Ennis
29 lat • Istota powiązana z tajemniczą inkantacją • 175cm
Przyczyną katastrofy morskiej
Jak śpiew syren zwodził marynarzy
tak ja prowokuję cię do złego moimi sztuczkami
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,blackbriar,weakness_and_lust.html
Przyczyną katastrofy morskiej
Jak śpiew syren zwodził marynarzy
tak ja prowokuję cię do złego moimi sztuczkami
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,blackbriar,weakness_and_lust.html
"Normalni wprawiają mnie w lęk, szaleńców u boku chcę mieć..."
Białe
włosy czasem lśniące błękitem, a czasem różem czy fioletem. Rybia łuska, jednak
twardsza niż u typowego morskiego stworzenia. Krystaliczne drobinki na całym
ciele, świecące delikatnie pod wpływem promieni słonecznych. Brak skrzeli, a
jednak możliwość przebywania pod wodą na okres mniej więcej pół godziny. Wyraźne
błony między palcami u stóp i dłoni. Płetwy grzbietowe z ostro zakończonymi
kolcami. Haczykowate zęby niczym u rekina doprawione ostrymi paznokciami, z
możliwością dwucentymetrowego wysunięcia. Ciało pobierające wilgoć z powietrza i skraplające je od czasu do czasu na skórze. Urocza bestyjka z oczyma idealnymi na
podwodne oraz nocne przeszpiegi.

Ledwie trzymał się na nogach, ale gdy usłyszał jej wkurzony głos i jeszcze do końca nie doszło do niego o kogo chodzi, zareagował automatycznie. A właściwie jego kryształ zareagował, kiedy chłopak cofnął się o krok. Tuż przed niego wystrzeliły lodowe igły i zatrzymały się w powietrzu broniąc go przed kobietą. Odetchnął wówczas głęboko i skupił na niej wzrok.
OdpowiedzUsuń- Ty, akurat, nie masz prawa mówić mi co mam a czego nie mam robić - poinformował ją drżąc na całym ciele. - Kim jestem? Jestem Acair, twój przyjaciel, chociaż ty mnie za takiego nie postrzegasz - skomentował cicho, opadając na kolana i dociskając dłoń mocniej do krwawiącego brzucha, a lód obniżył się wraz z nim ale nie opadł. Chłopak nie bardzo to kontrolował. To się stało właściwie samo. Spojrzał po niej i zacisnął mocno wargi. Samo uderzenie w twarz, które od niej otrzymał na tym etapie niewiele mu dołożyło. - Jestem tym, którym możesz pomiatać, grozić, bo nie chce ci podać informacji, które właściwie nie powinny cię interesować - dodał jeszcze. - Więc przestań... chcesz żebym tak o tobie myślał to przestań płakać - bąknął jeszcze. - Bo ci maska się łuszczy...
Aci
- Sam....sam się opatrzę - wysapał w jej stronę, przyciągając jednocześnie kolce bardziej do siebie, ale tym razem tak by jej nie zranić. - Nie potrzebuję pomocy, sam sobie dam radę - fuknął na nią. - A jak chcesz się mścić to masz, las jest twój. Idź na kolejną samobójczą misję! Proszę bardzo! - wrzasnął na nią na tyle na ile miał sił, a potem splunął krwią w bok i musiał urwać bo drgawki przeszyły całe jego ciało. Oddychał chrapliwie starając się jak tylko mógł by to zatrzymać. Drżącymi dłońmi zaczął szperać w swojej torbie by wyciągnąć igłę z nićmi. Nabrał kilka głębokich wdechów. - Aha, jedna łza w twoim wypadku to jak potok łez - wyrzucił z siebie.
OdpowiedzUsuńAci
- Ja chcę? - zaśmiał by się, gdyby nie fakt, że za każdym razem gdy próbował to wypluwał krew. - To ty tego chcesz. Ty oczekujesz tego, że podam ci każdą osobę która mnie skrzywdziła na tacy! Przy okazji, samą siebie powinnaś skrzywdzić, bo skrzywdziłaś mnie tym że zagroziłaś życiem Walwana! - fuknął na nią. - Ty tego oczekujesz to masz. Idź sobie do Lasu, zawojuj z nim! - wrzasnął na nią. - Baw się do woli! - zadrżał, a lód wreszcie odpuścił i opadł, kiedy on drżącymi dłońmi nawinął nić na igłę i nabrał jeszcze kilka wdechów, zanim wbił ją sobie w ciało. Skrzywił się przy tym niemiłosiernie krzycząc zaraz przy tym. Cholerny próg bólu. Nie był do niego przyzwyczajony. Zrobiło mu się słabo przy pierwszy szwie ale nie poddawał się.
OdpowiedzUsuńAci
- Jedyną osobą, która może mnie krzywdzić jestem ja sam - odparł jej tylko, wkuwając się na nowo i robiąc kolejny szew. Bolało jak diabli, a każda chwila tylko utwierdzała go w tym, że ból i on nie chodzą w parze. Robił sobie przerwy między jednym wkuciem a kolejnym. Oparł się wygodniej o drzewo by utrzymać się w miarę dobrej pozycji. Przymknął oczy oddychając. - Jeszcze 4... dasz radę - mruknął do siebie.
OdpowiedzUsuńAci
Acair zacisnął mocniej wargi i wziął jeszcze jeden wielki wdech i spojrzał po odchodzącej Ennis.
OdpowiedzUsuń- I gdzie idziesz teraz? - zapytał jej cicho, dźwigając się na nogi i chwytając swojego kija. - Gdzie uciekasz?
Aci
Chłopak spojrzał po niej i pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- To głupota - powiedział prosto z mostu. - Zginiesz - spojrzał po niej ruszając trochę w jej stronę. - Masz w ogóle jakiś plan? - uniósł lekko brew. - Masz kogoś kto by chronił cię lub wspomógł w razie potrzeby? - zerknął na nią. - Zemsta... - wsparł się mocniej na kiju. - Zemsta... nie ucieknie...
Aci
- Okay, ale czy masz kogoś kto będzie chronił ciebie? Masz kogoś kto pójdzie tam razem z tobą? - powtórzył pytanie, bo jasne. Ennis miała rację w związku z tym że zawsze miała plan, ale jej plany... miał wrażenie że nie zawsze idą tak jak powinny, albo były straszliwie szemrane. Popatrzył jej prosto w oczy. - W dupie mam wojnę, albo to że potem twój ruch będzie mało istotny czy zbędny... ty masz przeżyć - dźgnął ją palcem w pierś. - Ty masz przeżyć - powtórzył.
OdpowiedzUsuńAci
- To nie idziesz - powiedział chłodno i kiedy ugryzła go w palec pozwolił działać kryształowi, który zmroził jej rękę podwijającą jego koszulkę do góry. Co prawda chciał tylko ją musnąć lodem, ale kontroli to nad tym nie miał. - Wiem - dorzucił gdy wspomniała o Lesie. - Odczułem to na własnej skórze - zauważył krótko. - Ale sama tam nie idziesz - powtórzył.
OdpowiedzUsuńAci
Acair pokiwał głową.- Tak - przytaknął. - Ale ty nie mówiłaś mi o tym samym, więc ja ci mogę mówić co masz robić, jak widzę że chcesz iść sama w paszczę lwa - odparł wytrzymując jej spojrzenie i dmuchając sobie w grzywkę. - Jak będzie trzeba to przymrożę - dodał po chwili milczenia. - Choć wolałbym nie musieć tego robić - dodał spokojnie. - Ennis, ja ciebie nigdy nie potrzebowałem - spojrzał jej prosto w oczy. - Ja ciebię chcę mieć bo należysz do tej mojej śmiesznej bandy przyjaciół, pajaców. Jesteś jednym z tych pajaców czy ci się to podoba czy też nie - odchrząknął. - Nie interesuje mnie to czy coś znosisz do mojego życia czy nie... dla mnie liczy się twoja osoba - spojrzał po niej wymownie. - I jako twój przyjaciel, nie muszę zgadzać się ze wszystkim co robisz czy jak robisz... mam prawo wypowiadać głośno swoje zdanie w tym temacie, ale akceptuję cię taką jaką jesteś. Z tymi śmiesznymi maskami które zakładasz na swoją pajacykową twarzyczkę i myślisz że ich nie widać - dorzucił. - Dlatego nie zgadzam się na to, żebyś polazła tam sama - mruknął.
OdpowiedzUsuńAci
Acair wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie, jestem pewien że nie musiałbym - odparł szczerze obserwując ją uważnie. - Co prawda pewnie zagroziłbym tym samym i swoim życiem ale dla zatrzymania ciebie przed misją samobójczą... myślę że warto - wzruszył ramionami, po czym objął ją rękoma i przyciągnął do siebie, aby mocno ją przytulić. - Widzisz czerpię z tej relacji wiele pozytywów. Mogę się z tobą pośmiać, mogę się powkurzać, mogę cię zrozumieć lub wręcz przeciwnie - powiedział spokojnie. - No właśnie... ty mówisz o sobie egoistyczna menda, a ja twierdzę, że to ciepłe serce pozujące na mendę - pogłaskał ją po włosach. - Jak kiedyś stracisz ze mnie korzyść to kopniesz mnie w cztery litery - westchnął przeciągle. - A ja umrę ze smutku i żalu, ale ciebie to już nie będzie obchodziło - mruknął i pokręcił głową. - Nie idę z tobą - odparł cicho. - Nie mam sił na stawianie czoła Heldze czy robienie rozróby na jej polu... - mruknął. - Idę do Lerodas - odsunął się od niej i odetchnął głęboko. - I mam nadzieję, że tam dotrę zanim szwy mi pękną - skrzywił się. - Bo cienko widzę swój żywot...
Aci
Acair westchnął ciężko.- Mam takich pajaców przy sobie to trudno nie być pojebanym - skomentował śmiejąc się pod nosem, po czym odetchnął głęboko i spojrzał po niej kręcąc przy tym głową. - Chyba nie tylko w intymnych miejscach, skoro tak bardzo chcesz mnie oglądać, strzelasz mi w pysk jak twoim zdaniem coś źle robię albo nie pozwalasz mi się zabić - uśmiechnął się do niej krzywo. - Ciepłe serduszko masz - powtórzył i pokręcił głową. - Będę cię przymrażać - poinformował ją stanowczo. - Bo może wtedy zostaniesz i nie pójdziesz na samobójczą misję - burknął.
OdpowiedzUsuńAci
- Mi też nie... - wymamrotał podpierając się na swoim kijku. Spojrzał po niej sceptycznie. - Z całym szacunkiem ale będziesz musiała stosować się do moich wskazówek co do opatrywania, bo... akurat w tym temacie ufam sobie bardziej - mruknął tylko. - I może... może chodźmy tam - wskazał dłonią oddalone jaskinie. - Jak mam mdleć to tam... - ruszył w tamtą stronę powoli.
OdpowiedzUsuńAci
Acair wzruszył ramionami. On raczej twardej dupy nie miał, więc nie bardzo wiedział jak się do tego odnieść. Co do podstaw medycyny pokiwał głową, ale i wzruszył ramionami, czego zaraz pożałował. Łzy stanęły mu w oczach przy tym ruchu i musiał porządnego wdechu wziąć i przystanąć na moment.
OdpowiedzUsuń- Na pewno znasz, ale sobie w tym temacie ufam bardziej - odparł po prostu i spojrzał po jej ręce marszcząc lekko brwi. Nie do końca wiedział o co jej z tą ręką chodzi więc uścisnął ją, uniósł do ust pocałował i polizał po wierzchu, zanim ją puścił. - Wierzę, że umiesz, ale... po prostu w tym jestem dobry, a to jedna z niewielu rzeczy i nie pozwolę jej sobie odebrać - zacisnął mocno wargi kuśtykając dalej do jaskini.
Aci
Sato zrobił się jeszcze bardziej sflaczały i zachlipał niezbyt z tego powodu zadowolony.
OdpowiedzUsuń- Słyszeliście? Nie kocha mnie - pociągnął nosem. - Bezczelnie mnie odrzuca... za me sflaczałe ja... - jęknął jeszcze i dźgnął ją palcem pod żebra, aby ostatecznie nieco odflaczeć i stanąć przed nią porządnie. Chwycił ją w talii i zawirował po parkiecie, po czym objaśnił jak i gdzie trzymać łapy na swej partnerce i czego unikać. - Pamiętaj, na tyłek zjeżdżamy tylko wówczas jeśli nasza partnerka wyraża na to zgodę - dokończył swój wywód.
Sato
Musiał przyznać, że nawet dobrze mu się z En wirowało wśród tych wszystkich ludzi. Uśmiechnął się do niej nawet nieco zadziornie gdy zaczęła z nim konkurować o prowadzenie, ale nie oddał jej tej przyjemności. Zdecydowanie dobrze mu się prowadziło, chociaż mistrzem zdecydowanie by się nie nazwał. Pokłonił się jej na zakończenie i prychnął pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Mhm to zależy od tego o której partnerce mówimy - puścił do niej oczko. - Ta przede mną? Cóż... - pochylił się do jej ucha. - ...Tylko moja partnerka to wie - szepnął i oparł czoło o jej ramię. - No dobrze... a co jeśli partner depcze nam po palcach? - zapytał jej dla przykładu delikatnie przystępując jej paluszki. - Bo to też ważna sprawa...
Sato
Acair pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Ale przyjaciele takich rzeczy nie robią - odparł i odetchnął głęboko. - Ale zatrzymam sobie ten dług do momentu, aż przestanę ci być potrzebny a wtedy będę chodził i nękał cię tym, że jest jeszcze dług do spłacenia - poinformował ją w międzyczasie nabierając kilku głębszych oddechów. Obraz powoli zaczynał rozmywać się mu przed oczyma. Kiedy więc dotarł do jaskini opadł na ziemię i oparł się o twardą skałę ciesząc się że wreszcie może odpocząć. - Najpierw zbijamy temperaturę... chociaż trochę - szepnął, sięgając do swojej torby w poszukiwaniu środków. - Tam wszystko powinno być...
Aci
Acair machnął na to ręką.
