Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

Poproszę więcej siebie...



Zadar

19 lat (30.04) | Posiadacz kryształu ognia | Obecnie gdzieś w drodze | 180 cm

Zadar przyszedł na świat w Mistvale, niewielkiej wiosce położonej w pobliżu Slavit. Szybko stracił swoich rodziców i wychowywał się pod skrzydłami swojego dziadka Masława. Wraz z młodszą siostrą Dobromiłą spędzał większość czasu na roli pomagając starszemu mężczyźnie w utrzymaniu całej rodzinki. Nigdy im się nie przelewało, z trudem wiązali koniec z końcem, ale chłopak nie narzekał. Najważniejsze, że miał swoich bliskich i mógł dzielić się z nimi swoimi radościami oraz smutkami. Rodzina była dla niego najważniejsza. 

Utracił ją jednak w pierwszych dniach zbrojnych działań Peruna I. Wraz z Dobromiłą i Masławem spłonęło ich skromne domostwo. Chłopak próbował ich ratować, ale jego przyjaciele mu na to nie pozwolili. Było na to za późno, więc powstrzymali go siłą od wskoczenia w ogień. Zadar nie miał zbyt wiele czasu na opłakiwanie zmarłych, bo niemal od razu musiał wynieść się z Mistvale. Niemal od razu ruszył w drogę wraz z wieloma poszkodowanymi Polszanami.
 
Niezbyt długo został zupełnie sam, a to za sprawą swojej własnej dobroci serca i wyczulenia na krzywdę ludzką. Przygarnął pod swoje skrzydła 6-cioro dzieci w wieku 6 - 12 lat. Postawił sobie za cel ochronę dzieci i zapewnienie im przyszłości. Pieszczotliwie nazywa ich swoimi "Gołębiami". Wraz z tą gromadką ruszył w zupełnie inną stronę niż pozostali. Tak właśnie znalazł się pomiędzy Fjelldod a Kryształowym Lasem, gdzie niewielka jaskinia posłużyła im za schronienie. 

Niestety opieka nad 6-ciorgiem dzieci okazała się być niemal ponad jego siły. Samo wykarmienie ich już sprawiało mu nieco problemów, a co dopiero mówić o targających nimi chorobami. To dlatego koniec końców zdecydował się wejść do Kryształowego Lasu. Postanowił zdobyć kryształ dla ratowania Gołębi i po morderczej wręcz przeprawie i dość wyczerpującym spotkaniu z Gabrielem, otrzymał kryształ ognia. 

Wraz z nim wrócił z powrotem do swoich "Gołębi" i stracił przytomność. Nie było go wiele dni, a kiedy w końcu przebudził się ponownie, zabrał dzieciaki ze sobą i ruszył w stronę Argaru uznając, że może tam będzie bezpieczniej dla dzieci.



[Kontakt: m.e.wiggin@gmail.com
 Wizerunek został znaleziony na Pintereście.
 Przyjmiemy wszystkie wątki :) ]


50 komentarzy:

  1. No to ja oczywiście jestem chętna na wątek :D Nie wiem kim, możesz sobie wybrać xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Tego dnia Ennis zmierzała w stronę Ardei. Już spory czas temu posłała wici za Acairem, wiedziała, że podróżuje z Walwanem, co znacznie ułatwiało identyfikację chłopaka. Kilka dni temu otrzymała informacje zwrotną, podobno ktoś pasujący do opisu chłopaka oraz jego uszatego przyjaciela, wylądował w Ardei, wylądował w dość ciężkim stanie zdrowotnym. To był dość istotny szczegół, który sprawił, że En postanowiła opuścić Argar. Acair był jej i tylko ona mogła go krzywdzić. Podróż ta była inna pod co najmniej kilkoma względami. Białowłosa po raz pierwszy podróżowała ze swoim bagażem, z rzeczami, które w pełni należały do niej. Miała na sobie ciuchy zakupione wraz z Orianną, pierwszy raz miała wrażenie, że wybywa, ale ma gdzie wrócić... Wszystko to było dość dziwne. Nawet na plecach niosła niewielki tobołek z ciuchami na zmianę. Skoro już trwały te wojenne rewolucje, to w eterze chciała się prezentować mniej drapieżnie, a ubrania znacznie to ułatwiały.
    Teraz była jakąś godzinę drogi od swojego celu, postanowiła zrobić postój na rzecz małego polowania. Wolała nie wchodzić do Ardei głodna. Białowłosa odłożyła swój tobołek na ziemi, niedaleko płynącej tu rzeki, zaczęła się rozbierać, zostawiając sobie przy pasie jedynie swoje saszetki i broń. Mimo noszenia ciuchów nie zmieniała ciała, nadal okrywały je łuski, więc nie była w pełni naga. Rześko ruszyła do wody, co by upolować sobie jakąś smaczną rybę.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  3. Polowanie już od dawna weszło mu w nawyk, miał wrażenie, że nawet gdyby postawiono przed nim stoły pełne świeżego mięsa, to on i tak wolał by zjeść posiłek z własnoręcznie upolowanej zwierzyny. W Argarze urzędował już na tyle długo, że i tutejszej fauny się nauczył. Gorry miały wyjątkowo dobre mięso, bardzo delikatne, a zarazem nie były duże, więc i odpadu było znacznie mniej. Jeszcze ta ich skóra, bardzo miękka. Mohe ostatnio pracował nad nowym kocem, więc łapał te łasicowate bardzo chętnie. Zszywał później ich oprawione futerka w jedną całość. Brakło mu kilka sztuk do zakończenia swojego projektu. No, musiał też po drodze nazbierać kilku składników do produkcji Łapy, więc dzień zapowiadał się dość pracowicie.
    Zdołał złapać trzy Gorry i właśnie kucał przy jednym ze strumieni, oprawiając mięso. Od jakiegoś czasu czuł się obserwowany, a że tropicielem był świetnym, to dość szybko zrozumiał, że nie zwierz go ogląda. Skupił się na pracy, jednak czuwał, w razie gdyby nieznajomy chciał go zaatakować. Ostatecznie wstał po oprawieniu drugiej łasicy i spojrzał w stronę chowającego się chłopaka.
    - Dobrze, że nie jestem Argarką, bo zaraz byś dostał w dziób za podglądanie - rzucił z zadziornym uśmiechem.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie nurkowała, kiedy poczuła, że do wody wszedł ktoś jeszcze. Dość szybko zlokalizowała "intruza" i z czystej ciekawości wypłynęła na powierzchnie. Wynurzyła się w dość płytkiej wodzie, bo ta po wstaniu sięgała jej do pępka. Rozbawiona przekręciła głowę, gdy usłyszała to "Pani". Zachichotała na przeprosiny.
    - No nie wiem czy nie zamierzałeś, muszę się srogo zastanowić czy nie zasłużyłeś na karę. Oglądaj mnie w tej niesamowitej okazałości mogę jedynie wybrańcy. Teraz będziesz musiał się takim stać - ponownie się zaśmiała.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  5. Ennis go po prostu obserwowała rozbawiona. Aż tu było czuć swąd jego zawstydzenia, chyba się chował pod kamieniem.
    - No właśnie, żaden. Jeżeli chcesz ujść z życiem to będziesz musiał to zmienić - wyszczerzyła się, dalej bacznie śledząc go wzrokiem. Sama ruszyła w stronę brzegu i szła pewnym krokiem. - Nie słynę z wybaczania, musisz zapłacić za widoki - oznajmiła uśmiechając się pod nosem.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  6. Ennis nie spuszczała chłopaka z oczu. Przeszła nawet tuż obok niego, kiedy zmierzała w stronę brzegu. Otarła się lekko ramieniem o jego ramię i zacmokała.
    - Oj, oj... Jeszcze doliczymy dotyk... Cena rośnie... - rozbawienie nie znikało z jej twarzy. Wyszła na brzeg i obróciła się przodem w stronę chłopaka. Łuska nadal przysłaniała całe jej ciało, ale nie zamierzała się ubierać. Założyła jedną z dłoni na biodro i wbijała wzrok w nieznajomego. Figlarny uśmieszek i wzrok nie znikał z jej twarzy. Kiedy i on wyszedł, zaczęła powoli go obchodzić, a słysząc propozycję zrobiła minę, jakby rzeczywiście się zastanawiała. - Towarzystwem mówisz, tak? - zatrzymała się za nim i pochyliła nad jego uchem. - A jaki rodzaj towarzystwa chciałbyś mi zaproponować? - szepnęła.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  7. - Moja?! - En udała oburzony ton. - To Ty powinieneś zejść mi z drogi! - rzuciła z agresja w głosie, ale zaraz znowu zachichotała. - Za te paskudne oszczerstwa zapłata rośnie podwójnie - szepnęła mu na drugie ucho. - Mmm... pięknie pachniesz strachem - oblizała usta i obeszła go, by stanąć z nim twarzą w... dłonie zasłaniające twarz. - Zdziwiłabym się, gdybyś umiał - rzuciła dość opryskliwie. - Trzęsie się jak osika, ale język na cipce to proponuje, ciekawy przypadek - ponownie się zaśmiała i ruszyła do jego rzeczy, aby je sobie przeszukać. Może miał coś przy sobie ciekawego?

