FRIDA (EMMA) | 20 LAT | ARGAR| 168 cm
Pierwsze co pamięta to zderzenie z kamienną posadzką i wszechogarniający ból całego ciała. Usłyszała krzyk, swój własny. Następnie czyjeś ręce uniosły ją do góry, czyjeś usta zapewniły, że wszystko będzie w porządku. Ktoś inny krzyknął coś o śmierci intruza. Ogień strawił ich wszystkich. Potem zapanowały już tylko ciemności.
Kiedy przebudziła się po raz kolejny, była skuta żelaznymi kajdanami, a żelazny pręt raz po raz przebijał jej ciało. Jej oprawcy pragnęli wiedzieć skąd pochodzi i jak się tu znalazła. Nie mogła im odpowiedzieć, nie chciała. Długo walczyła, ale nawet ta ostatnia część, która pozostawała jej w końcu zniknęła. Ogień, który był jej przyjacielem przestał przychodzić. Chciała umrzeć, ale jej nie pozwolono. Targnęła się na swoje własne życie kilkakrotnie, ale zawsze wyszła z tego cało. Ostatecznie poddała się, przestała walczyć. Pozwoliła im zrobić ze sobą wszystko. Po poprzednim życiu zostały jej tylko obrzydliwe blizny zdobiące ciało. Blizny po przeżytych torturach.
Dziś znana jest pod imieniem "Frida". Imieniem, które nadał jej władca Polszy. Pracuje dla niego, wykonując najbardziej ryzykowne rozkazy. Nigdy nie pozostaje sama. Ktoś zawsze dzierży w dłoniach jej smycz. Jej prawy przegub zdobi żelazna bransoleta, która utrzymuje w ryzach jej ogień. Stara się poukładać swe nowe życie. Nie liczy na cud. Nie pozwala sobie na kwestionowanie nowych zasad. Ślepo podąża za Polszańskim władcą, aby tylko nie wrócić do sali tortur.
Obecnie:
- odbywa karę w Argarze
- terminuje u Yensena
- powoli odkrywa życie na nowo
- znalazła sobie kilkoro przyjaciół

— To nic. Serio. Jest dobrze. — odparł, klepiąc ją po dłoni z uśmiechem. — W większości tak. Brałem udział w wojnie, paru posłałem do piachu. Ale pustka w sercu pozostała. Nie ważne ile krzywdy się zadziało, ma rodzina już do mnie nie wróci. Takie jest już życie. — odparł, a słysząc o tym, że rodzinę można stworzyć, poprawił ją. — Założyć. I tak... Można. Ale to ciężkie, gdy całe życie myśli się o zemście. — dodał, przechylając głowę w bok, patrząc na nią niezrozumiale, gdy wspomniała o tworzeniu wspomnienia. Nie rozumiał jej, może przez alkohol...
OdpowiedzUsuń— To rasistowski komentarz, ale to prawda, gram na lirze i lutni... — pokazał jej język, w ramach żartu, zgadzając się na propozycję tańca, od razu praktycznie obejmując jej bok i dłoń, prowadząc ją do skocznego i żwawego tańca...
Laz
— Zemsta to niekończąca się spirala nienawiści. Ci Bellhartowie którzy zawinili mojej rodzinie gryzą ziemię, albo chowają się po dziurach, jak szczury... Ja swój pokój mam... Ale nie wiem co dalej. Z rodziną... Z czymkolwiek. Nie mam nikogo, mówiąc szczerze. — dodał, stojąc przy niej, podrygując w rytm jakże niedopasowanej do tematu muzyki. — A ty? Masz kogokolwiek?
OdpowiedzUsuńLaz
Widząc jej minę miała wrażenie, że o kimś zapomniała i lekko zmrużyła oczy, mocniej się nad tym zastanawiając. Pytała o "nas", a przecież w Lustrze było ich więcej.
OdpowiedzUsuń- Wybacz, zapomniałam o Michelle... - przyznała lekko się krzywiąc. - Michelle znaleźliśmy całkiem niedawno, ale jesteśmy bardziej na "cześć" i w sumie poza tym, że uczy się u Febe na medyka to nie wiem za wiele - dodała zgodnie z prawdą. Na kolejne pytanie dziewczyny lekko się zaśmiała. - Wiesz, niestety nie wszystko w życiu udaje się zaplanować. Powiedźmy, że Fasolki po prostu uparcie wepchnęły się na ten świat. Najwyraźniej były mi i Gavovi pisane - puściła dziewczynie oko. - Też myślałam, że to za szybko - przyznała, mając na uwadze to co przeszła sama Emma, nie chciała jej sprawić przykrości. - Tylko inaczej się patrzy na to w mojej sytuacji, a inaczej w Twojej. Wszystko wygląda inaczej, gdy kochasz ojca noszonego pod sercem malucha, czy maluszków, jak w moim przypadku - uśmiechnęła się do niej lekko.
Akane
Cmoknęła w jej stronę na to wymowne spojrzenie. Oczywiście, że nie brała jej odpowiedzi za prawdę, ale uwielbiała się z nią droczyć.
OdpowiedzUsuńKiedy zobaczyła szkic, jej buzia rozciągnęła się w przyjemnym uśmiechu. Tak! Musiała przyznać, że Emma miała talent. Właśnie o coś takiego chodziło, jej pierwsza samodzielnie wymyślona kreacja. Brzmiało pięknie.
- Idealnie - przyznała i kiwnęła głową, gdy dziewczyna wspomniała o kolejnych wymiarach, a po tym pozwoliła się pomierzyć. Słysząc jak ją wygania uśmiechnęła się pod nosem. - Jasne - odparła by się odwrócić i ruszysz w stronę plaży. - Daj znać jak skończysz! - rzuciła jeszcze na odchodne.
Ennis
Rei uśmiechnęła się delikatnie.
OdpowiedzUsuń- A więc nie masz się o co martwić - stwierdziła, nie potwierdzając, ani nie zaprzeczając jej słowom. Z zaciekawieniem spojrzała po materiale, a słysząc pytanie uniosła brwi zaskoczona. - Nauczyć tak? - zerknęła na szkic i gwizdnęła lekko. - No nieźle, całkiem ciekawy projekt - przyznała, dokładniej się wszystkiemu przyglądając. Wyglądało na to, że rzeczywiście Emma miała wszystkie potrzebne materiały. Słysząc historię o wkopaniu się w szycie sukienki zaśmiała się delikatnie. - Nie chcemy zawieść Twojej klientki, dobrze, chodź... Pomogę Ci ją uszyć - zgodziła się, zapraszając dziewczynę do swojej małej pracowni. Sama miała tu już kilka sukienek rozwieszonych na manekinach. Wszystkie miały już swój zarys, ale brakowało jeszcze szczegółów czy zdobień.
Rei
To jak pod nim jęczała było bardzo pobudzające, do tego przygryzanie wargi i paznokcie, które wyraźnie czuł na swoim ciele. Nie musiała prosić dwa razy. Oderwał się od jej piersi i złapał mocno za biodra Emmy, by zacząć w nią wchodzić po same jądra. Sam warknął przy tym gardłowo czując jak obija się nimi o jej mokre pośladki. Zarzucił sobie jej łydki na ramiona i posuwał biodrami, sam czuł, że zaraz tryśnie, ale otulała go swoim wnętrzem tak przyjemnie ciasno, że nie zamierzał wychodzić. Wziął ją jeszcze kilka razy mocno i jęknął głośno zaciskając dłonie na jej nogach, zalewając jej środek z wyraźnym zadowoleniem na twarzy.
OdpowiedzUsuń- O tak... - sapnął, zostając w niej jeszcze chwilę i opadając nad nią. Ułożył łokcie po bokach jej głowy i ciężko dyszał nad jej wargami.
Mohe
— Każdy zasługuje na trochę bliskości, Emmo. Szczerze mówiąc, to myślałem tak jak ty... Parę lat temu. Dlatego rzuciłem się w wir walki, by zapomnieć o jednej prawdzie, jaką mamy w życiu... — rzekł, zbliżając się do jej ucha, by szepnąć. — Co jest cenniejsze? Urodzić się dobrym, w bogactwie, w dobrobycie, w honorze i wszystkim co dobre na świecie... Czy może poprzez pokonanie swej natury, odparcowanie swych złych uczynków, osiągnąć dobro, dać komuś serce? Ponyśl o tym. Nic co dobre, nie wyrasta z ziemi jak grzyb po deszczu. Trzeba zapracować... Dać od siebie. Rozumiesz? Bo według mnie, zasługujesz na wszystko co najlepsze. — odparł, a słysząc o przyjaciółce, uśmiechnął się. — Dobry start. Możecie się wzajemnie wspierać. To co się liczy, jest dopiero przed wami.
OdpowiedzUsuńLaz
Słysząc pytanie dziewczyny lekko się uśmiechnęła, ale przy kolejnych pytaniach zaśmiała się i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Nie, nie... Zostaw... Nikogo nie kop - uspokoiła ją gestami dłoni. Dziewczynki z kolei spojrzały po niej ponuro.
- Moja tata! - krzyknęły jednocześnie, a Akane przygarnęła je do siebie i ucałowała ich policzki.
- Proszę wyłączyć tryb bojowy, nikt nie będzie nikomu nic palił ani kopał - zaznaczyła stanowczo, acz spokojnie i zaraz spojrzała po Emmie. - Uczucie to nie wszystko Em, mamy dość ciężkie charaktery i często się ścinamy... na pewno często ścinaliśmy... Musieliśmy zerwać, bo robiło się między nami toksycznie. Było sporo fajnym momentów, ale gdy przychodziło do tych złych to... No wychodził istny emocjonalny armagedon - westchnęła ciężko i puściła małe, jeszcze raz cmokając ich policzki.
Akane
— Daję. Po prostu ciężko zacząć nowy rozdział w życiu. Tyle i aż tyle. — odparł, wracając powoli do baru, łapiąc lager i dopijając kufel do końca.
OdpowiedzUsuń— Nie musisz. To była metafora na robienie tego co ci się podoba, z ludźmi którymi ci się podobają, z rzeczami które sprawiają ci przyjemność. Nic się nie zmieni, jeśli się nic nie zmieni, Emmo.
Laz
— Pół roku? Więcej? — stwierdził, drapiąc się po gładkiej twarzy. — Pracuję nad tym, żeby mieć takich ludzi. Nie wiem... Może jeszcze pogadam z przeszłą znajomą... Zobaczymy. A tak to poświęcam się filozofii, treningom... Czasem ktoś wpadnie się czegoś ode mnie nauczyć. Z dnia na dzień, Emmo. Na pewno jest lepiej niż na początku mojej drogi. Czas leczy rany.
OdpowiedzUsuńLaz
Nawet nie poczuła się urażona, po prostu jej przytaknęła głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, jestem mistrzem irytacji. Potrafię wyprowadzić z równowagi nawet Ryu i Tonego – przyznała uśmiechając się pod nosem. – Ale odrobinkę nad tym pracuję – pokazała jej przerwę między palcami i uśmiechnęła się niewinnie. – Oj tak, uparty i to bardzo, a do tego mówi co mu ślina na język przyniesie. Taka zadziorna menda. Wygarnie dosłownie wszystko i nie zadba o delikatność przekazu. Chyba, że będziesz mu obojętna, wtedy po prostu taką osobę oleje… Ale jak mu zależy… O Panie… Wtedy się nasłuchasz – przytaknęła sobie głową i zaśmiała się lekko na zapewnienie dziewczynek. Dopiero teraz ich wzrok zelżał i wróciły do beztroskiej zabawy w piasku. Tym razem jednak oszczędziły stopy Emmy.
Akane
Uśmiechnęła się do Emmy kącikiem ust i zaraz obejrzała się na ścieżkę za nimi. - To co? Wracamy? - zapytała po czym spojrzała po małych. - Zbliża się czas drzemki, będę musiała je położyć - zebrała się z piasku i ruszyła jeszcze w stronę wody, co by się nieco obmyć. Po tym ruszyła wciągnąć na siebie ciuchy oraz ubrać Malike. Raja jej zwiała nim zdążyła zdjąć jej cokolwiek, więc chociaż teraz było mniej do zrobienia. - Jak chcesz to możemy się umówić na następne zwiedzanie, chociaż stawiam, że sama znajdziesz tu kilka uroczych, zacisznych miejscówek - puściła jej oko.
OdpowiedzUsuńAkane
Sam musiał przymknąć na chwilę oczy, czuł jak pot powoli spływa z ciała i kiedy uchylił powieki Emma akurat podnosiła się po całusa. Przyjął go z cichym pomrukiem i lekko wsunął jedną dłoń pod jej głowę, by przytrzymać ją przy sobie i przedłużyć pocałunek. Odsunął się od niej zadowolony i posłał lekki uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Mhm, Ty też byłaś całkiem smaczna - odparł wychodząc z niej i muskając jeszcze ustami jej nagie ciało, znaczył ścieżkę od samego mostka po pępek Emmy i zaraz ułożył się obok niej, dłonią wędrując przy jej kościach biodrowych. - Śliczna jesteś - przyznał, patrząc po niej, leżąc na boku i podpierając na łokciu własną głowę. - Zależy co uważasz za często - uśmiechnął się pod nosem. - Ale chyba nie. Na pewno mniej niż kiedyś - przyznał, bacznie ją obserwując i przesuwając dłoń na jej wzgórek łonowy. Sam lekko zagryzł wargę i delikatnie wsunął dwa palce nieco dalej, tak by mieć między nimi jej łechtaczkę. Pieścił ją tam powoli i obserwował jej buzię.
Mohe
Wyjątkowo mu się podobały rumieńce na tak bladej skórze, aż mruknął zadowolony na ich widok. Równie zadowolony był z tego jak drżała pod wpływem jego dłoni, a ten cichy jęk sprawił, że sam sapnął. Cholera... Jego przyrodzenie drgnęło. Uśmiechnął się gdy podała skalę. - Zależy od miesiąca - rzucił z nutką żartu w głosie. - Ale mniej... - dodał nie spuszczając wzroku z jej oczu i nie przestawała ruszać palcami. Dopiero jej pocałunek i zmiana pozycji sprawiły, że przestał ją tam pieścić. Nawet nie oponował, gdy pchnęła go na skóry, oparł się po prostu na łokciach i oddawał pocałunki.
OdpowiedzUsuń- Twoja - odparł, pozwalając jej działać. Zadowolony przymknął oczy gdy go obcałowywała, a kiedy dotknęła prącia sapnął z przyjemności. Nie musiała wcale dużo robić, by ten zaczął twardnieć. Kiedy zaczęła sunąć w dół, otworzył oczy i uważnie ją obserwował, sam widok jak zmierza ku penisowi pobudził go jeszcze bardziej i zagryzł lekko wargę. Przy liźnięciu drgnął lekko, nie przerywał kontakt wzrokowego, ale gdy wsunęła go do buzi jęknął zadowolony po czym pchnął ją w gardło i odruchowo przytrzymał Emme za głowę by wejść głębiej.
Mohe
Uśmiechnęła się do niej, gdy wspomniała o swojej znajomej.
OdpowiedzUsuń- Brzmi świetnie - przyznała. Nawet ją cieszyło, że Emma tu kogoś poznała, a słysząc, że i dziewczyna uczy się życia kiwnęła głową. - W takim razie jednej i drugiej pozostaje życzyć powodzenia - uśmiechnęła się cieplej i zaraz się lekko zaśmiała. - A pewnie, może nawet przygotuję jakiś ciekawy utwór w sam raz dla Ciebie - puściła jej oko. - Już się nie mogę doczekać opinii - rzuciła rozbawiona i złapała córeczki za rączki, co by całą czwórką ruszyć w drogę powrotną. - A ze zwiedzaniem daj po prostu wcześniej znać, może następnym razem przejdziemy się gdzieś bez małych - weszła z nimi na drogę.
Akane
Rei widząc ten błysk w oku Emmy uśmiechnęła się pod nosem. Kto wie, może wyrośnie z niej niesamowita krawcowa, szyjąca suknie dla największych Mathyrskich szych?
OdpowiedzUsuń- Tak, na Fiery. Podobają Ci się? Co byś dodała od siebie? - zapytała z czystej ciekawości, układając jej szkic na stół. - Wszystkie potrzebne - przyznała, pokazując jej palcem kilka zbędnych pomiarek. - Te nie są aż tak potrzebne, ale dla Ciebie, jako uczącej się, lepiej za dużo niż za mało. Z czasem, o ile będziesz chciała poszerzać wiedzę w tym temacie, nauczysz się, że te wymiary można wyczytać z innych - puściła jej oko i wskazała jeden z wygodnych foteli. - Siadaj. Tam na podłokietniku masz kawałek materiału. Nadziej nić na igłę i pokaż mi wszystkie rodzaje szwu jakie są Ci znane - poleciła, a sama zaczęła szykować przyniesiony przez nią materiał pod wycinkę odpowiednich kawałków. - Jak bardzo chcesz samodzielnie się tym zająć? To dość trudny projekt - przyznała.
Rei
Mohe miał lekkie wrażenie, że coś się zmieniło, Emma rzuciła jedno drapieżnie podniecające spojrzenie, oblizała swoje usta, a później totalnie się dostosowała. Chłopak sapną lekko, przywykł raczej do drobnej walki w takich chwilach, próby usidlenia, Iska zawsze rzucała mu wyzwanie. Koniec końców stawała się uległa, ale doprowadzało do tego wiele podniecających przekomarzanek. Emma po prostu odpuściła i Mohe, mimo przyjemności jaką odczuwał, odrobinę stracił zapał. Jego członek z kolei nie narzekał i sterczał na baczność, gdy Emma się odsuwała. Indianin spojrzał po niej lekko oblizując usta. Bała się? Nie... Chodziło o coś innego... Pewnie normalnie by zapytał, ale podniecenie robiło swoje. Uśmiechnął się do niej nikle, gdy zaczęła się na niego wspinać, a kiedy wsunęła się na przyrodzenie sapnął głośno, zadowolony. Znowu przejęła kontrolę i ... Tym razem Mohe spojrzał na nią pytająco. Jej kontrola trwała dosłownie kilka sekund i znowu się oddawała. To było dość dziwne doświadczenie i Mohe podniósł się na łokciach.
OdpowiedzUsuń- Emma... Co jest? - zapytał z ciężkim oddechem. Nadal na nim siedziała, nadal miał w nią wsunięte przyrodzenie i było to cholernie przyjemne, ale coś mu się po prostu nie zgadzało. Podbił ją lekko biodrami i zaraz usiadł obejmując ją w talii. - Miałem nadzieję, że mnie trochę poujeżdżasz. Nie lubisz? - zapytał. Może to pozycja jej nie odpowiadała? Chociaż sama ją zainicjowała, ale... Wolał zapytać. Miało być przecież przyjemnie.
Mohe
Widząc łzy w jej oczach już wiedział, że chodzi o coś poważniejszego, a na przeprosiny otworzył szerzej oczy. Podniecenie szybko minęło. Objął Emme delikatnie ramionami, wsunął jej palce we włosy i po prostu przy sobie trzymał. On? Czy mówiła o Perunie. Kurwa mać... Odruchowo zacisnął zęby. Przy każdym kolejnym "on" miał wrażenie, że zajebałby typa gołymi rękoma. O ile lubienie kontroli był w stanie zrozumieć, o tyle informacja co do karania za sprzeciwy sprawiła, że dłonie Mohe zamieniły się w pięści. Pierdolony zwyrol... Teraz jeszcze bardziej miał ochotę wziąć czynny udział w tej wojnie. Przyczynić się do upadku Peruna. Mohe złapał ją odrobinkę mocniej i podniósł, co by wysunąć z niej przyrodzenie. Zmienił pozycję, co by schować jej ciało między nogami, a jej głowę ukryć w ramionach.
OdpowiedzUsuń- Nie gniewam się - zapewnił na samym początku. - Nie na Ciebie, a na niego. To co robił... Chętnie bym Ci go rzucił pod stopy, związanego i zakneblowanego... Co byś mogła mu zrobić co tylko zechcesz. Ostrzyłbym Ci noże i podawał baty. Nigdy nie powinnaś przez coś takiego przechodzić, a ten robak powinien zdechnąć - oznajmił bez skrupułów.
Mohe
Orianna w tym czasie skupiała się na dość długiej rozmowie ze staruszką. Tłumaczyła jej, że należy szanować cudzą przestrzeń osobistą, zwłaszcza nowo poznanych osób, nawet jak chcą udzielić pomocy. Mówiła o tym jak spokój pomaga w takich sytuacjach, jak jej to pomogło i teraz ma możliwość razem z Em się jej odwdzięczyć. Dowiedziala się też, że kobieta nazywa się Anna. Kilkanaście minut później Emma była już na miejscu, a Orianna z Anną miały przygotowane wszystko do naprawy straganu - tutaj po prostu poukładały, aby zręcznie dokonać wszystkich napraw, a reszta była podzielona na przedmioty wymagające naprawy, jedzenie do utylizacji, jedzenie zdatne do spożycia i funkcjonalne naczynia. Uśmiechnęła się na widok rudowsłowej i podeszła w jej stronę.
OdpowiedzUsuń— Oczywiście — przytaknęła jej ruchem głowy, wyciągając odpowiednią fiolkę ze swojej sakiewki. — Melissa z mieszanką innych ziół, delikatne na uspokojenie, z pewnością Ci nie zaszkodzi — wyjaśniła. Anna w tym czasie opanowała swoje przytulaśne zapędy i skupiła się na pilnowaniu swoich ciast przed innymi szalonymi klientami. Orianna podała Emmie fiokę. — Jeden mały łyk i za chwilę powinno być Ci lepiej, chcesz zrobić sobie przerwę? — dopytała jej jeszcze dla pewności.
Orianna
Łzy moczące skórę nie przeszkadzały Mohe ani trochę. Objął po prostu Emme mocniej i spokojnie przy niej trwał, chowając w ramionach. Na pytanie uśmiechnął się do niej delikatnie.
OdpowiedzUsuń- Naprawdę - przytaknął głową i zgarnął jej włosy z twarzy, bo przez płacz poprzyklejały jej się do buzi. Lubił patrzeć na jej buzię. - Nie ma sprawy - odpowiedział, uśmiechając się lekko na tego jej buziaka w skórę. Skrzyżował z nią wzrok. Oczy Emmy też lubił. Na kolejne "dziękuję" zbliżył się by cmoknąć ją w czoło. - Jasne, że możesz. Ile tylko chcesz - nie widział w tym problemu. Miał w ramionach śliczną, nagą dziewczynę. Mógł z nią tak leżeć na tyle długo, na ile jakaś potrzeba go nie zmorzy. Ułożył się z nią po prostu wygodnie i przytulał. - Tu nic złego Ci nie grozi - zapewnił ją jeszcze.
Mohe
Mohe leżał i po prostu w milczeniu głaskał ją delikatnie, nic nie mówił, uznając, że to Emma powinna wyjść z ewentualną inicjatywą, jeżeli tego zechce. W końcu zadała swoje pytanie, a on pomyślał chwilkę. Spojrzał zaraz w dół, w jej oczy i uśmiechnął się lekko.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że tak, ale myślę, że jeszcze trochę czasu może ten strach Cię prześladować. Czasami może przyjść niespodziewanie, mimo, że będziesz sama myślała, że jest dobrze. Czasami reagujemy odruchowo i nie bardzo możemy coś z tym zrobić. Dlatego cieszę się, że się przede mną otworzyłaś, bo teraz będę wiedział co się dzieje, gdyby sytuacja znowu miała miejsce. Gdybym nie wiedział to mógłbym pomyśleć, że to ja zrobiłem coś nie tak, że ja jestem powodem – wyjaśnił jej.
Mohe
— Kwestia wprawy. — odparł Laz, mrużąc oczy, gdy poczuł jak alkohol spływa do jego gardzieli, wprost do brzucha, powodując gorąco. — Nie wiem czy moje metody ci pomogą, ja głównie zajmuję się dyscypliną i kontrolą nad emocjami.
OdpowiedzUsuńLaz
Rei zerknęła na sukienkę, w której poleciła coś błyszczącego i pomyślała chwilę.
OdpowiedzUsuń- Ogólnie nie byłoby źle, ale efekt błyszczenia odwracał by uwagę od całej sukni, więc takie sztuczki warto robić jeżeli klientce zależy na przykład na uwydatnieniu biustu czy innych części ciała. Wtedy jak najbardziej, ale w tym konkretnym przypadku nie o taki efekt chodzi – wyjaśniła z uśmiechem, a patrząc po sukience, któ®ej Emma dodałaby falbanę kiwnęła głową. – Świetnie, tak właściwie to będę jej dorabiać falbany, więc tu mogę się w pełni zgodzić – pochwaliła ją. Miała zmysł do tego typu spraw, więc było już dobrze.
Kiedy wspomniała o ciele i pokazała szwy to kiwnęła głową.
- Skoro tylko ciało to i tak dobrze. Weź teraz ten drugi kawałek materiału i „na brudno” poćwicz sobie łączenie skrawka ze skrawkiem, spróbuj każdego rodzaju szwów jakie naniosłaś tutaj – pokazała fragment, gdzie Emma miała swoje wzory. Złapała zaraz przykładowo zszyte szmatki i pokazała dziewczynie. – Chodzi w tym zadaniu o to, byś sobie sprawdziła, którym szwem będziesz szyła najbardziej po linii prostej – rozciągnęła zszyte szmatki i pokazała łączenie, które nawet po rozciągnięciu trzymało równo linię. – Widzisz… Chodzi o to by się nauczyć, aby materiał się brzydko nie uginał i nie wyginał na bokach. Jeżeli uznamy, że żaden z Tobie znanych szwów nie wychodzi chociaż trochę dobrze to pokażę Ci takie, które ja używam – wyjaśniła, a słysząc o pomocy uśmiechnęła się szerzej. – Świetnie, najważniejsze więc, że o nią umiesz poprosić – puściła jej oko. – W takim razie ja zacznę szykować suknię, a Ty na razie poćwicz to o czym mówiłam. Jak sprawdzimy na jakim poziomie umiejętności jesteś to ustalimy czym zajmę się ja, a czym Ty – postanowiła.
Rei
— Mamy inne źródła mocy. Tylko tyle wiem. — odparł, spoglądając jej w oczy, gdy już się szykowała do wyjścia. — Jedno w cale nie wyklucza drugie, panując nad ciałem i umysłem zwykle lepiej kontroluje się swe zdolności. — stwierdził, mrużąc oczy, gdy ucałowała go w policzek. — To tylko trening, czy próbujesz mnie zaciągnąć do łóżka?
OdpowiedzUsuńLaz
Orianna sama przytuliła Emmę ciepło i uśmiechnęła się do niej delikatnie. Przytaknęła jej głową.
OdpowiedzUsuń— Oczywiście, gdybyś potrzebowała pomocy to mów proszę — powiedziała jeszcze, po czym sama zaczęła zbierać do koszyczków rzeczy, które miały naprawić już z daleka od przytulaśnej staruszki. Po kilku chwilach Orianna zakończyła już swoją część pracy. Wszystkie elementy były delikatnie ułożone, tak aby można je było bezpiecznie przenieść. Wtedy wróciła do Emmy i kucnęła obok niej.
— Mogę Ci jakoś pomóc? — zapytała.
Orianna
Mohe lekko kiwnął głową.
OdpowiedzUsuń- Wiem, teraz już wiem - przyznał i lekko się uśmiechnął na tą jej próbę złapania pośladka. Nie komentował jej jednak, po prostu przytulił Emme mocno do siebie. Kiedy na niego spojrzała, skrzyżował z nią wzrok i przyjął całusa.
- Trzymam za słowo - odparł z uśmiechem, a gdy zaproponowała jezioro to kiwnął ochoczo głową, podnosząc się z nią powoli. - Bardzo chętnie, trzeba przyznać, że dość gorąca z Ciebie babka - uśmiechnął się pod nosem. - Dawno się tak nie upociłem - dodał nieco żartobliwie i wciągnął na siebie jedynie swoją przepaskę, a słysząc o tym, że nie chce iść sama po prostu podszedł i cmoknął ją w skroń. - Bardzo chętnie Ci potowarzyszę - przyznał gotowy do wyjścia.
Mohe
Rei pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Przepraszasz za dobry pomysł? Daj spokój, nie znałaś przecież wytycznych klientki - zauważyła luźno. Widziała, że dziewczyna miała problem, ale nie pochylała się nad nim by jej jakoś specjalnie nie peszyć.
Rei nie przerywała swoich zajęć do czasu aż Emma do niej podeszła, oderwała się wtedy od sukni i spojrzała na szew. - Ok, jest całkiem nieźle, spróbuj jeszcze ten czwarty rodzaj i wtedy będziemy podejmiemy decyzję. Ten wyszedł najlepiej ze wszystkich, ale czasami warto sprawdzić wszystkie możliwe opcje. Może się okazać, że ostatni wyjdzie jeszcze lepiej - puściła jej oko. - Słuszna uwaga - przyznała, gdy wspomniała o marszczącym się materiale. - Szew powinien być dość elastyczny, więc lepiej nie zaciskać za mocno, co by panna, która w to wejdzie nie czuła się jak sardynka i by mogła swobodnie tańczyć nawet do tych energicznych rytmów - wyjaśniła z uśmiechem.
Rei
Uśmiechnął się zadowolony, widząc te jej rumieńce i przytaknął na słowa o ogniście gorącej, a przy kolejnym wyznaniu zaśmiał się krótko.
OdpowiedzUsuń- Jak dla mnie to była bardzo ciekawa sugestia - nie pozwolił jej ruszyć do przodu, bo złapał jej nadgarstek i przyciągnął do siebie tak, by stała przodem do niego. Spojrzał Emmie w oczy. - Sam chętnie się z Tobą jeszcze trochę wypocę - przyznał lekko zachrypniętym głosem i uśmiechnął się do niej szarmancko. Dopiero wtedy ją puścił, ale szedł tuż obok. - Hah - zaśmiał się lekko na pytanie. - Ostatnio często odpowiadam na to pytanie - zauważył z uśmiechem. - Dalej twierdzę, że po prostu sami Argarczycy. To jak otwarci jesteście. To co potraficie robi wielkie wrażenie, to jak samowystarczalnie i prężnie rozwijacie tą wyspę - przyznał, przytakując głową. - Ale nawet to nie robi takiego wrażenia jak umiejętność okazywania wyrozumiałości na wiele spraw. Ostatnio na przykład poznałem pewnego Oclarczyka, który unika alkoholu i sam powiedział, że tu nawet w gospodzie czuje się komfortowo, bo wystarczyła jedna informacja i zaraz mu przedstawiono propozycję bezalkoholowych napoi. W Mathyr taka otwartość jest dość znikoma. Sama reakcja na moją osobę, patrzy się na mnie z ciekawością, nie z niechęcią czy jakimiś uprzedzeniami. Mathyrczycy potrafią podejść i po prostu zapytać o coś co ich interesuje, nie macie tego "ojej, nie wypada" i mało tu "tak nie zrobię, bo ktoś sobie coś złego o mnie pomyśli". Oczywiście są i wyjątki od reguły, ale jest tu po prostu bardzo przyjemny klimat - puścił jej oko. - A Tobie coś już się tu podoba tak najbardziej? W końcu sama jesteś tu nowa...
