Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

Kryształowy Lesie, here I come!

 

Rzadko kiedy coś takiego robił. Głównie dlatego, że nie bardzo miał na to czas i ochotę. Dziś jednak zamierzał porozmawiać z Nikitą i Shikitą, a chciał by miało to podłoże bardziej przyjacielskie niż służbowe. Mimo tego, że w teorii był podwładnym tych dwojga to nigdy tego od nich nie odczuł. No i oni oboje wiedzieli, że gdyby było coś co mu się nie spodoba to Sato po prostu tego nie wykona. Orianna była w Ardei na jednym z szalonych wypadów, więc miał dom cały dla siebie. Przygotował go więc, sprzątając co nieco. Głównie jednak skupił się na kulinarnych doznaniach. W całym domu pachniało od samego rana. Sushi, stek z cieniostwóra, potrawka z kurczaka oraz czekoladowe szaleństwo. Zastawił suto stół, dorzucając do tego whiskey ze starego świata dla łezki nostalgii. Zadowolony z efektu usiadł na kanapie czekając aż dwoje ważniaków przybędzie na spotkanie. Z tego wszystkiego przysnął sobie na chwilę.

Shiya nie spodziewała się zaproszenia na kolację. Wraz z Niklausem byli tak pochłonięci przygotowywaniem się do bitew, że często po prostu zapominali o samych sobie. Zbieranie informacji, dyrygowanie pracami usprawniającymi obronę ich małej społeczności, przyjmowanie interesantów czy też nauczanie chętnych łucznictwa zabierało cały jej czas, zostawiając go tylko odrobinę na wieczorne przytulasy w ramionach swojego mężczyzny z niemalże codziennym seksem. Mimo to przyjęli to zaproszenie, uznając je za na tyle nietypowe, że aż ciekawe. Nie specjalnie się na nie przygotowywali. Nie było żadnego dress codu. Shi spojrzała po Niklausie, gdy wychodzili z domu.

- Alkohol powinien wystarczyć na prezent - stwierdziła, patrząc po butelce którą niósł Niklaus. - Myślisz, że chce nam powiedzieć, że ma nas już serdecznie dość? - rzuciła luźno.

Niklaus na zaproszenie od Satoru był równie mocno zaskoczony co Shiya, o ile nie bardziej. Lubił tego gościa, ale w sumie ich relacja mało kiedy wychodziła poza służbową, chociaż zdecydowanie na pierwszy rzut oka na służbową nie wyglądała. Nik nie miał potrzeby z kimkolwiek tutaj ustalać jakiś wyraźnych hierarchii. Przygotowania do wojny były czasochłonne, chociaż musiał przyznać, że od kiedy bardziej skupił się na zadaniach związanych z wyspą, a od wędrowania miał Meliodasa, syna, Sato czy innych ludzi, to jakoś bardziej mu się to miano przywódcy widziało. O ile sama wojna nie była dobrą wizją, to przywykł i lubił te przygotowania, przynajmniej od strony technicznej. Psychicznie sprawa była męcząca, więc pomysł z kolacją wydał mu się dobry, dla samego rozluźnienia. 

Kiedy wychodził z Shiyą, z domu, objął ją ramieniem. 

- Powinien - przytaknął jej głową zerkając po butelce dobrego bimberku. - Nie mam pojęcia, z nim jest wszystko możliwe. Może nawet chodzić o jakąś pierdołę w stylu… “jaki krawat na wojnę” - Nik uśmiechnął się pod nosem. - Chociaż stawiam, że jakby miał nas dość, to prędzej by się wprosił do nas, nie zapraszał do siebie - dodał.

- Możesz mieć rację - zaśmiała się na propozycję dot. pierdoły. Chętnie się w niego wtuliła trochę mocniej, gdy otoczył ją ramieniem. - Albo… na pierwszą bitwę wziąć czarny czy czerwony? Bo podczas ostatniej to wiadomo… butelkowa zieleń - dorzuciła wyciągając palec w górę i ruszając nim lekko niczym w zastanowieniu. - A skoro już o tym mowa… - odchrząknęła. - Trzeba by ci jakąś koronę załatwić - parsknęła. - Monarcho wielki. 