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  8. Ennis ponownie zacmokała, udając niezadowolenie.
    - Bezczelny gówniarz śmie mnie oskarżać… Bardzo brzydko – pokręciła głową i złapała jego portki, by wciągnąć je na siebie i zachichotać. Obróciła się dookoła własnej osi, oceniając czy wdzianko leży wygodnie. – Jak wyglądam? – obejrzała się na chłopaka z zadziornym uśmiechem. – Ładnie? – wyszczerzyła się i zarzuciła na siebie również jego koszulę. Obserwując uważnie dzieciaka, zapinała sobie powolutku guziczek po guziczku. – Och Słonko, nie dodawaj sobie, może i przypominam zwierzaka, ale nie jestem aż tak ograniczona, by „towarzystwo” rozumieć jedynie jako podtekst seksualny – wydęła usta, robiąc przy tym urażoną minkę. – Normalnie serce się kraja – zachlipała lekko.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  9. Mohe stał, powoli ściągając skórę z Gorry i dalej obserwował chłopaka, który wyszedł z ukrycie dopiero po czasie. Indianin uniósł jedną z brwi słysząc o napadzie. Poskładałby tego dzieciaka raz, dwa, ale jego burczenia w brzuchu ciężko było nie usłyszeć.
    - Pewny jesteś, że chcesz by był to napad? Nie mam w zwyczaju dawać się napadać i w moim przypadku nie masz co liczyć na pokojowe rozwiązanie. Oczywiście jeżeli to rzeczywiście jest napad – spojrzał po chłopaku i odłożył na kamieniu kolejną oprawioną Gorre. Nie spuszczał przy tym oka z nieznajomego „bandyty”.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  10. En ponownie się zaśmiała.
    - No wiem - odparła mało skromnie i kiedy już zapięła wszystkie guziki to dziarskim krokiem zbliżyła się do nieznajomego. Stanęła z nim twarzą w twarz, spojrzała prosto w oczy. - Och doprawdy? A w jakich kolorach byłoby mi do twarzy? - zapytała z zadziornym uśmiechem. - Ja sugerowałam? Ależ gdzie tam. Może po prostu to Ty masz tak brudne myśli - ponownie się zaśmiała. - Możesz co najwyżej spróbować dobrze go ze mną spędzić, chociaż jak tak na Ciebie patrzę... - ponownie zaczęła go obchodzić i oglądać jak jakiś towar w sklepie. - To raczej szybko się Tobą znudzę - wydęła usta, stwierdzając swoje. - Właściwie to już zaczynam się baaaardzo nudzić. Co na to zaradzisz, Dziubku? - znowu się przed nim zatrzymała i ścisnęła oba jego policzki swoimi palcami.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  11. Mohe poczuł pewnego rodzaju ulgę. Nie specjalnie mu zależało by zabijać chłopaka. Dalej bacznie go obserwował i lekko kiwnął głową, gdy ten zapewnił co do braku jakiś negatywnych intencji.
    - W razie gdybyś kłamał, mowa ciała szybko Cię zdradzi - rzucił jedynie dla ostrzeżenia. - Cóż, widziałam wiele bardziej bezczelnych, więc jakoś przeżyję - uniósł lekko kącik ust, a na propozycję nauki wyraźnie się zdziwił. Prześlizgnął wzrokiem po calej jego posturze i kiwnął na kamień, co by chłopak sobie usiadł. - Pierwsza zasada, nie polujesz z pustym brzuchem. Jak łowy mają być udane to nie możesz się rozpraszać. Ogień rozpalić umiesz? - zapytał. - Zjemy coś i zobaczymy, może Cię nauczę, ale nic jeszcze nie obiecuję - zaznaczył.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  12. Ennis przewróciła oczyma.
    - Zero kreatywności - wystawiła lekko język i skierowała na niego palec wskazujący, udając przy tym odruch wymiotny. Słysząc pytanie zaśmiała się i spojrzała po chłopaku. - Naga? Nie byłam naga ignorancie. Gdybym była to już byś nie miał oczu... - to ostatnie wyszeptała w jego stronę i zachichotała. - Śmiem twierdzić, że w życiu nie widziałeś nagiej kobiety, więc w sumie co się dziwić, że mylisz definicje - prychnęła kpiąco. - Okraść mnie? Błagam... - zarzuciła włosy za plecy i pokręciła głową w rozbawieniu. Spojrzała zaraz po nim uważnie i uśmiechnęła się zadziornie. - A co będę z tego miała, że Ci je oddam? - wyszczerzyła się do niego. - Niby na co mi wdzięczność jakiegoś chłopka roztropka...? - uniosła jedną z brwi. - Skoro nie masz czym zapłacić za oglądanie mej nieziemskiej persony, to zabieram ciuchy - posłała mu buziaczka i odwróciła się na pięcie, po czym ruszyła do własnych tobołków i zaczęła pakować własne ubrania. - Miłego, Słodziaku - puściła mu jeszcze oczko i wróciła na swój szlak wędrowny.