Mohe
Orianna przytaknęła ruchem głowy na słowa Emmy. Skoro nie chciała pomocy, nie będzie się przecież narzucać Emmie swojej skromnej, niekompetentnej osoby, nieważne jak bardzo chciałaby pomóc.
OdpowiedzUsuń— Dobrze — odpowiedziała się do niej delikatnie — Ale gdybyś jednak potrzebowała pomocy, to daj mi proszę znać, nie chciałabym, żebyś się przemęczała, to miał być w końcu rekreacyjny spacer — przypomniała jej jeszcze. Zaraz jednak wstała na równe nogi i zasłoniła sobą Emmę przed babuszką.
— Och Słoneczko, niebiosa mi zesłały Ciebie doprawdy, tyle lat na taką dobrą duszę czekałam — zaczęła wychwalać rudowłosą pod niebiosa. Ori złapała babcię w ramiona i sama ją przytuliła.
— To prawda, Emma jest wyjątkowa, ale takie osoby też potrzebują przestrzeni osobistej — uśmiechnęła się do niej. — A teraz najmocniej przepraszam, ale skoro stragan jest już sprawny, to my udamy się naprawić inne rzeczy. Wie Pani, gdzie znaleźć Pana Yensena? — dopytała ją jeszcze, nie pozwalając się zbliżyć do Emmy.
— Tak, Skarbeńku, wiem. Dobrze, macie dożywotnią zniżkę na moje wypieki! — powiedziała jeszcze.
Orianna
Klara czuła się ostatnio znacznie lepiej. Bardzo często przesiadywała na przydomowej ławeczce i obserwowała otoczenia. Ostatnio nawet zrobiła sobie mały spacer dookoła chaty Febe i była naprawdę dumna, że tylko kilka razy musiała podeprzeć się o ścianę budynku.
OdpowiedzUsuńDzisiaj postanowiła sobie pokontemplować odrobinę na zewnątrz. Zbliżała się tajna impreza dla Akane i Gava, a po niej miała umówioną kolację z Nylianem, na którą bardzo się cieszyła. Nie spodziewała się dziś gości, a tym bardziej poznawania nowej twarzy, ale w Argarze to czasem niektórzy spadali niczym z nieba, więc zdążyła się już nieco przyzwyczaić.
- Och, witaj Emmo – uśmiechnęła się ciepło do dziewczyny i uścisnęła jej dłoń. Widywała ją kątem oka, najwyraźniej rozbiła się przy obozie Mohe, bo to tam najczęściej szło dostrzec jej rude włosy. – Ciebie również – przyznała co do miłego poznania, zaraz jednak spojrzała po dziewczynie pytająco. Pytanie i sprawę? Do niej? Zamrugała szybciej, gdy tak bezczelnie sięgnęła sobie po jej napar. No pięknie… Zaczynała wątpić czy rzeczywiście poznanie będzie miłe. Zmarszczyła lekko czoło na stwierdzenie co do przyjaźni. – Wybacz, ale ja się w ten sposób nie zaprzyjaźniam. To co zrobiłaś było bardzo niekulturalne i ze mną tak przyjaźni nie zawrzesz – oznajmiła i wstała z miejsca. – Wybacz, ale możesz sobie wypić tą herbatę. Na przyszłość wystarczyłoby poprosić o filiżankę – pouczyła ją i sama wstała, by wejść do domu Febe po nową filiżankę dla siebie. Weszła do kuchni by nalać sobie nową porcję naparu i tym razem nie zamierzała jej ostawiać. Wróciła na zewnątrz, trzymając naczynko w rękach. Usiadła i uniosła wysoko brwi, słysząc o prośbie. Flirtować?!
- Wybacz… Nie bardzo rozumiem… - jej policzki lekko się zarumieniły. – Pocić? Cóż to znaczy? Nie bardzo rozumiem jaką miałaś intencję mówiąc coś takiego… Poza tym… Nie sądzę bym była w stanie jakkolwiek Ci pomóc. Daleka jestem do popularnych tu flirtów. Te z mojego świata są o wiele bardziej subtelne. Właściwie to Argardzki flirt nie bardzo mi odpowiada. Wątpię, że jestem w stanie Ci pomóc – przyznała. – Skąd w ogóle pomysł, że ja wiem takie rzeczy? – zdziwiła się nie na żarty. Jasne, był Nylian, tak, wiedziała, że podoba się i Ryu, ale nie sądziła by miała jakkolwiek kogoś nauczać w temacie flirtu.
Klara
Klara pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Dobrze, że chociaż mi tam nie naplułaś dla lepszej więzi - chrząknęła, po Argarczykach to zaprawdę można było się wszystkiego spodziewać. - Zaciśnianie więzi wymaga czasu, a nie wymiany śliny... - dodała, dalej lekko obruszona. Zamrugała znowu szybciej. Napocił? - Przepraszam... Czy Ty mówisz o zbliżeniu? - zapytała niepewnie. Stan policzków Emmy zdawał się sam odpowiadać na to pytanie, ale Klara również się speszyła. - Tym bardziej nie pomogę - pokręciła głową. - Zbliżenie uważam za bardzo intymny temat. Każdy ma w nim swój język, który tworzy z... w moim przypadku, z mężem. Jestem osobą, która zamierza współżyć jedynie z mężem, więc nie powiem Ci co mówić w takich chwilach - postawiła sprawę dość jasno. - Mojego? Gdyby był z mojego i myślał podobnie do mnie to zapewne byście się nie... pocili razem... - pokręciła głową. - Nawet jeżeli jest z Mathyr to nie znaczy, że przemawiałby do niego mój flirt. Wybacz, ale szczerze wątpię, że mamy podobne upodobania co do mężczyzn. Dodatkowo nie uważam, że jest jeden rodzaj flirtu, każdemu podoba się co innego. Wydaje mi się, że musisz po prostu być sobą i jeżeli komuś to się spodoba, to znaczy, że można myśleć o dalszym flircie. Osobiście jednak zbliżenia nie uznaję za flirt... Flirt to raczej słowa i drobne gesty, a nie... konsumpcja... - chrząknęła, wyraźnie zawstydzona. Uniosła zaraz brwi zaskoczona. - Wybacz, o ile Nylian i Ryu rzeczywiście są blisko to... Gave? Och... Nigdy w życiu! Jest bardzo pomocny, ale w życiu nie spojrzałabym na niego jak na kogoś z kim chciałabym flirtować. To tylko i wyłącznie przyjaciel, nikt więcej - przyznała.
Klara
Klara pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Z całym szacunkiem, ale nie mi - oznajmiła. Nie miała pojęcia jak to niby miało zacieśniać więzi. To tak jakby wystarczyło komuś napluć do buzi i koniec, już, przyjaźń gotowa. Słuchała o tym całym flircie, nie flircie z dość rumianą buzią. Pokręciła ponownie głową. - Emmo, nie mówisz tak jak ja i nie zachowujesz się tak jak ja... Powinnaś mieć własne zachowania, a nie naśladować cudze. Skoro chcesz znaleźć kogoś dla siebie to powinnaś być sobą... - nie bardzo ją przekonywały jej słowa, tym bardziej, że ona sama nie kontrolowała jakoś specjalnie swoich gestów. Po prostu taka była. - Ja nie umiem tego uczyć, taka jestem. Nie mogę nauczyć Cię być mną... - dodała trochę smutno. Słysząc o tym co niby uważa zmarszczyła lekko czoło. - Słucham? - poczuła się urażona. - Powiedziałam jedynie, że zapewne mamy inne upodobania co do mężczyzn. Nie wciskaj w moje usta nie moich słów - zaznaczyła trochę ostrzej. Ta rozmowa zaczynała być dla niej bardzo niekomfortowa i Klara spięła się wyraźnie. - Co Ty gadasz za głupoty?! Skąd niby bym miała wiedzieć cokolwiek o Tobie i Perunie!? - fuknęła na nią. O nie, nie zamierzała pozwolić sobie wmawiać, że kimkolwiek gardzi! - Gave mi się ani trochę nie podoba, więc czas nie ma tu większego znaczenia - zaznaczyła twardo.
Klara
Klara była tylko jeszcze bardziej spięta.
OdpowiedzUsuń- Wybacz, ale nie czuję się przy Tobie komfortowo... Dopiero Cię poznałam, a Ty od razu oczekujesz, że nauczę Cię etykiety. Jesteś namolna, a dama umie przyjmować odmowę. Do tego nie rozumiem Twojego sposobu myślenia i bardzo mi przykro, ale wątpię, że jestem w stanie Ci w danej chwili pomóc. Nie wiem dlaczego uważasz, że tylko dama zasługuje na miłość - przyznała wyraźnie skrępowana zachowaniem Emmy. To zdecydowanie nie należało do normalnych, nawet jak na tutejsze standardy. Wspomnienie Akane przyjęła z głośnym przełknięciem śliny. - Nie widzę związku - pokręciła głową. - Bo jestem łagodna, a Ty tu wpadasz jak do siebie, zabierasz mój napar, oznajmiasz, że od teraz się przyjaźnimy i tak po prostu sobie czegoś oczekujesz... Najwyraźniej się pomyliłaś, bo takiego zachowania nie rozumiem - dalej kręciła głową. - Do tego wmawiasz mi jakieś dziwne rzeczy... Wybacz Emmo, przerażasz mnie, zachowujesz się jak chora na umyśle... - wstała ze swojego miejsca i zaczęła się wycofywać w stronę domu Febe, czując nieprzyjemny dreszcz na całym ciele.
Klara
Jej zawstydzenie wywołało lekki uśmiech na jego twarzy.
OdpowiedzUsuń- Może w wodzie, zobaczymy - puścił jej oko i zaraz lekko się zaśmiał. - W słownych gierkach? Właściwie to mi się podoba Twoja bezpośredniość - przyznał. - Na upiększanie przyjdzie i pora - dodał z uśmiechem. Gest z dłonią trochę go zaskoczył, tego akurat nie znał za dobrze, ale widywał, że niektóre pary w Argarze spacerowały w ten sposób. Spojrzał po Emmie lustrując ją wzrokiem i sam poczuł delikatne speszenie. Kobiety, z którymi miał tu do czynienia zwykle skupiały się na gestach sugerujących seks, Emma z kolei zachowywała się jakby chciała trochę większej bliskości. Mohe nie zabrał ręki, szedł spokojnie, opowiadając swoje, ale baczniej zaczął obserwować rudowłosą. - Tobie przeszkadza? - aż się lekko zaśmiał. - Zdajesz się jedną z najbardziej bezpośrednich osób, przynajmniej dla mnie - przyznał i zerknął po niej zaciekawiony. - No to czego takiego dzisiaj Ci wstyd, hm? - zapytał. - Mówisz o zawstydzeniu czy zażenowaniu? Bo to różnica... Wstydzisz się bardzo urokliwie - stwierdził, śląc jej szelmowski uśmiech. - Flaki są bardzo odżywcze - puścił jej oko i objął ramieniem, by przyciągnąć do siebie i cmoknąć w skroń jednorazowo. Zaraz strzelił jej lekkiego klapsa i wskazał wodę. - Wskakuj - polecił, sam kierując się do zbiornika. - Czekam więc na pierwszą ocenę - przytaknął jej głową.
Mohe
Jej zaskoczenie nawet lekko go rozbawiło, ale zaraz na spokojnie jej wysłuchał.
OdpowiedzUsuń- Chyba jesteś dla siebie trochę za bardzo krytyczna - stwierdził. - Jeżeli naprawdę chcesz umieć upiększać słowa to po prostu pomyśl co Tobie byłoby miło usłyszeć i próbuj na tym pracować - polecił z lekkim uśmiechem, a słuchając jej dalej przytaknął głową. - Wszystkiego można się nauczyć, ale nie warto przesadzać w takich sprawach. Nasz język, to jak mówimy powinno brzmieć naturalnie. Gdybym ja tu zaczął mówić do Ciebie wierszem, to moje własne uszy by się chyba przekręciły - przyznał z zadziornym uśmiechem. Nie miał nic przeciwko temu jak się wtuliła. - Skoro czujesz zażenowanie, to możemy razem nad tym popracować - stwierdził, a słysząc, że czaruje, nie ukrywał zaskoczenia. Może rzeczywiście trochę czarował? Obserwował jak Emma znika pod wodą, sam zsuwając przepaskę i wchodząc do wody od razu po sam tors. Uśmiechnął się do dziewczyny, gdy tylko wyłoniła głowę i spojrzała w jego stronę. Sam dał jednorazowego nura i wypłynął blisko Emmy, by zaraz złapać ją w talii i przyciągnąć do siebie. - Skoro tak czaruję, to ucz się na moich własnych słowach i próbuj dodać coś swojego, zmienić je trochę bardziej pod siebie - spojrzał jej w oczy. - Trochę Ci już dziś komplementów rzuciłem, zobaczmy co zapamiętałaś - poruszył zabawnie brwiami i zaczął wędrować palcami od jej kolana ku udzie. - No, dajesz, nagroda czeka... - rzucił nieco żartobliwym tonem.
Mohe
Tak, sam sobie nie wyobrażał siebie w roli wierszoklety.
OdpowiedzUsuńKiedy już był przy niej i usłyszał pierwszy z komplementów, to zaśmiał się krótko.
- Zabrzmiało bardzo drapieżnie - poruszył zabawnie brwiami i zbliżył swoje usta do warg Emmy. - Mam nadzieję, że mi ich nie planujesz wyżreć - szepnął, obserwując ją uważnie i mrucząc zadowolony, gdy wsunęła palce we włosy. - Lepiej, chociaż z tego co zauważyłem, to mężczyźni nie bardzo lubią określenie "uroczo". Jakoś tak zdecydowanie bardziej pasuje do was, kobiet - zauważył i przesunął rękę bliżej jej pachwiny. - Mi z kolei podobają się Twoje włosy, pasują do Ciebie. Nie musisz z nimi nic robić, nawet takie puszczone luzem i rozwiane czy mokre ślicznie z Tobą współgrają - odpowiedział.
Mohe
- Piękne brzmi lepiej niż urocze. Znajdziesz w końcu stosowne słowa. Nie można przecież ciągle mówić jedynie o przystojnym - rzucił lekko i zaśmiał się krótko. Spojrzał po niej, po tym jak drży. Reagowała na niego wyjątkowo intensywnie. Wsunął palce w jej włosy, gdy oparła czoło o jego tors, a na kolejny komplement uśmiechnął się delikatnie. Te kolejne słowa z kolei trochę go zaniepokoiły. O ile fakt, że lubi jego uśmiech i oczy był tylko lekko sugestywny, tak stwierdzenie, że tonie i spada brzmiało już dużo poważniej. Chciała więcej oczu i uśmiechu? Spojrzał po Emmie, złapał jej brodę i zmusił by spojrzała na niego. - Więcej w jakim znaczeniu? - zapytał spokojnie, łagodnie po niej patrząc. Nie ukrywał, że nie raz o niej myślał, po tym jak ich drogi się rozeszły. Dzisiejsze spotkanie również było cholernie przyjemne, ale Em brzmiała dość poważnie w swoich wyznaniach, a przecież dopiero co się na nowo spotkali.
OdpowiedzUsuńMohe
OdpowiedzUsuńZaśmiał się lekko i pokręcił głową. Ależ ona go przepraszała. Za każdym razem niepotrzebnie. Naprawdę szkoda mu było tej dziewczyny. Chciał jej bardziej pomóc, ale po prawdzie niewiele mógł dla niej zrobić.
— Ale to Ty czekasz aż ja zjem — zauważył, nie przerywając sobie swojego posiłku. — Nie przejmuj się tak. Jak czymś mnie urazisz to zauważysz po moim fochu — wyjaśnił jeszcze. Pokiwał głową, gdy powiedziała, że zje później więcej. Dokończył jeszcze swoją tartę i wstał na równe nogi. — Dobrze, pamiętaj, że jak chcesz pić to woda też jest — powiedział jeszcze, zanim powiedział czym się zajmą. Wolał się upewnić, że z odwodnienia mu przypadkiem tutaj nie padnie.
Yensen
- Tłumaczę Ci przecież, że nie jestem w stanie Ci pomóc. Nie zamierzam Cię uczyć bycia mną. Mogę Ci powiedzieć co w mojej kulturze wypada, a czego nie wypada, ale nie zamierzam uczyć Cię mówić jak ja - pokręciła głową. Słysząc przeprosiny spojrzała po Emmie niepewnie. - To bardzo źle pomyślałaś. Nie wiem skąd taki pomysł w ogóle narodził się z Twojej głowie. Nawet tutaj nie zauważyłam by coś takiego starczyło do nawiązania przyjaźni. Ja takich zachowań nie zamierzam akceptować i o ile nie planuję Ci tego jakoś wielce wytykać, tak proszę byś zapamiętała, że ze mną tak przyjaźni nie zacieśnisz. - Wmawiasz Emmo, wmawiasz okropne rzeczy i mało tego sugerujesz kary cielesne. Bardzo to niestosowne - pokręciła głową i cofnęła się jeszcze o krok. Dziewczyna zdecydowanie była jakaś zaburzona. - Brałaś jakieś dziwne specyfiki? Mogę zawołać Febe, ona prędzej pomoże, jest medyczką, a zdaje się, że potrzebujesz pomocy medyka, nie mojej - dodała.
OdpowiedzUsuńKlara
Klara rzuciła krótkie "proszę" i podniosła wzrok znad książki, gdy Emma weszła do jej pokoju. Dziewczyna odrobinę się spięła na jej widok. Ich pierwsze spotkanie zdecydowanie nie należało do udanych. Miała nadzieję, że rudowłosa nie zacznie jej prześladować, słyszała, że obłąkani czasami robili takie rzeczy.
OdpowiedzUsuń- Cz-cześć - odpowiedziała. Niby zapowiadała swoje wizyty, ale nie brzmiały one zbyt dobrze. Jak ona się czuje? Huh, Klara uniosła brwi nieco zaskoczona. - Uhm... No... Lepiej - odpowiedziała i delikatnie zacisnęła zęby, gdy Emma klepała stopę. - Ale tak nie rób - poprosiła. Stopa była mocno zmasakrowana i chociaż dotyk nie sprawiał już bólu, to w głowie Klary obawy o kończynę dopiero powoli mijały. Chrząknęła na prośbę dziewczyny.
- No... No dobrze... - odłożyła ostrożnie książkę i poprawiła pozycję siedzącą by zerknął po Emmie. - Masz coś do pisania? Nie chcę być niegrzeczna, ale szczerze wątpię, że jesteś w stanie to wszystko zapamiętać - wyznała. - Jakie tematy najbardziej Cię interesują? Te damsko-męskie, tak? - wolała dopytać.
Klara
Klara nie była pewna czy ta zapowiedź dziewczyny ją cieszy. Chyba najwyższy czas było rozejrzeć się na pokojem w gospodzie.
OdpowiedzUsuń- Wolałabym byś się ze mną umawiała, a nie stawiała przed faktem dokonanym. Mam też innych znajomych i swoje plany. Nie będę Cię przyjmować dzień w dzień - zaznaczyła. Zaraz spąsowiała na twarzy. - Dama to przede wszystkim nie pyta co powinna mówić po zbliżeniu - bąknęła. - Nie pomogę Ci z tym, nigdy nie dopuściłam do zbliżenia, nie mam doświadczenia w tym temacie i nie wiem co powinnaś powiedzieć - oznajmiła. Skąd niby miała wiedzieć takie rzeczy?! Nigdy nie nasłuchiwała kochanków po baraszkowaniu! W książkach, które czytała również nie było nic o tego typu deklaracjach. Poza tym, nawet gdyby miała jakieś pomysły to zdecydowanie Emma nie była kimś przed kim by się z nimi otworzyła.
Klara
Orianna szła już z Emmą w inną stronę po pożegnaniu ze staruszką. Nie chciała bardziej stresować rudowłosej a i emerytka chyba w końcu spuściła z tonu, a wtedy warto było wykorzystać okazję i po prostu prysnąć. Chwytanie okazji - to Ennis jej tego nauczyła razem z Satoru. Dobrze było stosować takie nauki w codziennym życiu. Uśmiechnęła się do niej, na podziękowania i zachichotała delikatnie na jej pytanie, uśmiechając się szerzej.
OdpowiedzUsuń— Och, rozumiem, że Ty nie chcesz się przytulać, rozumiem to jak bardzo ona chce Ci podziękwoać, a mi bliskość i przytulenia nie przeszkadzają dzięki Satoru — wyjaśniła spokojnie, poprawiając włosy. — Także nie mam nic przeciwko zasłonienia Cię przed taką staruszką, to nawet przyjemność, móc Ci w końcu jakoś realnie pomóc — wyznała, rumieniąc się delikatnie. Tak naprawdę dopiero teraz miała okazję zrobić coś dla Emmy.
Orianna
- To nie jest umawianie się - zauważyła. - Nie zgłosiłam też zgody, milczenie to nie potwierdzenie - dodała. Dalej patrzyła po niej, a przy kolejnym pytaniu zmarszczyła czoło. - Doprawdy uważam, że Twoja obecność tu jest bez sensu. Ile razy mam Ci powtarzać, że po prostu jestem sobą? Skąd mam wiedzieć czym konkretnie kogo zauroczyłam. Jak chcesz wiedzieć to powinnaś zapytać Ryu czy Nyliana. Nie robię przy nich niczego konkretnego, po prostu lubią mnie taką jaka jestem. Wiem tyle, że Nylian bardzo lubi moje oczy i wiele cech mojego charakteru. Wiem, że podobam się fizycznie Ryu, i że on również ceni sobie mój sposób bycia, aczkolwiek ma mi również co nieco do zarzucenia. Ani jednego, ani drugiego nie postanowiłam zauroczyć, to po prostu się stało - westchnęła ciężko.
OdpowiedzUsuńKlara
— Lubię się po prostu delektować smakiem, trzeba docenić dobry posiłek — odpowiedział, kończąc swoją tartę, odłożył talerz i wstał na równe nogi. Nalał sobie jeszcze wody, popił i odetchnął zadowolony. No, może głodny nie był, ale zawsze dobrze było sobie przekąsić coś smacznego.
OdpowiedzUsuń— Dzisiaj robimy części do mebli, do kilku zamówień na jutro no i do Twojego stolika, trochę żelastwa jest nam potrzebne, zaczniemy od części do stolika, żeby szybko ostygły, a potem wylejmy większe części, które będą nam stygły do jutra — wyjaśnił, prowadząc Emmę do pieca hutniczego. Wyjął kilka forem, do których będą przelewać żelazno, do tego wyciągnął rudę.
— A więc, zaczniemy od tego, że ja będę rzucać rudę do pieca, a Ty będziesz go podgrzewać, słyszałem, że jesteś ekspertką, więc powinno nam sprawnie pójść — uśmiechnął się do niej. — Stań tam i zacznij grzać i dorzucać drewna, jak poczujesz, że Ci kurewsko gorąco to z drewnem stopuj, termometru nie mamy, ale będziesz przez okienko widzieć jak się topią sztabki, to będę Ci mówił, kiedy dobrze wyglądają i się nadają do stopu, gotowa? — zapytał jeszcze, zanim sam zabrał się do pracy.
Yensen
Mohe słuchał słów Emmy ze spokojem na twarzy, ale sam czuł lekko narastające obawy. Sam lubił to co robili, lubił z nią przebywać, ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że w ustach Emmy brzmi to jakoś tak… Bardzo poważnie. Pogłaskał ją po plecach, dalej słuchając. Tak, nie oceniał, to mógł przyznać, chociaż nie wiedział czy był jedyny, który tego nie robi.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że akurat tutaj spotkasz dość wiele nieoceniających pochopnie osób – przyznał, bo przecież sam poznał co najmniej kilka. Emma była tu dopiero od chwili, więc liczył się z tym, że może nie uwierzyć. Trochę się uspokoił, gdy wspomniała po prostu o lepszym poznawaniu. Uśmiechnął się wtedy do niej i dotknął lekko jej nosa.
- Też chętnie lepiej Cię poznam… Ale skoro już jesteśmy przy poznawaniu i doszło między nami do seksu, to… Chciałbym wiedzieć jak go odbierasz. Nie w sensie ocenienia, ale… Czy seks to dla Ciebie tylko seks, czy… coś więcej? – zapytał. Trochę się już nasiedział z Akane i wiedział, że z tym akurat bywa bardzo różnie. Zwykle trafiał na kobiety, których nie musiał o to pytać, ale z Emmą wolał się upewnić. Nie chciał jej jakkolwiek zranić.
Mohe
Rei słysząc opinię co do sardynek uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Tak, lubią, ale wtedy tym bardziej szew powinien być bardziej elastyczny. Co by pracował razem z ciałem i nie pękł jakiejś sardynkowej damie na tyłku, gdy ta postanowi usiąść - zaśmiała się lekko. - U nas były już lepsze nici na takie okazje, tu musimy posługiwać się tym co mamy, tutejsze nici są sztywniejsze, dlatego tak ważne jest byś znalazła skuteczną metodę szycia - wyjaśniła jej i zaraz spojrzała na szew. Przytaknęła głową. - Widzisz? W szyciu lepiej robić coś wolniej, a dokładniej. Jak dobrze się nauczysz to ciuchy spod Twojej ręki będą na lata, a nie na jedno wyjście - puściła jej oko i podała dwa płaty z sukienki, którą Emma zamierzała uszyć dla swojej znajomej. - A więc to będzie Twoje zadanie, połącz mi te dwa fragmenty, tym ostatnim szwem - pokazała na ten, który wyszedł najlepiej. - O tutaj... - pokazała palcem, gdzie powinna iść nić. - W ten sposób, by mi się tak składały i nachodziły na siebie - dodała. - W razie jakichkolwiek pytań, pytaj śmiało - posłała jej jeszcze ciepły uśmiech.
Rei
- Ale to co mówię teraz nią jest. Nie mam ochoty spotykać się z Tobą dzień w dzień na tego typu rozmowach - oznajmiła. - A Ty możesz zacząć w końcu słuchać? - nadęła policzki. - Mówię Ci, że nie robię nic specjalnego by ich w sobie zauroczyć. Po prostu jestem sobą i nie wiem co konkretnie ich we mnie urzeka. Jak niby mam Cię uczyć co robić, skoro nie wiem czym w rzeczywistości zwróciłam na siebie ich uwagę? Może to były moje bajkowe opowieści, może moje rozmarzone spojrzenie czy po prostu fakt bycia marzycielką. Nie wiem do jasnej anielki... Ich o takie rzeczy pytaj, a nie mnie - obruszyła się wyraźnie i skrzyżowała ręce na torsie, na tyle, na ile mogła. - Och, no nie możliwe, upierdliwa Argarka, niesłychane... - bąknęła z sarkazmem w głosie. - Nic Ci tu po upierdliwości skoro nie znam odpowiedzi na to co Cię interesuje - oznajmiła. Spojrzała po niej zniesmaczona, gdy mówiła o tym co proponowała Ryu. - No dama zdecydowanie nie rzuca takich propozycji. Dama pilnuje wianka, a nie wkupuje się nim w cudze łaski... Nawet kiedy z jakiś powodów wianka już nie ma. Uciechy cielesne powinny być przeznaczone na wyjątkowe relacje - przyznała wyraźnie speszona. - A co w tym dziwnego? Każdy patrzy na potencjalną sympatię najpierw powierzchownie, bo to może ocenić od razu. Dopiero później, gdy się zdecyduje, zaczyna oceniać wnętrze, o ile druga strona mu je chce pokazać - nie rozumiała zaskoczenia tym, że i Ryu zwraca uwagę na wygląd. Pokręciła zaraz głową. - Nigdzie nie wspomniałam, że go znam, wiem co mi powiedział i to Ci przekazuję - oznajmiła, bo przecież nie mówiła w kontekście chłopaka tylko o fizycznych aspektach. Na słowa o Akane spojrzała po niej ponownie zniesmaczona. - Nie zgadzam się z Twoją opinią, gdyby miała rację bytu, to przy Akane nie kręciłoby się tyle osób i to obu płci - wydała swój werdykt. - Wyjątkowo urodziwe osoby też potrafią mieć równie piękne wnętrze, jedno drugiego nie wyklucza. Dla Ryu wnętrze na pewno ma znaczenie, jak dla każdego kto myśli o partnerstwie na poważnie, co nie znaczy, że pewne dziewczyny mogą mu się podobać bardziej, a inne mniej - dodała. Na pytanie o to jak wyszło zmarszczyła czoło. Nie rozumiała o co chodzi. Zamknęła jednak powieki na poprawione pytanie. Nie miała już pojęcia jak odpowiadać na takie pytania, do tej dziewuchy nic nie docierało.
OdpowiedzUsuń- Strasznie mnie męczysz Emmo, idź już lepiej, bo mnie naprawdę zaczyna boleć głowa - wsunęła się głębiej pod kołdrę i odwróciła do dziewczyny plecami.
Klara
- Nie Emmo, będziesz ze mną na bieżąco ustalać czy możesz przyjść danego dnia, czy nie możesz. To ile dni w tygodniu będziesz mnie obserwować mnie nie interesuje, ale jeżeli sposób Twoich obserwacji będzie mi sprawiał dyskomfort, to również poproszę byś ich zaprzestała lub zmieniła technikę - zaznaczyła. Nie będzie jej nikt z góry ustalał z kim i ile razy ma się spotykać. Westchnęła ciężko na słowa o życiu, współczuła Emmie, bo ta najwyraźniej wiele złego przeżyła, ale Klara nie miała ochoty wchodzić w szczegóły. W danej chwili miała dość złych przeżyć, zarówno cudzych jak i swoich. - Cieszę się więc, że słyszę z Twoich usta takie słowa. Mam nadzieję, że rzeczywiście będziesz się ich trzymać - przyznała. Na pytanie o damy zastanowiła się chwilę. - Dama powinna być dość subtelna w okazywaniu ewentualnych czułości, przynajmniej w miejscach publicznych. Sam na sam z ukochanym można sobie pozwolić na bardziej frywolne zachowania. Delikatne czułości są dopuszczalne, aczkolwiek lepiej widziane w odniesieniu do mężczyzny, który jest damie pisany, gdy są sobie narzeczeni - podała przykład. - Ordynarne i nieodpowiednie jest przesadne obnoszenie się ze swoją seksualnością. Ta powinna zostać w domu dla oczu męża - dodała. - Nie zauważyłam - odpowiedziała w temacie tego, że to za nią biega więcej chłopaków. - Twoja opinia w temacie wyglądu Akane nie ma dla mnie żadnego znaczenia Emmo, nie widzę powodu dla którego miałabym Cię namawiać na zmianę zdania - przyznała szczerze. - Zrozumiałam już za pierwszym razem - dodała, gdy powtórzyła słowa o An. Nie lubiła takiego obgadywania, Akane była jej przyjaciółką, ocenianie za kim biega więcej chłopaków było nie na miejscu. Dla niej nie miało to żadnego znaczenia. Słysząc o ziołach zamknęła tylko oczy i pokręciła głową. Miała wyjść, a nie przynosić leki. Jeszcze niepotrzebnie zawracała głowę Febe. Kiedy Emma wróciła do gabinetu, Klara dalej leżała zwrócona do niej plecami. - Mhm - mruknęła tylko w odpowiedzi i dalej leżała z zamkniętymi oczyma.
