalej z uwagą, oceniając stan jej upojenia, który jak dotąd zdawał się zwyczajnie znikomy. — Ale ulubionych rzeczy najbardziej nie chcemy się pozbywać, jakość ponad ilość — dodał z lekką nutką tajemniczości. Nie zaprotestował na czystą wódkę. Spojrzał po niej zadziornie.
    — No proszę, panienka nie boi się mieszania — zauważył. Sam wziął swoją szklankę i opróżnił w całości, aby zaraz potem polać im na nowo. — To jakie były Twoje dotychczasowe zwycięstwa? — zainteresował się.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  65. Ashan przyjrzał się mniejszej wersji Luny, unosząc brew i porównując ją z kobietą siedzącą naprzeciwko. A raczej wymiarami, które pokazywała dłońmi, bo żadnego realnego obrazu przecież przed sobą nie miał. Kącik jego ust drgnął lekko.
    — Niewiele się zmieniłaś — zauważył tylko — Myślę, że zadziorności Ci tylko trochę przybyło — dodał jeszcze delikatnie zaczepnym tonem. Zaśmiał się cicho na wzmiankę o dwóch dniach spędzonych w łóżku, po czym bez pośpiechu opróżnił swoją szklaneczkę. Akurat tematycznie. Informację o możliwej pomocy ojca przyjął wymownym spojrzeniem, skoro miała 16 lat, a jej rodzina piła tyle co zdążył zauważyć albo więcej, to zdecydowanie było to bardzo prawdopodobne. Przy ojcu Peruna pochylił się nieco w jej stronę, wyraźnie zainteresowany i chyba odrobinę żałujący, że nie widział jego porażki. Stawianie samej siebie uznał za głupie, lecz ograniczył się do krótkiego pokręcenia głową. Później nalał im następną kolejkę i przez chwilę obracał szklaneczkę między palcami, rozważając własną odpowiedź.
    — Największym było ujarzmienie klątwy na tyle, żebym mógł wrócić do domu — odpowiedział w końcu z poważniejszą miną. Nie umiał mówić o tym z lekkim sercem niestety. Zawsze myśl o tym brzemieniu przywoływała każde inne złe wspomnienie jakie miał.Nie rozwijał tematu, zamiast tego wypił kolejną porcję i odstawił szkło z cichym stuknięciem. — A z przyjemniejszych… grupa bandytów przejęła kiedyś jedną z wsi rolnych w Phyonix. Po wszystkim nie mogłem się regenerować cały dzień, ale…. — uśmiechnął się szerzej z satysfakcją w oczach. — było warto. Najlepsza walka w moim życiu. Jest jeszcze historia zdobycia meteriałów na ten miecz, gdy szliśmy z uchodźcami do ojczyzny, walczyłem z generałem jednego z oddziałów Fjelldodd. To zdecydowanie moje najbardziej prestiżowe zwycięstwo — dodał jeszcze. — Ale jeśli Twoja mocna głowa okaże się wyzwaniem, dzisiejsza butelka też może trafić na listę — dodał z szelmowskim uśmiechem.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  66. Opowiadał jej już nieco o klątwie, tyle ile był w stanie. Wydawało mu się, że mówił już o tym ile siedział w piekle. Zastanowił się przez chwilę. Może alkohol zaczął już mieszać, któremuś z nich w pamięci. Nie rozwodził się nad tym dalej.
    — Jakieś 10 lat, wtedy kiedy byłem w piekle, pamiętasz? — odpowiedział spokojnie i bez żadnej pretensji w głosie. Uśmiechnął się do niej lekko. — Powiedziałem Ci tyle ile jestem w stanie. Więcej… wybacz, ale to po prostu… nie lubię o tym opowiadać. I nie mam dla Ciebie naprawdę dobrego powodu, dla którego trzymam szczegóły dla siebie. Zależy mi na Tobie i chcę, żeby było między nami poważnie, ale to po prostu bardziej obnażające i upokarzające niż cokolwiek innego czego mógłbym doświadczyć — postarał się jej to wyjaśnić. Przytaknął jej na kolejne słowa i uśmiechnął się ku niej bardziej pogodnie. Chwycił kosmyk włosów kobiety i zaciągnął się lekko zapachem. Był przyjemny.
    — Nie, nie. Regenerowałem się dłużej. Zacząłem po jednym dniu, ale dlaczego tak jest — przybliżył się lekko i musnął ustami jej ucho — To już mój sekret, którego łatwo się domyślić — szepnął i odsunął się zaraz. Polał im wódki do szklanek.
    — No dobrze… po jakim alkoholu najłatwiej wywieszasz białą flagę? U mnie to będzie rodzinny… novar… jedna butelka i rzygam jak kot przez kilka dni — zagaił dalej, po czym stuknął się z nią i wyzerował kolejną szklankę Mieli pić po równo, więc z kolejną koleką czekał na nią.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  67. Klara po krótkim poemacie schowała twarz w dłoniach i jeszcze trochę sobie poszlochała nad własnym losem. Później to już po prostu siedziała obejmując własne nogi i patrząc tylko w jeden punkt stworzonego szałasu. Nie bardzo zwracała uwagę na otoczenie, jedyne co to od czasu do czasu się bujała delikatnie. Drgnęła dopiero kiedy Luna weszła do środka, a chwilę po tym w szałas zaczęły uderzać krople ulewnego deszczu. Grzmot pioruna rozszedł się echem i dziewczyna aż drgnęła, czując jak ziemia pod nią drży. Otuliła się mocniej ramionami, niepewnie patrząc po konstrukcji, którą zbudowała Luna. Nie specjalnie ufała w fach, w jej rękach, ale na razie wszystko zdawało się trzymać. Klara przesunęła spojrzenie na posturę dziewczyny, na jej ranne dłonie i spuszczoną głowę. No proszę, a jednak umiała trzymać tą swoją bezczelną gębę na kłódkę. Dziewczyna odwróciła od niej spojrzenie, ułożyła policzek na kolanach i przymknęła oczy, drżąc delikatnie. Bała się, ale była tak wycieńczona, że nawet nie miała sił tego pokazać.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  68. Objął Lunę w talii, gdy wtuliła się do niego. Przyciągnął ją do siebie i ucałował czubek jej głowy. Zdawała się tym mocno przejmować, co było dla niego całkiem miłe, acz nie potrzebował tutaj litości. Niemniej uśmiechnął się do niej czule.
    — Nie musisz się tak martwić, jest dobrze — uśmiechnął się do niej, chwytając delikatnie jej podbródek w palce, uniósł jej wzrok do siebie, dalej się uśmiechając. — To było moje zwycięstwo, jest dobrze Lu — zapewnił ją i pocałował na potwierdzenie, że wszystko z nim w porządku.
    — Lu to jak tam było, musisz zrozumieć, że te przeżycia… nie dzieliłem się tym z nikim poza matką i ojcem. Pozwól, że z upokorzeniem emocjonalnym poczekamy do pierścionka, hm? — zaproponował jeszcze nieco żartobliwie, aby rozluźnić atmosferę. Nie miał też zamiaru zrzucać jej z kolan. Jedną ręką polewał im alkohol, a druga czerpała przyjemność z wodzenia powoli po jej ciepłym ciele.
