Walwan stał w siedzibie rodu Namatu i czekał, cała ta sytuacja była dość dziwna, jasne, stawiał na znalezienie żony, na założenie rodziny, ale w życiu nie myślał, że będzie mu to dane aż tak szybko. Właśnie był z rodzicami na zapoznaniu, miał poznać dwie siostry, z każdą z nich spędzić dzień i na podstawie spotkań zdecydować, którą wybiera za żonę. Standardowy układ, normalnie byłby tu z Vincenzo, ze swoim starszym bratem, z każdym ze swoich braci wolnego stanu, tak by i młode damy miały swój wybór, jego brat jednak wypiął się na obietnicę i Wan ratował właśnie dobre imię swojej rodziny. Baros miał już żonę, więc nie mógł go w tym zastąpić, a Yerbe nie był brany w tego typu zwyczajach pod uwagę. Resztę jego rodzeństwa stanowiły kobiety, więc dla Wana decyzja była oczywista. Wiedział, że pozycja w czasach wojny była niezwykle istotna, to właśnie dzięki niej cała jego rodzina przeżyła natarcie, nie zamierzał ich narażać. Starczyło już, że on ledwo uszedł z życiem.
Szturchnięcie w ramię wyrwało go z zamyślenia, w siedzibie nastąpiło lekkie poruszenie, Wan poprawił swój wyjściowy surdut i wyprostował się, dla lepszej prezencji. Zaraz z jednego pomieszczenia wyszli jego przyszli teściowie, a za nimi dwie urocze damy. Jedna z nich wyglądała na średnio zadowoloną ze swojego przebywania tu, ale starała się wyraźnie utrzymać pozory. Chyba, bo w sumie Walwan nie za długo się jej przypatrywał. Dość szybko zawiesił spojrzenie w drugiej siostrze. Miała piękne, blado błękitne spojrzenie, a to w jaki sposób na niego patrzyła przykuwało po prostu wzrok. Uśmiechała się delikatnie, wyglądała na wzruszoną i przejętą, a jednocześnie miała w oczach tak przenikliwy spokój, że różowowłosemu na chwilę zabrakło tchu w płucach. Wyłączył się na dobre paręnaście sekund, więc przemowę ojca dam słyszał dopiero od jakiegoś tam fragmentu, potrząsnął jednak głową i starał się chociaż udawać skupienie. Poczuł, że naprawdę zaczyna się stresować, nawet kilka razy przełknął głośno ślinę. Czuł, że serce mu przyspiesza, a przed oczami odrobinę się mu dwoi i troi. Zaczął trochę tracić świadomość...
- Tato, poczekaj! - poprosiła błękitnooka, przerywając wielką przemowę i zbliżyła się do Walwana, patrząc po nim z troską. - Wszystko dobrze? - zapytała, lekko łapiąc jego dłoń w swoje. To pozwoliło różowowłosemu skupić wzrok, właśnie na tych jej dłoniach, na nich i na swojej własnej. Wziął głębszy oddech, powoli się uspokajał i sunął spojrzeniem do twarzy jednej z ewentualnych wybranek. Ten spokój jaki miała w spojrzeniu bardzo mu się udzielił i już zaraz oddychał swobodniej. Nie zwrócił nawet uwagi na to, że zarówno jego jak i jej rodzice patrzą z nutą niepewności w oczach na to co tu się dzieje.