OdpowiedzUsuńKlara
OdpowiedzUsuńOrianna usłyszała co prawda pukanie, ale była w trakcie przelewania swoich własnych mikstur i nie mogła tego przerwać, zwłaszcza, że kończyła już rozlewać ostatnie fiolki. Uśmiechnęła się dumna z samej siebie, zakręcając je, umyła dokładnie ręce, a potem poszła w stronę drzwi. Uśmiechnęła się na widok Emmy. Przytuliła ją do siebie na powitanie.
— Witaj, miło Cię widzieć — przywitała się z nią, a następnie odsunęła. Zaprosiła ją, aby usiadła sobie wygodnie na kanapie. Sama podeszła jeszcze, aby nastawić wody na herbatę, po czym wróciła do Emmy, bo nie będzie przecież czekać aż woda się zagotuje. Nie znała jeszcze metody błyskawicznego podgrzewania wody, a gdyby wymyśliła, wątpiła, aby Sato się spodobał, w końcu był przeciwny używaniu zbyt dużej ilości magii. Uśmiechnęła się do rudowłosej.
— To prawda, był dziwny, ale mimo wszystko całkiem interesujący, tak mi się wydaje. Poznanie waszych zwyczajów zawsze jest całkiem ciekawe — wyjaśniła. Zastanowiła się chwilę nad kolejnym pytaniem. — Każdy był na swój sposób ciekawy. Najbardziej zapoznałam się chyba z Luną i Gabriellą, chciałabym je lepiej poznać. Chociaż Gabi mam wrażenie, powinna trzymać się z daleka od Twojego ciasteczka. Właśnie, jak Tobie minął ten wieczór u boku Mohe? — sama się zainteresowała, a na wzmiankę o tańcach zarumieniła się delikatnie, machnęła ręką i pokręciła głową. — Ja tam uważam, że przede wszystkim dziwnie. Więcej nie idę sama na takie konkursy. To było przerażające. A jeszcze ten Gave i ta piosenka… całkiem mnie nią zbił z tropu — opowiedziała jej.
Orianna
— Jeszcze nie jest Twój, ale przecież może być. Uśmiechał się ładnie i chyba czule do Ciebie — odpowiedziała Emmie. — Poza tym prawie cały wieczór z Tobą spędził i nie wydaje mi się, aby wyglądał na niezadowolonego tym faktem, myślę, że nawet wręcz przeciwnie, a jeśli jeszcze rozumie Twoje zaloty… to tym bardziej! — klasnęła w dłonie zadowolona. — Życzę wam, aby się udało, będę kibicować takiemu obrotowi wydarzeń — zapewniła ją jeszcze z uśmiechem na ustach. Spojrzała na mikstury i pokręciła głową. — Nie, nie, te mam przygotowane. Masz jeszcze swoją pierwszą dawkę tak? Nową powinnaś otrzymać za dwa tygodnie, świeżą. Dzisiaj robiłam środki na potencję, kilku mężczyzn zamówiło, są tam, a teraz zrobiłam jeszcze zapas do lecznicy eliksirów na przeziębienie. Nazywają się Różyczkami od czerwonego kolory, pomagają na infekcje, chciałam odciążyć Febe od pracy, ma tyle na głowie, że ja mogę zająć się sporządzaniem mikstur — wyjaśniła z uśmiechem. Akurat woda się zagatowała, więc zalała lawendowo-jaśminiową herbatkę do imbryczka i przyniosła zastawę na tacce razem z zakupionym ciastem od staruszki, której niedawno pomogły. Zaśmiała się delikatnie widząc popisy Emmy. Przytaknęła jej głową, siadając z powrotem na swoim miejscu.
OdpowiedzUsuń— No nie wiem czy były takie super… — nie zgodziła się. — W każdym razie cieszę się, że w Twoim imieniu nie zajęłam ostatniego miejsca. Na coś przydały się jednak te tańce z Satoru — dodała jeszcze z delikatnym śmiechem.
Orianna
Sam fakt, że Emma jej nie odpowiedziała w temacie spotkań dawał już Klarze wiele do myślenia. Argarczycy często tak działali, milczeli i później rzucali to swoje "nie powiedziałem ani tak, ani nie". Klara spojrzała po dziewczynie surowo.
OdpowiedzUsuń- Ja Cię tylko ostrzegam, że jak się będziesz tymi wizytami naprzykrzać, to zdecydowanie się nie polubimy - zaznaczyła twardo. Dobrze, że chociaż z obserwacjami nie zamierzała być przesadnie inwazyjna. Przynajmniej w teorii. Kiedy Emma wróciła z naparem Klara dalej leżała plecami do niej. Milczała, a słysząc, że rudowłosa dalej nie wychodzi obejrzała się na nią przez ramię.
- Czy możesz już sobie iść? Chcę się zdrzemnąć. Mam tu odpowiednią opiekę i nie potrzebuję obserwatora mego snu - oznajmiła.
Klara
— Zapeszyć? — zapytała nieco zmartwiona, zasłaniając usta dłonią. Och, ależ tego zdecydowanie nie miała zamiaru robić. Przytaknęła jej szybko ruchem głowy, odsłaniając buzię. — Dobrze, dobrze. Nie będę, nie będę niczego zapeszać, och szkoda by przecież było. Zasłużyłaś przecież na szczęście — odparła, wyraźnie się stresując. Miała nadzieję, że jej wcześniejsze kibicowanie niczego nie zapeszy. Byłaby na siebie bardzo zła, gdyby właśnie przez to Emmie i Mohe nic by się nie ułożyło. Jej zdaniem bardzo do siebie pasowali. Uroczo się uśmiechali w swojej obecności.
OdpowiedzUsuń— Moje mikstury są ważne tak długo dopóki jej nie otworzysz, po otwarciu jednak masz trzy miesiące i wywar zacznie tracić swoje właściwości aż stanie się po prostu niesmacznym płynem — wyjaśniła, kiedy schowała sobie jeden z nich do kieszeni. — Jeśli chcesz mogę dać Ci miesięczną terapię, będzie łatwiej brać, jeśli chcesz oczywiście. Ale jest za to bardzo niesmaczny — wyjaśniła. Zaraz jednak ponownie się zmartwiła, kiedy wspomniała o braku miesiączki. Wysłuchała jej. Przytaknęła głową. — Ile Ci się spóźnia? — zapytała jeszcze dla pewności. — Nie przeprowadzę wiarygodnego egzaminu jeśli nie miną dwa tygodnie od dnia, kiedy powinnaś krwawić — wyjaśniła jej. — Ale to możliwe? Robiłaś to zanim wzięłaś mikstury? Dałam Ci je zbyt późno? — zapytała jeszcze. Och, najdroższy Boże. Mogła dać jej od razu jak tylko przyszły do Argaru. Zarumieniła się na jej zarzuty.
— Spokojnie, tańczył ze mną na balu, nauczył mnie. Mamy przecież dwa osobne pokoje — zarumieniła się jeszcze bardziej. Nie mówiła jej, że raz spali na jednym łóżku, bo nie chciała ściągać gniewu Emmy na Satoru bez potrzeby.
Orianna
Mohe uśmiechnął się lekko.
OdpowiedzUsuń- Jestem pewien, że z czasem się dowiesz, tylko go sobie daj, ten czas – spojrzał po niej przyjaźnie. Puścił ją, kiedy postanowiła się odsunąć. Fakt, że nie wie brzmiał dość poważnie, ale chociaż nie widziała w tym z jego strony czegoś więcej. Przytaknął. – Tak, dla mnie to tylko seks. Jesteś śliczna, ale za mało Cię znam by uznać to za… coś więcej – wolał postawić sprawę jasno. Obserwował ją spokojnie i sam wszedł głębiej, powoli zanurzając się po samą szyję. Podpłynął do Emmy i spojrzał jej w oczy. – Możesz mi coś obiecać? – zapytał. – Powiesz mi, gdyby zaczynało to dla Ciebie znaczyć coś więcej? – sam zamierzał ją w tym temacie uważniej obserwować i chyba na tą chwilę jednak nie chylił się ku powtórce ze zbliżenia, chociaż Emma była tak nieprzewidywalna, że wolał nic nie zakładać.
Mohe
Rei skupiła się w pierwszej kolejności na nadaniu podstawowego kształtu kreacji. Nie zakładała, że dziś uda się im zrobić więcej, bo jednak praca z igłą i nićmi robiła swoje, szczególnie, gdy chodziło o palce. Dobrze, że Emma pracowała chociaż na cienkim materiale, to nie musiała się aż tak wysilać przy swoim szyciu. Dziewczyna zdawała się dość kumata i szybko łapała, więc praca z nią mijała przyjemnie. Na stwierdzenie rudej, przytaknęła głową.
OdpowiedzUsuń- Tak, rzeczywiście zaczyna nabierać kształtów, ale to dopiero spód, przyjdzie na to jeszcze warstwa wierzchnia - wyjaśniła. - Co powiesz na przerwę, jakieś ciastka i trochę herbaty? - zaproponowała. - Nie wiem jak Ty, ale ja mam ochotę trochę odpocząć - puściła jej oko i ruszyła w stronę kuchni niespecjalnie czekając na odpowiedź Emmy.
Rei
Yensen za to czuł kurewskie ciepło. Ale on chodzącą pochodnią nie był, więc chcąc nie chcąc, pot na ciele zaczął mu się pojawiać. To była jego najmniej ulubiona część tej roboty i naprawdę lubił do tego wykorzystywać do tego innych. Może z czasem znajdzie jeszcze jakiegoś pomocnika Emmie i to będzie miał z głowy. Najlepiej za darmo. W sumie dawno nikt mu bimberku nie ukradł. Wystawi kilka na przynętę i cyk - plan idealny. Uśmiechnął się pod nosem. Ależ on był genialny. Zajmował się pracą, knując sobie w głowie swoje własne, staruszkowe intrygi.
OdpowiedzUsuń— Tak, wszystko na takiej samej zasadzie, do wszystkiego mamy formy. Potem zahartujemy w zimnej wodzie i mucha nie siada — wyjaśnił. — Zresztą zaraz zobaczysz, bo je też robimy — wyjaśnił, wymieniając formy i puszczając jeszcze raz odlewnię.
Yensen
Klara spojrzała po dziewczynie.
OdpowiedzUsuń- Na pewno nie zrobiłaś dobrego pierwszego wrażenia, a ja nie mam w zwyczaju lubić kogoś tylko dlatego, że ktoś chce. Nie mam też w zwyczaju zmieniać o kimś zdania na podstawie kilku wymienionych zdań. W moim mniemaniu do takich rzeczy potrzeba czasu i chęci obu stron, a w danej chwili czuję się przez Ciebie osaczana. Jakbyś wymagała, że mam Cię lubić, bo tak. To tak nie działa, nie u mnie - poinformowała Emme. Zacisnęła usta na wspomnienie ścigania, tak, to też robiło swoje i ciężko było jej tak po prostu zaufać. - Wybaczam, ale to nie znaczy, że nagle obawy i potrzeba dystansu zniknie, może z czasem, ale na pewno nie po takiej rozmowie - przyznała. - Nie winię Cię, że starałaś się przeżyć i wierzę, że przeszłaś wiele złego, ale to wszystko nie daje Ci prawa z góry oczekiwać, że wszystkim Twój sposób bycia będzie odpowiadał - dodała. - Emmo, jesteś natarczywa. Nie czuję się dobrze w Twojej obecności, szczególnie gdy tak się zachowujesz. Ile razy trzeba Ci powtarzać byś zrozumiała? Wolałabym byś jednak zostawiła mnie samą - przyznała.
Klara
Mohe uniósł wysoko brwi, gdy wyznała, że nie może, a kiedy mówiła dalej, to zdziwienie wcale nie malało. Cholera... Kiedy ostatnio się widzieli Emma sprawiała wrażenie dziewczyny ciężkiej do zdobycia, takiej, która będzie udawać, że jej się coś nie podoba, nawet gdy jest inaczej. Teraz jednak zdawała się bardzo wylewna.
OdpowiedzUsuń- Emmo, trochę już to mówisz, właśnie teraz... - sięgnął po jej rękę i złapał ją delikatnie, by przyciągnąć bliżej do siebie. Spojrzał po niej trochę troskliwiej. - Wytłumacz mi, bo nie rozumiem. Wiesz, że dla mnie to tylko seks i Ci to nie przeszkadza? Mimo to chcesz być blisko? Nie chcę Cię ranić, a przecież blisko można być na wiele różnych sposobów. Nie zacznę Cię mniej lubić, tylko dlatego, że nie będziemy uprawiać seksu. Nie odsunę się z takiego powodu - wyznał. Dla niego to był przyjemny gratis, ale przecież nie oczekiwał go przy wszystkich relacjach. Przyciągnął ją lekko do siebie i schował w ramionach. Musiała być naprawdę mocno skrzywdzona.
Mohe
Nie rozumiała skąd dziewczyna brała w ogóle takie pomysły, ale przez takie gadanie czuła tylko większy niepokój, przebywając w towarzystwie Emmy. Obejrzała się i patrzyła na Emmę jak na jakąś nawiedzoną.
OdpowiedzUsuń- To są Twoje słowa, nie moje – oznajmiła tylko i zaraz pokręciła głową. – Zamykam na to co mi nie odpowiada i nie czuję się źle z tego powodu. Twoje zachowanie, Twoja obecność, Twoje słowa i wypowiadane myśli, mnie osobiście przyprawiają o dyskomfort i nie zamierzam udawać, że jest inaczej. Skoro Ci to nie odpowiada to tym bardziej nie rozumiem po co zawracasz mi głowę. Poszukaj kogoś kogo takie zachowania i taki sposób bycia nie mierzi. Z łaski swej nie baw się w znawcę mojej osoby, bo to tym bardziej zniechęca do próby poznania Cię. Zaczęłaś w bardzo nieprzyjemny dla mnie sposób, więc teraz nie wiń mnie za moje reakcje – podsumowała i kiedy dziewczyna wyszła, to Klara po prostu odetchnęła z ulgi i wróciła do swojej w pełni leżącej pozycji, z twarzą skierowaną do ściany. Przymknęła oczy, czując jak jej ciało się luzuje. W końcu trochę spokoju. Czuła się naprawdę zmęczona tymi odwiedzinami i wymianą zdań. Jeszcze nigdy nie przeżyła próby wmówienia przyjaźni, to było bardzo nieprzyjemne i dziwne doświadczenie.
Klara
Klara spojrzała tylko po Emmie trochę dziwnie, ale nic jej nie odpowiedziała, dziewczyna tylko udowadniała, że nie jest kimś z kim Klara miałaby ochotę przebywać. Przyszła tu jak do siebie, wmawiała jej jakieś dziwne sposoby nawiązywania przyjaźni, w ogóle nie szanowała zdania Klary w temacie ustalania spotkań, gadała o jakimś unicestwieniu i zasługiwaniu na karę... Dziwna osoba. Jeszcze te słowa i ideale. Emma najwyraźniej miała jakieś poważne urojenia. Może słyszała głosy w głowie? Kasztanowłosa nie kojarzyła by gdziekolwiek wspominała o byciu idealną. Wzruszyła tylko ramionami, tak, oceniała pierwsze wrażenie, jak każdy normalny człowiek.
OdpowiedzUsuń- To Ty nie umiesz zaakceptować prawdy, że po prostu w danej chwili przebywanie z Tobą sprawia mi dyskomfort. Patrząc na to jak reagujesz na cudze skrępowanie, to raczej nie zakładam, że Twoja obecność w najbliższym czasie sprawi mi jakąkolwiek przyjemność - tylko w tym temacie zabrała głos i zaraz dalej układała się do drzemki.
Klara
Nie naciskał na dotyk i sam odsunął się od niej na dwa kroki, szczególnie, gdy zaczęła mówić. Zmarszczył trochę czoło. Nie rozumiał, naprawdę nie rozumiał. Westchnął ciężko i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Nie Emmo, nie będzie więc więcej seksu, na pewno nie skoro tak na to patrzysz - oznajmił. - Nie mam nic przeciwko byśmy razem gdzieś chodzili, robili coś wspólnie i ze sobą przebywali, ale seksu już nie będzie - zaznaczył stanowczo. To co mówiła było po prostu złe. - Nie jesteś kukłą do zaspokajania męskich rządz, może dla Peruna byłaś, ale ja kurwa nie jestem Perunem... - trochę go dotknęło to w jakie słowa ubrała to wszystko. - Nie mam zamiaru się od Ciebie odsuwać, nie z takiego powodu - zaznaczył.
Mohe
To jak się kuliła nie oznaczało nic dobrego, znowu coś sobie wrzuciła na głowę. Zacisnął lekko pięści, gdy wyrzuciła z siebie swoje słowa.
OdpowiedzUsuń- A ja nie chcę Cię tylko podniecać! - nie krzyczał, ale miał stanowczy ton. - Nie chcę na Ciebie patrzeć jak na kukłę do ruchania! - dodał pewnie. - Nie chcę byś tworzyła w swojej głowie jakieś durne wizje, że trzymam z Tobą jedynie dla seksu! Ty mnie interesujesz, Ty jako osoba, może nie w temacie miłosnym, na pewno nie teraz, ale chciałbym poznać Ciebie, poznać, a nie tylko obracać! - spojrzał po niej odrobinę wkurzony. - Przykro mi, że muszę Ci coś takiego wyjaśniać, ale nie winie, nie Ciebie... Po tym co przeszłaś... Nie winię Cię... Tylko, kurwa mać, nie karz mi tego za jakiś czas znowu powtarzać...
Mohe
Mohe stał chwilę w miejscu, gdy go wyminęła. Miał ochotę dać jej odejść, olać sprawę i sam nieco nabrać oddechu, ale siostra praktycznie od razu pojawiła się w jego głowie, ona i to jej zawiedzione spojrzenie.
OdpowiedzUsuń- Kurwa... - syknął pod nosem, po czym sam ruszył za Emmą nieco szybciej. Tym razem nie zważał na jej ewentualne sprzeciwy, po prostu ją złapał i odwrócił twarzą do siebie. - Przestań - polecił. - Za co Ty mnie przepraszasz i niby gdzie się wybierasz? Nie tak kończy się rozmowy - upomniał ją. - Chcesz żebym był to mi do cholery nie uciekaj - dodał z nieco gniewną miną.
Mohe
Przytrzymał ją mimo szarpnięcia, sił mu nie brakowało, więc nie miał z tym większego problemu. Patrzył jej w oczy, mimo, że ona unikała spojrzenia. Zmarszczył czoło na odpowiedź dziewczyny.
OdpowiedzUsuń- O czym Ty gadasz Emmo? Nie miałaś nawet okazji mnie zawieść, co do Twojej beznadziejności najwyraźniej mamy zupełnie inne zdania, a dogadzanie...? Nie jesteś moją niewolnicą i nie masz obowiązku mi dogadzać... - puścił jej ramiona i skrzyżował swoje, na swoim torsie. - Nie chcę żebyś szła do namiotu, nie tak. Nie chcę tak kończyć tej rozmowy, ale nie zatrzymam Cię jeżeli teraz pójdziesz - oznajmił.
Mohe
Przybrał taką pozę bardziej z powodu odczuwanej pewności co do własnych słów, nie sądził, że dziewczyna będzie jakoś bardziej zwracać na coś takiego uwagę, ale cóż, najwyraźniej się pomylił i niestety nic o tym nie wiedział. Jeszcze bardziej zmarszczył czoło, gdy krzyczała w jego stronę.
OdpowiedzUsuń- Poczułem się do niego porównany, nie jak on. Tak, to nie było w porządku z Twojej strony, ale żeby od razu mówić o ranieniu? Nie, nie zraniłaś, to nie jest coś niewybaczalnego, zwykłe nieporozumienie. Przecież sama mówiłaś, że nie takie miałaś intencje, a to one mnie w ostateczności obchodzą najbardziej - kiedy ona bardziej się darła, on zdawał się mówić spokojniej. - Ale w czym dogodzić? W seksie, czy w czym? Przecież w seksie mi dogodziłaś... - nie rozumiał o czym ona teraz mówi, ale miał wrażenie, że coraz bardziej emanuje ciepłem i to tym mało przyjemnym. Pokazuje, że nie chce rozmawiać? Ściągnął brwi zaskoczony, a ręce mu dosłownie opadły. - Stałbym tu, gdybym nie chciał? - zapytał, dalej spokojnym tonem. Wtedy się zaczęło, obrzucała się gównem i to solidnie. Nie widział sensu by cokolwiek tu mówić, dziewczyna była zbyt nakręcona więc... No cóż, Mohe po prostu ją wyminął i ruszył w stronę ich obozu, by tam wciągnąć na siebie spodnie.
Mohe
Mohe po prostu za nią spojrzał, a kiedy weszła do swojego namiotu, ruszył zaraz za nią. Wpakował się do środka i usiadł, patrząc na dziewczynę.
OdpowiedzUsuń- Rozmawiać, nie krzyczeć - wolał przerwać to jej nakręcanie zwykłym odejściem, co by chociaż trochę odetchnęła. - To jak się opisujesz, ja Cię tak nie widzę. Ty się tak widzisz i to nie jest dobre, bo to jak Ty się widzisz powinno być dla Ciebie najważniejsze. Ja widzę Cię inaczej, nie zgadzam się z Twoim opisem i nie przyznam Ci w nim racji. Mam nadzieję, że z czasem i Ty sama zobaczysz jak wiele się nie zgadza w Twoich własnych słowach - mówił spokojnie.
Mohe
- Nikt – odparł Mohe. – O, to jednak jesteś kobietą i czegoś przy Tobie nie wypada? Zwątpiłem po Twoim ostatnim opisie swojej osoby – rzucił z powagą na twarzy. Patrzył na jej plecy, nie specjalnie się przejmując faktem, że musi je oglądać. – Tak, mam rację, sęk w tym, że nigdzie nie powiedziałem, że nie warto, ale tak, to co rzeczywiście powiedziałem jest racją – kiwnął głową. – Skończysz to durne pierdolenie? Gdyby wszyscy ginęli z takich powodów to już dawno byśmy wymarli. Nie zachowuj się jakbyś była jedyną na tym świecie pokiereszowaną przez życie i popełniającą błędy, bo nie jesteś – oznajmił twardo. – Skoro nie chcesz umierać to żyj, jak przyjdzie Twój czas, to przyjdzie, nie Tobie decydować czy to powinno być teraz, czy kiedy indziej – dodał.
OdpowiedzUsuńMohe
Mohe wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Marna z Ciebie szmata, a jeszcze marniejsze ścierwo - oznajmił. - Takimi określeniami można nazwać kogoś kto dla swojego własnego "chcę" zachowuje się chujowo, a nie kogoś kogo do krzywych akcji przymuszają, tak więc sobie daruj te urocze epitety - spojrzał po niej poważnie. Przynajmniej przestała spazmować. - Może i nie twierdzisz, ale właśnie tak się zachowujesz, tak jakbyś była jedyną, która coś zjebała. Zachowanie nie zawsze idzie w parze ze słowami i jesteś tego idealnym przykładem. Niby wiesz, że każdy czasem podejmuje złe decyzje, że popełniają błędy, a jednak to siebie gnoisz jako jedyną. Czemu nie zaczniesz biegać i wykrzykiwać innym w twarz, że powinni zdechnąć za swoje błędy? - dalej po niej patrzył. Tego całego Edka i Brianka nawet nie komentował. - Technicznie to mogłabyś tylko spróbować umrzeć, próba nie musiałaby być udana, więc nie, nie Ty wybierasz - zauważył. - Chociaż coś dobrego. Skoro chcesz to nie rozumiem jednego. To jest ta Twoja droga, którą wybrałaś do życia? Ciśnięcie po sobie jaka to jesteś nieudolna i zbędna? No... to życzę powodzenia, normalnie świetlista droga przed Tobą... - pokręcił głową z niedowierzaniem. - Dostałaś szansę by żyć inaczej, a zamiast to docenić to biadolisz z byle powodu. Jestem tu, siedzę w Twoim namiocie, a Ty i tak dalej w głowie wciskasz sobie, że Cię odepchnę. Wmawiaj to sobie dalej, wtedy rzeczywiście Cię odepchnę, bo co jak co, ale nie będę czekał, aż łaskawie zobaczysz, że jednak tu jestem - oznajmił.
Mohe
Rei spojrzała po dziewczynie trochę zaskoczona.
OdpowiedzUsuń- A co to, sklep? Jesteś u mnie w domu, nie każę płacić gościom za napoje czy jedzenie - zaśmiała się lekko. To by dopiero było. Już widziała tą puszkę przy kuchni z dopiskiem "płać za żyr". - Jak będę w potrzebie to i Ty mi pomożesz, to jedyna zapłata jakiej oczekuję - puściła młodej oko. Słysząc o wodzie złapała jednego cytrusa i zaczęła go skrajać, podsunęła też Emmie talerz z ciastkami i przyszykowała im do naczyń wodę, a kawałki owoców wyłożyła na mały talerzyk i również podsunęła pod nos dziewczyny. Usiadła przy stole, oczywiście wcześniej zapraszając do niego Emme. - Czemu właściwie nie przyznałaś się tej znajomej, że miałaś na myśli inne szycie? - zainteresowała się.
Rei
Pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Nie, nie pasują, bo nadal robiłaś to by się uwolnić, a nie dla własnej przyjemności - zaznaczył dość istotną różnicę. Na słowa o odbieraniu wzruszył ramionami. - Skoro ktoś Cię tak odbiera to jakieś ziarno prawdy w tym zachowaniu najwyraźniej jest - stwierdził. - Nie Em, w momencie kiedy rzucasz przy mnie takie słowa i sugerujesz mi jakieś zachowania, to już nie chodzi tylko o samą Ciebie. Gadaj sobie swoje monologi i nazywaj się w nich jak tylko chcesz, ale nie oczekuj, że grzecznie będę przytakiwać słysząc takie pieprzenie. Jasne, niech każdy decyduje za siebie, piękne słowa. Więc dlaczego decydujesz za mnie? Dlaczego słyszę od Ciebie co zrobię w danej sytuacji? - zapytał, patrząc po niej, dalej z powagą. Nie komentował już sprawy wybierania śmierci, bo nadal nie ona tu decydowała. Kiedy spróbowała uderzyć go w nos, złapał jej rękę i spojrzał nieprzyjemnie. - Nie radzę - ostrzegł. Coś jej się ewidentnie pomyliło. Puścił jej dłoń, ale nie zamierzał pozwalać się uderzyć. Chciał się "bawić"? Zmarszczył czoło i pokręcił głową. - Skoro tak, to nie mam nic więcej do dodania. Tak jak wspomniałem, jestem chętny na kontakt, ale nie ten seksualny - oznajmił, powoli wstając i zbierając się do wyjścia z jej namiotu.
Mohe
Mohe spojrzał wymownie po Emmie.
OdpowiedzUsuń- Mhm i lekceważysz to co ja Ci odpowiadam, dalej określając mnie jako tego, który się odsunie... Ja mówię, że nie, a Ty dalej swoje... - westchnął. - Nie wiem, może dlatego, że gadam jak do ściany? - zaproponował, nie wchodząc głębiej w dyskusję. Ruszył do wyjścia i już za nią nie patrzył. - Pożyczę - oznajmił tylko i skierował kroki do swojego tipi, by wyciągnąć z niego pled i podać dziewczynie. Po tym wrócił do swojego obozu, złapał łuk i wyszedł na polowanie. Jak już miał nadmiar energii to dobrze go mógł chociaż wykorzystać.
Mohe
Tego ranka Mohe zajmował się obrabianiem upolowanego zwierza. Powoli kończyły się jego zapasy jedzenia, więc nadszedł czas na nową dostawę. Najpierw zabrał się za skalpowanie ofiary, skóry dość ładnie tu schodziły, zawsze znalazł się jakiś chętny do kupna lub wymiany. Na targu miał już spore rozeznanie i wiedział, które stoiska są mniej lub bardziej warte uwagi. Szykował mu się dzień pełen załatwiania spraw. Musiał przecież zdobyć jeszcze kilka składników na kolejną partię "Łapy", więc i mięso postanowił podzielić na takie do zjedzenia, do ususzenia, do zamarynowania i do sprzedania.
OdpowiedzUsuńMohe
Emma mogła leżeć cicho jak mysz pod miotłą, a Mohe i tak wiedział, że siedziała w namiocie. Nie widział przy jej małym dobytku jakichkolwiek oznak czy śladów dzisiejszej aktywności, więc po prostu uznał, że nigdzie nie wybyła.
OdpowiedzUsuńKiedy postanowiła wyjść, spojrzał w jej stronę i lekko się uśmiechnął.
- Dobry - odparł. - Jak polowanie udane to musi być dobry - dodał i zaraz spojrzał po niej pytająco. Zaśmiał się lekko. - Nie musisz mi go oddawać, mam ich kilka, dbam by mieć zawsze zapas. W podróży to dość istotne - przyznał. - Poza tym, zawsze mogę ze skór zrobić sobie nowy, więc spokojnie możesz go u siebie trzymać - zapewnił. Zerknął na ten cały chlebek, który dziewczyna mu proponowała i z zaciekawieniem oglądał jak go przypieka na dłoni. Uśmiechnął się przy tym kącikiem ust. - Tak, mam ochotę, ale będę wdzięczny jak mi go podasz do ust, bo ja... - pokazał swoje ręce uwalone w krwi - mam chwilowo dość brudną robotę - wyjaśnił, dalej wszystko na spokojnie porcjując i wycinając.
Mohe
Rei uśmiechnęła się do dziewczyny ciepło.
OdpowiedzUsuń- Pozwól, że sama uznam kiedy będzie "za dużo". Nie martw się, umiem wyznaczać granice, nawet w swojej dobroci - puściła jej oko i spojrzała zaciekawiona po Emmie, gdy mówiła o swojej znajomej. - No cóż, skoro mimo wszystko ją lubisz to chyba jednak nie jest aż tak źle - uśmiechnęła się nieco pogodniej.
Rei
Mohe kiwnął głową na jej podziękowania i zaraz uśmiechnął się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Nie mów hop. Zobaczymy w jakim stanie będzie ten cały koc, gdy już swojego się dorobisz - rzucił żartobliwie, a gdy podeszła wziął solidny kęs zapiekanego chleba. Pomielił go chwilę w buzi i kiwnął głową. - Dobry, mógłby ciekawie smakować z jakimiś ziołami - stwierdził. Słysząc pytanie spojrzał po zwierzynie. - Lubię - przyznał. - Chociaż czasami mi brakuje tych prawdziwych łownych wypraw. Samemu to nie to samo, ciężko o ten specyficzny klimat - dodał, śląc jej lekki uśmiech i lustrując jej buzię wzrokiem. Kącik jego ust drgnął odrobinę. Lubił na nią patrzeć, w jego oczach była wyjątkowo urodziwa.
Mohe
Mohe uśmiechnął się pod nosem na tą jej specyficzną minę.
