Perun I wystawia nowe listy gończe, wśród których pojawiają się imiona - Akane, Gave, Emma, Natan, Morgana - chce ich żywych lub martwych.

Helga się nie zatrzymuje. Sieje zniszczenie w okolicach Ardei i Argaru. Gwałcą, jedzą kończyny, wyrywają serca. Brutalność nie zna granic!

Nikllaus zamyka bramy do Argaru. Wzmaga straż. Argar zbroi się po zęby. Przygotowuje do ostatecznego starcia.

Phyonix zrywa sojusz z Polszą wyrażając tym samym swe niezadowolenie związane z wystawionym listem gończym za swoją ukochaną córką.

From a spark will be born a fire

Sometimes it's hidden, wish that I could see
A future picture of an older me
Would he be smiling and would he be happy?
Would he say a thousand words while looking right at me?

Darcy

Parabellum
księżniczka |fenalis 21.06 | 19 lat | 171cm | Phyonix-Argar
Wesoła księżniczka z Phyonix, która w końcu odkryła swoją przemianę. Darcy nareszcie odkryła swoją własną przemianę i dalej uczy się kontroli nad własnymi popędami, mroczną stroną - ta dalej próbuje wyjść, kiedy tylko nadarza się chwila słabości. Jest mistrzynią odkładania oraz bagatelizowania własnych problemów na rzecz czegoś co sprawia radość. Uwielbia swoją rodzinę, swoich przyjaciół, otaczający ją świat, wszystko co ma do zaoferowania życie. Przepracowuje swoje własne traumatyczne przeżycia, uczy się bliskości, zaufania. Podróżuje między ojczyzną a Argarem, chociaż dalej boi się ruszyć i zbadać nowy trakt, czy zboczyć z drogi do Phyonix. Dumna tancerka, utalentowana pianistka, skrzypaczka, lutnistka z całkiem niezłym drygiem do śpiewania - nie boi się sceny, w końcu jako księżniczka feniksów praktycznie się na niej wychowała. Mimo wszystko poza granicami domu woli pozostać na trybunach, dobrze się bawiąc. Fanka pikantnego jedzenia i kwaśnych owoców, która je maksymalnie dwa razy dziennie. Kocha Phyonix, bo to jej ojczyzna, dom, miejsce, które pragnie chronić, rozwijać równie prężnie co rodzice. Kocha Argar, bo to dom jej bliskich, miejsce, w którym może czuć się słaba bez lęku o Bellhardów. Pełno jej tam, gdzie są Ci, na których jej zależy, a także rzeczy, które lubi. W Argarze zarabia na życie udzielając korepetycji z tych dziedzin, w których jest ekspertką i sprzedając nadmiar upolowanych przez Abyss gorr, a w Phyonix po prostu jest rozpieszczoną księżniczką opływającą w luksusy. Kocha sprzeczności, nieśmieszne żarty a także gadulstwo, którym z uśmiechem na ustach przytłacza innych. Ostatnio ulepszyła zamki w drzwiach i zamknięcia okien, aby bronić się przed niechcianymi próbami włamań co niektórych.

POWIĄZANIA/DODATKOWE


 _____________________________________________________________________
POPRZEDNIA KP
Wizerunek: Aeolian by WLOP
Cytat: Hollywood Undead - Gotta let go
Tytuł: DESTINY 2 RAP by JT Music - "Fireborn"
Ostatnia aktualizacja: 07.02.2026

92 komentarze:

  1. - Wybacz - rzucił tylko w odpowiedzi i odchrząknął lekko. - W takim razie... jeśli jesteś szczęśliwy i o tym wiesz w ręce klaszcz... - przerzucił się na lekki ton i tak nucił jej aż do "stajni" mosertów. Dopiero tam, zamknął się i pozwolił sobie w ciszy słuchając tego co mówi Darcy. Sam za to podszedł do małego "okienka" i wyjrzał przez nie, by zaobserwować moserty różnej wielkości i maści. - O wow, sporo ich tu macie - zauważył.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  2. Tony pokiwał głową, po czym zabrał się za poprawianie tych dwóch liter.
    - A przestań, ostatnio i tak coś mnie zamroczyło. Takie błędy nie powinny mieć miejsca - stwierdził szczerze niezadowolony z samego siebie, ale mimo wszystko nie czuł się szczególnie zażenowany. Nauczył się również prosić o pomoc, jeśli czegoś nie wiedział i nie sądził by to było ujmą na jego honorze. Wyszczerzył się do niej i pokiwał głową. - To słuchaj... jak będziesz wiedziała to jakiś szybki kurs gotowania tych potraw będę prosił - dodał jeszcze i podrapał się po głowie. - No co? Czasem lepiej zapytać ekspertki niż... no wiesz, samemu walczyć.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  3. An zaśmiała się lekko.
    - Ty nie jesteś cudza, jesteś nasza. Piersi obcych bab aż tak go nie interesują, ale jak już ma przyjaciółki i koleżanki to lubi testować różne rzeczy. Grima go w tym wspiera, bo i ją dużo interesuje. U mnie na przykład był czas, że chcieli sprawdzić czy moje mleczne piersi różnią się od tych Grimy, no wiesz, różnice gatunkowe - parsknęła śmiechem. - Co prawda nie zgodziłam się na takie testowanie, ale jestem raczej przygotowana na podobne propozycje z ich strony - przyznała rozbawiona. W temacie Gava już tylko kiwnęła głową, na znak, że rozumie, a na wzmiankę o helikopterze zaśmiała się lekko. Nadal nie sądziła, że Gave pozwala sobie na aż takie aluzje, ale nie jej było to jakkolwiek egzekwować. Uśmiechnęła się na widok tej zadowolonej miny Darcy.
    - Jak tylko się uspokoi, to na pewno zrobi to z przyjemnością - stwierdziła. Blondyn ostatnio miał niedobory bycia potrzebnym, więc się zapewne ucieszy, że jego umiejętności przydają się tak samo na wojnie, jak i poza nią.
    - Ach, rozumiem, to takie Twoje zainteresowanie - kiwnęła głową. Dziewczyny dość często lubiły modę, Klara też zwracała na to uwagę, więc dla An nie było to nic dziwnego. Zaśmiała się na pytanie Darcy.
    - A gdzie tam, to ja nie chciałam się wyróżniać. Wiedzieli od początku, że jestem dziewczyną, więc to nie stanowiło nigdy problemu. Gadało się po prostu w szkole, że jak dziewczynie rosną piersi to chłopacy zaczynają inaczej na nią patrzeć, a ja chciałam by patrzyli na mnie cały czas tak samo. Bandażowałam więc tors, by sprawiać wrażenie płaskiej. Bałam się, że jak zaczną patrzeć na mnie inaczej to znowu nie będę nigdzie pasować, że znowu mnie ktoś odrzuci - wzruszyła ramionami. - Dość często mnie w życiu odrzucano - przyznała, uważniej stawiając stopy i zaraz posłała Dar lekki uśmiech. - Takie strachy z młodych lat potrafią nieźle nasyfć w głowie - dodała już nieco pogodniej.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  4. Gave pokiwał z uznaniem głową, po czym spojrzał po Darcy.
    - Aż tyle? Niesamowite - stwierdził pogodnie i dopiero teraz zwrócił uwagę na przygotowane przez dziewczynę narzędzia. - Pokażesz mi na pierwszym parę ruchów? Jak czesać? - zapytał jej spokojnie. - Wiesz... do zwierząt mam dużo szacunku. Są naprawdę piękne i wolałbym żeby się na mnie nie złościły. Nie to co ludzie - parsknął śmiechem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  5. Odwzajemniła uśmiech kuzynki i kiwnęła jej głową. Wysłuchała jej w temacie poprzedniego Argaru, po czym uniosła kącik ust.
    - To chyba bardziej kwestia indywidualnych charakterów ludzi, nie światów. Myślę, że ci którzy mnie odepchnęli i tak by to zrobili, nie ważne w jakim żyjemy wymiarze czy świecie - przyznała. - No i niestety nie do każdego odrzucenia był potrzebny język - rzuciła z lekkim śmiechem. - Tak czy siak, aktualnie całkiem mi się podoba miejsce, w którym mentalnie jestem, więc może tak po prostu miało być - stwierdziła. Na słowa o tym kim jest spojrzała po Dar z wdzięcznym uśmiechem.
    - Dzięki, doceniam te słowa - przyznała szczerze i zaraz znowu lekko się zaśmiała. - Nie szalej, jak już ktoś ma mieć blizny po odrzuceniu mojej osoby to niech kojarzą się ze mną, nie z Tobą - pokazała jej język. - Najwyżej pożyczę te buty od Ciebie - poruszyła zabawnie brwiami. Zrównany krok z Darcy nie stanowił dla niej większego problemu, a kiedy weszły wgłąb jaskini i dziewczynie ukazał się widok samotni, przystanęła co by nacieszyć oczy. Powoli przesuwała wzrokiem od samego szczytu wnętrza, po ciepłe źródła.
    - Phyonix jest wyjątkowo urodziwe, przyznaję bez bicia - stwierdziła i dopiero po chwili ruszyła się co by wejść nieco głębiej. - Nic dziwnego, że wybrałaś to miejsce na swoją ostoję... Obawiam się jednak, że jak ją będziesz innym pokazywać to z ostoi niewiele Ci pozostanie - rzuciła rozbawiona. Kucnęła jeszcze przy kępkach roślin, co by je sobie podotykać z zainteresowaniem.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  6. An zamyśliła się chwilę, ale zaraz posłała Darcy kolejny lekki uśmiech.
    - Tak... rzeczywiście część z tych historii mrozi krew w żyłach, ale z drugiej strony, może gdyby nie te historie to nie poznałabym tak świetnych osób? Pewnie poznałabym inne, ale... No nie wiem. Ciężko mi sobie wyobrazić, że trafia mi się lepsza grupa przyjaciół - przyznała. - Jasne, upadki nam się zdarzały i pewnie jeszcze nie raz coś się spierdzieli, ale... Kocham tych swoich trzech muszkieterów i dałabym się za nich pokroić - zaśmiała się lekko. - Oczywiście inne przyjaźnie też bardzo cenię, ale z nimi jednak przeżyłam najwięcej dziwnych akcji i to po prostu jest jakiś wyższy stopień sentymentów - uśmiechnęła się ciepło na swoje stwierdzenie. Przytaknęła jej zaraz głową.
    - Tak, to jest najważniejsze - puściła jej oko i zaśmiała się na słowa o butach.
    - Zawsze możemy się podzielić, jeden but dla mnie, drugi dla Ciebie - ponownie się zaśmiała.
    - To Twoje miejsce, mogę je zachować w pełnej tajemnicy jeżeli chcesz. Sama wybierzesz kto je pozna, a może z czasem zbierzesz tu jakąś grupkę na imprezę - wyszczerzyła się do niej.
    - Nie wiem czy jest najpiękniejsze, ale jak już zwiedzę więcej świata to na pewno Ci powiem jak wysoko plasuje się na mojej liście - wstała z kucek i zaczęła zdejmować ciuchy, co by zaraz zostać jedynie w bieliźnie i powoli wejść do wody. Mruknęła zadowolona.
    - Mmm, ależ przyjemnie... - przyznała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  7. Diego w trakcie oficjalnego powitania Azylowiczów nie był zbyt obecny duchem, stał jedynie w miejscu z dość ponurą miną, a kiedy tylko nadarzyła się okazja, to zniknął z zasięgu wzroku gapiów. Nie specjalnie miał ochotę przebywać aktualnie w czyimkolwiek towarzystwie, a tym bardziej jakiejś hołoty, która szukała tu schronienia. Ostatnie wydarzenia z jego życia prywatnego sprawiały, że chłopak stał się bardziej milczący. Rodzice nie bardzo mogli do niego dotrzeć i w sumie czarnowłosy spory czas przesiadywał w swoich samotniach. Wiadome było, że coś się stało, ale on nikomu nie mówił co konkretnie. Świadomość, że Darcy wróci do domu z jednej strony nawet cieszyła, z drugiej... nie. Nie zamierzał jednak unikać bliźniaczki, więc gdy spotkali się na korytarzu i ta rzuciła się na niego z objęciami, po prostu ją objął i lekko przy sobie przytrzymał.
    - Nie wyglądasz na utęsknioną - zauważył i odsunął ją zaraz od siebie, co by lepiej obejrzeć. - Słyszałem, że sobie znalazłaś nowego braciszka - spojrzał na nią pretensjonalnie. Zaraz kącik jego ust drgnął.
    - Ha! Mały skurwielek żyje? - wyszczerzył się dumnie. - Może mi wdzięcznie buty lizać. Doprawdy, żebym JA musiał życie, życia nauczyć - parsknął śmiechem.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  8. Ona również cieszyła się, że w końcu udało się rozgarnąć te czarne chmury, które tak wiele w jej głowie przysłaniały. Zaśmiała się na te wspólne rozróby.
    - Tak, rzeczywiście idą całkiem nieźle - przyznała z rozbawieniem wyobrażając sobie tą całą scenę. Sama położyła się wygodniej i nawet przymknęła oczy. Ciepło przyjemnie rozchodziło się po ciele.
    - Skoro tak mówisz, to do czasu powstania odtwarzacza będę milczeć jak grób - zapewniła, uchylając jedno oko i z uśmiechem spojrzała po Darcy. - Fjelldod raczej zostawiam jako jeden z ostatnich etapów podróży, o ile nie ostatni, tak więc bez obaw. Myślę, że zanim tam zajdę to może się całkiem sporo w Mathyr zmienić - zaznaczyła. - Poza tym, nawet aż tak do przodu nie planuję. Aktualnie poznaję Phyonix, a później uderzę chyba w inne piaskowe krainy, Fasach, Terra... Jak odhaczę te trzy miejsca, to będę dalej się zastanawiać - zdradziła jej jak to mniej więcej widzi. - Aktualnie jednak wojna jest priorytetem - dodała, wyciągając sobie nogi i mrucząc z zadowolenia.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  9. Gave skinął głową, słuchając uważnie. Stajnia to było coś zupełnie innego niż to do czego przywykł. Tu nie było ostrzy, a przynajmniej nie takich jakie znał. Powtórzył słowa Darcy, by zapamiętać co robić. Ostrożnie podszedł do pierwszego moserta, tak jak mu pokazała. Zatrzymał się w bezpiecznej odległości, starając się nie zapełniać swą osobą całej przestrzeni. W końcu mosert miał czuć się z nim dobrze. Wyciągnął dłoń, powoli, trochę niepewnie, z wahaniem. Przez moment miał ochotę się wycofać, ale zwalczył to w sobie.
    - Hei... - powiedział cicho, nie patrząc zwierzęciu w oczy. Spojrzał za to na Darcy, chcąc się upewnić że na razie wszystko robi tak jak powinien. - Tak, chciałbym...złapać z nimi kontakt - przyznał uśmiechając się do niej lekko. - Myślisz, że mam szansę? - zapytał jej, oddychając trochę wolniej. Zwrócił znów wzrok do moserta, wciąż nie patrząc mu w oczy. Czekał. Czekał, aż ten sam go zaakceptuje. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  10. Chłopak skinął głową i wrócił spojrzeniem do Veri. Patrzył po nim uważnie dopóki ten nie usadowił pyska na jego dłoni. Aż uśmiechnął się szerzej na ten mały gest.
    - Cześć - przywitał się ze zwierzakiem, ostrożnie unosząc drugą dłoń i zaczynając nią drapać Moserta za uszami i po główce. - Miło mi cię poznać - rzucił z uśmiechem. - Jestem Gave, a ty? - zainteresował się, głaszcząc go nieco śmielej. - Dzisiaj będę miał przyjemność wyczesania cię - wyszczerzył się do Veriego, po czym zerknął na Darcy. - Zobacz go, jeszcze domaga się pieszczot! 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiwnęła jej głową na podziękowania i zanurzyła się trochę głębiej, po samą brodę.
    - Tak, po wojnie. Wcześniej raczej nie przewiduję turystycznych wędrówek. Na razie zostaję w Phyonix i stąd będę szła gdziekolwiek dalej, jeżeli najdzie taka potrzeba - przyznała. Spojrzała zaraz po Dar uważnie i uśmiechnęła się lekko.
    - Wiem, każdy z nas tego chce. Damy radę, wierzę, że nam się uda - uśmiechnęła się do własnych myśli. - Heh, Grima to jest raczej ogólny ewenement, po tym co słyszałam o jej rodzinie śmiem wątpić, że całe jej plemię jest podobne. Terrańczycy są dumni, trzeba przyznać, że często aż nadto, ale ja nie zamierzam zwiedzać świata by sobie przychylać innych. Chcę po prostu ten świat poznać, wyciągnąć z jego jak najwięcej nauk i móc przekazywać dalej. Jak uda się przy okazji zdobyć kilka sympatii to jasne, ale obejdzie się i bez tego - stwierdziła pogodnie i zaraz znowu po niej spojrzała. - No, dla Ciebie akurat sprawy polityczne mają dość duże znaczenie, przynajmniej patrząc pod kątem tego jaką masz zajmować rolę. Próbować zawsze warto, zgadzam się z Tobą jak najbardziej.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  12. Tony wzruszył ramionami.
    - Przestań, bo jeszcze w piórka obrosnę - spojrzał po niej spode łba. - Nie nazwałbym się najmądrzejszym, Darcy. Mam wiedzę, ale moi przyjaciele są zdecydowanie mądrzejsi ode mnie. Mądrzejsi życiowo - spojrzał po niej spokojnie. - A ta mądrość zdaje się górować nad pozostałymi mądrościami - uśmiechnął się cierpko i westchnął przeciągle, co znowu sprowadzało się do jednego i tego samego pytania "czy wywalając z życia emocje nie byłoby mu łatwiej?". Pokręcił lekko głową. - Jasne, jeśli będziesz miała ochotę to z przyjemnością cię potorturuję matmą i fizą - uniósł kciuki w górę i parsknął śmiechem. - Oj tak... bita śmietana to coś co Grma kocha. W każdej postaci - rzucił ze śmiechem, po czym podrapał się po głowie. - Mhm... wiem, że ona tak mówi i się cieszy... ale chciałbym przygotować to co naprawdę lubi... jej najulubieńsze lub najbardziej chciejki nowe - zerknął na Darcy i wzruszył ramionami. 