Niklaus parsknął śmiechem.

- Ocho… Tylko nie rzucaj takimi pomysłami przy nim, bo zaraz coś wymyśli - zaśmiał się. - Już widzę jakiś znakomity nocnik na swojej głowie - rzucił rozbawiony

- Postaram się powstrzymać me zapędy - odparła puszczając do niego oczko. - Ale niczego nie mogę obiecać - dodała śmiejąc się pod nosem, objęła go w pasie ramionami i mocniej ścisnęła. - Jak mi nagle przyjdzie do głowy, że chcę zobaczyć ten nocnik na twej głowie… - mruknęła. - To będziesz tylko siebie mógł winić za podsunięcie mi takich obrazów - parsknęła, gdy docierali do niepozornego domostwa Satoru. Zapukała do drzwi i wyprostowała się, choć nie odsuwała za mocno od Niklausa. Czarnowłosy otworzył chwilę później i ziewnął na powitanie.

- Wolniej się nie dało? - zapytał, przepuszczając ich w progu. - Oj Nikita, kości już nie te? - rzucił w ramach żartu. 

Niklaus uśmiechnął się do żony na te jej wizje w głowie, wcale by się nie zdziwił, gdyby jednak ją coś podkusiło.

- Osobiście mam kilka ciekawszych wizji w głowie, ale podzielę się nimi dopiero po kolacji - rzucił zaczepnie i zaraz spojrzał po gospodarzu, który otworzył im drzwi.

- Te, jak najbardziej te, kości, ciało, w tym problem, czasem człowieka pokusi przed wyjściem i nie patrzy tak na czas - uśmiechnął się zadziornie do Satoru, puszczając Shi przodem i zaraz za nią wchodząc do środka. Mnogość zapachów od razu w niego uderzyła. - Osz kurwa… To jakaś uczta, a nie kolacja… Ktoś jeszcze będzie? - zapytał, patrząc chwilę później po syto zastawionym stole. - Szykujesz się na jakiś konkurs kulinarny? - zapytał z lekkim przekąsem. Nawet nie wiedział, że Sato jest tak uzdolniony w temacie gotowania.

Sato przesunął spojrzeniem po Shi, szukając oznaków na to, że była odpowiednio “dojebana”, ale jakoś nie mógł ich znaleźć. Ostatecznie doskoczył do kobiety i zaczął się jej intensywnie przyglądać. Tu spojrzał na jej biust, potem przesunął wzrokiem po talii, złapał ją za rękę i okręcił by zerknąć na tyłeczek. Cmoknął ostatecznie.

- Coś chyba właśnie nie te… skoro jeszcze ma siłę chodzić - rzucił do Niklausa, a Shi prychnęła pod nosem.

- Nie tak łatwo jest mnie zmęczyć - puknęła Satoru w czoło i podeszła do Nika, by ucałować go mocno w usta. - Poza tym… wisienkę na torcie odbiorę po tym spotkaniu - dorzuciła.

- Ja sobie byle jakiej żony nie wybrałem - Niklaus uśmiechnął się zadowolony i zaraz sam przyciągnął Shi do siebie, by ucałować jej policzek. - Mhm, wisienki są najlepsze - przytaknął jej głową i lekko się zaśmiał, po czym odsunął jej krzesło, co by sobie usiadła, sam zajął miejsce obok.

- No tak, nie ta liga - Satoru uśmiechnął się lekko, po czym sam zajął miejsce przy stole. - Nie, do konkursu nie - pokręcił głową. - Myślę nad wprowadzeniem paru dań do waszej gospody - rzucił z zadziornym uśmiechem. - Za delikatną prowizją oczywiście - dorzucił. - No i kuchnia polowa… coś by przydało się wypracować, szybkie, niewymagające a sycące masę gąb na raz - mruknął przy okazji. 

