The world is a place
where the villains wear a smile on their face
While they take what you can never replace
Stolen moments gone forever
But tables can turn
As my enemies will soon enough learn
I will strike a match and then watch them burn
On the pyre of obsession
Ernest
Żelaznoręki
Żelaznoręki
człowiek | wynalazca | opętany | 180cm | 21.12 | 29 lat | Polszanin
Nic nie jest trwałe; każdy troszczy się o własne interesy i wartości. Życie zawsze będzie okrutne na swój sposób. Nie można go oszukać — zostaje wybór, jak stawić czoło temu, co czai się za rogiem. Ernest nie znał rodziców: matka prostytutka, ojciec pijak. Zanim nauczył się chodzić, przeszedł przez kilka rąk — handlarze, chłopi ulicy, cienie podziemnego świata — każdy traktował go jak towar bardziej niż człowieka. Jego jedynym kapitałem był umysł — bystry, przewidujący, skłonny do wynalazków. To jedyne, co mógł zaoferować, by zasłużyć na prawo do istnienia. W młodości produkował broń i podstępne narzędzia dla półświatka — ostrza, łuki, kusze, petardy, mechanizmy, ukryte urządzenia. Czynił to jednak na marginesie, nigdy jako główny gracz. Dopiero gdy król Perun dowiedział się o młodym majsterkowiczu i ściągnął Ernesta do swego pałacu, rozpoczął eksperymenty, produkcję broni, która miała pomóc utrzymać pozycję Polszy na arenie międzynarodowej - zyskując przy tym małą niesławę. Ale kiedy jeden z projektów przeznaczono na testy na bezdomnych sierotach — istotach równie bezbronnych jak on sam — Ernest zbuntował się, a raczej wyraził niezadowolenie i poprosił o znalezienie innej "grupy testowej". Sprzeciw kosztował go wolność: trafił do lochów, spustoszony torturami, złamany psychicznie i fizycznie, pozostawiony przejmować kontrolę nad Ernestem w momentach skrajnej potrzeby (albo, gdy po prostu miał na to ochotę), zwiększając jego moc, ale też grożąc utratą kontroli. Ernest uciekł, ranny, ale wolny. Dziś przemierza Mathyr, żyje w cieniu paktu i własnych ambicji oraz chęci zemsty. Powraca do pracy nad bronią — tym razem wedle własnych zasad, łącząc technologię oraz magię, jeśli ta nawinie mu się w ręce. Nie podlega królowi ani żadnym szajkom — działa tam, gdzie opłaca się najbardziej. Doświadczenie nauczyło go jednego: nikt nie zadba o niego lepiej niż on sam. Zaufanie to luksus, na który rzadko kto zasługuje. Sojusze to transakcje, a lojalność — waluta, którą wydaje się tylko wtedy, gdy cena jest wygodna.
POWIĄZANIA/DODATKOWE
_____________________________________________________________________
cytat: Thomas Borchert - Hell to your doorstep
zapraszam do wątkowania
[Dziem dobry ^^]
OdpowiedzUsuńOstatnie wydarzenia z życia sprawiały, że Ennis przechodziła drobną przemianę. Pomieszkiwanie w Argarze, te specyficzne relacje, konflikt z Acairem, plan na Helgę, pomoc Aciemu i wędrówka z nim... Chłopak też się zmienił, nic w sumie dziwnego po doświadczeniach jakie miał, ale... Ugh... Ennis miała ostatnio nieco mętliku w głowie i właśnie dlatego postanowiła, że do Argaru chociaż część drogi przejdzie brzegiem. Rozstała się z Acairem jakiś dzień drogi od Marchwii, on ruszył w stronę Lerodas, a ona w swoją stronę. Mogłaby płynąć wpław, byłoby szybciej, a jednak ona wcale nie chciała docierać szybciej. Ubrana była w swój "pierwszy prawilny strój", pierwszy, który kupiła sama sobie, za swoje monety. Bezrękawnik przylegający do ciała i luźniejsze spodnie. Bose stopy przewiązane bandażami w śródstopiu, tak w razie jakby trzeba było kogoś skopać po drodze. Standardowo dwie sakwy po bokach i pas z krótkim mieczem oraz teleskopowym kijem. Nuciła coś sobie pod nosem i chociaż wyglądała na mało skupioną, bo wędrowała dość skocznym, nieco tanecznym krokiem, to nie zapominała o wrodzonej wręcz ostrożności i czujnie nasłuchiwała otoczenie.
Ennis
Kiedy miała tuż za rogiem jeden z rozstajów dróg, jej czułe uszy wyraźnie wyłapały znajome imię. Helga? Białowłosa odruchowo przechyliła głowę. Czyżby kolejny "niezadowolony klient"? Uśmiechnęła się pod nosem i nieco przyspieszyła kroku, poprawiła tobołek niesiony na plecach, a kiedy tylko zobaczyła w oddali mężczyznę, uniosła dumnie brodę.
OdpowiedzUsuń- Wykorzystała Cię i porzuciła, czy to raczej historia o niespełnionej miłości, hm? - rzuciła prześlizgując złotym spojrzeniem po jegomościu. Był całkiem urodziwy, nie ma co. Mruknęła zadowolona. - Mmm... ciasteczko - zachichotała. - Co tu stoisz jak ta pizda i wykrzykujesz najbardziej zjebane imię tego świata? - skrzyżowała ręce na torsie, patrząc mu w oczy wymownie.
Ennis
Uniosła brew na ten jego smutny uśmiech. Poczuła się trochę jak w teatrze, ale może była na tym punkcie odrobinę przewrażliwiona? Przewróciła oczyma na własne myśli. Jebać, wolała przewrażliwienie od naiwności.
OdpowiedzUsuń- Trzy lata? Ha... Frajer... Wziąłeś coś sobie chociaż w zamian? - zapytała z lekką kpiną w głosie. Dalej taksowała go wzrokiem, zdecydowanie nie wyglądał na kogoś majętnego, ale doskonale wiedziała, że pozory potrafią mylić. Słysząc zwrot jaki do niej zastosował udała dreszcze. - O bo mnie coś zmrozi... Panienko... Ha! - przetarła wyimaginowaną łzę spod oka i pokręciła głową rozbawiona. Uśmiechnęła się pod nosem gdy wspomniał o przeklinaniu imienia. - Rozumiem, nie pajasz sympatią do naszej słodkiej Pani van - zwróciła uwagę na ten specyficzny uśmiech, który pojawił się na jego twarzy dosłownie na sekundę. - Hmm... Ciekawe... Doprawdy... Helga zrobiła coś takiego? No niemożliwe - ciężko było nie wyczuć jej sarkazmu. - No nic, nie pomogę, nie mam mapy, a nawet jak bym miała, to bym nie dała - wyszczerzyła się do niego i wzruszyła ramionami. - Powodzenia w szukaniu trasy, ja idę dalej, prosto do migoczącego niesamowitą wyjątkowością Argaru - zaczęła go wymijać i iść dalej przed siebie, z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Wyglądasz bardziej na trupa niż ona, ale to nie znaczy, że nic nie wziąłeś. Wiedza, informacja, to czasem cenniejsze niż materialny dobytek - stwierdziła. Zmrużyła oczy, gdy nagle wysyczał kolejne słowa. Mimika twarzy mówiła jej, że typ tego kompletnie nie kontroluje, jakby wyrwało mu się mimowolnie z ust. - Ciekawe... - szepnęła baczniej go obserwując. Jeszcze raz prześlizgnęła wzrokiem po całej jego posturze. Minę może i zrobił groźną, jednak strachu w oczach Ennis nie uświadczył, trochę się już grozy w życiu naoglądała, to co miała tu teraz była niczym kaszka z mleczkiem. Wzruszyła ramionami, gdy przeprosił i wspomniał coś o odbijaniu. Nie specjalnie ją to obchodziło, chociaż czarnowłosy sprawiał wrażenie dość interesującego. Może będzie się dało co nieco go wykorzystać? Uśmiechnęła się zadziornie, gdy wspomniał o tej Panience.
- Ennis - odpowiedziała. - Najgorsza kobieta na świecie - zachichotała. Bacznie obserwowała jego reakcje, a ta którą zobaczyła po krótkim użyciu "van" dała jej dość wiele odpowiedzi. Uśmiechnęła się do niego zadowolona. - Taki stary, a jeszcze się nie nauczył, że miłość to ułuda? Aż przykro patrzeć - prychnęła cicho i zaraz uniosła brew. - Tam? - szedł do Argaru? No nieźle... Zaśmiała się na jego propozycję wspólnej wędrówki. - Jeżeli dotrzymasz mi kroku - wzruszyła ramionami. - Zaznaczę tylko, że raczej kiepski ze mnie kompan podróży - posłała mu kolejny łobuzerski uśmiech i stanęła mu na drodze, zwracając się do niego twarzą w twarz. - Lubię prowokacje, ryzyko, jestem samolubna i chronię jedynie własny zadek - patrzyła mu prosto w oczy, a w spojrzeniu nie brakowało figlarnych iskierek. - Dalej zainteresowany? - szepnęła.
Ennis
Ennis teatralnie zarzuciła włosami.
OdpowiedzUsuń- Cóż, z grzeczności nie zaprzeczę - zatrzepotała rzęsami i ponownie lekko się zaśmiała. Kowal i rzemieślnik, no proszę... W to była w stanie uwierzyć, ale podpadała jej przeciętność. Zwykle przeciętni tego nie podkreślali. Uśmiechnęła się jednak uroczo. - No jak miło mi poznać - rzuciła, chociaż ton głosu jasno wyrażał, że zdecydowanie było jej to obojętne. Uśmiechnęła się pod nosem na jego słowa, a gdy pochwalił jej wygląd spojrzała wprost na jego krocze.
- Och, pewnie jeszcze liczysz na przygodę - wróciła spojrzeniem do jego oczu - Taki po niewoli musisz być nieźle wyposzczony - mruknęła i odwróciła się twarzą do kierunku marszu. Ruszyła dalej. - Co dostanę w zmian? Rzecz jasna pytam w kontekście wskazania odpowiedniego kierunku drogi - obejrzała się na niego, dalej z łobuzerskim uśmiechem. - Wykujesz mi swoimi silnymi ramionami jakiś niesamowity miecz, przeciętny Erneście, kowalu i rzemieślniku?
Ennis
Dla Ennis niewola była dość oczywista, łączyła kropki, a Ernest wspominał o straceniu trzech lat, o zabraniu wszystkiego i rzucił jeszcze kilka innych ochłapów, które dla niej łączyły się w całość. Ktoś wolny raczej nie ma potrzeby odbijania sobie jakichkolwiek lat. Słysząc o Heldze kochance pierwszy raz zwątpiła, że mówią o tej samej osobie, ale jedynie ponownie zmierzyła mężczyznę wzrokiem. Trochę z tą kobietą przebywała i ciężko jej było uwierzyć, że ta oddaje się tak przyziemnym rozpustą, ale może taką miała odskocznię. Była też opcja, w której Ernest po prostu kłamał lub rzeczywiście mówił o innej Heldze. Wzmianka o przyjacielu odrobinę Ennis rozbawiła.
OdpowiedzUsuń- No proszę, musisz być naprawdę blisko ze swoim członkiem. Mam nadzieję, że nie będziesz mu szeptać słodkich słówek, gdy już przyjdzie nam się rozkładać do spanka - zachichotała, dalej bacznie go obserwując. - Hmm... a sakwy? - poklepała te swoje. - Te już są mocno wynoszone i nie wiem ile jeszcze ze mną wytrzymają. Raz podróżuję brzegiem, raz wodą, ten materiał raczej ciężko to znosi, sakwy bardziej by mi się przydały - stwierdziła i sięgnęła po miecz, którym ścięła kilka czubków młodych drzewek. - Na miecz w sumie nie narzekam, a dwóch nie potrzebuję - stwierdziła, chowając broń do pochwy. Spojrzała na Ernesta wyczekując odpowiedzi.
Ennis
Ennis zaśmiała się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Nie wątpię, dosłownie połączyło Was przeznaczenie - uniosła kącik ust, idąc swobodnie dalej. Słysząc o postoju spojrzała po nim niepewnie. - Jesteś pewien, że jeden postój Ci starczy? - brzmiało zaskakująco szybko, kojarzyła, że to jednak dość żmudny proces, szczególnie gdy, jak twierdził Ernest, nie miało się nic. Zaśmiała się na wzmiankę o kruczku w ich umowie. - Och schlebiasz mi. Czy to zaręczyny? No nie wiem, nie mogę zagwarantować, że szybko mi się nie znudzisz i któregoś dnia, mimo wszystko obudzisz się sam na pustkowiu - uśmiechnęła się do niego zadziornie i spojrzała po jego dłoni, a na kolejne stwierdzenie spojrzała mu prosto w oczy. - Jeżeli najpierw Cię zabiję to raczej nic więcej nie poczujesz - szepnęła do niego konspiracyjnie, ale koniec końców uścisnęła mu dłoń. - Jak tylko zobaczysz wejście do Argaru - powtórzyła po nim.
Ennis
Baczniej po nim spojrzała i uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Och, nocy, ale w moim towarzystwie, nie jestem pewna czy rzeczywiście tak bezproblemowo uda Ci się skupić na robocie – zachichotała. Syknęła cicho na słowa o kobiecie. – Brzmi niesamowicie nudno, no… Chyba że chociaż jednemu z Was nie brakowało wyobraźni, a drugi był gotów na współpracę – ponownie zachichotała pod nosem. Wzruszyła ramionami na stwierdzenie co do sakw, a przy pytaniu uśmiechnęła się do niego niewinnie. – W moim wydaniu to raczej słodka obietnica – szepnęła, również pochylając się w jego stronę. Nadal jednak na jej twarzy gościło lekkie rozbawienie. Po uściśnięciu dłoni również skupiła się na wędrówce, chociaż nie brakowało w jej krokach elementów tańca, a to czasem się zakręciła wokół siebie, czasem wykonała jakąś sekwencję kroków, nucąc sobie melodię pod nosem. Można nawet było stwierdzić, że w tych chwilach ciszy zapomina o towarzyszu.
Ennis
Ennis zatrzepotała teatralnie rzęsami.
OdpowiedzUsuń- Błąd, jeszcze mi się aż tak dobre doznania nie przytrafiły bym myślała tylko o jednej osobie - zachichotała. - Kto wie, może Ty nią będziesz - ponownie zatrzepotała rzęsami teatralnie, ale z tonu jasno wynikało, że nie mówi poważnie. Słodyczy już nie komentowała, po prostu ruszyła, oddając się swej własnej frywolności. Taneczny marsz uspokoiła dopiero, gdy znaleźli się na pewnym wzniesieniu. Białowłosa przystanęła na jego szczycie i spojrzała w dal. Kiedyś była to idealna panorama na tętniące życiem Slavit, widać je było z daleka, te kominy buchające dymem opalanego drewna, drobne kropki na szlakach wędrownych, tłumnie odwiedzające miasto dla handlu i rozrywki. Teraz? Zgliszcza. Ciemna masa nie wyróżniająca się niczym na tle okolicy. Ennis nic nie powiedziała. Po prostu chwilę patrzyła w tamtą stronę i zaraz obejrzała się na Ernesta.
- Ściemnia się, ja schodzę z pagórka i będę tu nocować, Ty rób co chcesz - oznajmiła i ruszyła poszukać odpowiedniego miejsca do spania.
Ennis
En posłała mu w odpowiedzi nikły uśmiech. Najwyraźniej wrażenie go nie myliło, rzeczywiście scenariusze w jej życiu bywały bardzo interesujące. Zabawne, nawet się krótko zaśmiała. Z jednej strony Ernest jasno zaznaczał granicę, a zaraz rzucał, że nie może się doczekać.
OdpowiedzUsuń- Niezdecydowany jak kobieta przy krwawieniu - rzuciła zaczepnie pod nosem i oddała się swojej wędrówce.
Kiedy już znaleźli się w miejscu, w którym zamierzali nocować, En odrzuciła swój tobołek na bok i spojrzała uważniej po towarzyszu.
- Mhm, obserwuj mnie uważnie, szczególnie zęby, szpony i biodra, potrafią być zabójcze - zachichotała, uśmiechając się zaczepnie by zaraz po komentarzu ruszyć zebrać odpowiednie do budowy szałasu kawałki drewna. Zaczęła znosić giętkie i smukłe drzewka, obczyszczając je swoim krótkim mieczem z bocznych gałęzi.
Ennis
- No co Ty nie powiesz - zachichotała. Akurat jej najciekawsze przygody nie miały za dużo związku z seksem, chociaż czasami się nim kończyły. - Normalnie już nie mogę się doczekać, faceci to tak lubią dużo gadać - stwierdziła z lekkim prychnięciem. - Szczerze wątpię, że jesteś pod jakimkolwiek kątem wyjątkiem od tej reguły - dodała ze swoim niewinnym uśmieszkiem.
OdpowiedzUsuńKiedy on skupił się na swojej robocie, ona budowała szałas, przerywała jednak od czasu do czasu by sobie popatrzeć na jego pracę. W pewnej chwili nawet zbliżyła się na tyle, że po nachyleniu jej włosy majtały Ernestowi tuż przy uchu.
- Mrrr... Ależ ja lubię takie spracowane ręce - rzuciła z zaczepnym uśmieszkiem i zachichotała.
Ennis
Ennis zaśmiała się krótko na wzmiankę o flircie.
OdpowiedzUsuń- Może rzeczywiście flirtuję? - mruknęła z zadziornym uśmieszkiem i "przeszła" palcami, a dokładniej, paznokciami, od jego łokcia do ramienia. Kucnęła zaraz obok Ernesta i sama spojrzała po skórach. - Już wystarczająco rzucam się w oczy, nie potrzebuję dodatkowych wabików - uśmiechnęła się pod nosem i zaraz wstała na równe nogi. - Mają być praktyczne, co by mi jakieś głupie falbany o nich nie haczyły. Bez jakiś pieprzonych ozdobników - poklepała swoje biodra i przesunęła po nich powoli dłońmi. - Solidne zapięcie na środku, och... no i ewentualnie gdzieś jakaś ładna literka "E" jak elitarna, enigmatyczne, ekstrawagancka, emejzing Ennis - zachichotała, ostatnie słówko zapożyczając sobie od Satoru. Zaraz po tych słowach wróciła do budowania szałasu i tym razem już nie przerywała roboty.
Ennis
Kiedy mówił w ten specyficzny sposób to sprawiał wrażenie obłąkanego.
OdpowiedzUsuń- Masz jakiś udar, czy co? - prychnęła i pokręciła głową, gdy się oddalała. Rzucał losowe słówka i chociaż było to intrygujące, to nie na tyle by baczniej obserwować. Przynajmniej na razie.
Po skończeniu swojej budowli przeciągnęła się zadowolona i po prostu zaczęła rozbierać, tak jak stała. Zdjęła pas, a zaraz po nim zrzuciła pozostałe ciuchy, zostając jedynie w swojej łusce. Ruszyła w stronę pobliskiego zbiornika wodnego, ale przyhamowała w pół kroku. Przewróciła oczyma, podobno powinna informować o swoich krokach skoro już z kimś wędruje.
- Będę polować... - rzuciła. - W wodzie... - dodała posyłając Ernestowi sztuczny uśmieszek i ruszyła dalej.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się pod nosem na jego wyjaśnienie.
OdpowiedzUsuń- Och, nie boję, słowa zdecydowanie nie są w stanie wywołać we mnie lęku - rzuciła pewnie i zachichotała. Nie zwracała większej uwagi na jego zachowanie w trakcie swoich rozbieranek... i tak jej nie tknie, nawet jakby chciał. A jak tknie to mu najwyżej odgryzie krtań albo urwie jaja. Po tych kilku testach jakie przeszedł Erni, Ennis pozwoliła sobie stwierdzić, że dobierać się do niej raczej nie będzie. Nie miała co do tego pewności, ale był wystarczająco oporny by mimo wszystko wydać najbardziej prawdopodobny werdykt. Na pytanie o posiłek obejrzała się na mężczyznę i uśmiechnęła nikle.
- Ufasz mi już na tyle, by wierzyć, że odpowiem szczerze? - ponownie się zaśmiała. - Obstawiaj, jak wrócę to zobaczymy czy wygrałeś - zachichotała i ruszyła dalej. Nie było jej dobre piętnaście minut, po nich wyłoniła się na widoku, szła tym swoim pewnym krokiem, okryta jedynie łuską, kołysząc lekko biodrami. W dłoniach niosła tylko jedną rybę. Zatrzymała się niedaleko Ernesta, uśmiechnęła pod nosem i założyła jedną z dłoni na biodro.
- I jak? Dobrze obstawiłeś? - zapytała, lekko przekręcając głowę na bok i uważnie patrząc mu w oczy.
Ennis
Ennis posłała Ernestowi jedynie tajemniczy uśmiech, nie zamierzała mu odpowiadać... Poza tym... Niespecjalnie miała pojęcie czego się boi. .
OdpowiedzUsuń- Obejdzie się - odpowiedziała na propozycję dodania litery. "E" w zupełności wystarczy. Nie słuchała już paplania o ufności i hazardzie, po prostu poszła zrobić swoje.
Kiedy już przy nim stała i czekała na odpowiedź, uśmiechnęła się szeroko i zaśmiała zaraz. Kucnęła przy tym prowizorycznym palenisku i pomachała rybką przed twarzą Ernesta.
- No wiesz, a ja specjalnie ją tu dla Ciebie niosłam - zacmokała udając wielkie niezadowolenie i zaraz odgryzła głowę surowej rybie, aż ją przyjemne ciarki przeszły na odgłos chrupiącej pod zębami czaszki. - No nic, zjem troszkę więcej, a resztę zostawię na potem - prychnęła urażona, oderwała jeszcze jeden większy kawałek i rzuciła połowę rybiego truchła na bok, a sama ruszyła usiąść sobie w wejściu do szałasu, co by kończyć powoli swój posiłek. Zdecydowanie nie potrzebowała paleniska.
Ennis
Ennis obojętnie wzruszyła ramionami w temacie ryby. Wody było tu całkiem sporo, więc w dowolnej chwili mogła iść i coś sobie upolować. Białowłosa milczała, ale nawet nie ukrywała bacznego spojrzenia jakim raczyła Ernesta. Uważnie mu się przypatrywała, a kiedy wstał, uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Idziesz się kąpać? Mmm... chętnie popatrzę - stwierdziła, również wstała i zaczęła iść za nim. Kiedy zauważyła, że ten zbiera kamyczki zachichotała. - No jaki romantyk, pamiątki zbierasz? Mogę się o nie poocierać, wtedy na pewno ich nie zapomnisz - zaśmiała się raz jeszcze.
Ennis
En uśmiechnęła się pod nosem na te jego rozbieranki, a kiedy wszedł do wody, ona bezceremonialnie wdziała na nogi jego buty i ubrała jego koszulę, co by w tym uroczym zestawie przemierzać brzeg i "ćwiczyć" chodzenie. Koszulę rzecz jasna zapięła, ale nie na wszystkie guziki więc dekolt w niej miała spory. Mężczyzna był od niej niewiele wyższy, więc i koszula zasłania jedynie pół pośladka, ale Ennis ani trochę to nie przeszkadzało. W swoim nowym odzianiu obserwowała działania Ernesta, chociaż skupiała się na jego ciele, to potrafiło wiele zdradzić. Uśmiechnęła się zadziornie na słowa o Heldze.
OdpowiedzUsuń- Och, wydaje mi się, że jednak doskonale wiesz. Zapewne wbijesz się w nią mocno i gwałtownie i... - przekręciła głowę na drugi bok by spojrzeć na krocze Ernesta - ... coś mi mówi, że wcale nie kutasem - zachichotała, wracając spojrzeniem do jego twarzy. Na pytanie o kamienie spojrzała po nich, a gdy wspomniał o akwamarynie mruknęła zadowolona. - Nic mnie tak nie podnieca jak trupio siny odcień skóry - szepnęła z zaczepnym błyskiem w oku. Wybór był prosty, oczywiście, że akwamaryn. En nie skupiała się na aktualnym wyglądzie kamieni, znała po prostu wymieniane kolory, błyskotki zdecydowanie nie były jej obce, chociaż raczej nie było po niej tego widać.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się nikle do Ernesta.
OdpowiedzUsuń- Przeszkadza Ci? Bo jak tak to będę zerkać częściej - zapewniła z zaczepnym wyrazem twarzy. - Ach, zapewniasz? Na słowo nie uwierzę - uśmiechnęła się pod nosem. Udała zaraz smutną minkę. - Biedna kobieta, musiała Ci naprawdę mocno podpaść... Taka krucha i delikatna... - prześlizgnęła po nim wzrokiem. - Nie wyglądasz przynajmniej jakbyś lubił rubaszne - rzuciła luźno i obojętnie wzruszyła ramionami. Wyszczerzyła się do niego kiedy sam się zaśmiał i pochwalił jej gust. - Ciekawszego nie znajdziesz - zachichotała, dalej go obserwując. Na wzmiankę o oddaniu rzeczy udała, że się intensywnie zastanawia. Skrzyżowała zaraz z nim spojrzenie i ponownie posłała mu łobuzerski uśmiech. - Hmm, pasuje? Mało co mi nie pasuje - zaśmiała się i spojrzała na niego z kokieteryjnym uśmiechem sięgając do jego ucha. - Odzyskasz jak dasz radę sam to ze mnie ściągnąć - szepnęła wyraźnie rozbawiona.
Ennis
Ennis zachichotała.
OdpowiedzUsuń- Z grzeczności nie zaprzeczę, chociaż nie jestem pewna czy myślimy o doprowadzaniu do tego samego - ponownie się zaśmiała, chociaż na słowa o spodniach zrobiła smutną minkę. - No jak mi przykro... och jak... - udała, że przeciera łzy spod oczu i zaraz ponownie zachichotała. Zaraz jednak spoważniała i lekko przekręciła głową. Mhm... intrygujące. Zaczynała rozumieć fascynację swojej matki nad tematem genów, cudzych umiejętności i zachowania. Ernest zdawał się mieć jakieś dwie osobowości, w jego oczach chwilami pojawiał się obłęd i zachowanie znacznie się zmieniało. Białowłosa uważniej go obserwowała, unosząc jednak dla niepoznaki jedną z brwi. Ciekawe, coraz więcej z jego Helgi pasowało do tej jej. Nie drgnęła, kiedy się do niej zbliżył, jednak dalej śledziła go wzrokiem i zaraz oddała zaczepny uśmiech.
- Co za pech, zdaje się, że ja pachnę słono - odparła zadziornie i mruknęła zadowolona. - To pograsz ze mną w końcu, czy będziesz się czaił? - zapytała z przekąsem i spojrzała po mężczyźnie, który znowu się "zmieniał". - Interesujące - patrzyła mu w oczy. Od jego gestów również się nie odsunęła, po prostu utrzymywała kontakt wzrokowy. Wydęła odrobinę usta i przejechała palcem po mostku Ernesta.
- Dlaczego miałabym chcieć? - szepnęła mu w usta. - To Ty próbujesz odzyskać ciuchy - uśmiechnęła się zadziornie. - Chyba nie sądzisz, że nie widziałam już w swoim życiu czegoś lepszego, hm? - zerknęła na jego goły tors, na krocze i wróciła do niego spojrzeniem. Zaśmiała się, gdy odchodził i sama również ruszyła w stronę szałasu w swoim nowym, uroczym stroju.
Ennis
Odpowiedziała Ernestowi jedynie zadziornym uśmiechem, słowa czasem były po prostu zbędne. Pokazała w uśmiechu szereg swoich ostrych zębów, gdy zaprzeczył w temacie zapachu.
