Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

"Eteryczność - coś mojego?"

 

 

Klara Wawrzenko

Urodzona w Slavit || Pracowała w rodzinnej Gospodzie || Utracone "życie" po spaleniu rodzimego miasta
16 lat || 167cm
 
"Jeszcze nie tak dawno, gdy zapytano mnie o życiowe tragedie, zaskoczona odparłam, że do tej pory ich nie miałam. Nie wiedziałam jak znoszę te naprawdę złe wydarzenia. Czy to dlatego na raz spadło, na mnie aż tak wiele? Czy Świat naprawdę stara się wyrównywać nasz życiowy rachunek? Jak myślisz notesiku? Wiesz... Przestałeś przynosić ulgę... Rymy ulatują z mej głowy nieustannie, nie bawią, nie cieszą, zdają się takie nieistotne... Będę musiała się z Tobą pożegnać. Teraz mam prawdziwy życiowy cel. Muszę odnaleźć zaginionego brata. Z mojej rodziny została garstka, nie pozwolimy, by było nas jeszcze mniej."
 
"Rymy powoli wracają, myśli się układają, w sercu nadzieja szaleje, wokół tak wiele się dzieje..."
 
 

80 komentarzy:

  1. Emma zacisnęła mocno wargi. Nie osaczała jej. Z jej punktu widzenia nie robiła takich rzeczy. Po prostu starała się z nią przebywać. Poznawać, ale Klara nie chciała dać się poznać. Każda jej próba spotykała się ze ścianą, jakby była jakimś gorszym sortem. Nabrała delikatnie powietrza w płuca i zerknęła na nią.
    - Nie oczekuję, że mój sposób bycia będzie każdemu odpowiadał - powiedziała spokojnie. - Wiem, że nie powinnam w ogóle z nikim rozmawiać. Powinnam zostać ukarana, zgładzona za swoje czyny - wstała ze swojego miejsca. - Wiem, że moje winy są zbyt wielkie, bym mogła swobodnie patrzeć komuś w oczy i cokolwiek oczekiwać - wyjaśniła. - Ale twoje podejście... - spojrzała po niej. - Ty zamykasz się na wszystko co dla ciebie nieznane. Zamykasz się na nowe - mruknęła. - Jesteś nieprzyjemna, chociaż nie zrobiłam ci tu żadnej krzywdy. Jesteś nieprzyjemna, bo po pierwszym wrażeniu spisałaś mnie od razu na straty. Nie winię cię za to. Sama siebie już dawno na nie spisałam - uśmiechnęła się smutno. - Po prostu... nie ja jedna powinnam trochę odpuścić - skomentowała, wychodząc z jej pokoju i siadając przy ścianie obok niego. Naprawdę w tej chwili nie chciała być sama. Podciągnęła kolana pod brodę i oparła na nich czoło, pozwalając sobie na ciche przełykanie swych łez. 

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  2. Ryu spojrzał po niej trochę skołowany tym wszystkim.
    - To czemu ta spódniczka tenisowa tak cię zaskoczyła? - zerknął na nią. - Ona też była tak mniej więcej do kolana - zauważył. - Więc odsłaniała łydki... - odetchnął głęboko. - Czekaj nie mów... czyżby dlatego, że jej cel przeznaczenia był inny niż pływanie w wodzie? Że można byłoby zakryć nogi nieco bardziej przy takiej grze? - zaproponował takie rozwiązanie. - Ale wiesz... ta gra wymagała wiele od grającego. Wiele samozaparcia i wiele ruchu... w czymś innym człowiek po prostu by się pocił - rzucił kiwając sobie głową i odetchnął głęboko, kiedy stwierdziła stwierdziła, że najważniejsze jest to iż sobie ze wszystkim poradził. - Tak - zgodził się z nią. - Wiele złych rzeczy się działo w moim życiu, więc sam sierociniec - spojrzał po Klarze. - Sam sierociniec przy nich bladł - uśmiechnął się słabo. - Och może to ja przyciągam te wszystkie okropności? - zaproponował takie rozwiązanie. - Ale wtedy lepiej żebyś trzymała się ode mnie z daleka - dodał zaraz i podrapał się lekko po głowach. - Nie... z pewnością nie mam aż tak wielkiego pecha żeby tak to wszystko do siebie przyciągać - rzucił lekkim tonem. Uśmiechnął się lekko, kiedy stwierdziła że zrobi tak jak sobie tego chce. Niespecjalnie miał ochotę na wszystkich bluzach posiadać kolorowe akcenty. On po prostu dobrze się czuł w czerni i chociaż czasem próbował to zmienić, dorzucając do swojej garderoby beżowe koszule czy ciemnobrązowe spodnie to i tak najczęściej sięgał po czerń. Była jego pierwszym wyborem, takim bez zastanowienia się. Nuda. Nie różnił się tym od wielu, ale nic na to nie mógł poradzić. Widział jej zaskoczenie na twarzy, kiedy wspomniał o niewielkiej liczbie obserwacji jej w gospodzie... ale tak czuł. W Gospodzie, Klara zakrywała swój ciuszek fartuszkiem, a on nie zwracał zbytnio uwagi na jej ubiór. Fascynowała go jej osobowość czy po prostu praca z klientem, a nie to w co była ubrana.- I to jest dobrze podejście do sprawy - stwierdził swobodnie. - Warto nosić to co się lubi i to co jest wygodne jednocześnie - zgodził się z nią. - Gdybyś miała do końca życia nosić ciuchy w jednym kolorze... to jaki to byłby kolor? - zapytał jej. Sam nie odpowiadał, bo odpowiedź była zbyt oczywista. Odpowiedź co do puszenia przyjął ze spokojem. On co prawda z pewnością miał momenty, w których po prostu obrastał w piórka, ale dość szybko je wyłapywał i starał się zniwelować. No chyba, że dotyczyły jego przyjaciół. Przed nimi puszyć się trzeba było.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  3. Emma spojrzała po niej z niedowierzaniem.
    - Przepraszam cię bardzo, ale w żadnym wypadku nie bawię się w znawcę twojej osoby. Pokazuję ci tylko to co możesz w sobie zmienić, co byś patrzyła nieco przychylniej na inność - skomentowała krótko. - I wiem, że prawda w oczy kole i boli - dodała zaraz. - Więc zamknij buźkę i po prostu przełknij to, że nie jesteś idealna - westchnęła. - Bo że ja nie jestem idealna to wiem i nikogo za to nie winę. A ty... jak sama wcześniej powiedziałaś, oceniasz po pierwszym wrażeniu. Jak dziecko - mruknęła. - A słyszałam tyle dobrych słów o tobie. Nieźle ich wszystkich omamiłaś, co nie? - zaśmiała się cicho, bo słowa, które wypowiedziała przed chwilą Klara porządnie ją już wkurzyły. Po prostu wkurzyły. Człowiek się stara. Próbuje. Chce się zaprzyjaźnić, albo chociaż zakolegować, a jakaś mała siksa po prostu zamyka się na "nie bo nie". Prychnęła pod nosem. - Masz rację, bardzo możliwe że niepotrzebnie tracę na ciebie swój cenny czas. Ty i tak nie spróbujesz - mruknęła jeszcze zanim zostawiła ją w spokoju (albo i nie, bo wszystko zależy od jej odpowiedzi).

    Emma

    OdpowiedzUsuń
  4. - Nie - powiedziała twardo. - Ty nie potrafisz spojrzeć na mnie inaczej niż poprzez swoje uprzedzenia i urojenia o mojej osobie. Ja przed chwilą zamierzałam stąd wyjść, ale ty mnie tu zatrzymujesz, najwyraźniej chcąc jeszcze podręczyć - skomentowała chłodno. - Nie potrafisz zaakceptować prawdy. Tego, że zamknięta jesteś na inność, że oceniasz po okładce - rzuciła twardo i tym razem już trzasnęła drzwiami, a potem po prostu opuściła klinikę Febe. 

    Emma (koniec)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ryu skinął głową.
    - Wiesz to była taka spódniczka połączona ze spodenkami. Spódnico Spodnie - podrapał się po głowie. - Chyba właśnie dlatego, żeby zachować godność i nie świecić tym co chcemy ukryć przy wszystkich - pokiwał głową. - A jednocześnie pokazywać swoje smukłe nogi - dodał jeszcze. - Jasne, masz rację, można by ubierać dłuższe spodnie, ale nie robiło się tego - rzucił spokojnie. - Tak już było. Taka moda panowała - wyjaśnił. - A gdybyś ty miała taką spódniczkę ze spodniami razem... nie martwiłabyś się, że ktoś coś nieopatrznie zobaczy... to może byś się do tego przekonała - zaproponował jej spokojnie. - To tylko ewentualność, możliwość - dodał zaraz, żeby nie pomyślała, że wciska jej takie rozwiązanie i innego nie bierze pod uwagę. - Beże? - spojrzał po niej zaskoczony. - Naprawdę? Ale przecież beż jest taki nudny - odwdzięczył się jej za ten czarny i pokazał język. - Aha, subtelne i ładne ale przecież sama mówiłaś o kolorach, a beż jest taki... nijaki - zaśmiał się lekko. - Liczyłem na jakąś zieleń, niebieski, może płomienną czerwień... ale beż? Naprawdę?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie kłócił się z nią w tym temacie, choć spojrzał po niej gdzieś tam w głowie wyobrażając sobie ją w spódniczce tenisowej. Uśmiechnął się do swych myśli. Może kiedyś jeszcze Klara zmieni zdanie o tej modzie, a może zostawi to tylko dla wybranka swojego serca.
    - Pytałem o jeden kolor, bo byłem ciekaw który być wybrała - przyznał szczerze. - Bo sklasyfikowałaś czerń jako smutny kolor... a czerń też ma wiele odcieni. Może być głęboka czerń lub sprana czerń - puścił do niej oczko. - Więc no... beż jakby nie patrząc też jest po prostu nudny, taki nijaki - rzucił lekkim tonem. - Tobie... tobie pasują jakieś zielenie, róże... może fiolety - zaproponował spokojnie. - W beżu... w beżu chowasz swoją urodę po prostu - mruknął jeszcze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  7. - Rozumiem, ale dla mnie czerń była zawsze ukojeniem. Pozwalała zniknąć. Człowiek w czerni staje się niewidoczny, może spokojnie odpocząć od zgiełku i zainteresowania innych - uśmiechnął się lekko. - Dla mnie czerń była pocieszeniem... tak kojarzy się ze śmiercią - zgodził się z nią i nawet przez moment parsknął śmiechem. - Przepraszam, kojarzy się z Gavem, a on praktycznie śmiercią jest - odchrząknął wyjaśniając jej swoje wcześniejsze skojarzenie. - Czerń jest dla mnie jak noc, jak ciemne korony drzew... pozwalają po prostu odpocząć, więc moje skojarzenie z nią jest zupełnie inne niż twoje - przyznał szczerze. Uśmiechnął się do niej na wieść o beżu. - No właśnie... beżowy jest taki jasny... od razu rzuca się w oczy - stwierdził cicho, zerkając na nią. - Może właśnie dlatego wpadłaś mi w oko - puścił do niej oczko, teraz odbierając jej władzę nad wózkiem i samodzielnie go dalej pchając. - Twoja mama była mądrą kobietą. Wiedziała doskonale jak wydobyć z ciebie wszystkie najlepsze walory... te rumieńce na przykład - dodał jeszcze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  8. Ryu spojrzał po niej nieco zaciekawiony.
    - Jaki kolor ci się z nim kojarzy? - zapytał zanim ugryzł się w język. - Do każdego przyporządkowujesz kolor? Mi też jakiś dałaś? - zainteresował się jeszcze i zaśmiał się nieco zawstydzony co do całej poetyckości. - Mhm uczyłem się od najlepszej - puścił do niej oczko. - W końcu gdzieś musiało zacząć kiełkować moje poetyctwo - dorzucił z uśmiechem na twarzy. Nie powiedział więcej nic o beżach, bo przecież nie będzie się kłócił z czymś co było prawdą. Mimo to tak jak jej wcześniej powiedział, jego zdaniem beż bardziej rzucał się w oczy. Kiedy Klara wspomniała swoich rodziców uśmiechnął się delikatnie. - Będziesz taka jak oni, już miejscami jesteś - szepnął.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  9. - Popielaty? - Ryu popatrzył po niej i przekręcił lekkko głowę próbując sobie ten kolor wyobrazić w kontekście Gava, ale koniec końców pokręcił głową. - Nie, nie widzę go w tym - mruknął. - Ach, bo ja skojarzyłem Gava z jego ubiorem i faktem kim jest - machnął lekko ręką. - Nie myślałem o jego charakterze czy innych sprawach - mruknął jeszcze po czym odetchnął głęboko. - Zieleń... - uśmiechnął się lekko i zastanowił. Cóż lubił naturę i nie krył się z tym specjalnie mocno. - Dlaczego zieleń? - zapytał jednak zastanawiając się czy tu o to chodzi. Nie, na pewno nie. Klara miała to głębokie myślenie na temat charakterów i innych rzeczy. Jej uroczy rumieniec zachował dla siebie i nie skomentował go. Zamiast tego roześmiał się serdecznie. - Oj nie przeceniaj tak moich umiejętności... własny wiersz? To jeszcze daleko przede mną - rzucił z uśmiechem. Spojrzał po niej odrobinę poważniej kiedy zapytała o swoje podobieństwo do rodziców. - Masz tak samo łagodne oczy jak twoja mama. Patrzysz przez nie w taki sposób jak ona - zaczął spokojnie. - Kiedy się uśmiechasz robią ci się urocze dołeczki przy ustach, zupełnie jak u twojego taty. Dodatkowo kiedy bierzesz ścierkę w rękę zamieniasz się w niego. Twardo stąpasz wtedy po ziemi i pokazujesz swą siłę charakteru, którą masz właśnie po tej dwójce - dodał cicho. - No i jak się kłócisz... stojąc twardo przy swoim... wtedy też przypominasz swoich rodziców - mruknął już nie patrząc na nią, tylko lokując wzrok przed sobą. - A kiedy spokojnie rozmawiasz, wchodzisz na te łagodne tony... wtedy pobierasz ze swobody ducha swojej mamy - dokończył.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  10. Nylian uśmiechnął się, słysząc odpowiedź Klary. Sama przy tym wyglądała na bardziej rozchmurzoną a to niezwykle radowało jego serce.
    — Cieszę się, że będziesz miała dobre wspomnienia z tej uroczystości. Myślę, że Akane też się ucieszy, w końcu się przyjaźnicie — odpał, pozwalając sobie na cichy śmiech.
    — Tak, vallaslin to są elfie tatuaże, tusz którego używamy to mieszanka kwiatów, pyłu z kamieni szlachetnych i krwi — wyjaśnił, pokazując jej swoją wytatuowaną dłoń, aby lepiej mogła przyjrzeć się fakturze, która została “wyżłobiona” na elfie. — Mają swój urok, prawda? — zaśmiał się delikatnie po raz kolejny. — Nie ma nic złego w zamiłowaniu do kreacji. Masz naprawdę urodziwy gust, nigdy nie widziałem, abyś nosiła coś niedopasowanego — zauważył. Rozmowa z Klarą naprawdę potrafiła go wciągnąć, byli już prawie na miejscu.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  11. Ryu zastanowił się nad tym.
    - Nie tylko wyglądu - odparł spokojnie. - Przypisuję też pod to skojarzenie to jak Gave chce wyglądać w moich oczach... - uśmiechnął się lekko. Chłopak często po prostu robił głupoty byle wyjść na tego złego, a przecież był miejscami po prostu ciepłą kluchą. Odetchnął głęboko słuchając o tej zieleni, ciemnej zieleni. Pokiwał głową na jej odpowiedź i skrzywił się lekko. - Masz rację, może przytłaczać - zgodził się z nią. - Mathyr też czasem przytłacza - przyznał szczere. - Na przykład to, co było podczas naszej podróży. Opinia publiczna, tak bardzo krzywdząca - mruknął. - Albo to jak kobiety są tu traktowane, w wielu kulturach - dodał i wypuścił powietrze z płuc. - To przytłaczający obrazek, gdzieś tam wbijający się w głowę i niezbyt przyjemny - wymamrotał. - Dlatego rozumiem, że to swobodne, odprężające spojrzenie może przytłaczać i być niezrozumiałe - pokiwał głową, chociaż nie widział u siebie tego całego odprężenia i swobody. Jednak w stosunku do świata, w którym żyła Klara... tak, to zdecydowanie było spojrzenie swobodne. Spojrzał po niej uśmiechając się do niej znacznie szerzej.
    - Do usług - skłonił się nieco na wózku, po czym zerknął po niej uważniej. - Wyboista droga najczęściej przynosi wiele bólu ale na jej końcu jest niesamowita nagroda - uśmiechnął się do niej. - Wierzę, że kiedyś te wszystkie rzeczy i jeszcze ich więcej... dostrzeżesz w sobie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  12. Dotyk Klary jak zawsze witał jego skórę przyjemnym, delikatnym dreszczem. Miał wrażenie, że opuszki jej palców pozostawiają za sobą elektryczny ślad, nawet, gdy zabrała rękę, dalej czuł jej dotyk na sobie. Uśmiechnął się nieco szerzej, rumieniąc się przy tym delikatnie. Ucieszył się, że sama nie odmówiła urody jego vallaslin. W końcu były dla niego niezwykle ważne.
    — Dlaczego pyszne? — zapytał, chociaż przecież doskonale już mu to wyjaśniła. — Nie sądzę, aby chęć zadowolenia z własnego wyglądu była pyszna. Osobiście uważam, że mamy niewiele możliwości pokazać tego kim się czujemy, jakie mamy wartości, ubiór jest jedną z takich opcji. Nie widzę nic pysznego w chęci pokazania światu, że cenimy w sobie nasz gust, to w końcu to część tego co czyni nas wyjątkowymi. Ubrania to też w pewnym sensie historia człowieka. Nie wstydź się wyrażać samej siebie, nieważne w jaki sposób, a nawet jeśli suknia ma być po prostu ładna to też nic złego, to hołd dla krawca, który włożył sporo trudu w stworzenie czegoś pięknego — wyjaśnił, spoglądając w oczy Klary. Nie lubił, kiedy zdawała się być smutna, zawstydzona samą sobą. — Mama podarowała Ci zaiste nadobny gust, powinnaś być z niego dumna. To też część Twoich wspomnień związanych z nią, to jak uczyła Cię dobierać kroje, kolory, buty, jak płytkie by się nie zdawało, to przecież są piękne wspomnienia, czyż nie? — zapytał.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie skomentował sprawy Gava, bo uznał że wystarczająco zostało powiedziane i chłopak został podsumowany idealnie. On również nie rozumiał tego, ale nie komentował. Zamiast tego szedł w tę grę czasem po prostu go podpuszczając.
    - Tu się z tobą zgodzę - rzucił lekko. - Żaden z tych światów nie jest idealny - potwierdził. - A każdy może zaczerpnąć dużo dobrego od drugiego świata - uśmiechnął się do niej. - Fajnie byłoby, gdyby te dwa światy czerpały tylko dobre rzeczy od siebie... ale wiem, wiem... to marzenie z tych niemożliwych do spełnienia - rzucił lekkim tonem i spojrzał na domek Febe, po czym na jej ciepły uśmiech. Dobrze wyglądała z takim swobodnym wyrazem twarzy. Zastanawiał się o czym teraz myśli, ale tym razem nie odważył się zapytać. Wolał chyba nie wiedzieć.
    - To co? Dzisiaj schadzka, nie? - spojrzał po niej uważnie. - Denerwujesz się trochę?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  14. Ryu przytaknął jej tylko i uśmiechnął się. Co do drugiej części wypowiedzi pokręcił tylko głową.
    - Tu niestety myślę, że nie jest to możliwe - przyznał. - Nie zrozum mnie źle. Łączenie dwóch światów w coś dobrego... w to wierzę i mam nadzieję, że tak się stanie - zgodził się z nią. - Ale korzystanie tylko z dobrych rzeczy od drugiego świata? - pokręcił głową. - Myślę, że tego zrobić się nie da - przyznał spokojnie. Słuchał jej, kiedy mówiła o udanym wieczorze i chociaż gdzieś tam czuł lekkie ukłucie to pokiwał nieco głową. - W takim razie nie pozostaje mi nic innego jak mieć nadzieję, że tak faktycznie będzie - uśmiechnął się. - Ja? - pokręcił lekko głową. - Zabieram Grimę na schadzkę - puścił do niej oczko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  15. — Nawet prosty, schludny codzienny strój potrafi powiedzieć coś o człowieku — zauważył spokojnie. Przytulił Klarę, kiedy sama się w niego wtuliła. Byli już prawie na miejscu. Ciężko było się żegnać, ale nie miał zamiaru trzymać dziewczyny dłużej niżby przyzwoitość na to pozwalała. — Nic się nie stało. Jestem wdzięczny za czułość i to, że wracają do Ciebie piękne wspomnienia — dodał, wpatrując się czule, przyjaźnie w Klarę. Bardzo dobrze mu się rozmawiało z dziewczyną, czy to o trudnych, filozoficznych sprawach czy zwykłych, przyziemnych zagwostkach. Nawet nie zauważył, kiedy zjawili się już pod progiem domu Febe. Ucałował jej rękę na pożegnanie, delikatnie i skromnie, rumieniąc się przy tym jak małe dziecko. Obiecał najbliższe spotkanie przy kolacji, której sam nie mógł się doczekać. Nawet jeśli kilka rzeczy dalej ciążyło mu na sercu.


