Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

Pakunek zabezpieczony i przekazany!

 

Klaus obserwował zachodzące słońce tuż pod Ardeą żegnając się z nią po cichu. Już dawno powinien się z niej ewakuować, ale dopiero dziś otrzymał wiadomość, na którą czekał. „Pakunek zabezpieczony, gotowy do przekazania”. Wreszcie. Ile można było czekać na ruch tej cholernej Hildy. Tyle obiecywanek, wodzenia za nos, powoli tracił nadzieję, że cokolwiek z tego się uda. Plan B kiełkował w jego głowie, włącznie z C i D. Jeszcze ich nie odrzucał. Nie ufał tej wiedźmie w stu procentach, a przecież zainwestował w to nie małe pokłady energii.

Chłopiec na posłanki. Nie ma co. Przekazywanie informacji tej diablicy zaczynało go męczyć. Nie był pewien po co była mu wiadomość o tych dwóch umierających, których nie tak dawno miał pod swoim dachem, ale fakt że na jednym z nich zależało Ennis nie pozostawał mu obojętny. Podsłuchiwał ich, kiedy rozmawiali i skrupulatnie przekazywał swą wiedzę Hildzie, niektóre rzeczy pozostawiając tylko sobie. Wspomniał jej nawet o kierunku, w którym młody zmierzał, choć szczerze wątpił, by ten z niego wyszedł żywy.

Ten o różowym umaszczeniu też zdawał się ją interesować. Jego rozległa wiedza najwyraźniej jej nie pasowała. Jego samego za to niekoniecznie interesował powód, dla którego Hilda chciała ich w swych łapach. Dodatkowo podzielił się z nią swoją własną krwią, chociaż tu też miał wrażenie, że przecież miała „pakunek”, więc mogła sobie korzystać do woli. Ta jednak twierdziła, że „pakunek” jest wybrakowany. Nie miał w sobie aż tyle właściwości by stać się dobrą bronią przeciw ogniu feniksów. Fakt, że kobiety planowały ją zrobić wcale go nie martwił. Właściwie to pomogą w ten sposób i jemu. Wystarczy wówczas położyć łapki na takiej broni. Uśmiechnął się pod nosem. To wszystko nie miało dla niego znaczenia. Będzie się martwił tym później, jeśli w ogóle. W danej chwili liczył się dla niego chłopiec. Wreszcie pozbędzie się tego problemu.

~.~

„Pod krzywą Wiedźmą” była rozpadającą się gospodą znajdującą się na granicy z Fjelldod. Zrzeszała wiedźmy z pod ciemnej gwiazdy, które chciały zaznać miłości w rękach kogoś, kto nie należał do ich własnego narodu. Interesy były ich drugim imieniem. Nie pierwszy raz wchodził do tego przybytku, by coś uzyskać, ale po raz pierwszy czuł delikatne napięcie. Odetchnął głęboko. Gdyby coś miało pójść nie tak, spali ten przybytek ze wszystkimi w środku włącznie z samym sobą. Jeśli tak miało być to był gotów to zrobić. Usiadł przy wolnym stoliku w kącie pomieszczenia, zamawiając sobie przy tym Fjelldodzki trunek, który zawsze wypalał mu gardło. To zadziwiające jak te chłodne stwory uwielbiały się katować takim „ogniem”. Zdążył upić łyk zanim podeszła do niego młoda kobieta. Uniósł na nią wzrok i przez moment taksowali się nim nieufnie, zanim ta usiadła tuż obok niego.

- Twój pakunek czeka na górze – poinformowała go chłodno, wyciągając dłoń po jego działkę.

- Cudownie – mruknął wstając. – Najpierw pakunek, potem zapłata – mruknął sucho, patrząc po niej wyczekująco. Ta nic na to nie odpowiedziała. Skinęła powoli głową by zaprowadzić go do ciemnego pokoju. To tam zobaczył go po raz pierwszy. Chłopca o płonnych włosach i niewinnych oczach. Chłopca spłodzonego z diabelnego nasienia. Zacisnął mocno pięści. Krew się w nim zagotowała. Nie dało się go pomylić z żadnym innym. Podszedł do niego szybkim krokiem i złapał za nadgarstek, podciągając do góry za rękę. Obserwował go chłodnym spojrzeniem, nie zważając na to że malec kwili i płacze z bólu.