OdpowiedzUsuń- Ale ty nie jesteś doświadczona jeśli chodzi o przyjaciół - wymamrotał. Sprawy z lodem nie komentował. Kamyk sam zareagował, kiedy Aci odrobinę się zirytował. Ustawił lodową ścianę między nim a Enns. Chłopak jęknął przeciągle i zacisnął mocno wargi kiedy ona sama zaczęła przeglądać jego lekarski niezbędnik. - Nie - pokręcił głową. - Część jest moich... część Walwana, ale on wie co mam - dorzucił, patrząc jak obraca nie tę fiolkę w dłoniach co trzeba. - Tej nie ruszaj - mruknął. - Tym to możesz się pokaleczyć a mnie zabić - wyjaśnił, obserwując co tam ma. - O tam... ta fiolka z niebieską cieczą....
Aci xD
Acair spojrzał po Ennis i wywrócił oczyma.- Moja błyskotka zrozumie w końcu co jest dobre, a co złe. Na razie reaguje na każdą zmianę mych emocji - westchnął ciężko, nabierając kilka głębszych wdechów. - Oaza spokoju... oaza spokoju - wymamrotał do siebie by ściana lodu zniknęła, kiedy En zacisnęła dłoń na fiolce. - Bardzo, wiem - mruknął krótko, po czym spalił konkretnego buraka słysząc jej kolejne pytania. - Odwal się od Walwana - fuknął na nią. - Skrzywdziłaś go, doprowadziłaś do tego że mnie nienawidzi - zacisnął mocno wargi.
OdpowiedzUsuńAci
- Nie, Ennis. Nie zamierzałem ci mówić i tak po prawdzie mam trochę żal do Walwana że ci powiedział - poinformował ją chłodno. - Rozumiem go, bo walczył o życie i po prostu się przestraszył, ale... - zazgrzytał zębami. - Jestem na niego zły, że zdecydował się ci powiedzieć mimo że tak się nastarałem, żebyś nie wiedziała i nie miała powodu do jakichś chorych i niezrównoważonych planów - naburmuszył się. - Więc nie, nie popsułaś romansu, bo romansu nigdy nie było - odchrząknął upijając sporo niebieskiego płynu. - Jedyne co popsułaś to moje zaufanie do ciebie - dorzucił zaciskając mocno pięści. - Kocham cię, uważam za swoją przyjaciółkę, ale musisz się nauczyć, że nie wszystko będziesz się ode mnie dowiadywała. Inaczej za daleko nie pociągniemy. Bo widzisz ja też mam prawo do swojego zdania.
OdpowiedzUsuńAci
- Widzisz Ennis, wystarczyło mnie tam przytulić a pewnie sam bym ci powiedział koniec końców - odparł zgodnie z prawdą. - Ale ty wyskoczyłaś z żądaniem, groźbą wręcz, a ja... - odetchnął głęboko. - A ja ostatnio bardzo tego nie lubię. Sprawiłaś, że przez moment poczułem się jak u niej w niewoli samymi słowami - spojrzał po niej. - Ale wiem nie zrozumiesz tego - mruknął jeszcze unosząc lekko koszulkę i badając palcami brzegi swej zaognionej rany. - Teraz... coś... na odkarzenie - zerknął na zawartość swojej torby i sięgnął do maści. - Powodzenia, masz u niego jeszcze mniejsze szanse niż ja obecnie, więc zabieraj się za niego do woli - westchnął ciężko, nie mając ochoty się przekomarzać w danym momencie. Zrobiło mu się trochę smutno w tym temacie, ale ostatecznie postanowił nic nie mówić. Nie pierwszy raz deptano jego uczucia i nie ostatni. - Ale właśnie nie masz, Ennis - spojrzał po niej nieco ostrzej. - Masz prawo wziąć odwet za siebie, ale nie za mnie - pokręcił głową. - To tak nie działa.
OdpowiedzUsuńAci
- Tylko, że ja już wtedy wcale przytulenia nie potrzebowałem - oznajmił krótko, bo co mu byłoby po podaniu odpowiedzi, jak miałby sobie to wszystko za złe. - Ty też miałaś wybór, mogłaś mnie przytulić i olać temat. Wybrałaś co innego - rzucił jeszcze. - Powodzenia w przepraszaniu - wzruszył tylko ramionami. - Nie jestem twój Ennis, jestem swój. O ile się nie mylę nikt mną nie włada - jęknął przeciągle. - Przyjaciele się bronią, tak. Zgadzam się z tym... jeśli druga osoba tego sobie życzy - dorzucił. - Inaczej działasz wbrew swojemu przyjacielowi i wmawiasz sobie że robisz to dla niego. Albo właściwie nie wmawiasz, tylko doskonale zdajesz sobie sprawę z tego że robisz to tylko dla siebie - zacisnął mocno pięści. - Dla mnie ważniejsze byłoby trwanie przy tobie. Później ewentualnie gdybyś tego sobie życzyła móglbym myśleć o zemście. Bo co mnie obchodzi jakiś Zbyszek spod Slavit, kiedy mam ciebie w rozsypce przy sobie? - spojrzał po niej.
OdpowiedzUsuńAci
Acair jęknął głośno odkręcając maść i zerkając na swoje brudne dłonie. Odkażanie się tym takimi dłońmi wcale nie brzmiało zbyt dobrze. Spojrzał po niej uważnie.
OdpowiedzUsuń- Przytulić, posłuchać, pozwolić wypłakać, płakać razem z tobą albo po prostu być i pokrzyczeć - mruknął. - To nie jest głupie. Tego niektórzy potrzebują... i nie wiem czy ty też, bo jeszcze tego nie robiłem z tobą... ale może kiedyś będzie mi dane to sprawdzimy czy ty również. Bo mówić możesz co innego, a twój organizm i głowa również robić co innego - skrzywił się i splunął w bok krwią. - Dla mnie jesteś przyjaciółką - mruknął. - Tylko ja nie potrzebuję pieprzonych zemst... nie potrzebuję obrony za wszelką cenę. Nie potrzebuje gróźb kierowanych w moją stronę... - westchnął.
Aci
Sato posłusznie ustawił się tak jak tłumaczyła, pokazując również jak wygląda rama z tak ustawionymi partnerami. Pobalansował nieco z Ennis, a kiedy ta wspomniała o seksie wybuchnął gromkim śmiechem.- Tylko może zdecydujcie się na seks po tańcu, a nie w jego trakcie. Nie chcielibyśmy urazić swą otwartością Heimurinczyków - rzucił łagodnie. - Jeśli potrzebujecie rozluźnienia to i jeden głębszy będzie dobry - uśmiechnął się i ukłonił się przed Ennis, by zaraz pstryknąć palcami. - Dobrze, ustawiamy się parami, a my sprawdzimy co wynieśliście z pierwszych wskazówek - rzucił zanim rozpoczął podchodzenie do par i pomaganie im z utrzymywaniem ram.
OdpowiedzUsuńSato
Starał się nie krzyczeć, ale w oczach stały mu łzy i syczał przy niemal każdym dotknięciu jej dłoni. Starał się skupić na jej słowach, ale nie było to takie łatwe.
OdpowiedzUsuń- Jeśli ci to odpowiada... to okay - odparł w końcu. - A ja po prostu myślę, że innego sposobu nie znasz - mruknął. - I znów jesteś w skorupce - zagryzł dolną wargę i zamknął oczy. - Mhm wiem, że nie masz pojęcia - powiedział spokojnie. - I wiem, że nie wiesz czy chcesz... a jednak jesteś i na swój sposób próbujesz - poinformował ją. - A ja ci tylko mówię... że niekiedy twój sposób mi nie opowiada. I wiem... mój nie musi odpowiadać tobie, ale w danej chwili rozmawiamy o tym co ty zrobiłaś w sprawie mnie... i no na tej podstawie ci mówię co i jak...
Aci
- No z takim nastawieniem to na pewno coś spierdolisz - sarknął w odpowiedzi i osunął się bardziej do pozycji leżącej, nie będąc w stanie dłużej siedzieć. Przymknął oczy po prostu oddychając przez pewien czas. Tylko oddychając. - Tym którzy się odsunęli... nie mogę się dziwić - powiedział cicho. - Pozostałymi gardzę - mruknął jeszcze. - Masz dziwne sposoby okazywania miłości czy przywiązania do drugiej osoby... i tak jak mówiłem już... niekiedy nadszarpują zaufanie - zacisnął mocno wargi. - Niekiedy sprawiają, że po prostu boli, to co robisz po prostu rozrywa serce - odetchnął lekko. - Mówisz że jesteś tylko na chwilę, a ja stwierdzę, że i owszem... bo chcesz być tylko na chwilę - wymamrotał, zerkając na nią. - Przeproś Walwana jak go spotkasz - mruknął jeszcze. - Bo on nic nie zrobił, a ty... zrobiłaś co zrobiłaś.
OdpowiedzUsuńAci
Sato przystanął tuż za nią i zaczął rozmasowywać jej ramiona i kark.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że starczy, coś tam wiruje i nawet w większości do rytmu, ramę trzymają - pokiwał lekko głową. - Świetna z ciebie nauczycielka - rzucił opierając brodę o jej ramię i chwilę tak stojąc wraz z nią. - A co do wyuzdania... widziałaś jak się rozmnażamy? Jak szaleni - zaśmiał się cicho. - Więc... myślę że warto zaznaczyć... częściowo dla rozluźnienia atmosfery, a częściowo dla tych nielicznych przypadków, które faktycznie wzięłoby twoje słowa co do seksu do serca i zaczęliby to na parkiecie - parsknął cichym śmiechem. - Oho... poza tańcem? - okręcił się wokół niej i podał jej dłoń. - To zapraszam na jeszcze jeden.
Sato
- Bo ja jestem wyjątkowy - wymamrotał chłopak czując jak łzy spływają mu po policzkach. Głównie dlatego, że adrenalina właśnie z niego schodziła i to była jego reakcja na wszystkie emocje które niedawno przeżywał. Zadrżał konkretnie i dalej sobie chlipał. - Mam wyjątkową cierpliwość i wytrzymałość mimo miękkiej dupy - zacisnął mocno wargi. - Ale i to czasem się kończy - spojrzał po niej. - No i jestem super uparty - dorzucił już nieco się przy tym uśmiechając, ale zaraz wydmuchał powietrze z płuc. - Czyli uważasz, że duszenie kogoś jest w porządku, gdy chodzi o to by zmusić kogoś do mówienia? - uniósł wysoko brew. - Ze mną by ci to nie wyszło - zauważył chłodno. - Walwan nie miał z tym nic wspólnego. Nic, Ennis. Był przypadkową osobą, którą postanowiłaś wykorzystać... i za to że go dusiłaś powinnaś go przeprosić.
OdpowiedzUsuńAci
Udał, że się zastanawia w ilości swoich własnych dzieci.
OdpowiedzUsuń- Te, o których nie wiem... możliwe że kilka - mruknął. - Te, o których wiem? - postukał się po brodzie. - Całe, okrągłe... zero - puścił do niej oczko i parsknął śmiechem. - Oj tak, nawet w naszym świecie takie zachowanie było miejscami tępione - rzucił lekko i pociągnął ją na parkiet przez moment faktycznie prowadząc, a gdy tylko padł komentarz robiąc z siebie zwyczajnego ślamazarę przynajmniej na chwilę. - Ale ja chyba nie umiem prowadzić tak pięknej i silnej kobiety - zacmokał ponownie nieco sztywniejąc i wprowadzając ją w kilka niezbyt skomplikowanych obbrotów.
Sato
Nie spodziewał się takiego gestu z jej strony. Jęknął nieco głośniej, gdy go unosiła a zaraz odetchnął trochę bardziej głęboko kiedy go przytuliła. Nikły uśmiech sam pojawił mu się na ustach. Zamknął oczy i skupił się tylko na oddychaniu.
OdpowiedzUsuń- W takim wypadku na jakiekolwiek spotkania z tobą będę wybierał osamotnienie - poinformował ją. - Bo jak mnie zabijesz to trudno, ale innych moich ci nie pozwolę - dorzucił. - Poza tym... nie próbuję cię naprawiać, próbuję tylko pokazać ci, że można inaczej. Można spróbować - mruknął. - A to twoja decyzja czy choćby i minimalnie spróbujesz - uśmiechnął się krzywo po czym wybuchnął śmiechem. - Ty patrz we mnie też... a ja piekła nie sprowadzam - wywrócił oczyma.
Aci
Sato wzruszył ramionami i posłał w jej stronę doprawdy szelmowski uśmiech. Jedną dłonią odgarniając włosy z czoła i zaczesując je do tyłu.
OdpowiedzUsuń- O kochana, ależ mi właśnie połechtałaś ego. Wywindowałaś je na wyżyny a potem przebiłaś jeszcze trochę - cmoknął ją w policzek. - Buźkę mam ładną, nie przeczę. Ciałko też niczego sobie - zgodził się z nią. - Ale charakter.. ojoj... biedne te moje dzieciaki, wyobraź sobie wszystkie takie szalone - pokręcił lekko głową swobodnie sobie z nią wirując na parkiecie. Uśmiechnął się lekko na te słowa i nawet lekko jej w tańcu się ukłonił. - Ach dzięki - puścił do niej oczko i kiedy źle postawiła nogę, mocniej pociągnął ją za rękę, w celu przyciągnięcia jej do siebie, jednocześnie sięgając do jej talii by ją ustabilizować w tańcu. - Uważaj Rybciu, nie chcemy przecież żeby stała ci się krzywda.
Sato
- W to nie wątpię - rzucił ruszając przy tym zabawnie brwiami, a sam jego komentarz mógł tyczyć się obu jej wypowiedzi. Tej o byciu dobrej w słówka jak i o lubieniu szaleńców. Objął ją nieco pewniej, gdy tak się do niego zbliżyła i założyła mu ręce na szyi. Pozwolił jej posmakować swych ust, samemu ciesząc się smakiem tych jej. Ciekawe, że co i raz utwierdzał się w stwierdzeniu, że wargi Ennis zwykle smakowały morzem. - Cała przyjemność po mojej stronie - rzucił lekko kołysząc się z nią teraz w rytm, podczas wolnego tańca.
OdpowiedzUsuńSato
Sato ukłonił się jej jeszcze na zakończenie i odpowiedział uśmiechem.
OdpowiedzUsuń- Możemy - odparł spokojnie, po czym zerknął jej w oczy. - Ale najpierw pozwolę swoim śliskim rękom zadziałać i skombinuję nam alkohol - puścił do niej oczko i ruszył swobodnie w stronę baru. Chwilę się tam kręcił czarując swym wdziękiem i ostatecznie skończył z dwoma butelkami dobrego bimbru. Wręczył jedną Ennis i objął ją ramieniem. - No to co? Idziemy do domu - rzucił lekkim tonem. - Wzniesiemy toast za dobrze odbimbaną powinność z nauką tych tutaj tańca i po prostu odpoczniemy.