OdpowiedzUsuń- Ale wiesz, że skór się nie pierze, prawda? – spojrzał po niej wyraźnie rozbawiony i przygryzał chleb, za każdym razem, gdy mu go podsuwała. – Chleb zapiekany w jajku? Brzmi ciekawie. Zawsze możesz mi kiedyś przygotować coś takiego na śniadanie – spojrzał po niej i poruszył zabawnie brwiami. – Jak? Hm… - spojrzał na chwilę w niebo. – W moich stronach to był obrzęd, w którym uczestniczyło wiele osób – zaczął wyjaśniać. – Był wyznaczony dzień wymarszu, dzień przed odbywały się dwa rytuały, jeden na życzenie powodzenia, drugi na pożegnanie. Wstawaliśmy wcześnie rano, nasz szaman naznaczał każdego ochotnika i ruszaliśmy tropić zwierzynę. Takie polowania trwały czasami wiele dni. Tropiliśmy zwierzynę, dzieliliśmy łup na taki dla nas i taki, który niesiemy do wioski. Kiedy wracaliśmy to odbywały się tańce, witano nas bardzo ciepło i przystępowaliśmy do kolejnego rytuału, na podziękowanie za udane łowy, ewentualnie gdy ktoś zginął, to dodatkowo odprawialiśmy jeszcze jeden rytuał ku pamięci ofiar – spojrzał na Emme i uśmiechnął się lekko. – Dużo się działo na takich wielkich łowach – przyznał. Spojrzał po niej pytająco. – Dla potrzeby? Ale potrzeby czego? Polowanie jak najbardziej jest dla potrzeby, ale zaspokojenia głodu. Przede wszystkim, bo oczywiście nie marnowaliśmy ani skór, ani kości. Zastosowań mieliśmy wiele by nie marnować darów, jakie nam oddała natura – wyjaśnił. Zaśmiał się krótko, gdy wyznała swój „problem”. – W to akurat mogę uwierzyć na słowo – uśmiechnął się do niej zaczepnie.
Mohe
Orianna spojrzała smutno po Emmie.
OdpowiedzUsuń— Oczywiście, że zasługujesz na szczęście, zwłaszcza Ty na nie zasługujesz — zapewniła ją, obejmując delikatnie jej dłoń. Posłała jej delikatny uśmiech, zmieniając wyraz twarzy na bardziej ciepły, chcąc zapewnić Em o szczerości swoich słów. — Jestem pewna, że jeszcze je poczujesz — dodała jeszcze, lekko gładząc jej dłoń. Puściła ją zaraz, oglądając jak podchodzi po jej mikstury. Uśmiechnęła się szerzej na pytanie rudowłosej i przytaknęła ruchem głowy.
— Nie krępuj się — rzuciła zanim młoda kobieta schowała sobie fiolkę do siebie. I tak w Argarze robiła zawsze kilka sztuk na zapas w obawie, że jakaś ulegnie zniszczeniu przez niespotykaną magię mieszkańców. Słuchała o spóźniającym się cyklu, a na twarzy blondynki pojawiło się delikatnie zmartwienie. Zaraz też sama się zarumieniła, zasłaniając usta dłońmi, gdy wspomniała jak szybko skończyła z Mohe w przysłowiowej alkowie. Wzięła wdech, odsuwając ręce od twarzy.
— To prawda, może się spóźniać, ale jeśli chcesz mogę to sprawdzić z taką… 60 procentową dokładnością — zaproponowała. Lepiej było dmuchać na zimne. — Tak, ale ja i Satoru jednak się tych osobnych pokoi trzymamy — zauważyła, uśmiechając się delikatnie do Emmy.
Orianna
Mohe zaśmiał się lekko i przytaknął jej głową.
OdpowiedzUsuń- Wierzę, że będziesz o te skóry dbała - przyznał pogodnie. Nie chciał jej znowu przesadnie peszyć. Złapał zaraz jej nos w dwa palce i jednorazowo zacisnął. - Nauczysz się, jeszcze przed Tobą wiele nowinek, ale przede mną też. Jestem pewien, że i Ty nie raz zaskoczysz mnie czymś czego nie wiem. Możemy się od siebie uczyć, a jak dla mnie to bardzo ciekawa opcja poznawania kogoś lepiej - przyznał. Miał pewność, że Emma posiada sporo wiedzy, która dla niego jest tajemnicą. Na stwierdzenie co do polowania ponownie jej przytaknął. - Tak, ci którym udało się wrócić mocno zyskali w oczach i umacniali swoją pozycję w plemieniu, byli przydatni, a my lubimy czuć się potrzebni - udało mu się oporządzić zwierza i zaczął teraz oprawiać skórę. Zdejmował resztki mięsa i oczyszczał ją na spokojnie. - Czy ja wiem, czy takie różne. W obu chodzi o zdobycie pożywienia. W mojej opowieści chodzi jedynie o pożywienie na większą skalę, o wyżywienie plemienia, a nie jednego człowieka. Oczywiste jest, że dla wyżywienia plemienia mięsa potrzeba więcej, a i trzeba je jakoś przetransportować, więc i silnych ramion jest potrzebnych wiele. W takich wyprawach mało kto szedł sobie tak po prostu, każdy miał jakieś role do wykonania - wyjaśnił jej. - Różnicę głównie z tego wychodzą, z ilości potrzebnego pożywienia, ale zamysł jest ten sam - dodał. Kiedy go pacnęła udał oburzoną minę i złapał się za uderzone miejsce. - No wiesz! - pokręcił głową, ale oczy i usta jasno mówiły, że go to bawi. - Och, oczywiście, że umiesz - wyszczerzył się do niej. - Po prostu mało kiedy widzisz ku temu potrzebę - zaśmiał się. - Ale mi to ani trochę nie przeszkadza, nawet wolę gdy mówisz, masz bardzo przyjemny głos - stwierdził i wrócił wzrokiem do skóry, którą jeszcze musiał trochę wyczyścić.
Mohe
Orianna odwzajemniła jej uśmiech oraz czułość. Spojrzała po niej z troską.
OdpowiedzUsuń— Tak, wiem. Mimo wszystko pozwól to sobie powtarzać, gdy nadarzy się ku temu okazja — poprosiła ciepło. Zarumieniła się, gdy Emma wyskoczyła ze swoim następnym pytaniem. Rudowłosa nie dała jej nawet czasu na odpowiedź i już sama to zrobiła. Dziewczyna spuściła wzrok, nie wiedząc co ma powiedzieć. Wzięła głęboki wdech.
— Nie mów tak proszę, ja na nic nie czekam — wyjaśniła spokojnie, odwracając wzrok. — Nie zakochuje się i nie chcę wskakiwać mu bezczelnie do łóżka. I tak serce mi pęka, gdy odmawiam mu jego oświadczyn na niby — dodała. Przytknęła Emmie, gdy powiedziała, że chce poczekać ze sprawdzaniem. — No dobrze, w takim razie zrobimy to za tydzień, dobrze? — zaproponowała.
Orianna
Mohe posłał jej uśmiech.
OdpowiedzUsuń- W tej chwili nie musi, nigdzie się nie rozstajemy - zauważył i puścił jej oko. Z zaciekawieniem słuchał o tym jej świecie. Polowanie dla... zabawy? Na jego twarzy widać było konsternację. - A jednak szybko Ci przyszło powiedzieć coś ciekawego... - zauważył. - A cóż zabawnego było w polowaniach, w Twoim świecie? - zapytał. Skoro "dla zabawy" to chyba o zabawę chodziło, tak? Wyszczerzył się do niej, gdy wspomniała, że to przy nim tyle gada. - Cóż, tak już działam na kobiety - również poruszył brwiami i zaśmiał się. - Chociaż w sumie po prostu na ludzi, na większość - dodał z uśmiechem. Przytaknął jej głową. - Tak, przy niektórych czasem po prostu nie warto - przyznał. W końcu i tacy chodzili po tym padole.
Mohe
Mohe słysząc o farmach otworzył szeroko oczy. Hodowanie zwierząt nie było mu obce, ale to co Emma mówiła dalej nie bardzo mieściło się w jego głowie.
OdpowiedzUsuń- Dziwny zwyczaj, dobry zwierz do ubicia to taki, który miał dobre życie, mięso zaraz inaczej smakuje jak warunki życia są złe... - zauważył. Ciekawe, czyli polowanie stało się w ich świecie formą rozrywki. - Hmm... No, skoro to dla adrenaliny to rozumiem... Ale co potem robili z tym upolowanym zwierzem? - zainteresował się. Polować tylko po to by zabić? Mocno mu się to kojarzyło z polowaniem na śmiałków przychodzących do Nhulu, ale nawet to zabijanie miało na celu odstraszanie kolejnych kandydatów. Mohe podrapał się po głowie. Dla poroża... - A mięso, skóry? - przecież to było najważniejsze w łowach, przynajmniej w jego mniemaniu. - Rozumiem, że mieliście chyba za dużo jedzenia... - zauważył. Najwyraźniej Emma sama nie pochwalała tego zwyczaju, więc nie pytał więcej, w końcu skąd miała wiedzieć dlaczego aż tak bardzo ludzie to lubili. Spojrzał po niej, gdy prychnęła pod nosem i uśmiechnął się kącikiem ust. - Bez przesady, nie tak codziennie - rzucił nieco rozbawiony. - Może co drugi dzień - zaczepnie szturchnął ją w ramię i się zaśmiał. - Korzystam, nie tylko poprzez seks - odpowiedział z szerszym uśmiechem i zaraz uniósł lekko obie brwi. Zaśmiał się delikatnie. - Masz jakąś konkretną na myśli? - spojrzał po niej z zawadiackim uśmiechem i zaraz pokręcił głową. - Nigdy nie mówiłem, że nie wybiorę tej jedynej. Do tej pory zdarzał mi się raczej przygodny seks, nie zauważyłem by te dziewczyny szukały u mnie czegoś więcej. Poza Tobą oczywiście - odparł jej szczerze.
Mohe
Mohe ponownie podrapał się po głowie, ale zaraz wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- To musiał być bardzo dziwny świat. Polowano dla zabawy ale posiadanie czegoś ze skór zwierza było czymś złym… Mieliście inne materiały, które zastępowały Wam skóry? – zapytał. – Hm? Według tamtego świata moje polowanie to złe traktowanie? Czy to polowanie dla zabawy? – jednak pojawiło się więcej pytań. Kiedy wspomniała o jedzeniu i pieniądzach, kiwnął głową. – No tak, każdy patrzy do swojego koryta – tą zasadę akurat znał bardzo dobrze. – Nie pochwalam – przyznał. Na dłuższą metę ciężko się tak żyło, przynajmniej w jego mniemaniu. – Jak dla mnie to jednak więcej korzyści płynie z współpracy i wzajemnej pomocy – stwierdził z lekkim uśmiechem. Zjadł ostatni kawałek tosta i sam kończył powoli swoje oczyszczanie skóry. Wstał jeszcze by iść przemyć ręce w misce z wodą. Uśmiechnął się pod nosem na tą całą skromność. – Wcale nie było ich tak wiele – przyznał w temacie dziewczyn. – Chociaż to już zależy od osoby, dla niektórych dwie to już dużo – wzruszył ramionami i wrócił na swoje miejsce by strzepać skórę i zawiesić na jednej z gałęzi. Spojrzał po Emmie i patrzył na nią przez chwilę w milczeniu. Uśmiechnął się lekko po jej odpowiedzi po czym ruszył na pieniek obok niej i na nim usiadł. – Nie będę kłamał, podobasz mi się, bardzo. Mam jednak już za sobą relację z kobietą, która mi się po prostu podobała i … Nie chcę już czegoś takiego. Nie chcę pocieszać się jedynie Twoim wyglądem, dlatego wolę Cię poznać, w te lepsze i te gorsze dni. Chcę żebyś Ty mnie poznała. Ja też mam złe dni i bywam wtedy okropny – przyznał.
Mohe
Mohe zaczął mrugać trochę wolniej, gdy Emma opowiadała o tym wszystkim. Ich świat był zdecydowanie zupełnie inny.
OdpowiedzUsuń- Jestem w szoku, że tak sprawnie się tu zaaklimatyzowaliście - przyznał. - To co mówisz brzmi dla mnie bardzo... No nie wiem czy ja bym umiał żyć w takim świecie - stwierdził.
Widząc jej rumiane policzki nie mógł się powstrzymać od ledwo widocznego uśmiechu, jednak gest z skradzionym uśmiechem powstrzymał, zatrzymując Emme poprzez przytrzymanie jej ramion. Pokręcił głową. - Em... Chcę być wobec Ciebie w porządku. Takie gesty znacznie mi to utrudniają... - chrząknął wyraźnie. - Bardzo chętnie zostanę Twoim przyjacielem, ale... Przyjaciele się nie całują... - nie wiedział jak to lepiej ująć. Zwykle nie miał problemu z taką relacją, jednak w przypadku Emmy czuł, że robiłby coś złego, że by ją wykorzystywał, a tego zdecydowanie nie chciał. Uśmiechnął się pod nosem na jej stwierdzenie. - To się dobrze składa, bo w sumie to zdecydowanie bardziej wolę dziwaków - przyznał z lekkim śmiechem.
Mohe
Mohe przekręcił lekko głowę, gdy mówiła o tej całej grupie. Zdawała się od niej oddzielać grubą kreską. Ciekawsza od tego spostrzeżenia była jednak sama treść wypowiedzi. Łatwość w aklimatyzacji i długowieczne istoty rzeczywiście brzmiały nieźle. - Skoro tak, to nic dziwnego, że niektórzy mają Argarczyków za idealnych najeźdźców. Jedyne czego Wam w tym brakuje to napadania na inne nacje - rzucił nieco żartobliwie. Kiwnął głową, zadowolony, że dziewczyna rozumie jego intencje. Po słowach Gava o trudnościach rozmawiania z kobietami na takie tematy stawiał, że może tu dojść do nieporozumienia, a najwyraźniej wystarczyło być po prostu szczerym i mówić wprost. Dobrze, bo akurat taką formę przekazu Mohe stosował na co dzień.
OdpowiedzUsuń- To jakie masz na dzisiaj plany? - zainteresował się, patrząc po Emmie.
Mohe
Mohe lekko przekręcił głową. Tak, Emma zdecydowanie się odgraniczała od innych Argarczyków, ale biorąc pod uwagę jej historię nie czuł by było to jakieś dziwne. Nie komentował, po prostu zwrócił na to uwagę.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że na tą chwilę i w danych okolicznościach nikt nie wpadnie na tak genialny pomysł. Całemu Mathyr starczy już jeden srogo pierdolnięty możnowładca - przyznał z lekką kpiną w głosie. Na wieści o pracy uśmiechnął się do Emmy. - Wiesz już co będziesz robić czy dopiero dziś się dowiesz? - zapytał. - Jak chcesz, to możemy popołudniu się wybrać na klify, opowiesz jak tam Ci minął pierwszy dzień pracy. Nigdy u nikogo nie pracowałem, to musi byc ciekawe doświadczenie, więc chętnie posłucham - przyznał.
Mohe
Mohe wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Wiesz, w sumie to właśnie danie im władzy jest formą dobrego testu. Usłyszałem raz, że po prostu zdjęcie z tronu powinno być łatwiejsze, wtedy taki władca, który się nie sprawdza traciłby swój tytuł i szukano by nowego. Jak się nad tym zastanowić, to na moje brzmi dość rozsądnie - przyznał. - Jakby taki bat wisiał nad władcami, to może by ten tron aż tak ich nie zmieniał - rozłożył ręce. - Może kiedyś przyjdą takie czasy, że dane nam będzie sprawdzić tą teorię - uśmiechnął się lekko do dziewczyny. Tworzenie mebli brzmiało ciekawie, Mohe kiwnął głową z aprobatą. - No nieźle, z Twoimi umiejętnościami to mogą być ciekawe i dość oryginalne twory. Tu czy tam lekko zadymione czy poprzypalane - poruszył zabawnie brwiami. - Hmm... Może być i po zmroku, ale wtedy nie proponuję klifów. Skakanie z nich na czuja to nie jest do końca dobry pomysł - zaśmiał się lekko.
Mohe
Słuchaj o tym ich prezydencie z zainteresowaniem.
OdpowiedzUsuń- Hm, czyli jak był dobrym władcą to go później znowu wybierali, a jak był złym to wybierali innego? - zapytał. - Cztery lata to dość długo - stwierdził. Zaraz też wzruszył ramionami. - Jak dla mnie test bez tego elementu jest mało wiarygodny. Sama wspomniałaś, że to właśnie władza zmienia, więc jak nie dasz władzy takiemu, to nie zobaczysz czy go zmieni, ani jak. Właśnie w tym zamyśle o to chodzi, że dajesz władze, ale jak typowi odpierdala to nie jest trudno go zdjąć. To tylko zamysł, trzeba by wymyślić coś by to tak działało, a to rzeczywiście łatwe nie jest - przytaknął jej głową. Uśmiechnął się na wzmiankę o chwaleniu się. - No mam nadzieję - przyznał i zaraz zaśmiał się lekko. - Czyli muszę zapamiętać, że meble od Ciebie będą tylko na ozdobę, nie do korzystania z nich - poruszył zabawnie brwiami. Słysząc propozycję chwilę się zastanowił. - Hmmm... Port raczej odpada, nie lubię zatłoczonych miejsc, a co za tym idzie kiepsko u mnie z oprowadzaniem po Argarze. Wiem gdzie są dane miejsca, ale o samych miejscach mam raczej wiedzę praktyczną, nie teoretyczną - wyjaśnił. - Chyba jednak to ognisko i klify najbardziej do mnie przemawiają - przyznał.
Mohe
Zastanowił się chwilę. Tylko dwie kadencje, no tak, brzmiało sensownie. Przytaknął Emmie głową, na znak, że rozumie. Odwzajemnił jej uśmiech i zaraz ponownie przytaknął.
OdpowiedzUsuń- Tak, musiałoby, ale to tylko pożyczona myśl i prawdę mówiąc nie mam zamiaru zajmować sobie głowy tym jakby tą sprawę załatwić - przyznał, puszczając jej oko. - Zostawię to innym - dodał. Słuchając o idealnym świecie kiwnął głową, a kiedy padło pytanie musiał się chwilę zastanowić. - Nie do końca jestem pewien czy w ogóle mam wizję idealnego świata... Ten, w którym żyje mi odpowiada. Jasne, nie wszystko, ale moim zdaniem te wszystkie nieidealne sytuacje, które się nam trafiają, hartują ducha. Nadają nam dość oryginalnych cech. Mam wrażenie, że taki idealny świat byłby pozbawiony tej oryginalności. No wiesz, wszyscy by byli na jedno kopyto, a ja lubię różnorodność, nawet jak mnie czasem wkurwia, to ogólnie ją lubię... - stwierdził. - A Ty masz swoją wizję? - zainteresował się. Na propozycję polowania uśmiechnął się nieco szerzej. - Jasne, że mogę, ale jak idziemy w taki układ to musisz dla mnie zarezerwować więcej czasu, nie nauczę Cię polować na jednym spotkaniu - poruszył zabawnie brwiami.
Mohe
— Postaram się gryźć w język i nie dzielić w takim razie każdą swoją myślą o Tobie, ale mojej opinii nie możesz kazać mi zmienić. Jest tylko moja, sama ją sobie wyrobiłam i nie oddam jej nikomu, nawet Tobie — uśmiechnęła się czule i ciepło do Emmy. Była dumna z tego jak wyrabiała sobie swoje zdanie o innych. — Nie będę Ci nic wmawiać i vice versa, dobrze? — dodała jeszcze na zakończenie tematu. Zarumieniła się na kolejne słowa Emmy. Do czego ona właśnie ją zachęcała? Przecież to było bardzo nie na miejscu.
OdpowiedzUsuń— Nie mówiłam, że rwie mi do niego serce. Lubię jego towarzystwo, ale przecież Satoru z pewnością znajdzie sobie inną, bardziej odpowiednią do siebie partnerkę. Nie mogę traktować jego oświadczyn na poważnie. Po prostu bardzo dobrze gra w tych swoich żartach i robi taką smutną minę, że aż serce krwawi na widok tych smutnych oczu — wyjaśniła.
Orianna
Spojrzała nieco zmartwiona po Emmie. Dalej nie mogła rozgryźć dlaczego trzymała względem Satoru tyle nienawiści. Pokręciła głową, stając przed nią.
OdpowiedzUsuń— Przecież obie wiemy, że to żarty, nie są groźne i nie robi nikomu krzywdy, dlaczego jesteś taka zła, za to, że jest po prostu sobą? — zainteresowała się. Jeśli miała spróbować zmienić jej zdanie, to powinna wiedzieć skąd dokładnie się wzięło. Zaraz jednak zarumieniła się jak dojrzały pomidor, kiedy znowu usłyszała, że go kocha.
— Dlaczego to niby dowód? Po prostu nie lubię jak jest smutny, nie lubię też jak Ty jesteś smutna! — zauważyła. — Nie jest… brzydki, ale przecież to nie jest miłość, po prostu się lubimy, tak jak na przykład my się lubimy — przedstawiła swoją perspektywę.
Orianna
— Nie, nie wiem, wiem że uczył matematyki, a teraz nie wiem — wyznała, nie bardzo rozumiejąc dlaczego to takie złe. Miała wrażenie, że nie mógł za bardzo o tym mówić, albo po prostu nie chciał i nie widziała w tym nic złego. Szybko sama zaczęła się jeszcze bardziej czerwienić, kiedy Emma zaczęła ją obejmować. Spojrzała po niej zaskoczona, tracąc na chwilę głos. I co ona miała teraz zrobić? Na bogów, toż to było takie stresujące.
OdpowiedzUsuń— Ja…. — zaczęła cicho, próbując się delikatnie odsunąć od Emmy. — Ja myślę, że Ty jesteś dla mnie jak siostra… kocham Cię jak siostrę — powiedziała cicho, mając nadzieję, że to się zaraz skończy. Miała wrażenie, że serce jej zaraz w piersi wyskoczy.
Orianna
Szczerze nie miała pojęcia czym to się różni i czy mogłaby nazwać swoje uczucia do Satoru miłością. Emma w tym momencie zadawała bardzo trudne pytania, a ona nie wiedziała co ma z tym wszystkim zrobić. Aż się jej w głowie zakręciło od natłoku myśli. Usiadła na krześle i wzięła kilka głębszych wdechów.
OdpowiedzUsuń— Ja też mam nadzieję, że jesteśmy przyjaciółkami — odpowiedziała po dłuższej chwili. — I cieszę się, że się interesujesz Mohe w taki sposób. Ale ja nie wiem co ja mam myśleć, dla mnie to nie jest takie proste, to znaczy… Z jednej strony może i to by było interesujące, ciekawe, poznać te wszystkie doświadczenia, ale z drugiej strony przecież Satoru może nie chcieć, może chcieć na poważnie mieć kogoś wyjątkowego, a ja… no ja przecież mogę doświadczać sobie kiedy faktycznie będę pewna, że chcę, znajdując jakąś inną opcję — wyjaśniła, chociaż mówiła to wyjątkowo długo.
Orianna
— Emmo, dlaczego Satoru miałby złamać mi serce? — zapytała. Przecież sama wcześniej mówiła, że sama nie wie jak miałaby określić swoje uczucia do niego. Nie sądziła jednak, aby była smutna, gdyby znalazł miłość w kimś innym. Może jej fascynacja była po prostu bardziej ciekawością? Chęcią poznania czegoś nowego? Zastanowiła się chwilę z rumianymi policzkami na twarzy. — Po prostu myślę, że nie miałabym nic przeciwko, sprawdzić kilku rzeczy akurat z nim — wyjaśniła jej. Zarumieniła się mocniej, kiedy zaczęła jej wymieniać innych mieszkańców Argaru. — Ależ Emmo! Ja ich praktycznie nie znam! Poza tym atrakcyjność to nie wszystko! I proszę nie mów mi, gdzie mam szukać miejsca dla swojego serca, ono pójdzie tam, gdzie samo uzna za stosowne, a na razie nie wie gdzie iść, więc nie musisz nikogo bić ani nikogo mi podrzucać proszę. Skup się lepiej na trzymaniu Mohe przy sobie. Myślę, że też jest atrakcyjny, niejedna może spróbować Ci go ukraść — próbowała odwrócić temat od siebie na swój nieudolny sposób.
OdpowiedzUsuńOrianna
Pokręciła głową na słowa Emmy, ale i tak się zarumieniła i uśmiechnęła do niej ciepło. Przytuliła delikatnie rudowłosą.
OdpowiedzUsuń— Dziękuję, ale w takim razie ja tak samo zrobię z Mohe — postawiła warunek, patrząc na nią. Oczywiście tym razem nie miała nawet zamiaru oczekiwać na zgodę. Po prostu tak będzie i tyle. Jeśli jej nikt nie może skrzywdzić, bo będzie miał Em na głowie, to w drugą stronę będzie tak samo. Też chciała przecież bronić swoich bliskich. — Ty jesteś bardzo troskliwa na swój sposób i bardzo to w Tobie lubię. Dbasz o tych, na których Ci zależy i nie będe więcej nic mówić, bo obiecałam — odparła spokojnie.
— Dziękuję Ci, ale jak mówiłam, nie myślę, abym potrzebowała na ten moment żadnych innych opcji dobrze? — poprosiła ją. Zmarszczyła brwi, gdy usłyszała o Mohe. — A Tobie to nie łamie serca? – zapytała.
Orianna
Pokręciła głową, patrząc po Emmie.
OdpowiedzUsuń— Nie myślałam o tak bezpośrednim podejściu, nie sądzę, abym w ogóle w taki sposób dała sobie radę, ale jeśli kiedyś skończy z kilkudniowym rozwolnieniem i halucynacjami, to możesz się domyślać czyja to będzie wina — wyjaśniła jej spokojnie. Nie potrafiła walczyć, a widziała przecież już Mohe na własne oczy. Jeśli miała się mścić za Emmę wolałaby to zrobić w taki sposób, który by z pewnością zadziałał.
— W Argarze jest chyba więcej mężczyzn prawda? — zauważyła spokojnie, pijąc swoją herbatę. — Chodzi mi o to, że każda z nas ma swoją własną wolę. Jeśli czegoś będziemy chcieć, to nikt nie powinien nas zmuszać do innych rzeczy. Poza tym najlepiej się uczyć doświadczając na własnej skórze — dodała jeszcze, rumieniąc się delikatnie.
Orianna
— Miałam na myśli, że tutaj w tym mieście jest wielu innych mężczyzn, chciałabym, żebyś była z kimś kto da Ci szczęście, niezależnie od tego kim jest i skąd jest, jeśli to będzie Mohe, też będę szczęśliwa. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę jak pięknie na niego patrzysz — odpowiedziała jej, pozostawiając swój uśmiech na ustach.
OdpowiedzUsuń— Emmo, doceniam Twoją troskę, naprawdę i jestem Ci wdzięczna, ale ja nie widzę Satoru w taki sposób jak Ty, bardzo lubię jego towarzystwo i nawet nie wiem dokładnie co do niego czuję, kiedy tak mnie zasypujesz informacjami. Chciałabym się sama przekonać, więc proszę pozwól mi — dodała na sam koniec.
Orianna
— A ja dalej powtarzam, że jeśli potrzebuję potrzebę partnera to rozważe swoje opcje, a na razie po prostu nie zgadzam się z założeniem, że Satoru bez wątpienia złamie mi serce niezależnie od tego co się stanie. Lubię jego towarzystwo, ale to nie znaczy, że chcę zostawać jego żoną — wyjaśniła swój punkt widzenia. — Nie wiem dlaczego widzisz go jako tak złego człowieka, kiedy on za każdym razem jest taki miły, kiedy na was patrzę — wyznała nieco zatroskana. — I proszę nie mów, że to przez to co może mi zrobić, bo znamy się już jakiś czas i nie zrobił mi nic złego — przypomniała jej jeszcze, zanim usłyszała to czego się najpewniej spodziewała. Zarumieniła się cała, kiedy wspomniała o pierwszym razie i zasłoniła twarz ze wstydu. — Ja nawet o tym nie myślałam! — pisnęła zawstydzona.
OdpowiedzUsuńOrianna
Kobieta jeszcze bardziej się zaczerwieniła, jakby to w ogóle było możliwe.
OdpowiedzUsuń— Ja naprawdę nie chce z nim współżyć na tę chwilę Emmo, to krępujące, przestań proszę — poprosiła, czując, że zaraz zapadnie się pod ziemię. Do tego czasu jej najśmielszą myślą związaną z Sato było przytulenie jej. A rudowłosa nie mogła przestać wrzucać jej do głowy niestosownych myśli. Tak jakby jej współlokator kiedykolwiek i tak by to zrobił.
Orianna
Zarumieniła się mocno, słysząc o zabezpieczeniach.
OdpowiedzUsuń— Ależ ja nie… ale — zastanowiła się przez chwilę, czerwieniąc się mocno przy tym. — Ale to jak to u Ciebie było? Planowałaś to? Jak to się stało? — dopytała. Może faktycznie warto by było się przygotować na taką okoliczność. Zagryzła delikatnie wargę. Myślała o naprawdę perwersyjnych rzeczach. — Czemu jesteś kiepska w uwodzeniu? — zainteresowała się.
Orianna
— Interesujące — mruknęła, słysząc wyznanie Emmy. Zarumieniła się lekko. Ależ to było takie… prymitywne, ale jednocześnie nie mogła mieć pretensji do Emmy. Nie wyglądała na niezadowoloną. Poza tym ludzie zdawali się bardzo lubić seks. Naprawdę był aż taki przyjemny? Zaczerwieniła się bardziej na tę myśl. Sama robiła się bardziej ciekawa i nie była pewna czy to dobrze czy źle. — Ode mnie? — pokręciła głową i zaśmiała się delikatnie. — Wątpię, abym była w stanie uwieść pijanego w zamtuzie, gdyby pomylił mnie z kurtyzaną — odparła spokojnie. Nie uważała się absolutnie za jakkolwiek atrakcyjną i pociągającą. — Ale Ennis mówiła, że mężczyźni lubią jak się ich wywyższa, stawia na piedestale i grzecznie słucha. Ale ja nie chciałabym kogoś, kto by się zakochał we mnie ze względu na posłuszeństwo, więc nie wiem czy to dobra rada — dodała jeszcze. — Powiedziała dlaczego nie chce Cię uczyć? — zapytała. Zdawało się jej to bardzo niegrzeczne. Jak można było Emmie odmówić?
OdpowiedzUsuńOrianna
Mohe kiwnął głową.
OdpowiedzUsuń- Wiem, ale pytałaś o ten mój – przypomniał jej z nieco rozbawionym wyrazem twarzy. Zamilkł, gdy zastanawiała się nad odpowiedzią, a później jej po prostu słuchał. Uśmiechnął się do Emmy. – Ładna wizja, podoba mi się – przyznał. – Jak dla mnie to już jest „dość wiele”, ten jeden punkt wiele by zmienił w naszym dzisiejszym świecie – dodał. Na słowa o polowaniu uśmiechnął się pod nosem. – Chyba będę musiał stworzyć jakąś małą klasę łowców, coraz więcej chętnych na nauki polowania mi się zbiera – przyznał z lekkim rozbawieniem. – Coś wymyślimy, jakoś to zorganizuję, ale musisz mi dać z dzień czy dwa na przygotowania. Na tą chwilę nie mam powodu by uzupełniać zapasy, a to jedna z podstawowych zasad, polujemy dla jedzenia i innych korzyści jakie z niego płyną, nie dla zabawy, jak to mówiłaś. Jeżeli spiżarka jest pełna to nie ma sensu tracić sił, ale trzeba również pamiętać by nie polować przy pustej spiżarni. Polowanie nie zawsze się udaje więc warto mieć jakiś zapas – posłał dziewczynie uśmiech.
