Grima
Goblinka ○ 150cm ○ Zamieszkała w Argarze ○ 19 lat
"Hm? Mam gadać o sobie? Hihi... To trochę bez sensu, no ale skoro już chcesz toooo... Nie bardzo lubię Terre, niby domek czy coś, bo tam się urodziłam, ale nie czułam się tam dobrze. Nie lubię się bić, nigdy nie lubiłam, lubiłam dużo pytać i za dużo gadałam, nadal lubię, ale teraz... Teraz inni też mnie lubią. Rodzina? Mam! Gdzieś tam sobie jest ta taka po krwi, ale mam też córcie! Keva Maria Skłodowska Curie! To taka moja ukochana część rodziny. No i Tony! No i... Rei, i Melio i... Ojej... Trochę tego się uzbierało... Taak! Mam też przyjacioły. Jest sobie Golasek, jest A... Acair? Muszę mu konieczne wymyślić ksywkę... Jest Fiołek! Felcia! Kuleczka! Dużo i cała masa i jeszcze więcej! No to, ogólnie jest... Co ja tam miałam mówić? O sobie? Hihi... Chodź, to opowiem więcej!"

Tony ucałował jeszcze sam czubek głowy Grimy, obejmując ją mocniej w odpowiedzi na jej zgodę. Nie zrobiłby czegoś takiego bez uprzedzenia jej. Zwłaszcza, że wiedział jak bardzo nieprzyjemnie jest coś takiego słyszeć od osoby, którą się kocha...? Kocha? No, chyba kocha. Tak, to było to uczucie. Był co do tego niemalże pewien. Pokiwał głową do swych własnych myśli i raz jeszcze ucałował ją zanim przyszło co do czego.
OdpowiedzUsuńSłuchał dziewczyny uważnie, zaciskając przy tym swoje pięści i wargi. Cholera. Jeśli to byli żołnierze Peruna i go zabrali... spojrzał przelotnie na las z którego wypadła Klara. Poczuł, że na moment zamiera, zupełnie. Zapomina oddychać. Nie mógł go tak zostawić. A jeśli on tam jeszcze walczy? Co do jednego był pewien, Ryu na pewno nie dałby się pokonać tak łatwo. Pytanie tylko czy nie wpadłby na idiotyczny pomysł pozbawiania siebie samego życia, gdyby groziło mu pojmanie? Kiedyś miałby pewność co do tego, że "nie", obecnie, w obliczu posiadanego przez niego kryształu... śmiał mieć co do tego wątpliwości. Odetchnął, gdy Grima zabrała głos, potwierdzając jego słowa. Spojrzał po niej i po małej Kevie.- Ja... - znów spojrzał na las. Normalnie już byłby w drodze, ale miał Grimę i Kevę przy sobie. Miał też Klarę, której Ryu kazał zwiewać. Wiedział przecież że tu będą. Wiedział, że będzie bezpieczna. - Cholera... - zacisnął wargi, stukając palcami o swoje udo. - Nie wiem - odparł Grimie. - Nie wiem... - potrząsnął lekko głową. - Ryu tak łatwo by im się nie dał, niezależnie od sytuacji, ale... - pokręcił lekko głową. - Może... znajdźmy jakieś schronienie, a potem... potem... - spojrzał bezradnie po Klarze i Grimie. - ... pomyślimy... - zacisnął mocno wargi.
Tony
Faktycznie gryzł go brak podobieństwa. Męczyło go, że osoby spoza Phyonix myślały, że nie jest bratem czy synem kogokolwiek z jego rodziny. Musiał to potem tłumaczyć, inni i tak nie chcieli wierzyć, było z tym więcej zachodu niż było to warte, a Grimy nie mógł przecież tak po prostu zignorować, bo siostra byłaby smutna. Jej zależało na tej relacji, więc nie chciał jej tego psuć swoim własnym zachowaniem. Na szczęście goblinka nie ciągnęła tego tematu dalej, więc odetchnął w duchu, że przynajmniej z tym ma spokój. Mimo wszystko miała dużo innych pytań.
OdpowiedzUsuń— Zazwyczaj mi się nie podobały i tak, bo wcześniej moje rodzeństwo miało znajomych tylko w naszej ojczyźnie, a tamtejsze kobiety mi się nie podobają — wyjaśnił. — A nawet, gdyby była jakaś ładna, to nie chce mi się komplikować relacji, dopóki lepiej nie poznam kogoś to i tak się nie zakocham przecież, a sam wygląd i seks to za mały powód, żeby ranić bliską osobę. Żądze można hamować — wyjaśnił. Nie rozumiał po co miałby to robić. Był najstarszy, większość znajomych rodzeństwa była i tak młodsza od niego, nie lubił dużej różnicy wieku, zwyczajnie go to odrzucało w potencjalnych partnerkach, a gdy Darcy miała starszą koleżankę, to naprawdę i tak nie widział sensu w zaciąganiu do łóżka kogoś, komu mógłby potem sprawić przykrość, czy samej Darcy za to, że uwodzi jej przyjaciółki. Potrafił się kontrolować.
— Jakbyś miała brata i by Ci zabrał najlepszą przyjaciółkę sprzed nosa, że by przychodziła do niego zamiast, do Ciebie, to by Ci przykro nie było? A jak by się pokłócili, to kogo byś broniła? Nie byłabyś obiektywna. Na moje zbyt upierdliwe, żeby w ogóle się kimś zainteresować. Nie musi tak być, ale może, więc po chuj się tym bawić? Przyjemniej jest poznać kogoś zupełnie obcego — dodał jeszcze, gdyby chciała rzucić mu kolejnym pytaniem.
Patrzył jak Grima przegląda błyskotki Darcy. Uśmiechnął się lekko, gdy się uniosła. Siostra pewnie i tak nie uznałaby tego za kradzież, ale on wolał mimo wszystko w tej sprawie się wtrącić.
— Cieszę się, że masz takie zdanie. Mówię tak na wszelki wypadek, nie każdy chce być w porządku w stosunku do swoich przyjaciół, warto zaznaczyć niektóre rzeczy zawczasu. Ty też mi powiedziałaś, że mam Cię nie podrywać, chociaż nie miałem takiego zamiaru, nie? — odpowiedział jej. Dla niego to była kwestia perspektywy. Nie znali się i od razu mówili o swoich granicach, aby uniknąć nieprzyjemności. Osobiście lubił takie proste rozwiązania. Nie pozwalały na nieporozumienia i nieprzyjemności.
No tak, w oczach Grimy to on nie był sprawdzony. On mógł o niej powiedzieć dokładnie to samo. Kwestia perspektywy.
— Yhym, obym zdał test — mruknął bardziej do siebie.
— To chodź na dół — poinformował ją, gdy wspomniała o ciasteczkach. Wyjął z szafki tackę z kruchymi ciasteczkami. Niektóre były posypane cukrem, inne miały na sobie owocowe powidła. Akurat ten przepis miała chyba od Febe. Sam nie mógł spamiętać, brała różne przepisy od każdego, kto znał się na kuchni i akurat wpadł jej w ręce, żeby nauczyć się samodzielności po argarsku. Podał Grimie słodkości do stołu. Wziął jeszcze lemoniadę z ojczystych cytrusów i jej nalał. A gdy skończył, oparł się o blat stołu. Głodny nie był, więc nie miał zamiaru ciężarnej zabierać. Bardziej go korciło, żeby wyjść zapalić.
— Smacznego — powiedział jeszcze, zanim zaczęła jeść.
Ashan
Zaśmiała się na jej pytanie. Tak, wiele osób nie rozumiało wyznaczonych przez nią granic. Było to już trochę irytujące, ale Grima na szczęście żadnych granic nie przekraczała, a i znały się na tyle i miały ciepłą relację, że jej bliskość była dla niej przyjemna.
OdpowiedzUsuń— Można, można. Ja lubię być z kimś blisko i się dotykać po przyjacielsku chociażby jak już kogoś znam i naprawdę go lubię i wiem, że można mu ufać. Zraziłam się w dzieciństwie do dużych kontaktów, więc teraz potrzebuje do tego poczucia komfortu, żeby mi było przyjemnie — wyjaśniła mniej więcej o co jej chodziło. Potrafiła się przytulać z przyjaciółmi, co nie zmieniało faktu, że jak ktoś obcy na nią naskakiwał, to zawsze go od siebie odsuwała na tyle na ile mogła. To zanikało tylko przy tańcu, ale wtedy po prostu czuła się jak przysłowiowa ryba w wodzie.
Uśmiechnęła się do niej szeroko i zachichotała.
— Postaram się, to byłby w końcu zaszczyt, zgarnąć Twój pierwszy sekret — odpowiedziała zadowolona. Patrzyła jak udaje swoje ciosy. Było jej ciepło na sercu widząc jak bardzo szczęśliwa była z Tonym i oboje znali swoje granice. Pokiwała jej głową.
W domu zajęła się już szykowaniem deseru, kiedy Grima się wygodnie rozsiadła. Szybko ubiła śmietanę i położyła ją na skrojonych, świeżych owocach i podała jedną porcję goblicne, sobie też przygotowała jedną porcję. Do tego zrobiła szybką, chłodną lemoniadę i położyła na stole ze szklankami.
— Smacznego — powiedziała z uśmiechem. Zastanowiła się przez chwilę na jej pytanie. Zadawała naprawdę trudne, jakby nie patrzeć. Dla niej to było tak naturalne, że ciężko było to dobrze wyjaśnić.
— Hmm… jestem nią od urodzenia… daj mi chwilkę, muszę pomyśleć — mruknęła, zanim odpowiedziała jej jakoś konkretnie. — Najlepszą odpowiedzią będzie chyba reprezentowanie swojej rodziny i roli jako osoby godnej do przejęcia władzy. Pokazywanie, że jest się dobrym dla ludzi, którzy będą pod moimi rządami, wspieranie rodziców, pomaganie innym, dbanie o ich bezpieczeństwo, komfort. Dobra księżniczka powinna księżniczkować tak, aby inni chcieli jej obecności, czuli że oddają władzę i przywileje odpowiedniej osobie. Z drugiej strony, księżniczka to księżniczka, ktoś może powiedzieć, że może robić co chce, bo się urodziła w odpowiedniej rodzinie, ale mój kraj już miał władców, którzy robili co chcieli. To był koszmar. Ja nie zastąpie swojej matki, jeśli inne feniksy nie będą tego chciały — wyjaśniła jej jak ona to widziała. — A czemu pytasz? W Terrze nie ma księżniczek i księciów, prawda? Chciałabyś być księżniczką? — zapytała ją.
Darcy
— Próbowano mnie porwać jak byłam bardzo mała. Moja nauczycielka i kilku zwolenników Bellhardów, ufałam im, siedziałam grzecznie na ramieniu, zorientowałam się, że coś jest nie tak, dopiero jak próbowali mnie zabić, gdyby nie mama i jej szybka reakcja, już by mnie nie było. Poza tym straciłam siostrę na wiele lat przez próbę porwania jej, wujek zginął w jej obronie. Od tamtego czasu potrzebuję więcej czasu zanim będę mogła dotknąć kogoś nowego bez żadnego lęku i krępacji — wyjaśniła. Teraz mogła mówić o tym spokojnie. Odzyskała Morganę, wróciła żywa, bezpieczna, zakochana, szczęśliwa. Mimo wszystko za wujkiem będzie zawsze tęsknić, to się nie zmieni. — Ale Ty nie jesteś obca, Ciebie lubię przytulać — dodała zaraz z uśmiechem, aby nie zrobiło się jej przykro.
OdpowiedzUsuńGdy spróbowała deseru i ją pochwaliła, uśmiechnęła się szeroko.
— Dziękuję, cieszę się, że jesteś zadowolona – odpowiedziała wyraźnie ukontentowana. Od jakiegoś czasu, co prawda z małą przerwą, uczyła się gotować z różnych przepisów, żeby móc bez grymaszenia się żywić czy poczęstować bliskich. Cieszyła się, że nauka nie szła w las. Sama jadła powoli swój deser. Faktycznie śmietana wyszła jej całkiem nieźle, a owoce broniły się same.
— Jest trudne, nie mówię, że każdy musi mnie lubić, staram się po prostu dobrze każdego traktować, żeby niczego nie można było mi zarzucić — zgodziła się z nią. Po prawdzie jak ktoś będzie się chciał przyczepić to i tak się przyczepi na dobrą sprawę. Wysłuchała co mówiła na temat dziedziczenia w Terrze. No tak, tak było całkiem inaczej. Każdy był Matteo, każdy się zabijał, bardzo okrutny kraj, aż dziwne, że wychowała się tam taka wesoła dusza. — Bycie Grimą wychodzi Ci idealnie mogę powiedzieć. W końcu jesteś jedyną, niepowtarzalną i najlepszą Grimą, która nosi to imię — powiedziała z szerokim uśmiechem.
Propozycja Grimy, cóż, dawno nie zrobiło się jej tak ciepło na sercu. Wstała i przytuliła mocno goblinkę.
— To będzie dla mnie zaszczyt — szepnęła, czując jak jej łzy wzruszenia napływają do oczu.
Darcy
Chłopak spojrzał po goblince tak jakby ta się z choinki rwała. Ten jej pomysł kompletnie nie trzymał się kupy. Przede wszystkim schronienie w lesie oznaczało, że może i owszem dałoby się lepiej schować, ale miałoby się trudniejszy odwrót. O ile Grima doskonale by sobie poradziła, tak Klara mogła potykać się o każdy korzeń. Zacisnął mocno wargi zezując to na jedną to na drugą.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem czy to taki wspaniały pomysł - odparł cicho, patrząc na nie obie. - Ty sobie poradzisz na gałęziach czy drzewach, ale ty... - spojrzał po Klarze. - ...nie znam cię, nie wiem czy nie skręcisz sobie nóżki uciekając... - wymamrotał. - Z drugiej strony uciekłaś tam bez problemu i tu dotarłaś, więc aż tak źle nie może być... - ścisnął mocno swoje pięści, zanim Grima nie chwyciła jego dłoni. Spojrzał jej wówczas prosto w oczy i westchnął ciężko. - Nie podoba mi się to - powiedział twardo. - Ale nie ma czasu... chodźmy... - rzucił zaraz, prosząc jeszcze Klarę aby poprowadziła ich w głąb lasu.
Tony (okay, tu możemy założyć, że się spotkali, przetransportowali do Argaru, chyba że masz jeszcze jakiś dziki plan xD)
Niby miała rację. Mimo wszystko dla niego i tak to wszystko zdawało się i tak zbyt upierdliwie. Nie czuł się komfortowo z myślą, że Darcy mogłaby wypytywać o wszystkie pikantne szczegóły jego związku. Może i by tego nie zrobiła, ale chuj ją na dobrą sprawę wiedział, kiedy miałaby okazję na zrobienie kilku swoich dramatycznych ploteczek czy podręczenie go. Poza tym i tak nigdy nie czuł się zbytnio zainteresowany żadną przyjaciółką Darcy czy Morgany odkąd wróciła i o ile by jakąś w ogóle w końcu zdobyła. Nie, za dużo pierdzielenia się. Wzruszył ramionami na wyjaśnienia Grimy.
OdpowiedzUsuń— Jak to woli — odparł po prostu. Więcej nie chciało mu się na ten temat myśleć.
— Yhym — dodał na temat zapobiegawczych uwag. Tutaj akurat się zgadzali, więc też nie widział po co miałby dalej rozdrabniać ten temat, uznał go za zakończony. Sam popijał sobie wodę, kiedy Grima zajadła się ciastkami. Dobrze, że wyskoczyła z tym pytaniem, gdy już przełknął napój, bo by się chyba zakrztusił. Ja pierdole, ale ona była ciekawska. Idealną przyjaciółkę sobie siostra znalazła do cholery, coś czuł, że z nimi prędko spokoju nie zazna.
— Lubię kobiety, ale nie mam ideału. Lubię jak ma ciekawy charakter i nie pcha się pod ołtarz i do łóżka na pierwszej randce — wyjaśnił. – Ty swój ideał masz z tego co wiem — dodał jeszcze, żeby jakoś przejść z tematu jego osoby.
Ashan
Westchnął i zaczął dalej słuchać wynurzeń Grimy. Naprawdę strasznie ciągnęła za język. Potrafiło to momentami zmęczyć.
OdpowiedzUsuń— Kanony piękna są różne — rzucił, licząc, że jej to wystarczy. Nie mógł się jednak bardziej pomylić. Goblinka dalej kontynuowała swoją tyradę, a Ashan mógł tylko cicho umierać sobie w środku, żałując, że nie skończył wcześniej się pakować i wybyć z domu, zanim Grima tak bezczelnie go zaatakowała.
— Łaskawa — odparł, kiedy wspomniała, że jego nie będzie macać. Zastanowił się chwilę jak ją ostatecznie zbyć.
— Lubię jak kobiety mają ogień w oczach, są twarde, nieposkromione, lubię patrzeć jak taka idzie i zabija i rozpala jednocześnie. A biust... Jest ładny, chociaż z takich walorów wolę chyba zgrabne, wysportowane pośladki. I uda — wyjaśnił jej. W zasadzie bardzo lubił, kiedy kobieta potrafiła rozkruszyć orzechy udami, ale to był już fetysz a o fetyszach nie miał zamiaru z nią rozmawiać.
Ashan
Uśmiechnęła się do Grimy na jej słowa. Przytuliła ją jeszcze raz.
OdpowiedzUsuń— Cieszę się. Przytulanie takich przyjaciół jest naprawdę miłe. Dobrze miec Ciebie w życiu — zaśmiała się, odsuwając się od niej. Uśmiechnęła się do niej szeroko. Zaśmiała się słysząc jej sekret. Sama się do niej zbliżyła, przykładając dłonie do ust, aby pokazać, że sama zdradza sekret goblince.
— To znaczy, że jesteś naprawdę najzajebistszą Grimą — szepnęła jej.
Tak, propozycja naprawdę ją wzruszyła. Nie mogła nic na to poradzić. Chciała płakać jak dziecko. Ale się powstrzymała. To chyba najbardziej szczodra rzecz jaką ktoś jej podarował i nie nosił jej nazwiska. Naprawdę nie spodziewała się, że kiedyś będzie miała z kimś tak silną więź. Otarła łzy i zaśmiała się cicho, uśmiechając się najradośniej jak tylko potrafiła.
— Bardzo szczęśliwie łzy — mruknęła, pociągając nosem. Znowu ją przytuliła. — Dziękuję. Będę się troszczyć o wszystkie wasze pociechy jak o własne, obiecuje — powiedziała, ściskając jeszcze przez chwilę przyjaciółkę.
Darcy
Uśmiechnęła się do Grimy i zaśmiała. Odsunęła się od niej, robiąc dumną pozę, jakby sama była teraz jakąś cesarzową.
OdpowiedzUsuń— No kiedyś moje słowo będzie prawem, przynajmniej w jednym kraju, warto się przyzwyczaić, tako rzeczemy my, Felcia — powiedziała przesadzonym, królewskim tonem, po czym zaśmiała się szczerze, wracając do swojej typowej motoryki i postawy.
Zrobiło się jej ciepło na sercu, kiedy Grima odzwajemniła czułość i objęła ją jeszcze ogonem. Jeszcze kilka łez popłynęło jej z oczu, ale już się uspokoiła. Przetarła łzy, kiedy już się od siebie odsunęły wyściskane. Zaśmiała się z czułością, kiedy wspomniała o Tonym.
— Ciekawe kogo Tony wybierze, chociaż strzelałabym w Ryu jeśli to ma być jego decyzja — zastanowiła się na głos.
