Yensen
emerytowany wiedźmin || 1385 lat || członek Rady || cieśla, myśliwy, trener, ojciec || 186cm
Zanim trafił do Mathyr był członkiem Gildii, która pozwalała mu zastać w fachu, gdy nie umiał zająć się niczym innym. W Argarze znalazł żonę i dwójkę dzieci, które pokochał jak swoje. Febe, Ines i Rahim to najważniejsze osoby w jego życiu, za które gotów jest oddać wszystko. Meduza rozkochała go w sobie bardzo szybko, ale nigdy tego nie żałował, dzięki niej mógł się ustatkować, dała mu dwójkę cudownych pociech, których sam nigdy nie mógł mieć. Kiedy tylko w magiczny sposób znalazł się w tym świecie zaczął ich szukać, a gdy odnalazł, założyli nowy dom. Nie tęskni za technologią, bo nigdy nie był z nią przesadnie blisko. Przeszedł na emeryturę jako wiedźmin, poluje bardziej okazyjnie, na co dzień zajmuje się stolarstwem czy pędzeniem alkoholu, nie odmawia też nikomu porządnego treningu w wiedźmińskim stylu. Dalej nie wie czemu został członkiem argarskiej Rady, z drugiej strony to w pobliżu jego domu wszyscy zaczęli się osiedlać. Dalej jest tym samym cynicznym, niepoważnym facetem, który z chęcią trzyma się swojej żonki oraz jej pomysłów. Dni przygód są już dawno za nim, ale nie byłoby dnia, aby żałował swojego ślubu i ustatkowania się z miłością życia w spokojnej, pełnej ciepła chacie z kobietą, która spojrzeniem potrafi zamienić w kamień. Teraz ma też swojego ulubieńca, któregolubi dręczyć na wybudowanej specjalnie dla niego Mordowni. Tworzy od czasu do czasu wiedźmińskie specjały i amulety, tak na wszelki wypadek, czasami ruszy na polowanie na groźnego zwierza, ale zazwyczaj stara się spędzać swoje dni dosyć leniwie. Jak to mówi, jest już za stary na szaleństwa inne niż z żonką.
Po akcji z pożarem, przez kłębiące się w głowie myśli i całą tą wojenną otoczkę An nie miała ochoty na śpiewanie. Odstawiła występy na bok i szukała nowych zajęć. Oczywiście poza swoim macierzyństwem. Znowu sięgnęła szkicownik i tworzyła w nim swoje pokraczne rysunki, mało czasu spędzała w domu ojca i dużo trenowała. Raz, w trakcie swojej przebieżki dotarła pod sale treningową Yensena i stwierdziła, że czemu by nie? Umówiła się z okhotnikiem, że wpadnie kolejnego dnia z rana, po treningu będzie miała blisko do dziewczynek i może porwie je na plażę albo jakiś inny spacer?
OdpowiedzUsuńTak jak zapowiadała, pojawiła się pod drzwiami Febe i zapukała, nie za głośno co by nie pobudzić domowników, szczególnie Fasol, które pewnie nie dałyby jej teraz tak po prostu odejść. Yensena powitała lekkim uśmiechem.
- Cześć. Jestem zwarta i gotowa, możemy działać - rzuciła na dzień dobry.
Akane
Zapytała o broń dotknęła dwie krótkie pochwy przy pasku i przytaknęła głową, najwygodniej walczyło się jej sztyletami, był jeszcze nóż, ale ten stosowała "w razie w".
OdpowiedzUsuń- Tak, chociaż sztylety ogarniam z Morganą - przyznała, idąc dwa kroki za nim. - Oczywiście jestem otwarta na rady i w tym temacie, jeżeli jakieś będziesz miał - przyznała, a słysząc pytanie o swój ulubiony styl, musiała się chwilę zastanowić. - To jest chyba problem, a może i zaleta. Tata nigdy nie uczył mnie konkretnego stylu, raczej wychodzenia z opresji, radzenia sobie z większym i silniejszym przeciwnikiem, te wszystkie przeciwwagi, gdzie są słabe punkty, wykorzystania terenu na swoją korzyść, walki by przeżyć za wszelką cenę. Sztylety i nóż to tylko dodatki. Mor z kolei uczy mnie jak się z tą bronią poruszać, jak łapać by zadać ten czy inni cios... Jak bronić się przed mieczem, jak przed włócznią... Myślę, że przydałaby mi się ogólnie poprawa koordynacji? Nie wiem... Nie ma jakiś testów, które pozwoliłyby określić moje mocne i słabe strony? - zapytała.
Akane
Często przesiadywał w Mordowni. Nawet bez samego Yensena. Przychodził tam pomyśleć. Czasem zabierał tam nawet Meliodasa, bo przecież trenowanie z jednym nauczycielem to było za mało. Teraz, kiedy Akane zajmowała się dziećmi, a on po prostu nie chciał z nią przebywać, wybierał trening w zamian. Tego dnia zmaterializował sobie kosę i pracował nad przerobieniem jej na dwa miecze. W skupieniu i powoli rozdwajał ją na dwa, dostosowywał kształt ale to wszystko padło, w chwili, gdy Yensen pojawił się tuż przed nim. Koncentracja poszła w pizdu, a kosa wróciła do swojego kształtu. Rozczarowany uniósł znad niej wzrok i spojrzał po mężczyźnie.
OdpowiedzUsuń- Nie mogłeś przyjść pięć minut później? - zapytał go z delikatnym wyrzutem w głosie, po czym nabrał głębokiego oddechu w płuca i popatrzył po nim ostrożnie. - Dzisiaj poproszę o konkretny wycisk - rzucił z lekkim uśmiechem. - Ale nie pozostanę dłużny - zapewnił, choć nie umawiał się z nim na trening. Założył, że mężczyzna jednak wpadł popatrzeć i dać mu kolejną nauczkę.
Gave
- I nie zaniedbuję ich - odparł chłopak, po czym pokiwał głową. Okay, skoro tak to nie było wyjścia. Ponownie zmaterializował kosę, by zacząć nad nią pracować. Nadawanie jej kształtu wymagało precyzji i mimo że ten miał swoje dwa miecze przed oczyma to kosa jakoś nie chciała dać się przekonać, że lepiej jej będzie w innej formie. Przez dłuższą chwilę milczał, autentycznie wysilając się nad swoim zadaniem, a gdy w końcu kosa poddała się jego woli... w jego obu dłoniach spoczęły czarne miecze. Wzorowane jego własną bronią. Odetchnął głęboko, zadowolony że wyszło. Ciężar też miały odpowiedni... jedynie co, długo mu to zajęło.
OdpowiedzUsuń- Będę musiał popracować nad czasem - stwierdził głośno, robiąc nimi kilka zamachów i ciosów. Pokiwał głową zadowolony. Wyszły idealne. - Wcale nie tak cienko... dopiero zaczynam się przyzwyczajać do moich nowych mocy - przyznał uśmiechając się do niego szeroko. - To co dziś ćwiczymy?
Gave
Uśmiechnęła się pod nosem na słowa o sztyletach i zaraz przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Jak dla mnie to nawet inna perspektywa to coś z czego mogę wyciągnąć jakieś lekcje - przyznała. Nawet jeżeli techniki Yensena byłyby inne, to umiał walczyć i na pewno szło coś od niego podpatrzeć. Wysłuchała mężczyzny, gdy mówił o stylu, przytakując lekko głową na jego nauki.
- Właściwie to chciałabym też i nad tym popracować. Mieszanie walki bronią z używaniem swojej magii czy zdolności. Uwzględnienie takich ataków, bym miała czas na nakreślenie runy... To nowe umiejętności i czuję, że mogłabym się w tym pogubić - wyznała. - Nie wiem tylko czy Ty... No czy jesteś odpowiednią osobą do ćwiczenia magii. Chyba będę musiała to rozłożyć na kilka osób, bo chodzi tu zarówno o pewnego rodzaju ulepszenia, jak i magię żywiołów. Nie chciałabym Cię... zamrozić na przykład - przyznała. Z zaciekawieniem patrzyła jak wykonuje swój znak, z czystej ciekawości patrząc czy mógł jej cokolwiek zdradzić. Miała już w głowie kilka run i ostatnio bardziej zwracała uwagę na takie rzeczy. Słysząc o teście zaśmiała się krótko i pokręciła głową, sięgając po broń i łapiąc oba sztylety w dłonie.
- Jabłka zamiast malin... - zacmokała. - Ta zniewaga krwi wymaga - raczej cieżko było zachować w tym powagę więc kącik jej ust uniósł się wyraźnie. Kiwnęła głową, zaatakuj jakbyś chciała zabić. Spoważniała odrobinę, skupiła się na całej posturze Yensena, wzięła głęboki wdech. Koncentracja... Słuchaj swojego ciała, zaufaj przeczuciu. Ruszyła wprost na mężczyznę, by wyprowadzić pierwszy, prosty cios, nic skomplikowanego, cięcie ostrzami od prawej strony. Najpierw zamierzała zorientować się w sposobie Yensena. Pójdzie jedynie w obronę, czy sam również zaatakuje? Jej głowa pracowała.
Akane
- Zaraz fizyczny - chłopak uśmiechnął się do niego słodko. - Raczej taki łączony - wzruszył ramionami. - Nudno jest trenować samą moc bez dodatkowego partnera czy coś - mruknął jeszcze, po czym jeszcze obrócił oba miecze w dłoniach.
OdpowiedzUsuń- Wiesz nie wiem czy będę z nich korzystał na co dzień - przyznał. - Wolę te moje - wskazał na swoje plecy. - Te są do ścinania duchów, odseparowywania ich ciał od duszy i tak dalej, zrobił krok w jego stronę, jakby chciał go trafić, ale odsunął miecz w bok po chwili. Obserwował to co robi Yensen i zmarszczył lekko brwi. Odskoczył dwa kroki nie do końca wiedząc jak to ma działać. Miecz Yensena trafił w jedno z jego ostrzy i... to rozpłynęło się w powietrzu.
- No bez jaj - odskoczył znów i posłał w niego dwa duchy co by go uniosły nad ziemię zanim do niego doskoczył próbując go trafić mieczem.
- Onyx bardzo nie spodobało się doznanie latania obok w postaci duszy... miałeś okazję coś takiego robić? - wyszczerzył się do niego.
Gave
Przytaknęła mu głową. Tak, miał rację, przy szybkiej wymianie ciosów wprowadzenie run byłoby ciężkie, będzie musiała brać pod uwagę odskoki i uniki, ale te mogły być trudniejsze gdy chodziło o starcie z wieloma przeciwnikami.
OdpowiedzUsuń- Tak, będę musiała tu trochę pomyśleć - przyznała, a słysząc propozycję co do pokazania jego metod, uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową. - Bardzo chętnie to zobaczę - w takich tematach podpowiedzi nigdy wiele. Kiedy wyjaśnił jej sprawę magii, chrząknęła krótko. Opatrzyć blizny, tak? Teraz to tak nazywali?
- Postaram się więc nie zarysować miejsc istotnych dla tego całego rozbierania - uśmiechnęła się pod nosem, szczerze rozbawiona. Co za zboczuchy. Zaśmiała się krótko na słowa o radości, całkiem urocze zboczuchy. Na pierwsze uwagi zacisnęła lekko zęby. Szybciej przechodzić, ugiąć nogi, jasne. Zniżyła odrobinę chód i skrzyżowała ze sobą ostrza sztyletów, cofnęła się chroniąc bok bronią i sama cięła nią krzyżowo w stronę Yensena, krok w przód i kolejne cięcie, jednym ostrzem, w stronę brody, a po tym gwałtownie w dół by z obrotem celować w nogi i wykorzystać pęd obrotu do niskiego odskoczenia w bok.
Akane
Tu musiał przyznać mu rację. Im więcej pracy z mocą tym lepsze pojmowanie jej. Tak samo było z mięśniami oraz własnym ciałem czy nawet pracą z własnym ciałem. Złapał jego całusa w powietrzu i przytulił do siebie robiąc przy tym rozmarzoną minę, po czym pospieszył do niego, samemu też wchodząc w powietrzne sfery. Próbował go znokautować. Przebić mieczem, ale ten całkiem nieźle poradził sobie z jego duchami. Nie szkodzi. Miał ich jeszcze kilka w zanadrzu, zaczął pracę nad materializowaniem drugiego miecza, zanim ten pierwszy został trafiony przez Yensena i jego postać zachwiała się, ale tym razem nie rozpadła. Chłopak zamrugał zaskoczony i opadł na ziemię, by znów ruszyć na Yensena. Tym razem wykorzystał pracę swych nóg, miecz służył mu jako zmyłka. Próbował go trafić z prawdziwą intencją, ale równocześnie kombinował. W końcu podrzucił miecz do góry i sam zrobił ślizg, by znaleźć się za plecami Yensena. I wszystko byłoby wspaniałe, gdyby drugi miecz nie spóźnił się z materializacją.
OdpowiedzUsuń- Shit - wymsknęło mu się. Co prawda mógłby sięgnąć do tych dwóch prawdziwych ale to byłoby nie fair. W trakcie danego treningu oczywiście. Toteż zamiast tego wskoczył mu na plecy i zaczął go podduszać. (o ile mu się uda... a jak nie to uznajmy że próbuje to zrobić)
Gave
Na pochwałę uśmiechnęła się kącikiem ust i odrobinę uregulowała oddech, mimo wszystko takie szybkie ataki zabierały nieco więcej energii. Nie dała mu za wiele czasu na reakcję, a tym bardziej na zwiększenie dystansu. Ruszyła na niego, na ugiętych nogach, przeskakując z prawej na lewą, by dwa kroki przed wyprowadzeniem ciosu uskoczyć dwa razy pod rząd w lewo i zgiąć się w pół, by ciąć w stronę boku, wymijając Yensena i odbijając zaraz za jego plecami w prawo, ponownie tnąc w obrocie, teraz po plecach, cofnęła się do poprzedniego miejsca, jeszcze raz tnąc po plecach i odskakując zaraz w tył.
OdpowiedzUsuńAkane
Z duchami sobie poradził, przywołując po prostu kolejne. Akurat tą częścią mocy mógł się chwalić, przynajmniej dopóki nie zabraknie mu energii. Skrzywił się widząc jak drugi miecz rozpada się w powietrzu, ale próba podduszenia poszła na marne. Yensen nagle poleciał w dół, a on w ostatniej chwili zdołał puścić go i opaść szybciej na plecy, by w ułamku sekundy przeturlać się i nie zostać zgnieconym przez wiedźmina. Pokiwał głową na wieść, że rady zostały zakodowane i wreszcie złapał miecz, który materializował się przez pewien czas. Już teraz rozpoczął proces materializowania drugiego z nich, czując że jest to jednak wyczerpujące. Wstał na równe nogi i znów doskoczył do mężczyzny, krzyżując z nim miecz. Oddychał nieco ciężej niż normalnie. Przywołał kolejnego ducha tym razem próbując innej sztuczki. Zbliżył się do Yensena nagryzając sobie palec i spróbował narysować mu runę na ręce.
OdpowiedzUsuń- Duszku dobry, duszku zły, ofiaruję ciało ci - zarymował, odskakując od Yensena. Oczywiście mężczyzna najprawdopodobniej sobie z tym poradzi, nie miał złudzeń że ta sztuczka na niego podziała, ale jemu chodziło o chwilę oddechu. Tracił zdecydowanie za dużo energii. Musiał zmniejszyć jej upływ.
Gave
Tym razem nie "zraniła" go ani razu, ale sam fakt, że Yensen zaczął się bronić był dość budujący. Musiała przyznać, że ruszał się dość żwawo, ale po sparingach z ojcem nie specjalnie ją dziwiły umiejętności staruszków. Wyczulone zmysłu pomogły przewidzieć kilka ciosów, jednak dwóch z nich nie dała rady uniknąć. Yensen trafił w nadgarstek od wewnętrznej strony, gdy niechcący odsłoniła go za mocno przy próbie odbicia ataku. Draśnięcie, ale jednak. Drugie trafienie padło, gdy nieco zachwiała się w trakcie cofnięcia i poczuła rozcięcie przy drugiej ręce, lekko powyżej nadgarstka od zewnętrznej strony. Na gest z ciśnięciem czegoś w ziemię, odskoczyła drugi raz i zaraz po tym kucnęła, zakrywając usta przedramieniem, tak w razie co. Kurz? An uśmiechnęła się pod nosem i jednym ruchem dłoni zebrała cały pył, by wystrzelić gwałtownie w stronę Yensena i cisnąć drobinami prosto w niego. Kruszywo wirowało mu przy twarzy i całym ciele, a Akane ponowiła swoje ataki, bok, odskok, doskok na niskich nogach, cięcie przy kolanach, przewrót w przód i ponowny atak skierowany w ścięgno Achillesa, a po tym odskok w bok i przeturlanie się dla zyskania dystansu. Szybkie lądowanie na kuckach, przodem do przeciwnika, by być gotowym na ewentualną kontrę.
OdpowiedzUsuńAkane
Od feralnego zdarzenia na ulicach Argaru minęło trochę czasu. Ona w tym czasie nie chowała się po kątach, ale i starała się zawsze mieć jakieś towarzystwo. Szukała również sposobu na zdobycie nowych umiejętności walki. To ta chęć przywiodła ją w końcu pod dom Febe i Yensena. Słyszała o niesamowitym wojowniku, który chętnie daje lekcje młodym ludziom. Postanowiła skorzystać z tej szansy. Zapukała do drzwi i nerwowo przestąpiła z nogi na nogę. Kiedy otworzył jej rosły mężczyzna, odruchowo cofnęła się o krok.
OdpowiedzUsuń- Ahoj kamracie - przywitała się z nim, salutując mu przy tym szabelką, po czym schowała ją na swoje miejsce. - Chciałabym u ciebie terminować - wypaliła od razu. - Jeśli jesteś Yensenem oczywiście - dodała nieco zmieszana. - Nazywam się Luna i... zapłacę za pomoc - powiedziała szybko, bo przecież nie wierzyła, że ten będzie na tyle szczodry by dać jej kilka lekcji za darmo. Świat tak nie działał niestety. Spojrzała po nim wyczekująco i jednocześnie nieco błagalnie.
Luna
Gave zamrugał kilkakrotnie. Czy Yensen naprawdę uważał, że on jest taki kiepski jeśli chodzi o swoje moce? Zacisnął mocno wargi. To że ich nie ćwiczył, nie znaczyło że jest w nich noga. Ogarniał wszystko co trzeba było ogarnąć. Potrafił przywoływać odpowiednie duchy. Nigdy nie zrobiłby takiej maniany. Miał to wszystko na końcu języka, ale zacisnął zęby i pokręcił tylko głową.
OdpowiedzUsuń- Nie przysłałem - odparł automatycznie odskakując w bok, gdy Yensen zaczynał go odsuwać. - Przysłałem innego, ten po prostu tu przylazł - zacisnął mocno wargi. Aha, odeślił. Łatwo było powiedzieć. Najpierw trzeba było go spacyfikować, a ostatnim razem kiedy robił coś takiego prawie przypłacił to życiem. Nie mniej zabrał się do pracy. Automatycznie nawet specjalnie długo o tym nie myśląc przywołał do siebie oba miecze, które zalśniły i gwizdnął na zjawę.
- Hej ty tam... mnie szukasz, jego zostaw - rzucił puszczając do zjawy oczko i robiąc pierwsze kilka uników, by w szaleńczym acz skoordynowanym tańcu zacząć ciąć zjawę, raz, drugi i trzeci. Widział jak ta staje się coraz bardziej rozwścieczona. Musiał teraz przywołać łańcuchy ale z nią na karku nie szło tego zrobić. Wycofał się o kilka kroków, kątem oka lokalizując Yensena.
- Zagramy w kotka i myszkę? My kotek, ona myszka - rzucił szybko, biegnąc w jego stronę. - Przejmij na chwilę poprosił, chowając się za jego plecami, by zjawa zmieniła na moment swój cel. Zaczął pracować nad runą, na podłodze, korzystając ze swojej krwi jako materiału do rysowania, a kiedy łańcuchy były gotowe, oplotły jego nadgarstki. Odetchnął głęboko. No dobrze, teraz powinno się udać. W teorii oczywiście. Spęta ją, po czym jeszcze będzie trzeba podejść i odesłać. Najpierw spętanie potem reszta.
Gave
Pokiwał głową na wieść o przeklętym miejscu. Co prawda on ich tak nie nazywał, ale rozumiał o co chodzi. Przynajmniej w tej chwili.
OdpowiedzUsuń- Spętam go i odeślę do góry - powiedział w miarę spokojnie, bo w takich sytuacjach należało zachować zimną krew. Zwłaszcza w takich wypadkach. Kiedy materializował sobie łańcuchy, obserwował walkę Yensena. Ten jego bitewny marsz zdawał się być całkiem niezłą taktyką. Nawet przez moment kusiło go aby po prostu dać mu zrobić wszystko. No bo skoro się tak dobre bawił, a do tego miał doświadczenie, to mógłby sobie po prostu popatrzeć. Nie mniej zrezygnował z tego dość szybko, kiedy duch naskoczył mocniej na mężczyznę. Wyłonił się wówczas zza jego pleców, biorąc w zdrową dłoń miecz (wiem, wiem... ciągle zapominam że on jedną ma niesprawną), na drugiej mając owinięty łańcuch.
- Hm? - zdziwił się trochę na pochwałę i uchylił się przed ciosem zjawy, by samemu zaatakować. Ciął ją po nogach, okręcał to w prawo to w lewo. Podskakiwał, odskakiwał. Robił uniki, jednocześnie tnąc raz za razem to w ramię to w bok. Wypuszczał też w między czasie łańcuch, a kiedy zjawa znalazła się w samym jego środku, a on sam był zlany potem i otrzymał również kilka ciosów od samego ducha, odrzucił miecz, by przyklęknąć i położyć dłonie na łańcuchu. Liczył na to, że w razie czego Yensen ją przytrzyma. Wymamrotał intencję, w myślach ją podbijając, a łańcuchy ruszyły by spętać ducha. Chłopak zacisnął mocno wargi, bo zjawa zdawała się być cholernie silna. Trzymał łańcuchy, które ją oplatały, pętały i nie chciały puścić, ale musiał również przebić ją mieczem jeśli pragnął odesłać ją do góry. Ostatnio to ojciec zabrał ją ostatecznie do siebie. Szlag.
Gave
Akane dopiero po chwili zauważyła, że rany, które czuła były tylko wyimaginowane. Yensen nałożył na nią swoją tarczę, ale dziewczyna nigdy nie miała na sobie czegoś podobnego. Nie wiedziała jak działa magia wiedźmina, ale może to była kwestia przyzwyczajenia? Musiała przyznać, że zamiana drobinek w szkło wyglądała naprawdę zjawiskowo, chociaż ona, zamiast na wizualnych aspektach tego ruchu wolała skupić się na ostrych odłamkach, uważając by się po nich nie przeturlać w trakcie swoich ruchów. Pozycja na ugiętych nogach z pochyloną lekko głową w przód utrudniła Yensenowi celne trafienie w tors, An musiałaby być ślepa by nie zauważyć tego ruchu i zgrabnie wykonała przed nim unik. Dziewczyna była drobna i młoda, miała dość krzepy by wstawanie z kucek nie było dla niej problemem, więc gdy zauważyła ostrze skierowane w tył kolana, pochyliła się mocniej w przód, oparła dłonie o ziemię i zrobiła gwiazdę w przód, by zaraz stanąć przodem do Yensena, w gotowości na odparcie ataku. Zdmuchnęła niesforny kosmyk włosów z oczy i posłała mu lekki uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Może dla starych, ciężkich wiedźminów to rzeczywiście czasochłonne, ja tak tego nie widzę - przyznała zaczepnie. Rada mogła być dla niektórych trafna, jednak ona nie czuła by chodziła na nogach za nisko, no i w tym przypadku zmiana pozycji nie stanowiła dla niej problemu. Do tego wszystkiego sztylety były poręczne i lekkie, więc nie utrudniały ewentualnych wygibasów. No ale dobra, miała go w końcu "zabić", więc nie zamierzała stać i czekać. Ponownie ruszyła na Yensena, jednak przed atakiem uniosła w górę piach pod jego stopami, a zaraz po tym nakreśliła łatwą runę na ręce.
- Potrzebuję chłodu, daj mi moc lodu - szepnęła pod nosem i kucnęła gwałtownie, by dotknąć ziemi i zmrozić grunt pod stopami wiedźmina. Zaraz po tym doskoczyła do niego z kolejnymi atakami, teraz bardziej napierając od frontu oboma sztyletami.
Akane
Uśmiechnęła się do niego delikatnie. Dobrze, że chociaż trafiła pod dobry adres. Przez moment obserwowała całą jego posturę. Co prawda nie bardzo rozumiała to całe wiedźminowanie, ale to musiało być coś strikte argardzkiego. Czasem lepiej było pozostać w błogiej niewiedzy. Odruchowo zerknęła na swą torbę, w której wdzięcznie spoczywała jej przyjaciółka, butelka rumu. Lepiej było nie wiedzieć. Skinęła głową kilka razy, zanim znów spojrzała mu w oczy.- Chcę stać się silniejsza - wypaliła prosto z mostu.
OdpowiedzUsuń- Chcę uczyć się u Argarczyka, by mieć trochę szans z Argarczykami - odchrząknęła. - Chcę umieć obronić się lepiej niż dotychczas i... nauczyć się walczyć bez szabli - wyjaśniła. - Chociaż jedna lekcja... proszę? - szepnęła jeszcze zaciskając mocno pięści. - Słyszałam, że jesteś dobrym nauczycielem i lubisz to robić i przyjmujesz uczniów - wyjaśniła swoje przyjście.