Mohe
— Ja…. rozumiem Twoją troskę — powiedziała cicho, zawstydzona tym tematem. — Ja… nie wiem z kim bym chciała, to krępujące, po prostu…. — zasłoniła oczy. — Jestem ciekawa jakie to uczucie, nie mówię, że chcę żeby to była moja ukochana osoba. Tutaj tak robią, prawda? I w innych miejscach Mathyr, a ja nie chcę być polszańską lalką, szlachcianką — wyjaśniła, czując, że zaraz serce wyskoczy jej z piersi. Odsłoniła buzię i przytuliła Emmę do siebie. — A zasługiwałaś na wybór. Ja też chcę, żeby to było z mojej własnej woli, nie dam się skrzywdzić, przynajmniej póki jestem przytomna — obiecała jej. — I Ty też zawsze decyduj o swoich przyjemnościach proszę, jeśli masz okazję — poprosiła jeszcze, przytulając ją jeszcze przez chwilę. Zaśmiała się cicho na słowa o uwodzeniu. Zarumieniła się mocniej.
OdpowiedzUsuń— Szczerze wątpię, aby ktokolwiek myślał o mnie poważnie, w końcu nie odkryłam jeszcze kim jestem do końca — wyjaśniła jej. — Dlaczego uważasz, że czegoś nie udźwignę? Nie jestem przecież z porcelany — zapytała, czując lekki smutek na te słowa. — Nie jesteś! Klara musi być prymitywna i wulgarna, skoro tak Cię traktuje. Nie przejmuj się tym. Po prostu jest niewychowana, ot co! — oburzyła się.
Orianna
Ciężko było nie zauważyć grymasu Emmy, ten nawet lekko go rozbawił, ale Mohe uśmiechnął się tylko delikatnie.
OdpowiedzUsuń- W razie jakby Ci nie pasował taki układ to indywidualne lekcje też biorę pod uwagę – zapewnił, puszczając jej oczko. Kiwnął głową na jej stwierdzenie, będzie musiał pomyśleć jak to zorganizować. Zaśmiał się na jej pytanie i pokręcił głową. – Coś Ty, nie zjem tego sam. Mięso, skóry, dla mnie to nie tylko jedzenie. Stosuję handel wymienny, wymieniam towar za towar. Płacę tym, gdy chcę coś kupić, a tak się składa, że będę niedługo szykował drugą, i na razie ostatnią, porcję Łapy. Nie wszystkie składniki jestem w stanie zdobyć na własną rękę, więc muszę co nieco kupić. Do tego czasem, w ramach wdzięczności, przekazuję świeże mięso do Piasków Czasu. Dużo też mięsa schodzi na suszenie, a suche mięso lubię mieć zawsze w pogotowiu, w razie jakichkolwiek trudności z polowaniem. Czasem wystarczy jedna rana czy choroba i nie jestem w stanie długi czas polować, a jedzenie w dochodzeniu do zdrowia jest bardzo istotne – wyjaśnił jej.
Mohe
— I myślę, że każdy powinien decydować według swoich własnych zasad, Emmo — uśmiechnęła się do niej. Zaczerwieniła się jednak zaraz. — Co nie znaczy, że teraz pójdę z Satoru czy z kimś innym od razu do łóżka z czystej ciekawości… — dodała jeszcze, aby nie została opacznie zrozumiana. (ależ to się źle zestarzało XDDD).
OdpowiedzUsuń— Cieszę się, że teraz tak jest, to najważniejsze — zapewniła ją. — Teraz obie będziemy niezależnie myśleć i się wspierać, tak? — zapytała jeszcze dla pewności. — Nie jestem wcale taka niewinna, robiłam nieświadomie dużo złych rzeczy — nie zgodziła się z nią, poważniejąc na chwilę. — Ale mam przede wszystkim Ciebie i resztę, nie boję się zachłysnąć swoimi decyzjami, chcę patrzeć na przyszłość pozytywnie — dodała. Zmarszczyła się na komentarz odnośnie Klary i pokręciła głową.
— Och, dobrze wychowane kobiety tak się nie zachowują, mimo wszystko sama jestem ze szlachty i widziałam co nieco z etykiety — pokręciła głową. — Nie przejmuj się, poszukaj lepszej doradczyni w tym temacie, takiej, która nie będzie Cię źle traktować — poprosiła jeszcze z czułością w oczach. — Emmo, już tutaj trochę jesteś, może zrobię nam jakiś obiad? — zaproponowała nagle. — Gotowanie zwykłych potraw jest równie ciekawe co alchemia, chętnie spróbuję nowego przepisu, jeśli oczywiście masz ochotę — zaproponowała z uśmiechem na ustach.
Orianna
Zostawili ją... Samą... W domu... Jak jakiegoś pyskatego bachora. Dupki... Nie wiedziała czy spała tak długo przez ten cholerny specyfik jakim wczoraj się potraktowała, ale czuła, że to gówno dalej działa, a ona... Była sama. Satoru i Orianna gdzieś najwyraźniej wybyli, bo Ennis zajrzała w każdy kąt, ale nikogo nie było. Warga jej lekko zadrżała. Co za gówno! Jakie to niby ma znaczenie? Zwykle była sama i nigdy jej to nie kłuło aż tak w serduszko! ... Matko... w co? Serduszko? Było naprawdę źle... Białowłosa chodziła z kąta w kąt szukając tego przebrzydłego korzenia do żucia, zrobiła przy tym trochę syfu w sypialni Orianny, ale w końcu dopadła swego. Ledwo wsunęła korzeń do buzi, a usłyszała pukanie do drzwi. Aha! Wyrwała szybko w ich stronę i otworzyła je gwałtownie, a tam zobaczyła Emme. Oczy jej się delikatnie zaszkliły.
OdpowiedzUsuń- Emma! - objęła dziewczynę ramionami i wyściskała. - Już myślałam, że zwiałaś przy pierwszej lepszej okazji! - zachichotała cicho. - No dobra, kłamię, tak właściwie to wiem, że się uganiasz za tym przystojnym Nhulu - zachichotała ponownie i spojrzała dziewczynie w oczy z wyszczerzem. - Bardzo miło, że mnie odwiedziłaś, wiesz... Satoru i Orianna mnie zostawili... - zrobiła lekką podkówkę z warg i szybkim ruchem zaprosiła dziewczynę do środka.
Ennis
— Nie wiem czy można wtedy mówić o niewinności. Pewne cechy czy wady to jedno, a okrucieństwo jednak tą niewinność zamyka — nie zgodziła się z tym poglądem. — Przecież zło to zło, tak? Co z tego, że się będę rumienić, jak w tym samym czasie zabije na przykład małe, niewinne dziecko z matką? — dodała dla podparcia swojej własnej teorii. Pokręciła głową, delikatnie głaszcząc Emmę po dłoni. — Ja widzę, zdecydowaną, niezależną, walczącą o siebie, piękną, młodą kobietą, a nie żadnego męczącego babsztyla. Liczę, że Klara też to w końcu zauważy — odparła, uśmiechając się do niej ciepło. — A chcesz być dziewczęca i delikatna? Uważasz, że to Ty? Powinnaś być sobą i powinno się Ciebie kochać właśnie za to jaka jesteś, nie powinnaś się dla kogoś zmieniać — poprosiła ją jeszcze, bo miała wrażenie, że chciała zmienić samą siebie dla Mohe. — Oczywiście, że możesz. Zawsze jesteś mile widziana — zapewniła ją. —- Mam w planach zrobić dzisiaj zapiekane ziemniaki z mięsem i serem — dodała jeszcze, uśmiechając się do niej. Ciężko pracowała u Yensena, więc treściwy posiłek z pewnością dobrze jej zrobi.
OdpowiedzUsuńOrianna
Warga Ennis zadrżała, gdy Emma podniosła na nią głos.
OdpowiedzUsuń- Ale czy Ty musisz tak krzyczeć? – zapytała, prawie z łzami w oczach. Co za mała, ruda menda… Że też gardło jej nie boli od tego tonu. Zachichotała do samej siebie na ten komentarz w swojej głowie, a reakcja z zaprzeczeniem tylko dodatkowo ją rozbawiła. – Och, rozumiem, czyli nie masz nic przeciwko bym się przy nim zakręciła co? – ponownie zachichotała. Spoważniała nieco, kiedy Emma do niej dopadła, zmarszczyła wtedy gniewnie czoło i prychnęła pod nosem. – Randkę? Nie bądź śmieszna, co najwyżej znowu poszli się ruchać – przewróciła oczyma i skrzyżowała ręce na piersi, zaraz jednak poczuła lekkie pieczenie przy policzkach. Kurwa mać!! – Ależ Ty jesteś zboczona… Śledzić? W takiej chwili? No wiesz… To… To chyba mimo wszystko trochę nazbyt intymne… - chrząknęła, zakładając trochę nerwowo włosy za ucho.
Ennis
Mohe uśmiechnął się do Emmy nikle.
OdpowiedzUsuń- Biorąc pod uwagę najbliższe plany większości osób zainteresowanych takimi naukami, to słowo „grupowe” jest raczej na wyrost. Zapewne skończy się na Tobie i jeszcze jednej, dwóch osobach góra – puścił jej oko. W końcu zdecydowana większość jego znajomych ruszała do Azylu, a coś mu mówiło, że kiedy wrócą, nie bardzo będzie czas na takie nauki. Słysząc propozycję dziewczyny kiwnął jej głową.
- Nie mam nic przeciwko, przynajmniej do czasu aż sama nie nauczysz się polować. Kto wie, może przyjdzie nam się wymieniać jednym rodzajem mięsa za inny – uśmiechnął się do niej szerzej. Zaśmiał się, gdy mówiła o sparingu. – Żebyś mi dupę przysmażyła? – uśmiechnął się pod nosem. – Możemy kiedyś spróbować walki wręcz, o ile weźmiesz poprawkę na to, że jestem zwykłym człowiekiem i nie skończy się to dla mnie jakimiś solidnymi obrażeniami – puścił jej oko. – Prania zdecydowanie nie oczekuję, niewiele mam ciuchów, a pielęgnacja ich jest dość łatwa i szybka – zaznaczył. – Nie ma problemu by były to większe kawałki, ale musisz mi po prostu mówić wcześniej ile i na kiedy będziesz potrzebować, wtedy ja mogę sobie dobrze rozplanować polowanie – wyjaśnił.
Mohe
Ennis zaśmiała się cicho, ale zaraz spłonęła rumieńcem.
OdpowiedzUsuń- Oh... Do zaspokajania potrzeb nada się idealnie - rzuciła w typowy dla siebie sposób, jednak z dość nietypową przy tym mową ciała. Spojrzała zaraz po Emmie nieco dziwnie. - A niby co innego miałabym chcieć? Związku? Phi... - ostentacyjnie odwróciła głowę. - Jak w ogóle mogłaś pomyśleć, że chciałabym czegoś tak... tak głupiego! - bąknęła urażona. Zarejestrowała reakcje Emmy, ale ciężko było się do nich odnieść w... tym stanie! Zerknęła zaraz po twarzy Rudej, gdy rzuciła o byciu kiepską w seksie. Litości, co za głupie dziewczę... Nie powiedziała zbyt wiele, bo zaraz padły słowa o stosunku jej współmieszkańców i Ennis zrobiła w stronę Emmy współczujące "ouuu", dotknęła jej ramienia, patrząc na nią troskliwie. - Ojej, Twoja przyjaciółka Ci nie powiedziała? Tak właściwie to Orianka bardzo chętnie mu to dziewictwo oddała i zdecydowanie nie narzeka... Możemy jej poszukać, sama Ci powie - wyszczerzyła się i wzruszyła ramionami. - Prowadź... ale nie licz na to, że kogokolwiek będę z czyichkolwiek łap wyrywać - stwierdziła, gotowa wyjść szukać Orianny.
Ennis
— Emmo, Ty nie chciałaś robić tych rzeczy — Orianna pokręciła głową, patrząc po przyjaciółce poważnie. Dotknęła jej dłoni czule, chcąc dać jej wsparcie. — Zostałaś do tego zmuszona, robiłaś to żeby przeżyć, pod tym względem jesteś niewinna i to jak o sobie myślisz po tym wszystkim, masz dobre, czułe serce, którego wielu, nawet ja, powinni Ci zazdrość — zapewniła ją. Słuchała dalej Emmy i uśmiechnęła się do niej przyjaźnie, puszczając jej dłoń. — Jeśli chcesz coś zmienić dla siebie oczywiście próbuj, powinnaś być szczęśliwa sama ze sobą, prawda? Niestety w nauce flirtowania Ci nie pomogę, ale jestem pewna, że znajdziesz inne osoby niż Klara, a jeśli nie, poszukamy odpowiedniej książki — uśmiechnęła się do niej. — Jest pełno poradników dla szlachcianek, więc znajdziemy Ci coś odpowiedniego — zapewniła ją jeszcze.
OdpowiedzUsuń— Jeśli chcesz pomóc to oczywiście — odpowiedziała, rozkładając wszystkie składniki na stole. — A więc weź się za ziemniaki, a ja przygotuję mięso — uśmiechnęła się do niej, po czym sama zabrała się do pracy.
Orianna
— A właśnie, że ma znaczenie. Gdybyś tego chciała, to raczej nie chciałabyś uciekać, bo by Ci się podobało krzywdzenie innych i nie byłabyś pewnie torturowana — odparła stanowczo Orianna. — Mogę przystać na to, że obie jesteśmy niewinne, ale nie mam zamiaru obarczać Cię winą — dodała jeszcze. Uśmiechnęła się jednak zaraz, kiedy wspomniała o czytaniu. — Oczywiście, ale wspólnie musimy wybrać pozycję, która Cię zainteresuje — odpowiedziała, szykując wszystko poza ziemniakami do obiadu. — To zależy o jaką delikatność i względem czego pytasz — zagaiła spokojnie. — Bo na przykład z pacjentami muszę obchodzić się delikatnie, żeby nie zrobić im krzywdy, nawet jak czasami mam ochotę ich przywiązać do łóżka dla ich własnego dobra — wyjaśniła.
OdpowiedzUsuńOrianna
Kiwnięcie odebrał jako zgodę, więc nic już więcej w tym temacie nie komentował. Słysząc natomiast słowa o pustce, uśmiechnął się pod nosem. Emma najwyraźniej miała problem z „normalnym” okazywaniem sympatii innym.
OdpowiedzUsuń- Trochę… ale wiesz, zawsze to okazja na poznanie i zgłębienie relacji z tymi mniej głośnymi przedstawicielami Argaru – rzucił nieco żartobliwie. – Musze przyznać, że Gave i Akane są dla mnie na tyle absorbujący, że ciężko przy nich szukać dodatkowego towarzystwa – zaśmiał się. Lubił tą dwójkę, nawet bardzo, ale rzeczywiście zabierali sporo przestrzeni swoją osobą. Oczywiście nie miał w tym na myśli nic negatywnego.
Na obietnicę uśmiechnął się pod nosem.
- Nie satysfakcjonuje mnie taka obietnica, zapewniam, że w potyczkach zawsze dążę do tego by „w żaden sposób nie dać się pokonać”, chociaż zachodzenie Ci za skórę zdecydowanie nie jest moim celem – poruszył zabawnie brwiami. Przy temacie mięsa pokręcił głową. – Wybacz Emmo, nie jesteś jakimś psem by dawać Ci skrawki i resztki. Nawet jeżeli nie potrzebujesz wiele, ode mnie będziesz dostawać normalną porcję mięsa. Jeżeli to będzie za wiele to porcję zmniejszymy lub sama zdecydujesz co zrobić z resztkami – uśmiechnął się do niej lekko.
Mohe
Ennis zamrugała szybciej oczyma, kiedy Emma tak się obruszyła. Oplotła się ramionami, zupełnie tak jakby była naga i chciała się osłonić przed zuchwałym spojrzeniem dziewuchy.
OdpowiedzUsuń- Jeju, musisz tak patrzeć? Uch… Aż ciarki przechodzą po pleckach – spojrzała na nią nieco pretensjonalnie z wydętą dolną wargą. Przekręciła zaraz głowę. Nudna? Dobre sobie… Już ona by jej co nieco przygadała, gdyby nie stan w jakim się znalazła… W oczach Ennis zakręciły się łzy. – Zawsze byłam tylko chwilówką, jesteś niesprawiedliwa! – krzyknęła, a kilka dużych kropel spłynęło jej po twarzy. Dobre chociaż tyle, że nie trwało to długo, bo En zaraz przetarła buzię. – Nic dziwnego, że Ori nie chce się z Tobą przyjaźnić… głupia, wiecznie krzycząca dziewucha… kto by chciał kogoś takiego - prychnęła pod nosem i skrzyżowała ręce na torsie. – Nie licz, że Ci cokolwiek powiem, jesteś nie miła… - ostentacyjnie odwróciła od niej głowę.
Ennis
Mohe wysłuchał jej spokojnie, uśmiechając się lekko pod nosem.
OdpowiedzUsuń- A ja ich lubię, chociaż bywają dobijający w pewnych kwestiach - przyznał z lekkim śmiechem, chociaż gdy Emma wspomniała za co ich nie lubi, przekręcił głowę na bok. - Nie uważasz, że to trochę nie w porządku oceniać kogoś na podstawie podobieństwa do brata? - zapytał. - Dla mnie pewność siebie to bardzo dobra cecha, ale rozumiem, że uczucie stłamszenia może zniechęcać do bliższej relacji. Tego wyjaśnienia z wyglądem jednak nie kupuję. Poczucie winy za jego niewolę tak, ale to, że kogoś Ci przypomina... - pokręcił głową. - Uważam, że to nie jest wobec Gava w porządku - zaznaczył spokojnie i posłał jej szerszy uśmiech na słowa o sparingu. - Dokładnie tak - kiwnął głową po czym zaśmiał się pod nosem. - Uwierz mi, marnowania jedzenia u mnie nie doświadczysz, z moich skrawków niewiele byś mogła zrobić - zapewnił.
Mohe
Ogień mimo wszystko oznaczał jakieś ryzyko, a ryzyko mocno działało na świadomość Ennis. Czuła, że specyficzna mikstura traci powoli swoje działanie, że odzyskuje nad sobą władzę... było to jednak mimo wszystko dość mozolne. Skonfundowana mina Emmy była tego dowodem, za wolno... Palnęła jakiś kolejny żałosny wyrzyg. Rada o chwilówce była ostatnim czego teraz potrzebowała.
OdpowiedzUsuń- Ooo, no jasne! - sama się uniosła. - Co bym po raz kolejny zaufała i słono za to zapłaciła, tak?! Podziękuję! Zdecydowanie wolę być tą dziwną! Normalna się odezwała! - fuknęła, chociaż dość mało agresywnym tonem, raczej bardziej poddenerwowanym. Mimo wszystko dała się złapać za nadgarstek i wyprowadzić z domu, ale szła z obruszoną miną, niczym pogniewana dziewczynka. Prychnęła pod nosem na słowa o Oriannie i jej własnym fałszu, zatrzepotała w odpowiedzi rzęsami.
- Mmm, normalnie niesamowicie trafna diagnoza uczuciowa, nie myślałaś może o kształceniu się w tym temacie? - zapytała przesłodzonym głosikiem. - Nie? Całe szczęście, bo jesteś w tym beznadziejna - odpowiedziała nim padła jakakolwiek odpowiedź. Przewróciła przy tym oczyma.
Ennis
Orianna już nic nie odpowiedziała Emmie. Miała swoją opinię, która chciała zatrzymać, a jednocześnie nie chciała się kłócić z przyjaciółką, dlatego uśmiechnęła się do niej ciepło, po czym wróciła do szykowania zapiekanki ziemniaczanej. Zarumieniła się, gdy Em wyjaśniła o co jej chodzi. Naprawdę taki był wydźwięk jej zachowania?
OdpowiedzUsuń— Nie robię tego specjalnie, po prostu staram się być sobą i mówić co myślę, a że często mówię o rzeczach, które mnie… krępują i ciekawą jednocześnie to tak wychodzi. Myślę o tym jak ktoś zareaguje na moje słowa czy zachowanie, krępuje mnie to, więc wychodzi z tego… takie… słodkie zachowanie jak to mówisz — wyjaśniła Emmie.
Orianna
Ennis trzepnęła jej rękę, jednak kiedy dziewczyna ją przytuliła łzy lekko zebrały i znowu kilka spłynęło po policzkach. Cholera jasna...
OdpowiedzUsuń- Tak, lepiej - bąknęła. - Masz ochotę, idziesz i bierzesz, bez zbędnego pierdolenia, a potem odchodzisz, spełniona i wyżyta, oczywiście o ile dobrze wybierzesz - rzuciła swoją chłodną kalkulacją. - Ale moja już w tym głowa by dobrze wybrać - starła łzy z twarzy i prychnęła pod nosem. - A co ja jestem jakaś wybrakowana by połówek szukać? Jak komuś nie pasuje mój sposób bycia to niech wypierdala - zarzuciła włosy na plecy. Uff... zaczynała czuć się coraz lepiej. - Lubię różnorodność w swoim życiu - zachichotała. - Że niby nie posiadanie partnera skazuje nas na samotność? Błagam... - zaśmiała się i pokręciła głową. - Jak kiedyś komuś wyrosną wystarczająco duże jaja by nie bać się mnie mieć na wyłączność to chętnie przy takich jajach stanę - szepnęła w jej stronę konspiracyjnie i lekko się zaśmiała. Spoważniała jednak na jej pytanie. - Srak... Zostałam przykuta do łóżka, opluta, przypalona, grożono mi owocnym ruchaniem i ogólnie rzecz biorąc próbowano mnie torturować - zatrzepotała teatralnie rzęsami. - Powód? Do uroczego jegomościa trafił list, który pisałam myśląc, że umrę, tak więc co nieco w liście podkręciłam... ale ups... plany odrobinkę się pozmieniały i jakoś tak wyszło, że jednak przeżyłam - rozłożyła bezradnie ręce. - Co prawda w opłakanym stanie, przez co to przykucie do łóżka było w ogóle możliwe, ale... jebać... - przewróciła oczyma i zaczęła się rozglądać po okolicy. - W każdym razie jegomość zaplanował swoje urocze zabawy nie mając pojęcia co się tak właściwie ze mną stało, uwięził mnie i chciał poznać pewną prawdę, ale ja nie współpracuję z przetrzymującymi mnie kutasami - wyszczerzyła się do dziewczyny. - Wiesz co w tej historii jest najlepsze? - zapytała szeptem. - Wszystko bym mu powiedziała, gdyby mnie kretyn nie zniewolił - prychnęła kpiąco pod nosem. - To nie jest strach Płomyczku, to zobojętnienie, nie boję się zaufać, ja po prostu uważam, że ufać nie warto - wzruszyła ramionami, a na jej ostatnie słowa krótko się zaśmiała. - Och, no tak, tak Ci lata, że za każdym razem próbujesz mi jakimś tekścikiem utrzeć nosa. Mhmmmm, wypadasz doprawdy bardzo wiarygodnie - ponownie zatrzepotała rzęsami.
Ennis
Spojrzał po niej i kiwnął głową.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem. Ja nie mam nic przeciwko temu co Ty wobec nich czujesz, po prostu ciężko mi to przypisać pod „nie lubię”. Wiesz, to, że czuję się przy kimś skrępowany czy nieswój nie oznacza braku sympatii. Niektórzy tak po prostu na innych działają – posłał jej kolejny uśmiech. Kiedy wspomniała o „gównie”, zmierzwił lekko jej włosy. – Pytanie czy to ona daje Ci się tak poczuć, czy to bardziej uczucie w Twojej głowie, bo… Z moich obserwacji wynika, że dość łatwo przypisujesz sobie łatkę gorszej od kogoś innego. Gdybym zapytał Cię o Twoje zalety… Co byś wymieniła? – przekręcił lekko głowę, patrząc po niej uważnie. – Miejmy nadzieję, że to wrażenie z czasem minie. Gave często udaje oschłego drania, więc rzeczywiście można mieć o nim kiepskie zdanie. Mogę mu co nieco zarzucić, ale drań z niego taki jak z rybiej skóry zimowe odzianie – puścił do Emmy oko. – Cóż, jak Ci nie przejdzie to są na szczęście jeszcze inni, nie musimy się przecież kumplować z tymi samymi osobami – rzucił luźno. Zaśmiał się na jej stwierdzenie. – Emmo, kości nie są u mnie odpadem. W części rzeźbie, a resztę, tak jak mówisz, wykorzystuję do gotowania – uśmiechnął się do niej szerzej. – Uwierz, moje resztki to naprawdę najczęściej coś co powinno trafić jedynie do psiej miski – zapewnił.
Mohe
Wysłuchał jej i kiwnął głową.
OdpowiedzUsuń- Rozumiem, po prostu się tolerujecie, ale nie ma w tym jakiejś większej sympatii. Tak też bywa - przyznał spokojnie. Słuchał jak mówi o swoich zaletach, uśmiechając się przy tym lekko pod nosem. - Hmm, przyznaję, włosy i uśmiech masz fajne, reszty nie sprawdzałem - stwierdził bez ogródek. - Z tym lojalnym to bym nie przesadzał, bycie takim nie jest jednoznaczne z byciem naiwną. Można być lojalnym, ale w porę się połapać, gdy coś jest nie tak - wzruszył ramionami. - Samą lojalność nazwałbym raczej zaletą - dodał z uśmiechem i spojrzał po niej uważniej. - Dla mnie to żaden kłopot, to świeżo zamieszkana wyspa, zwierza tu pod dostatkiem, więc o ile nie przyjdzie nam lać się o jedzenie to podzielenie się nie jest dla mnie problemem - puścił jej oko.
Mohe
— Myślę, że nie byłabyś zbyt dobra w byciu mną, tak samo jak ja nie byłabym zbyt dobra w byciu Tobą. Ale moja łagodność zazwyczaj przejawia się z tego, że chcę traktować innych tak jak sama chciałabym być przez nich traktowana - delikatnie i czule. Tak jak Ty traktujesz mnie. Nie możemy w końcu oczekiwać dobroci od kogoś, komu dajemy tylko okrucieństwo, prawda?
OdpowiedzUsuńOrianna
Wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie czuję się przez to niekompletna. Nie sądzę też, że wejście z kimkolwiek z związek by tą sprawę załatwił, ba, nawet nie planuję jej załatwiać. Jak coś się w tym temacie zmieni, to na pewno nie bez powodu - oznajmiła dość obojętnie, ale odsunęła się od gestu z głaskaniem głowy i spojrzała po Emmie z wyraźnym "naprawdę?" na twarzy. - Nie martwię się... - patrzyła po dziewczynie i prychnęła pod nosem na stwierdzenie o byciu ludzką. - Mm, no zajebiście, zawsze o tym marzyłam. Mogę i sobie być w Twoich oczach ludzka - machnęła na to ręką. Ponownie spojrzała na Emmę pytająco, gdy rzuciła, że "o to chodzi".
- Naprawdę zamierzasz skupiać się na uzupełnianiu własnych braków? - parsknęła śmiechem. - Jak coś ma sprawić, że będziesz mniej lub bardziej wybrakowana, to i tak sprawi, nie ważne czy będziesz tego szukać - stwierdziła. Przewróciła zaraz oczyma. - Mhm, to Ty tam sobie szukaj łat na te swoje braki, a ja się skupię na przeżywaniu życia po swojemu - zatrzepotała teatralnie rzęsami. Przy reakcji na opowieść o Klausie zachichotała. - Podoba mi się Twój zapał, ale to Feniks, mogłabyś mieć problem ze spaleniem - przyznała rozbawiona. Hm... w sumie to wyplucie opowieści było całkiem uwalniające. Jakoś bardziej rześko smakowało teraz powietrze. Ennis nawet mocniej się nim zaciągnęła. - Poszłabym sobie popływać - oznajmiła i diametralnie zmieniła kierunek wędrówki, co by ruszyć sobie w stronę plaży.
Ennis
Mohe uśmiechnął się lekko.
OdpowiedzUsuń- Widzisz, bo wszystko musi mieć po prostu umiar. Dobroć kojarzy się pozytywnie, a jednak bywają osoby zbyt dobre - stwierdził. - To samo tyczy się lojalności. Jest dobra, ale nie powinna stać się ślepa. Co innego być oddanym, lojalnym przyjacielem, a co innego lojalnie służyć komuś kto postępuje źle wobec nas samych i innych - dodał. Spojrzał po jej dłoni i chwycił ją na chwilę, by pomóc sobie ze wstaniem, a po tym ruszył przy jej boku. Uśmiechnął się i kiwnął jej głową.
- Nie mam nic przeciwko, zdecydowanie bardziej wolę uganiać się za żywą zwierzyną - przyznał. Wiedział o ziołach całkiem sporo, jednak zbieractwo zdawało mu się dość nudnym zajęciem. - Ori to ta białowłosa, tak? Jak się zaprzyjaźniłyście? - zapytał z czystej ciekawości.
Mohe
Ennis prychnęła pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Musiałoby mi się chcieć, a on nie jest wart mojego czasu – stwierdziła. – Jak się napatoczy i mnie wkurwi, wtedy mu oddam z nawiązką – dodała ze swoim uśmieszkiem. Dumnym krokiem szła w stronę wody, a zerkając na plażę uśmiechnęła się pod nosem. Miała chwilowo jakiś dziwny stan wylewności. – Z Tobą też przyjdzie mi się tutaj tulić? To całkiem przyjemne tak spać, ciało w ciało… Próbowałaś już? – zapytała z zaczepnym uśmieszkiem. – Twoja temperatura mogłaby mnie nieźle ususzyć… Ciekawe co byś zrobiła bym jednak miała mokro – spojrzała Emmie prosto w oczy.
Ennis
Orianna słuchała Emmy i czuła jakiś taki dziwny smutek, kiedy Emma mówiła, że nie czuje się dobra. Przecież miała dobre serce i niejednokrotnie to pokazywała, kiedy działa zgodnie z sama ze sobą. Złapała delikatnie dłoń Emmy, po czym poklepała ją po niej zaraz po tym jak wstawiała zapiekankę na piec. Uśmiechnęła się delikatnie w stronę przyjaciółki.
OdpowiedzUsuń— No cóż, ja lubię analizować zachowania swoje czy innych, myśleć nad tym jak ja bym chciała być potraktowana czy ktoś inny i działam w ten sposób — wyjaśniła. — A poza tym staram się być dobra, pomagać innym i wiem, że Ty tego nie widzisz, ale pomagasz na swój sposób — uśmiechnęła się nieco szerzej. — Pamiętasz jak ocaliłaś staruszkę przed szaloną kobietą z siekierą? Podziwiam Twoją odwagę. Nie trać jej, udając kogoś innego, ja bym pewnie zaczęła się trząść na Twoim miejscu — dodała.
Orianna
Ennis uśmiechnęła się wyraźnie na zakłopotanie dziewczyny.