    — Burbon…ciekawa pozycja. Zazwyczaj kojarzy się ze spokojnym piciem, wiesz… szlachetnym. Osobiście w ogóle mi nie pasuje — odparł i uśmiechnął się. Ukradł jej kolejny pocałunek, wypił alkohol i spojrzał po niej. — Twoja kolej. Co chcesz wiedzieć?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  69. Słysząc słowa o czerwonowłosym, kiwnął głową.
    - No mam nadzieję, że nie do Ciebie, bo wtedy to już bym zupełnie nie rozumiał Twojego zainteresowania jego osobą - przyznał z wymownym, acz zaczepnym spojrzeniem. Przy wyjaśnieniu do czego odnosiła słowa powtórz gest głową, no tak, w kontekście Akane też miało to zdanie sens. Ruszył z Luną w stronę pobliskiego wzniesienia, to graniczyło z niedaleką plażą i rozciągał się tam ciekawy krajobraz na morze. Lubiła morze, więc stwierdził, że taki widok dobrze jej zrobi. Uśmiechnął się w jej stronę szelmowsko.
    - W pewnych sprawach odrobina tajemniczości podciąga jakość pomysłu - zaśmiał się gardłowo. Mieli kawałek do przejścia, wzniesienie nie było aż tak blisko.
    - Jak w ogóle Twoi ludzie reagują na tą wojne? Morze jest wzburzone, czy trzyma dystans? - zapytał, bo mimo wszystko piraci nie byli typowymi mieszkańcami Mathyr.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  70. Ashan pokręcił głową, Wziął wdech i wypuścił głośniej powietrze nosem. Złapał ją lekko za podbródek, żeby nie uciekała od niego wzrokiem.
    — Nie potrzebuję litości, Lu. Musiałem przez to przejść. I to nie ja przez to najbardziej cierpiałem. Wbrew pozorom byłem bezpieczniejszy od moich sióstr, jedną straciliśmy na lata, drugą konsekwentnie próbowano zabić raz po raz. One wiele przeszły, nie ja — uśmiechnął się do niej, po czym pocałował ją po raz kolejny. Jego największą raną naprawdę nie było piekło. Było nią to co spotkało jego rodzinę, kiedy była przez to rozbita. Zaśmiał się cicho i przytaknął jej ruchem głowy.
    — Zapamiętam — odpowiedział w kwestii pierścionka zaręczynowego. Zastanowił się nad jej pytaniem.
    — Dużo się biłem na różnych arenach w Phyonix, zakochałem się po raz pierwszy w Kiki, dawałem się podrywać ładniejszym kobietkom co irytowało Diego i Darcy, że się puszczam na lewo i prawo. Ale najzabawniejsze wspomnienie… hmm… Jak zabrałem ich na samotną wyprawę, żeby pouczyć ich skórowania i przetrwania po mojemu. Byliśmy na wulkanicznych terenach i zabiliśmy cieniogona, Diego tak wbił nóż, że trafił w tętnicę, był cały czerwony, uznał, że chce się przefarbować na czerwień — zaśmiał się lekko — śmierdział flakami i był cały uwalony przez jakieś dziesięć godzin zanim dotarliśmy do zbiornika wodnego, a ten cały czas komentował. Obwiesili się jeszcze wnętrznościami, musiałabyś to zobaczyć, wyglądali po prostu uroczo i komicznie. Aż mi było przykro jak poszli się umyć — opowiedział jej, nie wypuszczając jej dalej z kolan. Polał im kolejną kolejeczkę, żeby mogli wyzerować. Pokręcił głową. Ten wszedł nieco gorzej, ale dalej trzymał się dobrze, daleko mu było do poddania się.
    — Opowiedz mi o swoich braciach — poprosił.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  71. Ciężko nie było mu pomyśleć, że to litość. Litość, współczucie… trochę go irytowały. Nie zmieniały nic w jego przeszłości, a sprawiały, że czuł się znowu jak biedny, bezbronny chłopiec. Aktualnie daleko mu do tego było. Pokręcił głową i objął ją mocniej. Nie zmuszał jej, żeby została na kolanach, ale zanim to zrobiła zacisnął delikatnie dłoń i spojrzał po niej poważnie.
    — Lu, nie musisz iść. Przepraszam. Twoja obecność jest wsparciem, nie musisz tego nazywać. Wystarczy, że jesteś i czuję się dobrze, nie musisz się odsuwać. Wolałbym, żebyś została. Jesteś przyjemnie ciepła — wyjaśnił, po czym rozluźnił uścisk, zostawiając jej czas na ostateczną decyzję. Przytaknął jej ruchem głowy na podsumowanie więzi z rodzeństwem.
    — Lubię mieć pewność, że sobie poradzą w każdej sytuacji, poza tym, jeśli mam okazję zabrać siebie i ich z pałacu, z daleka od polityki, to robię to z przyjemnością — odparł. Później słuchał ciekawy jak opowiada o swoich braciach. Widać było, że każdego darzy wielką miłością. Uśmiechnął się z czułością. Podobało mu się to jak opowiadała o nich, miała wiele pięknych słów dla każdego z nich.
    — Zdajecie się być bardzo ciekawą zgrają — zauważył — Cieszę się, że masz taką gromadkę. Pokręcone jest o wiele ciekawsze niż idealnie ułożona, książkowa, nudna rodzinka. Twoja zdaje się o wiele lepsza — dodał jeszcze. Kiedy sama zadała swoje pytanie, skrzywił się już z konsternacją. I znowu wracali do jego pierdolonej klątwy. Wychylił całą szklankę wódki na raz.
    — Nie sądzę, żeby posiadanie przeze mnie dzieci było dobrym pomysłem. Przynajmniej nie teraz. Moja klątwa jest dziedziczna, nie zrobię tego swojemu dziecku. Dopóki się tego nie pozbędę, nie chcę mieć dzieci — odparł szczerze i milczał przez dłuższą chwilę, nie wiedząc co miałby powiedzieć. Szóstka brzmiała uroczo i przytłaczająco jednocześnie. Lubił swoją dużą rodzinę, ale nie chciał być ojcem. Nie teraz. Sięgnął po papierosa.
    — Jeśli nigdy mi się nie zmieni, dalej chcesz ze mną próbować? — zapytał, polewając alkohol, acz wzrok miał wpatrzony prosto w Lunę.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  72. Tak, on to tak nazwał, bo właśnie tak się poczuł. Wiedział, że ma z tym problem. Nie ukrywał też tego przed chwilą. Przeprosił ją i naprawdę nie chciał bardziej tego rozdrabiniać. Jest gest był dla niego miły, ale słowa po prostu mu to skomplikowały w głowie. Nienawidził czuć się bezbronny. Trochę zabawne, bo jeśli będą faktycznie na poważnie razem, to powinien móc bez problemu pokazać jej swoją bezbronną stronę. Wpatrywał się w nią uważnie, kiedy o tym myślał. Może kiedyś mu się to uda. Miał nadzieję, że mu się to uda.