- Dziękuję... - Wan kiwnął dziewczynie głową. - Już... już dobrze. To... - dopiero teraz spojrzał po zebranych - ... to tylko emocje - oznajmił, kiwając głową w przepraszającym geście. Błękitnooka uśmiechnęła się do niego łagodnie i powoli wróciła na swoje miejsce. Dopiero po chwili poznał jej imię. Feier. Feier i Haima. To właśnie z nimi miał spędzić dwa kolejne dni swojego życia. Nie był raptusem, nie zamierzał decydować na tu i teraz, ale ten zwykły ludzki gest, przerwanie wyniosłej chwili na rzecz upewnienia się, że wszystko z nim dobrze, ten spokój w oczach dziewczyny... Już to pozwoliło mu zakładać, że chyba wie kogo wybierze. Nie planował jednak zaburzać zwyczaju, z obiema siostrami zamierzał spędzić po dniu, tak jak im zaplanowano. W dniu poznania przyszło im spędzić czas w wspólnym rodzinnym gronie. Haima zdawała się z czułością zerkać po siostrze, obie sprawiały wrażenie bardzo uczynnych i otwartych, jednak ona, jako ta starsza, mówiła dużo więcej, widać było, że ma sporo do powiedzenia na wiele tematów. Przyjemnie się na nią patrzyło, nie puszyła się, nie była wyniosła, no i umiała w elegancki sposób zaznaczyć, że nie zgadza się z tą czy inną opinią. Feier była zdecydowanie cichsza, ale nie zlękniona, nie wstydliwa, była po prostu typem słuchacza. Obserwowała mówców, obserwowała otoczenie i zawsze gdy trafiała na spojrzenie Walwana to delikatnie się uśmiechała. Ten uśmiech był dla różowowłosego na tyle subtelny i uroczy, że po trzecim razie sam zaczął uśmiechać się lekko, kącikiem ust. Obiad minął im wszystkim w przyjemnej atmosferze. Tej nocy Walwan został w siedzibie Namatu, aby z samego rana zostać w niej z sam na sam z Haimą.
- Tato, poczekaj! - poprosiła błękitnooka, przerywając wielką przemowę i zbliżyła się do Walwana, patrząc po nim z troską. - Wszystko dobrze? - zapytała, lekko łapiąc jego dłoń w swoje. To pozwoliło różowowłosemu skupić wzrok, właśnie na tych jej dłoniach, na nich i na swojej własnej. Wziął głębszy oddech, powoli się uspokajał i sunął spojrzeniem do twarzy jednej z ewentualnych wybranek. Ten spokój jaki miała w spojrzeniu bardzo mu się udzielił i już zaraz oddychał swobodniej. Nie zwrócił nawet uwagi na to, że zarówno jego jak i jej rodzice patrzą z nutą niepewności w oczach na to co tu się dzieje.
- Dziękuję... - Wan kiwnął dziewczynie głową. - Już... już dobrze. To... - dopiero teraz spojrzał po zebranych - ... to tylko emocje - oznajmił, kiwając głową w przepraszającym geście. Błękitnooka uśmiechnęła się do niego łagodnie i powoli wróciła na swoje miejsce. Dopiero po chwili poznał jej imię. Feier. Feier i Haima. To właśnie z nimi miał spędzić dwa kolejne dni swojego życia. Nie był raptusem, nie zamierzał decydować na tu i teraz, ale ten zwykły ludzki gest, przerwanie wyniosłej chwili na rzecz upewnienia się, że wszystko z nim dobrze, ten spokój w oczach dziewczyny... Już to pozwoliło mu zakładać, że chyba wie kogo wybierze. Nie planował jednak zaburzać zwyczaju, z obiema siostrami zamierzał spędzić po dniu, tak jak im zaplanowano. W dniu poznania przyszło im spędzić czas w wspólnym rodzinnym gronie. Haima zdawała się z czułością zerkać po siostrze, obie sprawiały wrażenie bardzo uczynnych i otwartych, jednak ona, jako ta starsza, mówiła dużo więcej, widać było, że ma sporo do powiedzenia na wiele tematów. Przyjemnie się na nią patrzyło, nie puszyła się, nie była wyniosła, no i umiała w elegancki sposób zaznaczyć, że nie zgadza się z tą czy inną opinią. Feier była zdecydowanie cichsza, ale nie zlękniona, nie wstydliwa, była po prostu typem słuchacza. Obserwowała mówców, obserwowała otoczenie i zawsze gdy trafiała na spojrzenie Walwana to delikatnie się uśmiechała. Ten uśmiech był dla różowowłosego na tyle subtelny i uroczy, że po trzecim razie sam zaczął uśmiechać się lekko, kącikiem ust. Obiad minął im wszystkim w przyjemnej atmosferze. Tej nocy Walwan został w siedzibie Namatu, aby z samego rana zostać w niej z sam na sam z Haimą.
Rano, kiedy był już po porannej toalecie i ubierał się na dzisiejszy dzień, usłyszał wyraźne pukanie do drzwi.
- Będę szykować jedzenie. Zjesz ze mną czy jadasz o innych godzinach? - padło zza drzwi. Walwan poprawił na sobie narzutkę, dziś się już nie stroił, to miał być normalnie spędzony dzień, na tyle normalnie, na ile się dało w aktualnej sytuacji. Ruszył do drzwi, by je uchylić i spojrzeć po czarnowłosej.