OdpowiedzUsuń- A widzisz tu kogoś innego? - szepnęła, nachylając się nad uchem Emmy. Doprawdy była zabawna, niby taka zadziorna, a tak łatwo się peszyła gdy chodziło o tematy około seksualne. - Tylko śpisz? - zapytała. - A może z nią też próbowałaś naszej zabawy? - musnęła językiem płatek ucha dziewczyny. - Mogę? - zapytała jej z zadziornym uśmiechem. - Nie wyglądasz na zbyt pewną swoich słów... Jesteś dobra tylko w gębie? - zapytała w ten swój prowokujący sposób.
Ennis
- No i? - szepnęła jej przy uchu. - Też ich wolę... W czym to przeszkadza? - mruknęła zadowolona i zaraz uważniej spojrzała po dziewczynie. Zaśmiała się wyraźnie rozbawiona. - Ja? Ja nic nie muszę... - uśmiechnęła się do niej nikle. - Pytanie czy Ty umiesz cokolwiek zainicjować sama z siebie, bez jasnego przyzwolenia - dalej mruczała jej przy uchu. - Umiesz? - zapytała z zadziornym uśmiechem i cofnęła się o krok. - Szczerze wątpię... - odpowiedziała sobie sama i odwróciła się od niej bezceremonialnie, po czym spokojnie ruszyła w stronę oceanu.
OdpowiedzUsuńEnnis
Ennis mlasnęła rozbawiona jej stwierdzeniem.
OdpowiedzUsuń- Och, no tak... Pewnie próbowałaś tyle razy "inaczej", że aż szło oszaleć... - zaśmiała się pod nosem. Znała te schematy aż za dobrze. Spojrzała po jej geście przy brzuchu i skrzywiła się wyraźnie. - Nosisz bachora... - dla niej było to praktycznie oczywiste. Zbyt wiele razy widziała takie zachowania, pewne gesty się po prostu powielały. Cofnęła się o krok od dziewczyny. O ile sama nie ceniła swoich stanów "błogosławionych", to do innych miała odmienne podejście. Jej nie dane było poczuć matczyną troskę... i prawdę mówiąc nikomu tego nie życzyła. - Gdyby tak było... To trwałabyś przy oprawcy... Przy jebanym Perunie... - zauważyła, zaciskając lekko pięści. - Trwasz? - syknęła patrząc po Emmie. - Nie... - odpowiedziała zanim dziewczyna zabrała głos. - A więc nie jesteś kurwą... Jesteś Emma... - cofnęła się do niej w miedzy czasie i teraz złapała za policzki, nieco je zduszając. - I tego się kurwa trzymaj - odepchnęła ją od siebie i ponownie ruszyła w stronę wody, tym razem się nie zatrzymując, nie cofając... Po prostu znikając w toni, by czerpać z chłodu wody.
Ennis
Słuchała jej z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
OdpowiedzUsuń- Chociaż tyle - stwierdziła, gdy przyznała, że to nie dziecko Peruna, a po tym po prostu zniknęła w toni oceanu. Nie było jej dobre dwadzieścia minut, a kiedy wychodziła na brzeg, przewróciła oczyma. Liczyła, że dziewczyny już tu nie będzie, a jednak ta dalej siedziała (jak poszło to olej temat xD). Zatrzymała się przy niej i skrzyżowała ręce na torsie. Musiała się stąd wynieść, zdecydowanie... Idealnie się składało... Od dawna nie miała wieści co do Acaira, a te właśnie na nowo rozbrzmiały i nie były zbyt kojące.
- Czujesz sentyment do ojca dziecka i nie chcesz się go pozbyć? Zawsze możesz komuś podrzucić... - oznajmiła bez ogródek.
Ennis
Sama całkiem niedawno pozbyła się z łona dziecka Piusa. Nie był to co prawda jej pierwszy raz... Jako kurtyzana zabezpieczała się, owszem, ale wpadki mimo wszystko się zdarzyły. Miała na sumieniu więcej istnień niż mogło się zdawać. Na wyznanie Emmy pozostała niewzruszona, jej twarz nie zdradzała zupełnie nic. Jak dla niej sprawa była przesądzona, kobiety często podświadomie czuły, że coś jest inaczej, że coś się zmienia, a gesty Emmy były dość jednoznaczne.
OdpowiedzUsuń- Nosisz bachora - oznajmiła praktycznie pewna, naoglądała się w swoim życiu brzemiennych kobiet... Zlustrowała dziewczynę wzrokiem. - Intrygujące... - bąknęła przewracając oczyma. - Nie jestem dobra w doradzaniu, lepiej sobie poszukaj lepszej przyjaciółki - oznajmiła.
Ennis
Orianna uważnie obserwowała zachowanie Emmy, notując sobie wszystko w głowie. Tak, to był bardzo dobry sposób. Będzie musiała go wykorzystać na niektórych nieznośnych pacjentach i klientach, którzy próbowali wymuszać niepotrzebnie leki, które nie były im wcale nie do niczego potrzebne.
OdpowiedzUsuń— Nie sądzę, żebym była tak dobra w byciu Tobą — przyznała mimo wszystko. — Ale z pewnością kiedyś spróbuję, Twoja odwaga w końcu jest naprawdę niezawodna — dodała jeszcze.
Orianna
Ennis spojrzała po niej jak po jakiejś pojebanej.
OdpowiedzUsuń- Nauczyć? Ha... dobre sobie... - prychnęła pod nosem. - Idź pracuj w Zamtuzie naście lat, niech rucha Cię i Twoje "koleżanki" tuzin typa tygodniowo, to się sama nauczysz - odparła obojętnym tonem, krzyżując ręce pod klatką piersiową. - Trochę nas tam było i na palcach jednej ręki policzę dziewczyny, które zaliczyły wpadkę tylko raz - oznajmiła ozięble. Reakcje były różne, ale En szczerze wątpiła, że jeszcze jakiejś reakcji nie poznała chociażby z widzenia. - Jest jeszcze smakowanie krwi, ale szczerze wątpię byś miała tak wyczulone zmysły jak ja - spojrzała po niej przelotnie. Uśmiechnęła się pod nosem na jej stwierdzenie co do przyjaźni, ale nic jej na to nie odpowiedziała. - Też se znalazłaś osobę do wygadania... - prychnęła. - Twoje rozterki mnie gówno obchodzą... Nie jesteśmy przyjaciółkami, sama to mówiłaś - zauważyła, taksując Emme wzrokiem. - Mogę powiedzieć Ci tylko jedno. Faceci to tępe chuje. Lubią zdobywać i polować. Zamiast docenić tą, która trwa nieustannie przy ich boku, to chodzą szukać wrażeń w ramionach innej. Kobiety im chowają dzieci, gotują posiłki, cerują gacie i zaszywają rany... A oni idą chędożyć jakąś inną lale, innej szeptać słodkie słówka, innej obcałowywać stópki - zatrzepotała teatraalnie rzęsami i zaraz splunęła w bok. - Tępe chuje - powtórzyła i wzruszyła ramionami. - Ty będziesz niańczyć bachora... Jeżeli go chcesz licząc na czyjąkolwiek pomoc, to lepiej by na ten świat nie przychodził. Jak uważasz, że dasz radę sama, Twoja sprawa, tylko potem nie jęcz, że nikt Ci nie pomaga - sama spojrzała w stronę wody, jednak jej mina dalej była bez wyrazu.
Ennis
Ennis przewróciła oczyma na stwierdzenie co do bycia odpowiednią osobą.
OdpowiedzUsuń- Jak mnie ktoś obchodzi to też takich nie daję… i tak obchodzi – przy tym ostatnim krótkim zdaniu spojrzała po niej wymownie, zaraz jednak uniosła lekko brew. Po co to właściwie powiedziała? Nie musiała tego dodawać, ale wtedy Emma wyleciałaby ze swoją pyskówką, więc, tak, to właśnie po to to powiedziała, co by jej zamknąć mordę. Odwróciła się tyłem do Emmy, by patrzeć sobie na wodę. Nie wnikała w jej wnioski po słowach o facetach, chociaż lekko zacisnęła zęby, gdy wspomniała o płakaniu za dzieckiem. Zamknij się, nic nie mów, jej sprawa, milcz…
- Co za różnica czy będziesz płakać po usuniętym, czy nad żywym? – nosz kurwa… musiała. Miała się zamknąć. Zagryzła mocno zęby. I po co to kontynuowała? – Nad żywym przyjdzie Ci płakać znacznie częściej. Bachory ciągle coś odwalają i są czasochłonne. Przydają się dopiero starsze, a to w chuj roboty zanim się opłaci… - stwierdziła chłodno.
Ennis
Orianna zaśmiała się delikatnie.
OdpowiedzUsuń— To prawda, czasami nie działa, ale masz sporo odwagi, żeby przekuć taką niezłomną minę w niezłomne czyny — uśmiechnęła się do niej ciepło. Sprawdziła jeszcze zapiekankę na piecyku, co by upewnić się, że wszystko ładnie się przypieka. — Ostatnio pracuje z różnymi grzybami, zacnogrzybek na przykład wchodzi w niesamowite reakcje z ziołami, nie tylko z gojeniem ran, potrafi zbić gorączkę z dodatkiem wirytolu, a z jaśminem i lawendą bardzo pomaga na spanie i przyjemne sny, sprawdzam co jeszcze można z niego zrobić, bo znalazłam w jaskini piękne poletko tych grzybów i roślin — opowiedziała jej. — Miałabyś ochotę na coś takiego? A Tobie jak się żyje obok Mohe? I jak praca u Yensena? — sama zainteresowała się przyjaciółką.
Orianna
Uznał, że posiedzi w Argarze trochę dłużej. Miał ochotę poznać nieco te okolice, zdawały się całkiem obfite w różne materiały, a poza tym tyle interesującej magii wokół… z pewnością mógłby znaleźć tutaj coś co mogłoby mu się przydać. Wystarczy tylko dobrze poszukać. Ennis nie chodziła za nim krok w krok, więc miał całkiem wolną rękę. Przechadzał się właśnie uliczkami Argaru i oglądał najróżniejsze dziwy. Magiczne pnącza, teleportacje, taniec z bronią w powietrzu - niesamowite. Robiło to na nim wrażenie, ale nie dawał po sobie tego poznać. Jeszcze ktoś przez to policzy sobie więcej za usługi magiczne, cuda i inne dziwy. Pocztą pantoflową dowiedział się, że mają nawet rzemieślnika - stolarza - kowala. Uroczo. Ernest postanowił sprawdzić co ten też potrafi i czy byłby w stanie ubić jakiś dobry interes, albo skorzystać z lepszej pracowni. Skoro nie w Marchwiach to może chociaż tutaj ktoś da się naciągnąć. Ubrany z lepszą, acz dalej tańszą koszulkę udał się więc do yensenowej pracowni. Zapukał, a kiedy nie otrzymał odpowiedzi, to po prostu otworzył bezceremonialnie drzwi - nie jego wina, że było otwarte. Rozejrzał się po pomieszczeniu, uśmiechając się z podziwem, byleby zrobić dobre pierwsze wrażenie.
OdpowiedzUsuń— Och, przepraszam — powiedział wyraźnie przejęty, kiedy zobaczył w środku jedynie młodą dziewczynę. — Myślałem, że Pan Yensen dzisiaj urzęduje, panienka również odpowiada za interesy i zamówienia? — zaczął od razu, sprawdzając jak zareaguje.
Ernest
— Och, tutaj grzyby też potrafią być trujące, halucynogenne, jadalne, ale są też takie, których można użyć w medycynie, zależy od gatunku. Grzyby to bardzo bogata rodzinia — wyjaśniła, posyłając przyjazny uśmiech. — Nie będę Cię zmuszać, sama lawenda też pomaga, jeśli potrzebujesz czegoś na sen, albo wizyta przyjaciółki — podała jej inne propozycje. Oglądała uważnie Emmę i miała wrażenie, że jej typowa pogodna mina jaką miała przy niej była jakaś inna.
OdpowiedzUsuń— Na pewno dobrze? — zapytała, dolewając jej ciepłej herbaty. — Nie chcę naciskać i może się nie znam jeszcze, ale mam wrażenie, że masz trochę inną minę — wyjaśniła, skąd jej pytanie.
Orianna
Ennis lekko parsknęła śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Naprawdę w to wierzysz? Twoje dziecko urodzi się z wrodzoną nietykalnością? Nic mu się nigdy nie stanie, nie będzie chorowało, nikt go nie skrzywdzi? Ha... Dobre sobie... Nad żywym będziesz płakać częściej niż nad martwym... - oznajmiła, zerkając na dziewczynę. Szybko jednak wróciła spojrzeniem do wody i sama usiadła tam gdzie stała. - Zawsze możesz komuś podrzucić, znam takiego jednego co to ma zakusy na niańczenie nie swoich bachorów - oznajmiła, opierając dłonie za plecami. Prychnęła pod nosem na kolejne słowa. - Ważna... Pfy... Rozglądałaś Ty się chociaż trochę po świecie? Myślisz, ze takiego wystarczy urodzić i już jesteś ważna? - zaśmiała się i pokręciła głową. - Mało tu niewdzięcznych purchląt? Ludzie sobie żyły wypruwają, na rzęsach stają by im było lepiej, a w większości gówno w zamian dostają. Darcie ryja i wieczne pretensje, bo ktoś je śmie pouczać i starać się by nie popełniali ich błędów - splunęła w bok. - W cholerę z bachorami... - wstała ze swojego miejsca i otrzepała tyłek. - Twoja sprawa, zrobisz po swojemu... - stwierdziła. - A teraz żegnam, pora się spakować... - dodała i ruszyła w stronę wyjścia z plaży.
Ennis
Ennis już średnio słuchała co też w tym temacie uważa Emma, ale wyłapała te dość istotne różnice między ich myśleniem. Nic więcej nie dodawała, a kiedy została przytrzymana przy ziemi i "osaczone" w ten specyficzny sposób, uniosła lekko brew w górę. Ciekawy ruch, gdyby leciała na Emmę to mógłby się jej nawet bardziej spodobać, ale nie leciała. Uśmiechnęła się pod nosem na całuska przy szyi, jednak na objęcie wyraźnie się spięła.
OdpowiedzUsuń- No tak tego zdecydowanie nie zrobisz - bąknęła przewracając oczyma i zmieniła ich pozycję, łapiąc Emmę za ręce i przewracając ją plecami na piasek. - Przytul mnie raz jeszcze to będziesz mokra w ten mało przyjemny sposób - uśmiechnęła się do niej zadziornie.
Ennis
Ennis spojrzała na nogi dziewczyny założone przez swoje biodra. No tak, uległość ją przecież nakręcała. Spojrzała po Emmie beznamiętnie, skrzyżowała z nią spojrzenie i uniosła jedną z brwi. Mała, pogubiona dziewczynka. Naprawdę myślała, że wystarczy nadać głosu zadziorności by ją rozkręcić? Cóż, najwyraźniej dobrze odgrywała swoją rolę. Teraz jednak miała inny cel i mokre plażowanie zdecydowanie nie było jego częścią.
OdpowiedzUsuń- No jaka bystra, normalnie mnie zaskakujesz - sarknęła i zaraz skrzywiła się wyraźnie. - Nie jestem Twoja - puściła jej ręce i wyprostowała sylwetkę od pasa w górę - ... a już na pewno nie kochana - dodała i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, patrząc po Emmie wyczekująco. - Coś jeszcze masz w zanadrzu czy czekasz aż wszystko zrobię za Ciebie? - zapytała z lekkim przekąsem w głosie.
Ennis
Ponownie uniosła brew, nie bardzo rozumiejąc co Emma ma na myśli. Zmrużyła oczy widząc szkiełko, szczególnie te jego dwojakie barwy. Błękit i czerwień? Doprawdy? Jeszcze ten kształt łzy. Ennis prychnęła rozbawiona, ale pozwoliła założyć sobie błyskotkę. Skrzywiła się, gdy już zawisła na jej szyi i złapała w palce by lepiej obejrzeć. Muśnięcia w ucho praktycznie nie zarejestrowała. Przymknęła oczy i pokręciła głową. Miała szczęście na tak pojebanych Argarczyków, czy może wszyscy tacy byli? Nie... Chyba po prostu przyciągała specyficzne jednostki... Prezent pożegnalny... też coś. Nie bardzo dała się zepchnąć, po prostu wstała przed Emmą i zerwała rzemyk z szyi, zaciskając na łzie palce.
OdpowiedzUsuń- Och... No tylko czekałam na to pozwolenie - odparła i wyminęła ją, ciskając rzemykiem gdzieś na bok, w piasek. Łzę co prawda zostawiła w dłoni, to w końcu szkiełko, mogło się przydać na zaś, w razie gdyby przeciwnik dał się wystarczająco blisko podejść. Bez słowa ruszyła w stronę domu Orianny i Satoru, nie miała już w krwi tej pierdolonej mikstury i nie da się przekonać, że dom był też jej. Niech się gonią... Czas stąd wybywać.
Ennis
— Nieczynne? — Ernest zapytał zdziwiony, po czym przeniósł drzwi, których klamkę dalej trzymał. Udał, że zastanawia się przez chwilę. — Ależ panienko, drzwi były otwarte, coś się stało? Pan Yensen miał nagłe wezwanie? A jutro od której? Ja się chciałem tylko zorientować w świadczonych usługach, panienka tak zaradnie pracuje, może mi doradzi czy mam tu czego jutro szukać? —- zasypał ją zaraz pytaniami. Pozwolił sobie od razu zamknąć drzwi i przejść w głąb pracowni, aby rozejrzeć się po pomieszczeniu. Nie miał zamiaru tak po prostu sobie pójść.
OdpowiedzUsuńErnest
— Oczywiście, ale gdybyś czegoś potrzebowała, pamiętaj, że zawsze chętnie pomogę — zapewniła ją, odwzajemniając jej uścisk. Martwiła się o Emmę, ale uznała, że lepiej będzie na nią specjalnie nie naciskać. Nie chciała, żeby rudowłosa całkowicie się przed nią zamknęła. Wolała poczekać aż sama się przed nią otworzy.
OdpowiedzUsuń— W takim razie jutro wpadnę z czymś do jedzenia i może jakąś herbatą? — zaproponowała, uśmiechając się do niej. Spojrzała zaraz na piecyk. Odkryła pokrywę z rondla i powąchała zapiekankę. Idealnie! Była gotowa. Zdjęła ją zaraz i zostawiła do przestygnięcia, w tym czasie wyjmując talerze. — Bardzo głodna? — zapytała, sięgając po nóż, aby odkroić jej odpowiedni kawałek.
Orianna
Orianna sama nie była przesadnie głodna, a raczej miała jeszcze ochotę na deser, który leżał schowany w spiżarce. Naprawdę uwielbiała słodycze i aż sie spodziewała się tego po sobie. Mimo wszystko nie miała sobie tego za złe, bardzo lubiła sobie folgować przy takich przyjemnościach.
OdpowiedzUsuń— Nigdy nie uczyłam się konkretnie gotować, to przypomina alchemie, odmierzanie odpowiednich składników, pilnowanie temperatur, zapachów, smaków, wydaje mi się, że jeśli ktoś potrafi sprawić, że trucizna smakuje jak wino nie ma problemu ze zmieszaniem czegoś co i tak jest przepyszne — uśmiechnęła się do Emmy ciepło. — Skąd ten pomysł, że masz dwie lewe ręce? A próbowałaś się uczyć? — zapytała.
Orianna
Mohe chwilę się zastanowił nad jej pytaniem.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że to dość naiwne wierzyć, że ktoś nas uwolni za nasze posłuszeństwo. Ty byś uwolniła psa, który świetnie wykonuje Twoje polecenia i ułatwia Ci życie? - zagadnął. Wiedział do czego pije, ale nie zamierzał udawać, że myśli inaczej. Uśmiechnął się do niej lekko, gdy sama zaproponowała co można powiedzieć o takiej osobie. - Myślę, że naiwna i zagubiona na pewno. Tylko wiesz, jest głupia naiwność, a jest naiwność napędzana nadzieją. Nie można ich stawiać obok siebie. Czasem po prostu naiwnie wierzymy, że to co robimy wyjdzie nam na dobre, a wtedy ciężko przypisać temu złe intencje - stwierdził, a słysząc o zwierzynie za jaką lubi się uganiać uniósł brwi lekko zaskoczony. Emma lubiła zaskakiwać takimi tekstami. Mohe uśmiechnął się odrobinę. - Masz przynajmniej całkiem dobre kryteria - odpowiedział. Przynajmniej nie była dziewuchą, która po prostu leciała na mięśnie. Mohe obserwował spokojnie Emme, gdy zaczęła mówić o Oriannie. Obserwował z uwagą to jak się zmienia jej mowa ciała, mimika. Lubił widzieć te wszystkie zmiany, nawet gdy sugerowały negatywne emocje. Milczał i nie przyspieszał kroku, kiedy tak ruszyła, trzymał się po prostu za jej plecami i czekał. Teraz nie widział jej buzi, nie widział jak bardzo jest źle, ale kiedy puściła się biegiem westchnął ciężko. Musiała przejść przez cholerne piekło. Ruszył jej tropem, ale nie spieszył się przesadnie. Kiedy ją dogonił, pokręcił tylko głową na jej ponowne przeprosiny. Nie czuł się źle potraktowany, nie potrzebował przeprosin. Pewnie nawet by to powiedział, ale Emma nie skończyła na przepraszaniu. Wyznanie go zaskoczyło, bardzo. Nawet tego nie ukrywał i automatycznie spojrzał na brzuch dziewczyny. Zaraz jednak wrócił do jej oczu spojrzeniem. Aktualnie miał ochotę rozpierdolić tego człowieka. Zacisnął pięści, ale skupił się ostatecznie na dalszych słowach dziewczyny, a potem podszedł do niej ostrożnie. - Chcesz się przytulić? - wolał zapytać. Jeżeli została w ten sposób potraktowana i właśnie mu się zwierzyła, to mogła nie chcieć dotyku.
Mohe
- Nie mówiłem, że jest mądra - stwierdził. - Nie znam osoby, której udałoby się przez swoje kilkunastoletnie życie, nie postąpić chociaż raz głupio - przyznał. - Nie masz tego rozdrabniać, po prostu zaakceptuj, że robiłaś i pewnie jeszcze nie raz zrobisz coś głupiego. Jak nie będziesz głupot powielać, to już będzie jakieś osiągnięcie - dodał, a kiedy się w niego wtuliła, objął ją ramionami i schował w nich, przytrzymując chwilę przy sobie.
OdpowiedzUsuń- Dużo zniosłaś Emmo, jesteś naprawdę silną kobietą - stwierdził, że warto było by poznała tu jego opinię. Odsunął się zaraz od niej i lekko szturchnął od dołu palcem jej brodę. - Wiem, pewnie uważasz inaczej, ale... - spojrzał po niej ze swoim przenikliwym uśmiechem. - Mało mnie to obchodzi, nawet nie próbuj, zostanę i tak przy swoim - ostrzegł ją.
Mohe
Kiwnął jej głową.
OdpowiedzUsuń- Nie ma sprawy - nie widział problemu w takim objęciu, wiedział, że coś takiego często pomagało. Wzruszył zaraz ramionami.
- Patrzysz na to z tej najbardziej krytycznej strony, a jedna sytuacja ma wiele stron. Myślisz, że czułabyś się lepiej, gdybyś urodziła to dziecko i żyła ze świadomością, że to jest w łapach takiego padalca? Bo ja myślę, że coś takiego równie mocno by Cię nurtowało, jak nie bardziej. Zrobiłaś to co uważałaś za słuszne - stwierdził. - Krystalicznie dobra na pewno nie jesteś, ale zła też nie. Jeden czyn nie określa nas na całe życie - stwierdził dość prosto. - Skoro tak uważasz - wzruszył ramionami, gdy wydała o sobie opinię. - Ja Cię mimo wszystko widzę nieco inaczej, no ale tak, Twoja opinia na Twój temat jest najważniejsza. Skoro nie pasuje Ci bycie wredną i głupią to coś z tym zrób, rób coś by taka nie być - uśmiechnął się do niej kącikiem ust.
Mohe
Mohe spojrzał po niej.
OdpowiedzUsuń- Dziwiłbym się, gdybyś się czymś takim chełpiła, a nie tym, że Ci z tym źle. Nic dziwnego, że się z tym źle czujesz. Może te wyrzuty sumienia nigdy nie znikną, ale skoro je masz to już samo w sobie dobrze o Tobie świadczy. Złe osoby nie czują żalu wobec wyrządzonej komuś krzywdy, Ty czujesz. Nie jest to nic złego, nie powinnaś się tego wstydzić - stwierdził i założył jej kosmyk włosów za ucho. Uśmiechnął się rozbawiony jej stwierdzeniem. - W takim razie staraj się nie robić głupot, ale Emma, staraj się, a nie zakładaj, że już nigdy więcej głupot nie popełnisz. Po prostu staraj się tego nie robić, ale daj sobie przestrzeń na ich popełnianie, błędów, głupot - wzruszył ramionami.
Mohe
Przytaknął jej głową.
OdpowiedzUsuń- Wiesz co lubił mówić nasz plemienny szaman? "Głupi nie wie, że jest głupi, bo jest głupi" - zacytował i puknął Emme w środek czoła, po czym puścił jej oko. - Nie możesz więc taka być, skoro zdajesz sobie z niej sprawę - dodał z uśmiechem. - Co Twoim zdaniem sprawia, że jesteś głupia? - zapytał zaciekawiony. Przytaknął na słowa o samym sobie i zaśmiał się zaraz szczerze. - No, skoro już ustaliliśmy, że lubisz być taka wredna, to może odnieś się konkretnie do tego z czym jestem głupi - odwzajemnił jej ten sam uśmiech.
Mohe
Słuchał o tych jej głupotach z neutralnym wyrazem twarzy, ale kiedy wspomniała o Klarze to trochę się zdziwił. To jako jedyne było personalnie określone.
OdpowiedzUsuń- A czemu właściwie chcesz się dogadać akurat z Klarą? - zapytał. Miał wrażenie, że obie te dziewczyny są z zupełnie innego świata. - Rozumiem, że Ty byś bez mrugnięcia okiem zgładziła osobę Twojego pokroju, tak? - dopytał. Uśmiechnął się pod nosem, gdy wytknęła mu głupotę. - A po co mam się dopominać o coś w zamian, skoro i tak już dostaję? Jak bym pertraktował z kimś innym to podał bym cenę, Ty mieszkasz obok i pomagasz sama z siebie w zwykłych codziennościach - stwierdził. - A skoro nie chcesz być wredna to nie namawiam, mówiłaś, że to lubisz, a ja też czasem lubię takie drobne uszczypliwości - uśmiechnął się do niej łobuzersko.
Mohe
Spojrzał po Emmie pytająco.
OdpowiedzUsuń- Nie rozumiem... Po co chciałaś być jak ona? - podrapał się po głowie. - Że w sensie Ty jesteś za mało kobieca? - dopytał, bo chyba mogło chodzić o coś takiego. Uśmiechnął się pod nosem, gdy przyznała, że ona by zgładziła. - Zapamiętam by w razie jakbym coś grubego odwalił, to by Ci lepiej nie mówić. Nie chciałbym zostać zgładzony - stwierdził, dalej z lekkim uśmiechem. - Co za kobieta, nie dość, że lubi coś robić, to mi jeszcze każe na to zasługiwać - pokręcił głową rozbawiony i objął Emme ramieniem, lekko do siebie przyciągając. - Bez obaw, czuję, że prędzej czy później czymś sobie zasłużę - szepnął jej nad uchem i puścił oko.
Mohe
Mohe zaśmiał się lekko i zaraz podrapał po tyle głowy, odrobinkę zakłopotany.
OdpowiedzUsuń- Ja tam ten komentarz dobrze wspominam - stwierdził ostatecznie. - Na pewno był jedyny z swoim rodzaju - uśmiechnął się pod nosem. - Hmm... No nie wiem, kobiety z mojego plemienia to wciągnęłyby Cię nosem, zarówno w temacie niewyparzonej gęby jak i zabijania. Nigdy nie miałem wrażenia, że z tego powodu są mniej kobiece - wzruszył ramionami. - Mi kobiety pokroju Klary wcale się nie podobają. Jest strasznie ugrzeczniona, mnie o wiele bardziej ekscytuje rumieniec dziewczyny, która wysoko nosi głowę i się ceni, niż rumieniec dziewczynki, która się chwilami boi własnego cienia - dodał co o tym myśli. - No, ale są różni mężczyźni, dla niektórych taka Klara może rzeczywiście być rozbrajająca - wzruszył ramionami. Uśmiechnął się szerzej na jej dźwięczny śmiech i w odruchu spiął mięśnie, gdy nadszedł cios, dzięki czemu aż tak bardzo go nie poczuł. - Czekaj cierpliwie - zaśmiał się i lekko od niej odsunął, szedł z nią teraz ramię w ramię.
Mohe
Mohe wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Pewnie jakąś część owszem, ale jak dla mnie to byłby jasny znak, że na takiego to po prostu szkoda zachodu - oznajmił prosto i zaraz lekko się uśmiechnął. - Myślę, że każdy taki jest - przyznał, bo rzeczywiście ciężko było spotkać dwa takie same "egzemplarze". - Ale dzięki - podziękował, bo mimo wszystko był to jakiś komplement. Rozbawiła go nawet ta reakcja na oburzenie, ale pozostawił to bez komentarza, zdecydowanie nie zamierzał jej stawiać przed nikim z Nhulu. Spacer minął im całkiem przyjemnie, po nim każde z nich udało się w swoją stronę.
***
Od dobrego tygodnia szykowanie się na wojnę szło w Argarze pełna parą. Grupa Azylowa była już w drugim etapie swojej podróży, tak przynajmniej mówiono, mieli dobre dziesięć dni drogi za sobą, a tutaj, tu na wyspie dni mijały bardzo szybko. Mohe pomagał w wielu sprawach, głównie tych gdzie potrzebowano siły lub po prostu zdobywania pożywienia. Jak nie polował to coś nosił i przekładał, jak nie nosił to rąbał drzewo, tak jak dzisiaj. Dziś miał swoją "służbę" przy pniakach szykowanych na zapas do rozpalania. Trzymanie toporka w rękach było u niego prawie jak wyssane z mlekiem matki, więc szło mu to dość sprawnie, chociaż nie zapominał o drobnym odpoczynku. Rąbał to drewno w swojej przepasce, bez spodni czy koszuli, miał jeszcze dwie partie do rozwalenia, a sześć już za sobą, więc pot wręcz po nim spływał. Jeszcze jedno uderzenie, drugie, a kiedy pieniek poszedł cały, to odłożył na chwilę siekierę, by kucnąć przy wiadrze z wodą i trochę się w nim przemyć. Wszyscy pracowali tu jak mrówki, każdy miał swoje zajęcie, całkiem miły dla oka widok. Chłopak usiadł na jednym z pniaków i przeczesał palcami włosy. Musiał chwilę odpocząć, bo dość mocno się dziś namachał.
Mohe
Mohe na widok Emmy uśmiechnął się delikatnie, przetarł czoło ręką i przyjął od niej lemoniadę.