OdpowiedzUsuń- Mmm... Spodobał Ci się, nie żeby mnie to jakoś specjalnie dziwiło - przyznała z chichotem i ponownie lekko przekręciła głowę. - Czekam - szepnęła równie spokojnie, nie zamierzała udzielać tu odpowiedzi, ta przecież i tak nie miała większego znaczenia. Ernestowi mogło się zdawać, że dobrze udaje, bo rzeczywiście, dobrze udawał, ale Ennis zbyt dobrze znała ten specyficzny wyraz twarzy, to udawanie, że dotyk wcale nie jest nieprzyjemny. - Mhm, znakomicie - zbliżyła się jeszcze bardziej twarzą do jego twarzy. - Gdybyś tylko mógł zobaczyć moje sutki to właśnie twardo by sterczały - rzuciła z przekąsem w głosie i figlarnym błyskiem w oku. - A jednak coś Helgę skusiło - stwierdziła, ponownie taksując go wzrokiem, gdy mówił o swojej aparycji. Mruknęła kiedy wspomniał o łuskach i zerknęła w dół, kiedy rozpinał ostatni guzik, uśmiechnęła się pod nosem i wróciła do jego oczu spojrzeniem. - Tylko się zbyt intensywnie nie przyglądaj, bo jeszcze zatęsknisz za ich widokiem jak już się rozstaniemy - zaśmiała się lekko. Miał całkiem sprawne palce. - Chyba zaczynam rozumieć za co ta Twoja Helga tak bardzo Cię ceniła - zachichotała i ostentacyjnie oblizała swoje usta, a po tym liznęła czubek nosa Ernesta i z łobuzerskim uśmiechem po prostu się odwróciła, by odejść.
Ennis
Kiedy dotknął jej wargi chwyciła jego palec w zęby i przytrzymała w ustach okalając jego koniuszek ciepłym językiem. Jednorazowy gest, który zaraz przerwała i palec puściła.
OdpowiedzUsuń- Uważaj, bo jeszcze i Tobie gra się za bardzo spodoba - uśmiechnęła się kokieteryjnie i jak gdyby nigdy nic zatrzepotała rzęsami. Racja, do podniecenia było jej daleko, ale nawet nie planowała udawać, że jest inaczej. Uśmiechnęła się pod nosem na słowa o zmorze.
- Tylko jednego? Jak smutno... - dotknęła się w miejscu serca, z udawaną troską na twarzy, poprawiła zaraz koszulę, co by lepiej na niej leżała, zapięła jednak środkowy guzik i puściła Ernestowi oko. - Mam swój własny styl, lepiej się przyzwyczaj albo nie patrz wcale - szepnęła rozbawiona. Chyba nie myślał, że będzie tu paradować w rozpiętej koszuli tylko dlatego, że rzucił kilka słodkich słówek? Jeszcze czego. Łatwo fatałaszka nie odzyska.
- Jeżeli dla Ciebie seksowne jest bawienie się własną ręką... - wzruszyła ramionami. Miała odmienne zdanie co do tęsknoty, wolała jej po prostu nie czuć. Zajęła sobie swoje poprzednie miejsce, w szałasie, z nogami na zewnątrz. Ernest był bardzo podejrzany, raz wystarczyło wspomnieć o Heldze i gwałtownie wybuchał, innym razem zachowywał się jakby wspomniana "dama" nie robiła na nim wrażenia. En wyciągnęła nogi, machając sobie nimi i podziwiając swe nowe buty, były za duże, jasne, w ogóle nie lubiła butów, ale dla zwykłego podroczenia się mogła je trochę ponosić. - Śpisz dzisiaj pod chmurką, czy może odważysz się troszkę bliżej ze mną poprzebywać? - rzuciła z niewinnym uśmieszkiem.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się zadowolona. Nie odpowiedziała na pytanie, znała pewien skuteczny ruch, który mógłby zdjąć Ernestowi maskę już teraz, ale chwilowo dobrze się bawiła z tą szopką i nie planowała psuć przedstawienia.
OdpowiedzUsuń- Pewnie Cię zaskoczę... - mruknęła odrobinę zmieniając barwę głosu na słodszy - ... mam tam... - kłapnęła mu zębami przed twarzą - ... bebechy jak każdy - wróciła do swojego normalnego głosu i posłała mu cwany uśmieszek. Obserwowała go dalej ze swojego miejsca. - Mmmm - mruknęła przeciągle na wzmiankę o rękach. - Ernest i jego wąs co sakwami trząsł - rzuciła w rozbawieniu i zachichotała. - Nie rób sobie tylko nadziei, mam lekki sen, szczególnie w trakcie podróży z przystojnym nieznajomym - oznajmiła, dalej swoim zaczepnym tonem.
Ennis
- Emejzing - poprawiła go odruchowo i wciągnęła nogi do środka szałasu. Zaczęła zdejmować buty po czym odstawiła je na bok. - Na zdjęcie koszuli - odpowiedziała mu i cmoknęła ustami w jego stronę. Zapięła nawet jeszcze kilka dodatkowych guziczków i zaczęła powoli się układać do snu. - Daj mi jakieś pół godziny, dopiero wtedy możesz się gapić, jak na prawdziwego zwyrola przystało - uśmiechnęła się pod nosem, układając wygodnie ciało. - Tylko nie przesadzaj z tym gapieniem, rano wcześniej wstajemy, warto byś jednak nie zarwał nocy bo czekać na Ciebie nie będę, ani zwalniać kroku - oznajmiła z przymkniętymi już powiekami.
OdpowiedzUsuńEnnis
Ennis wstając przeciągnęła się i mruknęła wyraźnie zadowolona, lubiła te swoje szałasy, wyjątkowo dobrze w nich się spało, mhm, zmacała miejsce obok siebie i zerknęła na nie trochę marszcząc brwi. Nie spodziewała się tu Ernesta, więc kogo...? Prychnęła lekko pod nosem do samej siebie w odpowiedzi i powoli zaczęła wychodzić na zewnątrz, by tam ponownie się rozciągnąć. Widząc Ernesta skrzywiła się wyraźnie i przesunęła wzrokiem po jego "nowej" koszuli.
OdpowiedzUsuń- Meh... Już chciałam Ci oddawać tą, ale jak widzę w jakim stanie masz inne, to jednak stwierdzam, że na mnie jest bezpieczniejsza - uśmiechnęła się do niego niewinnie i zebrała jeszcze własne ciuchy, które cały wieczór przeleżały na ziemi. Rozwiesiła je na pobliskiej gałęzi, co by przeschły przed schowaniem. Zniknięciem butów wcale się nie przejęła, wędrowała na bosaka, poza tym, świadomie "oddała" je Ernestowi, kiedy zdjęła z własnych nóg. Tak przynajmniej jej zdaniem wyglądał jeden ze sposobów na oddawanie przedmiotów. Po powieszeniu ciuchów ruszyła do Ernesta i jeszcze raz zmierzyła go uważnie wzrokiem po czym zacmokała.
- Zdecydowanie musisz nad sobą popracować - oznajmiła prosto i zaczęła szykować i swój tobołek do zabrania. - Zjemy po drodze - oznajmiła i zaraz skrzywiła się lekko, czując dziwny dreszcz na plecach. Znowu wędrowała z kimś... Te naleciałości po poprzedniej wędrówce nie były dobre, powinna się skupić na samej sobie. Z drugiej strony, całkiem nieźle to odwracało uwagę od innych myśli, więc w sumie... Może nie było takie złe?
- Och... Zamknij się Ennis! - zwróciła się do samej siebie i prychnęła pod nosem. - Pojebana, będzie mi tu podpowiadać... - pokręciła głową i jednak zdjęła ciuchy z gałęzi, co by doczepić je do swojego tobołka i dać im szansę by tak przeschły. Podniosła się na równe nogi i posłała szeroki uśmieszek Ernestowi. - Dziś idę w tym - zaprezentowała się w jego własnej koszuli i poprężyła trochę ciało, po czym zachichotała i podsunęła nos pod nos Ernesta. - Ładne, nie? - ponownie zachichotała. - Jakbym ściągała uwagę nieproszonych, to nie martw się, umiem się bronić - dodała z zadowolonym uśmieszkiem i jedynie do zestawu samej koszuli dołożyła swój pas. - Jak moje sakwy? - zapytała jeszcze, klepiąc te stare delikatnie.
Ennis
En zaśmiała się na żart o partnerze i tyknęła palcem czubek nosa Ernesta.
OdpowiedzUsuń- Ty to umiesz być zabawny - zachichotała. - W sumie... biorąc pod uwagę to, że wcale nie masz ochoty chędożyć... To jednak nie musisz nad sobą pracować. Sama twarz wystarczy co najwyżej na złowienie jakiejś tępej dzidy - rzuciła luźno i znowu go zmierzyła spojrzeniem. - Coś czuję, że to zdecydowanie nie jest Twój typ - uśmiechnęła się pod nosem. Miała zamiar dziś zahaczyć o małą portową wioskę, przespać się tam, napić... Zjeść zamierzała i tak surową rybę, więc jadła nie szukała, ale wiedziała, że to też tam było. En nie zareagowała na zwrot o pokrewnej duszy, była w tej chwili zbyt zajęta opierdalaniem swojego wewnętrznego "ja". Kiedy już tak przed nim pozowała, a Ernest podszedł, uśmiechnęła się szeroko.
- No wiem, nawet w Twoich majtkach prezentowałabym się lepiej od Ciebie - uśmiechnęła się pod nosem. Spojrzała zaraz po koszuli. - Najdroższa? Moja najdroższa jest dużo ładniejsza - stwierdziła z zadowolonym uśmiechem na wspomnienie sukienki, którą, swoją drogą, miała w tobołku. - Ale Ci jej nie pokażę, bo dopiero byś oszalał - szepnęła w jego stronę konspiracyjnie i zaraz się zaśmiała. Przejechała zaraz dłońmi, powolutku, po swoim ciele, gładząc przy tym koszulę, którą miała na sobie. - Jest przy mnie bezpieczna - poruszyła zabawnie brwiami. Oczywiście miała na myśli koszulę. Zanim ruszyli En wyjęła jeszcze jeden patyczek ze swojej wczorajszej konstrukcji i potraktowała szałas z kopa po czym dmuchnęła sobie w opadający na czoło kosmyk włosów. - Nikt nie będzie korzystał z mojej pracy - zwróciła się sama do siebie i ponownie zachichotała. Po tym już ruszyła pewnym krokiem w stronę celu dzisiejszej wędrówki.
- Mhm, to dobrze - podsumowała. Przy jej pasie wisiał w końcu krótki miecz i kij teleskopowy, więc to już co nieco podpowiadało. Chociaż osobiście znała takich, co chodzą z taką bronią jedynie dla postrachu. Wysłuchała Ernesta w temacie sakw i zaraz uśmiechnęła się do niego nikle. - Wiem Dziubku, tak brzmiała nasza umowa, dopiero po dotarciu do Argaru - uśmiechnęła się do niego niewinnie. - Nie jestem aż tak niegrzeczna, przynajmniej do czasu aż mnie nie wkurzysz - zatrzepotała teatralnie rzęsami.
Ennis
No i miała to już jak na kartce. Uraz do seksu, a to ciekawe. Uśmiechnęła się pod nosem na tą całą "mizernote". Spojrzała po kamieniu, który jej podawał i złapała go w ręce, by z ciekawością obejrzeć.
OdpowiedzUsuń- To w kontekście tych tępych dzid? - zapytała i zaraz otrzymała odpowiedź. Przyjrzała się błyskotce. Wyglądał do złudzenia podobnie, a jednak już sama waga się nie zgadzała, był zdecydowanie za ciężki jak na szlachetny, ale Ernest miał racje, tępa dzida by się spokojnie nabrała. Zerknęła po mężczyźnie. Znajomość z nim mogła nie być taka głupia. - Coś jeszcze umiesz podrobić? - zapytała z błyskiem w oku i czarującym uśmieszkiem. Nawet nie ukrywała, że może chcieć te jego umiejętności wykorzystać. Spojrzała po Erneście, gdy ten zaczął jej tak słodzić. Brew jej wyraźnie uniosła się do góry. - Jak tak koniecznie się chcesz podlizać, to lepiej pokaż charakter, jak go nie masz to lepiej po prostu zamknij... twarz - uśmiechnęła się do niego słodko. - A kto powiedział, że będę się w niej komukolwiek innemu pokazywać, hm? - zatrzepotała w jego stronę rzęskami, gdy mówił o bieliźnie. - Z dala? Mmm... - mruknęła. - Chyba właśnie bardzo, ale to bardzo mnie zachęciłeś - odparła teatralnie i zaraz znowu zaniosła się lekkim śmiechem. Słowa o kreacji pozostawiła bez komentarza, przewróciła tylko oczyma. Kolejny nudziarz liżący rowa? Meh...
- Podróż z Tobą zaczyna być nużąca... - oznajmiła z cynicznym uśmieszkiem. Dało się wyczuć, że zależy mu na trafieniu do Argaru, a jak zależy to niech ją znosi albo se poszuka innego przewodnika. Spojrzała zaraz po koszuli, gdy wspomniał o wspominkach. - O ile będzie co wspominać, pierdołami sobie głowy nie zawracam - wyszczerzyła się do niego. Na pochwałę co do sprytu ponownie zatrzepotała rzęsami. - Och, nawet nie wiesz jak bardzo - uśmiechnęła się zadziornie. Przytaknęła mu jeszcze głową. - Zdecydowanie się nie opłaca, mógłbyś przy tym jeszcze niechcący... - zaczęła oglądać swoje pazurki - ... stracić głowę? - zachichotała, śląc mu kolejny szyderczy uśmieszek.
Ennis
Ennis spojrzała po nim uważniej i posłała krótki uśmieszek.
OdpowiedzUsuń- Aktualnie niczego konkretnego, ale w razie co to Cię znajdę i się odezwę – zapewniła. – Ja – odpowiedziała na pytanie o pokazywanie się. – Gdybym już miała na sobie Twoje gacie, to zdecydowanie bym Ci się w nich pokazała – uśmiechnęła się pod nosem. Mlasnęła zaraz i machnęła ręką. – Brzmię? Och… No cóż, chyba rzeczywiście… Śmiem przypuszczać, że rzeczywiście gdybyś mnie wkurzył tak bardzo, bardzo mocno… Wtedy tak, wtedy zdecydowanie nie byłoby to niechcący – wyszczerzyła się do niego i wróciła spojrzeniem do drogi. – Dziś odwiedzimy wioskę portową, mała lokacja, kilkanaście rodzin rybiarzy na krzyż, ale mają karczmę. Dziś sobie nie pośpisz na gołej ziemi – oznajmiła.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się pod nosem i sama lekko zaśmiała.
OdpowiedzUsuń- Musiałby to być ktoś niespełna rozumu - ponownie zachichotała. Na pytanie o groźby wzruszyła ramionami. - Może, nie dowiesz się jak nie sprawdzisz - spojrzała na niego unosząc kącik ust lekko. Zaśmiała się lekko na pytanie o "inne" rzeczy. - A co? Brakuje Ci ze mną atrakcji? - udała minę, sugerującą, że poczuła się dotknięta. - No wiesz... - zarzuciła włosami i prychnęła lekko. - Jak to w wiosce rybackiej, masz port, karczmę, ze dwie speluny. Znajdzie się nawet piwniczna nora z panienkami, ale te, jak już ustaliliśmy, Cię nie interesują - wymieniła na palcach. - Spokojna wiocha, jest szansa, że wojska do niej nie przybiją, daleko od głównego szlaku, garstka biedaków, więc ani co rabować, ani za wiele do chędożenia. Chociaż wojska Peruna to byle ścierwem się nacieszą, więc kto wie czy nie będziemy mieć wieczoru pełnego wrażeń - uśmiechnęła się do niego nikle. - Mmm, w sumie nie brzmi tak źle... Zobaczyłabym te Twoje silne ramiona w akcji - zatrzepotała teatralnie rzęsami. - Robienie sakw nie jest zbyt ekscytujące - wyszczerzyła się do niego.
Ennis
- Mnie? - Ennis zachichotała. - To Ty jesteś ciekaw - zauważyła, w końcu pytanie było jego. Uśmiechnęła się do niego niewinnie. - Skąd wiesz, że są ładne? Może to szpetne Rybki? Bieda tam aż piszczy, raczej się nie spodziewaj Zamtuzkich panien - puściła mu oko i się zaśmiała. - Buzie mogą się ładne trafić, ale ze zdrowiem i higieną raczej w parze nie chodzą - dodała. O ile czasy Zamtuzu wspominała średnio, to mogła się cieszyć, że chociaż nie trafiła do takiej nory jak te dziewki. Ennis nie umknął gest z plecakiem, ale nie komentowała go, ani nie zwracała na to specjalnej uwagi. Zaśmiała się na jego stwierdzenie co do zabawy. - Mhm, bardzo, taki obryzgany cudzą krwią wyglądałbyś całkiem smakowicie - zamruczała mu przy uchu. - Taki w sam raz to oblizania tu i tam... - szepnęła z nutką rozbawienia w głosie. - Romantyzm pełną parą - wyszczerzyła się, odsuwając od jego ucha twarz. Wzruszyła ramionami na stwierdzenie co do miejsca. - Skoro to jest dla Ciebie ciekawe, to lepiej się mocno trzymaj przed wejściem do Argaru - uśmiechnęła się do niego kącikiem ust i zaraz się zaśmiała. - Oj Dziubku... Tobie i owszem, ale mi nie zapewniło ciekawych widoków. A chętnie bym popatrzyła jak się bardziej... pocisz - posłała mu kolejny niewinny uśmieszek.
OdpowiedzUsuńEnnis
Ennis zachichotała.
OdpowiedzUsuń- Bez obaw, jak już dojdzie co do czego to widoku nie zapomnisz - posłała mu swój specyficzny uśmieszek. Rozłożyła ręce, gdy wspomniał o zamiłowaniu do szpetoty, kto go tam wiedział. - Obyś się tylko tą ich urodą nie zachłysnął bo jeszcze biedna sama zostanę w tej podróży - odparła rozbawiona. Nie specjalnie by jej to przeszkadzało, ale cóż. Po tym jak złapał jej brodę i okazał chęć na mały skok w bok, wsunęła mu dłonie na kark i splotła na nim palce, mruknęła. - Ach tak? Sprawiałeś wrażenia chętnego na czmychnięcie po cichu, a teraz Ci się marzą podboje? Cóż za elastyczność. Nie widzę problemu Pani zawadiaka - uśmiechnęła się do niego pod nosem. - Aktualnie ja trzymam się zdecydowanie mocniej - zachichotała i puściła splot palców, by kontynuować wędrówkę. Zaśmiała się na jego drobną kąśliwość i skrzyżowała z nim wzrok. - A kiedyś powiedziałam, że nie jesteś? Na Twoim miejscu nie byłabym taka pewna czy koszula już nie poznała wilgoci z głębi mojego ciała - mruknęła w jego stronę.
Ennis
- Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą - uśmiechnęła się do niego łobuzersko. Uśmiech ten nie znikał z jej twarzy tak długo, aż skończył ją porównywać z piwnicznymi pannami. - Zapewniam, że znalazłabym dużo więcej plusów z koegzystencji z moją osobą - zerknęła na jedną z jego rąk, które pozwolił sobie założyć jej na plecy, wróciła zaraz spojrzeniem do jego oczu, a bliskość jaką im zapewnił ani trochę jej nie krępowała. - I co? Zabijesz małego króliczka by się nim nieco ubrudzić? - uśmiechnęła się kpiąco prosto w te jego przysunięte wargi. Nie zatrzymywała go kiedy się odsunął, sama również nie nasilała kontaktu, po prostu ruszyła dalej. Wcale nie miała zamiaru przestawać prowokować go dalej, tym bardziej, że wtedy jeszcze wyraźniej rzucały się w oczy te specyficzne różnice jakie czasami było w nim widać. Raz wyraźnie udawał, że bliskość go nie mierzi, a raz widać było, że go to w pewien sposób ekscytuje. Zaśmiała się na jego pewność co do wilgoci.
OdpowiedzUsuń- Nie jestem pewna czy mamy tą samą dogłębną wilgoć na myśli - puściła mu oko i szła energicznie dalej. Powoli zaczęła się bujać na boki, ponownie pozwalając sobie na nieco bardziej taneczny krok wędrówki.
Ennis
Tego dnia Yensen zostawił ją samą w pracowni. Był to jej pierwszy raz, kiedy mężczyzna faktycznie to zrobił. Zaufał jej na tyle, by pozwolić zajmować się jej pracownią. Dostała też całą listę zadań i właśnie kończyła szlifować stół, kiedy podejrzany typ wparował do pracowni. Uniosła wzrok znad swojej pracy i zlustrowała go spojrzeniem. Cholercia. Obsługiwania klientów nie miała na swojej liście. Odchrząknęła nieco.- Dziś nieczynne - poinformowała go dość sztywno. - Zapraszam jutro - dodała zaraz, jakoś tak automatycznie wycofując się z tego kontaktu. No przecież nie mogła aż tak się rządzić. To nie był jej biznes, a ten facet... ten facet zdawał się jej bardzo nieznajomy. Dziwny jakiś taki. Mimo grzecznego tonu coś w nim jej śmierdziało. Odłożyła narzędzia i wyprostowała się, zakładając kosmyk włosów za ucho. - Yensen będzie tu z samego rana - powiedziała spokojnie.
OdpowiedzUsuńEmma
Wbrew pozorom ubranie ze skór na zimne noce i dnie brzmiało kusząco, szczególnie biorąc pod uwagę plany jakie miała na przyszłość.
OdpowiedzUsuń- Hmm... Zdecydowanie bym się nie obraziła - uśmiechnęła się do niego szeroko, a na słowa o doprecyzowaniu zaśmiała się pod nosem. - Całkiem nieźle Ci wychodzi udawanie takiego niezorientowanego - stwierdziła rozbawiona, pozostawiając temat tego co też wyczyniała z koszulą i czy aby na pewno zmoczyła ją jedynie wilgocią skóry. Nadstawiła ucha zanim Ernest jeszcze cokolwiek usłyszał, jako drapieżnik miała dość wyczulone zmysły, chociaż węch zdecydowanie wiódł tu prym. Sama szła dalej lekko się kołysząc na boki, ale nasłuchiwała, jednak kiedy Ernest zareagował aż tak gwałtownie spojrzała po nim pytająco.
- Planujesz napad? - trochę ją to zdziwiło, szczególnie, gdy zobaczyła co wyciąga z plecaka. Zaśmiała się na jego stwierdzenie i prychnęła. - To tylko pijany Polszanin - tak, czuła go coraz wyraźniej. - Raczej sam nie wędruje, a wszystkich kuszą nie ubijesz. Jak zobaczą broń to zdecydowanie się nami zainteresują - stwierdziła i westchnęła lekko, było już za późno na planowanie czegokolwiek, a co dopiero na ukrywanie się, jeźdźcy byli zbyt blisko. Zostało udawanie zwykłych podróżników lub rzeczywiście atak. En stwierdziła, że po prostu sobie zobaczy jak to wszystko wyjdzie, ale przybrała na twarzy trochę bardziej "zbity" wyraz i odrobinkę schowała się za Ernesta nim jeszcze Polszanie nadjechali. W razie co chciała mieć dobry wstęp na oba przebiegi zdarzeń, na udawanie i na walkę.
Ennis
Ta konkretna przyśpiewka już sama w sobie znaczyła kłopoty. Nie dość, że Polszanie to jeszcze napaleni. Jakby tego było mało to los przygotował dla Ennis o wiele większą niespodziankę niż kobieta śmiałaby przypuszczać. Jeden z Polszan, mężczyzna w kwiecie wieku, sprawił, że dziewczyna zesztywniała za plecami Ernesta. W danej chwili ta jego dodatkowa ochrona była nad wyraz trafna... Całe szczęście En dość szybko odzyskała rezon, ale nie na tyle by jakkolwiek pohamować tą "omskniętą" rękę Ernesta.
OdpowiedzUsuń- Mhm... - mruknęła pod nosem, dobywając w danej chwili swojego kija. Później sobie pogadają, teraz mieli ważniejsze sprawy na głowie. Ennis zablokowała jeden z ciosów Polszanina i zablokowała kijem jeszcze dwóch, Ernest potrzebował dystansu, ona z kolei mogła się okładać z bliska. Wojownik, który wcześniej zwrócił jej uwagę chwilowo bardziej trzymał się na tyłach, ale również zszedł z konia, napierając na dziewczynę. Ta była w tej wymianie ciosów wyjątkowo cicha, skupiła się na obronie i ranieniu przeciwnika więc już zaraz miała jednego trupa, gdyż ten zlekceważył jej kij i został zabity na wysuwający się szpikulec. Kolejnemu prysnęła w oczy krwią z kolca, machając odpowiednio bronią, a mężczyzna jęknął zirytowany. To był on. Odsunął się na bok, by przetrzeć oczy, rzecz jasna ukrył się, by nie dostać bełtem, a widząc co wyprawia się na placu boju, wybrał zawiadomienie garnizonu. Zostało dwóch.
Ennis
En kątem oka dostrzegła uciekającego Polszanina, oczywiście, nie miał dość jaj i biegł po kolegów. Miała ochotę splunąć, ale była odrobinę zajęta, miała dwójkę rywali do pokonania. Dawno nie walczyła, więc nie spieszyło jej się do zakończenia wymiany ciosów. Tu ślizg, tam blok. Dojrzała jak mężczyzna na koniu pada gdzieś w krzaki od bełta, wtedy też zaczęła się trochę intensywniej bawić. Kiedy Ernest do niej dołączył zmarszczyła lekko czoło. Coś tu było srogo nie tak. Dziewczyna wymierzyła cios w szczękę przeciwnika, którego czarnowłosy jej zostawił i uśmiechnęła się kącikiem ust do swojego towarzysza.
OdpowiedzUsuń- Nigdy nie jest "za dobrze" - odparła i na potwierdzenie uderzyła oszołomionego w drugi bok twarzy, poprawiła stopą i ostatecznie, kiedy padł na kolana, podeszła i ukręciła mu głowę. Złapała w objęcia buzię trupa i pochyliła się do niego. - No jaki puci, puci - uszczypnęła policzek, a krew wypłynęła z ust. - Widzisz? - wyprostowała się i obejrzała na Ernesta. - Chociaż ktoś tu się odpowiednio na mój widok ślini - rzuciła i odepchnęła trupa, by ten padł na ziemię. Ernesta z kolei zmierzyła uważnym spojrzeniem.
Ennis
- Zaskakujące, chociaż do trunku gust mieli dobry - stwierdziła i sama przetarła juchę z broni. Koszula Ernesta, którą miała na sobie również nieco od niej oberwała, kilka krwistych kropelek osadziło się na materiale. Ennis poprawiła odzież, bo ta osunęła się jej z ramienia. Ogarniała się po tej całej bitwie, słuchając Ernesta. Przetarła nieco twarz, poprawiła włosy, jednak kiedy mężczyzn pochylił się nad trupem, przy którym ona stała, zasadziła mu kopa w bok, by wykorzystać chwilę, w której łatwiej będzie do przewrócić. Dobyła miecza i przyłożyła do szyi Ernesta, to były sekundy. Spojrzała mu w oczy ponuro.
OdpowiedzUsuń- Bardzo nie lubię, gdy się mnie ma za jakąś głupią kozę - syknęła. - Omsknął palec? Na jebanej kuszy?! Myślisz, że z kim masz do czynienia?! Z frywolną pizdą co się nie zna?! - warknęła w jego stronę. Docisnęła ostrze do jego skóry. - Gadaj kurwa co to było za przedstawienie i dobrze Ci radzę... lepiej nie kłam... - świdrowała go wzrokiem.
Ennis
Zmrużyła oczy, gdy krzyknął, nie zachowywał się normalnie, nie był przerażający, nie dla niej, ale to zachowanie, jego zachowanie odchodziło od normy. Dalej świdrowała go spojrzeniem, stała bez ruchu, nie cofnęła ostrza i nie zmieniła pozycji. Była gotowa na jego ewentualny atak. Dla odmiany zamiast tego otrzymała jakieś tam wyjaśnienie. Patrzyła jeszcze chwilę po nim srogo i powoli odsunęła ostrze, jednak jeszcze nie chowała. Nie ufała mu, udawał już kilka razy i nie była pewna czy teraz również nie udaje. Może uległość przychodziło mu łatwiej udawać? Mógł być w tym dobry i w każdej chwili ją zaatakować. Cofnęła się od niego na dwa kroki, to jej dawało wystarczająco wiele, by w razie co zabić lub poważniej uszkodzić. Schowała miecz do pochwy. - A więc kim jesteś? - zapytała, dalej z nieprzyjemnym wyrazem twarzy. - Co takiego im zrobiłeś, Erneście? O ile to w ogóle Twoje imię... - patrzyła po nim uważnie, obserwowała każdy najdrobniejszy gest. - Co zrobiłeś, że podpadłeś i Heldze, i Perunowi? - powtórzyła pytanie. Teraz już nie wątpiła, że jego Helga jest tą samą co jej.