    Ennis

    OdpowiedzUsuń
  13. Mohe dalej oprawiał Gorry, robił to jednak automatycznie, więc wzrok mógł skupić na chłopaku. Rozpalanie ogniska poszło mu dość sprawnie, więc gdy ich oczy się spotkały Indianin kiwnął głową z aprobatą.
    - Rzeczywiście potrafisz - przyznał i zaczął szukać w okolicy kija, który może posłużyć za rożen. Spojrzał pytająco na bruneta, gdy wspomniał o głodzie, a raczej jego braku. Troska w jego oczach sporo mówiła. - Kogo tam masz pod skrzydłem? Chorą ukochaną? - zapytał, bo to akurat najbardziej mu pasowało. Udawał, że nie jest głodny, chodził szukać jedzenia, próbował rabować i pewnie oddawał wszystko co znalazł kobiecie, co by ta doszła do siebie.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  14. Łowy z Natanem okazały się dość udane. Dorwali jedną kopytną sztukę, która spokojnie starczyłaby na kilka porządnych obiadów. Radomira i Blus zabrali się za oprawianie mięsa, a Natan im w tym pomagał. Musieli działać w miarę sprawnie, aby Polszanie przypadkiem nie wyczaili okazji. An w tym czasie ruszyła do kuchni, poza kopytnym dopadli jeszcze dwie sztuki szaraków, tak przynajmniej nazywała je sama Akane, bo przypominały jej zające, jednak miały dłuższe ciała i więcej par kończyn. Przyjaciel opowiadał jej, że to zwierzęta o najdelikatniejszym mięsie w tych rejonach, a Zadar właśnie o takim wspominał.
    - Hej – powitała wchodzącego do kuchni chłopaka. – Lepiej się nie nadwyrężaj. Zasada pierwszej pomocy mówi, że jak chcesz zadbać o innych to musisz przede wszystkim zadbać o siebie – mówiła spokojnym tonem i posłała mu lekki uśmiech. – Z szóstką dzieci i dwójką staruszków na głowie może nie być lekko – dodała. Radomiła i Blus byli co prawda bardzo pomocni, ale wiek robił swoje i nie wszystko ogarniali. Na pochwałę posłała mu wdzięczny uśmiech. – Dzięki, gulasze mi do tej pory wychodzą najlepiej. Nie jestem mistrzynią gotowania – ostrzegła z lekkim śmiechem. – Ale do pieczywa powinno pasować – dodała i przemieszała w garze. – Jak się czujesz? – zapytała jeszcze.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  15. Mohe uśmiechnął się pod nosem i zaraz zaśmiał krótko.
    - Jakby wszystkie kobiety leciały na "dobrą partię" to niewielu by je miało - rzucił rozbawiony, zaraz jednak spoważniał słysząc o dzieciach. Uniósł wysoko brwi. Niezłe stadko mu się uzbierało. Zmarszczył zaraz czoło. - A na co Ty im się głodny przydasz? Myślisz, że dla wojaka ma znaczenie czy rozpruje ich pełne, czy puste brzuchy? - spojrzał po nim krytycznie. - Jak chcesz je bronić to musisz mieć na to siły, na co im chuchro, które w szóstkę same rozłożą na łopatki? - nie rozumiał takiego podejścia. Słaba jednostka nigdy nie upoluje tyle zwierza co silna. Nigdy nie obroni równie dobrze. - Ty im zmartwień chcesz dodać czy pomóc? - zapytał z wyraźnie zdezorientowaną miną. - Gorrą ich nie nakarmisz. Upolujemy coś większego, ale masz najpierw zjeść. Sam nie będę tachał mięsa do tych dzieci. Masz się zajeść na tyle by mieć siły upolować i donieść zwierza do domu - polecił i zaczął szykować oprawione łasicowate co by je spiec nad ogniem.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  16. Akane spojrzała po Zadarze.
    - Gdyby i Ciebie utłukli to wątpię, że po nią by nie wrócili – zauważyła, lekko wzruszając ramionami. – Jak chce się ratować innych to warto mieć ku temu środki, by rzeczywiście uratować, a nie skończyć jako ofiara jedna z wielu. Tak przynajmniej uważam – przyznała. – Z motyką na Słońce to nie warto się porywać, wiem, że to trudne, sama ruszyłam na wielu w Twojej sprawie, no ale ja mam nieco większe możliwości i nie byłam sama – uśmiechnęła się do niego lekko. Zaśmiała się na jego stwierdzenie. – Całkiem możliwe, ale oni akurat czasem lubią jak im ktoś Twojego pokroju pozawraca głowę – puściła mu oko. – Skoro jakoś się udaje, to znaczy, że jesteś dość zaradny – rzuciła luźno i zaraz odeszła od gara co by przygotować miseczki i łyżki. – Dobrze gadasz, rzeczywiście nie trzeba i pasuje to zarówno do mojego gotowania, jak i Twojej zaradności – poruszyła zabawnie brwiami i rozlała im jeszcze po kubku maślanki przygotowanej przez Radomiłę. – Gulasz z godzinkę się musi pogotować, więc nim się zrobi, to możemy wypić – zaproponowała i sama usiadła na niedalekim stołku. – Boleć to może szczególnie jutro, zwykle w dzień takich wydarzeń działa jeszcze adrenalina, a jak się już ciało uspokoi i zaczynają do niego docierać te wszystkie impulsy, to się dopiero zaczyna. Polecam chłodną kąpiel, idealna na obolałe mięśnie – zdradziła i spojrzała po nim uważniej. – Jesteś z Slavit, czy z jakiejś innej wioski? – zapytała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  17. Mohe przytaknął mu głową.
    - Jest i taka opcja – przyznał. Zaraz też jego mina złagodniała. Dobrze, że przynajmniej w tym temacie chłopak nie dyskutował. – W temacie dzieci możesz moją gościnność nadwyrężać do woli – rzucił z lekkim śmiechem i na kolejne wyznanie wzruszył ramionami. – Ja wolę zapewnić im większe bezpieczeństwo, niż tylko zapełnić im brzuchy – przyznał. Słuchał go w temacie polowania i kiwnął głową. – Ryby też są dobre, jaja, ryby, mięso czy mleko w różnych formach. Leśne zbiory to dobry dodatek w diecie, więc nie jest z Tobą aż tak źle – puścił mu oko. Trochę się zdziwił wyznaniem co do roli. – Nie rozumiem… dlaczego nie musiałeś? – zapytał. Jego plemię również uprawiało ziemię, wiele osób ją uprawiało, ale i tak jedli mięso. Ci bogatsi mieli własne zwierzęta na ubój, ale biedniejsi również często polowali, nie zawsze mogąc sobie pozwolić na kupno mięsa.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  18. Akane kiwnęła głową.
    - Tak, warto się stawiać za słabszymi, ale osobiście uważam, że w takich sytuacjach trzeba brać pod uwagę ten najgorszy scenariusz. W przypadku żołnierzy Polszan niestety na szali stawiasz życie, a nie tylko obitą twarz czy usłyszenie kilku przykrych słówek. Na przyszłość po prostu trochę bardziej uważaj. Nawet gdyby Radomiła się dobrze schowała, to zapewne ciężko by jej było nie mieć Cię na sumieniu - stwierdziła spokojnie z lekkim uśmiechem. Skrzywiła się lekko gdy wspomniał o krysztale i energicznie pokręciła głową. - Zdecydowanie nie mam - zapewniła. - I nie zamierzam mieć - przyznała, a na kolejne stwierdzenie wzruszyła ramionami. Cóż, same jej oczy zdradzały, że nie jest zwykłym człowiekiem. W końcu w tęczówkach ludzi raczej nie kręciły się drobiny pyłków. Na pytanie o zdolności zaśmiała się lekko. - Zależy jakich, zdolności Argarczyków są dość różnorodne - zauważyła. - Ja swoje ćwiczę od jedenastego roku życia, przynajmniej niektóre, inne trochę krócej, a jeszcze inne dopiero lepiej poznaję - puściła mu oko. - Naukę walki zaczęłam, gdy miałam dziewięć lat, ale cały czas ćwiczę i się doszkalam. Akurat treningów w życiu to miałam wiele - przyznała z lekkim śmiechem. Na słowa o szczęściu posłała mu lekki uśmiech. - No to się ciesz, szczęście się często przydaje - stwierdziła z tym samym wyrazem twarzy. Kiwnęła głową na jego podziękowania i zaraz nadstawiła ucha. Mistvale? Chyba nie słyszała jeszcze o tym miejscu. Widząc jak zmienia się wyraz jego twarzy, dotknęła lekko ramienia Zadara. - Przykro mi, że tak piękne miejsce spotkał taki los, ale wiesz co...? Trzeba mieć nadzieję, że uda się przywrócić mu dawny urok, może nie dziś, nie jutro, ale kiedyś. Kto wie, może z czasem stanie się jeszcze piękniejsze? - uśmiechnęła się do niego.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  19. Akane spojrzała po nim i pokręciła lekko głową.
    - To nie jest to samo, ja wskoczyłam przygotowana i z obstawą, Ty wskoczyłeś bez przygotowania. Ja wskoczyłam się z nimi bić, Ty wskoczyłeś dać się pobić - pstryknęła go w ucho i puściła mu oko. - To zdecydowanie nie jest to samo - uśmiechnęła się kącikiem ust. - To nie do końca takie proste... Widzisz, znam osobę, która jest obeznana w życiu po śmierci. Wiele dusz błąka się po świecie z powodu wyrzutów sumienia. Nie wiem jak byłoby w Twoim przypadku, ale to nie do końca tak, że po śmierci wszystko przestaje nas obchodzić - wyjaśniła mu spokojnie i lekko się uśmiechnęła. - Co do przerabiania, pewnie masz rację, Radomiła dała by radę. Ma Blusa i innych, którzy by jej w tym pomogli, chociaż osobiście uważam, że wnieść do świata może więcej, gdy nie zajmuje głowy trapiącymi ją myślami. No ale tu już wchodzimy w gdybanie, więc w sumie nie ma co się rozgadywać - stwierdziła z lekkim śmiechem. Przekręciła lekko głowę, gdy tak dziwnie zamilczał, miała wrażenie, że coś ukrywa, ale... Właśnie się poznali, więc nie oczekiwała, że będzie nad wyraz otwarty. Trochę ją zaskoczył jego komentarz. Parsknęła po chwili śmiechem. - Po pierwsze, mistrzynią jeszcze nie jestem, jest kilka spraw do doszlifowania, ale tak, czuję się w walce dobra - przyznała. - Po drugie, to nie był rezim, nie byłam w żadnej grupie specjalnej i moje życie nie opierało się o treningi - posłała mu krótki uśmiech. - To dość pokrętna historia, ale w skrócie rzecz ujmując trenowałam z tatą, robiliśmy też wiele innych rzeczy i... Jak mam być szczera to uważam ten przedział życiowy za bardzo przyjemny - wyjaśniła mu. Kiedy tłumaczył, że chodzi o osoby, nie o miejsce, lekko zacisnęła usta. - No tak, rozumiem. Jest jeszcze nadzieja, że znajdą się inne osoby. Nie zastąpią tamtych, ale może wprowadzą w Twoje życie takie wydarzenia czy emocje, że jednak postanowisz spróbować wrócić, chociażby na chwilę - posłała mu pokrzepiający uśmiech i kiwnęła głową, gdy wspomniał o "dziś". - No tak, za jakiś czas może Ci się zmienić, a jak się nie zmieni to też w porządku - rzuciła luźno.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  20. Mohe spojrzał po nim nieco pobłażliwie.
