Luna - do tej pory przeżyła 297 pełni księżyca - 170 cm - ur. 26.07 -
- córka króla piratów Ervina Czarnobrodego -
Urodzona podczas jednej z pełni księżyca, na pirackim statku w samym środku wzburzonego morza. Jej ojciec często powtarzał jej, że przyszła na świat podczas sztormu stulecia - ale nie daje tej informacji wiary.
Dzieciństwo spędziła na łajbie swojego ojca, przygotowując się do pirackiego życia. Uwielbiała grabić, napadać i zdobywać skarby, ale najbardziej cieszyła ją intryga. Przygotowywanie, analizowanie map morskich i zabawa w kotka i myszkę z potencjalną ofiarą. Całe życie konkurowała ze swoimi 5-cioma braćmi. Jako jedyna dziewczyna, nie miała łatwo w tej rodzinie, co jednak nie przeszkodziło jej zostać oczkiem w głowie braci i własnego ojca, który długo nie chciał jej wypuścić na "swoje".
Dziś ma własny statek, który ochrzciła "Pirania". Jej załoga składa się z różnorodnych stworzeń - niczym puzzle. Jej najlepsza przyjaciółka jest jej prawą ręką i Drakonem przy okazji, majtkowie składają się z Terran oraz osobników pochodzących z Lerodas. Na jej pokładzie znalazło się też miejsce dla osobnika z Fjelldod. Luna nie stawia na czystą krew tylko na lojalność i umiejętności, a tych jej załodze nie brakuje.
Obecnie cumuje w rozbudowującym się porcie Argardzkim i poznaje nową rasę, a także okolicę. Szczury lądowe również mają wiele do zaoferowania, a raz na jakiś czas warto zejść na ląd i rozeznać się w sytuacji politycznej.
[Zapraszam do wątków :) i przepraszam za kiepskie wątki... to mój pierwszy raz.
Mail do kontaktu - chat już mi działa - blueberrygoda@gmail.com ]

Rozebrał się do końca, odkładając ubrania na stołek i wszedł do wanny. Woda była nieco za zimna jak dla niego. Osobiście wolał cieplejesze kąpiele. Wziął olejki od Esme i umył się dosyć szybko, razem z włosami, których było mu wyjątkowo żal. Stracił nieco z własnego uroku z krótszymi włosami.
OdpowiedzUsuń— Ashan — odpowiedział zdawkowo na pytanie o imię. Wyszedł z wanny wytarł się za pomocą ręcznika. — Czarny Diaboł ma złote serce, ale jestem zdecydowanie lepszym grajkiem — poinformował ją, kończąc się ubierać w nowe ubrania. Zostały mu tyłków jego własne skórzane buty.Kto wie, może dzięki temu i jego uszy odpoczną od nie skromnego talentu strażnika jego celi.
Ashan
Oczywiście, że każą mu szorować pokład. Spojrzał po Syriuszu beznamiętnie. Naprawdę uroczo się uśmiechał. Nie miał ochoty tego robić, nie trzeba było geniuszem, żeby się tego domyślić. Ale nie będzie wszczynał z tego powodu awantury. Po prostu sam się do niego uśmiechnął.
OdpowiedzUsuń— Rozumiem, porywasz sprzątaczki. Kreatywne — odparł, przechylając delikatnie głowę w bok. Wziął od niego bandanę i związał sobie. Chociaż pewnie wyglądał w tym komicznie. No i te jasne ubrania. Czuł się jakby był teraz jakąś odpaloną świeczką. W ogóle nie trafił w jego gusta. Poza tym słońce raczej by mu nie zaszkodziło, wychowywał się na pustyni i ognistych krainach. Kilka promieni na głowę akurat nie mogło zwalić go z nóg. Wziął wiadro z wodą i ścierami.
— Mogę wyjść czy już chcesz mnie skuć? Chociaż w kajdankach nie spodziewaj się, że wyszoruje Ci statek zbyt dobrze — posłał mu kolejny uśmiech.
Ashan
— Yhym — mruknął, słysząc o ekonomiczności. Jego zdaniem najbardziej ekonomicznie byłoby po prostu go nie porywać i nie marnować niczyjego czasu. Nawet jeśli teraz Pan kapitan był aż nazbyt milusi, dalej nie wiedział dokąd zmierzają, ani jak wróci i czy nie będzie musiał zająć się innymi feniksami. Nie było sensu się wychylać za bardzo przed szereg. Na swój sposób pozbiera jakieś informacje. To prawda, faktycznie byli na pokładzie. Musiał gdzieś myślami odlecieć w stronę Luny, ponieważ umknął mu szczegół pomiędzy wyjściem z łazienki a dotarciem na pokład. Uśmiechnął się przez to, akurat gdy Syriusz klepnął go i powiedział coś o trzymającym się humorze.
OdpowiedzUsuń— Racja — odparł zadowolony. — To dobrze, może mnie pomylisz z załogą — odpowiedział mu na komentarz odnośnie ubrań. Dalej były obrzydliwie jasne. Takie barwy pasowały zdecydowanie komuś innemu. Wziął się za sprzątanie pokładu. Nie był może zawodową sprzątaczką, ale patrzył, żeby deski na oko zdawały się czyste. Książęce życie może i nie rozpieściło go zanadto, ale jednak były rzeczy, których nigdy nie robił.
Ashan
Sprzątanie było dosyć męczące. Tego odmówić nie mógł. Ale czegóż innego miał się spodziewać po szorowaniu pokładu całkiem pokaźnego statku. Spojrzał po Czarnym Diabole i przytaknął mu głową.
OdpowiedzUsuń— No zabraliście mi szorujące dziewictwo — odpowiedział mu, wzruszając ramionami. Miał mizerny uśmiech na ustach. Żalu o to nie miał. Przynajmniej zręcznie unikał jakichkolwiek konfliktów. Poszedł ze mężczyzną pod pokład i rozejrzał się po całej zgrai. W zasadzie niewiele różniło się to od koszar w Phyonix, w których lubił spędzać czas. Banda wojaków, która lubiła dobrze spędzić czas po ciężkim dniu. Usiadł już obok kompana, na którego został już chyba skazany do końca swoich marnych dni. Jedzenie pachniało całkiem przyzwoicie, wziął trochę, bo nie wiedział kiedy znowu dostanie coś do jedzenia. Słuchał planów kapitana, uśmiechając się delikatnie. A więc chodziło o pozbycie się łowców niewolników a nie bawienie się w nich. Tego mógł akurat posłuchać z chęcią. Przyjrzał się wybranym wojownikom. Miał nadzieję, że jego “przyjaciel” walczył lepiej niż grał, bo inaczej był zgubiony, Szczerbatek był dziwnie do kogoś podobny, ale nie pamiętał do kogo z kolei Czerwony Kruk mówił sam za siebie. Interesujący plan. Chyba nawet widział, że sam będzie ogrywał tam jakąś rolę, skoro mieli się zakraść. Dzięki temu mógł jakoś usprawiedliwić zbrodnię, którą było pozbawienie go jego królewskich fal na włosach. Przynęta na niewolnika? Całkiem możliwe, albo sobie wymyśla. Czerpał tyle przyjemności ile się dało, dopóki Diaboł nie dobył lutni. Oni naprawdę tego słuchali? Spojrzał po nich z niedowierzaniem. Miał wrażenie, że nigdy nie słyszeli prawdziwej muzyki na oczy. Wstał na równe nogi i podszedł do Diaboła.
— Pozwól Szczurowi Lądowemu zagrać piratom w podzięce za zacny posiłek — uśmiechnął się do towarzysza. Wziął lutnie i sam zaczął grać na niej inną melodię, z początku delikatną, spokojną. Postawił jedną nogę na swoim siedzisku, po czym spojrzał po całej bandzie. Skoro tych piratów pozbawiło się prawdziwej muzyki to chociaż tyle może dla nich zrobić.
— Bu hu hu oni idą po ciebie Widzę trzech piratów na oceanie Bu hu hu oni idą po ciebie
Widzę trzech piratów na oceanie — przejechał wzrokiem jeszcze raz po wszystkich, zabierając nogę z krzesła. Podszedł z początku do Czerwonego Kruka. — Pierwszy z nich stracił oko — zaśpiewał, bo nosił opaskę na oko. Potem wrócił do Czarnego Diaboła i uśmiechnął się do niego uroczo. — Drugi stracił rozum — zaintonował czysto, poszerzając swój uśmiech, zaraz jednak spoważniał, podchodząc do Szczerbatka. Skłonił się przed nim delikatnie, te zęby mimo wszystko robiły wrażenie. — Trzeci z nich nie okaże żadnych emocji — dokończył, po czym znowu zaczął grać melodię, która zdawała się przybierać na grozie. Następnie się wyprostował i odsunął tak, aby patrzeć na wszystkich zgromadzonych piratów. — Jo ho ho idziemy po ciebie Jesteśmy piratami Burzliwej Damy Jo ho ho idziemy po ciebie Nie ma gdzie się ukryć, zginiesz dzisiaj — urwał na chwilę melodię, na sekundę zapadła cisza, a potem zaczął grać od nowa, tym razem o wiele bardziej żwawo. —- Jo ho ho idziemy po ciebie Jesteśmy piratami Burzliwej Damy Jo ho ho idziemy po ciebie Nie ma gdzie się ukryć, zginiesz dzisiaj — powtórzył żywo, idąc w stronę kapitana. Trzymał dystans, ale spojrzał po nim oraz Esme. Uśmiechnął się delikatnie. — Idź pocałować swoją biżuterię, żegnaj moja droga Idź schować swoje hultajstwa, nie przydadzą się w walce — odsunął się od nich i przeszedł na pusty środek pomieszczenia.
— Dublony i pesos, wszystkie odejdą, obawiam się Opuść to miejsce póki słońce świeci Ich celem jest grabież, a krzyż jest tutaj Nie zostawią żadnych łupów, kiedy odpływają Nie ma czasu na żałobę, więc oszczędź łez Gdyż martwi nie pozostawiają opowieść — uderzył nogą w podłogę, nie przestając grać na lutni, rytm coraz bardziej przyspieszał. — Jo ho ho idziemy po ciebie Jesteśmy piratami Burzliwej Damy Jo ho ho idziemy po ciebie Nie ma gdzie się ukryć, zginiesz dzisiaj — tym razem podszedł do ściany i spojrzał nostalgicznie przez okno. Jeśli jesteś bogaty, znajdą ciebie pierwszego Wywąchają swoją drogę do kufra ze złotem — zaśpiewał, idąc szybko w stronę stołu, na którym stała butelka z rumem. Umiał się popisywać jeśli chciał. Był pieprzonym Parabellum, a po matce wszyscy potrafili zrobić niezłe show w każdej dziedzinie jaką sobie upodobali. Nachylił się do butelki. — Jeśli masz rum, ugaszą swoje pragnienie — urwał na chwilę, bo chwycił gwint w usta, upił spory łyk i postawił butlę z powrotem na stole — Ech, I nie zostaw ćwiartki, tak mi mówili Słyszę szanty zza morza — znowu tupnął nogą w podłogę. — Słyszę armaty, są blisko mój chłopcze Więc uciekaj me serduszko, nie ma tu miejsca by być I powiedz do widzenia mamie i tacie — znowu spojrzał w stronę okna. — Jo ho ho idziemy po ciebie Jesteśmy piratami Burzliwej Damy Jo ho ho idziemy po ciebie Nie ma gdzie się ukryć, zginiesz dzisiaj — wyśpiewał refren, idąc w stronę jednego z odosobnionych krzeseł. Usiadł na nim wygodnie, zakładając nogę na nogę. Nie przestawał jeszcze grać. Widzę ogień, dotarli do naszego wybrzeża Słyszę krzyki, klamry i miecze Nie Ma nas, nie zamykamy drzwi
UsuńBo jeśli nie umrzesz zabiorą cię na pokład — tupał nogą do rytmu muzyki. Potem wstał i odśpiewał jeszcze raz refren idąc w stronę Czarnego Diaboła. — Jo ho ho idziemy po ciebie Jesteśmy piratami Burzliwej Damy Jo ho ho idziemy po ciebie Nie ma gdzie się ukryć, zginiesz dzisiaj — zakończył grać wraz z ostatnim słowem shanty i oddał lutnię Diabołowi. — A tak grają Szczury Lądowe — odparł, uśmiechając się do niego nieskromnie.
Ashan artysta i showmen XD
Nie umknęła mu reakcja Diaboła, więc gdy odszedł od reszty z lutnią, on chwycił pokaźną butelkę rumu i poszedł za nim. Cholerne skrupuły. Miał mu pokazać dobry występ a nie łamać serce. Bądź co bądź on mu te serce pokazał pierwszy. Przykucnął delikatnie przy nim, zakładając sobie rękę na jego ramię. Upił spory łyk rumu i spojrzał po mężczyźnie.
OdpowiedzUsuń— Stracić rozum można na wiele sposób, na lądzie mamy berserków, którzy w walce są przez to nieokiełznani, Diabole — uśmiechnął się do niego słuchając jak gra. Melodii sporo brakowało, ale zaczął tupać nią do rytmu. — No już, już… — zaczął nucąc powoli. — Ty druha we mnie masz Ty druha we mnie masz — zaczął mu śpiewać tak, aby jego śpiew wpisywał się do gry Diaboła. Popijał przy tym rum i podsuwał mu do ust. — Kiedy szukasz gdzie twój kąt A przytulna kajuta jest wiele mil stąd Nie zapomnij, bo popełnisz błąd Że Ty druha we mnie masz
Tak, Ty druha we mnie masz — nucił. — Ale poważnie, okazałeś mi serce, wiesz? — pozwolił sobie na małą improwizację — Ty druha we mnie masz Ty druha we mnie masz Kiedy masz kłopot, chuj z nim Pomocy trzeba Ci - wal jak w dym Razem trzymajmy się, przekonasz się Że Ty druha we mnie masz Ty druha we mnie masz — teraz zbliżył się do jego ucha, po kolejnym sporym łuku. Może faktycznie i sam się nieco wstawił, ale co tam. Nie pierwszy raz po pijaku coś odwalał. — Niektórym wydaje się, że są dużo lepsi, silniejsi, i tak dalej. Może Lecz żaden z nich na pewno nie ma pojęcia, że ja — poklepał go delikatnie po ramieniu, które dalej uparcie trzymał — Ja kocham Cię, wiesz? — zaśmiał się delikatnie, cmokając go w powietrzu i znowu napił się rumu. — Z biegiem zim i lat Ta przyjaźń bez przerwy trwa Gdzie ja, tam Ty, w złe i dobre dni Ty druha we mnie masz — zakończył swoją piosenkę na przeprosiny.
Kiedy Syriusz ich zebrał był już w miarę skupiony, aby słuchać jego planu. No tak, przynęta, a cóż by innego? Innego logicznego stanowiska raczej w tej roli dla niego nie było. Będzie miał potem wymówkę dla Luny co do porwania pewnie, bo nawet nie wiedział czy podał jej jakikolwiek powód i czy mu na to w ogóle pozwoliła. Oczarowanie panien? Pokręcił głową i spojrzał po Syriuszu z delikatnym uśmiechem. — Jak ładnie poprosisz to oczaruje nawet panów — odpowiedział mu, poprawiając włosy. Kurwa, chyba spędzał zbyt dużo czasu z Darcy ostatnio, bo zdecydowanie udzielało mu się po alkoholu. — Chcę, mam nadzieję, że zobaczysz Argar ze mną, kapitanie — dalej uśmiechał się do kapitana. Ściął mu włosy, więc może nawet sam nie będzie musiał się mścić, tylko podstawić go pod siostry i Lunę. To by było dopiero zacne widowisko. Poszerzył swój uśmiech delikatnie na tę myśl.
Ashan
Nie oponował, gdy się wtuliła, objął ją nawet delikatnie ramionami i kojąco po nich pogłaskał. To skakanie z jednego zachowania w drugie jasno sugerowało, że coś było nie tak. Mohe nie naciskał na zwierzenia, skoro potrzebowała przytulenia to po prostu jej go dał. Kiedy się odsunęła i spojrzała mu w oczy, uśmiechnął się lekko.
OdpowiedzUsuń- Nic się nie stało – zapewnił. – Mi nic. Nie mam pewności co do Ciebie, ale wiedź, że z mojej strony nic Ci nie grozi – dodał i zaraz uśmiechnął się szerzej. – Zdecydowanie nie miałem na myśli czystego sposobu – przyznał. – Jestem cierpliwy, mogę poczekać na czasy aż ułożysz sobie to co masz w głowie, wtedy znowu spróbujemy – wyjaśnił o co mu chodziło i tak jak już kiedyś, lekko cmoknął ją w środek czoła. – Chociaż taki totalnie czysty też wchodzi w grę – dodał, puszczając jej oko i uśmiechając się pod nosem. – To co? Trochę nalewki na rozgrzanie, czy znowu rozstaniemy się w wodzie? – zapytał z przekąsem w głosie.
Mohe
Szybko awansował z tymi tytułami z Ptaszyny w Czarusia, a nie był tutaj nawet jeszcze pełnej doby. Jak dalej pójdzie to nie będzie musiał uciekać jako więzień tylko członek załogi, bo za bardzo się do niego przywiążą. Chociaż ulżyło mu nieco, że Diaboł zdawał się już nie być taki zły. Jego zdaniem o głupi występ nie było co się obrażać. Groźny pirat, a jedna piosenka na śmierć obrażała? Może powinien kiedyś popracować nad ego nowego przyjaciela. Szczerbatek wegetarianin? Biorąc pod uwagę wszystko co dzisiaj widział jego wegetarianizm odnosił się raczej do niejedzenia myśląc osób niż samego mięsa, no ale oceniać nie miał zamiaru. Marnowanie takich kłów w walce dla niego było raczej nieco głupie i zdecydowanie mniej widowiskowe. Chętnie by na to popatrzył, bo z pewnością potrafił zabawić oko tym jak walczył. Zresztą zapewne każdy z tutaj obecnych piratów mógł to zrobić. Żaden z nich nie wyglądał na jakiegoś podlotka. Nie protestował, kiedy znowu zakuto go w kajdany. Poprawił nieco ręce jedynie, bo było mu niewygodnie. Spojrzał na kapitana. A on co zaczynał się o niego troszczyć?Zaraz zrobi mu się ciepło w sercu. Pokręcił głową i uśmiechnął się do niego.