OdpowiedzUsuńEnnis
Ennis dalej uważnie go obserwowała. Ernest Żelaznoręki... Obiło jej się to imię gdzieś o uszy. Swego czasu bywała w końcu na różnych przyjęciach i pozyskiwała istotne informacje, a wynalazcy Peruna zdecydowanie interesowali "górę". Słuchała go w skupieniu, cały czas taksując wzrokiem. Ona to miała szczęście do ludzi... Trafiła jej się kolejna zabawka Peruna? Uśmiechnęła się kącikiem ust. Normalnie jeszcze trochę i sama do niego pójdzie nieco się pobawić. Szczegóły w danej chwili nie bardzo ją interesowały, więc nie wnikała głębiej, przynajmniej nie w temat Peruna. Przy Heldze odrobinę zmarszczyła czoło.
OdpowiedzUsuń- To gdzie Twój towarzysz? Dopadli go? Padł po ucieczce? - może zamierzał pomścić nie tylko cudzą zemstę, ale i własną? - Sam nie może zrobić jej krzywdy? - zapytała z już nieco łagodniejszym wyrazem twarzy. To przynajmniej sugerował Ernest swoimi wypowiedziami. Uniosła lekko brew na słowa o historii życia. - Moja historia życia nie wpakowała nas w ten cyrk, więc nie wiem po co miałaby Cię interesować. Przypominam, że to ja prowadzę Ciebie, nie Ty mnie... To ja chcę wiedzieć czy prowadzę do Argaru jakiegoś poszukiwanego zjeba, czy poszukiwanego pojebańca - oznajmiła i sama poprawiła włosy. - Układ stoi, nie to co Twój kutas... - rzuciła i złapała za poły jedno truchło. - Trzeba ich schować, a później się umyć. Jak tak wejdziemy do wioski to od razu się posrają na nasz widok i gówno dostaniemy - oznajmiła i zaczęła przeciągać typa w krzaki, a kiedy to zrobiła dmuchnęła sobie w pasmo opadających na czoło włosów. - Tamten grzecznie się w krzaki sam schował... - stwierdziła, mając na myśli uciekiniera, który oberwał bełtem. - No... Może nieco mu w tym pomogłeś - dodała, śląc Ernestowi krótki uśmieszek i kiedy już ogarnęli ciała, En spojrzała po koniach. - Zamierzasz na nich jechać? To wojskowe, Perun je znaczy... - pokazała mu ślad na zadzie zwierza. - Nikt też takich nie kupi... No, prawie nikt... - zauważyła.
Ennis
Emma otarła swe dłonie o spodnie i zrobiła krok w jego stronę lustrując go długim spojrzeniem.
OdpowiedzUsuń- Tak, drzwi są otwarte - zgodziła się z nim. - Jeśli masz ochotę kupić lub zamówić jakiś mebel to słucham - podeszła do biurka i wyciągnęła z szuflady papirus i coś do pisania. - Poproszę o pańską godność oraz treść zamówienia, uniosła na niego wzrok. Mimo wszystko nie chciała, aby Yensen tracił klienta, bo ona coś źle zrozumie czy zrobi. A co jeśli go odstraszy? To w sumie nie byłoby znowu aż tak dziwne. Mimo tego, że była trochę sceptycznie do tego nastawiona, patrzyła na niego wyczekująco stukając piórem o kałamarz. - Pan Yensen ma dzisiaj wolne - poinformowała go spokojnie. - Jutro będziemy czynni już od 10 rano - zapewniła, bo wiedziała już, że Yensenowi wcale nie spieszyło się z rozpoczynaniem pracy. - Jak mogę pomóc? - zainteresowała sie, bo pytał ją o doradzenie a jeszcze nie wyraził tego czego oczekuje.
Emma
Ennis jeszcze raz przesunęła po nim wzrokiem, obietnica zemsty brzmiała dość powszechnie, poza tym, ta wiedza jej starczyła, nie potrzebowała szczegółów. Najwyraźniej zamierzał utrzeć nosa Heldze, mógł się w przyszłości przydać. Kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Na przyszłość w swoich zamiarach uwzględniaj informowanie mnie o istotnych ogółach - zaznaczyła. - Szczegóły mam w dupie, ale skoro już ze mną wędrujesz, to oczekuję informacji, że Polszan musisz omijać szerokim łukiem - dodała, a przy wzmiance o koniach wzruszyła ramionami. - Oprawienie tego mięsa może wyjść dość czasochłonnie, a skóra z oznaczeniem również zainteresuje jedynie wąskie grono osób, ale rób se co chcesz, ja się idę umyć i doprowadzić do ładu tą przepiękną koszulę - posłała mu krótki uśmieszek, po czym ruszyła w stronę wody.
Ennis
Dziewczyna zarumieniła się odrobinę, choć wciąż patrzyła po nim trochę podejrzliwie. Nie przywykła do mężczyzn, którzy w taki sposób się do niej odnosili. Zwłaszcza z tym pokłonem. Zacisnęła delikatnie swe wargi i wzięła głęboki wdech.
OdpowiedzUsuń- Emma - przedstawiła mu się, nie chcąc pozostać dłużną. Ernest, ciekawe imię. Nie wydawał się być Argarczykiem. Zasunęła kosmyk włosów za swoje ucho i zastrzygła nim. Zbrojmistrza? Przekręciła lekko głowę. - A potrafisz coś robić? - podeszła do niego bliżej i prześwidrowała go swym spojrzeniem. - Bardzo dobrze wychodząc nam włócznie - skomentowała. - I toporki - dodała, bo właśnie tym się zajmowała. - Odlewy... jakie odlewy? - chciała wiedzieć. Chwyciła za pergamin i nabazgrała na nim imię jego mościa, czekając na dalsze szczegóły.
Emma
Emma uśmiechnęła się lekko słysząc pochlebstwo z ust mężczyzny, ale nic nie odpowiedziała. Sama poczuła, że to było nad wyraz. Pochlebstwo zabrzmiało jakoś sztucznie, a jej zaczęło podpadać to jak ten bardzo nalega i wychwala swe umiejętności. Z przekąsem usiadła sobie na stole i założyła nogę na nogę.
OdpowiedzUsuń- No nie wiem, twoje słowa obrażają mego mistrza - wypaliła zmieniając swą twarz na nieco bardziej obojętną. - Zachwalasz swe umiejętności, podajesz pomysły, a nie pokazujesz tego - dorzuciła. - Przykro mi, ale ciężko mi uwierzyć, że chłopaczek taki jak ty potrafi to wszystko zrobić - zeskoczyła ze stołu i podeszła do niego, by położyć mu dłoń na piersi. - Udowodnij, że potrafisz to porozmawiamy inaczej - uśmiechnęła się do niego słodko.
Emma
W nadchodzącej wojnie, Klaus nie zamieszał nawet kiwać paluszkiem. No, może poza zamordowaniem własnego syna. Nie pozwoli przecież by Helga miała we władzy moc czy łzy feniksa. Przez tę głupią kurwę wszystkie jego plany legły w gruzach. Przez jej głupotę dzieciak tam utknął, a on nie był w stanie go odzyskać, choć podejść do tego miał kilka. Niestety ocena sytuacji sprawiała, że wycofywał się. Mimo wszystko cenił sobie swoje życie. Teraz miał na ten skok jedną z większych szans, więc produkty tego dziwnego sprzedawcy nawet przyciągnęły jego uwagę. Co prawda miał swoje własne bronie, ale nic nie szkodziło zaopatrzyć się dodatkowo w jeszcze dodatkowe ostrza. Zbliżył się do stoiska Ernesta i przez moment w milczeniu obserwował je wszystkie, szczególną uwagę zwracając na granaty.
OdpowiedzUsuń- Jesteś w stanie powiedzieć mi jaką mają siłę rażenia? - zapytał kupca.
Klaus
Ennis prychnęła pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Powinno nie być? Polszanie są jak robactwo, wszędzie się rozłażą i wszędzie chcą pokazać swoją siłę. Będą szli szczególnie tam, gdzie dla nich niby niebezpiecznie, będą szli tylko po to by pokazać swoją wyższość. Nie widzisz działań Peruna? - splunęła w bok na wzmiankę jego imienia. - Idiota na tronie, nic nowego. Jedyne co mnie w nim dziwi to brak wielkiego posągu jego kutasa w centrum Polszy. Kolejny puszący się Andżelerii u władzy - ponownie prychnęła. - Poza tym, kto Ci powiedział, że oni mają pod sufitem równo? - uśmiechnęła się pod nosem i już zaraz wchodziła do wody, rzecz jasna w koszuli Ernesta. Zaczęła przemywać ciało zachlapane krwią, sięgnęła też po jedne z tutejszych wodorostów, zdjęła z siebie koszulę i zaczęła przecierać krwiste plamy śliską mazią z zielska. - Można być pojebanym, a można być zjebem... - stwierdziła. - Polszanie mój Skarbeńku, zdecydowanie są zjebami - spojrzała w oczy Ernesta z uroczym uśmiechem.
Ennis
Ennis prześlizgnęła po jego sylwetce wzrokiem.
OdpowiedzUsuń- Ostatnio to chyba całkiem sporo Ci umyka Erneście - rzuciła z nad wyraz poważną miną, ale ton jej głosu zdecydowanie nie był poważny. Parsknęła zaraz śmiechem. - Burdel jest praktycznie wszędzie, znając ich dobrali się do spódnic wiejskich bab, a kurwy co najwyżej pobłogosławili - zaśmiała się na wizję tego jak Polszanie idą całować w czółko szereg jej koleżanek po fachu. Ponownie spojrzała po Erneście i zaczęła sobie brodzić w wodzie dookoła niego. - Ależ Ty się musisz mnie bać - zachichotała. - Kąpiel w spodniach? Myślisz, że Cię zbałamucę? - ponownie lekko się zaśmiała, włożyła jego przepraną koszulę, ale zostawiła rozpięte guziki. Zaczęła myć swoje ciało w bardzo sugestywny sposób, dalej wirując dookoła Ernesta w wodzie. Ruchy miała powolne, bardzo dokładne i sensualne, nie spuszczała przy tym spojrzenia ze swojego towarzysza.
- Widzisz... Taki Skarbeniek jak ja jest pojebany - mruknęła i zatrzymała się przed nim sugestywnie oblizując usta. - A Polszanie to zjeby. Dość jasne? - szepnęła z kokieteryjnym uśmiechem.
Ennis
Ennis tylko wzruszyła ramionami z dość obojętną miną. Aktualnie rola przewodnika aż tak jej nie przeszkadzała, no może poza akcją sprzed chwili, ale w sumie miło było się powyżywać, mniej miło widzieć tą specyficzną gębę, ale… Po co w ogóle zawracała sobie głowę jego ryjem? Wolała skupić się na zaczepkach skierowanych do Ernesta. Zachichotała, gdy wyznał czego się boi.
OdpowiedzUsuń- Skoro jestem tak wygadana, to skąd pomysł, że zostawię to w swojej główce? – uśmiechnęła się zadziornie. – Może skrywasz tam jakiegoś ogromnego potwora, hm? – sam sprowokował temat, a że był dla niego ewidentnie średnio wygodny to mógł zapewnić fajne rozrywki.
Kiedy stała już przed nim i usłyszała komentarz uśmiechnęła się nieco pod nosem.
- Nie synonim, to po prostu dwie moje cechy – szepnęła do niego konspiracyjnie i zachichotała, by zaraz po tym go bezceremonialnie wyminąć i wrócić na brzeg, zaczęła zapinać guziki koszuli i poprawiła jeszcze zmierzwione włosy. Sięgnęła do swojego tobołka. Jeżeli nie miała aż nadto zwracać uwagi, to przydałoby się coś wciągnąć na dupę. Nie miała zbyt wiele w bagażu, dla komplety codziennych ubrań, suknia z fiery, branzoletka od Oriany, zawieszka od Emmy… Wyciągając spodnie nie zauważyła, że branzoletka lekko się o nie przyhaczyła przez co wypadła z tobołka. En szybko po nią sięgnęła i schowała do torby, by tam chwilę na nią popatrzeć. Trwało to jednak kilka sekund, zaraz chrząknęła, wstała, wciągnęła na siebie spodnie i zamknęła bagaż, by wrzucić go na plecy i obejrzeć się na Ernesta z szerokim uśmieszkiem.
- A to niby baby są takie mozolne i to na nie się czeka – zachichotała. – Uuu, może w spodniach masz po prostu cipkę i dlatego się wstydzisz? – dodała z zadziorną miną.
Ennis
Ennis zatrzepotała teatralnie rzęsami.
OdpowiedzUsuń- Apatie? Hmm, raczej nie powinno być z tym najmniejszego problemu - posłała mu niewinny, szeroki uśmieszek, a kiedy był już gotowy do drogi i rzucił swoje, zaśmiała się lekko. - Oczywiście, że wierzę, po prostu przyjmuję na swe skromne barki fakt, że jestem w tym stereotypowym świecie nad wyraz wyjątkowa - ponownie zatrzepotała rzęskami i zachichotała, po czym ruszyła żwawo w stronę rybackiej wioski. - Tak właściwie to zawartość Twoich spodni nie bardzo mnie interesuje, jak dla mnie to możesz mieć tam nawet oba narządy i samosię zadowalać - wyszczerzyła się do niego.
Ennis
Ennis zachichotała.
OdpowiedzUsuń- Dla Ciebie to mogę być nawet Apationellą - zaśmiała się i spojrzała na "E", które wyciągnął, podobało jej się i nawet tego nie ukrywała, rozciągnęła usta w zadowolonym uśmiechu i złapała Ernesta pod ramię. - Lepiej mnie nie zawiedź, literka bardzo mi odpowiada, mam nadzieję, że reszta będzie równie dobrze wykonana. No i oczywiście, że jedno będzie pasować do drugiego - zaznaczyła, co by sobie za dużo nie myślał. Mruknęła mu przy uchu, gdy wspomniał o lepszym trafieniu.
- Dokładnie tak, lepiej nie mogłeś - wyszczerzyła się do niego. - Zapewniam Cię, że w tej wędrówce jeszcze nie raz się o tym przekonasz - zachichotała.
Ennis
Ennis wolna dłonią zarzuciła włosy na plecy.
OdpowiedzUsuń- Raczej nie mam w zwyczaju określać swojej sympatii, jest dość elastyczna... - uśmiechnęła się do niego pod nosem - ... tak jak ja - szepnęła nad jego uchem i lekko się zaśmiała. - Aktualnie nie jesteś na mojej liście istot do zamordowania, a jak będziesz to i tak Ci nie powiem. Raczej szybko się zorientujesz, o ile zdążysz - ponownie się zaśmiała i zaraz zerknęła na ich biodra. Znowu przeszedł tą swoją zmianę, spojrzała na jego twarz i widziała, że nawet mimikę ma inną, mniej zniesmaczoną tą bliskością. Uśmiechnęła się kącikiem ust. Coś ewidentnie było na rzeczy, nie miała jednak pojęcia co.
- Nie udawaj, że nie pamiętasz ich koloru. Tak często się wdzięczę, a Ty co? Skupiony na innych partiach ciała, zamiast na mym uroczym uśmiechu? - zacmokała niezadowolona i lekko wydęła usta. - No nie wiem czy w takim razie zasługujesz na kolejny uśmiech - udała nieco obruszony ton głosu. Zachichotała na słowa o rozstaniu.
- Bez obaw, za mną nikt nie płacze, a jakby się zapowiadało, to temu bez problemu zapobiegnę - zapewniła z łobuzerskim błyskiem w oku.
Ennis
Ennis teatralnie złapała się wolna dłonią za serce.
OdpowiedzUsuń- Uważasz mnie za dobre towarzystwo? Och! - powachlowała się dłonią, niby wzruszona. - Ostrożnie Erneście, bo jeszcze me serce niebezpiecznie załopocze na takie wyznania...! - teraz udała przejęcie i zaraz spojrzała na niego maślanymi oczyma. - Uschnę z tęsknoty, gdy skarzesz mnie na to nieodwzajemnione uczucie! - w tragicznym geście przyłożyła nadgarstek do czoła i udała lekkie omdlenie, zawieszając się na nim i spuszczając głowę, którą podniosła dopiero po chwili, już z zadziornym uśmiechem. - W życiu mi się nie odpłacisz za to nieziemskie zabawianie Cię w trakcie drogi - stwierdziła i ostatecznie wyszczerzyła się do niego w uśmiechu, co by sobie popatrzył na te jej zęby. Stanęła też normalnie i wróciła go wędrowania trzymając go pod rękę. - Ta Twoja słabość jest bardzo losowa Złotko - śmiała zauważyć i podzielić się swoim spostrzeżeniem. Wzruszyła ramionami na słowa o łzach.
- Co najwyżej taki tam książę Piekieł czy namiestnik Peruna - zachichotała i ponownie się do niego uśmiechnęła, teatralnie trzepiąc rzęsami. - Jednak łzy które ronili zdecydowanie nie były z tęsknoty... - dodała uśmiechając się pod nosem.
Ennis
Ennis zachichotała.
OdpowiedzUsuń- Nie jestem aż taką romantyczką by koszula mi starczała, mam swoje potrzeby - szepnęła do niego z zadziornym uśmieszkiem, zaraz jednak uniosła lekko brwi ku górze. Czy on naprawdę rozważał wspólne podróżowanie na dalszą skalę? Ennis zaśmiała się i wyszczerzyła do niego. - Jak dotrzemy do Argaru, to znajdziesz tam wielu innych przewodników, dużo nudniejszych i nie tak urodziwych, ale Tobie to chyba nawet na rękę - rzuciła zaczepnie. Mruknęła mu zaraz przy uchu. - Albo niebezpiecznie pobudzać ich ciekawość - szepnęła mu przy płatku na słowa o niepewności. Zachichotała, gdy wspomniał o zakochaniu, ponownie zatrzepotała rzęsami. - Bałamuciłam takie persony - odpowiedziała mu ze śmiechem. - Ale już jestem - szepnęła, patrząc mu w oczy. - Jak lubisz bolesne doświadczenia to możesz się zakochiwać - uraczyła go uroczym uśmieszkiem.
Ennis
Spojrzała po nim i zrobiła smutną minkę.
OdpowiedzUsuń- Smutne - odparła, by zaraz znowu przywrócić na twarz uśmieszek i zatrzepać rzęsami. - Niezmiernie mi przykro, ale z tej ślicznej główki nie wylatują nigdy pomysły z głowy, szczególnie nie te ciekawe - uśmiechnęła się zadziornie, prześlizgując po nim uważnie wzrokiem. Zacmokała na te stwierdzenia o kompetencjach i zarzuciła włosami, lekko je przeczesując. - No cóż, z skromności nie zaprzeczę - odparła. W końcu śmiało można było powiedzieć, że aktualnie razem pracowali, a ona za amatorkę zdecydowanie się nie uważała. Spojrzała po nim uważniej, gdy wspomniał o pomocy. Jej buzia rozciągnęła się w specyficznym uśmiechu. Puściła ramię Ernesta i ujęła w palce jego brodę, lekko głaszcząc ją kciukiem. - Cóż za interesujące pytanie - przyznała spoglądając mu w oczy. Puściła jego brodę. - Najpierw moja Ty Słodyczy to sama ocenię czy warto w ogóle z Tobą jakkolwiek współpracować. Zobaczę sobie jak przydatny okażesz się w tej trasie, a potem, w Argarze, gdy odbiorę już moje piękne sakwy... Wtedy podam ewentualną cenę - spojrzała na Ernesta ze swoim przebiegłym uśmiechem. - Na razie zostańmy przy tym zakochiwaniu - pokazała mu rząd swoim ząbków i zaraz wyprzedziła go o jakieś dwa kroki, prężnie idąc w stronę wioski. Właśnie zaczęli wychodzić z lasu i mijać pierwsze chaty. Zapach ryb był tu coraz bardziej wyczuwalny.
Ennis
Zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń- Musiała? - uśmiechnęła się do niego tajemniczo. - Ja nic nie będę musiała Skarbeńku, mogę co najwyżej chcieć się nim obejść, a wtedy, cóż, wtedy to nie będzie smutne - zapewniła z szerokim uśmieszkiem. Skupienie mógł sobie utrzymywać, ale śmierdział w ten specyficzny sposób, to jak się zgrywał było w jej oczach dość śmieszne. Zaśmiała się krótko, gdy wspomniał o szacunku.
- Zobaczymy na jak długo - rzuciła z przekąsem. Jakby ten szacunek był czymś nadzwyczajnym. Chciał coś od niej, nie grali do przeciwnych bramek. Jeżeli chciał osiągnąć swoje to musiał ją szanować i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Gospoda, do której zmierzali była już widoczna z oddali, siwy dym ulatywał z komina, co w tych rejonach było jasnym znakiem, że zaczęto wędzić świeże ryby. To mogło oznaczać większe tłumy w przybytku, ale Ennis wcale to nie przeszkadzało. Tu "większe tłumy" to i tak nie było zbyt wiele gąb, chociaż już teraz było widać dużo przybyszy z innych, spalonych wiosek. No nic, najwyżej będzie drobny problem z noclegiem. Już widziała grymas na twarzy Ernesta, gdy przyjdzie im dostać jedno łoże. Zachichotała do samej siebie, obstawiając w głowie co też mężczyzna zrobi. Odda jej łóżko i wybierze podłogę? Tak, to było dość prawdopodobne. Uśmiechnęła się pod nosem na myśl o kąśliwo-zaczepnych uwagach, które będą mogły w takiej chwili w stronę czarnowłosego polecić.
Ennis
Ennis zatrzymała się w pół kroku, gdy Ernest zagadał młokosa przy targowisku. Spojrzała po mężczyźnie z pretensją w oczach. Po jaką cholerę zagadywał tego smroda? Białowłosa spojrzała po towarze na jego stole, zastawy, kielichy, sztućce. Kiedy Ernest zajmował się rozmową, ona złapała jeden z kielichów i uważniej zaczęła oglądać. Odstawiła go, słysząc propozycję kupna pierścionka i zaraz wysunęła dłoń w stronę swojego towarzysza.
OdpowiedzUsuń- No właśnie Kochanie, może jakiś pierścionek? Coś pusto na tych moich smukłych paluszkach - zatrzepotała teatralnie rzęsami. - Pierwsza wspólna zastawa do stołu - objęła lekko jego ramię i spojrzała po nim czule. - Brzmi jak marzenie... - szepnęła. Co to w ogóle kurwa miało być? Aż normalnie była ciekawa jaki on w tym widział interes. Młodzik potrzebował monet, a nie układów czy wymiany. Wisiał nad nim bat Pana. O ile nie chciało się ubić jego Pana, o tyle Ennis nie widziała tu potencjału do jakichkolwiek korzystnych akcji.
Ennis
Ennis również się skrzywiła, gdy Ernest wspomniał o problemach ze sprzedaniem wydobytych kamieni.
OdpowiedzUsuń- Od razu mówiłam, że coś wisi nad tym wydobyciem... Gerta ostrzegała, a jej wróżby mało kiedy się nie spełniają - fuknęła udając obruszoną, ale zaraz jakby ją olśniło i spojrzała po Erneście błyszczącymi wręcz oczyma. - A może cofniemy się do tego przyjemnego Pana z poprzedniej wioski? Jego oferta była bardzo korzystna - przytaknęła głową na własne słowa i zaraz spojrzała po młodziku. Udała, że baczniej obserwuje te całe jego dobra. - Wymienić? No nie wiem Skarbie... Naprawdę dużo włożyliśmy w to wydobycie... Nie jestem pewna, czy zwykłe "coś" nam to wynagrodzi... - przewróciła oczyma, dalej udając nadąsaną.
Ennis
Ernest na szczęście był bardzo czytelny w swoim planie, więc dość łatwo szło w nim odnaleźć sens. Kobieta pokręciła głową, jakby nie dowierzała, że "ukochany" dalej jeszcze próbuje sam się targować, bez konsultacji z nią.
OdpowiedzUsuń- Niezmiernie rada bym była, gdybym nie musiała Ci więcej o tym przypominać - bąknęła jeszcze w ten swój urażony sposób. Ennis spojrzała niepewnie po Erneście, gdy padło pytanie o poprzednią ofertę, wyraźnie pokazywała niepewność w oczach, udając, że nie do końca jest przekonana co do zdradzenia ceny. Kiedy Ernest przysunął do jej ust ucho, uśmiechnęła się kącikiem ust.
- No dalej, wyceń to, zobaczymy co potrafisz - szepnęła tak, by tylko on usłyszał. Zaśmiała się uroczo, na pytanie do niej skierowane. - W najlepszym razie Skarbie, chodziłbyś goły, w najgorszym, po prostu zginął - posłała Ernestowi słodki uśmieszek, wtulając się w niego delikatnie. Posmyrała jeszcze czubkiem nosa szyję Ernesta, a potem udała, że chce odejść, splatając palce z mężczyzną i ciągnąć w swoją stronę. Minę miała dość jednoznaczną, jakby właśnie naszło ją na pieszczoty i jakby szybko chciała zakończyć temat z mało ciekawym kupcem. Zatrzymała się ostatecznie w pół kroku i obejrzała na młodzika, po czym spojrzała po Erneście tak, jakby się zastanawiała. Przygryzła wargę i stanęła twarzą w twarz z Ernim.
- Co myślisz Kochanie? Razy dwa...? I nie trzeba by było się cofać... Mielibyśmy więcej czasu ... - uśmiechnęła się do niego zalotnie.
Ennis
Ennis była tak bardzo przyzwyczajona do grania, że nawet nie musiała starać się by nie zdradzać prawdziwych odczuć, bo te w takich chwilach miała po prostu wyłączone. Życie nauczyło ją, że by przetrwać lepiej nic nie czuć, więc nie miała z tym najmniejszych problemów. Po prostu odgrywała aktualnie narzuconą rolę, robiła to, co mogło się jej przysłużyć. 40 złotych monet zdecydowanie było warte tej szopki.
OdpowiedzUsuńEnnis uśmiechnęła się, gdy Ernest wspomniał o spełnianiu jej zachcianek. Musnęła kciukiem jego wargę.
- Brzmi bajecznie... - szepnęła mu nad uchem i zachichotała niczym zauroczona młódka. - Pierwszy posiłek jaki na nich zjesz to będzie Twoja ulubiona pieczeń - kontynuowała tworzenie mrzonek i zaraz spojrzała po kupcu, łapiąc się lekko za serce. - Doprawdy, niesamowite, że w takich czasach można trafić jeszcze na tak dobre transakcje - dodała głosem pełnym wdzięczności. Kiedy Ernest zajął młodzika pakowaniem zastawy, En zwinęła ze straganu łańcuszek, który wpadł jej w oko, zaraz jednak była znowu przy Erneście i z rozmarzonym wzrokiem obserwowała jak wkłada "ich" zastawę do torby. - Och, Gerta oszaleje z zazdrości jak zobaczy te piękne kielichy, wyobraź sobie jak pijemy z nich wino, z naszych własnych gron. Już słyszę jak nam złorzeczy... - zaśmiała się, wyraźnie zadowolona, oddalając się ze swoim "ukochanym" po udanych zakupach. Ględziła tak dla niepoznaki, a kiedy już zniknęli z oczu kupca, sięgnęła po swój bukłak, by się napić.
- Że też te kwoki targowe potrafią tak gdakać nieustannie bez ust zwilżenia, godne podziwu, doprawdy - rzuciła, gasząc pragnienie, a gdy już dość się napiła, wyciągnęła dłoń w jego stronę. - 20 monet dla mnie, Kochanie - upomniała się, śląc mu zadziorny uśmiech. Stali już praktycznie przy wejściu do gospody, a w środku wolała się takim łupem nie chwalić.
Ennis
Dziewczyna dotknęła od niego kuszę i przesunęła dłonią po dziwnych bełtach. Jej skromnym zdaniem nie budziły postrachu. Nie były nawet jakoś specjalnie ostre. Może było to tylko pozorne wrażenie, ale chłopak był po prostu zbyt pewny siebie. Ją samą ciekawił ten obiekt i chciałby zobaczyć go w użyciu, na jakimś człowieku najlepiej, ale powstrzymała swe zapędy i nie wycelowała kuszy w swojego rzozmówcy. Nie, Emmo. To nie byłby zbyt dobry i inteligentny pomysł. Tyle krwi do zmywania z posadzki. Nie, lepiej odpuścić. Spojrzała po nim krytycznym wzrokiem.