- Gospoda i kuchnia to już rozmowa z Shiyą i Febe, ja się w to nie wtrącam, ufam kobietom - oznajmił Niklaus, bo rzeczywiście w pewnych tematach nie widział sensu wściubiać nosa, co najwyżej prosił o informacje gdy coś ulegnie zmianie, aby wiedzieć. Spojrzał zaraz po Satoru. - No ale dobra… Nie chce mi się wierzyć, że zaprosiłeś nas tu tylko na degustację - zauważył i postawił jeszcze butelkę na stole. - Tak dla przeczyszczenia kubków smakowych - uśmiechnął się pod nosem. Spojrzał zaraz na Shi, wzrokiem pytając czy coś jej podać. Kobieta dotknęła dłonią swojego kieliszka, podsuwając go bliżej Nika, po czym sama poczęstowała się sushi i jednocześnie podała je blondynowi.

- Sushi możesz śmiało wprowadzać - wypaliła, bo chociaż tak jak i Nik nie wierzyła, by degustacja była powodem spotkania to danie to sprawiło, że wróciły wspomnienia. Aż się łezka zakręciła w oczach. - Niesamowicie ci wyszło - przyznała.

- A dziękuję. Dopracowywałem na kubkach smakowych Rybci - skomentował Satoru. - Wymagająca diablica - otarł wyimaginowany pot z czoła, po czym również podstawił swój kieliszek do Niklausa. Skoro już nalewał to zamrugał swoimi rzęskami prosząco. - Och jeszcze wszystkiego nie spróbowałeś, nie napiłeś się… a już do rzeczy chcesz przechodzić? Wyluzuj, Nikita - wstał by stanąć za blondynem i rozpocząć masowanie jego ramion. - Nikt nie umarł - zapewnił go, łokciem dociskając nieco mocniej miejsce między łopatkami mężczyzny. - Czas wyluzować. 

Niklaus chętnie ściągnął i dla siebie kilka krążków na talerz, a potem rozlał alkohol do trzech naczyń. Spojrzał pytająco po Sato na wspomnienie Rybci-diablicy, ale nie dopytywał. Wiedział o kogo chodzi, a przynajmniej tak sądził. Zaśmiał się krótko na stwierdzenie czarnowłosego.

- Widzisz, konkretny ze mnie facet, mógłbyś też czasem spróbować - rzucił żartobliwie i zaraz wyprostował się nieco, na ten jego masaż. 

- Nie chcesz tego zobaczyć - Sato nachylił się do jego ucha by mruknąć ten komentarz. - Jak przechodzę do konkretów to trup się ściele… - dodał jeszcze, kontynuując masaż. Shi uniosła lekko brew widząc jak Niklaus się rozsiada. Paskud wredny. Nigdy więcej od niej nie otrzyma masażu. Niech sobie nie myśli. 

Niklaus rozsiadł się nieco na krześle, pozwalając na masaż.

- Konkrety nie muszą dotyczyć tylko zabijania - uśmiechnął się pod nosem. - Chyba nie sądzisz, że przestraszysz mnie stertą trupów, co? - zaśmiał się lekko.

- Gdybym chciał cię straszyć to nie zapraszałbym cię na kolację… jest mi po prostu smutno, że zamiast docenić starań… a spędziłem pół dnia w kuchni… to ty już chcesz konkretów - zachlipiał Satoru. 

- Od kiedy Ty się taki emocjonalny zrobiłeś? - spojrzał po nim Nik, dalej z lekkim rozbawieniem. - Nikt nie mówił, że Cię porzucimy zaraz po konkretnych nowinach. Mamy kupę jadła, flaszeczkę do obalenia, a i trochę relaksu się przyda. Wolę po prostu o ważnych sprawach mówić od razu, bo przy tym bimberku to zaraz może nam wiele ulecieć z głowy - zaznaczył i puścił jeszcze oko Shi, która właśnie obaliła pierwszy kieliszek bimberku. W domu sam ją wymasuje.