Darcy
Chodziło mu o to, że każda kobieta jest piękna na swój sposób, tylko nie każdy to piękno potrafi docenić - w tym on. Grimy dla przykładu nie potrafił wyobrazić sobie jako atrakcyjnej kobiety. A ta jednak spodobała się komuś na tyle, że miała z nim dzieci i oboje byli o siebie całkiem zazdrośni z tego co słyszał. Toteż nie uważał, aby był sens rozmawiać z kimkolwiek o typach. Ale nie odpowiadał jej. Zwłaszcza, kiedy zaczęła go przedrzeźniać. Mimowolnie zrobił jeszcze bardziej ponurą minę, w końcu jego takie zachowania za bardzo nie bawiły. Przynajmniej u większości osób.
OdpowiedzUsuńPokręcił głową na jej komentarz.
— Takich kobiet nie da się poskromić, same owijają sobie facetów wokół palca — odpowiedział. Naprawdę miał słabość do silnych kobiet. Akurat na to nic nie mógł poradzić. Może faktycznie miał swój jeden konkretny typ. — Kto coś mówił o rodzeniu? To zwykły fetysz. Jak kobieta nie chce dzieci, ja jej zmuszać nie będę — dodał jeszcze. Samemu też nie myślał jeszcze o dzieciach, więc kwestia silnych ud była jedynie fetyszem, a nie jakąś praktyczną cechą.
— No to do zagrody — poinforomował Grimę, samemu odsuwając się od swojego miejsca. Zaprowadził ją do sporej zagrody, w której Abyss właśnie wypoczywała. Podniosła się jednak, gdy wyczuła znajome zapachy i podeszła przywitać się z dwójką.
Ashan
Darcy miała ciekawe znajomości. Jedną z nich była pewna niska goblinka, która podobno była ciekawskim jajem. Do niej udało mu się trafić bez przeszkód. Jednak czasami mapa i wskazówki od samej Parabellówny sprawiały, że zaczynał zapominać o swoim braku orientacji w terenie. Podobno to było można wyćwiczyć, ale jemu jeszcze nigdy się to nie udało. Nigdy, a przecież ćwiczył. Dzisiaj postawił jednak na miłe towarzystwo goblinki.
OdpowiedzUsuń- Cześć - rzucił z uśmiechem tuż przed jej domem i podał jej kosz z przysmakami i ciuszkami dla małej Kevy. - Darcy mnie przysyła z darami - stwierdził wesoło. - Damon jestem - przedstawił się jej, wyciągając do niej przyjaźnie dłoń. - Właściwie to słyszałem, że jesteś żwawa i wesoła i... wszędzie cię pełno - wypalił nagle. - Może... może chciałabyś ze mną poćwiczyć?
Damon
Białowłosy siedział przy jednej z rzek obok swojego obozowiska, z tkaniną jaką wymienił w mieście za zwierzynę łowną. Był w trakcie wyszywania sobie nowej, prostej szaty przypominającej tą, którą zabrał ze sobą ze swojego świata. Przebranie mnicha miało więcej sensu w trakcie wojny, poza tym nie chciał niepokoić mieszkańców Argaru swoją obecnością. Dupcojebca, zabójca, zdrajca, watażka... Kariera Piusa zebrała mu tyle wrogów co przyjaciół, uznał że nowy imicz bardziej mu się przyda.
OdpowiedzUsuńMało osób wie, że wychowywał się w klasztorze. Stąd posiadł talenty tak jak szycie, kaligrafia, piśmienność oraz wykształcenie akademickie w dziedzinie medycyny. A to, że przez kilka lat był zamknięty w piekle i napierdalał się z demonami, jedynie sprawiło, że talenty z poprzedniego życia były nieco... Zakurzone.
Dlatego z cieniem frustracji westchnął, gdy kaptur który stworzył nie miał dostatecznie dobrego szwu, by trzymać jego głowę w ukryciu...
— Noż kurwa... — westchnął, a gdy usłyszał nucenie piosenki goblinki, podniósł głowę. Grima. Cholera. Użył iluzji, by zakryć swoją zmasakrowaną część twarzy, w końcu nie chciał wystraszyć kogokolwiek. Rany po Arcymonie goiły się strasznie wolno.
— Chocholico! Myślałem, że... A nie, w sumie to jesteśmy w Argarze. — poprawił się, by jej pomachać między drzewami. — Dobrze wyglądasz, umyłaś się?
Pius
— Szyję sobie szatę... Wiesz, w końcu jestem mnichem... A przynajmniej, muszę na takiego wyglądać, gdy wróg przyjdzie do Argaru... — Pius zarechotał, widząc jak dziewczyna idzie w jego stronę, ot objął ją jednym ramieniem, zostawiając igłę i szatę na ziemi.
OdpowiedzUsuń— Dziękuję za wszystko. — odparł, ciepło spoglądając na podarki. Nie spodziewał się kosza przywitalnego, szczególnie po tym jak poszedł do lasu na wygnanie. Kiedy zbliżyła się, poczuł specyficzny zapach, a potem przyjrzał się Grimie bliżej. — Widzę, że nie próżnowaliście... Gratuluję kolejnego dziecka.
Pius
— Przebranie dobre, jak każde. — odparł, mrużąc oczy, przekręcając głowę na bok. — Najwyżej będę się skrywał w twojej skórze... — odparł, by nagle przemienić swoją twarz w... Twarz Grimy. Stanął naprzeciwko niej, uśmiechając się tak jak ona. Dosłownie, jakby patrzyła w lustro. No, tylko oczy były Piusowe.
OdpowiedzUsuń— Testy płodności? Co, będziecie wszystkich zapładniać? Gdzie mogę się zgłosić? — spytał z przekąsem, pokazując jej język. — Ostatnim razem mówiłaś że cię zostawił. Widocznie dałaś mi złe informacje, gnojku.
Pius
— No tak, tak, wielka miłość. Domyślam się, że drugiego bubla nie stworzyliście z kapusty. A pierścionek masz ładny. — dodał, dając się zmacać po twarzy, uszach... Cóż miała wiele pytań. — W nowym ciele tak umiem. Po śmierci. No i nie dość, że jest to iluzja, toci mogę zmienić swoje ciało w twoje ciało. — stwierdził, po czym ochylił delikatnie swoją bieliznę. — O, ale kopytko przynajmniej ogoliłaś. Albo to ja je wytworzyłem ogolone? Sam nie wiem jak to działa. — stwierdził, pokazując jej język.
OdpowiedzUsuńPius
— No. Umarłem i wróciłem. Pojebana sprawa. — odparł, po czym przewrócił oczyma, gdy zarzuciła, że to nie jego sprawa.
OdpowiedzUsuń— Masz rację. — nagle zmienił się z powrotem w Piusa, wzdychając ciężko. — Nie moja sprawa. Ale hej, cieszę się twoim szczęściem. — dodał, sięgając po winogrona, zaczynając je wcinać.—Macie już imię dla chłopca i dziewczynki?
Pius
— Hmm... Nie wiem czy oszaleje. Jeśli oczekujesz tego, że położę się na golasa na stole i będziecie patrzeć na mnie spod lupą... To przyjdźcie z jakimiś koleżankami, bo dymanie mi stygnie. — zarechotał, klepiąc ją delikatnie po ramieniu. — Odpowiem na pytania, Grimo. Ale nie oczekuj, ze będę znał wszystkie odpowiedzi. Sam się dopiero o sobie dowiaduję...
OdpowiedzUsuńGdy zapytała go o "drugiego" rodzica...
— Czyli w tym świecie to również jest kultywowane... Wiem o czym mówisz. Po prostu wcześniej miałem zakaz z racji bycia mnichem... Ale ten statek chyba już wypłynął. Nie mówię nie, Grimo... Ale jesteś pewna, że jestem do tego odpowiednią osobą? Nie słynę z dawania dobrego przykładu...
Pius
Jej energia była zaraźliwa. Uśmiech sam wskoczył na jego usta, gdy tylko dziewczyna z taką szczerą radością zaczęła przeglądać ciuszki. Aż miło było patrzeć na to jak taki niewielki gest robi niesamowitą różnicę.
OdpowiedzUsuń- Miło mi cię poznać, Grimo - wyszczerzył się do niej i zmarszczył brwi, kiedy wspomniała o czymś szalonym i zaraz zerknął na jej brzuszek. - Och! Gratulacje! - objął ją lekko ramionami. - To znaczy bo cieszysz się, prawda? - zapytał jej zaraz trochę niepewnie. - Mhm właściwie to nie wiem - bąknął. - Szukam nauczycielki, która mi pomoże z moim brakiem orientacji w terenie - bąknął czerwieniejąc na twarzy. - Gubię się i to konkretnie... czasem idę do domu z gospody ponad godzinę - zdradził jej szeptem.
Damon
— Chujowe testy, conajmniej, bynajmniej, Grimo. — rzekł, po czym puścił jej oczko, jakby nie pamiętał gadki o miłości i pierścionku. — No no, to że w wiosce są moje dwie eks, typ co chciał mnie zabić, jak i najpotężniejsi ludzie na świecie, nie znaczy, że czasem ogóra nie trzeba gdzieś schować... — zarechotał, wyraźnie się luzując, po czym tylko spojrzał przed siebie. — Pomów najpierw z Tonym. Takie ceremonie raczej odprawia klecha, a że nie widzę w wiosce żadnego, to pozwól, że nie udzielę ci tego sakramentu. Pewnie by dziecku rogi wyrosły, albo co gorsza, dostałoby eksplozywnej sraczki. Ale nie mówię nie. Żeby nie było. — rzekł, łapiąc jej łapkę, idąc zaraz za nią z uśmiechem. — Ale jakbyś widziała jakiegoś płomienno rudego to mi mów, nie chce mi się dzisiaj wpierdolu spuszczać, niech się ustawi w kolejce.
OdpowiedzUsuńPius
Zaklaskał w dłonie i złapał jej rękę, aby z uwagą i pełnym krytycyzmem obejrzeć jej pierścień. Zacmokał kiwając głową.
OdpowiedzUsuń- Kunsztowne wykonanie. Widać serce włożone w ten gest - poinformował ją, zerkając w jej oczy i szczerząc się do niej. - Gra-tu-la-cje! - zaskandował tak jak ona. - Mam nadzieję, że znajdzie się dla mnie miejsce, gdy już będziesz ślu-bo-wa-ła - wyszczerzył się do niej i pokiwał szybko głową na kolejne pytanie. - Tak, proszę... - padł przy niej na kolana robiąc przy tym wielkie oczy. - Proszę - zamrugał kilka razy i zmarkotniał gdy wspomniała, że nie wie jak to robi. - No nie... a myślałem, że chociaż ty... dasz radę...
Damon
— Mam swój urok, ciężko ci zaprzeczyć, moja droga. — odparł na zarzut chujowości, po części się z nim zgadzając. Samoświadomość Piusa bywała jego największą zgubą, przynajmniej dla kondycji psychicznej.
OdpowiedzUsuń— No przecież gadam z tobą, Rimcia. Większość życia słyszałem głosy w głowie, póki co cieszę się samotnością, oczywiście z przerywnikami na seks...
Zrozumiał o co jej chodzi od razu, po prostu chciała świeckie przyjęcie, bez tych wszystkich sakramentów. Cóż, nie mógł jej winić.
— Nie tyle co nie lubią, co zaszło nieporozumienie. Ja się kumałem z jedną księżniczką, a on szukał drugiej księżniczki. A że mają ten sam kolor włosów... Cóż, wpierdolił mi. Ale trenowałem, tym razem to on dostanie w pysk. — rzekł, pokazując jej język, gdy przesunął kciukiem po jej obu małych dłoniach.
Pius
Popatrzył na nią, kiedy ta zaczęła się uspokajać i sam wstał, by usiąść obok niej i delikatnie przytrzymać ją w miejscu. Zaczął razem z nią miarowo oddychać.
OdpowiedzUsuń- Spokojnie, nabieraj dużo powietrza i wydmuchuj - szepnął pokazując na sobie jak ma to robić, a kiedy chociaż trochę się uspokoiła uśmiechnął się do niej szeroko. - Jak to dlaczego? Darcy naopowiadała mi o wielkiej, małej goblince Grimie, która jest wielką podróżniczką. Zna wszystkie strony i zakamarki tego świata... więc jesteś znacznie lepsza w kierunkach od Argarczyków. No bo zobacz... pójdę do Tonego i Tony mi powie, że jak się gubi to leci w górę i tam sobie patrzy gdzie iść... no i super, ale ja nie latam - bąknął. - Akane, stwierdzi, że sobie uzbiera kopiec ziemi w kupkę i sama wejdzie na samą górę i się odnajdzie - pokiwał lekko głową. - Darcy też sobie jakoś szaleńczo poradzi, a ja? - pokręcił głową. - Ja nie mam takich fajnych umiejętności. Dlatego potrzebuję nauczycielki, która też żadnych wspomagaczy nie ma... chociaż patrząc na twój ogonek - zacmokał. - Chyba jednak zawsze będę na straconej pozycji - pociągnął nosem.
Damon
— Wiem, wiem. Ale ciężko dobierać znajomych, kiedy myślisz fiutem, Grima. — dodał, spoglądając na to, jak dotyka serca. Uśmiech zawitał na jego twarzy. — Świadomość tego, że odnalazłaś swoje miejsce, miłość, pasję... Masz dzieci, zakładasz rodzinę... To naprawdę piękne, wiesz? Nie życzyłbym nikomu niczego lepszego. Aż się zazdrosny robię, może ci odbiję Tonego, co ty na to, chocholico? — zarechotał, delikatnie szturchając jej bark, po czym pomyślał przez chwilę. — Zjadłbym sałatkę warzywną. I wodę, myślę. Albo sok. Staram się nie pić. Bo jak wypiję, to się nie będę powstrzymywał przed niczym.
OdpowiedzUsuńPius
Pokiwał lekko głową. Dokładnie tak było. Darcy potrafiła doceniać swoich przyjaciół. Często wypowiadała się o nich w samych superlatywach. Słuchał o tym co robi ona sama i kiwał lekko głową. Jasne, on też mógł wejść na drzewo i popatrzeć, spróbować się odnaleźć, ale często mu to po prostu nie wychodziło. Bo po zejściu i ustaleniu kierunku i tak się gubił, albo jeśli już doszedł do głównego szlaku nie wiedział w którą stronę powinien iść. Beznadziejny przypadek.
OdpowiedzUsuń- Mam inne umiejki - uśmiechnął się do niej i przykucnął przy dogorywającej roślince, wyciągając nad nią swą dłoń. Przez moment wpatrywał się w nią z nieodgadnionym uśmiechem na twarzy, a następnie jego dłoń delikatnie zalśniła i roślinka odżyła. Nabrała kolorów i wyprostowała się dumnie. Zerknął na Grimę. - To jedne z moich umiejętności - uśmiechnął się do niej delikatnie. - Naprawdę? Myślisz, że uda mi się być super duper oprowadzaczem? - spojrzał na nią z nadzieją. - Okay, oddaję się w twoje ręce Grimo Wielka - ucałował jej dłoń w szarmańskim geście.
Damon
— Wieczna walka, Grimcia. Dużo łatwiej jest mi kogoś zabić, niż oprzeć się swoim pokusom. Z resztą sama wiesz. To jest dziwne, nie mówię, że nie... — zarechotał, bo w sumie śmiesznie go podsumowała. Widział też, jak promienieje od myśli o rodzinie. — Wiem, śmieję się. Tak jak ciebie nie kradnę Tonemu, tobie Tonemu nie ukradnę... Wow, powiedz to trzy razy szybko. Wygięło mi język, a podobno robię dobrą minetę... — zachichotał, szczególnie jak go szturchnęła. Poczuł, ale nie bardzo. — Ałciu, ałciu, ty cierpka dupo, czemu mnie bijesz! — ponownie zachichotał, a uśmiech nie schodził mu z twarzy, gdy tylko zapytała o jego dom.
OdpowiedzUsuń— Szukam współlokatora. Póki co. Nie chcę mieszkać sam, mam koszmary...
Pius
Podniosła go trochę na duchu, gdy tak stwierdziła, że mu się uda. Jakby wielki kamień spadł mu z serca.
OdpowiedzUsuń- Poważnie? Czytasz im bajki? - spojrzał po niej. - Też mi poczytaj - poprosił ją zaraz. - Nigdy nie słyszałem bajek Mathyrskich - spojrzał na nią ze świecącymi oczyma. - Pomagają ci? Jak pomagają? - zainteresował się idąc razem z nią i nie puszczając jej dłoni, co by przypadkiem się nie zgubić. Skinął głową, kiedy dziewczyna powiedziała że nauczy go paru sztuczek. - O tak. Naucz mnie - poprosił ją, po czym zastanowił się. - Słuch mam całkiem niezły i oczy też chyba - odchrząknął. - Zapach to tak kiepsko...
Damon
Uważnie nadstawił uszu, kiedy opowiadała o czytaniu drzewom i o tym co dla niej robiły drzewa. Zaraz też pospieszyła z demonstracją, a on naprawdę uważnie patrzył. Szkopuł tylko w tym, że Damon nie znał Grimy. Nie znał jej możliwości wspinaczki i nawet kiedy faktycznie dostrzegł iż gałęzie układają się dokładnie tam gdzie była Grima, ale przecież to mogły być po prostu jej niesamowite umiejętności drzewołaza. Dlatego kiedy zapytała go czy widział, zamrugał kilkakrotnie, zerkając na nią.
OdpowiedzUsuń- Tak! - odkrzyknął. - Jesteś niesamowitym drzewołazem! Sprawiasz, że wspinaczka wydaje się bardzo przyjemną i prostą sprawą. Zdajesz się w ogóle nie męczyć - poinformował ją. - A zważywszy na to, że jesteś w ciąży... wow! Jesteś niesamowita! - poinformował ją.
Damon
Damon rozłożył przepraszająco dłonie i zaraz na moment strzeliło mu serce. Zamiast się dokładniej przyglądać już ruszył na pomoc, ustawiając się tak co by ją złapać gdyby spadła. Szczęśliwie zdołała zaczepić się ogonem o gałąź i zawisnąć do góry nogami. Odetchnął z wyraźną ulgą.
OdpowiedzUsuń- Nie rób tak! - krzyknął na nią. - Jesteś odpowiedzialna za siebie i swoje dzieciątko - burknął. - Wiesz co mogło się stać? - pokręcił lekko głową. - Tak, widziałem. Masz niesamowity instynkt samozachowawczy a twój ogon jest całkiem pomocny - pokiwał głową. - Złaź już... zanim mnie tu do zawału doprowadzisz...
Damon
- Moje oczodoły są super! - odparł szybko. - Po prostu ty mnie rozpraszasz... ty i twoje ruchy. Przecież mogłaś spaść i rozbić sobie głowę. Zginąć. Narazić siebie i maleństwo - wymamrotał. - Wiesz jakie to było niebezpieczne? - zapytał, kiedy była już na wysokości jego twarzy. Podszedł bliżej niej i dźgnął ją palcami pod boki. I potem wyżej pod pachami. - No przecież, że nie zobaczę - mruknął. - Nie zobaczę jak nie wiem na co mam patrzeć. Mam nie zwracać uwagi na to, że możesz ginąć? - zapytał jej i pokręcił głową. - To było niebezpieczne.
OdpowiedzUsuńDamon
- Mogłaś mnie ostrzec - odparł nie dając za wygraną. - Przecież ja się poważnie zmartwiłem - dodał zaraz i wydął policzki. - Nie powiedziałem, że jesteś głupia - burknął. - Tylko no... masz dzidzię w sobie to trzeba uważać - dodał jeszcze raz. Starał się również uniknąć zbyt wielu dźgnięć i odsuwał się od niej z każdym z nich. Przecież chciał dobrze. Nie jego wina, że go przeraziła. I to tak konkretnie. Odetchnął głęboko i spojrzał na drzewo. - Wybacz drzewko - mruknął. - Po prostu nie chciałem by coś się jej stało...