    Dzień umówionej kolacji w końcu nadszedł. Elf nie pamiętał, aby kiedykolwiek w życiu czuł stres i ekscytację jednocześnie. Większość dnia spędził w kuchni szykując potrawy na kolację. Argar jako wyspa nie miała problemu z dostępnością owoców morza, więc na to postanowił dzisiaj postawić Nylian. Na przystawkę zrobił delikatny ryż z ziołami i owocami morza - krewetkami i przegrzebkami. Daniem głównym był pieczony łosoś nad pieczoną czerwoną kapustą razem z puree z dyni; a na deser beza z owocami leśnymi. Całość przygotowywał przez kilka godzin, ale mógł powiedzieć, że był naprawdę dumny z tych dań. Zamknął je w trzymającej ciepło zastawie, aby przez ostatnią godzinę, aby odpowiednio się przygotować. Stół w ogrodzie dekorowała Piritą z Nalą, chcąc pomóc trochę bratu zaimponować Klarze. W końcu pierwszy raz ktoś tak bardzo zawrócił mu w głowie. W tym czasie Nylian wziął szybką kąpiel, po czym ubrał się elegancko, a także spiął niesforną grzywkę do tyłu, tak, aby przypominała krótki, sarmacki kucyk. Założył na siebie błękitną koszulę ze srebrnym, florystycznym haftem przy guzikach, szare spodnie oraz marynarkę oraz długie, czarne, skórzane buty. Przejrzał się jeszcze raz ostatni raz w lustrze, aby upewnić się, że wygląda godnie dla Klary, po czym z nerwowym uśmiechem na ustach ruszył po dziewczynę. Zapukał do jej drzwi (nie pamiętam, czy mieszka jeszcze u Febe czy w gospodzie XD). A kiedy już ją zobaczył, skłonił się na przywitanie. Spojrzał na Klarę, dopiero, gdy już się wyprostował i nie mówił nic przez chwilę. Wyglądała naprawdę zjawiskowo.
    — Ach, wybacz mi. Witaj, Klaro. Wyglądasz po prostu przepięknie, aż brak mi słów — wydusił w końcu z siebie z rumianymi policzkami.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  16. Klara wyglądała po prostu nieziemsko. Poczuł jak przez chwilę nie ma powietrza w płucach, aby oddychać. Dziewczyna zawsze wyglądała romantycznie-uroczo, jakby wszystkie bóstwa pobłogosławiły ją najpiękniejszym uśmiechem i spojrzeniem na całym znanym świecie, a jednak w tej sukience, z tymi rumieńcami i fryzurą… nawet nie wiedział jakby miał to ubrać w słowa. Była po prostu zbyt piękna. Powiedział już, że wygląda pięknie, ale mimo wszystko miał wrażenie, jakby nie dało się tego odpowiednio ubrać w słowa. W jego oczach nie mogła być inna niż idealna, zawsze prezentowała się z godnością, a jednocześnie sprawiała, że serce biło szybciej, a krew zwyczajnie zaczynała wrzeć. To było niemal grzeszne, to co z nim robiła, a mimo to była w tym wszystkim taka czysta, a on nie mógł nawet dopuścić do siebie myśli, aby ją skrzywdzić. Pragnął samolubnie mieć ją przy sobie do samego końca, cieszył się jak głupi, że dała mu tą szansę. Chociażby teraz. Uśmiechnął się szerzej na dźwięczny komplement i ponownie skłonił się dziewczynie, po czym delikatnie chwycił jej dłoń, przykładając ją sobie do swojego czoła. Następnie puścił dłoń, prostując się i wracając wzrokiem do dziewczyny.
    — Dziękuję, nie chciałbym ująć Twojej urodzie własnym, niegodnym wyglądem — pozwolił sobie na delikatny, żartobliwy flirt. W końcu to miała być ich pierwsza randka. Obiecał, że nie będzie uciekał na siłę od tego uczucia, jeśli Klara nie ma nic przeciwko nim. Tak długo jak nie postawi granicy. Wyciągnął ku niej ramię, aby móc ją po dżentelmeńsku odprowadzić w stronę ogrodów, na których wszystko czekało. — Oczywiście jeśli pozwolisz, chętnie Cię zaprowadzę, o ile nie przekracza to Twoich granic. W Oclarii chodzenie pod ramię na pierwszej randce nie uchodzi za afront, ale jeśli Ty masz zastrzeżenia, oczywiście będę trzymać odpowiedni dystans — wyjaśnił od razu, aby nie pozostawić po sobie żadnych niedopowiedzeń.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  17. Nylian zarumienił się wyraźnie na propozycję Klary. Nie spodziewał się takiej propozycji. Oczywiście liczył na nią w swoich śmielszych fantazjach, ale przeniesie marzeń na jawę było zdecydowanie niespodziewane. Kiwnął głową na znak, że zapamięta.
    — Dziękuję za pozwolenie, będę brał to pod uwagę — uśmiechnął się szarmancko do dziewczyny, zmieniając wyraz na bardziej błogi, kiedy postanowiła złapać go pod ramię. Zaczął iść z nią w stronę wynajmowanego aktualnie domu.
    — Ależ wygląd może być niegodny, można ubrać się przecież nieadekwatnie do okazji. Nie wypadałoby raczej, abym przyszedł do Ciebie w pełnym uzbrojeniu — pozwolił sobie na delikatny żart.
    — Jeśli chodzi o Oclarię… nie mamy tak jasnych zasad jak Polsza — zaczął, spoglądając na nią, kiedy byli już w drodze. — W Oclarii wierzy się, że uczucia okazywać można na tyle sposobów ile można wyrażać sztukę. Każdy ma inny gust i każdy oczekuje innej reakcji. Niegodne jest nieszanowanie swojego obiektu westchnień, ale jeśli na pierwszej schadzce obie osoby chcą się pocałować, czy iść… ekhem… dalej, nie jest to potwarz. Dlatego zawsze należy dopytać, aby granice były jasne i nikogo nie skrzywdzić. Ja oczywiście…— zarumienił się mocniej. — Nie mam zamiaru iść nigdzie… ja przepraszam… chodzi o to, że nie chcę Cię skrzywdzić ani sam nigdzie nie chcę wybiegać…