    — A Ty siostrą — odpowiedział na jej komentarz — I dziękuję, Lu. Za wszystko — dodał jeszcze, uśmiechając się do niej nieco szerzej. Przytaknął jej głową.
    — Tak, mam zamiar się jej pozbyć — przyznał, poważniejąc na chwilę. — Szukamy sposobu, kiedyś się uda — dodał jeszcze. Kiedy wspomniała, że nie widzi go bez dzieci poczuł przyjemne ciepło w środku. Słodkie. Ona była słodka. Wypił kolejkę i pocałował ją czulej, mocniej, samemu wstając, żeby się do niej zbliżyć. Objął jej twarz dłońmi.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  73. Wrócił na swoje miejsce. Polał im alkoholu, wziął szklankę, ale nie wypił. Myślał przez dłuższą chwilę. No.. niezłe pytania im leciały przy tej pijackiej gierce. Dobrze, że jeszcze trzeźwi byli chociaż, bo po pijanemu ta rozmowa mogłaby różnie się skończyć. Zacisnął dłonie na szklance, uparcie patrząc w wódkę.
    — Nie wiem — szepnął w końcu po dłuższej ciszy. — Wiem jak mnie to rozjebało, wiem jakie to ciężkie i nie życzę nikomu, żeby musiał spędzić dzieciństwo w realnym piekle, Lu. Ani żeby słuchał całe życie szeptów w głowie, miewał koszmary dzień w dzień praktycznie… — wymienił, krzywiąc się przy tym. — Jestem wdzięczny za życie swoim rodzicom, jestem też wdzięczny za rodzeństwo, naprawdę. Ale mamy nasrane we łbach przez geny ojca i nie wiem czy ja bym uniósł to, że skazuje dziecko na to przez to, że po prostu chciałem je mieć. Więc nie wiem, w tym momencie naprawdę nie wiem. Wydaje mi się, że to okrutne chcieć dziecko i skazywać je na możliwość cierpienia przez całe życie, jeśli nie uda mi się złamać tego cyklu — dokończył.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  74. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  75. No cóż, sam nie spodziewał się takiego pytania. Było mu po prostu z tym ciężko. Nie chciał krzywdzić dzieci. Nie sądził, żeby w najbliższym czasie mógł udzielić lepszej odpowiedzi. Ba, nie sądził, aby chciał to zrobić. To było zwyczajnie trudne. Wypił w całości trunek, po czym wrócił wzrokiem do Luny. Zaśmiał się cicho na jej pytanie i pokręcił głową z niedowierzaniem. Polał im oczywiście dalej. Zastanowił się przez chwilę.
    — Wbrew pozorom nie za skąpą. Pobudzającą wyobraźnie i pasującą do jej charakteru. Na przykład Ciebie nie widzę w długich majtkach — skomentował, uśmiechając się bardziej wymownie — błękity i brązy… figi podkreślające pośladki i stanik… hmm… zależy, wygodny pewnie krótki, albo wcale, ale do sypialni… piracki gorset, który trzeba rozwiązywać ostrzem — uśmiechnął się do niej zalotnie.
    — Jaką bieliznę masz dzisiaj na sobie? — zapytał, skoro sama chciała uciec w te tematy. Uśmiechał się przy tym szelmowsko i wyraźnie zainteresowany.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  76. — A ja nie wiem, czy mogę Ci powiedzieć prosto z serca, że ich nie chcę — odparł, drapiąc się po szyi. Strzelił karkiem i westchnął ciężko. — Chciałbym, ale nie teraz i nie kiedy mogę je skrzywdzić już samym faktem, że są moje. Mówiłem jednak, że chcę to zmienić. Stan, kiedy nie mogę sobie na nie pozwolić — doprecyzował, patrząc po niej. Miał ochotę strzeć jej te łzy w oczach, ale nie czuł, żeby teraz był na to dobry moment, więc po prostu siedział i się nie ruszał. Poza polaniem im kolejnej kolejki, którą wypił zdecydowanie za szybko. Zaśmiał się głucho, acz smutno. No, to se wybrali temat do rozmów.
    A potem po prostu zabiła mu ćwieka. Co on miał teraz zrobić do jasnej cholery? Spojrzał na ten stanik i mimowolnie uśmiechnął się szerzej, a jego spojrzenie wbiło się w jej walory. Sunął powoli wzrokiem niżej, dopóki nie trafił na podwiązkę a potem skąpą, dolną część bielizny. Ręce jakoś przypadkiem trafiły na jej pośladki, bawiąc się rąbkami bielizny.
    — Wiesz, że zaczynami niebezpieczną grę? — zapytał, sięgając ustami po szklankę. Wyzerował ją w ten sposób, bo zdecydowanie nie miał zamiaru teraz odrywać rąk dla durnej wódki. Część alkoholu spłynęła po kącikach ust, ale nie bardzo się tym przejmował. Odłożył szklankę, po czym przejechał nosem między jej krągłymi piersiami.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  77. Oddał jej pocałunek z wielką chęcią. Przedłużył pocałunek, wymieniając się smakiem wódki. Musiał przyznać, że mieszanka alkoholu z jej własnym smakiem była naprawdę ciekawa.
    — Mógłbym przywyknąć do takich drinków — skomentował na głos. Zaśmiał się cicho, nie odrywając od niej rąk.
    — I tak i nie… — mruknął, patrząc uważnie po kolejnych zakamarkach, a materiał na chwilę wydał mu się wyjątkowo paskudny. Zdecydowanie lepiej wyglądałaby na ziemii. Zdecydowanie. — Wiem, gdzie leżałaby lepiej, aktualnie po prostu wodzi na pokuszenie — skomentował, dumny sam z siebie, że wybrał to miejsce. — Ale tak, bardzo Ci pasuje. Lubisz się znęcać, co? — zaśmiał się cicho, po czym ukradł jej kolejny pocałunek, a dłonie wsunął już pod bieliznę. Sapnął zadowolony przy tym.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  78. Ashan mruknął cicho, gdy pocałowała go w szyję. Jedną dłonią dalej ściskał jej pośladek, drugą sięgnął po szklankę.
    — Na podłodze. Zdecydowanie leżałaby lepiej na podłodze — odpowiedział cicho, zerkając na jej bieliznę. Uśmiechnął się szerzej, całując kolejne wrażliwe miejsca i mrucząc zadowolony w jej skórę.
    — Próbuj. Na razie tylko utrudniasz mi picie — stuknął się z nią szklaneczką, po czym wypił wszystko i odstawił szkło, żeby zaraz przyciągnąć ją mocniej do siebie.
    — Uwierz mi, że przez to będę jeszcze bardziej trzeźwy— stwierdził, po czym pocałował ją w szyję, przesuwając usta nieco niżej. — Nie możesz mi mówić, że chcesz być grzeczna, a potem próbować mnie spić i pokazywać takie rzeczy. Jeszcze bym zapomniał...