Sato
Sato zerknął na nią i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Tak, do mojego domu. Czterech ścian, dachu nad głowem, miejsca do spania i jedzenia, miejsca do odpoczynku - dorzucił kilka epitetów. - Chociaż jak już czepiamy się szczególików to wcale nie nazwałbym tego budynku moim domem - skomentował swobodnie. - To tylko budynek, w którym jem, śpię i przebywam podczas pobytu w Argarze. Jest mój, jasne, ale zazwyczaj mnie w nim nie ma - dorzucił filozofując sobie. - Czymże jest więc dom? - zerknął na nią z zaciekawieniem. - Czy kiedykolwiek dom posiadałaś? - zapytał jej jeszcze prowadząc ją najkrótszą drogą do swojego domu.
Sato
- Osobami? - spojrzał po niej i uśmiechnął się do niej czarująco, zanim mocno ją uściskał. - Czuję się zaszczycony. Moje ego wywindowało hen hen daleeeeko - rzucił radośnie odbiegając od niej kilka kroków i wyskakując w powietrze niczym Flinstone (xDDDD jabadabaduuu). - A co z istotami, które w swoim domu nie mają kogoś? - podszedł do niej i spojrzał jej prosto w oczy. - One przecież też mogą kojarzyć dom z takim odpoczynkiem - rzucił lekkim tonem, po czym pokiwał głową. - A jak. Trudne tematy to moja specjalność - puścił do niej oczko. - O ile to ja zadaje pytania a nie muszę odpowiadać - dodał jeszcze pokazując jej język.
OdpowiedzUsuńSato
Acair westchnął cicho i zamknął oczy.
OdpowiedzUsuń- No właśnie... jak mam ci to pokazać, skoro co chwilę znikasz? - spojrzał po niej. - Czy nie pokazuję ci, że można wybaczyć nawet coś najgorszego? - zacisnął mocno wargi. - Czy nie pokazuję ci, że każdy zasługuje na drugą szansę? Że uhm moje towarzystwo... właściwie co takiego wnoszę do twojego życia? Czemu niby jestem ci przydatny? Jestem tylko niezdarą, fajtłapą... uparciuchem - wymamrotał cicho i pokiwał głową. Zgadzało się. Cierpliwość była jego cnotą, przynajmniej w granicach jego rozsądku, a te były baaardzo szerokie i rozległe, zamknął oczy skupiając się na oddechu. - Ja to zawsze więcej niż zero - zauważył głucho i parsknął śmiechem. - Śmiem twierdzić, że na początku coś tam do mnie czuł, a potem pojawiły się trzy inne - zaśmiał się lekko. - A może i więcej... cholera jedna wie - wzruszył ramionami. - Tylko ja... ja chyba do niego niczego większego nie czułem - dorzucił. - Tak mi się wydaje, bo wcale jakoś mocno nie zabolało...
Aci
Acair zmarszczył lekko brwi.
OdpowiedzUsuń- Ty byłaś? Ty sobie poszłaś w długą i zostawiłaś mnie w Zamtuzie - zacisnął mocno wargi. - Poszedłem ale wracałem przez długi czas na trochę do Zamtuzu żeby cię odwiedzać, a ty poszłaś w długą i miałaś wszystko gdzieś - zauważył, krzywiąc się nieco i pociągając nosem. - Walwan nie jest moim ukochanym - westchnął ciężko, dźgając ją w bok i nieco się rumieniąc. - Nie jest i nie będzie - dodał jeszcze i uniósł palec do góry, by zaśmiać się cicho na jej wyjaśnienia. Śmiał się trochę, dociskając przy tym dłonie do swojego brzucha co by tam nic się nie porozrywało. - I ty nie rozumiesz czemu ja chcę z tobą być, jak dla ciebie dobrym powodem jest to, że po prostu jestem? - pokręcił głową w rozbawieniu i obrócił się w tych jej objęciach by spojrzeć jej twarzą w twarz. - Nie rozumiem teraz czego nie pojmujesz z moim rozumowaniem - wydął lekko usta obserwując jej tęczówki. - Nie wiem... naprawdę nie wiem - westchnął ciężko, po czym pokiwał głową. - Mhm nie zmienić, tylko... - wzruszył ramionami. - ...znaczy wiesz, nie zależy mi na tym, żebyś zmieniała swój charakter ani nic... po prostu czasem nie znasz nic innego, a przecież może jak poznasz to ci się spodoba? - bąknął. - Ale to już sama zdecydujesz - dodał jeszcze cicho i pokiwał głową. - Jasne, jestem na niższym szczeblu u Piusa. Wielka mi strata - uśmiechnął się do niej i powoli dźwignął do pozycji siedzącej. - Powinienem dać radę sam się owinąć - wymamrotał.
Aci
- Wracałem do Zamtuzu, bo ty tam byłaś - mruknął. - Tak, pracowałem tam, bo mnie przygarnęłyście - zauważył cicho, wyciągając z plecaka bandaże i rozpoczynając powoli owijać nimi swój brzuch. Nie mógł przestać się przy tym krzywić i syczeć, ale taki już był jego urok. Nie współgrał z bólem. - Przestałem... uhm wracałem rzadziej, gdy od niego odeszłaś bo nie bardzo było po co - przyznał. - Od czasu do czasu zaglądałem, bo przecież i inni byli moimi znajomymi - uśmiechnął się słabo i pokręcił głową na słowa o lepszych od niej. Zerknął znów na nią. - Nie lepszych... innych - poprawił ją cicho. Bo dla niego nie było lepszych i gorszych, przynajmniej wśród jego własnych przyjaciół i istot mu bliskich. Zaczerwienił się znowu. - Lubię - przyznał. - Bo masz czasem głupie decyzje to się z nimi kłócę, a ty i tak robisz co chcesz, więc... no pewnie dalej będę się kłócił - rzucił jeszcze powoli kończąc owijanie się i zawiązywanie na koniec materiału, by ten dobrze się trzymał.
OdpowiedzUsuńAci
Aci pokiwał lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Mhm może nie byłaś, ale dla mnie byłaś jedną z tych osób, które mnie tam trzymały - wyjaśnił. - W pewien sposób przygarnęłaś, bo zdecydowałem się tam popracować bo ty tam byłaś - mruknął czerwieniąc się mocno na twarzy. Nie negował jej słów co do kurwy, bo niezależnie od tego co by powiedział, nie przekonałby w tym temacie Ennis. - Dla mnie kurwą nie byłaś - rzucił tylko. - Mam - uśmiechnął się lekko. - Ale od czasu pożaru widziałem się może raz z barmanem i jedną z dziewczyn... nie wiem ile ich przeżyło - przyznał szczerze i spojrzał po niej. - Ale inni a lepsi to dwie różne rzeczy - burknął niezbyt zadowolony z tego, że musi tłumaczyć takie sprawy. - A pies sra tak czy siak... to jego fizjologia - wymamrotał jeszcze patrząc na swoje dłonie i zacisnął mocno wargi. - Mhm doceniam, doceniam - westchnął ciężko. - Choć nie wiem czy potem mnie nie wycyckasz i nie pójdziesz tak czy siak... na ten moment doceniam - uśmiechnął się słabo i kiedy ona przedstawiała plan, on położył się na ziemi i przymknął oczy oddychając płytko. - Postaram się nie zamulać i nie opóźniać cię - dodał, a gdy padły słowa o porzygu, jego żołądek skręcił się nieprzyjemnie i Acair zdołał powoli dźwignąć się na nogi i opuścić jaskinię, zanim puścił pawia. Szlag by to!
Aci xD
Aci nie odpowiedział. Rumienił się z głupiego wstydu, który go wszechogarniał. Kiedy sięgnęła do jego czoła to wręcz błagał swe ciało, aby wyprodukowało większą temperaturę niż miał w rzeczywistości. Tylko po to, by mógł usprawiedliwić swoje rumieńce.
OdpowiedzUsuń- Jak to kim? - zapytał jej. - Nauczycielką, a potem przyjaciółką... - wyjaśnił cicho i wargi mu trochę zadrżały. - Mhm nie wiem czy lepsi... bo jak mówisz to naiwne istoty... jak ja... - uśmiechnął się do niej uroczo, nie wypowiadając się na temat srających psów, bo naprawdę nie miał na to już ochoty, a poza tym zajął się opróżnianiem swojego żołądka. Zwracał wszystko włącznie z żółcią. Kiedy wspomniala o jego łajzowatości zapłakał nad sobą, a co do genialności pokręcił głową.
- Żaden ze mnie geniusz - wysapał z wdzięcznością przyjmując od niej wodę. Upił łyk i oparł się o nią mocniej nabierając kilku głębszych oddechów. - Nie wiem... po prostu mi słabo... i niedobrze - mruknął.
Aci
Sato zaśmiał się na tę jej przykładową odpowiedź i obtańcował ją raz jeszcze.
OdpowiedzUsuń- Tak sobie mów, a ja swoje wiem - puścił do niej oczko. - I bardzo cię proszę, nie próbuj usilnie zniszczyć mych wyobrażeń, bo tylko je wzmocnisz - zapewnił ją puszczając do niej oczko, po czym zamlaskał kilka razy kosztując śliny z jej języka, skoro już go polizała. - Coś dziś mizernie smakujesz, muszę cię porządnie nakarmić - rzucił lekkim tonem i jęknął przeciągle. - Tak, ale ty nie jesteś aż takim odbijaczem, albo chociaż tak mi się wydawało - westchnął przeciągle. - Hm... ja chyba nie mam definicji domu - powiedział poważnie. - Jeszcze swojego nie odnalazłem - wzruszył ramionami. - Jak odnajdę to będzie i definicja - pokiwał głową. - Bo przykładowa... cóż ta poprawnie politycznie jest ta z osobami. Możemy też dom potraktować jako cztery ściany i własny kąt na świecie... ale nie wiem czy mnie kusi jakaś z tych opcji - mruknął. - Moja definicja domu będzie wystrzałowa, jak już ją ogarnę.
Sato
Sato podrapał się z lekkim zakłopotaniem po głowie. To że ją karmił i poił pamietał oczywiście, ale że aż tak zmieni jej smak? Dziwna sprawa. Fascynująca wręcz.
OdpowiedzUsuń- To dlatego, że nic swojego nie zjadłaś. Jestem pewien, że gdybyś choć wrzuciła coś na ząb swojego to w połączeniu z moim jedzonkiem smakowałabyś wyjątkowo dobrze - zawyrokował ostatecznie. Wypiął dumnie pierś na wieść, że jest interesującym okazem. - W takim razie... W jakich aspektach cię nie interesuję? Wiesz muszę w takim wypadku nad nimi popracować - poruszał zabawnie brwiami. Gdy wspomniała po raz kolejny o domu i o wizji, spojrzał po niej uważniej i pochylił się do niej by pogłaskać ją po policzku. - Właśnie w tym rzecz. Moja wizja dostosuje się do wizji osoby, która skradnie moje serce i duszę - szepnął. - Można więc rzec, że jestem po prostu elastyczny - dorzucił rozciągając się przy tym.
Sato
Chłopak spojrzał po niej i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem - odparł. - Po prostu tak reaguje na pewne kwestie... kwestie które nie są mi wygodne. I to z różnych powodów... nawet no wiesz... niektóre intymne sprawy to po prostu wstydliwe sprawy - mruknął tylko, oddychając głęboko. - Ja nie jestem tak otwarty jak ty... chociaż chciałbym być... to nie potrafię - odetchnął głęboko. - Wiesz szybki numerek i te sprawy to bez problemu, ale opowiadanie o tym, czy chwalenie się... no nie umiem tak - znów się nieco zaczerwienił. - Jest też wiele innych tematów tego typu - mruknął. - Albo uhm rumienię się również jak uważam się w pewnych kwestiach niedouczonym, albo gorszym od mojego rozmówcy - wymamrotał. - Takie ze mnie dziwadło - bąknął cicho i kiedy przyznała, że nie rozumie tego całego stawania się przyjaciółmi zacisnął mocno wargi. - Nie wiem jak ci mam to wytłumaczyć - przyznał. - To po prostu się czuje... no jakoś tak... tu - poklepał ją po piersi tam gdzie miała serducho. - Nie musisz robić nic wyjątkowego... bo uhm no wystarczy że jesteś, że rozmawiasz, że chcesz się widywać - mruknął. - I że dobrze się czujesz w towarzystwie drugiej osoby - dokończył wzruszając ramionami. - No uhm chyba chyba nie ma takiej jednej definicji przyjaźni - zacisnął mocno wargi, po czym odetchnął głęboko. - Ja chyba wolałbbym być nieufny - wyznał cicho. - Wtedy przynajmniej nie boli jak po raz kolejny ktoś cię zawodzi - dorzucił i postarał się uspokoić. Pociągał nosem raz za razem oddychając głęboko. - A jednak tu torturowała frajera... a Las... - pokręcił głową. - Trafiłem na łagodną jego stronę. Nie powinien mi go dawać... - wtulił się w nią zamykając oczy. - Nie powinien...
Aci
Może kiedyś sam by próbował flirtować z kobietą, ale teraz czuł, że jego serce należy do innej. Nie mógł jednak obojętnie przejść obok kogoś, kogo ewidentnie coś trapiło. Musiał chociaż spróbować pomóc. Inaczej byłby złym człowiekiem, a taki nie zasługiwał na przebaczenie i lepsze życie.
OdpowiedzUsuń— Czasami tylko udajemy, że chcemy być sami, a tak naprawdę szukamy jakiejś pomocy, tylko boimy się otrzymać — zauważył na pierwszy wyrzut Ennis, obdarzając ją swoim delikatnym, przyjaznym uśmiechem. Sam dobrze nie wiedział jak chciał jej pomóc. Co do zasady nie był zbyt dobry w udzielaniu takiej pomocy. To Klara potrafiła wyciągać duszę z otchłani, on znał się tylko na fizycznych problemach, a takie chyba nie jej nie groziły, sądząc po jej minie.
— Na razie mam zamiar po prostu nie ustępować Ci kroku, nie jestem w tym zbyt dobry, jak widzisz wymyślam swój plan na bieżąco — zaśmiał się delikatnie z własnej niemocy.