- Właściwie to wolałbym przyszykować jedzenie razem z Tobą - przyznał, co wyraźnie zaskoczyło Haime. - Lubię kuchnię - dodał na wyjaśnienie. Haima uśmiechnęła się lekko.
- Czyli te Twoje księgi to nie tylko rzut na monety? - zapytała dość zadziornie, idąc w stronę kuchni. Wan uśmiechnął się pod nosem i ruszył za nią.
- Żartujesz sobie? Całe serce w te księgi wkładałem, to moje osobiste oraz rodzinne przepisy, z pokolenia na pokolenie, w końcu gdzieś spisane - przytaknął sam sobie.
- Cóż, wierzę na słowo, ale nie Twoje... na słowo Feier, to ona przeczytała te księgi od deski do deski i przy każdej okazji próbuje stworzyć coś z Twojego przepisu - przyznała. - Ja zdecydowanie chętniej przeczytałabym jakiś podręcznik o Mathyrskiej polityce, wyraźnie bym w nich podkreśliła co należy całkowicie zmienić, co usunąć, a co tylko lekko poprawić... - Haima zdecydowanie miała wiele do powiedzenia. Szykując śniadanie właściwie co chwilę przerywała krojenie warzyw czy chleba, na rzecz wyrażenia swojej opinii w tym czy innym temacie. Mówiła bardzo ciekawie, ale zdecydowanie miała w sobie coś z wojowniczki. Dobrze walczyłaby słowem. Miała ogrom zapału i chęć wprowadzenia zmiany, była naprawdę bardzo interesująca. Rozmowa z nią miała wysoki poziom, potrafiła zaskoczyć argumentami, ale i przyznać rację drugiej stronie. Zarówno przygotowanie śniadania, jak i zjedzenie go minęło im w przyjemnej atmosferze. Później Wan zaproponował spacer. To właśnie na nim Haima westchnęła ciężko, zerknęła w niebo i zaraz potem na Walwana.
- Nie wybieraj mnie - ciężko było to uznać za prośbę, nie był to też rozkaz, ale tonem zdanie zbliżone do stwierdzenia. - Feier... ona... musiałbyś zobaczyć jej oczy, gdy dowiedziała się, że to bracia z Twojego rodu będą między nami wybierać. Gdy rozniosła się plotka o Twoim zaginięciu, była załamana. Nowina, że tylko jeden brat będzie kandydatem jasno dawała do zrozumienia, że nie będziesz to Ty... Rozumiesz, co chcę powiedzieć? - spojrzała na Wana dość znacząco. Samiec zamrugał szybciej oczami.
- Ona...? Podobam jej się? - był tym dość zaskoczony. Haima przewróciła oczyma.
- Doprawdy doskonała będzie z Was para - rzuciła i pokręciła głową. - Jutro sam zobaczysz - oznajmiła. Walwan spojrzał po niej.
- To właściwie dlaczego mnie uprzedzasz? - zapytał.
- Bo coś mi podpowiadało, że możesz być mało spostrzegawczy w takich tematach - prześlizgnęła po nim wzrokiem, wyraźnie rozbawiona. - I najwyraźniej się nie myliłam. Wolę zadbać o to byś więcej zauważył, niż zdać się na los. Feier to moja ukochana siostra i chcę by była szczęśliwa. Gdyby chodziło o Twojego brata, to srogo bym się tu zalecała, co by wybrał właśnie mnie. Mi takie chodzące tarany nie straszne, nie lubię tej tradycji aranżowanych małżeństw, ale umiem ją dobrze wykorzystać i skoro mogę spełnić marzenia siostry, to zamierzam chociaż spróbować - zaznaczyła. Walwan dalej ją obserwował z pewnym podziwem w oczach. Musiała być niezwykle oddana rodzinie.
- Twoja siostra to niezła szczęściara - stwierdził. Szczerze wierzył, że Haima rzeczywiście byłaby w stanie dobrze wykorzystać każdą okazję, jaka trafi w jej ręce.