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  13. Gave przytaknął jej ruchem głowy.
    - To nie wychowany byczek - spojrzał po zwierzaku. - No wiesz? Jak tak się wdzięczyć będziesz i wymuszać to nikt Cię nie polubi - powiedział dość łagodnie, ale stanowczo. Przesunął dłoń niżej, by na razie nie dotykać jego głowy. - Wychowujecie je jakoś? - zapytał Darcy. - Bo wiesz... Taki byczek potrzebuje jakichś granic - stwierdził spokojnie. Pokazał Veriemu język i poklepał go po boku. - No już. Dziś się poznamy a od jutra zaczniemy prace nad charakterami - rzucił lekkim tonem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  14. Gave parsknął śmiechem na to ewidentne porównanie z nim samym i poruszał zabawnie brwiami.
    - Wiesz jak mówią. Swój do swego ciągnie - stwierdził wesoło i przymknął oczy gdy jęzor Moserta potraktował jego całą twarz prysznicem. - Oho... Ja też cię bardzo lubię - zapewnił zwierzaka, po czym ukradkiem zerknął na Darcy. - To co? Czeszemy?

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  15. Tony wzruszył ramionami. Pewnie miała rację, ale mimo wszystko nie lubił się aż tak wywyższać, gdy nie było ku temu potrzeby. Złapał jej palec zanim tyknęła go w czoło i uśmiechnął się lekko.
    - To jesteśmy umówieni na matematyczne tortury - rzucił dość wesoło, po czym wrócił spojrzeniem do alfabetu powoli wymawiając każdą literę i upewniając się, że robi to dobrze poprzez zerkanie na Darcy, kiedy się krzywiła, poprawiał się do skutku. - Elfi? Czemu elfi ci nie podchodził? - zainteresował się. W jego uszach elfi brzmiał jak śpiew, a Darcy kochała śpiewy. Zaciekawiła go więc ta dziwna niechęć do języka elfiego, ale jeszcze bardziej ciekawskim jajem się stał, gdy ta wyjęła jakiś zeszyt. Przepiśnik. Od razu się do niej zbliżył i spojrzał jej przez ramię, widząc różne oznaczenia. Zaczął je czytać i kiwał głową od czasu do czasu. - To może... te dwa? - zaproponował pokazując dwa różne przepisy. - Wyglądają na takie, które nie są aż tak trudne...

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  16. Gave prychnął pod nosem.
    - Wbrew pozorom jestem wierny mym pierwszym wyborom - rzucił tylko i ruszył wraz z nią do barierek. Zaśmiał się lekko, kiedy Veri tak bardzo domagał się jego pieszczot. Pogłaskał go spokojnie i odsunął dłoń. - Nie, jednak będziemy już dziś trochę wychowywać - stwierdził, opierając się lekko o Veriego, kiedy Darcy tłumaczyła jak powinien go czesać. Skinął głową i wziął szczotkę, po czym rozpoczął czesanie. Czesał i drugą dłonią głaskał po wyczesanej części, żeby uspokoić zwierzaka. Kiedy na szczotce znajdowało się zbyt wiele sierści, odrzucał je i ponownie wracał do czesania. - Widzisz? To nie takie złe. O swoją sierść trzeba dbać, co by panny wyrywać - zarzucił własną grzywą na potwierdzenie i zaśmiał się cicho. - Niesamowity z niego charakterek - skomentował do Darcy.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  17. Akane przytaknęła jej głową.
    - Tak, ale o tym, że gdzieś idziemy wiem już od dawna. W końcu też dowiedziałam się gdzie. Tyle, że to misja, narzucona z góry, więc nie traktuję tego jak turystyki. To co ja planuję w przyszłości to raczej chęć zdobywania wiedzy i nowych umiejętności. Co prawda misja z Twoim bratem też zapewne da mi jakieś nowe umiejętności, ale mimo wszystko misje oddzielam raczej grubą kreska od samowolnych podróży – uśmiechnęła się do Dar. Słuchała o Abyss nieco rozbawiona.
    - Niezły Ci wywinęła numer, nie ma co – poruszyła zabawnie brwiami. – Będziesz kocią babcią, urocze – zaśmiała się lekko. Spoważniała zaraz nieco. – Ale chyba nie idziesz sama, co? – zapytała, patrząc po dziewczynie uważnie. Raz jeszcze uśmiechnęła się pod nosem.
    - Mam nadzieję, że Vexa nie pójdzie w jej ślady. Chwilowo ma taki angaż w pilnowanie dzieci, że chyba jej instynkty macierzyńskie są zaspokojone – zaśmiała się lekko i zaraz uważniej po Dar spojrzała. – Wiesz w ogóle z kim poszła w tany? – zapytała.
    Przytaknęła jej głową na słowa o ludzie.
    - Tak, tata wspominał, że w rozmowie z Lexi uznali, że Azyl to dobry wstęp na przyzwyczajanie tutejszych do innych nacji. Większość jednak przybyła tu z ogromnym uczuciem wdzięczności, więc nie powinni dokazywać. To ich schronienie, więc i tubylcom mogą pokazać się z tej dobrej strony – uśmiechnęła się delikatnie. – W takim razie będę robić notatki – puściła jej oko. Skoro mogła pomóc w jej planach to jak najbardziej chciała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  18. Prychnęła śmiechem.
    - Och Dar, ciesz się, że nie miałaś okazji smakować mojej kuchni te kilka lat temu. Poza tym, w razie co zje sam, a ja uszykuję coś pewniejszego - zaśmiała się.
    - Magnesy na kłopoty? Hm... coś w tym może być. Lepiej mu następnym razem pstryknij w nos, co by nie krakał. Chociaż z drugiej strony nie zdziwię się jak celowo kracze. Zdaje się bardzo lubi używać miecza - zauważyła z nieco zadziornym uśmiechem. Zaraz też kiwnęła głową i parsknęła śmiechem.
    - Czyli wymieniamy się braćmi, no to zapowiada się doprawdy ciekawie - pokręciła głową rozbawiona. Najważniejsze, że nie szła sama. Słysząc radę Dar kiwnęła głową.
    - Na razie nie zauważyłam by się z którymś spoufalała, ale tak, będę sprawdzać - zapewniła. Słuchała zaraz o planach na młode Abyss.
    - A wiesz już ile urodzi? - zainteresowała się jeszcze miotem. Kiwnęła jej głową co do nadziei.
    - Racja, czas pokaże, ale bądźmy dobrej myśli. Na dniach wejdę też trochę głębiej w to moje małe śledztwo, więc jak zdobędę jakieś nowiny to będę Tobie i Twojej mamie meldować - zapewniła. Na podziękowania posłała jej po prostu ciepły uśmiech.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  19. Zmieniła się i to już na pierwszy rzut oka. Nawet chodziła inaczej. Nie było w niej tej dumy, którą zwykle nosiła. Z ich dwójki Darcy była tą bardziej skrytą, ale mimo wszystko klasa nie była jej obca. Teraz zdawała się jakaś taka „normalna”.
    - Sprostaczałaś – podsumował, patrząc po niej i zaraz wzruszył ramionami. – Bo nie zastąpi. Tym bardziej nie wiem po co Ci kolejny brat. Jak Ci ich mało to zagadaj ze starymi. Przy ich libido stworzą Ci jeszcze armię, a jak dobrze pójdzie to rzeczywiście padnie na chłopców – spojrzał po niej z uniesioną ku górze brwią. Zaraz uniósł kącik ust, ależ on lubił jak ona przejmowała się tego jego spazmami. Parsknął śmiechem i objął ją ramieniem, po czym zaczął prowadzić do swojej komanty.
    - Oczywiście, że jestem na pierwszym miejscu Pałko – zmierzwił jej włosy i wyszczerzył do niej jednorazowo. Zaraz wrócił do swojej standardowej miny. Zarechotał na słowa o Damonie. – Idealnie, czyli spełnił swoją rolę lepiej niż zakładałem – uśmiechnął się zadziornie do siostry. Parsknął zaraz pod nosem.
    - Ashanek znowu dał się jakiejś cizi owinąć dookoła paluszka? Będzie do kolekcji kolejna pierdolnięta była? Och jak słodziutko! – ponownie zarechotał. – Szkoda, ze jebaniec nie jest w pełni feniksem, byłaby darmowa rzewnych, męskich łez do opierdolenia na targu – ponownie się zaśmiał i zaraz z kopa potraktował drzwi od pokoju, co by tam wpuścić siostrę. Na jego twarzy pojawił się dość chłodny uśmieszek.
    - Straconego czasu nie da się nadrobić. Nie było Cię i chuj – zamknął drzwi, po czym ruszyła na swoją leżankę, co by się na niej wygodnie rozsiąść. – Poszłaś w pizdu i tego nie nadrobimy – stwierdził bez ogródek.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  20. Akane sama się zaśmiała.
    - Wiesz, nie jestem pewna, czy jeszcze potrafię zrobić cokolwiek aż tak źle. Muszę przyznać, że tamte dzieła są nie do podrobienia, zaczynam wierzyć, że niestety, ale mój talent do spierdolenia jedzenia przepadł i już nigdy nie osiągnie tego poziomu co miał tam - mówiła rozbawiona, dalej się śmiejąc. Parodia Ashana też ją rozbawiła, przytaknęła głową kuzynce.
    - Mhm, już szukam przepisów na jakieś dobre drinki do zrobienia w plenerze, no wiesz, on sobie pomacha mieczem, a ja sobie grzecznie poleżę i się poopierdalam - poruszyła zabawnie brwiami. Parsknęła śmiechem również na słowa o Natanie.
    - To ten, nie chce przesądzać sprawy, ale... tak w razie co, co byś chciała usłyszeć na swoim pogrzebie? Przy moim braciszku śmierć z zażenowania nie brzmi wcale tak irracjonalnie. Te jego tekściki "w punkt" - pokręciła głową rozbawiona i zaraz odrobinkę spoważniała, dalej się jednak uśmiechając. - A tak szczerze, Nat jest świetny. Jestem pewna, że jak mu pozwolisz to sprzeda Ci nie jedną dobrą radę - zapewniła ją. Wysłuchała zaraz informacji o ciąży gamorty i kiwnęła głową.
    - Myślisz, że pierwszy miot ma znaczenie? Dla niej na pewno, ale bardziej mi chodzi o liczebność potomstwa. W pierwszym zwykle rodzi się mało? - dopytała. Wzięła zaraz głębszy wdech.
    - Mam na oku jednego typa, z pozoru wygląda na zadowolonego, ale już na wejściu azylowiczów czuć od niego było jakiś taki niesmak. Jak tylko będę miała jakieś treściwsze nowiny to dam znać, bo aktualnie nie mam nic konkretnego - przyznała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  21. Spojrzał po niej unosząc brew. Naprawdę pytała, czy chodzi o nią? Przewrócił oczyma i spojrzał po niej jak się poprawia.
    - Meh... - machnął ręką. Nie, to już nie było to samo. Coś się w niej zmieniło i chuj, po ptakach.
    - Ta, te małe smrody nieźle Cię wygryzają - przyznał z zaczepnym uśmieszkiem i parsknął na te jej trzepoczące rzęsy. Znowu przesunął po niej wzrokiem i z dezaprobatą na twarzy pokręcił głową.
    - Lepiej to sobie nie ustawiać nikogo - bąknął, co średnio było w jego stylu. Darcy przecież wiedziała o jego siostrzano-przyjacielskiej relacji z Amalą, córką jednej z kucharek, jej matka niestety zginęła tragicznie kilka lat temu. Diego trzymał się z dziewczyną od małego i nie raz przygadywał siostrze, że jest dupa wołowa, że ciągle siedzi sama.
    - Pfy - prychnął. - A co ja kurwa jestem, agent nieruchomości? Jak ma ogarnąć dupę to musi sam sobie poszukać. Ptaszek wyfrunął z gniazdka, ja już swoje zrobiłem - stwierdził, dalej z złośliwym uśmieszkiem na ustach.
    - Przebiera tak lipny towar, że nic dziwnego, że szczęścia nie ma. Tak to już jest jak umoczysz w byle cipie i potem jaja swędzą - parsknął śmiechem i machnął ręką. - Do reszty Cię posrało? Za taki numer starzy by mnie wydziedziczyli, a mi się tu całkiem podoba - poruszył zabawnie brwiami.
    Kiedy już siedziała obok i zaczęła przepraszać, jęknął przeciągle i odchylił głowę w tył.
    - Ble, ble, ble... - podniósł głowę i spojrzał na nią, unosząc brew. - Eche, na koncercik też "musiałaś iść" prawda? - pokręcił głową i zaraz wzruszył ramionami.
    - A kto mówi, że przeszkadzało? Kurwa Dar, nie było Cię i tyle. Ty i to Twoje nadrabianie czasu, jak z Morganą. Pierdole... Takiego czasu się nie nadrobi, kumasz? Ani przy niej, ani przy Tobie, nie będę udawać, że byłyście, gdy Was nie było. Nie i chuj. Ja biorę tylko pod uwagę czas rzeczywiście spędzony, a nie kurwa jakieś pierdoły... - wstał z leżanki i ruszył sobie do stolika, na którym stało jego ulubione wino. Polał sobie do kieliszka i wziął łyka.
    - Chcesz...? - spojrzał po siostrze.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  22. Akane przytaknęła głową.
    - Było, bardzo… - przyznała ze śmiechem. Wspominanie tego jak przyjaciele lecieli w krzaki była zdecydowanie zabawne. Uśmiechnęła się do Dar na wspomnienie gulaszu.
    - Tak, Shiya mnie nieco podszkoliła i mam kilka ciekawych dań w swoim repertuarze, ale dalej nie poleciłabym się za kucharkę. Gulasz, naleśniki, gulasz, naleśniki… No i teraz jeszcze te chrupki – parsknęła śmiechem. – Powoli, powoli, może jeszcze czegoś uda mi się z czasem nie spieprzyć. Ciasto podobno robię dobre, ale nie często jest okazja na pieczenie – przyznała. Zaśmiała się na zaplanowaną zawartość przemowy.
    - Tak jest, zakodowane – dotknęła własnej skroni, jakby miała tam przycisk na zapamiętywanie. Zaraz z zaciekawieniem słuchała o pierwszym miocie i kiwnęła głową.
    - No proszę, tego nie wiedziałam, zawsze jakaś dodatkowa wiedza. Zobaczymy czy Abyss okaże się książkowym okazem – posłała kuzynce kolejny uśmiech, a kiedy ta sprostowała o co pyta, An lekko uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
    - Ach… o to… heh – westchnęła ciężko. – Wybacz, ale w chwilach relaksu staram się myśli o sabacie trzymać w oddali i nie zajarzyłam o co pytasz – nabrała kolejnego wdechu i ponownie oparła głowę o brzeg za plecami.
    - Gave i Tony dali nowe podpowiedzi… Rozmawiałam z Twoją mamą, pozwoliła nam skorzystać z jednej z Sali strategicznych w pałacu. Spisuję tam zdobyte informacje i będę Was wołać na burze mózgów. Nie mniej informacji jest całkiem sporo, ale pewne aspekty mi śmierdzą. Cały czas coś mi się nie zgadza w tych danych, brakuje mi jakiegoś istotnego elementu – skrzywiła się lekko. – Chciałam wykonać rytuał, o którym Ci już mówiłam… ale szczerze to mam coraz większe wątpliwości, a z drugiej strony coś ciągnie by to jednak zrobić – wzruszyła ramionami i lekko się wysunęła z wody.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  23. Gave spojrzał po niej zaskoczony i zamrugał kilkakrotnie.
    - Co? Nie, znaczy... nie - pokręcił głową, po czym zmarszczył brwi. - A mogę? - zadał zaraz pytanie, patrząc po Verim. - Myślisz, że mógłbym go zabrać? - spojrzał po zwierzaku i pogłaskał go ponownie. - Oj przestań Dar, dopiero co mnie poznaje. Myślę, że jeszcze aż tak mnie nie lubi - rzucił krótko, pracując dalej, nad sierścią Moserta. Czesał ją spokojnie, obserwując jednocześnie jak Darcy obcina pazury. - Skąd wiesz na jaką długość powinnaś je obciąć? - zapytał ją po dłuższej chwili milczenia, cały czas patrząc po Verim spokojnie. - Spa? Kąpać go będziemy? Ej stary... nie boisz się wody? - zainteresował się przy okazji. 