- Zawsze byłem taki emocjonalny - Sato odsunął się od niego i wrócił na swe miejsce częstując się sushi i wsuwając sobie jeden krążek do buzi. - Ale żeby to zobaczyć, trzeba zasłużyć. Ciebie dziś kopnął ten zaszczyt - poinformował go konkretnie i bez zabijania. No chyba, że mowa była o krążku, który właśnie zniknął w jego brzuchu i za jakiś czas miał zostać zaatakowany przez jego własne soki trawienne. Nie ma co. Jednak trup się ściele tak czy siak. 

Shiya przytaknęła Niklausowi co do konkretnych nowin i faktu, że relaks się przyda.

- Mhm zdecydowanie nie zamierzam stąd wychodzić dopóki nie obalimy bimberku - stwierdziła spokojnie. - Co do nowin… - wbiła spojrzenie w Satoru. - …wiesz my po prostu nie jesteśmy zbyt cierpliwi, a ciekawość zżera nas od samego rana - przyznała. - Założyliśmy się nawet o to co to za nowina, więc nie trzymaj nas dłużej w niepewności - poprosiła uśmiechając się do Sato łagodnie.

- Dobra, dobra… - Satoru wywrócił oczyma. - Zero funu z wami - prychnął pod nosem. - Zamierzam udać się do Lasu i wyrwać mu kamyczek dla samego siebie - wypalił prosto z mostu. - Jak umrę to poproszę na nagrobku napis “Tu spoczywa niepowtarzalnie emocjonalna pierdoła, przyjaciel, kochanek, narzeczony… Świrnięty Matematyk” - dodał. - A nagrobek najlepiej na środku tego pokoju - wskazał palcem odpowiednią deskę.  

Dobrze, że Niklaus dopiero co przełknął krążek, bo informacja przyszła zaraz po i ten ściągnął wyraźnie brwi. Spojrzał pytająco po Shi i zaraz wrócił wzrokiem do Satoru. Kryształ? Argarczycy jakoś specjalnie się po te cacka nie pchali… Aktualnie nie były im one potrzebne, więc pomysł był dość… postrzelony. Czyli w sumie idealnie pasował do Satoru.

- Co Cię tak nagle naszło? - zainteresował się i zaraz spojrzał na deskę, którą wyznaczył na swoją ewentualną mogiłę. Pewnie za tą decyzją stały jakieś skomplikowane obliczenia. Tytuły, których użył do opisania napisu też go zastanawiały, ale do nich akurat nie przykładał tak wagi, nie przy tym typie. Shi nie odezwała się. Niklaus wyraził i jej zdziwienie w tych swoich słowach. Wyciągnęła jednak kawałek papirusa i nabazgrała słowa, które mieli zamieścić na płycie nagrobkowej. W innym wypadku szybko mogłyby jej wypaść z pamięci. Wbiła spojrzenie w Satoru zastanawiając się nad tym całym kryształem przez chwilę. To ryzykowne przedsięwzięcie, a Satoru w tym czasie wsunął kolejny kawałek sushi i chwilę milczał przeżuwając go.

- Ryu - odparł poważnie. - Skoro dzieciakowi kamyk poszerza zdolności, mnie też je poszerzy - spojrzał po Niklausie, po czym przeniósł wzrok na Shi, by ostatecznie popatrzeć na swoje dłonie. Zacisnął je kilka razy w pięści i rozluźnił je chwilę później. - Istnieje więc szansa, że będę w stanie neutralizować działanie kryształów - dodał. - No, a tak prywatnie to nagle zapragnąłem utrzeć nosa Rybencji - wyszczerzył się do nich. 