Luna
Prychnął pod nosem na tę całą reprymendę, ale skinął głową. Przecież nie zamierzał stracić tu życia. To by dopiero było! Walczył przecież o to by móc żyć. Nie chciał tego zaprzepaścić zaraz po odzyskaniu go. Zwłaszcza, że jego ojciec dawał mu tylko 10 lat... jeszcze on mu pokaże, że da radę przeżyć znacznie dłużej! Zszedł z linii ognia, kiedy zjawa znów skupiła się na Yensenie. Sam wymamrotał kilka słów, by umocnić barierę Yensena i odetchnął kilka razy, by spętać zjawę łańcuchami, kiedy wiedźmin wyraźnie ją osłabił. Zacisnął je na niej mocno, drugą dłonią chwytając pewniej miecz. Teraz wystarczyło ją tylko przebić. Niby proste, ale w ferworze walki zdołał stracić sporo energii. Używanie jednocześnie duchów, run i tych cholernych łańcuchów robiło swoje. Mimo to zagryzł mocno wargi i zgrzytnął zębami. Teraz albo nigdy. Rzucił się na zjawę. Ta była nieruchoma dzięki wszystkim zabezpieczeniom, ale i tak ryknęła potężnie, piorunując go wzrokiem.
OdpowiedzUsuń- Szczeźnij - wycedził przez zęby, w końcu przebijając się przez miejsce, gdzie powinna mieć serce i kiedy zjawa rozpłynęła się w powietrzu ulatując do zaświatów, on opadł na jedno kolano, nabierając kilka szybkich oddechów. Pozwolił mieczom zniknąć i łańcuchom też, dopiero wtedy odwracając się do Yensena. Uśmiechnął się do niego lekko i skoczył w jego stronę znienacka. W końcu pojedynek jeszcze trwał. Mimo że nie miał przy sobie mieczy, postanowił nie dawać za wygraną.
Gave
Zmęczenie powoli dawało jej się we znaki, w ataki i uniki wkładało się w końcu nie mało energii, szczególnie gdy były wymyślne i gdy robiło się kilka rzeczy na raz. Czekała w pogotowiu, by wyprowadzić swój główny cios, a gdy Yensen w końcu zeskoczył poza zamrożoną powierzchnię, mógł poczuć jak stopa zapada mu się po samą kostkę, a zaraz po tym drobiny mocno zacisnęły się na nodze mężczyzny, blokując mu większe ruchy. Nie bez powodu zmieniła taktykę i skończyła z odskakiwaniem. Chciała mieć go blisko, gdy wpadnie w pułapkę, sięgnęła do niego ostrzami sztyletów, by zadać "śmiertelny cios" prosto w tętnicę udową unieruchomionej nogi.
OdpowiedzUsuńAkane
- Podobno uczysz nie tylko Argarczyków - rzuciła w odpowiedzi na zarzucenie młodzieży kłamstwa. Obiło jej się o uszy, że Yensen trenuje nie tylko swoich, ale również Mathyrczyków. Dlatego właśnie go wybrała. Uznała, że nie będzie miał żadnych uprzedzeń. Że potraktuje ją tak jak traktuje każdego innego. Bez taryfy ulgowej, oczywiście mówiąc o umiejętnościach walki, bo gdyby zaczął używać na niej swego czary mary podczas treningu to faktycznie mógłby być niesprawiedliwy.
OdpowiedzUsuń- Nie mam zamiaru atakować bezbronnych - powiedziała dość chłodno. - Nie jestem aż taka straszna - zauważyła. Nie była też głupia. Prędzej by poległa niż udałoby się jej zabić zbyt wielu Argarczyków. Co jak co, ale tego akurat była pewna. Po pierwsze nie miała powodu by ich atakować, a po drugie uznawała głupawe mordy za zwyczajną stratę czasu. Zdecydowanie lepiej było zacząć poszukiwania nowego skarbu niż najeżdżać na naród mocarzy. Westchnęła ciężko na jego kolejne słowa. - Szanowny Panie Wiedźminie, to że jestem Mathyrką a do tego kobietą, nie oznacza że jestem na tyle naiwna by nie zdawać sobie sprawy z tego iż jeden sposób nie zadziała. Poza tym nie jestem też żółtodziobem. Coś tam już potrafię - stwierdziła spokojnie. - Po prostu chcę... potrenować z Argarczykiem. Tamten mnie zaskoczył, władał stalą - spojrzała na swoją szablę. - Nie miałam z nim żadnych szans - mruknęła zaciskając mocno wargi. - Chcę zwiększyć zero do chociaż paru procent.
Luna
Gave uśmiechnął się do niego słodko. Co prawda nie walczył już mieczami, bo te zostały odesłane do zaświatów, a swoje własne na razie odpuścił, to aktualnie miał w dłoniach swe noże. Jeden odbił się od tarczy Yensena, a gdy ten rzucił swoje aardu dla spowolnienia go, chłopak przystanął, czekając aż zaklęcie z niego zejdzie. W głowie szukał odpowiedniej runy, a gdy taką znalazł wyobraził ją sobie i zrobił w powietrzu, by złamać zaklęcie. Niestety w trakcie tego procesu Yensen zdołał się wzmocnić i sam do niego dopadł. Uskoczył przed kilkoma ciosami, kolejne przyjmując na swe noże. Kierował przeciwnika w stronę swoich mieczy. Mieczy, których ostatnio rzadko kiedy używał ze względu na swoje palce. Nie były aż tak łagodne jak te z zaświatów. Uchylił się przed kolejnym ciosem i opadł na ziemię, by przeturlać się kilka metrów dalej i wyciągnąć dłoń. Chwycił jeden ze swych mieczy i zasłonił się nim dokładnie w chwili gdy Yensen ciął od góry. Odetchnął głęboko kilka razy. Trzymał miecz pewnie, choć nie wiodącą ręką. Ta zaczęła mu się nieco trząść i wtedy chwycił ziemię drugą dłonią by sypnąć ją wprost w oczy Yensena, a następnie wstać na równe nogi i kopnąć go w jego ostrze. Naprał na niego, dalej zawzięcie z nim walcząc. Mimo wyraźnego zmęczenia, tego że non stop dyszał, regulował swój oddech. Nie zamierzał się poddawać. Nie będzie pierwszy. Cholera no! Dziadek był ponad tysiącletni... nie mógł mieć tyle werwy co on...
OdpowiedzUsuńGave
Skubany brał sobie dopalacze. Działał niezbyt czysto i choć Gave też mógł to zrobić, otworzyć bramę zaświatów i czerpać z niej energię... to nie zrobił tego. Nie chciał potem umierać trzech dni z wycieńczeni organizmu. Uznał, że poradzi sobie z nim bez tego. Najwyżej przegra. To żadna ujma skoro Yensen był na dopalaczach. Uchylił się przed piruetem i czując klepnięcie w plecy wystawił nogę w tył celując mężczyznę prosto w piszczel. A co tam. Zaraz też uskoczył, zrobił przewrót na ziemi i zaszedł go od tyłu, atakując jego plecy. Stal oczywiście uderzyła o stal Yensena. Sparował jednak cios i wskoczył mu na plecy zakładając na gardle duszący manewr, jednak nie zamierzał go udusić. Ot poddusić odrobinę.
OdpowiedzUsuń- Do boju - sapnął nieco już będąc zmęczonym.
Gave
Jęknął głośno, kiedy Yensen przerzucił go przez siebie, ale gdy wylądował na ławce nie protestował. Pochylił się na niej, oddychając ciężko. Skinął głową. Remin, pierdolony remis. Znowu. Zgrzytnął zębami, nabierając raz po raz oddechy, jeden po drugim. - Nie chciałem cię pozbawiać życia - mruknął tylko na wieść o sztyletach. Co prawda mógł przyłożyć mu tępy czubek do gardła ale nie chciał tego robić. Oparł głowę o ramię Yensena dalej nabierając głębokich oddechów. Dopiero teraz poczuł jak bardzo zmęczony był. Szlag. Adrenalina jednak robiła z niego potwora. - Po prostu mam mętlik w głowie, a to... pomaga przynajmniej złość wyrzucić z siebie - przyznał cicho.
OdpowiedzUsuńGave
An zdążyła się jedynie solidnie zamachnąć i nagle została zdmuchnięta, niczym pionek z planszy. Wylądowała kawałek dalej i poturlała się po ziemi z głuchym jękiem. Gdyby nie tarcza Yensena to pewnie skończyło by się na chociażby drobnym krwawieniu, ale była w tym temacie zabezpieczona. Podniosła głowę, która przez pot, oblepiona była teraz piachem, przetarła buzię i rzuciła mężczyźnie harde spojrzenie. Zostało więc jeszcze jedno, na to miała siły. Wyciągnęła dłoń w jego stronę i zacisnęła w pieść, a piach zaczął wspinać się po ciele wiedźmina i oblepiać go, zaciskać się już nie tylko na nodze. Piaskowa trumna, której nauczył ją ojciec. An leżąc na ziemi łapała ciężkie oddechy, ale pilnowała by drobiny nieustannie wspinały się coraz wyżej.
OdpowiedzUsuńAkane
- Nie, dzięki - pokręcił przecząco głową. - Wolę tego nie robić - pokręcił lekko głową. - Wiesz, wolę nie robić niż zrobić i mieć wyrzuty sumienia jeśli jakimś przypadkiem się mi to uda - westchnął ciężko, po czym wzruszył ramionami. - Praktykuję. Nie tylko z tobą - rzucił luźno. - Sam też i z Meliodasem. To pomaga na głowę, na gniew, na złość - wyjaśnił. - Na owsiki w dupie też... na to że mnie nosi - mruknął jeszcze, po czym odetchnął głęboko i pokiwał głową. - Tak, mętlik. Z jednej strony wiem, że robię dobrze. Patrzę na siebie i robię tak jak powinienem, ale z drugiej widzę że ranię i ech no po prostu mam wrażenie, że lepiej jest ranić siebie samego. Ale nie chcę do tego wracać. Ciężko jest to przegryźć...
OdpowiedzUsuńGave
Z dumą patrzyła jak Yensen znika za skorupą z piachu, jednak kiedy ta eksplodowała jęknęła głucho i opuściła głowę tak, że czoło stykało się z ziemią.
OdpowiedzUsuń- Pass, mam dość uparty pierdzielu - podniosła głowę, gdy się zbliżył. Nie zmieniała swojej pozycji i dalej głośno oddychała. Skrzyżowała wzrok z mężczyzną. - Czekam już tylko na werdykt - przyznała, nawet nie ukrywała zmęczenia.
Akane
- No właśnie, oszukista - dźgnął go palcem w pierś. - Sam mogłem otworzyć bramę i czerpać z większej siły ojca - skomentował. - Ale potem bym nie wstał z łóżka przez kolejne dwa do trzech dni - mruknął jeszcze. - Więc wolałem uczciwie do tego podejść, a ty? - pogroził mu palcem przed oczyma. - Dopalacze stosuje - cmoknął z niezadowoleniem. - Oszukista jak nic... - mruknął jeszcze, po czym odetchnął głęboko. Jasne, że ćwiczył. Łatwo to przychodziło z takim głupim łbem. Podczas ćwiczeń chociaż nie myślał tyle o niepotrzebnych bajerach.
OdpowiedzUsuń- Bo jak ranię sam siebie to nikogo dookoła nie ranię - wyjaśnił prosto z mostu. - Mówię tu o ranieniu psychicznym a nie fizycznym... - mruknął. - Dbam o komfort moich dzieci - zacisnął mocno wargi. Słuchał go dalej i ech może coś w tym było. Może faktycznie w pewnej chwili znów by wybuchł. - Mhm mam - zgodził się. - Ale co to za życie? Jak mam zrobić by było dobre? Jak mam to zrobić, jak nie wiem co to znaczy? Jak nie wiem co znaczy dobre życie... - spojrzał po nim, bo choć jego żart zrozumiał to w tej chwili nie było mu za bardzo do żartowania.
Gave
Gave popatrzył na niego z niedowierzaniem.
OdpowiedzUsuń- Aha, dopalacze jak nic - dźgnął go palcem w ramię. - Ty się nie usprawiedliwiaj wielkimi groźnymi potworami... dzięki, swoją drogą. Doceniam komplement - uśmiechnął się krzywo. - Po prostu nie dajesz rady bez wspomagania - pokazał mu język i zaśmiał się cicho, ale kiedy wspomniał o tym, że to jego zrani popatrzył na niego z niedowierzaniem. - A niby jak cię zranię? - zdziwił się. - Przecież mówimy tylko o mojej psychice - burknął. - Nawet nie będziesz wiedział, że to robię... - zauważył cicho i odetchnął gdy Yensen stwierdził, że jednak widać iż dba o swoje dzieci. - Ich szczęście jest dla mnie ważne - poinformował go, po czym zacisnął mocno wargi. - No dobra, ale skąd ja mam wiedzieć czy to podróże czy samotna wieża są dla mnie? Skąd mam wiedzieć, że to jest to? - spojrzał po nim. - Przecież... tego się nie da tak o zdecydować - burknął wzdychając przy tym ciężko. Kolejne słowa przyjął w milczeniu i pokręcił głową. - Nie myślałem - odparł szczerze. - Mam zostać cholerną Śmiercią, nie mam zbyt wielkiego wyboru - zauważył cierpko. - Kiedy jest mi najlepiej? Kiedy... bawię się z maluszkami - wzruszył ramionami. - Patrzę na ich uśmiech i widzę jak rosną - mruknął.
Gave
Gave już nie powiedział nic więcej w sprawie dopalaczy. Uśmiechnął się tylko pod nosem. Słuchał, kiedy mówił o tym jak wszyscy będą nieszczęśliwi bo będzie widać że się męczy. O Fasolkach i o tych próbach znalezienia czegoś dla siebie. Nie odzywał się w tym temacie, tylko słuchał. Nie odzywał się, bo nie był pewien co takiego powinien powiedzieć. Przecież mu nie powie, że będzie próbował, jak nie wiedział czy będzie to robił. Na tę chwilę po prostu musiał sobie wszystko w głowie poukładać. Włącznie z faktem, że za moment dziewczynki będą w Azylu a on wróci na pole bitwy. Może tam będzie łatwiej? Może życie na wojnie na bitwie będzie łatwiejsze? Wszystkie chwyty dozwolone, byle przeżyć.
OdpowiedzUsuń- Mhm jestem z dziećmi, lubię trenować, lubię śpiewać w tej cholernej gospodzie i robić show, lubię też... no wiesz wykonywać zlecenia, ale aktualnie spasowałem. Bo Azyl się zbliża i chciałem spędzić z małymi jak najwięcej czasu - skomentował. - Mhm no nie wiem czy będą szczęśliwi... - mruknął jeszcze i wstał. - Dzięki, jutro też skupię ci dupę. Jutro stawiamy na to materializowanie obu mieczy. Widziałeś to? Jak mam zmaterializować przy zwykłym treningu to dupa, a w adrenalinie wychodzi... i super, tylko lepiej jakby wychodziło zawsze...
Gave
- To wpadnij kiedyś do gospody, kiedy nie będzie w niej Akane a ja będę miał swą zmianę to zrobię dla ciebie show. Gacie ci spadną z tyłka - wyszczerzył się do niego i skinął głową już nie odnosząc się do tej tandetnej mantry..
OdpowiedzUsuńGave popatrzył po nim i wzruszył ramionami. Wiedział, że swoje pobożne życzenie powiedział trochę nad wyraz, ale grunt to afirmacja. Może jak mu zwinie te eliksiry to mu się to uda. Pokiwał głową. Tak, to był już jakiś plan.
- Może na golasa to ty mnie nie ucz - zaśmiał się cicho. - Jeszcze źle trafię i zagrożę twojemu życiu seksualnemu z Febe - gwizdnął i ruszył za nim do domu Febe. Chciał się jeszcze odświeżyć przed swoją zmianą w gospodzie.
Gave
Przytaknęła głową i uśmiechnęła się pod nosem.
OdpowiedzUsuń- To Ty nie wiesz, że młodzi tak okazują podziw? Uparty Pierdziel to całkiem niezły tytuł w młodych oczach - zaśmiała się krótko, nadal z ciężkim oddechem. Słuchając opinii przytakiwała od czasu do czasu głową. Uśmiechnęła się na ten werdykt i rozejrzała jeszcze po mordowni. Tak, kondycję zdecydowanie musiała dopracować, ciąża jednak robiła swoje. Kiedy wspomniał o inkantacjach wróciła do niego wzrokiem.
- Kamienie runiczne jak najbardziej, wiem, że Latrala je praktykują, musiałabym tylko opracować zaklęcie do każdej runy, tych też dopiero się uczę więc nie mam jakiegoś mnogiego asortymentu. No, ale masz rację, to zbędna strata czasu, warto by to przyspieszyć - przyznała, podnosząc się do siadu i nieco otrzepując z piachu. Z uśmiechem przyjęła bukłak i ugasiła pragnienie. - Tylko jak to właściwie działa? Widziałam, że Latrala noszą przy pasie woreczki, tam mają kamyki z runami i dotykają samego worka, gdy chcą rzucić zaklęcie. Mey mówiła mi, że na naukę tego jeszcze przyjdzie czas, że na razie mam się skupić na takim sposobie działania co by sobie dobrze wbić zaklęcia i runy w głowę - wyjaśniła.
Akane
Gave nie sądził, że zobaczy Wiedźmina tak szybko. Podejrzewał, że ten przyjdzie może za kilka dni, ale nie tego samego. Obsługiwał właśnie kolejnego klienta, gdy go dostrzegł i podszedł do niego z uśmiechem.
OdpowiedzUsuń- Coś ci podać, czy piwo wystarczy? Dzisiaj daniem głównym jest gulasz z gorry. - rzucił od niechcenia. - Jest całkiem smaczny - dodał zaraz i uśmiechnął szeroko. - A do gulaszu proponuję show - puścił oczko. - Przyjmuję napiwki - pokazał mu język czekając na decyzję Yensena.
Gave
Luna przyjrzała się mu uważnie.
OdpowiedzUsuń- Chcesz mi powiedzieć, że wcale dobrze nie walczysz? - zapytała go, by gwałtownie wyciągnąć swą szablę zza pasa i jednocześnie rzucić w niego sztyletem. Trudno najwyżej zmieni biednego staruszka, ale skoro ten miał taką opinię na mieście to nie mógł być aż takim fatalnym w te klocki. Musiała się jednak upewnić, skoro on sam twierdził że sprawa została rozdmuchana. - Nie uważam - odparła zgodnie z prawdą. - Skoro jesteś niesamowitym nauczycielem, to przecież nie musisz mnie znać, żeby dać parę lekcji - zauważyła spokojnie, uśmiechając się przy tym do niego, ale jednocześnie będąc czujną. W razie gdyby chciał się zemścić za jej wcześniejszą próbę ognia na nim.
- Nie chcę się nauczyć całego bestiariusza. Wiem, że każdy walczy trochę inaczej, ale Argarczycy tak samo jak my... też mają swój styl walki. Styl, którego jeszcze nie znam - szepnęła. - Jestem tu już od ponad miesiąca. Nie zamierzam mordować niewinnych - westchnęła. - Nie jestem też głupia, każdy naród ma bardziej lub mniej odrażające okazy - uśmiechnęła się lekko. - I dla tych okazów... - spojrzała na swoją szablę. - ...chcę pobrać u ciebie parę lekcji - wyjaśniła ostatecznie. Spojrzała po nim kiedy wspomniał o barterze. - Nie - odparła krótko. - Nie wam, tobie - poprawiła go. - To umowa między tobą a mną, a nie całym narodem Argarczyków - wyciągnęła do niego dłoń. - Pomogę ci w potrzebie - zapewniła go z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Luna
Wieczór spędziła na rozkładaniu swego namiotu. Nie zdawała sobie jeszcze wtedy sprawy, że stawiając namiot obok tipi Mohe, stawia go w pobliżu miejsca zamieszkania Yensena. Razem z Mohe przegadała pół nocy, a z samego rana wstała i ruszyła w poszukiwaniu swojego miejsca pracy. Chciała pokazać, że bierze na poważnie szansę jaką od nich wszystkich dostała. Dopytała więc przechodniów o pracownię Yensena i dość szybko do niej dotarła. Przysiadła przed budyneczkiem, bo mężczyzny jeszcze nie było. Upiła łyk wody, którą ze sobą zabrała i gdy tylko go zobaczyła wstała. Otrzepała swe spodnie i skłoniła się mu.
OdpowiedzUsuń- Przepraszam, nie wiedziałam o której powinnam się pojawić - powiedziała cicho, trochę nerwowo zakładając kosmyk włosów za ucho. - Ja uhm nigdy nie robiłam żadnych mebli - poinformowała go. - Mogę być kompletną niezdarą... ale postaram się - obiecała mu szybko.
Emma
- Wybacz, ale tak umniejszasz swym umiejętnościom, że musiałam je sprawdzić - odparła tylko obserwując go uważnie, gdy chował jej sztylet do buta. Jeszcze kiedyś go odzyska, ale w tej chwili nie zamierzała się o niego upominać. Uśmiechnęła się lekko i wzruszyła ramionami. - Jeśli tylko będzie to pomoc tobie to nie mam z tym problemu - odparła spokojnie. Chciała, by wiedział że nie zamierza zadłużać się u całego Argaru. Skinęła głową słysząc jego potrzebę i uścisnęła jego dłoń. - Nie widzę problemu w rejsie z twoją rodziną. Muszę tylko zaznaczyć, że mężczyźni na mym statku są często wykorzystywani do prac pokładowych - uśmiechnęła się delikatnie. - Mycie pokładu może cię nie ominąć - rzuciła swobodnie ruszając z nim w stronę jego własnego placyku treningowego.
OdpowiedzUsuńLuna
Gave wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Ja tu tylko zbieram zamówienia - usprawiedliwił mu się i uśmiechnął zawadiacko. - No bez przesady. Przecież to był mój prezent na powrót do zdrowia to sobie z niego korzystam. Bardzo udany jest - puścił do niego oczko i zaraz wskoczył na scenę, by uśmiechnąć się do zgromadzonych. - Kochani, dzisiaj przybył tu do nas szanowny pan Wiedźmin. Specjalnie dla niego mam przygotowane dwa utwory. Pierwszy z nich mówi o jego hobbistycznym zajęciu... dręczeniu biednej młodzieży - puścił oczko do Yensena i zapodał nutę muzykom. Zeskoczył z niej niemal od razu i gdy Yensen uniósł kielich piwa do ust, uderzył dłońmi o jego stół. - Brać się do roboty... - zaczął i wyprowadził kilka kopnięć i ciosów w powietrzu. - Wroga bić, już czas! - dorzucił, zachodząc mężczyznę od tyłu i rozejrzał się po stolikach, przykładając do swych oczu pięści i robiąc z nich lornetkę. - Widzę zamiast mężczyzn... mnóstwo bab wśród was - wskazał na kilkoro siedzących facetów przy innych stolikach. - Takiej bandy nikt nie zlęknie się... - zrobił zdegustowaną minę przechodząc tanecznym krokiem między te "baby" i tym którzy ze śmiechem się dawali pomacał bicki. - Zadrżyjcie więc na dźwięk tych słów... - przemaszerował na scenę i zrobił sobie na niej ślizg, a co tam. - Mężczyzn z was wkrótce sam zrobię znów!
Gave
Odetchnęła z wyraźną ulgą, kiedy powiedział, że da radę nauczyć się tego co trzeba i że może przychodzić po spokojnym śniadanku. Podziękowała mu skinieniem głowy, gdy tylko przepuścił ją w progu i weszła do środka rozglądając się z zaciekawieniem. Szła w krok za nim, przyglądając się każdemu urządzeniu z zaciekawieniem i zainteresowaniem.
OdpowiedzUsuń- A miecze też robisz? - zapytała zaciekawiona. - Bo moje... no nie są najlepsze... - przyznała szczerze, po czym pokręciła głową. Nie zdążyła zjeść śniadania, bo nie bardzo miała jak za nie zapłacić, a i czasu na wyjście do lasu i pozbieranie darów natury nie miała. - Ja chciałam przeprosić... z tą niemoralną propozycję wczoraj - zacisnęła mocno wargi i odsunęła się od niego o krok. - Po prostu ja... uhm nie wiem - pokręciła głową. Nie wiedziała jak to nazwać. Tak była nauczona i trudno było się powstrzymać.
Emma
Akane prychnęła pod nosem i wstała powoli na równe nogi.
OdpowiedzUsuń- Och nie ma problemu, mogę zacząć Ci siedzieć w głowie i sprawdzać kiedy masz wolne terminy, ale osobiście uważam, że bardziej by Ci się przydał po prostu grafik. Rzuć tu gdzieś na ścianę jakąś tablicę do zapisów, sam sobie z góry ustal czy treningi chcesz codziennie czy z dniami przerwy i będziesz miał z głowy... Przynajmniej niektórych - uśmiechnęła się pod nosem. Doskonale wiedziała, że miał co najmniej jednego ucznia, który średnio by się dostosował do takich ustaleń.
Przywołana ruchem głowy, ruszyła za Yensenem, a gdy pokazał jej kamienie, delikatnie dotknęła jednego z nich, sunąc po żłobieniu opuszkiem palca i słuchając mężczyzny. Rytuał, tak... Widziała ich co najmniej kilka, gdy była u Latrala. Spojrzała Yensenowi w oczy. - Myślisz, że przy stosownym rytuale i ja mogłabym mieć takie kamienie? Gdybym chciała taki odprawić... Byłbyś w stanie jakoś zapewnić mi bezpieczeństwo? No wiesz... Odciąć moją magię czy... no jakoś go przerwać, gdyby coś poszło nie tak? - zapytała.
Akane
Nie ma opcji xD Znowu jakieś paskudztwo wyjdzie... przegnie w tę drugą stronę no :P Ja tu bronię Akane!
Usuń- Uhm... to nie - pokręciła lekko głową. Nie mogła przecież opuszczać Argaru a podróż do "Wolnych Marchwi" po pierwsze złamałaby przykaz jaki dostała, a po drugie zajęłaby za dużo czasu. Nie mogła sobie na to pozwolić. A gdyby ktoś poszedł jej załatwić miecz? To też nie wchodziło w grę, bo ona chciała go najpierw potrzymać w dłoni i sprawdzić czy jest dobrze wyważony do jej osoby i jej preferencji.