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  79. Słysząc jak zaczyna nucić poczuła ukłucie irytacji. Jej głos ją po prostu drażnił i tyle. Już wolałaby słuchać tych grzmotów i to uderzających co chwila gdzieś nieopodal. Zacisnęła usta i dalej trwała w swojej pozycji. Wtedy Luna się odezwała. No świetnie... Guzik ją ta opowiastka interesowała. Nie obchodziły jej przygody "małej Luny". Pokręciła głową z niedowierzaniem na słowa o "bohaterskich piratach". Dla niej te dwa słowa były dla siebie zaprzeczeniem. To tak jakby powiedzieć "szlachetny złodziej". Na pytanie ponownie zacisnęła usta. Oczywiście, że pamiętała.
    - Nie - skłamała. - A nawet jak bym pamiętała to nie jesteś osobą, z którą chcę się dzielić swoimi wspomnieniami - dodała i opatuliła się mocniej ramionami. Znowu poczuła wzbierające w oczach łzy. Jej wspomnienie burzy związane było z rodzicami, a tych już na tym padole nie było. Podciągnęła nosem. Bardzo by jej się tu teraz przydali.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  80. — Ten pan dopiero zaczynał… — mruknął, po części, udając niezadowolenie, po części faktycznie żałował, że się odsunęła. Było mu zwyczajnie przyjemnie. Szkoda było mu to przerywać. Sam jednak nie chciał przesadzać. Nie miał pojęcia, gdzie dokładnie przebiegała granica, za którą zwyczajnie przestałby mieć ochotę się zatrzymywać, a Luna potrafiła wyjątkowo skutecznie kusić zarówno słowami, jak i ciałem. Pod tym względem była naprawdę niebezpieczna. Gdyby ostatecznie wylądowali razem w łóżku, Ashan nie doszukiwałby się w tym od razu obietnicy wspólnej przyszłości. Seks nie musiał dla niego niczego obiecywać. Czasem był po prostu seksem, wzajemną przyjemnością dwojga ludzi, którzy się sobie podobali. Potrafił oddzielić pożądanie od uczuć i nie potrzebował zakochania, żeby chcieć kobiety. Nie znaczyło to jednak, że zawsze traktował każde zbliżenie w dokładnie taki sam sposób. Mógł przespać się z kimś wyłącznie dla rozkoszy. Mógł zrobić to z kobietą, która interesowała go również romantycznie, nie uznając przy tym jednej wspólnej nocy za deklarację czegokolwiek więcej. A gdyby naprawdę kogoś pokochał, seks mógł stać się dla niego czymś zupełnie innym - sposobem pokazania wszystkiego, czego nie potrafił albo nie chciał ubierać w słowa. Z Luną na razie nie potrzebował tego definiować. Pociągała go. Lubił ją. Był jej ciekawy. I gdyby kiedyś oboje uznali, że chcą po prostu sprawić sobie trochę przyjemności, nie widział powodu, dla którego mieliby robić z tego coś większego, niż rzeczywiście było. Ale to zdecydowanie nie był ten dzień. Miał zamiar uszanować jej granice. Nawet jeśli było mu to ciężko zaakceptować na pierwszy rzut oka. Cały czas patrzył po niej z lekkim uśmiechem. Zaśmiał się lekko na jej słowa.
    — Kodeks pirata? Słyszałem, że to nie tyle kodeks co spis sugestii. Takich pisanych palcem na piasku w trakcie sztormu — odpowiedział, unosząc lekku brew ku górze w zaczepnym stylu. Polał im alkoholu, ale nie wypił jeszcze wszystkiego. Po prostu wziął szklankę i zaczął się nią bawić w rękach.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  81. Spojrzał po niej zainteresowany, gdy wspomniała o podobnym problemie. Wysłuchał jej i chwilę się zastanowił.
    - Chyba nie rozumiem… - przyznał. – Nie umiesz go wysłać? W sensie, że się boisz to zrobić, tak? – wolał się upewnić, że chodzi właśnie o to. Szczerze wątpił by fizycznie nie potrafiła tego zrobić. Kiwnął głową.
    - W liście ciężko ująć ton, mimikę i całą mowę ciała, a dla mnie rozmowa opiera się przede wszystkim na tych obserwacjach… W liście nie mam pewności, że zostanę dobrze zrozumiany… Już na żywo często jestem źle zrozumiany, mimo, że moja mowa ciała jest wyraźna… Wielu mówi coś innego niż pokazuje ich ciało i… mnie to strasznie wyprowadza z równowagi… - przyznał. – Więc rozumiem ten strach przed wysłaniem… Może też się po prostu boisz, że źle ktoś odczyta Twoje słowa – wzruszył lekko ramionami. Na stwierdzenie co do pociągającej tajemniczości, posłał jej zawadiacki uśmieszek.
    - Próbuję być chociaż w połowie tak pociągający jak Ty – odpowiedział jej z tym samym uśmiechem i zaraz wsłuchał się w słowa co do zaangażowania jej ludzi. Przytakiwał głową na poszczególne informacje.
    - Dość sprytne, nie wnikać aż nadto, a wyciągnąć korzyści, pasuje mi to do twojego ludu – przyznał. Zamyślił się na chwilę. Zastanawiał się nad tym jak w tym wszystkim postąpią Nhulu. Wrócił jednak do Luny spojrzeniem, bo właśnie wchodzili na szczyt klifu. Rozciągał się tu szeroki krajobraz na ocean. Chłopak zatrzymał się i pokazał widok piratce.
    - Co widzisz? – zapytał. Jego osobiście widok sam w sobie nie urzekał, ale urzekało co innego, znaczenie tego widoku, znaczenie, które sam mu nadał. Lubił to miejsce, tak po prostu.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  82. Ashan nie straciłby zainteresowania Luną. Nie zaczął smalić do niej holewek, bo chciał się z nią przespać. Mężczyzna miał wrażenie, że na przestrzeni wszystkich ich wspólnych chwil było to widać. Jeżeli chciał się przespać z kimś, o kim chciał następnego dnia zapomnieć nie pozostawiał ku temu złudzeń. Nie miał jednak pojęcia, że Luna go w myślach o to oskarża, więc nie miał nawet jak się wytłumaczyć. Patrzył więc spokojnie po niej. Nie miał też realnej pretensji w oczach. Owszem, nie powinna go tak wodzić za nos, ale gdyby tego nie robiła być może nie byłaby taka interesująca. Być może.
    Słuchał tego co opowiadała o kodeksie piratów. Na dobrą sprawę przed chwilą żartował. Zmrużył lekko jedno oko, sięgając po alkohol.
    — To dlaczego masz tak różne grupy pirackie, hm? Jedyni polują na ludzi dla niewolników, inni zatapiają statki łowców niewolników i każdy jest piratem — zauważył spokojnie.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  83. — W mojej rodzinie zasady nie są spisywane — zauważył spokojnie. Nie licząc co prawda zasad na cyrografie, ale ten nie dotyczył ich jako tylko i wyłącznie rodziny. To był układ, więc w tej rozmowie raczej się nie liczył. Słuchał jej wyjaśnień, po czym przytaknął.