Niklaus słysząc o Ryu zmarszczył lekko czoło. Z początku nie bardzo rozumiał, ale kiedy Satoru wyjaśnił co ma na myśli stało się to czytelniejsze. Dalej jednak nie rozumiał skąd u Satoru taki przejaw altruizmu. Szybko jednak zrozumiał. Uśmiechnął się pod nosem. Ach te kobiety, co one potrafiły robić z facetami. Spojrzał na Shiye i chrząknął lekko, wyraźnie rozbawiony.

- Już się obawiałem, że źle się czujesz, ale skoro tak stawiasz sprawę… - przyznał i zaśmiał się lekko, szybko jednak spoważniał. - Jest tylko pewna sprawa… Czas… Wojna może dojść do skutku w każdej chwili, a Ty… jesteś tu aktualnie bardzo przydatny… Do tego dalej nie wiemy co może znaczyć ta wiadomość od Victora… Nie jestem pewien czy hasanie po Lesie w takiej chwili to najlepszy pomysł… - przyznał.

- Doceniam twą troskę - Satoru odetchnął głęboko. - Ale koniec końców to moja decyzja czy wybiorę się jutro czy za tydzień czy poczekam do końca wojny - stwierdził bez ogródek, wchodząc w nieco poważniejszy ton. - Wojna może dojść do skutku w każdej chwili, więc to tym bardziej argument za tym, by spróbować szalonego pomysłu z Lasem - dodał. - Po drodze mogę dalej informować was o ruchach wojsk Polszańskich czy Fjeldodzkich, wbijać im niewielkie szpile. Z tego co mi wiadomo… - spojrzał po Shi. - Kanji nie jest tu popularne - zauważył. - Nie sądzę, by tak łatwo je odczytali nawet jeśli przechwyciliby wiadomość ode mnie - wyjaśnił. - A o tym ciągu liczb to mi nawet nie wspominaj! - trzasnął dłonią o stół i oparł czoło o niego. - Sprawia, że robię się głupszy z każdą chwilą… żadnej teorii, żadnego działania matematycznego, żadnego twierdzenia… niczego się to nie trzyma - prychnął wzdychając. - Kody też już przetestowałem i dupa… nic mi to nie mówi - wywrócił oczyma. - Nie możecie go wprost zapytać? Zetniemy tu jakąś głowę, zatrzymamy ducha i się Victor po niego połasi…? 

Niklaus uśmiechnął się lekko pod nosem.

- Nikt tu Cię nie zamierza na siłę trzymać - zaznaczył, bo rzeczywiście ostatecznie decyzja wybycia należała do Satoru. - Bardziej mam na myśli mimo wszystko czas. Podróż tam zajmie Ci sporo czasu, nie wiadomo ile posiedziś w środku i czy w ogóle wyjdziesz… Jak wyjdziesz to nie wiadomo w jakim stanie plus powrót też sporo zajmie. Ten pomysł może wykluczyć Cię z wojny całkowicie, a wtedy zdobycie kryształu… cóż, w wojnie się nie przysłuży, ale zostanie Tobie - wyjaśnił o co chodzi, mimo wszystko utrata dobrego członka załogi nie była dla niego korzystną wizją. - Zbieranie nowin i Kanji brzmi dobrze, ale nie wiem czy po prostu na miejscu nie przysłużył byś się bardziej - tu spojrzał po Shi, bo chciał poznać i jej opinię. W temacie wiadomości wysłuchał go i znowu spojrzał po żonie.

- Czyli co? Najciemniej pod latarnią? Rzeczywiście data? To akurat pasuje… Wypada za kilka tygodni… - wspomniał o tym, o czym już rozmawiali między sobą. Spojrzał jeszcze na Satoru. - A umiesz zatrzymać ducha? - zaśmiał się lekko, bo poza Gavem nie znał nikogo kto to potrafi.

- Ja nie, ale Febe… znalazłaby taki sposób…

- Ona z nimi bardziej gada, ale… ewentualnie pewnie by coś wymyśliła… Skoro wtedy z Fasolami dała radę… - pomyślał chwilę.