    - W obliczu tego o ostatnio dzieje się dookoła naprawdę uważasz, że są „chociaż” żywe? Bo na moje oko to spore osiągnięcie – przyznał. Słuchał o przyjacielu dziadka i kiwnął głową, a na wieść o uprawach energicznie klasnął w dłonie. – Idealnie się więc składa. Jak przeżyję te całe Polszańskie podboje to planuję ruszyć z małym interesem, a w nim zdecydowanie przyda mi się wiedza o uprawach. Co prawda jakąś tam wiedzę sam posiadam, ale w moich stronach uprawiało się trochę inne rośliny i pewnie w inny sposób. Chętnie poznam tutejszy, ale to na spokojnie – kiwnął głową, zadowolony, że poznał kogoś z takimi umiejętnościami. Mohe sięgnął po nóż i odkroił kawałek spieczonego z wierzchu mięsa po czym podał go Zadarowi. – Mamy więc umowę, ja uczę Cię polowania, a Ty mnie uprawy – patrzył mu w oczy. – Zdajesz się mocno głodny, chcesz to podzielę się swoim suszonym mięsem z poprzedniego polowania, na to przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać – rzucił i sięgnął po jeden z płóciennych woreczków, które zwykle zabierał na polowania.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  21. Akane kiwnęła głową.
    - Okey, ale to tym bardziej potwierdza, że jednak nie zrobiłam tak samo - uśmiechnęła się lekko do niego. Nie wnikała w tą całą miarę, ostatnio nie miała ochoty wnikać w takie tematy, szczególnie u nowo poznanych, ale nawet u przyjaciół. Widząc jego bladą twarz uznała, że nie warto ciągnąć tematu życia po śmierci. - Tego Ci życzę - odpowiedziała tylko, w końcu odchodzili Ci ze spokojem w sercu, więc uważała, że to dobre słowa. Spojrzała na niego pytająco, gdy zadał pytanie o trening. - No wiesz, to zależy co chcesz trenować, jeżeli chodzi Ci o ciało i fizyczne ćwiczenia to na pewno od rozgrzewek i małych kroczków. Dajmy na to jak chcesz zacząć biegać to nie lecisz od razu na duży dystans tylko zaczynasz od mniejszych i powoli je wydłużasz. Nie warto przesilać ciała bo takie przesilone mięśnie później potrafią na dni zabrać możliwość treningu. Warto słuchać własnego ciała. Lepiej robić krótsze treningi a częstsze, niż długie ale rzadkie - poleciła chłopakowi.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  22. Sama zaśmiała się krótko.
    - Ja na to patrzę inaczej, ale jasne, rozumiem, że w Twoich oczach może to rzeczywiście wyglądać "gorzej". Dla mnie osobiście wypada lepiej, bo dla mnie istotą jest prawdopodobieństwo mojej śmierci, a to było znacznie mniejsze, niż w Twoim przypadku. Znajomość ofiary to drugorzędna sprawa, przynajmniej dla mnie - przyznała z lekkim uśmiechem. Wysłuchała o co mu chodzi i kiwnęła głową. - Akurat w tym mogę Ci pomóc, w lekcji samoobrony znaczy. Dziś co prawda raczej możemy wziąć pod uwagę jedynie teorię, ale... Będę tu na dniach. Jeżeli masz ochotę to co nieco Ci pokażę przed lub po tym naszym ustalonym wypadzie - puściła mu oko. - Później co prawda długo mnie nie będzie, ale zawsze jedną lekcję będziesz miał za sobą. Takie totalne podstawy, pozycja, odpowiednie układanie dłoni. Bez obaw, nie oczekuję, że w kilka dni staniesz na nogi na tyle by się ze mną ponapierdalać - zaśmiała się krótko.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  23. Wzruszyła ramionami.
    - Nie nazwałabym tego byciem lepszą osobą. Po prostu inaczej się patrzy na takie sprawy, gdy ma się moc sprawczą by czemuś zapobiec, a inaczej, gdy tej mocy brak. O ile w przypadku osób znajomych zwykle reagujemy nawet gdy szanse są nikłe, o tyle przy obcych reakcje są bardziej przemyślane, przynajmniej u mnie. Gdybym była tu sama, a nie z bratem i gdyby wojaków było więcej to pewnie też bym nie zareagowała. Staram się po prostu ostatnimi czasy cenić siły na zamiary - puściła mu oko. - Ale to wcale nie robi ze mnie lepszej osoby - dodała. Zaśmiała się na te jego świecące oczy i kiwnęła głową.
    - Naprawdę - odpowiedziała. - Za kilka dni, będę tędy przechodziła z większą grupą istot, będziemy tu mieli postój, więc znajdę chwilę co by wpaść i Cię czegoś pouczyć - wyjaśniła, śląc mu lekki uśmiech. - Bardzo chętnie zobaczę te rezultaty, zobaczymy jak mi wyjdzie to całe nauczanie. Podobno jestem przemądrzała, więc może uda się w końcu przekuć wadę w jakąś zaletę - pokazała mu język.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  24. Mohe zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową rozbawiony.
    - Takich „bardziej” to będziesz spotykał przez całe życie. Sam nie raz będziesz tym „bardziej” dla kogoś kogo spotkasz na swojej drodze – oznajmił dość prosto. Kiwnął głową zadowolony z umowy, a kiedy Zadar nie przyjął suszonego mięsa, Mohe sam złapał kilka kawałków i wsunął sobie do buzi, wzruszając ramionami. – Nie to nie, ale jak tu padniesz to nie licz, że zabiorę Cię na polowanie. Na polowaniu trzeba mieć siły, szczególnie grupowym. Średnia to pomoc czy nauka, gdy zamiast skupiać się na sprawach istotnych myślimy o jedzeniu. Jak nie nauczysz się dbać o samego siebie to nasze nauki na nic się zdadzą. Widziałeś kiedyś by kulawy wilk dokonał udanego polowania? Kulawy wilk może liczyć jedynie na resztki i to porzucone, a takich… W czasach wojny może być naprawdę niewiele – pouczył go.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  25. - Nie ruszyłam sama, był ze mną mój brat - przypomniała mu i zaraz się uśmiechnęła lekko. - Ale tak, nie przeczę, mogę się zaliczać do grona ryzykantów - przyznała luźno. Przytaknęła mu głową, gdy wspomniał o swoich planach. - Jesteś blisko Argaru, zawsze możesz tam zabrać dzieciaki, zapewniam, że udzielających pomocy tam nie brakuje - puściła mu oko i zerknęła na resztę mieszkańców, powoli schodzącą do środka. Zaśmiała się jeszcze krótko i kiwnęła głową. - Na to właśnie liczę, w razie co daj znać - rzuciła w odpowiedzi i już zaraz kończyła szykowanie jedzenia by razem z innymi usiąść przy stole.
    ***
    Wyprawa Azylowa miała na swojej trasie Ardee i An właśnie dotarła do miasteczka z całą bandą przybyszy. W trasie do Dobromiły zdążyła się oczywiście lekko ściąć z Gavem, ale koniec końców nie wyszło tak źle i dotarli do domu kobiety w jednych kawałkach. Tam przywitała kobietę oraz jej męża, a później wycałowała córki, pozwalając im zostać z Gavem i resztą domowników. Sama z kolei rozejrzała się za Zadarem, a gdy go ujrzała, pomachała do niego ręką.
    - Hej - przywitała się i spojrzała po całej jego posturze. - Jak tam się czujesz? Gotowy co nieco rozruszać kości? - uśmiechnęła się lekko.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  26. Wysłuchał chłopaka i spojrzał po nim wyraźnie zdziwiony. Ależ on miał dziwne nauki w głowie.
    - Kto Ci naopowiadał takich głupot? - Mohe zdawał się aż nadto zniesmaczony "wiedzą" i teoriami Zadara. - A niby z jakich zapasów miałby korzystać nas organizm, w czasie kryzysu, gdybyśmy go dla przyzwyczajenia głodzili? Po to właśnie powinno się jeść do syta, kiedy ma się ku temu okazję, by w razie kryzysu nasze ciało miało z czego korzystać i byśmy dłużej przetrwali. Ciało przyzwyczaja się bardzo szybko, nawet tym, którzy nigdy głodu nie poznali, gdy noga się wywinie i trafią na czasy udręki. Myślisz, że rubaszny bogacz przeżyłby krócej od Ciebie, gdyby chodziło o brak pożywienia. Błąd... Jego ciało miałoby ogromny zapas tłuszczu, którym w razie kryzysu by dłużej utrzymało go przy życiu. Jego grube cielsko utrudniłoby życie w inny sposób, dlatego warto jednak nie spaść się aż nadto, ale trzeba szukać jak najwięcej okazji do dobrego posiłku, szczególnie ze względu na nadchodzącą wojnę - wywalił swoją tyradę i ponownie pokręcił głową. - Zapewniam Cię, jeżeli wpadniesz w rozpacz z powodu pustego żołądka to będziesz w już tak fatalnym stanie, że Twoje przyzwyczajanie się lub nie, nie biędzie miało najmniejszego znaczenia - dodał i zaraz machnął ręką. - Mi jedzenia nie zbraknie. Pomieszkuję w Argarze, a tam na szczęście wiedzą co jest ważne w trakcie boju. Od dawna zbierają zapasy, pomagam im w tym i widzę, że w tej kwestii dobrze się dzieje. Niegdyś dziewicza wyspa zapewnia spore pokłady jedzenia, w tych rejonach raczej nie mają co się martwić o jego niedosyt i to na dobre kilka lat. Widziałem też co potrafią, raczej nie spodziewam się bardzo długiej wojny - przyznał.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  27. Spojrzała po nim lekko mrużąc oczy, gdy zaczął mówić jaka się wydaje, a kiedy skończył zaśmiała się delikatnie.
    - Tak? - obejrzała się za siebie i założyła włosy za ucho, po czym wróciła spojrzeniem do Zarada i wzruszyła ledwo widocznie ramionami. - Może to przez towarzystwo, z którym wędruję albo fakt, że podróżuję ze swoimi dziećmi - rzuciła jakieś pierwsze z brzegu przypuszczenia i spojrzała po stajni. Dobrze, że Dobromiła miała jeszcze chociaż wierzchowce, mogły się bardzo w tych czasach przydać. Spojrzała na chłopaka i kiwnęła głową. - Jest całkiem dobrze, chociaż daleka droga nas czeka, no ale cel uświęca środki. Zabieramy dzieci w bezpieczne miejsce, aby w czasie wojny nic im nie zagrażało - wyjaśniła mu i spojrzała po nim uważniej. - Wiesz jak się rozgrzewać czy jesteś w takie ćwiczenia kompletnie zielony? - dopytała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  28. Mohe machnął na niego ręką.