    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  18. Klara zawsze zaskakiwała go tym jak ciepło o nim myślała. Fakt, sam myślał, że potrafił się ubrać godnie do okazji. Nie brakowało mu poczucia stylu, ale przy niej zawsze miał wrażenie, że mógł zrobić coś lepiej. Być zawsze idealnie przygotowanym na wszystko. Nawet jeśli było to niemożliwe.
    — Wstyd było by źle wyglądać w Twojej obecności — odpowiedział. Naprawdę z nią flirtował. Był z siebie wyjątkowo dumny, że był w stanie normalnie przy niej reagować. Przynajmniej dopóki nie weszli na bardziej intymne tematy. Sam odwrócił wzrok od Klary, ale nie odważył się odsunąć, żeby przypadkiem nigdzie nie uciekła. Chociaż powinna, bo nie powinni rozmawiać na takie tematy na takim etapie znajomości. Zdecydowanie zgorszył ją tymi objaśnieniami. Przełknął głośno ślinę i ugryzł się w dolną wargę na tyle mocno, żeby się ukarać za te zbereźne słowa. Na Selemene dlaczego to powiedział. Mógł po prostu się zamknąć, albo dać bardziej wymijającą odpowiedź. Wrócił w końcu wzrokiem do dziewczyny wyraźnie zawstydzony tą całą wymianą zdań. Męża? Naprawdę? Dlaczego jego głowa teraz wyobrażała sobie ceremonię zaślubin a potem… o zgrozo! Nie! Nie mógł tak myśleć o Klarze. Znowu odwrócił wzrok, czerwony niczym dojrzały pomidor. Przecież nie był aż taki niewinny, a jednak czuł palący wstyd na samą myśl o Klarze w takich sytuacjach. Była zbyt idealna, żeby pragnąć jej w ten sposób.
    — Oczy…oczywiście — zgodził się z nią, przyśpieszając minimalnie kroku, jakby to miało ich ocalić przed całą tą niezręcznością.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  19. Zrobiło mu się jednocześnie lekko i ciężko na sercu, kiedy powiedziała, że uważa go za interesującego. Nawet nie wiedział w jaki sposób to było możliwe, ale jednak nie potrafił inaczej tego opisać. Klara robiła z nim naprawdę nadzwyczajne rzeczy. Szedł obok niej, nie mogąc powstrzymać wzroku od patrzenia na nią. Dziękował w duchu swojej boginii, że potrafił trafić do swojego wynajętego domu bez uważnej obserwacji. Zatrzymał się, kiedy zaczęła się przed nim tak rozpaczliwie tłumaczyć. Zarumienił się przy tym mocno. Nie spodziewał się takiego wyznania z jej strony. Poczuł przyjemny dreszcz na plecach, a w głowie znowu pojawiły się nieprzyzwoite myśli. Nie. Nie mógł sobie na to pozwolić. Ale nie mógł też sobie pozwolić na to, aby ta cudowna istota stała przed nim teraz smutna. Nylian uklęknął przed Klarą, biorąc delikatnie jej dłoń w swoje. Przetarł kciukiem jej wierzch i spojrzał w oczy kasztanowłosej.
    — Nie jesteś staroświecką dziewuchą, Klaro — zaczął spokojnie, wykorzystując całą swoją silną wolę oraz ducha do tego, aby teraz mówić swobodnie i bez krępacji. — Ja nie jestem święty, ale nie mam zamiaru Cię do niczego zmuszać ani namawiać, przede wszystkim dlatego, że bardzo mi na Tobie zależy. Będę się powstrzymywać, ciałem i myślami, bo jesteś warta o wiele więcej niż kilka minut grzechu. Chcę żebyś czuła się przy mnie swobodnie i bezpiecznie. Nigdy Cię nie skrzywdzę — przysiągł jej.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  20. Elf patrzył po Klarze z uśmiechem na ustach. Naprawdę był dumny, że był w stanie się jakkolwiek kontrolować i zachowywać. Chociaż był pewien, że walka ze stadem wilków nie sprawiałaby mu teraz takiego problemu. Za bardzo mu zależało, żeby traktować ją obojętnie. Wstał i zarumienił się, czując pocałunek na swoim policzku. Sam miał ogromną ochotę ją pocałować. Ale się powstrzymał. Zapyta, ale gdy czas będzie ku temu godny. Nie zdążył nawet zaprowadzić ją na randkę, a już chciał kraść z jej słodkich ust. NIE! Tak się przecież nie godziło. Uśmiechnął się do niej, starając się wyglądać szarmancko. Przymknął oczy, kiedy dłonią dotknęła jego policzka. Wyrwało mu się ciche, zadowolone westchnięcie z ust na ten gest.
    — Nie skrzywdzisz mnie — zapewnił ją. — Postaram się tak nie peszyć przy Tobie, aczkolwiek, nawet słońce i gwiazdy zapewne wstydzą się, gdy się do nich uśmiechasz — pozwolił sobie na delikatny flirt. Zaprowadził Klarę na miejsce spotkania. Ogród przy jego wynajętym domu był cały w różnokolorowych kwiatach, na środku stał okrągły stolik z dwoma krzesłami przystrojonymi przez Piri na jej fantazyjny sposób, a stół oczywiście był zastawiony jedzeniem, które wcześniej cały poranek szykował. Puściła Klarę i ukłonił się przed nią, gestem zapraszając do ogrodu.
    — Żaden kwiat nie dorównuje pięknu Twojej duszy i ciała, ale przy nich chociaż trochę ten ogród wygląda godnie — powiedział.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  21. — To nie byłaby taka zła perspektywa — powiedział cicho na komentarz o ciągłym rumienieniu się przez Klarę. Odchrząknął zaraz, łapiąc się na tym, że chyba za bardzo sobie pozwala. — Wybacz, to jednak nie ma miejscu z mojej strony — przeprosił zaraz. — Klaro, Twój charakter, to Twoja dusza, to co sprawia, że jesteś jaka jesteś i zapewniam, że nigdy nie spotkałem piękniejszej duszy w całym swoim życiu, bogowie wszystkich ras mogliby Ci jej pozazdrościć, a urody każda jedna bogini. Nie sposób wybrać co jest piękniejsze, ponieważ oba te aspekty w Tobie są po prostu ponad jakąkolwiek możliwą skalą. Cała jesteś uosobieniem każdego możliwego piękna — zapewnił ją, dotykając delikatni jej dłoni, aby delikatnie ją ucałować. Bał się, że jeśli ucałuje jej policzek, to może przez przypadek pójść za daleko. A tego bardzo musiał dzisiaj pilnować.
    Naprawdę cieszył się, że Klarze przypadł wystrój do gustu. Ciężko się do tego przyznać, ale bardzo długo dobierał kwiaty, które chciał mieć tutaj posadzone, a potem wydał swoje, aby tutejszy florysta pomógł z odpowiednim rozrośnięciem się wszystkich kwiatów. Najmniej stresującą rzeczą było oglądanie Piri, która z zadowoleniem dodała swoje dekoracje, aby na pewno wszystko było idealnie ładne i pasowało.
    — Mam nadzieję, słyszałem, że lubisz poznawać nowe kuchnie, pozwoliłem sobie ugotować kilka dań z Oclarii, których przepisy są całkiem mocno strzeżone. Przynajmniej w mojej rodzinie. Ciasto to rodzinny przepis — pochwalił się, śląc jej uśmiech. Zaśmiał się delikatnie na jej stwierdzenie. — W odpowiednim towarzystwie nawet i piekło zmienia się w raj, ale jeśli mam okazję zrobić coś pięknego, to chciałbym dać Ci pocieszyć oko — wyjaśnił, prowadząc ją do stołu. Odsunął jej krzesło, aby mogła sobie wygodnie usiąść. — Cieszę się, że Ci się podoba. Nawet na pustkowiach Fasach byłbym szczęśliwy w Twoim towarzystwie, ale cieszę się, że widok Ci się podoba, zasługujesz na to co najlepsze.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  22. Chyba tak? Nylian musiał się naprawdę mocno spoliczkować w głowie. To chyba nie brzmiało dla niego przekonująco i chciał się jeszcze dowiedzieć jak bardzo jest tego pewna, a przecież już doskonale wiedział, że absolutnie nie chce niczego takiego robić z Klarą na tym etapie relacji. Nie był barbarzyńcą przecież. Bo nie był, prawda?
    — Nigdy nie byłem w nikim zakochany w ten sam sposób jak w Tobie — wyrwało mu. Zarumienił się delikatnie. Przymknął oczy, zbierając w sobie więcej odwagi i siły. — I nigdy nie prawiłem nikomu komplementów na trzeźwo poza Tobą. Zaufaj mi, jedyne co mnie trzyma jakkolwiek w ryzach i siłach teraz to nauki, kiedy uczono mnie na żołnierza, inaczej dawno bym już spłonął ze wstydu oraz Twojego blasku — wyjaśnił jeszcze. Skoro powiedział z flirtami A to trzeba było powiedzieć też B. Nie miał zamiaru odpuścić w tej sprawie. Miał wrażenie, że łatwiej było mu kontrolować swoje myśli, gdy chociaż część wypuszczał na wolność.
    Usiadł na przeciwko Klary i uśmiechnął się do niej.
    — Mam nadzieję, że smak dorówna Twojemu entuzjazmowi — odparł. Podniósł pierwszą pokrywkę, aby odkryć podsmażany ziołowy ryż z krewetkami i przegrzebkami. — Z Twoją kreatywnością? Myślę że byłabyś w stanie zaplanować piękną gospodę na środku pustkowia dla zgubionych podróżników, gdzie mogliby odetchnąć, Klaro. Człowiek nie żyje samą siłą czy magią, nie musisz być z argaru, ani urodzonym łowcą, aby poradzić sobie z trudnościami losu. A gdybyśmy byli tam razem, oczywiście ja byłbym od pracy fizycznej, to byłby zaszczyt przeniesienia Twojej wizji na żywy świat — opowiedział jej, nakładając im przystawkę.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  23. Oczywiście, że był w niej zakochany. Od bardzo dawna i do tego stopnia, że tracił głowę praktycznie przy każdym ich spotkaniu. Czy to naprawdę nie było oczywiste? Uśmiechnął się w lekko zaczepny sposób.
    — Od bardzo, bardzo dawna — przytaknął jej. — I nigdy w taki sposób. Jesteś wyjątkowa, vhenan, to uczucie jest wyjątkowe, nie da się go tak po prostu podrobić czy pomylić — szepnął, patrząc w jej nadobne, ciepłe, ciemne oczy. Była tak niebezpiecznie blisko. Jedna ze smyczy na jakiś się trzymał właśnie się zerwała. Pozwolił sobie ucałować ją delikatnie w czoło. Odsunął się, nie odrywając wzroku. — Wybacz, na przyszłość postaram się bardziej kontrolować — powiedział cicho, aczkolwiek ciężko było mu żałować tego gestu. Miała tak delikatną, miękką skórę - niesamowite uczucie.
    Do picia mieli bezalkoholowe napoje. Delikatny sok z jagód w jednym dzbanku i wodą z miętą w drugim. Nylian uśmiechnął się do Klary dumnie, kiedy pochwaliła wygląd. Pół godziny nakładał to tak, aby wyglądało odpowiednio dobrze dla Klary. Elf spoważniał, patrząc po dziewczynie.
    — O ile nie wątpię, że w Fasach zrobiłabyś najwspanialszy przybytek w kraju, tak nie wiem czy na poważnie mógłbym rozważać życie na pustyni. Są inne szlaki w Mathyr, które potrzebują Twojego talentu i wdzięku — odpowiedział, po czym delikatnie się zarumienił. — A jeśli widzisz mnie w tej przyszłości, jestem po prostu zaszczycony — dodał, uśmiechając się do swojego obiektu westchnień.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  24. — Nie ma jednego znaczenia — zaczął, patrząc na Klarę. — Ale dla mnie w Twoim kontekście oznacza kogoś, komu pragnę podarować swoje serce, mieć Cię zawsze w głowie i nigdy nie zapomnieć, bo sprawiłaś i dalej sprawiasz, że moje życie jest lepsze pod każdym możliwym względem — wyjaśnił z czułym spojrzeniem w oczach.
    Nie odrywał wzroku od dziewczyny, kiedy go dotknęła. Znowu czuł jak przeszywa go przyjemny dreszcz po skórze.
    — Ja też nie mam czego wybaczać, jeśli Tobie to nie przeszkadza — odparł, uśmiechając się delikatnie w jej stronę z rumieńcem na twarzy. — Po prostu nie chcę przekroczyć żadnej granicy zbyt szybko. Nie chcę popsuć niczego między nami, nawet jeśli moje myśli same… ekhem, wybacz, takie wyznania powinny jednak poczekać — wyznał zbyt zawstydzony, aby przyznać się o czym dokładnie myślał. Ależ ona była urocza. Sięgnął po chusteczkę jedną ręką, a drugą ujął delikatnie podbródek Klary, nachylając się w jej stronę.
    — Do twarzy Ci z fioletem, także przepraszam, ale lepiej zetrzeć zanim zaschnie i trzeba będzie użyć mydła — wyjaśnił, ścierając ślicznego “wąsa” znad jej ust, po czym się odsunął powoli, nie spuszczając wzroku z kasztanowłosej. Słuchał jej zaproszenia z uśmiechem i zadowoleniem na ustach.
    — Nie jest zbyt śmiałe, sam myślałem, aby to zaproponować, jeśli dzisiejsze spotkanie przypadnie Ci do gustu. Z największą przyjemnością, będę zaszczycony okazją do spędzenia większej ilości czasu z Tobą — odparł.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  25. Zarumienił się delikatnie, czując dumę w sercu przez słowa Klary. Spojrzał po niej zadowolony.
    — Bardzo lubię Cię tak nazywać, vhenan — wyznał. — Daje to poczucie nadziei — dodał nieco ciszej. Nawet jeśli nadzieja ta miała okazać się złudna, to chociaż te wspólne chwile mógł nosić w swoim sercu.
    — Nie, powinienem się bardziej kontrolować, myśli też, jesteś dla mnie zbyt ważna — powiedział dosyć twardo, chociaż nie wyglądał przy tym groźnie. Po prostu był surowy wobec samego siebie. Spojrzał jej prosto w oczy. — Vhenan, jest wiele rzeczy, o których chciałbym Ci powiedzieć, gdy tylko będę wystarczająco godny i uwierz mi, za niektóre myśli jak najbardziej trzeba przepraszać — wyjaśnił, przenosząc wzrok przy ostatnich słowach na pełne, malinowe usta dziewczyny.
    — Gafa spowodowana moją winą — zaśmiał się delikatnie. — To w końcu ja zrobiłem ten sok z jagód, mogłem pomyśleć, że pomaluje nie tylko usta a i buzie — dodał jeszcze. — Chociaż… skłamałbym, gdybym powiedział, że żałuje, że miałem okazję teraz Ci pomóc — zakończył swój wywód niewinnym flirtem. Skinął głową na jej propozycję.
    — Ależ oczywiście, już nie mogę się doczekać, doprawdy — odparł z prawie równym entuzjazmem. — Czy będziesz potrzebowała pomocy przy przeprowadzce? — zapytał jeszcze.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  26. — Vhenan… to… ekehm — nie wiedział w pierwszej chwili co ma odpowiedzieć. Czy ona naprawdę pozwalała mu na różne nieczyste myśli względem samej siebie? Musiał to przetrawić. Nie sądził, aby to było na miejscu, ale za każdym razem, gdy na nią patrzył jej usta niezwykle go kusiły. — Chciałbym poznać wszystko na co mi pozwolisz — zapewnił ją — I gwarantuję, że nie dam się wtedy rozproszyć własnymi… zakusami — dodał jeszcze, aby nie myślała, że zamiast go słuchać wyobraża sobie Selemene jedna wie co.
    — Straciłem honor i godność, gdy mój brat zginął razem z narzeczoną. Stoczyłem się wtedy na samo dno, nie zasługuję do tego czasu, aby prosić o względy i miłość tak dobrej osoby jak Ty — wyjaśnił jej. — Chciałbym odzyskać honor czyniąc coś wystarczająco dobrego, wymazać swoją dawną winę. Zrobić coś dobrego, móc się nazwać dobrym człowiekiem, bo za takiego jeszcze się nie uważam, ale dzięki Tobie wierzę, że jest to do zrobienia — zakończył swój wywód, uśmiechając się do niej z wdzięcznością w oczach. — Oddałaś mojemu życiu sens — szepnął z pełną powagą. Zarumienił się delikatnie, ale też westchnął zadowolony, gdy ucałowała jego policzek. Złapał delikatnie jej dłoń, patrząc po niej z adoracją.
    — Tylko kompletny głupiec nie cieszyłby się z Twojej pozytywnej uwagi — wyznał, po czym sam wstał, aby delikatnie ucałować ją w policzek, bliżej kącika ust. — Jesteś w końcu niesamowita, vhenan, Twoja uwaga to prawdziwe błogosławieństwo — mógł być dumny z tego jak gładko teraz szło mu flirtowanie z Klarą.
    — Bardzo mnie cieszy, że masz z kim to zrobić, ale gdybyście jednak miały dość ciężkiej pracy, chętnie was wyręczę — zapewnił ją. Zaśmiał się delikatnie, na jej pochwałę.
    — Jestem rad oraz dumny, że Ci smakuje, naprawdę to miód dla moich uszu — odparł. — Paproziele jest główną przyprawą, do tego trochę szałwi, sól, a także wydobyty smak z samych składników. Krewetki i przegrzebki poddusiłem delikatnie dla aromatu na cytrynie oraz maśle — wyjaśnił. — Większość ziół, przypraw i warzyw jest sprowadzana do Oclarii, mamy niewiele swoich gatunków, które są w stanie rosnąć w górzystych lasach i smakować przyzwoicie. Co prawda to nie są oclarskie krewetki, ale też pasują smakiem. Jeśli kiedyś życie pozwoli z przyjemnością zrobiłbym Ci danie z oryginalnych składników. Krewetki żyją u nas w podziemnych jeziorach, gdy wydobywamy kamienie szlachetne, mają nieco inny smak — objaśnił.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  27. — Chciałbym, nie wiem tylko czy to będzie takie proste — wyznał, poważniejąc na chwilę. — Chociaż widzę dla siebie nadzieję, dzięki Tobie, vhenan, zyskałem młodszą siostrę i daję radę na razie trzymać ją w zdrowiu i szczęściu, druga rozmawia ze mną bez łez w oczach… Myślę, że mój honor jest od odzyskania — uśmiechnął się do niej ciepło. Naprawdę odwróciła jego życie, pokazała światło i nigdy nie przestanie być jej za to wdzięczny. Klara naprawdę była pod tym względem wyjątkowa. Zaśmiał się delikatnie.
    — Ta uczynność jest nieco podszyta moim egoizmem i samolubnością, pomagając Ci będę mógł spędzić z Tobą więcej czasu — zaznaczył, uśmiechając się do niej szarmancko — Poza tym, dobre uczynki przybliżają mnie do odzyskania mojego honoru — dodał, mając przy tym cichą nadzieję, że uda mu się zachęcić ją do udzielenia pozwolenia na pomocną dłoń zainteresowanego elfa.
    Uwielbiał kiedy z taką pasją opowiadała o wszystkim co ją interesowała i zachwycało. Robiło mu się cieplej na sercu, widząc w niej tyle życia oraz radości.
    — Z przyjemnością zabiorę Cię na kosztowanie wszystkich przysmaków gdziekolwiek chcesz, udało mi się zwiedzić już kawałek świata i naprawdę ciężko się z Tobą nie zgodzić. W Lerodas nawet zwykły chleb smakuje całkiem inaczej — zgodził się z nią, kontynuując rozmowę. — Myślę, że z pewnością do tego dojdziesz, masz wiele pasji, a jeśli poznasz sama smaki, porozmawiasz z zielarzami, kucharzami z innych stron świata z pewnością zdobędziesz więcej potrzebnej ku temu wiedzy. Myślę, że skoro teraz w Ardei jest festyn, z pewnością znajdziemy kilka osób, które będą mogły podzielić się z Tobą swoją wiedzą. Nie zaszkodzi popytać i poszukać, jeśli nie masz nic przeciwko — zaproponował jeszcze. Zamilkł na chwilę, kiedy zadała mu swoje pytanie. Sam rozmarzył się w swojej głowie.
    — Chciałbym codziennie Cię taką oglądać — szepnął, zachwycając się jej obecnością.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  28. — Twoja wiara ma na mnie zbawienny wpływ, teraz jestem jeszcze pewniejszy sukcesu — odpowiedział wyraźnie dumny z jej słów. Dobrze było słyszeć jak inni mówili, że pokładają w nim nadzieję. Od dawna tego nie słyszał i naprawdę czuł się lżej na sercu dzięki temu. Zaśmiał się na słowa odnośnie Akane. Sam miał okazję poznać nieco granatowłosą, w zasadzie sama była niejako głosem rozsądku, kiedy nie radził sobie z zapachem alkoholu w Piaskach Czasu. Pokręcił głową.
    — Zawsze możesz powiedzieć, że to pomoc dla mnie, dla mojego kruchego, męskiego ego, które będzie potrzebowało poczuć się przydatne, gdy będę bez sióstr do opieki, a poza tym moje serce będzie już praktycznie rozerwane po długiej rozłące, chociaż jedno spotkanie na osłodę łez od łaskawej Pani — poprosił, uśmiechając się szarmancko do Klary. Przytaknął dziewczynie na jej słowa. Dotknął delikatnie dłoni na znak, że chce ją wspierać w tych małych kroczkach i posłał czułe, troskliwe spojrzenie.
    — Zacznijmy od wycieczki do Ardei, miałaś na nią ochotę prawda? To będzie Twój pierwszy, mały kroczek, kolejne będziesz stawiać z Akane, sam też będę stawiał chętnie z Tobą coraz większe kroczki, powoli, tak jak Ty tego chcesz, a gdy się odważysz, gdy świat nam pozwoli z radością pokażę Ci wszystkie jego cuda, o których marzysz, vhenan — zaproponował taki układ. Miał jeść, ale zapomniał o tym, trzymając cały czas dłoń, na dłoni kasztanowłosej. Wyglądała prześlicznie, kiedy się rumieniła, a to spojrzenie, delikatny, zawstydzony uśmiech, na wszystkie gwiazdy, wyglądała jak prawdziwa bogini.
    — Wybacz, ale nic nigdy nie będzie równać się z faktem, że tak zręcznie kradniesz każdy kolejny skrawek mojego serca — pokręcił głową na słowa odnośnie komplementu. — Nie zmienia to faktu, że jestem dumny, że mogę Ci jeszcze czymś zaimponować. Jesteś taka wyjątkowa…