OdpowiedzUsuńDamon
O matko. No tego to on się nie spodziewał. W żadnym wypadku. Nie chciał jej do łez doprowadzać, ale... uznał że to wszystko wina hormonów. Doskoczył do niej i mocno objął ją ramionami, kołysząc ją w nich.
OdpowiedzUsuń- No to trzeba było mnie ostrzec że będziesz coś takiego knuć - bąknął. - Po prostu dla mnie ważniejsze było to żeby w razie czego zapewnić ci pomoc, niż obserwowanie tego co robi drzewko - wyjaśnił jej swoje wcześniejsze zachowanie. - Nie zrobiłaś źle... tylko nie pomyślałaś trochę o tym - puknął ją palcem w czółko.
Damon
- Nie wściekam - powiedział, uspokajająco. - Jestem nieco zawiedziony, że zrobiłaś coś takiego, ale nie wściekam się - zapewnił ją spokojnie i postukał ją palcem po czole. - Następnym razem po prostu daj znać, że będziesz kontrolowanie udawać spadanie - poprosił jeszcze, puszczając ją i zerkając na drzewo. Być może faktycznie trochę jej pomogło. Nie był pewien. - Kiedy wspomniałem, że jesteś świetna w wspinaczce, mówiłem poważnie - zapewnił ją zaraz. - Gdzie się tego nauczyłaś?
OdpowiedzUsuńDamon
Miał niejasne wrażenie, że odkąd Fasolki były pod jego opieką to spędzał z nimi znacznie mniej czasu niż wcześniej. A wszystko za sprawą Akane, która przychodziła niemal codziennie i często je zabierała na długie godziny. Dlatego też tego dnia postanowił koniec z tym. Rano wyszedł z dziewczynkami z domu i udali się do gospody, żeby złapać Akane i poinformować ją, że nie będzie ich do wieczora, po czym udał się z dziewczynkami do domu Rei. Zapukał do drzwi od pokoju Tonego i kiedy tylko Grima otworzyła, wyszczerzył się do niej.
OdpowiedzUsuń- Cześć - przywitał się z ciężarną. - Masz ochotę na spacer po lesie z dziećmi i szalone zbiory owoców? - zaproponował jej. - Małe już tęsknią za Kevcią.
Gave
Damon zdziwił się takim wybuchem radości, ale szybko się dostosował i bez problemu oddał przytulasa. Westchnął ciężko na to jej tłumaczenie. No pięknie. Raz mówi, że trochę jednak planowała, teraz mówi że nie... Kręciła oj kręciła, albo zapominała to co mówiła wcześniej. Albo to on sobie dopowiadał. Ostatecznie uznał że nie warto w tym wypadku kłócić się właściwie o nic.
OdpowiedzUsuń- Jak mogli cię nie lubić? - zdziwił się. - Przecież jesteś taka mała, słodka i zielona - wyszczerzył się do niej. - Nie da się ciebie nie lubić! - zapewnił szybko, po czym pokiwał głową. - To naucz mnie wspinać się na drzewka. Tak szybko jak ty to robisz - poprosił ją zaraz. - Wspinać się umiem, ale nie mam takich umiejętności co ty...
Damon
Zmarszczył lekko brwi, kiedy ona się naburmuszyła. Nie przypominał sobie by zrobił cokolwiek co mogłoby go narazić na gniew Grimy. Na szczęście Sherekuś szybko stwierdziła, że nie ma co się naburmuszać i wróciła do swej wesołej paplaniny. Odetchnął z wyraźną ulgą, kiedy zgodziła się na spacer i zaraz skinął głową.
OdpowiedzUsuń- Jaki tam bebzun - spojrzał na jej brzuszek. - Dobrze się trzymasz ze swoim brzusiem - zapewnił ją szybko, po czym uśmiechnął się szeroko do Kevy i przykucnął przed nią, by wyciągnąć z kieszeni lizaka. Ostatnio udało mu się coś takiego stworzyć, rzecz jasna pod czujnym okiem Febe (co by przypadkiem nie spalił chałupy). Smakowało całkiem znośnie. Mógł się nawet pokusić o stwierdzenie, że było dobre. Słodka przekąska o smaku gumijagód. - Ale ty rośniesz, psotniaro... - rzucił ze śmiechem. - Tak trzymaj. Należy staruszkom sporo nerwów napsuć - dorzucił po krótkiej chwili milczenia i uśmiechnął się zadziornie do Grimy, samemu stawiając Fasolki i łapiąc ich łapki by pomóc im iść przynajmniej przez chwilę. Dziewczynki szybko zaczęły przeć do Kevy, z którą zamierzały się bawić. - Ostatnio tworzę lizaki - podał i jej wytwór, którym poczęstował Kevę. - Przyda mi się cała gama smaków do wypróbowania.
Gave
Czasem miał wrażenie, że Grima zaaklimatyzowała się w Argarze lepiej niż on sam. Praktycznie co chwilę jej nie było. Ciągle gdzieś wychodziła. Jak nie z Rei to z Akane, jak nie Akane to Darcy, jak nie Darcy to nawet Gave się po nią przypałętywał. No i był jeszcze Pius. Ufał jej. Ufał Grimie, ale Piusowi już nie. Więc za każdym razem, gdy z nim wychodziła pozostawał niespokojny. Na szczęście nie zdarzało się to tak często. Dziś postanowił, że dość tego wszystkiego. Już wcześniej ugadał się z Rei, że zajmie się Kevą, po czym złapał Grimę w pasie kiedy ta chciała wyjść na jakieś kolejne spotkanie.
OdpowiedzUsuń- Nie ma mowy - powiedział po prostu. - Dzisiaj ja cię porywam. Koniec tego dobrego - ucałował jej czoło. - Pójdziemy do Ardei, zobaczyć co w trawie świszczy - rzucił z delikatnym uśmiechem na twarzy. Po prawdzie chciał również nawiązać kontakt z drakonami, by dowiedzieć się czy wszystko u nich w porządku, ale to mógł jej powiedzieć jak tylko znajdą się na miejscu.
Tony
Pokręcił głową. Dziwne miała sposoby na nie wpadanie w samozachwyt. Pstryknął ją w nos.
OdpowiedzUsuń- Nie umniejszaj sobie - poprosił tylko, po czym zaśmiał się cicho na to wspomniane Golas. - Heh wolałbym, żebyś Kevy nie uczyła że jestem Golas - burknął, dając jej kuksańca delikatnego w ramię, a słysząc to jak Keva się do niego zwraca omal nie przekręcił się ze śmiechu.- A na cioteczki woła cipeczka? - zainteresował się. - A może pizdeczka? - dorzucił patrząc na Grimę i dalej śmiejąc się lekko. Uśmiechnął się do Kevusi i poczocrał ją po włosach. - Tak, taki mały słodycz zachciankowy. Jak robię? Moja słodka tajemnica - puścił do niej oczko. - Może jak będziesz grzeczna to ci ją zdradzę - postukał się po brodzie.
Gave
Pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Niewiele wiem, bo przecież do tej spory spotkałem tylko słodkie ciekawskie jajco, które ma milion pytań - zauważył. - Stąd moje wnioski - poczochrał ją po włoskach, a gdy wspomniała o tym, że darmozjady do niczego się nie przydadzą westchnął przeciągle. - Każdy ma jakąś swoją rolę do odegrania - stwierdził. - To moje osobiste zdanie - dorzuciła i kiedy wspomniała o braku ogona aż obrócił się do tyłu by sprawdzić czy faktycznie go nie ma. Mina mu trochę zrzedła.- Kiepskawo... - stwierdził, ale znów kiwnął głową kiedy znów zapytała o naukę. - Pewnie że chcę, patrzę - zapewnił wbijając w nią swe spojrzenie. - Uważnie, na każdy twój ruch ciała.
Damon
Tony pokiwał głową twierdząco.
OdpowiedzUsuń- Porywam - powtórzył, obejmując ją mocniej i nie chcąc wypuścić z ramion. Dopóki oczywiście nie wyczuł zbierającej się w niej energii. Zaśmiał się cicho puszczając ją. Znów skinął głową parę razy. - Tak do Ardei i tak... Kevusia zostaje - popatrzył po niej uważnie. - Mama powiedziała, że się nią zaopiekuje - dodał zaraz. - I Meliodas też, nic się jej nie stanie - rzucił szybko. - Ale jeśli chcesz żeby szła... to jeszcze odwołam te wszystkie układy, po prostu chciałbym spędzić trochę czasu tylko z tobą - bąknął nieco się bujając na swych nogach i spoglądając gdzieś w bok. - Pakujemy, a właściwie... już nas spakowałem - pokazał jej gotowy plecak. - Na wszelki wypadek mamy ubrania na zmianę, bo najprawdopodobniej będziemy tam nocować... - poinformował ją. Co prawda sam nieco się obawiał Ardei, ale przecież trzeba było ją kiedyś po prostu odczarować. - O i prowiant zapakowałem - przypomniało mu się. - Zerknij czy jest to co chciałabyś wziąć - dodał jeszcze.
Tony
Damon przyjrzał się jej uważnie. Potencjał magiczny? W Terrze? Nie przypominał sobie, by ktokolwiek o czymś takim wspominał. Czyżby i tam szukano rozwiązań magicznych? Zdziwił się nieco, ale stwierdził, że to nie był dobry czas na pytania tego typu. Jeszcze przypadkiem uraziłby tę słodką Goblineczkę, albo co gorsza... okazał się wyjątkowym ignorantem. Zapyta później - Darcy albo Mor. One i tak miały go już za porządnego osła. Zakasał rękawy swej koszuli i sam również zaczął się wspinać.
OdpowiedzUsuń- Jasne, oceniać co można a co nie - powtórzył po niej, by zapewnić że słucha. Szukał tych pęknięć, szukał miejsc na stopy i dość sprawnie mu to szło, aż do momentu, kiedy jednak przecenił siłę gałązki a ta się zerwała. Z krzykiem spadł prosto na ziemię i jęknął z bólu. Zacisnął mocno wargi przez dłuższą chwilę się nie ruszając. Oceniał straty. Sprawdzał co boli. Łzy stanęły mu w oczach. No i pięknie. Kostka pulsowała bólem. Ręka, którą się chciał poratować również. Gapiostwo czasem miało swą cenę. Powoli usiadł i spojrzał po Grimie.
- Przerwa - rzucił, starając się powiedzieć to nonszalanckim tonem, ale ten wyszedł dość płaczliwie. Musiał koniecznie nastawić sobie kończyny.
Damon
Gave spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nazywasz mnie "Golasem" przy dziecku - powiedział prosto z mostu. - I wiem, że nie to masz na myśli, ale jeśli mówimy o golasie to powinienem się tu rozebrać i latać nago by się zgadzało z twoim przezwiskiem - rzucił wzdychając ciężko. - Naprawdę nie bardzo mi to pasuje - dodał jeszcze sadzając sobie jedną Fasolę na swoje barki a drugą biorąc na ręce.
- Chocieki? Cipeczki brzmi lepiej - pokręcił lekko głową. -Dyksryminujesz wujków. Ewidentnie dyskryminujesz wujków - burknął. - Jak możesz ich nazywać narządem męskim, a ciotki wtedy nie rzucać cipkami? - spojrzał po niej i zacisnął mocno wargi. - Pogniewamy się - stwierdził zaraz. Wypuścił małe, kiedy Keva olała swoją matkę na rzecz dziewczynek. Jasna sprawa, już się zaczynało. Kumple ważniejsi od rodziny. Pokręcił lekko głową na tę rewelację i zatrzymał się, kiedy Grima przed nim przystanęła. - Broisz, broisz - dotknął palcem jej nosa. - Nazywasz mnie tak nie ładnie, a cioteczki ładniej... - zacmokał z niezadowoleniem. - Skończysz dyskryminować to pogadamy o przepisie - wyszczerzył się, dając jej jeszcze jednego lizaka do ręki.
Gave
Gave zmarszczył lekko brwi.
OdpowiedzUsuń- Ja lubię dokuczać? - spojrzał po niej i pokręcił lekko głową. - A kto ci nagadał takich głupot? - złapał się pod boki obserwując jej tęczówki. Raz jedną a raz drugą. - Nie przypominam sobie, żebym specjalnie mocno ci kiedykolwiek dokuczał - mruknął jeszcze. - I właśnie to, to... sprawia, że jesteś niegrzeczna - burknął jeszcze ruszając szybciej tropem dziewczynek i łapiąc Kevę w pasie przełożył ją sobie przez ramię.
- Wredny i zły smok... - zaczął chodzić wokół Fasolek. - Porwał waszą księżniczkę - połaskotał Kevusię. - I zagroził... że jeśli jej nie odbijecie do rana... to załaskocze ją na śmierć - cmoknął Raję w ucho, a Malikę ugryzł lekko w nos, po czym podrzucił sobie lekko Kevusię i okręcił się z nią dookoła własnej osi. Uciekając wraz z małą przed Fasolkami i od czasu do czasu łaskocząc Kevcię.
Gave
- Ach w gospodzie - wywrócił oczyma. - W gospodzie to ja się zgrywam, wchodze w rolę i śpiewam - puścił do niej oczko, po czym zamrugał kilkakrotnie. - Doskonale pamiętam jak mnie okradłaś tego dnia, a ja po prostu poszedłem kupić nowe produkty - pokazał jej język, przykucając, gdy któryś z kamyczków rzucanych przez Fasole wreszcie go trafił. Pozwolił dziewczynkom na siebie napaść i przeturlał się ze wszystkimi trzema po trawie, by wydać z siebie ostatnie tchnienie i wywalić ostentacyjnie język na bok udając nieżywego i pokonanego smoka, kiedy każda z nich go dopadła. Pozwolił im się cieszyć zwycięstwem, zanim gwałtownie nie usiadł z okrzykiem. - Jak was złapię... to was zjem - poinformował je ruszając za dziewczynkami.
OdpowiedzUsuńGave
Gave spojrzał po niej uważnie.
OdpowiedzUsuń- Dla zabawy - skomentował. - Mam wiele znajomych, kolegów i koleżanek to mogę się z nimi powygłupiać - zauważył tylko wzruszając przy tym ramionami. - Z tobą się nie droczyłem - pokręcił głową. - Jak zacznę to na pewno to zauważysz - pokiwał zaraz głową, łapiąc teraz jedną z własnych córek i łaskocząc ją i dając jej pierdzioszka w brzuszek. - A teraz moje drogie... przyszła wielka i zła Jaszczurzyca - wskazał na Grimę. - Chce połączyć siły ze smokiem... - dorzucił, stawiając małą na ziemię. - Trzeba ją dopaść - klasnął w dłonie i małe z piskiem ruszyły na Grimę.
Gave
- Nie mogę - odparł robiąc smutną minę. - Właśnie dlatego, że nie wiadomo kiedy ty weźmiesz coś na poważnie a kiedy nie... ktoś tu musi robić za tego bardziej stonowanego i w naszej relacji jestem to ja - uśmiechnął się lekko, łapiąc Fasole zanim te dopadły do Grimy i biorąc je pod boki. - Koniec tego dobrego - zarządził. - Czas na poszukiwanie owocków - dodał, wskazując leśne ścieżki. - Małe oczka i łapki mogą szybciej wypatrzyć - dorzucił do dziewczynek. - Kto zbierze dużo owocków, temu zrobimy z Febe czekoladę - dorzucił na zachętę i złapał Grimę za koszulkę. - Ty się nie ścigaj i tak dostaniesz jej do posmakowania - puścił do niej oczko.
OdpowiedzUsuńGave
Gave spojrzał po niej.
OdpowiedzUsuń- Ale ja nie jestem Tony, Grima - westchnął, zaciskając mocno wargi. - Nie umiem dobrze wyjaśniać, a moja cierpliwość... jeśli nie mówimy o dzieciach, jest mała - przyznał się i uśmiechnął do niej przepraszająco, po czym zaśmiał się cicho. - Pozbierasz, wszyscy pozbieramy - stwierdził jeszcze, samemu też wchodząc na ścieżkę za dziewczynkami. Obserwował małe jednocześnie szukając krzewów z gumijagodami oraz innymi malinami. - Tony jest podobny do ciebie. Lubi analizować. Lubi eksperymenty i lubi dużo objaśniać. Czasem od jego objaśnień głowa boli...
Gave
- No właśnie - pokiwał głową i wyprzedził ją na moment, by zakołysać swymi bioderkami przed nią i unieść lekko koszulę. - On nie ma takiego brzusia - puścił do niej oczko. - Ma fajniejszy specjalnie misiowaty dla ciebie - pokazał jej język. - Przynajmniej masz do czego się przytulić - puścił do niej oczko., po czym wywrócił oczyma. - Przy dzieciach po prostu czuję się swobodniej - zauważył po prostu, a kiedy rzuciła o nadąsaniu, nadąsał się. - A proszę cię bardzo. Mówisz masz - burknął, kucając przy krzeczku Maliki i wyciągając koszyczek, do którego i ona i siedząca obok Raja mogły wrzucać jagódki. - Część do buźki - podał dziewczynkom jagódki i sam zjadł parę. - Mhm pyszotka - poczochrał je po główkach, po czym kiwnął lekko głową. Uśmiechnął się słuchając o tym co dziewczyna lubi w Tonym. Fajnie się to słuchało. Spojrzał na nią i pokiwał głową. - Wyobrażam sobie - powiedział po prostu.
OdpowiedzUsuńGave
- Wiem, ale nie przeraża mnie to. My też rośniemy - uśmiechnął się do niej, po czym westchnął ciężko. Miał wrażenie, że Grima uparła się żeby mu dokopać. - Masz ze mną jakiś problem? - zapytał jej prosto z mostu. - Cały czas robisz mi jakieś przytyki dzisiaj - zauważył i tyknął ją palcem w czoło. - Co cię takiego boli? Ciągle marudzisz o moje naburmuszanie się, a ostatnio wcale aż tak się nie naburmuszam - zauważył, żeby na kolejne pytanie pokręcić głową. - Dużo by gadać. Za dużo jest tych innych, żeby to wymieniać - stwierdził krótko, mając wrażenie, że dziewczyna chciała go odruchowo zapytać o Akane. Tu mógł być goblin pogrzebany. Zdążyła pobiadolić z dziewczyną i pewnie znów wychodził na najgorszego. No cóż. Takie życie.
OdpowiedzUsuńGave
Pokiwał głową. On też nie do końca wiedział. Co prawda Maryl była już w Argarze i czasem się nią zajmował, ale to nie było to samo. Mimo wszystko na tę chwilę nie martwił się tym co miało nadejść w przyszłości. Tym będzie się zajmował jak już nadejdzie.
OdpowiedzUsuń- Tylko, że my o niczym nie rozmawialiśmy - zauważył spokojnie. - Masz prawo nie rozumieć i ma prawo ci się co nieco nie podobać, ale to nie znaczy że masz prawo ciągle mi to wytykać. Zwłaszcza, że nie pytałaś o nic. Nic nie powiedziałaś. Po prostu zaczęłaś marudzić - zauważył tylko i westchnął ciężko. - Można, ale pozostawię to dla siebie - odparł krótko. - To co w nich lubię jest moje.
Gave
Aż mu się buzia mocniej uśmiechnęła, kiedy ta wybrała jego. Mocno ją ucałował i okręcił się z nią w okół własnej osi.