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  24. An lekko wzruszyła ramionami.
    - Prawdę mówiąc nie mam ambicji na zostanie niesamowitą kucharką, ale może gdzieś tam kiedyś uda nam się coś wspólnie ugotować. Aktualnie mam raczej inne priorytety - przyznała z łagodnym uśmiechem.
    - Trzymam więc za nią kciuki - przytaknęła kuzynce głową w temacie gamorty. Uśmiechnęła się wdzięcznie na ten pokrzepiający dotyk i zaraz pokręciła głową.
    - Bez przesady, nie kłopoczesz, pomoc jak najbardziej mi się przyda. Po prostu nadszedł taki moment składania tych informacji do kupy, że co nowe odkrycie, to jakaś bomba i to nieprzyjemna - przyznała.
    - Tak, taki mam właśnie plan - przytaknęła jej głową na słowa o czekaniu z rytuałem. Posłała jej kolejny uśmiech, słysząc o księgach. - Super Dar, mogłabyś je zabrać ze sobą na to burzowanie, może rzeczywiście coś w nich znajdziemy - zaproponowała.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  25. Gave zastanowił się chwilę. Misja, misją, ale zawsze można było go przez bramę przetransportować. Uśmiechnął się znacząco do Veriego, kiedy tylko o tym pomyślał, po czym zerknął na te pazury, które mu przycinała. Skoro był młody to czy nie powinien sam sobie tych pazurów tępić? Najwyraźniej miał zbyt mało ruchu. O, może problem pazurów odszedłby w niepamięć, gdyby tego ruchu pojawiło się więcej. Nie mniej słuchał Dar uważnie i skinął głową na znak, że rozumie, po czym pokręcił głową.
    - Oj nie - pokręcił nią znów. - Ty jesteś za łagodna - spojrzał po Darcy. - Do dzieci, do Abyss, a teraz do Mosertów... - odchrząknął. - Nie, skoro kąpiel dzisiaj nie była w planie to Veri poczeka - powiedział stanowczo i zerknął na Moserta. - Jutro cię wezmę i wykąpię - dorzucił zaraz. - Będziesz mógł się chełpić reszcie - wyszczerzył się do niego. - I zarywać lasunie swoją soczystą grzywą i pachnącą sierścią.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  26. An ponownie wzruszyła ramionami.
    - Tak jak wspomniałam, jak będzie jakaś okazja, to się nauczę - powtórzyła. Jak dla niej trzy dobre przepisy to już i tak był dobry wynik. Wolała zdecydowanie bardziej poświęcić czas na fechtunek i innego rodzaju umiejętności. Gotowanie spokojnie mogła wepchnąć gdzieś tam jedynie przy okazji, szczególnie na czas wojny.
    Przytaknęła jej głową na słowa o wpierdolu.
    - W to akurat nie wątpię, ale dzięki, miło, że więcej osób myśli podobnie jak ja - uśmiechnęła się do niej ciepło. - Świetnie, w takim razie dam znać jak już ogarnę co nieco i wtedy się razem nad wszystkim pogłowimy - zdecydowała z uśmiechem i jeszcze na chwilę przymknęła oczy i zadowolona mruknęła.
    - Jeszcze chwila i się tu rozpłynę... - zaśmiała się lekko i zaraz uchyliła powiekę. - A na nasze czary mary to kiedy byś miała czas?

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  27. Gave spojrzał po niej słuchając w kontekście Abyss i wzruszył ramionami.
    - No nie wiem, Abyss to istna księżniczka - zauważył wybuchając śmiechem. - Jedzenie nie ma tu nic do rzeczy. Rozpieściłaś ją jak dziadowski bicz - rzucił śmiejąc się łagodnie, po czym odsunął się trochę od Moserta, żeby dać Darcy pracować. Sam obserwował jak ściera mu nadmiar na rogach i znów przyszło mu na myśl, że zwierze po prostu nie ma ruchu i stąd tyle problemów. 
    - Mhm jasne - odparł krótko chłopak. - Z przyjemnością spędzę czas z Verim. Przyprowadze maluchy i wspólnie poszalejemy - uśmiechnął się lekko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  28. Akane wynurzyła się trochę mocniej i nadstawiła ucha na podane terminy.
    - Dzisiaj odpada, ale pojutrze po śniadaniu brzmi dobrze - przyznała z uśmiechem i zerknęła na swoje ciuchy.
    - Dziś mam jeszcze inne ambitne plany, więc w sumie będę się powoli zbierać - rzuciła i wstała z wody, by przeciągnąć się leniwie. - Nie mniej, bardzo dziękuję za pokazanie tego miejsca. Może sobie kiedyś skorzystam z Twojej samotni. Oczywiście o ile nie masz nic przeciwko...? - spojrzała po niej pytająco. - Ciekawych miejsc macie tu sporo, wiesz w razie co wal śmiało. Mogę zostawić tą jaskinię tylko Tobie - stwierdziła z uśmiechem, wychodząc ostrożnie na brzeg i jeszcze chwilę się rozglądając. Naprawdę było tu pięknie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  29. Gave parsknął śmiechem na to jej oburzenie i spojrzał po Verim z wymownym spojrzeniem. Oczywiście, że ją rozpuściła. Doskonale to widział i nie tylko on, ale nie zamierzał ciągnąć tematu. Śmiał się jeszcze przez dłuższy czas, po czym otarł łezki z oczu.
    - Ależ oczywiście, ma pani - pokłonił się Darcy. - To, że jestem rozpuszczony to akurat wie każdy - poruszał zabawnie brwiami. - Przecież otaczam się samymi takimi rozpuszczonymi ludźmi. Wbrew pozorom to dodaje do charakteru całkiem wiele - puścił do niej oczko. Na słowa o spędzeniu czasu sam na sam wzruszył ramionami. - Nie zamierzałem dzieciom pozwalać go dotykać czy na nim siadać zanim bym się upewnił - spojrzał spokojnie po Darcy. - Myślisz, że spędzenie z nim czasu sam na sam... w sensie że już jestem na to gotowy? On i ja to znaczy? - spojrzał po niej. Nie do końca ogarniał tę całą "elke", więc nie wiedział czy Dar przypadkiem go na minę nie wrzuca.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  30. Akane zaśmiała się krótko.
    - Gavina nagimi facetami na obrazkach? Och, zdecydowanie nie doceniasz mojego duchowego strażnika - rzuciła żartobliwie. - Do zniechęcenia tej persony trzeba o wiele więcej - zapewniła, nadal jednak żartobliwym tonem.
    - Na pewno nie będę Ci tu nikogo przyprowadzać celowo, ewentualnie ktoś może mnie tu wytropić, ale postaram się by tak nie było - kiwnęła jej głową.
    - Jasne, rozumiem, obowiązki wzywają - sama zaczęła się ubierać po tym jak chwilę postała poza wodą, a kiedy już była ubrana, powoli ruszyła z Darcy w stronę wyjścia.
    - Czyli po jutrze, po śniadaniu, a tak to będę dawać znać co do burzy mózgów - powtórzyła to, co już wcześniej ustaliły i posłała jej uśmiech. Aktualnie nie szła w stronę Pałacu, więc pożegnała kuzynkę, kiedy wyszły z jaskini.
    - Dzięki za tą chwilę wytchnienia, no i nie zapominaj o ćwiczeniach z medytacją - puściła jej oko. - Dobrze Ci poszło, ale bez obrastania w piórka proszę - zaśmiała się jeszcze lekko na do widzenia.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  31. Gave popatrzył po niej unosząc lekko brew.
    - Anielskiego blasku jeszcze od ciebie nie widać i nie czuć - skomentował dość zgryźliwie. - Ale jeśli życzysz sobie spokoju to odsunę się i zejdę ci z oczu - pokiwał lekko głową i odetchnął głęboko, po czym podał jej maść i spojrzał po niej spokojnie. - Owszem, ale dzieci u mnie często są w pakiecie "sam na sam" - skomentował. - Tak jak ci wspomniałem, nie jestem głupi i nie pozwoliłbym im się za mocno zbliżyć - rzucił, bo młóciła o tym jak katarynka. - Zobaczę czy przyjdę sam czy z maluchami - zawyrokował uznając że i tak zrobi to co będzie chciał, a dzieci przecież chętnie zobaczą Moserty i całą ich zagrodę. - Mhm czyli ta więź to wcale nie jest coś wielce niespotykanego - stwierdził, spoglądając na prawie oporządzonego Veriego i zaraz ruszył za Darcy do pozostałych, by i tam czesać kolejnego. Nie czuł przy nim jednak tego samego co z pierwszym. Może coś w tym było? W tych pierwszych spotkaniach? Spojrzał na Veriego raz jeszcze. Hm... na pewno coś w tym było.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  32. Tony z fascynacją obserwował to co powstaje w dzienniku Darcy. Przyjrzał się temu uważniej i wyszczerzył do niej.
    - Jak dla mnie to świetna sprawa - stwierdził bez większych ogródek. - No wiesz taka odskocznia od nudnego, zwykłego języka. Im więcej zawiłości tym lepiej. Jestem pewien, że każda zawiłość ma jakieś swoje głębsze znaczenie. - A zobacz tę finezję... w ruchach w tym słowie. Mimo, że to zwykłe... przekleństwo - zgadł bo nie spodziewał się po Darcy niczego innego. - To wygląda jak dzieło sztuki. Istny obraz - rzucił i pokiwał głową. - Koniecznie będę musiał pomęczyć Nyliana w tym temacie. Co do wyboru przytaknął jej spokojnie. - To kiedy nauczysz mnie gotować te dwie potrawy? - spojrzał po niej. - Możemy choćby i teraz - dodał szybko.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  33. Gave wzruszył ramionami i uśmiechnął się do niej lekko.
    - Mhm ach o to chodziło - odchrząknął. - W takim razie jestem dumny - skomentował ze śmiechem na ustach. - Z tego, ż jesteś bardziej cierpliwa z mego powodu, chociaż myślałem, że Diego już cię w tym przeszkolił- żachnął się, po czym pokiwał głową. - Mhm to prawda - zgodził się z nią. - To one są jak Argardzkie pieski - przypisał Mosertom tę cechę. Jak jesteś super właścicielem i masz więź to zostaje z tobą na długo, a strata boli bardzo - przytaknął sobie tylko i spojrzał po Ysek. Wyciągnął do niego dłoń i powtórzył gest z "Hei", ale nie poczuł tego samego co u Veriego.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  34. Tony uśmiechnął się do niej lekko i wziął kartkę w dłonie, po czym rozpoczął studiowanie tego całego obrazu, finezyjnego kształtu i tego całego znaczenia tego wszystkiego.
    - W takim razie w wieku 6-lat byłaś mądrzejsza ode mnie. Mnie wówczas porzucili rodzice, byłem zadufanym w sobie bogaczem i poznałem Ryu, który przyczepił się tam do mnie i nauczył mnie jak socjalizować się z grupą - mruknął w odpowiedzi i kiedy wspomniała, że może się rozglądać, wzruszył tylko ramionami. Położył się na jej łóżku i kontynuował czytanie książki po fińsku z celu nauki wymowy, poprawiając się, gdy tylko Darcy rzucała poprawione słówko. Nie miał też pojęcia co czyta, ważne że to robił. Od czasu do czasu zerkał na Darcy, czekając aż ta będzie gotowa, a kiedy tak się stało zatrzasnął książkę i wstał z łóżka. - To możemy ruszać - uśmiechnął się lekko.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  35. Wzruszył ramionami.
    - Aktualnie nie, ale cholera wie, młody będzie tu teraz dzień w dzień, nie to co Ty – stwierdził bez ogródek i odwzajemnił jej zaczepny uśmiech.
    - Mniej zawodu w życiu – spojrzał po siostrze obojętnie i wzruszył ramionami. Przy słowach o Damonie sam parsknął śmiechem.
    - Jak dożyje naszego spotkania to zapewne jeszcze kilka lekcji dostanie, teraz się nie będę głowił nad planami dla ewentualnego trupa – stwierdził, uśmiechając się pod nosem. Na samo wspomnienie smętnych utworów brata Diego przewrócił oczyma.
    - Osz kurwa… już zapomniałem o tym jego zwyczaju… - skrzywił się wyraźnie po czym parsknął. – Włosy?! Kurwa… Dar, widziałaś Ty jego całego? Jak jakiś brudas… włosy to najmniejszy problem. Przydałaby mu się wymiana garderoby… - uśmiechnął się nikle, co jasno świadczyło o tym, że coś kombinuje. Słuchał zaraz planu siostry z uniesioną ku górze brwią.
    - Ty zdecydowanie nie ogarniasz idei dobrego żartu – podsumował jej plan. Jeszcze tego brakowało by angażował się w tak słaby dowcip. Co w tym niby było zabawnego? Jeszcze miał komuś dawać jakiś procent?! Oszalała do reszty… Ponownie pokręcił głową z dezaprobatą na twarzy.
    - Gdyby Perun i Helga byli takimi idiotami by się na cos takiego złapać, to nigdy nie doszliby do momentu, w którym są aktualnie – przesunął po Dar wzrokiem i raz jeszcze pokręcił głową. – Czego Ciebie uczyli na politycznych niuansach? Chyba nie byłaś zbyt uważną uczennicą – parsknął śmiechem. Nie specjalnie przejął się jej miną, odwaliła gówno i to srogie, nie zamierzał jej klepać po głowie, tylko dlatego, ze jakoś z niego wyszła. Jakby bardziej myślała, to by w to gówno w ogóle nie wdepnęła. Ona i Ashan byli kurwa po prostu czasem niewiarygodni. Morgana to chociaż wyrwała jakiś dobry towar, zapewniła solidny sojusz ich rodzinie, Ashan, cóż, tylko czekać aż przywlecze jakiegoś bękarta z prostaczką, a Darcy… Dobrze, że matka była jeszcze w kwiecie wieku, bo jego siostra zdecydowanie miała sporo do nauki jeżeli dobrze chciała spełniać się w roli Kapłanki. Słysząc, że chce wina, polał jej do kielicha i wrócił na miejsce, podając siostrze trunek i sam upił ze swojego.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  36. Gave przytaknął jej i spojrzał po niej, po czym pokręcił głową.
    - Nie powiedziałbym, że jest wredny. Na razie jawi mi się jak rozchwiany emocjonalnie bachor. Książulo, który musi swą władzę manifestować, bo inaczej nie miałby z niej nic - wzruszył ramionami i spojrzał po Darcy. - Też coś z takiego książula miałaś na początku naszej znajomości - przypomniał jej. - I zobacz jak znormalniałaś - uśmiechnął się do niej szeroko, po czym wrócił do pomagania jej ze stadem mosertów, a gdy ta wspomniała o przejażdżce, pokiwał ochoczo głową. - Z największą przyjemnością pojadę z tobą do oazy, a na tę przejażdżkę... - wyszczerzył się do niej, kiedy wspomniała o Verim i pokiwał głową na znak, że tak właśnie jest. - ...o a siodłać zwierzaki to akurat umiem - zauważył wesoło.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  37. Gave uśmiechnął się do niej i zbliżył by dmuchnąć w jej ucho.
    - Byłaś nieznośna - rzucił prosto z mostu. - Uuu nie całuj mnie, to tylko dla Księcia, dla mojej prawdziwej miłości! - zaszczebiotał. - Dlaczego nie? Z nimi jest łatwiej, a ja wypiję sobie teraz drinka z palemką! - udał jeszcze śmiejąc się pod nosem i poczochrał jej włosy, po czym z uśmiechem zaczął siodłać Veriego. Co jak co, ale konie już siodłał i te inne jeżdżące brzdące, które pokazała mu Onyx. Uśmiechnął się delikatnie, patrząc jak z gracją dosiada swojego Moserta. - Chyba sobie poradzę bez - stwierdził, wsuwając stopę w strzemię. Złapał mocno siodło i stęknął wsiadając na Veriego. Nie było to z taką gracją jak u Darcy, ale udało się. - O stary - pogłaskał Veriego po szyi. - Ależ ty masz widoki - gwizdnął z podziwem.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  38. Spojrzał po jej oczach z uniesionym kącikiem ust. Straszyć to ona sobie mogła tą swoją bandę przychlastów, a nie jego. Wzruszył tylko ramionami nie określając już czy dla siostrzeńca będzie równie uroczy.
    - Bardziej mnie zaskoczy jak jednak zdechnie - stwierdził zgodnie z prawdą. Skrzywił się zaraz na wizję dzielenia ciuchów.
    - Do noszenia tych ubrań trzeba mieć klasę, nie wystarczy szeroka klata - oznajmił i zaraz jej przytaknął. - Beznadziejny przypadek - podsumował z westchnieniem. Skupił się na swoim kielichu, a kiedy siostra weszła w te swoje wyniosłe tony, spojrzał po niej unosząc kącik ust w górę i po prostu słuchał co miała do powiedzenia. Zaśmiał się gardłowo na koniec tego jej politycznego wywodu.
    - No jak miło, że jeszcze została w Tobie chociaż odrobinka mojej siostry - wyszczerzył się do niej i uderzył swoim kielichem o ten jej, by zaraz wziąć kolejnego łyka. Nie miał więcej uwag, ale był wyraźnie zadowolony, że sprowokował u niej to konkretne zachowanie. Na pytanie o to co się stało jednak ponownie spoważniał, wzruszył ramionami i wyzerował kielich.
    - A co się miało stać? Zostawiłaś mnie tu. Wszyscy zostawili. Obsrana wizją odzyskanej siostry czmychnęłaś w jej ramiona. Ashan to samo... Zostałem z migdalącymi się co krok starymi. Wszyscy poszli w chuj... - mruknął chłodno.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  39. Gave parsknął śmiechem i pokręcił lekko głową.
    - Może trochę - rzucił na wieść, że pasuje do Veirego. Podrapał swojego Moserta po szyi i skierował go za Darcy. - Brzmi dobrze, prowadź. Ty znasz te szlaki, ja jestem marnym turystą - uśmiechnął się zgadzając się na ten plan. Przez długi czas jechał w milczeniu, czasem zamieniając słowo do Moserta i obserwując okolicę. Była piękna. To musiał przyznać, chociaż gorący klimat sprawiał, że odbierało to uroku. - Bardzo dobrze - odparł na jej pytanie. - Skoro już tak sobie plotkujemy to powiedz... co takiego lubisz w Ryu? - zaciekawił się. - I jakie sekrety skrywa Diego?