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  29. — Pozostaje mi w takim razie liczyć na Twoją siłę retoryki oraz dobre serce Akane, jedno i drugie myślę nie stawia mnie na przegranej pozycji — uśmiechnął się do niej, żartując delikatnie z sytuacji. Oczywiście, że chciałby iść z nimi, mógłby pomóc Klarze, kontynuować odzyskiwanie honoru, a na dodatek mógł dzielić kolejne dni z dziewczyną, którą najzwyczajniej w świecie wielbił. — Cieszę się — odpowiedział na pozytywną reakcję na założenie odnośnie podróży. Obiecał też sobie dołożyć wszelkich starań, aby ta wycieczka okazała się dla niej udana, aby przełamała część słusznie skrywanych lęków. Jeśli chciała poznać kulinaria całego Mathyr z największą przyjemnością zaprowadzi ją do każdego miejsca wartego uwagi, a także każdego innego, jakiego tylko sobie zażyczy. Zarumienił się, kiedy zażartowała i odchrząknął.
    — Przepraszam, moje oczy są bardziej wygłodniałe i samolubne niż żołądek — odpowiedział, pozwalając sobie na obrócenie żartu we flirt. — Nigdy nie śmiałbym Cię otruć — zapewnił jeszcze. Wziął kawałek ze swojego talerza i przełknął. — Powiedz tylko jak mam Ci to udowodnić — dodał jeszcze. Uśmiechnął się czule, gdy wspomniała o komplementach. — Twoja opinia jest dla mnie jedną z najważniejszych, cieszę się, że tak myślisz — odpowiedział jej. Dzięki niej zaczynał sam w siebie wierzyć, oczywiście ważne też było zdanie jego sióstr, bez dwóch zdań i nie mógł tutaj jednoznacznie powiedzieć, że nie obchodzi go opinia świata tak długo jak Klara ma pozytywne zdanie, skłamałby, w końcu jego rodzina też tutaj była ważna. — Masz ulubione smaki? — zapytał. W końcu byli na wspólnej kolacji.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  30. Uśmiechnął się wdzięcznie na zapewnienie, że się postara. Nie mógł prosić przecież o nic więcej, prawda? Pokręcił głową. Miał wrażenie, że widział więcej brzydoty w życiu.
    — Nie brakowało mi pięknych widoków, ale żaden nie może równać się z Tobą — szepnął z pełną szczerością w głosie. Naprawdę nie mógł pomyśleć i nikim ani o niczym piękniejszym. Klara była uosobieniem pięknej duszy, pięknej figury, buzi, włosów, oczu rumieńców - wszystko w niej było zwyczajnie idealnie, gdy na nią patrzył. Zaśmiał się, gdy wspomniała o Argarczykach.
    — Chętnie posłucham — odpowiedział, gdy zaczęła opowiadać o ich przygodach. — Bardzo interesują mnie te ich numery. Zwłaszcza, że zdają się tutaj wszyscy wyjątkowo kreatywni. W Noc Śmiechu pewnie zdobyliby sławę u samej Selemene — dodał dalej z lekkim rozbawieniem w głosie. Uśmiechnął się rozczulony i zachwycony tym wyznaniem.
    — To dla mnie prawdziwy zaszczyt, vhenan — skinął głową, słysząc, że liczy się z jego zdaniem. Jego uśmiech zmienił się na radosny, gdy z pasją opowiadała o swoich ulubionych smakach. Sam miał teraz ochotę na przypalony sos pieczeniowy i młode ziemniaczki z koperkiem. Miał wrażenie, że teraz każda z tych potraw będzie mu się z nią kojarzyć.
    — Lubię treściwe dania, takie po których można długo iść bez odpoczynku, zupa ziemniaczana z boczkiem i prażoną cebulką na przykład, albo świeże mięso z rusztu. Wbrew pozorom uważam, że najlepsze są proste dania, chociaż bardzo często lubię też kosztować wyszukanych potraw, narodowych specjałów, wszystko co wyraża daną kulturę, daną pasję, dane święto, to tak jakby przełożyć sztukę na jedzenie, uważam, że to cudowne zjawisko — opowiedział, szykując się do nakładania dania głównego. — Uważam, że każda potrawa, jak głupio by to nie brzmiało, ma do opowiedzenia swoją małą historię, o składnikach, kucharzu, miejscu, w którym ją przyrządzono, tak jak mówiłaś, ta sama potrawa w różnych miejscach smakuje inaczej, lubię się tym delektować — dodał jeszcze.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  31. Uśmiechnął się do Klary i przytaknął.
    — Robimy, opowiadamy, wystawiamy komedie, śpiewamy, jak to w Oclarii, wszystko musi mieć jeszcze do tego tą swoją dramaturgię i sztukę — wyjaśnił. — Całkiem zabawne święto — dodał jeszcze. Może i nie było jego ulubionym, ale akurat to zawsze przyjemnie się świętowało. Słuchał dalej, gdy opowiadała o żartach robionych przez Argarczyków.
    — W skrępowanie i zawstydzenie powinno się wprowadzać wtedy, gdy druga osoba chce się tak czuć przy kimś — odparł spokojnie. — Akurat nie jestem zwolennikiem przekraczania cudzych granic wbrew woli, to nie jest zabawne, kiedy druga osoba czuje się pokrzywdzona — wyjaśnił jak on to widzi. Zarumienił się, słysząc o afrodyzjakach. Odchrząknął.
    — Możesz mieć pewność, że żaden Argarczyk do tego jedzenia nie został dopuszczony, Piri dzielnie pilnowała, aby jej aranżacja była idealna — zapewnił ją, uśmiechając się delikatnie. — A jeśli jednak do tego doszło, wolę utonąć w zimnej wodzie, niż Cię skrzywdzić, na wszystko przyjdzie czas, jeśli kiedyś zechcesz — dodał jeszcze. Oczywiście, że wizja upojnej nocy na afrodyzjaku, który potęgował doznania był kuszący. Ale nie mógł przecież naciskać na Klarę. Chciał żeby ta relacja układała się spokojnie i powoli. Bez burzliwych niuansów, które mogły ją tylko od niego odsunąć. Uśmiechnął się szerzej, gdy podłapała temat gotowania. Sam skończył w tym czasie swoją przystawkę, poczekał też aż Klara dokończy. Nałożył delikatnie drugie danie, wyjaśniając od razu co to za ryba i dodatki.
    — Tak, kuchnia pod tym względem jest wręcz magiczna. Różnice są niby subtelne a jednak wyczuwalne za każdym razem, jeśli ktoś faktycznie zwraca uwagę na to co ma na języku. I najlepsze jest to, że nie musi to być oczywiste danie, wiadomo, że zupa rybna zawsze będzie inna, bo używamy innych gatunków ryb, ale że chleb z masłem smakuje inaczej, to też jest niesamowite. A dodać jeszcze do tego uczucia, którymi darzymy twórcę, może być niezjadliwe, gdy dostaniemy chleb od kogoś, kto nas zranił, a może być najpyszniejszą rzecza na świecie, gdy Ty ją podasz — mówił entuzjastycznie. Wziął kawałek ryby do ust i spojrzał uważnie po dziewczynie. — Myślę, że to prawie uczciwa wymiana. Rozpieszczasz moje oczy i duszę każdego dnia. Chociaż jeszcze jakoś powinien się odwdzięczyć

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  32. — W takim razie mam nadzieję, że kiedyś będzie nam dane doświadczyć wspólnie tego święta — odparł z uśmiechem na ustach. Zaśmiał się delikatnie. — Patrzą na świat w bardzo wyjątkowy sposób, co prawda nie zgadzam się z każdą z ich tradycji czy zwyczajów czy poczuciem humoru, ale też przyznam, że w większości uważam ich za naprawdę życzliwych ludzi i bardzo tolerancyjnych. Nie wiem czy Akane Ci opowiadała, ale pomogła mi zanim wynająłem dom się poczuć lepiej w gospodzie i odizolować od alkoholu, mimo że Piaski Czasu podobno słyną z najlepszych alkoholi po tej stronie Mathyr — opowiedział jej. — Poza tym bardzo lubię ich gościnność, jest bardzo swojska, w Oclarii religia też nakazuje równie ciepło przyjmować gości — dodał jeszcze. Uśmiechnął się szerzej.
    — Jestem szczerze, ale pozytywnie zaskoczony jak wiele poglądów nam się zgadza, gdy myślę trzeźwo, nawet nie wiesz jak bardzo mi brakowało tego spokoju ducha i przebaczenia — wyznał. Sam zaśmiał się delikatnie. — To był jej punkt honoru —- powiedział wesoło. — Ma nawet drewniany miecz, stała z nim na straży, to był naprawdę przeuroczy widok — powiedział. Uśmiechnął się czule do Klary. — Nalea, moja starsza siostra jest naprawdę szczęśliwa, że przestałem pić, pomieszkuje u nas, ale zaznaczyła, że ma zamiar zająć się ważnymi dla niej sprawami jak tylko wrócimy z Azylu i ona tam nie zostanie, nie umiem jej przekonać, żeby tego nie robiła, ale ona zawsze potrafiła jakoś o siebie zadbać, sława też jej pomaga, tylko nie wiem jeszcze co kombinuje, z kolei Pirita dała się namówić na wyprawę pod warunkiem, że będzie na misji pilnowania młodszych dzieci i że będę ją odwiedzał z nowymi historiami i pisał — wyjaśnił. — I oczywiście, że możesz wiedzieć, jesteś dla mnie bardzo ważna i naprawdę miło mi na sercu, że interesujesz się moim życiem — powiedział. — A Tobie jak idą poszukiwania brata? Masz jakieś nowe wieści? — zainteresował się. Spoważniał na chwilę. — Jeśli pozwolisz, mógłbym to robić przez całe życie — obiecał w kwestii odwdzięczania się.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  33. Gdy przyjaciele ruszyli do Azylu, on zabrał się za męczenie Meliodasa i Yensena, próbując obu starych pryków przekonać do swojego pomysłu co do kontrolowanej śmierci. Potencjalnej śmierci, rzecz jasna. Przy okazji zwyczajnie czerpał garściami z treningów z długowiecznymi, z Meliodasem ćwicząc walkę mieczem, a z Yensenem otwierając się na swój drugi dar. Zmysł, który aktualnie spędzał mu sen z powiek. Uczył się nim posługiwać, przez co wyprzedzał niewypowiedziane jeszcze słowa. Odpowiadał na pytania, które jego rozmówca dopiero co chciał zadać i walczył z dość sporymi migrenami w tym wypadku, ale dzielnie znosił to dalej dochodząc do wniosku - słusznego zresztą - że najlepiej nauczyć się korzystać z daru nie blokując go, a wręcz korzystając z niego dwadzieścia cztery godziny na dobę.
    To wszystko sprawiło, że nawet nie wiedział kiedy, a w gospodzie napatoczył się na Klarę, kiedy akurat wpadł pomóc Febe na zmianie, bo przecież Gave zdezertował do Azylu.
    - Cześć - przywitał się z nią tak po prostu. - Co panience podać? Dzisiaj mogę polecić niesamowicie rozpływający się w ustach stek z goory oraz piwo, które jest dość lekkie w procentach, ale za to ma świetny zapach leśnych owoców - wymienił spokojnie. - Nawet moja słaba głowa przeżywa bez problemu jeden kufel - dodał zaraz. - Dwa to już dla niej lekkie wyzwanie - puścił do niej oczko.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  34. Kolacja w towarzystwie Klary była naprawdę magicznym doświadczeniem. Uśmiech dziewczyny, jej rumieńce i każde słowo - to były rzeczy, które niejednokrotnie przypominały mu się we śnie. Nie pamiętał kiedy ostatnio miał takie motyle w brzuchu i kiedy ostatnio musiał tak hamować własne zapędy. Nie chciał niczego popsuć, a serce samo gnało ku Klarze, gdy tylko na nią patrzył. Była uosobieniem tego co można było nazwać zakochaniem się. Naprawdę mu na niej zależało. Cieszył się, że mogli spędzić tamten wieczór wspólnie. Jeszcze bardziej cieszył się na wizję wspólnego świętowania w Ardei. Chciał pomóc jej walczyć z własnymi lękami. To nie była tylko randka. W sercu liczył, że uda się jej zrobić kolejny krok w walce, którą sama chciała toczyć. Jego siostry wybrały się już wcześniej do Ardei. Piri bardzo chciała obejrzeć najgłośniejszą ceremonię i występy, które raczej Klarze nie przypadłyby do gustu. Przyszedł umówionego dnia po Klarę. Tym razem nie był ubrany tak oficjalnie jak ostatnio, chociaż dalej pozwolił sobie na odrobinę elegancji dzięki błękitnej, luźnej koszuli. Postanowił też mieć przy pasie swój schowany w pochwie miecz. Liczył, że nie będzie potrzebny, ale może da to Klarze większe poczucie bezpieczeństwa. No i wyglądał z nim bardziej mimo wszystko, a chciał podobać się dziewczynie. Uśmiechnął się do niej, kiedy ją zobaczył.
    — Witaj, vhenan — przywitał się, kłaniając delikatnie w jej stronę. Wziął delikatnie jej dłoń i ucałował na przywitanie. — Tęskniłem za Twoim wdzięcznym głosem i widokiem — dodał jeszcze, pozwalając sobie na nieco bezczelne flirty od samego początku. Bezczelne, bo nie mógł się powstrzymać z komplementami.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  35. Nylian uśmiechnął się szerzej, słysząc, że i ona nie może się doczekać. Naprawdę bardzo go to cieszyło. Kiwnął głową na jej słowa.
    — Oczywiście, zawsze warto zaznaczyć takie rzeczy, nie przejmuj się — odpowiedział, idąc wraz z nią kawałek w stronę kuchni. Na tyle na ile jako zwykły “klient” tegoż przybytku mógł sobie na to pozwolić. — Miło też słyszeć, że Akane tak się troszczy o Ciebie, dobrana z was para przyjaciółek, wnioskując ze słyszanych opowieści — zagaił jeszcze, myśląc trochę na ich relacją. Zdawała się naprawdę bliska, wręcz siostrzana. Z pewnością taka namiastka “rodziny” dobrze Klarze robi. — Och, Piri zabrała mi tobołek jak odprowadzałem kilka dni wcześniej siostry. Chciały zrobić rozenanie po Ardei, a poza tym moja młodsza siostra bardzo lubi “łotrować”, więc chciała wziąć udział w dziecięcym turnieju rycerskim, a na to musiała się zapisać wcześniej, a skoro to Nala się dowiedziała o tym turnieju, to z nią chciała iść — wyjaśnił z uśmiechem. — Swojego tobołka będę musiał szukać, abym na pewno nie zostawił Piri, dalej się boi, że ktoś ją porzuci — dodał jeszcze, tym razem z mniejszym na ustach. Mimo wszystko serce bolało, gdy myślał o tym jak ją odnalazł. Nie umknęło jego uwadze jak Klara przełyka ślinę na widok jego miecza. Wziął delikatnie jej rękę i spojrzał dziewczynie prosto w oczy.
    — To na wypadek, jakby jakiś pijany dzik chciał nas odwiedzić, żeby odstraszyć — powiedział żartobliwie. — Poza tym Argar i Ardea są patrolowane od czasu pożaru, drogi są bezpieczne, ale obiecuję, że będę bardzo czujny — zapewnił jeszcze, tym bardziej z powagą i troską w oczach.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  36. Chłopak obserwował ją uważnie przez dłuższą chwilę nie odpowiadając jej. Uśmiechnął się lekko na to drgnięcie i lekkie speszenie. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że w Klarze jest odrobina więcej życia niż przez ostatnie kilka długich tygodni. Skinął lekko głową.
    - Nic się nie stało, często bywam niewidzialny - rzucił pół żartem pół serio, bo niekiedy faktycznie odnosił takie wrażenie, choć dzisiaj tym dniem nie było. - Mhm co prawda, moim zdaniem, na stek jest pora o każdej porze dnia i nocy, tak... rzeczywiście pora obiadowa już tu jest - przyznał. - Gdzie tak zabłądziłaś myślami, hm? - zainteresował się jeszcze, po czym ponownie jej przytaknął i na moment ją zostawił, aby przynieść jej owocowe piwo w nieco mniejszej ilości niż normalnie, a do tego jeszcze sok bezalkoholowy, bo skoro piwo jej pomniejszył to wypadało jakoś zadośćuczynić swoim czynom. 