OdpowiedzUsuń- Może... może kiedyś spróbujemy jakiś wyrobić - zaproponowała tylko, po czym poczerwieniała na twarzy, gdy wspomniał o pustym żołądku i zagryzła mocno wargi. Pokręciła szybko głową. - Nie, nie... nie trzeba - zapewniła. - Już i tak dużo dla mnie robisz, ja nie muszę jeść. Potrafię pracować bez jedzenia 4 czy 5 dni i wszystko gra - zapewniła. - Nawet tydzień czasem, ale potem to już coś trzeba zjeść - przyznała cicho. - Uhm to za dużo... - cofnęła się o krok i wyciągnęła bukłak z wodą, by upić porządny jej łyk. - Ja nie mogę tyle przyjmować... - bąknęła jeszcze czując jak jej ręce drżą. Przecież zrobiła tyle złego. Nie zasłużyła na coś takiego. Na takie traktowanie. Powinni ją wychłostać, powiesić na palu... a nie... częstować tartą, która tak pysznie pachniała. Zaraz jednak nieco się uspokoiła gdy powiedział co zrobią. - Może taki mały stolik? - zaproponowała cicho. - Będę miała jak pokroić warzywa czy na czym zjeść... - wymamrotała jeszcze, co do samego ognia tylko zapalając swą dłoń i spoglądając na kapryśną księżniczkę. - Mogę jej pomóc.
Emma
- Gdybym umiała tylko czytać w myślach to może rzeczywiście miałabym dosyć - przyznała, mimo wszystko z nieco zadziornym uśmiechem. Jej umiejętności wykraczały dużo dalej, umiała wejść we wspomnienia oraz wrzucić własne do czyjejś głowy, tak by dana jednostka myślała, że przeżywa to co ona. - "Jeszcze" to dobre słowo, coś czuję - zaśmiała się. Wcale by się nie zdziwiła gdyby uzbierał za jakiś czas klasę chętnych do treningu. Zacmokała i pokręciła głową na jego słowa o przyjemnościach. - No wiesz, Febe by nie była zadowolona z takiego stwierdzenia - udała lekkie oburzenie, ale spoważniała gdy zeszło na temat rytuału. Przytaknęła mu głowa.
OdpowiedzUsuń- Tak wiem, nie chcę powielać Twoich rytuałów, wiem, że muszę zrobić własny. Po prostu wolałabym byś robił za pewnego rodzaju zabezpieczenie. Musiałabym jeszcze dowiedzieć się paru rzeczy, popytać kilka osób, bo na pewno bym ich potrzebowała - przytaknęła głową samej sobie. - W teorii wiem o nich całkiem sporo, widziałam kilka, ale nie praktykowałam. Dlatego muszę jeszcze zrobić rozeznanie, ale na pewno chciałabym w tym spróbować - przyznała.
Akane
Dokończył utwór jeszcze kilka razy zagrzewając salę do śpiewu z nim, po czym zeskoczył ze sceny i podszedł do Yensena.
OdpowiedzUsuń- Mam jeszcze drugą dla ciebie, ale to za chwilę - stwierdził z uśmiechem i przysiadł się do jego stolika. Przerwa mu się chwilowo należała. Przez moment milczał nie mówiąc specjalnie nic, po czym zerknął na jego piwo. - Dobre jest? - zainteresował się. Sam niewiele ostatnio pił, bo przy dzieciach chciał być czysty, ale to mu zapachniało, nawet z odległości. - Nie chciałbyś iść ze mną do Ardei? Dostałem cynk, że tam szaleje skorumpowana dusza i należy ją złapać i odesłać - odetchnął głęboko. - Tylko ostatnim razem, bez no wiesz większej mocy... prawie przy tym zdechłem, więc uhm przydałby mi się ktoś kto pomoże w razie czego - szepnął będąc po prostu szczerym. Mierzył swe siły na zamiary i nie wydurniał się, że ze wszystkim sobie sam poradzi.
Gave
Chłopak złapał kufel i upił łyk piwa miodowego Yensena. To smakowało całkiem nieźle. Miało w sobie nutkę słodyczy, która wspaniale współgrała z goryczką. Oddał mu zaraz kufel.
OdpowiedzUsuń- Okay, taki napiwek przyjmuję - uśmiechnął się lekko i zanim mu odpowiedział, poszedł do baru i poprosił o jeszcze jedno na rachunek Yensena. Wraz ze swoim kuflem przysiadł z powrotem do mężczyzny. Odetchnął z wyraźną ulgą słysząc, że ten jest chętny do pomocy. - Dziękuję - rzucił wdzięcznie. Mimo wszystko wolał być przygotowany na wszelkie ewentualności. Stuknął się z nim swoim kuflem, spijając trochę pianki z niego. Pokiwał głową na wieść o śledztwie. - Ja też tak działam - szepnął. - Kiedy poluję na taką duszę to najpierw zbieram informację. Sprawa ma się inaczej jak taka dusza po prostu nagle się pojawia i mnie atakuje - dodał zaraz. - Mam już ich trochę zebranych - przyznał. - W domu ci pokażę - dorzucił jeszcze.
Gave
- No jakieś tam mam - zgodził się. - Lubię słodkie - dodał śmiejąc się pod nosem. - Naprawdę lubię słodkie... - mruknął jeszcze, jakby samemu sobie to uświadamiając. Czasami nie było łatwo uświadomić sobie takich rzeczy. Roześmiał się serdecznie i napiął bicki kręcąc przy tym lekko głową. - Bliżej mi do niego już niż dalej - zauważył i pokręcił głową na wieść o odsyłaniu. - Nie, takie dusze są trudne do odesłania. One tego nie chcą. Atakują innych żywych, wchodzą w ich ciała. Trzeba je spętać łańcuchami a i to czasem nie pomaga - mruknął. - To jest... aktualnie może i będzie mi łatwiej, przez to że... no dostałem trochę więcej mocy - przyznał szczerze. - Ale wcześniej? To była orka na ugorze - westchnął i pokiwał głową. - Wiem... niby masz gorzej, a jak przychodzi co do czego to masz wachlarz takich dopalaczy, że głowa mała.
OdpowiedzUsuńGave
Nie odpowiedziała na wyjaśnienie co do przechwałek. Oczywiście było to zrozumiałe, ale nie zmieniało faktu, że jeszcze przed chwilą twierdził, że nie jest specjalnym trenerem. Ma ot kilkoro uczniów. Uznała że nie ma sensu dalej kontynuować tego tematu. Zwłaszcza że wszystko zostało już wyjaśnione. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy zaczął się wymigiwać przed robotą.
OdpowiedzUsuń- Wakacje będą - zapewniła go. - Ale wakacje to i mycie pokładu - dorzuciła po krótkiej chwili milczenia. - Żadnego innego, tylko ty - wskazała na niego palcem i uśmiechnęła się pod nosem by zaraz pokręcić głową. - Żadnego Gava - mruknęła. Nawet nie do końca wiedziała o kogo mu chodzi. Nie zamierzała przyjmować na swój pokład kogoś kogo nawet nie kojarzyła. Zwłaszcza teraz. Inną sprawą byłaby pomoc w ewakuacji, ale nie podczas wakacji. Spojrzała na wahadło (nie do końca wiem o co chodzi xD). Wyglądało imponująco i faktycznie mogło być wymagające. Pokiwała delikatnie głową.- Coś tam potrafię - zgodziła się z nim dotykając dłonią drewnianej belki. - Związane oczy? Chcesz mi związać oczy? - spojrzała po nim nieco niepewnie. - Mogę chociaż chwilę zapoznać się z tym urządzeniem z otwartymi? - zapytała go zaraz.
Luna
Zaśmiała się szczerze rozbawiona.
OdpowiedzUsuń- Dostajesz dodatkowe punkty za oryginalność, żoną mi jeszcze nikt nie groził - przyznała, dalej ze śmiechem na ustach. Słysząc o karze zatkała uszy palcami, z "la la la" na ustach i zaraz uderzyła lekko ramię wiedźmina. - Oszczędź szczegółów dobry człowieku - rzuciła, kręcąc w rozbawieniu głową. Co za stare zboczeńce, chyba też im zacznie sugerować opowiadania o swoich zbliżeniach... Chociaż w danej chwili to akurat nie bardzo miałaby co opowiadać. Dla odepchnięcia tej myśli skupiła się na oglądaniu magicznych artefaktów. - No dobra, w takim razie dam znać jak dowiem się więcej - zapewniła. Na propozycję pokręciła głową. - Nie, nie trzeba... Już i tak sporo czasu Ci zabrałam, a Ty, z tego co słyszałam, bardzo tęsknisz za żoną - uśmiechnęła się mimo wszystko pod nosem. Tak po prawdzie to im nieco zazdrościła, wyglądali na naprawdę szczęśliwych, przyjemnie patrzyło się na nich z boku. Posłała Yensenowi jeszcze jeden uśmiech. - Dzięki za tą całą opinię, pewnie spotkamy się jak tu sobie wpadnę, no i za jakiś czas chętnie powtórzę sparing - przyznała, przytakując samej sobie głową.
Akane
Shi skoczyła do domu na krótką chwilę, by jeszcze pożegnać się ze swoimi pędrakami. Kochała ich wszystkich, ale ceniła sobie też swój własny czas. Swój i Niklausaa. Wypiła drugą kawę, tym razem tę którą robił jej ukochany. Spędziła sobie z nimi miły czas, zanim ruszyła na miejsce zbiórki z Yensenem. Uśmiechnęła się szeroko machając do niego, gdy ten pojawił się na horyzoncie i poklepała swój kosz, który wzięła ze sobą.
OdpowiedzUsuń- Ty dzielisz się alkoholem, ja przynoszę zagrychę - uchyliła trochę ręcznik, by pokazać mu pokrojoną wiejską kiełbasę, chleb ze smalcem i ogórki kiszone, które o dziwo (co musiała przyznać) Meliodas zakisił niesamowicie dobrze. Ech no żesz... coś tam mu jednak wychodziło. - Oczywiście, że jestem - zapewniła go. - Tylko jak zaznaczałam... nie piłam szmat czasu... mogę szybko odpaść - przyznała ze śmiechem.
Shiya
Zanim w ogóle pojawiła się u Yensena miała całkiem sporo rzeczy do dowiedzenia się, a później przygotowania. Nie była pewna czy powinna odprawiać ten rytuał, ale nie byłaby sobą, gdyby akcja nie miała chociaż odrobiny ryzyka. Już i tak fakt poproszenia Yensena o czuwanie nad rytuałem było całkiem niezłym postępem. Kiedy zdobyła już stosowne składniki i miała przygotowane miejsce pod rytuał, to pozostało jeszcze poprosić inne osoby o pomoc. Mohe oraz kilku innych grajków mieli robić za tło muzyczne, a miejscem rytuału był duży plac przed gospodą - serce Argaru, gdzie w dużym okręgu uszykowała palenisko. Przez chwilę miała myśl, by jednak nie iść po Yena, ale ostatecznie zacisnęła zęby i wieczorną porą pojawiła się przed jego domem. Zapukała do drzwi, a te jak zwykle otworzyła Febe i wpuściła ją do środka.
OdpowiedzUsuń- Hej... - przywitała się z wiedźminem. - Mam wszystko... Mówiłam, że dam znać, ale jeżeli jesteś zajęty to...
- Nie ma bata, idzie i będzie Cię pilnował - zaznaczyła meduza. Akane spojrzała na nią i ściągnęła usta w wąską kreskę. Febe z kolei podeszła do męża i ucałowała jego policzek. - Jak będziesz próbował się wywinąć to... - tu szepnęła mu na ucho jakich to niegrzecznych zabaw nie doświadczy przez dobry miesiąc. An spojrzała po nich wymownie, nie słyszała słów, ale czuła pismo nosem. Stare zboki.
Akane
Roześmiała się serdecznie na ten jego komentarz.
OdpowiedzUsuń- Wiesz, przygotowuję swoją słabą głowę do picia. Po ciąży ciężko do tego wrócić - stwierdziła. - Poważnie, jak kiedyś mogłam pić niemal do oporu i nic, tak teraz obawiam się tych twoich specjałów - zaśmiała się lekko. Grunt to potrafić śmiać się z samego siebie, co nie? Spojrzała na ten jego wynalazek i powąchała trochę nieufnie zanim pokiwała głową.
- Pachnie całkiem nieźle - pochwaliła go. - Czuć tu nutę jabłka, ale i jagody - skomentowała upijając wreszcie łyk i ważąc ciecz na swym języku. - Mhm... tak, całkiem niezłe - przełknęła i sięgnęła sobie po kawałek chleba ze smalcem. - Oho gorzej, jak to ty odpadniesz - zaśmiała się lekko. - Ale nie martw się, w takim wypadku cofnę czas - poinformowała go. - I powiem ci jak przebiegł wieczór i będę pilnowała byś nie wypił za dużo drugim razem - klepnęła go przyjaźnie w udo.
Shi
Emma pokręciła przecząco głową.
OdpowiedzUsuń- Nie - odparła cicho. - Ja nie umiem tak... chciałabym być przy wyrobie mojego miecza i móc poprzymierzać czy coś - rzuciła cicho, zerkając nieco nieśmiało w jego oczy. - Okay, niczego nie będę oczekiwała, ale uhm spróbujemy - ucieszyła się, kiedy powiedział że być może było to możliwe. Przelotnie obejrzała jego rękojeść i skinęła głową. Dobra robota, musiała to przyznać, ale wciąż... to nie było to samo co być obecnym przy procesie. Pokazać kowalowi o co ci chodzi. Tego chciała, a nie jakiegoś opisu i idź i mi załatw, a potem wielkiego rozczarowania bo to co przyszło nie było tym za co zapłaciła. Nie, na to nie mogła sobie pozwolić. Odsunęła się, gdy wstał i znów pokręciła głową.
- Naprawdę nie trzeba - zapewniła go szybko, ale kiedy położył kawałek i sobie, nieco nieśmiało podeszła do stolika i sięgnęła po kawałek, smakując go powoli. Był niesamowity. Rozpływał w ustach. Powoli ukroiła sobie drugi rumieniąc się mocno.
- Ja nie chcę takiej gościnności, nie zasłużyłam na tyle dobroci - wymamrotała cicho. - Srać akurat pójdę, żeby tu nie nasrać... bo jak nasram to dopiero będzie ci przykro - odchrząknęła mimowolnie, nie mogąc powstrzymać języka za zębami. Znów wsunęła kawałek ciasta do buzi.
- Ach o człowieka chodziło - szepnęła zawstydzona, bo ona wzięła żelazną piękność za tą księżniczkę, o której wspominał Yensen. - No nie wiem... chyba wolałabym nie zaczepiać księżniczek... - rzuciła robiąc przy głowie gest świrnięcia palcem. - ...z reguły mają nie po kolei w głowie...
Emma
Wzdrygnął się na samą myśl o tabunie adoratorek.
OdpowiedzUsuń- Rany to może jednak sam już będę trenował? - zaproponował z lekkim uśmiechem. - Ten tłum adoratorek jakoś mi nie po drodze - przyznał upijając łyk już teraz swojego piwa. - No wiesz... fajnie, że się im podobam, ale... nie szukam aktualnie nikogo - mruknął, po czym zacisnął mocno wargi. - Z drugiej strony tak ci odpuścić torturowania mnie? Ne... bez tego to nie przejdzie - zaśmiał się cicho, po czym odetchnął głęboko i pokręcił lekko głową. - Odwoływanie wszystkich na zawołanie brzmi jak marzenie - przyznał. - Trenuję, staram się - przypomniał mu. - A i tak jak odeślę 100 duszyczek to jestem wykończony - uśmiechnął się lekko. - I to jest okay... nie jestem wszechmocny i nigdy nie będę i to też jest okay - uśmiechnął się do niego. - Upierdliwie wkurzające, ale okay...
Gave
Powiodła po nim spojrzeniem i uśmiechnęła się pod nosem czując jak ten debatuje ze sobą czy powinien przyjąć jej propozycję czy też odmówić. Nie skomentowała tego jednak ani jednym słowem, tylko wskoczyła pewnie na wahadło i zrobiła sobie na nim piruet, zanim nie wylądowała na równych nogach, łapiąc w dłoń swą szablę. Nie była pewna czy ta się jej nie przyda. Usłyszała świst powietrza i odruchowo podskoczyła, lądując na wyższym szczeblu. Fiu, fiu... całkiem niezły ubaw. Przykucnęła przy kolejnym świście, pozwalając belce przelecieć tuż nad nią, a do kolejnego chwyciła się uchwytu i zgrabnie wylądowała na początkowym podeście.
OdpowiedzUsuń- Rany! - wyszczerzyła się do Yensena. - Niezła zabawa - przyznała wesoło uskakując przed kolejnymi przeszkodami. To było trochę jak na bujającym statku. Należało wyczuć w którą stronę bujnie by zachować równowagę. No a bujanie się na linach z żagli miała po prostu opanowane do perfekcji. Uwielbiała to.
Luna
Gave spojrzał po nim krytycznie i postanowił nie wyprowadzać go z błędu co do przystojności. Może dla panien 30+ był przystojny ale dla niższej klienteli? Szczerze w to wątpił. Uśmiechnął się na wieść, że im odmówi i pokręcił lekko głową. Sam wolałby jednak takiego łańcuszka nie mieć. Nie wiadomo co im jeszcze strzeliłoby do głowy. Ciężko byłoby też z takim pozostawać niezauważalnym, jeśli się tego chciało. Tu w Argarze było to niemal nie do zrobienia po akcjach które już wyprawiał. Bujał się też z córką wodza i zrobił jej dzieci, więc był na językach. Społeczeństwo plotkowało, a rodzina "królewska" była ich ulubionym tematem. To nic, że już się od nich wymiksował. Teraz ciężko było wtopić się w tłum.
OdpowiedzUsuń- Zdecydowanie za lekko - powiedział poważnie. - Stać mnie na więcej - zapewnił go z uśmiechem. - Ale rozumiem - dodał zaraz machając ręką niedomagającą przed oczyma. - Przez nią nie możesz mi wprowadzić takich poważnych tortur - stwierdził. Nie skomentował bardziej przykładającej się do ćwiczeń Onyx, poza wzruszeniem ramion. - No ostatnio je ugodziłem podczas małego sparingu - wyjaśnił jej pociąg do ćwiczeń. - Nie chce ze mną przegrać - wzruszył ramionami.
Gave
Skinął głową. Na taki układ mógł przystać. Tortury jak już dojdzie do siebie, choć nie był pewien kiedy faktycznie do siebie dojdzie. Mimo to nie zamierzał tu teraz marudzić. Zaśmiał się cicho.
OdpowiedzUsuń- Bo oszukujesz - poinformował go znowu. - Bez tego eliksiru bym cię miał - pogroził mu palcem przed nosem, sięgając po jedną frytkę i wsuwając ją ze smakiem. - No wiesz, nie jesteś jakimś tam podrzędnym starym pierdzielem. Jesteś Yensen, wiedźmin nad wiedźminy, długoletnia istota - poinformował go poważnie. - Z mojej perspektywy to zaszczyt móc trenować pod kimś takim i... jeszcze prawie skopać mu dupę. To jak medal normalnie. Mistrzostwo - wyszczerzył się do niego.
Gave
Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy jednak powiedział, że spróbują dla niej ten miecz wykuć. To wiele dla niej znaczyło. Może to będzie jej powołaniem? Może nauczy się wykuwać miecze jak najlepszy z mistrzów? Potrząsnęła lekko głową. Za daleko poszła w swych wyobrażeniach swej zajebistości. Zdecydowanie zajebista nie była. Zabrała się za jedzenie, trochę niepewnie. Głównie dla niego, ale smak tarty był niesamowity. Rozpływał się wręcz w ustach. Uśmiech sam pojawił się na jej twarzy i skinęła lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Dziękuję - szepnęła, co do zbrodni już się nie odzywając. Jego słowa, choć mile, nie bardzo do niej trafiały. Miała wrażenie, że tu wszyscy chcą ją chronić a ona sama... no zdecydowanie uważała, że jednak robiła to wszystko z własnej woli. Dążyła do uwolnienia. Chciała odzyskać swoje życie i teraz logicznym dla niej było, że powinna za to odpokutować. Za wszystkie swoje błędy.
- Mhm jest taki Moher - stwierdziła cicho. - Nawet mieszkamy obok siebie - uśmiechnęła się delikatnie i założyła kosmyk swych rudych włosów za ucho. - I Ennis dalej tu się kręci... to znajoma ale tak... paru mam - przyznała cicho.
Emma
Febe uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona na te szepty i nawet zachichotała niczym małolata na szeptane przy uchu sprośności. Klepnęła jeszcze męża w tyłek, gdy się odsunął, a Akane po prostu odwróciła się do nich plecami, gotowa do ewakuacji. Obejrzała się jednak na Yensena, gdy wspomniał o Marchwiach.
OdpowiedzUsuń- Akurat na misje to bym się nawet nie obraziła, ale po Azylu - uśmiechnęła się nieco szerzej. W danej chwili priorytetem mimo wszystko był czas spędzony z dziewczynkami. Zadowolona kiwnęła głową, gdy stwierdził, że idzie i nie czekając ruszyła w stronę centrum Argaru, nawet się nie oglądając i nie wnikając w pożegnanie małżonków.
Febe oczywiście odwzajemniła soczystego całusa i gdy Yensen się odsunął, odprowadziła go wzrokiem, by zaraz wrócić do swoich obowiązków.
Akane spojrzała po Yensenie dopiero, gdy ten był już niedaleko jej. Nic dziwnego, że do głowy Gava łatwo było wepchnąć szalony pomysł co do sposobu na posłanie jej do Azylu, skoro mieszkał z dwójką strach zboków. Nawet ją ta myśl rozbawiła i uśmiechnęła się pod nosem. Chrząknęła, wracając do niego spojrzeniem.
- A więc poznasz Mey, moją opiekunkę z Latrala. Możesz też widzieć... Trochę dziwne rzeczy. W rytuale uczestniczą przodkowie, duchy... Będą śpiewać i tańczyć, tak więc nie dziw się na jakieś szepty. W sumie jak masz jakąś sztuczkę co by widzieć duchy to może Ci się przydać - wyjaśniła mu na wstępie. - Wszystko będzie się odbywać przy palenisku, odśpiewane zostaną cztery pieśni, będą mnie naznaczać runami no i... w obszarze rytuału pogoda może się nieco zmieniać. Nie chcę wywoływać przesadnego zamieszania i zamknęłam ten obszar runami, inaczej pogoda mogłaby zmieniać się ogólnie w całej okolicy, a po co przesadnie zwracać na siebie uwagę, nie? - uśmiechnęła się do mężczyzny delikatnie, idąc zwartym krokiem.
Akane
Zmieniony ruch kłód odrobinę ją zaskoczył ale nie na tyle by spaść. Wczuła się w ruch nowych "fal" i wróciła do swojego tańca, starając się nie przyzwyczajać do niego za bardzo. Słuchała wiedźmina kiwając przy tym głową.- To nie są popisy - odparła po krótkiej chwili milczenia. Działała tak, jak działała na morzu. Jeśli to były popisy to nie wiedziała jak to zniwelować? No może używała nieco za dużo ruchów jak na warunki. Morze rządziło się swoimi prawami. Tam mimo wszystko więcej mięśni było zaangażowanych, tu... mogła ograniczyć ich liczbę. Odetchnęła głęboko, skupiając się na jego głosie. Proste, szybkie i krótkie przejścia. Spróbowała się do nich dostosować i zaczęła machać szablą tak jak polecił, tylko zapomniała, że dalej wahadło jest w ruchu i poczuła uderzenie wprost w brzuch. Jęknęła głucho, na moment przyklękując i zaraz wzięła się za siebie. - O tak nie będzie - pogroziła wahadle szabelką. - Jeszcze raz, a mnie popamiętasz - zapewniła.
OdpowiedzUsuńLuna
- Kwasku? - powtórzyła po nim i wzięła jeszcze jeden mały łyk degustując jego wytwór. Pokiwała delikatnie głową. - Tak, jest posmak kwasku. Masz rację, to on sprawia, że trunek nie jest aż taki słodki - zgodziła się z nim i roześmiała na jego zszokowaną minę co do jej własnej dobroci. - No, no... już tak się nie rozpędzaj byczku - pogroziła mu palcem przed oczyma. - Jak cofnę za długo to mój chłop przybiegnie tu na skrzydłach miłości wiedziony poczuciem że coś się dzieje niedobrego. Mamy ustalone znaki - przyznała szczerze, po czym odetchnęła głęboko. - Dzięki nim udało wam się mnie odratować, wtedy przy powodzi - rzuciła jeszcze, parskając śmiechem na wyobrażenie samej siebie ujeżdżającej wierzchowiec zwany Yensenem. Pokręciła lekko głową, gdy wspomniał o tym że musi trzymać renomę przed młodzieżą. - Wiesz na twoim miejscu zmieniłabym miejsce... tu zostawiłabym jakieś ochłapy - szepnęła. - Żeby za szybko się nie zorientowali, a resztę... tych lepszych zabunkrowałabym gdzie indziej - puściła do niego oczko. - Pomnij me słowa, młodzież trzeba przechytrzyć ot co!
OdpowiedzUsuńShi
- Ale ja nie muszę pić eliksirów żeby tymi duchami się posługiwać, więc w sumie nie jest to oszukiwanie - zauważył spoglądając na niego. - Poza tym nie używałem zbyt wielu duchów, kiedy walczę z tobą mieczem... staram się korzystać tylko z umiejętności walki. Duchami ratuję się w ostateczności - odparł swobodnie. - Sam mówiłeś, że powinienem z nich korzystać. Ze wszystkich moich możliwości - mruknął jeszcze i widząc jego zaskoczoną minę, wzruszył ramionami. - Pochwalisz źle, powiesz źle o dziadydze też źle. Co ty wiedźmin z okresem? - zapytał śmiejąc się pod nosem. - Stary dziadyga z okresem. Dobrze panie wiedźminie, umniejszajmy sobie - pogroził mu palcem przed nosem.
OdpowiedzUsuńGave
Emma pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Piwo nie jest gorzkie, jak pijesz je samotnie - spojrzała mu prosto w oczy. - To zależy czego od niego oczekujesz. Jak chcesz po prostu spokoju i relaksu to nie jest gorzkie - powtórzyła i uśmiechnęła się nieco nieśmiało do mężczyzny. Wielokrotnie takie piła i uważała ten "rytuał" za całkiem przyjemny. Bo mogła nie patrzyć na te wredne mordy z Armii Peruna, a to wystarczyło, aby piwo smak słodki nabrało. Obserwowała go jak je samej starając się dość szybko zjeść swój kawałek. Miała wrażenie, że przez nią mają opóźnienie w pracy. Przez to że musiał z nią usiąść i zjeść.