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  40. Gave wzruszył ramionami.
    - Po prostu jestem ciekawy. Próbuję zrozumieć - odparł prosto z mostu, po czym westchnął przeciągle. - Diego jest jak mały, rozwydrzony bachor. Nawet ja przy nim wypadam jak dorosły - odchrząknął. - A to nowość, serio - parsknął śmiechem. - Więc nie martw się, nie wykorzystam jego brudów przeciwko nim - wzruszył ramionami. - Po prostu ewentualną ciętą ripostę będę miał bardziej go dotykającą.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  41. Diego parsknął pod nosem.
    - No tak, na coś musi rwać te swoje cipki, a jak klasy brak to tylko klata zostaje - zaśmiał się i znowu parsknął. - No nie wiem, dla mnie w obu tych tematach stoi na równi - uśmiechnął się złośliwie.
    Trzymał w ręce pusty kielich, kiedy Darcy się zbliżyła. Skrzywił się lekko, wiedząc co zamierza zrobić. Nie oddał czułości, ale pozwolił jej na nią.
    - Ta... To kiedy znowu znikasz? - odparł i jednak wstał, przerywając objęcie. Ruszył sobie dolać wina. Zacisnął wyraźnie zęby lejąc trunek i zaraz chłodno spojrzał po bliźniaczce. Upił łyka, patrząc wyczekująco po niej.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  42. Gave spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
    - Wiesz, w tej chwili to ja już nie wiem, czy kiedykolwiek czułem miętę do kogokolwiek - powiedział wprost. - Pogubiłem się w tym wszystkim. Zaczynam wątpić, że jestem zdolny do takiej miłości - spojrzał po niej uważnie i uśmiechnął się słuchając tej zakochanej dziewczyny. Co prawda on miał inne zdanie co do Ryu, ale w jednym się zgadzał. Był po prostu dobry. Nie sądził, by zrobił jej coś złego. Poza potencjalnym złamaniem serca, ale nie chciał niczego mu zdradzić. - Oho... twoje brudy? - spojrzał po niej. - No dobra to opowiadaj. Zamieniam się w słuch - rzucił ze śmiechem na ustach.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  43. Gave westchnął przeciągle i pokrecił głową.
    - A kto powiedział, że robię to na siłę? - spojrzał po niej spokojnie. - Po prostu nie nadaję się do takiej miłości. Nie nadaję się Dar. To nie dla mnie - mruknął. - Taka miłość zdaje się mnie dusić i ograniczać - pokręcił głową. - Tak, jest piękna. Tak, fajnie na nią patrzeć - mruknął. - Ale właśnie patrzeć, a nie przeżywać - wyjaśnił jej swój punkt widzenia. - Rozumiem twoje zakochanie i to, że tak czujesz... i trzymam za ciebie i twoje uczucia kciuki - przyznał spokojnie. - Ale proszę, nie mów mi, że każdy jest zdolny do takiej miłości, bo ja - pokręcił głową. -Ja jej nie chcę - mruknął tylko. Taka miłość była po prostu strasznie oblepiająca, dusząca i męcząca. On nie zamierzał się w coś takiego pakować. Nie było takiej możliwości. - A jeśli... no wiesz, coś by nie wyszło - odchrząknął. - To zawsze możesz przyjść do mnie na przytulasa i beczki - puścił do niej oczko i na moment przyspieszył z Veirim, ale nie za długo, bo nie wiedział dokąd zmierzają, więc zaraz zawrócił do Dar i ruszył znów wraz z nią. - Mhm... ależ szokujący brud, łuhu - wywrócił oczyma. - Daj mi coś ciekawszego. Jakieś mięsiwo - burknął. - Może rozchodziłaś kupę po całym zamku jak byłaś mała, albo spadłaś z Moserta i wybiłaś sobie trzy pierwsze zęby... albo twój pierwszy obiekt westchnień okazał się ropuchą... cokolwiek. Dawaj mięso.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  44. Gave nie odpowiedział jej na te wszystkie słowa o miłości. Jego to po prostu nie kupowało. Miał wrażenie, że wszyscy chcą go do miłości namówić, kiedy on naprawdę nie chciał żadnej. Nie chciał wikłać się w takie rzeczy. Wzdrygał się przed taką możliwością. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy Darcy wspomniała znów o Ryu i jego rzekomym byciu jej pierwszym obiektem westchnień aż zamrugał.
    - Naprawdę? Nigdy wcześniej nie wzdychałaś do kogokolwiek innego? - spojrzał po niej. - Nawet do jakiegoś okolicznego grajka czy innego tancerza? - zdziwił się, bo przecież Darcy była tą romantyczną duszą, która słowami po prostu zachwycała. Tak pięknie mówiła o uczuciach, a tu takie zdziwienie. Zmarszczył brwi z tego całego "dupa wołowa".  - Nie potrafiłaś się z nikim zaprzyjaźnić? Dlaczego? - zapytał zaskoczony, a misia nawet nie komentował. To akurat wcale go nie dziwiło. Dużo osób spało z maskotkami, nawet w dorosłości. Nie sądził by to było wielkim problemem. - Hm... moim zdaniem nie powinnaś się martwić niskim miejscem. Nigdy nie jest za późno by potem wspinać się po szczeblach i zachwycić swym postępem - zauważył z lekkim uśmiechem, a na tę "dupę wołową" skrzywił się nieco. - Mhm... wół to zwierze i tak mięso... ale dupa wołowa to taka osoba, która do niczego się nie nadaje... nie wiem, kto ci ten przydomek nadał, ale... zdecydowanie nie był miły...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  45. Tony zesztywniał w jej objęciach, bo takie przytulaski miał zarezerwowane dla Akane, Grimy czy Ryu. Nie był też do końca pewien czemu teraz potrzebuje przytulenia. Mrugał więc kilkakrotnie i patrzył po Darcy z niezrozumieniem.
    - Nie byłem, nie myślałem wtedy o nauce innych języków - powiedział wprost. - Byłem po prostu dzieckiem i to takim zapatrzonym na czubek swojego nosa - przyznał, po czym skinął lekko głową. - Mhm... Ryu to z każdym potrafi znaleźć wspólny język. Szczerze mówiąc... nie znam osoby, z którą by takiego nie znalazł - wzruszył ramionami. - Ale mnie musiał spacyfikować przez wrzucenie w iluzję... normalnie topił mnie w niej - zaśmiał się lekko. - A potem już jakoś znaleźliśmy wspólny język - przyznał. - I tak przyczepiłem się do niego do dziś - podrapał się po głowie i ruszył w stronę kuchni wraz z Darcy.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  46. Gave uśmiechnął się lekko na te jej słowa dotyczące Ryu i wzdychania, po czym wsłuchał się w kolejne dość uważnie. Owszem słyszał o próbie jej zabójstwa, ale nie o tym, że potem nie chciała się do nikogo zbliżyć. Cóż może nie tchórz, ale bardzo przerażona osoba, z którą nikt nie pracował. Gdzie, do cholery, byli rodzice, których ona tak kochała? Za co ich kochała? Czemu jej nie pomogli w tym temacie? Sangius i Lexi strasznego minusa u niego w tej chwili złapali. Pokręcił lekko głową i odetchnął głęboko.
    - No to czas to zmienić - zerknął na nią. - Wyjdziemy dzisiaj wieczorem na miasto. Ty jako Darcy, ja jako Gave. Pójdziemy do jakiejś tawerny i będziemy świetnie się bawić i nawiązywać nowe znajomości - stwierdził spokojnie. - Może akurat uda ci się kogoś poznać w swoim rodzinnym kraju? - zaproponował. - A ja będę twoją chirliderką i bodyguardem jednocześnie. Będziesz się czuła pewniej, bo nie będziesz sama - skomentował, po czym skrzywił się na wieść o "tej osobie". Aha, Diego. Ten wniosek przyszedł automatycznie. - Ta osoba, niech się w dupę pocałuje. Gimbazą pachnie od niej na kilometr...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  47. Gave popatrzył po niej i pokręcił lekko głową.
    - Ale ja nie wymuszam na tobie przyjaźni - zauważył. - Po prostu bez pierwszego poznania, bez poznania tych ludzi nie nawiążesz przyjaźni - stwierdził. - Poznać kogoś to jedno, znać go to drugie, a więzi... to kolejna sprawa. Jestem pewien, że z otwartym sercem - spojrzał po niej spokojnie. - Na pewno zdołasz nawiązać więzi i pozwolić komuś by został twym przyjacielem. Po prostu wystarczy chcieć - szepnął. - I na jednym spotkaniu nie kończyć. A może dzisiaj zobaczysz kogoś, z kim już rozmawiałaś i uda ci się poglębić znajomość? - zaproponował. - Znów nie wymuszam, mówię spróbuj - skomentował, po czym parsknął śmiechem. - Godyguard to ochroniarz, cheerleader to osoba, która dopinguje cię w działaniu. Często w pomponami i okrzykami "Dajesz Darcy! Łu! Darcy!" - zaproponował kilka okrzyków. - A gimbaza to pieszczotliwe określenie na osobę, która zachowuje się dość głupio, irytująco, niczym małe dzieciątko, które uważa że coś znaczy na świecie i puszy się niezwykle.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  48. Tony pokręcił lekko głową.
    - To przeszłość - stwierdził krótko. - Już dawno się z nią pogodziłem, a no wiesz ja... dlaczego właściwie mnie przytuliłaś? - zapytał biorąc w dłonie swój "notes". - Jaki przyświecał ci cel? Chciałaś mnie pocieszyć? Dlaczego? Nie czułem smutku... a może pomyślałaś o jakiejś miłości? Ale wiesz, ja mam Grimcię i no kocham ją całym sercem. Sorki, nie jesteś w moim typie - odchrząknął zaraz, po czym odetchnął głęboko. - Wybacz, wiem, głupie pytania... po prostu... ciekawi mnie to - mruknął szczerze, po czym uśmiechnął się szeroko. - To całkiem fajne dzieciństwo. Cieszyłbym się, gdybym takie miał - rzucił z uśmiechem, o Ryu nie dodając już nic.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  49. Akane dzisiejszego dnia była na lekkim kacu. Z szpiegowania wyszła jej popijawa z Gavem i jeszcze troszkę szumiało jej w głowie. Leżała rozwalona na swoim łóżku, z Legendą Pierwszej Latrala spisaną na kartce i analizowała ją sobie, skubiąc przy tym wargę. Czasami taki szumiący umysł potrafił podsunąć dziwne rozwiązania, a miała wrażenie, że takich aktualnie szuka. Nie zapomniała o wizycie Darcy, ale trochę się nad legendą zasiedziała, więc gdy usłyszała pukanie do drzwi, niemrawo spojrzała w stronę dźwięku i dopiero po chwili się zerwała na równe nogi. Ruszyła otworzyć. Miała trochę mocniej poczochrane włosy niż zwykle, ale chociaż ubrać się dziś zdążyła, więc nie otwierała w bieliźnie.
    - Hej! – przywitała się i zaraz zaprosiła Darcy do środka. – Tak, tak, mam – zapewniła. Na dziś Phyonix organizowało jakieś atrakcje dla dzieci, więc rodzice mieli wolne. Uśmiechnęła się lekko na zapewnienia Dar.
    - Zobaczymy, ale mam nadzieję, że rzeczywiście jakaś awaryjna sytuacja nam nie przeszkodzi – stwierdziła i spojrzała po księgach, jakie dziewczyna przyniosła. Gwizdnęła lekko.
    - No nieźle, zapowiada się dużo czytania – zamknęła za nią drzwi i weszła głębiej. – Chcesz coś do picia? – zapytała jeszcze, samej mając zamiar polać sobie wody. Dziś bardzo ją suszyło.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  50. W pierwszej chwili An spojrzała pytająco po Dar, ale zaraz zaśmiała się krótko.
    - A tak, dane mi było skosztować - odpowiedziała w temacie szatanów. Przytaknęła jej głową w sprawie ewentualnych petentów.
    - Zawsze mogę jeszcze udawać, że Ciebie tu nawet nie ma, o ile sprawa nie okaże się jakaś pilna - rzuciła żartobliwie, puszczając jej oko. Uśmiechnęła się nieco szerzej na wspomnienie burzy mózgowej.
    - Świetnie, co prawda myślałam, że przyniesiesz je dopiero na samą burzę, ale tak też jest dobrze, może coś wpadnie w oko wcześniej - stwierdziła i zaraz polała wody dla Darcy i samej siebie. Zerknęła po tym na notatki co do run kuzynki i podała jej szklankę. Sama ruszyła po swój notes, gdzie zapisywała wszystko na temat własnych run, podała go Dar, aby mogła sama przejrzeć.
    - No dobra... - jeszcze raz spojrzała na te jej notatki, przesunęła na bok legendę, nad którą chwilę temu siedziała i wskoczyła na łóżko. - Pierwsza z takich dość istotnych nowych informacji to, to że moja magia zdaje się mieć naturalną tendencję do fuzji. Kali, Pierwsza Latrala wykorzystywała swój dar do jednania ze sobą skłóconych sabatów, dzięki czemu dochodziło do mieszania się między nimi, a co za tym idzie, do rodzenia się coraz bardziej wszechstronnych wiedźm i magów. Wychodzi na to, że moja magia jest swego rodzaju spoiwem, czymś co jest w stanie połączyć się z chociażby runami, wszelkiego pochodzenia. Stąd poza emocjami moje zdolności do żywiołów czy różnych ochronnych barier. Myślę, że jeżeli chcemy pracować bardziej na fuzji naszych run, to musimy poznać mechanikę działania zarówno moich jak i Twoich. U Ciebie intencja ma jakkolwiek znaczenie, czy raczej runa przypisana jest do danego działania i na tym koniec? - wzięła łyk wody i poklepała miejsce obok siebie na łóżku.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  51. An odwzajemniła jej uśmiech i kiwnęła głową.
    - Jak widać - zaśmiała się lekko, bo najwyraźniej coś jednak było widać, skoro Darcy tak szybko połączyła kropki. Kiwnęła zaraz ponownie głową, a kiedy kuzynka mówiła o księgach, An zaśmiała się lekko.
    - Miałam na myśli co byś je razem ze sobą przyniosła, jak już się na tą burze mózgów umówimy. Lepiej żeby nie leżały tam tak samopas, bo rzeczywiście jeszcze ktoś niepowołany się do nich dostanie - stwierdziła z uśmiechem i zaraz jej przytaknęła. - Chętnie poznam Twoją interpretację, raczej powinno nam dziś na to starczyć czasu, ale zobaczymy - słuchała jej dalej. - Miło z strony Twojego taty, ale jakkolwiek to brzmi, wolę jednak mieć w tym kręgu zaufane osoby. Nie mam nic przeciwko byś Ty korzystała z jego wspomagania w mojej sprawie, ale ja... Hmm... dla mnie to i tak już spory progres, że tak wielu z Was jest w to zaangażowane - przyznała. Na słowa o Kali kiwnęła jej głową i zaraz zaśmiała się lekko.
    - Ze mną? - pokręciła głową. - Niee... ja owszem, często chcę pomóc, ale myślę, że to jednak zupełnie inny poziom. Moje "chcę" miewa dość mizerne skutki, ona z kolei zakończyła wiele waśni i sporów, i to na płaszczyźnie grupy, nie jednostek. Musiała mieć niesamowity do tego talent... Mój talent to raczej tworzenie problemów, nie ich rozwiązywanie - uśmiechnęła się pod nosem, mówiąc to w nieco żartobliwym tonie. Słuchała zaraz o runach Dar, zapamiętując co mówi.
    - Hm, brzmi dość dobrze. Jeżeli Twoje runy zależne są od ładunku emocjonalnego i intencji, to chociaż to pierwsze dla mnie będzie bardzo czytelne. Czytanie Twoich emocji może ułatwić fuzję, intencję mogłabym zobaczyć wchodząc do Twojego umysłu lub po prostu gdy ją ustalimy słownie. Na to drugie nie zawsze będzie czas, pierwsze z kolei zdaje się dość inwazyjne dla Twojej osoby. Nie chciałabym mimo wszystko buszować w Twojej głowie za każdym razem, gdy próbujemy coś razem stworzyć... - przyznała, pukając się palcem po brodzie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  52. Parsknął śmiechem.
    - Znieść? Nie żartuj... Jego to zniesie co najwyżej jakaś śmieszna kwoka - poruszył brwiami na ten swój słowny żarcik. Słysząc odpowiedź wziął kolejnego łyka wina. Przy propozycji wybycia wspólnie uniósł na siostrę spojrzenie znad kielicha, a gdy wspomniała o Abyss to wyraźnie ściągnął brwi. Odstawił kielich dość gwałtownie i spojrzał ponuro po Darcy.
    - Będzie kurwa zapierdalać przez całe Mathyr i opuścisz bezpieczne miejsce, bo Twoja kicia ma złe warunki na przejście ciąży?! Czy Ty już do reszty zdurniałaś?! Że niby ta podróż jakkolwiek ma być dla ciężarnej gamorty mniej ryzykowana, niż pozostanie tutaj?! Na chuj przyprowadziłaś tu tych Argarczyków?! Mają te swoje jebane "czary, mary" to niech w ramach wdzięczności się wykażą i stworzą norę dla Twojej słodziutkiej bestyjki! - warknął i uderzył w kielich, a ten poleciał w bok, rozlewając trunek po podłodze. Odwrócił się zaraz plecami do Darcy i zacisnął palce u obu pięści, mocno, bardzo mocno, aż buchnęło od niego żarem.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  53. Prychnął pod nosem.
    - Tylko ze względu na pokrewieństwo, a nie na wygląd czy jego sposób bycia. Cóż, pech chciał obdarować nas takim, a nie innym chwostem - wzruszył ramionami i zaraz rozciągnął usta w szerokim uśmiechu.
    - To nie świadczy o Tobie dobrze siostrzyczko, skoro dalej to od niego słyszysz. Zamiast szukać sobie nowych braciszków, skupiłabyś się na treningu - dodał, nim jeszcze wybuchł.
    - Tak, masz siedzieć w pałacu, dokładnie to! Masz być Kapłanką, a nie wojowniczką na posyłki! Od tego jest Ashan, Morgana i ja! Ty masz tu siedzieć z dupą i pachnieć, decydować, brać na barki odpowiedzialność! Od machania mieczem i toczenia boju są inni! - zaznaczył ostro. - Warto to by było zadbać o to by ten ród przetrwał! - dodał równie mocno. Zaśmiał się zaraz na słowa siostry. - A co jej niby da przyjazny klimat, skoro czasy nie są przyjazne?! Myślisz, że Polszanie czy Fjelldodczycy będą omijać Ciebie i ją szerokim łukiem, tylko dlatego, że ona nosi młode w brzuchu?! Może sobie być drapieżniczką najwyższego szczebla, a i tak nie wygra z szwadronami śmierci, które wędrują teraz wszędzie! - spojrzał na Darcy podirytowany, a kiedy dotknęła jego ramienia, strącił jej dłoń szturchnięciem. Spojrzał na przestrzeń za oknem.
    - Nie wiem... - odparł i chwilę milczał. - Jesteś skrajnie nieodpowiedzialna... Tobie potrzebny jest nowy mózg, a nie ukochany brat... - bąknął. - Niewykluczone, że będę musiał iść, co byś nie skończyła jako kupka popiołu i nie zaprzepaściła tego co rodzice dla nas zbudowali - dodał.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  54. - Podejrzy, ale tablica jest na tyle skomplikowana, że ktoś kto nie jest wtajemniczony i tak nie dowie się o co chodzi i niewiele będzie mógł z taką wiedzą zrobić. Stawiam, że księgi, które dał nam Twój ojciec mogą zawierać jednak więcej wiedzy przydatnej tu dla kogoś z zewnątrz. Wiedza o Latrala tu nikomu się nie przyda do niczego - wyjaśniła jej jak ona to widzi.
    - Właściwie to wszystko opiera się o emocje, dopiero później są runy, intencje i rytuały - poprawiła ją nieco, bo jednak emocje grały tu bardzo istotną rolę. Spojrzała zaraz po notce, którą Darcy wyszukała.
    - Hmm, ja zauważyłam, że w rytuałach Latrala często jest wzmianka o tym co musi się wydarzyć by dany rytuał przestał działać, szczególnie w tych naprawdę silnych. Sęk w tym, że nie są skonstruowane tak by cena zawsze była taka sama, jest po prostu wyznaczone miejsce, gdzie mają paść słowa o zasadach cofnięcia klątwy. Pomniejsze rytuały raczej nie mają w tekście takich wzmianek - przyznała po czym spojrzała na kolejny przykład. Słuchała Darcy przyjmując tą całą wiedzę, którą dziewczyna nagromadziła. Słysząc o pieczętowaniu spojrzała uważniej po fragmencie księgi i zaraz przeniosła spojrzenie na kuzynkę.
    - Uniwersalny? Wiem, że u mnie doszło do wszczepienia duszy. Nie wiem czy to podlega pod pieczętowanie, ale do mojej duszy najwyraźniej został przyszyty fragment duszy Loretty - zaznaczyła i sama jeszcze chwilę patrzyła po księdze, kiedy dar gasiła pragnienie. Uniosła zaraz spojrzenie do oczu czarnowłosej. Uśmiechnęła się słabo na jej słowa o pomocy, ale im więcej wymieniała tym ten uśmiech stawał się bardziej wdzięczny.
    - Dzięki... Nigdy w sumie tak na to nie patrzyłam... - przyznała. Niby zdawała sobie sprawę, że jakieś tam zasługi dla świata ma, ale nie wchodziła głębiej w temat. Miło było usłyszeć, że może jednak udaje jej się trochę więcej niż zakładała. Uśmiechnęła się cieplej i wzruszyła ramionami.
    - W sumie to nie wiem, ale może rzeczywiście... - odrobinę się zawstydziła i podrapała po potylicy. - No dobra, może rzeczywiście co nieco mnie z Kali łączy - przyznała ostatecznie z przyjemnym uśmiechem na ustach. Kali zdawała się tym dobrym aspektem wśród Latrala, więc nawet ją to podnosiło na duchu, że bardziej przypomina ją niż jakiegokolwiek innego członka sabatu.
    Kiedy Darcy przywołała swoje runy, An spojrzała po nich uważnie. Już na pierwszy rzut oka widziała różnice. Kiwnęła głową na jej pytanie.
    - Jedna zdaje się bardziej dzika, druga jest stonowana, jak świeczka, która rozświetla komuś drogę - odpowiedziała zgodnie z własnymi skojarzeniami. Patrzyła dalej po symbolach, gdy Dar sugerowała swoje. No cóż, nie szkodziło spróbować, chociaż zamierzała to zrobić po kolei, no i zaczęła jednak od tej spokojniejszej runy. Oblizała wargi i kiwnęła głową.
    - Pomysł z szkłem brzmi naprawę dobrze. Zacznę od tej spokojniejszej, a później możemy próbować z drugą, co? - zaproponowała, chwilę zastanawiając się nad fuzją. Wzmocnienie bariery mogła wykonać poprzez nałożenie symbolu tarczy, wtedy by nikt nie przeszedł, ale żar stałby się mało istotny w samej fuzji. Poza tym, barierę umiały już tworzyć. Runa wzmocnienia rzeczywiście brzmiała najsensowniej, pokręcenie kurka wywoływało by coś więcej niż tylko poparzenia. Sęk w tym, że aby coś wzmocnić, runę musiała nałożyć na dany przedmiot, a bariera ochronna oparta na cieple mogła ją samą poparzyć.
    - W teorii sprawa jest prosta, ale w praktyce muszę nanieść swoją runę na Twoją barierę, a co za tym idzie, muszę ją dotknąć. Nie kreślę run siłą umysłu, to musi być fizycznie nakreślony znak - pokazała swój pojemniczek z mazią rytualną, który zawsze miała przy pasku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Z czasem, kiedy nauczę się runy od kontroli ognia, będę mogła ją wykorzystać do odporności przed tym żywiołem, wtedy sprawa nie będzie problematyczna. Aktualnie jednak hmm... mogłabym spróbować w tym jednym fragmencie zmrozić Twoją barierę... - myślała na głos i wypróbowała tą metodę. Barierę udało się rzeczywiście schłodzić, ale bardzo szybko na nowo się nagrzała. - Dłużej... i mocniej... - skupiła się na tym jednym fragmencie, sięgnęła w międzyczasie palec po maź, by ją nabrać i być gotową do stawiania runy wzmocnienia. Prób przy tym było kilka, w końcu jednak udało się schłodzić fragment na tyle długo, by mazią nanieść pełną runę, a wtedy An uśmiechnęła się szeroko.
      - Mamy to! - rzuciła zadowolona, odsuwając się i obserwując efekt.