OdpowiedzUsuń— Kapitanie, porwałeś mnie za oczarowanie najtwardszej damy na tym świecie, nudne, żałosne baby, które szukają szczęścia na targu niewolników nie będą problemem, a jak zginę, to nie będzie już mój problemem. Załogi nie narażę — odpowiedział, nie dodał jednak, że jeśli umrze, to pewnie będzie czekać samego Syriusza niezbyt przyjemna rozmowa z Luną. Tą fantazję zostawił już dla siebie.
Ashan
Uśmiechnął się do niej i puścił oko.
OdpowiedzUsuń- Nie ma sprawy – nim się odsunęła jeszcze lekko pomasował jej ramię. Uśmiechnął się krótko na jej stwierdzenie co do nie dawania rady. – No wiem, ciężko przy mnie trzymać ręce przy sobie – rzucił żartobliwie i poruszył zabawnie brwiami. Kiedy ruszyła w stronę brzegu, poszedł za nią.
- No wiesz Ty co… Oczywiście, że chcę poczęstować. Nie rzucam słów na wiatr – rzucił i zaczepnie szturchnął ją w ramię, zrównując krok. Sam złapał swoje spodnie i wciągnął je na siebie, by zaraz poprowadzić Lunę do swojego obozu. – Owocowa czy z trawy pampasowej? – zapytał.
Mohe
Odpowiedział jej uśmiechem, a gdy podjęła decyzję co do nalewki, ruszył po wspomnianą.
OdpowiedzUsuń- Tajna receptura pewnej babuni, która była na tyle miła, że się ze mną podzieliła przepisem. Kumpel namawia mnie to masowej produkcji, ale chce mnie oskubać, więc sobie poczekam aż ruszy do tego Azylu i zacznę coś kombinować - zaśmiał się krótko. Usiadł na pieńku obok niej i polał im do, standardowych już, kamiennych kubeczków. - Kompankę - poruszył zabawnie brwiami. - Najwyraźniej musi we mnie coś być przyciągającego - rzucił żartobliwym tonem i sam się nieco rozejrzał. - Jak dla mnie idealny punkt obserwacyjny. U tej ich medyczki to ciągle coś się dzieje. Nic dziwnego w obliczu wojny. Tak czy siak obóz jest na tyle daleko od ścieżki, że te częste wycieczki niespecjalnie mi przeszkadzają. A i Febe czasem uraczy jakąś ciekawą potrawą czy napitkiem - uśmiechnął się szeroko.
Mohe
Ashan wszedł w swoją rolę nieszczęśliwego schywatanego niewolnika, gdy tylko dyskusja względem omówienia planu się zakończyła. Nie miał nic do powiedzenia w kwestii planowania ataku czy uzgadniania szczegółów, nie był kapitanem, nie sądził, aby ktokolwiek liczył się, że zdaniem więźnia Syriusza, a nawet jeśli, to nie znał tych ludzi ani możliwości ewentualnych przeciwników. Poza tym strategia i tak zdawała się rozsądna. W ciszy dotarł do tajemniczego serca handlu niewolnikami. Wyszedł z szalupy ciągnięty przez Diaboła. Zbiorowisko już im się przypatrywało, więc wypowiedział kilka słów po fińsku, w których zarzekał się, że nie wezmą go żywcem, a potem spojrzał w stronę tego całego Heimera z żalem w oczach. Słuchał całej rozmowy, nie mając żadnego lepszego zajęcia. Skoro byli na lądzie, teoretycznie miałby jakąś szansę na ucieczkę, gdyby nie fakt, że dalej nie wiedział, gdzie się znajduje. Poza tym sam nigdy nie pogardzi możliwością pozbycia się kilku łowców niewolników, nikt w końcu nie będzie miał pretensji o taki rozlew krwi. Spojrzał na rzeczoną złotą klatkę na chwilę przybierając głupi, zaskoczony wyraz twarzy. Klatka faktycznie była ze złota, co więcej pieprzona świeciła brokatem w pełnym słońcu, a na zamku znajdowały się rubiny.
OdpowiedzUsuń— Ekhem…— chciał coś powiedzieć, ale w porę ugryzł się w język. Handlarze zdecydowanie byli pierdolnięci. Za to coś spokojnie można było kupić przynajmniej ze dwie wsie. Jasna cholera. Z tego wszystkiego ledwo poczuł jak Syriusz wsadza mu sztylet do buta. Nie był fanem takiej broni, ale zawsze coś. Wszedł do tego całego cholerstwa i dał się zawieźć w głąb jaskini, która jak można było się spodziewać sama była bogato urządzona, wszędzie roiło się od złotych przedmiotów, bogato ubranych kupców i wystawnych ornamentów na ścianach z najdroższych materiałów. Szczerze niedobrze robiło mu się na ten widok. Złapał się krat i przyjrzał się bliżej kobietom, które miał oczarować. Te już zdawały się zainteresowane. Uśmiechnął się do nich nieznacznie.
— Pomocy — szepnął w ich stronę, żeby zaraz kątem oka zajrzeć na innych niewolników, których tutaj zebrano. Najlepsze towary znajdowały się podobnych wystawnych klatkach, reszta była po prostu spięta łańcuchami. Obrzydliwy widok. Miał tylko nadzieję, że uda im się wszystkich wyciągnąć bez większych problemów. Strażników zdążył się naliczyć na ten moment z tuzin. Zapewne w innych, ciemniejszych zakamarkach czaili się jeszcze inni, do tego załoga Syriusza, która według Heimera miała stanowić dodatkowe wsparcie. Jak widać nie był aż tak głupi, bo o ochronę faktycznie zadbał.
Ashan
Mohe uśmiechnął się rozbawiony, gdy Luna tak zawzięcie rzuciła o odcinaniu rąk i zaczęła swój pokaz. Musiał przyznać, że miło się na nią patrzyło, nawet go kręciła w takim wydaniu.
OdpowiedzUsuń- Rób tak dalej, a zacznę się skarżyć na wyimaginowane problemy, co by zobaczyć Cię w akcji - rzucił żartobliwie i przyjął od niej rum, przykładając dłoń do torsu i kiwając głową wdzięcznie. Wziął łyka prosto z butelki i poczuł przyjemne ciepło rozlewające się po gardle, aż lekko nim wstrząsnęło. - Łoh, dobre - przyznał zadowolony i zaraz się zaśmiał, gdy podała swoją cenę. - No i taki układ to ja rozumiem. Dostaniesz nawet trzy od czasu do czasu - poruszył zabawnie brwiami. - O ile produkcja ruszy - dodał, śląc jej zawadiacki uśmiech.Na to wymowne spojrzenie uśmiechnął się tylko szerzej i wzruszył ramionami. Przyjął ją na kolana i lekko objął ramieniem za plecami, co by mogła wygodnie się oprzeć. Nawet mu się spodobało to nowe miano. Spojrzał po Lunie pogodnie. - Dziki Wiatr niezmiernie się cieszy, że zajmuje tak zaszczytne miejsce w Twym sercu - tu dotknął jej piersi delikatnie, przy sercu - że nawet troskasz się o jego członka - uśmiechnął się pod nosem i sam mocniej objął ramieniem. Luna była naprawdę świetną dziewczyną. Słysząc opinię co do siebie zastanowił się chwilę. - Tak sądzisz? - uśmiechnął się zadowolony. To podsumowanie też jak najbardziej mu odpowiadało. Pociągnął sobie jeszcze łyka rumu i podał jej butelkę. - Tobie więc zostawiam wody, a sobie przywłaszczam pola. Twój sposób bycia też jest bardzo przyciągający - przyznał krzyżując z nią wzrok i szczerze się uśmiechając.
Mohe
Faktycznie Ashan całkiem nieźle operował swoim językiem.zdawał sobie też sprawę ze swojego uroku osobistego. Złapanie coraz większej ilości chętnych na zakup go kobiet wcale nie było takie trudne. Wystarczyło wyciągnąć rękę w ich stronę przez kraty, zmusić się do kilku łez. Ponucił im kilka smutnych piosenek o trudnej niewoli, torturach i samotności, o tym jak bardzo chciałby się przytulić, a bogate damy zaczęły się przekrzykiwać cenami, tylko po to, żeby zdobyć Ptaszynę tylko dla siebie. Skupiał na sobie całą uwagę większości tłumów. W międzyczasie mężczyźni, którzy przybyli z kobietami zrobili się zazdrośni, zaczęli z nimi dyskutować, więc całe szczęście nikt nie patrzył na dywersję. Nawet Ashan, nie chciał żeby odkryto ich tylko dlatego, że on chce sprawdzić jak im idzie. Skoro tak skrzętnie zaplanowali ten napad, musieli być kompetentni. Poza tym, jego ego by ucierpiało, gdyby dał się porwać jakimś żółtodziobom. Ashan dał się zabrać na scenę. Uklęknął bez słowa, na nowo przyjmując smutną minę, bo na chwilę było mu wszystko jedno. Spojrzał po widowni. Ależ on się cholernie brzydził każdym z tu obecnych. Najgorsze ściera ludzkości.
OdpowiedzUsuń— 3, 300! — padła pierwsza propozycja.
— 3, 400!
— 4! — krzyki cały czas było słychać. Ptaszyna nic już nie mówiła, bo najwidoczniej spełnił swoją część roboty. Uwaga była skupiona na nim, więc nie było sensu dalej wydziwiać, dopóki nikt go o to nie prosił. Skupiał się na tym, aby utrzymywać swoją mimikę w tym parszywym miejscu. Spoglądał na coraz to hojniejsze Panie, które obdarzał smutnym, acz pełnym nadziei uśmiechem, tylko po to, żeby kolejna niewyżyta stara baba zrobiła się zazdrosna i zaczęła przekrzykiwać dalej. Najwidoczniej bardzo im czegoś brakowało w życiu. Mogliby się już pośpieszyć, bo zaraz któraś w końcu go kupi.
— 5,900! — niska staruszka odziana w złotą suknię wybiła się z tłumu, oblizując wargi na jego widok. Kurwa mać. Gdyby wiedzieli, ile to go teraz kosztowało, aby po prostu nie skrzywić się na jej widok i nie kazać jej wypierdalać - zasługiwał na cały zapas ich rumu i korki na uszy, żeby nie słyszeć śpiewy Diaboła.
Ashan
Zaśmiał się na jej dźgnięcie i roześmiał nieco głośniej na groźbę.
OdpowiedzUsuń- Chyba będę musiał sprawdzić jakość tej Twojej konfrontacji, brzmi całkiem ciekawie – rzucił żartobliwie. Kiwnął głową, gdy wspomniała o rozgrzewającym działaniu alkoholu i zaraz posłał jej szerszy uśmiech. – Cholera, muszę się chyba pospieszyć z produkcją, bo mi tu pomocników przybywa, a butelek ubywa – stwierdził. – Postaram się co nieco przygotować i pewnie dostaniesz pierwszą zgrzewkę jak ponownie przybijesz tu do portu – uśmiechnął się do niej szeroko. Na dotyk przy sercu i słowa uśmiechnął się pod nosem. – Doprawdy niecodzienna troska, prawdziwa z Ciebie przyjaciółka – stwierdził rozbawiony. – Mam nadzieję, że i Twoja pochwa nie będzie się nudzić – puścił jej oczko. Na pytanie o styl bycia pochylił się lekko w jej stronę. – Mam na myśli, że przyciągasz. Przyjemnie spędza się czas w Twoim towarzystwie i chce się go spędzać więcej. Rozstania są znośne, ale buzia sama się cieszy, gdy dochodzi do kolejnego spotkania. Jesteś dość zadziorna i zaczepna, a jednocześnie bezpośrednia co sprawia, że ciężko z Tobą o nudne tematy. Dziś pokazałaś mi, że mimo ogólnej pogody ducha masz i gorsze okresy, dałaś się wesprzeć, co sprawia, że nawet w takich chwilach chce się z Tobą przebywać – wyjaśnił jej bez większego problemu.
Mohe
Mohe uśmiechnął się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- No gdzie tam, szkoda mi takiej znajomości, aż tak ciekawski nie jestem by sprawdzać na samym sobie - zaśmiał się. Zaraz pokręcił głową. - Trzy flaszki ze zgrzewki będziesz miała na własny użytek, reszta na sprzedaż i do rozreklamowania trunku - poruszył zabawnie brwiami i przyjął jej uścisk. - Na tą chwilę jedynie trzy mogę Ci ofiarować, ale jak ponownie przybijesz do portu to zgrzewka powinna już czekać - wyjaśnił dodatkowo. Ponownie lekko się zaśmiał i kiwnął głową. - Nie ma problemu, akurat mieszanki mam pod dostatkiem, a i dość łatwo o składniki do niej - przyznał. Uśmiechnął się widząc jej rumieniec, musiał przyznać, że lubił je u kobiet, szczególnie ładnych. Kiwnął głową. - Nawet jak Cię jeszcze kiedyś najdzie na ryczenie, to się przed tym nie broń, czasami po prostu trzeba - stwierdził i objął ją ramieniem. Na jej podziękowanie kiwnął głową. To co o nim mówiła mocno łechtało jego ego, zbliżył więc palce do swojego mostka i ponownie kiwnął głową. - Wdzięczny jestem za te słowa - przyznał by zaraz spojrzeć po jej obojczyku. Przejechał delikatnie palcem po skórze dziewczyny, skrzyżował z nią wzrok i lekko się uśmiechnął. - Jasne, że zrobię. Tylko musisz dać mi chwilę bym wszystko przygotował - dodał i wstał ze swojego miejsca, co by ruszyć po potrzebne przybory.
Mohe
Yensen słuchał Luny i kiwał porozumiewawczo głową. Niestety nawyki były trudną rzeczą do przeskoczenia. Nawet jak człowiek wiedział, że ma czegoś nie robić, to ciało reagowało samoistnie.
OdpowiedzUsuń— Jeśli chcesz to poprawić musisz trenować, najlepiej za każdym razem w trochę innym miejscu podobna sytuacja, aż w końcu ciało zacznie reagować do otoczenia — zaproponował. Następnie zaprezentował Lunie w jaki sposób on sam poruszał się na wahadle. Dla niego ta konstrukcja akurat nie sprawiała większych problemów, ale wiele tutaj robiło doświadczenie. Wychowywał się z identycznym cholerstwem. Za dzieciaka pospadał już z niego wystarczającą ilość razy.
— Jestem doświadczony w fachu po prostu — odpowiedział, być może nieco za skromnie, ale co tam. Czasami nawet i on nie chciał się w piórka za bardzo ubierać. — Ale tak, w kwestii wyzwisk, jak się na mnie wkurzyłaś, ja mówiłem szczerze, że to dobry pomysł. Dużo przeciwników ma kruche ego i zaraz popełnia błędy przy dobrym wyzwisku — wyjaśnił.
Yensen
Już pierwszy zasłyszany wybuch dał Ashanowi znać, że pora kończyć tą szopkę, ale Syriusz nie dał mu nawet zareagować, a już pokazał się w roli jego anioła stróża, który przybył mu na ratunek. Nie mógł specjalnie narzekać, przynajmniej nic nie musiał robić. Uśmiechnął się zadowolony na widok krwi Heimera i staruszki. Oczy błysnęły mu na chwilę czerwienią z przyjemności, że ta dwójka totalnego, najgorszego ścierwa ludzkości właśnie gryzie piach.
OdpowiedzUsuń— Dzięki — odpowiedział mu, masując się po nadgarstkach. Dookoła zaczął się rozprzestrzeniać coraz większy chaos, walka wrała w najlepsze, a on miał zamiar dołączyć chociaż jeszcze na chwilę i upewnić się, że sam coś jeszcze dostanie z tej krwawej jatki. Kiwnął głową, gdy Syriusz wspomniał o czterech wybuchach, a potem złapał biegnącego pod sceną strażnika za głowę. Wbił mu kciuki w oczodoły i rozszerzył swój uśmiech. Nareszcie jakaś okazja, żeby sobie ulżyć za pozbawienie go jego pięknych, długich włosów. Pociągnął jego głowę, aby uderzyć nią z całej siły o drewnianą posadzkę i w ten sposób pozbył się strażnika. Posadził go sobie jeszcze na podłodze, aby wyjąć mu z pochwy miecz, a następnie samemu pobiegł w stronę próbujących uciekać niewolników, żeby wspomóc ich próby, przedzierając się pomiędzy strażnikami.
Ashan
- Z grzeczności nie zaprzeczę – rzucił z lekkim śmiechem, przyjmując jej całusa. – Cieszę się więc, że dam Wam nieco radości – dodał rozbawiony. Kiedy się wtulała, masował jej ramię delikatnie, kiwnął też głową, gdy wspomniała o przeryczeniu nocy. – Rozumiem. W razie jakbyś jeszcze chciała sobie poryczeć i nie być w tym sama, to wiesz gdzie mnie szukać – oznajmił by zaraz ruszyć po swoje przybory. – No raczej, że dziś. To nie jest znowu jakiś bardzo czasochłonny tatuaż – uśmiechnął się do niej szerzej i skupił na oczyszczaniu narzędzi. Zaśmiał się krótko na jej stwierdzenie. – Mówisz? Już tyle osób tu pobrudziłem, że zaczynam powoli myśleć o tym jak o hobby, a nie jedynie plemiennym zwyczaju – przyznał i przywołał ją do siebie ruchem dłoni. – Lepiej będzie jak się położysz – pokazał matę, która leżała na ziemi i sam usiadł obok, szykując jeszcze w miseczce barwnik. – Robić tylko zarys, czy chcesz kolory? – zapytał. – Dziś tak czy siak zrobię tylko zarys, a razie jakbyś chciała kolor to będziemy musieli powtórzyć wizytę – wyjaśnił.