    — Czyli nawet jak nie przestrzegasz prawa, to jakiegoś przestrzegasz, co do zasady przynajmniej… myślisz, że Ci buntownicy robią to tylko na złość na fakt istnienia zasad? — zażartował lekko, polewając im kolejną kolejkę. — Osobiście mnie nigdy nie kręciły obszerne księgi spisane zasadami. Przestrzegam, bo muszę, ale spotkania, gdzie to prawo było uaktualniane mnie akurat zawsze nużyły. Nie lubię oficjalności — wyjaśnił, co by powiedzieć nieco więcej o sobie samym. Spojrzał poważniej na kolejne pytania. Nie spuszczał wzroku z oczu Luny.
    — Twoją minę, kiedy szczytujesz — odpowiedział spokojnie, uśmiechając się nieco zaczepnie w jej stronę. Słodko się rumieniła. Nie ujęła też dokladnie jego opcji, a miał ochotę opowiedzieć szczerze. — Wiem, że masz piękne kształty, domyślam się, że bez materiału są prezentują się jeszcze lepiej, ale nie tylko one są atrakcyjne w Tobie i nie są tym co najbardziej ciekawi — wyjaśnił. Dłużej zastanowił się nad kolejnym pytaniem.
    — Nie mam ideału wyglądu, Ty jesteś dla mnie piękna, a inna kobieta o podobnej urodzie może już być nijaka — zaczął — Ideałem nazwałbym taką, przy której czuję się żywy, i z którą chce czegoś więcej — dodał. — A Ty masz swój ideał, hm?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  84. — Aspektów może być dużo, prawda — zgodził się z nią, pijąc kolejną kolejkę. Spojrzał na swoje dłonie. Czuł już mrowienie w ciele. Przechylił się lekko na krześle, zastanawiając się jak dobrze stał ze swoją odpornością. Policzył ile już wypił, spojrzał na wódkę i przytaknął sobie. Zdecydowanie da radę lecieć dalej. Po prostu był już podpity, dość mocno, ale nie nazwałby się jeszcze pokonanym. Do tego zdecydowanie było mu daleko. — Mimo wszystko to ciekawy koncept, kodeksy osób wyjętych spod prawa, zasady, których i tak przestrzegają — uniósł lekko kąciki ust — A niektórzy najbardziej związani z oficjalnym prawem tylko myślą o tym, jak obejść stworzony przez siebie przepis, paragraf, karę… ciekawy paradoks, nie sądzisz? — zagaił. Lubił czasami pofilozofować. Zaśmiał się lekko na jej komentarz.
    — Sama zapytałaś, sama nie jesteś taka niewinna, Twoja ciekawość jest równie zbereźna — puścił jej oczko, po czym wypił kolejkę na raz i polał im kolejną. Słuchał co mówiła o swoim ideale i zapisał to sobie w głowie. Nie miał zamiaru pytać jej teraz czy się wpisuje to, ani mówić co sam sądzi na temat tego jak on stał w tych kategoriach. Takie rozmowy powinny być przeprowadzone zdecydowanie nieco później i bez wódki pod ręką.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  85. Nie szukał towarzystwa.
    Ponad wszystko szukał jednak mocnego trunku, który pomoże zakończyć emocjonalne cierpienie, dlatego tak usilnie uczepił się knajpy. Tanie trunki to było coś, czego pożądał bardziej niż czegokolwiek na świecie. Zasiadł gdzieś z boku z całym dwulitrowym baniakiem bimbru, pijąc na umór i wpatrując się beznadziejnie w puste miejsce przed sobą żałując, że nie było przy nim ojca. Przynajmniej wtedy miałby coś dobrego do picia, bo Abi robił najlepszy alkohol jaki pił kiedykolwiek. I w jakimkolwiek wymiarze. Westchnął ciężko zanim przechylił kufel.
    Na postać zareagował z uniesioną brwią patrząc po kobiecie tak, jakby co najmniej miał ochotę powiedzieć, że nie jest zainteresowany, a co najwyżej żeby spierdalała.. Był chamem? Teraz tak, bo zamiast spojrzeć grzecznie w oczy nieznajomej i przedstawić się, ten wbił wzrok bezpośrednio tam gdzie anatomicznie znajdowało się jej serce nie spuszczając wzroku na zbyt długo.
    Nie odpowiedział, patrząc tak przez dłuższą chwilę, lecz w końcu łaskawie uniósł wzrok, mówiąc.
    — Yumi — przedstawił się. Nie wyciągnął dłoni. Zamiast tego sięgnął po bimber i nalał sobie porządnie jeszcze raz. — Na parkiecie? — spytał, jakby upewniając się jej zamiarów. — Jeśli chcesz mnie zaciągnąć do sypialni to nie musisz się fatygować, powiedz tylko gdzie masz pokój, słonko.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  86. — Nie, tylko badam teren — zaprzeczył, kiedy tylko zapytała. Zdecydowanie miał jeszcze w sobie sporo wytrzymałości na dalszą walkę. Nie odpuści jej tak łatwo. Oboje mieli tutaj swój własny honor do obrony. Nie chciał łatwo oddawać zwycięstwa. Zaśmiał się i pokręcił głową.
    — A według mnie, te niektóre zasady, które piszą nie powinny w ogóle podlegać negocjacjom. Należy odprowadzać podatki, żeby rozwijać wspólną infrastrukturę? Cudownie. Dlaczego najbogatszy ma się od tego migać? Albo inne prawo… nie wolno brać za żony młodszej niż 16-latka. To po co próbować naginać datę urodzin? Pedofil? A może lepiej po prostu urwać mu jaja? Nie każdą zasadę powinno się obchodzić, Lu. Niektóre powinny wynikać z ludzkiej przyzwoitości, takiej, którą ma nawet złodziej — wyjaśnił co miał na myśli. — A jak już je złamiesz, to bierz karę, którą sam wyznaczyłeś — dodał jeszcze.
    Zaraz jednak humor ewidentnie go opuścił. Ona sama nie miała żadnych hamulców. Mieli nigdzie nie iść dalej, tak? To co to miało być teraz? Spojrzał uważnie po kobiecie i tym jak bezczelnie go prowokuje. Była wręcz niemożliwa. Złapał delikatnie jej podbródek i nachylił się nad nią, żeby patrzeć jej prosto w oczy. Pocałował ją krótko, ale jednoznacznie, jako ostrzeżenie, że znowu szła w niebezpieczne rejony, a on miał ograniczoną pulę tego jak często mógł się powstrzymywać. Ona właśnie w tym momencie ją wyczerpała. Irytujące. Naprawdę irytujące. A później to będzie jego wina i brak samokontroli, tak? Oderwał się od tych słodkich, grzesznych ust i polizał jej ucho.