OdpowiedzUsuń- Bardzo mnie to cieszy - odparł wesoło, pozwalając jej zrobić rekonesans co do ich tobołków. Zmarszczył brwi patrząc na Lizakeły od Gava, które musiała mu podkraść (xD), bo dwa jeszcze rozumiał... ale 10 sztuk? Gave raczej aż tylu by jej nie dał. Był hojny w stosunku do przyjaciół, ale każda hojność miała swe granice.
- Leć się pożegnać - pogonił ją tylko, zarzucając plecak na plecy i kiedy wróciła ruszyć wraz z nią i Lotkiem. Lotek po prostu nie mógł doczekać się już podróży. - Zostaniemy w Ardei na noc - powiedział z uśmiechem. - Tylko... gdybym się tam trochę niepewnie zachowywał... to właśnie tam mnie napadli - wyjaśnił jej spokojnie. - Powinienem dać radę, ale wolę żebyś wiedziała - powiedział, biorąc ją na ręce i sadzając sobie na ramionach niczym Kevusię. Później zamierzał też polatać z nią trochę w przestworzach.
Tony
- Przepraszam - bąknął na jej oburzenie. Swoją drogą to było całkiem zabawne. Jeszcze chwilę temu to on robił jej wykład o uważności i zawale, a teraz sam powinien go po prostu posłuchać. Poruszył głową siadając i skrzywił się, by spojrzeć na nią uważniej. - Kostka boli mnie bardziej mocno - przyznał pochylając się trochę w stronę buta. Skrzywił się, kiedy próbował go zdjąć. - I ręka... - jęknął, patrząc na napuchniętą lewą kończynę. - Reszta jest okay - zapewnił ją.
OdpowiedzUsuńDamon
Jej pozytywny optymizm potrafił się odbić i na nim. Noc w Ardei od razu zdawała się być jakaś fajniejsza. Uśmiechnął się do niej lekko, a kiedy się do niego odwróciła i mocno go uściskała odwzajemnił uścisk i pokiwał głową. Tak, z nią był w stanie faktycznie tę radę sobie dać. Zaśmiał się cicho na te jej groźby i przytrzymał jej nogi, kiedy wygodniej się roziadywała na jego plecaku.- Wiem, dlatego właśnie ze mną idziesz - rzucił z nutką humoru w głosie. Żebyś swoją groźną miną odstrzaszała potencjalnych głupoli - zaśmiał się cicho a czując, że Grima już mocno się trzyma, spojrzał po Lotku. - Ścigamy się - powiedział wesoło, wznosząc się powoli z Grimą w powietrze. Mimo że powiedział o wyścigach to leciał dość spokojnie. Grimcia była w ciąży, a on nie chciał by cokolwiek im się stało. - Będę za wami tęsknił - powiedział nagle.
OdpowiedzUsuńTony
Chłopak zacisnął mocno wargi.
OdpowiedzUsuń- Czasem po prostu nie wychodzi. Czasem po prostu to nie to - powiedział cicho, po czym wrócił do zbierania gumijagód. Przy okazji sam parę z nich wsunął do swych ust. - Ja też mam prawo być wiecznie naburmuszony - spojrzał po niej. - I mam gdzieś czy ci się to podoba czy nie.
Gave
- Ciebie też czasem przydałoby się kopnąć w zad - odparł na to jej obruszenie. - Kto to widział tyle czasu ukrywać się przed Tonym? Kto to widział sprawiać sobie drugie dziecko zaraz po pierwszym? I wreszcie kto to widział... taką wredną zielenicę co to co chwile na przyjaciołów naskakuje - pogroził jej palcem przed nosem, po czym objął ją mocno od tyłu. - Ale i tak cię w miarę lubię.
OdpowiedzUsuńGave
Lubił ten jej zachwyt. Ustabilizował lot, kiedy dziewczyna rozłożyła ręce na boki. Leciał spokojnie bez żadnych szaleństw, a kiedy z powrotem go objęła i jej ton wyraził zaniepokojenie, zacisnął mocno wargi. Przez moment chciał jej powiedzieć, że tak sobie tylko palnął, ale z drugiej strony... nie rozmawiali o tym co zrobią w sprawie Azylu. Grima zamierzała tam zostać i z tym się nie kryła. Zwłaszcza patrząc na jej błogosławiony stan, ale on? Długo bił się z myślami.
OdpowiedzUsuń- Tak, będę tęsknił - powtórzył. - Jak będziecie w azylu... będę za wami tęsknił - szepnął. - Bo ja... ja chcę pomóc z tej strony - zagryzł mocno wargi. - Tu będą moi przyjaciele, mój brat... część mojej rodziny... część będzie bezpieczna, ale druga jej część nie... - wargi mu zadrżały. - Chcę im tu pomóc, Grima... przepraszam.
Tony
Już jej na to nie odpowiedział, tylko poczochrał ją po włosach i wstał z miejsca by złapać Kevę w obroty. Okręcił się z nią wokół własnej osi, by zaraz nakarmić kilkoma gumijagodami. Spojrzał też w małe koszyczki dziewczynek.- Wow... ale wam dobrze idzie - pochwalił każdą. - Będę miał ciężki orzech do zgryzienia... która ma wygrać - zacmokał spoglądając na Grimę. - Ale mam drugą sędzinę... na pewno razem dojdziemy do odpowiednich wniosków - dorzucił wesoło.
OdpowiedzUsuńGave
- I nie złościsz się? - przygotował tyle argumentów za i przeciw, które zamierzał jej podać i z nią przedyskutować, a tu żadnego nie będzie mógł użyć? No nie... Zacisnął mocno wargi już chcąc jednak je zacząć wytaczać, ale zamiast tego nabrał głębokiego wdechu w płuca. - Będę was odwiedzał - powiedział. - Na pewno, jak tylko będę mógł to was odwiedzę... - zapewnił ją. - I tak wrócę cały. Nie umrę - obiecał jej. Nie ważne, że to mogła być obietnica której nie spełni. Szczerze wierzył, że mówi ją szczerze.
OdpowiedzUsuńTony
- Ja miałbym aż tak oszukiwać? Ja? - pogilgotał Kevę jeszcze trochę, zanim puścił to wredne stworzonko, by złapać Maliki język i lekko go pociągnąć. - Nigdy - odparł śmiertelnie poważnie. - Działam z korzyścią każdej małej istotki która chodzi po tym świecie - wziął sobie Mali na barana i odtańczył z nią taniec wśród jagód. - Toż to zniewaga.... - podbiegł wraz z małą do Grimy by chwycić jej policzki. - Ja tam myślę, że to ty działasz na niekorzyść Fasolinek.
OdpowiedzUsuńGave
Obrócił się w powietrzu, łapiąc ją za ręce i powoli ściągając z pleców, by mocno ją objąć i ucałował czubek głowy.
OdpowiedzUsuń- Ale chciałbym być przy... no wiesz - pogłaskał ją po brzuszku. Mimo wszystko bardzo chciałby być przy porodzie i tym razem nie stracić tych pierwszych miesięcy u dziecka. Objął ją nieco mocniej ramionami. - Zadbam o to żebyście mieli do czego i do kogo wracać - szepnął jej na ucho. - I potem zbudujemy nasz domek - dodał z uśmiechem. - Potem go zbudujemy. Wspólnie...
Tony
Ukłoniła się Grimie na komplement i zatrzepotała rzęsami. Poprawiła jeszcze swój warkocz jak to dworskie panny miały w zwyczaju. To nie tak, że nie szanowała dwórek, po prostu lubiła obracać wszystko w żart. Przynajmniej w takim gronie, który się na to nie obrazi.
OdpowiedzUsuń— Dziękuję, robię co mogę — odpowiedziała jej jeszcze, zasiadając obok goblinki.
Kiedy już uspokoiła swoje wzruszenie, uśmiechnęła się szeroko do przyjaciółki i zaczęła jej słuchać.
— Rodzice chrzestni, tak? — zamyśliła się przez chwilę. Tradycja była jej nieco obca, chociaż Grima zdążyła już wyjaśnić zamysł. — Chcecie wybierać z obu stron? Dla każdego waszego brzdąca jeden rodzic od taty i jeden od mamy, tak? Tutaj macie jeszcze poza Ryu Gava i Akane, o ile dobrze kojarzę, dogadujesz się dobrze z każdym. Ale mówiłaś też, że Keevusia dostała jeszcze amulet od jakiegoś… jak na niego mówiłaś? Kuleczki? Może Kevcia byłaby zadowolona z takiego rodzica? — zaproponowała jeszcze. Oczywiście nie miała zamiaru narzucać jej żadnego pomysłu, ale starała się dawać jej różne propozycje. Sami w końcu podejmą decyzję, ale teraz przecież sobie rozmawiały.
Darcy
- Przecież pięknie spadłem - jęknął pociągając nosem. - Zjawiskowo wręcz - wymamrotał i jęknął kiedy ta uwolniła jego stopę. Zadrżał delikatnie, po czym skinął głową na jej wyrok. - Siebie też załamuję - zapewnił ją cichutko. - Siebie również... - wargi mu ponownie zadrżały. - Nie! Sam pójdę - stwierdził. - Z kijem - dodał zaraz bo no nie było szans, by teraz wstał o własnych siłach. - A ty jesteś małą Sercówą...
OdpowiedzUsuńDamon
— Wszystko — odparł bez ogródek. Skoro już tak pytała go o jego preferencje, dlaczego miałby się z tym ukrywać. Może akurat powie za duże i będzie miała dosyć rozeznania w jego własnych, prywatnych fantazjach. — Nie lubię być pacynką,to złe określenie. Lubię kiedy kobieta jest pewna siebie, wie czego chce i to po prostu bierze. Owijanie wokół palca jest bardzo seksowne. Nie lubię kobiet, które chcą mieć typowego twardziela, co to będzie nimi rządził. Lubię charakterne, pełne ognia i pasji. Ale tak, jeśli panna wie jak przymusić do jedzenia z ręki, to też chętnie to zrobię. Każdy ma swoje fetysze. Ja lubię władcze kobiety, inne mnie nudzą — wzruszył ramionami. Nie zwrócił też uwagi na błąd w wymowie Grimy. W zasadzie to po prostu sobie założył, że sama chce się tak wypowiadać i dla niej tak jest poprawnie. Przynajmniej nie zdawała się więcej interesować tym tematem. Ach, niesamowite jak szczerość i rzeczowość czasami popłacały. Uśmiechnął się do siebie nieznacznie. W pewnym sensie był z siebie dumny. Zaprowadził ją do Abyss. Oparł się o framugę wejścia do zagrody gamorty. Abyss zaraz podniosła się zadowolona na widok Grimy. Podeszła do niej i wyciągnęła łeb na powitanie. Zdecydowanie na coś czekała. Mogła być niebezpiecznym drapieżnikiem, ale najwyraźniej wychowanie przez rozpieszczoną księżniczkę zostawiło na sobie swoje piętno.
OdpowiedzUsuńAshan
- Nie wystarczająco mała, by ci pomagać - pokazał jej język. Prychnął pod nosem z udawanym oburzeniem i klepnął ją lekko w plecy. - Tobie nie wychodzi - skomentował jeszcze puszczając Mali i teraz biorąc Raję na ręce by i jej taniec nie ominął, a potem wrócił z dziewczynkami do szukania jagódek. - Wygramy z Shrekusią i Kevusią. Zobaczycie. Nasz jest 3 one dwie, mamy przewagę - poinformował małe, patrząc to na jedną a to na drugą. - Do roboty kobietki, dziełamy - klasnął w dłonie i zaczął wraz z maluszkami zbierać twardo jagódki, co by mogli pochwalić się sporą ich liczbą.
OdpowiedzUsuńGave
- Postaram się odwiedzić was szybciej niż w Marcu, ale na Marzec to koniecznie - zgodził się z nią. Przez moment tak leciał z nią w ramionach, raz przechylając się trochę w jedną stronę a raz w drugą. Słuchał jej planów związanych z domkiem i przytakiwał jej głową. - I co najmniej dwa pokoje dla gościów, bo będziemy ich mieć wiele i muszą mieć gdzie spać - zgodził się z nią i uśmiechnął szeroko. - Korkowe wzium? - zmarszczył brwi i przelotnie zerknął na jej brzuszek. - No dobrze, ale będzie troszkę wolniejsze, bo musimy zadbać o maleństwo - rzucił zaraz i chwycił ją pewniej, wtulając ją do siebie, by zatrzymać się i wzlecieć z nią wyżej w powietrze, a następnie rozpoczął spadanie, wraz z kręceniem się dookoła.
OdpowiedzUsuńTony
Roześmiał się serdecznie, gdy wspomniała, że nie chce tego ukrywać. Sam nie zamierzał faworyzować, ale jako że Fasolki były młodsze to trochę im pomagał i kiedy Grima tłumaczyła Kevie jak strącać owoce ogonem, on pokazał to Malie i Raji, więc dziewczynki podbiegły pod ogon Grimy i część jagódek wylądowało w ich koszykach. Radośnie zapiszczały i wróciły do zbierania. A przynajmniej Malika, bo Raja podeszła do Kevy i odsypała jej trochę jagód, a potem wzięła kilka i zaczęła nimi rzucać w Grimę.
OdpowiedzUsuń- Sio cio-pa sio! - odganiała ją. - Sio tata, sio! - rzucała i w Gava.
- Raja... tak nie wolno - chłopak uchylił się przed kilkoma ale kilka i tak zdążyły mu zabrudzić ciuchy. - W domku dostaniesz mą koszulę i razem ją upierzemy - pogroził jej palcem przed noskiem kucając przed nią. - Nie możesz tak robić - pokręcił głową. - Jeśli chcesz sama zbierać to powiedz, ale nie rzucaj - pogłaskał ją po główce i chwycił Grimę za ramię. - No to chodź ciotka, idziemy pod drzewko. A dziewczyny niech sobie radzą.
Gave
Damon otarł łezki z oczu i spojrzał na swoją nogę. Kiedy jej dotknął krzyknął i zaszlochał. Jeny jak to bolało.
OdpowiedzUsuń- Nie mam - wymamrotał nieco płaczliwie. - A jakie pojęcie o sztuce padowywania masz ty? - zapytał jej zaraz, chlipiąc jeszcze trochę, gdy tak patrzył na swoją nogę i nie mógł z nią dojść do ładu. Spojrzał na solidną podporę i dźwignął się na niej znów czując łzy w oczach. Zapłakał nad swoim losem. Co go podkusiło by wchodzić na drzewa w tak szybki sposób? No co? Pokręcił lekko głową i pociągnął nosem, chwiejąc się na jednej nodze. - Masz super duper duże serduszko - wyjaśnił. - I tak do każdego... tak mi się wydaje... podchodzisz z wielkim serduszkiem, dlatego Sercówka...
Damon
Nie komentował już dalej sprawy tego jakie kobiety lubi. Jej wystarczyło, a on miał w końcu spokój.
OdpowiedzUsuńSam obserwował z niewielkiej odległości jak Grima wita się z Abyss. Na pierwszy rzut oka było widać, że nie są sobie obce, wręcz przeciwnie, więc jego obecność była co najmniej zbędna tuż obok. Sam spędził już sporo czasu z Abyss a i sama gamorta mogłaby pewnie się obrazić, że się jej teraz docina do powitanek.
— Dostała dzisiaj dwa steki z Alca, kości i dwie gorry, które sama upolowała — odpowiedział. Dla niego było to jak najbardziej wystarczająco. Abyss z kolei spojrzała po Grimie. Podniosła się na dwóch łapach i dotknęła brzucha. Potem na powrót wylądowała na czterech i patrzyła przez chwilę na goblinkę. Zerknęła przelotnie na Ashana, na znak, że już kombinuje. Nachyliła się przed Grimą i otworzyła paszczę na znak, że jej brzuch jednak jest jeszcze pusty.
— Kłamczucha — szepnął w stronę zwierzęcia.
Ashan
Tony nie potrafił powstrzymać uśmiechu, czy nawet okrzyku radości, gdy tak z nią wpadał w delikatne korkociągi. Nie szalał zbyt mocno, zważywszy na jej błogosławiony stan. Przecież będą mogli sobie to odbić jak już dziecko pojawi się na tym świecie. Nie miał z tym żadnego problemu. W końcu wyrównał lot i mocno ją do siebie przytulił muskając ustami jej wargę.
OdpowiedzUsuń- Jak sobie wyobrażasz naszą przyszłość? - zapytał ją z lekkim zainteresowaniem i kiedy znaleźli się nieco bliżej Ardei, wylądował. Przecież nie chcieli za szybko znaleźć się tam i z powrotem. Zamierzał wykorzystać fakt, że byli sami po całości. - Tylko pamiętaj, jak będziesz się słabiej czuła czy zmęczysz się to powiedz, dobrze? - przypomniał jej i ucałował jej czoło.
Tony
Słuchała Grimy na wyjaśnienia i raz po raz potakiwała głową. Ciekawa tradycja musiała przyznać. Sama też uważała, że nie musi to mieć religijnego znaczenia. Dla niej chyba najważniejszy był w tym wszystkim gest dla dziecka. Podarowanie mu kolejnych bliskich, którzy z pewnością będą robili wszystko, żeby maluch miał jak najlepsze, najszczęśliwsze życia razem ze swoją rodziną. Albo po prostu będą bardziej rozpieszczać ich od święta. Nie była pewna w tym wszystkim roli rodzica chrzestnego, ale o to sama może dopytać też szczegółowo Rei. Nie chciała przecież zarzucać Grimy tabunem pytań odnośnie tego jak powinna zajmować się jej dzieckiem. To byłoby jednak trochę przykre pewnie dla Goblinki. Z kolei na wzmiankę o tym co Kuleczka robi sama lekko się skrzywiła. No to przyjaciela sobie znalazła.
OdpowiedzUsuń— Ale wiesz jak to potraktować jak będzie za daleko szedł z tym podrywaniem? — dopytała od razu. — Tak, to najważniejsze, żeby to był ktoś kto się dogada z Kevcią, ale rodziców też powinien szanować. Może jakby Tony go sam poznał, to miałby lepsze rozeznanie? — zaproponowała jeszcze.
Darcy
Uśmiechnął się szerzej. Jakoś tak przy Grimie nie potrafił zachowywać powagi. Nie chciał aż takiej zachowywać i buzia sama się śmiała. Nie rozumiał od czego to, ale podejrzewał że miało sporo wspólnego z jej energią. Tą pocieszną energią, którą non stop go otulała. Aż czasami robiło mu się głupio, że on sam tego nie robi. Że nie potrafi jej dać tego wspaniałego uczucia, ale cieszył się że ją ma. Cieszył, że go pokochała.
OdpowiedzUsuń- I tego się trzymajmy - uśmiechnął się szeroko, obejmując ją ramionami i głaszcząc troszkę po brzuszku. - Bo ja już was bardzo mocno kocham. Oboje. Keva Maria Skłodowska Currie oczywiście ma swoje własne miejsce w mym serduszku, ale dziś mówię o tobie i tym małym gagatku - postukał ją w brzuszek paluszkiem.
Tony
Zaskoczyła go pytaniem o rodziców chrzestnych. Nie mieli tu swojej religii. Nie było wszędobylskich kościołów i innych Argardzkich świątyń, a Rei już zdołała jej pomieszać w głowie. Westchnął ciężko. Jego kochana mamusia czasem potrafiła skomplikować to co skomplikowane nie było.
OdpowiedzUsuń- A dlaczego chcesz żeby takich mieli? - spojrzał po niej spokojnie. - Przecież to jawna dyskryminacja całej reszty, która kocha Kevusię i pokocha Gagatka... - bąknął. - Dasz na chrzestnych dwóch, a pozostałe 8 co? - wymamrotał i odetchnął głęboko. - Ja wcale nie wiem czy to taki świetny pomysł... ale chętnie wysłucham twej argumentacji.