- Przepraszam - wymamrotała. - Już kończę - dodała szybko, odkładając połowę swojego kawałka na później. - Dziękuję, było pyszne - uśmiechnęła się do niego.
Emma
Prychnęła pod nosem na jego komentarz i rozbawiona pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- No dziad, prawdziwy dziad po prostu - odpowiedziała ze śmiechem. An zostawiła temat misji, do "po Azylu" było jeszcze całkiem sporo czasu i wolała nie wybiegać w przyszłość tak daleko. Nie było pewności jak ta cała wyprawa się skończy, prawda? Słysząc, że ją popiera i się przygotował, zadowolona kiwnęła głową. - Świetnie, w takim razie zapraszam na salony - wyszła na główny plac i ruszyła w stronę przygotowanego paleniska. Obok niego stała Mey, był też kamienny stolik i dwie miseczki na nim. W jednej przezroczysta maź przypominająca w konsystencji wazelinę. Druga była o wiele bardziej udekorowana i przykryta pokrywką. An w pierwszej kolejności podeszła do Mey.
- Mey, Yensen - przedstawiła ich sobie i zaraz wypuściła głośno powietrze, trochę się stresowała.
- Damy radę, będzie dobrze - czerwonowłosa posłała Akane uśmiech, a dopiero później spojrzała po wiedźminie z dość nieodgadnionym wyrazem twarzy. - Miło poznać - rzuciła tylko by zaraz wrócić wzrokiem do An. - Gotowa? - zapytała.
- Gotowa - potwierdziła fiołkowooka i sięgnęła po tą bardziej zdobną miseczkę. Upewniła się jeszcze, że ma przy pasku swój woreczek z wcześniej przygotowanymi kamykami i ponownie przytaknęła głową. Mey złapała pozostawioną na kamiennym stole miskę i kiedy Akane zajęła pozycję przy palenisku, ona stanęła po drugiej stronie. Yensen po wypiciu swojego eliksiru, mógł zobaczyć, że przy palenisku stoją jeszcze dwa duchy, staruszka oraz starszy wojak. Jedno i drugie trzymało ręce nad ogniem, cała czwórka stała przy ogniu od strony każdego bieguna. Północ, południe, wschód, zachód. Akane jako jedyna usiadła przy ogniu na ugiętych nogach, spojrzała jeszcze na Mohe i obecnych przy nim grajków, a kiedy dała im znać, to dookoła rozbrzmiała muzyka. Razem z muzyką przyszły te trochę bardziej magiczne dźwięki, świadczące o połączeniu z zaświatami. Akane odłożyła zdobną miskę przed kolana po czym powoli i ze spokojem zaczęła wyciągać kamyki ze swojej sakwy. Każdy po kolei układała na skraju paleniska, od jego wewnętrznej strony. Ogień palił się dość spokojnie. Kiedy już rozłożyła kamyki to przymknęła oczy i puściła ręce luźno wzdłuż ciała, układając dłonie wierzchem do ziemi. Mey spojrzała na dziewczynę przez płomienie, a dwa duchy stały przy ogniu w tej samej wciąż pozycji.
- Tańcz wiedźmo tańcz, do ognia w ogniu znak pokaże prawdę, drogę wskaże znak - zaczęła Mey, razem z Akane. - Tańcz wiedźmo tańcz, do ognia w ogniu znak. Tańcz wiedźmo tańcz... - kontynuowały, a Mey przesunęła się za jednego z duchów, by w nowym miejscu odśpiewać tą samą formułkę. Po tej powtórce przesunęła się za An, nabrała na palce mazi. Akane rozłożyła wtedy ręce na boki, a czerwonowłosa zaczęła kreślić na jej ciele różne runy.
- Cza... Ro... Do... Ro - szeptała Mey w takcie kreślenia wzorów. Powtarzała to jak mantrę, a gdy skończyła to odłożyła miskę przy boku granatowowłosej i uniosła dłonie nad jej głową. - Tańcz... tańcz... - szeptała. Wtedy też Yen mógł zobaczyć jak dookoła paleniska pojawia się więcej duchów, powoli, etapami, nie za wiele, ale z dziesięć mógł ich naliczyć. Poruszały się w rytm melodii, powolne, dokładne ruchy dłoni, głowy, całego ciała. Akane milczała, siedząc w skupieniu. Mey zaraz przesunęła się dalej, za drugiego ducha i tam wraz z An po raz kolejny odśpiewała formułkę. - Tańcz wiedźmo, tańcz... - przy kolejnym powtórzeniu Mey wróciła na swoje miejsce, na przeciw Akane i już tam pozostała, również zamykając oczy.
Muzyka dalej grała, aż w końcu ponownie wróciły szepty czystokrwistej. - Tańcz... tańcz... tańcz... - padało z ust, a runy na ciele Akane powoli zaczęły zachodzić fioletową łuną, każdy po kolei. Podobnie działo się z kamykami, dopiero teraz można było zauważyć, że i na nich nakreślone zostały runy, które lśniły z ten sam sposób co znaki na skórze An. Dziewczyna powoli wstała, nadal miała zamknięte oczy, jednak chwilę przed tym jak muzyka przyspieszyła, otworzyła je i skrzyżowała spojrzenie z Mey. - Cza... Ro... Do... Ro... - zaczęły razem, obracając się dookoła własnej osi. Rękoma poruszały w rytm muzyki i zaraz jednocześnie przesunęły się w prawo, idąc po okręgu. Obie stały za duchami i powtórzyły ruchy oraz słowa. Na każde takie powtórzenie zmieniały miejsce i tym sposobem wykonały trzy pełne obroty dookoła paleniska, ostatecznie znajdując się na swoich pierwotnych miejscach. Symbole na ciele Akane połyskiwały teraz w pełni, tak samo symbole kamieniu ułożonych w palenisku. Obie kobiety wysunęły ręce nad ogień.
Usuń- Tańcz... - szeptały, otwierając tym samym rytuał.
Akane
Spiorunowała go wzrokiem. Ewidentnie się z niej nabijał. Zmrużyła lekko brwi, dalej balansując na wahadle. Przeskoczyła na jedną latającą kłodę, potem drugą. Przytrzymała się szpikulca i zrobiła wymach w jego stronę szabelką, wiedząc że go nie dorwie. Tak o! Dla zaznaczenia że i jemu może zaraz grozić.
OdpowiedzUsuń- Ty stary pryku, szczurze lądowy, baryłko alkoholowa! - fuknęła na niego. - Uważaj sobie, bo mnie nie tak łatwo zgnieść! - zasalutowała mu wracając na główną oś wahadła. Przykucała, parowała, uskakiwała, przeskakiwała. Równała oddech, ale czuła że ten trening jest całkiem porządny. Czuła swoje mięśnie. Z każdą chwilą coraz bardziej. Spróbowała te same rzeczy robić tyłem, kiedy już się przyzwyczaiła i jeszcze raz tyłem a raz przodem w zależności od sytuacji. Walczyła z niewidzialnym przeciwnikiem. - Brzuch, aorta, głowa, ha! Nie masz łapy - zarechotała. - I jak teraz szablę przytrzymasz - wymachiwała szablą nad głową, by w pewnej chwili stracić równowagę. Rozłożyła ramiona i obróciła się w locie na plecy by paść do "wody" właśnie tak. Ugh! Uderzenie odebrało jej dech w piersiach. - Cholera no! Zapomniałam, że to nie morze - wstała i otrząsnęła się patrząc na Yensena. - Kiepsko, kiepsko. Wiem. Nie patrz tak - wywróciła oczyma. - Poprawię się.
Luna
- Nie zamierzam ich pić - potrząsnął głową. - One nie są dla mnie, nie jestem kimś kto będzie ci coś takiego podbierał. Jeśli będę potrzebował więcej mocy to ech wezmę jej więcej z zaświatów, ale to ma swoją cenę, więc wolę ćwiczyć, żeby w ten sposób się wzmocnić - przyznał szczerze, absolutnie mu nie kłamiąc w tym aspekcie. Westchnął ciężko słysząc to usprawiedliwienie i spojrzał na moment w bok. - Jasne, w ostateczności - mruknął, bo nie sądził, żeby naprawdę doprowadził mężczyznę do ostateczności. Ciężko mu było w to uwierzyć i przyjąć komplement na klatę tym bardziej. Odetchnął głęboko. - Jakoś trudno mi w to uwierzyć - powiedział sięgając sobie po frytkę i zapijając ją piwem. - Nie jestem na tyle silny, by doprowadzić cię do ostateczności. Przecież często nawet nie mogę cię trafić... - dorzucił. - Okay, ostatnio udaje się to częściej, ale wciąż... daleko mi do tego by cię pokonać - skomentował, po czym parsknął śmiechem. - Aha już w to wierzę, dobry bajer z tym okresem, ale jeśli masz taki naprawdę... - pochylił się do niego. - To sprzedaj mi jakąś działkę, zapłacę słono, co by Ryu lub Tonemu dolać do herbatki - puścił do niego oczko.
OdpowiedzUsuńGave
Po otwarciu przyszedł czas na skoczniejszą melodię, ten etap miał zapewnić energię i siłę, był najbardziej "popisowym" elementem rytuału. Duchy zebrane w pobliżu paleniska teraz ustawiły się w okręgu jako drugi rząd. Pierwszy stanowiła czwórka przy samym ogniu. Płomień wzniecił się nieco wyżej, a jego ogniste języki poruszyły się niczym chłośnięte wietrznym biczem. Niebo nad wyznaczonym fragmentem placu powoli zaczęło się chmurzyć. Stary wojak i staruszka dalej stali w swoich pozycjach, ale Mey i Akane złapały się pod boki i zaczęły bujać w rytm melodii.
OdpowiedzUsuń- Woda, rzeka, słońca dary... - zaśpiewały i złapały swoje spódnice by skoczyć w lewo, za duchy, i tam bujać się w rytm dalej - ...lasu cisza, ziemi czary, wiatru siła, ognia żary... - ponowny skok. - Zew plemienia wzywa ziemia, wolnych serc słowiańskich brzmienia, tam gdzie plemię moja się siemia - tu duchy w drugim rzędzie zaczęły swoje skoczne tańce, a Mey i An, zostając w swoim rzędzie, nie szczędziły sobie skoków, wyskoków, śmiechu i obrotów przez cały czas grania muzyki. Symbole na ciele Akane oraz na kamieniach cały czas połyskiwały.
- W dotyk chłodu idą żniwa, struga wody mnie obywa, rodu wiedza we mnie żywa. Gdzie rodzima rodzi gleba, wiem że jestem tu gdzie trzeba, sięgam dłońmi toni nieba - tym razem śpiewała sama Akane i na koniec wyciągnęła ręce w stronię nieba, które było już ciemne. Zagrzmiało nad głowami i zaraz błyskawica przecięła chmury, a w dół lunął deszcz, jednak padał jedynie na obszarze wcześniej wyznaczonym przez An. Mey zaśmiała się czując jak duże krople deszczu spadają na jej ciało, zaraz wystawiła twarz na ich dotyk i język, by i na niego padała woda. Fiołkowooka z kolei zakręciła się radośnie i razem ze swoją towarzyszką zaczęły dalej tańcować wkoło płomienia, który mimo ulewy nie przygasł ani odrobinę.
- Grom rozbłyska, naraz łączy niebo z ziemią, woła ludzi w jedno, z duchem rodu wrócić czas w bór w las - zaśpiewały razem, dalej energicznie tańcując. Zaraz wjechała druga zwrotka i motyw oraz zachowania się powtarzały, oczywiście nie było odtwarzane jeden do jednego, ale ogół wyglądał bardzo podobnie. Jedynie pod koniec dziewczyny nagle się zatrzymały i uniosły dłonie nad ogniem, a deszcz powoli przestawał padać. - Ognisty ptak z popiołów się rodzi, przyzywa do obfitości, płomieniem plemiennej jedności.
Odwiecznie jesteśmy spleceni, więzami pradawnych korzeni - wyszeptały bez śpiewu, ale zaraz wróciły do skocznych tańców, powtarzając dwa razy refren i kończąc go wróciły na swoje pierwotne miejsca, a Akane sięgnęła po zdobną misę, która cały czas stała przy palenisku. Wtedy też po raz pierwszy dwa duchy, stojące przy ogniu od strony wschodu i zachodu, otworzyły oczy i cała czwórka spojrzała po sobie spokojnie, porozumiewawczo kiwając głową.
Akane
Chwyciła pewnie jego dłoń i podniosła się, oddychając przy tym szybko. Sięgnęła sobie do manierki z wodą i pociągnęła duży łyk, po czym pokiwała głową.
OdpowiedzUsuń- Zwykle walczę na statkach to głupi nawyk, którego próbuję się oduczyć - przyznała. - Wiesz, jak spadasz do wody to uhm... masz szansę na to że się nie połamiesz - skomentowała wzdychając przy tym ciężko. - Ale wiem, że to nawyk i muszę z nim walczyć... staram się korzystać z terenu, ale czasem... no ech chyba po prostu lubię trzymać się tego co znam i wiem że robię dobrze - skrzywiła się. Oj będzie trzeba dużo popracować. Spojrzała po nim. - Dziękuję - powiedziała jeszcze, bo przecież pochwalił jej postawę i ciosy. Uśmiechnęła się nawet na to szeroko i spojrzała po wahadle. - A ty jak walczysz na tym wahadle? - zainteresowała się, znów wracając do niego wzrokiem. - Pokażesz?
Luna
Luna przytaknęła mu na to.
OdpowiedzUsuń- Tak, tylko w zwykłej walce zwracam uwagę na więcej rzeczy - przyznała. - A to wahadło bardzo przypomniało mi statek i stąd... tak myślę ten nawyk - mruknęła. - Zwłaszcza ze spadaniem - zaśmiała się cicho z własnej głupoty. Grunt to zauważać problem, akceptować go i starać się coś z nim zrobić, prawda? Zbliżyła się do wahadła, gdy ten zręcznie na nie wskoczył, jeszcze wcześniej zakładając na oczy chustę. Niczego nie widział, a przechodził je perfekcyjnie. Nie wahał się ani chwili i wyprowadzał proste, acz mocne ciosy. Zacisnęła mocno wargi obserwując to, a gdy zszedł z popisowym saltem, zasalutowała mu szablą.
- Jesteś niesamowity - powiedziała ze zdrowym podziwem odbijającym się w głosie. - Oj boli - zgodziła się, masując delikatnie swój brzuch. Raz oberwała, ale za to jak porządnie.
Luna
Chłopak słuchał tych wszystkich składników i z każdym kolejnym unosił brew nieco wyżej. Oho nieźle sobie staruszek powymyślał. Nie sądził, by jakiekolwiek z tych składników naprawdę tworzyły eliksir. No może kilka, ale na pewno nie wszystkie. Zresztą nawet jeśli eliksir miałby okazać się prawdziwy, w co szczerze wątpił, to było to wiele zachodu o jeden, głupi dowcip. Pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Nah, za dużo z tym zachodu - machnął ręką i pochylił się do niego. - I coś mało chciałeś pomóc - dodał jeszcze. - A przecież jak wspomniałeś sam miałbyś w tym interes. Tony dobrał się do twej spiżarni jako pierwszy - zamrugał zalotnie rzęskami. - A może jakiś na wieczną biegunkę? - rzucił zastanawiając się nad takim. - Ale nie, zaraz mi powiesz, że będę musiał latać za żabodzikiem i zbierać jego odchody o konkretnych porach dnia, jeśli chcę żeby ten eliksir powstał, a potem jeszcze pomodlić się o powodzenie procesu w dzień przesilenia wiosny i lata - żachnął się. - Nie, nie, nie. Żadnych dowcipów nie robię - odchrząknął, by upić znów trochę swojego piwa. - Ale skoro już jesteśmy przy tym bólu okresowym... to naprawdę tak boli? Tak jak powiadają? - zapytał go. - Skoro sam to przeżyłeś to chyba wiesz, nie? W skali od 1 do 10... jak bardzo boli?
Gave
Mimowolnie uśmiechnęła się delikatnie słysząc o perypetiach Yensena związanych z przyjaciółmi i alkoholem. Lubiła pić z kimś przy swoim boku, ale czasem wolała robić to samo. Alkohol smakował inaczej w obu tych przypadkach, ale nigdy nie był nieprzyjemny. Zawsze spełniał swą rolę. Wzdrygnęła się nieco przerażona pytaniem za co przeprasza? Może w ogóle nie powinna przepraszać? Znów coś źle zrobiła.
OdpowiedzUsuń- Przepraszam - powtórzyła odruchowo blednąc nieco na twarzy. - Przepraszam, za to że musisz czekać aż zjem - spojrzała z powrotem na swoją tartę, którą odłożyła na później. - Ja już naprawdę jestem najedzona - zapewniła go i upiła trochę wody. - Później zjem więcej... właśnie dlatego że takie pyszne. Lepiej dawkować przyjemność...
Emma
Shi posłała mu słodki uśmiech i wypiła porządny łyk wina i spojrzała mu prosto w oczy.
OdpowiedzUsuń- Wolałabym jednak nie wymiotować przy pierwszym większym powrocie do alkoholu - przyznała dość wesoło. - Ale jeśli ty masz ochotę to zapewniam, że absolutnie mnie to nie brzydzi - rzuciła wesoło. Zgodziła się z nim w kwestii dawania znaków. Jasne, że dobrze się dobrali i to nie tylko pod kątem zdolności, choć te były przydatne. Nikt inny poza nimi nie wiedział, nie miał prawa znać tych znaków. Nawet nie wiedział, że są wydawane, a to znacznie ułatwiało sprawę. Spojrzała po nim uważnie i uniosła lekko brew.- To ja nie wiem czym ty się młodzieży naraziłeś - poklepała go współczująco po plecach. - Nasz alkohol, domowy, ma się całkiem dobrze i nikt go nie podkrada - dorzuciła. - Słuchaj a może to po prostu ta skrytka? Może nie sam alkohol ich ciągnie tylko możliwość odnalezienia skrytki i znów pokazania swej wyższości? - zaproponowała. - Spróbuj cały swój alkohol przechowywać we własnym domu - rzuciła luźno wgryzając się w chleb ze smalcem. - I zobacz co się stanie.
Shi
[Proszę się uspokoić, ja z tych co patrzą na jakość, nie ilość, a pod tym kątem z odpisem jest wszystko cacy. xD]
OdpowiedzUsuńPo wymienieniu się spojrzeniami, Akane złapała misę pod pachę i wraz z pozostałą czwórką obróciła się prawym bokiem do paleniska. Razem wystawili swoje prawe dłonie w bok, nad ogień, palcami skierowanymi na osobę po przeciwnej stronie. Muzyka już rozbrzmiewała, przyszedł czas na zwieńczenie rytuały, jak to mówili Latrala "zawiązanie supła".
- Świetlików blask, ognia moc, w środku nas, krótka noc... - zaśpiewali we czwórkę, a duchy tworzące rząd za nimi, kręciły się w lewą stronę, wirując do rytmu. Oni z kolei szli w prawo, krok, przystanek, dociągnięcie nogi do nogi, krok, przystanek, dociągnięcie nogi do nogi.
- Świetlików blasku, ognia moc, w środku nas, świetlików blask - tu zatrzymali się, obrócili w przeciwną stronę, Akane przełożyła miskę i teraz szli w lewo, a rząd za nimi zaczął się kręcić w prawo. - Kręci się bo tak chce, pośród gór, mórz i lasów, pól i rzek - na ostatnie słowo cała czwórka przystanęła, a fiołkowooka stanęła przodem do paleniska, otworzyła wieko miseczki i wrzuciła do ognia cztery różne włosy. - Wieczna podróż trwa, w głębi nieba trwa - wyszeptała w trakcie wrzucania. Ona została do ognia frontem, misę trzymała w dłoniach, ale pozostała trójka nie zmieniała pozycji. Ponownie ruszyli w prawo, a rząd za nimi w lewo.
- Ognia daj, obudź gaj, w cyklu pór odwieczny czasie trwaj - ziemia przy palenisku lekko popękała i na wierzch wyszły korzenie drzew. Na ostatnie słowo znowu przystanęli i An ponowiła ruch z wrzucaniem czegoś do ognia. - Wieczna podróż trwa, w głębi nieba trwa - tym razem w płomienie trafiła dość spora, pojedyncza łuska, wylana fiolka morskiej wody, wylana fiolka wody słodkiej oraz jeszcze jedna zawartość fiolki. Odrobina przezroczystego płynu, który Akane dostała od Febe. Dosłownie dwie krople łez feniksa. Znowu ruszyli, w lewo i szli dostawnym krokiem, jednak gdy muzyka lekko przyspieszyła, Akane dołożyła obrót do swoich kroków i jako jedyna wirowała w towarzystwie. Motyw został zapętlony, taniec wrócił do kroków dostawnych, gdy znowu rozbrzmiały słowa o świetlikach. Akane zatrzymała się przy ogniu jeszcze dwa razy, za pierwszym w płomienie trafiły kolejne włosy, jednak tylko dwa. Z kolei przy drugim postoju płomienie strawiły tylko jeden włos. Kiedy rozbrzmiał ostatni wers o świetlikach, ogień jakby delikatnie zaczął przygasać, An wróciła na swoje docelowe miejsce i usiadła tam na zgiętych nogach. Spojrzała na kamienie, których blask bardzo powoli zanikał, podobnie jak ten z symboli na jej ciele. Ustawiła dłonie nad kamieniami.
- Świetlików blask, ognia moc, w środku nas, świetlików blask - zaśpiewała sama po czym przymknęła oczy i luźno zwiesiła ręce wzdłuż ciała, układając dłonie wierzchem do ziemi. Trójka jej towarzyszy również stała na swoich pierwotnych miejscach, wyciągnęli dłonie nad palenisko i przymknęli oczy, milknąć w pełni skupienia. Zbliżał się ostatni etap.
Akane
- Nie - odparł dość poważnie, kiedy już ciarki skończyły swą wędrówkę po jego plecach. - Nie chcę się oświadczać - spojrzał na swój kufel piwa i opróżnił go za jednym zamachem, żeby zaraz domówić nową. - Mhm doświadczyć tego bólu? Może... - podrapał się po głowie. - Byłoby miło wiedzieć przez co Fasole będą za kilkanaście lat przechodzić - stwierdził spokojnie, patrząc mu prosto w oczy. - Ale oświadczyny to nie... nie chcę się oświadczać - skomentował, choć właściwie Yensen o to nie pytał. On po prostu źle go na początku zrozumiał, a może po prostu chciał tak zrozumieć? Wstal od stołu i poszedł po to piwo, biorąc dwa kufle, jeden stawiając przed mężczyzną. - Skąd wiedziałeś, że chcesz się oświadczyć? - zapytał. - Nie bałeś się tego? - zadał kolejne pytanie. - Wiesz, bo ja... ja chyba nie chcę tego robić. Nie chcę wiązać się z nikim na stałe. Nie chcę... związków. To bardzo skomplikowana sprawa z nimi - westchnął. - Ja nawet nie wiem... nie wiem co to znaczy tak naprawdę kochać - mruknął. - Nie dzieci, bo dzieci to wiem... i dałbym się za nie pokroić - zacisnął mocno wargi. - To inna sprawa.
OdpowiedzUsuńGave
Fajnie było posłuchać o samych oświadczynach mężczyzny. O tym co czuł, o tym że się bał tego tematu. O tym, kiedy uświadomił sobie to szczęście. Spojrzał wtedy po sobie. Gdzieś głęboko, zastanawiając się czy on był kiedykolwiek tak naprawdę szczęśliwy. Nie na chwilę, nie na moment, ale tak czy wpadł i przez długi czas szczęście odczuwał. Upił trochę swojego piwa. Nie był pewien odpowiedzi, a to znaczyło, że chyba jednak nie był.
OdpowiedzUsuń- Nie proszę cię, żebyś nauczył mnie kochać - żachnął się chłopak. - Po prostu doszedłem do takiego wniosku. Nie wiem jak to jest kochać na sto procent. Kochać na zabój - stwierdził, a słysząc kolejne słowa pokręcił głową. - Nawet kiedy jestem egoistyczny to ona robi te swoje maślane oczka, patrzy tym swoim wzrokiem, chce koniecznie być obok... cieszy się jak porąbana jak może być obok... - zacisnął mocno wargi. - A ja nie lubię jak jest smutna. Wystarczająco wycierpiała przeze mnie, przez samą siebie... - pokręcił głową. - Dlatego wolę... - wzruszył ramionami. - Wolę po prostu olać swoje potrzeby - mruknął. - Ja jakoś przeżyję nie? Ktoś musi być tym czarnym charakterem - uśmiechnął się krzywo. Zastanowił się nad jego kolejnymi słowami. Upił trochę swojego piwa. - Zająłem - skomentował, patrząc na niego. - Ćwiczę nie tylko z tobą. Ćwiczę rękę, bawię się z maluszkami, uwielbiam spędzać z nimi czas. Ćwiczę grać na gitarze, napisałem parę własnych tekstów, ale nie pokażę ich na razie nikomu - poinformował go. - Wychodzę poza Argar, szukam duchów, zajmuję się też tą sferą - pokiwał lekko głową. - Rozmawiam z innymi... - wzruszył ramionami. - Zajmuję się sobą.
Gave
- Czekam, bo ty chyba uwielbiasz długo i wolno jeść - zauważyła wstając z miejsca, żeby trochę rozejrzeć się po całym warsztacie. Sama nie chciała teraz więcej jeść, bo mimo wszystko była trochę podekscytowana tym, że będzie mogła popracować. Że będzie mogła zrobić coś swojego. Pokiwała głową na wieść o wodzie. Miała przecież swoją wodę, ale nie chciała mu o tym teraz pieprzyć od rzeczy. - To co będziemy dzisiaj robić? - spojrzała po nim z zainteresowaniem.
OdpowiedzUsuńEmma
Ostatni etap był najspokojniejszy, przynajmniej dla Akane, bo ta jedynie siedziała przy palenisku, trzymając dłonie nad ułożonymi kamieniami. Muzyka znowu zaczęła grać.