Nylian
— Masz sporą awersję chyba do innych, prawda? Czy ktoś zaszedł Ci za skórę? — zainteresował się zatroskanym tonem. Pamiętał, o ile to faktycznie to była ta En, o której myślał, że była bardziej towarzyska i nieco mniej cyniczna. — Tak, chciałbym jednak spróbować jakoś pomóc, a nie zrobię tego, jeśli od Ciebie ucieknę, nieprawdaż? — zauważył, uśmiechając się do niej. Zaraz jednak spojrzał w dół na jej stopy, aby nie widzieć innych “zalet” kobiety. — Będzie mi ciężej dotrzymywać Ci kroku, mój honor i uczucia nie pozwalają mi podziwiać innych kobiet, gdy staram się o względy innej, utrudnisz mi chęć pomocy, ale nie dam się też tak łatwo zbyć. Jednak słynę nieco z upartości — wyjaśnił, pilnując się, aby nie podnieść wzroku.
OdpowiedzUsuńNylian
Orianna czuła, że ostatnio nabiera coraz bardziej upartego a zarazem paskudnego charakteru. Ceniła sobie swoich bliskich, ale miała serdecznie dość słuchania o swojej delikatności, nieporadności i tym jak bardzo powinna uważać na cały otaczający ją świat. Wiedziała, że jest okrutny i groźny, chciała się sama jakoś przed nim bronić, ale miała też wrażenie, że wolałaby jednak umrzeć albo dać się mocno zranić, żeby cokolwiek poczuć, niż znowu siedzieć w jakiejś klatce jak grzeczna, mała, nierozumiejąca niczego dziewczynka. Dlatego starała się unikać rozmów, zajmując się swoimi eksperymentami. Wróciła zadowolona do swojego pokoju, trzymając w rękach koszyk pełen ziół, które miały służyć jej do szukania odpowiedniej trucizny, którą tworzyła na swój własny użytek. Zarumieniła się na widok Ennis na swoim łóżku. Ciężko się jej było przyzwyczaić do gości na swoim łóżku, ale nie przeszkadzało jej to. Uśmiechnęła się do niej delikatnie.
OdpowiedzUsuń— Witaj — przywitała się, odkładając kosz na stół alchemiczny. Wzięła wdech, próbując unormować swoje rumieńce. Już nawet nie wiedziała dlaczego tak bardzo się wszystkich wstydziła. — Też za Tobą tęskniłam. Co słychać? — zapytała, wracając do niej wzrokiem.
Orianna
Naprawdę miał przed sobą trudne zadanie. Nie był zadowolony z faktu, że tak wiła się wokół niego. Jako pijak pewnie skorzystał by z okazji, ale chciał odzyskać swój honor, a przede wszystkim chciał być też wierny wybrance swego serca. Złapał jej dłonie i odsunął od siebie, aby nie zaczęła nimi iść w żadną niebezpieczną stronę. Zwłaszcza, że widział, że ubranie jest już na ziemi. Tym bardziej nie miał zamiaru patrzeć w dół. Cholera jasna, na Selemene, lepiej żeby nikt go teraz nie widział, bo nijak się z tego nie wytłumaczy. Odsunął się w bok, zabierając nogę, kiedy zaczęła nią wodzić.
OdpowiedzUsuń— Jesteś piękną kobietą, ale naprawdę nie jestem zainteresowany — zaczął. — Sam też uciekałem w rozpustę, kiedy cierpiałem, wiesz? — postanowił pójść w rozmowę, może uda mu się jakoś trafić jej do rozsądku. — Ale to nie była dobra droga. Staczałem się, każdego dnia byłem coraz gorszy, nie polecam iść w tę stronę, to smutna, samotna droga, gdzie czeka tylko więcej cierpienia pod przykrywką tego, że wcale Cię to nie obchodzi. Przynajmniej tak było u mnie. Alkohol blokował złe wspomnienia, ale gdy byłem trzeźwy nie mogłem patrzeć na własne odbicie —- pozwolił sobie na wywód.
Nylian
— Podobno elfy nie są zbyt smaczne, słyszałem tak od kilku zagorzałych mięsożerców, na surowo praktycznie nie jadalni, cytując — zaśmiał się lekko, słysząc jej groźbę. Nie sądził, aby doszła do skutku, liczył na jej litość i dobre serce. Pewnie to serce gdzieś było schowane. — Myślę, że powinno się być zainteresowanym osobą bądź aktem, aby miało to jakiś sens i dawało chociaż odrobinę przyjemności. Inaczej nie widzę sensu, żadna rozkosz nie jest rozkoszna, gdy nie masz na nią ochoty — wyjaśnił swój punkt widzenia. Znowu zaczął się od niej odsuwać. Dobrze, że sama już nie uciekała, ale dalej bał się spojrzeć w górę, żeby nie zobaczyć żadnych nagich partii ciała, które były przeznaczone raczej do alkowy. — Nie, nie ruchamy się. Nie jestem zainteresowany. Ale zjedzonym też wolałbym nie zostać. Rozwolenienia byś po mnie dostała — uśmiechnął się pod nosem.
OdpowiedzUsuńNylian
— Oficjalnie? — zapytała niepewnie. — Przepraszam Cię najmocniej, oczywiście, że się cieszę na Twój widok, mieszkasz tutaj a i tak rzadko można Cię spotkać, Twoja obecność to zawsze miła niespodzianka — wyjaśniła, uśmiechając się do niej ze swoimi czerwonymi policzkami. Cóż, może będą pasować do szyi. Ślady co prawda zaczynały już schodzić po incydencie z Satoru, ale coś tam dalej się przebijało, a ona zasłaniała to jako tako rozpuszczonymi włosami. Obserwowała Ennis, kiedy ją tak obchodziła i poprawiła włosy. Nie była pewna, czy chciała się chwalić swoimi przygodami. Przynajmniej nie teraz.
OdpowiedzUsuń— Tęskniłam za Twoim towarzystwem, bardzo lubię spędzać z Tobą czas, zawsze mnie czymś nowym zaskoczysz — uśmiechnęła się do niej. — Ojej, uważaj proszę, nie sprawdziłam jeszcze jak silna jest ta mikstura, lepiej na miękkim dotykać, może sparaliżować w sekundę całe ciało — wyjaśniła jej, podchodząc do niej szybkim krokiem i upewnić się, że fiolka znikąd nie przecieka.
Orianna
Sato zrobił minę zbitego psa i westchnął przeciągle zaraz potem rozciągnął usta w promiennym uśmiechu i poruszał zabawnie brwiami.
OdpowiedzUsuń- Rybciu, moim zdaniem jestem ideałem w czystej postaci. Niczego mi nie brakuje - poinformował ją lekkim tonem. - Nie mam nad czym pracować - puścił do niej oczko, a gdy pogłaskała go po policzku, przytaknął jej spokojnie. - Bardzo wygodnie - zgodził się z nią. - Och byłoby nudno gdyby była taka sama jak twoja - dorzucił jeszcze muskając te jej wargi swoimi zanim otworzył drzwi do domu i wprowadził ją do środka.
Sato
— Moczysz? To jest… żart? — zapytała. Kobieta mimo wszystko dalej była bardzo niewinna i nie rozumiała o co chodzi w aluzji. Zaczerwieniła się mocno na stwierdzenie faktu przez Ennis. Zasłoniła buzię rękoma i przytaknęła ruchem głowy. Wzięła wdech.
OdpowiedzUsuń— Tak jakoś wyszło, ale… dobrze mieć to z głowy… — powiedziała. Miała oczywiście na myśli swój pierwszy raz, bo on był przyjemny, nie miała temu niczego do zarzucenia. Poza tym myśli ją tak nie kusiły, więc widziała w tym jedynie same plusy.
— Nie jesteś! — krzyknęła, odwracając się szybko do niej. Sięgnęła po fiolkę, ale Ennis już ją uprzedziła. — Chciałam sprawdzić na sobie, nie ruszaj proszę, nie nie do buzi, błagam, nie jestem pewna efektu. Ennis proszę, nie! Nie umieraj, nie paraliżuj się, proszę chodź, umyjemy ręce i odkazimy — zaczęła błagać, czując napływające do oczu łzy.
Orianna
— Nie polecam się do konsumpcji, naprawdę — zapewnił ją. — Byłą to nie znaczy, że teraz musisz robić coś czego nie chcesz, teraz to nie Twoja praca, masz wybór — odparł na jej słowa. I tak, teraz był pewny, że to była własnie ta sama Ennis. — Zależy od charakteru, ale tutaj już faktycznie moja zgoda nie jest taka potrzebna — zaśmiał się, obserwując jej nogi. Zmieniła nieco sposób w jaki chodziła, ale dalej nie miał siły psychicznie, aby zerknąć i zobaczyć co się dzieje. A to był jego błąd. Zadrapała go na czole, zostawiając pokaźne szramy. Syknął wtedy z bólu i odskoczył kawałek, tym razem podnosząc już wzrok do góry. No teraz będzie musiał zbezcześcić swoje oczy i jej godność. Chodziło o życie.
OdpowiedzUsuń— Skoro uważasz, że to Ci pomoże… — mruknął, poważnie jąc na twarzy. Nie miał zamiaru jej atakować, ale samoobrona to już co innego. Zabić się przecież nie da.
Nylian
Przytaknęła głową, gdy jej wyjaśniła. A więc nie żart, ale biologia, oczywiście rozumiała. Innych powodów też się domyślała, ale przecież nie będzie zła. Sama myślała na początku, że są razem, a Satoru się nie zakochuje i ona tego od niego nie oczekiwała przecież. Sama go nie kochała. Nawet go przecież w pełni nie znała. Poza tym była teraz przejęta stanem Ennis.
OdpowiedzUsuń— Nie, nie, wypluj to, wyrzygaj, proszę, Ennis! — kobieta praktycznie płakała, łapiąc ją w ręce, kiedy zaczęła się osuwać. Naprawdę nie chciała innych wykorzystywać. To miała być tylko i wyłącznie jej odpowiedzialność. — Przepraszam, przepraszam… — zaczęła, biorąc ją pod ramię. Naprawdę nie miała kondycji. Ledwo doniosła Ennis do swojego łóżka po tym, jak podniosła siebie i ją z podłogi. Siebie, bo oczywiście sama spadła, kiedy na początku En zaczęła się osuwać. Westchnęła cicho, patrząc na leżącą Ennis. Była na siebie bardzo zła. Nie chciała robić jej krzywdy, ale teraz ten widok… był ciekawy. A Ennis żyła, chyba. Sprawdziła wszystkie funkcje życiowe przyjaciółki, po czym sięgnęła po notes. — Przepraszam, jestem okropna, zaraz się tym zajmę, tylko zapiszę działanie — powiedziała, rumieniąc się przy tym, a oczy się jej świeciły z fascynacji. —- Możesz mówić?
Orianna
Sato zmarszczył nieco brwi i podrapał się po nosie.
OdpowiedzUsuń- A dlaczego nie? - zapytał jej ostatecznie. - Właśnie zapytałbym, ciekaw tego jak jest odbierany - rzucił spokojnie. - To czy bym pracował nad tym czy nie to dopiero sprawia czy sądzę że jestem ideałem czy też nie - poruszał przy tym zabawnie brwiami, a myśląc o wspólnej wizji wzruszył lekko ramionami. - Na pewno byłaby nieco szalona i inna niż wszystko inne - zgodził się z nią. - A może właśnie na odwrót... może nasza wspólna wizja byłaby zwyczajnie zwyczajna - zaproponował jeszcze, padając na kanapę i wyciągając ręce do Ennis. - Chodź na tulasy.
Ennis
Sato również wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- A dlaczego nie? Dla zabawy na przykład - rzucił lekkim tonem. - Poza tym kto powiedział, że biorę pod uwagę pracowanie nad czymś, hm? To akurat może być blef Rybencjo - wstał na równe nogi by złapać jej policzki w obie ręce swe i lekko je ścisnąć, a kiedy już się położył a ona na nim usiadła miziając go czubkiem nosa po szyi, przymknął lekko oczy obejmując ją ramionami. - Mhm... a najdzie? - zapytał jej spoglądając na nią z lekkim zaciekawieniem.
Sato
Sato pozwolił jej na te zabawy, samemu wplatając ręce w jej włosy i masując skórę jej głowy. Smakował jej ust, ale nie robił żadnego innego ruchu.
OdpowiedzUsuń- Ennis, jesteś pociągająca, piękna i uzależniająca - powiedział cicho w jej uszko. - Ale... - dmuchnął w jej uszko. - Dziś będziemy po prostu spali obok siebie. Tak wiesz, normalnie, bez żadnych seksów - pstryknął jej czoło palcami. - Zobaczysz że i to jest przyjemne i dostarcza adrenalinki gdy zaczniemy żreć się o kołderkę.
Sato
— Nie mówiłem, że to było upadlające — odparł. — Po prostu wtedy nie decydowałaś czy chcesz, lepiej o tym decydować — wyjaśnił. Zaśmiał się, gdy skomentowała jego smak. — A ostrzegałem, że nie warto dla smaku — dodał w żarcie, próbując jakoś ją rozbawić. Nie miał zamiaru teraz z nią walczyć na śmierć i życie czy się obrażać. On sam robił dużo złych rzeczy jak chciał odreagować. — Zabić się nie dam, twarz też bym wolał zachować w miarę wyjściową, muszę się prezentować, poza urodą elfy nie mają zbyt wiele do zaoferowania — tłumaczył, pozwalając sobie na utratę powagi w kwestii rozmowy. Bo jeśli chodziło o obserwowanie Ennis to nie miał zamiaru tak po prostu dać się pobić. Unikał ciosów, a tam gdzie nie zdążył przejść w inną stronę po prostu trzymał gardę, odbijając jej pazury. Skórzana kurtka nawet łagodziła jej szpony. Do jego własnej skóry jeszcze się nie dostała.
OdpowiedzUsuńNylian
- Dlaczego? - postukał się po brodzie i spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Bo jeszcze tego nie znasz, dobrze poszerzać swoje horyzonty i może nawet ci się to spodoba? - uśmiechnął się do niej, głaszcząc ją po głowie. - A poza tym błahym powodem, istnieje jeszcze jeden, bardzo istotny... - spojrzał na nią. - ...po prostu lubię z tobą przebywać - wzruszył ramionami. - I nie zamierzam cię wykorzystywać... - posłał jej zadziorny uśmiech. - ...przynajmniej seksualnie - puścił do niej oczko, siadając wraz z nią. - Hm... głodna? - zainteresował się. - Możemy zjeść zupę z wodorostów - mruknął.