OdpowiedzUsuń- Niechlujna robota - skomentowała, oddając mu kuszę wraz z bełtami. - Nie wiem czy mistrz Yensen byłby z niej zadowolony. Ma wysokie wymagania - ponformowała go unosząc dumnie brodę. Co prawda ona była z niższej półki, a Yensen właściwie nie miał wyboru i musiał ją przyjąć pod własne skrzydła, ale ten zadymiarz nie musiał o tym wiedzieć. Spojrzała na sztuczny diament i skinęła głową. Do tego zdawał się mieć dryg.
- Mhm niektórzy przeżyli - zgodziła się z nim. - Dla reszty był to po prostu kolejny kawałek chleba - mruknęła. - Zdajesz się dużo wiedzieć o Argarczykach... - spojrzała po nim podejrzliwie.
Emma
Klaus przesunął wzrokiem po różnych rodzajach granatów, filtrując informacje wydobywające się z ust Ernesta. Mężczyzna, jak na jego gust, mówił zdecydowanie za dużo i za szybko. Feniks spojrzał po nim z powątpiewaniem. Ten zdawał się mieć wszystkie rodzaje najpotrzebniejszej broni, a to budziło podejrzenia co do jakości tych broni.
OdpowiedzUsuń- Nie potrzebuję sensacji, obrony czy kolorowych świateł - poinformował go dość sucho. - Pytam o zasięg twojego granatu - dodał. - Zwykłego granatu z jego podstawową funkcją - spojrzał po nim uważnie. - Zasięg i cenę - dodał po chwili milczenia. Naprawdę nie widział potrzeby w tłumaczeniu gościowi czegokolwiek.
Klaus
Ennis zaśmiała się lekko na tą jego wyraźną zmianę w mimice twarzy i uśmiechnęła pod nosem na stwierdzenie co do kwok.
OdpowiedzUsuń- No cóż, co racja, to racja - odparła i dała się zaciągnąć w zaułek, zaraz jednak mruknęła niezadowolona. - Meh... Skrycie liczyłam, że ciągniesz mnie tu w nieco innym celu - udała zawód na twarzy, ale zaraz zaśmiała się i rozciągnęła usta w tym swoim specyficznym uśmiechu. Wyciągnęła sakiewkę i obserwowała, ale nie monety, a oczy Ernesta. To jak sam liczył pieniądze, to jak na nie patrzył i jak się skupiał na zadaniu. Później sobie sprawdzi, czy ją oszukiwał i najwyżej wystosuje adekwatną do tego karę. - Och, oczywiście, moje serce niezmiernie skore jest do pomocy, szczególnie jak zwęszy, że czyjś plan idzie w dobrą stronę - oznajmiła bez ogródek, idąc przy jego boku. Przytaknęła mu głową na propozycję z jedzeniem. - I jakiś porządny trunek do tego, dziś mam ochotę się napić - uśmiechnęła się do niego łobuzersko, ze specyficznym błyskiem w oku. Już zaraz wchodzili do gospody. - Zajmij stół i wybierz trunek, ja się zajmę pokojami - oddelegowała zadania, od razu ruszając do tutejszej gospodyni, zamienić z nią słowo.
Ennis
En zachichotała.
OdpowiedzUsuń- A ja, że będę w tym temacie irytująca - rzuciła rozbawiona. - Ależ Ty jesteś ograniczony, w zaułku można robić wiele przyjemnych rzeczy - dodała, bo tym razem akurat nie piła konkretnie do seksu.
- Prawda? - rzuciła z przekąsem, gdy wspomniał o jej sercu. - Ocieka słodyczą - zaśmiała się pod nosem. - Zaskocz mnie, dalej jesteś na cenzurowanym! - oznajmiła, gdy zapytał o jej życzenia. Zamierzała go sprawdzić pod różnym kątem. Kiedy już zamieniła słowo z gospodynią, znalazła Ernesta przy stole i dosiadła się do niego z szerokim uśmiechem.
- Będziemy mieć istne salony, łoże małżeńskie - zatrzepotała teatralnie rzęsami. - Zapewne jesteś niezwykle zadowolony - zachichotała. - Specjalnie poprosiłam o takie nie za duże, co by mieć Cię bliziutko przy sobie - szepnęła konspiracyjnie w jego stronę.
Ennis
Ennis się zaśmiała.
OdpowiedzUsuń- Ach, czyli za odpowiednią opłatą pokazujesz, dobrze wiedzieć. Biorąc pod uwagę, że coraz więcej ode mnie chcesz, muszę o tym pamiętać - uśmiechnęła się do niego zaczepnie. Zachichotała na te jego sarkastyczne stwierdzenia i uraczyła Ernesta szerokim uśmiechem nim jeszcze odeszła.
Siedząc już przy stole spojrzała po tym morskim "cudzie", który jej zamówił.
- Syrenia pokusa? Przewidywalne, nie postarałeś się - zacmokała. Piła już tego drinka, w końcu nie była tu pierwszy raz. - Ale chociaż smak ciekawy, więc dziś Cię jeszcze nie zabiję - wyszczerzyła się do niego po raz kolejny. Upiła łyka i zlizała znad górnej wargi piankę, która tam ostała. Zerknęła po mnogim trunku. Tu piwo, tu wino, tu wódka. Zapowiadał się całkiem ciekawy wieczór. Prześlizgnęła wzrokiem po Erneście, gdy ten starał się ukryć swój niesmak. Zaraz jednak wypalił z tym swoim "przynajmniej" i Ennis parsknęła cichym śmiechem.
- Ze mną Skarbie to Twoje łóże zdecydowanie będzie mokre - mruknęła, poruszając zabawnie brwiami. - Bynajmniej nie od naszych soków namiętności - dodała głosem pełnym żalu, ale zaraz się z tego zaśmiała. - Och Erneście, jeszcze zatęsknisz za tymi podchodami - rzuciła dalej w zaczepnym tonie.
Ennis
- Och, doprawdy? - pochyliła się w jego stronę i spojrzała prosto w oczy ze swoim przenikliwym uśmiechem. - To za ile byś mnie przeleciał, hm? Co jest warte tego Twojego dyskomfortu? Na ile wyceniasz swojego kutasa? - uśmieszek nie znikał jej z twarzy. Większość życia miała bardzo obojętne podejście do własnego ciała, stanowiło zarobek, później zapewniało potrzebne jej korzyści, ale teraz, teraz kiedy czuła się dość silna by zmierzyć się z każdym wrogiem, coś się zmieniło. Bardziej je ceniła, to swoje ciało. Dalej lubiła prowokować i kokietować, ale konsumpcja... Mało kiedy ją kusiła.
OdpowiedzUsuń- Może kiedyś - odparła na jego luźne przypuszczenia. - Może kiedyś na tyle mocno mnie zaintrygujesz, że się nie oprę i zrobię wszystko by zajrzeć Ci do spodni - zachichotała. Wzruszyła zaraz ramionami na stwierdzenie co do polowania. - To już zależy czy pasuje Ci rola ofiary. Ja jako łowca i drapieżnik bawiłabym się doskonale. Jako ofiara... - parsknęła śmiechem i zatrzepotała rzęsami. - Wybacz, ale aktualnie nie wyobrażam się w takiej roli - przyznała wyraźnie rozbawiona. Mruknęła, gdy wspomniał o oberżyście. - Mmm... czyli jednak masz coś z romantyka, no proszę, rozmiękczają Cię wierszyki, jakie to słodziutkie - wyszczerzyła się do niego z łobuzerskim błyskiem w oku. Zaśmiała się lekko, gdy zaczął ją opisywać w ten drinkowy sposób. - Butelka burbonu w zupełności by wystarczyła, no ale masz, wzięło Cię na wino i wierszyki. Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że organizujesz nam naszą pierwszą schadzkę Kochanie - zachichotała. Spojrzała po jedzeniu, które zamówił. No, chociaż z tym dobrze trafił. Białowłosa ochoczo sięgnęła po tatar i jadła go ze smakiem palcami, ale w pewnej chwili przestała jeść, by spojrzeć na Ernesta, który pałaszował jedzenie niczym prosie z koryta. Facet nie miała za bardzo nawet czego ignorować, bo żadne słowa z jej ust nie padały, po prostu po nim patrzyła z nieco rozbawionym uśmieszkiem na twarzy. Stawiała, że ostatnimi czasy żył o chlebie i wodzie, skoro aż tak reagował na surowe mięso. En zaśmiała się lekko i sama wróciła do jedzenia, ona jednak robiła to spokojniej.
- Nie przeszkadzaj sobie, jedz, jedz, zbieraj tkankę tłuszczową. Przyda Ci się jak mamy razem wędrować. Z czegoś te mięśnie trzeba zbudować, bo z takim flakiem to wstyd między ludzi wchodzić - rzuciła zaczepnie.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się do niego zadziornie.
OdpowiedzUsuń- Dosłownie? Bo wiesz... - wystawiła pazury. - Da się zrobić od zaraz... - wyszczerzyła się do niego, chociaż specyficzny błysk w jej oczach mógł mocno sugerować, że rzeczywiście jest w stanie ukraść mu serce, wyrywając je z klatki piersiowej. - Tylko niby na co by mi miało być to Twoje serducho, hę? - zachichotała. - O kant dupy taka transakcja - podsumowała. Słysząc to jak odnosi się w temacie polowania parsknęła cichym śmiechem. - A Ty dalej o seksie? To nie była sugestia Erneście, mówiłam o prawdziwych łowach. O życiu, zboczuszku, o tym, że są ofiary i drapieżniki. Nie tylko w temacie seksu - zachichotała i dalej po nim patrzyła, pijąc swojego drinka, gdy ten rozważał o jej metodach łowów. - Skoro uważasz, że właśnie tak robię - wzruszyła lekko ramionami, dalej z zadziornym uśmiechem. Przecież nie powie mu jak działa.
- Och, chyba nawet Ci coraz bardziej wychodzi - powachlowała się dłonią, jakby to co mówił w temacie rozkochiwania jej, bardzo do niej trafiało. - No wiesz? Jeszcze przed chwilą kupowaliśmy wspólną zastawę do naszego domu, a teraz, że nie chcesz się przy mnie upijać... - udała dotkniętą, ale szybko jej przeszło. Słuchając o tej całej schadzce, na którą by ją zabrał uniosła lekko brew. Dach? Wymyślanie sobie rozrywki? Stos ryb? No... chociaż te zawody brzmiały jakoś sensownie. - Po tak zaplanowanej schadzce to nawet bym Cię nie próbowała złapać, więc chyba idziesz w tym swoim planowaniu w dobrą stronę - stwierdziła, uśmiechając się pod nosem.
Kiedy dalej jadł w ten specyficzny sposób spojrzała po nim marszcząc czoło. Pierwsze minuty były całkiem zabawne, ale teraz dziwnie się po tym patrzyło. Miała bardzo nieprzyjemne skojarzenia. Sama zachowywała się podobnie, gdy ją szkolili i przetrzymywali głodną, a później pozwalali cokolwiek zjeść.
- Hej... - złapała nadgarstek Ernesta, jakoś tak w odruchu. - Nie radzę, bo będziesz pół nocy rzygać... Nikt Ci tu tego nie zabierze, a zapewniam, że zwrócone nie smakuje równie dobrze - zaznaczyła poważnie. Jak się tak napcha to kiszki mu oszaleją. - Wolniej... Ciesz się tym smakiem, a nie łykaj jak pelikan - dodała.
Ennis
Nie umknęło jej uwadze, że Ernestowi spodobały się szpony, spojrzał po nich w dość specyficzny sposób.
OdpowiedzUsuń- Och, dziękuję za pozwolenie. To jest zdecydowanie coś na co czekałam - zachichotała. Wzruszyła ramionami, gdy stwierdził, że kategorie są bardziej skomplikowane. - Nie sądzę, przynajmniej nie dla mnie. To po prostu ograniczone umysły sprowadzają rolę ofiary i drapieżnika do czegoś mało skomplikowanego. Zarówno ofiar, jak i drapieżników jest wiele rodzajów. Drapieżnik, drapieżnikowi nie równy, to samo tyczy się ofiar - uśmiechnęła się do niego nikle. - Z tym się mogę zgodzić - puściła mu oko na słowa o braniu czego chce. Zachichotała rozbawiona jego stwierdzeniem.
- Zobaczymy ile wytrzymasz z tą czujnością - uśmiechnęła się do niego uroczo i zatrzepotała rzęsami, a przy wzmiance o żołądku poruszyła jedynie zabawnie brwiami w odpowiedzi.
Kiedy na nią syknął nawet nie drgnęła, nie bała się, szczególnie widząc jego niepewny, przestraszony wzrok. Reakcja Ernesta zdradzała wiele. Najwyraźniej mieli więcej wspólnego niż można było przypuszczać w pierwszej chwili.
- No proszę... - prześlizgnęła po nim wzrokiem. - A więc o to chodzi... - pomyślała na głos i puściła jego nadgarstek. Sama sięgnęła po trunek i upiła większego łyka. Na krótką chwilę się zamyśliła, ale słysząc przeprosiny machnęła ręką i zachichotała. - Ależ ja się nie gniewam - rzuciła beztrosko ze swoim szerokim uśmieszkiem. - Dbam jedynie o własny komfort snu. Nie specjalnie mam ochotę na czucie i słuchanie Twoich nocnych torsji. Dźwięki jakie w takich chwilach niektórzy wydają potrafią przyprawić o dreszcze, a z dreszczy to zdecydowanie wolę te rozkoszne - wyszczerzyła się do niego.
Ennis
Ennis zacmokała i pochyliła się bardziej w stronę Ernesta.
OdpowiedzUsuń- A czy ja kiedykolwiek powiedziałam, że rola drapieżnika i ofiary jest stała i niezmienna? - uśmiechnęła się do niego zaczepnie. - Ja oceniam na tu i teraz. Żyję tu i teraz. Rozmawiam tu i teraz - dotknęła palcem czubek jego nosa. - W pewnych tematach jesteśmy ofiarami, a w pewnych drapieżnikami - raz przechyliła głowę na prawo, a zaraz na lewo i wyszczerzyła się do niego. - Każdy w indywidualnym zakresie - szepnęła w jego stronę. Spojrzała po winie, które rozlał do kielichów i złapała naczynie by skosztować trunku. Było dobre, dość orzeźwiające. Uśmiechnęła się do niego tajemniczo.
- Mi na niczym nie zależy Dziubku... a już na pewno nie na czymś związanym z Twoją osobą - posłała mu buziaczka w powietrzu. - Najwyraźniej mam po prostu jakiś cel w tej Twojej uważności - poruszyła zabawnie brwiami. Mruknęła zaraz. - Mmmm... flirtujesz? Czyli jednak umiesz - uśmiechnęła się do niego kącikiem ust. - Ou, za ciężko? Doprawdy ciekawe co Cię tak rozprasza - wyraz jej twarzy nie ulegał zmianie, przynajmniej do czasu.
En nie wnikała w te jego maski, całkiem sprawnie próbował maskować, że wcale nic tu się właśnie nie stało, a ona nie czuła potrzeby by wchodzić w to głębiej. Dość wiele już zrozumiała z tej sytuacji.
- A jak myślisz, hm? - skrzyżowała z nim wzrok i przysunęła kielich do ust, nie przestając go przy tym obserwować. Upiła łyka. - Jak myślisz Erneście? Czego miałaby ochotę posłuchać Ennis nocą? - uśmiechnęła się kącikiem ust.
Ennis
Emma wzruszyła ramionami, gdy Ernest wspomniał o pomyłce klienteli. Może Yensen miałby inne zdanie o tym osobniku, ale jej on po prostu brzydko pachniał. Zwłaszcza próbując tak bardzo wkupić się w łaski i zachwalając swą robotę. Byli od mebli, oficjalnie od mebli, a on przychodził z projektami broni. Jasne, robili je, ale to nie była informacja powszechnie znana. No, może tylko fakt, że pomagali przy przygotowaniach wojennych. Po prostu gość troszkę jej nie pasował. Nie oponowała, gdy zabrał wszystko i pokiwała głową.
OdpowiedzUsuń- Najwidoczniej - przytaknęła. - Ale jeśli chcesz porozmawiać z mistrzem Yensenem to zapraszam jutro. Będzie na miejscu i z przyjemnością cię przyjmie - stwierdziła, po czym uśmiechnęła się lekko na wieść o tym co zasłyszał od Argarczyków. Boże jacy ci Argarczycy byli czasem debilami. Tak się otwierać przy nieznajomych. Wzdrygnęła się lekko i pokręciła głową. - Cóż... nie każdemu tego wszystkiego brakuje - stwierdziła po prostu. - A jeśli masz ochotę na pieczeń z żabodzika... to zapraszam wieczorem do mojego namiotu - rzuciła luźno. Mohe i tak nie było, a ona miała czasem dość ciszy tuż obok siebie. Byłoby miło, chociaż chwilę otworzyć buzię do innego człowieka.
Emma
Ennis zachichotała lekko.
OdpowiedzUsuń- Och Erneście, życie chwilą wcale nie oznacza, że nie można snuć planów na przyszłość - wyszczerzyła się do niego tajemniczo. - To po prostu ułatwia i uprzyjemnia czekanie na zemstę, a kiedy już przychodzi na nią odpowiedni czas... mmm... zapewniam, że smakuje cudownie - ponownie się zaśmiała. - Nudziarz - uśmiechnęła się do niego pod nosem. No skoro miała go tak nazwać, to co jej szkodziło, prawda? Zacmokała zaraz. - Och wybacz, ale uroczystej przysięgi nie złożę, nie gwarantuję, że gdzieś i kiedyś nie wejdę Ci w drogę - zatrzepotała teatralnie rzęsami i stuknęła się z nim kieliszkiem. Uśmiechnęła się nikle. Kolejny, który chciał się przyjaźnić? Coś ostatnio wielu takich przyciągała, nawet ją to rozbawiło. Może i Erni nie miał na myśli ckliwych, przyjacielskich relacji, ale widać było gołym okiem, że widzi w tej relacji okazję na jakiś dobry przekręt czy inną korzyść.
- Oby jak najszybciej, bo jeszcze ktoś sam uzna, że zna na zagadkę rozwiązanie, a wtedy... - syknęła cicho. - Jeżeli odpowiedzi nie będą zgodne z przekonaniami... Ojoj... - spojrzała po Erneście i zrobiła słodziutką minkę, zduszając samej sobie policzki. - Wtedy może nie być wesoło - szepnęła bardzo delikatnym głosem i zaraz odsunęła palce od twarzy i szczerze się roześmiała. Koniec końców zamknęła sobie usta porządnym łykiem trunku. Sięgnęła jeszcze po tatar, przypuszczała, że może już nie mieć okazji nic zjeść jak Ernest ruszy do boju. Patrzyła po nim i popijała winko, czekając aż odpowie na jej pytanie. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy w końcu coś powiedział. Przynajmniej w tym nie był jakiś przewidywalny. Prawda? Hmm... Czy rzeczywiście ją interesowała? Skrzywiła się lekko.
- Meh... Prawda potrafi zbyt wiele zmienić Skarbie, a mi się podoba to gdzie jestem. Na szczęście mało kogo stać na prawdę, więc jakiejkolwiek bym miała słuchać to i tak skończyłoby się na ciszy - stwierdziła z rozbawionym uśmieszkiem. - Nie zgadłeś, ale cóż, przynajmniej odpowiedź nie była banalna, więc nie jest z Tobą aż tak źle - zachichotała.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się zadowolona na jego podsumowanie, zachichotała nawet i wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Z grzeczności nie zaprzeczę - stwierdziła mierząc go uważnie wzrokiem, dalej ze swoim tajemniczym uśmieszkiem na twarzy. Ponownie przysunęła się bliżej Ernesta i lekko oblizała usta. - Ależ Cię wzięło na analizę - mruknęła rozbawiona. - Całkiem możliwe, że uważam... - zaśmiała się, upijając kolejny łyczek i odstawiła na chwilę kielich, by przejść paluszkami po kolanie Ernesta i zatrzymać je w połowie uda. Oparła się tam i podniosła z miejsca lekko, tylko na tyle by podsunąć swój nos do nosa Ernesta. Patrzyła mu w oczy. - Doprawdy uważasz, że będzie wesoło, gdy skupimy się na moich przyjemnościach? - szepnęła w jego stronę, śląc mu zadziorny uśmiech. - W takim razie lepiej uważaj, bo jeszcze nam biedaku wpadniesz w obsesję podążania bez końca i Argar Ci już nie wystarczy - uśmiechnęła się do niego nikle. Wróciła na swoje miejsce i na nowo złapała kielich. Uśmiechnęła się pod nosem na ten jego cały zestaw pytań.
- Takich prawd nikt mi nie powie, to są prawdy wymagające czynów, a nie zwykłych odpowiedzi - zauważyła, gdy mówił o Heldze. Uśmiechała się cały ten czas, jednocześnie go obserwując, kącik jej ust drgnął lekko na pytanie o cudzą szczerość. Wzruszyła ramionami na jego śmiech. - Dalej... Takie rzeczy wolę sprawdzać niż o nich po prostu słuchać czy gadać - przyznała i wyzerowała kielich, po czym polała sobie od razu do niego wina i dolała go również do kielicha Ernesta. - Chyba ktoś tu bardzo lubił swojego kolegę z celi... - stwierdziła patrząc Ernestowi w oczy. - Helga błagająca o litość? No, no... W pierwszej chwili sądziłam, że wystarczy Ci ją po prostu zabić, a tu proszę... - Erni całkiem ładnie odkrywał karty.
Ennis
Biorąc pod uwagę, że Ernest zainicjował własne drobne pieszczoty, Ennis nie wróciła na miejsce, a została wisząc przy nim i opierając się na jego nodze.
OdpowiedzUsuń- Mhm... Bardzo wesoło, przynajmniej mi, nie wiem jak druga strona - oparła drugą dłoń o jego drugą nogę i kiedy wędrował palcami po jej skórze, ona przesunęła swoje wędrujące palce bliżej kości biodrowej mężczyzny, zahaczyła pazur o pas spodni po czym lekko go odsunęła od ciała Ernesta. Uśmiechnęła się do niego odrobinkę zadziornie, gdy mówił o zabieraniu w wesołe miejsca. Sama przesunęła dłoń lekko nad pas jego spodni i również zaczęła badać palcami materiał jego koszuli. Pozwoliła złapać się za szyję i jeszcze bardziej zmniejszyć dystans, z tym, że w tej pozycji musiała już zrezygnować z krzesła i nieco wsunęła się na kraniec kolana Ernesta. Oddychała spokojnie, miarowo, patrząc mu dalej w oczy.
- Kto wie, jeżeli okażesz się na tyle ciekawy i zapewniający rozrywki... to może zabiorę - odpowiedziała mu tym samym tonem. Uśmiechnęła się do niego zadziornie. - No proszę, odrobina alkoholu i robisz się bardziej skory do zabawy, ciekawe jak długo wytrzymasz - szepnęła mu przy uchu i lekko owiała je delikatnym oddechem.
Ennis
Ennis przez pewien czas powoli wyciągała mu koszulę ze spodni, więc teraz mogła wsunąć dłoń pod materiał i przesunąć delikatnie opuszkami od brzucha pod samo żebro Ernesta, tam zakręciła kilka powolnych kółek i sunęła ostrożnie od prawej do lewej, po krańcu żeber, nie wysuwała się swoimi ruchami powyżej pępka. Kiedy poprawił ją na kolanie, ona sama usiadła wygodniej. Odwzajemniła mu równie zaczepny uśmiech i zaśmiała się lekko, gdy chuchnął jej w ucho.
OdpowiedzUsuń- Urok swoją drogą, ale ten raczej nie dodaje odwagi - spojrzała mu w oczy, szepcząc swoje słowa prosto w wargi Ernesta. - Widzisz... Wszystko zależy ode mnie... - spojrzała po nim łobuzersko i przesunęła twarz do jego drugiego ucha. - Doskonale wiem co zrobić, byś zwiał w popłochu - mruknęła. Akurat miała dłoń bliżej szczytu jego żeber i teraz zaczęła nią zjeżdżać od pępka w dół, powoli, coraz bliżej paska.
Ennis
En mruknęła cicho, gdy złapał jej dłoń, zerknęła nawet w dół kiedy splótł ich ręce, szybko jednak wróciła spojrzeniem do oczu Ernesta.
OdpowiedzUsuń- Zależy od...? - uśmiechnęła się nikle, pozwalając by położył jej dłoń przy swoim torsie. Z początku wystukała na nim jakiś rytm, ale kiedy złapał ją by podnieść, odruchowo trochę mocniej chwyciła materiał, dla utrzymania równowagi. Sapnęła lekko, posadzona na stole i zaraz zadowolona oblizała usta, całkiem jej się podobały takie zachowania. Oplotła go delikatnie nogami i przytrzymała przy sobie, gdy już sam się zbliżył. Uniosła spojrzenie, bo chociaż teraz nad nią górował, to nie zamierzała przerywać kontaktu wzrokowego. Zablokowaną dłoń przeniosła w tył i oparła się na niej delikatnie. Posłała mu zaczepny uśmiech, uważnie lustrując Ernesta od pasa w górę. Zatrzymała się na jego oczach i przyjęła butelkę, by pociągnąć z niej spory łyk. Odstawiła zaraz szkło na bok i wyprostowała ciało od pasa w górę tak by być dość blisko ciała Ernesta. Jednocześnie przesunęła dłońmi po jego pasku i zatrzymała je w pobliżu nerek.
- Ciekawe jak przed tym się obronisz - mruknęła z nutką rozbawienia w głosie i zjechała dłońmi do jego pośladków, po czym zacisnęła na nich dłonie. Nie miała nic przeciwko tej drobnej konkurencji.
Ennis
Ennis kłapnęła lekko zębami w stronę warg Ernesta, gdy ten chuchnął w jej usta. Zaśmiała się delikatnie po tym i wtedy dopiero chwyciła alkohol. Uśmiechnęła się w trakcie brania łyka na jego zaczepkę przy szyi.
OdpowiedzUsuń- To zagadka - odpowiedziała mu tym samym na słowa o sprycie, a kiedy w reakcji na chwyt pośladków sam złapał ją mocniej, chuchnęła po nim cieplejszym powietrzem i zerknęła po jego dłoni, którą śmielej badał jej ciało. Ciekawiło ją jak daleko przesunie rękę. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy nie poszedł dalej i sama ponownie skrzyżowała z nim wzrok. Bawiła się jeszcze chwilę jego pośladkami, ostatecznie jednak przekładając ręce za kark mężczyzny i lekko się na nim podciągnęła. Znowu miała usta prawie na tej samej wysokości co on, jej pośladki lekko unosiły się w powietrzu, a ona obserwowała oczy towarzysza.
- Ciekawe gdzie Cię to zaprowadzi, Skarbie - mruknęła zaczepnie, ponownie prosto w jego usta. Liznęła jego wargi, jednorazowo, końcem języka i zaraz wyszczerzyła się w ten swój specyficzny sposób.
Ennis
Emma nie odpowiedziała mu już na te wszystkie słowa dotyczące okazji czy tego, że wróci tu pod obecność Yensena. I tak zamierzała opowiedzieć mężczyźnie o tym spotkaniu i swoich spostrzeżeniach. Mimo, że facet zdawał się normalny to coś w nim jej śmierdziało. Coś nie pasowało. Zacisnęła mocno wargi, a kiedy wspomniał, że postara się skorzystać z zaproszenia, posłała mu delikatny uśmiech.
OdpowiedzUsuń- W takim razie, do zobaczenia wieczorem - szepnęła i odprowadziła Ernesta wzrokiem. Odetchnęła głęboko, kiedy ten zniknął jej z pola widzenia i zaraz nieco się spięła. Matko. Co ona zrobiła? Czy ona właśnie zaprosiła tego faceta na jedzenie? I to jeszcze u niej w namiocie? O losie... a jak mu nie zasmakuje? Zaczęła wyraźnie panikować. Warsztat zamknęła szybciej i udała się do siebie, wcześniej organizując mięsko. Nie, musiało zasmakować. Nie była przecież aż taką okropną kucharką. Pokiwała sobie głową i rozpoczęła szykowanie kolacji. Zaczęła od przyrządzenia mięsa, a dopiero później rozpaliła ognisko. Jeśli nie wpadnie? Trudno, więcej mięska dla niej.