      Akane

      Usuń
  55. Akane przytaknęła jej głową.
    - Jasne, dzięki, chętnie je przejrzę – zapewniła z lekkim uśmiechem i zaraz dalej słuchała Dar. Przytaknęła jej głową.
    - Tak, emocje rzeczywiście dość często grają pierwsze skrzypce. To mnie w sumie najbardziej niepokoi. Wiesz… Tak się ostatnio zastanawiałam… Jak byłam u Latrala to miałam wrażenie, że oni są trochę jak takie puste pudełka… Nie czuć od niech zbyt wiele, ale kiedy potrzebują danej emocji do czarów to tak jakby się nimi samoistnie napełniali… - aż się wzdrygnęła. – Przerażające… - szepnęła trochę zamyślona, skupiona na wspomnieniu z własnej głowy. Zaraz jednak wróciła na ziemię. Coś jej zaświtało i sięgnęła po pisadło, co by zapisać coś w własnym notesie.
    - Może to po to? Mam na tablicy jedno pytanie i chyba właśnie naszło mnie na ewentualną odpowiedź… Będę musiała to nanieść… - zaznaczyła, tłumacząc czarnowłosej swoją reakcję. Zaraz wypuściła spokojnie oddech, wykonała kilka gestów dłońmi, które ją osobiście uspokajały i wróciła spojrzeniem do Dar. Ten odpowiedni ładunek emocjonalny i symboliczny mógł być tutaj ogromnym problemem. An skrzywiła się wyraźnie.
    - Aby wiedzieć co dokładnie zostało użyte w tym konkretnym rytuale to trzeba by pogrzebać w głowie tych, którzy w nim uczestniczyli… a Ci, którzy w nim uczestniczyli sami mają niesamowicie odporne umysły, więc wejście do ich głowy to by był ciężki kawałek chleba… - stwierdziła. Zacisnęła zaraz usta, widząc reakcję Dar na nowiny o duszy. Cóż, sama czuła się podobnie, gdy już się dowiedziała. Teraz nadal było to ciężkie do przetrawienia, ale udawało jej się to traktować jak zwykłą informację, element, który pomoże rozwiązać tę układankę. Uśmiechnęła się lekko, na to zapewnienie, że sabatowi się nie uda. Kiwnęła głową.
    - Z taką ekipą na pewno im to utrudnimy – przyznała, uśmiechając się do Darcy wdzięcznie. – Na pewno się jakoś da, tylko nie wiem jeszcze jak… - dodała. Westchnęła zaraz ciężko. – Obawiam się, że odpowiedź na to „jak” została umieszczona jedynie w tekście przeprowadzonego rytuału. Vivienne zaczynając go musiała zawrzeć jakieś informacje na to jak ten rytuał złamać, ale to jej rytuał i mogła tam powiedzieć cokolwiek… Cokolwiek by jej do głowy wpadło i było wykonalne. No wiesz… Nawet jakieś gówno w stylu „jeżeli Akane pokocha trzygłową hydrę, wtedy czar padnie!” – rzuciła przykładem i uniosła głowę, wypuszczając głośno powietrze i na chwilę zamykając oczy.
    - Kreatywności tej piździe nie brakowało… - stwierdziła, bo po niej mogła spodziewać się wiele i to w tym negatywnym znaczeniu. Zaraz znowu spojrzała na Dar, a kiedy ta tyknęła ją w czoło, uśmiechnęła się kącikiem ust. Miło, że załapała ten ich geścik, bo użyła go jak najbardziej w odpowiednim momencie. Raz jeszcze wdzięcznie kiwnęła jej głową. Jej też nie brakowało wyobraźni, do tego miała swój indywidualny sabat, różnorodny i zajebisty, więc wiara w to, że sprawę ogarną rosła.
    Słysząc propozycję co do ćwiczenia na tarczach kiwnęła głową.
    - Jestem jak najbardziej za. O ile runę lodu i wzmocnienia ogarniam już dobrze, o tyle ciekawa jestem czy inne runy jakkolwiek się jeszcze mogą nam do naszych fuzji przydać – przyznała. Spojrzała zaraz zaciekawiona po Darcy. – Od nowa? Chodzi o Twoją inną manę? Zdajesz się aktualnie bardziej ognista… To jakieś utrudnienie w kwestii run, które już poznałaś? – zapytała. Uśmiechnęła się na propozycję dziewczyny.
    - Zobaczymy więc kto szybciej osiągnie cel, ja z moją nauką runy ognia, czy Ty z nauką odporności na Twoje płomienie. U Latrala żywioł ognia jest bardzo ważny, ale jednocześnie trudny do opanowania, więc może rzeczywiście przez jakiś czas zmuszona będę korzystać z Twoich zabezpieczeń – przyznała.
    Próby z runą lodu oraz wzmocnienia odrobinkę ją zmęczyły i musiała napić się wody.
    - Czujesz w ogóle jakąś różnicę? – zapytała, sama przysuwając lekko dłoń do bariery, dla niej wydawała się cieplejsza, ale czy dużo? Skrzywiła się lekko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Nie wiem czy użycie runy lodu tu nie utrudnia sprawy… Tak technicznie rzecz ujmując, to powinno być jak z szybą. Dmucham na nią, pojawia się para, kreślę na niej symbol, para znika, symbolu nie widać, ale jak znowu dmuchniesz to on tam jest i działa… Pytanie czy jak chłodzę Twoją barierę, to nie osadza się na niej warstwa lodu, bo jeżeli tak jest i to w lodzie kreślę runę, to w chwili roztopienia go, runa znika i gówno to daje… - zaczęła analizować sytuację.

      Akane

      Usuń
  56. Akane wzruszyła ramionami.
    - Szczerze? Nie mam pojęcia… To wydaje mi się totalnie różne od tego jak czuję ja. Mnie emocje wręcz przepełniają. Nie tylko moje, ale i te z otoczenia, ba, chwilami to nawet głównie te z otoczenia. Nie wyobrażam sobie być takim pustym pojemnikiem… Nie wiem czy to jakaś forma robienia miejsca na więcej cudzych emocji czy o co chodzi, ale osobiście mam wrażenie, że to raczej forma obrony. No wiesz… Im więcej w Tobie obojętności tym mniej zrozumienia dla cudzego bólu czy radości. A jeżeli mniej cię takie sytuacje obchodzą to… Mniejsza szansa, że poczujesz te skrajne emocje z otoczenia. Tak jak to było ze mną na urodzinach, gdy Klara uciekła w las… Wiesz… Tam na imprezie nic mi nie groziło, ale w niektórych sytuacjach takie przejęcie cudzych emocji może być skrajnie niebezpieczne… Może sabat to traktuje jako wadę, której trzeba się pozbyć? – jak tak teraz o tym myślała to ta myśl zdawała się dość logiczna. Smutna, ale logiczna.
    - Pytanie właśnie o to… dlaczego sabatowi zależy na tym bym doświadczyła bardzo trudnych momentów w życiu. Możliwe, że właśnie odkryłyśmy odpowiedź… - zaznaczyła.
    Na pytanie o rytuały pokręciła głową.
    - Nie, każda runa ma jakiś przypisany składnik, jeżeli używasz jej do jakiegoś rytuału, to musisz użyć też składnika odpowiedniego. Nie mniej inkantację nadajesz sama, w niej masz dość sporą dowolność. U mnie jedna runa ma wiele znaczeń, to nie działa tak, że do każdej runy jest przypisana inkantacja. Każda runa ma widełki. Na przykład taka Isa – pokazała jej runę. – Ta runa odpowiada za moje umiejętności zmrażania, ale mogę ją użyć również dla uspokojenia czyichś nerwów. To runa stabilizacji, spokoju i ograniczeń. Od mojej inkantacji zależy jak ją użyję. Mogę ją na przykład wyryć na Twoim ciele i nakazać Ci wieczny spokój. Mogę ją użyć w rytuale i nałożyć na własny umysł jakieś ograniczenia. Dajmy na to, że z mojego dziesięcio poziomowego stopniowała złości mogę wskoczyć maksymalnie na stopień ósmy. Rzecz jasna pracować mogę na emocjach i wspomnieniach, ale bądźmy szczerzy, emocje i wspomnienia to bardzo dużo. Mogę narobić niezłego bałaganu w cudzej głowie – przyznała. – One też to mogą… - skrzywiła się lekko. – Mazi nie muszę używać, maź była dopracowywana latami i służy do nanoszenia widocznych run. Run mogę używać „na sucho”, czyli jednorazowo je na sobie lub na kimś, czymś nakreślić i wtedy ich działanie jest chwilowe, jednorazowe, mogę nanieść je mazią, która zapewnia trwalsze działanie, a mogę wyryć runę w skórze, naznaczyć krwią, wtedy działanie jest nieprzerwane. Dopiero po naruszeniu runy ta przestaje działać – pokazała Darcy wnętrze swojej dłoni, miała tam blizny po runach. – Działa, sprawdzałam – przyznała. Na propozycję pytania kogoś spojrzała po Darcy.
    - Nie znam nikogo takiego. Sabat po próbach wybicia go w naszym poprzednim świecie skrył się w tym aktualnym wymiarze. Nie mam pojęcia czy ktoś od Latrala włóczy się gdzieś po innych wymiarach, a szukanie kogoś takiego jest raczej awykonalne. Bez tropu to jak szukanie przeciętnego Kowalskiego – zauważyła.
    - Wszystko co oparte o emocje i żywioły, tak – przytaknęła jej głową. – No i to musi być coś prawdopodobnego, a nie totalne bzdury wyssane z palca w stylu opadów deszczu z waty cukrowej na całym Świecie – dodała.
    Przyjęła jen pokrzepiający tulas i uśmiechnęła się do Darcy lekko, przytakując jej głową. Tak, będą lepsi, w to wierzyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W temacie wspólnych run słuchała co czarnowłosa ma do powiedzenia. Kiwnęła głową na znak, że rozumie te zmiany jakie u niej nastąpiły.
      - Cóż, z tego co słyszę to moje runy jednak działają zgoła inaczej niż te Twoje, ale w razie jakbym sobie nie radziła z jakąś to może się zgłoszę – zaznaczyła. Skupiła się zaraz na barierze.
      - Prawda – kiwnęła głową w temacie intencji i runy, a słysząc, że jest różnica uśmiechnęła się pod nosem. Skubnęła zaraz zębami dolną wargę.
      - Hmm… - zaczęła się zastanawiać. – Z czego ja nie mam władzy nad taką runą. Inkantacja już poszła, nie mogę zmienić inkantacji już nałożonej i „puszczonej”. Ta konkretna runa wzmacnia Twoją barierę, ale ja jej aktualnie nie pilnuję, ona po prostu jest, nie mogę jej stopniować ani regulować. Wiesz, to trochę tak, jakbyś miała kurek do ustawiania temperatury na tej barierze, powiedźmy, że pięcio stopniową. Ty sama możesz pokręcić kurkiem do piątki w maksie, moja runa dodaje stopnie, szóstkę, siódemkę, ósemkę… wzmacnia kurek, ale to dalej Twoja bariera i Twój kurek, więc wydaje mi się, że jednak Ty powinnaś to bardziej kontrolować – rozważała tu wszystko na głos.