- Zawsze można zwabić tu młodego i zatrzymać jako zakładnika… - odchrząknął Sato. 

Niklaus ostatecznie pokręcił głową.

- To nic nie da. Victor wspominał, że nie może nam oficjalnie pomagać, rzuciłby co najwyżej kolejną zagadką do rozszyfrowania - stwierdził.

Shiya słuchała ich obu, przygryzając lekko swój palec wskazujący. Zastanawiała się nad różnymi opcjami. To prawda, że Satoru przydałby im się tu. Każda zaufana dusza przydawała się w Argarze, zwłaszcza teraz, kiedy miało rozpętać się piekło. Mimo to, gdyby jakimś cudem rozpętało się trochę później, a mężczyzna byłby w stanie zdobyć kryształ… to mogłoby im pomóc. Westchnęła ciężko i sięgnęła sobie po steka. Odkroiła kawałek i wsunęła do buzi, by przez chwilę mieć zajęcie. Słysząc o wiadomości skinęła głową.

- Tak, zdaje się, że mogliśmy przekombinować, a Victor po prostu podał nam datę… jeśli ona się zgadza to mamy jeszcze kilka tygodni - spojrzała po swoim mężu. - W takim wypadku… - zerknęła na Satoru. - …wyprawa po kryształ brzmi sensownie - przyznała. - Moglibyśmy poprosić Meliodasa, by przyspieszył ją trochę. Wiesz z jego sposobem podróżowania mógłby skrócić chociaż o parę dni czas oczekiwania na powrót Sato - powiedziała, po czym znów zerknęła na Satoru. - Tylko bardziej martwi mnie sam twój pobyt w Lesie - stwierdziła. - Nie mamy żadnej pewności, że wyjdziesz z niego żywy - powiedziała. - Zważywszy na to co wiemy i co Nik widział na własne oczy… Las nie jest przyjaznym miejscem - zauważyła spokojnie. - To może być misja samobójcza. Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? - wbiła spojrzenie w Satoru. 

Satoru odetchnął głęboko, dalej opierając czoło o stół. Przez długą chwilę milczał, zanim odchylił się na krześle dość gwałtownie. Parsknął śmiechem i przez dłuższą chwilę po prostu śmiał się jak jakiś wariat.

- Zasiedziałem się tu - stwierdził właściwie do samego siebie. Skoro nawet tych dwoje niechętnie chciało go wypuścić to sprawa była oczywista. Zdecydowanie zbyt długo siedział w Argarze. Aż się wzdrygnął na samą myśl o tym. - Zbyt długo już tu siedzę - dodał spokojnie, po czym przesunął wzrokiem po Niklausie i Shiyi. - Rozumiem was i wasze argumenty są dla mnie jasne. Nawet do mnie przemawiają - przyznał szczerze. - Ale palce mnie świerzbią… - dodał z lekkim uśmiechem. - A sama myśl o tym wyzwaniu… o Lesie, o czymś tak niebezpiecznym sprawia, że chcę tam iść jeszcze bardziej - przyznał. - Kto wie… może zginę? - rzucił z lekkim uśmiechem na twarzy. - Ale mam też szansę, że wyjdę z tego cało - mruknął. - I chyba postawię na tę szansę. 

Nik wysłuchał Shi i przytaknął jej głową, gdy mówiła o pobycie w Lesie. Ten zdecydowanie nie był przyjaźnie nastawiony. Nie mniej, kiedy do głosu doszedł Satoru, jasne było, że prędzej czy później chłop się tam wybierze. W trakcie jego napadu śmiechu blondyn po prostu nałożył sobie kolejną porcję jedzenia i smakując dania, czekał na jakieś konkrety. Satoru mówił dość jasno, chociaż Nik westchnął na jego słowa. Jemu już przeszło szukanie na siłę adrenaliny, ale po części rozumiał Satoru. Kiedyś miał w końcu podobnie, ciężko siedziało się na dupie w jednym miejscu, gdy nie miało się w tym konkretnych celów.