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  37. — Też się w końcu o nią troszczysz — elf uśmiechnął się ciepło do Klary. — Wydaje mi się, że to całkiem częste zachowanie. Zapominamy o samych sobie, bo łatwiej skupić się na cudzych problemach i własnych. Mi rozpamiętywanie problemów za pierwszym razem nie wyszło za dobrze — zaśmiał się lekko na smutne wspomnienie własnego nałogu — Dlatego rozumiem niechęć. Mimo wszystko widzę, że ma Ciebie, aby się troszczyć, czyż nie? — dodał jeszcze, patrząc ciepło po dziewczynie.
    — Też się cieszę, że udało mi się ją wtedy spotkać, może nie dam jej idealnego życia, ale to i tak lepsze niż alternatywa — odpowiedział nieco poważniej. W końcu Piri była dla niego ważnym elementem. Chciał dla dziewczynki jak najlepiej, a wiedział, że on jako najemnik nie będzie w stanie zapewnić jej życia w luksusach. Chociaż dziewczynka nie zdawała się tego potrzebować. Zaśmiał się jednak zaraz, gdy usłyszał o dziku.
    — Dla Ciebie wszystko — odparł żartobliwie. Ale jeśli naprawdę spotkają pijanego dzika to zrobi co w jego mocy, aby Klara mogła się nacieszyć tym jakże interesującym widokiem. Zaraz jednak zbliżył się bardziej do Klary i spojrzał jej w oczy. — Masz do nich pełne prawo, ale obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, abyś była bezpieczna przy mnie. Gdybyś się bała, potrzebowała czegokolwiek, mów od razu, ta podróż ma Ci pomóc, dobrze? Jeśli nie będziesz jednak gotowa, nie zmuszę Cię do niczego — zapewnił ją, po czym sam pozwolił sobie ucałować ją delikatnie w czubek głowy dla potwierdzenia swoich własnych słów.
    — Pachną obłędnie — odpowiedział, uśmiechając się, gdy wspomniała o bułeczkach. Zobaczył jednak w zachowaniu dziewczyny coś innego poza zwykłą radością i zawstydzeniem. — Febe jest tutaj chyba dla każdego jak mama, zawsze pełna troski i uśmiechu i ciepła. Twoja mama uśmiechała się w podobny sposób co ona, na tyle na ile udało mi się ją poznać — powiedział cicho. Nie wiedział czy powinien o tym mówić. W końcu Klara dalej była w żałobie. Chociaż wydawało mu się dobrym sposobem na poradzenie sobie z nią poprzez wspominanie dobrych rzeczy.
    — Bułeczki też mogą się przydać, nie jestem pewny, czy w jeden dzień dotrzemy do Ardei, w razie czego przyda nam się smaczny posiłek nie tylko w trakcie wędrówki — skomentował jeszcze.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  38. — Naprawdę? To smutne. Z boku wydawali się ciepłą, przyjazną grupą, ale też za mało przebywałem z nimi, aby wydać w pełni prawdziwy osąd — zastanowił się chwilę. — Jeśli Ci to pomoże, ja też w końcu będę szedł do Azylu, postaram się mieć na nią oko, nie obiecuję, że będę w stanie jej pomóc, ale może milczenie przy kimś, komu sama pomogła da jej trochę ciepła, gdyby go potrzebowała — zaproponował. Wolał też wiedzieć czy Klara nie będzie miała nic przeciwko, gdyby Nylian uznał, że Akane będzie potrzebowała jego towarzystwa. To przede wszystkim była przyjaciółka jej i innych, nie chciał się niepotrzebnie wtrącać.
    Ukłonił się Febe na pożegnanie, kiedy Klara spojrzała w jej stronę. Zaraz wrócił wzrokiem do swojej towarzyszki. Zaśmiał się delikatnie, zaczynając ją prowadzić w kierunku ich podróży.
    — Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem — uśmiechnął się do niej flirciarsko. — W takim razie, gdybyśmy musieli zjeść też coś jeszcze bardziej sytego, na co miałabyś ochotę? — zainteresował się. Mogli w końcu zrobić jeden przystanek w trakcie podróży na jedną noc, o ile miał ze sobą wszystko, aby rozłożyć miejsce do spania, mógłby zaopatrzyć się w jakieś zapasy, a teraz miał idealną okazję przypodobać się jej kubkom smakowym po raz kolejny.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  39. — W takim razie wiem czego się spodziewać. I spokojnie, nie planuję uczepić się jej jak rzep, tak jak mówiłaś, postaram się zerkać, a jeśli pomyślę, że mogę się przydać, to postaram się to zrobić, nie obrażając się przy tym, gdyby się nie udało — zapewnił ją. — Wydaje mi się, że jestem całkiem dobry w poszanowaniu cudzych granic, zwłaszcza odkąd mam tak wspaniałą towarzyszkę do ćwiczeń — dodał jeszcze. Tak naprawdę wątpił w swoje zdolności tylko w obecności Klary i tylko gdy o nią chodziło. O innych w tym wypadku akurat za bardzo się nie martwił. O ile dziewczyna była uroczo niewinna, to dalej nie był pewny czy czasami specjalnie nie nęciła jego zmysłów swoim zachowaniem.
    — Możesz też zasypać mnie życzeniami — zaproponował ze śmiechem na ustach. Zastanowił się chwilę, kiedy kazała mu powiedzieć co by zjadł. — Hmm… moglibyśmy kupić ser i chleb, nazbierać trochę leśnych grzybów i zrobić grzanki na gorących kamieniach, proste, szybkie, a jednocześnie jedno z moich ulubionych dań w podróży — odpowiedział, odwzajemniając jej uśmiech.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  40. - Lubię - przyznał. - Ale nie powiedziałbym, że kocham to danie. Po prostu mi smakuje - pokiwał lekko głową, a kiedy już do niej wrócił i zadał to pytanie to już wiedział, że było ono jego końcem. Zwłaszcza, kiedy jej policzki spłonęły tym ślicznym rumieńcem, a oczy pokazały to czego nie widział od momentu śmierci jej rodziców. Choć było to tylko cieniem to jednak było wyraźnie tam obecne. - Mhm tak, u mnie wszystko gra - zapewnił ją. - Wracam do zdrowia. Jeszcze w pełni sił nie jestem, ale poruszam się już bez problemu na dwóch nogach i całkiem nieźle sobie ze wszystkim radzę - uśmiechnął się do niej, starając zamaskować to jak bardzo ciążyło mu teraz serce a coś stało na wątrobie. - Ty za to zdajesz się mieć więcej życia w sobie niż ostatnio - zauważył i sięgnął dłonią do jej włosów by ją po nich poczochrać. - Cieszę się... do twarzy ci z życiem w oczach...

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  41. Nylian zarumienił się delikatnie na ten komplement i poczuł jak serce mu delikatnie przyspiesza. Złapał Klarę delikatnie i ucałował delikatnie jej wierzch. Uśmiechnął się wdzięcznie w stronę dziewczyny.
    — Dziękuję — szepnął. To naprawdę dużo dla niego znaczyło. To, że ktoś widzi jego starania i to, że przede wszystkim miał możliwość starać się być lepszym, naprawiać swoje własne błędy oraz ignorancję.
    — Niektórym pokusom aż chce się ulec — zaśmiał się delikatnie, patrząc na nią. — Jeśli ta pokusa nie prowadzi do zniszczenia kogoś innego czy samego siebie — dodał. Sam nie był pewny co miał przez to na myśli i jakby miał to potem wyjaśnić Klarze, żeby brzmiało to stonowanie. Czasami naprawdę ciężko było trzymać język za zębami. Zaśmiał się wesoło, kiedy wspomniała o kiszkach grających marsza.
    — To prawda, nie brakuje, jest tam pełno ciekawych okazów, niedługo będziemy blisko zejścia do miejsca, gdzie ostatnio widziałem kilka smacznych kani — odparł.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  42. Ryu posłał w jej stronę delikatny uśmiech.
    - Trzymam cię za słowo. Będę czekał na ten dzień, kiedy to poznam smak steku z przepisu twojego taty - przyznał, spoglądając po niej uważnie. - A jesteś pewna, że ten przepis pamiętasz? - uniósł lekko brew. - Że niczego nie pomylisz? - dodał zaraz uśmiechając się nieco zawadiacko. W końcu nie miała już obok siebie swojego taty, a po karczmie niestety nic nie zostało. Zastanowił się więc, czy już spisała swoje ulubione dania rodziców czy jeszcze nie.
    - O proszę - uśmiechnął się kiwając lekko głową. - To świetnie - dodał, nieco się czerwieniąc na wieść o spoglądanie na jego rysunek. Nie był pewien czy był aż taki uroczy. Właściwie to żałował, że go nabazgrał. Nie umiał rysować przecież. Westchnął cicho i wzruszył ramionami. - Fajnie, że do czegoś ci się przydał - popatrzył po niej nieco smutniej, a gdy wstała to zamknął na moment oczy.
    - Hm? - zapytał, usilnie starając się teraz na nią nie patrzeć. Jakoś tak chyba nie do końca chciał słuchać poważniejszy ton jej głosu, czując po kościach do czego Klara zmierza.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  43. Nylian zaśmiał się i podrapał delikatnie z tyłu szyi. Przynajmniej nie złapała delikatnego podtekstu, który mu się wymsknął. Był za to bardzo wdzięczny, poza tym było to niezwykle urocze. Ostatecznie jednak spoważniał, myśląc nad odpowiedzią na to pytanie.
    — Zależy od człowieka, każdy ma jakąś granicę w duszy, przy której po przekroczeniu sam się nie podniesie — spojrzał spokojnie na Klarę. On już przeszedł przez takie miejsce, ale wychodził z tego. Jego spojrzenie złagodniało po chwili. — Mnie zniszczyła chyba samotność. Kiedy nie miałem przy sobie nikogo, kto próbował wyciągnąć do mnie rękę w najgorszym momencie… to mnie zniszczyło. Zacząłem pić i zapomniałem nie tylko o bólu, ale też o tym jakim człowiekiem chciałem zawsze być — wyjaśnił, patrząc z czułością po Klarze. — Jestem wdzięczny wszystkim bogom za to, że Ty dalej masz bliskich, którzy się o Ciebie troszczą i za to jak Ty troszczysz się o innych — powiedział z wyjątkową wdzięcznością. Naprawdę ocaliła mu życie. — Jestem też wdzięczny, że mam Ciebie w życiu, małą, niegrzeczną Papryczkę, starszą siostrę, która w końcu nie patrzy z obrzydzeniem w oczach i za przyjaciół, których tutaj zdobywam — dodał jeszcze, myśląc o wszystkich dobrych rzeczach, które teraz go spotykały. — A Ty? — zapytał, odbijając piłeczkę. Może to będzie coś czemu byłby w stanie zaradzić.
    Kilka minut później zatrzymał się przy rozstaju dróg i ukłonił się, wskazując ledwo co wydeptaną ścieżkę — A teraz zapraszam na grzybobranie — zakomunikował.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  44. Uśmiechnął się pod nosem, gdy tak się obruszyła. Lubił to w niej. Mimo całej swej łagodności miała charakterek i to całkiem kąśliwy, kiedy tego chciała oczywiście. Spoglądał na nią z łagodnym uśmiechem przez pewien czas, a kiedy zaczęła mówić o tym co między nimi zaszło, wypuścił powietrze z płuc. Zanim straciła pamięć czuła się z tym co między nimi zaszło całkiem nieźle. Może nie idealnie, ale nieźle. Skinął mimo wszystko głową. Pokręcił nią dopiero, gdy przyszło do nieprzewidywalności. Nie sądził, by faktycznie był taki nieprzewidywalny. Nie poznała jednak innych, bardziej nieprzewidywalnych od niego, więc nie mógł nic na to poradzić.
    - Nie przypominam sobie, żebym jakoś specjalnie gwałtownie porywał cię w ramiona czy całował - spojrzał jej prosto w oczy. - To co zrobiłem było za twoją zgodą i w tamtej chwili a nawet i później, podobało ci się to - stwierdził spokojnie. Pokiwał głową, gdy wspomniała o mężu i chwilę później westchnął ciężko. - Mhm jasne, rozumiem - stwierdził po prostu, kiedy wspomniała o Nylianie, czując jak w danej chwili rozpada się na kawałki. Czas najwyższy przestać się przejmować takimi sprawami. Starł pojedynczą łzę z policzka i uśmiechnął się do niej nieco. - Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć ci szczęścia - stwierdził, jeszcze raz czochrając ją po włosach. Wstał zaraz ze swojego miejsca. - Moja przerwa się skończyła - wskazał na bar. - To trzymaj się i... - wzruszył ramionami. - ... jeszcze się zgadamy - stwierdził tylko, odchodząc.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  45. Niklaus zaskoczył ją swoją prośbą. Dopiero co przybiła z powrotem do Argaru i zarządziła kilkudniowy postój, a on przyszedł z prośbami. Pozwoliła mu się wygadać i przez pewien czas była sceptycznie nastawiona do pomysłu. Wody nie były najspokojniejsze. Co chwilę słyszała o tym czy innym zatopionym statku. Polszanie pokazywali swoją siłę na każdym kroku. Nie miało też znaczenia, czyj statek nawinął im się pod rękę. Argardzkie jadło co prawda lubiła, ale trunek? Uznawała swój za lepszy. Prychnęła na wieść o takiej wymianie. Ostatecznie zgodziła się tylko dlatego, że padło imię Klary. Była szczerze zdziwiona, że jej Cukiereczek postanowił z nią podróżować. Nie mniej ta wiadomość sprawiła, że oczy jej nieco zalśniły i przyjęła ofertę Niklausa. Dodatkowo fakt, że chodziło o brata Klary również miał tu znaczenie. Zwłaszcza dla dziewczyny, która sama bez rodziny nie wyobrażała sobie życia. 

    Damon natomiast nawet nie szczególnie protestował. Obserwowanie przygotowań do walk w Argarze było zwyczajnie przygnębiające. Ciągłe chodzenie i pytane w czym pomóc może irytujące, więc kiedy na horyzoncie pojawiło się zadanie, z przyjemnością je przyjął i już zaraz machał do Klary, która stała w porcie z torbą w dłoniach. Zagwizdał z lekkim podziwem na łajbę, którą mieli płynąć.
    - Bardziej szemrana już być nie mogła - zażartował i posłał Klarze delikatny uśmiech. - Jak się czujesz? Masz może chorobę morską? - zapytał jej spokojnie, chcąc w razie czego przygotować dla niej odpowiednie specyfiki. Poszerzał swą wiedzę dotyczącą leków siedząc w Argarze. Przyjrzał się Klarze uważniej, bo ta wyglądała po prostu na zdenerwowaną. - Hej, sprawdzimy informacje - spojrzał jej prosto w oczy, a wówczas na rampie pojawiła się Luna, która zbiegła po niej i objęła Klarę ramionami.
    - Cukiereczku! Tęskniłam - poinformowała ją wesoło, zezując na Damona. - Och... zgodziłam się na twój pobyt na mojej łajbie, ale... - cmoknęła. - Nie będziesz się obijał. Tą łajbą rządzą kobiety. Mężczyźni nie mają prawa głosu - uniosła wyżej brodę. - Od rana do wieczora będziesz sprzątał, mył, gotował i prał - rzuciła, po czym zerknęła na Klarę. - A dla ciebie mam prywatną kajutę - wyszczerzyła się i gestem wskazała na statek. - Zapraszam do mojego królestwa.

    Lu and Damon

    OdpowiedzUsuń
  46. Damon lekko się zmartwił faktem, że Klara nie była pewna posiadania choroby morskiej. To nie wróżyło niczego dobrego. Mogła co prawda jej nie mieć, ale prawdopodobieństwo tego, że jednak będzie inaczej niezwykle go w danej chwili zestresowało. W pamięci przejrzał kilka ziół i zaraz zerknął do swojej torby.
    - Begamonka, białoziele, skrzekotka łękowata... - mruknął pod nosem, kiwając sobie do tego głową. - Nie ma problemu - poinformował ją z lekkim uśmiechem na twarzy. - W razie czego cię poratuję - zapewnił ją spokojnie, po czym skinął głową na słowa Luny i zasalutował jej. - Dobrze, kapitanie - rzucił pół żartem pół serio. Brudna robota nie była mu straszna. - Dziękuję - posłał Klarze delikatny uśmiech na chęć jej pomocy. - A co z moją kajutą? - zainteresował się.
    - Och dla ciebie mam pryczę to powinno wystarczyć - stwierdziła Luna. - Chyba, że Cukiereczek przygarnie cię do swych prywatnych kwater to wówczas już jej sprawa - skomentowała swobodnie, po czym zerknęła na Klarę. - Och chciałabyś - skomentowała. - Moje prywatne kwatery są niedostępne dla oczu małych, słodkich, dziewczynek - pociągnęła ją za warkocze śmiejąc się przy tym. - Jeszcze byś mi zmarła w nich i przyniosła mi dwanaście pełń ksieżyca nieszczęścia - pokręciła głową. - Nie to absolutnie nie może mieć miejsca - uśmiechnęła się szeroko i puściła Klarę by wskoczyć na pokład. - Witam na "Piranii" - okręciła się dookoła. 

    Lu and Damon

    OdpowiedzUsuń
  47. Chłopak przez moment poczuł się jak jakiś zwyrodnialec, który czeka tylko na łóżko białogłowy. Spojrzał na swoje buty i westchnął ciężko czując jak i jego policzki czerwienieją. Spojrzał po Klarze, kiedy ta rzucała o "plugawych sugestiach".
    - Nie zamierzam korzystać z twojej pomocy, prycza naprawdę mi wystarczy - powiedział trochę ostrzej niż planował. - Nie musisz się martwić, zapewniam że swoje rządzę kontrolować potrafię i nie zamierzam przychodzić do twej kwatery - dodał, patrząc na nią z lekkim żalem odbijającym się w oczach. Jak w ogóle mogła pomyśleć, że mógłby próbować robić coś takiego? Pokręcił lekko głową i wydął swe policzki, po czym odsunął się trochę od Klary i spojrzał po Lunie. Piratka w tym czasie roześmiała się serdecznie na oburzenie Klary i podeszła do niej, by poklepać ją po głowie.
    - Och jaka ty jesteś pocieszna, Cukiereczku - pokręciła wesoło głową. - Rozpływam się z rozkoszy słysząc twoje słowa i te groźby, och są melodią dla mej duszy - wyszczerzyła się do niej śmiejąc pod nosem. Odkorkowała butelkę rumu i pociągnęła z niej potężny łyk. - Bardzo mi przykro - powiedziała spokojnie. - Jestem kapitanem tej łajby. W mych kwaterach zbyt wiele czasu nie spędzam - puściła do niej oczko, po czym zaprosiła ich pod pokład. Zaczęła od zwiedzania, czując że jak tego nie zrobi to za chwilę Klara zaszyje się u siebie i będzie probowała zniknąć tam na całą podróż.- Na najniższym pokładzie są działa armatnie i cele, aktualnie puste - poinformowała ich. - Kolejny pokład to kuchnia, łazienki i część pokojów załogi, a także jadalnia. To w niej spotykamy się co rano, w południe i na wieczór. Obecność obowiązkowa - zmrużyła oczy i przesunęła po nich chłodnym spojrzeniem. - Kolejne piętro to gabinet medyczny, kilka kolejnych kajut, a także spiżarnia i miejsce wypoczynkowe - tłumaczyła dalej. - Tu będziesz spała - otworzyła jedną z większych kajut i pozwoliła jej zostawić tobołek. Stała jednak wyczekująco aż ta skończy. - A ty tutaj - wskazała na kąt między piecem a bliżej niezidentyfikowaną rurą. Był tam rozwieszony hamak. Damon skinął tylko głową i położył swą torbę na wiadomym siedzisku. Co prawda było to coś co wychodziło poza strefę jego komfortu... spanie w tak otwartym pomieszczeniu, gdzie każdy mógł go zobaczyć i zabić, ale... przynajmniej blisko kajutry Klary, więc będzie mógł mieć ją na oku. - Ostatnie piętro to moje prywatne kwatery - Luna niedbale machnęła ręką. - Poza tym mamy jeszcze zbrojownię i miejsce składowania rumu, jedzenia i innych łupów - dokończyła. - Ach i jeszcze jedno... - tu zbliżyła się do Damona. - Spróbuj tylko czegoś niepokojącego, a obetnę te twoje jaja - oznajmiła chłodno. - Moja załoga składa się z samych kobiet - dodała już łagodniej, tym razem patrząc na Klarę. - Powinnaś czuć się przy takiej nieco swobodniej - mruknęła. - No dobrze, skoro już wszystko wiecie to zostawiam was na trochę samych. Mam okręt do wyprowadzenia z portu - rzuciła jeszcze i ruszyła na pokład, by wydać odpowiednie rozkazy i samej stanąć za sterami.