OdpowiedzUsuń- Dzięki - od razu wziął solidnego łyka i zaraz pokazał jej partię przygotowanego drewna. - To już można zabierać, ale potrzebuję jeszcze z godzinę by dorąbać do pełnego zamówienia. Wyszły jakieś akcje na morzu i musiałem przerwać by przygotować deski do uszczelnienia - wyjaśnił i wziął kolejnego łyka. - Co to za spore zamówienie? - skoro już przyszła, a on miał chwilę na oddech to nie widział problemu by zagadać.
Mohe
Emma spojrzała na partię przygotowanego drewna i pokiwała lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Przyjadę tu z taczką i je zabiorę - zdecydowała, bo mimo wszystko nie chciała aż tak się nadwyrężać. Sama upiła łyk lemoniady i wzruszyła ramionami. - Podobno robię dobre strzały - przyznała. - I wieść się rozniosła, więc sporo łuczników przychodzi z prośbą o zapas - uśmiechnęła się delikatnie. - Może też potrzebujesz? - zaproponowała. - Zrobię dla ciebie parę - spojrzała na swoje nogi i odetchnęła głęboko, zastanawiając się jak mu powiedzieć to wszystko. Jak zakomunikować, kiedy rozmowa nie szła w tym kierunku. Ostatecznie uznała, że jeśli po prostu nie wypali to nic z tego nie będzie, a tak chociaż zobaczy jego zszokowaną minę i będzie wiedziała na czym stoi. Pomasowała sobie skronie i spojrzała mu prosto w oczy.
- Jestem... przy nadziei - wypaliła.
Emma
Mohe kiwnął głową na wieść o taczce i uśmiechnął się do niej lekko.
OdpowiedzUsuń- W razie co pomogę z ładowaniem - zapewnił i zaraz wysłuchał słów o strzałach. Spojrzał po Emmie z aprobatą w oczach. - No proszę, to świetnie - pochwalił dziewczynę i odwzajemnił uśmiech by zaraz jej przytaknąć głową. - Bardzo chętnie je wypróbuje, tylko może nie szalej od razu z ilością, najpierw wolałbym je rzeczywiście sprawdzić - zaznaczył z uśmiechem, po czym wyzerował swoją lemoniadę i wstał ze swojego pieńka, akurat jak naszło ją na wyznanie. Zmarszczył czoło delikatnie i zastygł w swojej pozycji, na prawie już wyprostowanych nogach. - Ee... - spojrzał na brzuch dziewczyny, a później skrzyżował z nią spojrzenie. Nie sądził, że będzie kimś kto dowie się o owocu jej szalonych, chwilowych miłości, tym bardziej nie spodziewał się tego usłyszeć teraz. - To... Gratuluje? - nie bardzo wiedział co powinien w takiej chwili powiedzieć. Podrapał się po tyle głowy. - Nie wiedziałem, że planujesz założenie rodziny... - chrząknął, czując jakąś taką specyficzną zazdrość... "i że sypiasz z jakimiś typami" cisnęło się na usta, ale już dobie darował.
Mohe
Kiwnął jej głową, trzy strzały brzmiały dobrze.
OdpowiedzUsuńOdwrócił wzrok od Emmy, gdy zasłoniła swój brzuch, zacisnął lekko zęby i ruszył w stronę toporka by go dobyć. Jakoś nie specjalnie miał ochotę słuchać "co dalej", ale najwyraźniej dziewczyna zamierzała mu więcej powiedzieć.
- Widzę, że tu to taki standard, nikt nic nie planuje... - bąknął pod nosem i przypierdzielił w kolejny kawałek drewna. Zamierza urodzić... Świetnie, no raczej, że zamierza skoro mu o czymś takim mówi. Zmarszczył czoło słysząc kolejne słowa. - Mi? - patrzył po niej nie rozumiejąc, jednak zaraz znowu spojrzał na brzuch, a toporek, który trzymał w dłoni spadł ciężko na ziemię. - Czekaj... To... - zrobił ze dwa kroki w jej stronę. - To moje dziecko? - zapytał z wyraźnym przejęciem na twarzy. Skakał wzrokiem po jej buzi, z wyczekującym spojrzeniem.
Mohe
Policzek może i był zasłużony, ale wyraz twarzy Mohe po nim uległ drastycznej zmianie. Uraczył Emme bardzo nieprzyjemnym spojrzeniem.
OdpowiedzUsuń- Wyobraź sobie, że Twojego życia seksualnego nie śledzę! - warknął w jej stronę. - No wybacz, że przywykłem do kobiet, które zaznaczają w trakcie seksu, że lepiej bym im się nie spuszczał do środka! - dodał równie nieprzyjemnie i odwrócił się od niej, by przywalić gołą pięścią w pobliskie drzewo. Kurwa mać, no jasne, jego wina! Kolejna jebana Iska mu się trafiła! Przywalił w to drzewo jeszcze dwa razy, a potem wziął głębszy wdech i oparł o pień czoło. Zamknął na chwilę oczy. Dziecko? Teraz?! To był chyba najgorszy możliwy moment...
- Dlaczego nie zabrałaś się do Azylu? - uchylił powieki i syknął to pytanie w jej stronę.
Mohe
Nie odpowiadał na te jej durne stwierdzenia, aktualnie miał wrażenie, że mocniej się w nim gotowało niż w niej samej, mimo, że miała te swoje pieprzone zdolności. Kiedy mówiła o Azylu przymknął na nowo oczy. Standard... Zacisnął zęby mocno. Ona się nie widzi, nic by nie zmieniło. Brakowało jedynie "to moje ciało i będę z nim robiła co chcę". Słysząc o tym, jak to nie jest jego problem i że ona nic nie oczekuje zaśmiał się krótko, kpiąco pod nosem. Odsunął się od drzewa.
OdpowiedzUsuń- Masz tupet, naprawdę - spojrzał po niej i odsunął się, by zaraz wrócić do swojego toporka i ułożyć sobie drewno do porąbania. - Na co więc jeszcze czekasz? - zapytał nawet na nią nie patrząc. - Już wiem, możesz wypierdalać - oznajmił nieprzyjemnie i przywalił z impetem w kawałek drewna. Nic nie oczekuje, ale powiem o ciąży, strzelę w mordę i będę obwiniać. Że też akurat wpadka mu się trafiła z Głośnoryją... W aktualnym momencie i po przebiegu tej rozmowy wolałby na jej miejscu każdą inną poznaną dziewczynę. Skupił się na rąbaniu drewna, miał wrażenie, że jednak naszły go nowe siły do działania. Najchętniej to by teraz kogoś tym toporkiem rozpierdolił.
Mohe
Mohe nic jej nie odpowiedział, właściwie to nie specjalnie zwracał już na nią uwagę. Zajął się po prostu swoją robotą i własnymi przemyśleniami, które kłębiły się aktualnie w głowie. Gdy kończył z kłodą, donosił drewna na kupkę dla Emmy i zaraz brał się dalej za rąbanie.
OdpowiedzUsuńMohe
W przypływie złości Mohe porąbał więcej drzewa niż planował, ale kiedy Emma się do niego zbliżyła przerwał i czując zmęczenie, po prostu rzucił toporek na bok. Na dziś już starczyło.
OdpowiedzUsuń- A jakie to ma znaczenie? - obejrzał się na nią. - Ty przecież już wszystko sobie obmyśliłaś. Nic ode mnie nie chcesz, nie oczekujesz, moje zdanie nie ma tu znaczenia. Twoje ciało, Ty będziesz rodzić, przyszłaś tu i postawiłaś mnie przed faktem dokonanym. Ja przecież dałem tylko plemnik, nic istotnego, prawda? - pokręcił głową. Jak go wkurwiały takie baby. Złapał kawałek materiału, który miał przy sobie i przetarł nim czoło. - Nic nie chcesz, więc nic nie dostaniesz - oznajmił. - Ale Ty, nie dziecko. Dziecka nie zostawię - dodał ponuro i sięgnął po toporek, po czym zaczął się powoli oddalać w stronę swojego obozu. - Zapewniam, że nie będę nic udawać - spojrzał po niej chłodno na odchodne. Aktualnie nie czuł na jej widok nic przyjemnego. Miał wrażenie, że głowa nie przestaje pulsować. Zdecydowanie musiał się wykąpać i położyć. Musiał przetrawić tą... niesamowitą nowinę.
Mohe
Mężczyzna zdążył już rozejrzeć się mniej więcej po pracowni. Nie była to jego dawna pracownia w Norach ani też nic co przypominałoby zasoby jakie miał u Peruna, ale mimo wszystko wyglądało to porządnie, a w Marchwiach jeszcze nikt mu nie ufał. Pochodził jeszcze chwilę po pomieszczeniu, zakładając ręce za plecy, zerkając co jakiś czas na Emmę.
OdpowiedzUsuń— Ernest, Panienko — zwrócił się w końcu, pozwalając sobie podejść do niej od tyłu. Zaraz jednak stanął twarzą w twarz z dziewczyną i skłonił się lekko, posyłając jej delikatny, szarmancki uśmiech.
— W zasadzie nie meble, chciałbym zamówić odlewy do kilku projektów, a może i zaproponować swoje usługi, Panienka widzi, jest wojna, a w Argarze podobno brakuje zbrojmistrza. Mogę pomóc, słyszałem, że mistrz Yensen tworzy cuda, ale z bronią ciężko, a czymś bronić się warto, prawda? — zaczął swoją kampanię, aby przekonać ją do poparcia u tego całego rzemieślnika.
Ernest
— Nie wszystko musi Cię pociągać — przyznała Emmie rację, samej jedząc swoją porcję obiadu i popijając powoli herbatą. — Zawsze chętnie sama Ci coś przygotuje. I tak obiecałam wpaść z przekąskami, jak masz specjalne życzenia, chętnie przyjmę — dodała jeszcze, uśmiechając się szerzej do Emmy. Zastanowiła się, kiedy Emma zapytała o truciznę. Ostatecznie uznała, że jej może wyznać ten sekret.
OdpowiedzUsuń— Tylko nie mów innym domownikom, strach czasami pomyśleć co im do głowy przychodzi — poprosiła ją. — Taką truciznę robi się jak najzwyklejsze wino, ma wtedy smak taki jaki sobie wymarzysz oczywiście, ale żeby zabiło należy dodać w trakcie fermentowania suszonych owoców lodowych jagód. Lodowe jagody rosną w bardzo specyficznych warunkach, potrzeba martwego ciała fjelodczyka jako nawóz, śniegu, nasion i zimnej, wilgotnej jaskini, w której światło daje jedynie grzyb głębinowy. Sucha jagoda nie ma smaku, ale jest bardzo trująca. Największy, najsilniejszy smok czy ork umrze po najwyżej kilkunastu minutach, a sama trucizna ujawnia się dopiero po kilku dniach, mam nawet teorię, że to dlatego, że coś zaczyna rosnąć od środka, ale nigdy nikt tego nie zapisał, a mi nie dano tego zbadać. Jestem ciekawa co by to było, jeśli to prawda. Ale widziałam kiedyś kątem oka takie ciało, było niebieskie z plamami i naroślami — wyjaśniła.
Orianna
— Zapolować? Mamy kogoś zabić po prostu, żeby wyhodować roślinę? — dopytała, bo nie była pewna czy dobrze słyszy to co właśnie Emma mówiła. To była naprawdę nietypowa prośba i nie wiedziała jak się z nią czuć. Czy to nie było zbyt okrutne? I czemu uśmiechała się tak przy tej prośbie? Przecież chodziło o odebranie komuś życia! — Nie uważasz, że to jest mało… moralne? — dopytała jeszcze przyjaciółki dla pewności. Sama dokonałaby kilku badań… ale nie. Nie mogła sobie na to pozwolić. To było po prostu złe! Wzięła wdech.
OdpowiedzUsuń— Mogę Cię pouczyć alchemii, jeśli chcesz, ale może zaczniemy od czegoś co do produkcji nie wymaga morderstwa? W zwykłym ogródku można znaleźć śmiertelne składniki — zaproponowała.
Orianna
Mężczyzna przyglądał się młodej kobiecie. Wydawała się całkiem niepewna swego. Nowa uczennica? Ciekawe w takim razie ile jej słowo byłoby warte u pierwotnego właściciela. Niemniej nie miał zamiaru teraz rezygnować. Każdy kontakt był mimo wszystko ważny.
OdpowiedzUsuń— Piękne imię — odparł, pozwalając sobie na tanie pochlebstwa. Czasami działały, a rzadziej szkodziły, poza tym, naprawdę było ładne. Pasowało jej do tej uroczej, niewinnej buźki.
— Potrafię zrobić wszystko z odpowiednimi materiałami i pracownią, od broni białej przez palną po najróżniejsze środki dywersyjne oraz prewencyjne. Mam osobiste zatargi z Polszańskimi i Fjelodzkimi wojskami, Panienka widzi. A wojownik ze mnie żaden, więc próbuję narobić im kłopotu na swój własny sposób — wyjaśnił, uśmiechając się szerzej. Zastanowił się, gdy zapytała o odlewy.
— W pierwszej kolejności proponuję nowy projekt strzał i bełtów, widziałem sporo osób z łukami w Argarze, potrafię stworzyć groty, które pękają po wbiciu się w mięso, o wiele więcej śmiertelnych ran, a co za tym idzie - łatwiejsza wygrana. Dodatkowo myślę, że komuś kto tak pięknie włada magią przydadzą się odpowiednie trebusze, co by zaskoczyć wroga przy ewentualnym oblężeniu. Nie uważasz?
Ernest
Mohe parsknął nieprzyjemnym śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Ach, teraz nagle się liczy? Jeszcze przed chwilą wszystko było już postanowione... - zauważył. Słysząc o tym czego nie chciała słyszeć zamknął na chwilę oczy i zaraz spojrzał po Emmie z wyraźnym zawodem w oczach.
- Fajne musisz mieć o mnie zdanie, skoro brałaś pod uwagę, że wiedząc przez co przeszłaś oczekiwałbym od Ciebie czegoś takiego. Dzięki Emma, dużo mi dziś dałaś do myślenia - popukał się po skroni. Nie odpowiadał już na nic więcej, po prostu zniknął jej z oczu. Postanowił również przenieść swój obóz, co by z dziewczyną nie sąsiadować. Aktualnie oglądanie jej było po prostu mało przyjemne.
Mohe
— To są dwie różne rzeczy — Orianna zauważyła rumieniąc się lekko. Zaczęła bawić się palcami, myśląc nad czym czy faktycznie była to jakaś spora moralna różnica, tak aby mogła to jasno zaznaczyć Emmie. — Jest różnica między odebraniem życia komuś kto już jest świadomy i czuje, a istotą, która nie jest jeszcze świadoma egzystencji i ma przyjść niechciane na ten świat czy tylko do wykorzystania. W takich sytuacjach to osoba nosząca ciąże decyduje, ale ciężko mówić o podejmowaniu decyzji, gdy chcemy za kogoś myślącego ją podjąć, prawda? — teraz już sama nie była taka pewna co ma o tym wszystkim myśleć. Wzięła głęboki wdech.
OdpowiedzUsuń— Dla Ciebie nie jest, ja bym chciała starać się zachowywać moralnie, mimo kuszących zapędów — powiedziała, zasłaniając buzię ze wstydu na tę sytuację. Naprawdę była zażenowana tym jak okrutna powinna być. Propozycja była mimo wszystko bardzo kusząca. Pokręciła głową.
— Uważasz, że zabijanie to frajda? — zapytała, dalej zasłaniając własne zawstydzenie.
Orianna
Nie spodziewał się, że nagle pokaże upartość. Mógłby przysiąc, że jeszcze przed chwilą zachowywała się jak przestraszona i głupio ufna dziewczynka. Dalej utrzymywał swój uśmiech. Zabrał dłoń Emmy ze swojej piersi. Wolał ograniczać kontakt fizyczny do niezbędnego minimum. Sięgnął do swojego plecaka i wyciągnął lekką kuszę. Pokazał jej broń oraz bełty, które już teraz miały poprzycinane groty.
OdpowiedzUsuń— Bez odlewu grot nigdy nie będzie idealny przy aktualnej technologii — wyjaśnił, otwierając mechanizm, do którego włożył bełty. Poszukał wzrokiem czegoś w co mógłby strzelić, aż w końcu znalazł podniszczony, zapleśniały mebel, który pewnie i tak byłby do wywalenia. Strzelił raz, a po chwili kolejny bez przeładowywania.
— Zapewniam, że ten chłopaczek potrafi znacznie więcej z odpowiednimi narzędziami — odparł, znowu blokując kuszę. Zaczepił ją sobie o pas i podszedł do spruchniałej deski. Pokazał Emmie jak wygląda strzała po przejściu przez materiał, a potem ją wyszarpał, sprawiając, że belt nieznacznie się rozszerzył, bardziej rozrywając deskę. — Oryginalnie grot powinien się bardziej rozszerzyć i wyrzucić trzy odłamki, które dalej ranią. Po czymś takim potrzeba cudotwórcy, żeby przeżyć, nawet jak ktoś nie celuje w witalne punkty. Niestety na większą prezentację nie mogę sobie pozwolić, w czasie wojny jeden, biedny rzemieślnik nie może położyć rąk na wartościowych składnikach — wyjaśnił, sięgając do kieszeni. Wyjął z niej sztuczny diament, który zrobił w trakcie podróży z Ennis, a którego nie udało mu się jeszcze sprzedać. — Ale mogę też zrobić ładne, tanie ozdoby do mebli dla uboższych klientów, którzy chcieliby się poczuć bardziej luksusowo. Słyszałem, że Argarczycy przeżyli szok kulturowy ze standardem życia — dodał jeszcze. Skoro chciała reklamy - proszę bardzo. Więcej jej pokazywać nie będzie, a już na pewno nie pokaże jak samemu zrobić takie rzeczy. Głupi nie był.
Ernest
Ernest dalej się uśmiechał, chociaż zawiódł się trochę na dziewczynie. Mówiła tak jakby to niechlujstwo było wadą, a przecież o to dokładnie chodziło w tej sztuczce. Rozszarpanych tkanek, żył czy narządów nie dało się dobrze zreperować bez pomocy potężnej magii, której najczęściej nie było. O ile kojarzył mało lodowych wiedźm bawiło się w uzdrawianie, a nawet jeśli, to żadna nie marnowała na nią bezcennych kryształów, które mogłyby odbudować rozszarpane na kilka stron płuca.
OdpowiedzUsuń— No cóż, najwidoczniej pomyliłem klientelę, Pani — odparł spokojnie, chowając swoją kuszę. Diament też zaraz schował do kieszeni. Przesunął wzrokiem po Emmie łagodnie. Wzrysuszył delikatnie ramionami.
— Nie więcej niż to co sami opowiedzieli mi życzliwy mieszkańcy podczas pobytu w tutejszej gospodzie. Pewien miły Sven mówił, że bardzo brakuje mu czegoś zwanego prysznicem, do szybkiej kąpieli na stojąco, czy nie śmierdzącego wychodka w środku domu… kanalizacji, czy ładnych mebli, które można kupić… jak to mówił… w 5 minut — wyjaśnił. — Z kolei inna dama, o ile dobrze pamiętam Talia żaliła się, że biżuteria tutaj jest zbyt droga, że u was kosztowała niewiele a wyglądała zjawiskowo jak prawdziwa, a nie rzemyki z muszelkami — wyjaśnił. Najwidoczniej zaczynała podejrzewać go o szpiegowanie.
Ernest
Mohe, po wiadomości jaką uraczyła go Emma sporą część czasu spędzał poza Argarem. Skupił się na łowach i zdobywaniu pożywienia. Zapotrzebowanie na czas wojny było dość duże, a on... Cóż miał przynajmniej okazję by co nieco swoje złości powyżywać na okolicznych drzewach, a nie innych. O ile sam fakt wizji bycia ojcem aż tak nie rozkładał go na łopatki to forma w jakiej informacja została mu przekazana już tak. Po Emmie czegoś takiego po prostu się nie spodziewał, a zawód znosił dość... agresywnie.
OdpowiedzUsuńKilka pierwszych dni było najgorszych. Kostki przy dłoniach mocno miał poobijane, nie spał też za wiele, więc jego oczy nosiły znamiona niewyspania. Trochę lepiej było w dniach następnych, sen chętniej do niego przychodził, ale złość nadal ulewał na korze niewinnych drzew. Do rąbania i szykowania drewna w okolicach miejsca pracy Emmy wrócił dopiero po dziewięciu dniach od ich ostatniego spotkania. Wcześniej się tu nie pokazywał. Ogólnie mało bywał wtedy w Argarze. Pech chciał, że tego dnia prawie wszystkie roboty zostały już na kilka dni wcześniej rozdzielone. Wpadło jednak nowe zlecenie, zlecenie u samej Emmy. Dziewczyna miała przygotować jakieś konkretne zamówienie, duże zamówienie. Trzeba było przyszykować materiał i wyszlifować deski. Roboty na dobre trzy dni do przodu, jak nie więcej. Dziewczynie była do tego potrzebna pomoc i to on został do tej pomocy wyznaczony. Podprowadzony do niej założył ręce na torsie i przesunął po jej posturze ciała wzrokiem.
- To co konkretniej mamy do zrobienia? - zapytał neutralnym tonem.
Mohe
Słysząc o wielkiej procy, katapulcie lekko zmarszczył czoło. Kojarzył dość dobrze obie te nazwy, ale ciężko było mu wyobrazić sobie coś takiego w dużym rozmiarze. Na cięcie, szlifowanie i składanie kiwnął głową, to było dość jasne. Kiedy się zbliżyła przystanął za jej ramieniem co by lepiej zobaczyć rysunek. Ten w danej chwili zdawał się zbawienny aby w pełni zrozumieć projekt. Taksował szkic wzrokiem w milczeniu, zaraz jednak wyciągnął rękę w stronę papirusu i pokazał główny element.
OdpowiedzUsuń- Czym to będzie ładowane? Katapulta, proca... Zwykle pociskami są kamienie. Tu będą potrzebne... wielkie... - zauważył. Czyżby mu umknęło, że gdzieś składają wielkie głazy? - Ta konstrukcja to utrzyma? - wolał dopytać. Na obliczeniach się nie znał, więc chciał wiedzieć czy ktokolwiek wziął coś takiego jak waga pocisku pod uwagę.
Mohe
Nie miał pojęcia czy faktycznie robią broń - miał jedynie swoje podejrzenia. Skoro był to jedyny zakład rzemieślniczy w Argarze to jednak coś wspólnego mieć musieli. A jeśli nie - tym bardziej przyda im się pomoc fachowca. No ale skoro nie chcieli z tego skorzystać, to dlaczego miałby się ich prosić? Ich strata, on swój cel prędzej czy później osiągnie. Ot, kolejna przeszkoda na drodze.
OdpowiedzUsuń— Dziękuję za informację, Panienko, jeśli mistrz Yensen będzie zainteresowany, liczę, że uda nam się nawiązać cieplejsze stosunki — uśmiechnął się do niej lekko, kłaniając się przy tym delikatnie. Przytaknął jej głową na wyjaśnienia o tym, że nie każdemu tego brakuje. Pewnie nie, ale czemu nie zarobić na innych, zwłaszcza jak byli tacy wylewni.
— Najwyraźniej, ale jako człowiek biznesu staram się korzystać z okazji tam gdzie kiełkuje — odparł kompletnie szczerze. Okazja zawsze oznaczała dobry pieniądz. Zastanowił się chwilę nad jej propozycją.
— Dziękuję za zaproszenie, postaram się skorzystać — odpowiedział na ten moment. Nie był jeszcze pewny czy przyjdzie, chociaż raczej to zrobi. Darmowe porządne jedzenie… ciężko było nie skorzystać. Musiał się zacząć dobrze odżywiać, jeśli chciał odzyskać formę.
Ernest
Ernest resztę dnia spędził na poznawaniu nowych zakamarków Argaru. Wszędzie dało się znaleźć coś ciekawego, a jego sakiewka zdążyła się już wcześniej trochę jednak napełnić. Obejrzał kilka interesujących miejsc, w których mógł zająć się własną pracą za odpowiednią opłatą. Nie potrzebował wiele, szybko się uwijał, więc kilka dni w wynajętym domu z dużym piecem zdecydowanie mu wystarczy, żeby stworzyć własne zabawki, czy zaplanować dalsze kroki. Chociaż nie ukrywał - ze sprzętem Yensena poszłoby zdecydowanie szybciej. Trudno. Nie pierwszy raz musiał grać nieprzychylną talią. I tak miał zamiar wygrać swoje własne rozdanie, osiągnąć ambicje, które się w nim tliły.
OdpowiedzUsuńGdy zaczęła się zmierzchać pozwolił sobie na małe odświeżenie, założenie czystych ubrań. Zamknął wszystko przed Ennis oraz jej przyjacielem na zamek, którego nie dało się złamać wytrychem, nie dopóki nie miało się sześciu kompletów przekręcanych idealnie w odstępie trzech tyknięć zegara. To było pierwsze co dzisiaj zrobił, jutro zajmie się prawdziwą robotą. Teraz wędrował na ucztę. Namiot nie znajdował się daleko od jego upragnionej pracowni. Spojrzał na nią jeszcze raz, wzruszając ramionami. Zawędrował do Emmy, po czym znowu uśmiechnął się przyjaźnie.
— Pięknie pachnie, Emmo — skomentował, oglądając jak kończy przygotowania. Usiadł obok niej, przenosząc wzrok na zwierzynę. — Niesamowity okaz. Twoja robota? — zagaił ją od razu.
Ernest
Mohe spojrzał na jej płomień i zaraz zmarszczył lekko czoło. Podpalanie kamieni? Dla niego brzmiało to dość irracjonalnie, chociaż Emma pewnie była w stanie rozgrzać nawet skały. Chłopak podrapał się po głowie na kolejne informacje.
OdpowiedzUsuń- Macie głazoroba, macie typów od powietrza... Jeden może tworzyć pociski, drugi nimi ciskać... a jednak tworzycie konstrukcję... - zauważył. - Chodzi o ilość? Za mało istot z takimi mocami? - zainteresował się. Z obliczeniami nie dyskutował, skoro robił to ktoś, kto się zna to po prostu kiwnął głową. To samo zrobił gdy wyjaśniła sprawę prototypu. O ile dobrze rozumiał to coś co wykorzystuje się do próbnych manewrów. Wzruszył ramionami, gdy stwierdziła, że pracy będzie dużo. - Przynajmniej ręce czymś zajęte, pracy się nie boję - stwierdził bez ogódek i zaraz spojrzał po niej wyraźnie zniesmaczony. - Rzucaj więcej takich tekstów to szybko zacznę mieć dość - oznajmił po czym ruszył po prostu w stronę drewna, które dane im było przygotować.
Mohe
Mohe kiwnął głową na znak, że rozumie. Czyli jednak chodziło o małą ilość ludzi zdolnych do takich manewrów. Zaśmiał się na jej słowa o dziecku.
OdpowiedzUsuń- Bo dystansuję się od laski, która stwierdziła, że będę od niej oczekiwał by zabiła nasze dziecko? No rzeczywiście... dziecinne w cholerę. Twoje zachowanie natomiast jest nienaganne rzecz jasna - rzucił sarkastycznie i machnął na nią ręką. Ruszył po prostu do wskazanych desek, złapał kilka sztuk i ruszył jeszcze do rysunku, by popatrzeć po nim uważniej aby wiedzieć jak dokładnie je obrabiać.
Mohe
- Skoro dla Ciebie bardziej dorosłe byłoby wyżywanie swoich złości na innych, niż dystans, to szczerze Ci współczuję rozumowania. Każdy sobie radzi po swojemu i nie Ty tu jesteś od oceniania czyjejkolwiek skali dorosłości, więc zamknij mordę i się zajmij robotą - spojrzał po niej ostro. - Przyznajesz? Zabawne, ciekawe gdzie. W którym momencie sama z siebie przyszłaś i powiedziałaś, że zjebałaś swoim zachowaniem? - pokręcił głową. - Gdzie to Twoje przyznanie? Nie zaprzeczanie to według Ciebie przyznanie? Błagam Emma... Nie rób z siebie śmieszniejszej niż jesteś... - zabrał deski w swoje miejsce robocze i zaczął nad nimi pracować.
OdpowiedzUsuńMohe
Kiedy wspomniała o zamknięciu mordy, to po prostu skupił się na robocie. Olał te jej wszystkie krzyki i robił swoje. Zaczął nanosić odpowiedniej długości kreski i kształty swoim nożykiem, a potem docinał wszystko tak jak powinien, nic jej nie odpowiadając i w sumie to wpuszczając słowa jednym uchem, a drugim wypuszczając. Ostatnie czego tu teraz chciał to eskalacji własnej złości. Nikt go jeszcze nie widział w tym swoim najgorszym stanie i wolał by właśnie tak zostało.
OdpowiedzUsuńMohe
Mohe również robił swoje, a praca tego typu pomagała mu się uspokoić. Gotowe deski niósł odnieść w konkretne miejsce, podobnie jak Emma. W końcu jednak doszło do sytuacji, gdy swoje deski odnieśli w praktycznie identycznym momencie i o ile Emma odwróciła się by wrócić na swoje stanowisko, o tyle Mohe złapał ją za nadgarstek i pociągnął, by obrócić w swoją stronę. Nie jakoś bardzo gwałtownie, ale delikatnie też to nie było.
OdpowiedzUsuń- To zabolało, jasne?! - warknął na nią z początku, ale zaraz zacisnął usta, zerknął w bok i po chwili znowu spojrzał na nią. - Po tym ile mogłaś mi już powiedzieć, po tym ile swoich dobrych cech Ci pokazałem, po tym jak wsparłem w trudnej chwili... Ty po prostu sobie przyszłaś i stwierdziłaś, że jesteś w ciąży, i że moja opinia nie ma znaczenia, bo i tak dziecko urodzisz - patrzył jej w oczy. - I przestań pieprzyć, wersję zmieniłaś dopiero po tym jak Cię zjebałem. Na samym początku przylazłaś i postawiłaś mnie przed faktem dokonanym, a potem jeszcze dodałaś, że ja... kurwa mać JA... miałbym oczekiwać od Ciebie pozbycia się ciąży... - puścił jej nadgarstek i cofnął się o krok. - Przeprosiłaś, owszem, ale nie z własnej inicjatywy, gdybym Cię nie zjebał, to byś tego nie zrobiła. Przyszłaś oznajmić, że zrobisz po swojemu i nic więcej. Gówno mnie obchodzi co było dalej. Już samym tym zachowaniem pokazałaś bardzo wiele... Pokazałaś, że jesteś typem dziewczyny, który chcę unikać - oznajmił. - Początkowe intencje miałaś bardzo chujowe, a teraz jeszcze masz czelność rzucać jakieś żałosne hasła o zachowywaniu się jak dziecko. Sama tam wspomniałaś, nic ode mnie nie chcesz, więc tak jak powiedziałem, nic nie dostaniesz. Tego właśnie chciałaś, więc sobie teraz nie rość praw do pretensji - dodał.
