GAVE W PODRÓŻY – Z
WIZYTĄ W ZAŚWIATACH CZĘŚĆ 5
Powrót z powrotem na miejsce
spotkania Śmierci był wyjątkowo trudny. W jego głowie kłębiły się niepokojące
myśli. Nie był pewien czy zasłużył na miejsce wśród nich. Nie wiedział nawet
czy rzeczywiście pozytywnie przeszedł tę próbę, czy nie była ona zbyt łatwa. Miał
wątpliwości, przez te słowa o spłacie długu. To wszystko podkopywało jego
samoocenę, a fakt że odesłał tylko kilkadziesiąt dusz i ledwie oddychał nie
poprawiał tego wszystkiego.
Tym razem nie spojrzał na żadną Śmierć,
gdy pojawił się na miejscu i choć czuł ich wzrok przeszedł od razu do stołu.
Złapał kubek zielonej mazi i wychylił go szybko. Victor nie zdążył nawet
zareagować. Otworzył tylko usta i uniósł dłoń, ale zaraz machnął nią. Ciekawość
była pierwszym stopniem do piekła i czasami to powiedzenie miało wiele sensu.
Jak w tym wypadku. Chłopak zamrugał szybko, gdy tylko przełknął to diabelstwo i
z obłędem w oczach zaczął szukać wody, mleka, czegokolwiek.
- Rany – wychrypiał czując
zbierające się w oczach łzy. Lubił ostre potrawy, ale to? To był kosmos. Tego
nie dało się wytrzymać. Paliło go w gardle i nie chciało przestać mimo, że pił
jeden napój za drugim. Przy stole przetoczył się śmiech, ale on aktualnie absolutnie
się tym nie przejmował. Byle tylko zgasić to cholerne pieczenie.
Vespa milczał przez moment,
patrząc na chłopaka z nietęgą miną. W końcu jednak nie wytrzymał. Przeniósł
wzrok na Arię i Durnhevira. Chciał poznać ich zdanie, chociaż właściwie już nie
musiał. Wszyscy mieli okazję oglądać próbę Gava. Część z nich miała już
wyrobione zdanie, a Victor siedział w swojej “klatce” z delikatnym uśmiechem na
twarzy.
- Mieliśmy okazję obserwować twą
próbę – wreszcie się odezwał, bacznie obserwując Gava, który pochłaniał kolejną
szklankę mleka. - Zdajesz się być zbyt emocjonalny na tę robotę - wydał swój
werdykt.
- Emocjonalny…? - Gave spojrzał
na antenkowego z mieszanymi uczuciami w oczach. - A co miałem zrobić? Udawać
niewzruszenie? Przecież to są dusze… z różnymi problemami… - mruknął. - Masz
rację, nie potrafię podejść bez żadnych emocji - pokiwał głową. - I nie
zamierzam tego zmieniać - skrzyżował ręce na swojej klatce piersiowej, co w
połączeniu z załzawionymi, czerwonymi wręcz oczyma musiało wyglądać komicznie.
— Wydawanie wyroku na duszy to
jest jednak odpowiedzialność, każdy sądzi na swój sposób — odezwał się Torrin
mimo że wcześniej nie wypowiadał się na żaden temat. Zdawał się być neutralny.
Mimo to jego wypowiedź pozwalała mieć nadzieję, że nie wszystko zostało już
przesądzone. - Mimo wszystko odesłał te
dusze na drugą stronę, potrafi to robić, jeśli mamy dzięki temu pozbyć się
problemu Mathyr, nie obchodzi mnie w jaki sposób będzie te duchy sądził. Może
im zrobić nawet terapię po śmierci — wzruszył ramionami, po czym wziął swoją
zieloną maź. Najwidoczniej jemu bardzo smakowała.
— Vespa, masz lepszy sposób na
rozwiązanie tego problemu, czy po prostu skupiasz się na tworzeniu nowych
problemów? A może sam chcesz zaopiekować się tym światem? — padło kolejne
pytanie z tłumu. Najwidoczniej nawet Śmierci czasami traciły do siebie cierpliwość.