    — Uważaj, bo to działa w dwie strony, a w pewnym momencie już nie uciekniesz przed sztormem, Pani Kapitan — szepnął jej, po czym przygryzł to samo miejsce.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  87. W rozpinane guziki wpatrywał się z zadowoleniem. Lubił, gdy kobiety pokazywały ciało, zamiast kryć się z nim i udawać cnotki. Zresztą to zawsze dodawało kobiecie pewności siebie, a on lubił gdy takie były. Zupełnie jak ona. Zresztą piratki w większości były pewne siebie. Skąd wiedział? Miał z nimi do czynienia, kiedyś, jeszcze w poprzednim wymiarze. Z innym rodzajem, bo te pływały w chmurach, ale zasada była naprawdę podobna.
    — Nie do końca tańczę w tutejszych klimatach, słonko — stwierdził, sunąc palcami wokół kufla wypełnionego trunkiem. — Musiałabyś mi pokazać jak wy to robicie tutaj.

    Yumi

    OdpowiedzUsuń
  88. Ashan obserwował cały czas uważnie Lu, nawet kiedy obdarzał ją pieszczotami. Zdawał sobie sprawę, że się podpiła, być może bardziej niż on. Nie oceniał tego. Oceniał coś innego. Chwycił ją pod ramionami, kiedy zaczęła mocniej gładzić jego przyrodzenie i wyszła ze swoją propozycją oralnej rozkoszy. Oczywiście, że chętnie by skorzystał, ale w diametralnie innych warunkach. Kusiła go, męczyła i wystawiła na próbę. Usadził ją z powrotem na jej krześle, a potem je odsunął na kolejne pół metra. Podał jej wódkę i wrócił na swoje miejsce.
    — Ciężko to oprzeć się Tobie, sama zaczynasz — zauważył cierpko, pijąc kolejną kolejkę. — Nie będziemy nic robić po alkoholu, jak masz ochotę na chwile rozkoszy to najpierw wytrzeźwiej i wtedy mi to potwierdź, hm? Miało być powoli. Nie ufam pijanej zmianie zdania


    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  89. Ashan przyglądał się Lunie i temu jak siedziała obrażona teraz na krześle. Wyciągnał papierosa i odpalił go, żeby zaciągnąć się dymem nikotynowym.
    — Właśnie pokazujesz mi, że miałem rację — zauważył spokojnie, szukając wzrokiem punktu, który sobie upatrzyła. Zastanowił się przez chwilę nad doborem słów. — Rozumiesz, czemu teraz to zły pomysł, tak?

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  90. Ashan obserwował Lunę. Nie mówił nic na razie. Sam miał swoje własne myśli, które próbował przetrawić. Próbował być rozsądny i słowny, więc miał teraz na głowie pijaną i obrażoną kokietkę. Pięknie, kurwa, pięknie. No to się wjebał w związek. Mówił, że lubił emocje i ogniste kobiety, tak? Zdecydowanie sobie wykrakał jeszcze więcej niż mógłby sobie wymarzyć. Zaciągnął się mocniej papierosem. Trzymał dym nieco dłużej niż zazwyczaj w płucach, a dopiero potem wypuścił. Wstał z miejsca dopiero, kiedy skończył palić, aby do niej dołączyć w milczeniu. Nie siadał obok, ale stał niedaleko, czekając na jakąś inną reakcję.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  91. Ashan przez dłuższą chwilę po prostu stał obok, słuchając jej nucenia. Nie zamierzał wyciągać z niej rozmowy na siłę. Dla niego ta sytuacja była absurdalna. Odmówił jej seksu po alkoholu. No rzeczywiście, potwór z niego. Westchnął cicho i oparł się biodrem o znajdującą się niedaleko barierkę, pozostając wystarczająco blisko, żeby wiedziała, że nigdzie się nie wybiera.
    — Możesz się na mnie obrażać, Lu — odezwał się w końcu spokojnie, sięgając po kolejnego papierosa. — Ale nie zmienię zdania — dodał, już odrobinę lżej. Nie chciał jej strofować ani ciągnąć tematu zgody po raz kolejny. Powiedział wystarczająco jasno, dlaczego się zatrzymał. Teraz mógł co najwyżej dać jej przestrzeń, żeby się z tym przespała. Dosłownie, najlepiej. Przez moment patrzył na rozciągające się przed nimi miasto, po czym zerknął ponownie na Lunę.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  92. Dalej trwała w swojej skulonej pozycji, a kiedy Luna oznajmiła, że będzie jej coś opowiadać, nie zareagowała. Słysząc o mężczyźnie podniosła jednak spojrzenie do dziewczyny. Patrzyła na nią zmęczona, przekrwionymi oczyma.
    - Biedak - skomentowała na wieść, że ktoś zwrócił jej uwagę. Spojrzała zaraz gdzieś w bok, chcąc nie chcąc słyszała dalsze słowa, o listach. Ależ jej było żal tego chłopaka. Klara przewróciła oczyma na informację, że nie potrafi wysłać napisanych listów. Nie wiedziała czemu? Klara ledwo widocznie pokręciła głową. Nie mówiła nic, do czasu aż nie padły pytania.
    - Ja nie jestem, tak jak Ty, patrzącą jedynie na własny czubek nosa pindą, więc tak, oczywiste jest dla mnie by docenić każdy list, na który ktoś poświęcił swój czas by mi coś napisać - odparła, nawet na nią nie patrząc i zaraz znowu schowała twarz między kolanami.
    - Nie obchodzą mnie Twoje historie, rozumiesz? Jesteś wredną złodziejką, która na swoje rozwydrzenie znajduje tysiące stosownych argumentów. Bawią Cię zachowania, które innych dotykają. Mam szczerą nadzieję, że ten biedny chłopak jak najszybciej przestanie do Ciebie słać listy - syknęła, nie zmieniając pozycji. Jak bardzo popsuta musiała być ta dziewucha, że miała takiego rodzaju problemy? Niedorzeczność.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  93. Słuchał jej obaw, idąc spokojnie obok. Nie robił min, nie rozmyślał nad tym wszystkim za bardzo, po prostu jej słuchał. Wzruszył lekko ramionami.
    - Może rzeczywiście niektóre są głupie, ale są... Skoro tkwią w Twojej głowie to dla Ciebie mają jakieś znaczenie. Nie zawsze od razu wiemy jakie - przyznał i przesunął po niej spojrzeniem, gdy wspomniała o sercu.
    - Wolisz nie pokazywać? To jest dopiero głupie... - pokręcił głową. - Jak nie Ty, to kto inny mu pokaże, ktoś odważniejszy od Ciebie, a wtedy będziesz jeszcze bardziej żałować - stwierdził krótko. Niektórzy to naprawdę lubili sami sobie robić problemy w takich tematach. Ich mowa ciała mówiła jedno, a oni uparcie twierdzili, że są w stanie oszukać własne ciało, nie byli. Jak dla niego to co widział u Lu i tego całego czerwonowłosego ponuraka, jej mowa ciała wcale nie zdradzała takiego zainteresowania jak jego, ale najwyraźniej coś się później między nimi wydarzyło, skoro dziewczyna miała takie rozterki. Uśmiechnął się, widząc jak kręci się dookoła własnej osi.