OdpowiedzUsuńMohe
Zaśmiał się, gdy wspomniała o wyzwiskach i zaczęła je wymieniać. No takie podejście akurat lubił. Przyjął od niej rum i upił nieco większy łyk, po czym odetchnął zadowolony oddając jej butelkę.
OdpowiedzUsuń— Można poczuć morze w tym alkoholu — pochwalił trunek. Dawno nie pił tak dobrego rumu. Chyba jeszcze za czasów bariery, kiedy dostawali zapasy od tego Francuzika. Uśmiechnął się do piratki. — Godne pochwały hobby, podzielam Twój zapał — odparł. Zastanowił się chwilę na temat jej treningu. Chciała się poprawić, pomyślał chwilę. — No dobra. To dzisiaj poćwiczymy jeszcze na wahadle. Kumata jesteś, to myślę, że dzisiaj jeszcze to opanujesz, a w inne dni dam Ci parę innych lekcji, bardziej się przygotuję, żeby było bardziej argarsko — wyjaśnił, bo teraz po prawdzie nie miał zbyt dużego asortymentu. Był już nieco zmęczony po ostatnich treningach z Gavem, pokończyły mu się mikstury i runy, a musiał dać jej w kość, skoro chciała sobie dobrze radzić z różnymi jegomościami. Za parę dni zrobi jej tutaj Mordownie z prawdziwego zdarzenia, żeby się sama nieco spociła. A dzisiaj jeszcze na spokojnie.
Yensen
OdpowiedzUsuńAshan nasłuchiwał wybuchów, przedzierając się przez łowców niewolników. Nie oszczędzał też ich, jeśli miał okazję do szybkiego zabójstwa. Świat po nich zdecydowanie nie zapłacze, a z pewnością stanie się spokojniejszym miejscem. Poza tym miał dobre usprawiedliwienie, sam musiał w końcu walczyć o życie. W chaosie walki nie wiedzieć dlaczego przyczepił się do niego chłopiec, które nie miał zamiaru odpuścić. Ashan wziął go na ramię i uciekł, kiedy usłyszał trzeci wybuch. Znalazł się na łódce jeszcze przed Syriuszem i dobrze mu się przyjrzał. Dziecka nie zostawi i nie miał zamiaru z nikim dyskutować na ten temat. Nikt też chyba za bardzo nie próbował. Zmierzwił mu włosy i uśmiechnął się niewinnie do Syriusza, kiedy i ten wstąpił na statek. Na sygnał kapitana wszyscy odpłynęli w siną dal. Przynajmniej dla Ashana, bo o ile domyślał się, że wracają na statek, to ich położenie na mapie świata dalej było dla niego nieznane.
Ashan
Mohe uśmiechnął się nieco pod nosem na jej pytanie.
OdpowiedzUsuń- Nie bardzo mam powody by ryczeć, ale jak mnie kiedyś najdzie i będziesz osiągalna to pewnie się zgłoszę – poruszył brwiami. Udawany płacz raczej go nie kręcił. – Będziesz musiała poczekać więc z tym zaspokojeniem ciekawości – zaśmiał się pod nosem i pstryknął ją lekko w ten jej. Poczekał aż się ułoży, ale nie omieszkał sobie popatrzeć po jej ciele, gdy zdjęła bluzkę. Uśmiechnął się zadowolony, zdecydowanie lubił tatuować kobiety. Na jej stwierdzenie zaśmiał się lekko. – Racja, jeszcze by ta Twoja kolorowa dusza wessała barwniki i wyglądałoby to nieciekawie – rzucił rozbawiony, by zaraz przetrzeć jej skórę na mokro. Najpierw oczyścił miejsce, gdzie miała wejść igła, a później zabrał się za lekki szkic cienkim węgielkiem, obrazek nanosił na skórę, kropkując skórę Luny. Ostatnio trochę poszerzył swoją wiedzę w zakresie tatuowania wszelkiego rodzaju wzorów, bo zamówienia miał dość często, a były naprawdę różne.
Mohe
Chłopiec, którego Ashan znalazł nie był specjalnie rozmowny, ale wiedział już, gdzie powinien go odprowadzić, aby dostarczyć go do rodziny. W międzyczasie nie był zbytnio nachalny, pomagał fenalisowi w obowiązkach tak jak mu kazano, był cicho i nie szukał z nikim zwady. Wszystko jakoś powoli szło do przodu. Czerwonowłosy nie wiedział, kiedy wrócą do domu, ale był pewny, że ten dzień w końcu nastąpi. Sprzątał pokład, wegetował sobie i czekał aż w końcu wróci do na ląd albo do Luny. To pierwsze nastąpiło wcześniej. Chociaż nie był to Argar, to cholera, jakże on tęsknił za pewnym, twardym gruntem pod stopami. Mimo wszystko nie był wychowany na morzu, a tak długa pierwsza podróż nie należała do najlepszych sposób na sprzedanie życia jako morski wilk. Poszedł za Syriuszem tam, gdzie mu kazał i rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie minęło wiele czasu, a znowu siedział związany. Uśmiechnął się pod nosem, patrząc na pirata. Nie mówił nic, bo nie było sensu wdawać się z nim w dyskusje. Zwłaszcza, że włosy zaczynały mu powoli odrastać i nie chciał stracić kolejnych kosmyków. Kilka docinek nie było tego wartych. Postanowił po prostu siedzieć cicho z zawiązanymi rękoma i czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
OdpowiedzUsuńAshan
Z początku był sam z Syriuszem w ciemnej komnacie, ale wraz z upływającym czasem przestrzeń zaczynała się rozjaśniać od światła padającego przez małe okiennice czy rozpalanych świec. Ludzi też z czasem przybywało. Słuchał różnych rozmów, trafiały bardziej lub mniej do jego ucha. Rozmawiali o Lunie, jej urodzinach, swoich ostatnich morskich podbojach. Ashan był przede wszystkim zadowolony, że nikt mu się nie naprzykrzał. Przynajmniej nie w jakiś zbyt nachalny sposób. Czas jednak się dłużył, kiedy był związany na krześle i nie mógł sobie pozwolić praktycznie na żadne ruchy. Czekał, nudził się i starał się zabić jakoś czas swoimi własnymi myślami. A myśli akurat miał sporo o konkretnej księżniczce piratów, której miał zostać podarowany. Nie wiedział co Syriusz miał na myśli, ale te wiązania i kokarda naprawdę działały na wyobraźnię. Uśmiechnął się, kiedy jubilatka wparowała do sali. Cholera jasna, zawsze wyglądała pociągająco. A on od tak dawna nie zdążył się na nią napatrzeć. Jak go nie unikała to został porwany i tak odbijał się ciągle od jakiejś przysłowiowej ściany. Syriusz musiał powiedzieć jej coś perwersyjnego, skoro oblizała wargi na jego widok. Spojrzał wtedy po szarmancko, samemu delikatnie oblizując wargę. Poczuł przyjemny dreszcz, kiedy się zbliżyła, jej zapach wręcz uderzył mu do nozdrzy. Mruknął zadowolony na masaż, przymykając oczy.
OdpowiedzUsuń— Twarzowo? — odparł cicho, odchylając głowę do tyłu, aby spojrzeć Lunie w oczy. — Dobrze słyszeć, serce by pękło, gdybyś przez to mnie zostawiła — dodał, nosem przejeżdżając po jej szyi. Zahaczył delikatnie zębami o skórę tuż obok jej szczęki i zaśmiał się przy tym cicho. Następnie złapał ją wolnymi rękami za ramiona i pociągnął sobie na kolana. Ucałował delikatnie ucho kobiety, nie przejmując się za bardzo, że cała jej rodzina teraz patrzy. —- Jeszcze nie, ale zaraz może będę musiał spierdalać w popłochu — szepnął do ucha, po czym je delikatnie przygryzł. — Tęskniłem… — dodał.
Ashan
— A kto powiedział, że dam się tutaj porzucić, hm? — sam zapytał zaczepnie. Chociaż było w tym dużo prawdy. Nie miał zamiaru zostawać na wyspach dłużej niż to konieczne. Jeśli odpłynie bez niego, tym razem zacznie kombinować jak wrócić do domu. Poczuł jak robi mu się cieplej na plecach, kiedy usiadła przodem do niego. Chciał ją do siebie przybliżyć, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić zniknęła z jego objęć, a później porwała go na parkiet. Ach, ta kobieta… tyle ognia i pasji. Naprawdę ciężko było się przy niej kontrolować. Przysunął ją w tańcu bliżej do siebie.
OdpowiedzUsuń— Wiem, ciągle mi uciekasz i oszukujesz, gdy myślę, że już Cię mam w swoich objęciach — mruknął jej do ucha. — Ale dzięki temu polowanie jest bardziej ekscytujące — dodał, po czym przygryzł płatek jej ucha, aby zaraz potem, odsunąć się i obrócić ją wokół osi kobiety.
Ashan
— Nie? — zapytał, uśmiechając się do niej zaczepnie. — Udało mi się Cię zaprosić na randkę i już mnie porwano, nawet nie dasz szansy się oczarować, dla mnie to brzmi jak oszukiwanie — szepnął jeszcze w trakcie tańca w jej usta, zbliżając się do niej na tyle blisko na ile mógł. Musiał jednak szybko ostudzić własne nerwy oraz zapędy co nie było takie proste, kiedy patrzył na nią. Zaklął kilka razy w myślach. Uśmiechnął się neutralnie acz przyjaźnie w stronę jej rodziny. Kojarzył opowieści o Erwinie dzięki kilku wycieczkom po wybrzeżach Mathyr, ale reszta imion nie zdążyła obić mu się o uszy. Nie żeby sam specjalnie szukał i pytał. Usiadł obok Luny, uśmiechając się szerzej, kiedy widział z jaką pasją opowiada o poszukiwaniu skarbów.
OdpowiedzUsuń— Miałem okazję skosztować tego szaleństwa — odparł przypominając się trochę. Oczywiście wcześniej skłonił głową na powitanie.
Ashan
Klara od kilku dni siedziała już w Argarze, całkiem sporo się tu działo i co chwilę pojawiały się jakieś nowe twarze. Przygotowanie do wojny szły pełną parą. Od czasu do czasu przewijały się po wyspie grupy Terran, zaraz migało kilka feniksów z Phyonix. Klara nadal jeszcze trawiła wieści, że ten gatunek rzeczywiście istnieje, ale cóż, nie było co z tym dyskutować. Poza tymi nacjami po wiosce kręciło się coraz więcej piratów, ale to akurat średnio się Klarze podobało. Sama pomagała w segregacji leków lub układaniu jedzenia w spichlerzach, poza tym oczywiście obsługiwała w Gospodzie więc na brak zajęć nie narzekała. Jednego dnia swojej zmiany otrzymała list z informacjami od Kleofasa. Akurat sprawdzał jakiś trop w sprawie Klemensa, a dostał nowe informacje, że ten widziany był w Marchwiach. Nie mógł tego sprawdzić osobiście, Klotylda z kolei czuwała w okolicach Sivet, w razie gdyby ich brat postanowił tam wrócić, tak więc sprawdzenie nowej informacji przypadło Klarze. Dziewczyna z jednej strony czuła ogromny przypływ nadziei, z drugiej jednak gula w gardle była bardzo wyraźna... Czemu akurat teraz? Czemu teraz, kiedy nie miała przy sobie nikogo z tych bardziej zaufanych? Dziewczyna zgłosiła się z nowiną do Niklausa, jako ojciec Akane obiecywał, że postara się jej za wszelką cenę pomóc w razie gdyby miała jakąś potrzebę. Teraz miała. Nik stwierdził, że najlepiej będzie posłać Klarę do Marchwii drogą wodną, ta była najszybsza. Oczywiście nie zamierzał posyłać jej samej i koniec końców padło, że przydzielił do niej Damona, chłopak miał za zadanie Klarę eskortować i zabezpieczać. Nie mógł posłać Klary argarską łodzią bo to było prawie, że jednoznaczne z napadem na okręt, wpadł więc na pomysł o utargowanie się z przebywającą tu aktualnie piratką Luną. Przedstawił jej sprawę, zaoferował kilka beczek argarskiego jadła i alkoholu, a gdy doszli do porozumienia, poinformował Klarę o dniu jej wypłynięcia. Nie wchodził jednak w szczegóły z kim dziewczyna będzie płynąć, podał gdzie i kiedy ma się stawić. Te same informacje podał Damonowi.
OdpowiedzUsuńKlara była na miejscu kilka minut przed odpowiednią godziną, stojąc w porcie przy tej konkretnej łajbie wiedziała już z kim będzie płynąć i zdecydowanie nie podobała jej się na wizja. Jakoś tak mocniej zacisnęła ręce na swoim tobołku, wręcz go objęła ramionami, czekając zarówno na Damona, jak i na wredną kapitan okrętu. Minę miała nietęgą, ale cały czas pocieszała się mówiąc sobie, że robi to dla brata. Naprawdę liczyła, że go tam znajdzie, że chociaż ta jedna informacja okaże się sprawdzona.
Klara
Uśmiechnęła się delikatnie na widok Damona, może nie znała go jakoś dobrze, ale w obliczu przebywania z Luną był dla niej światełkiem w tunelu. Spojrzała niechętnie po łodzi, na żart chłopaka i spięła się wyraźnie.
OdpowiedzUsuń- Jeszcze się zdziwisz... - szepnęła. Już widziała jak ta nadpobudliwa piratka nie daje jej spokoju. Słysząc pytanie chłopaka zrobiła trochę przestraszone oczy. - Och... Ja... Ja nie mam pojęcia! Nigdy nie byłam na morzu! - wyraźnie się przejęła i zamrugała szybciej oczyma. Jakby już mało miała problemów na głowie! Zacisnęła zęby, gdy się do niej zwrócił, głośno przełknęła ślinę i mocniej przytuliła torbę, patrząc w dół odrobinę zmartwiona. Pewnie nawet by mu coś odpowiedziała, ale zaraz usłyszała energiczne kroki Luny i gdy tylko podniosła wzrok to już była w jej objęciach. Od razu zaczęła się uwalniać z uścisku.
- Przestań! - bąknęła i zaraz się wyprostowała i dumniej uniosła głowę, dalej jednak z tobołka trzymanego w dłoniach robiła do siebie stosowną barierę. Chrząknęła. - Jestem Ci niezmiernie wdzięczna za pomoc, ale nie licz, że będę się z tej wdzięczności spoufalać - oznajmiła hardo i zaraz znowu chrząknęła, speszona zerkając na boki. Wysłuchała tego co miał robić Damon i spojrzała na niego przepraszająco. - Będę Ci pomagać - zapewniła go, a słysząc o kajucie ponownie się spięła. - Mam nadzieję, że nie Twoją prywatną... - szepnęła, powoli idąc na statek. Już zaczynało jej się kręcić w głowie. Jak ona zniesie tą podróż? Co jak dotrze do Marchwii niespełna rozumu? Los spłatał jej doprawdy okropnego psikusa...!
Klara
Klara odetchnęła z wyraźną ulgą, słysząc, że chłopak w razie co będzie mógł jej pomóc. Uśmiechnęła się do niego wdzięcznie.
OdpowiedzUsuń- Niezmierne to szczęście, że ze mną płyniesz - przyznała. Słyszała o chorobie morskiej przeróżne opowieści, a patrząc na to z kim płynie zawroty głowy były wręcz nieuniknione. Damon był doprawdy cierpliwy, Lunie zdecydowanie brakowało kultury, a on zdawał się tym zupełnie nie przejmować. Klara nadęła lekko policzki gdy znowu usłyszała o tym Cukiereczku, ale uznała, że lekceważenie tego przezwiska będzie po prostu najlepszym rozwiązaniem. Spaliła jednak buraka, gdy padło coś o przyjmowaniu do siebie. - No wiesz?! Co to za plugawe sugestie?! Wypraszam sobie...! - fuknęła na Lunę i spojrzała po Damonie. - W razie gdybyś był w potrzebie, to oczywiście, że pomocy nie odmówię, ale proszę, nie słuchaj tej... - powstrzymała język - ... piratki - dokończyła odrobinę podirytowanym głosem. - Nie mam w zwyczaju spraszać do swoich kwater mężczyzn - wolała sprostować, aby przypadkiem nikt tu nie miał jakiś brudnych planów. Odsunęła się na krok, gdy Luna dotknęła jej warkoczy. - Och, całe szczęście, mam nadzieję, że za często tej jaskini zuchwalstwa i rozpaczy nie opuszczasz - odwróciła ostentacyjnie głowę od dziewczyny i przysunęła się bliżej Damona. - Dwadzieścia cztery, co najmniej, dla Ciebie postarałabym się o całe dwadzieścia cztery księżyce - wydęła usta i niepewnie rozejrzała się po pokładzie. To zdecydowanie nie była podróż w jej guście, ale cóż, dla brata mogła się poświęcić. - Gdzie mogę ostawić tobołek? - zapytała od razu. Zwiedzanie okrętu nie bardzo ją interesowało, w sumie to najchętniej zamknęłaby się w kajucie na cztery spusty i wyszła dopiero w Marchwiach.