      Akane

      Usuń
  57. - Ou, no tak, wymówki… - przewrócił oczyma. – Najwyraźniej miano najgorszej Ci odpowiada i spoczęłaś na tych nieziemskich laurach – parsknął kpiąco śmiechem. Jak się skupia na głupotach zamiast samorealizacji to potem tak właśnie wychodzi. Pokręcił głową. Spojrzał po niej, gdy pytała o przetrwanie.
    - No nie wiem, kurwa… Może to, że warto by było by przyszła Kapłanka nie pchała się pod ostrze?! Matka i Ojciec żyły wypruwali byśmy my tego nie musieli robić, przyszykowali nam świat, w którym nie musisz się pchać do boju by w naszym kraju było lepiej, a Ty się pchasz! Za Phyonix odpowiadasz i to powinien być Twój priorytet! Jak wojna dotrze tu, to powinnaś być TU i TU chronić SWÓJ lud do kurwy nędzy! – warknął w jej stronę. Prześlizgnął po niej wzrokiem i zaraz ponownie pokręcił głową. Spochmurniał, już nie złość, a zwykły chłód bił od jego osoby.
    - Jakbym ja zaczął wymieniać co wolę, to stałbym tu do rana… - odparł. – Pójdę. Ktoś musi pilnować byś rzeczywiście była bezpieczna – poinformował.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  58. Diego spojrzał po niej uśmiechając się kącikiem ust.
    - No proszę, proszę, a niby taka ukochana siostrzyczka, a tu przez kogoś zazdrość przemawia. Nagle już jej tak bardzo nie współczujesz tego co musiała przejść? - rzucił chłodno i pokręcił głową. - Morgana się tu nawet nie wychowała. Większość życia spędziła poza Phyonix. To jak sadzanie obcej na tronie. Ciężko by było oczekiwać od niej rzeczywistej troski o tutejszy lud. Od dawna bardziej należy do Argaru. Ślepa jesteś, że nawet tak jasnej rzeczy nie widzisz? - uniósł lekko brew, patrząc po niej krytycznie. - Ja pierdolę, ale Ty bredzisz. Nie rób z siebie biednej ofiary! - warknął. - Nikt Ci nie broni się szlajać, imprezować, mordować opierdalać się czy wyzywać! Że niby nasza matka jest świętojebliwa?! Skończ pierdolić Darcy! Oddech bierze się od czasu do czasu, a nie kurwa latami czy miesiącami! - odkrzyknął jej. Nie mógł słuchać takiego biadolenia. Och jej, jaka biedna księżniczka, taka zniewolona, ojej, ojej. - Kurwa... Złota klatka... Ciebie naprawdę trzeba zamknąć w klatce to może w końcu zauważysz co masz... Idiotka - pomasował sobie skronie, niedowierzając w jej słowa. Kolejna wypowiedź sprawiła, że spojrzał na siostrę jak na totalnego debila.
    - Ty w ogóle analizujesz co ja mówię ogólnie w rozmowie, czy wyrywasz z kontekstu słowa, do których można się przypierdolić? Wydawało mi się, że wyraziłem się dość jasno. Nie Ty jesteś od biegania po polu bitwy. Mamy od tego wojowników, jest od tego ojciec, Ashan i jestem ja. Nawet Morgana ma dość oleju w głowie, by wiedzieć, że brzuchata nie ma co biec do boju, a każdy tu wie, że kto jak kto, ale ona do bitki to ciągnie pierwsza. A Ty...? Po co Ty tam? Jesteś w boju najgorsza, sama to zaznaczyłaś. Twoją rolą jest zadbanie o Phyonix. Pomaganie matce w podejmowaniu decyzji, uczenie się od niej tego co kurwa w takich chwilach robi Kapłanka. To na niej, na naszej matce spoczywa brzemię ewentualnych porażek wojaków, a Ty zamiast służyć jej pomocą i uczyć się tego co jest Twoją powinnością, to sobie biegasz po świecie i udajesz, że umiesz dobrze walczyć - parsknął śmiechem i pokręcił głową. Złapał sobie nowy kielich i polał wina, po brzegi go nalał po czym upił spory łyk.
    - Moje rodzeństwo to debile... - podsumował i ruszył w stronę swojego tarasu, machnął na nią ręką. - Idź do swoich nowych kolegów, doustalaj te wszystkie plany jakie mają. Najwyraźniej zmieniły Ci się priorytety. Liczyłem, że chociaż świadomie, a wychodzi na to, że Ty nawet tego nie zauważyłaś. Może rzeczywiście lepiej byś sobie jednak ten oddech brała latami - pokręcił głową, znikając za drzwiami tarasu. Tam rozsiadł się na swojej leżance.
    - Nie zapomnij mnie tylko poinformować kilka dni przed wyruszeniem, że idziemy - rzucił jeszcze głośniej, co by usłyszała.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  59. Gave zeskoczył z Veiriego i podprowadził go do wody, po czym zdjął z siebie koszulę i spodnie. Pozbył się też butów i wskoczył do środka. Chłód tej wody niesamowicie koił jego zmęczone, gorącem zmysły. Coś czuł, że nie będzie to ostatni raz jak tu przyjechał. Spojrzał po Darcy, przesunął wzrokiem po jej twarzy, hojnie obdarzonym przez matkę naturę biuście i zatrzymał na jej tyłeczku.
    - No w sumie niczego sobie - puścił do niej oczko. - Jak jeszcze popracujesz trochę nad rękoma i nogami to... no wyrwiesz każdego - odpowiedział jej na pytanie o widoki i wyszczerzył się. Oczywiście wiedział, że pytała o oazę, ale cóż... nie mógł się powstrzymać. - Ja stąd nie wychodzę Dar... nie wychodzę - poinformował ją. - Zostaję na zawsze.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  60. Tony zmarszczył lekko brwi. Dalej nie do końca rozumiał ten gest. Skoro nie było mu specjalnie przykro to dlaczego postanowiła go przytulić? Dobra, zrozumiałby Ryu... ale Ryu tulił w randomowych momentach. To samo Akane, ale no Darcy? Księżniczka Phyonix? Nie powinna chyba tak okazywać czułości jak to nie było potrzebne. Patrzył więc na nią co jakiś czas zamykając i otwierając usta, po czym zamknął je ostatecznie.
    - Aha... - powiedział w końcu. - Ryu wspominał, że nie lubisz się przytulać - dodał jakoś tak ostrożnie, po czym wzruszył ramionami. - Okay, będziesz przytulać w randomowych momentach jak Ryu i Akane, zrozumiałem - poinformował ją rzeczowym tonem, po czym wzruszył ramionami. - Nie było niekomfortowe, tylko... nie zrozumiałe, bo nie czułem się smutno czy też nie byłem przygnębiony - wymamrotał w odpowiedzi, a będąc już w kuchni stanął naprzeciw niej z lekkim uśmiechem. - To zacznijmy od przepisu - poprosił by mu podyktowała w jego języku, bo jeszcze tego jej nie ogarniał na tyle dobrze. Wyjął swój kajecik i zaczął zapisywać.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  61. Gave schował się pod wodą i zaśmiał się tam, a potem wypłynął na powierzchnię, by położyć się na wodzie i dryfować.
    - Takie jakieś wiotkie... są - skomentował śmiejąc się nieco, po czym uniósł lekko brew. -- Czekaj ej... to ja mam swój pokój? - podpłynął do niej i oparł się o brzeg ramionami. - Serio? Bo wiesz... wygodne wyro masz - stwierdził wprost. - Naprawdę nie trzeba się fatygować, jak mogę spać u Ciebie - skomentował. - Jeden pokój więcej dla innych, którzy potrzebują...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  62. Gave nie skomentował tych zgrabnych rąk. Dla niego były wiotkie, ale nie zamierzał się przepychać dłużej. Swoje powiedział. Zerknął na nią z zadziornym uśmiechem i podciągnął się na rękach, by usiąść jej na kolanach.
    - No to proszę, unoś swą księżniczkę od siedmiu boleści - rzucił ze śmiechem. - Dawaj, co się obijasz - zacmokał. - Parobku mój, pachołku... dawaj, na nogi wstajemy, osiem przysiadów, trzy okrążenia wokół stawiku - zarządził. - Mhm to nie tak, że nie chce. Swoją przestrzeń zawsze dobrze mieć, ale... przecież może ten pokój przydać się komuś innemu - mruknął. - No wiesz, ty masz ogromną szafę i duże łóżko, a ja... - wzruszył ramionami. - Więcej mnie tu nie będzie niż będę, więc... tak fajnie by było mieć swój kąt, ale w gruncie rzeczy to tylko głupia zachcianka.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  63. Parsknął śmiechem, gdy tak zaczęła ustami sapać z wysiłku. Nie zrobiła też przysiadów.
    - A przysiady to gdzie? - zapytał jej, gdy już go postawiła. - No i całego stawiku nie okrążyliśmy - naburmuszył się jak małe dziecko i spokojnie wrócił sobie do wody. Wzruszył ramionami. On to nawet nie do końca wiedział po co jest odżywka. Upierdliwość jedne. Szampon zdecydowanie wystarczał. -  Spoko, wezmę ten cały pokój - wywrócił oczyma. - Widzę, że niespecjalnie chcesz mnie w swoim sanktuarium - uśmiechnął się do niej.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  64. Gave prychnął pod nosem i roześmiał się serdecznie.
    - W drugiej formie... - pokręcił głową. - Ja tam mówię o tej formie - puścił do niej oczko i wrócił do dryfowania. - Wbrew pozorom nie zabrałem ze sobą wielu klamotów. Mam jedną torbę ubrań, która nie nadaje się do waszego klimatu... gitarę i parę rzeczy typu apteczka i inne przydasie. Zmieszczę się w skrzyni - skomentował. - Ale już mnie wygoniłaś z pokoju więc wezmę ten swój - mruknął tylko.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  65. - Co takiego organizujesz? Na czym to będzie polegało? - zapytał Darcy, kiedy ta wspomniała o dniu na Arenie. Brzmiało ciekawie, ale uchodźcy i Arena... brzmiało też jak jakieś Igrzyska, a jakoś nie widział wszystkich na Arenie. Spojrzał po niej, kiedy powiedziała, że ma dużo do roboty. - Masz Książula do pomocy - rzucił lekkim tonem. - Może warto z niej skorzystać? - zaproponował i kiedy znów wspomniała o lokatorze wzruszył ramionami. - No dobra, może wpadnę czasem - mruknął spokojnie.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  66. Tony skinął głową.
    - Tak w losowych momentach - potwierdził. - Ale na to... no uhm... Darcy przepraszam, ale na to tylko Grimcia, An i Ryu mają u mnie zielone światło - poinformował ją rzeczowym tonem. - Może z czasem i ciebie się uda do grona wrzucić, ale... - pokręcił lekko głową. - Przepraszam, ale nie przytulaj w losowych momentach - poprosił ją. - Bo ja nie wiem co się wtedy dzieje - przyznał i pokiwał głową. - Rozumiem, ale wiesz... ja już ten etap mam zamknięty. Nawet nie bardzo myślę o tym sierocińcu - przyznał szczerze, a będąc już w kuchni, zanotował sobie przepis po polsku i zerknął znad kartki. - No to ja... zwykle wszystko przygotowuję i odmierzam każdy produkt tak żeby był już gotowy, a dopiero wtedy zaczynam gotować - powiedział z uśmiechem na twarzy.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  67. Ryu wykorzystał pierwszy dzień swojego pobytu w Phyonix na rozmowę z Tonym i odwiedziny u Rei. Teraz natomiast szedł korytarzem z kawałkiem chleba w buzi, gdy Darcy zmaterializowała się tuż przed nim, trzaskając drzwiami. Matko. To dopiero był pokaz nastoletniego niezadowolenia. Spojrzał po niej, bo zdawała się go nie zauważać. Miała zaczerwienione oczy, wyraźnie płakała. Wpadła na niego, więc przylgnął do ściany rozważając swoje opcje. Pokręcił głowę na to całe "wybaczcie", a potem go rozpoznała. Posłał w jej stronę promienny uśmiech i zaskoczony objął ją ramionami, by pogłaskać po głowie.
    - Hej, co jest? - zapytał spokojnie i rozejrzał się dookoła. - Nie widzę tu żywej duszy - powiedział cicho. - Droga wolna. Możemy przemknąć się do twojej komnaty - puścił do niej oczko, dalej trzymając ją w objęciach. - Hm? Co ty na to?