Może i Arii udało się odesłać kilka dusz, ale im praca cały czas się
nawarstwiała, kiedy tracili tutaj czas. Nawet trochę jej tego zazdrościli,
bo sami chętnie przygarnęli by takiego darmowego pomocnika, pod przykrywką próby.
Cholerna kobieta!
Vespa westchnął ciężko,
piorunując przy tym wzrokiem Victora. Był jedną z najstarszych, działających
Śmierci. Uczył wielu z tu obecnych, w tym samego sądzonego. W tej jednej chwili
czuł, że odniósł porażkę. Jego uczeń dopuścił się wielu uchybień i teraz
zwyczajnie obawiał się, że za moment jego syn pójdzie w jego ślady. Zwłaszcza,
że już teraz miał swoje własne dzieci. Przesunął wzrokiem po pozostałych
zebranych i zmaterializował swą kosę podchodząc szybkim krokiem do Gava, który
automatycznie wstał z wcześniej zajmowanego przez siebie siedziska. Obserwował
starszego z nieufnością malującą mu się w oczach. Przecież jeszcze nie tak
dawno temu chciał go tą kosą zgładzić.
- Jesteś gotowy podjąć się tego
zadania? – Vespa zapytał chłodno.
- Tak…
- Świetnie. W takim razie czas
abyś opuścił świat żywych - zamachnął się na niego swoją bronią, recytując przy
tym intencję, ale Gave gwałtownie odskoczył i jeszcze zrobił do tego kilka
kroków w tył.
- Nie, zwariowałeś? - fuknął na
niego. - Nie zamierzam jeszcze umierać - spojrzał ponuro po Vespie i przesunął
wzrokiem po reszcie Śmierci. - Tak, jestem gotowy podjąć się tego zadania.
Wezmę na siebie to brzemię, ale… ja mam dzieci - zacisnął mocno wargi. - Mam
dwie, małe córki… one potrzebują ojca - powiedział, nabierając kilka głębokich
oddechów. - Jestem pewien, że i wy mieliście swoje rodziny, może nawet teraz
macie dzieci… - spojrzał po zebranych. - Nie chcę być jednodniowym ojcem… chcę
uczestniczyć w ich życiu, a nie będę tego mógł zrobić, jeśli odbierzecie mi
życie…
- Nie jest gotowy - stwierdził
chłodno Vespa.
— Żywi ludzie uczą się o wiele
szybciej niż dusze czy długowieczne rasy — wtrącił się Durnhevir, przysuwając
pysk blisko Vespy. — Ile on pożyje jeszcze? Kilkadziesiąt lat?
- Z jego szczęściem nie więcej
niż dziesięć, a to i tak przy dobrych lotach… - chrząknął VIctor, a Gave
spiorunował go wzrokiem mrucząc pod nosem “No dzięki tato… zawsze można liczyć
na twoje wsparcie…”.
— Będzie żyć i się uczyć, a gdy
już umrze, po prostu zacznie pracować na pełen etat. Wieczność mu nie ucieknie
— dodał smok, wypuszczając ciepły dym z nosa.
— Poza tym, o ile posiadanie
dzieci ze śmiertelnikami jest anomalią, wielu z nas ma swoje dzieci. Ilu z was
chciałoby je opuścić? — tym razem Aria się odezwała. — Mathyr jest mi bliskie,
nauczę go tego co trzeba, a jeśli będzie próbował się wymigać sama zaciągnę go
z powrotem w zaświaty. Kilka dekad dłuższej pracy to niewiele w porównaniu z
poszukiwaniem kogoś, kto będzie mógł stać się odpowiednią dla tego świata
Śmiercią — wyjaśniła swój punkt widzenia.
- Zgadzam się – padło kilka
potwierdzeń, a po pomieszczeniu potoczyły się pomruki aprobaty.
- Jeśli mogę coś wtrącić - Victor
odstawił swą kawę na bok i spojrzał po Arii. - Z całym szacunkiem, Kwiatuszku, pozwól
że ja go nauczę wszystkiego co powinien wiedzieć, ale… wypożyczę go wam na
ewentualne dodatkowe treningi i poznanie innego punktu widzenia, innych światów
i metod – dodał spokojnie.