Klara
Klara speszyła się odrobinkę.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, że nie zamierzasz, wolałam sprostować sugestię Luny - odpowiedziała czując nieprzyjemne uczucie, gdy spojrzał na nią z tym specyficznym wyrzutem w oczach. Nie powiedziała nic złego, zaznaczyła jedynie swoje, głośno i wyraźnie. Nylian na pewno by ją za to pochwalił. On zawsze ją chwalił i rozumiał jej intencje. Spojrzała zaraz po Lunie dalej obruszona.
- Może więc po prostu przestanę do Ciebie mówić, co byś z zachwytu nie zapomniała o swoich obowiązkach - prychnęła pod nosem i zaraz się skrzywiła. Ta dziewucha naprawdę nie miała wstydu. Zachowywała się jak te wszystkie zapite mordy z karczmy jej rodziców. Nie skomentowała już przebywania w kajucie, na szczęście statek był na tyle duży, że spokojnie dało się tu Luny unikać. Klara w trakcie zwiedzania bardziej skupiła uwagę na dość chwiejny pokład, na bród i ogólny nieład. Słuchała gdzie co jest, ale bardziej obserwowała z niesmakiem "opłakany" stan statku. Ten wcale nie był zaniedbany, ale w głowie Klary wszystko wyglądało tu po prostu źle i jeszcze gorzej. Do swojej kajuty wpadła właściwie od razu, gdy Luna tylko ją wskazała, odłożyła tobołek i odetchnęła z ulgą, nie było najgorzej. Usiadła nawet na swojej pryczy, ale zaraz spotkała wyczekujące spojrzenie Luny i wstała naburmuszona. Najważniejsze wiedziała, niby co tu jeszcze pokazywać? Skrzywiła się widząc na czym będzie spał Damon.
- Doprawdy jesteś okrutna... - pokręciła do Luny głową i zaraz spojrzała na Damona - Mogę się z Tobą zamienić na kilka nocy - stwierdziła. To nie godziło by spał w takich warunkach tylko ze względu na płeć. Skrzyżowała ręce na torsie. - Najwyraźniej u niektórych kultura jest mało postępowa - bąknęła pod nosem, zerkając gdzieś w bok. Klara skrzywiła się również na groźby skierowane do chłopaka, mierziły ją, chociaż poczuła pewną dozę bezpieczeństwa, czego oczywiście nie zamierzała przyznawać. Argarczycy bywali dość... nieprzewidywalni. Mimo wszystko jej buzia stała się purpurowa, gdy tylko wspomniane zostały jądra. Tak zdecydowanie nie przystało. Kiwnęła niepewnie głową na słowa o swobodzie, ale cofnęła się mimo wszystko o krok. Jakoś jej nie specjalnie ufała w te słowa. Damon może jej krzywdy nie zrobi, ale Luna... Luna była jeszcze bardziej nieprzewidywalna niż niektórzy Argarczycy. Klara zdecydowanie tego nie lubiła. Dziewczyna zacisnęła zęby słysząc o wyprowadzaniu z portu i odprowadziła Lunę wzrokiem. - Chyba już mi niedobrze... - szepnęła, przysłaniając usta. Na samą myśl o tej chybotliwej łajbie miała wrażenie, że robi się zielona.
Klara
Klara nie nalegała na tą zamianę, jednak brała pod uwagę, że ta mimo wszystko może dojść do skutku. Nigdy nic nie wiadomo i może Damon będzie jednak w trakcie tych kilku dni potrzebował większego komfortu. Chwilowo to czuła, że ona go potrzebuje, a kiedy statkiem zaczęło jeszcze mocniej kołysać, bo ten ruszył, to dziewczyna przyłożyła dłoń do ust i poczuła mdłości. Na wieść o "godzince" otworzyła szeroko oczy, bez słów pytając "ile?!" Przepchnęła się zaraz do schodów, by wyjść na górę pokładu, a tam podbiegła do burty i zwymiotowała do wody.
OdpowiedzUsuń- Święta Panienko... Ratuj mnie... - miała wrażenie, że cała robi się blada i zjechała zaraz po burcie do ziemi, by tam zamknąć ciasno oczy i łapać głębsze oddechy. - W Imię Ojca i Syna i... - poczuła kolejną falę i szybko się podniosła co by ponownie zwymiotować do wody. Oparła czoło o grań burty i klęczała na tej brudnej pokładowej podłodze - ... i Ducha Świętego... - wzięła kolejne głębokie oddechy.
Klara
Klara w pierwszej chwili chciała jej coś odburknąć, ale przyszły kolejne torsje i znowu musiała wystawić głowę za burtę, zaraz po tym posłała jednak Lunie swoje nieprzyjemne spojrzenie. Sama była szczurem! Chętnie by jej to powiedziała, ale aktualnie nie bardzo była w stanie. Opadła na kolana i przymknęła oczy, tak jak poradziła Luna, ale wtedy w głowie to już w ogóle zaczęło jej wirować i znowu musiała wstać by zwymiotować.
OdpowiedzUsuń- Chcesz mnie zabić?! Może od razu mnie tam wyrzuć, co?! - fuknęła wściekła i przetarła swoje załzawione oczy. Zacisnęła palce na burcie i otworzyła oczy nienaturalnie wręcz szeroko. Skoro zamykanie nie pomogło, to może odwrotność zadziała? Szlochnęła załamana. - Za jakie grzechy? Za jakie grzechy miłościwa Panienko? - zapytała drżącym głosem i uniosła oczy do nieba. Łzy zaczęły jej spływać po policzkach. - Już tyle pokus odrzuciłam, a Ty dalej mnie karzesz za ten jeden błąd? Za tą jedną chwilę rozkoszy? - podciągnęła nosem. - Już starczy, błagam Miłościwa Panienko, już starczy... - szeptała swoje modły dalej, nadal mocno zielona.
Klara
Te całe wygibasy Luny ani trochę nie pomagały. Co za okropna dziewucha! Klara odwróciła się tak by jej nie widzieć, opierając bok o burtę i mając ją za plecami. Skuliła się nieco, a słysząc o naparze mruknęła tylko "mhm" i zaraz zadygotała. Miała wrażenie, że robi się jej tu dziwnie zimno. Otuliła się ramionami i nadmuchała oburzona policzki, kiedy to ciekawskie jajo zaczęło dopytywać.
OdpowiedzUsuń- Nie Twój zasmarkany interes! - fuknęła na nią i zaraz pożałowała, bo poczuła kolejne torsje. Ledwo zdążyła się podnieść i wymiociny prawie trafiły na podkład, ale jednak się udało. Klara nabrała głębszych oddechów i zapłakała, znowu się kuląc. - To nieistotne, już nigdy więcej się nie zdarzy, nie istotne - mocno otuliła się ramionami.
Klara
Klara zasłoniła nos zaraz po pstryknięciu i naburmuszyła się na jej zaczepkę oraz śmiech.
OdpowiedzUsuń- Och, uważaj, bo zapewne liczy się dla mnie opinia takiej rozpustnicy jak Ty - prychnęła pod nosem, odganiając się od jej dłoni. - Nie złamię! - odparła pewna swego i zaraz znowu się skuliła. Tym razem nie wymiotowała, ale było jej po prostu bardzo słabo i niedobrze. Kontynuowała swoje modły, kiedy Luna w końcu ją zostawiła, a widząc napar spojrzała po nim krytycznym wzrokiem. Nie ufała niczemu co wychodziło z rąk tej dziewuchy, ale szczerze wątpiła, że aktualnie mogłaby się czuć gorzej, więc ostatecznie przyjęła napar i nieco go upiła. - Damon już coś dla mnie szykuje... - szepnęła i wzięła kolejny łyk. Zamknęła oczy i oparła głowę o burtę, ciężko oddychając. Miała nadzieję, że Luna nie wywinęła jej tu jakiegoś numeru, bo jak tak to nic nigdy więcej od niej nie przyjmie.
Klara
Klara odwróciła od niej wzrok.
OdpowiedzUsuń- Śmiem wątpić - stwierdziła. Jedyne co mogła wiedzieć to, to jak żyć bez zasad i moralności, a to Klary nie interesowało. - To się tam dobrze zabawiaj w swoim kącie, mój zostaw w spokoju, nie chcę Cię w nim, ani Twoich durnych rad - czego ta dziewucha tak wciskała nos, tam gdzie nie jego miejsce?! Klara starała się pić w miarę sprawnie napar i chociaż jej dłonie lekko drżały to jako tako dawała radę. No, przynajmniej do czasu o sztormie.
- Słucham?! - aż przytuliła do siebie naczynie. - Panno Miłościwa, dlaczego!?! - szlochnęła i spojrzała w niebo. Odstawiła zaraz napar i na czworaka zaczęła wędrować w stronę schodów na podpokład. - Damon, Damon! - wołała go głosem pełnym żalu. Odbiło jej się w trakcie tego żwawego "marszu", ale na szczęście tym razem się nie ulało. - Damon proszę! - rzuciła na szczycie schodów i oparła głowę o barierkę, wyraźnie załamana. - Ja chcę do Nyliana... - szlochnęła pod nosem. Gdyby tylko umiała to chętnie cofnęłaby się do czasu spędzone z elfem i tam już została... na stałe.
Klara
Klara chwyciła się zaraz mocno koszuli chłopaka i szlochnęła. Czuła się po prostu okropnie.
OdpowiedzUsuń- Będzie sztorm, a mi, a mi, a mi... - podciągnęła nosem zaciskając palce na materiale jego ubrania. - Tak mi źle... - zapłakała, pozwalając się prowadzić, jednak trzymając się go kurczowo, w obawie, że spadnie i coś się jej dodatkowego stanie. - Nie wytrzymam, nie wytrzymam - kręciła nerwowo głową, czując narastającą panikę. To nie był dobry pomysł, powinna siedzieć na wyspie i czekać. Ona nie była stworzona do przygód, powinna czekać na Nyliego, z nim wędrować, po ziemi, po lądzie... Daleko i blisko... Co ją pokusiło?! Co ją pokusiło do diaska! Wiedziała, że brat był ważny, bardzo ważny... No właśnie brat... Klemens... Na myśl o jego twarzy odrobinkę się uspokoiła. Nawet nie zarejestrowała, że siedzi już we własnej kajucie, dopiero teraz zaczęła to zauważać. Niemrawo spojrzała po Damonie, gdy do niej wrócił. Przetarła zapłakaną twarz oraz oczy i sięgnęła po proszki, które jej podawał. Od razu je łyknęła po czym zadrżała lekko i objęła się ramionami. - Zimno mi... - szepnęła, siedząc na swojej pryczy zmarnowana. Zerknęła po owsiance, ale aktualnie ciężko jej było w ogóle myśleć o zjedzeniu zupy, mimo, że ta naprawdę ładnie pachniała. Klara powoli, bo powoli, ale zaczęła zdejmować z nóg trzewiki i wciągnęła na górę stopy, co by zwinąć się w kulkę pod ścinaną. - Dziękuję... - szepnęła, czekając na efekt proszków.
Klara
Klara przyjęła koc, mocno się wtulając w materiał i zaciskając go na sobie jeszcze bardziej. Sama patrzyła w ścianę, lekko dygocząc z zimna i nieprzyjemnych dreszczy jakie aktualnie czuła na swoim ciele. Na zapewnienie Damona średnio zareagowała, ale gdy wspomniał o sile, zerknęła po chłopaku zmęczonym wzrokiem.
OdpowiedzUsuń- A skąd Ty to niby możesz wiedzieć? - zapytała, z nutką irytacji w głosie. Właściwie ledwo się znali, a ten jegomość wyskakiwał z słówkami jakby znali swoje rozterki i przeszłość. Nieco urażona wróciła do oglądania ściany, jednak słysząc o Nylianie, uśmiechnęła się delikatnie, a potem poczuła ukłucie w sercu. Oparła skroń o ścianę, a warga lekko jej zadrżała. - Tęsknię za nim... - szepnęła. - Boję się o niego... Jest z Azylskim pochodem... - mówiła cicho, wyraźnie zmartwiona. Przymknęła oczy, czując kolejne odbicie. Zasłoniła usta, speszona i skuliła się trochę mocniej. Co za wstyd. Podciągnęła nosem, czując łzy przy oczach. Uśmiechnęła się mimo wszystko na pytanie o to co lubi w Nylim.
- Jest bardzo dostojny, kulturalny, ciepły, nie jest zuchwały... Jest czuły i subtelny... - ponownie przymknęła oczy i zaciągnęła się leciutko powietrzem. - Pachnie jak wiosenny poranek... Ptaki ćwierkają w moich uszach, gdy tylko go danego dnia widzę... - rozmarzona wtuliła się w koc tak, jakby miała przy sobie elfa. Pytania mocno pobudzały jej poetycką duszę i na chwilę pomagały zapomnieć o złym samopoczuciu. Klara odrobinę wywinęła się z koca i spojrzała po Damonie. - Ma wiele czarujących gestów, całowanie wierzchu mojej dłoni, przedłużone, wpatrzone spojrzenie, szarmancki uśmiech... ale przede wszystkim to jakich zmian dokonał. Poznałam go w opłakanym stanie, a teraz... Teraz gdy na niego patrzę i widzę jego dostojną aparycję to serce szybciej bije w piersi i rozpiera mnie radość wielka... - ułożyła się plecami do ściany i rozmarzona patrzyła po suficie kajuty. - Pocałuję... Nie ważne, czy będziemy sami, czy z innymi... Jak go zobaczę to pocałuję... - policzki Klary wyraźnie się zaczerwieniły, a kiedy zdała sobie sprawę, że mówi to na głos, to szybko zakryła się kocem pod sam nos i znowu skuliła zawstydzona. - Chyba, chyba... - szukała jakiegoś powodu dla którego nie mogłaby już za wiele mówić. Sen zdawał się zbyt ciężki do udania aż tak nagłego zaśnięcia, ale z pomocą przyszła owsianka. Klara wyplątała się z koca i sięgnęła po zupę, co by wsunąć w usta pierwszą łyżkę i odetchnąć z ulgi. Tak, teraz usta miała zajęte.
Klara
Klara skuliła się mocniej, gdy wspomniał o tym co przeszła, o tym co słyszał.
OdpowiedzUsuń- Nie zawsze warto słuchać plotek... - oznajmiła dość oschle, ale i smutno, drżąc lekko na całym ciele. Zerknęła na Damona niepewnie kiedy wspomniał o jej uśmiechu. Spojrzała po nim trochę przyjaźniej kiedy uraczył ją dobrym słowem, a na wzmiankę o Flondrze zarumieniła się wyraźnie, jednocześnie jednak nieco burmusząc policzki. - A tak! Niech sobie nie myśli, że zuchwalstwo popłaca! Nie ze mną te numery. Na ładną buzię i sztuczne uśmiechy to sobie może łapać naiwnych chłopaczków! - wyrzucił z lekkim prychnięciem. - Nylian nigdy by na nią nie spojrzał. Zupełny brak taktu i jeszcze myśli, że jest zabawna - prychnęła Klara, czując się wyraźnie podbudowana słowami chłopaka. - To bardzo niekulturalne z jej strony, że tak Cię traktuje tylko ze względu na płeć. Dzielnie to znosisz - sama go lekko pochwaliła.
Kiedy już przełknęła kęs swojej owsianki uśmiechnęła się, dalej rumiana.
- Dziękuję - szepnęła i westchnęła, dalej rozmarzona. - On o mnie mówi o wiele piękniej - przytuliła się do miseczki, latając przez chwilę myślami w obłokach. - Nikt nie mówi tak pięknie jak on - dodała i zaraz chrząknęła, wracając na ziemię. - A Ty? Ty masz kogoś o kim pięknie mówisz... albo myślisz? - spojrzała zaciekawiona po chłopaku. Uwielbiała słuchać o historiach miłosnych innych ludzi. Mdłości też jej powoli przechodziły, a owsianka wyjątkowo smakowała w aktualnym momencie.
Klara
Klara zawstydziła się na uwagę chłopaka i speszona spojrzała w dół.
OdpowiedzUsuń- Wybacz, to rzeczywiście niegrzeczne w stosunku do Ciebie - przyznała jeszcze na chwilę przenosząc wzrok w bok. Odrobinę się naburmuszyła, nie była wcale aż tak niegrzeczna, poza tym źle się czuła przez co rozdrażnienie dawało się we znaki... Nylian by to zdecydowanie zrozumiał, a nie to co inni. Przemyślenia jednak zostawiła dla siebie i swojej głowy. Klara spojrzała po Damonie.
- Ale co to w ogóle za wyjaśnienie? Że niby bycie okropnym dla mężczyzn i odwet miałby tu jakkolwiek załatwić sprawę? Tosz to idiotyczne. Kiedy dla mnie ktoś jest niemiły i się panoszy, to wcale nie mam ochoty być przyjemna dla takiej osoby. Przez tak płytkie i barbarzyńskie podejście można co najwyżej nasilić niechęć do płci przeciwnej. No... ale skąd taka zuchwała piratka mogłaby to wiedzieć, przecież ona widzi jedynie czubek własnego nosa - prychnęła. - Myśli, że jej wszystko wolno, i że nie pozna konsekwencji własnych zachowań, guzik. Niech się trzyma z dala. Płynę jedynie na jej statku, nie muszę z nią przebywać i nie zamierzam - oznajmiła i zaraz lekko się do niego uśmiechnęła. - Bardzo bym była rada, gdybyś mimo wszystko chociaż spał w lepszym miejscu. To z mojego powodu tu jesteś i bardzo to dla mnie niekomfortowe, pomagasz mi, a dostajesz tutaj umniejszanie ze względu na płeć, bardzo mi się to nie podoba - przyznała. - Dobrze, w razie co moje uszy będą otwarte na Twoje narzekanie - przytaknęła mu głową i lekko się zaśmiała. Spoważniała, gdy tak nagle posmutniał, spojrzała po nim również odrobinę smutniejąc.