    - Nie, nie myślę. Widzę - odpowiedział i posłał jej szelmowski uśmiech. - Nie tylko ciało, ale tak, fizycznie w moje gusta jak najbardziej trafiasz - oznajmił i zaśmiał się krótko na jej kuksańca. Oddał go jej, gdy wspomniała o "tylko wtedy".
    - Obawiam się, że niestety nie, kokietujesz dość nagminnie, co potrafi wprawić w zakłopotanie. Może Cię to kiedyś zgubić... Jak już zdążyłaś doświadczyć, nie każdemu jest potrzebna prowokacja, a Ty często prowokujesz. Mi się to podoba, ja to w Tobie lubię, ale ja krzywdy Ci nie zrobię, co do innych, różnie to może być - pozwolił sobie powiedzieć nieco więcej. Kiwnął głową na wzmiankę o jej ludziach, a kiedy stali już na szczycie, słuchał z lekkim uśmiechem jej odpowiedzi.
    - Mhm... No właśnie Luna, wolność... - złapał jej kosmyk włosów i założył za ucho. - Nie daj się nikomu zamykać w ramach, tylko dlatego, że tak chce. Dla mnie jesteś jak ta woda, czasem wyjątkowo spokojna, zapraszająca do zabawy, a innym razem zdradziecka, knująca, z planem, który kryje się "pod spodem". Bądź sobą, bądź wolna, a na pewno znajdzie się ktoś, kto tą wolność w Tobie pokocha. Jak nie czerwonowłosy książę, to kto inny - posłał jej lekki uśmiech i spojrzał w dół.
    - To co? Skaczemy? - zerknął na dziewczynę zaczepnie.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  94. Ashan spojrzał po niej uważniej, kiedy oznajmiła mu, że nie jest na niego obrażona. No dobrze, skoro nie była, to tym bardziej nie miał pojęcia, co właściwie się co takiego to już nie miał pojęcia i nie sądził, aby był w stanie się tego samodzielnie domyślić.
    — To nie wiem, o co chodzi — przyznał opierając się bokiem o balustradę i wyciągnął papierosa. Odpalił go, zaciągnął się, po czym przez moment przyglądał się samej palącej się fajne, wypuszczając dym z ust. Następnie wrócił spojrzeniem do Luny.
    — Chcesz mi wyjaśnić? — zapytał w końcu. Przy żadnej swojej wypowiedzi nie było czuć od niego pretensji. Po prostu nie miał pojęcia co się dzieje. Irytujące było, że zaczęła się tak zachowywać, kiedy odmówił jej zaspokajania go. Było to dość wymowne. Mimo wszystko nie miał zamiaru się o to kłócić. To byłoby głupie. Obserwował ją, a kiedy zadrżały jej wargi i sięgnęła po wódę, dotknął jej dłoni swoją własną, pomasował ją delikatnie. Nie miał pojęcia czy chciała być teraz dotykana, ale cholera nie sądził, aby teraz powinien po prostu bezczynnie stać.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  95. Ashan patrzył po niej przez chwilę z wyraźnym niezrozumieniem.
    — Kiedy potraktowałem Cię jak dziecko? — zapytał marszcząc lekko brwi — kiedy zacząłem robić z Ciebie dziecko? — dodał, bo z jego perspektywy zatrzymanie pijanej kobiety przed robieniem czegoś, czego mogłaby później żałować, nijak się pod to nie kwalifikowało. Odsunął ją od siebie, bo inaczej sam miałby problemy z samokontrolą. Potrafiła skutecznie zawrócić w głowie i wolał mieć pewność, że niczego wartego pożałowania nie zrobią. Postawił granicę dotyczącą samego siebie i tyle. Nie widział w tym nic złego. Nie chciał później pluć sobie w brodę. Byli po alkoholu, więc nawet, gdyby nie ich umowa, aby iść powoli z cielesnością nie chciałby niczego więcej. Nie byli jeszcze tak blisko, żeby mógł sobie na to pozwolić po pijaku.
    — Nie uważam, żebym zrobił cokolwiek, co pod to podchodzi — stwierdził spokojnie, po czym westchnął cicho, słysząc całą resztę jej wyrzutu.
    — A może właśnie powinnaś czasem wyrzucać na mnie te emocje. Skoro mamy się poznawać z każdej strony, to chyba nie tylko wtedy, kiedy jesteś, zadowolona i masz ochotę mnie kusić — zauważył, uśmiechając się do niej nieznacznie. Nie chodziło mu o to, żeby zaczęła się na nim bezmyślnie wyżywać, ale jeśli coś ją wkurwiało, wolał o tym wiedzieć niż stać obok i zgadywać. Kiedy jednak w końcu wyrzuciła z siebie pretensję o przytulenie, spojrzał po niej przez moment, a potem zgasił papierosa o balustradę. Kurwa mać. Teraz to już rzeczywiście sama zachowywała się trochę jak dziecko, tupiące nogą, bo nikt nie domyślił się czego chciała. Nie zamierzał jej jednak tego teraz mówić. Podszedł bliżej i bez większych ceregieli objął Lunę, przyciągając ją do siebie.
    — Mogłaś powiedzieć, że chcesz się przytulić — mruknął, obejmując ją mocniej — mów zawsze czego chcesz, proszę — dodał, po czym oparł na moment brodę o jej głowę. — Ale z tym nikotynowym chuchem będziesz musiała jakoś żyć. Palę. Raczej ciężko będzie Ci mnie często widzieć bez papierosa w ręku — zaznaczył i zaczął gładzić ją po plecach, zmieniając uśmiech na bardziej zaczepny. Nie widział, aby aktualnie był w stanie rzucić palenie, ale odłożyć papierosy mógł, jeżeli komuś przeszkadzały. Po prostu z nikotyną lepiej się myślało.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  96. Ashan zmarszczył brwi, kiedy zaczęła przywoływać jego własne słowa w dość uproszczony sposób. Przez chwilę próbował w ogóle ogarnąć co miała na myśli, bo nie było to zbyt jasne wyjaśnienie jego zdaniem.
    — Rozumiesz, czemu teraz to zły pomysł, tak? — zapytał, dla pewności. Nie sądził, aby to było tłumaczenie jak dzieciakowi. Po prostu po alkoholu mózg był zamroczony, jego zresztą też. Ostatecznie jednak wziął wdech, próbując myśleć w jej sposób i przyznać rację kobiecie.
    — Dobra, chujowo to powiedziałem — przyznał krótko — chciałem się upewnić, że się zgadzamy ze sobą, że oboje rozumiemy, że to był i dalej jest zły pomysł — wyjaśnił i na tym zamierzał zakończyć temat.
    — Przepraszam, że poczułaś się jak dziecko — niemniej przeprosił za to. Nie chciał jej zranić i za to jak się poczuła mógł jak najbardziej przeprosić. Przy jej dalszych słowach słuchał już bez wtrącania się, powoli przesuwając dłonią po jej plecach.