    Lu i Damon

    OdpowiedzUsuń
  48. Damon nie odpowiedział na ten komentarz, co zabolało to już zabolało i spustoszenie w środku zrobiło. Teraz te wszystkie słowa Klary brzmiały po prostu jak mizerna wymówka. Powiedziała swoje, a teraz próbowała to zatuszować. Ubrać w ładne piórka, tylko w jego wypadku to po prostu nie działało. Uśmiechnął się na propozycję co do zamieniania się co kilka nocy i pokręcił przecząco głową.
    - Nie trzeba - odparł spokojnie. - Poradzę sobie - zapewnił ją z delikatnym uśmiechem na twarzy, robiąc tylko krok w tył na groźbę co do swoich klejnotów. Zdecydowanie mu się nie spodobała. Uniósł dłonie w górę. - Hej, nie ruszę żadnej kobiety tutaj, nawet jeśli któraś będzie tego chciała - poinformował Lunę i odetchnął głęboko. To też było czymś co trafiło jego godność. Dotknęło go dość mocno. Rozumiał skąd to się brało, ale traktowanie każdego tą samą miarą po prostu bolało. Odsunął się na wszelki wypadek od Klary i udał się na swój hamak, by sprawdzić jego wytrzymałość. Chociaż poduszkę i koc dostał, więc w nocy nie powinno mu być zimno. Zastrzygł uchem na komentarz Klary.- To niedobrze - powiedział, przeszukując swą torbę. - Muszę najpierw stworzyć dla ciebie lek, zanim ci go podam. Wytrzymasz tę godzinkę? - zapytał zeskakując z hamaku i decydując się na podróż do kuchni i wystosowanie prośby o udostępnienie mu paru garów. Zanim jednak ruszył przystanął w bezpiecznej od Klary odległości i czekał na jej decyzję. Nie chciał przecież zostawiać jej samej. 

    Damon

    OdpowiedzUsuń
  49. Damon nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu na ten spanikowany ton Klary. Co prawda było mu żal dziewczyny, ale gdzieś w duchu, cała ta sytuacja odrobinę go rozbawiła. Bez słowa poszedł na dół by rozpocząć przygotowania naparu dla dziewczyny. Liczył na to, że to tylko początkowa niemoc i szybko stanie na nogi, ale warto było się zabezpieczyć w razie wypadku. Luna, z kolei, nie zwróciła uwagi na wypadającą na pokład Klarę, zbyt zajęta wprowadzaniem poprawek do kursu i nawigowaniem całego statku. Wydała parę poleceń, zerkając na bocianie gniazdo, gdzie już siedziała Dearia i pokazywała jej dwa wysoko uniesione kciuki. Uśmiech delikatnie wpełzł na jej usta, a gdy statek znalazł się na głębokich wodach, dziewczyna oddała stery swojej przyjaciółce. Hailey wiedziała co ma robić. Zeskoczyła wówczas na dół i dopiero teraz zwróciła uwagę na intruza na pokładzie, w postaci pozieleniałej Klary.
    - Oho... coś mi mówi, że ogromny z ciebie szczur lądowy - skomentowała, opierając się o burtę obok niej. - Spróbuj zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że to twój ukochany kołysze cię w ramionach, że to twoja rodzina tak cię utula... może to pomoże, Cukiereczku - zaproponowała, nie patrząc na Klarę tylko obserwując morze, szukając w nim wskazówek co do dzisiejszej pogody. Czy okaże się kapryśnym? Na razie nic takiego na to nie wskazywało.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  50. Luna spojrzała po niej z lekkim uśmiechem błąkającym się jej po ustach, po czym zerknęła za burtę wychylając się nieco, by ostatecznie usiąść sobie na jej krawędzi i pobujać to w przód a to w tył.
    - Oj Cukiereczku, nie sądziłam, że masz aż tak samobójcze myśli - stwierdziła, kręcąc przy tym lekko głową. - Oczywiście, że mogę cię tam od razu wrzucić, ale jaka w tym zabawa? - zapytała jej, obserwując jak dziewczyna się męczy. - Przyniosę ci napar na uspokojenie żołądka - stwierdziła po dłuższej chwili, po czym zastrzygła uchem. - Za chwilę pokusy? Rozkoszy? - usiadła obok niej. - Łohoho opowiadaj - odkorkowała sobie butelkę rumu i upiła porządny łyk. - Jak było? Co zrobiłaś? Z kim? I... no cóż jeśli mówisz o rozkoszy to chyba było całkiem przyjemnie - oblizała swe wargi, zapominając już o naparze.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  51. Nylian patrzył po Klarze z troską. Dotknął delikatnie jednej z dłoni i uśmiechnął się do niej.
    — Każdy ma swoje czarne myśli, pamiętaj tylko, że nie musisz walczyć z nimi sama — poprosił ją. – Wiem, że czasami ciężko dać sobie pomóc, chyba nawet aż za dobrze, ale ostatecznie jest to o wiele lepsze, przyjemniejsze i prostsze, jak nie walczymy sami ze swoimi demonami — dodał jeszcze. Mimo wszystko czuł się ekspertem w tym temacie, więc jego rady były chyba całkiem zasadne. Wstydził się tego, ale przeniósł wzrok na usta Klary. Czuł się potwornie, że po takim pytaniu dalej świadomość przypominała mu o tym jak słodko i delikatnie smakowały tego pamiętnego wieczora na ich pierwszej oficjalnej randce. Jej strach… a on myślał o czymś takim. Może jednak faktycznie był tym barbarzyńcą? Przytulił Klarę delikatnie i pogładził włosy swojej vhenan.
    — Nie pozwolę na to, nikt z Twoich bliskich nie pozwoli — zapewnił ją. Przytulał ją jeszcze przez dłuższą chwilę. Gdyby ktoś ją zhańbił - jego też by to zniszczyło, w życiu by sobie tego nie wybaczył. — Jeśli chcesz, mogę Ci pokazać kilka sztuczek na szybką obronę i ucieczkę — zaproponował. W tych czasach to nie był wcale durny pomysł. Powinna wiedzieć jak się obronić, jakąś stal też powinna mieć przy sobie. Będą musieli ją kupić.
    Na szczęście kasztanowłosa szybko wróciła do swojego uśmiechu, a Nylian sam z siebie nie potrafił pohamować swojej mimiki, kiedy ona wyglądała tak promiennie. Miał jeszcze trochę czasu na naukę Klary - oczywiście jeśli będzie tego chciała. Zaśmiał się delikatnie.
    — Tak, zawsze chodzę w te okolice na grzyby, najsmaczniejsze po tej stronie Mathyr, kanie, podgrzybki, prawdziwki — wyznał idąc tuż obok niej. Zaprowadził ich w część lasu, gdzie dało się zobaczyć kilka dorodnych okazów.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  52. Spojrzał poważniej po Klarze, nachylając się delikatnie. Fakt, że nie chciała mieć przy sobie broni faktycznie trochę utrudniał potencjalny spokój ducha. Chociaż musiał przyznać, że nigdy nie przestanie go zaskakiwać - wszystkie dziewczyny, nawet malutkie dziewczynki miały gwiazdki zamiast oczu na widok stali, a Klara dalej pozostawała sobą. Była po prostu niesamowita pod tym względem.
    — Nie będę Cię do niczego zmuszał, pozwolę sobie jednak tylko nadmienić, że są chwyty, do których żadnej broni nie potrzeba, a mogą pomóc w trudnych sytuacjach — zaznaczył spokojnie. — Nie musisz przelewać krwi i ranić innych, żeby zadbać o bezpieczeństwo — zapewnił ją jeszcze. W trakcie rozglądania się za grzybami nie mógł za to nie powstrzymać się przed ukradkowym spojrzeniem za Klarą co jakiś czas. Fakt, ciężko było przez to wypatrzeć najlepsze okazy do późniejszego posiłku, ale na Selemene, czy można było go winić za to, kiedy z taką pasją przyglądała się najprostszym rzeczom?
    — Tymczasowe miejsce — powiedział, klękając obok niej i grzybów, które znalazła. — Wojna kiedyś się skończy, a nowe muchomory jeszcze wyrosną, będziesz mogła robić maść z przepisu matuli. Teraz to pewnie odległe, ale warto mieć cel, do którego się dąży, daje motywacje. A Twoja rodzina może żyć dalej razem z Tobą, pamiętasz jak mówiłaś o założeniu własnej karczmy? Jestem pewien, że ich pamięć będzie bardzo dobrze trzymać w gospodzie, którą będziesz prowadzić. Wasza spuścizna nie przepadnie — zapewnił ją. Przesunął spojrzeniem na grzyby. Faktycznie ułożyły się w całkiem ciekawą grupę. Dwa równe rządki, jakby ktoś je tak posadził, albo same się tak ustawiły.
    — Masz jakąś dostojną inspirację do historii dzięki grzybom?

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  53. Nylian przyglądał się cały czas Klarze. Widać było, że temat jest dla niej co najmniej trudny. Osobiście był dumny oraz wdzięczny, że nie przekreślała już teraz możliwości nauczenia się kilku przydatnych rzeczy, żeby samej się obronić, jeśli będzie kiedyś taka konieczność. Oczywiście wolałby, aby nigdy do takiej konieczności nie doszło, ale przecież nigdy nie można było w pełni za coś poręczyć.
    — Oczywiście, z chęcią, ale to nie dzisiaj, powiesz mi, kiedy będziesz gotowa, tak? — upewnił się jeszcze Nylian.
    Był pewien, że usłyszy jakąś niezwykłą historię o grzybowej gwardii honorowej, ale zamiast tego poczuł delikatny, słodki dotyk ust Klary na swoich. Przymknął oczy, zapominając na chwilę o świecie. Nie mógł się powstrzymać i objął dziewczynę delikatnie w pasie. Przedłużył pocałunek, samemu muskając jej usta trzy, cztery razy. Odsunął się zaraz, czując palący wstyd i wyrzuty sumienia na policzkach. Och, ileż on by dał żeby nie tracić tak nad sobą kontroli. A może jednak chciał ją stracić?
    — Na wszystkie świętości… sprawiasz, że prawie się zapominam — szepnął, dotykając kciukiem jej rumianych policzków. — Kosztowałem niejednej słodyczy w życiu, ale nic nie może się równać z Tobą — szepnął, zapominając o tych nieszczęsnych grzybach.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  54. Elf nie spuszczał oczu z dziewczyny. Miała tak niewinną buzię, a jednocześnie wyglądała tak kusząco i ponętnie. Wypuścił nieco głośniej powietrze. Nie chciał jej skrzywdzić ani posunąć się za daleko, a jednak sama bogini mu świadkiem, że nie miałby do niej pretensji, nawet jeśli sam miałby się potem za to znienawidzić.
    — Stawiasz mnie w trudnej pozycji, vhanan — szepnął, kiedy powiedziała, że sama miała problemy z powstrzymaniem się. Nie mogła go lepiej wodzić za nos czy przeciągać szali. Pokręcił głową, uśmiechając się lekko. Objął jej twarz drugą dłonią, pozwalając sobie pogłębić i ten pocałunek. Przywarł do niej jeszcze na chwilę dłużej, rozkoszując się każdą chwilą, każdym muśnięciem jej ust. Otworzył oczy, kiedy już skończył pieszczotę.
    — Chciałbym teraz skłamać, powiedzieć, że nie jestem pewny czy zapamiętam ten słodki smak — powiedział, głaszcząc kciukiem jej wargę — Ale jeśli mam nas powstrzymywać, to muszę to zrobić, zanim to będzie jeszcze cięższe i zostawi jeszcze większą gorycz — powiedział, po czym ucałował ją krótko w czoło, nos i usta. — Ale za to kiedyś słodycz będzie niezapomniana, wyczekana…

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  55. Nylian wtulił do siebie Klarę, kiedy ta zaczęła inną czułość. Oddychał spokojnie, chociaż serce waliło mu teraz jak szalone. Naprawdę schlabiało mu to jak dziewczyna przy nim się zachowywała - zostać przez kogoś obdarzonym takimi uczuciami - nie był pewny czy na to zasługiwał po wszystkim. Pogładził ją po plecach, opierając swój podbródek o czubek jej głowy.
    — Może i jestem… może tylko w nielicznych oczach, ale za to w tych najpiękniejszych — przytaknął jej. Ona i Piri - w zasadzie nie potrzebował niczyjej więcej aprobaty. Wiedział, że one docenią jego starania. — Mam taką nadzieję, nie chcę żeby ktoś Ci umniejszał przez mój brak honoru, w końcu Ty jesteś najbardziej niesamowitą dziewczyną na tym świecie… i każdym innym — odparł. Skoro Argarczycy przyszli z innego cholera wiedziała ile jeszcze jest różnych takich miejsc. Mimo wszystko wiedział, że nie spotka nigdzie drugiej takiej niezwykłej Klary. — Vhanan, uwielbiam mieć Cię blisko, ale mieliśmy zrobić przerwę na obiad i iść do Ardei, nie chciałbym żebyś straciła przeze mnie festyn — pozwolił sobie przypomnieć z delikatnym bólem serca.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  56. Uśmiechnął się wyraźnie zadowolony. Powinien przestać kwestionować to jak i dlaczego zasłużył sobie na Klarę. Ta dziewczyna była po prostu wyjątkowa i nie warto było dalej kusić losu, bo może jeszcze faktycznie zmieni zdanie. Dalej musiał przecież pamiętać, że to czy na niego poczeka nie jest do końca pewne. Oficjalnie walczył o jej względy z Ryu, ale cholera w miłości jak na wojnie, wszystkie chwyty dozwolone, a on był po prostu zakochany w niej. Nie odda swojej szansy tak łatwo. Zaśmiał się, gdy powiedziała o festynie.
    — Biorąc pod uwagę, że jeszcze na niego nie dotarliśmy, zaczynam samolubnie myśleć, że to moja zasługa — zaczepił ją delikatnie słownie. — Niemniej, utrzymajmy to zdanie — dodał, kłaniając się jej w teatralny sposób, kiedy sama już wstała i zaczęła szukać grzybów. Spojrzał na dziewczynę. — Wyzwanie przyjęto, aczkolwiek wybacz, ciężko mi przy takiej nagrodzie kibicować komuś innemu poza sobą — odpowiedział, samemu zabierając się za zbieranie najróżniejszych jadalnych grzybów.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  57. Luna parsknęła śmiechem na wybuch dziewczyny i pstryknęła ją w nos, gdy ta skończyła wymiotować.
    - Kochanieńka... uciecha cielesna to żaden grzech - szepnęła jej do ucha, kiedy znalazła się za nią. Pomasowała jej ramiona swoimi dłońmi, po czym odsunęła się do niej. - Nigdy nie mów nigdy Cukiereczku, bo jeśli jakimś cudem złamiesz swe słowo to będzie bolało mocniej niż powinno - stwierdziła, a następnie zostawiła na chwilę Klarę samą, aby skombinować dla niej napar. Kiedy wróciła, podała go dziewczynie. - Wypij, powinno złagodzić chociaż trochę torsje - wyjaśniła.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  58. Nylian zaśmiał się delikatnie, uśmiechając się przy tym szarmancko. Odchylił lekko głowę w bok.
    — Ze szczerości przyznam, że z nikim innym nie przystałbym na taki zakład — odparł. Był już w trakcie zbierania grzybów. Co prawda żaden wynik nie byłby dla niego niezadowalający, ale nie znaczyło to, że miał zamiar się tak po prostu poddać. Zawody powinny być uczciwe, żeby wygrana była jakkolwiek satysfakcjonująca, a to byłoby nie do wybaczenia. Nie chciał, aby Klara czuła się źle niezależnie czy to z wygraną czy z przegraną.
    — Mamy tylko jeden sposób, aby się dowiedzieć, czyż nie? — odparł z uśmiechem, zerkając przelotnie na dziewczynę. Wrzucił kolejne grzyby do koszyka. Kiedy powiedziała, że została jeszcze minuta, spojrzał na nią po raz kolejny. To był jego kardynalny błąd! Zapatrzył się zbyt długo i ostatnie sekundy spędził wpatrzony w uradowany obiekt swoich westchnień. Odchrząknął. Nie żeby żałował, widoki były w końcu niesamowite, jednakże zostawiło to po nim pewien niesmak. Za łatwo dawał się rozpraszać w takich chwilach. Wątpił, aby teraz udało mu się wygrać.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  59. Luna zaśmiała się cicho i ukłoniła przed nią.
    - Ta ladacznica i rozpustnica wie co mówi, Cukiereczku - posłała w jej stronę buziaka i parsknęła śmiechem. - Dobrze, ale jeśli się złamiesz to nie bądź dla siebie zbyt surowa. Nawet my, kobiety, mamy prawo dobrze się bawić - poinformowała ją jeszcze. Kiedy już przyniosła jej napar to usiadła obok niej i oparła się o burtę. Przytaknęła na wiadomość o Damonie. - Mam nadzieję, że jego cudo postawi cię na nogi - powiedziała szczerze. - Wiatr i dźwięk wody obijający się o "Piranię" zwiastują nadchodzący sztorm. Czuć w powietrzu gęstniejącą atmosferę... warto by było, gdybyś nie rzygała jak długa od samego rejsu, bo inaczej się wykończysz - stwierdziła.