- Wiesz... Kiedy poznałam Nyliana to nie śmiałam przypuszczać, że za jakiś czas obdarzę go uczuciem. Uważam... a właściwie to jestem pewna, że pewnego dnia znajdzie się ta konkretna osoba, którą będziesz chciał chować w ramionach. Mam nadzieję, że i ona będzie chciała w Twoich ramionach się skryć, a jak nie, to, że uda Ci się ją do tego zachęcić - uśmiechnęła się do niego delikatnie, chcąc chociaż odrobinkę pokrzepić. - Horyzont Damonie jest zbyt szeroki by kompletnie nikt się na nim nie pojawił, nie trać wiary - spojrzała po nim przyjaźnie.
Klara
Klara spojrzała po Damonie.
OdpowiedzUsuń- No i niby jak opryskliwość jednej z tutejszych kobiet miałaby obronić tę dwunastolatkę przed ewentualną krzywdą? Wybacz, ale znam wielu takich, którzy dla zwykłego utarcia nosa Pani Srapitan zrobiliby krzywdę tej małej, aby udowodnić swoje męskie racje. Ty akurat jesteś miły i kulturalny, Ty się zamierzasz dostosować, ale zdecydowana większość mężczyzn miałaby głęboko w poważaniu słowa Luny - oznajmiła pewna swego. - To nie jest ochrona, to jest prowokowanie i puszenie się. "Och, uważaj chłopczyku bo Ci zrobię kuku jak będziesz niegrzeczny" pfy... - Klara prychnęła pod nosem. - Gdyby chociaż jeszcze była straszna, a nie zuchwała, to może by to działało - dodała, dalej z lekkim grymasem na twarzy. - Oczywiście, że ma znaczenie, jak chce ktoś zmieniać świat, to niech zacznie od zmieniania siebie! Jak chce by kobiety szanowano, to powinna szanować mężczyzn i inne kobiety, szanować siebie i próbować stanowić przykład! - zaznaczyła twardo. - Aktualnie to co okazuje innym na pewno nie prowadzi do tego, by ktoś zaczął na kobiety patrzeć przychylniej. No i sama nie szanuje innych kobiet więc niech te swoje zasady w tyłek sobie wsadzi - podsumowała wyraźnie naburmuszona. - Phi, nie pójdę, siłą mnie będą musieli do jej kajuty prowadzić - oznajmiła. - Jeść zamierzam tak jak reszta załogi, w tym samym miejscu co oni - zapewniła. - Ja nikomu obietnic posłuszeństwa nie składałam, jest kapitanem tego statku, nie moim - pokręciła głową i zaraz położyła Damonowi rękę na ramieniu. - Jakbym słyszała Nyliana przy naszym pierwszym spotkaniu. Zobaczysz, jeszcze się zdziwisz. Miłość potrafi pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Jestem pewna, że i Ciebie kiedyś odnajdzie - uśmiechnęła się do niego łagodnie.
Klara
Klara ponownie lekko prychnęła.
OdpowiedzUsuń- To już lepiej niech nie robi wyjątków, jak wielka Pani kapitan jest zbyt wielka by umieć się zachować - stwierdziła, zerkając po rozbawionym Damonie. Zdawał się mieć nad wyraz pogodne podejście do życia, Klara uśmiechnęła się nieco cieplej na to stwierdzenie. Cieszył ją fakt takiego towarzysza, miała wrażenie, że łatwiej przy nim wyrzucić te wszystkie złości i odetchnąć pełną piersią. Mimo obruszenia wizja, o której wspomniał Damon rzeczywiście mogła być dość rozbrajająca i Klara delikatnie się zaśmiała. - Racja, mogłoby to wyglądać całkiem komicznie, ja pewnie byłabym wściekła, ale dla osób z boku taki widok byłby istną rozrywką - przyznała. Zaraz jednak spoważniała i pokręciła głową. - Och, podziękuję za taki rodzaj pełni życia, zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie chwile, gdzie mi dobrze i przyjemnie, a nie, gdy się pieklę. Zapewniam, że w tamtych chwilach życia we mnie o wiele więcej - stwierdziła zadowolona.
Klara
Klara uśmiechnęła się odrobinkę zawstydzona, ale powoli kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Bez obaw, nic jej nie będę podsuwać - zapewniła i zaraz zrobiła duże oczy, słysząc o rekinach. - Och nie! Nie pozwolę! Jak mnie zmusi to będę wojować nawet szczotą pokładową - rzuciła pewna swego i lekko się zaśmiała na tą wizję. To też pewnie wyglądałoby całkiem zabawnie dla obserwatorów. Klara uśmiechnęła się przyjemniej do samej siebie, a na jego niedowierzające pytanie przytaknęła głową.
- Oczywiście - uniosła dumnie brodę i zaraz zerknęła za wąskie okienko, które miała w kajucie. - Przy Nylim to moje fantazyjne historie i opowiastki aż się ze mnie wylewają. Przy nim nawet zwykłe zbieranie grzybów pełne jest życia - przyznała rozmarzona i zaraz wróciła wzrokiem do Damona. - Z całym szacunkiem Damonie, ale by to zobaczyć, musiałbyś uczestniczyć w naszych schadzkach, a to byłoby bardzo niestosowne - pokręciła głową. - Nie ma takiej opcji, ale być może dane Ci będzie zobaczyć i inne momenty, w końcu, w podróży ludzie dość mocno się poznają - zauważyła z łagodnym uśmiechem. - Ja o Tobie też aktualnie zbyt wiele nie wiem, ale chętnie poznam Cię lepiej. No, chyba, że okażesz się równie niefrasobliwy co Pani Kapitan tego okrętu, wtedy raczej podziękuję za dalsze poznawanie - stwierdziła pewnie.
Klara
Klara również się wyraźnie rozchmurzyła przy śmiechu Damona. Nie była mu dłużna, śmiała się wraz z nim. Kiwnęła głową, gdy podsumował jej osobę.
OdpowiedzUsuń- Tak, znakomitą - powtórzyła i sama spoważniała przy kontynuacji tematu. - Możliwe, że tak będzie, chociaż ciężko by rozłąka nie bolała, gdy masz wrażenie, że brakuje ci kawałka serca. Nie mniej... w tych czasach rzeczywiście powinnam się przyzwyczaić do tego, że mój dzielny rycerz będzie znikał na placach boju - westchnęła lekko, ale zaraz uśmiechnęła się subtelnie do chłopaka. - Też mam taką nadzieję, już obecność Luny przyprawia mnie o wystarczająco duże emocje. Z Tobą wolałabym utrzymywać relację na przyjemniejszym gruncie - uśmiechnęła się do niego pogodniej i zaraz rozejrzała się dookoła. Udało jej się nawet zjeść owsiankę przy tej całej rozmowie. - Och jej, chyba Twoje proszki działają, czuję... czuję się znacznie lepiej - pomasowała brzuch i odetchnęła pełną piersią. - Nawet to kołysanie nie jest teraz aż takie straszne... - dodała i spojrzała wdzięcznie po towarzyszu. - Naprawdę dziękuję, nie wiem jak Ci się odwdzięczę - posłała mu promienny uśmiech.
Klara
Klara spojrzała na Damona pytająco, kiedy ten wspomniał o nie delikatnej kwestii. Odrobinę się zarumieniła. Jeżeli zapyta o coś intymnego to zdecydowanie dostanie w twarz! To w jaki sposób zapowiadał swoje pytanie było dość specyficzne, jakby z góry się usprawiedliwiał. Dziewczyna spięła się odrobinę, ale kiedy w końcu pytanie padło, odetchnęła z ulgą i zaraz zamrugała szybciej oczyma, jakby nie do końca rozumiała.
OdpowiedzUsuń- Kiedy ja przecież mówię o ostateczności. Nylian by mnie nie zostawił, gdyby nie zobowiązania i słowo jakie dał. Obiecał odprowadzić dzieci do Azylu. Jest honorowym mężczyzną i dotrzymuje obietnic. Jeżeli go kocham to powinnam to uszanować. W końcu chcę aby i mi złożonych obietnic dotrzymywał. Byłoby bardzo niestosowne, gdybym wymagała, by inne obietnice lekceważył – zauważyła. – Dlaczego miałabym o sobie zapominać? Sama zaznaczyłam mu, że go kocham, ale ważne jest dla mnie odnalezienie brata. Wiedząc, że mogę ruszyć w poszukiwanie Klemensa i nie obawiać się o to, że Nylian poczuje się tym jakkolwiek dotknięty jest dla mnie bardzo dużym wsparciem. On mnie odnajdzie, my się odnajdziemy, gdy nadejdzie odpowiedni czas. Każdy z nas ma swoją małą misję do zrealizowania, nie sądzę by stawanie na drodze tego by zrealizował swoją było jakkolwiek oznaką miłości – zaznaczyła, skubiąc swoją sukienkę.
- Egoizm w miłości nie jest dobrym wyznacznikiem – pokręciła głową. – Ja osobiście nie rozumiem tego Argardzkiego zachwytu egoizmem. W miłości chodzi o dwie osoby, nie o jedną. Trochę mocno się zachłysnęliście tą samorealizacją i samodzielnością. Kompromisy i egoizm zdecydowanie nie idzie w parze – oświadczyła. Na jego kolejne słowa przytaknęła głową.
- Naprawdę. Ja również się cieszę, bardzo jestem rada i wdzięczna, szczególnie, że podobno nadchodzi ten cały sztorm… - odrobinę się spięła.
Klara
Ashan nie był szczególnie zadowolony, że z misji, gdzie miał mieć tylko jednego towarzysza nagle pojawił się głośny blondyn. Liczył na spokojną podróż, szybkie wykonanie swojego zadania i odpoczynek po wszystkich trudach jakie musiał znosić idąc do Phyonix. Niestety, Tony chyba bardzo lubił dręczyć innych. Dlatego też kiedy tylko znaleźli się w większym mieście - Aallenkor - miasto portowe, które wbrew pozorom znajdowało się daleko od morza dzięki ogromnej rzece płynącej przez kraj, zerwał się na wolny dzień. Zostawił przyjaciół samych, był pewien, że sobie poradzą, a Akane nie musiała dzień w dzień przecież pilnować jego nerwów. Przechadzał się mniej tłocznymi ulicami miasta, aż w końcu dotarł pod jedną z karczm. Tej o bardziej wątpliwej renomie. Idealnej, jeśli chciało się liczyć na odreagowanie. Zanim wszedł przysiadł na jednej z beczek i odpalił papierosa. Zaciągnął się powoli dymem, myśląc o tym, że jakoś będzie musiał wytrzymać aż do Fjelodd.
OdpowiedzUsuńAshan
Ashan palił papierosa z przymrużonymi oczami, chociaż słuchał uważnie co dzieje się dookoła. W tych okolicach warto było zawsze zachować czujność. Słyszał zbliżające się kobiece kroki - wyjątkowo wyważone, więc wiedział, że dziewczyna idąca w jego stronę potrafiła walczyć. Uchylił delikatnie jedno oko, aby zobaczyć, kto też chce przerwać mu jego chwilę spokoju. Luna? Otworzył drugie oko, nie będąc pewnym, czy wyobraźnia nie płata mu teraz figli, chociaż było to mało prawdopodobne. Przecież nic nie pił. Uśmiechnął się kącikiem ust. Nie był pewny co przyniesie to spotkanie. Rozstali się wyjątkowo szybko i nie był nawet pewien na czym stoją. On zdążył się określić jeszcze przed porwaniem, ale od Luny nigdy odpowiedzi się nie doczekał. Nie miał też zamiaru jej w niczym popędzać. Spojrzał uważniej po kobiecie.
OdpowiedzUsuń— Hei — przywitał się w ojczystym języku. Wzruszył ramionami, dalej z delikatnym uśmiechem na ustach. — Naprawdę schudłem? Wydaje mi się, że ubrania leżą tak samo — odparł, poprawiając koszulę, tym razem celowo odpiął jeden z guzików, udając, że chce sprawdzić, czy nie jest za luźno. Wrócił do niej wzrokiem, taksując jej sylwetkę. — Ty za to wyglądasz równie drapieżnie co zawsze — zauważył. Pokręcił głową na pytanie o podróż. Zaciągnął się mocniej papierosem, a dym wypuścił w przeciwną do Lu stronę, co by jej nie razić zapachem. — Obok pomyślności to ta podróż nawet. Codziennie były jakieś problemy, ciągle coś się działo, w zasadzie dalej jestem zaskoczony, że nie było więcej strat w ludziach, chociaż i tak sporo straciliśmy. A jak tam morze? — zainteresował się jej osobą.
Ashan
Klara spojrzała pytająco po Damonie.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, że bym go tutaj chciała, ale wiem, że nie zawsze mamy to co chcemy. Poza miłością są jeszcze powinności Damonie. Jeżeli rycerz coś obiecuje to powinien tych obietnic dotrzymywać. To by było okropne oczekiwać od niego, że złamie wszystkie dane słowa tylko dlatego, że ja go chce tu i teraz obok. Skoro biorę sobie rycerza za wybranka, to biorę go całego, razem z fachem jaki wykonuje. Jak bym wzięła piekarza, to siedziałby w domu i wypiekał mi chleb, ale nie wzięłam – zauważyła. Właśnie o tym egoizmie mówiła, Argarczycy zdawali się mocno w tym temacie przodować.
- Nie muszę mu tego mówić, on doskonale wie, że tęsknie i sam chciałby mnie mieć teraz obok. Rozłąka zawsze jest niebezpieczna. Nie potrzeba wojny do tego by umrzeć. Wielu ginie na zwykłych spacerach czy po drodze na targ lub właśnie w domu. Jeżeli Bóg uzna, że chce mi Nyliana zabrać, to i tak mi go zabierze, nie ważne czy będzie przy mnie, czy daleko – zaznaczyła. Uniosła zaraz brwi słysząc, że niby wykazuje się egoizmem.
- Słucham? Nie prawda – pokręciła głową. – Zarówno poszukiwania mojego brata, jak i uczestnictwo Nyliana w drodze do Azylu mamy ze sobą przedyskutowane. Nic w tym egoistycznego. Nylian wie, że jeżeli znajdę trop brata, to nim ruszę, tak właśnie ustalaliśmy. Poza tym wymieniamy się korespondencją, wymienialiśmy znaczy, bo aktualnie nie mam mu jak wysłać listu, jednak gdy tylko dotrę do Marchwii udam się posłać wiadomość. Gdzie tu niby jakikolwiek ślad egoizmu? On pozwala mi robić coś na czym mi zależy, a ja pozwalam jemu, mimo, że chcielibyśmy przy sobie trwać, to pozwalamy by ta druga strona mogła realizować swoje cele. Nikt nikogo nie trzyma w klatce, jesteśmy wolni i kiedy się spotkamy to… To damy upust tej wolności, na naszych zasadach – poinformowała. – Właśnie to uważam za wyznacznik miłości, pozwolić swojej drugiej połowie się realizować i dążyć do rozwoju tej osoby, dawać jej wsparcie i po prostu przy takiej osobie trwać.
Klara
Spojrzała po dłoni Damona, którą ją poklepał i zaraz przeniosła na niego spojrzenie. Posmutniała wyraźnie po czym odwróciła głowę od chłopaka.
OdpowiedzUsuń- To nie tak, że nie umieram... - szepnęła cicho. - Wierzę w niego, to prawda, staram się na tym skupiać, bo gdybym skupiła się na niepokoju jaki czuję, to równie dobrze mogłabym siedzieć w kącie i nic nie robić... Po prostu wierzę, że do mnie wróci cały i zdrowy - przyznała cicho, jednak dalej ze strapieniem na twarzy. Czyżby za mało się o niego troszczyła? Czy to źle, że jej wiara była większa od obaw? Pewnie wychodziła na naiwną... ale kochała go, kochała całym sercem, tego akurat była pewna. Podniosła trochę pewniejsze spojrzenie do Damona.
- Zapewne z takim podejściem będziesz cudownym partnerem, ale raczej dla kogoś kto nie lubi smaku ryzyka. Chyba, że będziesz gotowy ryzykować wraz z ukochaną - uśmiechnęła się do niego delikatnie, a kiedy wspomniał o tym, że jest silna spuściła wzrok i zaczęła skubać sukienkę.
- Tak myślisz? - uśmiechnęła się do samej siebie. - Mam nadzieję, że rzeczywiście tak jest - przytaknęła mu, a zaraz poczuła jak statkiem mocno zarzuca.
- Panienko Najświętsza! - aż ją na pryczy przerzuciło bliżej krawędzi łóżka i niewiele brakowało, by twarzą zaryła w podłogę pokładu. - Damon!? Damon, wszystko dobrze?! - zczołgała się z łóżka i na czworakach zaczęła iść w jego stronę, zaraz jednak pojawiły się kolejne gwałtowne ruchy i Klara skończyła przerażona, obejmując ramionami nogi Damona i plecąc swoje modlitwy.
- Do kogo?! - fuknęła, słysząc o jakiejś Kalipso. - No nie, teraz to już na pewno pomrzemy! ZDROWAŚ MARIO, ŁASKIŚ PEŁNA...! - zaczęła się modlić głośno i wyraźnie, uparcie zaciskając swoje odrętwiałe ciało, dalej na nogach Damona. Nie ma opcji, ze cokolwiek zabezpieczy, chyba, że samą siebie, co właśnie robiła.
Klara xD
Pokręcił delikatnie nosem na stwierdzenie, że zmizerniał. Będzie musiał to nadrobić w takim razie. Chociaż dalej czuł się równie silny, chociaż cholera wiedziała, czy to nie był kryształ w mieczu czy po prostu geny ojca. Niemniej nie miał zamiaru wychodzić z wprawy. Szczycił się w końcu swoją siłą. Potrafił wygrać na rękę z drakonami i dla niego był to powód do dumy.