OdpowiedzUsuń- Jestem ogniem, jestem lodem, jestem wiatrem, jestem rodem... - zaczęła fiołkowooka. Z każdym "jestem" ogień zdawał się zmniejszać, płomień ogniska jakby wnikał w symbole wyrysowane na kamieniach i skrzył się w nich. - Jestem ziemią, jestem lasem, jestem drogą, jestem czasem... - kontynuowała An. - Jestem drzewem, jestem zbożem, jestem kroplą, jestem morzem... - duchy zebrane naokoło tańczyły w kręgu, trzymając się za ramiona i od czasu do czasu zmieniając kierunek poruszały się w rytm skocznej melodii. - Jestem nocą, jestem słońcem, jestem świtem, jestem końcem... - Mey oraz duchy nie zmieniały pozycji, ale czerwonowłosa spojrzała po swoich towarzyszach z przenikliwym uśmiechem i przytaknęła głową, dając znać. - Jestem kwiatem... - powiedziała Akane, a duch staruszki powoli odsunął się od paleniska. - Jestem sową... - odsunął się duch strażnika, a Akane lekko zacisnęła zamknięte powieki. Medalion Yensena mógł wyczuć znaczny przyrost magii. - Jesteś światem... - od paleniska odsunęła się Mey, a płomień był już ledwie się tlący. - Jestem tobą... - dokończyła Akane, a z jej nosa popłynęła stróżka krwi. Ogień zniknął, a runy na kamieniach jeszcze chwilę się skrzyły. An otworzyła oczy, jej oczy również lśniły, ale zaraz zaczęły wygasać, wraz z runami na kamieniach. Dziewczyna siedziała jeszcze chwilę, jakby w transie, patrząc przed siebie. Duchy zaczęły powoli znikać, aż w końcu przy palenisku została tylko An, Yensen i Mey.
- Udało się - oznajmiła Mey, a blask z oczu Akane w końcu zniknął. Wtedy "obudziła się" całkowicie i lekko zachwiała. Musiała oprzeć dłoń o ziemię, a czując ciepłą ciecz pod nosem, przetarła ją powoli. Czuła się zmęczona, bardzo...
Akane
To całe papcio zakłuło go w uszy, a reszta epitetów i określeń sprawiła że mimowolnie uśmiechnął się słabo.
OdpowiedzUsuń- Tak, dobrze - mruknął. - Ale nie rozmawiam z nimi na te tematy. Wiesz... nie fajnie jest dzielić właściwie wszystkich znajomych ze swoją byłą - stwierdził dość spokojnie, zaciskając mocno wargi i kręcąc głową na to jego pytanie. - Bo myślałem, że nie tylko ja wezmę na poważnie zerwanie, że nie tylko ja odpuszczę słodkie oczka - mruknął. - To przestałem odpuszczać, skoro ona... no wiesz twierdziła że jej to nie robi - mruknął. - I co? I nic... - mruknął krótko. - Jak daleko... - zastanowił się. - Aż zrobię coś, co sprawi że ona sama otworzy oczy, że sama zrozumie... bo co z tego, że znów postawię na swoje, jak ona dalej będzie miała nadzieję? - spojrzał po Yensenie. - Ja nie wiem co ja czuję... poza cholerną frustracją... nie wiem - zacisnął wargi. - Najchętniej wyniósłbym się z Argaru - przyznał szczerze.
Gave
- Wolę im tego oszczędzić i po prostu staram się z nimi nie rozmawiać o naszych sprawach. Wiesz ja... jestem już trochę uprzedzony, bo wcześniej ciągle słyszałem o swojej winie. O tym jaka ona jest przeze mnie biedna i nieszczęśliwa - zacisnął mocno wargi. - Wolę już z nikim o tym nie rozmawiać, bo ja wiem co robię źle. Wiem, że częściowo robię źle... tylko no w tym wszystkim są dwie osoby - zauważył cicho, znów upijając trochę swojego piwa. Spojrzał po Yensenie i pokręcił lekko głową. - Tak i znowu usłyszę starą dobrą śpiewkę "na mnie te gesty nie robią wrażenia, ja je lubię bo lubię z tobą przebywać" - westchnął ciężko. - Ja też lubię. Też lubię z nią przebywać i chciałbym się z nią przyjaźnić. Tak po prostu przyjaźnić i nic więcej... - wymamrotał. - Na razie - spojrzał po nim. - No bo mamy dzieci i chciałbym żeby one miały jednak dogadujących się rodziców - spojrzał po nim. - Naprawdę ją lubię... problem tylko w tym, że chyba nie wystarczająco - mruknął. - Często mam wrażenie, że nie ważne co zrobię... to zawsze będzie za mało i zawsze będzie źle odczytane - skomentował. - Jak już dziewczynki będą w Azylu... a ja... a ja tam nie zostanę... - odetchnął głęboko. - To może wtedy - pokiwał lekko głową.
OdpowiedzUsuńGave
Akane oparła się o Yensena i zamknęła oczy na chwilę, łapiąc kilka oddechów.
OdpowiedzUsuń- Linia Lotty zdecydowanie ma potencjał - Mey mówiła dalej. - Jesteś pierwsza, której udało się samodzielnie zakończyć rytuał - w dumą kiwnęła głową. - Wiesz c to oznacza... - uśmiechnęła się do Akane wyraźnie zadowolona. An wiedziała, ale średnio miała siły by teraz odpowiadać, średnio miała ochotę. Drugi poziom spadł na nią bardzo niespodziewanie. Nie podobało jej się to zagranie, Mey miała już kilka dziwnych zagrań, ale teraz... cóż. Czerwonowłosa chyba sama nie do końca zdawała sobie sprawę z czym wiążą się te skoki mocy.
- No nic... Zrobiłam swoje, kamienie są zapieczętowane. Teraz z łatwością przyjdzie Ci je używać, tylko podszkol runy - puściła oko An i żwawym krokiem ruszyła do portalu, który zaczął się powoli otwierać.
- Mey... - Akane otworzyła oczy i skrzyżowała ze znajomą wzrok. - Pierwsza, tak? - zapytała. Czerwonowłosa z dumą jej przytaknęła głową. Fiołkowooka posłała jej nikły uśmiech. - Pamiętaj, że "pierwsza" oznacza wiele niewiadomych - nawet nie ukrywała ostrzegawczego tonu. Mina Mey uległa ledwo widocznej zmianie, ale koniec końców posłała Akane uśmiech.
- Odpoczywaj... Akane... - rzuciła nim zniknęła w portalu. An spojrzała zaraz po tym na Yensena i syknęła cicho, dotykając skroni.
- Głupia suka... - sapnęła. - Pomożesz mi... się położyć? Na chwilę... muszę... - poprosiła. Zaraz dołączył do nich Mohe, przekazał pieniądze od Akane dla grajków i sam podbiegł, trochę zaniepokojony.
- Muszę przyznać, że widok był nie z tej ziemi, ale... W porządku mała? - zapytał i zaraz skinął głową w stronę Yensena. - Mohe, przyjaciel Akane - przedstawił się, siadając za głową dziewczyny. Ułożył jej głowę na swoich udach.
- Muszę ... po prostu chwilę odpocząć - odpowiedziała. Wiedziała, że Latrala coś kombinują, to co poczuła nie było dobre... Nie znała jeszcze szczegółów, ale wiedziała, że to po prostu nie było dobre.
Akane
Akane delikatnie pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Od początku wiedziałam, by nie ufać... Vivienne jaka była, taka była, ale na koniec dała mi dostęp do wielu swoich wspomnień, dzięki czemu miałam mniej więcej zarys planu - przyznała i wzięła kilka głębszych wdechów. - Musiało wyjść dość wiarygodnie z tą naiwnością, co by widzieli profity w pomocy, której po prostu potrzebowałam... Przyznaję jednak, że nie wiem dokładnie do czego dążą, no i to dziś... - zamknęła oczy, krzywiąc się lekko. - Tego nie przewidziałam. Poprosiłam o pomoc, wiedząc, że sama nie dam rady z rytuałem. Nie sądziłam, że tak szybko zrobią mi próbę - wyjaśniła, czując pewnego rodzaju konieczność by co nieco rozświetlić.
- Dla mnie to dosłownie czarna magia, jedyne co mogę pomóc to dać oparcie pod głowę - stwierdził Indianin. Akane uśmiechnęła się do niego lekko i zaraz spojrzała na Yensena.
- Bez obaw, nie myślę, aż tak nie oszalałam... Chociaż Twoja głowa nabita na pal mogłaby stanowić niezły odstraszacz na czas wojny... Co myślisz Mohe?
- No w sumie... - spojrzał po Yensenie. - Widać po twarzy, że wojownik, ubić takiego to już sztuka - przytaknął. - Mój lud na pewno by się zastanowił czy warto ryzykować - przyznał.
Akane
Akane miała wrażenie, że Yensen nie do końca zrozumiał o czym ona mówi.
OdpowiedzUsuń- Ja zrobiłam? Przecież Ci mówię, że poprosiłam sabat o pomoc w zapieczętowaniu kamieni, bo sama nie byłabym w stanie tego zrobić. Pomogli mi, ale na sam koniec zostawili samą, sama zakończyłam rytuał, ale tego nie było w planach, nie w moich... Nic tu dziś nie planowałam, nie sądziłam, że wykorzystają ten rytuał w jakimś celu, ale się pomyliłam... - westchnęła ciężko i pokręciła głową. Kolejny dmuchający na zimne. - Zrobili mi próbę bez mojej wiedzy... Raczej ciężko było się przed tym wstrzymać, skoro nie wiedziałam co kombinują... - spojrzała po staruszku unosząc jedną z brwi. - Kolejna jest dla mnie nieosiągalna, przynajmniej w danej chwili, więc nie sraj żarem... - podniosła się powoli i zerknęła na Mohe by odetchnął głęboko, a po tym spojrzała znowu na Yensena. - Sorry za opryskliwość, ale nawet dobrze nie zrozumiałeś o czym mówię, a już mi prawisz kazania. Doceniam troskę, ale jedyne co w danej chwili robię sama z siebie, to zbieram rzetelniejsze informacje. To co zrobiła Mey w tym rytuale nie zagraża mojemu życiu, jest chujowe i dobrze to sobie zapamiętam. Mam potwierdzenie jej krzywych działań, ale tego akurat nie planowałam, sama dała mi dowód zastawiając tą pułapkę. Dziś liczyłam po prostu na pomoc, nic więcej... Przeliczyłam się, ale ma to swoje plusy... - ostrożnie wstała, w razie co gotowa złapać Mohe lub Yensena, co by się na nich oprzeć czy przytrzymać. - Znośnie... - odpowiedziała na pytanie wiedźmina i spojrzała po pozostałościach z kręgu. - Mógłbyś przetrzeć tamtą runę? Rozmazać... - poprosiła Indianina, mimo wszystko łapiąc jednak przedramię Yensena i przytrzymując się o niego. - Dam radę, możemy iść, tylko niech Mohe rozbroi barierę - wyjaśniła. Zaraz jeszcze objęła ramieniem przyjaciela. - Dziękuję za pomoc - uśmiechnęła się do niego na pożegnanie.
- Nie ma sprawy, później się zgadamy - chłopak puścił jej oko. Nie widział sensu towarzyszyć w odprowadzaniu Akane, skoro miała już z kim iść.
Akane
Im bliżej było wyjścia do Azylu tym bardziej miał ochotę wyrwać się z Argaru. To miejsce wielokrotnie mu pokazało, że nie jest dla niego, a przynajmniej takie odniósł wrażenie, a teraz jeszcze dochodziły problemy z Akane. Skoro miał faktycznie postawić na swoim to musiał się od niej odizolować. Przynajmniej na jakiś czas. Zrobić rzecz drastyczną, ale jednocześnie taką, która byłaby w stanie mu pomóc. Pomóc uciszyć wyrzuty sumienia, bo znów zrobił jej krzywdę. Miał patrzeć na siebie i tylko siebie. Dziewczynki tego dnia były u samej Akane, więc on zahaczył Yensena u niego w robocie.
OdpowiedzUsuń- Masz chwilę? - zapytał go. - Jest pewien duch, grasuje w pobliskiej wiosce. Straszny z niego skurwiel - przyznał szczerze. - Za życia był pieprzonym seryjnym mordercą. Lubował się w młodych chłopcach, a jego pierwszą ofiarą był jego syn - poinformował go. - Zawistna z niego dusza. Zaatakowała ostatnio żywego. Weszła w jego ciało i zaszlachtowała jego całą rodzinę... - dodał jeszcze do tego wszystkiego. - Potowarzyszysz mi?
Gave
Zastanowiła się chwilę i przytaknęła mu głową.
OdpowiedzUsuń- Mogłam, ale szczerze...? Naprawdę stawiałam, że to będzie szybka akcja, wpadną, pomogą i wypadną. Nie widziałam sensu w naświetlaniu Ci kim jest Mey, bo jeżeli już brałam pod uwagę jakieś zagrożenie, to takie, które sam byś wyczuł. Mój błąd... Chociaż z drugiej strony... Zagrożenia nie było, więc nie wiem czy jakkolwiek byś wyczuł ten podstęp - skrzywiła się lekko. - Cóż, na przyszłość zapamiętam by więcej Ci mówić - stwierdziła. Na słowa o wiedzy, przytaknęła mu głową. - Pojawi się tylko na moją prośbę czy wezwanie, ale dobrze, rozumiem, w razie co będę Cię informować - zapewniła. Słysząc kolejne słowa uśmiechnęła się do niego ciepło. - Ziółka z prądem? Dwa razy nie mów, chętnie skorzystam - przyznała z lekkim śmiechem. - Rozumiem... Masz rację, powinnam zacząć powoli mówić o tym co już wiem, ale... Mam po prostu wrażenie, że to takie trochę zawracanie głowy. Każdy ma jakieś swoje problemy, do tego ta wojna... Cały czas odkładam to w czasie, bo to nie jest nic palącego, ale... Możesz mieć rację... Skoro Mey wprowadziła tą całą zasadzkę, to może jednak spieszy im się bardziej niż myślałam... - skrzywiła się i westchnęła ciężko. Zaraz po tym uśmiechnęła się pod nosem. - Jeżeli kiedyś rzeczywiście się z tego powodu zesrają, to pewnie zobaczysz to na własne oczy, bo co jak co, ale tak grubego tematu nie zamierzam rozwijać na własną rękę - przyznała.
Mohe z kolei zaśmiał się lekko na słowa o treningu, a gdy padło coś o bimbrze, to obejrzał się na Yensena z niewinnym uśmiechem. - Ależ nie wiem o czym mówisz, chociaż czuję nosem, że masz rękę do alkoholi - poruszył zabawnie brwiami i ruszył w swoją stronę.
Akane
Gave nie miał nic przeciwko jego przygotowaniom. Sam miał już ze sobą swoje miecze i wypełniony pas różnymi przydasiami, w tym bukłak wody. Obserwował jak mężczyzna się przygotowuje i pokiwał lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Bardzo wesoły - przyznał patrząc na jego zbroję i krzywiąc się. - Nie mogę się przyzwyczaić do zbroi - powiedział tylko. - Dostałem od Onyx i trenowałem zakładanie i noszenie, ale no jakoś tak dziwnie w niej. Niby lekko, niby nie przeszkadza, a w głowie siedzi że jest i przeszkadza - zaśmiał się cicho. - Wiem, głupi jestem - skomentował ze śmiechem na ustach.
Gave
Zastanowiła się chwilę, gdy mówił o dzieleniu się zdobytymi informacjami. Kiwnęła głową.
OdpowiedzUsuń- Chyba masz rację… Nie zaszkodzi już teraz się nad tym zastanawiać w grupie, ewentualne działania możemy w końcu wprowadzić dopiero po czasie – przyznała. – Cóż, może więc przyjdzie Ci usłyszeć o niektórych sprawach, tata wie co nieco, ale też nie wszystko. Ale to już przy tych ziółkach – wyszczerzyła się do niego. Zaśmiała się na żart o zapaszku i pokręciła głową rozbawiona. Yensen był bardzo przyjemnym w obyciu staruszkiem, to mogła przyznać.
Mohe Yensenowi nic już nie odpowiedział, chociaż wizja pomaganie Emmie przy stolarce nawet kusiła by celowo zwinąć alkohol i dać się na tym złapać.
Akane
Emma słuchała go z uwagą i kiedy poprosił o podgrzanie pieca, od razu zaczęła to robić. Ogień rozpaliła w trymiga i potem zaczęła dokładać drewna zwiększając ją. Sama niespecjalnie czuła to całe kurewskie gorąco, ale postanowiła o tym nie wspominać przy Yensenie. Zamiast tego po prostu zajęła się pilnowaniem pieca i kiedy zauważyła, że sztabki zaczynają się topić, zasygnalizowała to Yensenowi, z ciekawością obserwując jak on przelewa je do odpowiednich forem.
OdpowiedzUsuń- Śróbki też tak robimy? - zainteresowała się, bo formę na śróbki mężczyzna też na pewno zdołał już wykonać. - I gwoździe? - dodała chwilę później, zerkając na mężczyznę.
Emma
Luna słuchała go uważnie. Lubiła podpatrywać ruchy od innych, niekiedy bardziej doświadczonych, innym razem mniej. Każdy miał do zaoferowania co innego. Coś nowego. Lubiła wprowadzać to do swojej rutyny. Niektóre z nich na stałe, inne sporadycznie. Odruchy były trudne do wytępienia, ale Yensen miał rację. To było do zrobienia.
OdpowiedzUsuń- Tak jest - uśmiechnęła się, salutując mu szablą i gwizdnęła z podziwem na jego ruchy. Aż sama upiła łyk swojego rumu. - Niesamowite - podała mu butelkę, co by mógł sobie pociągnąć. - Och wyzwiska to ja strzelam jak z rękawa! - wyszczerzyła się. - Krzywy ryj, pryszczaty, włochaty, śmierdziel i inne takie - zaśmiała się lekko. - To moje hobby - rzuciła ze śmiechem na ustach.
Luna
Akane przytaknęła głową, gdy wspomniał o innym dniu, nie miała nic przeciwko, teraz sama chętnie by odpoczęła w swoim łóżku. Uśmiechnęła się pod nosem na wizję siebie, udającej Wonder Woman.
OdpowiedzUsuń- Śmiem twierdzić, że dach nie byłby moim placem zabaw po przesadzeniu z ziółkami, a raczej cała wioska, więc tak, zdecydowanie jestem za przełożeniem tego na inny dzień - rzuciła z lekkim rozbawieniem. - Ach, tak to wymyśliłeś. Ale pamiętasz, że ja też z Tobą trenuję? - zaśmiała się krótko, a widząc dom taty, uśmiechnęła się delikatnie. - No nic... Dzięki za towarzystwo i mimo wszystko za czuwanie. O ziołach na pewno nie zapomnę - objęła wdzięcznie wiedźmina i posłała mu ciepły uśmiech, by zaraz ruszyć w stronę wejścia. Niklaus dość szybko wyszedł jej na przeciw.
- No i co się odwaliło? - zapytał, kiwając wdzięcznie głową do Yensena, ale pytał córki, ta na spokojnie zaczęła mu opowiadać i razem weszli do głównej izby.
Akane
Pokiwała z uznaniem głową. Wreszcie ktoś, kto na alkoholu się znał. Spotkała się tu już z wieloma różnymi opiniami na temat swojego rumu. W pamięć jednak zapadały głównie te skrajne. Doskonale bowiem pamiętała słowa Lazarusa. Prychnęła pod nosem na to wspomnienie.
OdpowiedzUsuń- Następnym razem przyniosę ci całą butelkę - stwierdziła swobodnie. - Rodzinna produkcja - wyjaśniła szybko i skinęła głową na ustalenie. - Tak jest - zasalutowała mu z powrotem szablą i wskoczyła na wahadło, by rozpocząć ćwiczenia. Dalej bawiła się na nim doskonale, tylko tym razem pilnowała się, aby zbyt mocno nie traktować wahadła jak statku, co wcale nie było łatwe gdy zaczynało bujać mocniej.
Luna
Chłopak wzruszył ramionami na wieść o tym kiedy to będzie głupi.
OdpowiedzUsuń- Szeleści jak się człowiek przemieszcza - poinformował go. - Nie da się podejść nigdzie niepostrzeżenie w takim ustrojstwie - dodał i odetchnął głęboko, spoglądając na runy, które Yensen nakładał na swoje miecze. On tego nie potrzebował. Zerknął za to na swoją niemal doprowadzoną do porządku dłoń. Miał już na niej bliznę w kształcie swej runy i sprawdzał uprzednio. Działała jak należy. Przynajmniej w sytuacjach kryzysowych. - No i druga rzecz... że trzeba ją zakładać - zaśmiał się szczerze. - Ale to drugie jest już do przeżycia... - dodał zaraz. - No nie wiem... jakoś zbroja mnie nie przekonuje. Doceniam ją i wiem, że w trakcie wojny będzie niezbędna, ale... - wzruszył ramionami. - W normalnych warunkach chyba wolę jej nie nosić. Może kiedyś się przestawię, ale na razie... - westchnął. - Chyba po prostu wolę być tym głupim trupem - stwierdził.
Gave
Dziewczyna świetnie się bawiła przy wyrobie tych odlewów. Bardzo ją to wciągnęło. Upewniała się, że odpowiednia ilość zostanie wlana do formy i że wszystko w środku jest równe. Związała włosy w luźny kok na głowie, żeby niechciane kosmyki włosów nie wpadały jej do oczu czy przeszkadzały w pracy. Całkiem podobało się jej to, że może się do czegoś przydać. Praca była ciężka, ale Yensen zdawał się dobrym towarzystwem. W miarę upływu czasu trochę się rozluźniła.
OdpowiedzUsuń- Dobrze - uśmiechnęła się, kiedy wspomniał o hartowaniu w zimnej wodzie i z uwagą obserwowała jak mężczyzna to robi. - Będę mogła... spróbować? - zapytała go po dłuższej chwili. - Znaczy uhm... jeśli mi pozwolisz... i powiesz jak - dodała szybko.
Emma
Chłopak automatycznie uniósł się w górę i obrzucił Yensena chłodnym spojrzeniem.
OdpowiedzUsuń- Nie krzycz tak, dzieci obudzisz - fuknął na niego, dopiero po chwili orientując się, że dzieciaków już nie było. Podrapał się lekko po głowie. Gdyby ktoś je porwał to duchy by go obudziły, doniosły by mu to, więc to nie mogło być to. Odetchnął głęboko nieco się uspokajając. Spojrzał po Yensenie spode łba. - Co zrobiłeś z maluchami? Mieliśmy dziś w planie wędrówkę po klifach... - bąknął, przecierając oczy i ziewając szeroko. - Będziemy robić trumny czy kanapy? - zapytał, bo skoro mieli iść do roboty Yensena to ewidentnie chodziło o meble. Niespecjalnie protestował. Ziewając podszedł do szafy by wyciągnąć swoje ciuchy. Czarne oczywiście i zszedł na dół by się umyć i przegryźć jakieś jabłko, zanim dołączył do Yensena.
Gave
Gave jęknął ale głównie przez to całe uszczypnięcie w policzek i trzepnął go w łapkę.
OdpowiedzUsuń- Mhm... to był niewypał. Uczyłem się dopiero, teraz strzelam dużo lepiej... jak cię ustrzelę następnym razem to będziesz wiedział, że specjalnie - wyszczerzył się do niego i pokiwał głową. - Brzmi nieźle. przyda mi się zapas ziółek - rzucił lekko, bo planował zrobić specjalną edycję "Łapy" i przetestować ją na większej grupie, przy pierwszej lepszej okazji. Onyx była niezłym testerem. Beta wersją. Przypadkowym odkryciem, który w głowie zrodził bardzo perfidny plan. Na wiadomość o tworzeniu trumn i kanap pokiwał głową. - Super - rzucił do niego właściwie to zadowolony. - Fajnie będzie nauczyć się coś nowego.
Gave
- To moja nowa aspiracja - wyszczerzył się do niego i prychnął pod nosem. - Jak już będę usypiał to znienacka, nie przyjmuję żadnych życzeń co do miejsc - rzucił lekkim tonem i odebrał od Yensena lejce by ruszyć z końmi w stronę wodopoju. Tam spokojnie poczekał aż te się napiją, opierając się o pobliskie drzewo i wrócił wraz z nimi do wiedźmina, oddając mu tego, który był jego ulubieńcem. Sam wziął tego drugiego i zgrabnie go dosiadł. - To gdzie po te twoje ziółka?
OdpowiedzUsuńGave
- A jak, trzeba wysoko mierzyć - Gave pokazał mu język i parsknął cichym śmiechem. Oczywiście miał też inne marzenia, ale to? To wcale nie było takie głupie. Może czas najwyższy zacząć trochę rozrabiać? Uśmiechnął się krzywo pod nosem. - Ta firma jednoosobowa reklamacji nie przyjmuje - powiedział zgodnie z prawdą i klepnął go w plecy ruszając tuż za nim. Skoro nie wiedział w którą stronę się udawać to nie proponował ścigania się. To mógł zostawić na drogę powrotną. - Swoją drogą... co cię dziś naszło na taki wypad? Zwykle krzywo patrzysz i chcesz spędzać każdą wolną chwilę z Febe - zauważył. - Aha i ech bardzo proszę następnym razem... nie zabierać mi dzieci tak z czapy - spojrzał po nim nieco poważniej. - To nie było fajne.
OdpowiedzUsuńGave
Kiedy ludzie ruszyli do Azylu, on z nimi nie poszedł. Został w Argarze. Pożegnał się z bliskimi i poczekał aż znikną za horyzontem. Dopiero wtedy zawrócił. Nie chciał siedzieć w opustoszałym domu, więc swe kroki skierował w stronę pracowni Yensena. Jego warsztat z meblami wciąż działał. Zapukał zanim wszedł do środka.
OdpowiedzUsuń- Dobry - przywitał się z nim przez moment rozglądając się po wnętrzu. - Mogę jakoś pomóc? - zaproponował od niechcenia mając w tym swój cel. Chciał szybciej wyrwać Yensena z pracy. - We dwóch pójdzie szybciej - dorzucił. - O a krzesła nawet mi wychodzą - uśmiechnął się lekko.