OdpowiedzUsuńSato
Acair westchnął ciężko słysząc jej oryginalny komplement. Pokręcił lekko głową. Wcale nie chciał żeby tak było. Nie chciał ciągle się rumienić i wstydzić, ale jego organizm nie potrafił przestać. Zdecydowanie bardziej wolałby zostać taką chłodną osoba, która niczego się nie bała i niczym się nie przejmowała. Zacisnął mocno wargi.
OdpowiedzUsuń- A ja chcę - powtórzył. - Chcę taki być, chłodny i wyrachowany. Bo wtedy nic cię nie może zranić, a przynajmniej nie widać po tobie że coś cię rani - dźgnął ją palcem pod żebra. - Chciałbym nie mieć czego się wstydzić - pociągnął nosem, wciskając się mocniej w pierś Ennis. Zrobiło mu się autentycznie słabo i niedobrze, czuł że jego ciało zaczyna walczyć z ranami toteż nagrzewa się dość szybko, a jednocześnie poczuł chłód. Wszechogarniający go chłód. Super. Umrze tu od gorączki jak nic. - Jak umrę to powiesz Walwanowi, że go strasznie przepraszam? I Onyx, że jest super i ma się niczym nie przejmować? - zapytał jej trochę zabezpieczając się zawczasu. Dramatyzował. Jak zwykle zresztą. - Dlaczego oni najbardziej wkurwiają? Bo nam na nich zależy i jak robią naszym zdaniem głupoty... to ... to się wkurwiamy - zazgrzytał przy tym zębami. - Tak i już, tak po prostu. Poza tym... nudno by było... gdybym nigdy się na ciebie nie darł - wydusił z siebie jeszcze, skupiając się na swoim oddechu. Reszty już jej nawet nie skomentował, bo w danej chwili nie bardzo był w stanie zebrać myśli.
Aci
Acair jęknął przeciągle.
OdpowiedzUsuń- Po tobie widać no - puknął ją pięścią lekko w ramię. - Ja widzę po tobie - poprawił się i przymknął oczy. - Nawet jak zginę to nie będzie wielkiej straty - stwierdził, po ostatnio do śmierci miał dość dziwny stosunek. Po prostu przestał się jej bać. Zajrzał jej prosto w oczy u Helgi i przestał się bać. W danej chwili jawiła się bardziej niczym wybawienie niż cokolwiek innego. Pokręcił głową kiedy wspomniała o rozbieraniu i ogrzewaniu. - Ale mi jest ciepło i zimno i znów ciepło - wyrzucił z siebie, pokazując jej palcem swoją torbę. Miał tam ciuchy na przebranie. - Ale nie będziesz... nie będziesz chciała innych rzeczy... nie? - zapytał robiąc się czerwonym na twarzy i z trudem, powoli zaczął siadać. Dygotał na tyle, że każdy ruch sprawiał mu dodatkowy ból. - Dlaczego nie powiesz? - zapytał jej czując jak łzy płyną mu po policzkach, kompletnie niekontrolowane. - Dlaczego jesteś dla mnie taka okropna?
Aci
- Co nie? Dobry jestem w te klocki - Sato poruszał zabawnie brwiami, nie wyjaśniając jej nic więcej. Co prawda akurat tu mówił prawdę, ale przecież jej się do tego nie przyzna. - Umiem - potwierdził. - W moim miejscu zamieszkania to była zupa, którą podawano na rozgrzanie organizmu - przyznał. - Z rybną wkładką? - uniósł lekko brew. - Och ale to musiałabyś mi załatwić rybkę lub mule - wyszczerzył się do niej. - Bo na te chwilę mam tylko składniki na wersję bez tych rzeczy - przyznał szczerze.
OdpowiedzUsuńSato
— Niestety, przez Ciebie jestem brzydki. Jeśli zostanę samotny do końca życia będę miał kogo winić po nocy — uśmiechnął się do niej. Był jej naprawdę wdzięczny, że nie odsłaniała swojego nagiego ciała. Łatwiej było się dzięki temu skupić i nie zdradzać Klary. Kiedy wystawiła nogę faktycznie o nią zahaczył, zachwiał się delikatnie, ale szybko odzyskał równowagę, podpierając się ręką o pień drzewa. Wyprostował się i pokręcił głową. Naprawdę nie miał ochoty z nią walczyć, ale postara się ją obezwładnić jak jego życie będzie zagrożone.
OdpowiedzUsuńNylian
— Nie, ale Ty mi blizn dodałaś, a wszyscy wiedzą, że elfy z bliznami są szpetniejsze, nawet mężczyźni, widzisz te delikatne rysy twarzy? Jak mogłaś — zaśmiał się do niej, unikając kolejnych ciosów. Zamienił się też z nią miejscami, wymijając ją całkiem zręcznie. Mimo wszystko jako najemnik nie był najgorszy w te klocki.
OdpowiedzUsuń— Co? — zarumienił się, kiedy zaczęła wykrzykiwać te wszystkie kłamliwie jęki. — Przestań! — krzyknął samemu się od niej odsuwając. — Nie dotykam Cię! Jestem kilka metrów od Ciebie! Już wolę te blizny — zaczął. Sam miał szczerą nadzieję, że Klara faktycznie była teraz zajęta z jego siostrami gdzieś głęboko w Ardei. Bo to… no był daleko i w ubraniach, ale czy na pewno by mu uwierzyła?
Nylian
Acair pokręcił głową na jej żart z tym ujeżdżaniem go. Sam się o to prosił, ale jakoś tak w tej chwili poczuł się niezwykle nagi, kiedy przebierał koszulę. Szło mu to bardzo mozolnie, bo każdy ruch przyprawiał go o ból i mdłości.
OdpowiedzUsuń- Mhm... trzymam za słowo, że się nie rzucisz - wymamrotał cicho, dygocząc jak osika przy przecieraniu mu ciała czy zakładania nowych ciuchów. - Jak umrę to im nie powiem przecież - popatrzył jej w oczy. - A jak nie umrę to pewnie powiem... - dodał wzruszając ramionami. - Phi... to ja ciebie go uczyć powinienem - wymamrotał, a kiedy wstała spojrzał po niej i odruchowo potrząsając głową. - Ale nie odchodź daleko... proszę... a jak mnie niedźwiedź zje? Albo... albo Fjelldod złapie? - wydusił z siebie, tylko patrząc na to jak Ennis znika w wyjściu. Podsunął swoje kolana pod brodę i ułożył na nich głowę, starając sobie zapewnić ciepło jak najdłużej. Po pewnym czasie położył się na ziemi nie będąc w stanie już siedzieć. Przed oczyma mu się troiło i autentycznie zaczął się obawiać o swoje życie. Niby się nie bał że je straci, ale gdzieś tam ta niepeność zostawała.
Aci
Sato parsknął śmiechem słysząc to całe podsumowanie.
OdpowiedzUsuń- Widzisz? Mówiłem ci, że to przeznaczenie - rzucił konspiracyjnym szeptem, po czym pokiwał głową. - Aha, calutką, co do jednej małej ości... zużyłem rano - przyznał szczerze. - Poza tym w tym czasie przygotuje już wszystkie składniki i zacznę gotować zupkę. Im więcej aromatu tym lepiej - puścił do niej oczko obserwując te jej pozy i pstrykając ją w końcu w nos. - No leć, im szybciej wrócisz tym szybciej przestanę tęsknić - wyszczerzył się do niej.
Sato
Słysząc o szukających go Fjelldoczykach zadrżał lekko, ale nie wypowiedział się na ten temat. Im mniej osób wiedziało tym lepiej, a przynajmniej tak mu się wydawało. Starał się przeżyć do czasu aż Ennis wróci. Sięgnął sobie do swojej torby szukając czegoś w swych specyfikach i kiedy odnalazł liście (i tu kreatywna nazwa Alka juhu) Pyralgosa, wsunął sobie jeden do buzi, zaczynając go rzuć. Powinien chociaż trochę zbić jego temperaturę. Mruknął coś niewyraźnie na to całe "oskarżenie" Ennis.
OdpowiedzUsuń- Lepsze niż te twoje - wymamrotał, powoli kładąc się na łoże, które mu zrobiła. Przykrył się swoimi ciuchami dygocząc pod nimi. - To się nie opiekuj, nie prosiłem cię o to - zauważył cicho. - Idź i rób co chcesz - wymamrotał, bo naprawdę nic na to nie mógł poradzić, a słuchanie takich wyrzutów wcale mu nie pomagało.
Aci
Acair spojrzał po niej i pokręcił głową.- Ja się nie wkurzam jak mówisz prawdę - odparł szczerze. - Faktycznie mogłabyś robić dużo fajniejszych rzeczy - wymamrotał jeszcze przymykając oczy. - A te pale... jak już zasnę to mnie na rożnie przypieczesz? Nie warto... sama skóra i kości - podciągnął kolana wyżej i pociagnął nosem. - Proszę... nie piecz mnie... - poprosił ją jeszcze, nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo skoczyła mu temperatura.
OdpowiedzUsuńAci
Aci nie do końca już ogarniał co się dzieje, a słysząc o lodzie, sięgnął drżącą dłonią do spodni które miał wcześniej na sobie. Wyciągnął z nich kryształ i zacisnął na nim palce.
OdpowiedzUsuń- Tu - wydusił, a jego głowa poprosiła już kryształ o pomoc. Oczywiście, że nie poszło po jego myśli. Zamarzło wszystko dookoła niego i Ennis, włącznie z ogniskiem. - O jest i lód... - bąknął nie orientując się za bardzo w tym co się stało. Przyłożył policzek do zimnej powierzchni.
Aci
Acair poczuł łzy spływające mu po policzkach, kiedy znowu go zostawiła, ale zanim wróciła on już spał, a przynajmniej drzemał na tyle na ile mu temperatura pozwalała. Lód również odpuścił. Z upływem czasu wręcz wyparowywał. Znikał samoistnie. Nie wiedział nawet czy Ennis do niego wróciła czy nie, drzemał niespokojnie licząc na to, że rzeczywiście rankiem wstanie jak nowo narodzony.
OdpowiedzUsuńAci (fatalnie poszedł ten odpis...)
Satoru w tym czasie zajął się obróbką wodorostów, namaczaniem i przygotowywaniem innych warzyw. Chciało mu się trochę śmiać z tego jej przekomarzania, kiedy ewidentnie widział, że dziewczyna chociaż trochę zaczyna się na niego otwierać. Mimo wszystko uwielbiał ten typ człowieka, więc świetnie się przy tym bawić. Gdy tylko wróciła zerknął na mule i zaczął je przeglądać z uwagą. Uniósł wysoko brew, gdy go zapytała o to czy potrafi je przygotowywać.
OdpowiedzUsuń- Czy ty właśnie zwątpiłaś w umiejętności szefa kuchni? - cmoknął z niezadowoleniem i podał jej ścierkę. - Potrzymaj tę ścierę, kiedy będę robił to cudo - zakasał rękawy i bez zbędnego gadania zabrał się do pracy. - O ale możesz lemoniadę zrobić - zaproponował. - Suszy mnie - dorzucił jeszcze.
Sato
Satoru prychnął pod nosem i klepnął ją wprost w pośladki.
OdpowiedzUsuń- Ja ci karę mogę zrobić i bez niczego, młoda damo - wszedł w rolę "ojca". - Za karę, masz zakaz opuszczania tego domostwa aż do samego rana. Czy wyraziłem się jasno? - pogroził jej palcem przed nosem wracając do mule. Postanowił postawić na klasyczek. Sięgnął po wino. Podsmażył cebulkę na ogniu, po czym wrzucił mule i zalał je winem. Doprowadził do wrzenia. Kiedy się otworzyły wyciągnął je z wywaru, skropił czosneczkiem i dodał do wrzącej już zupy z paroma łyżkami wina dla głębszego aromatu. Zerknął na nią. - W porządku, ale dla mnie bez żadnego alkoholu w środku - dodał. - Do dania oczywiście że wypijemy wino, ale suszy mnie teraz a nie za 30 minut.
Sato
Satoru pisnął niczym mała dziewczynka na tego klapsa i pomasował sobie dupsko, rzecz jasna teatralnie i popatrzył po Ennis spod byka.
OdpowiedzUsuń- Brutalna z ciebie Rybcia - skomentował pokazując jej przy tym język. - Phi... no bo tyle mi namarudziłaś już, a już bym miał lemoniadkę przy sobie - pogroził jej palcem przed nosem, czekając teraz aż zupa się zrobi. Przysiadł na blacie i obserwował ruchy Ennis, by jeśli lemoniada mu zasmakuje, wiedzieć jak ją przyrządzić. Przyjął od niej "Enisoladę" i pokiwał głową z uznaniem, po czym ukłonił się przed nią. - Dziękuję zacna kobieto - uśmiechnął się smakując Enisolady z miną pokerowego gracza. - Wodorosty wpierdzielam to i z glonem sobie poradzę - stwierdził, popijając znów tego wytworu. - Fajne, ten glon dodaje głębi smaku, coś takiego co przełamuje te owoce - pokiwał głową. - Naprawdę smaczne - uniósł kciuk w górę.
Sato
Satoru poczochrał ją po włosach, gdy tak go "uwięziła" między swoimi rękoma i pochylił się w jej stronę.- Mhm... nie obiecuj mi takich rzeczy, bo mnie jeszcze rozochocisz i będę chciał poznać cię i z tej dużo brutalniejszej strony - musnął jej nos swoimi wargami i wrócił do picia lemoniadki. - No nie wiem, jak cię suszy to dopadasz wszystkiego co się da - stwierdził z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie ruszył się specjalnie dalej pozostając w zamknięciu. A przynajmniej dopóki nie usłyszał kipiącej zupy. Wtedy to przełożył nogi nad jednym z ramion Ennis i zgrabnie przemieścił się po blacie zeskakując z niego przy garnku. - Aj... i mnie zagadałaś, nie ładnie - zamieszał zupę i posmakował jej, po czym jeszcze doprawił do smaku. - Pięć minut i będzie gotowa - poinformował ją już nieco weselej.