OdpowiedzUsuń— Mało sprężysta mówisz? — zapytał, patrząc po niej uważniej. — Ranisz mnie — rzucił, uśmiechając się nieznacznie, gasząc papierosa, którego zdążył już spalić. Wyrzucił go do pobliskiego śmietnika. Oddał delikatnie jej pocałunek, chociaż ten dalej nie mówił mu za wiele odnośnie tego na czym stali. Zaczął słuchać co mówiła o morzu. Wizja sztormu nie brzmiała zbyt zachęcająco. Na szczęście on szedł w przeciwną stronę i nie musiał martwić się romansem ze wzburzonym morzem. Zaśmiał się pod nosem. Jak nie morze, Azyl to pewnie inne problemy ich spotkają, skoro szedł z dwoma magnesami na kłopoty.
— Mówisz, że Kalipso nie podoba się wojna na lądzie, hm? — zainteresował się, nie spuszczając z niej wzroku. Wziął rum do ręki, upił łyk, przełykając przyjemnie palący po gardle płyn. Oddał jej zaraz trunek. — Z chęcią — odparł na propozycję. Wstał z miejsca i podał rękę dziewczynie.
Ashan
Klara uśmiechnęła się do niego lekko.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że znalazła by się na pewno jakaś kobieta, której odpowiadałoby Twoje podejście - przyznała, bo wcale nie wierzyła, że lepiej, że nikogo nie ma. - Jedyna ulga dla Ciebie w tym, że rzeczywiście Twoje serce może być spokojniejsze, bo nie masz jak stracić ukochanej osoby - stwierdziła. - Może dane Ci będzie poznać ukochaną w spokojniejszych czasach - posłała mu jeszcze jeden delikatny uśmiech i już nic więcej nie dane jej było w tym temacie powiedzieć.
Kiedy Damon chciał wyswobodzić swoje nogi z jej uścisku musiał się chwilę namęczyć, ale koniec końców udało mu się, a przerażona Klara schowała głowę w jego ramionach, tak jak polecił. Bała się gdziekolwiek teraz ruszyć.
- PAN Z TOBĄ, nie umrzemy, ŁASKI PEŁNA!! - wplotła w modlitwę słowa chłopaka. Zaraz zacisnęła mocniej palce na jego koszuli. - Nie żartuj tak podle!! - fuknęła, łkając lekko. - Maryja Panna to nie jakaś plugawa Kalipso! - fuknęła przerażona i zamknęła ciasno oczy.
- BŁOGOSŁAWIONAŚ MIĘDZY NIEWIASTAMI...! - uniosła załzawione oczy do sufitu i połykając łzy modliła się dalej.
Klara
Klara odrobinę uspokoiła się dopiero po którymś z kolei powtarzanym dźwięku. Wtedy znowu schowała głowę w torsie Damona i drżącymi dłońmi trzymała się mocno jego koszuli. Od łez zaschło jej w ustach, więc i modlitwy stały się trochę cichsze, aż w końcu jedynie poruszała ustami, powtarzając wyuczone wersety.
OdpowiedzUsuń- Mhm - mruknęła, bo chociaż nie przepadała za Luną, to aktualnie jej pewny głos i wydawane polecenia dawały nadzieję na wyjście z tych opałów cało. Podciągnęła nosem, gdy zadał pytanie.
- Za jej zuchwalstwo i brak szacunku do moich prywatnych rzeczy. Ukradła mi mój ukochany notes, a potem się tym chełpiła i kpiła sobie ze mnie... Przebrzydła dręczycielka, która myśli, że jest zabawna. Zabawa jest, gdy dwie strony się śmieją, a nie kiedy robi to tylko jedna! - burknęła, dalej w niego wklejona. - Głupia frywolna dziewucha, która nawet nie umie przeprosić za swoje niestosowne zachowanie i myśli, że jak zapomni o temacie i nie będzie go wspominać to wszystko jej przejdzie mimo chodem. Oj nie, nie ze mną te numery... - zacisnęła nerwowo palce i zęby.
Klara
Ashan zaprzeczył ruchem głowy, chociaż nie spuszczał wzroku z kobiety.
OdpowiedzUsuń— Ranisz, ranisz — powtórzył. — Po takim czasie pierwsze co mówisz i mnie obrażasz, Wilczku Morski — odpowiedział. Z początku chciał ją nazwać księżniczką, ale uznał, że odpuści sobie takie komentarze w przestrzeni publicznej. Parsknął delikatnie śmiechem, zakrywając usta, kiedy przyrównała go do nieskazitelnego boga. Takiego komplementu jeszcze nie słyszał. Chociaż biorąc pod uwagę w jaki sposób niektórzy przedstawiali męskie bóstwa nie był pewny czy faktycznie był to taki komplement. Większość była strasznie zniewieściała, a on czuł się raczej męski. Szedł z nią do przybytku.
— A co się dzieje na wodzie? — zainteresował się.
Ashan
Mohe ostatnio był nieco bardziej zirytowany niż zwykle. Nie bardzo miał tu nawet z kim pobyć i z kim pogadać o tym co go trapi, bo wszyscy, z którymi miał lepszą relację wybyli. Chwilami żałował, że dalej nie jest tylko dziko podróżującym odludkiem. Relacje jakie udało mu się stworzyć były czymś miłym, ale nie, kiedy danych osób brakowało. Jako samotny wędrowiec nie miał takich problemów, bo nie miał relacji. Teraz wszystko wyglądało inaczej.
OdpowiedzUsuńDziś w obozie był sam, Emma spędzała czas z Febe i Yensenem, a on wziął się za ogarnięcie kilku bibelotów, jednak kiedy usłyszał kroki, spojrzał w stronę nadchodzącej osoby. Na widok Luny twarz mu się od razu rozpromieniła. Gładko przeszedł przez zwalony pień, który robił tu za "kanapę" i złapał piratkę w objęcia, by zakręcić się z nią jednorazowo i odstawić na ziemię.
- Luna! - widok jej twarzy był nad wyraz kojący. Zaśmiał się wesoło, miał wrażenie, że nie widział jej szmat czasu. - Znajdę nawet dwie - zapewnił i zaprosił ją do obozu gestem dłoni. Podarek oczywiście przyjął, dalej z uśmiechem, i uważnie go obejrzał.
- A co to takiego? - zainteresował się. - Zaraz posmakuję - przytaknął i kiedy weszli już w obręb obozu, to otworzył trunek i z gwinta skosztował. - Mmm... długo stało? - zapytał, bo smakowało wyjątkowo dobrze.
Mohe
Mohe nie oponował na ten krótki powitalny taniec, nawet go jeszcze bardziej rozchmurzył. Zaśmiał się na jej słowa.
OdpowiedzUsuń- A mi Twojej buzi - przyznał z szerokim uśmiechem i uważniej ją zlustrował, usta, policzki, nos, ostatecznie zatrzymał spojrzenie na oczach. - Ładnie wyglądasz - ostatnio kiedy się widzieli przechodziła mały kryzys, więc dobrze ją było zobaczyć w lepszym stanie. Raz jeszcze spojrzał po trunku, gdy Luna o nim opowiadała. - Ua, no to nieźle, a ja to tak z gwinta walę? Może powinienem wyciągnąć jakieś pozłacane kielichy? - rzucił żartobliwie, bo co jak co, ale picie z gwinta z nikim nie kojarzyło mu się tak bardzo jak z Luną. Podał jej butelkę, co by i ona sobie pociągnęła łyka.
- Przyznaję, mógłby nawet konkurować z Łapą - poruszył zabawnie brwiami. - Skarb Hefajke? Brzmi jak coś ważnego - zauważył, patrząc po dziewczynie zaciekawiony. - Co to za Hefajke? - dopytał. Na jej kolejne słowa sięgnęł po butlę i upił większy łyk.
- Taa, chociaż to bardziej wojna... samotne koczowanie w takich czasach to mało rozważne posunięcie, a ja chce sobie jeszcze pożyć... - podrapał się po głowie i znowu podał jej trunek z wyraźnym grymasem na twarzy. - No i mam tu pewne zobowiązania... dałem kurwa ciała Luna... - usiadł w siadzie skrzyżnym, oparł łokieć o kolano, a polik o dłoń i westchnął głośno.
Mohe
Ashan patrzył cały czas po Lunie, chociaż teraz uśmiechnął się nieco szerzej. Najwidoczniej dała się złapać na jego niewinną przynętę. Nie ukrywał, że połechtało mu to ego. Zwłaszcza, gdy zaczęła się uroczo tłumaczyć, że to było tylko z troski.
OdpowiedzUsuń— Nie powiedziałem, że jestem poważny — odparł, bo mimo wszystko nie chciał sprawiać jej przykrości. Uczucia Luny mimo wszystko coś dla niego znaczyły i nie chciał stracić swojego własnego miejsca, jakie zdążył u niej zająć małym żartem. Uniósł delikatnie brew do góry, kiedy zaczęła tłumaczyć, że ich relacja jest dla niej nietypowa. Czekanie, tak? Czekanie to jedno, a związek to drugie.
— A Ty czekałaś? — zainteresował się. Osobiście coraz bardziej miał ochotę wiedzieć na czym stoją. On w swojej deklaracji był całkiem jasny - jemu zależało, zdążyło go zauroczyć swoją osobą, ale nie chciał też wyjść na idiotę, który czeka na kobietę, która się nim bawi. Tego zdecydowanie w życiu nie potrzebował. A że lubił spędzać z nią czas - chciał wiedzieć czego miał od niej oczekiwać. Usiadł obok niej i zaczął uważnie słuchać o sytuacji na morzach. Przytaknął jej ruchem głowy.
— Słaby przeciwnik, hm? Nic tak nie zabija ducha dobrej zabawy — zgodził się z nią, polewając im wino, kiedy tylko do nich dotarło. — Perun porywa się też na morze, w takim tempie przegra wojnę przez brak żołnierzy, tutaj też się od nich roi, podobno w Lerodas też, krążą plotki, że łażą po całym Mathyr i się panoszą — zauważył.
Ashan
Słuchał jej z uśmiechem na twarzy, skromnością nigdy nie grzeszyła więc nawet się nie zdziwił tym stwierdzeniem.
OdpowiedzUsuń- Dobrze to słyszeć - kiwnął jej głową i dalej zadowolony obserwował. Naprawdę cieszył się, że jest u niej lepiej. Zaśmiał się na tego gwinta.
- No co? Musiałem Cię sprawdzić czy rzeczywiście wszystko dobrze, czy może jakaś palma odwaliła i się teraz po szlachecku stołujesz - ponownie się zaśmiał. Na słowa o "Łapie" nadstawił ucha i zaraz poczuł pewnego rodzaju dumę przez co wyraźnie się wyprostował.
- Ha! Czyli jednak... - zadowolony kiwnął głową. - Idealnie, po naszym ostatnim spotkaniu naszykowałem kolejny zaczyn, więc śmiało mogę porozlewać i mu zgrzewkę naszykować. Nie wiem tylko czy następne partie nie będą jak tu się trochę uspokoi... Aktualnie to prognozują za niedługo konkretne starcie - przyznał z lekkim grymasem. Kiwnął jej głową. - Będę więc czekał jutro - rzucił w temacie utargu. Uśmiechnął się do swoich myśli, no proszę, może rzeczywiście była szansa rozkręcić ten interes.
Kiedy zaczęła mówić o Hefajke poczuł pewnego rodzaju nostalgię. Tęsknił za takimi opowieściami, u Nhulu były one codziennością, więc teraz słuchał z uśmiechem, nad wyraz skupiony. Słysząc jak skończył pirat, który rozwścieczył Hefajke trochę mi mina zmizerniała.
- Uch... te kobiety... - pokręcił głową i spojrzał po Lunie trochę zaczepniej. Nie miał nic przeciwko, gdy ułożyła głowę na jego udzie, oparł po prostu dłonie za plecami i słuchał dalej, wyciągając i nogi do przodu.
- Piękna... - przytaknął jej głową i popatrzył w niebo. - Myślę, że gdyby istniał, to Hefajke tak łatwo by nie zatopiła tego okrętu. Z takim cackiem Barszczobrody mógłby z nią stoczyć prawdziwą wojnę - rzucił sobie luźno i zaraz znowu westchnął, wracając wzrokiem do siedzącej dziewczyny. Teraz to on walnął się na trawie i sobie ułożył głowę na jej udzie.
- Dziecko... - znowu spojrzał w niebo i się skrzywił. - Co prawda jeszcze nie narodzone, ale... dziecko zrobiłem... - spojrzał na twarz Luny, zaciskając usta w wąską kreskę.
Mohe
Reakcja nie tyle dotknęła Ashana, co chciał się podroczyć. Osobiście nie czuł się bardzo zmizerniały. Oczywiście miał zamiar teraz wziąć się bardziej za siebie i własną sylwetkę, skoro Lunie czegoś brakowało. Zaczął słuchać, gdy opowiadała o tym w jaki sposób czekała. Ścisnęło go w sercu nie tylko na jej słowa. Zdecydowanie nie miał zamiaru doprowadzać kobiety do łez swoją chęcia rozjaśnienia tego co ich łączy. Przysunął się do Luny. Objął ją i pocałował czule w usta - po części, żeby wiedziała, że on tutaj jest, a po części dlatego, że równie dobrze mógłby to być ich ostatni pocałunek, co sprawiało, że i on nie czuł się teraz zbyt pewnie. Spojrzał w oczy Lunie i delikatnie dotknął jej policzka, gładząc go po nim.
OdpowiedzUsuń— Ja wiem co czuję — przyznał bez ogródek. — I wiem dlaczego, uwielbiam to jaka jesteś i nie chcę Cię więzić swoją osobą — zapewnił ją. — Nie przeszkadza mi czekanie na Ciebie. Chcę, żebyś była sobą i nie traciła własnego charakteru, zwłaszcza przez mężczyznę. Ale… jeśli mam czekać — zastanowił się chwilę jak ubrać to w słowa. — Jeżeli mam czekać, chciałbym mieć zapewnienie, że moje usta i ciało to jedyne, którego chcesz, tak jak u mnie. Nie jestem, nie umiem żyć w poligamii i zbyt otwartej relacji — odparł w końcu.
Ashan
Klara pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- To czy pamięta mnie nie interesuje. Ja pamiętam - poinformowała, dalej mocno się go trzymając. Przytaknęła mu głową, gdy wspomniał, że był ważny i zaraz, mimo ogólnego przerażenia, dodatkowo posmutniała.
- Przepadł z całym moim bagażem w trakcie wędrówki, o której słyszałeś... - zacisnęła palce na jego koszulce, zamknęła oczy i uśmiechnęła się lekko, przypominając sobie twarzy Nyliana.
- Tylko przy Nylim... Tylko przy nim coś zapisuję. Dostałam od... od Ryu dostałam nowy notes, ale tylko przy Nylim czuję się na tyle bezpieczna by znowu coś w nim pisać. Wszędzie indziej mam blokadę... i nic nie mogę stworzyć. A ta idiotka tylko to potęguje... Przez nią, gdy nie ma Nyliego, ciągle zerkam czy ktoś i tego notesu mi nie spróbuje ukraść - znowu zacisnęła mocniej palce na materiale. Czuła, że sytuacja się uspokaja, ale nie odsuwała się od Damona ani na milimetr. Przetarła mokre policzki dopiero po chwili i wtedy też lekko się od niego odsunęła. Spojrzała po jego twarzy. Ponownie przetarła buzię.
- Nic dziwnego, że się boisz... - przyznała, bo sama przez Lunę zaczęła się o to bać o wiele mocniej niż miała w zwyczaju. - Ale może tak jak ja, znajdziesz gdzieś swoją ostoję, w której będziesz mógł spróbować. To bardzo oczyszczające i ekscytujące. Wiesz... Akane kiedyś zaśpiewała na scenie wiersz mojego autorstwa... To była jedna z najpiękniejszych niespodzianek jakie dla mnie zrobiła - przyznała, wyraźnie wzruszona tym wspomnieniem. Zaraz spojrzała po Damonie nieco zawstydzona, ale po chwili odrobinę naburmuszyła policzki.
- No co? W karczmie wielu chuliganów próbowało włożyć rękę pod spódnicę czy próbowało zachowywać się niestosownie. Kilka dobrych bur i zaraz się uczyli kultury. Matula zawsze mówiła, że jak trzeba to szmatą przez głowę i won! - przytaknęła głową na te słowa i zaraz spaliła buraka, znowu bawiąc się materiałem sukienki. - No ja może i szmaty nie używam, bo to niegrzeczne, ale język czasem mi się omsknie...
Klara
Mohe kiwnął jej głową, zadowolony, że nie musi się spieszyć z kolejną dostawą. Trunek jednak dobrze jak leżał jakiś czas, przynajmniej taki tworzony tą recepturą. Zaśmiał się na groźbę dziewczyny.
OdpowiedzUsuń- Lepiej się dobrze zastanów, to całe podduszanie nie brzmi znowu tak źle – uśmiechnął się do niej zawadiacko. Na słowa o kobietach uśmiechnął się pod nosem.
- Mhm, niektórym na pewno – przyznał. Kobiety rzeczywiście potrafiły być cholernie niebezpieczne. Kiwnął głową na teorię Luny co do kryształu.
- Ta opcja chyba nawet bardziej mi się widzi – przyznał. Brzmiało jak lepsze zakończenie.
Kiedy wspomniał o dziecku, a ona zerknęła na swój brzuch, sam lekko podniósł brew i po niej spojrzał pytająco. Czyżby wpadła ze swoim szlachciurem? Może później zapyta… Skrzywił się na pytanie o zioła.