Tony
Gave pokiwał lekko głową, kładąc się pod drzewem i głowę bezczelnie układając na udach Grimy, bo tak jakoś było wygodniej.
OdpowiedzUsuń- Oj będzie - przyznał szczerze. - Jedna i druga już mają swoje muchy w nosie, a jak zaczną dorastać to obawiam się czy Mathyr to wytrzyma - zaśmiał się cicho, spoglądając na Grimę. - Ale Keva to też niezły czort już - dorzucił. - Widać w niej energię mamusi i chęć wpadania w kłopoty tatusia - puścił do niej oczko.
Gave
- To tego też mnie nauczysz - dodał zaraz. - Mik i fik i nic mi nie będzie - dorzucił krzywiąc się przy tym i przełykając łzy bólu. Chwiał się na kiju ale starał się iść razem z nią, od czasu do czasu opierając o nią nieco mocniej.
OdpowiedzUsuń- Nic a nic. Sercówka to dobra sprawa - zapewnił ją szybko. - Bo to takie serduszko co to ma dużo miejsca na miłość i kocha wiele osób - spróbował posłać jej uśmiech. - Uhm... dobra Sercówka jesteś... - dodał skacząc dalej. - Mi też by się przydało tak o ciut ciut miejsca w sercówce... - szepnął jeszcze.
Damon
Gamorta spuściła łeb, wydając z siebie smutne krótkie skomlenie. Skoro kłamstwa nie działały, to może zadziała szantaż emocjonalny. Dawała się w tym czasie głaskać, ale dalej robiła smutne oczy. W pewnym momencie położyła się na grzbiecie i zaczęła masować swój brzuch, udając, że dalej jest głodna i wcale nie była tak dobrze karmiona. Cóż, gdyby mogła jadłaby co chwilę pewnie. Poza polowaniami była całkiem wygodnicka.
OdpowiedzUsuń— Mhm, mam szczęście — mruknął, wpatrując się w te wszystkie miziania i dalsze próby przekupstwa. Dalej nie mógł pojąć jak gamorta mogła zrobić się taka roszczeniowa. Oczywiście wiedział, że te zwierzęta były cholernie inteligentne, ale dalej nie spodziewał się takich bezczelnych prób manipulacji. Prawie jak u Darcy kiedy czegoś chciała od rodziców. Słodkie oczka, błagania i udawanie aniołka. — Uważaj, na te manipulacje — polecił jeszcze, po czym poszedł w głąb stajni, żeby przywitać się ze swoim mosertem.
Ashan
Wysłuchała tego co miała do powiedzenia. Kultura Terry czy nie, Kuleczka terrańczykiem chyba nie był. Pamiętała, że Keeva miała od niego magiczny amulet, a takich w Terrze nie robili.
OdpowiedzUsuń— A w jaki sposób go kusiłaś? Chodziłaś przed nim nago? — zapytała, bo chyba tylko w takiej sytuacji widziałaby na to jakieś sensowne usprawiedliwienie. A tak? Wszystko było tak pisane trochę palcem na piasku. Nie rozumiała czym niby Grima miałaby go kusić.
Darcy
Tony zacisnął delikatnie wargi i spojrzał po niej.
OdpowiedzUsuń- No to jak kochać mogą wszyscy to po co kogoś wyróżniać? - zapytał ją. Sam nie był pewien czy miał rodziców chrzestnych a nawet jeśli miał to nigdy ich nie poznał. Nie wiedział o ich istnieniu i nie byli mu do szczęścia potrzebni. Nie rozumiał więc po co taką tradycję kultywować. Często słyszał historię, że rodzice chrzestni są tylko na papierku... a teraz miał na ten sam los narazić Kevusię i Gagatka? Przez moment milczał nie wiedząc co ma powiedzieć.
- Dla mnie rodzice chrzestni są kompletnie nieistotni... - przyznał szczerze. - To zwykle była tylko formalność. Byli bo byli i tyle. Może przez kilka lat jeszcze próbowali, a potem zajmowali się swoim życiem i było dobrze jak pamiętali o tych czy tamtych urodzinach. Zwykle nie pamiętali - odetchnął głęboko. - Naprawdę nie rozumiem co z nich jest takiego wyjątkowego - spojrzał po Grimie. - Jeśli ci zależy to okay... ale - pokręcił głową. - Dla mnie to tylko głupi papier...
Tony
Wziął głęboki wdech, pamiętając by nie pieklić się za bardzo. Trzeba było zawładnąć swoimi własnymi emocjami. Wdech i wydech.
OdpowiedzUsuń- Nie o przyjaciołach, tylko o rodzicach chrzestnych - powiedział dość spokojnie. - To są dwa różne pojęcia. Przyjaciel może być super przyjacielem, ale rodzicem chrzestnym kiepskim. W ogóle branie przyjaciół na chrzestnych to tragedia. Istnieje bowiem szansa, że pokłócicie się przez dziecko, albo dziecko powie coś tym tam chrzestnym i ci to zatają - pokręcił lekko głową. - Naprawdę uważam chrzestnych za niepotrzebny dodatek, ale jak powiedziałem jeśli ci na nich zależy to jasne, niech tam sobie są - mruknął, bo przecież nie tylko do niego należała decyzja a propo chrzestnych, a Grima bardzo ich chciała, więc był w stanie to jakoś przeboleć. - Żona i chrzestni to dwie różne sprawy - mruknął, kiedy wspomniała o tym że ślub to głupi papier. - Bo papier może i głupi, ale podczas ślubu wymieniacie się obietnicami, składacie je przed sobą i to jest najbardziej wiążące. To jest to czym się później kierujecie - mruknął. - I mieszkacie ze sobą, jesteśmy razem cały czas, a nie od święta jak chrześni.
Tony
Kiedy zaczęła spychać jego głowę zrobił minę zbitego kota i odsunął się od niej, kładąc na ziemi na boku.
OdpowiedzUsuń- Szkoda - powiedział tylko. - Bo masz wygodne bioderka. Można by na nich zasnąć - dorzucił, ale nie oponował. To była jej granica, a on nie zamierzał jej przekraczać. Zamiast tego przymknął lekko oczy. - Czemu tylko Tony i dzieciaczki? - zainteresował się, zerkając znów na nią. - Nie lubisz jak inni się tak kładą? - zainteresował się. - Mam nadzieję, że jakoś to przetrwa, bo Fasole to jedno, a tu mamy jeszcze Kevusię i całą masę żywiołowych dzieciaczków - zauważył śmiejąc się pod nosem. - Uhm tak czort - powtórzył i pokiwał głową. - Właśnie tak. Brykająca, wesoła, mająca swoje zdanie dziewczyna lub chłopak - wyjaśnił spokojnie. - Trochę niegrzeczny.
Gave
Abyss odwróciła łeb, udając obrażoną na słowa Grimy. Skoro nie oszuka, to nie oszuka, ale może chociaż szantaż emocjonalny zadziała. A jak nie zadziała na goblinkę, to będzie próbowała z Darcy. Albo poszuka innego jelenia, który nie zna jej sztuczek, tak jak Ryu i wyjdzie na swoje prędzej czy później. Dała się miziać Grimie, dopóki się od niej nie odsunęła, a gdy to zrobiła, wróciła do swojego typowego leżakowania. Tak naprawdę miała za stajnią zakopane kilka kości na czarną godzinę, także jak zostanie sama to zapewne się po nie wybierze. Ashan w tym czasie witał się z bratem, a potem zaczął go przeczesywać, bo nie robił tego przez jakiś czas, a po podróży to się jak najbardziej przyda. Spojrzał na Grimę, kiedy do nich podbiegła. Klepnął zwierzaka na znak, że nie ma się czego bać. Brat wyciągnął pysk w jej stronę. Mosert był bardzo podobny do tych, które posiadała Morgana z Natanem.
OdpowiedzUsuń— Tak, mówię mu Brat — powiedział, uśmiechając się lekko. Z początku uważał, że to przez to, że nie może znaleźć idealnego imienia, ale im dłużej nad tym myślał, tym bardziej miał wrażenie, że to imię jak najbardziej mu pasowało. Zwierz był członkiem rodziny mimo wszystko. — Żyją w naszej ojczyźnie, są dla nas bardzo ważne, prawdziwi członkowie rodziny — wyjaśnił, zachęcając, aby sama bardziej się z nim zapoznała.
Ashan
No dobra po wyznaniu Grimy to mogło brzmieć podejrzanie i zazdrość Tonego była jak najbardziej zrozumiała. Nie mogła pojąć tego zwyczaju wśród terrańczyków. Tak, w Phyonix też ubierano się dosyć skąpo, ale nago się nie chodziło. A nawet jeśli były te ubrania skąpe, to nikt nigdy nie traktował tego jako zachęty do seksu. Więc tak samo nagość goblinki taką zachętą być nie powinna. Pozwalanie na pieszczoty pewnie tak. Ale to z Tonym sobie wyjaśniła. Westchnęła.
OdpowiedzUsuń— A po rozmowie z Tonym a potem z Kuleczką, bo zakładam że taka też pewnie była, to Kuleczka trzyma łapy bez pretensji? Nie można przecież obrażać się na kogoś, że pozwalał na coś co nie wiedział, że prowadzi do seksu, którego nie chciał. Mam nadzieję, że Kuleczka to rozumie, bo jeśli nie, to ja już mu pomogę z krwiobiegiem — uśmiechnęła się do niej. Nawet nie chciała myśleć o tym, że ktoś mógłby próbować wykorzystać jej przyjaciółkę. Urwałaby łeb, naprawdę.
Darcy
Wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Zdążyłem przez tą chwilunię porządnie to wybacać - uśmiechnął się do niej słodko. - No i dziewczyny mają niezwykle fajne bioderka do takiego leżenia - dorzucił. - Niczym podusia - dodał jeszcze, po czym zasłonił się odruchowo przed jakimkolwiek atakiem na jego własne włosy. - Nie ma tykalstwa - pogroził jej palcem przed nosem. Pokiwał głową na wieść o granicach. - Uroczyście obiecuję przestrzegać twych granic, jeśli już je poznam - obiecał nie próbując po raz kolejny kłaść się na jej kolanach. Mimo wszystko przestrzegał takich rzeczy, gdy dziewczyna wyraźnie dawała mu do zrozumienia że tego nie chce.
- Dzisiaj nic - zapewnił ją szybko i pokręcił lekko głową. - Ale ostatnio będąc w Grandszkolu, rzucała w powietrzu dzieciakami - powiedział jej. - I jedno wpadło na stół i bardzo mocno potem płakało - szepnął cicho.
Gave
- Ale po co kogoś wyróżniać? - Tony po niej spojrzał. - To tak jakby mówić Kevusi i Gagatkowi, że ten wujek i ta ciocia, czy te ciocie i ci wujkowie, są lepsi bo oni są twoimi rodzicami chrzestnymi - mruknął. - A reszta to co? Wredne i okropne stworzenia które nie zasługują na to miano? - spojrzał po niej i odetchnął głęboko. Nie mówił z wkurzeniem w głosie, ani wielką irytacją, choć lekka jej nuta mogła w nim wybrzmieć. - To jest dyskryminacja pozostałych - skomentował jeszcze i odetchnął głęboko. Przed chwilą mówiła o tradycji, ich tradycji, tej całej religijnej tradycji z jego byłego świata, a teraz o jakiejś zmianie? Dostosowania chrztu dla własnych potrzeb. - Poza tym chrzest jest czysto religijną sprawą - powiedział spokojnie. - Obmywasz dzieci z grzechu pierworodnego - mruknął. - A one nie zgrzeszyły ani trochę - mruknął. On nie wierzył w takie bajery i też nie bardzo miał ochotę wchodzić w kult czczenia jakiegokolwiek bożka. - Kevusia ani rosnący Gagatek nie zgrzeszyli. Niczym nie zawinili. Po co mamy ich obmywać z jakiegoś zabobonu - westchnął oddychając głęboko. - Nie wiem Grima, dla mnie chrzestni są zbędnym dodatkiem. Sam takich nie miałem i nie mam i jakoś nie odczuwam potrzeby by ich mieć - spojrzał po niej dość łągodnie. - Dobrze wiesz, że nie o to chodzi - jęknął. - W porządku, nie chcesz być moją żoną to okay rozumiem i nie będę na ciebie nalegał w tym temacie - jęknął nie rozumiejąc dziewczyny kompletnie. - Ślub i chrzest to dwie różne rzeczy. Nie można ich aż tak porównywać... po prostu ślub, te deklaracje.. nie wiem, uważam je za ważniejsze. I też nie w kwestii boga i zabobonów tylko w kwesti przed sobą nawzajem - mruknął.
OdpowiedzUsuńTony
Ashan przytaknął ruchem głowy, gdy zaczęła wypytywać o imię. W pewnym sensie był pod wrażeniem, że nie komentowała tego wyboru, w końcu z początku to miało być tylko zastępcze imię, zanim utarło mu się w głowie na stałe. Mosert witał się z Grimą, był o wiele bardziej towarzyski niż sam właściciel, więc przyjmował ochocze wszelkie pieszczoty i tupał przy tym zadowolony na znak, że jest zadowolony z poznania nowej osoby w tych okolicach.
OdpowiedzUsuń— Pewnie uda — zgodził się z nią. — Są wszystkożerne raczej, czoło jeśli chodzi o pieszczoty i kark, jeśli chodzi o takie w trakcie jazdy. Nie lubi od końca szyi, może ugryźć wtedy — zaczął odpowiadać powoli, chociaż zirytował się trochę tym, że znowu zasypuje go jego zdaniem bezsensownymi pytaniami. — Nie od małego. Był sam na pustyni jako ciele, znalazłem go w trakcie polowania — wyjaśnił.
Ashan
- To co to w takim razie oznacza? - spojrzał na nią. - Co ma oznaczać ten tytuł twoim zdaniem?
OdpowiedzUsuńAż zatrzymał się na chwilę, by i ją zatrzymać. Popatrzył jej prosto w oczy. Zgrzytnął lekko zębami. Słowo chrzest naprawdę nie za bardzo mu się kojarzyło.
- Jasne, sama wymyślisz - mruknął tylko. - I wyróżnisz parę osób, a reszcie będzie przykro - teraz to on skrzyżował ręce na piersi. Jak dziecko.
Tony
Zaśmiała się na wyjaśnienia Grimy. Przytaknęła jej głową.
OdpowiedzUsuń— No to nawet całkiem miłe gniewanie, ważne, że kija w tyłku od tego nie ma — uśmiechnęła się do przyjaciółki po niewinnym żarcie. Słuchała jak opowiadała o Kuleczce. Nie była pewna jaka ona miałaby z nim relację, ale na pewno nie będzie go z góry skreślała. Nie znali się jeszcze. Skoro Grima go lubiła tak bardzo to z pewnością się kiedyś spotkają, ona doceniała, że ten jegomość zaopiekował się goblinką i Keevą na tyle na ile jej Grima o tym opowiedziała. — Dobrze, zostawię w takim razie ewentualne pole do popisu Tonemu — uśmiechnęła się do niej. — Najważniejsze, że Ty się dobrze czujesz wśród swoich przyjaciół. A mówiąc o przyjaciołach i biorąc pod uwagę Twoje zaręczyny z Tonym (zakładam, że to już po koncercie), to myślałaś już może o tym czy chcesz mieć w przyszłości swój wieczór panieński? — zapytała.
Darcy
Damon spojrzał po niej i jęknął głucho, kiedy potknął się o korzeń i skacząc na jednej nodze ledwie co się wyratował.
OdpowiedzUsuń- Co to znaczy "za strzelisy"? - zapytał jej kompletnie nie rozumiejąc o co jej chodzi. - Za wysoki? Za gruby? Za głupi? - dopytywał nie rozumiejąc. Szedł dalej podtrzymując się coraz mocniej na swoim kiju. - No tak... - poskakał trochę szybciej, by ją wyprzedzić i ostrożnie przystanął na zranionej nodze, aby kijem narysować serce Grimy. - Załóżmy, że to jest twoje serduszko - powiedział. - Sercówko, to jest miejsce do kochania dla twojej rodziny - dał jej większą część. Takie 90% serduszka. - A ten mizerny kawałek jest dla przyjaciół... i ja bym chciał się tu dostać - postukał kijem w to 10%. - Chciałbym tu być... - spojrzał jej prosto w oczy. - Tam chcę się dostać i wejść.
Damon
Zacisnął mocno wargi, patrząc na to jej strzelanie ogonem to w lewo a to w prawo.
OdpowiedzUsuń- Czyli uważasz, że bez chrztu nie pomogliby nam, gdyby któreś z nas umarło? Nie zajęliby się dziećmi, gdybyśmy oboje umarli? - spojrzał po niej poważnie. - W takim razie to ty myślisz o nich gorzej niż ja - stwierdził cicho, bo przecież jeszcze parę minut temu usłyszał od niej taki zarzut. - No i skoro wszystkich chcesz wyróżnić to znowu... po co ten chrzest? Po co to Grimowanie? - spojrzał po niej i kiedy go wyminęła podążył w krok za nią. - Jasne, twoje święto - z tym nie miał żadnego problemu, ale to całe chrzczenie straszliwie go drażniło.
Tony
Uśmiechnęła się do niej i przytaknęła głową.
OdpowiedzUsuń— Jak będzie chciał dziadować to go zajdziemy z każdej strony i poskładamy, ogień i powietrze potrafią iść w parze jak się postarać — zaśmiała się. — A w ostateczności mojego brata się na niego rzuci, jak Kuleczka nas przytłoczy, jeszcze większy dziadyga — pokazała gabaryty Ashana i znowu się zaśmiała. — No ale to tylko gdybanie, ufam Twojej ocenie — powiedziała jeszcze, przytulając ją do siebie. Odsunęła się zaraz i przytaknęła jej głową. — Tak, to nie tylko argarska tradycja w zasadzie, chociaż w Terrze chyba tego nie ma. Nie musi być dzień przed ślubem, może być wcześniej, zależy jak chce panna młoda. Ale tak, ma być wesoły. U mnie to jest wieczór i noc w zasadzie, zabawa taka jaką zamarzy sobie panna młoda, z jej bliskimi poza panem młodym, żeby świętować wielki dzień. Niektóre chcą bawić się i tańczyć do białego rana, inne chcą spędzić spokojny wieczór, zawsze dostaje z tej okazji prezenty tylko dla siebie i ma cieszyć się celebracją. Pomyślałam, że i Ty mogłabyś się dobrze bawić na wieczorze poświęconym tylko i wyłącznie Tobie — odpowiedziała jej na to pytanie. Nie wiedziała jak dokładnie świętuje się to w Argarze, ale raczej nie było zbyt różne, skoro w Phyonix zasada była całkiem podobna.
Darcy
Gave postukał się po brodzie.
OdpowiedzUsuń- Akane, Grimcia, Darcy, Onyx... - zaczął wymieniać. - Febe - dorzucił kolejną do kolekcji, chociaż ta była innym przypadkiem. - Próbuję z każdą napotkaną - puścił do niej oczko. - Bo wiesz ważne, by mieć dobrą podpórkę do rozmów. Leżysz tak sobie, patrzysz na swoją rozmówczynię i po prostu gadasz - wyszczerzył się do niej, trochę jeszcze żałując tych jej bioderek, ale cóż... skoro właśnie tego sobie życzyła to on nie zamierzał z nią się spierać w tym aspekcie. Gave skinął głową i usiadł, by delikatnie ją objąć. - Masz rację, pokazała gdzie raki zimują. Pokazała kto trzęsie Grandszkolem - wyszczerzył się do niej.