Ryu
Ryu skinął głową i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- To pomogę doczyścić deski - skomentował. - Ale nie za darmo - spojrzał po nim. - Chciałbym wrócić do formy. Chodzę już i robię ćwiczenia na wzmocnienie nogi, ale to dalej nie jest to... jakiś mały trening by mi się przydał - przyznał szczerze. - Melio daje radę, ale jeśli masz chwilę po pracy albo jutro czy coś... to chciałbym spróbować z innymi nauczycielami również - dodał, bo z demonem trenowało mu się świetnie, ale odczuwał niedosyt. Pragnął się rozwijać, a i Yensen mógł mu wiele zaproponować. - Może być? Taka wymiana? Ja pomagam tu, a ty mnie trochę pouczysz?
Ryu
Gave spojrzał po Yensenie uważnie i odchrząknął.
OdpowiedzUsuń- Ale wiesz, że... no wystarczy powiedzieć, a ci pomogę, nie? - zapytał go spokojnie. - Trenujesz mnie, chodzisz ze mną odsyłać duchy, pomagasz z tymi najtrudniejszymi - zauważył spokojnie. - Serio ci pomogę w pracy jeśli tego potrzebujesz, nie musisz uciekać się do jakichś wymówek - rzucił cicho. - Pracuję w gospodzie, śpiewam i kelneruję pomagając przy tym trochę Febe, mam też czas z dziewczynkami i Groszkiem, a także treningi... ale przecież znajdę wolną chwilę żeby ci pomóc - zauważył bezproblemowo i odetchnął głęboko. - Tak, wiem że się pożegnałem. Doceniam to, po prostu... uhm nie lubię jak ktoś je zabiera, kiedy myślę że jestem w bezpiecznym miejscu... że oni są w bezpiecznym miejscu - wymamrotał. - Poczułem się trochę jak nieudolny ojciec... bo nie obudziłem się, kiedy je zabierałeś - zacisnął mocno wargi. - Duchy mnie nie zaalarmowały, bo ech bo wiedzą że jesteś swój... ale mimo to powinienem się obudzić.
Gave
Gave zaśmiał się cicho i pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- W porządku, będę znakomicie udawał, że zmuszasz mnie do pracy - parsknął śmiechem, po czym zrobił minę zbitego psa. - Kto to widział... z samego rana, o bladym świcie zrywać z łóżka - jęknął niczym prawdziwy zbuntowany nastolatek. - Jak mi się nie chceee - dodał zaraz wzdychając ciężko. Zacisnął mocno wargi na wyjaśnienie. Nie poczuł się przez to lepiej. Przynajmniej nie przez tekst o quenn. Pokiwał jednak głową na znak zgody, gdy Yensen wspomniał, że następnym razem nie zrobi mu nic podobnego. Przynajmniej nie zabierze dzieci by go przestraszyć. - Dziękuję - rzucił tylko i zsiadł z konia, tym razem poważnie robiąc minę zbitego psa.- Matko... ja nie mam głowy do tych ziółek - burknął, ale ruszył na poszukiwania i przystanął przy odpowiednich chaszczach. - To są te no śmierdzące gnojówki - wskazał na nie. - Nie wiem jaką mają poprawną nazwę, ale śmierdzą gnojem, a jak je się przerobi zmieniają zapach na coś na podobę wanilii i nieźle usypiają - rzucił ich właściwości, bo to akurat zapamiętał. - Zbiera się je bez korzeni, łagodnie.
Gave
Gave pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Nie zamierzam być trucicielem na cały etat - rzucił tylko. - Wystarczy mi pakiet 3 trucizn i trzech antidotum - stwierdził spokojnie. - I specjalnie oznakowane strzałki - uśmiechnął się lekko. - Tak, no wiesz, plan C, jak już plan A i plan B zawiodą - wyjaśnił, po czym z westchnieniem spojrzał po swoich dłoniach. - Wiesz... mam problem z używaniem własnych umiejętności do walki. Tych duchowych umiejetności - powiedział w końcu. - Bo uważam to za... no po prostu nie w porządku z przeciwnikiem który takich nie ma - odchrząknął. - Wiesz jak mam krysztalnika obok to co innego - pokiwał głową i spojrzał na Szaszkłaka. - O ja pi di... - wymamrotał. - Dla mnie to będzie Gnojówek zwyczajny - mruknął, bo przecież w życiu nie zapamięta nazwa. Nie było nawet opcji. - Ewentualnie Szaszłyk z kłaka... - mruknął i uniósł lekko brew. - Nie wiem - odparł szczerze. - Pewnie są śmiertelnie trujące, bo skoro zmieniają zapach pod wpływem obróbki to zachowują się jak kameleon... więc i tu może coś w tym być.
Gave
Tego już nie skontrował, bo zgadzał się z mężczyzną. Wiedza o tym jak nie pomylić ziółek była warta zachodu i chociaż sądził, że sobie z tym poradzi to zbieranie ich mogło się przydać w odróżnianiu.
OdpowiedzUsuń- Bo nudno tak - spojrzał po Yensenie. - Sprzątnąć gościa z nienacka tylko dlatego że używam swoich mocy - powiedział. - Gdzie tu emocje, gdzie tu adrenalina? - zerknął na niego. - Jasne, to dobra sprawa w wypadku, gdy naciera na mnie 50 łebków... ale na jednego? Na jednego czy pięciu wystarczą umiejętności walki - uśmiechnął się lekko i wzruszył ramionami, po czym posłuchał o korzeniach gnojówki. Skinął głową. - Dobra, w trzecią gęstość? Nie bardzo rozumiem - przyznał szczerze, ścinając roślinkę raz za razem.
Gave
Ryu wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Daje, daje, ale... tu pojawia się problem, bo zna już niemal wszystkie moje myki i trudno go zaskoczyć czymkolwiek - odchrząknął. - Więc żeby sprawdzić czy coś tam umiem więcej warto zmienić na trochę trenera - wyszczerzył się do niego. - A Gave cię zachwala, więc... tak pomyślałem, że skoro teraz i tak jest mniej do roboty to może byś mnie wziął na parę sesji - skomentował i pokiwał głową, siadając naprzeciw niego, by rozpocząć czyszczenie desek. - Mam osłabioną nogę po złamaniu - mruknął. - Muszę ją wzmocnić. Niekiedy chwyta mnie w niej ból, dość mocny - przyznał krzywiąc się nieco przy tym. - I... straciłem trochę gibkości... jakoś nie mogę tak płynnie skakać po drzewach, przez tę nogę - westchnął ciężko. - Przyczepności tyle nie ma... wiem że to potrzeba czasu, by odzyskała wszystko co miała, ale... chciałbym jej trochę pomóc, a nie... popsuć jej sytuację.
Ryu
Ryu spojrzał po nim i wyszczerzył się w odpowiedzi wzruszając lekko ramionami.
OdpowiedzUsuń- Czasem trzeba - skomentował lekkim tonem i parsknął śmiechem na komentarz o Gavie. - Dlatego przychodzę dopiero teraz, kiedy Gava nie ma w Argarze - zauważył odkładając pierwszą wyczyszczoną deskę i zabierając się za kolejną. - Żeby nie zabierać mu czasu treningowego - dorzucił tylko i zerknął na Yensena. - Tak jest - skinął głową na wieść co będą dzisiaj trenować. Zamierzał dostosować się do zaleceń mężczyzny.
Ryu
- Ja nie mówię o sytuacjach krytycznych - odparł spokojnie Gave. - Wtedy dobrze mieć asa w rękawie - pokiwał głową. - Mówię o sytuacji kiedy widzę, że nie będzie frajdy - mruknął krótko. - Są sytuacje i sytuacje... priorytety i priorytety - spojrzał po Yensenie. - Naprawdę na wiele walk tutaj nudno byłoby załatwiać to non stop używając swoich mocy - skomentował. - Zero z tego frajdy - wzruszył ramionami. - Ale są sytuacje w których te na pewno się przydadzą i tak, ja dalej chcę trenować swoje moce i nie zamierzam odpuszczać - uśmiechnął się lekko. - Nie, dzięki. Nie przepadam za samym sobą na haju - przyznał szczerze.
OdpowiedzUsuńGave
Chłopak wstając z miejsca przez chwilę miał wrażenie, że się przewróci. Pourazowa noga była po prostu miękka. Odetchnął głęboko kilka razy i pokręcił kostką, by przyjąć butelkę wody. Upił porządny łyk, oddając ją Yensenowi.
OdpowiedzUsuń- Tak jest - zasalutował mu tylko i ruszył za mężczyzna na placyk treningowy. Tej był imponujący. Ryu miał już okazję go zobaczyć, ale nigdy na nim nie ćwiczył. - Wzmacniam nogę przez codzienne biegi ale nie robię długich dystansów - przyznał. - Jakieś 5 km... Bo po tym czasie odczuwam porządny spadek formy.
Ryu
Gave wzruszył lekko ramionami ścinając kolejne zioła i pakując je do swojej torby, wcześniej owijając je w materiał.
OdpowiedzUsuń- Bo konsekwencje pobytu na haju nie są zdrowe - odparł krótko. - Głowa boli, rzygać się chce, cały dzień potem do dupy. Człowiek nie chce się zwlec z łóżka - wzruszył ramionami. - No i głupoty gadam... i najchętniej, jeśli ktoś się ze mną nie zgadza to w takim mym stanie duchowym, najchętniej bym przywalił - rzucił. - Ty lubisz być na haju? - zainteresował się. - I jeśli tak... to czemu tak rzadko cię na nim widuję?
Gave
Gave spojrzał po kolejnych ziołach i pokiwał lekko głową. Nie widział problemu w zbieraniu ich. Dopytał tylko czy te nie mają jakiegoś sposobu do zbierania i zabrał się za nie według wskazówek mężczyzny. Gave zaśmiał się cicho na te wszystkie wieści co do haju i wiedźminowskich spraw.
OdpowiedzUsuń- A moja strzałeczka zmiotła potężnego wiedźmina z nóg - wyszczerzył się do niego i zaśmiał lekko, kręcąc zaraz głową. - Oj nie... wolę za bardzo wesołego cię nie widzieć. Przynajmniej nie po alko... lubię za to jak jesteś wesoły na trzeźwo - przyznał szczerze, rozdzielając zebrane zioła na kupki według ich kształtu i właściwości. - Ale tak mnie zastanawia... skoro gadasz sobie ze zwierzętami, odpowiadają ci wtedy? - uniósł lekko brew.
Gave
- Nie gardzę - chłopak zerknął na niego. - Po prostu ostatnio mam ambiwalentny stosunek do alkoholu. Za często po niego sięgam. Zwykle w towarzystwie, ale jednak - skrzywił się lekko. - Więc nie gardzę, tylko... wolałbym przez pewien czas ograniczyć - mruknął spoglądając na Yensena i kończąc z kolejną kupką ziół. Usiadł wygodniej na ziemi i roześmiał się serdecznie. - A to zwykła obserwacja konia nie wystarczy? Żeby przysmaki znać?
OdpowiedzUsuńGave
- Bo ja się dobrze ukrywam. Trzeźwieję zanim wrócę do domu. Przy dzieciach przecież nie mogę być nie do życia - zauważył i pokręcił lekko głową. - Nie wiem, mam po prostu wrażenie, że przez alkohol częściej wybucham, częściej się kłócę... jestem zmęczony kłótniami z przyjaciółmi... ciągle ten sam. Czuję się też często niezrozumiany przez nich i nie potrafię im dobrze wyjaśnić co miałem na myśli - mruknął opadając sobie łagodnie na trawę. Przymknął na chwilę oczy. - Chujowa sprawa - mruknął jeszcze. - A no i nie wykluczam, że problem jest we mnie, bo nie umiem się wysławiać - odchrząknął i zaśmiał się. - Oczywiście, że koń jest lepszym detektywem.
OdpowiedzUsuńGave
Zmarkotniał trochę i wziął głęboki wdech. Znaleźć lepszych przyjaciół? Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Wargi mu nieco zadrżały, ale szybko wypuścił ze świstem powietrze i odetchnął raz jeszcze i potem znowu.
OdpowiedzUsuń- Chyba nie umiem - przyznał szczerze. - Nie jestem dobrym rozmówcą - skomentował również szykując się do drogi. - Jestem beznadziejnym przypadkiem czasami - westchnął cicho i podszedł do swojego wierzchowca. - Nie wiem, może to ze mną jest coś nie tak. Skrzywiony jakiś taki jestem.
Gave
- Jestem - spojrzał po Yensenie. - Po prostu to przyznaj. Jestem beznadziejnym przypadkiem - wzruszył ramionami dosiadając swojego wierzchowca. - Mam parę osób z którymi mogę porozmawiać normalnie, ale z żadnym o wszystkim co bym chciał. Znaczy bo jak wchodzę w argumentację to jakoś czuję się zawsze niezrozumiany. I wiesz ja rozumiem, że można mieć inne spojrzenie na sprawę, ale... no mam wrażenie że na siłę chce się ze mnie robić głupiego i nawet nie próbuje się zrozumieć. Więc już przestaję... po prostu przestaję rozmawiać - wyjaśnił. - Bo tak jest chyba lepiej. Przynajmniej nie czuję się deptany - wzruszył ramionami. - I tak wiem, że często mówię zbyt agresywnie, albo jestem niesprawiedliwy, ale... no nie wiem. Po prostu... - wzruszył ramionami. - Może ja po prostu nie wiem czego chcę.
OdpowiedzUsuńGave
Chłopak zacisnął mocno wargi i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Okay, ale teraz jesteś trochę niesprawiedliwy... znaczy ech bo wiesz w tych ich argumentach jest dużo racji - mruknął. - Tylko, że czasem po prostu chciałbym komuś powiedzieć wszystko co mnie tam boli i nie musieć potem gimnastykować się z argumentami czy bronieniem swoich czynów. Bo ja wiem, że święty nie jestem i robię dużo gównianych akcji. Mówię też o tym głośno i wyraźnie, ale do niektórych to nie trafia i muszą mi to powtarzać raz za razem - zagryzł mocno wargi i uśmiechnął się lekko, kiedy ten wspomniał o powodzie do dumy. - Dzięki, ale jakoś tego nie widzę - parsknął śmiechem. - Co takiego osiągnąłem? - zapytał go. - Mam cudowne córki i Groszka. Mam też mojego Wintera... ale niczego takiego nie osiągałem - bąknął.
Gave
- Nie, wykonuję też ćwiczenia - odparł spokojnie. - Na torze przeszkód Meliodasa, ale i przysiady i takie tam - wyjaśnił obserwując uważnie Yensena. Trochę się zdziwił, kiedy został poprowadzony do wolnej przestrzeni, bo liczył po cichu że będzie mógł sobie poskakać na słynnym wahadle, ale z drugiej strony doskonale rozumiał mężczyznę. Z tą jego nogą mógłby po prostu zrobić tam sobie krzywdę. Nie mniej poczuł lekki zawód gdy o to chodziło. Zaczął powtarzać jego ćwiczenia, krzywiąc się przy tym lekko. Może na początku aż tak nie bolało, ale po czasie zaczął odczuwać nieprzyjemne uczucie. Nie było jednak na tyle duże, żeby się do tego przyznawać czy marudzić, więc na pytanie wzruszył ramionami. - To zależy od tego jaką definicję bólu mamy? Kłuje lekko - rzucił spokojnie.
OdpowiedzUsuńRyu
Zatrzymał się na moment i odetchnął głęboko słuchając o tym całym "dam radę". Owszem był w stanie to zrobić, ale i jego próg bólu był nieco przesunięty przez wszystko co do tej pory przeszedł. Począwszy od dzieciństwa i ciągłego obrywania od dyrektora sierocińca. Wzdrygnął się na samo wspomnienie. Przez moment zastanawiał się nad odpowiedzią, po czym skrzywił się nieco.
OdpowiedzUsuń- Ciężko powiedzieć, czy już wolałaby odsapnąć czy nie - przyznał szczerze, po czym przykucnął i podwinął nogawkę spodni by pokazać z przodu na kość piszczelową, gdzieś w połowie między kostką a kolanem. - Tu, tu mnie kłuje - mruknął. - Ale to takie nieprzyjemne uczucie ale jeszcze nie wielki ból - wyjaśnił.
Ryu
- Właśnie gdzieś tu... - odparł wzdychając ciężko i patrząc po nim uważnie. Przez moment nawet zrobił krok w tył, jakby podświadomie nie chcąc pozwolić mu dotykać nogi, ale ostatecznie nakazał sobie spokój i pozwolił Yensenowi zbadać swoją nogę. - Bardziej kość - przyznał. - Mięśnie to mnie nie bolą - pokręcił głową, bo ból mięśni rozróżniał. Wielokrotnie już przeżywał, czy to z przetrenowania czy też innych zakwasów.
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu skinął głową.
OdpowiedzUsuń- Jestem w stałym kontakcie z Febe - odparł spokojnie. - Mam się oszczędzać - uśmiechnął się do niego i podrapał lekko po głowie. - No ale ile można się oszczędzać... ja już mam dość siedzenia na dupie i nic nie robienia - wyjaśnił. - Balansować? W sensie tak że na jednej nodze? - zapytał go. - A to nie będzie trochę niebezpieczne? Nie przeciążę i drugiej nogi zaraz? - zainteresował się, zerkając z ciekawością na wahadło. - A mogę pobalansować tam?
Ryu
Ryu zamrugał i uniósł lekko brew.
OdpowiedzUsuń- Okay... - nie do końca rozumiał o co chodzi, ale skoro miał pokazać jak balansuje w walce to proszę bardzo. Skoczył w jego stronę, wyciągając swe sztylety i podczas zbliżania się do Yensena utworzył trzy dodatkowe klony. Wymieszał się z nimi skacząc raz w prawo a raz w lewo chcąc zmylić mężczyznę. Nie do końca rozumiał o co chodzi mężczyżnie z balansem podczas walki, ale uznał że to po prostu było zaproszenie.
Ryu
Gave pokręcił lekko głową, uśmiechając się przy tym krzywo.
OdpowiedzUsuń- I tylko dlatego, że u ciebie mieszkam? - spojrzał po nim. - To tak w ogóle może działać? Przecież mogę być największym gnojem... są lepsi ode mnie - zauważył oddychając głęboko. Mimo wszystko miło było usłyszeć, że był jego najlepszym uczniem. To mocne słowa ze strony Yensena zważywszy na to jak długo mężczyzna już chodził po tej ziemi. - Nie wiem co odpierdalałeś, nigdy o tym nie wspominasz - zauważył. - Może mi kiedyś powiesz - dorzucił spoglądając po nim z zaciekawieniem. - Mylisz mnie z kimś. Żaden ze mnie Mściciel... - mruknął jeszcze wymijająco, patrząc gdzieś w bok. Zresztą tego i tak już nie uprawiał. Od ponad roku nie był żadnym tam Mścicielem.
Gave
Ryu co prawda wyłapał na moment wcześniej co się zaraz stanie, ale jedyne co zdołał zrobić to odwołać swe klony, więc kiedy silny podmuch powietrza w nich trafił, klony po prostu zniknęły a on zamortyzował upadek, lądując najpierw na zdrowej nodze, a potem dopiero przenosząc środek ciężkości na tę osłabioną.
OdpowiedzUsuń- Żyje - odparł krótko i popukał czubkiem buta o podłoże. - Hm... tam gdzie zawsze? Nie wiem no... nigdy się nad środkiem ciężkości nie zastanawiam. Instynkt podpowiada by w przypadkach jak przed chwilą chronić słabą nogę przez lądowanie na tej drugiej... ale to za moment zostanie zauważone przez przeciwnika i będę w czarnej dupie.
Ryu
Zacisnął mocno wargi jadąc chwilę przed siebie w milczeniu. Tak, wiadomo że większe gnoje też były, ale mimo wszystko jakoś ciężko było uwierzyć, że można po prostu go lubić i stawiać na piedestale bez żadnych większych powodów. Nie bardzo to rozumiał. To jest w kontekście swoich małych Fasolek i Groszka, jak najbardziej, ale ciężko było mu to przełożyć na swoją własną osobę. Nie skomentował jednak tego więcej tylko wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Bo jak mnie nie trenujesz to zwykle mówisz że nie masz czasu bo chcesz pobyć z Febe i dzieciakami, a ja nie zamierzam cię od tego odciągać - odparł przy okazji. Historia o kobiecie brzmiała mu znajomo. Tylko że on poszedł z kobietą o krok dalej... a może i o dwa? Cholera wie. Dobrze, że się nie zaręczył, bo wtedy w ogóle nie mógłby spojrzeć samemu sobie w twarz. Słysząc o trollach skrzywił się nieznacznie. - Głupi byłeś - stwierdził. - Zabić niewinnych dla pieniędzy... - pokręcił lekko głową. - Jasne, że chcę słuchać dalej - dorzucił uśmiechając się delikatnie i wywracając oczyma. - No właśnie... ploteczki dalej są, a przecież ja non stop siedzę w Argarze. Sam zobacz, że nie mogę być tym całym Mścicielem.
Gave
- Jakby ktoś chciał ruszyć na rodzinę to inna bajka - skomentował krótko Gave. - Wtedy wszystkie chwyty dozwolone - wyszczerzył się do niego i dalej słuchał go uważnie kiwając przy tym lekko głową. Parsknął śmiechem na wieść że tylko winny się tłumaczy i wywrócił oczyma. - No to jakie ploteczki słyszysz, hm? - zainteresował się gotowy obalić niemal każdą z nich. Pognał trochę swojego wierzchowca do przodu, by poczuć chociaż odrobinę wiatru we włosach.
OdpowiedzUsuńGave
Gave parsknął śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Szczęście nowicjusza. Nigdy w pokera nie grałeś? Przecież nowicjusze mają po prostu niebywałe szczęście - puścił do niego oczko i wzruszył ramionami. - Cóż... może po prostu przeszli na emeryturę - skomentował jeszcze oddychając głęboko. Teraz przecież i to nie miało znaczenia. - No właśnie... jesteś kochającym mężem i ojcem, a ja tym nowym gnojkiem - skomentował z uśmiechem na twarzy. - Gnojem okropnym.
Gave
Gave zaśmiał się cicho. Podejrzewał nawet, że gdyby zapytał Meliodasa to ten miałby inną wersję, a prawda stałaby po środku, ale nie zamierzał w danej chwili tak dogryzać Yensenowi. Pokiwał głową na tą całą prawdę o Mścicielach nic już więcej nie mówiąc. Szczerze mówiąc, nie był pewien czy bycie "legendą" Mathyr mu odpowiadało, ale w danej chwili się tym nie przejmował.
OdpowiedzUsuń- Możliwe - odparł spokojnie. - Oj z Darcy nie byłbym taki pewien. Do dziś wyrzuca mi ten pocałunek przy drzewie, że było to chamskie i okropne - zaśmiał się lekko. - A Onyx... no a jak myślisz? Co chwilę dogryza mi od chujów i innych - wywrócił oczyma "parkując" wierzchowca przed pracownią Yensena. Zeskoczył zaraz z niego i podprowadził do odpowiedniego miejsca, gdzie nasypał paszy i dolał wody ze studni by oba konie mogły się napoić.
Gave
Parsknął śmiechem na podsumowanie Darcy i pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Jakby mogła to by mnie do domu nie wpuszczała - stwierdził. - A że się tak utarło, że się jej do niego włamywałem to postanowiła zminimalizować straty - skomentował, obserwując jak ten segreguje ziółka i sam wyciągnął kawałek pergaminu by zapisać sobie i krótko naszkicować jak wygląda poszczególne zioło i do czego może służyć. - I nie straszyliśmy. Naprawdę się nago widzieliśmy - mruknął. - Ale dzieciaka kolejnego w domu nie będziesz miał. Nie martw się - stwierdził zaraz. - Po wojnie i tak się wyprowadzę - dorzucił zaraz. - Gdzieś na klifach dom postawię - dodał spokojnie, płucząc swoje zioła. Wywiesił je zaraz na linkach by spokojnie zaczęły schnąć. - Chociaż nie wiem jak często w nim będę - dodał po dłuższej chwili milczenia. - Najgorsze... bo nie widzę w sobie nic dobrego - powiedział krótko. - No może poza zajmowaniem się dziećmi...
Gave
Gave wzruszył ramionami.- Ale ja nie twierdzę, że mnie nie lubi... tylko że ma mnie za gnoja i ma rację - odparł krótko, po czym pokiwał lekko głową. - Ja wiem, Yensen... ale chciałbym jednak, żeby Fasolki miały swój dom. Taki wiesz, gdzie z tatą mieszkają, a nie jeden pokój. Dobrze mi się z wami mieszka, ale chciałbym po prostu mieszkać z maluszkami sam - przyznał szczerze. - A odwiedzać na pewno będziemy i jeszcze podziadkujesz nie raz - wyszczerzył się do niego. - Mhm dzięki, ale no mi na razie trudno jest zobaczyć w sobie coś dobrego - przyznał szczerze, rozglądając się po pracowni mężczyzny. - Umiesz robić konie bujane? - zapytał go po dłuższej chwili milczenia. - Moglibyśmy taki jeden zrobić?
OdpowiedzUsuńGave
Skinął głową na wiadomość, że będzie miał pomoc z budową.
OdpowiedzUsuń- Dzięki, przyda mi się - przyznał szczerze i uśmiechnął do niego lekko. - Wiem, że nie muszę. Po prostu chcę - odparł spokojnie. Sam nie sądził, że im specjalnie przeszkadzał. Pomagał w domu, czasem zajmował się Inez i Rahimem. Sprzątał i gotował, gdy była jego kolej. Pomagał przy pacjentach, przy okazji ucząc się nieco o pierwszej pomocy i praktykując opatrywanie pomniejszych ran. I nie sprowadzał żadnych panienek, bo nie miał na to specjalnej ochoty. - Pomoc mi się przyda - uśmiechnął się. - Chciałbym taki piętrowy... na dole kuchnia, łazienka i salon, a u góry sypialnie maluchów i moja - poinformował go. - Może nawet z małym strychem, gdzie dzieciaki mogłyby się bawić - wzruszył ramionami. - Taki tam może za duży plan - szepnął, po czym pokiwał głową. - Ashan nie będzie zadowolony, że psujesz jego ciężko zrobioną trumnę, ale z przyjemnością ci pomogę - wyszczerzył się do niego i rozpoczął zabawę z trumną, nie mówiąc już nic o tej łatce gnojka. Po prostu na tę chwilę tak się widział.