- Mam nadzieję, że zadbasz o to by taką szczęściarą pozostała - zaznaczyła czarnowłosa, lustrując go uważnie i zaraz wyciągnęła w jego stronę dłoń. - To mamy układ? - tym razem zapytała. Różowowłosy spojrzał po jej dłoni, spojrzał w jej niebieskie oczy i wyciągnął swoją rękę by "dobić" targu. Kobieta z politycznymi ambicjami to zdecydowanie nie był typ dla niego, nie do wspólnego życia, chociaż musiał przyznać, że Haima była bardzo charakterna.
- Mamy układ, ale nie odpuszczę tego jutrzejszego dnia, chcę go z nią spędzić - oznajmił. Haima uśmiechnęła się zadowolona.
- No raczej, że chcesz. Widziałam jak toniesz z tych jej blado błękitnych oczach - zaśmiała się pod nosem, a Wan parsknął lekkim śmiechem i pokręcił głową. Szwagierka zapowiadała mu się całkiem sympatyczna.
- Będę szykować jedzenie. Zjesz ze mną czy jadasz o innych godzinach? - padło zza drzwi. Walwan poprawił na sobie narzutkę, dziś się już nie stroił, to miał być normalnie spędzony dzień, na tyle normalnie, na ile się dało w aktualnej sytuacji. Ruszył do drzwi, by je uchylić i spojrzeć po czarnowłosej.
- Właściwie to wolałbym przyszykować jedzenie razem z Tobą - przyznał, co wyraźnie zaskoczyło Haime. - Lubię kuchnię - dodał na wyjaśnienie. Haima uśmiechnęła się lekko.
- Czyli te Twoje księgi to nie tylko rzut na monety? - zapytała dość zadziornie, idąc w stronę kuchni. Wan uśmiechnął się pod nosem i ruszył za nią.
- Żartujesz sobie? Całe serce w te księgi wkładałem, to moje osobiste oraz rodzinne przepisy, z pokolenia na pokolenie, w końcu gdzieś spisane - przytaknął sam sobie.
- Cóż, wierzę na słowo, ale nie Twoje... na słowo Feier, to ona przeczytała te księgi od deski do deski i przy każdej okazji próbuje stworzyć coś z Twojego przepisu - przyznała. - Ja zdecydowanie chętniej przeczytałabym jakiś podręcznik o Mathyrskiej polityce, wyraźnie bym w nich podkreśliła co należy całkowicie zmienić, co usunąć, a co tylko lekko poprawić... - Haima zdecydowanie miała wiele do powiedzenia. Szykując śniadanie właściwie co chwilę przerywała krojenie warzyw czy chleba, na rzecz wyrażenia swojej opinii w tym czy innym temacie. Mówiła bardzo ciekawie, ale zdecydowanie miała w sobie coś z wojowniczki. Dobrze walczyłaby słowem. Miała ogrom zapału i chęć wprowadzenia zmiany, była naprawdę bardzo interesująca. Rozmowa z nią miała wysoki poziom, potrafiła zaskoczyć argumentami, ale i przyznać rację drugiej stronie. Zarówno przygotowanie śniadania, jak i zjedzenie go minęło im w przyjemnej atmosferze. Później Wan zaproponował spacer. To właśnie na nim Haima westchnęła ciężko, zerknęła w niebo i zaraz potem na Walwana.
- Nie wybieraj mnie - ciężko było to uznać za prośbę, nie był to też rozkaz, ale tonem zdanie zbliżone do stwierdzenia. - Feier... ona... musiałbyś zobaczyć jej oczy, gdy dowiedziała się, że to bracia z Twojego rodu będą między nami wybierać. Gdy rozniosła się plotka o Twoim zaginięciu, była załamana. Nowina, że tylko jeden brat będzie kandydatem jasno dawała do zrozumienia, że nie będziesz to Ty... Rozumiesz, co chcę powiedzieć? - spojrzała na Wana dość znacząco. Samiec zamrugał szybciej oczami.
- Ona...? Podobam jej się? - był tym dość zaskoczony. Haima przewróciła oczyma.
- Doprawdy doskonała będzie z Was para - rzuciła i pokręciła głową. - Jutro sam zobaczysz - oznajmiła. Walwan spojrzał po niej.
- To właściwie dlaczego mnie uprzedzasz? - zapytał.