Emma
Klaus popatrzył po nim z nieodgadnionym wyrazem twarzy i odłożył granat, po czym przesunął wzrokiem po pozostałych przedmiotach. Chwycił jeden ze sztyletów w dłoń i wyważył go sobie, by rzucić w pobliską tablicę z ogłoszeniami. Wszedł w nią jak w masło. Ruszył więc po niego z powrotem i odłożył na miejsce, by spojrzeć po mężczyźnie.
OdpowiedzUsuń- Dobra robota - powiedział po prostu. - Byłby jaśnie pan w stanie przygotować coś bardziej niszczycielskiego? - zainteresował się.
Klaus
Klaus uniósł lekko brew i chwilę obserwował Ernesta w zamyśleniu, zanim uniósł kącik swych ust w lekkim umiechu.
OdpowiedzUsuń- Największą na jaką cię stać i powiększ jeszcze bardziej - poinformował go swobodnie. - Trzy sztuki - dorzucił. - Cena... podlega negocjacji. Zaproponuj coś i porozmawiamy - poinformował go, opierając się niedbale o jego stanowisko i jeszcze chwilę bawiąc się jego sztyletami. Dobra robota, ale widział już lepsze. Miał lepsze przy sobie. Nie zamierzał na razie wyciągać tej karty, ciekaw jak wysoko oceni swe umiejętności mężczyzna.
Klaus
Tak nagła otwartość Ernesta była dziwnie podejrzana. Czyżby jednak gry wstępne mu nie przeszkadzały, mimo tak wielkiej awersji do samego seksu? A może to alkohol aż tak bardzo mroczył mu umysł? Zjawisko było dość ciekawe, szczególnie, gdy czarnowłosy chciał chwycić jej język zębami. Ennis mu na to nie pozwoliła i zachichotała cicho.
OdpowiedzUsuń- Ależ się zrobiłeś zachłanny. Jak tak patrzę po niektórych gapiach to tylko czekają aż mnie weźmiesz na tym stole - mruknęła mu do ucha. Trzymał ją tak blisko siebie jak tylko się dało, nie miała nawet szans bardziej się zbliżyć. Jęknęła cichutko gdy zaczął sunąć językiem po skórze i zakręciła lekko biodrami przy jego kroku, otarła się o niego wykonując dwa posuwiste ruchy. Gdyby nie ciuchy to ktoś patrząc z boku mógł pomyśleć, że Ernest już w nią wszedł.
Ennis
Klaus pokręcił lekko głową.- Nie interesują mnie parszywe Polszańskie mury - poinformował go chłodno. Nie, on musiał dostać się do większej szychy. Zacisnął mocno wargi i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Nie tego szukam - stwierdził odkładając sztylet na jego własne miejsce i wsuwając dłonie w kieszenie. - I dwadzieścia pięć sztuk złota? - spojrzał po nim wymownie. - Zdzierstwo jakich mało, jaśnie panie - powiedział wprost. - 15 sztuk złota to najwięcej co możesz za coś takiego dostać.
Klaus
Ennis uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- A będzie Ci żal, jak Ci powiem, że tak? - zapytała z przekąsem. Ktoś tu chyba za bardzo przywykł do poleceń. Odchyliła nieco szyję, pozwalając się smakować, ale oczy miała zwrócone w stronę sufitu, zaczęła sobie nawet liczyć z ilu desek jest strop. O ile nagła zmiana Ernesta była intrygująca, to En wyraźnie czuła, że powoli dochodzą do szczytu aktualnych możliwości jakie czarnowłosy może jej zapewnić. Brak wzwodu nie specjalnie jej przeszkadzał albo raczej nie bardzo ją interesował. Ten co prawda nieco by urozmaicił zabawę, ale nie był jakoś niezbędny. En poprawiła chwyt na szyi Ernesta i kiedy ten coraz bardziej się dobierał, ona przygryzła lekko czubek jego ucha.
- Nuuuudaaa... - szepnęła i cicho "chrapnęła" mu w ucho, sugerując, że powoli zasypia. Oczywiście na jej buzi gościł przy tym zaczepny uśmieszek.
Ennis
Drgnęła lekko na jego ugryzienie i uśmiechnęła się pod nosem na odpowiedź.
OdpowiedzUsuń- Całe szczęście - mruknęła. To by dopiero było, gdyby jeszcze szczekał jak mu każe. Kiedy zaczął się wycofywać i zabrał jej ręce, pośladkami znowu wylądowała na stole. Przesunęła dłonie za plecy i oparła się za nich, patrząc po Erneście uważniej. Zaśmiała się lekko na to jego zajęcie miejsca. Rozsunęła szerzej uda na chwilę, a potem zsunęła i podniosła stopę, co by nią przesunąć po kolanie, udzie, kroczu i podbrzuszu Ernesta. Tam się zatrzymała.
- Jesteś Słonko, bo się powstrzymujesz. Mógłbyś być całkiem ciekawy, gdyby nie te ograniczenia - szepnęła do niego konspiracyjnie i wyciągnęła w jego stronę rękę, domagając się butelki alkoholu.
Ennis
Kobiecości zasłoniętej spodniami, bo te Ennis miała na sobie. Białowłosa uśmiechnęła się pod nosem, gdy zaczął utrudniać jej zabawę.
OdpowiedzUsuń- Zagadki, zagadki, zagadki... - odpowiedziała mu, również nie przerywając kontaktu wzrokowego. Przy geście z dłonią jej uśmieszek stał się odrobinę bardziej tajemniczy. Tak chciał się bawić? Skoro tak... aż ją naszła ochota na dokładniejsze sprawdzenie pewnej teorii. En wykorzystała chwyt Ernesta przy swojej dłoni, by dźwignąć się z jego pomocą. Wstała ze stołu, odpuszczając zabawę ze stopą. Przysunęła się do mężczyzny, wsuwając mu palce wolnej dłoni we włosy. Stała tuż przy nim, delikatnie przesuwając opuszki po skórze głowy. Zaczęła nucić przy tym spokojną, hipnotyzującą wręcz melodię. Co nieco się dostało w pakiecie upodabniającym do Heimrosów. W końcu śpiew tej rasy potrafił być niesamowicie wręcz wciągający. Dłonią, którą wcześniej złapał Ernest chwyciła butelkę, którą ten dalej trzymał, chwyciła ją za szyjkę, ale nie wyrywała, po prostu trzymała razem z Ernim.
- Så lilla vän - zaintonowała pierwsze słowa piosenki, przechodząc palcami z głowy, za ucho Ernesta. Przez kilka sekund popieściła mu lekko płatek ucha, a po tym powoli przesunęła palcem po żuchwie mężczyzny i ujęła jego brodę, nakierowując ją bardziej na swoją twarz. - Dimman för dig hem igen - kontynuowała i usiadła miękko na jego udzie, dalej uważnie wpatrując się w jego oczy. - Om du går vilse - kontynuowała, delikatnie pieszcząc dotykiem podgardle mężczyzny. Z podgardla zaczęła bardzo subtelnie znaczyć końcówką paznokcia jego szyję, jechała po krtani, ostrożnie, niżej i niżej. Jednocześnie coraz to bardziej przywłaszczała sobie butelkę, jednak robiła to powolutku. - Natten är lång - wpatrywała się w Ernesta, w jego oczy, śpiewała blisko jego ust, prawie, że szepcząc w same wargi. Dłonią z gardła zaczęła powoli rozpinać guziki przy jego koszuli. - Tusen stjärnors urtidssång - musnęła czubkiem nosa jego nos. - Dimmorna dansar - umiała być delikatna, nawet bardzo. Wszystko robiła z finezją, dopasowując się ruchami do hipnotyzującej melodii.
Ennis
Odetchnęła z wyraźną ulgą, kiedy jednak do niej zawędrował. Uśmiech niemal od razu pojawił się jej na twarzy, kiedy poklepała miejsce naprzeciw siebie. Ernest nie zdawał się człowiekiem, który boi się pobrudzić, a ona nie miała jeszcze żadnych krzeseł. Nie dorobiła się wcale nie chciała tego robić. Wygodniej było rozsiąść się na ziemi. Gdy zapytał o zwierzynę, pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Nie, tym razem nie moja - poinformowała go spokojnie. - Mam swoich zaufanych łowców - uśmiechnęła się delikatnie, nie wspominając o tym, że akurat w polowaniach jest dość kiepska. Zbyt głośna w lesie i raczej płoszy zwierzynę niż ją zachęca. - Dopiero uczę się polować - przyznała wprost, po czym spojrzała po nim z lekkim uśmiechem na ustach. - Za to doprawienie jest moje - rzuciła wesoło. - No i myślę, że jestem w nim całkiem niezła - przyznała. - Jak ci minął dzień? - zainteresowała się,
Emma
Klaus posłał w jego stronę rozbawione spojrzenie i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Dziękuję za tak hojną ofertę, ale podziękuję - powiedział wprost. Był po prostu ciekaw tych wybuchowych granatów, ale nie na tyle, by poświęcać 25 sztuk pieprzonego złota. W takim wypadku po prostu porozmawia ze swoimi "dłużnikami" i zwyczajnie dostanie to czego chce. Nie zamierzał też mówić czego dokładnie chce czy do czego tego potrzebuje. Nie w obecnych czasach. Spojrzał jeszcze raz po asortymencie Ernesta, po czym odwrócił się na pięcie zostawiając go w spokoju.
Klaus
En nie próbowała się siłować w temacie dłoni, od czasu do czasu ponawiała swoje delikatne próby, ale ostatecznie odpuściła, pozwalając by sam poprowadził jej rękę. Sunął po jej ciele własnymi palcami, co było dość przyjemne i tym bardziej ułatwiało utrzymywanie tej hipnotyzującej chwili. Uparciuch nie chciał oddać wina, ale wyglądał jakby mu się to wszystko nawet podobało. Szarmancki uśmiech, przymknięcie oczu i... i nagle coś się zmieniło. Jego mimika twarzy i... drgnęła lekko, kiedy złapał jej pośladek. Miał inną twarzy, dosłownie... jakby zamienił się z kimś miejscami. Jeszcze ten pocałunek. Nie spodziewała się go, to było coś do czego Ernest wyraźnie nie zamierzał dopuścić, a tu proszę... En lekko cofnęła głowę, ale była za blisko by zdążyć go całkowicie uniknąć.
OdpowiedzUsuń- Co robisz? - spojrzała po nim podejrzanie, a kiedy znowu sięgnął do jej ust, złapała jego twarz wolną ręką i zatrzymała, przytrzymując za żuchwę i lekko mu zduszając policzki. - Ten ktoś po prostu nie musi prosić - szepnęła mu w usta i zamierzała wstać z kolan, co by ruszyć sobie do baru po swoją własną butelkę trunku.
Ennis
Ennis dalej bacznie go obserwowała, ale nie przeszkadzało jej to w odwzajemnieniu zaczepnego uśmiechu.
OdpowiedzUsuń- Ach tak? Może chcesz się nad nimi pozastanawiać w naszym ciasnym pokoiku? - odpowiedziała mu nim próbowała wstać, a czując opór spojrzała odrobinkę zirytowana po Erneście. Zaczynał wchodzić na niebezpieczne rewiry, ale na szczęście w porę wyciągnął butelkę zza pleców i wzrok En odrobinkę złagodniał. Kobieta spojrzała na butelkę i od razu złapała jej szyjkę, wróciła wzrokiem do oczu Ernesta z niewinnym uśmieszkiem. - Ktoś mówił, że kazałeś? Ja również tylko stwierdziłam fakt... Nie muszę prosić - powtórzyła, głaszcząc podbródek Ernesta palcem i lekko próbując unieść butelkę do ust. Dalej zamierzał się bawić, czy jej pozwoli? Spojrzała po nim ponownie dostrzegając drobne zmiany, notowała je w głowie, ale nic nie mówiła. Cmoknęła z kolei niezadowolona, na jego następne słowa.
- No jaki Ty jesteś niedomyślny... - uśmiechnęła się lekko pod nosem, a na zaczepki przy uchu odwróciła głowę tak by dmuchnąć Ernestowi w usta.
- A jakie to ma znaczenie? Zapewniałeś, że będę musiała się obejść smakiem... Czyżby coś się zmieniło? - sięgnęła do jego torsu dłonią, bo przecież udało jej się rozpiąć kilka guzików, więc ten miał mocno odsłonięty. Dalej patrzyła mu w oczy z zadziornym uśmieszkiem.
Ennis
Ennis zaśmiała się lekko.
OdpowiedzUsuń- A kto tak ostawał przy tym, że jest nudziarzem? - uśmiechnęła się do niego pod nosem, zerkając po tej ręce, którą ciągle gdzieś przesuwał. - Ciało wystarczająco zbadane, czy może jeszcze jakieś rejony Cię interesują? - mruknęła w jego stronę zaczepnie, a czując opór przy butelce zacmokała, kręcąc lekko głową. - Ktoś tu się brzydko bawi - szepnęła, powoli przesuwając dłoń z butelki, bliżej jego dłoni trzymanej na szkle. Wysunęła nieco szpony, które zarysowały butelkę. - Aż takie to interesujące? - zaśmiała się lekko. - To naprawdę jedyne co Cię interesuje? Oj... Erniś... - puściła butelkę i przejechała palcem wskazującym po środku jego warg. Przytrzymała opuszek przy dolnej wardze i zaczęła delikatnie po niej jeździć palcem. - To brzmi odrobinkę jak jakaś obsesja - szepnęła w jego stronę wyraźnie rozbawiona. Kiedy odchylił głowę ona po chwili zabrała dłoń z jego ciała, a zaraz po tym Ernest wstał by ją odstawić. Uśmiechnęła się kącikiem ust na jego słowa, sama oparła biodro o blat stołu, a gdy nalał wino do swojego kielicha, po prostu zabrała ten kielich i upiła spory łyk z głośnym "ach" zaraz po. Zajęła swoje poprzednie miejsce.
- Jesteś o wiele bardziej łakomy niż Ci się wydaje - stwierdziła z lekkim rozbawieniem. - Ale tak, masz rację, ja Twojego apetytu nie zaspokoję - założyła nogi na podramiennik jego krzesła. - To musiałby być ktoś o wiele bardziej czuły - uśmiechnęła się do niego szeroko.
Ennis
Ennis zachichotała cicho.
OdpowiedzUsuń- Nie musisz tego mówić, widać, że nie skorzystasz - szepnęła w jego stronę. - Mhm, kto tu w ogóle wpuścił kogoś tak podłego, co? - uśmiechnęła się pod nosem. Pazurami jedynie sunęła po szyi by dostać się do ust, nie miała tu na celu grożenia, nie przejmowała się jednak tym jak gest zostanie odebrany. Patrzyła po nim, po tym jak przygryza jej palec, po tym jak jego gardło reaguje tymi pierwszymi objawami odruchu wymiotnego. Och, ileż razy miała go, gdy musiała połykać spermę lub gdy sama ssała śmierdzące paluchy jakiś spasłych wieprzy. Posłała mu kolejny tajemniczy uśmieszek.
- Interpretuję... - zapewniła wyszczerzając się niewinnie i teatralnie trzepocząc rzęsami. Na jego szczery śmiech uśmiechnęła się tylko nikle.
- Ja nie zgaduję Skarbie - oznajmiła, zostawiając rozwinięcie myśli o czułej osobie w swojej własnej głowie. - Apetytu? - zachichotała. - Przecież Ty go nawet nie masz - przypomniała mu z nutką sarkazmu w głosie i puściła oczko.
Ennis
Ennis ponownie zachichotała i zatrzepotała rzęsami.
OdpowiedzUsuń- Już taka jestem nieładna - wyszczerzyła się do niego. Ona również patrzyła mu w oczy i sięgnęła po butelkę kolejnego alkoholu, oczywiście tak, co by chociaż swoimi długimi włosami jakoś o Ernesta zahaczyć. Jej mina jasno świadczyła, że robi to celowo i nawet tego nie ukrywała. Zaśmiała się krótko przy słowach o oczarowaniu. - Nic dziwnego skoro mówisz o sobie - mruknęła zaczepnie, stojąc i polewając im trunku do kielichów. Sobie, a potem Ernestowi. Na jego pytanie złapała kielich i oparła się pośladkami o blat, patrząc po nim uważnie. Lustrowała go swoim spojrzeniem. Jego stopy, nogi, ciało, usta, nos, oczy... uśmiechnęła się kącikiem ust i upiła łyka wina, dalej obserwując w milczeniu, jednak teraz obserwowała właśnie oczy. - Dumę do zregenerowania, macanki z ładną panienką łechtają Ci ego... To masz - odpowiedziała mu w końcu, dalej z nikłym uśmieszkiem na ustach. Odstawiła kielich przy swoim biodrze i dalej uważnie po nim patrzyła.
Ennis
Ennis pochyliła się lekko w jego stronę.
OdpowiedzUsuń- Jeszcze inni je znoszą, bo mają w tym jakieś korzyści - szepnęła konspiracyjnie w jego stronę. - Ale to wcale nie jest sugestia o Tobie, Ty... cóż, sympatyzujesz ze mną - zachichotała delikatnie. Uśmiechnęła się na te jego przekąsy i odrobinkę przekręciła głowę na bok, patrząc po nim. - Pytałeś co masz, a nie co Cię naprawi Słonko - przypomniała mu cicho i zaśmiała się na jego kolejne pytanie. Tym razem zgięła się dużo mocniej, teraz miała nos przy jego nosie. - Gdybyśmy byli płytcy i łatwi, to już dawno pieprzylibyśmy się w tym ciasnym pokoiku - uśmiechnęła się do niego zadziornie.
Ennis
Ennis zaśmiała się, złapała swój kielich i wróciła na miejsce, tym razem jednak ułożyła stopy na kolanach Ernesta.
OdpowiedzUsuń- Skąd pomysł, że tego nie robię? Dość długi czas już rozmawiamy Słodziaku i wydaje mi się, że odpowiadam na Twoje słowa z sensem - uśmiechnęła się pod nosem. Ten całus posłany w powietrze mocno skojarzył jej się z jedną osobą. Nawet jej kącik ust drgnął delikatnie. Słuchała teorii "co by było gdyby" i wzruszyła ramionami. - Tak też by mogło być - stwierdziła krótko. - To skoro już mamy ustalone, że nie jesteśmy ani płytcy, ani łatwi... - uśmiechnęła się do niego tajemniczo. - To jaki masz plan? Jaki zarys? Na Helgę... - patrzyła mu w oczy, upijając kolejny łyk wina.
Ennis
Przyglądała mu się uważnie, lustrowała każdy, nawet najmniejszy tik, gdy siedział zamyślony. Wiedziała, że temat uważał za poważny, ale Ernest zgasł w zaskakująco szybkim tempie. Wysłuchała jego planu i uśmiechnęła się lekko pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Słyszałeś, że opuściła je na długo, że snujesz takie plany? - sam mówił, że to długoterminowe, a wspomniał, że Helga opuściła gniazdo aktualnie. - Nie lepiej by było mieć przygotowaną alternatywę? Coś, co ją w razie czego rzeczywiście wyciągnie z gniazdka? - uśmiechnęła się do niego tajemniczo i zaraz dość entuzjastycznie przesiadła się ze swojego krzesła na kolana Ernesta. Oplotła mu szyję ramieniem i dotknęła palcem czubek jego nosa. - Ekscytująco rozrywająca niespodzianka brzmi niesamowicie ciekawie - mruknęła zadowolona, wizja Helgi rozrywającej się na strzępy wywoływała na ciele białowłosej przyjemny dreszcz. - Plan jest do dopracowania, ale... - pochyliła się do jego ucha - ... ma potencjał - szepnęła. - Mrau... - mruknęła krzyżując z nim spojrzenie. - Erneście... - powachlowała sobie twarz. - Normalnie zrobiłam się mokra tam gdzie nie powinnam - zachichotała.
Ennis
Emma pokiwała głową z delikatnym uśmiechem na twarzy. Mimo wszystko przyzwyczaiła się do towarzystwa. Od kiedy Mohe przeniósł swoją miejscówkę poczuła czym naprawdę jest samotność. Na domiar złego Orianna również zdawała się ją unikać. Miało prawo chodzić gdzie chciała i robić co chciała, więc Em nie narzekała. Było jej po prostu jakoś tak źle. Z zainteresowaniem słuchała o jego dniu, obracając co jakiś czas mięsko na ogniu.
OdpowiedzUsuń- Mały domek - powtórzyła po nim. - Zamierzasz się tu osiedlić na dobre? - zainteresowała się. - Co cię właściwie sprowadza do Argaru? - zagadała.
Emma
En przewróciła oczyma.
OdpowiedzUsuń- No tak, musi ruszyć ten swój spasły zad na pole bitwy chociaż na chwilę, co by nie było, że jedynie się ludem swoim wyzyskuje - zaśmiała się krótko. - Nie mniej, Ty w najlepszym razie za kilka dni będziesz w Argarze, a z Argaru do Fjelldod długa droga. Potrzebujesz pieniędzy i przygotowań, a co za tym idzie, nie ruszysz z planem od razu, to kolejna zwłoka. Mało prawdopodobne, że zmieścisz się w czasie jej aktualnej podróży. No, chyba, że nasza słodka przyjaciółka zasiedzi się nieco w bojowaniu - zauważyła i zaraz uśmiechnęła się do niego zalotnie. - Sam przeciwko Heldze? - ponownie mruknęła. - Może jednak jesteś nieco bardziej popierdolony niż sądziłam - zachichotała. Również sięgnęła po swój kielich, rozsiadając się na Erneście trochę wygodniej. Oparła jeden łokieć o jego ramię, a nogi przerzuciła sobie przed podramiennik jego krzesła. Zastanowiła się chwilę, patrząc po trunku w swoim naczyniu i kręcąc nim odrobinkę. Uśmiechnęła się pod nosem na zaczepne podsumowanie jej wilgoci, nie była mokra, ale tego na pewno nie musiała mu wyjaśniać.
- Powiedźmy... Całkiem możliwe, że mogłabym przyczynić się do tego i owego... - uśmiechnęła się do niego tajemniczo. - Ale najpierw, tak jak powiedziałam, dotrzemy do Argaru... Tam zdecyduję, czy rzeczywiście warto brać współpracę z Tobą na poważnie - postawiła sprawę jasno i upiła łyk wina.
Ennis
- Tuli? - słysząc o nich uśmiechnęła się pod nosem. - Helga na ziemiach, gdzie łatwiej wdepnąć w ciek lawy niż w gówno? Nie widzę tego... Jest zbyt cenna i zbyt mądra by iść na bój z najgroźniejszą rasą w Mathyr. Pomacha mieczykiem czy jakimś tam toporkiem, ale nie tam, nie przy ziemiach Tuli - wysnuła swoją teorię. Zaśmiała się, gdy wspomniał o własnym intelekcie. - Skoro tak, to może wybiorę się z Tobą chociażby w roli widza, chętnie bym sobie popatrzyła co tam wykombinujesz - uśmiechnęła się do niego zaczepnie. Słysząc o rumieńcu upiła kolejny łyczek wina. - Albo to Ty naprawdę nie lubisz siebie - wyszczerzyła się do niego. - Dobre słowo od tak podłej i zakłamanej rozpustnicy nie powinno wywoływać rumieńców - upomniała go, ale z wyraźnie rozbawioną miną. Uniosła nieco wyżej brodę, gdy poprawiał jej włosy i skrzyżowała z nim wzrok. Nie oponowała na to stuknięcie, upiła zaraz trunku, a na słowa o zdradzie zaśmiała się krótko. Odstawiła kielich, po czym złapała policzki Ernesta i lekko je wymiziała. - Ou... Słodziutki... - zachichotała po czym spojrzała na niego od dołu, trzepocząc rzęskami. - Chciałbyś lojalnej Ennis, tak? - zaśmiała się raz jeszcze, jednak po chwili spoważniała i pogłaskała jego policzek, patrząc mu w oczy. - A jest cokolwiek na tym świecie co sprawi, że będziesz miał co do mnie pewność? - zapytała szeptem.
OdpowiedzUsuńEnnis
Uśmiechnęła się na słowa o władcach. Tak, w jej oczach Helga właśnie taka była. Siedziała w swojej bezpiecznej norce, kiedy lud za nią umierał. Bawiła się w "mózg" operacji, a była jedyne ciemną masą, zapatrzoną w siebie cipą. Spojrzała po Erneście lekko rozbawiona na słowa o czarujących rękach. Uśmiechnęła się do niego szerzej.
OdpowiedzUsuń- Z reguły nie wierzę na słowo - przyznała z lekkim śmiechem. - Zobaczymy, może doświadczę tych Twoich czarów i będę mogła cokolwiek ocenić - dodała zaczepnie. Na jego stwierdzenie i szelmowski uśmiech ponownie się zaśmiała. - Skoro Twoje łechta, to niech i tak będzie, nie mój problem, prawda? - uśmiechnęła się pod nosem. Nie oponowała, gdy zabierał jej dłonie ze swojej twarzy, skupiła się na patrzeniu mu w oczy. - Ach tak? - uśmiechnęła się kącikiem ust. - Zdajesz się już zauważać, że cel mamy wspólny - zauważyła i teraz to ona zmniejszyła dystans między ich twarzami. - Na co więc jeszcze czekasz, by mieć swoją pewność, hm? - szepnęła mu w usta, a własne lekko oblizała. - Obietnicy na paluszek? - pomachała swoim małym paluszkiem u dłoni. - Deklaracji naznaczonej krwią? A może takiej naznaczonej śliną...? - w jej spojrzeniu tańcowały rozbawione iskierki, a zadziorny uśmiech nie schodził jej z twarzy.
Ennis
Ennis spojrzała po Erneście wyraźnie rozbawiona.
OdpowiedzUsuń- Historyjka o koledze z celi? Chcesz usłyszeć moją historię i uwierzyć, że jest prawdziwa, tak? Hmm... - zaśmiała się lekko i wyszczerzyła do niego. - Nie wiem dlaczego miałbyś mi bardziej ufać po tej opowieści, ale... - poprawiła się na jego kolanach, zdjęła nogi z podramiennika jego krzesła, włosy przełożyła na jedną stronę ramienia i otrzepała niewidzialne paproszki z ciuchów. Upiła łyk wina i udała, że rozgrzewa gardło. Spojrzała zaraz w oczy Ernesta z zadziornym uśmiechem. - Helga mnie zabiła - oznajmiła, dalej z tym samym wyrazem twarzy. - Nie wiedząc, że mi się tym przysługuje - szepnęła mu na uszko. - Prawdopodobnie już wie, ale dowiedziała się po fakcie - teatralnie zatrzepotała rzęsami i znowu upiła łyk wina. - Miałyśmy układ, który dotrzymała, ale pozbycie się mnie to jej inwencja twórcza, więc już jej nie lubię... - zachichotała. - Dlatego zdechnie - oznajmiła i posłała mu kolejny szeroki uśmieszek. - Z Tobą, czy bez Ciebie... Sprawię, że się udławi własnymi szczynami - na samo wspomnienie o tym, na jej buzi malował się specyficznego rodzaju uśmieszek, a oczy aż błyszczały z ekscytacji. Ennis ponownie zachichotała, upiła łyk wina i oparła się ręką o ramię Ernesta. Podsunęła nos do jego policzka. - Usatysfakcjonowany odpowiedzią? - szepnęła swoje pytanie.
Ennis
En zacmokała.
OdpowiedzUsuń- Och, ależ ja nie wątpię - zatrzepotała teatralnie rzęsami jeszcze przed swoją małą opowieścią.
Objęcia zdecydowanie się nie spodziewała w reakcji na tę historię, ale przysunięcie do ucha zwiastowało coś zaczepnego, więc była gotowa na jakiś kpiący tekścik. Zmarszczyła jednak lekko czoło. Tak po prostu jej uwierzył? Z krową na łby się pozamieniał? Miauknęła cicho na przygryzienie ucha i skrzyżowała z Ernestem spojrzenie, śląc mu zadziorny uśmieszek. Wierzył... ? Przesunęła spojrzeniem uważniej po jego twarzy. Słuchała jego dalszych wyjaśnień, ale nurtujące pytanie pozostało w głowie. Gra pozorów wyćwiczona do perfekcji pozwalała jej jednak dalej się zadziornie uśmiechać. - Stare kontakty? Brzmi ciekawie... - poruszyła zabawnie brwiami. - Niby nie uczestniczy w wojnie, a czai się akurat na Helgę i Peruna, no normalnie wolność odzyskałeś w idealnym wręcz momencie - zauważyła z lekkim chichotem na ustach. Spojrzała po winie, po które sięgał, a czując chwyt przy dłoni i słysząc słowa, mruknęła zadowolona. - Mmm... już nie mogę się doczekać - szepnęła mu w usta. - Sama mam dla Ciebie niespodziankę - dodała jeszcze i wstała z jego kolan, po czym pociągnęła go w swoją stronę. Kiedy wstał i był już przy niej, odsunęła fragment jego koszuli i musnęła ustami tors Ernesta, powoli kierując się z nim w stronę pokoju. Podniosła do niego swój zaczepny wzrok. - Nie zapomnij potargać mi włosów, co by chociaż wyszło wiarygodnie jak już z pokoju wyjdziemy - lekko zachichotała i pociągnęła go dalej.