Gave
- Coś tam w głowie mi się rysuje, ale to plan na później. Uznałem, że przed zakończeniem wojny nie ma sensu stawiać - spojrzał po nim. - Bo nigdy nie wiadomo czy dom przeżyje - dodał cicho, po czym pokręcił lekko głową. - A to nie miała być trumna dla trupa tego gościa co to już nie żyje? - zapytał go. - Przecież... ten trup to już dawno się rozłożył na kawałki - zacisnął wargi. - Czy on i ty jesteście poważni? Tam cierpi rodzina bo nie może go pochować, bo tobie się trumna nie podoba? - zmarszczył lekko brwi. No tego to się po Yensenie nie spodziewał. Po Ashanie zresztą też nie. Co z tego, że gość był chamem? Jego rodzina chamska nie musiała być.
OdpowiedzUsuńGave
Gave wytrzymał to jego spojrzenie, jakby szukając w nim fałszu, ale że nic takiego nie znalazł ostatecznie pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Okay to dobrze - stwierdził w końcu, w duchu oddychając z ulgą. Może jednak nie pomylił się do Yensena aż tak bardzo. - I znowu... a on przypadkiem miał w Argarze nogi już nie stawiać przez jakiś tam czas - zauważył. - To uhm jak on ci to ma teraz zrobić? Przecież to awykonalne - zauważył zabierając się za niszczenie trumny. - Poza tym... taką można sprzedać jakiejś biedniejszej rodzinie czy coś w ten deseń... albo dać jako koryto dla zwierząt do stajni...
Gave
- No to tym bardziej nie rozumiem... to po co ma robić cokolwiek ze spróchniałych desek? Przecież to robota głupiego - wymamrotał, drapiąc się po głowie. - Przecież tak to niewiele się nauczy, nie? - zerknął na Yensena i wzruszył ramionami. - Aha, no uhm mi się obiło o uszy inaczej, ale to mogły być tylko plotki - stwierdził tylko nie kłócąc się w tym temacie z Yensenem. W końcu to nie on siedział w Radzie i nie było go na spotkaniu w związku z Ashanem.
OdpowiedzUsuńGave
Gave skinął głową.
OdpowiedzUsuń- Oficjalnie cię informuję, że jeśli kiedykolwiek dasz mi spróchniałe deski to cię nimi strzelę, chyba że będę miał sobie z nich postrugać figurki to wtedy spoko - uśmiechnął się do niego niewinnie. - Jak coś będziesz chciał lepszego, mebelek czy trumienka to poprosze normalne deski, innych nie przyjmę - powiedział spokojnie i posłał w jego stronę słodziutki uśmieszek. - Nie dam ci się tak wrobić - dodał jeszcze i pokiwał lekko głową na kolejne wyjaśnienia. - Jasne, rozumiem.
Gave
- Tak, ale ja nie mówię o dzisiaj... tylko o przyszłości. Gdyby przyszło ci mnie karać w ten sposób to informuję cię, że dostaniesz dechą w łeb - pogroził mu palcem przed oczyma i kiedy uporali się z rozbrajaniem trumny otarł pot z czoła. Uff. Wreszcie. Odetchnął głęboko i przysiadł na chwilę. - Poproszę o chwilę przerwy. W głowie mi się zakręciło - przyznał mu się bez bicia. Czasem jeszcze odczuwał takie zawroty głowy, a Febe mówiła że to wszystko przez to że się przemęcza. Mało śpi i takie tam.
OdpowiedzUsuńGave
- Ostatnio częściej - odparł szczerze. - Mój błędnik szaleje, Febe mówi że to może być od stresu. Zwykle tak się dzieje jak jestem zmęczony czy po prostu znerwicowany - wyjaśnił. - A ja nie sypiam za dobrze ostatnio. Nie wiem o co chodzi, ale nie mogę zasnąć najczęściej - wzruszył ramionami. - To dość szybko przechodzi, ale jest upierdliwe - przyznał masując sobie skronie i kiwając przecząco głową. - Nie jestem... jadłem przed wyjściem przecież...
OdpowiedzUsuńGave
- Febe mi dała takie proszki... one działają - mruknął. - Ale to mówi że jak już nie mogę wytrzymać, bo podobno uzależniają, a ja nie chcę się uzależnić - stwierdził cicho, przyjmując od Yensena wodę i upijając powoli kilka łyków. Przymknął oczy skupiając się na swoim oddechu i tylko na tym. - Wybacz, zaraz dojdę do siebie - zapewnił go i pokręcił głową. - Nie, nie... nie jestem głodny, zresztą jak teraz coś zjem to zwrócę wszystko...
OdpowiedzUsuńGave
- Chętnie posłucham historii o tym jak przestałeś wykonywać wszystko co ci kazali... jak to się stało, że przestałeś? - zapytał go cicho, pochylając się nieco do przodu. Oparł łokcie o blat stołu i przycisnął dłonie do swych skroni. Nie otwierał oczu. Po prostu oddychał skupiając się na swoim oddechu i opowieści Yensena. Kojącej opowieści. Czekał powoli aż kryzys minie, a ten na szczęście z każdą minutą stawał się nieco lżejszy do zniesienia. Ból głowy ustępował powoli.
OdpowiedzUsuńGave
- Chujowa sprawa... - wymamrotał chłopak, oddychając już nieco spokojniej. Upił znów trochę wody, ale jeszcze pozostał w tej samej pozycji. - Co to jest ten srebnoryt i mthryl? - zapytał jeszcze, bo pierwszy raz się z tym spotykał. - I nie jesteś ścierwem... nie jesteś ścierwem - powtórzył cicho.
OdpowiedzUsuńGave
Gave skinął głową i powoli się wyprostował.
OdpowiedzUsuń- Wiem, ale każdy zasługuje na drugą szansę i ta kara jest po prostu okrutna - stwierdził cicho, patrząc mu prosto w oczy. - Zwłaszcza że nie mieliście wyboru - zgrzytnął zębami. - Dobrze, że już po wszystkim - mruknął, a co do metali zerknął na niego uważniej. - Myślisz że taki metal przyjąłby moją krew? Znaczy uhm że mógłbym mieć taką runę wymalowaną na nim gotową do użycia? - zainteresował się i postukał po skroniach. - Przeszło - uśmiechnął się do niego nieco szerzej. Kolory również powoli wracały mu na twarz.
Gave
Chłopak zagryzł mocno wargi i zerknął mu prosto w oczy.- Ale ja nie chcę drugiej szansy... nie chcę z nią drugiej szansy - szepnął. - Chcę po prostu pobyć sam... sam... bez żadnej miłosnej sprawy w powietrzu - wyjaśnił cicho. - Uhm a o inną drugą szansę... wiem, że zasługuję, tylko... tylko ciężko mi samego siebie do tego przekonać - przyznał cicho, po czym wysłuchał o Fjeldodd i tych płytach, po czym skinął głową. - Może jak tam trafię to zapytam - uśmiechnął się. - A na razie posiłkuję się tym, że niektóre z nich robię maksymalnie szybko... a i ostatnio tak myślałem - spojrzał po Yensenie. - A jakbym wyrył takie dwie runy na rękojeściach moich mieczy? - zacisnął mocno wargi. - Te, które przywołują koso-miecze z zaświatów? To by mi mogło ułatwić sprawę nie? Bo zakropić runy swoją krwią mogę zawsze... - wstał z miejsca i na ziemi rozrysował mu o jaką zabawkę mu chodzi. - Chciałbym zrobić takiego dla Fasolek i Groszka...
OdpowiedzUsuńGave
Chłopak po raz kolejny przytaknął mu i przełknął głośno ślinę.
OdpowiedzUsuń- Może kiedyś naprawdę ją zobaczę, tę drugą szansę - stwierdził tylko, bo na tę chwilę tego nie widział. Słysząc o kamieniach runicznych czy zaklinaniu miecza skinął głową, ale słysząc o Oriannie skrzywił się. - Ja... no nie wiem czy ufam jej na tyle... znaczy ech no... - podrapał się po głowie. - Musiałbym ją chyba najpierw poznać - stwierdził cierpko. - A ja często jestem nieznośny i nie daję się lubić, więc no może być ciężko - skomentował. - Ale może poszukam jakichś ksiąg czy coś, może tam coś znajdę - uśmiechnął się lekko, a kiedy Yensen wspomniał o trzech, Gave pokręcił głową. - Nie no, jeden. Jeden im wystarczy. Muszą uczyć się dzielić - uśmiechnął się szeroko do Yensena. - A taki bujający się konik będzie atrakcyjny i na pewno będzie ciężko na początku, ale z czasem się nauczą...
Gave
- Wiem, że nie muszę - zgodził się z nim. - Po prostu zastanawiam się jak to by działało ze mną. Bo wiesz Akane nie musi krwią zakrapiać, ja muszę. Moje działają najlepiej przy "ofierze" jaką jest moja krew - spojrzał po nim. - Mało tego... to nie może być krew twoja, Anki, Febe, jakiegoś randoma... bo dla nich, dla was... te moje runy byłyby po prostu bezużyteczne - mruknął jeszcze. - Po prostu się zastanawiam czy to by w ogóle działało jakbym wyżłobił runę w rękojeści a potem po prostu skraplał ją krwią - wyjaśnił i odetchnął głęboko, po czym parsknął śmiechem. - Oj wiem, że zyskuję przy bliższym poznaniu, wiem - zaśmiał się. - Ale nie zawsze dochodzi do bliższego poznania - puścił do niego oczko, po czym skinął głową. - Pomogę i przy innych zamówieniach - zapewnił go zaraz i spojrzał po nim. - Wiem, że będzie ciężko... ale czas najwyższy zacząć uczyć...
OdpowiedzUsuńGave
Ryu zmarszczył lekko brwi.
OdpowiedzUsuń- To chyba zależy od terenu. Jak aktualnie stoję... - nie dokończył, bo Yensen zaczął go dotyka w różne miejsca, a on jakoś automatycznie starał się nie chwiać ani nie przewrócić, nieco nawet ćwicząć przewidywanie ruchu przeciwnika i nastawiając się na odpowiednie naciśnięcia zanim nadeszły. - Ale to nie jest takie łatwe - stwierdził. - To znaczy w walce o tym nie myślę... teraz na przykład naciśniesz pod łopatką, więc jestem w stanie to zrobić, ale w walce... czasem działam na automacie - zauważył, kiwając głową na wieści o tym całym szybszym poruszaniu się. - Jak się tego nauczyć? Jak być świadomym tego całego przenoszenia ciężaru ciała z jednego na drugie? - zapytał go.
Ryu
- Tak... ale ja Darcy mówiłem, że nie ma używania mocy, będę hipokrytą jak pojawię się z pytaniami dotyczącymi mocy - wywrócił oczyma. - Heh znajdę sposób na sprawdzenie. Może nawet sam popróbuję - stwierdził. - A może pójdę do Darcy - westchnął przeciągle. - Mhm ale w gospodzie to raczej przyjemność niż praca. Tu pośpiewam, tu się pouśmiecham i zakręcę biodrami i napiwków nieco się złapie - wyszczerzył się do Yensena.
OdpowiedzUsuńGave
Ryu wzruszył ramionami.- No właśnie, taniec. To akurat wiem i dobrze mi się tańczy, ale nie wiedziałem że to co robię w walce to zabawa ze środkiem równowagi - mruknął po prostu, bo przecież całkiem nieźle mu się walkę przeprowadzało i lubił to, czasem samemu śmiejąc się że trzeba z finezją wykonać taki czy inny ruch. Oczy mu się zaświeciły, słysząc o wahadle i pokiwał głową wskakując na maszynę. Co prawda nie miał z nim do czynienia wcześniej, ale maszyna zdała się być podobna do Drzewców w lesie. Nigdy nie wiadomo z której strony strzelą. Skupił się więc na tym by nie spaść, chociaż unikanie gałęzi pamiętając jeszcze o odciążaniu "chorej" nogi nie było łatwe. Początek może i miał dobry, ale z czasem szło mu to wszystko coraz gorzej.
OdpowiedzUsuńRyu
Gave słuchał jego rad, starając się dostosować swoje ruchy do odpowiedniej delikatności. Nie miał w tym wyczucia, bo rzadko kiedy robił coś z drewna. Pomijając struganie figurek, które wreszcie zaczynały mu wychodzić.
OdpowiedzUsuń- Nie potrzebuję od ciebie zapłaty - uśmiechnął się lekko. - Na brak grosza nie narzekam - dorzucił z lekkim uśmiechem na twarzy. - Po prostu chciałem być miły...
Gave
Chłopak wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Wiem jak walczyć - westchnął odskakując przed kolejną przeszkodą. - Nie znam fachowych słów czy coś, ale kumam o co chodzi - dodał zaraz, faktycznie próbując używać mniej ciężaru przy unikach. Starał się dostosowywać do rad Yensena, chociaż nie było to tak proste jak się wydawało. Odbił się piętą, przenosząc ciężar ciała na susowaty skok, po czym wykonał obrót i zakończył go saltem lądując na dłoniach, z tej pozycji ledwie co udało mu się uniknąć kolejnej deski i chwiejnie stanął na nogi, by ponownie uniknąć belki. Syknął cicho, gdy źle wylądował, ale nie poddawał się jeszcze.
Ryu
- To zależy od sytuacji - odparł szybko, robiąc kolejny unik, tym razem po prostu położył się na wahadle i przechylił na nim w bok, by uniknąć kolejnej belki. - Mogę rzucić sztyletami w jego otwartą i niechronioną szyję - zaproponował znów wstając. - Zmylić go przy okazji, bo kilka ze sztyletów będzie po prostu iluzyjnych - dodał przechodząc znów na pięty i uskakując przed przeszkodą. - Celować w zgięcie kolan jak znajdę się za nim - dorzucił, obracając się i wyginając niczym limbo tancerz. - Albo zmusić go do wbicia sobie własnego ostrza w oko - dorzucił. - To trzecie to bardziej z ukrycia, bo ryzykownie jest to robić, kiedy nikt nie broni mi pleców - dodał zaraz i uskakując przed kolejnym ciosem i znów nieco chwiejąc się na wahadle.
OdpowiedzUsuńRyu
- W takim wypadku będzie trzeba pozbyć się hełmu na początek, albo zadziałać z ręką czy nogą - skomentował, chociaż miał wrażenie że dobra celność zrobiłaby swoja, ale z drugiej strony nie miał do czynienia jeszcze z takim w pełni zabezpieczonym człowiekiem. Zacisnął zęby ponownie odskakując nieco i wskakując na jedną z przeszkód by wraz z nią zatoczyć kółko. - Jako tako - wymamrotał, a gdy maszyna przyspieszyła syknął głucho bo w pierwszym odruchu zapomniał o odpuszczaniu trochę lewej, chorej nodze i ta dostała po dupie. Wystarczyło jednak kilka złych ruchów, aby wrócił na odpowiednie tory. - Robię to bo uczę się balansować - odpowiedział szybko. - No i świetnie się przy tym bawię...
OdpowiedzUsuńRyu
- Bo lubię - fuknął na niego chłopak, robiąc kolejny przeskok. - Bo tak mi wygodniej, bo chcę oszczędzać nogę - dodał unikając kolejnej przeszkody. - Teraz się położę, wahadło ma swój tryb. Idą trzy pod rząd nade mną, potem cztery w górę, dwa w prawo i jeden w lewo, a potem znów osiem szybkich kombinujących wszystko na raz - wymamrotał. - Hops, hops... - wskoczył sobie na jedną z przeszkód ale zeskakując poślizgnął się i oparł mocniej o bolącą nogę. Syknął głośniej z bólu. - Szlag.... - zdołał uniknąć jeszcze jednej, zanim kolejna trafiła go wprost w brzuch wyciągając całe powietrze z niego. To wówczas zeskoczył z wahadła i usiadł na czterech literach masując sobie nogę.
OdpowiedzUsuńRyu
- Ale ty też nie bierzesz pieniędzy za to, że mnie trenujesz na przykład. To nie jest skurwysyństwo? - spojrzał po nim i odetchnął głęboko, dostosowując się ponownie do jego rad. Starał się to robić z wyczuciem, delikatnie ale miał wrażenie, że niekiedy robi to zbyt delikatnie. Nie mniej po pewnym czasie jego część zaczynała nawet wyglądać. Aż się uśmiechnął zadowolony że taki konik powoli zaczyna wychodzić. - Będzie trochę krzywo ale własnoręcznie, a to się liczy co nie? - wyszczerzył się do Yensena.
OdpowiedzUsuńGave
Zastanowił się nad swoimi korzyściami.
OdpowiedzUsuń- Będę potrafił zrobić meble, jeśli będę robił z tobą zamówienia. Nie będę musiał prosić cię o pomoc w tym temacie przy budowie własnego domu, dowiem się jak jeszcze lepiej dłubać w drewnie. Może pomoże to w tych moich koślawych figurkach. Plusów i korzyści tej sytuacji jest wiele - uśmiechnął się do Yensena i spojrzał po swojej części raz jeszcze. - Ja to chyba nie chciałbym malować... polerować tak, ale malować nie - pokręcił lekko głową. - Moim zdaniem taki uhm no sam drewniany bez żadnej farby czy innych ustrojstw jest najlepszy - wyraził swoją opinię w tym temacie.
Gave
Gave popatrzył po nim i uniósł wysoko brew.
OdpowiedzUsuń- Ja? Rzemieślnikiem? - pokręcił lekko głową. - Wyobrażasz sobie mnie jako rzemieślnika? Przecież zanudziłbym się na śmierć. Możesz spać spokojnie. To akurat nigdy się nie stanie - zaśmiał się lekko i pokiwał głową słysząc o tym że ten nie chce by Emma poczuła się zbędna. - Jasne, to czasem wpadnę - rzucił swobodnie. - Będę celował w dni, kiedy Emmy nie ma - dodał szczerząc się do niego. Tak po prawdzie mał z Emmą jeszcze mały problem. Nie był pewien czy chce się z nią kumplować. Mimo że jej wybaczył to jego organizm dalej nie reagował na nią zbyt dobrze. Pokiwał głową na wieść co do barwy, która się nie zmieni i uniósł kciuk w górę wracając do pracy.
Gave
Ryu dmuchnął sobie w grzywkę i obrzucił go jeszcze nieco wściekłym spojrzeniem, zanim nabrał kilka oddechów i uspokoił swój temperament. Nie warto było dyskutować i krzyczeć na te całe pytania i nie przyjmowanie jego odpowiedzi. Wydął tylko policzki dalej nie do końca rozumiejąc co to miało na celu. Skupił się więc na rozmasowywaniu swojej nogi.
OdpowiedzUsuń- Dzięki - mruknął w końcu. - Mam jeszcze coś co chciałbym poćwiczyć - dodał. - Ale to uhm to właściwie tylko podczas walki lub nawet jakichś gier... - mruknął. - Mam umiejętność, którą przez długi czas traktowałem po macoszemu. Takiego instynktu, przewidywania przyszłości zanim ona się zdarzy - wyjaśnił. - Ale nie takiej na trzydzieści lat w górę, ale najbliższej przyszłości... taki jakby szósty zmysł - westchnął ciężko. - On mi w trakcie walki to całkiem działa, ale jest taki dość nieświadomy... a chciałbym żeby działał też w innych przypadkach - przyznał. - I już to ćwiczę trochę z Meliodasem grając w pokera na przykład - wyszczerzył się. - Ale warto z innymi też poćwiczyć...
Ryu
Gave pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Spokojna twoja rozczochrana. Ja nie dożyję dnia, w którym będę chciał siedzieć i meble tworzyć - zapewnił go. - Nie ma takiej opcji. Zginę szybciej - dodał jakoś nawet nie będąc tym faktem specjalnie zdołowany. Prychnął pod nosem, gdy wspomniał o słabym uczniu. - O nie... będę najlepszym uczniem - zasalutował mu. - W końcu chciałbym większość mebli do swojego domu sam stworzyć - wyjaśnił. - No może poza łóżkiem... bo ono musi być wygodne a ja swoim rękom nie ufam pod tym względem - wyszczerzył się do niego i otarł pot z czoła, gdy ten przyniósł całą resztę. Obserwował jak trzeba nakładać to wszystko i rozpoczął pracę.
Gave
Chłopak odetchnął głęboko i wrócił do masowania swojej nogi, kiedy padło pytanie Yensena.
OdpowiedzUsuń- To mogę i bez mojego daru wywnioskować bazując po wypukłości twej kieszeni - skomentował. - Będzie to manierka mocnego alkoholu lub jeśli postanowisz sobie ze mnie jaja zrobić... - sam schował dłoń za plecami i wyciągnął do niego ją ze środkowym palcem pięknie pokazującym Yensena w cudownym geście "fuck you". - ...środkowy palec - rzucił posyłając w jego stronę słodki uśmiech. - Jest też trzecia szansa, kiedy już te dwie ci wyeliminowałem że nie wyciągniesz niczego - pokiwał głową, wracając do rozmasowywania sobie mięśni obolałej nogi.
Ryu
- Łóżko zostawiam tobie - uśmiechnął się do niego. - A resztę... chciałbym sam spróbować, ale to zobaczymy jak będzie szło - szepnął nabierając jeszcze kilka głębszych wdechów w usta. Pokiwał lekko głową, chociaż wstyd mu było, że musi odpoczywać, jak właściwie niczego specjalnego nie zrobił. Odsunął się od konika i usiadł na ziemi chowając głowę między swoje kolana. Nabrał znów paru spokojnych oddechów. - Przepraszam - mruknął. - Coś dzisiaj mam gorszy dzień - dodał. - Tak naprawdę to denerwuję się przed wyprawą do Azylu... że coś pójdzie nie tak, że nie zdołam obronić dziewczynek i Groszka, że sam zginę w trakcie... że Akane... - pokręcił lekko głową nie kończąc.
OdpowiedzUsuńGave
Sięgnął sobie po wodę i upił kilka łyków kiwając lekko głową. Nie zaprzeczył co do winy Yensena. W końcu mógł mu pozwolić pospać i nie narażać przy tym na stresy od samego rana. Zniknięcie maluchów mimo wszystko podburzyło jego krew. Spojrzał po nim kiedy wspomniał, że żadne z nich nie zginie.
OdpowiedzUsuń- Tego nie możemy być na sto procent pewni - zauważył cicho, kiwając głową co do tego że powinien się po prostu stać przy swoich decyzjach. Przez moment milczał popijając czasem wodę, a potem już wstał i nieco się zachwiał. - Ja się przewietrzę chwilę - zdecydował. - Zaraz wrócę, nie migam się od pracy - poinformował go jeszcze.
Gave
Akurat to zagranie przewidział i wstrzymał oddech zanim piersiówka została mu przyłożona do nosa, a potem chwycił ją i pociągnął z niej porządny łyk.
OdpowiedzUsuń- No co? Podajesz to korzystam - stwierdził tylko, odkasłując zaraz. Alkohol był naprawdę porządnie palący go w gardło. Niemal od razu kopnął odrobinę. Ryu oddał mu piersiówkę i pokuśtykał do stojącego nieopodal krzesła. Przycupnął sobie na nim. - Nie wiem - przyznał z rozbrajającym uśmiechem. - Z Melio gram w pokera to się całkiem przydaje moja umiejętność. Tu mógłbym faktycznie kombinować z tym co zaraz zrobisz czy co wyciągniesz - pokiwał głową. - Problem w tym... że ja długo ćwiczyłem spostrzegawczość i gdzieś ta granica między moim darem a spostrzegawczością mi się zaciera. Nie wiem czy to już to... - podrapał się po głowie.
Ryu
- Od jednego łyka jeszcze nie pada - Ryu pokazał mu język i zagrał sobie na nosie. - I słyszałem też, że głowę można wyćwiczyć... im dłużej ćwiczysz tym lepiej alkohol przyjmuje, ale to... w procesie sprawdzania - mruknął. Alkohol dalej jakoś specjalnie mu nie smakował. - Ale to może chociaż wstanę, co bym mógł uników parę porobić - wyszczerzył się do niego i chwycił podaną bandanę, którą zasłonił sobie oczy. Prychnął pod nosem. - Jasne, że poleruję. Przyjdę po trening po tym polerowaniu - obrócił się na pięcie.
OdpowiedzUsuńRyu
Gave nie odpowiedział, dopóki nie wrócił. Zrobił sobie wycieczkę do pobliskiej studni i zanurzył głowę w zimnej wodzie, po czym po prostu wyrżnął włosy i po prostu odetchnął z wyraźną ulgą. Od razu było mu lepiej.
OdpowiedzUsuń- Przy dzieciach mam bardzo dobre nastawienie. Zarażam spokojem i radością - zapewnił go z uśmiechem, wchodząc do środka. - A no tu... wiesz ciężko wyjść z takiego założenia, jak ja po prostu wiem... że przyciągam kłopoty - parsknął śmiechem. - Tam gdzie ja, tam kłopoty...
Gave
- Proroctwo? To jest jakieś proroctwo? Teraz spojrzał na Yensena zaciekawiony. - Skąd wytrzasnąłeś proroctwo? Możesz je pokazać? Może źle je interpretujesz czy co - zaproponował autentycznie zainteresowany tym faktem. Może nie tylko na taką wyprawę dało się uzyskać proroka zgodę czy aprobatę. Ciekawie byłoby zobaczyć coś takiego w Mathyr. Zobaczyć sposoby tych naciągaczy. A może nie tylko naciągaczy? Usiadł z powrotem przy koniku i chwycił za pędzel by rozpocząć malowanie według instrukcji Yensena.
OdpowiedzUsuńGave
- Hm... ale ja ne wierzę, ja już to wiem. Wszedłem na poziom wyżej - powiedział tylko i uśmiechnął się pod nosem na ten mały komplement. Malował bujak dalej, starając się to robić porządnie i bez omijania choćby jednej małej części. Wszystko musiało zostać zabezpieczone.
OdpowiedzUsuńGave
- Super - ucieszył się chłopak. - To teraz ta robota dla twojego klienta, o której mówiłeś - dodał zaraz. - A potem... potem poproszę o naukę co do różnych odtrutek - dorzucił z uśmiechem. Skoro już miał być cały Yensena to chciał to wykorzystać.