Gave
Gdy tak przeraźliwie krzyknęła na niego to po prostu stracił równowagę i legł jak długi, by zaraz usiąść i pociągnąć nosem, kiedy kostka pulsowała bólem. Łzy same popłynęły mu po policzkach.
OdpowiedzUsuń- Czemu tak krzyczysz i mnie straszysz? - spojrzał po niej z lekkim żalem w głosie. Serce dalej waliło mu w piersi, ale to jej "uważaj" naprawdę go przestraszyło, a ból nogi konkretnie dawał się we znaki. Pokiwał szybko głową na wieść o tym co mówi. Może tak, miała rację. Źle się wyraził. Ucieszył się, że to już zostało wyjaśnione.- Nie podrywam - zapewnił spokojnie i spojrzał po niej, po czym wbił wzrok w ziemię. - Bo nie mam dużo przyjaciół... smutno mi tu czasami. Jestem tu nowy, a każdy już ma swój krąg - wyjaśnił cicho. - Fajnie by było mieć takiego fajnego przyjacioła z którym można popłakać i się pośmiać i poczytać razem książkę - wyjaśnił jej swoje własne powody.
Damon
Tony poczuł wielką frustrację na to co teraz mówiła. Jak to nie musi być logiczne? Oczywiście, że musi. Przecież bez logiki ciężko się żyło. Zacisnął mocno pięści idąc tuż za nią. Nie rozumiał jej z tym całym Grimowaniem i chociaż chciał zrozumieć... to właśnie niczego nie rozumiał. Wyróżnianie przyjaciół mu się nie podobało, bo mimo że miał tych bardziej bliskich i nieco mniej bliskich... to nie chciał ich wyróżniać w jakikolwiek sposób, niezależnie od tego czy by się pogniewali czy też nie. Do tego jeszcze to całe święto... Naprawdę nie widział w tym sensu.
OdpowiedzUsuń- No i kogo chcesz na to Grimowanie dać? Jeszcze powiedz mi, że może Kuleczkę? - wymamrotał również nieco przyspieszając. - Przecież... ugh... - zacisnął mocno pięści. - Ja po prostu cię nie rozumiem - rzucił z frustracją. - Nie rozumiem, czemu to takie ważne - wydusił doganiając ją i spoglądając w te załzawione oczy. Przykucnął przy niej automatycznie i objął mocno ramionami. - Nie rozumiem i czemu teraz płaczesz?
Tony
- Nic nie chciałaś ustalić. Powiedziałaś chrzest i tyle. Nic więcej - fuknął trochę na nią. - Szybciej trzeba było mówić, że to nie chrzest - dodał jeszcze nieco na nią zły. - Nie probuję zrozumieć? Nie prawda - wywrócił oczyma. - Próbuję! Ale nie rozumiem. Dalej w mojej głowie się nie mieści jak można coś takiego robić ludziom. Przecież mi byłoby smutno, gdyby ktoś wybrał sobie na takiego grimowatego ojca Kulkę a nie na przykład... no nie wiem Golasa - mruknął. - Albo taką tam Akane, a nie taką tam Darcy - spojrzał po niej poważnie. - Naprawdę nie rozumiem tego całego Grimowania. Nie wiem co to ma na celu... jasne, opieka nad małą, okay, zgadzam się, że to fajna sprawa... ale czemu nie można po prostu sobie kogoś wyznaczyć, a do tego wyznaczyć zastępcę i zastępcę zastępcy i tak dalej - wymamrotał. - Czemu musi być do tego jakiś tam chrzest? - zacisnął mocniej wargi, a kiedy ta się rozryczała to już w ogóle nie wiedział co ma robić. Naprawdę nie widział Grimowania. Za bardzo śmierdziało mu głupim chrztem. No i jeszcze ta cholerna Kulka! Ugh... nie ma opcji, że pozwoli mu zająć się jego niewinną Kevą Marią Skłodowską Currie! Pieklił się dalej, acz w milczeniu. Głaszcząc ją po prostu po plecach. - Nie na ciebie, tylko na ten chrzest i na wymyślanie sobie lepszych i gorszych przyjaciół.
OdpowiedzUsuńTony
- No, ale u mnie sprawa jest ułatwiona - spojrzał po niej. - Ja nie lubię mizianka po głowie - zauważył. - Więc jakby którąś skusiło to dostaje piorunującym spojrzeniem, po łapskach i foch - poinformował ją. - Więc jestem idealnym do takiego leżakowania - wyszczerzył się do niej i zaraz zgodził się z nią co do słów o Kevusi. - Ale wiesz Kevusia ma dużo przyjaciół. Widziałem jak się bawi z Galanem, Aishą, Aidenem... jak również Fasolki się do niej przykrewniają. Ma swoje cudowne grono, nie każdy musi ją lubić i ona nie każdego musi lubić - zauważył wesoło.
OdpowiedzUsuńGave
— Tony nie jest tyle wykluczony, co wedle tradycji para młoda ma takie osobne wieczory. Jeden dla panny młodej, a drugi dla pana młodego. Zasada jest taka, że to mają być wieczory przeznaczone na przyjemności tylko i wyłącznie tej jednej konkretnej osoby, a nie każda para ma idealnie zgrywające się wizje takiego wieczoru, a one mają być idealne dla tej jeden osoby. Na wieczorze panieńskim byłabyś to Ty. No ale to też Twój wieczór, więc jak powiesz, że chcesz Tonego mieć ze sobą, to teoretycznie nikt nie ma prawa Ci tego zabronić — wyjaśniła z uśmiechem na ustach.
OdpowiedzUsuńDarcy
- To ty pierwsza zaczęłaś. Powiedziałaś tylko o chrzcie i koniec. Nie dokończyłaś tylko patrzyłaś na mnie i czekałaś to powiedziałem co myślę - burknął również nieźle wkurzony. - No jak czekasz na odpowiedź to ci powiedziałem! - fuknął trochę. - Ale ja ich tak nie określam! Dla mnie każdy z nich jest tak samo ważny! Nie umiałbym wybrać - dodał puszczając ją, gdy go odepchnęła i ruszył znów za nią, by oprzeć się o drzewo naprzeciw niej. - To ja wrócę z tobą, bo sam nie chcę iść - poinformował ją jeszcze.
OdpowiedzUsuńTony
Podeszła na chwilę do blatu, żeby przenieść z niego dzbanek ze świeżą lemoniadą i talerz ciasteczek, które upiekła jakiś czas wcześniej. Położyła je na stoliku, żeby Grima mogła się zajadać, gdyby miała ochotę ze względu na ciąże i usiadła obok przyjaciółki.
OdpowiedzUsuń— W zasadzie wieczór organizuje się Tobie, panna młoda przychodzi na gotowe. Mówisz swoim druhnom, czyli osobom, które mają Cię wspierać w tym dniu czego chcesz i one to robią. Jeśli chcesz mieć część dla siebie a potem z Tonym to ja nie widzę problemu, aby tak to zaplanować. To jest Twoja impreza, robisz co chcesz. Zamysł polega na tym, że wszyscy mamy okazję Cię wyjątkowo mocno porozpieszczać. Bardziej niż zazwyczaj. Trochę jak urodziny tylko z większym przytupem i ty palcem nie kiwasz i nie wydajesz ani grosza no i prezenty są bardziej tematyczne względem Ciebie i wesela — wyjaśniła kolejne pytania Grimy.
Darcy
Złapał tę jej otwartą dłoń i przyłożył do niej swą własną. Zacisnął mocno wargi.
OdpowiedzUsuń- Nie obrażam ciebie - odparł krótko. - I sam jestem na ciebie zły - zgodził się z nią w tym jednym. Oboje byli po prostu na siebie źli. - Ja po prostu... tak to widzę. Mając grupę przyjaciół nie umiałbym wybrać - wyjaśnił. - Nie umiałbym i nie chcę wybierać... no i czemu Grimowanie musi być na podobę chrzestu? Nie możesz czegoś fajnego wymyślić? Innego? Z no nie wiem... 10 przyjaciołami za zastępców? - skomentował, siadając przed nią na tyłku.
Tony
- Ale nie mamy jeszcze 4 dzieci, więc nie możemy wszystkich odznaczyć... - wyjaśnił jej spokojnie. - A ja nie chcę odznaczać tylko dwoje a resztę nie wiadomo kiedy... nie możemy poczekać aż urodzą się wszystkie? - zaproponował taką opcję. - No i Kuleczka... nie przepadam za kuleczką - mruknął szczerze. - I ja bym nie chciał żeby to jednak był jakikolwiek chrzest... to... jakoś mi nie odpowiada. Taki taki... nie wiadomo co... - wywrócił oczyma. - I jakim mieczem? A jak się nie zgodzi to go od razu ciachasz o głowę? No wiem że mówiłaś, że bez miecza. Po prostu chrzest jakoś... no jestem bardzo mu przeciwny.
OdpowiedzUsuńTony
- Jak to do czwartego? - spojrzał po niej nie rozumiejąc. - Mamy tam dwóch? - spojrzał po jej brzuszku i odruchowo zapomniał o tym co mówiła dalej. Intensywnie zaczął wpatrywać się w jej brzuch. - Bliźniaki? O matko... to ja muszę jeszcze jedną kołyskę dorobić... - sapnął, bo przecież chciał aby każde z dzieci miało swoją własną. - Znam, poznałem jak Aciego składał przy skręconej kostce - przypomniał jej o tym małym szczególe. - Nie podoba mi się twoja zażyłość z nim - wydął swe wargi. - Bo on tak łapczywie na ciebie patrzy, a jak zostanie wyróżniony to będzie częściej wpadał...
OdpowiedzUsuńTony
Damon przytaknął jej, nawet nie kryjąc się z tym, że faktycznie niezdarą był. Przecież teraz to dodatkowo było widoczne. Przez chwilę ocierał swoje łzy. Odetchnął głęboko i znów się podniósł by zacząć kuśtykać dalej.
OdpowiedzUsuń- No jestem Sercówko... jestem - przyznał cicho, trochę zdołowany tym faktem, ale zaraz spojrzał na nią i pokiwał głową. - Ja wiem, że trzeba czasu - przyznał cicho. - Ale tak jakoś mi czasem smutno - przyznał szczerze. - Bo wiesz, ja w sumie jestem tu sam - westchnął. - A mój przyjaciel mnie tak zrobił... że do teraz ciężko mi to mu wybaczyć - przyznał szczerze. - No i jest daleko, więc nawet pokrzyczeć na niego nie mogę.
Damon
- No i? - spojrzał po niej. - Nie trzeba miziać niczego - zauważył spokojnie. - Ja tylko mówię, przecież nie kładę ci się na kolana znowu - zauważył jeszcze, obserwując jak małe część jagód wkładają do koszyczka, a część zajadają. Wszystkie trzy, śmiejąc się przy tym radośnie. - I będzie miała wielu przyjaciół. Już ich część ma, prawda? Przecież dobrze się dogaduje z Mali i Rają - zauważył. - I chyba całkiem dobrze z Galanem i Tamiko, co nie? Zobaczysz... im będą starsi, tym niesforniejsi ale przyjaźń będzie między nimi rosła.
OdpowiedzUsuńGave
Chłopak spojrzał po Grimie i chlipnął jednorazowo. Tak, był niezdarny. Był okropny w tym wszystkim. Kiedy do niego podeszła i lekko go otrzepała wtulił się w nią i zapłakał cicho. Chwilę tak sobie chlipał, bo noga go dość bardzo bolała i emocje właśnie odnalazły swe ujście. Płakał nie tylko dlatego. Płakał też, bo wszystko co się działo go nieco dołowało. Zaczynając od oddzielenia od rodziny, przez te straszne miesiączki tułaczki po teraz tą głupią kostkę i brak bliskich przyjaciół. Chwilę to trwało zanim pozbierał się w sobie i odetchnął głęboko.
OdpowiedzUsuń- Przepraszam - odsunął się od niej, ocierając łezki z oczu. - Przepraszam - powtórzył raz jeszcze i pokiwał głową. - Wiem, że tak to działa... po prostu... no nie wiem, ten krąg zdaje się po prostu bardzo zamknięty, jakiś taki sztywny - westchnął i pokiwał głową. - Masz rację, kiedyś znajdę... ale na razie czuję się po prostu tak... samotnie.
Damon
Pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń— Nie, ogólnie nie to roślinożercy — wyjaśnił. — Mój Brat to prawda lubi prawie wszystko co znajdzie, nie jest zbyt wybredny — dodał. — Ale źle użyłem słowa —- dodał jeszcze w wyjaśnieniu. Polszański niby był naprawdę popularnym językiem, ale czasami jakieś słówko mu się przekręcało z ojczystego (i autor jest upośledzonyXD). — Boczki też, ale mniej — wyjaśnił. Uśmiechnął się delikatnie, gdy wspomniała o uratowaniu. No akurat z tego był całkiem dumny. Zżyli się całkiem mocno ze sobą dzięki temu.
— Powinny okazywać wdzięczność tylko jak są dobrze traktowane, szkoda, że nie wiem, kto go tak zostawił. Ścierwo… — odpowiedział już nieco ciszej, podchodząc do wiadra z naszykowanym jedzeniem dla moserta, aby mu podać, żeby mógł sobie też coś w końcu zjeść.
— Nie. Mam tylko Brata — odpowiedział.
Ashan
Tony popatrzył po jej brzuszku.
OdpowiedzUsuń- No sama powiedziałaś o nim w wersji podwójnej - zauważył. - Myślałem, że wiesz coś więcej niż ja - wyjaśnił dość spokojnie, również głaszcząc ją po brzuszku, bo przecież już zaraz był obok. Zacisnął swoje pięści na wieść, że Kuleczka się z tym godzi. - Czyli jeszcze się nie pogodził i dalej do ciebie próbuje - żachnął się. - No nie znam, bo nas nie poznałaś - zauważył. - A ja... ja nie oddam Kevusi w łapy kogoś kogo nie znam - powiedział twardo. - Nigdy w życiu. Stanę na drodze twojego Grimowania i porwę Kevusię na jego czas!
Tony
- A jak mam go lubić, jak dosłownie je cię wzrokiem? Jak mam go lubić jak nie wiadomo co robicie? Ja i tak ci ufam. Ufam, że nie robisz nic... ale jemu nie ufam - mruknął. - Sama powiedziałaś, że go nie znam. Jak mam go poznać, jak nie dajesz mi do tego możliwości? - mruknął tylko i kiedy powiedziała, że z góry go nie lubi zacisnął mocno wargi. - No nie lubię, bo patrzy na ciebie tak jak patrzy, a potem zrobiła coś czego się nie spodziewał. Specjalnie powiedział o jakie "porwanie" mu chodzi. Uprowadzenie córki do własnego domu na czas Grimowania i tyle. Nic więcej, a ona... ona zareagowała jakby chciał jej zabrać dziecko na zawsze. Pierdolił pierścionek. Złapał Grimę w bąbel powietrza zanim oddaliła się zbyt daleko i przyciągnął do siebie, obracając nim tak żeby patrzeć jej w oczy.
OdpowiedzUsuń- Do domu ją wezmę, do domu, naszego domu - wyłożył jak krowie na rowie. - Do domu, naszego wspólnego domu - odetchnął głęboko. - Ale masz rację, skoro ja nie ufam Kuleczce i nie jestem w stanie powierzyć mu Kevy... bez wcześniejszego poznania go... a ty nie ufasz mi, bo nie ufasz... to pierścionek jest bez sensu - zgodził się z nią.
Tony
- Tobie ufam - powiedział spokojnie. - Zabraniam dlatego, że go nie znam. Nie znam go - spojrzał jej prosto w oczy. - Ty też... ty też byś nie chciała by ktoś kogo nie znasz, ktoś kto... w pewien sposób zawiódł twoje zaufanie... opiekował się Kevusią. Nie ważne jak bardzo i uparcie nie mówiłbym, że on jest dobry - wybuchnął, po czym zacisnął mocno pięści. - Tak, to nie wystarczy. Ja... taki już jestem - krzyknął. - Taki już jestem! - powtórzył. - Ja nie mogę sobie pozwolić na to, by ktoś kogo nie znam mógł się nią opiekować. Ja... moi rodzice mnie nie chcieli - zadrżały mu wargi. - Nie chcieli mnie chociaż bezgranicznie im ufałem i ich kochałem. Zostawili mnie, powiedzieli że wrócą i nigdy nie wrócili - odwrócił od niej wzrok. - Tobie ufam, jemu nie. I nie zaufam na twoje słowa... nie zaufam... jak nie zobaczę - poczuł łzy w oczach. - Nie pierdol o logice bo to akurat nie jest logiczne! - wybuchnął. - Przyjemności?! Zwykłej przyjemności?! To ma być jej opiekun, gdyby coś nam się stało! To nie jest zwykła przyjemność to wielka odpowiedzialność - opuścił ją na ziemię, bo nie był już w stanie utrzymywać bąbla, który cały czas drżał. Łzy ciurkiem spływały mu po twarzy. - Kocham cię, ale - pokręcił głową. - Nie zgadzam się z tobą w tym wypadku.
OdpowiedzUsuńTony
Tony sam się od niej odsunął kilka kroków. Zrobił je w tył trochę bezwiednie. Czuł że zaraz zrobi jej krzywdę. Wybuchnie i zrobi jej krzywdę. Nie chciał tego robić, ale wszystko zaczynało na to wskazywać. Nieco potężniejszy wiatr rozwiał mu czuprynę. Łzy płynęły już tak mocno, że właściwie jej nie widział.
OdpowiedzUsuń- A ja o Kuleczce - odparł krótko, starając się oddychać równomiernie. - O kuleczce, a nie o świętowaniu. Powiedziałem, że na niego się nie zgadzam... - powtórzył oddychając coraz szybciej mimo wszystko. - Na niego się nie zgadzam... mówiłem o nim... od dłuższego czasu - mruknął i wzniósł się w powietrze. - Przepraszam, ale jak teraz nie zwieję to stanie ci się krzywda.. - powiedział szybko kontrolując się jeszcze na tyle. - Po prostu przepraszam... - nie mówił już o tym że on jeszcze bardziej oberwie. W tej chwili najważniejsze było żeby Grimie krzywda się nie stała. Nie wybaczyłby sobie tego.
Tony
Tonemu serce dosłownie stanęło, gdy go złapała. Pokręcił przecząco głową, obawiał się, że na to już za późno. Wiatr wiał już mocno. Musiał się od niej oddalić. Nie chciał jej skrzywdzić.
OdpowiedzUsuń- Grima ja... ja tego nie kontroluję - wymamrotał. - Nie mogę tego... - pokręcił znów głową, ale jej upór sprawił, że mimo wszystko opuścił się niżej i przyklęknął, zamykając ją w swych objęcia. Trzymał ją mocno, kiedy powietrze wokół nich zawirowało, a przez całe jego ciało przeszedł mikro wybuch, wypuszczając silną wiązkę powietrza we wszystkie strony. Ostatkiem sił skierował je tak by na nią nie wpadło. Drzewa wokół nich zatrzeszczały, a część runęło. A on trzymał ją dalej płacząc przy tym.
Tony
Tony pokręcił przecząco głową.
OdpowiedzUsuń- Jesteś, ale... ale następnym razem może cię nie być. Następnym razem może mi się nie udać, może mi się nie udać.. i możesz zginąć - szepnął skrajnie wyczerpany. Fizycznie i psychicznie. Naprawdę się o nią bał. Przecież mógł ją zabić. Gdyby mu się nie udało, gdyby mu się nie udało zginęłaby i ona i maluszek którego nosiła pod sercem. Poczuł jak siły go opuszczają. - Przecież bym wrócił... - dodał jeszcze zanim poczuła cały jego ciężar na sobie, kiedy to odpłynął w krainę Morfeusza tracąc przytomność.