Ennis
En cmoknęła niezadowolona.
OdpowiedzUsuń- Znam większych skurwieli, chociaż ten Twój wyróżnia się głupotą, przyznaję - wyszczerzyła się do niego. Po tym co powiedział sprawa była dość jasna. Najwyraźniej Perun i jego ludzie zapewnili mu ten wstręt do zbliżeń. Więcej wiedzieć nie musiała. - Och tak, za dobrą gościnę bardzo warto dobrze podziękować - zachichotała. Sama w końcu miała podobny cel, szczególnie po tym jak Helga ugościła Aciego. En mruknęła na jego pieszczotę przy uchu, z boku mogła wyglądać na bardzo rozochoconą i już zaraz zniknęła z Ernestem za drzwiami pokoju. Kiedy je zamknęła, wiele z emocji na buzi uleciało w eter. Spojrzała po Erneście z przenikliwym wyrazem całej twarzy.
- Na jednym będę sobie robić palcówkę, a na drugim ocierać swą uroczą kobiecością o pled - zatrzepotała do niego rzęsami i weszła głębiej. - Bez obaw, jak zechcę to ujadę Cię nawet na obu pryczach na raz - spojrzała mu w oczy zaczepnie i usiadła na łóżku, przy meblu na którym Ernest się rozkładał. Patrzyła z zaciekawieniem po tym co wyciągał. - Powiedźmy, że nie mam pojęcia co to, mów jak do dziewicy - odpowiedziała na chwilę zerkając mu w oczy zaczepnie i uśmiechając się niewinnie. Może co nieco i wiedziała, ale nie zaszkodziło sprawdzić swoich, jak i jego informacji.
Ennis
Drobinki kryształu, tak? Ennis uśmiechnęła się pod nosem. Tak, słyszała o tym prochu. O ile się nie myliła to na zamieszaniu w trakcie balu z Piusem ktoś użył właśnie tego do wywołania wybuchu. Wybuch jednak zaskoczył nawet samego zamachowca i konsekwencje wyszły dość krwawe. Białowłosa uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie ucieczki z uroczystości. Chętnie by sobie tak jeszcze pobiegała. Zachichotała do samej siebie i zaraz wróciła spojrzeniem do zabawek Ernesta.
OdpowiedzUsuń- Gatlok? - to słyszała po raz pierwszy. - Sam wymyślasz nazwy? Brzmi jak gaworzenie oślinionego bachora... - uśmiechnęła się zaczepnie i zmieniła nieco pozycję, co by lepiej widzieć. Uniosła zaraz nieco brew. - Nikt nie widział? Kopnął mnie zaszczyt czyli... - stwierdziła dumnie, jednak z rozbawieniem patrzyła jak mężczyzna to wszystko szybko chowa. Musiało być rzeczywiście niebezpieczne, a to wyraźnie się jej podobało. En rozsiadła się na łóżku, słuchając dalej o tym co też Erni planuje. Dłonie położyła za plecami, nogę ułożyła na nodze i obserwowała towarzysza. Na propozycję z wysadzeniem uśmiechnęła się łobuzersko i odbiła dłonie od łóżka, by po chylić się znacznie w stronę Ernesta. - Oczywiście, że wysadzić - uśmiechnęła się szeroko, oparła dłonie o jego kolana i zatrzepotała rzęsami - ale nie tutaj - dokończyła. - Będziesz miał jeszcze okazję się wykazać - mruknęła, wędrując sobie paluszkami po jego udach. - Aczkolwiek przyznaję... - spojrzała mu prosto w oczy. - Układ z Tobą zaczyna być coraz bardziej interesujący - oznajmiła ze swoim uroczym uśmiechem.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się do niego kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- No tak, szczególnie gdy zobaczy coś co przypomina uroczą pozytywkę... Mógłbyś popracować nad zdobieniami, by rzeczywiście przypominało prezent. Hmm... albo znaleźć kogoś kto był u Helgi i zna wystrój jej wnętrza, tak by upodobnić ten jeden konkretny gatlok do bibelotów z jej posiadłości - posłała mu niewinny uśmieszek. Spojrzała na jego dłonie, gdy ją złapał, ale zaraz skrzyżowała wzrok z Ernestem. Wstała z łóżka, by oprzeć się o jego uda i zbliżyła ich twarze jeszcze bardziej, zanim czarnowłosy w ogóle zaczął cokolwiek mówić. - Ou, Skarbie... - zachichotała lekko i dmuchnęła mu w usta. - Ja? Wysadzić? Niee... - zacmokała i pokręciła głową. - Za bardzo lubię brudzić się krwią - mruknęła. - Chociaż kto wie... Może Twoje zabawki po tych pokazach zwrócą bardziej moją uwagę - nachyliła się do jego ucha i lekko przygryzła mu płatek. Zaraz znowu spojrzała mu w oczy z łobuzerskim uśmiechem. - Tak jak moje zabawki zwracają Twoją... - dotknęła swoim pazurem nos Ernesta. Widziała jak patrzy po jej zadbanych szponach. - Ładne nie? Bardzo o nie dbam... - sama spojrzała po swoich paznokciach z pewnym sentymentem. Wiązała się z nimi nie mała historia, więc te rzeczywiście bardzo były zadbane.
Ennis
Ennis wyszczerzyła się do niego.
OdpowiedzUsuń- Może... - przytaknęła mu głową, patrząc po nim zadowolona. Nawet ją ciekawiły te całe wybuchy, które planował jej pokazać. Bliskość pozwoliła jej po raz kolejny wyłapać zmiany w mimice twarzy. To było dość ciekawe, czasem robił tak na jedno zdanie, innym razem dłużej... Uśmiechnęła się zadziornie.
- Chyba mi nie powiesz Skarbie, że oblanie się krwią z wiadra zapewnia te same doznania co rozprysk krwi po podcięciu gardła, hm? - przekręciła lekko głowę, dalej obserwując jak wraca do poprzedniego stanu. To było coś więcej niż zwykłe popierdolenie, nie miała dalej pojęcia co, ale było interesujące. - To już sama ocenię - zatrzepotała rzęsami. Jeżeli rzeczywiście był tym za kogo się podawał, to czekał ją ciekawy pokaz. Patrzyła po nim jak bada jej pazury, ale zabrała dłoń, gdy wspomniał o ich użyciu w sakwach. Jej wzrok na chwilę wyraźnie spochmurniał, spojrzała na niego tak, jakby zaraz miał umrzeć i to z jej ręki. - Bardzo niefortunny dobór słów... Skarbie... - syknęła. Nikt nie będzie wykorzystywał jej pazurów do zdobienia pierdolonej sakwy. Złapała go mocniej za żuchwę. - Na co Ci to? - zapytała wprost, mało przyjemnym tonem. Nie zamierzała wykonywać jego poleceń dopóki nie dowie się co planował.
Ennis
Ennis zamcokała, kręcąc głową.
OdpowiedzUsuń- Meh, ekscytujące byłoby przygwożdżenie i rozcinanie, a nie oblewanie się bebechami. Słychać, że nie masz pojęcia o rozpruwaniu ofiar - uśmiechnęła się do niego łobuzersko. - Jak dobrze przetniesz to nawet z jelita możesz na jego oczach zrobić mu popisową szubienicę - zachichotała, nim jeszcze humor jej się zmienił. Jego wyraz twarzy nie robił na niej wrażenia, nie miała zamiaru go straszyć. To był przekaz, niech nie myśli, że tak łatwo odda komuś pazury. Patrzyła po nim, gdy tłumaczył o co chodziło. Zerknęła jednorazowo na papirus, gdy zaczął rysować, ale zaraz znowu bacznie go obserwowała. Milczała chwilę, w końcu jednak puściła jego żuchwę i jak gdyby nigdy nic usiadła na kolanie Ernesta, by spojrzeć po rysunku, który stworzył. Pazur miał być kluczem? Obejrzała się na mężczyznę.
- Rozumiem, że chodzi tylko o wysunięcie pazura, tak? Ich kształt nie jest niezmienny Panie Wynalazco, głupio by było dopasowywać je pod ich konkretny kształt - wysunęła pazury i pomachała mu nimi przed oczyma. - Trzeba je ostrzyć i piłować, nigdy nie zrobi się tego tak samo. Długość też nie jest stała... - popukała palcem po rysunku z zatrzaskiem. - Skąd pewność, że zawsze będą odpowiednio długie, by sięgnąć do zatrzasku? - spojrzała mu w oczy, unosząc lekko jedną brew.
Ennis
Ennis zatrzepotała lekko rzęsami, słysząc o swoim paluszku. Spojrzała w oczy Ernesta.
OdpowiedzUsuń- Och, jesteś pewien? A co jak zaciążymy i przytyję Dziubasku? - zapytała swoim przesłodzonym głosikiem i zachichotała, zaraz po tym poważniejąc i pukając w rysunek palcem. - Jak na moje to trochę to przekombinowane... Poza tym... Jak ktoś mi zajrzy nieproszony w sakwę to przynajmniej będę miała powód co by go ... utemperować - wyszczerzyła się do Ernesta i ponownie zbliżyła swoją twarz do niego. - Ten pazurkowy zamek brzmi nad wyraz wymyślnie Misiu, ale ja bym jednak nie uzależniała tego tak bardzo od zmiennego paznokcia... - zrobiła nieco nadętą minkę. - No chyba, że... Chyba, że dodatkowo zrobisz mi taką ładną nakładkę na palec z sztucznym pazurkiem, który w razie co będę mogła użyć jako kluczyk, jednak jego głównym zastosowaniem będzie rozcinanie cudzej skóry - szeptała, smyrając go delikatnie po szyi czubkiem swojego nosa. Odsunęła zaraz powoli od niego buzię i zerknęła na kawałki metalu, które wyciągnął. Objęcie w talii ani trochę jej nie przeszkadzało, ba nawet mniej skupiała się teraz na utrzymywaniu równowagi, bo ręka Erniego była swego rodzaju zabezpieczeniem. Złapała w palce metal i z uwagą zaczęła oglądać. Objęła zaraz mężczyznę jednym ramieniem, zakładając mu je za szyję, drugą ręką podstawiła mu metal pod nos, a sama patrzyła mu w oczy. - Pozwolę Ci, wsunięte, wysunięte, jakie tam chcesz... Będziesz mógł zrobić swój nieziemski, jedyny w swoim rodzaju zamek, ale jak dostanę pazura - uśmiechnęła się do niego uroczo.
Ennis
Emma przyznała mu rację, skupiając swą uwagę na mięsie. Zmarszczyła lekko brwi, gdy mężczyzna powiedział o rozwodzie z narzeczoną. Zgodnie z lekcjami historii wiedziała, że rozwody nie były popularne w średniowieczu. Raczej niespotykane, dlatego spojrzała po nim podejrzliwie, ale nie odezwała się. Schowała swe podejrzenie głęboko w sercu. Nie chciała nazywać go kłamcą, skoro dopiero co go poznawała. Skinęła głową na wieść o tym, że był kowalem. W to mogła uwierzyć. Ba, po tym co jej pokazał wcześniej była nawet skora uwierzyć.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem cię - powiedziała wprost. - Sama nie wiem, gdzie wyląduję na stałe - przyznała. - Dopiero niedawno trafiłam do Argaru - dodała, stawiając na szczerość, obracając mięsko nad ogniem. - Wcześniej i ja należałam do Polszy - rzuciła mu przelotne spojrzenie. - To wspaniałomyślne z twojej strony, że pragniesz pomóc przy przygotowaniach do wojny - posłała mu lekki uśmiech, nie odpowiadając jednak na pytanie co do rodowitej Argarki. Głównie dlatego, że nie była pewna jak na nie odpowiedzieć.
Emma
Ennis zachichotała.
OdpowiedzUsuń- Nigdy nie mów nigdy - mruknęła mu przy uchu i ponownie lekko się zaśmiała na jego słowa. - Oj tak, jesteś na mnie zdecydowanie za mały - przejechała czubkiem nosa po jego żuchwie. - I wcale nie mówię o zawartości Twoich spodni - dodała szeptem, z zaczepnym uśmieszkiem. Zaraz jednak skupiła się na rysunkach, a Erni mógł sobie ją oglądać do woli. Czekała na odpowiedź w temacie pazura. Parsknęła śmiechem, gdy wspomniał o ciąży.
- Bez obaw - zapewniła z tym samym uroczym uśmiechem, z jakim sprzedawała swoją propozycję. Na przychylną odpowiedź Ernesta, pocałowała go delikatnie w policzek i wstała powoli z jego kolan, nie przeszkadzając mu w rysowaniu. Chwilę tylko patrzyła co tam tworzy i zaraz zaczęła przechadzać się po pokoju, by kroki zatrzymać przed niewielkim lustrem, opartym tu o komodę. Zaczęła się w nim trochę uważniej przeglądać, nucąc przy tym jakąś spokojną melodię.
- Hm? - obejrzała się na towarzysza, gdy zadał pytanie. Wróciła zaraz do obserwowania własnego odbicia i strzepywania drobnych fafiołków z twarzy.
- To już zależy na co zwracasz uwagę w takich miejscach. Radziłabym na pewno nastawić się na sporą dawkę zaskoczenia... - przyznała, odchodząc od lustra. Zaczęła zdejmować z siebie ciuchy, wracając znowu do Ernesta, ciekawa co też tam nakreślił na papirusie. - Masz jakieś konkretniejsze pytania? - szepnęła mu przy uchu, gdy była już tuż obok i zerkała zza ramienia na jego twory.
Ennis
Niby słowa go bawiły, a jednak złapał jej brodę i zrobił coś co mogłoby sugerować, że wcale taki "mały" nie jest. Pocałunek z tą drapieżną nutką był całkiem interesujący, szczególnie w zderzeniu z ogólną aparycją i słowami Ernesta. En oblizała usta, lekko zasysając się na miejscu ugryzienia. Posłała tajemniczy uśmiech Ernestowi.
OdpowiedzUsuń- Niech Ci się tak wydaje dalej - puściła mu oko. Ten krótki gest mówił o mężczyźnie wiece, niż mogłoby się niektórym wydawać.
Spojrzała na jego rysunek i uśmiechnęła się pod nosem.
- Coś mi mówi, że kształt moich pazurów jeszcze nie raz posłuży Ci do tworzenia genialnej broni - zachichotała po tym mało skromnym stwierdzeniu. Stanęła tuż za jego plecami, dłonie kładąc na jego ramionach i spuszczając je powoli do torsu mężczyzny. Patrzyła na rysunek znad głowy czarnowłosego. Zachichotała na słowa o tych co widzieli Argarczyków.
- Mhm, ciekawe czy to przez nich tak bardzo mnie pojebało - ponownie się zaśmiała. Wzruszyła zaraz ramionami. - Miejsce samo w sobie nie wyróżnia się jakoś specjalnie, chyba, że weźmiesz pod uwagę to jak wiele już małą wybudowane. Do tego wszystko ma swoje miejsce, logiczne rozłożenie, praktyczne zastosowanie. Budując biorą pod uwagę sprawy, o których tutejsi nawet by nie pomyśleli. Widać od razu, że są po prostu bardziej rozwinięci. Mieszkańcy... - prychnęła pod nosem. - Cóż, ja trafiłam na wyjątkowo upierdliwych i towarzyskich, ciężko się od nich odpędzić... Relacje... zdają się u nich mieć dość istotne znaczenie - odsunęła się od niego i przeszła do boku mężczyzny, by wsunąć mu pace we włosy i je zmierzwić. - To jakiś dziwny gest okazywania sympatii. Możesz go tam często zobaczyć - wysunęła palce z jego włosów i usiadła na łóżku w swojej nago-osłoniętej wersji. Oparła dłonie za plecami i prześlizgnęła wzrokiem po całej posturze Ernesta. - Są otwarci na różne opcje, potrafią stosować handel wymienny, zapłatą bywają też zlecenia, ale wszystko ma swoją cenę. Mają dość sporo produktów własnej produkcji, szczególnie żywność i trunki, ale i rękodzieło. Znajdziesz tam... Kurwa, praktycznie wszystko - stwierdziła po czym opadła plecami na łóżko i mruknęła przeciągając się. Zaraz jednak się lekko skrzywiła. Dalej nie przepadała za spaniem w łóżku. - Na pewno znajdziesz tam wybuchowych ludzi, a i chętnych do pomocy czy wyskoczenia na kolejną przygodę. Tam nawet bachory są w stanie zrobić krzywdę, a nastolatkowie to już całkiem nieźle wyszkoleni wojownicy. Bojowi... sprytni... bystrzy i odważni... a przy tym obdarzeni wyjątkowymi talentami magicznymi. Krótko rzecz ujmując, w chuj niebezpieczni... A jednak otwarci i... - mówiąc to gapiła się w sufit, ale w tym momencie spojrzała na czarnowłosego i uśmiechnęła się do niego tajemniczo. - Zapewniam, że zrobią na Tobie wrażenie - w to akurat nie wątpiła. - Potrafią nieziemsko irytować - dodała z nikłym uśmieszkiem na ustach.
Ennis
En zachichotała.
OdpowiedzUsuń- W nocy? No co Ty... Lubię patrzeć jak z oczu ucieka życie, a taki zaspany to nawet średnio byś zdążył zrobić jakąś fajną, zaskoczoną minę. Meh, takie zabijanie jest nudne - uśmiechnęła się do niego zaczepnie. - Nie, liczę, że od teraz za każdym razem, gdy będziesz tworzył coś co ma kształt pazura, to pojawię się w Twojej głowie - szepnęła po czym puściła mu oczko.
Kiedy leżała już na łóżku, a Erni uzewnętrzniał się z tym co myśli, patrzyła po nim spokojnie, głównie po jego palcach i tym co robił z zatrzaskiem. Uśmiechnęła się delikatnie na to jego całe podsumowanie. - Chętnie obejrzałabym proces tego Twojego większego pojebania - stwierdziła z lekko uniesionym kącikiem ust i wróciła do gapienia się w sufit. Fakt, że tak taksuje wzrokiem jej łuskę nie był niczym szokującym, zdawał się zwracać uwagę na szczegóły, a to mogło świadczyć, że był w robocie dokładny.
Na opinię w temacie relacji przekręciła się lekko i ułożyła na boku, podparła głowę na jednej ręce, a drugą ułożyła na biodrze.
- Urocze w chuj... - odparła z szerokim, niewinnym uśmieszkiem. - Ou, planujesz zbałamucić Argarczyka? Ryzykowny acz ciekawy pomysł. Lepiej bądź w tym czujny, bo możesz to przypłacić życiem albo co gorsza... zauroczeniem - zachichotała. - Nie zadający pytań... Hmmm... Tam nawet największe ponuraki to ciekawskie jaja, szczególnie, gdy w wiosce pojawia się ktoś nowy. Teraz w obliczu wojny raczej nie masz co liczyć na pozostanie niezauważonym. Jeżeli nie oficjalnie to będą obserwować Cię po cichu. Ten cały Grandsand i jego Rada dbają o swoich. Przygarną, ale cenzurowanego nie ominiesz - teraz obróciła się na brzuch i zgięła nogi w kolanach, co by sobie stópkami nieco pomachać w powietrzu. Podłożyła dłonie pod brodę i dalej obserwowała działania Ernesta.
Ennis
Nie odpowiadała mu już nic w temacie obietnicy, jedynie odwzajemniła ten sam uśmiech. Taki skupiony na robocie był zdecydowanie mniej zabawny, bardziej prawdziwy, nie miał czasu na szopki. Odkrywał się przy pracy, więc obserwowanie go było w pewnym sensie przyjemne. Dużo szło z takich obserwacji wyciągnąć.
OdpowiedzUsuń- Może będę miała... - wzruszyła lekko ramionami i dalej gadała swoje, nie spuszczając z Ernesta wzroku. Zaśmiała się lekko słysząc czego chce.
- Chyba odrobinę mnie przeceniasz, nie poznałam całego Argardzkiego ludu, ot kilka jednostek. Może nie zauważyłeś, ale raczej mi obce nawiązywanie przyjaźni - uśmiechnęła się niewinnie. - Zapewne jak wszędzie, nie masz się co nastawiać na konkrety bo każdy tam jest inny. A ja, cóż, gwarantuję, że drugiej takiej jak ja nie znajdziesz - dodała trzepocząc rzęsami i zaraz przewróciła oczyma. Podniosła się do siadu. - Ględzisz jak stary, wyruchany z każdej strony, wdowiec - parsknęła pod nosem i uważniej po nim spojrzała. - Och! Jestem taki zimny i kocham jedynie swoje metalowe zabaweczki - sparodiowała jego głos i zaraz wyszczerzyła się do niego. - Patrzcie go, jaki Mruczek - zachichotała na ten jego ponury uśmiech i spojrzała jak sprawdza pazur by zaraz po tym złapać go w locie. Zadowolona spojrzała po nowej zabawce i wsunęła na palec. - Och, tak Erneście, oczywiście, że za Ciebie wyjdę - rzuciła słodziutkim głosem i pomachała palcami u dłoni, podziwiając nowy nabytek i zaraz wstała z łóżka by kilkoma szybkimi ruchami załatwić jedną z tutejszych firanek. Uśmiechnęła się zadowolona, a w oczach zatańczyły figlarne iskierki. - Idealne... - nawet kolorystycznie jej to całkiem nieźle dopasował. Po rozdarciu firanki zbliżyła się do Erniego i bezceremonialnie go pocałowała, a po tym odsunęła się odrobinkę od jego ust. - Przepiękny pazurek - przyznała z zadziornym uśmiechem, patrząc mu w oczy.
Ennis
Jego mina świadczyła, że chyba w czymś źle ją zrozumiał, ale En nie czuła potrzeby by cokolwiek tu prostować, więc po prostu przemilczała sprawę. Słysząc kogo szuka i po co uśmiechnęła się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Ze mną zysku tyle co w pysku - zachichotała i wzruszyła ramionami. - Coś Ci tam pokazać mogę, ale z "wszystko" to raczej będziesz musiał sobie poszukać kogoś innego - stwierdziła. - Och, wiem, ale to miłe, że ktoś jeszcze zdaje sobie z tego sprawę - rzuciła rozbawiona, gdy wspomniał o nie zastępowaniu. Na uwagę "albo, albo" ponownie uśmiechnęła się pod nosem. - To też chętnie zobaczę, moment, w którym dochodzisz do chwili, gdy możesz robić wszystko, patrząc na moje pośladki - nawet ją to rozbawiło i zaraz pokręciła głową, ach ta jej wyobraźnia. Spojrzała na niego z tajemniczym uśmieszkiem, gdy zapytał o posag. - Mógłbyś się zdziwić - szepnęła, puszczając mu oko. - Może kiedyś się dowiesz - dodała przed pocałunkiem, a kiedy Erni wrócił do pracy, ona ruszyła w stronę okna i je otworzyła, po czym zaczęła przez nie wychodzić na zewnątrz, tak, aby dostać się na dach.
Ennis
Uśmiechnęła się do Ernesta zaczepnie, ale pytanie pozostawiła bez odpowiedzi. Niech się sam nad tym zastanawia. Zaśmiała się na jego stwierdzenie co do dziwienia.
OdpowiedzUsuń- Kłamiesz - odparła jedynie, nim jeszcze zniknęła na dachu. Zamierzała spać właśnie tutaj. Też tutaj pozwoliła sobie zdjąć maskę i wystawić twarz na chłodne powietrze. Zanim się ułożyła do snu, długo jeszcze siedziała, obserwując niedaleki ocean i całe otoczenie. Miała w głowie wiele myśli i planów do dopracowania, lubiła robić to w samotni. W końcu jednak zasnęła. Nie potrzebowała jednak zbyt wiele snu, więc z dachu zaczęła schodzić o dość wczesnej godzinie. W oknie pojawiła się najpierw jej głowa, którą spuściła do dołu. Włosy zwisały chwilę, zaraz jednak En zgrabnie wsunęła się do środa w nieco akrobatycznym stylu, a kiedy już stała stopami na podłodze ich pokoju, zarzuciła włosy i zerknęła po Erneście.
- Ktoś tu jest rannym ptaszkiem - przesunęła po całej jego sylwetce wzrokiem. Trzymał w ręce sztylet, więc najwyraźniej spodziewał się atrakcji. - Och, jak przykro, atrakcji nie będzie - cmoknęła, po czym ruszyła do swoich tobołków. Wyciągnęła z niego swoje kuse, beżowe ubranie, które właściwie zasłaniało krocze, pośladki oraz pasami szło od brzucha przez piersi. Wiązane było na karku. Reszta jej ciała zostawała na widoku. Ubranie rzuciła na łóżko, na którym miała spać. Spojrzała na Erniego - Dziś wchodzimy w cieplejsze rejony, ciepło i wilgotno... jak w cipce - uśmiechnęła się do niego zaczepnie i sięgnęła jeszcze do aktualnej sakwy, by wyciągnąć z niej grzebień z skóry cieniostwora. Ruszyła w stronę tutejszego lusterka, po czym z uwagą zaczęła rozczesywać włosy, patrząc po własnym odbiciu.
Ennis
Emma skinęła głową, kiedy mężczyzna zaczął jej wyjaśniać sprawy z narzeczoną. Nie wnikała w nie, więc nie odpowiadała na jego słowa. Po prostu słuchała zajmując się mięsem. Dziwnego określenia użył. Rozwód w przypadku narzeczeństwa. Pokręciła lekko głową. Uniosła wysoko brew, kiedy wspomniał o tym, że osobiście uważa mieszańców za coś normalnego i mu to nie przeszkadza. Dziwny był z niego człowiek. Ewidentnie chcący się dopasować i wybielić.
OdpowiedzUsuń- Może po prostu jej nie pasowałeś - stwierdziła po krótkiej chwili milczenia. - Te piękne słowa dotyczące raz zachowaj dla siebie. Widzisz czyny są ważniejsze od słów - stwierdziła cicho, znów wracając do potrawy. - Nie patrzę na ciebie pogardliwie, Erneście. Miałeś swoje powody do swych czynów i nic mi to nich - stwierdziła spokojnie, po czym uśmiechnęła się lekko. Nie chciało jej się w to wszystko wierzyć, ale póki sama nie sprawdzi to on jakby nie patrzeć należał do domniemania niewinności. Uśmiechnęła się delikatnie i przytaknęła głową.- Tak, do Polszy - potwierdziła. - Zabijałam dla Peruna - poinformowała go chłodno. - Tych wszystkich skośnouchych, zielonoskórych i tak dalej... wszystkich innych, których tak miłujesz - mruknęła.
Emma
- Rybki długo nie śpią - uśmiechnęła się lekko. Ten jego brak zaufania niesamowicie ją bawił, szczególnie, gdy nic nie knuła. Nie mniej, nich będzie sobie uważny, w niczym to nie przeszkadzało, a mogło pomóc. Ennis dalej nuciła swoją melodię i gdy rozczesała włosy to zaczęła zaplatać z nich warkocz. Uczesana ruszyła w stronę łóżka, by wciągnąć na siebie przygotowany ciuch.
OdpowiedzUsuń- Zależy co uważasz za ciekawe, większość trasy prowadzi przy klifie z widokiem na ocean. Czasem lepszym, czasem gorszym. Płasko i trochę z górki, powoli będzie teren się obniżał. W kilku miejscach można zejść na plażę, ale nie brakuje też uroczych zagajników co by wiesz... - spojrzała po nim z zaczepnym uśmiechem - ... rozbić namiot, czy coś - dokończyła, dokonując ostatnich poprawek wizualnych i zaraz zapinając swój pas, sakwy oraz bronie. Zarzuciła swój tobołek na plecy. Reakcję na "cipki" pozostawiła bez komentarza. - Ruszamy - oznajmiła, po czym skierowała się ku wyjściu z pokoju, a tam do wyjścia z gospody.