    - Z takim podejściem to niewielki byłby z Ciebie pożytek na wyprawie łowieckiej, ale trudno. Nie zamierzam Cię na takie zabierać, co najwyżej pokażę co nieco jak polować - stwierdził, nie punktując już wad takiego działania. - Nikt nie mówił o wpychaniu jedzenia na siłę, a już tym bardziej o przejadaniu się - zauważył tylko, bo nie bardzo rozumiał do czego teraz Zadar pije. Na pytanie o Argar spojrzał uważniej po chłopaku. Nie sprawiał wrażenia niebezpiecznego, więc przytaknął głową. Polszanin wypytujący o Argar mógł zdawać się podejrzany, ale jeżeli rzeczywiście chłopak miał taką gromadę dzieci pod sobą, to szukanie bezpiecznego schronienia brzmiało dość sensownie.
    - Dzień drogi - wskazał mu kierunek ręką. - Moim tempem, więc Tobie z tyloma dziećmi pewnie zajmie z dwa, trzy - dodał i ponownie przytaknął mu głową. - Bezpiecznie, ale szykują się do boju. Atak Peruna na tą wyspę zdaje się już nieunikniony. Niedawno wyprowadzili dzieci z wioski i teraz trwają tam przygotowania, więc lepiej nie kombinuj, bo strażnicy raz, dwa Cię wyłapią jeżeli masz jakieś podejrzane intencje. Szczerze nie polecam im podpadać, ale jeżeli rzeczywiście szukasz pomocy to wątpię, że Ci jej odmówią - poinformował go.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  29. Mohe spojrzał po chłopaku uważniej.
    - Towarzyszyć? By Was zaprowadzić? - wolał się upewnić, że dobrze zrozumiał. Obserwował go dalej, bardzo bacznie. Czy to był dobry pomysł? Polszanie bywali cwani... Co jak go podstawili? Historia, którą opowiadał mogła być wymyślona... Chociaż to puste spojrzenie. Nie... Szczerze wątpił, że aż tak dobrze udaje, poza tym ten Argar przypadkiem wyszedł w rozmowie i to z jego strony, nie Zadara. Zastanawiał się jeszcze chwilę, a słysząc znajome imię uniósł brwi. - Akane? Znasz Akane? - to nie było zbyt popularne imię w tych stronach, więc szczerze wątpił by chodziło o kogoś innego. - Hmm... A kiedy chcecie ruszać? - dopytał jeszcze.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  30. - Mnie? - Akane obejrzała się raz jeszcze na córki i uśmiechnęła się delikatnie. - Zabawne, ja gdy na nie patrzę to widzę Gava... - przyznała. - Znaczy, ich ojca - sprostowała wracając wzrokiem do Zadara. - No ale może rzeczywiście mnie też przypominają. Na pewno z charakteru, więc samej sobie szczerze w przyszłości współczuję - zaśmiała się lekko. Zaraz odrobinę spoważniała.
    - Wiesz, myślałam o Twoich Gołębiach, by chociaż zabrać najmłodszych, ale... Obawiam się, że nie będę w stanie zagwarantować im wewnętrznego bezpieczeństwa. O ile przez atakami z zewnątrz łatwo się bronić, to te w środku przy tak dużej grupie mogą być ciężkie do wypatrzenia - przyznała odrobinę zła, bo nie lubiła uczucia bezradności. - Ale mogę Ci zaproponować byście ukryli się w Argarze, zapewniam Ci, że mój ojciec i Rada nie pozwolą by dzieciakom stała się krzywda, a mieszkańcy są mimo wszystko trochę bardziej wyrozumiali niż tutejsze społeczności - westchnęła lekko. Uśmiechnęła się jednak na jego wizję odbudowywania świata i przytaknęła mu głową. - Mimo wszystko trzymam się nadziei, że i ja będę w tej odbudowie uczestniczyć, ale tak, masz rację, dzieci są przyszłością - posłała mu jeszcze jeden delikatny uśmiech. Zaśmiała się krótko, gdy wspomniał o swojej rozgrzewce.
    - Czyli jednak jesteś nieco zielony. Nie chodzi o to by się po prostu ruszać i rozgrzać ciało. Chodzi bardziej o rozruszanie konkretnych miejsc - dotknęła jego ramienia. - Łączeń ścięgien i naszych "zawiasów" w ciele. Zaganianie bydła i rozdawanie chleba to zdecydowanie za mało - zdradziła mu. - Dziś popracujemy nad postawą, ułożeniem nóg i rąk, więc tak naprawdę trzeba rozgrzać całe ciało. Rób to co ja - poleciła. - Najlepiej obrać sobie jakąś kolejność, ja zwykle zaczynam od głowy i jadę coraz niżej - wyjaśniła i zaczęła delikatnie przekładać głowę raz na prawy, raz na lewy bok. - Chodzi o spokojne ruchy, ale też nie za wolne. Robimy to po to by nie doszło do jakiejś kontuzji, takie rozgrzane ciało po prostu na tych naszych zawiasach staje się bardziej elastyczne i lepiej reaguje w przypadku ewentualnego upadku czy innej drobnej kolizji - tłumaczyła mu na spokojnie. - Teraz ramiona - zaczęła kręcić na przemian ramionami dość spore koła.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  31. Mohe nie przestawał uważnie go lustrować. Zmrużył jeszcze trochę oczy i przez chwilę się zastanawiał. Widać było, że Zaradowi chodzi głównie o dzieciaki, do tego ewidentnie poznał tą Akane i razem trenowali, a i na nim chłopak wywarł dość pozytywne wrażenie. No może poza tym podejściem do polowania, ale to aktualnie nie było zbyt istotne. Słysząc, że mogą wyjść nawet dzisiaj westchnął lekko.
    - No dobra. Jeżeli możecie ruszyć już dzisiaj to zmieszczę się w przedziale czasowym, którego nikt nie zaniepokoi. Możecie iść ze mną - postanowił ostatecznie. - Ale jeżeli wywiniecie jakiś numer, to osobiście Was oskalpuję i to żywcem - oznajmił, nie silił się jednak na groźne miny, po prostu ostrzegł chłopaka swoim neutralnym tonem.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  32. Akane uśmiechnęła się do niego lekko, nadal trochę przepraszająco, ale kiwnęła głową, gdy sam nieco naświetlił temat wspólnej podróży.
    - Będę za Was trzymać kciuki - przyznała nieco pogodniej. Żal jej było dzieci, które Zadar miał pod opieką. Najchętniej zapewniłaby im bezpieczny kąt, ale nie była w stanie aktualnie tego zrobić, miała inne priorytety. Ponownie kiwnęła głową, gdy stwierdził, że ruszy do Argaru. Stwierdziła, że warto byłoby wspomnieć o tym Shi, co by nie byli zaskoczeni wizytą chłopaka.
    - Ciało idzie rozgrzać dość szybko i to na wiele różnych sposobów, ale nie każdy z tych sposobów rozciąga je w odpowiednich miejscach - tłumaczyła mu dalej. - Najbardziej narażone są stawy skokowe, nadgarstki, kostki, kolana... Czasem wystarczy źle postawić nogę i już coś strzyknie nie tak i masz po treningu. Mięśni czy stawów nie warto przesadnie przesilać, bo możesz się przez to nawet nabawić zapalenia, które cholernie długo i nieprzyjemnie się leczy - dodała, a kiedy rozgrzali już po kolei stawy, zaczęła robić pajacyki. Dziesięć pajacy, a po tym krótki bieg w miejscu, z wysoko uniesionymi kolanami. Znowu pajace i kolejny bieg w miejscu, tym razem piętami uderzając o pośladki. Na sam koniec ułożyła dłonie przy kościach biodrowych i zaczęła biodrami kręcić kółka. - No! Teraz mogę śmiało powiedzieć, że jesteśmy rozgrzani - stwierdziła z lekkim uśmiechem. - Dobra, to na dzień dobry pokaż mi jakąś byś przybrał pozycję, gdyby ktoś chciał Cię zaatakować - zaczęła od sprawdzenia Zadara.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  33. Akane w pierwszej chwili uniosła jedną brew, ale zaraz uśmiechnęła się lekko kącikiem ust.
    - Ha, ha, no jaki mądrala... - parsknęła śmiechem i pokręciła głową. - Tak się składa, że osoby mojego pokroju zwykle odbywają codziennie treningi, najczęściej rano lub przed snem. Dbamy o to by być gotowym na nagłe starcia. Czasem rzecz jasna człowiek sobie odpuści, ale im większe prawdopodobieństwo walki tym dupa bardziej spięta i zawzięta - również puściła mu oko. - Poza tym trening z założenia nie powinien skończyć się kontuzją, walka z kolei przewiduje raczej jakieś obrażenia, o ile nie śmierć - dodała z nieco zadziornym uśmiechem. Spojrzała po pozycji którą przybrał i obeszła go dookoła, ostatecznie stając przed nim i łapiąc go za nadgarstek by podciągnąć mu rękę wyżej. - Noże na razie schowaj, zaczniemy od gołych pięści - zaznaczyła i przyjęła pozycję podobną do niego, jednak ramiona miała bliżej siebie, głowę nieco schowaną między nie, a dłonie nie przy klatce i pasie, a bliżej twarzy. - To jest tak zwana garda - wyjaśniła. - Głowa jest najważniejsza, to ją głównie powinieneś chronić, to na niej masz nos, uszy i oczy, to w niej jest mózg. Garda, jedna dłoń jest przygotowana na wymierzanie ciosów, druga na obronę - pokazała mu dwa ruchy, jedną ręką wyprowadziła prosty cios, oczywiście w powietrze, drugą z kolei zrobiła "blok". - Oczywiście możesz dowolnie przeplatać funkcję rąk, raz jednak atakuje, a druga broni, a raz odwrotnie, w zależności od sytuacji. Głównie chodzi o to, byś trzymał ręce blisko twarzy. W tej pozycji Twoje przerdamiona i ręce jednocześnie chronią klatkę piersiową, a dodatkowo pozycja jest wygodna w przypadku gwałtownych ruchów, uników. Oczywiście do dobrych uników potrzebna jest też dobra praca nóg - odskoczyła od niego i doskoczyła kilka razy, raz z wiodącą nogą prawą, raz z lewą. Obskoczyła go w ten sposób dookoła, wymierzając kilka szybkich ciosów, hamowała je jednak przed uderzeniem w ciało Zadara. Kiedy znowu znalazła się przed nim prześlizgnęła po nim wzrokiem. - Warto sobie poćwiczyć i sprawdzić, którą nogę masz tak zwaną, wiodącą. Zwykle jedna z naszych stron ciała jest dominująca i jeżeli ta dominacja jest wyraźna, to lepiej by opierać ciężar ciała na dominującej nodze i dominującą ręką wymierzać ciosy - wyjaśniała mu na spokojnie, pokazując jednocześnie o którą nogę i rękę chodzi.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  34. Mohe od razu zauważył gest z kieszenią, chłopak ewidentnie chował tam coś co sprawiało, że czuł się bezpieczniej. Trochę to mu podpadało, ale z drugiej strony zdawał sobie sprawę z własnej aparycji i nie specjalnie go dziwiło, że Zadar sięga po coś co dodaje mu spokoju. Mohe uśmiechnął się pod nosem na stwierdzenie co do wędrowania po Gołębie, no nic, dopiero się poznali, ciężko było o zaufanie w aktualnych czasach. Nic nie powiedział, kiwnął tylko głową i sam wstał, co by zacząć ogarniać obozowisko.