— Postaraj się już go nie uczyć
flirtowania ze śmiertelniczkami, nie potrzebujemy więcej Twoich wnuków — ktoś z
tłumu się zaśmiał.
- Na to już trochę za późno -
mruknął Vespa wzdychając ciężko.
- Do czasu jego śmierci chciałbym
dalej sprawować swój urząd - Victor zignorował te docinki, posyłając tylko
buziaki swoim kumplom po fachu.
- Chłopak musi przejść szkolenie
w zaświatach - odezwała się Aurora. - Świat śmiertelny rządzi się innymi
prawami niż ten nasz. Jak to sobie wyobrażacie?
— A kto broni mu uczyć się w
zaświatach? Może odbywać lekcje tu i tu. Szersza perspektywa zawsze się
przydaje. Może daruje sobie te wasze przereklamowane kosy — tym razem odezwała
się istota, która przypominała kolejnego kosmitę. — Nie każdy z nas urodził się
Śmiercią i uważam, że mamy o wiele lepsze perspektywy w tej pracy i jesteśmy
bardziej efektywni.
— Gave nie jest też z Mathyr,
życie tam pozwoli mu lepiej poznać ten świat, ich tradycje i osądy, żeby duchy
nie buntowały się, gdy będą sądzone innym prawem — tym razem odezwała się
Kierra, Śmierć która wcześniej opiekowała się Mathyr, i chociaż sam wspomniany miał na ten temat
nieco inne zdanie, postanowił tym razem to przemilczeć. W końcu może i nie
urodził się w Mathyr, ale to dopiero tam tak naprawdę zaczął żyć. — Jeśli już
mówimy o losie mojego pierwotnego świata, też chcę mieć coś do powiedzenia.
Musi poznać ich tradycje, a jak lepiej niż praktyką? — dodała jeszcze.
— A co zrobimy z jego
bliźniakiem? Terroryzowanie śmiertelników i zaniedbywanie obowiązków…
- Chwila, moment - Gave uniósł
lekko dłonie do góry, jak w szkole i zaraz podrapał się lekko po głowie,
zawstydzony tym gestem. - Cieszę się, że będę mógł żyć - powiedział ostrożnie,
zerkając na Vespę. - Ale poproszę o konkretne wytyczne… ile czasu będę musiał
spędzić w zaświatach? Jak często mam się pojawiać? To ważne przy moim trybie
życia - odchrząknął, po czym zerknął na Kierrę. - Przyjdę się wyszkolić a propos
Bractwa… i ich wierzeń - pokiwał głową.
— Och, Słodki Chłopcze, Mathyr to nie tylko
Szepczące Bractwo. Chociaż służą bardzo wiernie. Masz nauczyć się o wierzeniach
wszystkich mieszkańców. Wierzę, że ta urocza dama Ci już nie raz wszystko
ładnie wyjaśniła.
- Wiem, że nie tylko - pokiwał
głową. - I czy ja wiem czy tak wiernie służą? Tyle dusz przez nich poszło na
ten świat… - Gave ośmielił się nie zgodzić z jej zdaniem. Nawet nie chciał
wiedzieć skąd Kierra wiedziała o nim aż tak wiele. Nie chciał wiedzieć, bo w
innym wypadku musiałby założyć, że codziennie jest obserwowany i to nie tylko
przez swojego ojca. Cholernie to niepokojące było. Rany… ale żeby tak nawet
podczas seksu? Aż spąsowiał na tę myśl. Jezu… nic dziwnego, że te wszystkie
Śmierci miały tak specyficzny humor.
— Tak, tak, bardzo smutne. Na
każdego przychodzi kiedyś czas — wzruszyła ramionami. — Każdy kto się rodzi
kiedyś umrze, nie ma co płakać nad tym jak.
- Kierro, wiem że bardzo kochasz
Mathyr, ale nie broń aż tak Szepczącego Bractwa - Victor spojrzał na nią z
delikatnym uśmiechem na twarzy. - Nauczysz się jak ich sądzić - spojrzał
poważnie po Gavie. - A tą twoją przyjaciółkę… - puścił do niego oczko. - …zawsze
może zostać twą służką - rzucił wesoło.