- Zaczęła pić tyle, że dopiero po naszym seksie… - pozostawił to bez komentarza, ale jego westchnienie mówiło wiele.
- Nie, nie chciałem… nic więcej. Może chciałem, nie wiem kurwa… Ona chciała, ale powiedziała mi to już po… Była urocza, całkiem ciekawa, wiesz? – westchnął ciężko. – Postawiłem sprawę jasno, że jak chce coś więcej to ja chce ja lepiej poznać, a nie się ruchać… Myślałem, że to chyba dobrze, nie? – spojrzał na nią. – Dobrze, że nie chciałem jej brać, kiedy wiedziałem już, że się zadłużyła… - zamknął oczy i zacisnął zęby. – Ale ona i tak nie była tym zbyt zadowolona… Jakbym od razu miał się określać… - otworzył oczy i znowu spojrzał po twarzy Luny. Ponownie zacisnął zęby i jednak wstał do siadu. Podciągnął nogi bliżej i objął ramionami kolana i wsunął sobie palce we włosy, lekko je mierzwiąc.
- Chcę to za dużo powiedziane… ale zjebałem i wezmę za to dziecko odpowiedzialność… - przyznał i zaraz oparł brodę o kolano. Lekko się uśmiechnął, gdy mówiła o małym nim, biegającym pod nogami. – Akurat ta wizja jest całkiem przyjemna. O ile dziecko nie jest takim problemem, o tyle Emma… - pokręcił głową. – To jak się zachowała, w jaki sposób powiedziała mi o ciąży, to co tam mówiła… to jak inni klepią ją po głowie, a w moją stronę padają nieprzychylne słowa… - znowu walnął się na jej udzie i pokręcił głową. – Czar kurwa prysł… Nawet mi się podobała, no wiesz, z wyglądu i wydawała się fajna… ale teraz… Teraz jak na nią patrzę to widzę Iskę… - skrzywił się. – Moją popierdoloną byłą, która miała tak samo jak ta…
Mohe
— Nie powiedziałem, że jesteś — zauważył spokojnie. Nie miał nic takiego na myśli przecież. Sytuacja jednak nie była między nimi jasna i nie miał zwyczajnie pojęcia jak ona ją interpretowała. Oddał pocałunek, patrząc uważnie po kobiecie. Sam upił łyk wina. Zastanawiał się cały czas nad wszystkim co mówiła do niego kobieta. Dotknął delikatnie jej dłoni. Czy on był w stanie wyobrazić sobie samego siebie na stałe na morzu? Raczej w tej chwili było mu o to ciężko. Był ognistą istotą i raczej nie byłby zbyt bezpieczny, poza tym tutaj miał też rodzinę. A jednak nie uważał tego za wystarczający powód w tej chwili, aby tak po prostu z niej zrezygnować.
OdpowiedzUsuń— Lubię wyzwania — powiedział. Uśmiechnął się do niej delikatnie, nie odsuwając się. — Wytrzymywanie z Tobą jak dotąd było zaskakująco przyjemne. Nie chce rezygnować z tego co jest między nami, nie wiem, gdzie nas to zaprowadzi, ale chciałbym spróbować.
Ashan
— Co mam zobaczyć? — zapytał, bo nie rozumiał o czym ona teraz mówi. Długo się nie widzieli to prawda. — Tęskniłem za Tobą i zastanawiałem się co jest między nami, wcześniej nie padło nic oficjalnego, więc nie byłem pewny czy nie zmieniłaś zdania — wyjaśnił. Nie spuszczał z niej wzroku. Dla niego mimo wszystko to był poważny temat. Miał za sobą już jakieś relacje romantyczne, nie lubił niczego żałować. Chciał mieć pewność, że ona nie czuje się przez niego zraniona. Uśmiechnął się lekko, czując na ustach kolejny pocałunek. Pogłębił go delikatnie i przygryzł lekko ją wargę.
OdpowiedzUsuń— Jest bardziej tłoczno z uchodźcami, ale głośno jak zwykle — odpowiedział. — Nie ma tam oceanów, przynajmniej nie blisko naszego Phyonix, ale mogłabyś kiedyś zobaczyć, myślę, że jedzenie, alkohol i oazy przypadłyby Ci do gustu — opowiedział, opierając podbródek o rękę, łokieć miał oparty o stół. Ciężko było się skupić na jedzeniu, zdecydowanie aktualnie brakowało mu zupełnie czegoś innego.
Ashan
Uśmiechnął się do niej delikatnie na szelmowski sposób. Miło było słuchać, że za nim tęskniła. Zwłaszcza kiedy powtórzyła to już któryś raz.
OdpowiedzUsuń— Nie chodzi o to co widać na zewnątrz — pokręcił głową, nie spuszczając z niej wzroku. — Kiedy się rozstaliśmy nie byłem pewny na czym stoimy, nie mówiłaś czego ode mnie chcesz i nie dałaś odpowiedzi — przypomniał. — Nie zmienia to faktu, że miałem swoje… nadzieje i sam czekałem, aż będziemy mieli okazję się znowu spotkać. Miło, że ten dzień w końcu nadszedł — wyjaśnił co kotłowało mu się w ostatnim czasie w głowie. Przytulił ją mocniej do siebie, wdychając zapach oceanu, perfum i rumu. Zaskakująco przyjemna mieszanka.
— Phyonix to pustynny kraj, można tam trafić przez ognistą drogę w klanie Vidhu w tym kraju, albo przez sam kraniec pustyni Fasach, każda droga nie jest zbyt bezpieczna, ale za to sama kraina… no cóż dla mnie to wyjątkowo urodziwe miejsce, mamy ropuchy plujące ogniem, podziemne źródła, wulkany, oazy, miasto-państwo, myślę, że najbardziej spodobałaby Ci się dzielnica handlowa, pełna gospód, karczm, sklepów, straganów i wieczory, chłodne, pełne pokazów ognia i tańców, mamy własny alkohol, przypominający dżin, wodne fajki i zwykłe papierosy, arena walk też by Ci się spodobała, pewnie chciałabyś ją podbić… — zaczął opowiadać o różnych ciekawych rzeczach, które mogłoby ją zainteresować.
Ashan
Fakt, że się z niej śmieje nie był zbyt przyjemny, jednak przy tym najważniejszym dla niej temacie umiał zachować powagę, więc to się liczyło najbardziej. Zacisnęła usta na jego propozycję i spięła się delikatnie.
OdpowiedzUsuń- Na tą chwilę nie czuję się dość... dobrze... - przyznała. - Na łodzi tej harpii będzie raczej ciężko, nawet z obstawą - aktualnie ciężko było jej mówić o wenie na cokolwiek, czuła się bardziej jakby walczyła o życie. Miała chwilę spokoju i zaraz znowu coś... Na szczęście bujanie coraz bardziej przechodziło. Naburmuszyła się zaraz.
- Lunie!? Lunie nie poświęcę ani jednej strony w moim notesiku! - zaznaczyła hardo. - Jeszcze czego. Wolałabym wyprzeć jej istnienie z głowy, a nie jeszcze utrwalać jej osobę w piśmie, nie ma opcji - pokręciła głową, pewna swego. Spojrzała zaraz zaciekawiona na Damona.
- Przyjaciela, który musi dostać op... no... Co to za przyjaciel? - zainteresowała się. Zarumieniła się zaraz wyraźnie na słowa o śpiewaniu, speszyła się i zerknęła w bok, miętoląc w palcach materiał sukienki.
- Mhm... jak będę kiedyś miała ochotę to, to... to może się podzielę - szepnęła zawstydzona.
- Och jej! - podskoczyła gwałtowniej na jego gest z rozdarciem koszuli. - No wiesz?! Co wyprawiasz...?! - tak niszczyć całkiem ładne ubrania! Naburmuszyła się nawet lekko, ale kiedy wcisnął jej bandanę na głowę, zamrugała oczyma i znowu spaliła buraka. Spojrzała po Damonie z wyraźną konsternacją. Zaraz jednak jej wzrok zmiękł i nawet się rozczuliła. Sięgnęła dłonią, by dotknąć szmatę na swojej głowie i uśmiechnęła się subtelnie. Poczuła przyjemne ciepło przy sercu.
- Mama byłaby zachwycona... - szepnęła i uśmiechnęła się do chłopaka. - Dziękuję - kiwnęła mu delikatnie głową.
Klara
- Au! - Mohe zaśmiał się i pomasował swoją głowę, tak gdzie uderzyła. Rozłożył bezradnie ręce.
OdpowiedzUsuń- Jestem... - przyznał, bo rzeczywiście już spory czas nie miał kobiety. Westchnął lekko na słowa o jednym miejscu. - Żebyś wiedziała... - coraz częściej w jego głowie rysował się obraz by jednak stąd wybyć. Szczególnie ostatnio. Nie czuł się tu mile widziany... Dlaczego więc w ogóle miał brać udział w wojnie, która go nie dotyczy? Niby chodziło o dobro ogółu, ale... aktualnie nie czuł się jakby do tego ogółu należał. Na komentarz co do ziółek zrobił dość specyficzną minę.
- Ta, prawda? Niby się nie spodziewała, że gdzieś, coś, ale... mimo wszystko... - westchnął ciężko. Na wieść o jakim Kwiatuszku spojrzał pytająco po Lunie.
- Kwiatuszek? To ten Twój amancik z tytułami? - zapytał, bo nie wiedział o kogo chodzi. Na te drobne czułości Luny przymknął sobie oczy, miała ciepłe dłonie, miło było je poczuć na twarzy. Nie oponował, gdy bawiła się włosami. Otworzył oczy znowu po niej patrząc. Sam odpłynął myślami. Też tak myślał, też myślał, że zrobił dobrze, a jednak gówno prawda. Westchnął na to małe usprawiedliwienie Emmy.
- Tak wiem, nie łatwo... Ale łatwo też nie jest powiedzieć takiej osobie, że powinniśmy to lepiej rozegrać. Podobała mi się, naprawdę... - skrzywił się. - Może się czuła rozczarowana, ja też się tak teraz czuję - przyznał. Pokręcił zaraz głową.
- Niestety ale już usłyszałem inne słowa, które ciężko mi przypisać pod "tylko" jej rozczarowanie - znowu westchnął. - No właśnie, nie powinna, a zabrała... - ponownie się skrzywił. Przyjął butelkę od niej i pociągnął sporego łyka. Słuchał o Argarze i tylko upewniał się w przekonaniu, że nie powinien tu zostawać. "Powinieneś rzucić to w cholerę" aż mu zabrzmiało w uszach. Wziął kolejnego łyka.
- Może... - powiedział cicho. - Ale jestem za nią odpowiedzialny... Nosi moje dziecko... - tylko to go w sumie jeszcze powstrzymywało by stąd nie wybyć. Słysząc o tym jak jest dobry uniósł lekko brwi. Uśmiechnął się na słowa o kobiecie.
- Chciałbym Lu, by tak było, ale niestety ja też mam swoje demony... Nie jestem wcale taki dobry... Wkurwiony jestem najgorszą wersją siebie... - pokazał jej swoje poobijane kostki u dłoni. - Nie panuję nad agresją nad złością, nad słowem... Nie jestem wcale taki dobry... - podał jej butelkę i znowu przymknął oczy. Na pytanie o Iskę podniósł się do siadu i skrzywił wyraźnie.
- Pozwoliła mi uwierzyć, że jestem dla niej ważny... a kiedy zrobiło się niewygodnie, to po prostu uznała, że nic między nami nie ma i nigdy nie było... - odpowiedział bardzo ogólnie. - Emma też to zrobiła... Mówiąc o dziecku, postawiła mnie przed faktem dokonanym, że jest ciąża i że bez względu na to co powiem, ona dziecko urodzi... W dalszej rozmowie też rzuciła kilka przyjemnych smaczków, jaki to jestem niewdzięczny, i że naszej relacji to w sumie nie ma... Kłamała, że nic ode mnie nie chce, a chce, bo to kurwa widać, że chce... ale jej powiedziałem, że skoro nic nie chce to nic nie dostanie... - spojrzał w niebo i westchnął. - Co nieco sobie wyjaśniliśmy, ale dalej... nie wiem... irytuje mnie aktualnie sama jej obecność. Patrzę na nią, a widzę te przebrzydłe białe włosy Iski... Chciałbym zachować się znowu w porządku, ale w sumie po co... skoro Emma uważa, że tej relacji właściwie nie ma... - wzruszył ramionami.
Mohe
Ashan patrzył spokojnie na Lunę. Uśmiechnął się do niej lekko i pogładził ją po policzku. Nie chciał jej sobą wcześniej wystraszyć, nie taka była w końcu jego intencja.
OdpowiedzUsuń— Wybacz — odparł, kiedy skończyła swoje wyjaśnienia. Wtulił ją w siebie mocniej, gładząc ją po włosach. — Nie chciałem Cię wystraszyć — zapewnił ją. Zastanowił się przez chwilę jak ubrać to w słowa. — Jesteś niesamowitą kobietą, pełną życia, energii, masz w sobie coś co sprawia, że nigdy nie ma się dość Twojej osoby, wręcz przeciwnie… chce się więcej. Chciałem, żebyś wiedziała, że ja mam zamiar czekać na Ciebie, jeśli Ty tego chcesz i że ja nie miałem i nie mam nikogo innego w głowie. To się nie zmieniło. Nie musi między nami być nic oficjalnego, jeśli tego nie chcesz teraz. Mimo wszystko… jestem wdzięczny za Twoje słowa — zniżył głos na koniec, szukając powoli jej ust. Pocałował ją czule, mrucząc przy tym z zadowolenia. Uwielbiał ten smak - sól, rum i słodycz. Odsunął się od niej po dłuższej chwili. Zaśmiał się lekko.
— Wiele razy wygrałem, to prawda, ale nie zawsze. Zdarza mi się przegrać. Walki wyglądają różnie. Czasami walczymy bez użycia naszych zdolności, czasami walczymy wszystkim czym mamy, czasami na same wrodzone zdolności - zależy od danego święta. Mam dwie ulubione walki. Jedną na przyjaciela z klanu Vidhu - to Lentava Tuli. Walczyliśmy na gołe pięści, pojedynek trwał trzydzieści minut i zakończył się remisem, żaden z nas nie chciał odpuścić, duma nam nie pozwalała. Druga to walka na siłę ognia i miecze z jednym z Gromów. Uznał, że jeśli wygra będzie miał prawo do ręki mojej najmłodszej siostry. Nie ukrywam, że bardzo miło było go wtedy odesłać do medyka — uśmiechnął się nieco zadziornie. — Postarałem się, żeby walka była bardzo krótka. Nie lubię, kiedy kobiety traktuje się jak bydło — wyjaśnił. Zastanowił się chwilę nad kolejnym pytaniem. Miał wrażenie, że mogło być dość podchwytliwe. Jego kobiety? Parsknął delikatnie. — Nie miałem wielu podbojów sercowych. Lubię prywatne miejsca, gdzie można czuć się swobodnie i gdzie kobietom się spodoba. A czemu pytasz? Gdzie Ty zabierałaś swoich mężczyzn? — odbił piłeczkę.
Ashan
Klara z fascynacją na twarzy słuchała o przyjacielu Damona. Uwielbiała opowieści, szczególnie takie, które mówiły o prawdziwych relacjach. Jej wzrok się rozczulił, gdy mówił o tym jak go przygarnęli, odrobinkę spochmurniała słysząc, że się śmiali, ale zaraz znowu jej mina wykazywała zadowolenie. Przekręciła głowę w odruchu, gdy wspomniał o ciężkim charakterze przyjaciela. Nabrała trochę powietrza w płuca i powoli je wypuściła. Oj tak, sama miała znajomych z ciężkimi charakterami. Trochę posmutniała na wzmiankę o samotności tego przyjaciela i zamrugała szybciej oczyma na słowa o psikusie. Zasłoniła nawet usta, mocno ściągając brwi.
OdpowiedzUsuń- Och! Ależ to niegrzeczne z jego strony! – zauważyła wyraźnie obruszona. – Przecież mogło Ci się coś stać, coś… coś bardzo złego! – dodała spinając się nieco. Zaraz szeroko otworzyła oczy. – Trzy miesiące?! – rozchyliła usta w zaskoczeniu. Szok, że w ogóle dotarł. – Och Damonie… musiałeś się tam potwornie bać! Doprawdy trzeba by natrzeć uszy temu całemu Diego! Kolejny, który nie rozumie czym jest dowcip! – obruszyła się wyraźnie, zaraz jednak złagodniała i posłała chłopakowi ciepły uśmiech. – Cieszę się mimo wszystko, że dałeś radę i dotarłeś cały. Jesteś Argarczykiem, pewnie masz jakieś niesamowite zdolności, które ułatwiły Ci tą drogę… albo po prostu jesteś wytrwały jak większość z nich… - stwierdziła pogodnie, śląc mu jeszcze jeden uśmiech. Przyjrzała mu się raz jeszcze uważniej.
- Tak myślisz? Samotność to rzeczywiście nic fajnego – przyznała i zaraz kiwnęła do niego głową, nadal z rumieńcem. Jak już się rzeczywiście kiedyś z tym pisaniem przełamie, to będzie na pewno o Damonie pamiętać. Chętnie usłyszy swoje wiersze w wydaniu innym niż u Akane.
Uśmiechnęła się lekko na to krótkie objęcie i ponownie mu kiwnęła głową, a kiedy zapytał o kuchnię, ochoczo wstała na równe nogi.
- Tak, chętnie… Może chociaż coś mi się spodoba na tym statku, kuchnia brzmi dobrze – stwierdziła. Zwykle uwielbiała w takich urzędować, a dobrze by było znaleźć sobie tu jakieś znośne miejsce. Podróż miała w końcu trwać te dobre kilka dni.