- Bo coś mi podpowiadało, że możesz być mało spostrzegawczy w takich tematach - prześlizgnęła po nim wzrokiem, wyraźnie rozbawiona. - I najwyraźniej się nie myliłam. Wolę zadbać o to byś więcej zauważył, niż zdać się na los. Feier to moja ukochana siostra i chcę by była szczęśliwa. Gdyby chodziło o Twojego brata, to srogo bym się tu zalecała, co by wybrał właśnie mnie. Mi takie chodzące tarany nie straszne, nie lubię tej tradycji aranżowanych małżeństw, ale umiem ją dobrze wykorzystać i skoro mogę spełnić marzenia siostry, to zamierzam chociaż spróbować - zaznaczyła. Walwan dalej ją obserwował z pewnym podziwem w oczach. Musiała być niezwykle oddana rodzinie.
- Twoja siostra to niezła szczęściara - stwierdził. Szczerze wierzył, że Haima rzeczywiście byłaby w stanie dobrze wykorzystać każdą okazję, jaka trafi w jej ręce.
- Mam nadzieję, że zadbasz o to by taką szczęściarą pozostała - zaznaczyła czarnowłosa, lustrując go uważnie i zaraz wyciągnęła w jego stronę dłoń. - To mamy układ? - tym razem zapytała. Różowowłosy spojrzał po jej dłoni, spojrzał w jej niebieskie oczy i wyciągnął swoją rękę by "dobić" targu. Kobieta z politycznymi ambicjami to zdecydowanie nie był typ dla niego, nie do wspólnego życia, chociaż musiał przyznać, że Haima była bardzo charakterna.
- Mamy układ, ale nie odpuszczę tego jutrzejszego dnia, chcę go z nią spędzić - oznajmił. Haima uśmiechnęła się zadowolona.
- No raczej, że chcesz. Widziałam jak toniesz z tych jej blado błękitnych oczach - zaśmiała się pod nosem, a Wan parsknął lekkim śmiechem i pokręcił głową. Szwagierka zapowiadała mu się całkiem sympatyczna.
Resztę dnia spędzili w dość przyjacielskim klimacie, chociaż kiedy Wan kładł się do łóżka, to miał wrażenie, że od natłoku informacji aż mu głowa paruje. Haimie mało kiedy zamykały się usta i chociaż mówiła ciekawie, to on teraz zdecydowanie bardziej potrzebował ciszy i spokoju. Informacje jakie dziś otrzymał w temacie Feier napawały go optymizmem, chociaż była w tym wszystkim również ciekawość. Czy Haima rzeczywiście słusznie oceniała siostrę? Czy nie koloryzowała tych wszystkich informacji? Może miała już jakiegoś swojego ukochanego i tylko chciała jakoś zniechęcić go do wybrania jej samej? Nie miał pojęcia, ale musiał przyznać, że na jutrzejszy dzień przyszło mu się niecierpliwić. Zasnął dość późno, zastanawiając się co będzie dnia następnego.
CDN.
CDN.
"Nie był raptusem, nie zamierzał decydować na tu i teraz (...)" - pozwolę sobie polemizować z tym stwierdzeniem. Cholerny z niego raptus, co było widać w poprzedniej części opowiadania. Zdecydował na już i nikt nie mógł mu nic powiedzieć w tym temacie. Mimo, że te siostry zdają się w porządku to ja ich tam nie lubię. xD
OdpowiedzUsuńTam bardziej chodziło o to, że ten "stary" Walwan zwykle nie był raptusem, ale w sumie może w wolnej chwili dodam tam słówko co by to było bardziej jasne. ^^ No cóż, antypatia to też jakieś odczucie do bohatera, więc nie jest źle. xDD
UsuńA ja tylko powiem, że dalej sercem gardzę tymi zaręczynami. Nieważne jak ładne i przyjemne do czytania to opowiadanie nie jest. Mam nadzieję, że Walwik nie będzie musiał iść w to małżeństwo. Mam nadzieję, że to tylko jakaś intryga i nagle sie okaże, że to znowu kawaler do wzięcia! Nie obchodzi mnie, że Heima go uspokaja, w rzyci mam tą tradycję! Jak chce brać sobie żonkę to się niech najpierw zakocha. Idź Ty mi z tymi swoimi pomysłami łamać komuś innemu serce XD
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło, że dostarczam Ci tak wielu emocji. xD
Usuń