OdpowiedzUsuńGave
Ryu pokręcił lekko głową.- Nie, wiesz nie znalazłem jeszcze takiego smaku alkoholu który by mnie urzekł. Niespecjalnie mam ochotę pić go więcej, a ćwiczę... na tym co akurat pod ręką - posłał buziaka w stronę Yensena. - A ty sam mi go zaproponowałeś - dodał śmiejąc się nieco i kiedy już nic nie widział stanął w pozycji z lekko ugiętymi nogami. Zamknął oczy i postarał się wyczuć Yensena. Na początku działał na słuch i dźwięk. Mężczyzna poruszał się bardzo cicho, niemal niezauważalnie, ale kijek robił swoje. Pęd powietrza pozwalał określić skąd nadejdzie cios. Odsunął się przed ciosem w zgięcie kolan i następnie uchylił przed tym w plecy. Trzeci nadszedł na prawą rękę i chłopak również zareagował, piąty znów w zgięcie kolan, ponownie się odsunął, ale szósty dotarł... z powrotem w to miejsce. Aż syknął z bólu opadając na kolana, by odruchowo przeturlać się i szybko wstać. Chyba jednak trzeba było się skupić. Nie tylko na zmyśle słuchu. Odetchnął głęboko raz jeszcze starając się objąć umysłem całą Mordownię. I wtedy stało się zupełnie inaczej. Tuż przed ciosem widział bladą poświatę i wykonywany ruch. Zaczął mamrotać sobie pod nosem, co kiedy i gdzie. Przesuwał się zgodnie z tym co widział, zmieniając świadomie układ ciała.
OdpowiedzUsuńRyu
- Tak jest - chłopak spojrzał na projekt i wymiary tego co miał ciąć, po czym spojrzał po deskach, z których powinny powstać nogi. - Czyli najpierw tniemy, potem sprawdzamy jak działa i na koniec wygładzamy i szlifujemy, tak? - zapytał zabierając się do pracy. Zakasał rękawy swej bluzy i wziął piłę do rąk. Zaśmiał się przy tym głośno przypominając sobie film z piłą mechaniczną w roli głównej. Co prawda ta jego mechaniczna nie była... ale szkody i tak mogła narobić.
OdpowiedzUsuńGave
Ryu parsknął śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Ale ja jej ćwiczyć nie chciałem - zauważył ze śmiechem na ustach. Śmiał się jeszcze trochę. Przez krótką chwilę, a kiedy wszedł w "trans" z mocami unikał wszystkiego. Robił to szybko i dość machinalnie. W pewnej chwili wyciągnął z kieszeni swoje sztylety i zaczął blokować jego ciosy, próbując podnieść samemu sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Zaczął je blokować, dokładnie i idealnie, póki nie przesadził. W pewnej chwili zaczął wyprzedzać ciosy. Blokował ciosy, których Yensen jeszcze nie zaczął wyprowadzać. Reagował na nie za szybko i to wówczas dostał kilka razy kijem w brzuch i Aardem w zgięcie kolan. Jęknął głucho odskakując i przykucając na jedno kolano. Dyszał nieco ciężko i widząc kolejne ciosy, zerwał opaskę z oczu.
- Stop! - krzyknął. - Stop - dodał już nieco łagodniej oddychając głęboko. - Jezu... - przycisnął dłonie do głowy chcąc to zatrzymać. W głowie usłyszał słowa Yensena: "Tak to jest, jak się kradnie cudzy bimber... jak źle jest?". Nabrał kilka oddechów i spojrzał na mężczyznę, który dopiero co zaczął otwierać usta. Otarł krew spod nosa. - Pod zły adres trafiłeś z tym bimbrem, ale mogę ci sprzedać kto go kradnie - odparł, ponownie ocierając dłonią krew z nosa. - Bardzo źle. Głowa mi wybuchnie, nie mogę tego zatrzymać.
Ryu
Ryu usiadł na swoich szacownych czterech literach i przez długą chwilę nie odzywał się do Yensena. Przyciskał dłonie do głowy, po prostu oddychając i starając się wyłączyć ten cały efekt. Poczuł ulgę kiedy Yensen coś zrobił, ale nie wystarczającą. Głowa dalej mu mocno pulsowała. Nabierał powolne oddechy i długo wydychał, nie zwracając już uwagi na kapiącą z nosa krew. To później ogarnie. Najważniejsze było uspokojenie głowy, nadwyrężonych zmysłów. Powoli i mozolnie wszystko wracało do normy. Ostatecznie spojrzał wreszcie na Yensena.
OdpowiedzUsuń- Dzięki - szepnął, faktycznie chcąc mu podziękować za pomoc. Otarł nos i westchnął tylko widząc jak zaplamił sobie koszulę. No trudno. Kolejna do wywalenia. - Nigdy coś takiego mi się nie przytrafiło - przyznał. - Nie wiem o co chodzi... myślisz, że to może być... uhm to że ciało nie nadążało za głową?
Ryu
Chłopak w danej chwili nie był w stanie za bardzo stanąć na nogi. Pokiwał głową na radę i jeszcze skrzywił się lekko, kiedy głowa dalej pobolewała.
OdpowiedzUsuń- Tak... ale w pewnej chwili było dobrze. Miałem wrażenie, że to załapałem - powiedział do niego nieco się ożywiając. - A potem chciałem więcej... i dostałem za dużo... zacząłem kombinować za bardzo... może jakbym patrzył to też wyglądałoby inaczej - zastanowił się. - Tylko no byłoby dobrze powiedzieć sobie dość w pewnej chwili, żeby nie mieć takich ekscesów jak dzisiaj - sam sobie analizował sytuację. - Dobra, chwilę odpocznę i jeszcze raz - stwierdził, na moment zapominając o tym, że nawet nie jest w stanie wstać w tej chwili.
Ryu
Jeden krok ponad limit to było dla niego za mało. Skrzywił się, słysząc o tym. Owszem domyślał się, że tak powie każdy szanujący się mentor. Sam pewnie komuś innemu by taką samą radę dał, a jednocześnie do swojej sytuacji trudno mu było to przyjąć na klatę. Najchętniej to by po prostu działał w ten sposób aż organizm się po prostu nie przyzwyczai. Niestety istniała też możliwość, że tak się nie stanie, a on po prostu tu wykituje. Zacisnął mocno wargi i wypuścił ze świstem powietrze chwilę później, odchylając się do tyłu. Oparł się w pozycji półleżącej na łokciach, odchylając głowę do tyłu.
OdpowiedzUsuń- To nie tak, że nie chciałem - odparł cicho. - Po prostu nie widziałem sensu w używaniu mocy, kiedy to samo mogę zobaczyć i wywnioskować - stwierdził spokojnie. - Wolałbym tego nie tracić. Tej mojej spostrzegawczości - dodał, chwiejnie wstając na nogi i podchodząc do swojej torby. Wyjął z niej bukłak wody i wypił z niego spory łyk, a potem częścią wody schłodził sobie wodę siadając z powrotem. - Wiem, to trening więc powinienem od razu z tego zrezygnować, ale ciężko odrzucić przyzwyczajenia - przyznał.
Ryu
- Wiem, zauważyłem - wskazał na swoją koszulę w tej chwili poplamioną jego własną krwią. Skinął głową. - Ja bym powiedział, że problem miałem z uruchomieniem mocy... na początku - przyznał. - Bo uparcie nie czułem ku temu potrzeby - odchrząknął. - A potem... to wymknęło się spod kontroli - przyznał szczerze i dmuchnął sobie w grzywkę, upijając znów trochę wody. - No właśnie, ale co znaczy źle się uczyć? - spojrzał po nim. - Próbować na przykład wychodzić za szybko z nauką czy jak? - zainteresował się.
OdpowiedzUsuńRyu
Zastanowił się nad tym pytaniem odrobinę dłużej.
OdpowiedzUsuń- Hm... wiesz to jest jak taki cichy głos w głowie, nagłe przeczucie, że na przykład coś złego się zdarzy. Ostatnio jak tu wracałem... i Akane zrobiła taki krąg z run to poczułem przeczucie że coś jest nie tak, ale trochę za późno - przyznał szczerze. - Ale tak to mniej więcej działa, jak z tego nie korzystam. Kiedy jednak świadomie po to sięgam to widzę w głowie obrazy. Widzę jakby obrazy z przyszłości. Układanie się rąk czy lecący z prawej czy lewej kij. Nie widzę tego jaki ten czy tamten atak będzie miał efekt na mnie, ale sam ruch - mruknął. - Tylko że chciałem po prostu widzieć szybciej i więcej... przez co spaliłem sprawę i zadziało się co zadziało - mruknął. - Zrobiłem się zachłanny - przyznał mu się. - Mhm... wolałbym jednak wstrząsu mózgu nie dostać - przyznał śmiejąc się pod nosem.
Ryu
Ryu skinął głową.
OdpowiedzUsuń- Meliodas mówił podobnie - przyznał szczerze. - Że najlepiej to otworzyć się na ten instynkt i nie zaprzeczać, że on istnieje. Po prostu działać wraz z nim 24 godziny na dobę - mruknął. - Żeby stał się po prostu czymś machinalnym, normalnym... takim jak oddychanie - odetchnął głęboko i spojrzał po swoich dłoniach. Martwił się tylko tym, że w takim wypadku życie straci swój smaczek. Z drugiej strony mógłby ten instynkt dostosować po prostu do tylko niepokojących spraw, wykrywania zagrożenia czy właśnie walk. To by nie było głupie. Pokiwał sam sobie głową i parsknął śmiechem. - Bardzo śmieszne, naprawdę. Uśmiałem się do łez - puścił oczko Yensenowi. - Uważam się nieskromnie za najmniej narwaną osobą z mojej paczki przyjaciół... a przynajmniej nie stoję na podium - odchrząknął.
Ryu
Ryu potrząsnął głową jeszcze bardziej rozczochrując sobie włosy, swoją drogą wilgotne od potu włosy i parsknął śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, że to wyjątkowe osiągnięcie pozostawać najmniej narwanym z całej szalonej grupy. To trzeba z nimi ze spokojem, nie dawać się wciągnąć w kłótnie i dywagacje, gdzieś tam zawsze być tym głosem rozsądku - mruknął. - Chociaż teraz to może i coś się zmieniło. Nie mieliśmy okazji przebywać w jednej grupie przez dłuższy czas czy też iść wspólnie na jakąś misję, rozróbę... jak zwał tak zwał - wzruszył ramionami. - Nie mniej dalej wydaje mi się, że na podium nie stoję - pokiwał głową i uniósł lekko brew. - Przepraszam bardzo, ale ja mam gdzie mieszkać w Argarze i jeśli już jestem to w klinice Febe, a ie w jej mieszkaniu - poinformował go dość spokojnie.
Ryu
Gave obserwował wszystko uważnie i oddał te nogi stołu, by Yensen uciął pierwsze z nich, by pokazać jak to wszystko wyciąć.
OdpowiedzUsuń- Zniszczę pierwsze na pewno - stwierdził tylko biorąc jedną do ręki i próbując zrobić dokładnie tak jak pokazywał mężczyzna, a jednocześnie zdecydowanie wolał wyciąć mniej niż za dużo. Bo mniej jeszcze dało się dokłepać. Aż przestał przy tym oddychać przez chwilę i gdy skończył nabrał głębokiego oddechu w płuca. - Mhm...pogadam z nim - obiecał. - A właśnie... Ryu pewnie wpadnie na trening - poinformował mężczyznę. - Powiedziałem mu, że będzie ci się nudziło beze mnie, jak wyjdę do Azylu - wyszczerzył się do niego.
Gave
Ryu parsknął cichym śmiechem. No ładnie są powstrzegani przez tutejszych rzekomo bardziej dorosłych od nich. Pokręcił z niedowierzaniem głową.
OdpowiedzUsuń- Właśnie dlatego, że ona jest tak nisko - spojrzał mu prosto w oczy. - Tak trudno jest zostać przy zdrowych zmysłach, nie kłócić się i zachowywać opanowanie - powiedział swobodnie. - Więc tak, mam czym się chwalić -nie dał za wygraną. - Adrenalinę rozumiem, ale inne uzależnienia? Co masz na myśli? Ten bimber co to twoim uzależnieniem jest? - uniósł wysoko brew i zaśmiał się nieco. - Dobrze, że mnie to nie dotyczy - dorzucił z przekąsem i zmarszczył lekko brew. - Czy ty mnie właśnie ochrzaniasz za to, że twoja żona spełnia się w pracy? - zamrugał. - Jestem pewien, że nie tylko Gave i ja lądujemy u niej w stanie wskazującym, chociaż przyznaję... to u nas zdarza się to często - zgodził się z nim. - Nie mniej chyba powinieneś porozmawiać z swoją żoną jeśli masz takie obawy i brak ci takich przyjemności - zerknął na niego. - Z dobrego serca ci radzę, po prostu porozmawiaj z Febe, a wasza sytuacja łóżkowa z pewnością się poprawi - uniósł kciuk w górę.
Ryu
Chłopak zmarszczył lekko brwi i wzruszył po chwili ramionami. - Nie aspiruję do grzecznego - zapewnił go. - Wystarczy mi to, że tę ich poprzeczkę podwyższam chociaż ociupinkę - pokazał mu na palcach. Zgodził się z tym, że adrenalina była niezdrowym uzależnieniem i musiał przyznać, że to było jedno z tych uzależnień, które posiadał. - A właśnie skoro o tym mówimy... - zerknął na Yensena. Meliodas co prawda nie chciał się powziąć tego zadania, ale o tym wiedźmin nie musiał wiedzieć. - Chciałbym spróbować jeszcze czegoś - przyznał. - To jest na pewno nie dzisiaj - dodał zaraz. - Ale jutro czy coś - pokiwał głową. - Widzisz mam dwa rodzaje klonów - mruknął i wytworzył je obok siebie. - Te po prostu iluzjonistyczne - przełożył przez takiego dłoń i spokojnie można było to zrobić. - I te realistyczne - zbił sobie piątkę z drugim klonem. - No i teraz te właśnie... - pozwolił sobie na odpuszczenie i rozwianie iluzjonistycznego klona. - ... ja w głowie odczuwam rany które otrzymują. Wiesz ból po tych ranach i w zależności od tego jak szybko przez to przejdę do porządku dziennego... - mruknął. - Chciałbym, żebyś go zabił - spojrzał mu prosto w oczy. - Bo nie wiem czy przypadkiem nie umrę w trakcie czegoś takiego i uhm... warto byłoby to przećwiczyć - pokiwał głową. - No bo jak go zabijesz a ja przestanę oddychać to mnie reanimujesz, no nie? I będę wiedział, że absolutnie nie mogę sobie na coś takiego pozwolić - wyjaśnił o co mu chodzi.
OdpowiedzUsuńRyu
Chłopak skrzywił się na to trzepnięcie przez łeb i popatrzył po nim z urazą.- Czemu nie? Przecież warto znać takie rzeczy, wiedzieć czym to grozi, prawda? - spojrzał po nim i dmuchnął sobie w grzywkę. - Wybieram warunki dobre na takie testy. Proszę o pomoc i o to by w razie czego zreanimować i to wszystko - zauważył. - A wy to samo... skup się by odwoływać. No świetnie, odwołuje ale w bitwie mogę nie mieć na to szansy i zgon będzie od razu i już nikt mnie wtedy nie zreanimuje... - prychnął pod nosem. - No chyba, że ty nie umiesz reanimować... - wpadł jeszcze na taki pomysł. - To ja cię nauczę...
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu pokręcił głową i dmuchnął sobie w grzywkę.- Przecież jeśli umrę to serce się zatrzyma, a jak serce się zatrzyma to będzie co reanimować - powiedział prosto z mostu. - Więc sądzę, że taka reanimacja będzie skuteczna - dodał jeszcze. - Zwłaszcza, że no ja nie chce umierać, więc będę walczył o życie - mruknął i słysząc o pomysłach prychnął pod nosem. - Aha, jasne. Zawsze da się niżej, wystarczy wykopać dziurę w ziemi - mruknął wzdychając ciężko.
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu dmuchnął sobie w grzywkę.
OdpowiedzUsuń- Ale właśnie w tym rzecz... - Ryu spojrzał na swojego klona i mruknął ciche "przepraszam", po czym dźgnął klona wprost w jego brzuch. - To do mnie wraca dopiero jak odwołam go... - rozwiał klona i chwilę później wziął kilka głębokich oddechów, krzywiąc się przy tym nieco. Ból był chwilowy, ale dość irytujący i mocny. - Widzisz? Umieram, a nie już nie żyję - wyjaśnił i westchnął ciężko. Nie fajnie, że nikt nie chciał mu pomóc w sprawdzeniu tego i ewentualnej reanimacji.
Ryu
Chłopak przez moment oddychał urywanie, spoglądając na Yensena. Puls mógł mieć przyspieszony to prawda.- Dobrze - mruknął. - Trochę oszołomiony, ale z każdą chwilą coraz lepiej. Wiesz ja wiem, że to tylko w mojej głowie się dzieje - dodał. - Tylko tu to ja to kontrolowałem... sam odwołałem klona - wyjaśnił. - Ja się obawiam momentu, kiedy nie zdążę go sam odwołać i sam się rozpłynie, rozpadnie, zginie... jak zwał tak zwał. Nie wiem co wtedy będzie z moim stanem - zagryzł nieco wargi.
OdpowiedzUsuńRyu
- W jakim stanie? Przez moment jest mi nie dobrze - mruknął. - Bardzo chętnie poprawię swoje zdolności, ale jak je mam poprawiać, jak nikt nie chce walczyć z tymi klonami i je lać, hm? - zerknął na niego. - Swoją odporność poprawiam przez treningi. Jest lepiej z tym szaleństwem - dodał spokojnie. - Ale... nie walczę nimi często, bo to że ja obrywam jak je odwołam to w kurwa tak słaby punkt, że aż mnie boli jak o tym pomyślę - fuknął na niego i dmuchnął sobie w grzywkę. - Podręczę kogo będę chciał i nie omieszkam ze specjalnymi pozdrowieniami od Ciebie dręczyć Febe - zrobił zaciętą minę.
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu zacisnął mocno pięści i dmuchnął sobie w grzywkę.
OdpowiedzUsuń- Nie mam tyle czasu, żeby to wszystko opanowywać - odparł już nieco spokojniej, choć ręce zaciskał tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. - Zwłaszcza, że jak wspomniałem nie ma kto mi ranić klony... hm mógłbym iść poza Argar i wdać się w bitwy z Polszanami - postukał się lekko po brodzie. - Ale to... ryzykowne z niewyleczoną nogą - skomentował i skinął sobie głową. - Poza tym... wolałbym wiedzieć czy umrę jak klon mi się samoistnie rozwieje zanim pójdę na bitwę - przypomniał mu i wstał na równe nogi. - To powiedz mi jak ja mam to zrobić, hm? - zacisnął mocno wargi.
Ryu
Gave uważnie przyjrzał się raz jeszcze i pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- No, łatwo ci powiedzieć... to nie takie proste po prostu odpuścić i stwierdzić, że możesz zepsuć dobry materiał - dodał zaraz. Spróbował raz jeszcze, tym razem odrobinę pewniej, a potem zajął się składaniem wraz z Yensenem. - Hm? No co ja ci poradzę, że jesteś chodliwym towarem gdy chodzi o treningi, co? - uniósł lekko brew. - Aha, rande-vu... - uśmiechnął się. - To prosty sposób na to jest... wykończ Ryu szybko i potem hop siup... rande-vu...
Gave
Ryu zerknął na księgę z nieco mieszanymi uczuciami. Kiedyś z pewnością by po prostu podziękował i nawet nie przejrzał strony, bo nie znosił czytać. Dzisiaj było odrobinę inaczej. Dzisiaj księgi sprawiały, że chciał się za nie zabierać. Zwłaszcza te, które mogłyby mu się przydać w przyszłości. Skinął głową na te wszystkie rady.
OdpowiedzUsuń- Naprawdę? - spojrzał po nim, biorąc od niego księgę w dłonie i podnosząc się na równe nogi, nieco jeszcze kulejąc. - Dziękuję - pokiwał głową. Może faktycznie powinien spróbować od teorii, może coś w niej znajdzie. Jakieś potwierdzenie na to, że nie zginie. Naprawdę liczył na tę opcję.
Ryu
Ryu opiekował się książką od Yensena bardzo mocno. Szukał w niej informacji i zaczytywał w różnych interesujących go fragmentach. Dowiedział się na przykład jak wzmocnić swoje iluzje. Jakie substancje temu mogły pomóc i nawet rozpisał sobie odpowiednie składniki i potencjalne roślinki do tych substancji. W jednym z rozdziałów znalazł też informację o wyciąganiu prawdziwych informacji z danego człowieka. Jak spokojnie korzystać z lęku człowieka, zaczynając od prostej wizji, ale reagować na emocje swojej ofiary. Wykorzystał to już parokrotnie na małej Tamiko, tylko w ten drugi sposób oczywiście. Ujarzmił w ten sposób koszmary małej i pozwolił jej spać spokojnie. Działało, chociaż wymagało sporej dawki finezji. Co do samego przewidywania przyszłości? Odblokował sobie ten dar. Na tę chwilę pozwalał mu działać samoistnie. Przyzwyczajał się do niego, chociaż czasem przeciążało to jego organizm. Aktulanie czytał o kolejnych iluzjach i kiedy kamyczek Yensena miał się obić o jego plecy, po prostu przesunął się delikatnie w lewo, zanim obrocił do mężczyzny.
OdpowiedzUsuń- Nie ładnie tak zachodzić od tyłu - uśmiechnął się do niego lekko. - Ale nie oddam jeszcze książki... - dodał zaraz. - Jeszcze jej całej nie przejrzałem... ma wiele interesujących treści - przyznał szczerze.
Ryu
Gave wzruszył ramionami.- No dobra, ale to dalej marnotractwo dobrego drewna... przecież takie wykałaczki o z każdego drewna można zrobić - skomentował i popatrzył po nim unosząc lekko brew. - Mnie? Ty zostawisz mnie? - złapał się za serducho. - No wiesz? - pociągnął lekko nosem. - To teraz mnie zawiodłeś - wstał z miejsca. - Jakty tak w ogóle mogłeś powiedzieć? To ja tobie załatwiam rozrywkę na wypadek, kiedy mnie nie będzie obok, a ty mi tu mówisz, że chcesz mnie zostawić? O... to jest potwarz totalna.
OdpowiedzUsuńGave
Ryu spojrzał po nim ukradkiem i pokiwał głową. W to akurat mógł uwierzyć, przysunął księgę trochę bliżej Yensena i pokazał mu interesujący go fragment. - Tu jest całkiem fajnie opisany jeden z aspektów iluzji. Jak wyciągnąć z człowieka jego własne strachy zaczynając od zwykłej nijakiej wizji - rzucił spokojnie. - Albo tu z kolei jest interesujący sposób na wniknięcie w senne koszmary danych osób - mruknął. - Właśnie zaszczepianiem odpowiednich obrazów w umyśle - dodał jeszcze. - Gdyby udało się coś takiego na szerszą skalę, to przecież i cały oddział mógłby leżeć rozłożony na łopatkach - zauważył swobodnie.
OdpowiedzUsuńRyu
Ryu spojrzał po nim i parsknął śmiechem.- I to całkiem sporo, ale nie podzielę się tym z tobą - puścił do niego oczko. - Jeszcze tego nie przetestowałem, więc nie wiem czy wypali i czy jestem w stanie te rzeczy zrobić - dorzucił. - A tamto... testowałem na Tamiko, tylko wiesz w tę stronę tęczy i jednorożców - uśmiechnął się lekko, spoglądając teraz na swoje nogi i zaraz unosząc wzrok. - Włączyłem też ten mój szósty zmysł i działa 24 na dobę, ale jest to męczące. Głowa mi czasem wysiada - przyznał szczerze. - No i zdarza mi się jeszcze zagalopować tak jak z tobą podczas treningu... widzieć za dużo - wymamrotał.
OdpowiedzUsuńRyu
Gave pokiwał lekko głową, przyjmując do wiadomości fakt o lepszym drewnie, chociaż o ile korniki rozumiał, tak uznawał że wykałaczki to jednak można z każdego drewna bez korników zrobić, jak i rozpałkę. Przy dobrym dopieszczaniu to i najgorsze drewno, które nie jest zamoknięte będzie odpowiednie. Nie mówił tego jednak na głos, bo przecież aż tak bardzo na drewnie się nie znał. - Nie jestem dowódcą młodzieży - zerknął na Yensena. - A Ryu jest nieco unieruchomiony przez nogę. Zresztą... po co tyle osób w podróży? Lepiej żeby został i w razie czego pomógł tutaj - stwierdził po prostu i parsknął śmiechem. - Myślę, że nie będzie miał nic przeciwko stawianiu palisady - pokręcił głową. - Wiesz... bo ty tak myślisz, że my nie lubimy pracy fizycznej... a z takiej pracy dużo można wyciągnąć i się nauczyć - zauważył cicho Gave. - Ja to tam taką lubię...
OdpowiedzUsuńGave
Ryu przytaknął mu tylko i odetchnął głęboko.
OdpowiedzUsuń- Wiem, kiedyś na pewno - przyznał. - Chyba, że wcześniej uznam, że jednak mam gdzieś ten zmysł - dodał uśmiechając się lekko, a na wieść o Tamiko parsknął śmiechem. - Przy Galanie jako bracie? Wątpię, by te tęcze i jednorożce przeżyły - dorzucił konspiracyjnym szeptem. - Już prędzej zamienią się w mordercze jednorożce...
Ryu
- Może dlatego, że jesteśmy młodzieżą którą ominęły bunty młodzieńcze i zakazy, nakazy dorosłych... brakowało ich nam - zacisnął mocno wargi. - Więc jak ktoś chce nas czegoś nauczyć to my to po prostu robimy - uśmiechnął się słabo, znów odsuwając się od roboty, by usiąść. - Przepraszam, Yen... ja... - zrobiło mu się gorąco musiał nabrać powietrza. Wyszedł na zewnątrz by to zrobić i oparł się o studnię. Cholera jasna. Co się z nim działo? Dlaczego? Dlaczego ciągle czuł ten cholerny ból, ucisk w sercu? Czemu jego głowa i błędnik tak wariowały? - postukał się po głowie i potrząsnął nią. - Jak mam się tego pozbyć? Jak?
OdpowiedzUsuńGave