Klara
- Powinna – przyznał bez ogródek. Spojrzał po niej, gdy mówiła o Laleczce. Uśmiechnął się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Dalej dziwi mnie, że na takiego mruka lecisz, no ale Twoja sprawa – przyznał. Luna, Darcy, Akane… jak dla niego wszystkie trzy leciały na dziwnych typów. Uniósł brew i parsknął śmiechem na tą „prostacką dziewuchę”.
- Przecież właśnie na to poleciał, na tą prostotę. Nie wymyślasz, nie knujesz… Masz ochotę na seks, to przychodzisz i go bierzesz, masz ochotę na chwilę z przyjacielem, to idziesz i masz taką właśnie chwilę, nie komplikujesz nic niepotrzebnie Lu – sam pogłaskał jej policzek. – Jeżeli rzeczywiście złapałaś go za serce to pewien jestem, że właśnie tym. Może i jest wymuskany, ale przynajmniej ma dobry gust do kobiet – zapewnił ją.
Słysząc o zabraniu Emmy ze sobą westchnął głośno.
- Mhm, myślałem o tym… ale ona jest spanikowana Lu… Boi się o… dziecko… Febe, tutejsza medyczka, to jej ostoja. Nie pójdzie ze mną. Febe jest jej bardziej potrzebna – skrzywił się lekko. – Do tego wisi nad nią „wyrok”. Nie może opuszczać Argaru za zbrodnie jakich dokonała… Nie pójdzie… A tym bardziej nie po tym jak się wobec niej zachowałem – pokręcił głową. To zdawało się nierealne. Uśmiechnął się do niej, gdy zaproponowała swój własny okręt. Zaśmiał się na uwagę co do penisa.
- Nie ma chyba większego szczura lądowego ode mnie, mój penis w takich warunkach mógłby średnio się wykazać… Chociaż – tu przesunął po niej spojrzeniem. – Może przy Pani Kapitan dałby radę stać na baczność – zaśmiał się i posłał jej rozbrajający uśmieszek. Zaraz znowu głośno westchnął.
- Nie wiem… Zapytam, jasne… Może rzeczywiście jej to zaproponuję, ale… Co jak odmówi, hm? Jeżeli pójdę sam, to znowu wyjdę na jakiegoś dupka. Już walić Emme, ale dziecko… - zacisnął usta w wąską kreskę. – Już teraz mnie potrzebuje… Nie ważne, że jest w jej łonie, powinienem zadbać o to by było w tym łonie bezpieczne… A jak pójdę, to będę samolubnym dupkiem i nigdy sobie nie wybaczę jak coś się wtedy stanie… Już siostrę mam na sumieniu… Nie chcę więcej… - zacisnął zęby. Spojrzał po niej, gdy całowała jego rany. Uśmiechnął się do niej kątem ust.
- I Ty naprawdę nie wiesz co gość w Tobie widzi, heh… - pokręcił głową niedowierzając. – Mhm, jestem… jestem głupi – przyznał jej i zaraz pokręcił głową. – To nie pomaga… Musi mnie boleć, nie innych… - wyjaśnił. Tego był uczony. – Życia mi to nie odbiera – zauważył. – A pozwala przywrócić spokój… Kiedy maczanka to za mało… - dodał.
Na objęcie westchnął ciężko.
- Lu… To ja wróciłem, nie ona. Ja poczułem się w obowiązku wrócić, ona nie zrobiła nic bym się na to zdecydował – zauważył. – Tak, zrobiła to samo, postawiła mnie przed faktem dokonanym. Coś sobie stwierdziła i przyszła mnie uświadomić, że będzie tak jak ona chce. To co było dalej, owszem, to się różniło, ale dalej w tej konkretnej sprawie zrobiła dokładnie to samo – odparł. Skrzywił się na to całe używanie języka.
- Mój język jest najwyraźniej przeznaczony do innych celów niż rozmowy. Te mi raczej nie wychodzą, szczególnie takie o emocjach… - przyznał i zaraz westchnął ciężko. – Znając życie i tak wyjdzie jakiś kolejny dramat gdy wspomnę o wybyciu z Argaru, więc… Raczej i tak tego języka będę jeszcze musiał użyć… - średnio był z tego powodu zadowolony.
Mohe
Ashan uśmiechnął się nieco szerzej, czując czułość przy uchu. Przeniósł dłoń niżej na linię jej talii, wpatrując się uważnie w kobietę.
OdpowiedzUsuń— Pociąga mnie dużo rzeczy, a energii masz całkiem sporo, ognia i ciętego języka, jesteś bardzo atrakcyjną kobietą, pod każdym względem. Charakterek, wygląd… — szepnął cicho do jej ucha, które lekko przygryzł. — Nie powinnaś być taka skromna. Pani Kapitan pewnie nie jednego szczura lądowego i wilka morskiego doprowadziła do łez swoją niedostępnością — zaśmiał się lekko, ironicznie. Spoważniał zaraz i przytaknął głową. Pocałował ją delikatnie w usta, ledwo musnął jej wargi na dobrą sprawę. Pogładził drugą ręką delikatnie jej policzek.
— Nie jesteś naiwna — zapewnił ją. — Jak chciałabyś aby wyglądał nasz związek? — zapytał ją z powagą oraz czułością. Nie chciał niczego na niej wymuszać. Ich relacja powinna być komfortowa dla obu stron. — Ja chciałbym mieć pewność, że oboje na siebie czekamy, planujemy wspólne spotkania i zależy nam na towarzystwie, w którym czujemy się dobrze. Nie ukrywam, że chciałbym dalej móc smakować Twoich ust… — urwał na chwilę. — czy czekać, aż będziesz chciała czegoś więcej — dodał ciszej. Uśmiechnął się szerzej na kolejne wyznanie.
— Schlebiasz mi… czuję się wyjątkową jednorazową przygodą — zaśmiał się. — Kobiety, z którymi byłem nie były moje, były partnerkami i nauczyłem się, że wolę spróbować coś zbudować zanim się zastanawiać co by było gdyby.
Ashan
Klara słuchała go uważnie i zaraz posłała pokrzepiający uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Och, nie martw się, na pewno masz jakieś inne talenty... - próbowała go pocieszyć, ale zaraz uniosła wysoko brwi, słysząc o identycznych drzewach.
- Ależ gdzie... Każde ma swoje wyjątkowe kształty i żłobienia w pniach. Jedno zaznaczył czas, inne cudza ręka, jeszcze inne sama matka natura, lubiąca psikusy. Och tak, niektóre okazy mają całkiem zabawne narośla na swoich pniach - uśmiechnęła się lekko i odrobinę zarumieniła na ten słowa podziwu. Założyła włosy za ucho.
- Może... Może nieco Cię nauczę jak już wyjdziemy na ląd. Na wodzie... Tu to nawet ja nie mam pojęcia jak się odnaleźć... - przyznała. Uśmiechnęła się ciepło na słowa o życiu i poznawaniu nowości. Trochę jakby słyszała siebie z czasów, gdy rodzice jeszcze żyli. Posmutniała na chwilę.
- Nawet tych smutnych i bolesnych rzeczy? Tego też lubisz doświadczać? - zapytała nieco zamyślona. Informacje o zdolności przez to nieco jej umknęły.
Szła dzielnie w stronę kuchni, a czując zapachy przy nosie, powęszyła nieco w powietrzu.
- Ciekawy zapach... - przyznała, by zaraz ujrzeć Heidi i spiąć się wyraźnie w pierwszej chwili. Nie bardzo wiedziała czego może spodziewać się po załodze rozpustnicy, ale promienny uśmiech dziewczyny trochę załagodził jej obawy. Podobnie jak jej gościnność.
- A cóż to takiego? - zainteresowała się, siadając do stołu. Co prawda nie zakładała kuchni pirackiej w swojej przyszłej gospodzie, ale ciekawość robiła swoje. - Działasz według przepisów czy tworzysz je samodzielnie? - dopytała jeszcze zerkając po misce. Jej żołądek po leku i miseczce owsianki zdawał się aktualnie dość dobrze funkcjonować, ale nie był też pusty, więc nie zakładała, że zje dużo. Spojrzała zaraz po Damonie.
- Och, chyba nie użyłeś całego na owsiankę dla mnie, co? - aż jej się głupio zrobiło na taką ewentualność.
Klara
Tym razem Mohe uniknął tego strzała i uśmiechnął się do niej pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Patrząc na to jak aktualnie kiepski masz gust, to raczej mi Twoje zakochanie nie grozi - spojrzał jej w oczy z zaczepnym uśmiechem. Poruszył nieco biodrami na boki, gdy zawiesiła tam spojrzenie.
- Myślę, że jednak jesteś pewna, Myszko - po prostu nie mógł się powstrzymać i zaraz wyszczerzył się do niej niewinnie. Spoważniał, gdy mówił o Emmie. Westchnął lekko na słowa Luny.
- Porozmawiam... - poinformował, bo przecież nie zamierzał tego zamykać na gdybaniu. Skrzywił się lekko przy słowach o ewentualnej odmowie. Zamknął oczy kiedy mówiła o konsekwencjach, przytrzymał jej dłoń przy swojej piersi, wyraźnie trawiąc te wszystkie słowa. Otworzył oczy i skrzyżował spojrzenie z Luną. Kiwnął jej głową.
- Jasne... Postaram się właśnie tak zrobić - zapewnił i na chwilę zamilkł. Obrócił zaraz jednak głowę w stronę jej brzucha.
- A Ty co tak na ten swój bęben zerkałaś? Wpadłaś z mrukiem, czy się po prostu zastanawiasz jak byś przyjęła taką informację, hm? - spojrzał jej w oczy.
Mohe
Mohe uśmiechnął się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Uważaj, bo jeszcze potraktuję to jak wyzwanie - odpowiedział jej również poruszeniem brwiami. Nie spuszczał wzroku z oczu Luny, gdy tak sunęła po jego ciele dłonią. - Ten statek to się nawet robi coraz bardziej kuszący - rzucił z zaczepnym uśmiechem. Później, na słowa o wpadce zaśmiał się szczerze rozbawiony.
- Czytać nie umiem, ale z liczeniem nie jest znowu tak źle... - złapał jej koszulę i ją podciągnął by sobie popatrzeć po brzuchu. - Coś niecoś już by było widać Lu - przesunął palcem po jej skórze przy pępku. - Ale wiesz, jak chcesz to dla pewności mogę obadać te wszystkie Twoje ewentualne wypukłości... Sprawdzić czy aby na pewno nic tam nie rośnie - uśmiechnął się pod nosem.
Mohe
Mohe parsknął śmiechem i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Ta... - przyjrzał się jej uważniej. - Gdyby tak było, to nie zdziwiłabyś się aż tak bardzo w temacie braku zabezpieczeń u Emmy - stwierdził, ale kiedy kontynuowała szopkę, spojrzał po niej poważniej.
- Lu... W aktualnym momencie mojego życia ten żart nie jest śmieszny... - zabrał rękę z jej brzuch i złapał w palce jej podbródek. Zbliżył swoją twarz do jej twarzy, patrzył prosto w oczy.
- No, chyba że to Twój mały plan na zwabienie mnie jednak do tej kapitańskiej kajuty - mruknął jej w usta i uśmiechnął się kącikiem ust.
Mohe
Nie oponował przy tej drobnej czułości, ale zaraz lekko zmarszczył czoło.
OdpowiedzUsuń- Co za pytanie... Oczywiście, że bym wszedł i popłynął. Nie wiem co byłoby potem, to już zależałoby od nas. Na pewno chciałbym by mała spędzała czas i na lądzie, ze mną... czy tam z nami... To... To wszystko byłoby do ustalenia - nie widziałby problemu w takim układzie. Sam się nieco odsunął i raz jeszcze spojrzał po jej brzuchu. Kiwnął głową na potwierdzenie, że nie ma żadnej ciąży. Słuchał jej dalej i pokręcił zaraz głową.
- Ja jej odwagi nie ujmuję, ale to nie o odwagę się rozchodzi. Szczerze? Wolałbym się dowiedzieć po fakcie, niż w takiej oprawie jakiej zaserwowała mi to Emma. Dla mnie temat też jest trudny i co w związku z tym? Mi nikt nie odpuszcza. To na mnie łypią okiem i patrzą po moich rękach. To ona rzuca durne komentarze i zachowuje się jakbym nie miał prawa do swoich negatywnych emocji w związku z całą tą popieprzoną sytuacją. Oczekuje, że zachowam się dorośle, a sama do mnie z byle powodu szczeka jak jakiś pyskaty bachor. Sama to powiedziała, nic między nami nie ma, a skoro nie ma nic, to nie ma nic. Naprawdę się starałem ją wspierać w trudnych chwilach, a kurwa takie podsumowanie dostałem. Jeżeli to co robiłem wobec niej to dla niej "nic", to ja już nawet nie chcę by ona uważała, że robię "coś". Aktualnie mi chodzi jedynie o dziecko i zapewnienie mu bezpieczeństwa... - oznajmił.
Mohe
Ashan spojrzał uważniej po Lunie. Przejechał palcami delikatnie po linii jej pleców od karku, po biodra, zatrzymując dłoń z boku, gdzie delikatnie zacisnął uścisk.
OdpowiedzUsuń— Dumna Pani Kapitan z czerwonymi piórkami na głowie wyglądałaby bardzo seksownie, wiesz? — powiedział, uśmiechając się do niej szelmowsko. Przechylił delikatnie głowę w bok, a na kolejne słowa pozwolił sobie po raz kolejny posmakować jej rozkosznych ust. Cholera jasna ciężko było trzymać ręce przy sobie. Bardzo mu się podobała w każdym aspekcie i nie ukrywał tego.
— Czego mam nie przestawać robić? — zapytał zaczepnie. Wiedział doskonale co miała na myśli, ale chciał ją trochę pociągnąć za język.
— Dobrze, więc będę Twoją wielorazówką, która będzie szukała spotkań ze swoją dziewczyną. Co Ty na to? — zapytał, nie wypuszczając jej z objęć. — Jestem w trakcie misji, pracuje, ale teraz mamy postój, chętnie spędzę z Tobą go do samego końca.
Ashan
Pozwolił sobie przedłużyć pocałunek, przybliżając Lunę jeszcze bliżej do siebie. Jego dłonie wodziły lekko po jej biodrach, kiedy poczuł jej język w swoich ustach, oddał tą zaczepkę, wzdychając przy tym zadowolony, kiedy sama zaskoczyła go tak namiętną pieszczotą. Nawet nie wiedziała od jak dawna sam chciał to zrobić. Na dobrą sprawę od dawna miał ochotę na o wiele więcej.
OdpowiedzUsuń— W moich snach zdecydowanie nie ma piórek — powiedział, patrząc po niej zaczepnie. Zaśmiał się cicho. — Czy twardo to nie wiem, trochę buja na waszych statkach — zauważył. Wzruszył ramionami. Wstał, kiedy chuchnęła mu w usta. Nachylił się nad nią, kładąc ręce na stole, żeby na chwilę zablokować jej drogą swoją osobą. — Pozory często mylą, a może kłamię, kto wie? — zapytał, kradnąc jej kolejny pocałunek. Odsunął się zaraz od niej na krok. — Godzinkę, hm? A gdzie mam czekać? — zapytał.
Ashan
— Może — powiedział, łapiąc jej dłoń, zanim poczochrała jego idealnie spięty kucyk, z którego sam wyciągnął kilka kosmyków włosów. W walce mógł sobie rozwalić fryzurę, ale od spotkania z Syriuszem był bardziej wrażliwy na własną czuprynę. Uśmiechnął się na jej propozycję, puszczając jej dłoń. Pocałował ją w kącik ust, po czym zjechał wargami niżej przez szczękę po szyję, którą delikatnie przygryzł. Nie zostawił śladu. — Interesująca propozycja, będę czekać — odpowiedział. Sam dokończył swój trunek, uregulował rachunek, po czym udał się w stronę rzeczonych jaskiń. Czekał spokojnie, siedząc na samotnej skałce, wpatrując się w otoczenie. Słyszał jak dziewczyna idzie. Kącik ust drgnął mu ku górze. Wstał,a kiedy wskoczyła mu na plecy, złapał ją pod kolanami. Mruknął cicho z zadowolenia, czując usta na swoich uchu.
OdpowiedzUsuń— Kurewsko… — powiedział cicho, odwracając delikatnie ku niej głowę.
Ashan
Nie oponował, nawet się nieco o Lunę oparł, z ciężkim oddechem. Naprawdę to wszystko go przytłaczało. Nie tak to miało wyglądać, miał swoje plany, chciał inaczej, a wszystko się posypało. Miał nieco spięte ciało przez swój emocjonalny wyrzut, ale kiedy powiedziała, że odpuszcza, rozluźnił się odrobinę i wziął kojący oddech. Słuchał jej, po prostu słuchał, traktując jak podporę.
OdpowiedzUsuń- Wiem Lu, wiem, że mam i dlatego mnie tak wkurwiają pretensje o to... - westchnął ciężko i przytaknął głową na kolejne słowa.
- Ta, zauważyłem... To solidne babki, a oni na nie dmuchają i chuchają z każdej strony... - mruknął pod nosem. Skrzyżował z nią spojrzenie. - Emma włada ogniem, mogłaby mnie spalić na pstryknięcie palca, nie jestem dla niej żadnym zagrożeniem... - zauważył i zaraz skrzywił się lekko.
- Świetnie... skoro złość jej szkodzi, jej i dziecku to nie mogę przy nich być. Aktualnie mam tej złości w sobie ogrom Lu... - pokręcił głową. - Wybucham na zwykłe nieprzyjemne muśnięcie... - pomasował sobie skronie i przymknął oczy.
- Może im się przysłużę, po prostu odchodząc... - zacisnął zęby.
Mohe