- No to idź… - odparł w końcu, wzruszając ramionami. - Może zginiesz, może nie i zdążysz pomóc w wojnie, a może nie zdążysz, ale będziesz miał kryształ, a to też może otworzyć nam kilka aktualnie zamkniętych drzwi - stwierdził. Śmierć Sato byłaby najgorszym scenariuszem, ale nie jakimś nie do zniesienia. Cenił tego typa, lubił go, ale w razie śmierci nie miałby większego problemu się z nią pogodzić. - Idź zaryzykować i poszaleć, skoro na to akurat masz ochotę, to nie będę stawał na drodze - podsumował.

Shiya oparła głowę o ramię Niklausa i spojrzała po nim uważnie.

- Mnie też byś tak puścił? - zainteresowała się obserwując jego tęczówki. Musnęła jego policzek ustami i pokręciła głową. - Jeśli chciałabym iść, bo na ten moment w ogóle mnie w tamtą stronę nie ciągnie - dodała zaraz z lekkim uśmiechem na twarzy, po czym spojrzała po Satoru i wstała by objąć chłopaka od tyłu ramionami. - Tylko nie możesz zginąć - poinformowała go. - To jest ten jedyny moment, w którym nadużywam władzy. To rozkaz - mruknęła jeszcze i złapała swój kieliszek bimberku. - W takim razie wypijmy za powodzenie Leśnej misji, a także za to, żebyśmy tu na spokojnie ze wszystkim zdążyli - szepnęła. - I żebyśmy w końcu dostali wiadomość od Lexi, że dzieciaki do niej dotarły - dokończyła.

Niklaus spojrzał po żonie i uśmiechnął się do niej lekko, głaszcząc wolny policzek.

- Nie - odparł szczerze. - Wszędzie, ale nie tam i na pewno nie tak łatwo, ale puściłbym, gdziekolwiek indziej, gdybyś naprawdę tego potrzebowała lub chciała - przyznał. Nie zamierzał przecież trzymać jej w klatce, ale jednocześnie była zbyt ważna by beztrosko pozwolić jej iść do tego Lasu. Powędrował zaraz wzrokiem za żoną i przytaknął jej głową.

- Nawet nie będę się z tym rozkazem spierać, mogę jedynie go podbić - oznajmił i złapał kieliszek bimberku, po czym wzniósł w górę na toast ukochanej. - Więc niech będzie, za wszystkie argardzkie misje, wszelakiego pochodzenia - podsumował i zaraz przechylił kielonek.

Satoru uniósł kielonek w górę i przechylił go zaraz całego, po czym zatarł ręce z uciechy. 

- Lesie, here I come! - wstał z miejsca i porwał Shiyę do lekkiego tańca w rytm tylko sobie znanej melodii, po czym to samo zrobił z Niklausem, co by ten nie poczuł się odrzucony. Serce drżało mu z radości, bo Kryształowy Las fascynował go od jakiegoś czasu. Ciężko było przejść obok jego tematu obojętnie, a teraz wreszcie go podbije, a przynajmniej nie podda się bez walki! 

 

 

 

 

 

Dziękuję ślicznie Anemone An za dołączenie do zabawy podczas tego, krótkiego docka!


2 komentarze:

  1. No cóż, skromnie przyznam, że przeleciałam opowiadanie wzrokiem, bo je już znam. xD Ja dziękuję za zaproszenie do tej zabawy. ^^ Teraz tylko czekamy i trzymamy kciuki co by Sato przeżył.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż tu komentować, spodziewałam się, że samobójca powie, że myśl śmierci tym bardziej go zachęca do podróży. Opowiadanie przyjemnie się bardzo czytało jak zwykle, chociaż z większą uwagą czekam na Psychokillera z dobrymi nowinami! <3

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^