Ennis
Ennis zmierzając w stronę wyjścia z plaży wyciągała powolutku z sakwy te kilka włosów Satoru, które udało jej się strzepać do wnętrza te kilkadziesiąt minut temu, nim sięgnęła po fiolkę filtrującą wodę. Wsunęła swoje zdobycze do innej pustej fiolki, oczywiście robiąc to wszystko tak, by Ernest nic nie widział. Schowała swój pozyskany towar do sakwy i pewniejszym krokiem ruszyła tropem swojego ponurego towarzysza. Spojrzała po nim z nikłym uśmiechem, gdy już na niego trafiła.
OdpowiedzUsuń- Jak już się umie robić jedynie dwie potrawy, to głupio by nie były dobre - oznajmiła lekko rozbawiona i spojrzała po jego zajętych dłoniach. Zbliżyła się i pochyliła nad nim. - Czy Ty kiedyś odpoczywasz? Ciągle grzebiesz tymi palcami nie tam gdzie trzeba - uśmiechnęła się pod nosem.
Ennis
- Surową rybę traktujesz jak danie? Chyba naprawdę musieli Cię tam chujowo karmić - parsknęła śmiechem. - Dzisiejsza potrawka i zupa rybna... Zupę szykuje się zupełnie inaczej niż to co jadłeś dzisiaj - rzuciła to tak jakby rozmawiała z jakimś ignorantem. Uniosła jedną brew słysząc o sztuce dla artysty. - Zapamiętać... Nigdy nie odpoczywać z artystami - rzuciła z zaczepnym uśmiechem, a kiedy sięgnął do jej dłoni sama spojrzała po pazurze. Uśmiechnęła się do niego pod nosem i zaraz dotknęła wolną dłonią serca, robiąc rozczuloną minkę. - Ojej! To o mnie... Wiedziałam, że jednak czujesz miętę... Piękna, może zabić w sekundę, och... - kucnęła przy nim i cmoknęła go w czubek nosa. - Ależ Ty słodziutki - zachichotała po czym spojrzała po jego krwawiącym palcu. Mruknęła na widok posoki i ostentacyjnie oblizała usta, wstała na równe nogi razem z nim. Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- No cóż, skoro już pytasz to jest jeszcze kilka ciekawych dodatków, którymi mógłbyś wyrazić uznanie i sympatię do tak nietuzinkowej istoty jaką jestem ja - zatrzepotała teatralnie rzęsami i wyszczerzyła się do niego.
Ennis
Emma spojrzała po nim i wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Tak, mówiłam - zgodziła się z nim. Mówiła, bo sam rozpoczął ten temat. Dla niej był to dziwny pomysł. Zwłaszcza w tych czasach. Zaczynanie tematu dotyczącego ras. Jakby koniecznie chciał zaznaczyć, że on jest pro, co nie bardzo jej się podobało. Pokręciła głową na pytanie czy ucieka od przeszłości. - Nie, nie uciekam - odparła sucho. - Buduję swoją przyszłość, nie zapominając o przeszłości - poinformowała go spokojnie. - A ty uciekasz? - zerknęła na niego. Nie uszło jej uwadze użycie słowa "też" w wypowiedzi.
Emma
Akurat nie trudno było sobie to wyobrazić, jego postawa mówiła sama za siebie, profesja tym bardziej. Zaangażowany był w te swoje robótki, więc całe dnie spędzone w kuźni brzmiały sensownie, a ta robota nie produkowała spaślaków. Uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- No właśnie sobie wyobrażam - mruknęła w jego stronę. - Z niecierpliwością czekam aż wrócisz do formy - szepnęła i zachichotała lekko. - Jeszcze nie zauważyłam w tym swojej straty, zapewniam, że gdy znajdziesz ciekawy sposób odpoczynku to na pewno się podłączę - oznajmiła z szerokim uśmieszkiem. - Skazana? Och, Skarbie... Ja na nic nie jestem skazana. Nasz plan uwzględnia wspólne wędrowanie, ustalanie, ale nie jest do niego niezbędny wspólny, artystyczny odpoczynek - ponownie się zaśmiała. - Och Erneście... - uśmiechnęła się do niego pod nosem - ... czuję ogromną... i bardzo mi przykro, że aż tak nieodwzajemnioną - podciągnęła nosem i udała teatralny żal, by zaraz po tym zaśmiać się i ponownie do niego szeroko uśmiechnąć. - No cóż, idzie wojna, a ja jednak sporo walczę ciałem - prześlizgnęła po nim wzrokiem i poruszyła zabawnie brwiami. - Przydałyby się jakieś solidne ochraniacze na piszczele czy nadgarstki. Bandaż nie zapewnia aż tak dobrej ochrony czy mocniejszych ciosów - zauważyła, zarzucając swój warkocz na plecy i patrząc Ernestowi w oczy.
Ennis
- To przestań uciekać - spojrzała po nim przelotnie, by zaraz popatrzeć na swoje stopy. Zacisnęła dłonie na swych kolanach i odetchnęła głęboko. - Ile można uciekać? - zapytała w eter. - Życie nie powinno być ucieczką... znajdź swoje miejsce, otocz się dobrymi ludźmi i przestań uciekać... z tymi ludźmi... z tymi ludźmi pokonasz nawet najgorsze przeciwności - powiedziała cicho. - Tu... w tym miejscu... tu nikt cię nie osądza.
OdpowiedzUsuńEmma
Ennis zachichotała, gdy wspomniał o czekaniu.
OdpowiedzUsuń- Zapewniam, że potrafię być bardzo cierpliwa - stwierdziła z wyraźnym rozbawieniem. - Oczywiście o ile to się opłaca - dodała z równie zaczepnym uśmiechem. Pokręciła głową, na słowa o zazdrości. - Słonko, szkoda czasu na zazdrości, jak mi się spodobają to się do tych relaksów po prostu podłączę - oznajmiła z uroczym uśmieszkiem. Mlasnęła trochę niezadowolona na słowa o czymś w zamian. - No wiesz...? Liczyłam, że sam umiesz wycenić swoją pracę, a tu taki zawód... - zacmokała, kręcąc przy tym głową. - Przygotuj to o czym wspomniałam plus jakieś milusie wdzianko dla mnie na mroźne fjelldodskie wieczory, to w zamian zapewnię Ci udział w zleceniu, a co za tym idzie... dodatkowy zarobek. Rzecz jasna spojrzę też przychylniejszym okiem na Twoją propozycję mojego udziału w natarciu na zamek Heldzi - oznajmiła z uroczym wyszczerzem.
Ennis
Ennis ponownie zachichotała.
OdpowiedzUsuń- Ależ Ty ograniczony, ja widzę o wiele więcej ciekawych miejsc do zagrzania tyłka - rzuciła rozbawiona i lekko ugryzła go w ten zbliżony nos. Uśmiechnęła się pod nosem. - Ależ Ty w gorącej wodzie kąpany... Dowiesz się w swoim czasie, czekam jeszcze na nowiny, ale płacą dobrze i to za błahostki. Możesz spokojnie liczyć na dziesięć złotych monet za odegranie jakiejś scenki, postraszenie nożem czy inne podobne gówno - odparła. - Nic nie stracisz tworząc te pierdoły, przecież co najwyżej je sprzedasz zamiast oddawać mi, chętni na pewno się znajdą, a Ty przynajmniej zajmiesz rączunie tak jak najbardziej lubisz. Będziesz miał te swoje usprawiedliwienia co by się ze mną nie dotykać - parsknęła śmiechem. Ona kroku nie przyspieszała, szła sobie kawałek za nim. Uśmiechnęła się pod nosem. - Kota? Och Erneście, najpierw zastawa, teraz wspólny zwierzak... Zwolnij Ty mój ogierze, jeszcze chwila i naprawdę wylądujemy na ślubnym kobiercu - rzuciła zaczepnie.
Ennis
Emma spojrzała po nim sceptycznie i posłała w jego stronę krzywy uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Myślisz, że ucieczką załatwisz sprawę? Że przemieszczając się z jednego miejsca na drugie twoje demony cię nie dopadną? - odbiła piłeczkę. - Nieważne jak długo będziesz uciekał, w końcu i tak cię to wszystko dopadnie, więc... po co uciekać? - uniosła wysoko brew. - Lepiej znaleźć swoje miejsce na ziemi, nie ukrywać tego kim się było i co się stało. Nauczyć swoich bliskich jak się bronić i liczyć na to, że razem sobie poradzicie, jeśli demony w końcu cię dopadną - stwierdziła po prostu i parsknęła śmiechem. Och demony to już tu były. Argar był ich pełen.
Emma
En przetarła jednorazowo pstryknięty nos, nic już nie odpowiadając w temacie ciekawych miejsc. Uśmiechnęła się zaraz pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Bez obaw, obietnic nie oczekuję - zapewniła. - Chociaż pewna jestem, że wspominałeś o monetach niezbędnych do realizacji Twoich planów, więc śmiem twierdzić, że mimo wszystko dodatkowymi nie pogardzisz - stwierdziła, a kiedy tak ją obserwował to się nawet zaczęła lekko okręcać w trakcie marszu, co by sobie mógł ją obmierzyć wzrokiem. Na koniec pokazu oczywiście posłała mu uroczy uśmiech. Mruknęła cicho i zaraz zaśmiała się lekko. - No teraz to doprawdy jestem ciekawa co też tam dla mnie naszykujesz - rzuciła zarzucając włosy za plecy, pewnie krocząc przed siebie. Kiedy mówił o zaręczynach, ona zwietrzyła podejrzany zapach, ale spojrzała po Erneście unosząc lekko brew. Skąd to wspomnienie o braciach? Uśmiechnęła się nikle. No tak, Satoru.
- Och, o ile będzie równie przydatny co ten aktualny to nie widzę powodów by oponować, nie musisz być taki zazdrosny o brata - zatrzepotała teatralnie rzęsami i uśmiechnęła się zadziornie. - Prędzej on Tobie pozazdrości takiej mnie przy boku - szepnęła konspiracyjnie w stronę Ernesta i zachichotała. Spoważniała po chwili i uważniej spojrzała po śladach, zapachy były dość świeże. Kucnęła by trochę lepiej wyczuć kto tu był i czy jest daleko. Trzy zapachy zdawały się dość znajome, jednak dzieliła je różnica w świeżości, a to akurat była dobra nowina. Podniosła się na równe nogi. Będzie musiała zajść przed snem w jedno miejsce.
- Polszanie... - stwierdziła. - Nikt tak nie jebie jak... - tu prześlizgnęła wzrokiem po Erneście i uśmiechnęła się pod nosem - ... jak Twoja rasa - oznajmiła. - Lepiej będzie przejść tym wąskim brzegiem pod klifem - pokazała na bardzo mocno obmywane skały. - Tam jest przejście na wzniesienie. W razie jakby mieli rozbić się w okolicy to tam będziemy ich widzieć. Chyba, że boisz się wspinaczki, wtedy pozostaje Ci zdać się na mój nos i ewentualny łut szczęścia, że na nich nie wpadniemy - spojrzała mu w oczy.
Ennis
Emma uniosła lekko brew i zbliżyła się do niego, by puknąć go palcem w czoło.
OdpowiedzUsuń- Ale ty jesteś irytujący - skomentowała. - I ograniczony - dodała wzdychając ciężko. - Ucieczka utrudnia pościg, owszem, ale zamyka też inne drogi - mruknęła. - Zwłaszcza te, które pozwolą ci zdobyć przyjaciół, znajomych, którzy staną z tobą do walki, do zemsty - wzruszyła ramionami. - Ucieczka... ech ileż można uciekać, Erneście? - zapytała go i postukała się palcem po brodzie. - Przecież to męczące, psychicznie i fizycznie - dodała i roześmiała się tylko na komentarz o bliskich. - Wiesz, moi bliscy... to specyficzne persony.
Emma
Złapała wzrok Ernesta i uśmiechnęła się nikle. Słuchała go, jednak nie odpowiadała zbyt wiele, skupiając się bardziej na obserwacji jego osoby.
OdpowiedzUsuń- Słonko, jak chcesz nowin to musisz zadać konkretne pytania, więc to Ty zastanów się co Cię interesuje, a jak już będziesz wiedział to ja się zastanowię czy sprzedam, czy znajdę odpowiedzi na Twoje nurtujące problemy - uśmiechnęła się kącikiem ust. - Jak nie umiesz podać ceny to nie rób wcale, lub rób za darmo. Na głupią nie trafiłeś, nie zamierzam się wypstrykać z losowych nowin tylko dlatego, że zamierzasz mi uszykować milusi korzuszek - puściła mu oko. Idąc skoczyła lekko w jego stronę i zbliżyła swoją twarz do tej jego. - Bez Ciebie też zdobędę ciepłe ubranko oraz upragnione dodatki... Pytanie tylko, na co Ty mi się wtedy przydasz, hm? - zaśmiała się lekko, a słysząc o braciszku kącik jej ust drgnął rozbawiony.
- Bez obaw, coś mi podpowiada, że przy kolejnym spotkaniu mój słodki braciszek nie koniecznie będzie miał ochotę na całuski - szepnęła konspiracyjnie i zatrzepotała rzęsami, zaraz jednak skupiając się na tropie.
- Kochanków? - spojrzała po Erneścia. - Twoja romantyczna dusza jest doprawdy ujmująca - uśmiechnęła się pod nosem i pokazała na dwa różne ślady. - Nie wędrują razem, za duża różnica w świeżości śladów, mistrzu spostrzegawczości - rzuciła z zaczepnym uśmieszkiem i przechodząc obok niego, pstryknęła go w ucho po czym ruszyła w stronę wspomnianych klifów. - Co tam znalazłeś, hm? - zapytała, nawet na niego nie patrząc. Byli na plaży, ciężko byłoby nie zauważyć, że podnosi coś z ziemi. Zaczęła stąpać po skalistym brzegu. Jej stopy były do tego przyzwyczajone więc nie narzekała na twarde i ostre brzegi skał, ani na fale, które rozbijały się o te skały. Chwilowo ocean był dość spokojny, więc jedyne co ich tu mogło spotkać to mocniejszy oprysk bryzy morskiej, ewentualnie w przypadku większej fali któregoś z nich zmiecie na te ostre skały. Ennis uśmiechnęła się pod nosem i zachichotała na tę myśl. No co zrobił, że lubiła ryzyko.
Ennis
- Będziesz się bawił w odwracanie kota ogonem? Brzydko, brzydko, najpierw kot w worku, a teraz takie zagrania... Och Erneście - zachichotała. - Czy naprawdę muszę Ci przypominać, że to ja jasno określiłam czego chcę, a to Ty nie jesteś w stanie powiedzieć, czego chcesz w zamian? - uśmiechnęła się do niego zaczepnie. - Skoro już pytasz, wcale - odparła na jego sugestie co do pośpiechu. - Ja już powiedziałam czego oczekuję, jak już się zastanowisz to daj znać, a wrócimy do tematu - posłała mu uroczy uśmieszek. Zaśmiała się lekko, gdy ją złapał i zadał swoje pytanie.
OdpowiedzUsuń- Dobrze wiesz, że się przydam i stawiam, że jesteś dość inteligentny, bym nie musiała tu wymieniać do czego - szepnęła w jego stronę. - Nie myśl sobie, że dowiesz się czegoś istotniejszego przed dotarciem to Argaru, to cena jaką płacisz za moją usługę, sprawdzam Cię. Dopiero na miejscu stwierdzę czy ta współpraca jest rzeczywiście coś warta. Twoje wybuchowe zabawki podobno robią wrażenie, o ile rzeczywiście działają... nie mniej, mnie bardziej obchodzi właściciel dłoni, który zabawki robi. Co nie znaczy, że dalej nie czekam na pokaz - przypomniała mu trzepocząc rzęsami. Pokręciła głową, rozbawiona jego kolejną romantyczną wersją. - Och, skoro tak to zdecydowanie przyjdzie nam ich słyszeć, gdy już do siebie dotrą. Masz może jakiś ciekawy pomysł co by te ewentualne jęki zagłuszyć? - obejrzała się na Ernesta z łobuzerskim uśmieszkiem. - Och, no wiesz? Ranisz me serce... Beze mnie...?! - stanęła na ostrych kamieniach i teatralnie złapała się za klatkę piersiową. - A te wszystkie deklaracje?! Ty podły oszuście! Zrywam zaręczyny - pokazała na niego palcem i zaraz zachichotała, po czym pokazała mu środkowy paluszek z pazurem od niego. - Ale pierścianek sobie zostawię - wyszczerzyła się uroczo.
Ennis
- Powiedziałam dokładnie to samo kilka minut temu, akcesoria i ciuchy zawsze gdzieś opchniesz gdybyśmy jednak się nie dogadali - pokręciła głową. Co za facet, typowe, zamierzał tak zakręcić sytuacje by wyszło, że to on rzuca ostatnie słowo, mimo, że to o identycznym znaczeniu już padło, ale z jej ust. Wędrowała dalej po tym trudnym terenie. Zaśmiała się krótko na jego słowa. - Och, powiedźmy, ze wierzę w to Twoje "nic więcej" - stwierdziła. Miała swoje własne przemyślenia co do tego czego też Ernest przed chwilą próbował. - Och, a Ty dalej o moim braciszku? Nie sądziłam, że aż tak Cię tkną moje pieszczoty z innymi, Panie Nietykalski - uśmiechnęła się pod nosem i już po chwili weszła wraz z Ernestem na bezpieczniejszy grunt. Przeciągnęła się zadowolona po udanej wspinaczce i nabrała głębokiego wdechu, by zaraz zerknąć na towarzysza. Kącik jej ust drgnął wyraźnie.
OdpowiedzUsuń- Zawiewa od północy, tam nikogo nie czuję, ani w okolicy - oznajmiła podchodząc bliżej i obejmując go w pasie od tyłu, co by wyjrzeć mu zaraz zza ramienia. - A co, zamierzasz mi pokazać swój sprzęt? - wyszczerzyła się w uroczym uśmieszku.
Ennis
- A dlaczego fakt, że porzuciłeś narzeczoną ma przekreślać zdobycie przyjaciół? - spojrzała po nim bez zrozumienia. Gdyby to była prawda to wiele osób tych przyjaciół by nie miało. Ona sama mogłaby to powiedzieć o samej sobie. Przecież wielokrotnie zrobiła świństwo wielu osobom. Patrzyła na niego tak jakby się urwał z księżyca. - Co z tobą jest nie tak? - zapytała go. - Czemu straciłeś wiarę w ludzi? - zainteresowała się. - Jesteś wolnym człowiekiem, zacznij to dostrzegać.
OdpowiedzUsuńEmma (Projekt Em nr 1 - "Ernest wyjdzie na ludzi")
Ennis uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Och, oczywiście, że musiałeś - odpowiedziała, jednak nie specjalnie wierzyła, że to było cokolwiek w jej temacie. Nie komentowała tego jednak, uśmiechnęła się tylko nikle. Sprawę zazdrości również zostawiła bez słowa, nie kojarzyła by ktokolwiek był o nią szczerze zazdrosny, ale trudno się dziwić skoro nie spotkała na swojej drodze praktycznie nikogo do kogo sama miałaby szczere intencje. Uśmiechnęła się do Ernesta tajemniczo, pozostawiając tą sprawę dla jego własnej interpretacji.
- Twoja przezorność bywa uroczo rozbrajająca - szepnęła mu przy uchu, gdy tak zabezpieczał tą szkatułkę. Zaśmiała się lekko i odsunęła od niego, co by lepiej widzieć pokaz. Parsknęła cichym śmiechem. - Oboje wiemy, że i tak Ci nie stanie - przesunęła wzrokiem na jego krocze, a później do jego twarzy, puściła mu oko i wróciła do obserwowania klifu. Obserwowała uważnie, a kiedy doszło do eksplozji, odruchowo przykucnęła, opierając się dłonią o ziemię. Oczy jej się odrobinę rozszerzyły na ten widok, mimo wszystko nie często miała okazję oglądać coś takiego. Wargi En były delikatnie rozchylone, zaraz jednak uśmiechnęła się kącikiem ust wyraźnie. Wzrokiem taksowała krajobraz po wybuchu, to jak bardzo się zmienił.
- Haha! - zaśmiała się i wstała na równe nogi. - Ależ to ekscytujące! - wyszczerzyła się i zbliżyła znacznie do Ernesta. - Niegrzeczny z Ciebie chłopiec - mruknęła prosto w jego usta, zaraz się jednak odsunęła i obejrzała raz jeszcze na wyrwę po jego zabawce. Oblizała usta. - Doprawdy interesujący pokaz - przyznała wyraźnie zadowolona po czym obejrzała się na niego. - Nie jestem jednak pewna, czy coś takiego nie ściągnie mimo wszystko gapiów, więc o ile nie chcesz być z tym wiązany, to raczej polecałabym ruszyć zady - stwierdziła z zadziorną minką.
Ennis
Mruknęła cicho.
OdpowiedzUsuń- No jaki troskliwy - rzuciła cicho i zachichotała, a przy kolejnych słowach parsknęła śmiechem. - I wymagający - pokręciła głową. - Na Twoje szczęście stawianie Twojego kutasa nie leży w moich ambicjach - uśmiechnęła się do niego zalotnie, chwilę przed tym jak skupiła się na wybuchach.
Serce Ernesta słyszała teraz bardzo uważnie, zdawał się bardziej podniecony niż przy tych sugestywnych przekomarzankach. En zaśmiała się lekko do samej siebie. Co kto lubi. - Mhm, uważaj, bo Ci jeszcze za zasługi przypiszą tytuł szlachecki - uśmiechnęła się do niego zaczepnie, a przy wzmiance o biodrach zachichotała. - Bardziej Ci bryka na widok eksplozji niż moich bioder Skarbie - również mu wyrzuciła i uśmiechnęła się niewinnie. - To strasznie przykre, aż mnie serce boli - złapała się za nie teatralnie i chlipnęła pod nosem. - Zapędzasz mnie w kompleksy, Ty uciśniony draniu - przesunęła po Erneście wzrokiem i uśmiechnęła się zadziornie.
Ennis
Ennis zaśmiała się pod nosem na te jego "urocze" słówka.
OdpowiedzUsuń- Zaczynam rozumieć dlaczego narzeczona stała się "byłą" - zachichotała. - Och, no jak to gdzie? Do krainy rozpusty, będę tak z Tobą iść do Argaru okrężną drogą, czekając aż mnie w końcu weźmiesz i dopiero wtedy rzeczywiście zaprowadzę Cię pod jego same bramy - wyszczerzyła się do niego z zaczepnym wyrazem twarzy. - Zanim jednak przyjemności, czeka nas jeszcze trochę marszu, a później trzeba poszukać jakiegoś miejsca na nocleg. Mam nieopodal jedną sprawdzoną polanę, blisko rzeki. Z rana będziemy mogli zabrać łódź z małego portu, przepłyniemy na wyspę, a tam zostanie kilka godzin drogi do samej wioski - oznajmiła, idąc nieco przed nim.
Ennis
Zatrzepotała rzęsami w jego stronę.
OdpowiedzUsuń- Bo nawet komplementów nie umiesz mówić z udawaną szczerością - ponownie zamrugała szybciej. Zaśmiała się na stwierdzenie co do wymogów, ale i na samo pytanie. Uśmiechnęła się do niego równie bezczelnie.
- Jeżeli będą wykonane ze mną, twarzą w twarz, to może zaliczę - odparła ze rozbawionym błyskiem w oku.
- Och, no raczej, usilnie staram się przecież zdobyć Twoje zimne serce. Już tyle razy mnie zraniłeś, a ja głupia dalej w to brnę, tylko dlatego, że dałam słowo. Co za beznadziejny przypadek - westchnęła teatralnie i chwyciła się za serce z udawanym smutkiem na twarzy.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- No tak, przecież z Ciebie to taki Ernest Prawdomówny, z dziada, pradziada szczery, szlachetny, normalnie rycerz w lśniącej zbroi - spojrzała po nim z zaczepnym uśmiechem. - Zobaczymy - odparła na jego słowa. Po tym małym pokazie w jej głowie zaświtał pewien nowy plan, więc zakładała, że mimo wszystko te całe jego robótki mogą być bardzo interesujące. Zaśmiała się na jego stwierdzenie co do zmiany kłamstwa w prawdę.
- Chciałbyś, co? - uniosła kącik ust w zadziornym uśmieszku. Szła sobie spokojnie dalej, a kiedy znowu zabrał głos, spojrzała po nim. Obserwowała go jakiś czas, kiedy mówił, kiedy przedstawiał ofertę i jeszcze chwilę po. Informacje. Szczerze wątpiła by mógł zapytać o coś co jej samej zaszkodzi, a nawet jeżeli to umiała odpowiadać na niewygodne pytania. Aktualnie Ernest mógł się rzeczywiście przydać, więc ostatecznie kiwnęła głową.
- Pasuje - zgodziła się i uśmiechnęła do niego uroczo. - Od razu jakoś tak... przyjemniej się idzie - zachichotała po czym zakręciła się dookoła własnej osi i nucąc coś pod nosem zaczęła wędrować swoim tanecznym krokiem, tańcząc sobie chwilami walca z wyimaginowanym partnerem.
Ennis
Ennis już się po prostu do siebie uśmiechnęła na te jego zapewnienia. Bajeczka o narzeczonej, komplemenciki, mogła tego słuchać, przynajmniej w ich aktualnym układzie.
OdpowiedzUsuń- Mhm, zdaję sobie sprawę - odpowiedziała na jego "chciałbym". Nie był w tym zdecydowanie sam. Na stwierdzenie co do ciążenia posłała mu tylko tajemniczy uśmieszek, nie precyzując czy tak rzeczywiście było, czy może jednak nie.
Kiedy dotarli już na polanę, o której opowiadała, zrzuciła tobołek i przeciągnęła się wyraźnie.
- Ooo tak - zaciągnęła się zapachem pobliskiej rzeki, a potem spojrzała na Ernesta. - Dzisiaj pierdolę, nic nie buduję, mogę spać nawet na drzewie - oznajmiła i zaczęła zdejmować z siebie ciuchy. Oczywiście nie robiła tego jak na normalną przystało, nie, odstawiła mały pokaz, bujając się w rytm melodii w swojej głowie i pozbywając ciuszka za ciuszkiem. Zaśmiała się pod nosem, nie trwało to długo, bo nie nosiła bielizny, a jej dzisiejszy strój i tak był skąpy, trzy ruchy i już stała "naga", a raczej ubrana tylko w łuskę.
- Jakieś zamówienia? - zatrzepotała teatralnie rzęsami. - Rybki? Cipki? - zachichotała i wyszczerzyła się do niego w szerokim uśmiechu. - Idę popływać, będę jeść z tego co upolowałam rano - odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wody. - Jak chcesz coś świeżego to mów - oznajmiła, nie oglądając się na Ernesta.
Ennis
- Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że się o mnie troszczysz - rzuciła z rozbawieniem w głosie. - Skarbie, mylisz kolejność, najpierw mi się przydajesz, później Cię truję, nie odwrotnie - rzuciła udając pouczający ton i zaraz zachichotała na odchodne. - Najpierw zbierz te kraby, to może się podzielę - rzuciła, wchodząc powoli do rzeki, miała dziś ochotę podryfować sobie na plecach i po prostu poprzebywać w wodzie. W trakcie swojej kąpieli zerkała od czasu do czasu na poczynania Ernesta, jednak głównie skupiła się na relaksowaniu.
OdpowiedzUsuńEnnis
Jej kąpiel nie trwała zbyt długo, więc gdy Ernest oporządzał upolowanego kraba, ona wyszła z rzeki i ruszyła w stronę własnego tobołka, co by wyciągnąć kilka przypraw, dopasowanych do mięsa kraba. Podała je czarnowłosemu, a sama usiadła obok, sięgając po kawałki suszonego rybiego mięsa z rana.
OdpowiedzUsuń- Jestem na tak, jeżeli chodzi o zamek Helgi - oznajmiła patrząc po nim. Jutro mieli już być na miejscu, a sakwy przecież i tak już widziała, wiedziała, że wykonał je dobrze. - Nawet jeżeli nie uda się wycelować idealnie i suka nie zginie, sam fakt rozpierdolenia jej grajdołka niesamowicie będzie mnie satysfakcjonował - dodała uśmiechając się kącikiem ust.