OdpowiedzUsuńSato
Satoru spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Smaczność jest kwestią umowną, bo jak możesz porównać dwa różne produkty do siebie? Twoja lemoniadka jest pyszna - zapewnił ją. - A jak ktoś mi zrobi inną lemoniadkę to też może być pyszna, ale smaczniejsz? - postukał się palcem po brodzie, zmarszczył lekko brwi i ostatecznie westchnął teatralnie, wzruszając przy tym ramionami. - Hm chyba smaczność można porównać tylko jeśli robimy te same dania - dokończył, już teraz upewniając się że z zupką nic się nie zadziało złego. Aż odetchnął z wyraźną ulgą, kiedy tak się stało i po pięciu obiecanych minutach rozlał zupę do dwóch miseczek podawając ją z winem tuż obok. - To kwestia sporna... punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a mój twierdzi, że to ewidentnie twoja wina - cmoknął w powietrzu i poruszał zabawnie brwiami. - Smacznego.
Sato
Acair obudził się dopiero nad ranem i z jękiem okręcił się tak, żeby przytulić się do Ennis mocniej. Przodem. Wtulił się w nią i przymknął znów oczy, póki nie usłyszał burczącego brzucha kobiety. Wtedy to ją dźgnął palcem w żebro.
OdpowiedzUsuń- Idź coś sobie zjeść - szepnął, samemu powoli siadając. Temperaturę miał dalej, ale znacznie niższą niż w nocy. Oddychał nieco lepiej, choć bolało go całe ciało. Rwało wręcz. Sięgnął do swojej torby po bukłak z resztą wody i skrzywił się. Będzie musiał ją uzupełnić. Wyciągnął też z torby trochę zebranych owoców i podsunął je do Ennis, gdyby chciała się poczęstować.
Aci
Myślał jak się z tego wyłgać przez cały czas, kiedy się z niego naśmiewała. On naprawdę chciał jej tylko pomóc, kiedy była w złym stanie, ale kiedy wspomniała o bliznach na plecach coś w nim jednak delikatnie pękło. Spoważniał na twarzy i po prostu się odsunął idąc w przeciwną do niej stronę.
OdpowiedzUsuń— Nie zrobisz — powiedział tylko bardziej do siebie. — Zostaw — dodał, czując jak wracają do niego nieprzyjemne wspomnienia. Ach, cholera a myślał, że miał to już dawno za sobą.
Nylian
Orianna czuła się już co prawda nieco lepiej, ale dalej czuła na sobie działanie mikstury. Miała wrażenie, że bardzo źle na nią podziałała a jak działanie przejdzie - to może być jeszcze gorzej. Mieliła w ustach cały czas odtrutkę, w międzyczasie zajmując się swoją raną, aby później zacząć uważnie spisywać notatki z tego w jaki sposób mikstura wpłynęła na nią oraz na Ennis. Oderwała wzrok dopiero wtedy, gdy białowłosa weszła do niej do pokoju. Uśmiechnęła się do niej słabo, wyciągając korzeń z ust. Wypiła zwykłą wodę i przytaknęła ruchem głowy.
OdpowiedzUsuń—- Teraz tak, tak myślę — wyjaśniła, odwracając się w jej stronę. — Efekt jeszcze działa, ale jest słaby, spodziewam się, że później będę jeszcze się źle czuła, ale to działanie… zapisuje sobie wszystko, żeby nie powtórzyć błędów przy produkcji, zaklinanie nie było jednak dobrym pomysłem — wyjaśniła jej. — Ale dziękuję bardzo za troskę. Czy jesteś już najedzona? — sama się nią zainteresowała.
Orianna
— Nie jestem pewna czy dobrze wszystko pamiętam niestety — wyznała, pokazując jej swój dziennik. — Widzisz mam wrażenie, że mnie ta mikstura całkiem mocno odurzyła niektóre rzeczy pamiętam jak przez mgłę, na przykład… dlaczego się poparzyłam? — zapytała, licząc, że może Ennis. Uśmiechnęła się ciepło, gdy wspomniała o sushi.
OdpowiedzUsuń— Och, to prawda. Satoru naprawdę cudownie gotuje, uwielbiam te wspólne śniadania, które robi — sama się zachwyciła. — Masz jeszcze jakieś potrawy, które lubisz? — zainteresowała się. — Wiem, że uwielbiasz ryby i owoce morze.
Orianna
Acair skinął głową.
OdpowiedzUsuń- Dziękuję - powiedział do odchodzącej Ennis. Sam trzęsąc się nieco przebrał się w czyste i suche ciuchy i zmienił sobie opatrunki, krzywiąc się przy tym nieziemsko. Wsunął też do buzi kawałek korzenia, który miał zadziałać przeciwbólowo i dorzucił trochę do ognia by ogrzać swoje dłonie. Dygotał z zimna mimo wszystko i chciało mu się po prostu płakać. Nie było sensu dłużej tu zostawiać. Musiał ruszyć w drogę. Czuł że dużo silniejszy to nie będzie. Zacisnął mocno wargi, czekając na powrót Ennis. Upił łyk wody z jej bukłaka, wpatrując się w wejście do jaskini. Podskoczył widząc przy niej ruch, a kryształ znów zadziałał zanim Acair zdołał zrobić cokolwiek. Wyjście z jaskini zostało zablokowane grubą pokrywą lodową. Aci dźwignął się na nogi i podszedł do lodu.
- Ale ja cię nie chciałem... - wymamrotał. - Weź... odpuść już, idź sobie - zacisnął wargi, bo lód nie chciał puścić. - Jeny... umrę tu... z głodu, pragnienia, wyczerpania... szlag by to! - fuknął kopiąc wściekle lód, zanim nie osunął się na kolana dygocząc z zimna. - Beznadzieja...
Acair
Emma zamierzała tego dnia odwiedzić Oriannę. Miała przy sobie suknię, którą uszyła wraz z Rei. Po Fiery zaczęła regularnie odwiedzać kobietę i coś tam już nieco szyć. Dziś chciała ją wręczyć przyjaciółce w ramach prezentu... za jedno z urodzin, które na pewno przegapiła. Zapukała więc do drzwi i mocno się zdziwiła, kiedy otworzyła jej Ennis. Aż się cała spięła.
OdpowiedzUsuń- Co ty tu... - zaczęła, ale nie dane jej to było dokończyć bo Ryba porwała ją w objęcia mocno ściskając. Dziewczyna zesztywniała w tych jej ramionach i zrobiła nieco zdegustowaną minę. - Gdzie mi z łapami?! - huknęła na nią odsuwając się automatycznie i... rumieniąc na wieść o przystojnym Nhulu. Schowała policzki pod swoimi dłońmi i zacisnęła wargi. - Wcale nie... nie uganiam! - bąknęła. - To...to przyjaciel! - dodała zaraz właściwie niepotrzebnie się usprawiedliwiając, ale to zrozumiała znacznie za późno. - Jak to cię zostawili?! Pozwoliłaś im iść na randkę?! - dopadła do Ennis. - O matko... ugh zabiję gościa - burknęła. - Chodź! Idziemy ich wyśledzić!
Emma
Satoru spojrzał po niej i zastanowił się nad jej słowami. Przekręcił lekko głową i postukał po brodzie.
OdpowiedzUsuń- Masz rację, może mi smakować bardzo, ale dlaczego mam jej porównywać do siebie? Dlaczego właściwie porównujemy? Czemu nie mogę po prostu lubić wielu rzeczy bez nadawania im takich kategorii... to moje ulubione a to nie? - zapytał jej. - No właśnie... na jakiej podstawie stwierdza się, że coś lubię bardziej a coś mniej? - spojrzał po niej i zrobił krok w jej stronę by wyszczerzyć się do niej i zębami dziabnąć jej nos. - Dlaczego wiem, że ciebie bardzo lubię? Dlaczego na przykład tamten przechodzień to mi lata koło nosa? - zadał kolejne pytania i odsunął się kręcąc lekko głową. - Tyle pytań... i zero odpowiedzi - westchnął przeciągle kręcąc się dookoła własnej osi zanim nie usiadł i nie zaczął zajadać. Padł głową na stół, celując szczęśliwie koło zupy a nie w nią. - Matko... taki cios prosto w serducho i to jeszcze przy jedzeniu... kończ waść, wstydu oszczędź - jęknął teatralnie, drżącą dłonią przesuwając po stole z wbijaniem w niego paznokci, a potem zamknął oczy a dłoń zwisła swobodnie przy jego boku. Nabrał głębokiego oddechu kilka chwil później prostując się i wyszczerzając do niej. - Och... dziękuję ma Lady - pokłonił się. - Niestety samoukiem nie jestem - przyznał. - Pobierałem nauki od mojego przyszywanego ojczulka - wyszczerzył się. - A dopiero później, po opanowaniu podstaw poszedłem w swoje własne bajlando...
Sato
— Tak, muszę, to był naprawdę niewypał, przepraszam, że też padłaś jego ofiarą — przyznała Ennis rację. Zmartwiła się trochę słysząc, że to był jej pomysł. Zapędy samodestrukcyjne i masochizm? Zapisała to szybko do swoich notatek, będzie musiała zbadać skąd ten efekt pochodził. — Przepraszam, to musiał być okropny widok i zapach — odpowiedziała jej wyraźnie smutna, kiedy Ennis się na nią obraziła za ten czyn. Nie mogła się dziwić. Sama pewnie byłaby zła, gdyby ktoś ważny dla niej zaczął sam się kaleczyć. Zarumieniła się na komentarz odnośnie Satoru i wypuściła powietrze nosem.
OdpowiedzUsuń— Myślę, że on też się dał zaliczyć, jeśli nie bardziej — odparła, uciekając na chwilę wzrokiem. Mówienie o seksie było dziwnie krępujące, chociaż przecież przy Ennis powinna się czuć swobodnie w tym temacie. W końcu nie traktowała tego aktu jakoś wyjątkowo. — W każdym razie było miłe i tyle — dodała, nie wiedząc czy chce jakoś to kontynuować. Wstała i podeszła do Ennis, aby spojrzeć na nią przepraszająco.
— Naprawdę przepraszam, że byłam kłopotem, ale nie uważam, aby zwykła, przyjacielska rozmowa była wynagradzaniem mojej głupoty — powiedziała szczerze. Zarumieniła się mocniej. — Co więcej… nie chciałabym być karana teraz, jest mi naprawdę smutno, nie chcę tracić przyjaciół — wyznała.
Orianna
Patrzyła po Ennis zatroskana. Miała wrażenie, że jej własny wypadek zrobił coś więcej niż tylko zmartwił Heimerunkę, a słowa kobiety ją nawet w tym nieco utwierdziły.
OdpowiedzUsuń— Co nie znaczy, że musisz je dalej oglądać, nie chcę przynosić Ci trosk — odparła smutno. Naprawdę było jej przykro z tego powodu. Skrzywiła się, kiedy usłyszała propozycję odnośnie sypialni. Odwróciła wzrok, czując palące rumieńce. Wzięła wdech.
— Nie przechwalam się — pokręciła głową. Przecież to nie ona wróciła do tego tematu, więc nie rozumiała dlaczego była teraz taka ostra w słowach. Wróciła do niej wzrokiem. — Nie sądzę, aby była taka potrzeba, ale jeśli chcesz spać ze mną, jesteś mile widziana na moim łóżku — zapewniła ją, posyłając jej przyjacielski uśmiech. Może Satoru jakoś się jej w nocy naprzykrzał? Jeśli tak to będzie musiała zwrócić mu uwagę, aby nie ranił Ennis. Przecież nie zasługuje na to. Przytuliła ją do siebie, kiedy powiedziała, że nie ma przyjaciół. Krótko, ale czule i pewnie.
— Masz mnie, ja Cię uważam za przyjaciółkę, więc nie mam Cię z głowy w temacie tracenia, chcę mieć Cię obecną w swoim życiu — zaznaczyła raz jeszcze, wyjątkowo uparcie jak na siebie.
Orianna
Jednak coś tam mu zostało z bycia sobą. Wrzasnął niczym kobieta, wydając z siebie bardzo wysokie C, gdy ta głowa trafiła w ścianę, a Ennis zaczęła rozwalać jego ścianę.
OdpowiedzUsuń- Na razie tak - szepnął w odpowiedzi, zastanawiając się już, czy mógłby jej wodę zamrozić. Nie mniej w danej chwili to była tylko ulotna myśl, która niemal od razu uciekła z jego głowy. W danym momencie dopiero "uczył się" używać lodu. Zacisnął zęby, gdy Ennis rzuciła o cofaniu pochwał. I tak nie czuł, że jest na nie godny, więc właściwie go to nie ruszyło. Z trudem dźwignął się na nogi i powoli podszedł do paleniska, opadając znów na cztery litery. Powiódł wzrokiem po jedzonku i przełknął ślinę. - Tylko ja nie zjem aż tak dużo - szepnął.
Acair
Chociaż chciał się z nią kłócić to na to odpowiedzi nie miał. Żadne argumenty nie mogły pobić faktu, że mógł zapomnieć o głodzie. Wyciągnął ręce do ognia i przez dłuższą chwilę milczał. Nawet kiedy zapytała o to co zrobił, wzruszył tylko ramionami. Nie mógł jej przecież powiedzieć o nimh, a może mógł? Spojrzał po niej przez moment zastanawiając się co robić. Gdyby powiedział, mógłby stać się dla niej cenniejszy. Tylko czy na pewno tego chciał? Ufał, że nie zrobiłaby mu nic złego, bo przecież uważała go za swojego. Chciał wierzyć, że jej przywiązanie do niego jest takie same jak jego do niej. Że go nie zostawi, nawet jak w teorii będzie dla niej bezużyteczny. Zacisnął mocno wargi. Nie chciał dawać jej kolejnego powodu użyteczności. Nie, dopóki Ennis nie zaakceptuje go jako przyjaciela. Takiego po prostu i bezwarunkowo.- Pokazałem, że umiem coś, czego... czego nikt inny nie umie - wyjaśnił. - A przynajmniej nie wiem o nikim innym, który by to potrafił - dodał nieco ciszej, patrząc uparcie w ogień. - Chcą... Helga najprawdopodobniej chce się dowiedzieć jak to robić... - postukał się po głowie. - ...chcą tego co mam we łbie - uśmiechnął się krzywo. - Ale skoro mnie szukają... to uhm Walwan też jest w niebezpieczeństwie... był ze mną. Oni nie wiedzą, który z nas to umie - skrzywił się, a serce nieco stanęło mu. Żółć podeszła do gardła, ale wytrzymał to. Wytrzymał i nie zwymiotował, choć stres sprawił, że zakręciło mu się w głowie.