Tony
Chłopak już nie zarejestrował tego jej zapowietrzenia, a klepanie po policzkach jedynie lekko poczuł. To nie pomogło. Stracił przytomność i tyle go widziano. Nie zarejestrował niczego do czasu... okropnego smrodu, który sprawił że nie dość iż otworzył oczy to jeszcze przesunął się na bok i zwrócił całą zawartość swojego żołądka.- Co to? - zapytał jej próbując pozbyć się smrodu jak najszybciej.
OdpowiedzUsuńTony xD
Nie do końca wszystko zrozumiał, jeszcze chwilę próbując pozbyć się zapachu, a kiedy to zrobił odetchnął nieco głębiej i przymknął oczy.
OdpowiedzUsuń- Mhm... potrzebuję regeneracyjnej drzemki - przyznał cicho. Czuł się zmęczony i to bardzo, powoli odsunął od siebie ręce Grimy, tylko po to, by przeturlać się do przodu i wtulić w nią mocno. - Bardzo... nie mam siły... - szepnął. Bolała go głowa i czuł się po prostu jak wypluty i przerzuty flak.
Tony
Tony skinął lekko głową wciskając się w nią nieco mocniej. Zasnął niemal od razu i nie był pewien jak długo spał, ale kiedy już się obudził, na dworze było ciemno. Ziewnął szeroko i spojrzał po Grimie.
OdpowiedzUsuń- Przepraszam... - szepnął. - Że cię tu zostawiłem tak samą na tyle czasu... - mruknął. - Przepraszam - powtórzył raz jeszcze i wcisnął głowę w nią jeszcze na chwilę. Czuł się już nieco lepiej, kiedy sobie odespał tę całą sprawę. Usiadł w końcu i przeciągnął się, dopiero teraz trochę się rozglądając po okolicy. Ech spustoszenie niezłe zrobił. - Cóż... przynajmniej wiemy skąd wziąć drewno do naszego domku... - spróbował zażartować, chociaż do śmiechu to mu nie było.
Tony
Gave przytaknął jej w odpowiedzi co do tej przyjaźni, a potem sam powiódł wzrokiem do dziewczynek.
OdpowiedzUsuń- Ja też - odparł szczerze. - Wiesz w danej chwili bardziej martwię się o Fasolki... wojna się zbliża i po niej... ech Polszanie mogą nie być mile widziani, a my... my wyglądamy jak oni. Na pierwszy rzut oka wcale się nie różnimy - zauważył. - A poza tym... jak będzie chciała podróżować i jej zabronisz to i tak pójdzie - spojrzał jej prosto w oczy. - Zwieje... prędzej czy później. Lepiej żebyś... no wiesz spróbowała jej pozwolić - uśmiechnął się do niej. - Bo jak niby zatrzymasz dziewczynę, która może sobie latać podniebnie?
Gave
Przyznał jej rację w milczeniu, gdy wspomniała o tych oczach. Fakt, może wtedy nikt by ich nie pomylił, ale różnice widoczne w zachowaniu dość często się zacierały. Nie każdy Argarczyk był tak otwarty czy szalony jak grupka, którą poznała Grima. Spojrzał po niej.
OdpowiedzUsuń- Ale Tony cię kocha miłością romantyczną. Zatrzyma się, żeby nie zostawić cię, a Kevusia... Kevusia będzie zbuntowaną nastolatkę, więc co najwyżej cię odstawi i zwieje, a ja... ja jej w tym pomogę - spojrzał po Grimie. - Bo mała ma prawo zwiedzać świat i uczyć się na swoich błędach - stwierdził spokojnie. - Zresztą na pewno nie będzie chciała podróżować sama - dodał widząc jak małe teraz turlają się razem po trawie i wesoło śmieją.
Gave
Damon jeszcze trochę sobie przy niej popłakał, jakoś tak nie czując przy niej aż tak wielkiego wstydu z tego powodu. Obejmował ją mocno ramionami, nie robiąc tego w sposób nachalny. Po prostu w ten sposób było mu lepiej. Odrobinę lepiej. Wtulał się w nią i płakał, a kiedy wszystko ustało, odetchnął głęboko.
OdpowiedzUsuń- Z tobą - powtórzył po niej. - Z Akane, ale ona za mną nie przepada, więc nie powinienem się jej narzucać - stwierdził jeszcze cicho. - A chłopaki... chłopaki jakoś bardziej zamknięci się wydają - mruknął. - Darcy, no Darcy jest super - uśmiechnął się lekko.
Damon
Grima mówiła o tej liczbie drzew tak lekko. Śmiała się z tego, starała się przy tym chyba pokazać, że on sam nie ma co się martwić, ale przez to wszystko chłopak poczuł nieprzyjemny ucisk w piersi. Dwadzieścia osiem... dziewięć drzew. Powalił w jednej chwili dwadzieścia dziewięć drzew. W jednej krótkiej chwili. Mógł ją stracić w tamtej chwili. Odebrać jej życie. Przygarnął ją mocno do siebie i zagryzł wargi chwilę tylko ją tak trzymając.
OdpowiedzUsuń- Nigdy więcej mnie tak nie zatrzymuj - poprosił jej. - Nie rób tak. Nie rób... ja nie wiem czy będę w stanie przekierować to tak jak dziś... dziś się udało, ale to był... to był fuks, szczęście... nie było w tym nic innego - zadrżał. - Proszę, nie rób tak... wiem że mi ufasz, ale w takich momentach ja nie ufam sobie. Ja nie ufam - powtórzył cicho i skinął głową. - Ognisko brzmi dobrze - szepnął.
Tony
Ashan kiwnął głową na jej żart. Grima bardzo mu pasowała do Darcy. Obie zdawały się mieć podobne poczucie humoru. Umiał to znosić i specjalnie mu to nie przeszkadzało. Spojrzał na nią nieco zdziwiony, gdy zaczęła mu mówić, że mógłby nie mieć tak silnej więzi ze swoim Bratem, gdyby zabił jego poprzedniego właściciela. Zastanowił się chwilę nad tymi słowami, głaszcząc swoje zwierzę. Wrócił do niego wzrokiem i przytulił się do niego delikatnie. Nie był pewny, czy zabiłby tego chuja. Chociaż biorąc pod uwagę jego własny charakter. Westchnął ciężko.
OdpowiedzUsuń— Tak, może lepiej. Z drugiej strony, strach pomyśleć, że taki chuj dalej może posiadać jakieś zwierzęta i się nad nimi znęcać — odparł, odsuwając się od Brata, aby mógł swobodnie zjeść. Sam oparł się o belki w zagrodzie i obserwował wszystko co działo się dookoła. Uśmiechnął się lekko w stronę Grimy, krzyżując ręce na torsie.
— Ano, najfajniejsza jaką znam — odpowiedział jej z jakąś taką nostalgią w głosie. — Ciężarna ma jeszcze jakieś życia? — zapytał po chwili.
Ashan
- Nic nie zrobiłem Akane - westchnął ciężko. - Zabrałem ją na randkę, nie? No i ciągle słyszałem o jej byłym - poczochrał się po włosach. - Wiesz, rozumiem że bardzo go kocha i te sprawy, ale zgodziła się na tę randkę to mogła chociaż odpuścić sobie to całe przypominanie o Gavie - wzruszył ramionami. - Ciągle to też przeginam - stwierdził zaraz. - Ale zdarzyło jej się o nim wspomnieć - westchnął ciężko. - I jasne, wiesz emocje... i te sprawy, ale w ogóle nie patrzy na tę drugą stronę - mruknął. - Tylko na koniuszek swojego noska. Takie wrażenie sprawia. Lepiej się do niej nie zbliżać i wiesz... może jak się trochę ogarnie to wtedy? - spojrzał po niej. - Fajnie byłoby się z nią przyjaźnić, ale wiesz... w danej chwili jakoś tego nie czuję - przyznał szczerze. - Tony jest straszny - szepnął jej do ucha. - Swoim gadaniem mnie przeraża... - dodał. - Tak potrafi zagadać, że ciężko cokolwiek odpowiedzieć, bo czuję się przy nim głupi - wyjaśnił jej. - A Ryu... z nim nie próbowałem - przyznał szczerze. - Bo jego to często nie ma.
OdpowiedzUsuńDamon
- Nie prawda, nie kłamie - odparł krótko. - Nie mam pecha - uśmiechnął się do niej. - Chciałem randki w zamian za coś, ale mogła się na nią nie zgodzić - skomentował spokojnie. - I znaleźlibyśmy inną zapłatę uśmiechnął się do niej szeroko. - Nie wiem kto jej krzyczał, nie znałem jej ze strony mniej egoistycznej. W danej chwili chyba poszła za bardzo, ale znów to może być po prostu moje mylne wrażenie - mruknął, a kiedy wspomniała o odwadze pokiwał głową. - Nie jestem, silne charaktery mnie onieśmielają. Nie przepadam z nimi przebywać, bo czuję się wtedy nieistotny - przyznał jej szczerze. - Wiesz tak jakbym nie istniał - mruknął. - Nie wydaję osądów. Mówię o tym co widzę na pierwszy rzut oka, albo o tym co przeżyłem z daną osobą. Na tej podstawie wysnuwam wnioski - mruknął. - No czasem też słucham innych i to może być zgubne, ale z drugiej strony jak wiele osób coś uważa... to gdzieś ziarnko prawdy musi leżeć...
OdpowiedzUsuńDamon
- Można było - zgodził się. - Ale nauczki nie mam, Sercówko - uśmiechnął się do niej. - Bo każdy ma swój rozumek i może odmówić tak czy inaczej. To nie była opcja na śmierć i życie - wzruszył ramionami, po czym zmarszczył brwi. - Z Darcy? Normalnie. To ciepła kluska, która jest po prostu za bardzo gadatliwa miejscami, ale to wszystko - zauważył, po czym popatrzył po niej i ponownie wzruszył ramionami. - Nie wykluczam opcji, że się mylę. Ale na tę chwilę tak czuję i już. Nie powiedziałbym, że to jakaś wielka ocena - mruknął. - Po prostu spostrzeżenia - skomentował. - Czasem jedna randka wystarczy - uśmiechnął się do niej. - A pamiętaj. Będę czuł się zaszczycony, że będziesz o mnie pamiętać i będziesz na mnie uważała - uśmiechnął się do niej szeroko. - Ale ja nikogo nie dręczę Sercówko. Nikomu nie robię krzywdy. Mówię ci tylko czemu się czuję przy nich niekomfortowo. Ja nie jestem tym co to uwielbia co chwilę kogoś poznawać, silne charaktery mnie osobiście przerażają - mruknął. - Ale to nie znaczy że ich piętnuję czy uważam za złych ludzi...
OdpowiedzUsuńDamon
Damon skinął głową.
OdpowiedzUsuń- No właśnie, więc można było spokojnie odmówić - zauważył ponownie. - Albo zaproponować samemu coś innemu. Dlaczego to pomysłodawca ma dawać inne opcje? Ja chciałem randkę, a nie smętne spotkanie czy inne szalone tańce, więc o randce rzuciłem - skomenował i roześmiał się na wieść że się myli. - A ja wiem, że to ty się mylisz - pstryknął ją w nos i zaśmiał się lekko. - Ważne by pamiętali, a nie ważne jak - wzruszył ramionami. - Poza tym to moje spostrzeżenia o twoich przyjaciołach - powiedział spokojnie. - Wiesz dla ciebie mogą być super i jasne, ja ci tego nie bronię i wierzę że tak jest - zapewnił ją. - Ale ja mam o nich inne zdanie - skomentował. - I mam do tego prawo, Sercówko. I mam prawo by je wypowiadać, jeśli nikogo tym nie krzywdzę, a nie krzywdzę. Nie skaczę im do gardeł. Nie namawiam nikogo by się z nimi nie przyjaźnili. Ja po prostu mówię co o nich uważam i mam do tego prawo - spojrzał po niej i wzruszył ramionami. - Nie robię krzywdy, bo znów nie mówię że Ty czy ktokolwiek ma się z nimi nie przyjaźnić. Ja po prostu uważam, że mi jakoś nie leżą - stwierdził po prostu. - Nie, Grimo. Nie mówię, że to źle. Mówię, że dla mnie on jest straszny, bo trudno cokolwiek przy nim powiedzieć - rzucił spokojnie. - I znów nie, Grimo. Nie mam jej za złe tego że mówi że kogoś ma. Jest mi tylko przykro, że jego imię pojawia się raz za razem - spojrzał po niej. - Nie koniecznie mam ochotę słuchać o nim - skomentował spokojnie. - Nie, moje słowa nie są głupie....ty je źle zrozumiałaś - wzruszył ramionami, kuśtykając sobie w stronę Argarskiej wiochy.
Damon
- Nie chciałbym zrobić ci krzywdy... w żadnej sytuacji - wymamrotał jeszcze. - A w takich... w takich sobie nie ufam. Wolałbym oddalić się i mieć pewność, że cię nie skrzywdzę niż... no wiesz - wydusił z siebie czując łzy w oczach i wciskając głowę we włosy Grimy. W duchu już sobie obiecał, że trzeba wreszcie wrócić do poważnych treningów, bo brak kontroli w silnych emocjach nie mógł się powtarzać. Przynajmniej nie tak często... bo dla niego to było często. Zwłaszcza, że nie przypominał sobie, by któreś z jego przyjaciół miało podobne przeżycia. Już dawno mieli to opanowane. Znów był daleko za nimi. W duchu sobie westchnął i ostatecznie usiadł, kiedy to ucałowała go w usta. Przeciągnął się lekko.
OdpowiedzUsuń- Hm... - zerknął do swojego plecaka. - Mam pyszne kanapki, mam też mięsko z Gorry w autorskiej marynacie. Ulepszyłem tę Rei i nieskromnie powiem, że moja jest lepsza - wyszczerzył się do niej. - I zrobiłem jeszcze takie o... szaszłyki - dorzucił po chwili, wstając z miejsca i rozglądając się po okolicy. - Tam niedaleko jest polanka z rzeczką. Może tam? - zaproponował jej.
Tony
- Dziękuję - szepnął jej do ucha i jeszcze raz mocno ją przytulił, a potem wstał z miejsca jeszcze na nieco miękkich nogach i przez moment po prostu oddychał z uśmiechem obserwując jej wesołe tańce, po czym ruszył z nią w stronę polanki. Przytulił ją mocno, kiedy tylko do niego doskoczyła i poprowadził najkrótszą drogą na wspomnianą polanę. Tam rozłożył koc, żeby mieli ciepło pod dupskiem, pozbierał gałęzie na ognisko. Rozniecił je i kiedy już zrobiło się przytulnie ciepło polał im domowej lemoniady, podając Grimię kanapkę, a resztę zaczął grillować na ogniu, samemu też wgryzając się w kanapkę.
OdpowiedzUsuń- Co właściwie najbardziej lubisz jeść? - zapytał Grimy.
Tony
- Tylko, że Fasolki nie będą uciekały - spojrzał na Grimę. - Bo my im pozwolimy iść i zwiedzać świat - dodał, patrząc po Grimie poważnie. - Rozumiem, że się o nią martwisz, ale to co mówisz brzmi jakbyś siłą chciała ją zatrzymać. Na razie jest malutka, nie ma co się martwić - zapewnił ją. - Ale zatrzymywać jej siłą nie wolno - poinformował ją, bo przecież od tego Grima zaczęła, że nie będzie jej puszczała. - Za te kilkanaście lat... może świat będzie już odrobinę lepszy - zaproponował cicho.
OdpowiedzUsuńGave
Uśmiechnął się słysząc jej odpowiedź i zastanowił się nad swoją.
OdpowiedzUsuń- Ja za to uwielbiam szaszłyki - powiedział z uśmiechem. - I słodkie naleśniki - dodał po chwili namysłu. - Bo naleśniki są szybkie do zrobienia i pyszniutkie - pokiwał lekko głową, po czym zmarszczył brwi i chwycił ją za rękę, zanim wyruszyła na poszukiwania. - Chciałaś - odparł cicho. - Chciałaś go wyrzucić. W gniewie często robimy to czego naprawdę chcemy - szepnął i posadził ją z powrotem na kocyku. - Mówiłaś prawdę. Nie czujesz się pewnie z myślą, że będziemy razem. Nie interesuje cię ta ceremonia - mruknął. - A ja mogę spokojnie poczekać... aż cię zainteresuje lub być obok ciebie bez pierścionków...
Tony
- Chyba wolę słodkie - przyznał szczerze. - Lubię też naleśniki wytrawne, słone... ale raczej słodkie są moimi ulubionymi. Tak w serduszku na wysokim poziomie są - uśmiechnął się do niej szerzej, po czym zacisnął mocno wargi. Czytał o tym, że w złości mówiło się to, co faktycznie się myślało. Grima nie chciała ślubu. Nie chciała go mieć na męża, bo był to tylko głupi papier, więc nie było o czym mówić. Nie było o czym mówić, choć to bolało. Sam odwrócił od niej wzrok.
OdpowiedzUsuń- Ja powiedziałem ci tylko, że nie chcę chrztu i nie chcę tak przyjaciół wyróżniać. To wszystko, a ty nie mogłaś tego zrozumieć - stwierdził. - Sama rzuciłaś że w takim razie ślub też jest głupi i nie ważny... więc tak myślisz - odetchnął głęboko. - A ja... dostosuję się do tego, zanim zarzucisz mi, że znów musi być wszystko po mojemu - mruknął. - Chrztu dalej nie chcę. Dalej nie widzę sensu w wyróżnianiu przyjaciół i w tych całych ceremoniach. A ty nie widzisz sensu w ślubie. Jesteśmy kwita.
Tony
- Tak, bo dla mnie chrzest to głupi papier - przytaknął. - Rzuciłaś we mnie obrączką i powiedziałaś, że nie chcesz ślubu w takim razie, więc uznałem że uważasz to za głupotę - rzucił krótko. - Mi się po prostu nie widzi taki obrządek chrztu. Nie jestem religijny. Nie chcę czegoś takiego, a moje przyjacioły zajmą się naszymi dziećmi bez obrządku gdyby coś nam się stało - mruknął. - Ty powiedziałaś chrzest a potem dopiero zaczęłaś zmieniać i wymieniać to na Grimowanie. Teraz Grimowanie po prostu kojarzy mi się z chrztem - mruknął jeszcze. - I uważam chrzest za głupi pomysł... może nie głupi, ale niepotrzebny do szczęścia - zacisnął mocno wargi i popatrzył jak wstaje i rusza w stronę skąd przyszli. - Zrobię ci inny pierścionek - rzucił za nią. - Lepszy, ładniejszy... twój... - mruknął. - Nie idź, ściemnia się, poszukamy go rano...
OdpowiedzUsuńTony
- Bo nie znam Kuleczki i mu nie ufam, a jak mamy powierzyć dziecko komukolwiek, to oboje rodziców powinno ufać danej osobie - rzucił krótko. - Nie dałem ci kary - wymamrotał. - Po prostu nie zgadzam się na Kuleczkę, bo mu nie ufam. Tobie ufam - mruknął. - Tobie tak, ale jemu nie. Jemu nie ufam... nie wiem co może zrobić, nie wiem jak zadziała, nie wiem jaki jest. Nic o nim nie wiem, poza tym że chciał ciebie... że próbował z tobą, że mu się prawie dałaś - zacisnął mocno wargi. - Ja chcę ślubu, ty go nie chcesz - mruknął jeszcze. - Bo ślub nie jest religijny, nie zawsze. Dużo osób bierze tylko cywilny, przysięga przed sobą a nie przed jakimś szalonym bogiem.