    Luna

    OdpowiedzUsuń
  60. Nylian zarumienił się lekko na komentarz Klary, uśmiechając się przy tym z wyraźną dumą oraz wdzięcznością.
    — Wiesz jak prawić najlepsze komplementy, naprawdę — odpowiedział jej. Czuł się naprawdę wyjątkowy przy tej dziewczynie. Wszystko było prostsze w towarzystwie Klary - cieszył się, że miał szansę spędzić z nią więcej czasu. Każda taka chwila upewniała go, że jego serce dobrze wybrało obiekt swoich westchnień. Niestety jej obecność też naprawdę utrudniała zbieranie grzybów. Robiła to w tak uroczy, niewinny sposób - nie mógł się napatrzeć. Któżby mógł? Mimo że niedługo mieli zjeść te grzyby tak pięknie je nazywała, chwaliła, zbierała przy okazji najpiękniejsze okazy, jakby miała w oczach jakieś zaklęcie, które ją naprowadzało. No cóż, przegrał konkurs. Nie żałował, jego widoki same w sobie były pewną nagrodą. Ukłonił się dziewczynie, po czym wziął dłoń, aby delikatnie ją ucałować w gratulacjach.
    — Chylę czoła przed Twoimi talentami, Zacna Panienko — odpowiedział jej z równie ciepłym uśmiechem. Wysłuchał jej życzenia i zarumienił się mocniej. Przytulił ją do siebie i pocałował delikatnie we włosy.
    — Nie umiałbym inaczej, to nie jest życzenia — zaśmiał się cicho ze wzruszenia.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  61. Luna parsknęła śmiechem i pokiwała lekko głową. Nic więcej nie powiedziała. Wstała z miejsca i poczochrała biedną Klarę po głowie, kiedy Damon wypadł na pokład słysząc nawoływanie Klary. Obrzucił Lunę skonfundowanym spojrzeniem i delikatnie objął Klarę ramieniem.
    - Co się stało? - zapytał jej cicho, po czym pomasował biedną po ramieniu. - Chodź, zaraz coś zaradzimy na twoje zawroty głowy - szepnął prowadząc ją powoli pod pokład. Słysząc do kogo chce Klara zacisnął lekko wargi. - Wytrzymasz chwilę - szepnął do niej. - Nylian na pewno cię znajdzie - dodał spokojnie prowadząc ją do jej własnej kajuty. Zostawił ją tam na chwilkę, by przynieść odpowiednie proszki i lekką owsiankę. - Weź to, powinno uspokoić twój żołądek - powiedział łagodnie.

    Lu i Damon

    OdpowiedzUsuń
  62. Chłopak rozejrzał się po kajucie, gdy Klara oświadczyła, że jest jej zimno. Po dłuższej chwili odnalazł koc i opatulił jej skuloną postać, siadając na ziemi przy pryczy Klary. Spojrzał w ścianę po prostu milcząc. Słuchał jej niezbyt miarowego oddechu, lekko urywanego. Panika dała się jej we znaki, a teraz przez to cierpiała jeszcze trochę.
    - Wytrzymasz, Klaro - powiedział w końcu. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego ile masz w sobie siły - dodał cicho, rozmasowując sobie palce. Dalej na nią nie patrzył. Wpatrywał się w przeciwległą ścianę jakby była najbardziej interesującym obiektem. Pomasował sobie skronie. - Opowiedz o tym całym Nylianie - zaproponował. - Co w nim lubisz? Jak pachnie? Jakie jego gesty cię zauroczyły? Jak jest w jego ramionach? Co zrobisz jak następnym razem go zobaczysz? - zadał kilka pomocniczych pytań. Odwrócenie uwagi czasem pomagało, więc tym razem postawił właśnie na to.

    Damon

    OdpowiedzUsuń
  63. Nylian uśmiechnął się nieco szerzej na wyjaśnienia jej życzenia. Doprawdy, nie mógł uwierzyć, że ktoś mógł od niego oczekiwać czegoś takiego. Ktoś dla kogo ważna jest jego sympatia, tak po prostu, za nic, za to, że po prostu on dał sobie pomóc. Cieszył się, że był w niej zakochany, a jeszcze bardziej cieszył się tym, że Klara zdawała się odwzajemniać te uczucia. Odsunął się delikatnie, aby spojrzeć prosto w oczy dziewczynie. Uśmiechnął się czule, głaszcząc delikatnie jej policzek.
    — Obiecuję, że Twoje życie zawsze będzie spełnione, cokolwiek by się nie stało, dla mnie zawsze będziesz wyjątkową, życzliwą, silną, wspaniałą dziewczyną o poetyckiej, romantycznej duszy, która potrafi znaleźć promień nadziei w każdym, a do tego wyciągnąć ten promień na zewnątrz. Obiecuję, że nigdy nie przestanę Cię za to podziwiać, vhenan. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem — przekazał jej przysięgę odnośnie życzenia cichym tonem, ale na tyle głośno, by mogła to usłyszeć. Zabrał zaraz dłoń z twarzy Klary, aby chwycić ją za rękę. Teraz uśmiechnął się już bardziej pogodnie.
    — Czas przyrządzić nasz posiłek, prawda? — zaproponował. Chciał żeby udało im się dotrzeć jeszcze dzisiaj do Ardei, aby nie szli po zmroku. Ewentualnie znaleźli bardziej przyjazne miejsce na nocleg.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  64. Nylian uśmiechnął się do Klary rozczulony. Nie pierwszy raz już mu to mówiła. Mógł być chyba z siebie dumny, skoro drugi raz udało mu się powiedzieć coś co tak poruszyło dziewczynę. Dotknął jeszcze raz jej policzka dłonią, a drugi ucałował, kiedy widział szklące się oczy. Spojrzał po niej pokrzepiająco.
    — Mam nadzieję, że będziesz codziennie słyszeć piękne słowa, zasługujesz na to… — szepnął, patrząc po niej cały czas. — Chciałbym… — urwał, rumieniąc się delikatnie. Nie powie jej w tej chwili przecież, że myśli, wyobraża sobie spędzanie z nią reszty życia. Na to… było zdecydowanie za wcześnie. Powstrzymał się przed tym. — Chciałbym, żeby nasz obiad dzisiaj smakował również na swój sposób wyjątkowo. To nasze pierwsze, wspólne gotowanie — odetchnął w myślach z ulgą, że udało mu się z tego dobrze wybrnąć. Sam był w skowronkach, gdy wspólnie gotowali czy jedli.

    Do Ardei dotarli, kiedy słońce już prawie do końca zaszło, festiwalowego jarmarku jednak to dalej nie powstrzymało. Wszędzie roiło się od różnych nacji, które szukały chwili zapomnienia w trakcie wojny oraz ulgi. Stragany dalej były otwarte oferując wszystko - od jedzenia, przez pamiątki, zabawki po biżuterię oraz ubrania. W oddali dalej odbywały się turnieje, treningi pokazowe, występy kuglarskie, a na scenie roiło się od muzykantów oraz tancerzy zachęcających wszystkich do dalszej zabawy. Mieścina zdecydowanie rozkwitła w ostatnich dniach. Nylian cały czas trzymał Klarę za rękę. Spojrzał po niej.
    — Jak się czujesz? Zapytał?

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  65. Damon spojrzał po niej nieco zdziwiony tym wybuchem, ale zaraz posłał jej delikatny uśmiech.
    - Po prostu wiem - powiedział spokojnie. - Widziałem cię w Argarze, doszły do mnie słuchy tego co przeszłaś - zauważył. - A mimo to odnalazłaś w sobie siłę i dalej uśmiechasz się. To twoja siła - szepnął. - Dlatego trzymam za ciebie kciuki i wierzę, że przetrwasz i to. Głupi ocean nie może cię pokonać - zauważył i parsknął śmiechem. - Widzę też jak dogryzasz tej Flądrze - zaśmiał się lekko. - Tak nie robi żaden słabeusz - stwierdził po prostu, po czym już wsłuchał się w jej słowa, nie komentując ich w żaden sposób. Była zakochana po uszy i miał nadzieję że jej wybranek to docenia. Jej słowa w pewien sposób to potwierdzały, ale jednocześnie wychodziły z ust zakochanej dziewczyny, więc nie do końca można było im ufać. Nie mniej uśmiechnął się pod nosem widząc te czerwone policzki. Och, nie tylko go pocałuje. To było niemalże pewne. Przymknął oczy, kiedy wstała po owsiankę i sam odetchnął głęboko.
    - Pięknie o nim mówisz - powiedział w końcu. - Życzę ci, żeby i on o tobie mówił tak jak ty o nim.

    Damon

    OdpowiedzUsuń
  66. Nylian spojrzał czule po Klarze. Nawet nie miała pojęcia, jak bardzo chciał, aby każdy jej dzień był taki radosny.
    — Zasługujesz na najlepsze — zapewnił ją cicho, nie bądąc w stanie oderwać wzroku od dziewczyny. Dał się pociągnąć w stronę straganów, oglądając wszystko z uwagą, chociaż przede wszystkim patrzył na zachwyt dziewczyny. To była dla niego zdecydowanie najlepsza atrakcja gdziekolwiek by się nie znalazł. Patrzył jak ogląda chusty.
    — Hmm… myślę, że mi pasują bardzo takie chłodne barwy — przyznał jej rację, biorąc jedną, która była wyszyta w czerwone i pomarańczowe kwiaty oraz słoneczniki - żywa i wesoła. — Szkoda trochę, bo przy Tobie wszystkie ciepłe barwy jeszcze bardziej promieniają — uśmiechnął się do dziewczyny.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  67. Nylian spojrzał na chustę, po czym zarumienił się delikatnie. Materiał był piękny. A to jak to interpretowała sprawiło, że serce zabiło mu szybciej.
    — A więc jestem chłodnym niebem, które ocieplasz będąc moim rozpromienionym słońcem? — zapytał, uśmiechając się do niej. — To… piękna metafora, bardzo mi się podoba — dodał jeszcze. Miał zamiar wziąć tę chustę, chociażby dla samego siebie, aby przypominała mu o Klarze. — Będzie mi o Tobie zawsze przypominać. A Ty? Chcesz jakąś? — zapytał.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  68. Damon uśmiechnął się delikatnie na ten oschły ton, ale za wiele sobie z niego nie zrobił, bo gdy do plotek dołączał obserwację i sam zdobywał swoje wnioski to plotki uważał za zweryfikowane. W jej przypadku właśnie tak było. Zresztą te były, w jego mniemaniu dość łagodne.
    - Czy mogłabyś przestać tak brzydko się do mnie odnosić? - zapytał jej po krótkiej chwili milczenia. - Robisz to co jakiś czas, a ja tobie nic nie zrobiłem - zauważył tylko. Takie oschłe zagrania wcale nie zachęcały do rozmowy z Klarą i właściwie to trochę go od tego odrzucały. Pomasował sobie skronie. - Mhm... a ja tam rozumiem zasady statku - uśmiechnął się lekko. - Wiesz faceci są miejscami bardzo okropni, zmuszają kobiet do okrutnych rzeczy... i rozumiem że tu ma być bezpieczne miejsce dla kobiet. Nikt mnie tu nie wyzywa ani nie gnębi - uśmiechnął się do niej szerzej. - A że śpię sobie na hamaku... jakoś to chyba wytrzymam - wzruszył ramionami. - Może jak mnie lepiej poznają to pozwolą na lepsze posłanie - dorzucił jeszcze. - A jak nie... to wtedy sobie z tobą ponarzekam na mój biedny los, bo chociaż się staram to Flądra nie daje mi powodów do większych starań - zaśmiał się cicho. Uśmiechnął się do niej delikatnie, gdy wspomniała o tym, że nikt nie umie mówić tak pięknie jak Nylian i posmutniał na kolejne pytanie. Wbił wzrok w swoje kolana i pokręcił lekko głową.- Chciałbym kogoś mieć, kogoś kogo mógłbym schować w swych ramionach i obronić. Z kim mógłbym się śmiać i płakać, ale... na razie nikogo takiego nie mam - przyznał cicho. - I wątpię by ktoś pojawił się na horyzoncie.

    Damon

    OdpowiedzUsuń
  69. Nie mógł się powstrzymać, słysząc jej słowa. Miał wrażenie, że serce mu się zaraz roztopi ze wzruszenia. Zaśmiał się lekko, czując, że jeśli nie zrobi zaraz czegoś głupiego to po prostu się rozpłacze. Objął czule Klarę w pasie, po czym uniósł ją do góry, aby spojrzeć na nią z dołu z delikatnym uśmiechem na ustach.
    — Jesteś najwyższym słońcem, jaki widział każdy świat, rozpromieniasz moje życie — zapewnił ją, nie chcąc na razie wypuścić z objęć. — Jeśli masz świecić bardziej… nie mogę doczekać się tych dni, choćbym miał nie widzieć już nic innego — dodał. Postawił ją po chwili na ziemię i odetchnął z ulgą. — Przepraszam, to ze szczęścia — powiedział zaraz, bo nie był pewny, czy nie przesadził przypadkiem z tym gestem względem Klary. Chciał z początku zaprotestować przed tym, aby to Klara coś mu kupiła, ale ostatecznie się poddał bez żadnych słownych protestów. Wyglądała na zbyt zdeterminowaną, aby odbierać jej tę przyjemność. Kiedy dziewczyna zakładała mu chustę, przyklęknął na miarę prawdziwego rycerza, patrząc z powagą po Klarze.
    —- A więc na nasz symbol wspólnej sympatii, ślubuję Ci, że zrobię wszystko co w mojej mocy, aby do Ciebie wrócić, a chusta będzie mi zawsze towarzyszyć. To będzie najbardziej godny amulet szczęścia o jaki możnaby prosić — uśmiechnął się do niej.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  70. Damon wzruszył ramionami i oparł się wygodniej o pryczę Klary, spoglądając w wirujący sufit jej kajuty. Ten żar jaki dziewczyna w sobie miała. Żar w stosunku do Luny i jej zasad przyprawiał go o uśmiech na twarzy. Pomimo ewidentnej choroby morskiej, złość na piratkę dodawała jej animuszu. Zaśmiał się na to spostrzeżenie w myślach i zerknął na nią.
    - A co to w ogóle za wyjaśnienie? - powtórzył po niej. - Na tym statku pracują młode dziewczyny, najmłodsza ma może ze 12 lat - zauważył cicho, bo zdążył zwiedzić trochę statku, kiedy to szukał kuchni oraz medycznej kajuty, co by przyrządzić dla Klary specyfik. A także Luna na początku zrobiła im po nim dość obszerną wycieczkę. - Nie dziwi mnie to, że w taki sposób chronią się przed płcią męską - spojrzał po niej. - Jesteśmy na pełnym morzu. Tu nie ma dokąd odejść, uciec... no chyba że na pożarcie rekinom i innym żyjątkom - wzdrygnął się na samą myśl. - Masz rację, że to może zniechęcić do płci przeciwnej - zgodził się z nią i wzruszył ramionami. - Ale czy to ma jakieś znaczenie? - znów na nią spojrzał. - Myślę, że one robią to tylko po to, by chronić siebie - powiedział spokojnie, parskając śmiechem na jej wyraźne oburzenie. - Och jestem pewien, że jeśli ta zuchwała piratka zaprosi cię na kolację do jej własnej kajuty to nie będziesz mogła odmówić - śmiał się pod nosem jeszcze przez jakiś czas. - W końcu jest tu kapitanem - dodał, po czym wzruszył ramionami po raz kolejny. - Mój horyzont nie jest zbyt szeroki, Klaro - powiedział spokojnie. - Nikt się w nim jeszcze nie pojawił i... - westchnął ciężko. - ...powoli myślę że nikt się w nim nie pojawi.