OdpowiedzUsuńAci
Emma zarumieniła się automatycznie na wieść, że Ennis miałaby się wokół niego zakręciła.
OdpowiedzUsuń- Jasne, że nie... ale myślę, że on nie jest w twoim typie - stwierdziła zaraz z istną powagą na twarzy i jakoś tak automatycznie zakręciła włosy o swój palec. - No chyba, że chcesz tylko seksu... on pewnie pójdzie na seks. Lubi to - stwierdziła zaraz cicho nieco smutniejąc przy tym. Och, ciężko było się z nim przyjaźnić! Do diabła. Żałowała, że jej nie chciał i po cichu liczyła na to, że kiedyś może się to odmieni. - Ale ze mną nie chce się kochać... chyba jestem kiepska w seksie - wymamrotała, po czym wybałuszyła oczy. - Co robić?! Jak to... ZNOWU?! - spojrzała po niej niemal krzycząc. - Ja pierdole... odebrał jej dziewictwo. Ten niemoralny koleś! Ja pierdole... pewnie Ori jest zdewastowana - jęknęła patrząc po Ennis. - Co tak stoisz? Mogę być kuźwa zboczona, ale musimy ją wyrwać z jego łap!
Emma
Orianna pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń— Sama mi pokazałaś, że mogę mieć kontrolę chociaż nad częścią tego co mnie dotyczy — sprzeciwiła się patrząc po niej przyjaźnie, chociaż dalej miała w sobie tą typową czułość, którą na co dzień darzyła Ennis. — Nie mam wpływu na to co zobaczysz beze mnie, ale ja siebie mogę kontrolować, więc mam nadzieję, że więcej Ci nie sprawię przykrości — dodała obietnicę, której naprawdę chciała dotrzymać. Uśmiechnęła się ciepło do Ennis.
— Jesteś zawsze tu mile widziana, zostawię drzwi otwarte, gdybyś zdecydowała się po moim zaśnięciu — zapewniła ją jeszcze. — Wiem, że i tak byś weszła, ale… to… symbol mojego zaproszenia — wyjaśniła jeszcze, uśmiechając się do niej promiennie. Zrobiło się jej ciepło na sercu, kiedy zobaczyła jak z twarzy En wylewają się te wszystkie ciepłe emocje. Może to mógł być jeszcze efekt mikstury, ale jakoś jej to nie obchodziło. Teraz naprawdę czuła, że Ennis też pragnie więzi z nią, więc nie przerywała swojej czułości.
Orianna
Acair nie był pewien jak odebrać słowa Ennis. Miał to coś? Potencjał? Walwan byle kogo na ucznia nie brał? Nie, nie wierzył w takie rzeczy. Mimo to jego ucho wychwyciło coś innego w tej wypowiedzi i spojrzał po dziewczynie nieco uważniej.
OdpowiedzUsuń- Dość niespodziewanie wziął ucznia? - zerknął na nią. - A co się stało z jego poprzednim uczniem? - zainteresował się. - I Walwan nie bierze tak po prostu uczniów? Przecież miał już Grimę jak się pojawiłem - skomentował. - Grimcia ma córeczkę, wiesz? I jest słodka - wyszczerzył się do niej, po czym posmutniał. - Dawno już nie tuliłem Kevusi... pewnie o mnie zapomniała - pociągnął nosem, ale nie rozkleił się. Wzdrygnął się widząc swą podobiznę. - Naprawdę aż tak źle wyglądam? - zapytał jej cicho, bo Walwik był odwzorowany kropka w kropkę, a on? Miał wrażenie że coś było nie tak. Oczy mu się zaszkliły na myśl, że zaraz znów wróci do niewoli Helgi. Oddech przyspieszył, a on potrząsnął mocno głową, ale nic nie powiedział i starał się przy tym utrzymywać w miarę swobodny oddech. Drżącą dłonią sięgnął po rybę na liściu, ale nawet nie mógł zmusić się w tej chwili do wzięcia gryza. Wstał z miejsca i odsunął się od paleniska. Nie rozumiał tego. Dlaczego aż tak przeżywał tę sprawę? Pokręcił głową. - Uhm przeprosisz? - spojrzał po Ennis z wyraźnym powątpiewaniem.
Aci
Acair zacisnął mocno wargi, kiedy ta go tak podsumowała.- Nie tak bezgranicznie - poprawił ją cicho. - Ale... wolę poznawać bez rozeznania, bo nawet najgorsza szumowina może okazać się dobrą osobą... Wiesz, może się zmienić - wymamrotał, a potem odetchnął głęboko. Słysząc o Claeysie ścisnęło mu się serce. Teraz poczuł się jeszcze gorzej. Zrozumiał, czemu Walwan tak na niego zareagował, kiedy Acair nie chciał odpuścić z Ennis. Nie chciał jej powiedzieć o Heldze nawet jeśli Walwanowi groziło niebezpieczeństwo. Jęknął przeciągle i poczuł łzy na policzkach. Spierdolił sprawę po całości. Stracił go. Stracił bezpowrotnie. Przełykał gorzkie łzy przez dłuższą chwilę w milczeniu. - Zawaliłem Ennis, teraz Walwan w ogóle nie będzie chciał mnie znać - zacisnął drżące wargi. - W ogóle... już mnie nie przyjmie z powrotem - zadrżał, przytulając do siebie list gończy z podobizną Walwana. - Ale ja muszę...muszę go ostrzec, zanim odejdę - wydusił jeszcze z siebie wstając na równe nogi. - Idziemy... idziemy... - pokiwał głową, zbierając wszystkie swoje siły, a nie było ich wiele.
OdpowiedzUsuńAci
- Ale każda szumowina ma prawo na drugą szansę - sprzeciwił się i spojrzał po niej wymownie. - Aha, no nie często - pokiwał głową prychając pod nosem. - Wyjątkowa z ciebie szumowina - uśmiechnął się do niej słodko, chociaż przez to w jakim był stanie musiało to wyglądać karykaturalnie. Zapowietrzył się na to podsumowanie i nie wiedząc czemu podszedł do niej i strzelił jej prosto w twarz. - To za... za... to co zrobiłaś - wydusił z siebie, po czym przeciągnął sobie po gardle. - Ja też umiem uderzyć tak by zabolało - przypomniał jej chłodno, a teraz jak już miał kryształ i nauczy się z niego korzystać, Ennis może nie być zbyt szybka by wyratować go przed jego własną śmiercią. Zmrużył oczy zaskoczony tym jak mu zagrodziła drogę. Uśmiechnął się nawet pod nosem. - Bo nie jestem głodny - mruknął, przypominając sobie przez moment sławetną jajecznicę i to jak to on ją prosił o jedzenie, a ona nie chciała. - Nie chcę... chcę już iść, lepiej się nie będę czuł - jęknął, potykając się przy kolejnym kroku i wpadając w jej ramiona i ten grożący mu palec. Wcisnął się w nią mocniej i rozpłakał z tego wszystkiego.
OdpowiedzUsuńAci
Nawet się nie skrzywił, kiedy złapała go za gardło i przesunęła po nim palcem. Był przygotowany na śmierć. Przynajmniej od kiedy trafił do Helgi. Przygotowany, że coś takiego może go spotkać. Spojrzał jej prosto w oczy.- To mnie zabij - mruknął w końcu. - Zabij to w końcu nie będzie problemu. Co cię powstrzymuje? - zapytał jej trzęsąc się całkowicie właściwie bardziej od odczuwanych sprzecznych emocji niż od strachu. - Tylko upewnij się, że najpierw stracisz do mnie sympatię, bo wiesz... może cię trochę zaboleć, a tego byś nie chciała - szepnął będąc już w jej ramionach. Pozwolił sobie na potok łez, po czym skinął głową. Spakował usmażoną rybcię do swojego bagażu i ruszył za nią, powoli. Starał się za nią nadążać.
OdpowiedzUsuńAci
W to ostatnie jej nie uwierzył. Mimo zapewnień nie był w stanie uwierzyć, że nic by nie zrobiła jego śmierć. Przecież już raz widział na własne oczy jak skoczyła na niego, byle tylko do tego nie dopuścić. Nie kłócił się z nią jednak, bo potyczki słownej w tym swoim obecnym stanie raczej by nie wygrał. Starał się za nią nadążyć, co zdecydowanie nie było łatwe. Musiał ją porządnie wzburzyć, ale... ona pierwsza wzburzyła go. Ona pierwsza to wszystko zaczęła, grożąc mu i Walwanowi. Mimo, że nie wierzył że zabiłaby Walwana to sam akt grożenia nie był miły. Starał się za nią nadążyć, co nie było łatwe. Przystawał co parę kroków łapiąc łapczywe oddechy, ale potem ruszał dalej. I tak na okrągło, nawet kiedy zwolniła. On nie zwalniał, bo i tak szedł już wolno. Zacisnął mocno pięści i znów przestąpił kilka kroków, by przystanąć i wziąć kilka oddechów a potem ruszyć dalej. Też potrafił być uparty.
OdpowiedzUsuńAci
Emma miała ochotę przysmażyć ją tu i teraz na te wszystkie słowa. Ogień zawirował jej wokół palców ale powstrzymała się od tego.- A dlaczego nie?! - zapytała jej unosząc nieco głos i robiąc krok w jej strony. - Dlaczego miałabyś nie chcieć związku? Chłopak na jedną noc? Phi! Przereklamowane! Nudna jesteś - skomentowała. - Nuda, nuda, nuda... kto by się spodziewał, że wielka Ennis wybiera tylko chwilówki - prychnęła i dmuchnęła sobie w grzywkę, po czym odsunęła się lekko. Pokręciła głową, kiedy Ennis stwierdziła, że Ori nic jej nie powiedziała. - Może nie jest moją przyjaciółką - posmutniała nieco. - A może po prostu nie chce o tym mówić, bo było jej tak źle? - zerknęła na nią i zacisnęła wargi słysząc, że Ori sama oddała mu dziewictwo, a przecież jeszcze tak nie dawno mówiła że tego nie zrobi. Zagryzła mocno wargi. - Nie szkodzi, będziesz świadkiem tego, jak dupa Satoru płonie - skomentowała chłodno wychodząc z mieszkania Ori i spoglądając na Ennis. - Będąc Satoru, gdzie byś polazła?
OdpowiedzUsuńEmma
Oriannie było przykro przez to w jaki sposób Ennis opuściła jej izbę. Ale powinna przecież się tego po niej spodziewać. En nie lubiła okazywać emocji, więc pewnie była zła, że mikstura, którą przez przypadek zażyła miała na nią właśnie takie działanie. Będzie musiała tylko jeszcze zapisać, że czas działania zdaje się inny w zależności od rasy i pomyśleć co było tym spowodowane. Poszła spać a rano ruszyła zająć się swoimi sprawami. Kiedy wróciła była nieco zdziwiona faktem, że drzwi od sypialni stoją otworem, w końcu je zamykała. Weszła cicho, aby zobaczyć, kto też się włamał do jej pokoju. Uśmiechnęła się lekko na widok Ennis, ale posmutniała, widząc jak zabiera swoje rzeczy z szaf.
OdpowiedzUsuń— Ojej, coś się stało? Czemu się pakujesz? Zrobiłam Ci coś? — zapytała, podchodząc do niej ze zmartwioną miną.
Orianna
Sato wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem - odparł szczerze. - Dla mnie porównywanie nie ma większego znaczenia. Jest tak jak mówisz coś trafia do mnie bardziej, a coś mniej, ale to nie znaczy że to co trafia do mnie mniej jest gorsze - zauważył. - Dlatego nie sądzę, że pijąc coś innego mogę to porównać do tego co piję dzisiaj - postukał w swój napój palcami. - Będzie po prostu inne - uśmiechnął się delikatnie. - Oh kobiety to inna historia. Te, tak samo jak i mężczyźni, bywają bardzo kapryśne - zauważył z uśmiechem na ustach. Roześmiał się serdecznie słysząc o jego bajlando. - A dziękuję, mnie również się podoba - puścił do niej oczko i przeciągnął się lekko. - Zwłaszcza jak mam przy sobie słodką Rybcię - dodał trzepocząc rzęskami.
Sato
Acair nie odzywał się, bo wszystkie swoje siły przekładał na kroki, które robił. Kiedy jednak Ennis zaczęła swój dziwny taniec i wygibasy z całowaniem roślinek i innych rzeczy, zmarszczył brwi zaczynając się zastanawiać, czy z nią na pewno wszystko jest w porządku. Nie wyglądała na chorą, ale ewidentnie coś się poprzestawiało w jej głowie. Uśmiechnął się lekko widząc to niewielkie szaleństwo jakie w nią wstąpiło, ale... jeszcze nie wyrobił sobie zdania na temat czy to dobre szaleństwo czy złe.
OdpowiedzUsuńAci
Satoru nie wypowiedział się więcej w temacie przyznawania komuś racji. Skwitował jej słowa wzruszeniem ramion i niewinnym uśmiechem, bo i owszem. Czasem, w kulturalnych dyskusjach, udawała mu się ta sztuka. Cały wieczór upłynął im w podobnym klimacie, dość spokojnym i przyjaznym. Z drobnym przekomarzaniami i kąśliwymi uwagami. W końcu jednak nadeszła ta historyczna chwila. Miał przynajmniej wrażenie, że dla Ennis jest chwilą historyczną. Nie pospieszał jej więc tylko szedł parę kroków za nią. Spostrzegł więc to odsunięcie się i jakoś tak automatycznie delikatnie objął ją od tyłu, przytulając się do jej pleców.
OdpowiedzUsuń- Czego się obawiasz? - zapytał jej spokojnie. - Mogę spać na kanapie - dorzucił zaraz, może troszkę błędnie interpretując jej stan.