OdpowiedzUsuńTony
- Nie zmieniam. Powiedziałem ci już, że okay, niech będzie Grimowanie ale bez Kulki... i ty się nie zgodziłaś. Powiedziałaś wtedy że zrobisz to tak czy siak... więc przestań mówić że zmieniam zdanie - burknął. - Powiedziałaś że go nie chcesz, teraz że chcesz... kto to zmienia zdanie teraz? - wymamrotał kompletnie już nie wiedząc co ma robić. Tym razem nie zbliżył się do niej tylko stał w swoim miejscu i zaciskał mocno pięści. - Ale przedstawiłaś go jako religijne - mruknął jeszcze raz.
OdpowiedzUsuńTony
- Powiedziałaś, że zrobisz Grimowanie i że weźmiesz Kluseczkę, bo ja powiedziałem, że na Kluseczkę się nie zgadzam i że Kluseczce nie ufam - zauważył. - A wcześniej powiedziałaś chrzest, a nie grimowanie - dodał. - Tak, porównałaś grimowanie do chrztu, a mi się nie podoba idea chrztu - wydął policzki.
OdpowiedzUsuńTony
- I powiedziałaś, że jak nie chcę chrztu to ty zrobisz sobie go sama, z Kluszeczką czy mi się to podoba czy nie - naburmuszył się, nie komentując sprawy logiki. Uważał że miał jej całkiem sporo, ale nie zamierzał się z nią tu kłócić. Hormony przecież u niej szalały. Uśmiechnął się kiedy wspomniała że będzie jego przyszłą żoną i kiedy wspięła się na drzewo on sobie tam po prostu podleciał i przycupnął na jednej z gałęzi.
OdpowiedzUsuńTony
Darcy słuchała wszystkich pytań i sposobów rozumowania Grimy. Problem był taki, że sama nie żyła w pełni w tych tradycjach, ale uwielbiała te argarskie zamysły, więc dopytywała od dziecka o te historie, więc w miarę radziła sobie z tłumaczeniem. Tak przynajmniej myślała.
OdpowiedzUsuń— Druhny to takie osoby, które są drużyną Panny Młodej, a Pan Młody ma drużby, to ich pomocnicy, którzy mają za zadanie najbardziej im pomagać w przygotowaniach i zrobić imprezy przed weselem, żeby Ci co biorą ślub mieli wsparcie i dobrą zabawę — wyjaśniła.
Darcy
- Tak, ale już ci mówiłem, że powrównałaś jedno do drugiego i nie chciałaś odpuścić. I mówiłaś że zrobisz z nim czy tego chcę czy nie - bąknął, bo takie słowa padły i nie da sobie wmówić, że tak nie było. Obserwował ją taką skuloną na drzewie, wisząc sobie tuż obok niej ale nie wpychając się na jej gałąź. Skoro uznała to za bezpieczne miejsce, nie zamierzał jej teraz wchodzić w przestrzeń prywatną.
OdpowiedzUsuńTony
— Panna Młoda dalej mówi co chce mieć na weselu, ale jeśli ma możliwość, to może zwalić przygotowania na innych i tylko sobie pilnować, czy na pewno wszystko jest tip top. Wiesz para młoda ma mieć takie specjalne traktowanie, tak mi przynajmniej opowiadano i uważam, że przez to to bardzo fajna tradycja, zbliża do siebie wiele osób — uśmiechnęła się do Grimy wesoło. — W Argarze też jest ceremonia, strojenie się, ale jest też imprezka weselna, są wieczory przed weselem, a czasami są też poprawiny po weselu, bardzo dużo świętują tutaj śluby — zaśmiała się delikatnie. — A Ty masz już z Tonym jakąś wizję ślubu? Albo pomysł na suknię weselną? — dopytała jeszcze przyjaciółki.
OdpowiedzUsuńDarcy
Tony pokręcił głową i spojrzał w bok.
OdpowiedzUsuń- Mówiłaś, że z nim zrobisz - powtórzył tylko. - I powiedziałaś, że weźmiesz kogo chcesz bo ty mu ufasz a że ja mu nie ufam to generalnie nic takiego, bo powinienem ufać tobie i zaczęła się afera - mruknął. - Mówiłaś, zasugerowałaś że zrobisz to całe Chrzesto-Grimowanie z nim, niezależnie od tego co o nim myślę i tak dalej - powtórzył. No nie było szans na to by dał sobie wmówić, że takich rzeczy nie było, jak były. Wisiał sobie dalej obok niej, obserwując tylko okolicę z góry.
Tony
Pokręciła głową. W zasadzie jej pasowało, że Tony i Grima nie wzięli się jeszcze za jakiekolwiek sensowne przygotowania względem wesela. Przytuliła Grimę, uśmiechając się do niej szeroko. Na dobrą sprawę nie było co go nawet jeszcze szykować, biorąc pod uwagę okoliczności.
OdpowiedzUsuń— Będziecie mieć sporo pięknych maleństw, co? — zapytała, odsuwając się od niej. — Cieszę się, że tak bardzo się kochacie. Wizję możecie jeszcze stworzyć, a wtedy chętnie wam pomogę. To nie tak, że musicie brać ślub teraz, zaraz, prawda? — zaśmiała się lekko. Upiła łyk lemoniady. — Ale jeśli chcesz możemy już pokombinować plan na suknię. Zakładam, że Rei będzie Ci chciała uszyć, a jeśli nie, to znajdę Ci zajebistego krawca! — obiecała, wyciągając mały palec w jej stronę na przysięgę, której nie można złamać. — Zamknij oczy i pomyśl jakbyś się widziała, gdy będziesz ślubować Tonemu, co Ty na to? — zaproponowała.
Darcy
- Zgodziłem się na Grimowanie i nie chciałem w nim uczestniczyć, bo nie chciałem wyróżniać przyjaciół, ale jak powiedziałaś o Kulce to zabroniłem - potwierdził. - Bo Kulka stanowi problem - mruknął. - To ty mi zarzuciłaś brak zaufania do twojego wyboru - dodał. - Nie ja tobie. Ja ci cały czas tłumaczyłem że tobie ufam, ale jemu ani trochę - burknął. - Nie kłamię Grima. Dla mnie naprawdę chrzest, Grimowanie, wyróżnianie kumpli... jakoś nie przemawia przeze mnie, ale jak chcesz to sobie to rób. Tylko bez Kulki - mruknął teraz jednak przysiadając na gałęzi obok niej. Gdy wspomniała, że źle się czuje zmartwił się trochę. - Ale boli cię głowa, brzuch? Chcesz wymiotować? Słabo Ci? - zaczął nieco ją asekurować na drzewie. - Może podrzucę cię od razu do Febe, co? - zaproponował gotów wziąć ją na ręce i po prostu pognać do Argaru z powrotem.
OdpowiedzUsuńTony
- No i zgodziłem się na poznanie go - odparł krótko. - Bo dalej wybór przyjaciół na opiekunów wydaje mi się słaby - powiedział zaraz. - Decydowanie kto jest lepszy a kto gorszy. Nie będę się z tym czuł dobrze, więc tak... dalej mi to nie siedzi - skomentował jeszcze. - Nie, nie zarzuciłem ci braku zaufania. Od początku mówiłem, że tobie ufam, ale nie jemu - fuknął i dmuchnął sobie w grzywkę. - Sama jesteś paskudna - dorzucił odsuwając się od niej trochę, ale zostając na jej gałęzi i już nic więcej nie mówiąc.
OdpowiedzUsuńTony
- ALe ja ci nie wmawiam jak ty na to patrzysz - powiedział wzdychając ciężko. - Mówię jak ja na to patrzę i jak ja to widzę i to wszystko - mruknął, bo przecież nie wmawiał jej niczego. Pokręcił lekko głową. - Nie mówiłem - mruknął. - Mówiłem, że jemu nie ufam.
OdpowiedzUsuńTony
- Nie, powiedziałem o nim - skomentował. - Zaprzeczyłem, gdy źle mnie zrozumiałaś. Nie wmawiaj mi tego, że powiedziałem iż ty mi nie ufasz albo że ja nie ufam tobie - mruknął. - Ty doszłaś do wniosku, że tobie nie ufam, bo nie chciałem Kulki czy innego Kapsla - bąknął. - Ja ci wyjaśniłem tylko różnicę - skomentował. - Nie jesteś głupia. Nigdy w życiu tak nie powiedziałem - dodał jeszcze. - I nigdy w życiu tak o tobie nie pomyślałem... - potarł sobie skronie.
OdpowiedzUsuńTony
Tony spojrzał po niej mocno skonfundowany. Przecież jak chciał przytulić to ona tego sobie nie życzyła a teraz fukała zła jakby tego chciała. Nie rozumiał tego całego systemu. Spojrzał na jej kuleczną formę i pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- No mogę cię przytulić - powiedział spokojnie. - Chcę ale no nie dajesz się przytulić... - mruknął jeszcze zbliżając się do niej na tej gałęzi. - Leżysz w zamkniętej pozycji która krzyczy... nie zbliżaj się - pogłaskał ją po głowie.
Tony
Przytuliła ją po prostu delikatnie, gdy wyjaśniła wszystko, oddając jej czułość. Cieszyła się, że Grima znalazła sobie kogoś z kim mogła szczęśliwie żyć. To naprawdę było coś cudownego i naprawdę nie mogła znaleźć dobrych słów, aby opisać jak bardzo dobrze jej z myślą, że jej przyjaciółka jest szczęśliwa.
OdpowiedzUsuń— Więc jak wszyscy będziemy — zgodziła się z nią, siadając wygodnie na swoim miejscu. Przytaknęła też, gdy mówiła o nie umieraniu. — Tutaj też się z Tobą zgadzam, nikomu nie pozwolę nas wystawić w tej sprawie do wiatru — uśmiechnęła się do niej ciepło.
— Nie musisz niczego, chodzi o to, żebyś wyobraziła sobie to co chcesz, pomyśl o tym jakie Ty masz pragnienia względem sukienki, jaka by sprawiła, że czułabyś się jak najjaśniejsza, najfajfniesza, najważniejsza gwiazda wieczoru? — odparła na jej pytania.
Darcy
- Jestem - pokiwał głową. - Nie znam się na tym... nie umiem, do mnie trzeba prostymi komunikatami. Przecież sama kazałaś mi się odsunąć - bąknął, trzymając ją w objęciach. - Dałaś mi do zrozumienia że nie chcesz przytulania chowając się w kulkę... - zacisnął mocno wargi. - A ja jestem bardzo głupi w te klocki... - wymamrotał. - I nie chciałem cię bardziej denerwować... ale...ale nie zszedłem z gałęzi...
OdpowiedzUsuńTony
Tony pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Nie jesteś prosta, ale nie musisz być prosta... musisz mnie tylko nauczyć... i sama siebie też trochę... że no wiesz jak mówisz nie to ja rozumiem jako nie, a nie... powiem nie, le jednak przytul - bąknął zagryzając mocno wargi. - Wcale nie wiem czy ty chcesz zawsze przytulania. Jak się złościsz to wcale tak zawsze nie chcesz... - dodał oddychając głęboko. - Ja ciebie też kocham - przytulił ją mocniej do siebie.
Tony
Dmuchnął sobe w grzywkę i pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Nie... ja tego nie ogarniam - westchnął ciężko. - Jak Grima... jak mam wiedzieć, że ty chcesz, kiedy wszystko w tobie krzyczy że nie chcesz? No i buzia też krzyczy - postukał ją po czole, obejmując ją jeszcze mocniej i muskając ustami jej czoło. - Jesteś skomplikowanym stworzeniem... czasem bardzo logicznym, a czasem kompletnie nie... - mruknął wzdychając ciężko. - Nie wiem czy to wszystko ogarnę...
Tony
- Ale dlaczego komplikujesz słowo "nie"? - spojrzał po niej i zacisnął mocno wargi. - Przecież "nie" oznacza, że czegoś sobie nie życzysz. Czemu w krzyku i złości nie możesz krzyczeć "tak"? Przytul! Tak! Obejmij! - krzyknął na próbę, obejmując ją mocniej. - A nie, że potem trzeba kombinować że może chce a może nie chce... - wymamrotał i odetchnął ciężko. Naprawdę trudno będzie zinterpretować takie zachowania. A potem ktoś mu zarzuci jakieś szalone interpretacje i znów będzie problem. Oparł czoło o ramię Grimy. - Nienawidzę emocji...
OdpowiedzUsuńTony
Tony popatrzył po niej zaciskając mocno wargi.
OdpowiedzUsuń- Hm... może nie jest jakoś naturalne, ale równie nienaturalne jest mówienie "nie", kiedy myślimy "tak" - dodał patrząc jej prosto w oczy. - Jakby rozumiem... znaczy może tak ogarniam głową to jak ty rozumujesz, ale ciężko mi to przełożyć na siebie - mruknął. - Dla mnie to bardzo nienaturalne. No wiesz... jakbym ci powiedział "nie dotykaj mnie" albo "nie podchodź", "nie zbliżaj się" to fakt że podejdziesz, dotkniesz i przytulisz tylko bardziej mnie zestresuje - wymamrotał. - Będę starał się opanować, ale to wcale nie pomaga, a ty mówisz... że jak "nie" to "tak". A gdzie szacunek do kobiet i ich zdania? - spojrzał jej głęboko w oczy. - Ja chcę cię szanować i respektować twoje zdanie, a przecież pogubię się w twoich "nie"... bo nie będę potrafił powiedzieć, które oznacza "tak" a które oznacza "nie" - wargi mu lekko zadrżały. - Nie chcę cię potem skrzywdzić, bo wezmę twoje "nie" za tak, a okaże się że było zwykłym "nie" i ech... - ścisnął ją w swoich ramionach.
Tony
Darcy przyglądała się Grimie. Cieszyła się, że dziewczyna tak usilnie o sobie myślała. Słuchała jak zaczęła w końcu opowiadać o sukni. Musiała przyznać, że opis brzmiał właśnie tak jak sama wyobrażała sobie fantazje goblinki. Coś co nie było oczywistą kreacją ślubną, ale było na tyle szalone, pomysłowe i piękne, że nikt by jej tego tytułu nie odmówił. Uśmiechnęła się do niej, gdy w końcu otworzyła oczy.
OdpowiedzUsuń— Jeśli Rei powie, że takiej nie zrobi to Ci znajdziemy innego krawca, najlepszego w całym Mathyr, kosztami się nie przejmuj, to będzie prezent od Felci — obiecała, przytulając ją do siebie, zaraz ją puściła i spojrzała po niej zadowolona. — Wspaniała wizja, żebyś widziała jak się uśmiechasz, myśląc o tej sukni, już wiem, że to jest to! Grimowata suknia dla Grimy! — zaśmiała się.
Darcy
— W ogóle nie jesteś brzydka, jesteś śliczna — Darcy zaprotestowała, podchodząc do niej przed lustro. Zaśmiała się, kiedy zrobiła sobie wąsa, ale też zarumieniła całkiem mocno. Ostatnio uczyła się o sprośnych żartach i no nie weszło jej to aż tak dobrze jak myślała. Odchrząknęła.
OdpowiedzUsuń— Nie wiem, nie wiem — powiedziała tylko, próbując być tajemnicza, zabrała jej wąsowego ogona i ustawiła przodem do lustra. — Masz śliczne oczy, włosy, uszy, figurę, ogon, co niby w Tobie jest takiego brzydkiego, co? — zapytała.
Darcy
Blondyn skinął głowę.
OdpowiedzUsuń- Tak, ale komunikaty z "nie" wyrażam tak jak czuję - powiedział jej zaraz i odetchnął głęboko. - Wiem, że cię szanuję i wiem że ty wiesz, ale... boję się, że kiedyś nie zrozumiem twoich skomplikowanych "nie" - powiedział. - I cię skrzywdzę, a ja nie chcę cię krzywdzić. W ogóle. Nigdy - poinformował ją drżącym głosem i kiedy zadała to kolejne pytanie, zesztywniał nieco i musiał nabrać kilka szybkich, głębszych wdechów. - Nie wiem... może... nie - pokręcił głową. - Nie wiem czy to to... ja po prostu martwię się o ciebie...
Tony
— Absolutnie się z Tobą nie zgadzam — pokręciła głową, uśmiechając się do Grimy. — Dobrze, że masz inne radości, ale mojego zdania nie zmienisz. Jesteś śliczna, po prostu śliczna. I nie zgadzam. Masz naprawdę ładne zęby, wcale nie są wielce krzywe, poza tym wyglądają bardzo ładnie i groźnie, bardzo mrocznie i intrygująco, gdy się uśmiechasz i knujesz — zaczęła prawić jej komplementy. — Włosy też masz przecież piękne, mocne, gęste, lśniące a kolor osobiście mi się podoba, nie wiem kto Ci powiedział, że jest brzydki, ale jest debilem bez jakiegokolwiek pojęcia o modzie — zapewniła ją. — Jesteś niska, bo jesteś goblinką, nic dziwnego, że nie jesteś wysoka na dwa metry, ja też jestem chuda i nie mówisz, że przez to brzydka jestem. Może i słaby podwieczorek — zarumieniła się i pstryknęła ją w nos — Ale biorąc pod uwagę Twój stan, to musisz być ulubionym deserem Tonego — powiedziała jej, po czym odwróciła wzrok zawstydzona. — Jeśli chcesz, możemy Cię przebrać w coś drogiego z mojej szafy i może wtedy spojrzysz na siebie tak jak ja czy Tony, w końcu lubisz błyskotki, co? — zaproponowała.
OdpowiedzUsuńDarcy
Dla niej Grima i tak była piękna na swój sposób. Miała śliczne, białe, drapieżne zęby, które z pewnością niejednemu działały na wyobraźnie, a do tego uroczy ogonek, oczy, w których widziała zawsze same pozytywy i uśmiech, który po prostu rozbrajał. Chciała jej nawet o tym powiedzieć, ale nie chciała, żeby pomyślała, że lubi ją właśnie za ten ładny wygląd.
OdpowiedzUsuń— Tylko miej w swojej myślicy, że dla mnie jesteś bardzo ważną przyjaciółką i zawsze nią będziesz, dobrze? — poprosiła ją za to z uśmiechem. Zastanowiła się chwilę, gdy zapytała o osobniki.
— Ja jestem hybrydą, fenalis, mam tylko rodzeństwo, ale wiesz… jesteśmy całkiem podobni do siebie — uśmiechnęła się do niej. — A wszystkie feniksy u mnie w domu mają ogniste kolory włosów na przykład, moją siostrę można z nimi pomylić, ja się aż tak w nich nie wdałam kolorami akurat — wyjaśniła jej. — A waga to jednak bardzo indywidualna kwestia, a ja akurat lubię dbać o wygląd i swój brzuch, żeby wiesz… wyglądał zjawiskowo przy moich wszystkich odkrywających go kreacjach — zaśmiała się lekko. Zaśmiała się mocniej, gdy wspomniała o świeceniu jak psu jajca.
— Chcesz mieć dużo biżuterii, czy ten taki oclarski materiał, który się mieni od światła? — zapytała zaraz, prowadząc ją do swojego pokoju, żeby wyjąć wszystkie pudełka z biżuterią i te najbardziej eleganckie sukienki. — Wiem, że są czarne, ale zawsze możemy sobie wyobrazić, że mają inny kolor, a potem może zrobię jakiś wzór, żebyś miała o czym marzyć co? — zaproponowała.
Darcy