    - Zapakuj jedzenie i wygaś ogień, tylko piaskiem, co by nie dymiło... - zaznaczył. - Ja zajmę się resztą i możemy zaraz ruszać po te Twoja "ptaki" - dodał, zaczynając od rozebrania tipi, a potem zajął się pakowaniem.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  35. Kiedy byli już gotowi do drogi Mohe zarzucił swój tobołek na ramię, zwinięte tipi z kolei przełożył przez plecy.
    - Hm? - zainteresował się tym całym ostrzeżeniem. Uśmiechnął się pod nosem słysząc jakie to są te jego Gołębie. - Muszę Cię ostrzec - rzucił odrobinę rozbawiony. - Ja uwielbiam się wdawać w dyskusje - zaśmiał się i zaraz lekko wzruszył ramionami. - Mam jako tako doświadczenie z dziećmi, ostatnio dość często gościłem trzy ciekawskie jajka przy swoim palenisku, myślę, że dam radę. Dzieciaki jak dużo gadają to znaczy, że zdrowe, więc w sumie powinieneś się cieszyć - dodał, idąc obok Zadara.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  36. Mohe spojrzał po Zadarze uważniej. Sam był dzieciakiem, któremu szybko przyszło dorosnąć, w jego plemieniu to było normalne. W Mathyr też zdawało się normą. Dzieci szybko zaczynały pracować czy pomagać w gospodarstwach, sam Zadar zdawał się chować na roli, więc chyba znał temat. Tu rzeczywiście dochodziła rodzinna tragedia, strata rodziców była dla tych dzieciaków zapewne bolesna. Ciężko mu było wyobrazić sobie ich sytuację... Nie dość, że jego relacje rodzinne były dość oschłe, to... No już od dawna wiedział, że nie bardzo na rodziców może liczyć, więc od dawna ich obecność nie była zbyt istotna. Zamyślił się odrobinę. Czy on w ogóle za rodziną tęsknił? Za Salali owszem... ale chyba tylko za nią.
    - Nie wiem... Nie jestem dobry w te emocjonalne gówna. Dla mnie sprawy są dość jasne - przyznał i wzruszył ramionami. - Z obserwacji idzie wyciągnąć dużo więcej celnych informacji. Ciężko nauczyć ciało by kłamało, a dzieci to już w ogóle niewiele udają... Przynajmniej z mojego doświadczenia - stwierdził.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  37. Akane spojrzała po nim i zastanowiła się chwilę. Racja, dość trafna uwaga, biorąc pod uwagę to co planowała dla siebie na przyszłość. Przecież nie zawsze pod jej skrzydło trafi ktoś, kto z treningami jest za pan brat. Chociaż wśród najemników raczej nie spodziewałaby się osób pokroju, chociażby Tonego, to taki "Zadar", który robił w polu i stwierdził, że czas wprowadzić w swoim życiu zmiany mógł być potencjalnym kandydatem do szkolenia. Dziewczyna uśmiechnęła się nieco pod nosem na słowa o rozbawianiu wroga.
    - Obawiam się, że w przypadku prawdziwego wroga możesz nie mieć czasu na takie żarty - stwierdziła z lekkim rozbawieniem w głosie. - Skoro już trenujemy to jednak wolałabym by Cię nie zabijał - puściła mu oko. - Ale masz rację, nie jesteś osobą mojego pokroju, gdybyś był to nasz trening wyglądałby zupełnie inaczej - oznajmiła. - Aktualnie, poczucie humoru czy komentarz jest dla Ciebie rzeczywiście jakimś tam sposobem obrony, ale po to chcę Ci co nieco pokazać, byś jednak ten swój asortyment obronny poszerzył - uśmiechnęła się do niego ciepło. - Dlatego właśnie zaczynamy od odpowiedniej pozycji, bo bez niej ciężko Ci będzie ogarnąć jakąkolwiek broń. Skoordynowane ruchy potrafią uratować życie, osobiście uważam, że ważniejsza jest lekcja unikania, niż zadawania ciosów. Zabić jeszcze zdążysz, o ile już tego nie zrobiłeś... - spojrzała po nim. - A to do tego głównie służy broń - wyjaśniła mu swoje podejście. Pokazywała mu swoje ruchy, uważnie go przy tym obserwując, a kiedy zadał pytanie o silniejszego przeciwnika, uśmiechnęła się do niego nikle.
    - Wiesz, że kość udowa człowieka potrafi unieść ciężar przekraczający 1000 kilogramów? - rzuciła ciekawostką. - Nasze ciało skrywa wiele sekretów, a ja nie jestem dla Ciebie przeciwnikiem o dużo większej sile. Na każdego przeciwnika trzeba sobie znaleźć odpowiednią metodę, ale nie nauczysz się tego w jedno popołudnie. Trochę inaczej walczy się z niskimi i krępymi, a trochę inaczej z wyższymi i szerszymi od siebie, a jeszcze inaczej z kimś wizualnie do nas zbliżonym. Ty jesteś ode mnie wyższy - zaznaczyła. - Myślisz, że to daje Ci przewagę, czy może jest wręcz odwrotnie, hm? - zapytała, ciekawa jego teorii. Nie przerywając w między czasie zadawania swoich ciosów. Uśmiechnęła się szerzej, gdy zablokował jej rękę.
    - Ha! Widzisz? - zaśmiała się zadowolona i spojrzała jak klapie na ziemi, poklepała go po ramieniu. - Dobra robota - pochwaliła go, założyła ręce na biodra i sama wzięła kilka głębszych oddechów. - Prawa? No dobra... - ustawiła się do niego bokiem. - Teraz pokażę Ci podstawy, ale pamiętaj, że podstawy to tylko umowne pozycje. W trakcie prawdziwej walki nie ma czasu na to by stawać w odpowiedniej pozycji, ale trzymanie się blisko tej pozycji może Ci uratować życie - wyjaśniła i wysunęła lekko lewą nogę w przód, a prawą w tył. Lewą ręką osłaniała twarz, a prawą wyprowadziła cios, nie odrywając żadnej stopy od ziemi. - Źle, bo... - przejechała dłonią po swoim prawym boku - narażasz na kontuzję żebra i biodro, przy silnym ciosie możesz zbyt gwałtownie rozciągnąć te mięśnie - wyjaśniła i wróciła do pozycji początkowej. Znowu wyprowadziła cios, ale tym razem dodała pracę biodra i kolana. Spojrzała po Zadarze. - Źle, bo o ile atak może być udany, to w przypadku szybkiego oddania ciosu, Twoja pozycja nie daje Ci stabilności i łatwo Cię powalić - wyjaśniła i wykonała ten sam ruch, jednak tym razem przekładając prawą nogę do przodu. - Dobrze, bo, dzięki przeniesieniu ciała do przodu, równocześnie z wymierzeniem ciosu, dodajesz do niego pędu i siły, a jednocześnie w razie kontry, masz odpowiednią pozycję możesz zablokować uderzenie, bez większego ryzyka obalenia się na ziemię - stanęła do niego przodem. - Właśnie dlatego ważna jest łączona praca nóg i rąk. Poćwicz sobie. Odpowiednia pozycja, cios, a za nim idzie noga do przodu, chowasz nogę w tył i wracasz do pozycji wyjściowej, no i znowu, cios, noga idzie za ciosem... - zaczęła mu pokazywać o co chodzi.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  38. Akane uśmiechnęła się lekko i przytaknęła mu głową.
    - Tak, z reguły mniejszy przeciwnik jest szybszy, w takich sytuacjach szukasz słabych stron. Mało kiedy jest tak, że przeciwnik jest i silny i szybki... Nie mówię, że się nie zdarza, ale jak widzisz typa wielkiego jak skała to raczej nie spodziewasz się po nim gracji balet... ym, znaczy, gracji łani - w porę sobie przypomniała, że baletu to tu raczej nie kojarzą. - Z kolei szybki przeciwnik zwykle jest słabszy, ale... teraz bardzo istotne, słabszy nie koniecznie względem Ciebie, słabszy względem swojej szybkości, a to jest coś, o czym wielu zapomina. Widzimy kogoś niskiego i od razu myślimy, że nie umie solidnie przywalić. Umie. Zapewniam - uśmiechnęła się kącikiem ust. - Samą budową ciała też nie warto się tak w pełni kierować. Na wstępie pojedynku warto chociaż trochę ocenić przeciwnika, zmusić do ruchu, co by zobaczyć, wstępnie ocenić z kim mamy do czynienia. Z szybkim czy wolnym. Jak to już ocenimy to już będzie jakiś trop w temacie techniki na pokonanie - wyjaśniła. Zadar ewidentnie myślał teraz kategoriami zwiewania, co też było dla Akane dobrą lekcją. Już miała coś mu nawet w temacie chowania mówić, ale wyłapała tą dziuplę i spojrzała po Zadku wymownie, acz rozbawiona. - Hola, hola, już nie przesadzaj, co? - parsknęła śmiechem. - Aż tak malutka to ja nie jestem - zauważyła. - Nie mniej, tak, w niektóre miejsca wcisnęłabym się sprawniej od Ciebie - podsumowała z lekkim śmiechem. - Pewny jesteś, że nie jest? Nie da się nic zrobić, by w starciu z niższą i szybszą osobą, Twój wzrost okazał się jednak atutem? - poza treningiem ciała, ćwiczyła też jego głowę, co by uczył się kombinowania. W końcu to właśnie kreatywne i spontaniczne rozwiązania najczęściej ratowały ją i jej bliskich. - Pomyśl o tym, co Twoim zdaniem byłoby głupie w starciu z szybszym i niższym przeciwnikiem. Czego Twoim zdaniem dobrze by było unikać, jakich zachowań, jakich ruchów. Czego nie robić względem przeciwnika, ale i względem siebie - podpowiedziała mu na początek, co by nie popłynął myślami zbyt daleko. Miał w sobie jakąś nutkę marzyciela, więc nawet by się nie zdziwiła, gdyby odleciał od tematu.
    Kiedy już pokazała mu ćwiczenia i Zadar zaczął ją naśladować, a raczej próbował, to w pewnej chwili przestała wykonywać ruchy, skupiając się na obserwacji chłopaka. Widziała, że mu nie szło i przygryzła lekko wargę, starając się wyłapać co też sprawia mu największą trudność. Kiedy przerwał i zadał swoje pytania, uśmiechnęła się lekko, bo wpadł jej do głowy pewien pomysł.
    - Mhm, gadam w trakcie - zbliżyła się do niego. - Bo dla mnie to norma - przytaknęła mu głową. - Mamy coś takiego jak pamięć mięśniowa, nasze ciało przyzwyczaja się do pewnych codziennych ruchów i gdy zaczynamy robić coś inaczej, to wychodzi zwykle koślawie, przynajmniej na początku - wyjaśniła. - Pójdźmy w tę stronę. Skojarzenia. O ile machnięcie ręką w celu zadania ciosu obce Ci raczej nie jest to... z czym Ci się kojarzą takie ruchy? Czy są jakieś zajęcia wśród Twoich częstych obowiązków, przy których ręce i nogi współpracują? W trakcie żniw na przykład? Stawianie tych... snopków? Podcinanie ich... czy coś? - rzuciła własne skojarzenia, które chociaż jako tako mogłyby tu pasować.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  39. Mohe miał do czynienia właściwie jedynie z dziećmi do 7 roku życia. W jego plemieniu później zaczynała się już dorosłość i walka o życie, więc mało które dziecko u Nhulu myślało kategoriami, o których wspominał Zadar. Mieli raczej inne problemy na głowie. Wzruszył ramionami.