Ennis
Ennis podjadała sobie suszonej rybki, kiedy on gotował.
OdpowiedzUsuń- No i zajebiście, czyli rozpierdalamy jej urocze posiadłości - ta wizja jak najbardziej jej odpowiadała. - Ja mogę skupić się na więzieniu. Ten uroczy klif, na którym stoi i wieża, z której wyrzuca truchła, czy na wpół żywe ofiary, do rzeki, aż się prosi o moją uwagę - uśmiechnęła się pod nosem. - Myślę, że rozpieprzenie więzienia wystarczająco mocno odwróci uwagę i pozwoli Ci na umieszczenie ładunków w głównym zamku. Ten schowany jest wśród skał, więc rozwalenie go jest jednoznaczne z wywołaniem co najmniej małej lawiny kamieni. O ile nie planujesz misji samobójczej to warto by rozważyć dobry plan ucieczki - oznajmiła i odłożyła suszone mięso, by wyjąć jeszcze z tobołka ten surowy kawałek ryby, który im pozostał. Pazurem od Ernesta odkrajała plastry mięsa i zaczęła je jeść.
Ennis
Ennis przesunęła wzrokiem po Erneście i zaśmiała się lekko, a potem zerknęła na jego piaskowy rysunek z uniesionym kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Czyli najpierw zwiad, a potem demolka - podsumowała patrząc po zaznaczonych miejscach i zastanawiając się nad pewnymi sprawami we własnej głowie. Podniosła spojrzenie do Ernesta i prychnęła pod nosem.
- Oddasz? Zero zabawy, taka podłożona szyja to nic ciekawego. O wiele lepiej wgryzać się lub rozcinać uciekające gardła, pełne chęci życia - uśmiechnęła się do niego zaczepnie. - Mordowanie leżącego to nuda - wyszczerzyła się do Ernesta. - Z niecierpliwością będę nasłuchiwać i czekać na nowiny oznajmujące niespodziewane eksplozje w Polszy - rzuciła jeszcze i zachichotała lekko. Jej do stolicy nie ciągnęło, więc szczerze wątpiła, że i ten widok będzie oglądać.
Ennis
Ennis spojrzała po krabowym mięsie.
OdpowiedzUsuń- Cóż, ja znam tamte rejony, ale nie pod kątem obliczeń jakich potrzebujesz do tych swoich sztuczek - nie musiał jej tłumaczyć o co chodzi w skutecznym planowaniu, to akurat miała w małym paluszku, ale Ernest nie musiał o tym wiedzieć. Zrobiła smutną minkę na wspomnienie kolan. - Ale, że tak nigdy? Och... Ty zimny draniu. A ja tu śnię po nocach i marzę o chwilach przeczesywania Twoich włosów na głowie, głowie, która dostojnie spoczywa na mych niegodnych udach - udała iście poetycki ton i zatrzepotała teatralnie rzęsami po czym zachichotała. - Erneście... - uśmiechnęła się do niego zalotnie. - Gdybym chciała Cię upolować, to żadna garda by Ci nie pomogła - ponownie zachichotała. - Mogę Ci obiecać, że jak już zachcę, to Ci o tym powiem, wtedy jest o wiele zabawniej - przytaknęła sobie sama głową. - Na tą chwilę możesz spać spokojnie, przynajmniej jeżeli chodzi o te mordercze zamiary. Jak chodzi o macanki, to nie obiecuję, że będę grzeczna - uśmiechnęła się kącikiem ust.
Ennis
Ennis przejęła patyk i pomachała nim chwilę w powietrzu, akurat przeżuwała kawałek swojej ryby. Sięgnęła sobie jeszcze po mięso kraba i mrucząc pod nosem jakąś melodię naszkicowała mniej więcej na piasku kotlinę Helgi.
OdpowiedzUsuń- To i tak nie odda szczegółów, które zobaczysz na żywo, ale mniej więcej to coś takiego - poinformowała. Zacmokała na słowa o cenie.
- No wiesz? Gdybym nisko Cię ceniła to już byś nie żył - zauważyła, uśmiechając się do niego pod nosem i skubnęła jeszcze kawałek kraba w rozbawieniu słuchając jego sarkastycznych komentarzy. - No widzisz jaka ja dobra? Dlatego właśnie nie obiecuję, co byś nie musiał się biedaku męczyć z tym w co wierzyć, a w co nie - stwierdziła i wzięła większy kawałek kraba, po czym ułożyła się tak, że głowę opierała o udo Ernesta. Nogę założyła na nogę, machała sobie stopą i wcinała kraba, dalej nucąc pod nosem.
Ennis
Nie zamierzała z nim w tym temacie dyskutować. Mieć ogląd jako tako zawsze będzie lepsze niż nie posiadanie oglądu wcale. Ona nie zawracała sobie głowy konkretnymi planami, miała co nieco już ułożone pod kopułą, ale były jeszcze inne kwestie do ogarnięcia nim zacznie w pełni swoje planowanie. Na stwierdzenie co do pachołka uśmiechnęła się lekko pod nosem. Wspomnienie słodyczy zdawała się zlekceważyć, odrobinę zamyślona. Kiedy jednak skończyła swój posiłek podniosła się lekko na ręce, przysunęła twarz do policzka Ernesta, musnęła go ustami i zaraz zaczęła czubkiem nosa sunąc po skórze twarzy, aż do żuchwy mężczyzny.
OdpowiedzUsuń- Niedługo wrócę - oznajmiła po czym lekko go w tą żuchwę ugryzła. - Będziesz miał swoją chwilę wytchnienia - szepnęła jeszcze do niego z zaczepnym uśmiechem na twarzy i podniosła się, by ruszyć w tylko sobie znanym kierunku.
Wróciła do niego wyraźnie zadowolona, zawirowała nawet sama ze sobą, odstawiając popisowy piruet w walcu. Oczywiście znowu coś tam sobie nuciła pod nosem.
- W Argarze będziesz musiał sobie poradzić sam, ale... Nie płacz... Wrócę dość szybko, może nawet szybciej niż Ty ogarniesz te swoje zbierackie plany - uspokoiła swój taneczny krok i zarzuciła włosy na plecy po czym spojrzała po nim uważniej. - Pamiętasz, gdy wspominałam o dziesięciu monetkach? No to już pewne... - kucnęła przed nim i uśmiechnęła się nikle. - Jakkolwiek skończy się moja mała pogawędka z Radą, będę Cię potrzebować - posłała mu uroczy uśmieszek. Z początku myśląc o tej chwili zakładała obecność Satoru, ale cóż, ten wybrał szwendy chuj wie gdzie, to niech teraz żałuje.
Ennis
- Cóż... to już jest problem tej kobiety, niech sama szuka sobie kogoś innego - wzruszyła ramionami. Wiedziała, że tak to nie działało w Polszy, ale nie mogła się pozbyć wrażeniu, że powinno zacząć, a przynajmniej chociaż trochę. - Godnego? Co masz na myśli? - zainteresowała się. - Wiesz Erneście... adaptuj się w swoim własnym tempie, ale nie uciekaj bez potrzeby - rzuciła krótko. - Znajdź sobie bezpieczne miejsce i tam osiądź. Z całym szacunkiem do ciebie, ale Perun ma na głowie większe zmartwienia niż robaki pokroju twojego lub mojego - mruknęła.
OdpowiedzUsuńEmma
Emma wzruszyła ramionami i zjadła trochę potrawy, którą przygotowała.
OdpowiedzUsuń- No i co w tym niegodnego? - spojrzała po nim jakoś dziwnie. Boże jaki ten koleś był ograniczony. - Zostawiłeś narzeczoną, bo nie podobały ci się jej poglądy - powtórzyła. - Nie dogadywaliście się - dodała. - To przecież naturalne. Ne ma potrzeby wpychać się w związek, w którym na tak fundamentalnym miejscu panuje niezgoda - zauważyła spokojnie. - Za bardzo to rozpatrujesz - wyjaśniła mu. - Dobrze zrobiłeś, że ją zostawiłeś. Uwolniłeś siebie i ją - szepnęła, wsuwając znów trochę mięsa do buzi. - Mhm... a ja myślę, że ma - stwierdziła cicho. - Siedzę tu już... jakiś czas i ani razu nikt nie przyszedł by mnie zgładzić czy zaprowadzić z powrotem do niego - wzruszyła ramionami. - Ani po mnie ani po moją przyjaciółkę - mruknęła. - Perun ma wylane - skomentowała. - Albo po prostu macha ręką i uznaje, że ty i tak mu nie zaszkodzisz - dodała. - Więc naprawdę nie ma co się spieszyć z ucieczką.
Emma
Ennis przesunęła spojrzeniem po robótkach Ernesta, a na jego słowa lekko zachichotała.
OdpowiedzUsuń- Cóż, mały akt dobroci dla postępowej nacji, lubię akty... - poruszyła zabawnie brwiami. - Szczególnie, gdy mogę tym coś ugrać i dla swoich spraw - dodała zadowolona i zbliżyła się od strony jego barku, zerkając zza ramienia co tam porabia z tymi bełtami. Oparła sobie brodę na jego ramieniu i dmuchnęła mu krótko w szyję. - Będziemy musieli kogoś odebrać z Ardei i zaprowadzić... nie wiem jeszcze gdzie. Możliwe, że uda się do Argaru. Nie mniej, będzie szopka do odstawienia. Naszym ktosiom ktoś może siedzieć na dupie, więc możesz się szykować na grę pozorów - uśmiechnęła się pod nosem. - Mam dla Ciebie idealną rolę do odegrania - mruknęła mu do ucha i delikatnie przygryzła jego płatek.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Może lubię, może nie, może zależy od humoru... - mruknęła i przesunęła się pieszczotami na szyję Ernesta. - Dziś mam wyjątkowo dobry - szepnęła muskając ustami delikatnie skórę czarnowłosego. Zaśmiała się krótko na słowa o ukochanej. Zgarnęła mu włosy z karku i przesunęła po nim delikatnie czubkiem nosa. - Doprawdy? Wiedziałeś? Och... ciekawe co jeszcze o niej wiesz - szepnęła mu przy drugim uchu i teraz na drugim ramieniu oparła swoją brodę.
- Erneście... A jaką rolę ja bym Ci mogła dać, hm? Oczywiście, że napalonego i zakochanego po uszy w swojej ukochanej - raz jeszcze zaśmiała się krótko. - Nic tak nie kusi ewentualnych obserwatorów do reakcji jak widok numerku na łonie natury - rozciągnęła usta w zaczepnym uśmiechu. - Ale bez obaw, będziesz udawał, przecież nie chcemy narazić Twojego pisiorka na kolejne traumy - dodała słodziutkim głosikiem tuż przy jego uchu. - Szkoda by było by popsuł się jeszcze bardziej - szepnęła i liznęła płatek jego ucha jednorazowo.
Ennis
Emma uśmiechnęła się zgryźliwie.
OdpowiedzUsuń- Cóż zdaje sobie z tego sprawę, Erneście - powiedziała. - Jednak nie jesteś już w Polszy i nie mówimy o Polszy, bo tam zdajesz się nie zamierzać wracać - dodała z lekkkim uśmiechem na twarzy. - Tam już cię nie ma i nie musisz tam wracać. Uciekasz jakby ci się paliło, a wybacz, ale nie pali się, bo Perun ma cię w dupie - spojrzała mu prosto w oczy. - Ma cię w dupie. Ty nie musisz uciekać - dokończyła. Dotknęła jego broszki, przez dłuższą chwilę badając ją palcami. Była piękna. Kunsztowna robota. Grawer, ręcznie robiony wyglądał na robotę jakiegoś mistrza. - Tak, jestem pewna - powiedziała krótko. - Ludzie Peruna nie są głupi, potrafią działać, a jednak jestem tu już jakiś czas... i nic się nie dzieje, nikt do mnie nie dotarł - zauważyła. - Wiesz, nawet z ludźmi posiadającymi talenty, magiczne talenty... to by go nie powstrzymało, ma naprawdę dobrych ludzi - spojrzała po nim poważnie. Sama z nimi pracowała, wiedziała jak potrafią omotać, jak wejść w nic nie podejrzewające społeczeństwo. Jeśli do tej pory jej nie schwytali to już dawno mają to gdzieś. - Nie wychodzę poza Argar, takie polecenie dostałam od Rady. Wiesz, mimo wszystko długo działałam przeciw Argarowi.
Emma
En mruknęła lekko na ten niby masaż. Ciężko było znaleźć w pamięci gorsze macanko, zero wyczucia jak na tak zręczne dłonie. Zero wysiłku czy nutki postarania się, ale jej mruknięcie świadczyło o przyjemności. Skorzystała z jego gościnności i pozwoliła sobie złożyć jeszcze kilka słodkich pocałunków na jego szyi. Wsunęła się na jego nogi, zaplatając dłonie na karku Ernesta. Zaśmiała się lekko na jego słowa.
OdpowiedzUsuń- Och, uważaj bo akurat Ci uwierzę, że o mnie fantazjujesz - szepnęła rozbawiona, tuż przy jego uchu, a potem skrzyżowała z nim wzrok. - No wiesz? Oczywiście, że chodzi o dobieranie się do mnie. Aczkolwiek rzeczywiście mogę w tamtej konkretnej chwili mało siebie przypominać - ponownie lekko się zaśmiała, pozwalając by całował jej szyję. - Ryzyko i stres? A czym miałbyś się tam zestresować Dziubku? - oderwała jego twarz od swojej szyi i skierowała ją na swoją własną. Styknęła swój własny nos z jego nosem, spojrzała w oczy. - Masz jedynie w razie potrzeby podwinąć mi kieckę, udać, że wyciągasz sprzęt i zaliczasz mnie pod uroczym drzewkiem. Nie przesadzaj z tymi cenami - mruknęła strojąc niezadowoloną minkę.
Ennis
Uśmiechnęła się kącikiem ust.
OdpowiedzUsuń- Racja, nie muszę - przyznała, przymykając na chwilę oczy i starając się czerpać z tego jakieś przyjemności. O dziwo jego masaż stał się znacznie ciekawszy, jedynie wstęp zdawał się kiepski, teraz to szło się naprawdę rozluźnić. Zerknęła na niego spod przymkniętych powiek i uśmiechnęła się pod nosem.
- Czy Ty widziałeś jak chadzają ubrane wiejskie baby? Pod warstwami tych łachów nie zobaczę nawet skrawka Twojego interesu - zaśmiała się lekko.
Kiedy tak się sobie gapili w oczy zadziorny uśmiech nie schodził z jej twarzy, a na wieści o sprzęcie przekręciła lekko głowę. Chwilę milczała uważniej po nim patrząc. Kącik jej ust drgnął delikatnie i pomiziała końcem nosa jego nos.
- Chcesz mi pokazać jak z niego strzelać? - zerknęła na zabawki, które miał aktualnie rozłożone obok i usadowiła się na Ernim wygodniej. Chwilę obserwowała te wszystkie jego proszki, a później znowu spojrzała mu w oczy. - Nie boisz się, że nas wysadzę w powietrze? Może wynajął mnie sam Perun i jestem tu tylko po to by Cię zabić? - zaproponowała taką opcję.
Ennis
- A co, zamierzasz mi nim machać przed nosem? - uśmiechnęła się do niego zaczepnie i podniosła lekko biodra, zaczęła nimi kręcić jakby robiła "młynek" przyrodzeniem - Och nie Ennis! Och, nie patrz, nie patrz! - sparodiowała go po czym zachichotała i oplotła Erniego trochę mocniej ramionami. Posadziła ponownie pośladki na swoje miejsce i wetknęła mu nos w policzek, tworząc w nim lekkie zagłębienie.
OdpowiedzUsuń- Czymś innym? To bardzo przykre, że mówisz o sobie aż tak przedmiotowo - szepnęła swoim słodziutkim głosikiem, a całusa przyjęła z uniesionym kącikiem ust. - No dobrze, skoro taka jest Twoja cena... - mruknęła i ponownie musnęła ustami jego żuchwę i zeszła pocałunkami na szyję. - Pozwolę Ci się sprawdzić - postanowiła, przerwała całusy i ułożyła głowę przy jego obojczyku. Teraz oplotła go ramionami przy talii.
- On nie, ale jego syn owszem - uśmiechnęła się nikle, ciekawa jak zareaguje na to wyznanie, które swoją drogą było nawet szczere. Dalej trzymała głowę przy jego obojczyku.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Powiedział gość, który planuje wysadzić świat przez zranione ego - spojrzała mu w oczy z zaczepnym uśmiechem.
- A czy to istotne? - rzuciła, gdy zapytał o syna. Uśmiechnęła się jednak pod nosem i jeszcze chwilę trzymała głowę przy jego obojczyku. Zaraz ją jednak podniosła i ponownie skrzyżowała z Ernestem wzrok.
- Nie wiem, nie wiem... Cały czas tak się właśnie zastanawiam - uśmiechnęła się do niego zaczepnie w temacie opłacalności. - A co? Obmyślasz właśnie plan awaryjnej ucieczki? Głupio by wyszło, gdybym jednak mówiła prawdę, co? - zachichotała, raz jeszcze smyrajac swoim nosem jego nos. Pochyliła się do jego ucha. - Synalek Peruna na pewno jest o wiele bardziej tykalski - mruknęła skubiąc mu płatek i zaraz się lekko odsuwając od Erniego. - Ale możemy uznać, że aktualnie Ty jesteś nieco bardziej pociągający - uśmiechnęła się do niego kącikiem ust i powoli zaczęła wstawać z jego kolan. - Chociaż coraz częściej przynudzasz, przyznaję... - dodała dla zaczepki.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się kącikiem ust na te jego wyjaśnienia.
OdpowiedzUsuń- Doprawdy urocze - stwierdziła z lekkim rozbawieniem w głosie. O ile wierzyła, że szkoda by mu było jej głowy, to akurat w tyłeczek szczerze wątpiła. Zaśmiała się sama do siebie, a gdy wspomniał o nie zachodzeniu za łuseczki uniosła kącik ust. - Czyli jednak ego. Tylko troszeńkę ładniej ubrane w słowa - szepnęła w jego stronę i wyszczerzyła się niewinnie. Mruknęła zadowolona na jego pieszczoty, były mimo wszystko dość rozluźniające i chociaż nie narzekała na spięte ciało, to nie odmawiała sobie tego typu przyjemności.
Kiedy już wstała z jego nóg, a on powiedział swoje, En westchnęła teatralnie.
- Z reguły sami robimy z siebie kłamczuszków Skarbie, nikt nam nie musi w tym pomagać, ani chcieć ich z nas zrobić - obejrzała się na niego i puściła mu oko. Pochyliła się do Erniego, patrząc mu prosto w oczy.
- No bo powiedź Słodziaku, w niczym mnie jeszcze ani razu nie okłamałeś? - zapytała z zaczepnym uśmieszkiem.
Ennis
Przesunęła wzrokiem po jego twarzy i uśmiechnęła się pod nosem, pozwalając by poprawił jej włosy.
OdpowiedzUsuń- Jak będziesz grzeczny to nikomu nie powiem - szepnęła z wyraźnym rozbawieniem w głosie i oczach. Całusa nie odwzajemniała, ale dalej patrzyła po Erneście.
- To już zależy od jednostki, nie każdy idzie po trupach do celu - stwierdziła podczas wstawania. Zaśmiała się lekko na słowa czarnowłosego.
- Och, nie martw się, gdybym ja opowiedziała prawdę o sobie to brzmiałaby jeszcze mniej wiarygodnie - przyznała i rozejrzała się dookoła. Na pytanie wróciła do niego spojrzeniem i uśmiechnęła się nikle.
- Oczywiście, że kłamię, ale jak często i na jaki temat to już sam sobie wybierz - mówiąc to patrzyła mu w oczy, lekko głaszcząc go kciukiem po policzku. Zjechała tym palcem na jego dolną wargę i delikatnie się po niej przesuwała. - Mam na Ciebie ochotę - szepnęła i pochyliła się nad uchem Ernesta, cmoknęła je delikatnie i skubnęła płatek. - Kłamię, czy nie? - zapytała mu nad uchem.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się lekko i wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Zależy jak bardzo może się przydać. Dla mnie to wartość zmienna, czasem ktoś przydaje się na chwilę, czasem na dłużej, a czasem wcale... - spojrzała sobie w stronę rzeki. - Nie znam sytuacji, w której ktoś byłby coś wart cały czas, nieustannie... - stwierdziła sucho i lekko zmrużyła oczy po czym pokręciła głową i obejrzała się na Ernesta. - Jak mnie ktoś wystawi i się do tego nie przyłoży dobrze, to prędzej czy później pozna konsekwencje. Ja się przykładam - uniosła kącik ust. - Tobie też radzę, jak już Cię najdzie ochota na wystawianie - dodała. En ponownie wzruszyła ramionami. - Może jestem bardziej poetycka niż się wydaję? Może ze mnie skryta romantyczka? - rzuciła z przekąsem w głosie i spojrzała po kuszy w jego rękach. Przytaknęła mu głową w temacie Helgi, znał przecież odpowiedź.
Sama lekko przygryzła wargę, gdy ugryzł jej palec, a kiedy się zaśmiał, ona uśmiechnęła się pod nosem i teatralnie westchnęła. Obejrzała się na mężczyznę, gdy za nią stanął, ale zaraz skupiła uwagę na broni. Zadowolony uśmiech wkradł się na jej buzię. Pozwoliła by ją właściwie ustawił, przeskoczyła spojrzeniem po broni, nie była typowa, zdecydowanie. Chwilę po niej patrzyła, próbowała wyobrazić sobie, która część odpowiada za co i jak zbudowany jest mechanizm. W końcu uśmiechnęła się zaczepnie i szturchnęła Ernesta biodrem.
- Suń się Słonko - rzuciła, uznając jeden z elementów za celownik. "Nic groźnego" to nic groźnego, prawda? Wystrzeliła, nie bardzo wierząc w trafienie. Cela miała doskonałego, jednak z takiej broni jeszcze nie strzelała. Kusza, gdzieś tam, kiedyś, czasami... to jednak było coś innego.
Ennis
Ennis zaśmiała się lekko na słowa Ernesta.
OdpowiedzUsuń- Muszę być w Twojej wyobraźni nieziemsko wręcz bezwzględna. Bez obaw Pyszczku, nie zabijam tych, którzy tracą przydatność, no... Chyba, że sobie jakoś na to zasłużą - przytaknęła głową. - Zabijam tych, którzy mi przeszkadzają, tych, którzy mi podpadli, ewentualnie tych, których się opłaca - wzruszyła ramionami. - Zbędnych po prostu opuszczam, porzucam, spływam - uśmiechnęła się zadziornie i zachichotała na własną grę słów. - Aktualnie nie musisz się czuć zagrożony - dodała, puszczając mu oko. Sprawy profesjonalisty nie komentowała, mógł nim rzeczywiście być. Uśmiechnęła się nikle na słowa co do swojej osoby.
- Ou, widoki zapewne stałyby się bardziej ubogie bez mojej uroczej osoby - rzuciła, z chichotem patrząc mu w oczy. Przymiliła się chwilę policzkiem do jego dłoni, a kiedy stwierdził swoje co do jej bycia kim chce, uśmiechnęła się po prostu niewinnie i wzruszyła ramionami.
Kiedy już przy niej stał i szeptał do ucha, uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Kłamstwo. Gdyby tak było, to nie widziałbyś we mnie jedynie wspólniczki - odparła przed wystrzałem, gdy wspomniał o prawdziwej Ennis. W sprawie drapieżności uniosła jedynie lekko kącik ust.
Swoim pudłem nie była zbyt przejęta, jedynie wydęła delikatnie usta. Jak dla niej fakt, że kamyczek i tak oberwał to już było coś przy pierwszym wystrzale.
- Panie chujowy nauczyciel, chyba wypadało by najpierw wprowadzić nieco teorii hę? - zerknęła na niego z zaczepnym spojrzeniem. Pozwoliła jednak by pokazał jej o jakie "inaczej" chodzi. - Ty to chyba lubisz uczyć w praktyce, co? - rzuciła z lekkim rozbawieniem w głosie. - Więcej tego Twojego "BUM" - przesunęła wzrokiem po broni, zapamiętując jednocześnie co, jak i gdzie powinna trzymać. Bliskość Ernesta nie specjalnie jej przeszkadzała, zerknęła na niego jednak.
- Szkoda, że równie intensywnie nie zerkasz mi w dekolt - mruknęła, po czym skupiła się na celowaniu. Wypuściła spokojnie oddech i wyobraziła sobie w miejscu kamienia konkretną twarz, kącik jej ust ponownie drgnął. Kwas, tak? Zaśmiała się we własnej głowie, a potem wystrzeliła. Oj tak, tym razem bardziej się przyłożyła.
Ennis
Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Być może - uśmiechnęła się do niego lekko i zaśmiała przy słowach o wyrozumiałości. Z rozbawieniem pokręciła głową, te jego przekąsy były całkiem zabawne.
- Mhm, umarł z tęsknoty i żalu, to już mamy ustalone - odpowiedziała mu tym samym tonem i raz jeszcze lekko się zaśmiała.
Kiedy poprawiał jej włosy, ona była już skupiona na celowaniu.
- Skoro tak uważasz - odparła jedynie na stwierdzenie co do jej niewiedzy. Spojrzała mu w oczy, gdy mówił o swoim sposobie nauczania oraz o niej samej. Sama uśmiechnęła się równie bezczelnie.
- O tak, uwielbiam zwarcia - odrobinkę mocniej się do niego przysunęła. - Ach, lubisz? To dużo wyjaśnia - uniosła kącik ust. Ciężko było nie zauważyć, że był typem "podziwiacza", szczególnie swoich własnych wynalazków. Nie specjalnie ją to dziwiło. W kwestii dekoltu ponownie lekko się zaśmiała.
- Racja, nie jest - przyznała po czym raz jeszcze uważniej przesunęła wzrokiem po twarzy Ernesta. Zaraz jednak skupiła się na wystrzale i dopiero teraz zwróciła uwagę, że po nim broń sama się przeładowała. Zaciekawiona przybliżyła kuszę do twarzy i obejrzała ją raz jeszcze, dokładnie. Dotknęła palcem grotu, który teraz miał zostać wystrzelony, a po chwili spojrzała po kamieniu, w który trafiła. Zaciekawiona oblizała usta. Poczuła specyficzne uczucie w podbrzuszu, to chyba było coś na kształt ekscytacji. En wróciła oczyma do oczu Ernesta.
- Chcesz mi powiedzieć, że ofiara nie czuje tego rozszerzenia? Bełt trafia i nie wie, że wyciągając go tylko sobie zaszkodzi? - zapytała szczerze zainteresowana. Pozwoliła by nakierował ją na drzewo i z nieco zadziornym uśmiechem trochę pewniej się o niego oparła. Nie patrzyła jeszcze na broń, skupiła wzrok na Erneście.
- Właściwie to taka bliskość mi jak najbardziej odpowiada - szepnęła, by dopiero po tych słowach skupić się na broni. - Zaczynam lubić te Twoje zabawki - stwierdziła. Strzelanie wyjątkowo mocno jej przypasowało, szczególnie, gdy widziała efekt tych wystrzałów. Nakierowała kuszę dokładniej, stanęła pewniej i wystrzeliła po raz trzeci, a widząc trafienie miauknęła zadowolona.
- Mrau, ależ ze mnie niesamowicie pojętna uczennica - zachichotała.
Ennis
Ennis uśmiechnęła się pod nosem na te jego drobne poprawki jej pozycji, zapamiętując co by za każdym razem stawać "źle". Zachichotała nawet lekko na tą myśl w głowie.
OdpowiedzUsuńSłysząc trochę bardziej szczegółowy opis bełta ponownie mruknęła zadowolona i spojrzała po kuszy raz jeszcze.
- Brzmi doprawdy bosko - rzuciła wyraźnie zadowolona. Słysząc o brakach wycelowała kuszą w swoje podgardle.
- To może trzeba mnie zabić? - zapytała z dziwnym błyskiem w oku i zaraz odsunęła bron od głowy. - Do perfekcji na szczęście nie dążę, ale... - przyjrzała się Ernestowi od stóp do głowy, a kiedy przywędrowała spojrzeniem do oczu, uśmiechnęła się nikle. - Skoro Ty masz mnie uczyć, to nie pogardzę naukami - uśmiechnęła się kącikiem ust.
Ennis