- Mhm nie da się go pomylić – rzucił chłodno, kładąc na stoliku fiolkę ze swoją własną krwią oraz kopertę z dodatkowymi informacjami dotyczącymi swoich niedawnych gości. Szarpnął dzieciaka, biorąc go sobie pod pachę. – Jesteśmy kwita – skomentował, wyskakując z nim przez okno.

~.~

To było proste zadanie. Wystarczyło zrzucić malucha z wysokości. Utopić. Spalić żywym ogniem. Przebić mu serce. Zgnieść serce. Wyrwać wnętrzności z tego małego ciałka, a jednak siedział tu z nim teraz, przy delikatnym ognisku i obserwował spode łba. Nie był w stanie podnieść ręki na to małe dziecko. Dziecko, do którego przecież nie żywił żadnych uczuć. Dziecko, które było mu obce… ale czym różniłby się od Sangiusa, gdyby go po prostu zabił? Czy nie byłby wówczas dzieciobójcą? Zacisnął mocno wargi, podając chłopcu pieczoną flądrę i samemu wsuwając jej jeszcze kawałek. Dobrze, odzyskał chłopca, nie groził mu już, ale nie zamierzał go niańczyć. Przez myśl przeszło mu, by podrzucić dzieciaka Ennis. Niech się nim martwi. Spłodziła go, pozbyła się problemu a tu zonk. Problem powrócił. Tak, to byłaby całkiem niezła zemsta, ale z drugiej strony… nie miał żadnej pewności, że ta ponownie dzieciaka nie przeszmugluje albo jeszcze gorzej… zacznie na nim eksperymentować. Zacisnął powieki. Cóż, pozostawała jedna osoba, której mógł podrzucić bachora i chociaż miała powiązanie z Ennis to do Lerodas skierował swe kroki. Jeśli przeżył Las to właśnie tam spodziewał się go znaleźć.

~.~

Acaira nietrudno było wybawić z kryjówki. Wystarczyła wiadomość od niejakiej „E”, by pojawił się na umówionym miejscu. Wyglądał jakoś inaczej. Miał więcej zawziętości w swoim spojrzeniu, choć może Klausowi tylko się to wydawało. Trudno było cokolwiek dostrzec w tych pozbawionych białek oczach. Wyłonił się z cienia drzew po dłuższej chwili, trzymając bachora blisko siebie.

- Naiwny jesteś myśląc, że Ennis przyszła by do ciebie prosić o pomoc – powiedział na przywitanie. Acair zacisnął dłoń na swoim kamieniu ukrytym w kieszeni.

- Ennis się tak nie kontaktuje – poinformował go chłodno. – Przyszedłem świadom tego, że mogę wpakować się w kłopoty – wzruszył ramionami i cofnął się o krok, dopiero po chwili dostrzegając malca. Na pierwszy rzut oka nie miał w sobie nic z Ennis, ale tych oczu nie dało się z nikim innym pomylić. Uśmiech rozświetlił jego twarz, ale zaraz ściągnął wargi ze sobą. – Zostaw go – rzucił chłodno. – Nic ci nie zrobił – zacisnął palce mocniej na kamyku, a lód pojawił się na kilka centymetrów od butów Klausa. Lodowe szpikulce oczywiście.

- Ho, ho, ho… ktoś tu zdobył sobie zabaweczkę – Klaus podgrzał swą temperaturę ciała i przestąpił parę kroków topiąc pod swoimi butami lód. – Po to tu jestem – wepchnął dzieciaka Acairowi w ramiona. – Zabierz mi go z oczu i nawet się nie waż oddawać go szanownej mateczce – warknął chłodno. – Straciła do niego prawa, kiedy się go pozbyła – dorzucił jeszcze wzbijając się w powietrze. – Ach, i jeszcze jedno – mruknął jakby dopiero teraz o tym sobie przypominając. – Wiedźmy wiedzą gdzie jesteś – poinformował go na odchodnym, zostawiając bachora w rękach Acaira.  

3 komentarze:

  1. O kurde, o ile spodziewałam się, że Klaus nie zabije młodego, o tyle nie sądziłam, że podrzuci go Acairowi! xD Nie do końca rozumiem co on tym ruchem zyskał, ale może tego dowiem się za jakiś czas. ^^ Bardzo ciekawe opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że mały trafił w ręce Axela i chociaż nie wierzyłam, że Klaus go zabije to cieszę się, że moje podejrzenia w tym wypadku się sprawdziły. Fajnie, że coś tam się ci wreszcie udało ruszyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że Axel jest już bezpieczny u kogoś, kto go pokocha, a Klausa... no jakoś za nim nie przepadam. Niech tam szczeźnie!

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^