    - Ja udawałem jedynie po to by przeżyć, by zmylić przeciwnika... W sprawach życiowych zdarzyło mi się udawać dla kobiety, ale nie wyszło mi to na dobre, więc tym bardziej odpuściłem. Czemu inni udają, nie wiem... Ich pytaj - odpowiedział dość prosto. Zerknął na Zadara, gdy mówił o stawaniu się okropnymi. Westchnął ciężko. - Akane mi mówiła, że prawda jest często dla innych zbyt bolesna. Często wśród tłumu uchodzi za słabość. No bo jak pokażesz, że coś Cię boli to wielu będzie na przyszłość tam właśnie uderzać. Jak przyznasz się przed samym sobą, że boli, to we własnych oczach możesz uznać się za słabego, a nikt nie chce być słaby. Więc udaje... - wzruszył ramionami.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  40. Akane przytaknęła mu głową.
    - Tak, Ty nie myślisz, bo widziałeś mnie w akcji, ale są tacy, którzy na pierwszy rzut oka stwierdziliby, że jak mała, to przywalić nie umie – wyjaśniła mu, bo mówiła hipotetycznie i dość ogólnie. Uśmiechnęła się pod nosem na tą jego rumianą twarz, ewidentnie zrobiło się chłopakowi głupio, chociaż An nie czuła się urażona jego komentarzem. Znała niższych od siebie, chociażby wujaszek Meliodas, a przecież walczył jak mało kto, więc nie specjalnie przejmowała się swoim wzrostem. Poza tym, Zadar wcale nie chciał jej urazić, rzucił swój komentarz dość luźno, bez złośliwości w głosie, więc ciężko było czuć do niego jakąkolwiek urazę. Raczej rozbawienie.
    - Trzymać na odległość niskiego i szybkiego przeciwnika? Jesteś pewien, że umiesz to zrobić? Nie myśl w kategorii ogólnej, myśl pod siebie – zwróciła mu uwagę. – Spróbujmy, czy rzeczywiście Ci się to uda – zaczęła atakować Zadara, natarła na niego wykonując szybkie ruchy. Zamiast rzeczywistych ciosów stosowała dźgnięcia. – Broń się – poleciła mu. Chłopak zdecydowanie myślał kategoriami „ucieczki”, An chciała porównać jego teorię z praktyką. Czy te wszystkie teoretyczne rozwiązania w ogóle wprowadzi, czy może w odruchu zachowa się zupełnie inaczej?
    Kiedy zeszło na próby ze skojarzeniem obserwowała Zadara uważnie. Uśmiechnęła się lekko.
    - W sumie to bardziej chodzi o skojarzenie niż przełożenie. Ścinając snopek nie myślisz o tym jak pracują Twoje nogi, prawda? – bardziej stwierdziła, niż zapytała. – Podobnie jest z walką, jak nauczysz się pewnych pozycji, to przybierasz je z automatu. Teraz skoordynowanie tych ruchów wydaje się awykonalne, ale umiesz to, umiesz, jednak w innej sytuacji. W sytuacji, do której przywykłeś. Dziś masz pierwszy trening z nowymi ruchami, dziś pracować będą inne mięśnie niż te zazwyczaj, możesz czuć jutro większe zmęczenie, ale jeżeli będziesz trenował, to z czasem wejdą Ci pewne ruchy w nawyk, tak jak przy ścinaniu zboża – wyjaśniła mu spokojnie. – Zawsze możesz jeszcze skojarzyć sobie, że przeciwnik jest snopkiem do ścięcia, bardzo, ale to bardzo niesfornym snopkiem – zaśmiała się lekko i poruszyła zabawnie brwiami, po czym poruszyła się niczym trawa na wietrze. – Baaaardzo niesfornym – rzuciła ponownie ze śmiechem i doskoczyła do niego z kolejnymi szybkimi dźgnięciami.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  41. An zastanowiła się chwilę, ale zaraz przytaknęła mu głową.
    - Dla Ciebie może to tak wygląda, ale zwykle wśród tutejszych przeciwników jestem raczej lekceważona, przynajmniej do czasu - przyznała. Uśmiechnęła się pod nosem. - Może to kwestia argardziej pewności siebie, bo rzeczywiście mamy wiele dość puszącej się młodej gwardii - przyznała z lekkim śmiechem. Rzecz jasna, ona do niej zależała, ale nie czuła się z tym źle, nie jeżeli chodziło o pewność siebie, walkę czy bronienie słabszych.
    - To pora się naumieć - puściła mu oko, nie przerywając swojego natarcia. An na okrzyk z widzeniem, zamiast spojrzeć w wskazaną stronę, złapała wyciągniętą rękę Zadara i w kilku szybkich ruchach sprowadziła do parteru, co by zaraz przytrzymać mu klatkę piersiową kolanem i skrzyżować spojrzenia.
    - Pokażesz raz jeszcze? Gdzie mam patrzeć? - uśmiechnęła się pod nosem i puściła kolano, po czym wstała i cofnęła się na dwa kroki. - Ani przez chwilę nie utrzymywałeś dystansu, trzymanie dystansu polega na tym, że przeciwnik nie jest w stanie zadać ciosu, który Cię sięgnie, ja mogłam dość swobodnie Cię tykać. Masz jakiś inny pomysł na niskiego i szybkiego przeciwnika? - spojrzała po nim.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  42. Akane nie zamierzała odkrywać wszystkich swoich kart przed ledwo co poznanym chłopakiem, więc gdy piach poleciał w jej stronę, zadbała tylko o to, by ten nie wpadł do nosa, ust czy oczu. Normalnie ten ruch mógłby rzeczywiście rozproszyć przeciwnika, więc jakieś logiczne odruchy bezwarunkowe Zadar jednak posiadał. Co prawda w jej przypadku to nie starczyło by wyswobodził się spod kolana, ale kiedy zaczął kombinować z biodrami, to już po prostu mu odpuściła i wstała na równe nogi.
    - Sam fakt, że korzystasz z tego co masz pod ręką jest dobre. Ruch z piaskiem był całkiem niezły, ale zapomniałeś o nogach - zauważyła i wróciła do poprzedniej pozycji, by znowu go przytrzymać kolanem o tors. - Twoje ręce i klatka piersiowa w takiej chwili są mocno przytwierdzone do ziemi, a to ma zarówno minusy, jak i plusy. W takiej pozycji, ja - poklepała dłonią swój mostek - jako Twój przeciwnik, unieruchamiam Twój tors, ale jednocześnie stabilizuję ten tors w ziemi. Nie jestem dość silna by Cię w tą ziemię jakoś głęboko wcisnąć, ale trzymam Cię na tyle mocno, że mógłbyś nabrać oddech i zarzucić nogami w moją stronę, przywalić mi z kolan, czy cokolwiek z nimi pokombinować - zaproponowała. - Spróbuj, tylko powoli, wyjaśnię Ci przy tym pewną ciekawą mechanikę - czekała aż podsunie do niej swoje zgięte kolana. - Zwróć uwagę na pracę Twoje mostka w takiej chwili. O ile ziemia blokuje Ci odsunięcie się ode mnie, o tyle mostek w takiej pozycji delikatnie się ugina, a skoro ugina się mostek, to i moje kolano spada w dół. Jeżeli Twój zamach nogami byłby gwałtowny i silny, to jednym ruchem zabierasz mi stabilną podporę spod kolana i uderzasz w moje kolano swoimi własnymi, co daje bardzo duże prawdopodobieństwo, że zacznę tracić równowagę w aktualnej pozycji, a wtedy to już wszystkie chwyty dozwolone, byle byś tylko się oswobodził - wyjaśniła, puszczając mu oko.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  43. Mohe skrzywił się lekko nie bardzo rozumiejąc powody Zadara, ale wzruszył ramionami.
    - Mnie to by bardziej martwiło to, że ktoś przede mną udaje lub udawał, a prędzej czy później takie rzeczy wychodzą i wtedy jest o wiele bardziej nieprzyjemnie. No ale skoro Ty, Twoi znajomi i bliscy wolą żyć w ułudzie, to nie moja w tym głowa - stwierdził dość prosto, jego ton był bardziej neutralny niż jakiś wrogi. - Mhm, opadnie fałsz a wraz z tym opadaniem przyjdą konsekwencje. Z doświadczenia wiem, że te bywają dużo gorsze od przyjęcia bolesnej prawdy, no ale to moje doświadczenia, Ty możesz mieć inne - stwierdził spokojnie, skręcając za Zadarem. Spojrzał po hasających dzieciach i lekko się do nich uśmiechnął. Słuchał uważnie informacji o nich, do każdego z osobna kierując swój powitalny gest z przyłożeniem rozczłapionych paców do mostka i skinieniem głowy. Słysząc komentarz o skórze zaśmiał się lekko, z początku nie wiedział czy chodzi o jej ciemniejszy odcień, czy o tatuaże, ale ostatecznie stwierdził, że jednak o to drugie. - Czyżby Twoja skóra schodziła w kąpieli? - zapytał nieco zaczepnym tonem i podsunął maluchowi swoją rękę pod nos. - Dotknij, moje malunki są w skórze, nie na niej. Zwykła kąpiel ich nie zmyje, a jeżeli już to po długim czasie - wyjaśnił.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  44. Akane pokręciła głową.
    - Nie to samo, przy skręcie bioder co najwyżej zabierasz mi podporę, a dobry wojownik nie ma problemu z łapaniem balansu w takich chwilach. W opisanym przeze mnie przykładzie chodzi o zadanie ciosu, wykorzystanie słabego punktu mojej aktualnej pozycji. Łapanie równowagi to pestka, ale gdy musisz się bronić i jednocześnie łapać równowagę, to już nie jest takie łatwe, tym bardziej w pozycji klęczącej - wyjaśniła mu i zaraz lekko się zaśmiała. - Nie wypada? W trakcie treningu przecież chodzi o trafianie - zauważyła rozbawiona lekko jego zawstydzeniem. Zaraz jednak przekręciła głowę, patrząc po nim pytająco. - Mojego dobrego imienia? Nie sądzę bym była tu jakkolwiek znana, no chyba, że w oczach Dobromiły. Zadar... Trenujemy. Co niby by mieli gadać ludzie? - zainteresowała się kucając nieopodal chłopaka i patrząc mu w oczy. - W trakcie podnoszenia nóg w górę mostek ugina się naturalnie, nie wykracza to ugięcie poza jego normalną skalę, nie powinno Cię przy tym nic boleć. To jak przy robieniu brzuszków, no wiesz, takie ćwiczenia, gdzie właśnie istotne jest to "schowanie" mostka głębiej. Nie masz takiego bebzona - tu lekko go dźgnęła palcem w bok i uśmiechnęła się zaczepnie - co by Cię ten ruch jakkolwiek bolał. Mógłby jednak zaboleć Cię mój upadek, na ten musiałbyś być przygotowany, bo cholera wie, w którą stronę bym poleciała. Mogłabym wylądować Ci na brzuchu albo wręcz przeciwnie, na twarzy - zaśmiała się lekko.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  45. Mohe wzruszył ramionami i lekko kiwnął Zadarowi głową.
    - Każdy robi po swojemu - podsumował, nie zastanawiając się już nad która opcja jest poprawna. Może poprawnej nie było, a może wszystkie takie były. Konsekwencje w końcu rzeczywiście tak czy siak przychodziły.