    — Jak sama nie wiesz, co myślisz, to nie musisz mi tego wyrzucać — stwierdził po chwili, przytakująć jej lekko — ale możesz powiedzieć, że jesteś wkurwiona i potrzebujesz pomilczeć — zaproponował. Przynajmniej wtedy wiedziałby, że ma siedzieć na dupie i nie próbować zgadywać, co właśnie zrobił źle. Kiedy Luna wcisnęła głowę w jego pierś, objął ją mocniej i oparł brodę na jej włosach. Kurwa. Czyli naprawdę wystarczyło ją przytulić. Świetnie. Przytulił ją jeszcze trochę mocniej do siebie i uznał, że najlepszym wyjściem będzie w tym momencie zamknąć mordę w kubeł i dać się wygadać drugiej stronie, jeśli dalej będzie tego chciała.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  97. Ashan spojrzał po niej, kiedy w końcu się odsunęła, i przez moment nic nie mówił. Uśmiechnął się lekko w jej stronę i pokręcił przecząco głową.
    — Nie musisz —zaznaczył,wzruszając lekko ramionami — Trochę obojga poniosło, ale ostatecznie się zrozumieliśmy. Nic się nie stało. Zobaczyłem kolejną wersję Ciebie i dalej tutaj jestem — dodał, przesuwając kciukiem po jej policzku, żeby zetrzeć pozostałość łez.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  98. Ashan przyglądał jej się przez moment, kiedy odstawiła alkohol. Jemu ta wersja Luny właściwie nie przeszkadzała. Owszem, mieli problem, żeby się dogadać i przez chwilę kompletnie nie wiedział, co się z nią dzieje, ale jeżeli ten związek miał mieć jakikolwiek sens, to przecież nie mógł poznawać tylko jej najlepszych stron. Chciał znać prawdziwą Lunę. Tę pogodną, zaczepną, ale też wkurwioną, zapłakaną i trudniejszą. Nawet jeśli miał się przez to momentami irytować. Sam przecież również nie był chodzącym zestawem zalet. Musieli się zaakceptować w całości, a nie wybierać sobie tylko wygodne fragmenty. Inaczej to po prostu nie będzie miało sensu. Nie chciał znowu przepaść zbyt szybko, tylko po to, aby skończyć ze złamanym sercem i wykładami od swojego rodzeństwa.
    — Możesz mnie dalej męczyć — stwierdził w końcu, unosząc lekko kącik ust — Nie musisz się teraz poddawać tylko dlatego, że mieliśmy ostrzejszy moment — dodał spokojnie — Jak masz szczerą ochotę walczyć dalej, to walczymy dalej — odparł. Nie zamierzał jej zatrzymywać przy alkoholu na siłę, ale też nie chciał, żeby odpuszczała tylko i wyłącznie dlatego, że zobaczył kawałek jej charakteru, z którego sama nie była dumna.

    Ashan

    OdpowiedzUsuń
  99. Klara dalej unikała patrzenia w stronę Luny, ale kiedy ta zaczęła mówić o tym, że wyrządza krzywdę niewinnym dziewczynką, zwróciła głowę ku brunetce.
    - Co najwyżej próbujesz. Musiałoby mi na Tobie jakkolwiek zależeć byś zgniotła mi serce, a nie zależy ani trochę – oznajmiła, dalej ze smętną miną. Pokręciła zaraz głową.
    - Och błagam Cię, skończ się wybielać rozwydrzona dziewucho. Wystarczyło mnie przeprosić za poprzednią kradzież i w ramach przeprosin zaprosić na kolację, a nie okradać mnie po raz kolejny by do tej kolacji przymusić. Nie jesteś zbyt inteligentna jak na rolę Pani Kapitan, myślisz, że wszystko Ci wolno, a ja pokazałam w Twojej kajucie dokładnie takie samo podejście. Nie zapłacę Ci ani grosza za te szkody z kajuty, więc tak, masz rację, zysku z tego nie będziesz miała wcale – zaznaczyła twardo, a potem odwróciła się do niej plecami i ponownie skuliła.
    - Żegnam – odpowiedziała jedynie na te wszystkie wytyczne, ani trochę nie przejmując się odejściem dziewczyny, po prostu dalej leżała skulona i nie zamierzała się nigdzie ruszać.

    Klara

    OdpowiedzUsuń
  100. Mohe słuchał jej ze spokojem i skupieniem na twarzy. Kiedy mówiła o szczurze lądowym, uniósł mimowolnie kącik ust. Spojrzał w stronę oceanu, kiedy Lu kiwnęła w stronę wody głową. Tak, rozumiał te obawy. Słysząc o wylewności, słuchał dalej. To też rozumiał, w końcu przed chwilą o tym rozmawiali. W jego stronach pismo nie było istotne, liczyła się przede wszystkim mowa ciała i zachowanie wobec danej osoby. Zdziwił się jednak, kiedy wspomniała o obawach.
    - Wykorzystał przeciw Tobie? Wstydzisz się tego, że Ci na nim zależy? – zapytał, bo słuchając tego wszystkiego właśnie tak zabrzmiała. Nie jak ktoś kto obawia się z powodu ewentualnego zagrożenia, bardziej jak ktoś kogo mogą uznać za osobę posiadającą słabość. – Nie wyglądał jak ktoś komu łatwo wejść na głowę – zauważył. Rumieniec przy jej twarzy przypadł mu do gustu, podobnie jak objęcie, przed którym nie uciekał. Odwzajemnił drobną czułość. Kiwnął głową, gdy zapewniła, że wie jaka jest.
    - To dobrze, że wiesz i nie planujesz tego zmieniać. Chociaż w zderzeniu z tym konkretnym typem to… No nie wiem Lu… Gość zdaje się dla Ciebie zbyt poważny. Jesteś frywolna, lubisz flirt, a on sprawia wrażenie typa, który boczy się o takie sprawy – wzruszył ramionami. Skrzyżował z nią wzrok, kiedy spojrzała mu w oczy, a potem uśmiechnął się do niej zalotnie.
    - Może dlatego, że Ty jesteś wolnym duchem oceanów, a ja wolnym duchem stepów? Mógłbym Cię schować w ramionach i trzymać tak nieustannie, ale nie chcę… więdłabyś tak osaczona. Najlepiej wyglądasz wolna, z włosami poczochranymi przez wiatr – tu zmierzwił lekko jej włosy i uśmiechnął się kącikiem ust. – Wolę patrzeć z daleka, widzieć jak schodzisz z łajby od czasu do czasu, ale z promiennym uśmiechem – przyznał. Również zaczął się rozbierać, zostając jedynie w przepasce osłaniającej przyrodzenie. Zaśmiał się krótko na ten jej wyszczerz, a potem wziął kilka kroków wstecz i rozpędził się, by energicznie wyskoczyć ze skarpy, a potem polecieć w dół, na ustach mając typowe dla siebie plemienne okrzyki. Do wody wpadł z dużym chlupnięciem, chwilę zajęło nim pojawił się na powierzchni oceanu. Fale były tu dość duże, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy. Czekał aż i Luna się wynurzy.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
Puść wodze wyobraźni! Czuj się wolny i leć w morenki!

Use your imagination! Feel free, only +18 here!