- Świetnie… Onyx na służkę, Akane
striptizerka, Darcy weźmiemy do kuchni, a Ryu nas pozabawia – Gave wymienił
kilka osób i pokiwał głową. To była całkiem niezła myśl. Oczywiście pół żartem
i pół serio, no chyba że mu zajdą za skórę. Wtedy… oj wtedy byłby w stanie
wykonać swój pomysł.
— Victor, Argar też ma wiele
gildii zabójców, muszę przyznać, że mają interesujące metody… Nieważne. Tak,
nauczysz się ich sądzić. Z tego akurat ja Ci zrobię test, żeby Twój tatuś nie
dał Ci forów. Ale to już po Twojej śmierci — sama puściła mu buziaka, po czym
wyjęła z kieszeni niewielką menzurkę, w której trzymała mathyrski trunek.
— Czasem spędzonym w zaświatach
też nie będziesz musiał się aż tak przejmować, czas tutaj płynie inaczej. Raz
na kwartał spędzisz ludzki tydzień na treningach — padła propozycja.
— Jeśli nie będzie się spisywać przedłużymy ten czas — wszyscy zaczęli powoli
dogadywać się w tym temacie, ignorując trochę Vespę, który i tak próbował
wszystko torpedować i opóźnić.
Gave skinął lekko głową. Mógł przystać na takie warunki. Nie zamierzał wykłócać
się już o nich więcej. Chciał już tylko wrócić do Mathyr. Zerknął na swojego
ojca, a Vespa z westchnieniem opuścił jego więzienie i wypuścił go z
niego.
- Co do twojego drugiego syna… -
powrócił do tematu, który tak bezczelnie przerwał im Gave. Już czuł po swych
starych kościach, że ten synalek będzie mu wrzodem na dupie. Jaki ojciec taki
syn…
- Zdegraduję go do zwykłej duszy
- powiedział chłodno Victor. - Już nikomu nie wyrządzi krzywdy, ale… - powiódł
spojrzeniem po wszystkich zebranych. - …aż tak śmiertelników nie terroryzuje.
Proszę tu nie przesadzać, nikogo jeszcze nie wysłał na ten świat - skrzyżował
ręce na swej piersi i uniósł lekko brew. - Owszem, zasługuje na karę, ale nie
pozwolę wam go unicestwić ani wtrącić na dół - żachnął się. - Hitlerem to on
nie jest.
— Dobrze, nie trafi na dół —
westchnęła Kierra, popijając trunek. — Ale skoro jest taki skory do
wymachiwania kosą na żywych na lewo i prawo, to po degradacji pożyczę go sobie
na kilka ciekawych filmów z waszego świata — klasnęła w dłonie. — Spędzi ze mną
kilka lat i mu wybaczę — uśmiechnęła się do Victora.
- To nie będzie dla niego żadna
kara… Gavin jest koneserem filmów… zagada cię i po miesiącu będziesz go miała
dość - mruknął Gave.
— Och, sama zrobię mu film.
- Nie - Victor spojrzał po
kobiecie. - Nie będziesz się na nim mściła. Sami postawiliście go w takiej
sytuacji. Owszem, jemu padło na łepetynę… - przyznał spokojnie. - Ale powtórzę,
nikogo jeszcze nie wymordował, a jego byli przyjaciele… - uśmiechnął się
krzywo. - …nie byli dla niego specjalnie mili.
— Tak, powierzyliśmy mu
zadanie.
- I przestaliście go kontrolować!
- warknął na pozostałe Śmierci. - Powierzyliście mu cholernie trudne zadanie i
zostawiliście samego. Nikt go nie doglądał, bo woleliście bawić się w
roztrząsanie moich występków, mimo że od samego początku przyznawałem się do
win… przez bliski rok… - zauważył twardo. - Hipokryzję teraz będziecie
uprawiać? Gavin zostanie zwykłą duszą i będę go miał na oku. Nie będzie wam już
spędzał snu z oczu.