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  68. Ryu zmarszczył lekko brwi.
    - Rodzeństwo czasem się kłóci - stwierdził cicho, jeszcze chwile głaszcząc ją po włosach. - Ale po deszczu zawsze wychodzi słońce - dodał ruszając z nią w stronę jej pokoju i gryząc kromkę swojego chleba. - A wiesz... byłem z wami od samego początku - puścił do niej oczko. - Ćwiczę się w długości utrzymywania iluzji - dodał. - Jak widać całkiem nieźle mi to idzie - parsknął śmiechem i otworzył jej drzwi do jej pokoju, wchodząc tam za nią. W nocy miał okazję go zobaczyć, ale w słońcu zdawał się jeszcze większy. Odruchowo udał się do okna i wskoczył na parapet, opierając się zaraz o framugę, usiadł na nim. Niezły widok miała.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  69. - I miałaś prawo się na niego pogniewać i miałaś prawo do takich uczuć - powiedział spokojnie. - Po prostu... to jeszcze nie koniec świata. Jestem pewien, że prędzej czy później dojdziecie do porozumienia - poczochrał ją po włosach i parsknął śmiechem na wieść, że Gave by go sprzedał. - Zdziwiłabyś się - powiedział po prostu, bo uważał, że akurat Gave by go na pewno nie sprzedał. Szybciej jego małe Purchlaki. Spojrzał po szklance którą dostał i popatrzył po niej podejrzliwie. - Czy to jest alkohol? - zapytał, wąchając ciecz. Pachniała jak woda, więc umoczył w niej wargi. - Mhm nie było pytania - puścił do niej oczko. - To żadna pomoc, ale nie ma sprawy - machnął lekko dłonią.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  70. Ryu pochylił się trochę do przodu i upił znów wody. Oparł dłonie o swoje uda i popatrzył po niej w zamyśleniu.
    - Wesz, o ile rozumiem, że twój brat jest dla ciebie bardzo ważny, a jego słowa i opinie mają ogromne znaczenie, o tyle nie rozumiem... jak możesz dać mu się aż tak stłamsić? - zapytał i wyjrzał znów przez okno. - Co prawda, nie wiem o czym rozmawialicie ale jeśli pociągnął każdą strunę a ty jesteś w takiej rozsypce... - pokręcił lekko głową. - Dar, z całym szacunkiem do twojego brata, ale to po prostu idiota - skomentował. - A ty... oddałaś mu? Powiedziałaś mu co myślisz? - zainteresował się. - Bo nie możesz dawać sobą tak pomiatać - mruknął i zaraz parsknał śmiechem. - Cóż... i tak będę dopytywał o to czy o nie alkohol - zapewnił ją ze śmiechem. - Mhm... księżniczka musi się dobrze prezentować i nie przynosić wstydu - powtórzył po niej. - A co to? Porcelanowa laleczka? Księżniczka też człowiek. Nie daj sobie wmówić, że musisz tylko dobrze wyglądać i olewać swe uczucia - pogroził jej palcem.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  71. Przesyłam kom od Mary, bo jej blogger szwankuje:

    - Dziękuje - odparł z lekkim uśmiechem na twarzy i zabrał się za szykowanie składników wraz z nią. Napocił się przy tym nieco, bo wszystkie nazwy były po Darcowiemu. Pytał jej niemal o każdą włącznie z wymową i powtarzał je sobie. Podobno nauka przez otaczanie się językiem była najlepsza i najskuteczniejsza. Próbował więc jej. Spojrzał po niej, kiedy wspomniała o gotowaniu. - Em... i zostawisz mnie tak o? Z tym wszystkim? - zapytał jej. - To nie... wolałbym żebyś ze mną pogotowała - przyznał szczerze.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  72. Przesyłam kom od Mary, bo jej blogger nie lubi Darcy:

    Chłopak pokręcił głową z lekkim uśmiechem na twarzy.
    - Nie musisz być wredna, żeby kogoś sprowadzić do parteru. Wystarczy kilka, odpowiednio ciętych uwag - puścił do niej oczko. Sam stosował tę technikę na Gavie bardzo często i działało. Zaczynało nawet przynosić pewne efekty i powoli dawało się z chłopakiem porozmawiać w cywilizowany sposób. - Jest, w tej kwestii jest - powiedział tylko, trochę się do niej zbliżając, by spojrzeć jej prosto w oczy. - Specyficzny może jest w kwestii obycia, ale jeśli doprowadza siostrę do płaczu to wybacz, ale w tej kwestii jest idiotą - poinformował ją wprost, słuchając o jej planach na wojnę. Dmuchnął sobie w grzywkę. - Tak, ale ci na froncie to zwykłe szaraki... pionki... to ci, którzy stoją za jego plecami, pociągają za sznurki. Pytanie brzmi... z której strony przydasz się bardziej? - spojrzał po niej poważnie. Bo tak właśnie było. Byli ci co walczyli ostrzem i ci, którzy pociągali za sznurki. Przeciągnął się mocno i wygodniej oparł o framugę drzwi i westchnął ciężko. - Czasem bez tytułu jest łatwiej, ale często wcale tak nie jest - spojrzał po niej. - Bez tytułu jest się samemu. W ważnych momentach, gdy coś trzeba załatwić, często nie ma kto pomóc, przepchnąć pomysłu - spojrzał po niej. - A z tytułem... bardziej się liczą z danym pomysłem - uśmiechnął się cierpko i pokręcił lekko głową. - A nic specjalnego. Szlajałem się po Argarze, trenowałem i pracowałem w "Piaskach" - wyjaśnił spokojnie. - Pozwalałem nodze dojść do siebie i ta ma się już całkiem dobrze.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  73. Tony odetchnął z wyraźną ulgą.
    - To dobrze - odparł szczerze. - Chcę sam, ale no... miło mi będzie jakbyś czasem wyłapała jakiś mój błąd - przyznał szczerze. - Albo no wiesz... podpowiedziała jak coś przyprawić - dodał jeszcze, zerkając w jej stronę i spoglądając na mięso. - To... je kroję tak? W kostkę? Jak równą? Dwa centymetry na dwa? - zaproponował, patrząc po Darcy z powagą. Jak już gotował to na całego. Grima się z niego czasem śmiała, że od śniadania do obiadu siedzi w kuchni, bo przecież wszystko musiało być odmierzone.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  74. Tony nie kupował tego, że mu nie wyjdzie. Podciągnął rękawy swej koszuli i spojrzał po Darcy wyzywająco. Już on jej pokaże, że mu się uda. Oczywiście wziął pod uwagę jej koślawą wielkość kostki i przytaknął jej tylko, po czym zabrał się za krojenie swoich równych kosteczek. To co zaburzało równość, odsuwał na bok.
    - Dla Abbys i Lotka - poinformował ją tylko, dalej walcząc z równą kostką. Starał się by były równe i na tyle duże, by były wyraźne w smaku nawet po zmniejszeniu objętości. Trochę się nad tym napocił, ale koniec końców przed nim leżała poezja w czystej postaci. Równe, kostki jak od linijki. Z zadowoleniem uniósł lekko brodę i spojrzał po Darcy. - Stawiasz mi dobry trunek, który nie zbija z nóg tak jak "Łapa".

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  75. Spojrzał na wagę i na skrawki, po czym wzruszył ramionami.- Dopchamy warzywami - skomentował z lekkim uśmiechem. - Grima lubi warzywka - zapewnił ją z uśmiechem. - Hm... mniej, nie chcę się tak porobić jak po "Łapie" - przyznał szczerze. - Tragiczna to była przeprawa... a kacyk jeszcze gorszy...
    Tony

    OdpowiedzUsuń
  76. Ryu wzruszył ramionami. Nie zawsze sprowadzanie do parteru było złe. Czasem po prostu pomagało się tym samym uzmysłowić danej osobie, że też ma się uczucia i że to co tamta osoba mówi, po prostu boli. Nie zamierzał mówić tego Darcy, bo ta ewidentnie miała kompleks starszej siostry broniącej dzieciątko.
     - Tak, ty mu wybaczyłaś, a on niczego nie zrozumiał - stwierdził krótko. - Nie wiem, Dar - spojrzał po niej poważnie. - Nie wiem o czym rozmawialiście i w jaki sposób - mruknął. - Ale znając ciebie, wybaczyłaś mu a on niczego nie zrozumiał i dalej będzie po tobie jeździł - skomentował. - Dobrze, ale to że przestanę mówić głośno, nie znaczy że dla mnie ten kolo jest idiotą pod tym a nie innym względem - poinformował ją. - Zresztą jak każdy, kto doprowadza drugą osobę do łez - skomentował. Sam pewnie też mógł nosić taki przydomek, ale w tej chwili nie rozmawiali o nim samym, a o Darcy. Wysłuchał jej w temacie wojny i niczego nie powiedział. Jakoś nie widział w tej chwili Darcy na pozycji wydającej rozkazy innym. Może i to potrafiła, ale poza rozkazami była potrzebna jeszcze jedna cecha. Charakter, który sprawiał, że ludzie chcieli za tobą iść. Na tę chwilę, w jego oczach, Darcy była po prostu dzieckiem. Jeszcze była dzieckiem, które tej cechy akurat nie posiadało.-  W takim razie życzę ci, żeby udało ci się to co sobie zaplanowałaś - powiedział szczerze, bo akurat to faktycznie chodziło mu po głowie. Powiódł wzrokiem po swojej nodze i zerknął na nią. - Cóż na pewno nie będę jej długo oszczędzał - stwierdził swobodnie. - Jak wrócę do Argaru to z niego wybywam. Zabieram się z Onyx do Marchwii - przyznał. - To dobry motyw na rozruch kończyny.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  77. Tony skinął głową.- Tak, te sto parę gram w obliczu całej tej ilości mięska jaką mamy to mały pikuś - stwierdził wprost i spojrzał po przepisie. - O na przykład tego można dodać więcej - pokazał jej palcem konkretne warzywko. - Powinno nie zakłócić za bardzo smaku, bo jego smak nie jest jakiś inwazyjny - dodał, po czym uśmiechnął się na wieść jakie ona miała spostrzeżenia w temacie "Łapy". - No, no... kac z tego wszystkiego był najgorszy. Zwłaszcza ten moralny - skomentował.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  78. - Brzmi jak dobra impreza - stwierdził Gave, nawet przez chwilę zastanawiając się czy nie wziąć udziału w takich walkach na arenie. Przeanalizował sobie wszystkie za i przeciw w głowie i ostatecznie doszedł do wniosku, że jednak sobie odpuści tę przyjemność. Nie czuł się na siłach ze swoimi lękami. To jeszcze nie był ten etap, by mógł spokojnie podejść do takich walk i cieszyć się samą akcją. Za dużo w tym było niewiadomych. - Gdybyś potrzebowała pomocy w organizacji to daj znać. Chętnie pomogę - rzucił do niej z uśmiechem. Akurat z tym nie miał problemu, a może i głowę by na chwilę czymś zajął. Brzmiało dobrze.

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  79. Tony spojrzał po niej i przytaknął.
    - Nie zawsze muszę proporcje zachowywać. Czasem z takich eksperymentów wychodzą niesamowite rzeczy - uśmiechnął się do niej lekko. - Najważniejsze to zachować umiar - poinformował ją rzeczowym tonem. Spojrzał na warzywo proponowane przez nią i pokiwał głową. - No dobrze to skrójmy to twoje - zgodził się z nią, bo i to nie miało jakiegoś mocnego smaku, więc nie powinien zakłócić przyjemności z jedzenia gulaszu. - Mhm trochę gryzło - przyznał, nie wchodząc w szczegóły. Trochę doła złapał, potem gryzło go przez to co robił i ogólnie przez to że przez kaca nie zajmował się Kevusią i Groszkiem.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  80. An przytaknęła jej głową.
    - Tak, bo to jest zagrożenie... Utrudnienie też. Wiesz, w moim życiu nie brakowało nigdy emocjonalnych rozmów. Całkiem niedawno dopiero odkryłam, że część moich uniesień wynikała z wchłaniania emocji drugiej strony. Kiedy nad tym nie panujesz to... To ciężko się zatrzymać. Szczególnie jak masz po przeciwnej stronie tak waleczne jednostki jak Tony czy Gave. Kontrola to podstawa, po prostu muszę ją traktować jak priorytet przy takich zdolnościach. Stąd ta medytacja, ona dużo mi tu pomaga, szczególnie w wyciszeniu własnych burz mózgowych - przyznała z lekkim uśmiechem. Przytaknęła głową na słowa o obojętności i zaraz uśmiechnęła się pod nosem na ten krótki opis swojej osoby.
    - Zadziorna i jeszcze zadziera nosa, no nieźle... Co za babsko z tej Akane - zaśmiała się szczerze rozbawiona. Spoważniała zaraz. - Ale tak, masz rację. Jakiś czas temu byłam coraz bliża teorii, że moja emocjonalność to coś złego, aktualnie jednak zaczynam na nią patrzeć jak na swój znak rozpoznawczy. Już się nie wstydzę swojej czułości, chociaż bywa ciężka i bolesna to i tak przynosi mi więcej ciepła niż bólu - wyznała. Słuchała jej propozycji co do tego całego złamania. Na słowa o jej ojcu zastanowiła się wyraźniej. Tam też chodziło o stworzenie "pustego naczynia", więc rzeczywiście trop mógł być dobry.
    - Brzmi sensownie... - przyznała. - Patrząc na to co robią do tych czas... Patrząc nawet na te bramy, które mam przejść. Po takich doświadczeniach o jakich tam mowa, myślę, że u wielu pojawiłaby się chęć odcięcia emocji - kiwnęła głową na jej teorię. To wszystko zaczynało nabierać jakiegoś większego sensu.
    - Tak, rzeczywiście musi być jakieś "coś", ale weź tu teraz znajdź to coś, co nadaje znaczenie... To dalej wydaje się zbyt indywidualne by mówić o jakimś jednym trafnym ogóle - westchnęła lekko. Spojrzała po Darcy kiedy spytała o runę jakiej użyła.
    - Tam? Zastrzel mnie, ale zrobiłam to tak odruchowo, że nawet teraz nie jestem pewna. Runą wody jeszcze nie władam, ale jak dobrze kojarzę to chyba właśnie była Isa, przez zmrożenie i ciepło łatwo pozyskać wodę - trochę tych run na azylu używała, więc aktualnie sama nie była pewna gdzie szukać w pamięci tego wspomnienia, a przecież nie było na tyle istotne by wchodzić do czyjejkolwiek głowy i dogłębniej to analizować.
    - Gave działa na własną rękę, no i jest już po jednej rozmowie z duchami. Tyle, że on mi wszystkiego nie powie. Podejrzewa, że mogę być pewnego rodzaju uchem dla sabatu i woli bym nie o wszystkim wiedziała. Rozumiem to i w sumie popieram by rzeczywiście gdzieś tam istniał plan, o którym rzeczywiście nie wiem, tak w razie co - przyznała. Słysząc propozycję co do runy ognia uśmiechnęła się do niej lekko.
    - Jak będę się z tą runą męczyć to zapewne się zgłoszę, ale wiesz jak jest... Ja to jednak muszę pewne sprawy najpierw spróbować ogarnąć sama, po swojemu. Jak polegnę to wtedy dam znać - zapewniła. Spojrzała zaraz trochę uważniej po kuzynce.
    - Walki na arenie są u Was chyba dość popularne, zawsze możesz kogoś wyzwać na takie starcie - przypomniała jej, bo miała dziwne wrażenie, że czarnowłosa chciała skopać tyłek komuś konkretnemu.
    Obserwowała Darcy i jej działania z barierą, odsunęła się nawet nieco widząc te wyraźne zmiany. Patrzyła też po dziewczynie, co by reagować, gdyby coś szło nie tak. Zbliżyła się dopiero, gdy Dar zastukała w zakrzepniętą lawę.
    - No nieźle... Wyszła skorupa. Całkiem niezły kamuflaż by z tego był, gdyby się kryć w okolicach skał, tyle, że widoczność do dupy, nie wiadomo co się dzieje po drugiej stronie... - stwierdziła i obserwowała twór. - Przypomina bazalt... albo pumeks... Takie skały są solidne, ale podobno kruche - sama przesunęła palcem po tworze.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  81. Ryu spojrzał po niej.- Ale nie powiedziałaś mu również tego, że nim jest - zauważył. - Powiedziałaś mu, że zabolały cię jego słowa? Zapytałaś dlaczego tak się do ciebie odnosi a nie inaczej? - zapytał jej jeszcze, po czym odetchnął głęboko słuchając o tym co mówił jej brat. Ciekawie interpretował sprawę. Zwłaszcza to o rodzicach. Spojrzał po niej unosząc lekko brew. - Owszem sprostaczyłaś się - zgodził się z nią. - Trochę znormalniałaś, ale siu wziu i tak zostało - mruknął, bo całkowicie się nie odksiężniczkowała. - Jednak to co myślą o tobie rodzice, to co chcą ci powiedzieć, to czego od ciebie oczekują... to nie jest jego sprawa, Darcy - spojrzał jej prosto w oczy. - To z rodzicami na ten temat powinnaś rozmawiać, oni powinni ci to powiedzieć, a nie brat, któremu wydaje się że wie wszystko i jest nieomylny. Przynajmniej w twoim temacie - mruknął. - Nie daj sobie tego wmówić - szepnął. - I zanim przyjdzie ci na myśl, by o tym dłużej myśleć i się tym dołować, idź do rodziców i po prostu zapytaj - dokończył. - Bo inaczej będziesz niepotrzebnie motać się ze swoimi myślami. A przecież rozwiązanie jest proste. Co ci powiedzą? Nie wiem. Może potwierdzą słowa twojego brata, ale szczerze w to wątpię - mruknął. - Nie wiem co powiedzą, ale wiem, że to i tak będzie lepsze niż biczowanie siebie w tym temacie - skomentował i słuchał dalej, trochę tak nie dowierzając w to co słyszy. Diego zdawał się kompletnie nie rozumieć swojej siostry. - Moim zdaniem on jest trochę zazdrosny o ciebie. O to, że się odważyłaś, że poszłaś i że doświadczyłaś tych wszystkich rzeczy - stwierdził w końcu. - Jest zły, że to nie on to zrobił. Zły, bo został w tyle - mruknął jeszcze. - I co to znaczy, że nie możesz wybrać? Wybacz, ale nie wierzę w to, że twoja mama nie da ci wyboru, Dar - mruknął. - Nawet jeśli nikt z was nie zostanie kapłanką, nie będzie kultywował tego co zaczęła twoja mama, to co z tego? - spojrzał po niej. - Co z tego, że stracisz status? Jeśli będziesz przez to szczęśliwsza to pierdol statusy - uśmiechnął się do niej szerzej. - Pierdol to Dar, rób to czego chcesz, a nie to czego ktoś od ciebie oczekuje - zbliżył się do niej i poklepał ją lekko po głowie. Parsknął śmiechem, gdy zapytała o jego cel. - Owszem, idę w konkretnym celu, ale to moja słodka tajemnica - poinformował ją spokojnie. - A trening... nah, trenuję z Yensenem, czasem z Meliodasem... zapewniam cię, że noga zdrętwiała nie jest - dodał.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  82. Akane przytaknęła jej głową.
    - Tak, teraz kiedy nad tym lepiej panuję rzeczywiście idzie lepiej zrozumieć emocje, ale nie zawsze zachowanie. Niestety mało kiedy ktoś ma tyle odwagi by zachowywać się w zgodzie z trym co czuje. Widzisz na przykład takiego chłopaka, który ukradkiem wzdycha do dziewczyny, a w zachowaniu woli się kryć za pozorami i zgrywa obojętnego twardziela… - rozłożyła bezradnie ręce. – Takich przykładów jest masa i… z jednej strony nie dziwię się, że Latrala nie chcieli w takim świecie żyć. Ta świadomość nie jest łatwa. Żyjemy w świecie zakładania masek i udawania. Ja tak nie chcę, ale decydując się na to, świadomie biorę pod uwagę, że będzie bolało nie raz i nie dwa. Szczególnie, że nie zamierzam ukrywać co czuję, ale nie będę też tym osaczać innych, jeżeli nie będą sobie tego życzyć – oznajmiła. Na słowa o trudniejszym okresie uśmiechnęła się delikatnie.
    - Tak, mnie też to przybijało, ale jest lepiej – przyznała, przytakując jej głową. Zaśmiała się na tą ulubioną wersję i lekko rozbawiona pokręciła głową.
    - Dzięki – rzuciła, bo mimo wszystko był to całkiem miły komplement. – Heh, tak, wiem. Sama jestem przykładem, że to się dobrze nie kończy, ale owszem, Ty i Cydar również nim jesteście – przytaknęła jej głową na to i na kolejne słowa o „co by było gdyby”. Zaśmiała się zaraz na słowa o skakaniu w ogień.
    - Tak Dar, wiem o tym i to aż nadto, chwilami to mnie nawet przeraża jak bardzo ważna dla niektórych jestem – przyznała z uśmiechem. – Ale rozumiem, bo oni dla mnie też są bardzo ważni, Wy jesteście – uśmiechnęła się do niej ciepło.
    An słysząc o inkantacji i bramach pokręciła głową.
    - Nie, nie Dar. Nie łącz tego wszystkiego w jakiś przyczynowo-skutkowy supełek. Rytuał jaki na mnie wykonano to jedno, a bramy to co innego. Bramy nie są tu żadną klątwą, Latrala sprzedało mi informację, że jak chce by moja moc była silniejsza, to muszę zapłacić cenę, zobojętnieć. Mają w tym moim zobojętnieniu jakiś cel, ale uderzając w bramy i nie dopuszczając by te runęły w pełni, nie uderzymy w rytuał. To jest zupełnie osobna sprawa – wyjaśniła i zerknęła na rozdział, który jej Dar pokazywała. Pokręciła głową.
    - Nie, zarys nam nie starczy. Musielibyśmy poznać inkantację, by poznać jakie zależne są do spełnienia, by rytuał zerwać. Jedyne o czym wiem, to to, że jeżeli ja i inne totemy umrzemy w tym samym czasie, to to złamie czar, a taka cena nie wchodzi w ogóle w grę. Możliwe, że to jedyny sposób na zdjęcie tego rytuału, a możliwe, że zależnych jest więcej. Bez poznania inkantacji nie mamy jak się dowiedzieć – wyjaśniła.
    - Jak będziesz potrzebować to użyję to co mi pierwsze wpadnie do głowy, raczej nie mam przygotowanych na zaś run, działam z nimi dość odruchowo. Widzę, że gdzieś trzeba wody, a jej nie ma, ale jest ogień, to zmrażam coś by ogniem roztopić i uzyskać wodę – wzruszyła ramionami z pogodnym uśmiechem na twarzy. Zaśmiała się lekko na jej żart i również zabawnie poruszyła brwiami. Na kolejne słowa przytaknęła dziewczynie głową.
    - No to życzę powodzenia – uśmiechnęła się kącikiem ust, nie wchodząc głębiej w sprawę brata.
    Obserwowała to co Dar dalej robi z barierą.
    - To może tu byś potrzebowała wzmocnienia? Mówisz, że nie masz siły na obsydian. Może zamiast wzmacniać barierę, wzmocnię po prostu Ciebie? Tylko wtedy musiałabym naprawdę się skupić na inkantacji… Musiałabym wiedzieć konkretnie czego przyrostu potrzebujesz, co by przypadkiem nie wzmocnić Cię zbyt ogólnie, jak w przypadku z lekarstwem na wozie… - popukała się palcem po brodzie. – Z drugiej strony, to już nie będzie fuzja… Z fuzją powinnyśmy działać na runach… - zauważyła. Spojrzała zaraz po kuzynce.
    - Dlaczego myślisz, że poszłaby lepiej? – zainteresowała się. – Chwila przerwy? – zaproponowała z uśmiechem. Ona aktualnie za dużo się nie zmęczyła, ale to nie ona kontrolowała twory. Zaczęła się zastanawiać nad tym jak ewentualnie tworzyć fuzje, za które razem będą odpowiedzialne, tak by podzielić zmęczenie na dwie osoby, nie jedną.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  83. - O, tu jesteś - rzucił, kiedy dojrzał siostrę na placu treningowym. Wszedł na niego standardowo, dumnym, prężnym krokiem, w dłoni trzymał dość popularną tu księgę. - Przyniosłem specjalnie dla Ciebie, z troski. Bo zdaje się, że Ci od tego wędrowania styki w główce przepaliły - rzucił i położył księgę przy rzeczach Darcy. - Tak dla przypomnienia, historia Phyonix, ostatnie działy mówiące o tym jaką drogę przeszła nasza matka nim została Kapłanką. Jeżeli uważasz, że zrobiła to jako obca, to chyba trzeba Ci odświeżyć pamięć - zaznaczył i przesunął wzrokiem po bliźniaczce. Uśmiechnął się zaraz pod nosem.
    - Ćwiczysz coś ciekawego? Masz się czym pochwalić po tym swoim upojnym trenowaniu poza Phyonix? - zapytał jakby od niechcenia.