    Chłopak pozwolił by dzieciak sprawdził jego skórę, to szczypanie i ciągnięcie nie specjalnie jakkolwiek bolało.
    - Mhm, racja, im więcej słońca tym szybciej schodzi, ale zawsze można poprawić i znowu będzie bardziej widoczny - oznajmił, przytakując mu głową. Kiwnął jeszcze wdzięcznie głową na komplement, a gdy zobaczył wzrok Zadara, zaczął wyciągać wcześniej przypieczone gorry, co by poczęstować nimi dzieciaki.
    - Proszę bardzo, idealne jedzenie przed podróżą - rzucił i sięgnął jeszcze po zapakowane dla siebie pieczywo, co by i tym poczęstować głodomory. Im więcej sił będą miały dzieci, tym szybciej dotrą do celu. On sam był najedzony w sam raz, a polowanie w trakcie wędrówki było dla niego normą, więc nie widział problemu by rozdać zapasy już teraz. W końcu i tak mieli iść do Argaru, więc długa droga ich nie czekała.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń
  46. Zawstydzenie jakie czuła aktualnie od Zadara było bardzo wyraźne. Akane spojrzała po sobie by upewnić się, czy aby w tej małej przepychance jakiś szew jej nie poszedł i nie widać za bardzo jej ciała. Wszystko jednak wyglądało dobrze, więc wróciła spojrzeniem do chłopaka.
    - Wyklęta ze społeczności za upadek? - zdziwiła się. - Chodzi Ci o dwuznaczne pozycje, tak? - zapytała wprost, bo to jak się nieco motał, wstydził, mówił o "gadaniu innych" czy niefortunnych pozach raczej dawało wąskie pole wyobraźni. Uśmiechnęła się do Zadara ciepło. - Mnie interesuje tylko moje społeczeństwo, moi bliscy, a oni mnie nie skreślą tylko dlatego, że jakoś dziwnie na Ciebie upadłam. Jeżeli się martwisz o plotki, to możemy na przyszłość poszukać bardziej bezludnego miejsca na nasze treningi - zaproponowała spokojnie. Znała te obawy, Klara miewała podobne, więc rozumiała o co chodzi Zadarowi. Pokręciła głową, gdy zaczął ją przepraszać. - Zadar, spokojnie, nic się nie stało. Miło mi, że myślisz o tym bym nie wypadła źle w cudzych oczach, ale naprawdę nie musisz. U nas w Argarze zupełnie inaczej patrzy się na pewne sprawy, a tacy co gadają... cóż, zawsze znajdą jakiś powód by coś o mnie gadać, a jak nie znajdą to wymyślą sobie bajeczki na mój temat i dalej będą gadać - machnęła ręką. - Nie ma sensu się tym przejmować - zapewniła, puszczając mu oko.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  47. Akane uśmiechnęła się lekko kącikiem ust.
    - A skąd pomysł, że szukam mężczyzny? - odrobinę ją to myślenie rozbawiło, ale starała się zachować powagę. - Dzieci to akurat są jednym z powodów, dla których nie mam zamiaru się przejmować. Nie chcę by kiedykolwiek weszły w silną relację z kimś, kto zmieni o nich zdanie, tylko dlatego, że ludzie coś gadają. Patrząc na pule genów jakie otrzymały to i tak zadziorne z nich będą bestie, zawód w życiu ich niestety nie ominie... ale jako mama chcę pokazać, że akurat z takimi jednostkami nie ma co trzymać. Zawsze to jakiś dodatkowy przesiew znajomości - stwierdziła dość pogodnie. Uśmiechnęła się do chłopaka raz jeszcze. - Jak już kiedyś rzeczywiście zechcę mieć tą połówkę to na pewno nie będę szukać wśród tych uprzedzonych jednostek. Aktualnie szczerze wątpię, że będę kiedykolwiek szukać. Niespecjalnie nadaję się do kochania - stwierdziła i wstała na równe nogi, przeciągając się przy tym. - No dobra, tylko ciężko będzie nam trenować skoro takie ewentualne pozycje Tobie nie leżą. Co w takim razie wypada i przystoi w Twoim świecie, takiej dziewczynie jak ja, hm? - zapytała już z czystej ciekawości.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  48. Akane spojrzała na niego nieco rozbawiona.
    - To skąd wiesz, że już nie mam męża? Przecież mam dzieci - przypomniała mu. - Sama ich sobie nie zrobiłam - puściła mu oko, sam uznał, że są jej małymi klonami, więc raczej nie stawiał, że to przygarnięte dziewczynki. Rozłożyła bezradnie ręce na jego kolejne stwierdzenia. - No cóż, lepiej dla mnie, mniej ewentualnych kandydatów w przyszłości. Najwyżej zostanę starą panną. Mam córki, mam przyjaciół, rodzinę, mam ambicje, plany. Nie nudzę się, jak już mam kogoś mieć to kogoś kto będzie się razem ze mną realizował, a nie słuchał plotek - zaśmiała się lekko. - Wiem, że tu działa inaczej - przytaknęła mu - jednak ja zamierzam pokazać tutejszemu światu, że można inaczej - przyznała z przyjaznym uśmiechem. Raz jeszcze mu przytaknęła. - Oczywiście, że kocham, ale miłość rodzicielska jest inna niż miłość romantyczna. Ja niestety w obu tych miłościach w uczucie wkładam całe serce i całą siebie. O ile w rodzicielskiej to działa dobrze, o tyle w romantycznej... - wzruszyła ramionami. - Można mnie ranić do woli... - tu zerknęła w stronę domu Dobromiły - ... a ja i tak kocham - przyznała przenosząc spojrzenie na swoje buty, ale zaraz uniosła spojrzenie do Zadara i lekko się uśmiechnęła. - Dlatego się nie nadaję i nie szukam - podsumowała po czym zaśmiała się lekko na jego kolejne słowa i szturchnęła go pięścią w ramię. - No widzisz, nie plasuje się zbyt wysoko jeżeli chodzi o bycie popularną tu dziewczyną. Jak innym to sprawia przyjemność to mogą mnie wytykać palcami, jak mają dość odwagi to niech chociaż przygadają mi twarzą w twarz. Dostaną najwyżej w zęby, o ile będą w ogóle warci zachodu - uśmiechnęła się kącikiem ust.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  49. Akane zastanowiła się chwilę. Czy gdyby była żoną, to rzeczywiście zachowywałaby się jakoś inaczej? Pokręciła głową odpychając te myśli. Nie było sensu się nad tym rozwodzić, bycie czyjąkolwiek żoną aktualnie nie było w zasięgu jej oczu.
    - Wiesz, znam kilka żon i nie zauważyłam by zmiana statusu związku jakkolwiek bardziej na nie wpłynęła - przyznała. - Dalej są bardzo otwartymi kobietami, może mniej w nich frywolności wobec obcych, ale wobec męża czy znajomych dalej rzucają podteksty i to czasem bardzo grube - zaśmiała się na wspomnienie kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu dialogów Shi, Febe czy Rei. O ile ta ostatnia żoną oficjalnie jeszcze nie była, to ona osobiście od dawna traktowała Meliodasa i Rei jako małżeństwo. Spojrzała zaraz pytająco na Zadara.
    - Masz na myśli jakieś konkretne plotki? Co takiego o mnie gadają, że mogłoby to mieć negatywny wpływ na dzieci? Fakt, że nie mam męża nie bardzo godzi w moje córki. Są nieślubne, owszem, ale zarówno ja jak i ich ojciec nie pozwolimy by włos im spadł z głowy. Kochamy je, dbamy o nie, tłumaczymy i uczymy, że nie zawsze jest kolorowo i fajnie. Niestety przed wszystkim ich nie ochronimy, przed tym, że inni gadają głupoty tym bardziej. Zapewniam Cię, nawet jakbym tu teraz udawała przykładną kandydatkę na żonę, to i tak znalazłby się ktoś kto by gadał głupoty i podważał moją osobę - wzruszyła ramionami. - Nienawidzę udawania, wolę najgorszą prawdę niż udawane, piękne kłamstwo. Nie będę udawać w takich tematach "dla dobra dzieci", bo wcale nie sądzę, że to jest dla nich dobre - wyjaśniła mu spokojnie. - Jasne, są sytuacje gdzie rzeczywiście lepiej nieco nagiąć prawdę, ale nie w sprawach tak istotnych jak bycie sobą i bycie dla siebie. Moje dzieci mają żyć dla siebie, nie dla społeczeństwa. Starać się żyć w zgodzie ze społeczeństwem, ale nie zmieniać się pod nie i nie wchodzić mu w dupę - uśmiechnęła się do niego pod nosem.
    - Heh, zapewniam Cię, że nie jestem jedną osobą. Nie mniej uważam, że zmiany trzeba zacząć od siebie. Jak trafisz na kogoś mądrego, kogoś kto zobaczy, że ta twoja inność działa całkiem fajnie to jest szansa, że i ta osoba spróbuje "inaczej". To mi wystarczy. Nie planuję być mówcą, który zmienia miliony, planuję swoim własnym postępowaniem pokazać, że można inaczej, i że to inaczej też może być dobre. Niech nawet na końcu mego życia okaże się, że jedynie garstka pozwoliła sobie na swoje "inaczej", ja będę zadowolona - uśmiechnęła się do niego ciepło. - Kiedy ja nie mówię, że nie potrafię kochać mężczyzny, właśnie potrafię aż nadto... nawet kiedy on nie chce mojego uczucia - rozłożyła bezradnie ręce i "pierdnęła" ustami.
    - Mhm, dokładnie to zamierzam, nie popełniać tych samych błędów - odpowiedziała, nie wchodząc już w szczegóły. Zaśmiała się krótko na jego stwierdzenie. - Ty? Ee, nie, Ty jesteś po prostu zaciekawiony, Twoje uwagi czy stwierdzenia nie są inwazyjne. Nie sprawiasz mi przykrości swoimi stwierdzeniami, nie wymuszasz nic na mnie, po prostu sobie dyskutujemy. Za dyskutowanie nie biję po zębach - zaśmiała się raz jeszcze.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  50. Mohe nie miał nic przeciwko wysłuchaniu opowieści dzieciaków. Osobiście uwielbiał taki klimat, kojarzyło mu się to z przyjemnymi aspektami rodzinnych stron. Opowieści przy palenisku były ważnym elementem jego kultury. Pamiętał, że za czasów beztroskiego dzieciństwa najlepiej słuchało mu się historii starego szamana.
    Sam opowiedział dwie historie ze swojego życia, jedną o poznaniu szalonej Głośnoryji, drugą zaś o różnicach kultur i nieporozumieniu ze splunięciem pod nogi samego syna Śmierci.
    Kiedy Zadar przysiadł przy jego boku, skończył już swoje opowieści. Kiwnął mu głową.
    - Podziękujesz jak już dotrzemy na miejsce - stwierdził Mohe i spojrzał po całej grupie. - To co, gotowi na kolejną przygodę? - zagadał do wszystkich z zadowolonym uśmiechem. W sumie dawno nie wędrował w tak dużej grupie. To również całkiem miło wspominał, gdy chodziło o wychowanie u Nhulu, te wspólne wędrówki w większej grupie. Czasami co prawda kończyły się tragicznie, ale zwykle działy się na nich ciekawe rzeczy.

    Mohe

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^