Mohe
Obserwował Emmę. Zdawała się całkiem ciekawym przypadkiem. Praktycznie jak każda osoba, odkąd Ennis zaszła mu drogę. Wcześniej była wręcz wrogo nastawiona, pozbawiona jakiegokolwiek zaufania względem jego osoby, a teraz aż promieniała na jego widok. Podejrzane. Nie ufał takim ludziom. Mimo wszystko usiadł na ziemi, tuż obok dziewczyny. Spojrzał na pieczone mięso, słuchając co ma też do powiedzenia na temat tegoż żabodzika.
OdpowiedzUsuń— No cóż, nie widziałem go przed oprawieniem, ale skoro ufasz łowcom to dobrze, dobry dostawca to ważna persona — przyznał, uśmiechając się do niej. — Ale zapach z pewnością zachęca — dodał jeszcze, chwaląc ją. Naprawdę nie mógł jej zrozumieć. To jak się teraz zachowywała. Ależ to było smutno urocze. Zastanowił się chwilę.
— Szukałem dla siebie miejsca i zajęcia, aż znalazłem, mały domek, ale ujdzie na moje skromne potrzeby — opowiedział w końcu, pomijając istotne szczegóły.
Ernest
— Niekoniecznie, ale gdzieś spać muszę, a wychodzi taniej niż gospoda w ujęciu kosztów na miesiąc — wyjaśnił, utrzymując przyjazną mimikę. — Czasy są niebezpieczne i chcę pomóc przygotować się do wojny i co nieco zarobić po gorzkim rozwodzie z moją narzeczoną, która nie mogła wyjść z zachwytu za niektórymi monarchami — opowiedział historię, smutniejąc na twarzy delikatnie. — W Polszy byłem kowalem, ale nie mogłem tam wytrzymać, to nie było dobre miejsce dla kogoś ze slumsów, liczę na lepsze życie, ale gdzie wyląduje na stałe? Nie mam jeszcze pojęcia — dodał zaraz. — A Ty? Jesteś rodowitą Argarką? Masz zamiar tu zostać?
OdpowiedzUsuńErnest
Zacisnął zęby kiedy mówiła, obserwował ją ale emocje dalej buzowały. Spojrzał w bok, gdy wspomniała o zrzucaniu ciężaru z barków.
OdpowiedzUsuń- No to żeś zrzuciła... Dając do zrozumienia, że masz mnie za gnoja, który umoczy, a gdy wyjdzie ciąża to prawdopodobnie będzie oczekiwał jej usunięcia... Naprawdę? Po tym co mi powiedziałaś o Perunie? Po tym co musiałaś zrobić poprzednim razem...? Jak w ogóle mogło Ci wpaść do głowy, że po tym co przeszłaś, po tym do czego mi się przyznałaś... - cofnął się od niej jeszcze na dwa kroki, prychnął pod nosem i obrócił się do dziewczyny bokiem. - Musisz mieć mnie za niezłe ścierwo, skoro brałaś pod uwagę taką możliwość - to było najgorsze w tym wszystkim, przynajmniej dla niego. Słuchał dalej tego co miała do powiedzenia. Pokręcił głową i spojrzał na chwilę w ziemię. - A mnie zabiło... - odparł i obejrzał się na nią. Wzruszył ramionami. - Mnie już zabiło... - przyznał. - Zabiło moje zdanie o Tobie i o naszej relacji... - obrócił się przodem do niej. - Nie znasz mojej przeszłości, ale to Cię nie usprawiedliwia... od dawna nosze żałobę po Salali, moja mała siostra została brutalnie zabrana z tego świata. Jej śmierć zmieniła całe moje życie, a Ty przychodzisz do mnie i butnie rzucasz swoje - wytknął jej. - Aktualnie mam głęboko w dupie to jak oceniasz moje zachowanie. Chciałaś bym niczego nie udawał, więc nie udaję... I nie rób z siebie wielkodusznej, gdybym naprawdę miał problem by z Tobą tu przebywać, to bym nie przyszedł. Twój komentarz był zbędny, idealny zapalnik do wywołania konfliktu - stwierdził. - Nie oczekujesz, czy nie chcesz? Bo to dość istotna różnica... - zauważył, krzyżując ponownie ręce na torsie i patrząc po niej.
Mohe
Mohe spojrzał po niej uważniej, gdy nabierała oddechy, ale skupił się na tą chwilę na obserwacji. Słysząc o swoim stylu życia skrzywił się. Tak, miał taki styl życia, ale stwierdzenie, że coś takiego jest jednoznaczne z byciem gnojem, który oczekuje usuwania ciąż było idiotyczne.
OdpowiedzUsuń- Co Ty pieprzysz Emma? Co ma jedno, do drugiego? Jak dziecko miałoby mi przeszkodzić w tym stylu życia? Co ma dziecko, do mojego seksu? – dobrze, że zaraz zaznaczyła, że się pomyliła. – Ta, mylisz się i to bardzo – oceniała go jakimiś durnymi stereotypami. Pokręcił głową. Nhulu zdecydowanie nie byli stereotypowi. W jego klanie, o ile nie miałeś żony, o tyle spłodzenie dziecka z inną, wolnego stanu, nie było niczym problematycznym. Zajmowałeś się taką kobietą, dbałeś o jej byt, była na twoim utrzymaniu, ale nie oznaczało to, że będzie Twoją żoną. Za żonę mogłeś spokojnie brać inną. Milczał, gdy mówiła o bronieniu samej siebie i o ich relacji.
- Tak, dziwię… - przyznał zgodnie z prawdą i znowu po niej spojrzał. – Nie wiem co byś musiała zrobić, bym pomyślał o Tobie w kategoriach gnoja. Tobie przyszło to dość łatwo – zauważył. Kiedy kucnęła, dalej bacznie ją obserwował, coś najwyraźniej było nie tak, w razie co zbliżył się na krok, ale bardziej już nie podchodził. Szczególnie, gdy rozwinęła się w temacie ich relacji.
- A ja w odróżnieniu od niektórych Argarczyków nie opowiadam komu popadnie o własnych trudnych doświadczeniach. Kiedy przychodzisz do mnie i płaczesz albo gdy mówisz co Ci się przytrafiło, to skupiam się na Twojej historii. Nie wciskam się ze swoją niepytany. Skoro tak Twoim zdaniem zachowuje się buc, to niech będzie. Zapamiętam – zapewnił. Nie miał zamiaru się tu wykłócać o to jaki jest. Skoro właśnie takiego go widziała, to tym bardziej będzie trzymać się z daleka. – Ja Cię nie winię za wszystkie słowa. Ja się zawiodłem i widzę, że słusznie. Skoro to co Tobie okazywałem i jak podszedłem do sprawy Twoich uczuć jest dla Ciebie oznaką niedocenienia i bycia bucem, to… To najwyraźniej nie jestem w stanie spełnić Twoich oczekiwań nawet co do bycia przyjacielem, a co dopiero kimś więcej – stwierdził po prostu. Na ostatnie słowa kiwnął głową, zapamiętując odpowiedź. Obserwował jeszcze jak idzie po wodę. – Zabrać Cię do Febe? – zapytał, bo widział, że źle się czuje.
Mohe
Mohe widząc Emme w tym stanie nie miał serca by mówić cokolwiek więcej. Przemilczał ten cały jej wybuch, nie powiedział nic, bo nic by tu aktualnie nie zadziałało dobrze. Szczególnie, że i w nim buzowało wiele emocji. Zbliżył się po prostu do dziewczyny i wziął ją na ręce, po czym ruszył dość sprężystym ruchem w stronę domu Febe. Ten na szczęście był blisko, w końcu mąż meduzy był właścicielem przybytku i nie stawiał go daleko chałupy. Część drogi chłopak wbijał wzrok przed siebie, ale w końcu zerknął w stronę brzucha Emmy. Cholera... Tam rosło jego dziecko. Spojrzał na brzuch zmartwiony. Kurwa mać... Pokręcił lekko głową. Powinien się zaopiekować Emmą, nawet Nhulu go tak uczyli...
OdpowiedzUsuń- Oczekuj sobie czy nie oczekuj czego tam chcesz... - rzucił, znowu patrząc przed siebie. - Zaniosę Cię do niej, a później wracam do naszego obozu... - poinformował ją. Miał zamiar mieć ją na oku, zapewnić chociaż bezpieczeństwo. - Nie będę Ci się wpieprzać w życie, ale... Dziecko już rośnie i... już mnie potrzebuje... - oznajmił dość prosto. - Nie zamierzam go zostawić... - dodał, wchodząc na ganek i z kopa traktując drzwi Febe. - Trzeba ją zbadać! - krzyknął wgłąb domostwa.
Mohe
Wbrew temu co mówiła współczesna nauka zerwanie zaręczyn nie było wcale trudne i nie uchodziło za skandal. Narzeczeni przecież najczęściej nawet nie mieszkali ze sobą. Wystarczyło tylko zrobić coś, co według jednej strony sprawia, że nie chcesz małżeństwa i zanim powie się sakramentalne tak - nie ma problemu. Widział jej podejrzliwy wzrok.
OdpowiedzUsuń— Moja narzeczona weszła w fanatyzm rasowy, w który osobiście nie wierzę. To nie tak, że w Polszy nie było mieszanych małżeństw, czasami prawo na nie pozwalało, osobiście uważam, że miłość nie zna kolory skóry, rogów, czy tego jak szpiczaste są uszy — odparł, uśmiechając się smutno. — Dlaczego jedni mają być lepsi od drugich? Co bym zrobił, gdyby moje dziecko przyprowadziło do domu ukochanego z innej rasy, a moja żona, ich matka wydałaby ich na stryczek? Nie mogłem wejść w takie małżeństwo i nie mogłem zostać w kraju, który z dnia na dzień jest coraz bardziej szalony. Tworzę broń, która zabija, ale nie jestem aż takim potworem, więc nie patrz na mnie tak, jakbym zhańbił kogoś przed sakramentalną przysięgą — spojrzał z powrotem na Emmę z delikatnym zawodem, głębokim smutkiem w oczach. Od dziecka grał tak, żeby nikt nie wiedział co czuje, o ile cokolwiek czuje poza tym, że chce przeżyć w wygodnym, ciepłym miejscu, nie śmierdzącym szczynami oraz gównem, gdzieś w podrzędnych kanałach. — Nie jestem też czysty, korzystałem z zamtuzów, żeby nie myśleć o hańbieniu ukochanej, ale nawet ja mam granice — dodał, aby podsycić jeszcze swoją historyjkę o beznadziejnym przypadku.
— Naprawdę do Polszy? — zainteresował się zaraz. Powiódł po niej dokładnie wzorkiem. Jej podejrzliwość na zerwanie zaręczyn trochę mu nie pasowała. Postanowił, że bardziej ją przyciśnie.
Ernest
Mohe spojrzał tylko po Emmie, gdy wspomniała o "strasznym". Zawsze mu się wydawało, że znalazł dość ładne miejsce na obóz, a nim ona rozbiła się obok, nie uważał, że było tam cokolwiek strasznego. Może ktoś nieproszony się do niej przyczepił? Będzie musiał to sprawdzić. Zmarszczył lekko czoło na jej kolejne słowa. Co za kobieta... Opierdala go, że wcale nie mają relacji, jednocześnie mając problem o to, że on nie docenia jej uczucia, nazywa bucem, przypisuje zachowania gnoja i dzieciaka, oznajmia, że nic od niego nie chce, później, że jednak tylko nic nie oczekuje, a teraz, że w sumie to chce by jej się wpieprzał w życie... Nawet nie próbował tego zrozumieć, nie analizował... Po prostu pokręcił głową. Tego co Emma miała w głowie najwyraźniej nie umiał objąć własnym umysłem. Ponownie zmarszczył czoło na pytanie o płeć.
OdpowiedzUsuń- A to ma znaczenie? - nie rozumiał. To co mówił wcześniej odnosił w myśl nie zostawiania "go", czyli dziecka. Mówienie "nie zostawię tego" było w jego mniemaniu dość niegrzeczne. Mówił jednak dość odruchowo, więc nie wyłapał użycia formy męskiej w tym zdaniu i teraz nie do końca wiedział o co Emmie chodzi. Zdążył zadać swoje pytanie, ale zaraz obok pojawiła się Febe i zaprowadziła ich do gabinetu. Emma pojawiała się u niej często, ale jeszcze nigdy z ojcem dziecka, więc Meduza dość łatwo wyciągnęła wnioski. Kolejna wpadka. O ciąży wiedziała aż nadto, bo Emma należała do dziewcząt, które przybiegały do niej z każdą wątpliwością. Do tego dziewczyna u nich ostatnio się żywiła, więc na brak jej towarzystwa nie narzekała. Tym razem jednak buzia Emmy mówiła, że sprawa jest poważniejsza. Poklepała kozetkę, a Mohe bez słowa położył na niej Emme, sam cofnął się mocno w tył, aby nie przeszkadzać w badaniu Febe.
- To ja... ten... - wycofał się z gabinetu. - Zabieram swoje rzeczy, dziękuję za przechowanie - zaznaczył jeszcze Meduzie, a ta kiwnęła głową i skupiła się na pacjentce. - Niech nie wychodzi sama, przyjdę po nią - rzucił jeszcze Mohe na wychodne i tak jak planował, ruszył do obozu, aby chociaż pobieżnie rozłożyć swoje toboły. Febe z kolei badała brzuch Emmy.
- Zdenerwowałaś się... czymś? - spojrzała po dziewczynie.
Moge i Febe
— Być może, tego się już nie dowiem — odpowiedział smutno. Uśmiechnął się kącikiem ust. Coś się u niej działo, bo ewidentnie mu nie ufała, a jednak strasznie się cieszyła, kiedy przyszedł. Dziewucha musiała mieć nieźle nasrane pod kopułą. Wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń— Czasami po prostu ktoś chce się wygadać, a obcemu łatwiej — powiedział spokojnie. Taka mimo wszystko dla większości prawda - dlaczego barmani byli tak świetnymi szpiegami? Bo słuchali nieznajomych, którzy szukali ukojenia. Zabijała dla Peruna? Niezwykle ciekawe. Siedział chwilę w ciszy, siadając wygodniej na ziemi. Spojrzał na płomienie.
— Nie miłuję ich, po prostu nie wierzę w segregację rasową — pokręcił głową. — Kolor skóry czy rogi nie definiują człowieka, robią to jego czyny, tak jak mówiłaś — przypomniał jej. Spojrzał na nią kątem oka. Argarka mordująca dla Peruna, która wróciła w “ojczyste” strony. Z niej też był ciekawy przypadek, nie ma co. — Też uciekasz od przeszłości, he? — zaśmiał się cicho.
Ernest
— A ja uciekam — odpowiedział bez większego zastanawiania się. Utkwił spojrzenie w językach ognia. — Jakbyś nie zauważyła, przychodzę, proszę o dostęp do kuźni, oferuję broń, mam przed czym uciekać i nie ma sensu tego ukrywać — przyznał się. Chociaż po prawdzie jedyne przed czym uciekał to zimna cela. Do Polszy jeszcze wróci - puści cholerną stolicę z dymem, albo zginie w trakcie, ale Perunowi pokaże co to znaczy zajść mu za skórę. — Można uciekać i pamiętać, to się nie wyklucza — uśmiechnął się do niej lekko.
OdpowiedzUsuńErnest
Mohe zerknął jeszcze po niej. Wspomniał o nim?
OdpowiedzUsuń- No tak... o dziecku... nie chłopcu - zauważył nim jeszcze położył Emme na kozetce. Nie dodawał nic więcej, po prostu się zmył zrobić swoje.
Febe patrzyła uważniej po Emmie, dalej badając jej brzuch, kiwnęła głową na słowa o rozmowie.
- Będę musiała zbadać Twoją pochwę palcami, w razie gdybyś czuła się jakoś bardziej niekomfortowo, mów, to przerwę. Nigdzie się nam nie spieszy, jak będzie trzeba to sprawdzimy wszystko kroczek po kroczku, etapami - wyjaśniła jej. - Jeżeli gdziekolwiek zaboli, też mnie informuj - poprosiła. Milczała jakiś czas, ale w końcu wypuściła troszkę głośniej powietrze. - W takich sytuacjach ciężko unikać nieprzyjemnych i bolesnych rozmów Emmo. Nie bez powodu wymyślono zabezpieczanie się. Ciężki czas przed Tobą, ciąża nie będzie przyjemna, szczególnie biorąc pod uwagę to na jaki czas przypadła i w jakich okolicznościach, ale... W razie gdybyś cokolwiek potrzebowała, nie tylko w sprawach medycznych, to nasze drzwi są otwarte. Rozumiesz? - spojrzała po niej poważnie. - Jeżeli facet będzie fiziował, to wystarczy słowo, a dostanie w łeb i zbliży się tylko wtedy kiedy będziesz tego chciała - zaznaczyła jeszcze, kontynuując badanie.
Mohe i Febe
OdpowiedzUsuńW tej konkretnej chwili przy tym jej wywodzie musiał naprawdę sięgnąć po najgłębsze talenty aktorskie, kiedy wspomniała o otaczaniu się dobrymi ludźmi. Ależ ona była beznadziejnie naiwna w tej chwili. Miał wrażenie, że mają jakąś dziwną technologię w tym warsztacie - przechodzisz przez próg i masz inteligencję, a potem ją całkowicie tracisz.
— Myślisz, że inni sprawią, że Twoje demony po Ciebie nie przyjdą? A co zrobisz jak dopadną nie tylko Ciebie, a Twoich bliskich, dlatego, że pozwoliłaś sobie na mały odpoczynek? — zapytał, patrząc na nią kątem oka. Ona to chyba robiła celowo. Wypuścił powietrze ustami. — Nieważne jak długo gdzieś zostaniesz, Emma, są rzeczy, które zawsze Cię dopadną i ucieczka nigdy się nie skończy — poinformował ją jeszcze.
Ernest
Febe wysunęła palce i przytaknęła dziewczynie głową z lekkim westchnieniem.
OdpowiedzUsuń- Nie musi być przerwy, już wszystko wiem... Skoro tam boli to znak, że na dziś kończysz z robotą i odpoczywasz - zaznaczyła, ruszając w stronę szufladek ze swoimi proszkami. Zaczęła szykować dla Emmy odpowiednią mieszankę witamin. - Kochana, spółkowałaś z Mathyrczykiem, nie Argarczykiem, do tego z mężczyzną wychowywanym w dzikim plemieniu... Nie spodziewałabym się po takim korzystania z zabezpieczeń. Takie nauki nie są w tym świecie zbyt popularne, szczególnie nie po stronie mężczyzn. To nie oni tu zostają z ewentualnym problemem, nie im rosną brzuchy, nie oni rodzą dziecko. Niestety, ale musisz to brać pod uwagę przy doborze partnera - zaznaczyła. - Nie chodzi tu teraz o winę Emmo, chodzi o Twoje bezpieczeństwo i dobro. Jak Ty o siebie nie zadbasz to nikt inny tego za Ciebie nie zrobi. Na przyszłość po prostu albo głośno mów o swoich oczekiwaniach, doucz przyszłego partnera w temacie zabezpieczeń przed stosunkiem, albo zadbaj o własne zabezpieczenia - dodała. Usiadła na skraju kozetki i podała dziewczynie dwie fiolki. - Te bierz przez najbliższe trzy dni, jedna rano, druga wieczorem, a te wprowadzimy na stałe, przynajmniej do czasu aż maleństwo pewniej się nie zagnieździ w Twoim łonie. Jest teraz dość słabe, staraj się raczej unikać nieprzyjemnych rozmów - poradziła z lekkim uśmiechem. Na pytanie o fiziowanie wzruszyła ramionami. - To już od Ciebie zależy co to znaczy. Po prostu jak będzie jakkolwiek negatywnie na Ciebie wpływaj to daj znać, wtedy ja się z nim rozmówię, a jak się nie uspokoi to wymyślimy coś innego - zapewniła.
Mohe w tym czasie rozkładał już swoje tipi w pobliżu namiotu Emmy.
Febe i Mohe
— Myślę, że ucieczka utrudnia pościg moja droga — odpowiedział, pozwalając sobie wziąć nóż i zacząć kroić pieczeń, która zeszła już z ogniska. Ukroił dwie porcje, pierwszą podał Emmie. — Dla czasu, Młoda, dla czasu. Zawsze przeciągaj, bo nie wiesz, kiedy będziesz mogła wykonać ruch — uśmiechnął się do niej. Naprawdę nie mógł z tego pieprzenia o bliskich. Ależ ona była niereformowalna. — No i oby Tobie to wystarczyło, każdy szuka czegoś innego w życiu — dodał. Spróbował tej pieczeniu, jadł powoli, skupiając się mocno nad kontrolą własnego apetytu. — Może pieczenią znajdziesz sobie tych bliskich, bo na razie ich tutaj nie widać — zauważył jeszcze, bo jak na kogoś kto tak pieprzył o przywiązaniu wyglądała bardzo samotnie.
OdpowiedzUsuńErnest
Naprawdę była pokręcona. Nie odzywał się, kiedy wyrzucała mu to wszystko o tym jaki to jest irytujący i ograniczony. Najwyraźniej u Peruna za dobrze ją traktowali, że dalej wierzyła w czystą, ludzką bezinteresowność. Pokręcił głową, wgryzając się powoli w pieczeń.
OdpowiedzUsuń— Specyficzne, hm? — powtórzył po niej. Jak na jego po prostu wcale nie byli jej tacy bliscy, skoro siedziała tutaj jak zbity pies i gadała te swoje dyrdymały. Może ktoś już ją nawet owinął sobie wokół palca.
— Ty też jesteś całkiem uparta — zauważył. Musiał się pilnować, żeby czegoś nie palnąć. — Skąd ta pewność, że każdy znajdzie przyjaciół? Myślisz, że byle kowal w średnim wieku znajdzie sobie nowe miejsce tak po prostu, po tym jak porzucił narzeczoną? — zapytał.
Ernest
Miło było chociaż raz nie musieć wchodzić w dyskusje w temacie lekarskich zaleceń, Febe widziała, że Emmie bardzo zależy na dziecku, które rosło pod jej sercem. Czasami miała dość oglądania dziewcząt, które oddawały komuś całe serce i później przez to cierpiały. Sama w końcu była kiedyś taką dziewczyną i w sumie otuchą dla samej siebie. Liczyła, że i Emme spotka dobre zakończenie historii.
OdpowiedzUsuń- Bardzo mnie to cieszy - przyznała na jej zapewnienie co do odpoczynku. - Cóż, mnie uczono, że to raczej na głowie gospodarzy leży upomnienie gości co do zasad panujących na ich podwórku. Jasne, miło, jak gość sam zapyta, ale mimo wszystko to nadal bardziej po stronie gospodarzy, szczególnie w sprawach tak istotnych jak ewentualna ciąża - przyznała i pogłaskała ramię Emmy lekko. - Ale wiem, rozumiem... Nie wszystko idzie zaplanować. Nie winię nikogo za aktualną sytuację, po prostu dobrze by było, gdyby się już nie powtórzyła - dodała i już tylko kiwnęła głową, gdy zapewniła, że błędu nie popełni. Przytaknęła na jej pytanie o dni.
- Tak, trzy dni odpoczynku i brania witamin, później kontrola i zobaczymy co dalej - poinformowała. - Trzymam za słowo, bo jak się dowiem, że fiziował, a znać nie dałaś to oberwie jedno i drugie - pogroziła jej palcem i puściła oko, a potem wstała, kończąc badanie. W tym samym czasie do chaty wrócił Mohe, zatrzymał się przed gabinetem i czekał, trochę nerwowo poruszając nogą.
- Nie ma sprawy Kochana - Febe uśmiechnęła się do Emmy i gdy dziewczyna była gotowa, otworzyła drzwi. - No proszę, jesteś - Meduza spojrzała po Mohe, a ten przytaknął jej głową. - Ma trzy dni odpoczywać, z resztą, wie, wszystko jej powiedziałam - oznajmiła, a on kiwnął ponownie głową. Spojrzał uważniej po Emmie.
- Zanieść Cię? - zapytał.
Mohe
— No cóż, kobieta, która ma już 30 lat w Polszy i dalej jest niezamężna — zaczął, jakby próbował wyjaśnić jej zasady życia w ich świecie. Patrzył po niej z troską, chociaż w środku po prostu go skręcało. — Nie zrobiłem niczego godnego wobec niej, nieważne jak jej poglądy by mi nie odpowiadały. Poza tym, Emmo, pochodzę z miasta, gdzie naprawdę okrutnie traktowano ludzi o innych poglądach, pozwolisz, że będę swoim tempem przyzwyczajał się do nowej rzeczywistości — uśmiechnął się do niej pogodnie.
OdpowiedzUsuńErnest (Ernest dostaje wylewy wewnątrz XDDD)
— Ale skaza na moim imieniu i tak zostaje, ostracyzm to bardzo niewdzięczna rzecz — odpowiedział smutno, wzruszając ramionami. Cholera jasna, ona naprawdę nie miała nic lepszego do roboty, a ten warsztat. Ta dziewczyna naprawdę była jakaś nienormalna. — Nie zrobiłem niczego godnego, no zostawiłem narzeczoną — przypomniał jej. Ale go w środku skręcało. — Dziękuję za radę, jak uznam, że mam dość uciekania i zaspokoje własne sumienie, będę sobie szukać swojego kąta — zapewnił ją. — Wątpię, żeby Perun Argarkę, która pod nim służyła miał za robaka, pewnie Twoje zdolności go bardzo interesowały — zapewnił ją.
OdpowiedzUsuńErnest
— No cóż, nie wszyscy w Polszy myślą jak Ty, dla jej rodziny to była hańba, obraza majestatu, a że byli wyżej niż ja w społeczeństwie, to cóż, zawiało mnie do Argaru — wyjaśnił. Cały czas brzmiał tak, jakby faktycznie troszczył się o to, aby wyjaśnić jej zasady rządzące tym światem, ale cholera jasna miał dość. Dlaczego on tutaj w ogóle siedział? Zainteresował ją jednak zaraz. Przyjaciółka? Ciekawe. To by tłumaczyło broszkę. Spojrzał zmartwiony po Emmie. Sięgnął do swojej sakiewki i wyciągnął złoto-czerwoną broszkę z wygrawerowaną wiśnią. Podał ją rudowłosej. Jednak miał jak zdobyć większą sympatię Argaru.
OdpowiedzUsuń— Nie jestem politykiem, ale ten ród pochodzi z drugiego końca Polszy, a jednak tutaj się kręcą. Jesteś pewna, że Perun nikogo po was nie wyslał? — zapytał, patrząc po niej uważnie. — Do Argaru pełnego magicznie utalentowanych wojowników nikt nie wejdzie z zamiarem porwania. Mimo wszystko uważałbym na wypuszczanie się poza miasto — poradził jej. Nie miał pojęcia kim była jej przyjaciółka, ale rozumiał, że Perun mógł wyslać silny ród, żeby odzyskać Argarkę dla siebie. Tak, to miało sens.
Ernest
— Nie mówiłem, że uciekam konkretnie przed Perunem, Emmo — zauważył, uśmiechając się lekko do niej. — To TY możesz mieć go na głowie. Moim problemem może być wkurzona rodziny byłej narzeczonej, szukająca zemsty za jej godność. W polszańskim prawie można zmusić do małżeństwa, jeśli zhańbiło się kobietę, a komu udowodnię, że to nie ja zabrałem jej wianek, hm? — rzucił pierwszą lepszą teorię. Chociaż nie sądził, aby Perun miał jakąkolwiek swoją zabawkę konkretnie w dupie. Jasne, wejście do Argaru i przechwycenie jednej czy drugiej osoby mogło być problematyczne, zwłaszcza w trakcie prowadzenia kampanii wojennej z kilkoma nacjami na raz. Łatwo było się gdzieś zaszyć, ale nigdy nie było warto tracić czujności. Kłopoty zazwyczaj przychodziły wtedy, kiedy nikt ich się nie spodziewał. Doskonale wiedział jakich Perun miał ludzi, sam z nimi pracował przez wiele lat. Wiedział też, że u najlepszych kluczem do sukcesu była cierpliwość i oczekiwanie na błąd. Skąd wiedziała, że teraz nigdzie po Argarze nie kręcił się żaden krecik, który się na nią nie czaił? — Skąd wiesz, że poza Argarem w takim razie nikt Cię nie porwie, hm? Tutaj najciężej się do Ciebie dobrać, Emmo. Po prostu… na Twoim miejscu nie byłbym tak pewny, że nikt nie czycha na Ciebie czy Twoją przyjaciółkę. Lepiej być zbyt ostrożnym niż pomylić się raz i stracić przez to wolność — dokończył. Ostatnie faktycznie było szczerą radą od serca, bo sam zdążył bardzo się sparzyć na zbyt dużym poczuciu swobody względem Peruna.
OdpowiedzUsuńErnest
Mohe kiwnął tylko głową i odsunął się lekko co by Emma mogła przejść przez drzwi jako pierwsza.
OdpowiedzUsuń- Jasne - odpowiedział na jej zapewnienia co do tego, że da znać. Sam wdzięcznie kiwnął głową w stronę Febe, a potem ruszył z Emmą w stronę obozu. Zerknął po niej, gdy wspomniała o... fiziowaniu? Jego brew automatycznie uniosła się lekko. Z tego co już zdążył tu już wyłapać to chyba chodziło w tym o jakieś głupie zachowania. Przewrócił oczyma.
- Mhm - odparł tylko. No jasne, on miał nie fiziować, ona już zapewne mogła. - Nie wnikam, to nie ich sprawa, więc niech się łaskawie nie wpierdalają - odparł i spojrzał po obozie. - Zjesz coś? Będę szykował jedzenie... - obejrzał się na dziewczynę i przesunął wzrokiem po całej jej posturze. Zjechał od głowy do stóp, a kiedy wracał wzrokiem wyżej, zatrzymał się na jej brzuchu i lekko zacisnął zęby. Pokręcił głową po czym dopadł do tobołków, w których miał sprzęt do gotowania i zapasy. Zaczął szykować sobie "grunt" pod szykowanie posiłku.
Mohe
Mohe zakodował zamówienie i zaczął szykować produkty potrzebne do stworzenia jajecznicy. Co prawda miał okazję jeść tutejsze jajecznice, a te zdecydowanie były inne niż z jego rodzimych stron, ale trudno, najwyżej Emmie nie zasmakuje. Zerknął po niej, gdy zaczęła okazywać swoją niepewność, a na wzmiankę o cudzych składnikach skrzywił się lekko. Oczywiście zrobił to, gdy dziewczyna już zniknęła w namiocie. Będzie mu się do jajecznicy nawet wpieprzać... Poczuł lekką irytację, ale kiedy dziewczyna wyszła z namiotu wziął głębszy wdech i spojrzał po produktach.
OdpowiedzUsuń- Nada się - wydał werdykt i kiwnął lekko głową. - Możesz skroić warzywa... Tak jak lubisz... - wydukał. W sumie nie szkodziło poznać mu w tej całej sytuacji zwyczajów kulinarnych Rudej. Posiłki były w ciąży dość istotne, a podobno kobiety miewały najróżniejsze stany w jej trakcie i potrafiły zrobić dym nawet o nie tak skrojoną cebulę. Przesunął spojrzeniem po Emmie. Mhm, zdecydowanie wyglądała na taką, co to może zrobić dym o pierdołę.
- Masz jakąś ulubioną? Jajecznicę...? - zapytał.
Mohe