    Damon

    OdpowiedzUsuń
  71. Damon wzruszył ramionami.
    - Dlatego ten statek zazwyczaj nie przyjmuje mężczyzn na swój pokład - stwierdził po prostu, bo takie pogłoski słyszał. - Ja jestem wyjątkiem, ponieważ poprosił o to sam szef szefów Argaru - dorzucił ze śmiechem na ustach. Na temat zmiany świata się nie odezwał. Nie sądził, żeby ta piratka o czymś tak górnolotnym myślała, a jeśli już to zgadzał się ze stwierdzeniem Klary. W tym wypadku powinna zabrać się za to zupełnie inaczej. Uśmiechnął się na wieść o jedzeniu i parsknął śmiechem na jej wyobrażenie.- Nie obraź się, ale chciałbym zobaczyć cię w wydaniu siłą branej do kajuty kapitan. To akcja godna zapamiętania - rzucił, obracając się w jej stronę i spoglądając w jej oczy. - Zdajesz się przy niej znacznie pełniejsza życia niż przy kimkolwiek innym. Tak się pieklisz - zauważył z lekkim śmiechem w głosie. Miłości nie komentował inaczej, niż potrząśnięciem głowy. W danej chwili nawet nie miał szansy na jakąkolwiek miłość i nie chciał wybiegać za daleko w przyszłość myślami. Ta mogła zostać szybko ucięta poprzez wojnę.

    Damon

    OdpowiedzUsuń
  72. - Lepiej nie podsuwaj jej takich pomysłów jak jestem na pokładzie - Damon parsknął śmiechem. - Jeszcze gotowa będzie rzucić mnie rekinom na pożarcie - dodał konspiracyjnym szeptem, a o ile nie miał problemów z pływaniem, o tyle w danym momencie nawet nie miałby pojęcia, w którą stronę powinien płynąć. Nie mówiąc już o tym, że najprawdopodobniej sił by mu na to wszystko nie starczyło i jeśli nie rekin, czy inne żyjątko, to po prostu utonąłby z braku energii, wyczerpania, braku jedzenia i nawodnienia. Westchnął ciężko, tylko czy faktycznie by zmarł? Czy to nie byłyby tylko kolejne tortury, bo przecież życie zawsze się go trzymało aż za mocno. Nie wiedział też co było gorsze. Tortury czy śmierć - choć szczerze mówiąc tortury brzmiały znacznie gorzej. Śmierć chociaż odbierała ból i przynosiła ulgę. Koniec, a nie świadomość, że będzie się tak długo męczyć aż w końcu znajdzie was ląd czy inny statek piracki. 
    - Naprawdę? - spojrzał po niej z lekkim niedowierzaniem w oczach. - Wtedy jest ciebie jeszcze więcej? - zapytał jej z powątpiewaniem i zrobił buźkę w podkówkę. - Chciałbym to zobaczyć, by uwierzyć, bo na razie... - wzruszył ramionami. - Dane mi jest zobaczyć twą pełnię życia jedynie podczas tych wściekłych momentów. 

    Damon

    OdpowiedzUsuń
  73. Uśmiechnął się czując delikatne wypieki na twarzy. To co powiedziała było po prostu piękne. Naprawdę ciężko było trzymać ręce przy sobie i nie chcieć wypuścić jej z rąk, kiedy mówiła takie rzeczy. Doprawdy, miał ochotę zrobić tak wiele rzeczy, na które było jeszcze za wcześnie póki nie miał swojego honoru. Patrzył czule po Klarze.
    — A więc mój świat jest najpiękniejszy przez Światło jakie na niego pada — odpowiedział z uśmiechem. Nie mógł pojąć czym sobie zasłużył na takie uczucie, ale nie miał zamiaru go teraz oddawać bez walki. Za bardzo mu zależało. Zaśmiał się cicho. Ślubowanie było dla niego wyjątkowo romantyczne. To że ona też złożyła mu obietnicę - nie mógłby się bardziej cieszyć. Wstał na równe nogi z dumą prezentując swoją chustę na ramionach, a której ani myślał zdejmować.
    — Jesteś wyjątkowa — zapewnił ją, biorąc delikatnie jej dłoń. Ucałował ją i spojrzał prosto w oczy dziewczynie. —- Od czerwieni poranka, przez złoto dnia, aż po pomarańcz zachodzącego słońca - jesteś całym światłem dnia. Sprawiasz, że nie boję się dnia, nie czuję zmęczenia i nie tęsknie za nocnymi gwiazdami. Gdybyś była pieśnią, nigdy nie przestałbym Cię śpiewać, gdybyś była modlitwą, modliłbym się przez wieczność, oddać Ci serce, które chcesz przyjąć to największy zaszczyt o jakim można by śnić — powiedział to co już od jakiegoś czasu piekliło mu się w myślach. Rumienił się przy tym, ale kiedy to powiedział, kamień spadł mu z serca. Dni naprawdę mijały mu o wiele spokojniej, kiedy wiedział, że ma kogoś kto w świetle tego dnia czuje się lepiej niż nocą. Nie puszczał jej ręki.
    — Czy masz ochotę zatańczyć? — zapytał. Byli co prawda kawałek od parkietu, ale nawet tutaj skoczna, wesoła muzyka odbijała się od uszu.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  74. Nylian chwycił delikatnie jej dłoń, kłaniając się przy tym. Z nim zawsze i wszędzie - to brzmiało dalej nierealnie. Już nie raz pokazała mu, że odwzajemnia jego uczucia, miał nawet na ramionach przepiękny, cudowny dowód jej sympatii - a jednak za każdym razem, kiedy mówiła coś tego jego serce przyśpieszało. Za każdym razem, kiedy myślał, że nie da się bardziej zakochać - Klara pokazywała mu jak bardzo się mylił.
    — A więc zawsze mam najcudowniejszą partnerkę — szepnął, idąc z nią na parkiet. Muzyka była wesoła, szybka niczym jego serce, ale mimo wszystko starał się być jak najbliżej Klary w tym tańcu.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  75. Zarumienił się, kiedy wtuliła się w jego pierś, a serce mimowolnie mu przyspieszyło. Sam nie przejmował się, że w zasadzie gubili nieco rytm muzyki. Uśmiechnął się z wyraźnym wzruszeniem, kładąc delikatnie policzek na czubku jej głowy. Wziął głębszy wdech, delektują się uroczym zapachem dziewczyny.
    — Ja Ciebie też uwielbiam, Klaro… wielbię nad życie — przyznał, nie przerywając wolnego tańca. Naprawdę był wdzięczny, że zgodziła się iść z nim na ten festiwal. Niby nie robili nic niezwykłego, a jednak czuł się jakby był właśnie bohaterem najpiękniejszego miłosnego poematu. Odchylił głowę, kiedy zaczęła się jąkać. W pierwszej chwili pomyślał, że tłum jednak udzielił się jej atakiem paniki. Czerwieniła się, patrzyła w bok, przełykała ślinę. Schylił się nad nią, patrząc z troską.
    — Już idziemy w cichsze miejsce — zapewnił ją, ujmując jej dłonie. Już zaczął iść z nią w stronę z dala od głośnych straganów czy występów, kiedy usłyszał te słowa. Zamarł na chwilę, czując jak świat na chwile po prostu się zatrzymuje. Ona naprawdę to powiedziała. Kącik jego ust na początku drgnął delikatnie, ale zaraz potem uśmiechnął się promiennie. Spojrzał na nią wyraźnie szczęśliwy i rozczulony. Ujął jej dłonie i ucałował je z nabożnością, następnie jej nadgarstki, policzki, nos i w końcu usta. Czuł, że kolana się pod nim uginają, miękną, jakby były zrobione z jakiejś waty. Uśmiechnął się przez łzy szczęścia, patrząc Klarze prosto w oczy.
    — Ja Ciebie też kocham, naprawdę kocham, jesteś moim światłem, porannym, południowym, o zmierzchu i nocnym, drogowskazem — przytulił ją do siebie. — Dziękuję, dziękuję za te słowa.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  76. Nylian trzymał ją tak mocno, jakby bał się, że jeśli choć trochę poluzuje uścisk, ta chwila rozpłynie się, a dziewczyna zwyczajnie zniknie. Zapach jej włosów, ciepło jej ciała i to niesamowite, kojące bicie serca to wszystko to składało się na rzeczywistość, o której wcześniej bał się nawet marzyć, bo nie był jej godny. Vhanhidas, dalej nie czuł się godny, ale kiedy uchyliła mu tego raju, nie chciał z niego wychodzić. Schował twarz w zagłębieniu jej szyi, pozwalając, by ostatnie resztki napięcia opuściły jego ramiona.
    . — Zawsze będę wracał, bez względu na to, jak trudna droga by nie była, jesteś moją ostoją, fundamentem, na którym można postawić każdą twierdzę — zapewnił ją, odsuwając się o kilka centymetrów, aby móc znów spojrzeć w jej lśniące, ciepłe jak zachodzące słońce oczy. Jego dłonie, wciąż lekko drżące, powędrowały na jej policzki, gładząc kciukami miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą lśniły łzy. W blasku odległych lampionów festiwalowych, które teraz wydawały się jedynie rozmytymi plamami światła, jej twarz była dla niego najpiękniejszym widokiem na świecie. Znowu przytulił ją do siebie. Odsunął się dopiero, kiedy oboje oddychali już spokojniej. Zaprowadził ją na pobliską polanę. Niektóre kwiaty zakwitały, inne chowały się przez zachodzące słońce. Przysiadł z nią.
    — Naprawdę jesteś moim fundamentem — przyznał po chwili ciszy. — Chciałbym móc spełniać Twoje marzenia, chociażby postawić fizyczne fundamenty dla Twojej karczmy…

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  77. Damon szczerze się roześmiał, gdy dziewczyna mówiła o szczocie pokładowej. Wizja, która przedstawiła bardzo poprawiła mu humor. Śmiał się przez dłuższą chwilę widząc ją w tym całym szczotkowym środowisku.
    - To obrończynię będę miał znakomitą - stwierdził wesoło i spoważniał, kiedy powiedziała o schadzkach. - Niekoniecznie - stwierdził i pokiwał głową. - No właśnie, może pokażesz tę pełnię życia w podróży, albo jak już spotkasz się z Nylianem i rozłąka nie będzie cię tak bolała to zobaczę twoją radosną twarz, taką pełną wiary i nadziei - uśmiechnął się do niej delikatnie i pokręcił głową. - Wiesz, jeśli o mnie chodzi to sama ocenisz, ale mam nadzieję, że nie dojdzie do wielkich niefrasobliwości z mojej strony - puścił do niej oczko.

    Damon

    OdpowiedzUsuń
  78. Damon odruchowo jej przytaknął, ale zaraz zastanowił się nad jej stwierdzeniem. Czy rzeczywiście musiała się przyzwyczajać? Czy nie mogła go odseparować od wielu placów boju? Czy nie mogła poprosić by został z nią i do walk stawał jedynie w ostateczności? I wreszcie czy te pytania jej nie dotkną? Spojrzał po niej zastanawiając się, czy w ogóle powinien pytać. Może nie powinien tego robić. Przecież to musiał być drażliwy temat. Westchnął ciężko walcząc sam z sobą, by ostatecznie spojrzeć jej prosto w oczy.
    - Nie delikatną kwestię poruszę, ale nie musisz odpowiadać - poinformował ją spokojnie. - Po prostu jak tego nie zrobię to pęknę... a chciałbym żeby to po prostu wybrzmiało - przyznał szczerze. - Wiesz mam czasem wrażenie, że gdy coś powiem na głos to sam dochodzę do pewnych wniosków, a jak obija mi się to po głowie to o wniosek ciężko - uśmiechnął się do niej delikatnie. - Dlaczego powinnaś się przyzwyczaić do rozłąki? - zapytał jej. - Skoro go kochasz, a on kocha ciebie to czy oboje nie powinniśmy porozmawiać o wojnie i zdecydować czego oczekujecie od swojej obecności? Od siebie nawzajem? Czy nie mógłby trwać obok ciebie, na placu boju znikając jedynie w ostateczności? - zaproponował jej spokojnie. - I czego ty od niego oczekujesz? Czy nie zapominasz o sobie w tym wszystkim? A może moglibyście razem zaszyć się w jakimś w miarę spokojnym miejscu? Jak już odnajdziesz brata... oczywiście - dokończył, patrząc po niej. - Przepraszam, czasami jeszcze nie rozumiem waszego świata. Czasem wydaje mi się, że za mało w was... egoizmu - przyznał cicho i uśmiechnął się na wieść, że jest jej lepiej, a lek działa. - Naprawdę? Cudownie. Cieszę się, że ci pomaga - uśmiechnął się szeroko.

    Damon

    OdpowiedzUsuń
  79. Uśmiechnął się czulej. Objął nieco mocniej, samemu wpatrując się w oczy Klary. To naprawdę było niesamowite. Nigdy nie sądził, że tak ciepłe kolory tak bardzo zajdą mu w pamięć i nie będzie chciał pozbyć się ich z głowy. Zawsze miał się za kogoś kto lepiej czuje się w zimnej, samotnej nocy, ale przy Klarze? Przy Klarze miał ochotę cały czas chodzić w Słońcu, byleby podziwiać te troskliwe oczy i cudowny uśmiech. Oddał jej pocałunek, mimowolnie obejmując ją jedną ręką na górnej partii pleców. Zacisnął delikatnie palce, jakby się bał, że zaraz się rozpłynie. Spojrzał poważnie po dziewczynie, chociaż w jego oczach dominowała miłość, podziw i szczerość.
    — Nie tylko dla Ciebie — poprawił ją, całując ją delikatnie w nos, bo miał wrażenie, że jeśli znowu posmakuje jej ust, to będzie się musiał modlić do Selemene o wytrzymałość. A księżycowa bogini potrafiła być niestety bardzo kapryśna w takich sprawach. — Wizja wspólnego miejsca u Twojego boku podoba mi się tyle, że czuję się strasznym egoistą, marząc o tym — wyznał, drugą ręką poprawiając jej włosy. — Ale chcę, żeby to było miejsce, które Ty wybierzesz, coś Twojego — zaznaczył jeszcze. — Chciałbym, żeby moje miejsce na ziemi było przy Tobie, nieważne gdzie, ale Ty powinnaś przemyśleć lokalizację, gdzie chciałabyś tworzyć swoją historię i sławę, jako właścicielka najlepszej karczmy w Mathyr.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń
  80. Kiedy wspomniała o domu, Nylian poczuł dreszcz wzruszenia. Fakt, że to właśnie przy nim odnalazła to dawno utracone poczucie bezpieczeństwa, był dla niego najcenniejszym komplementem.Przesunął dłonią po jej plecach, próbując uspokoić jej oddech. Uśmiechnął się czule pod nosem. Była niewiarygodnie romantyczna. Nawet, kiedy mówiła o takich rzeczach. Budowanie z nią przyszłości brzmiało jak najpiękniejsza bajka, która była aż zbyt nierealna, żeby być prawdziwą. A jednak miał wrażenie, że ma to na wyciągnięcie ręki.
    — Skoro tak, może chcesz odbudować rodzinną gospodę? — zaproponował, nakierowując jej spojrzenie na siebie. Patrzył po niej poważnie, ale czule. Jego propozycja ewidentnie była szczera. — Kiedy wojna się skończy — ujął delikatnie dłonią jeden jej policzek i pomasował kciukiem. — Dużo osób będzie chciało odbudować Slavit, tam leży historia Twoich bliskich, możemy kontynuować dzieło Twoich rodziców pod ich fundamentami — dokończył. Poczuł kolejną falę wzruszenia. Puścił policzek Klary. Położył się na trawie i przyciągnął do siebie dziewczynę, tak aby jej głowa spoczywała na jego torsie. Objął delikatnie ramieniem. Przymknął na chwilę oczy, uśmiechając się przy tym. — Czyli jestem na dobrej drodze, żeby być Twoim domem — szepnął. Otworzył po chwili oczy, aby spojrzeć na kasztanowłosą. Słońce zdążyło już zajść, pokazując gwiazdy. — Kocham Cię — powiedział równie cicho. Nawet jeśli już raz to wyznanie padło, nieważne jak często by to mówił, to byłoby za mało. Przeniósł jej wzrok na gwiazdy, samemu szukając odpowiedniej konstelacji.
    — Widzisz te 4 gwiazdy? — wskazał palcem. — To serce solium, symbolizuje słońce, światło, które rozświetli drogę nawet w najczarniejszą noc, kiedy bogowie zdają się nas opuszczać. Promienie rozchodzą się na wszystkie strony świata. Służą za drogowskaz. Ty jesteś moim Słońcem, Klaro — wrócił do niej wzrokiem i ucałował ją delikatnie w skroń. — Wróciłem na właściwą ścieżkę dzięki Tobie, ale gdybyś kiedyś się zgubiła gdziekolwiek, szukaj tej konstelacji. Widać ją w całym Mathyr, ta gwiazda prezentuje północ, a jej odnoga prowadzi na Argar, tam zawsze znajdziesz pomoc… — zaczął opowiadać powoli jak rozeznać się w tej konstelacji.

    Nylian

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^