— Ciebie też będziemy mieć na
oku. Jeśli Gave ma znowu umrzeć, nie będziesz się wtrącać w jego przeznaczenie.
To przywilej żywych! — ktoś rzucił twardo.
— Dobrze - Victor skinął głową,
zerkając na Gava i uśmiechając się do niego lekko, nieco porozumiewawczo. - Nie
wtrącę się w jego przeznaczenie - zaznaczył.
— I Gave też nie będzie się
wtrącać w żadne przeznaczenie, po śmierci ma nie bawić się w ojca! Żadnego
ratunku, wchodzenia w sny, odbierania życia nagłym zawałem…
- Mówicie jakbyście sami nigdy
nie kochali — Aria w końcu się wtrąciła. — Przestańcie łaskawie zarzucać
chłopcu winy, których nie popełnił. Teraz marnujecie czas, którego tak wam
podobno szkoda. Możemy już to zakończyć? Z pewnością każdy z nas ma ciekawsze
rzeczy do robienia niż wypominanie błędów wychowawczych i upominanie się
nawzajem — wtrąciła się.
— Poza tym, każdy z nas wtrącał
się w sprawy żywych, jak nie z uczuć to z nudów — przypomniał im kosmita.
- Dość - Vespa trzasnął swą kosą,
a po pomieszczeniu rozszedł się dźwięk tak od tego uderzenia donośny, że dało
się poczuć ciarki na grzbiecie. - Wszystko zostało już powiedziane - podszedł
do chłopaka i złapał go za rękę. Jak na starca to miał niesamowity refleks.
Gave nie zdołał się nawet odsunąć. Spojrzał po nim próbując wyrwać rękę, ale
Vespa podwinął mu rękaw koszuli i nakreślił na jego prawym przedramieniu runę.
- Teraz zaboli - poinformował go szepcząc kilka słów i naznaczając go na
następcę Victora. I znów wszystko się zadziało tak szybko. Poczuł przeszywający
ból. Otworzył usta, ale krzyk się z nich nie wydobył. Nabrał głębokiego
powietrza w płuca, łzy stanęły mu w oczach. Cholera jasna! Bolało tak, że miał
wrażenie iż zejdzie im z tego świata. Opadł na jedno kolano, czuł energię,
dziwną energię przepływającą mu przez ciało. Runa pulsowała, a on starał się
nie mdleć. Gdy Vespa puścił jego dłoń, przycisnął ją mocno do piersi.
- Możecie się rozejść – Vespa raz
jeszcze zabrał głos, po czym jeszcze raz zerknął na Victora. - Czterdzieści
osiem godzin. Tyle masz na wymianę tych dwóch - oznajmił chłodno, po czym jego
wzrok lekko złagodniał. - I poznanie swych wnuczek - dodał jeszcze, zanim
odszedł by wejść w portal jako pierwszy. Victor odetchnął głęboko, zbierając
Gava z podłogi.
- Wyobraź sobie co poczuł Gavin
to ci od razu będzie lepiej - puścił do niego oczko i obejmując go ramieniem
poprowadził go do Arii. - Dzięki, Kwiatuszku. Wiszę ci przysługę - stwierdził
spokojnie.
— Wspaniale, w takim razie idę z
wami. Chcę odwiedzić swoje bratanice i bratanka — odpowiedziała mu z delikatnym
uśmiechem. Wszystkie portale nagle się otworzyły, błyskając fioletowym
światłem, a każdy zaczął powoli się rozchodzić w swoją stronę.
No w końcu! :D
OdpowiedzUsuńPrzyznaję, w pierwszoosobowym trudno byłoby opisać Victora, a uwielbiam tego gościa. Te docinki Śmierci, ach, jakie to realne haha. Bardzo przyjemnie się czytało, standardowo, przeleciałam na raz. Zobaczymy jak Gave sprawdzi się w roli ucznia. ^^
No to czekam aż Gave w końcu do nas wróci. Oczywiście mam nadzieję, że jego lekcje też będą w formie opowiadań. Przybijam Ci też na ten moment ostatnią piąteczkę za współpracę przy opowiadaniu. :D
OdpowiedzUsuń