    Diego

    OdpowiedzUsuń
  84. Gave spojrzał po dziewczynie i pokiwał głową.
    - Okay, chętnie pomogę ci z pieśnią - uśmiechnął się delikatnie. - A takie spotkanie dobrze jest zorganizować. To świetny pomysł, Dar - wyszczerzył się do niej. - Ale wybacz... z układem raczej ci nie pomogę - dokończył drapiąc się lekko po głowie i zanurzając w niej po czubek nosa. Przez moment tak leżał zanim z niej się wysunął. - O ile z tańcem nie mam problemu o tyle... z wymyślaniem układów... oj nie, to nie moja para kaloszy - mruknął, patrząc po niej. - Ale może masz jakieś fajne książki czy coś a propo języka waszego? Chciałbym szybko się w nim podszkolić...

    Gave

    OdpowiedzUsuń
  85. Na te wszystkie słowa o maskach i nie byciu szczerym Akane pokręciła głową.
    - Tyle, że ja mówię o relacjach, a nie o sytuacjach gdy rzeczywiście coś nie wypada. Nie mówię też, że nie rozumiem cudzego lęku. Doskonale zdaję sobie sprawę, że są sytuacje gdzie maskę należałoby wręcz ubrać, w ogóle nie takie sytuacje miałam na myśli. Mówiłam o takich, jakie podałam w przykładzie. Nie łudzę się też, że inni przestaną tak robić, nawet tego od nich nie oczekuję. Ja po prostu nie zamierzam już więcej zakładać masek tam, gdzie nie jest to konieczne - wyjaśniła. Większość rzeczy, o których tu mówiła Darcy dla niej była dość oczywista.
    - Tak, kosztowne, ale i tak boli mniej niż udawanie, przynajmniej w moim przypadku - wyznała. - "Nie, ból już nie obchodzi mnie, przeskoczę ogień, przetrwam deszcz" - zaintonowała kawałek piosenki i puściła oko Darcy. Słuchała zaraz jej wyjaśnień w temacie bram.
    - Hm, czyli myślisz, że te bramy... że jak je wszystkie przejdę to Twoim zdaniem dopiero wtedy dopali się jakaś klątwa? Że one stanowią jakieś etapy, tak jak u Twojego taty? - nie była pewna czy dobrze rozumie. Uśmiechnęła się jednak na dodatkowe zapewnienie Darcy, że dadzą radę. Na pytanie o wodę pokręciła głową.
    - Nie, nie mogę. Wybacz Darcy, ale tyle tam się działo, że aktualnie po prostu nie pamiętam co na Tobie użyłam i nie bardzo mam Ci jak udzielić więcej odpowiedzi... Aktualnie, gdybym miała Cię wyczyścić z brudu to użyłabym Isy, by zmrozić własny piasek i zastosowałabym go na Tobie jako zimny, roztapiający się piling, ale czy wtedy zrobiłam tak samo, nie wiem, bardzo prawdopodobne - przyznała, rozkładając bezradnie rece i lekko się śmiejąc. W spontanicznych sytuacjach działała spontanicznie i nie wszystkie swoje ruchy pamiętała. Słuchała dalej jej wyjaśnień co do zmian, kiwając przy tym lekko głową.
    - Ale dalej jesteś w stanie stworzyć stelaż. Może nie z krwi, ale do mojej magii w zupełności starczy zastygnięta lawa, którą uformujesz na granicy obszaru, który mamy zabezpieczać. Wtedy mi odejdzie rozkładanie kamieni lub kreślenie run - stwierdziła z lekkim uśmiechem i spojrzała po niej, gdy tak się walnęła na ziemi. - Wypadałoby w fuzji jakoś dzielić się ubytkiem mocy, bo aktualnie Ty zipiesz, a ja niewiele zmęczenia odczułam - uśmiechnęła się pod nosem. - Mamy nad czym ćwiczyć, ale jasne, jeżeli chcesz to kolejne próby mogą być bardziej niszczycielskie. Tylko to może już nie w pokoju, co? - zaśmiała się.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  86. Tony zastanowił się nad odpowiedzią w tym temacie. Przez dłuższą chwilę milczał, po czym wzruszył ramionami.- A wiesz, że nie wiem? - spojrzał po niej. - Nie jestem w stanie podać ci najmniej i najbardziej udanych... no i zaraz eksperymenty... - podrapał się po brodzie. - Raczej powiedziałbym urządzenia, bo póki co w tym temacie się poruszam. Nie bawię się za dużo jakimiś lekami czy czymś takim - zerknął na nią znów. - Moim najbardziej udanym będzie chyba gitara i prysznic. Całkiem nieźle działa u nas w domku - uśmiechnął się szeroko. Wywrócił oczyma. - Ja nie wiem, wychodzę na jakiegoś potwora, gdy mowa o Ashanie - skrzywił się. - A przecież ja nie robię mu niczego złego - burknął, krojąc warzywka powoli i dokładnie. - Po prostu nie jestem ślepo podążającym uczniem, który przytaknie mu łepetyną na każdy szczegół - mruknął.

    Tony

    OdpowiedzUsuń
  87. Ryu nie ciągnął tematu jej kłótni z bratem. Ewidentnie próbowała bronić brata kosztem samej siebie. Nie wiedział tylko jaki miała w tym cel. Nawet nie znał Diego. Nie oceniał go. Mówił tylko na podstawie tego co widział, a dziewczyna płakała przez swojego brata. Nie mniej próbowała bardzo wmówić samej sobie, że wszystko jest w porządku, a on nie zamierzał jej w tym przeszkadzać. Swoje już powiedział, a nie znając konkretnych szczegółów nie zamierzał się wypowiadać.
    - Czy ja wiem, czy to takie super? - przespacerował się po jej komnacie i dotknął kilku drogo wyglądających pierdół. Ot wazon, wyglądający tak, jakby miał kosztować cały jego dobytek. Podrzucił go kilkakrotnie, zanim odstawił. - Takie nowobogactwo nie jest wcale takie super - spojrzał po Darcy. - Jedziecie na tym, co osiągnęli wasi rodzice. Nie pracujecie na to ciężko, nie robicie tego własnymi rękoma - zauważył. - Wiesz, może i masz dużo obowiązków i lepsze traktowanie, ale dalej... - wzruszył ramionami. - No jakoś nie widzę tego "super" - skomentował. - Myślę, że lepiej dojść do wszystkiego samodzielnie. Mieć satysfakcję z każdego zarobionego grosza - rzucił z uśmiechem. - Więc, jeśli nie wiesz... to zrezygnuj z tego i spróbuj na nowo, od zera - puścił do niej oczko. - Właśnie, to twoje życie - przyznał tylko. - Więc przeżywaj je, tak jak ty chcesz... nie tak jak Diego sobie to wyobraża, nie tak jak ja sobie to wyobrażam - wyszczerzył się do niej i prychnął pod nosem. - Cóż, taki mój urok - skomentował i pokręcił głową. - Nah, niekoniecznie mam ochotę na sparingi - przyznał szczerze. - Zwłaszcza, kiedy jestem tu trochę nielegalnie - zauważył spokojnie, obserwując jej ruchy. Uśmiechnął się pod nosem. - Dziękuję, twój komplement mile połechtał me ego - rzucił swobodnie.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  88. An uśmiechnęła się lekko do Darcy i przytaknęła jej głową w temacie bycia ze sobą szczerym. Słuchała jej, gdy wyjaśniała sprawę swojego ojca i rzucała swoje przypuszczenia.
    - Z tego co dało się wyczytać już w księdze od Victora, to chodzi im o przejęcie mojego ciała. Unicestwienie mojej duszy i zastąpienie jej duszą Lotty. Ma się odrodzić… w moim ciele – chrząknęła i miała przy tym nietęgą minę. Trochę ją na to wszystko ściskało w żołądku. Te całe bramy i to jak widziała to Darcy miało w sumie dość duży sens, przynajmniej jak na jej ucho. To brzmiało rzeczywiście sensownie.
    - Możesz mieć rację… Może nie chodzi tylko o stworzenie silnego magicznie pojemnika, ale i wyprutego z emocji, co by miał wylane na to czy ktoś przejmie jego ciało, czy też nie… Taka wyrzuta i wypluta, pozbawiona nadziei… Byłabym łatwiejszym pojemnikiem do przejęcia. W aktualnym stanie biłabym się do upadłego by nie dać się przejąć komukolwiek… - przyznała. – Ładują we mnie moc bym była w stanie „pomieścić” w sobie moc Lotty, a jednocześnie chcą by bliscy mnie zgnietli… wzrost fizyczny plus upadek psychiczny… Kurwa… - tu spojrzała Darcy w oczy. – To naprawdę może być właśnie to… - przygryzła wargę. Spojrzała na rozdział, który Darcy jej pokazała i zaraz przytaknęła głową.
    - Jasne, chętnie doczytam szczegóły – przytaknęła jej głową i spojrzała po kuzynce wdzięcznie. Jeżeli rzeczywiście właśnie o to chodziło, to tym bardziej rosła nadzieja, że Sratrala się mocno przecenili i nie docenili jej bliskich. Wsunęła pustą kartkę w księgę, co by zaznaczyć sobie lekturę do przeczytania na później i zaraz położyła ją na półce przy swoim łóżku.
    Uśmiechnęła się lekko na słowa o pillingu i zaraz parsknęła śmiechem.
    - Muszę się zastanowić nad poborem opłat za tego typu usługi – rzuciła żartobliwie, również poruszając zabawnie brwiami. Na propozycję co do stawiania bariery kiwnęła głową, podobnie gdy czarnowłosa tłumaczyła sprawę zmęczenia.
    - Jasne, rozumiem, też mam swoje limity, ale jednak fuzja kojarzy mi się z w miarę równym podziałem zmęczenia, a aktualnie wychodzi nam to bardzo nieproporcjonalnie – zauważyła lekko, z delikatnym śmiechem między słowami.
    - Nie, nie, jak lawa to poproszę jednak na zewnątrz, nie chcę tu kiedyś stanąć gołą stopą na takiej zastygniętej. To pewnie równie bolesne co stanięcie na klocek lego – zaśmiała się ponownie.

    Akane

    OdpowiedzUsuń
  89. Diego patrzył po bliźniaczce bez wyrazu na twarzy.
    - Dla TYCH ludzi – zaznaczył. – TEN lud dla naszej rodziny powinien być priorytetem, jako przyszła Kapłanka tutejszych ludzi powinnaś chronić i strzec by to ONI byli bezpieczni na NASZYCH ziemiach – zaznaczył twardo. – Bellhardzi dalej są zagrożeniem, a Ty sobie biegasz po świecie i się bawisz w zbawianie Mathyr. Żałosne – podsumował. – Na takie dziury w głowie to obawiam się, że nawet przeczytanie historii od deski do deski Ci nie pomoże – stwierdził. Spojrzał po niej, kiedy się zbliżyła. Owszem, martwił się o nią i z tym nawet nie zamierzał dyskutować. Uśmiechnął się do Darcy cynicznie.
    - To, że nie nadajesz się na Kapłankę nie oznacza, że Twoje ćwiczenia fizyczne nie są ciekawe – zauważył. – Dobra Kapłanka wcale nie siedzi na dupie, gdybyś nie przeinaczała cudzych wypowiedzi to by takie stwierdzenie nawet nie wpadło Ci do głowy… siostrzyczko moja Ty malutka – uśmiechnął się kącikiem ust. Widział te jej płonące oczy, ale dalej nie robiło to na nim większego wrażenia. Kolejna rzecz, nad którą nie panuje, a to szok.
    - Z tego co słyszę, to jednak muszę – oznajmił, nie wchodząc głębiej w szczegóły. Chwilę ją obserwował, to jak porusza się po polu treningowym. Po chwili jednak złapał jeden z mieczy treningowych i wymierzył do w stronę Darcy.
    - Umiałabyś chociaż wytrącić mi go z ręki? – rzucił z wyzywającym wyrazem twarzy. W walce mieczem spokojnie mógłby się bić o mistrzostwo, a kiedy rodzeństwa nie było, to dość często dopracowywał swoje techniki.

    Diego

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^