Sato
Ciężko było kupić te jej słowa, te jej zgrywy, jak przed chwilą widział to jej delikatne zawahanie. Takie prawdziwe i nieudawane. Subtelne wręcz różnice między teatrem a prawdziwością. Pozwolił się jej poprowadzić do łóżka, ale kiedy ta na nim usiadła, on przyklęknął sobie tuż przed nią i pokręcił lekko głową. - Boję się to prawda - odparł dotykając dłonią jej policzka. - Że cię skrzywdzę bardziej niż już jesteś skrzywdzona - dodał po prostu i odetchnął głęboko. - En, co się dzieje? - zapytał jej ponownie, bo czasami warto było przestać się zgrywać. To, jego zdaniem, był dobry do tego moment. To była właśnie ta chwila gdzie zgrywusowi trzeba było powiedzieć nie.
OdpowiedzUsuńSato
Puścił mimo uszu jej propozycję oświadczyn.- Już jedne oświadczyny mam za sobą i zostałem odrzucony. Dalej leczę po nich swe krwawiące serduszko - rzucił tylko w ramach przepraszających wyjaśnień dlaczego tych oświadczyn nie będzie, po czym uśmiechnął się lekko na ten jej zirytowany ton. Wreszcie coś prawdziwego. Odsunął dłoń od jej policzka i milczał słuchając jej słów. - Mhm... w takim razie powoli te złe wspomnienia zasypiemy dobrymi - uśmiechnął się do niej delikatnie i ciapnął sobie na łóżku. - Pierwsza rzecz jaką robi się na łóżku to... - złapał poduszkę i trzepnął nią w plecy Ennis. - Wojna na poduszki!
OdpowiedzUsuńSato
- Mój interes pozostanie mój - uśmiechnął się do niej sato i uniósł lekko brew. - Phi... wykorzystać... - pokręcił głową. Jak na razie to ona wykorzystywała go, myśląc takimi kategoriami oczywiście. On po prostu w pewnej chwili odbierze to co ona z niego wykorzystała. Tak pokrętnym myśleniem Ennis mówiąc. Uśmiechnął się tylko i zamiast odpowiedzieć trafił ją poduszką między oczy, samemu przykucając na łóżku i trzepiąc ją nieco swoją poduszką. A to w bok, a to w łeb, a to w nogi. A wszystko przy dźwięcznym śmiechu.
OdpowiedzUsuńSato
Spojrzała zaskoczona na agresywną reakcję Ennis. Wzięła wdech. To była Ennis, to było normalne. Musiała się dostosować. Uśmiechnęła się ciepło w stronę Heimerunki.
OdpowiedzUsuń— Nie bezpośrednio — pokręciła głową. — Ale jeszcze niedawno moje dzieło potrafiło namieszać Ci w głowie — uśmiechnęła się szerzej, imitując jej wredny, konspiracyjny uśmiech. — Także nie jestem taka niegroźna — dodała jeszcze z triumfem w głosie. Zaraz jednak spoważniała, gdy zaczęła mówić o wyprowadzaniu się. Zarumieniła się lekko na wzmiankę o pieprzeniu się. Pokręciła jednak głową.
— To było raz i raczej się nie powtórzy — zaznaczyła. — A poza tym nie sądzę, aby nawet gdyby to miało miejsce, to byś jakkolwiek przeszkadzała, jesteś ważniejsza niż seks — dodała twardo, patrząc czule po Ennis. Spojrzała na sukienkę, którą jej zostawiła. Później wróciła wzrokiem do przyjaciółki. Nie widziała u niej nigdzie bransoletki. Posmutniała na buzi. Zapomniała o niej?
— A masz może bransoletkę? Jeśli odchodzisz… to chciałabym, żebyś pamiętała – rzuciła cicho.
Orianna
— Paraliż był zamierzonym efektem — odpowiedziała spokojnie, chociaż było widać, że słowa o żałosnej pół-wiedźmie wyraźnie ją zraniły. Sama nie uważała się za kogoś specjalnego czy godnego jakiejkolwiek uwagi, ale słuchanie tego jednak nie należało do tych przyjemnych rzeczy. Jaka to była emocja? Żal? Rozczarowanie? Nie była do końca pewna. Wzięła głęboki wdech. — Jesteś moją przyjaciółką — wyszeptała. — I tak nie chcę, abyś myślała o mnie jako o groźnej — dodała. To źli ludzie powinni mieć ją za taką.
OdpowiedzUsuń— Skoro tak uważasz, mam nadzieję, że dostałaś za nią dobrą cenę — odpowiedziała, uśmiechając się lekko. To było w końcu logiczne. Pamiątki nie były za bardzo przydatne w trakcie podróży. — O naszej przyjaźni — powiedziała, idąc za Ennis, aby odprowadzić ją do drzwi.
Orianna
- Muszę! - Emma zacisnęła mocno pięści, naprawdę nie będąc w stanie za bardzo się uspokoić. Mało tego jej ogień nieco mocniej zawirował między jej palcami i na moment przygasł, kiedy Ennis dostała łzy w oczach i rzuciła o tej niesprawiedliwości. Emma zamrugała skonfundowana. To zdecydowanie nie było zachowanie Ennis. Zgrywała się z całą pewnością. A już teraz to przeginęła z aktorstwem. - To przestań być chwilówką! - odpowiedziała wrzaskiem. - Kto ci zabrania przestawania?! - puknęła ją palcem w ramię. - Nie musisz być dziwną przez całe życie! - dorzuciła i dmuchnęła sobie w grzywkę i złapała już Ennis za nadgarstek, kiedy wyszła z ich domu, by rozpocząć poszukiwania. - Mhm jestem głupia i temperamentna - zgodziła się z nią. - Ale Ori jest po prostu cholernie naiwna. Cholernie naiwna pod względem uczuciowym - westchnęła. - Sam fakt, że postrzega ciebie za przyjaciółkę o tym mówi. Fałsz po tobie po prostu spływa.
OdpowiedzUsuńEmma
Acair spojrzał po niej i zamrugał kilkakrotnie. Tratwy? W danej chwili ciężko mu się niosło nawet jego własną torbę, a co dopiero mówić o dźwigania drewna do stworzenia tratwy. Patrzył po niej z rozdziawionymi ustami jeszcze długą chwilę, ale ostatecznie po prostu skinął głową. Przecież nie mógł być aż tak bezużyteczny. Powoli zaczął zbierać odpowiednie pale, chociaż już pierwszy z nich sprawił, że zwymiotował z boku i wycisnął kilka łez z jego oczu. Oddychał ciężko i urywanie, gdy próbował przytachać kolejne drewno i jeszcze jedno. Mozolnie mu to wychodziło. Bardzo mozolnie i powoli. Osunął się na ziemię dopiero po piątym palu, z chrapliwym oddechem przy tym. Potrzebował zwyczajnego odpoczynku. Zazdrościł nawet Ennis, że ta jest całkiem sprawna i całkiem nieźle radzi sobie z szałasem.
OdpowiedzUsuńAci
Sato zaśmiał się lekko, gdy Ennis rozpoczęła swoje harce, byle go tylko wywrócić. Przez dłuższą chwilę opierał się, trafiając ją celnie swoją poduszką. W pewnej chwili sięgnął i po drugą i zachwiał się od jej naporu. Nim zdążył pomyśleć leżał już na plecach i okładał ją dalej, tym razem dwoma podusiami. Nie zamierzał aż tak łatwo jej odpuszczać, zwłaszcza, kiedy jego zdaniem całkiem nieźle się przy tym bawili.
OdpowiedzUsuńSato
Emmę bardzo dziwiły wybuchy Ennis. Zwłaszcza takie. Miała ją za poważną kobietę. Krętacza, ale jednak z rodzaju tych bardziej poważnych niż zabawowych, więc widząc jej stan teraz przyłożyła jej dłoń do czoła.
OdpowiedzUsuń- Dobrze się czujesz? Okres masz czy co? - zerknęła w dół jakby szukając jakichś objawów i przyciągnęła ją do siebie żeby ją przytulić. - To co? Lepiej jeden numerek i po sprawie i być wiecznie samemu niż poszukać sobie jakieś drugiej połówki? - zapytała jej. - Przecież to smutne - skomentowała. - Skoro ciągle robisz jeden numerek to warto spróbować - spojrzała jej w oczy. - Jak słono zapłaciłasz ostatnim razem? Co się stało, że tak boisz się komuś zaufać? - zapytała cicho, po czym zacisnęła mocno wargi. - A widzisz, ja przynajmniej wiem w czym jestem beznadziejna i koło dupy mi lata twoja opinia w tym temacie - uśmiechnęła się do niej słodziutko.
Emma
Acair spojrzał po niej i posłał jej słaby uśmiech.- Na wędrówkę nie, na tworzenie tratwy tak - poprawił ją tylko, ale zaraz bez słowa wrócił do pracy. - A mi nie jest przykro - dodał po dłuższej chwili milczenia, zbierając swoje zwłoki by iść po kolejną kłodę. To ta ostatecznie sprawiła, że niemal wyzionął ducha. Udało mu się ją przeciągnąć, a dopiero potem padł na wszystkie swoje kłody nieprzytomny. A niech to wszystko szlag!
OdpowiedzUsuńAci
Orianna spojrzała smutno po Ennis. To co mówiła było wyjątkowo przykre. Odwróciła na chwilę wzrok i przymknęła oczy, aby En nie widziała zbyt wiele po jej wyrazie. Wzięła głęboki wdech. Heimerunka bardzo często mówiła niemiłe rzeczy, ale jej czyny zazwyczaj pokazywały, że dla Orianny jest właśnie przyjaciółką. Uśmiechnęła się w końcu w stronę Heimerunki.
OdpowiedzUsuń— Szkoda, że tak myślisz. Mam jednak wspomnienia, które temu przeczą — odpowiedziała spokojnie, odsuwając się od niej. Nie chciała jej już bardziej denerwować. — Możesz mnie uważać za kogo chcesz, w każdym razie, gdybyś czegoś potrzebowała, drzwi stoją zawsze otworem, możesz też pisać, postaram się Ciebie znaleźć. Bezpiecznej podróży — pożegnała się.
Orianna
Satoru siłował się z nią jeszcze chwilę, po czym odrzucił swoje poduszki i klepnął ją parę razy po ręce, a gdy zwolniła ucisk na poduszce podniósł się na łokciach i wyszczerzył się do niej.- Gratuluję swojej pierwszej wygranej w wojnie poduszkowej - rzucił i pociągnął ją za rękę, by upadła na niego, po czym zmienił ich pozycję tak by leżeli obok siebie. Spojrzał jej prosto w oczy. - To jak? Strach przed tym posłaniem lekko zelżał? - zainteresował się obserwując jej oczy i mimikę twarzy uważnie.
OdpowiedzUsuńSato
Sato pokręcił głową z niedowierzaniem prychając pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Myślę, że nad tym drugim to musisz jeszcze troszkę poćwiczyć, ale jesteś na dobrej drodze by i w tej kategorii być profesjonalistką - wyszczerzył się do niej, zaraz robiąc się bardziej poważnym i kręcąc przy tym lekko głową. - Mój jest zbyt mocno zakorzeniony by zelżeć chociaż trochę - odparł z miną znawcy, zasłaniając jej dłoń swą własną. - Ale zapewniam cię, że nie będzie nam przeszkadzał podczas snu - puścił do niej oczko.
Sato
Acair nic z tego nie zarejestrował. Mogłaby i go zostawić na pożarcie drapieżnikom, albo oddać Heldze czy innym wojakom. Niczego by nie zarejestrował w tym momencie. Za to kraina w jakiej znalazł się podczas swojego nieprzytomnego snu była piękna. Drewniana chatka, otoczona morzem różnokolorowych kwiatów i on sam wśród wszystkich swoich przyjaciół. Coś pięknego.
OdpowiedzUsuńAci xD
Sato chuchnął w te jej wargi, kiedy tak się do niego zbliżyła z seksownym szeptem.
OdpowiedzUsuń- Nie oczekuję pomocy w tym wypadku - odparł równie cicho co ona i pozwolił jej ułożyć się tak jak chciała. Objął ją tylko delikatnie mocniej swoimi ramionami i przymknął oczy. - Zakładam, że obudzisz się jakieś 5 razy w trakcie nocy - chuchnął jej w włosy. - Ale to już sprawdzimy rano - dodał jeszcze oddychając równomiernie. - Dobranoc - szepnął jej jeszcze.
Sato
Satoru bardziej czuwał niż spał tej nocy, zwłaszcza czując jak bardzo spięta była. Nie odzywał się jednak niepotrzebnie, a oczy otworzył, dopiero kiedy białowłosa zerwała się gwałtownie w środku nocy. Odsunął wówczas swoje ramiona i przeciągnął się lekko, obserwując ją spod na wpół przymkniętych oczu. Spoglądał na jej twarz, na oddechy, które nabierała i wypuszczała. Na lekko ściśnięte pięści. - Mhm... Rybeczko, zrobiłem coś nie tak? - zapytał nieco sennie, ziewając lekko. - Dotknąłem nie tam gdzie trzeba? Albo no nie wiem... uraziłem cię czymś? - zainteresował się cicho, gdy Ennis jego zdaniem złapała już swój oddech.
OdpowiedzUsuńSato
Satoru przymknął oczy, gdy ta dotknęła jego policzka i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- A czym różniłaby się wtedy ta noc od wszystkich innych, które w łożu przeżyłaś? - zapytał jej spokojnie, spoglądając jej prosto w oczy. - Mhm... skromny, oczywiście że skromny. Jedna bitwa na poduszki nie odgoni wszystkich złych wspomnień - wsunął dłoń w jej włosy i pomasował jej skórę głowy swoimi palcami. - Potrzeba kilkudziesięciu takich kontrataków, żeby je wszystkie chociaż trochę odeprzeć - szepnął, po czym skinął głową. - Mhm a może chcesz zapalić lampę? - zaproponował siadając na łóżku i ruszając do lampy naftowej by ją odpalić. - Dzieci lubią, gdy światło się pali dopóki nie zasną, bo to odgania senne mary. Może i na ciebie chociaż coś to podziała? - zaproponował.
Sato
Satoru posłał jej równie delikatny uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Może kiedyś wylądujesz, ale na pewno nie dziś - zaznaczył spokojnie i parsknął śmiechem. - A i owszem, miejscami wyglądasz jak dziecko - powiedział. - No dobrze, może nie wyglądasz, ale zachowujesz się jak jedno - wrócił na swoje miejsce i położył się z powrotem obok niej, by spoglądać spokojnie w jej oczy. - Mhm... - mruknął tylko. - Niekiedy nieprzetrawione myśli, wspomnienia... zatruwają nam całe życie. Czasami warto nie odwracać się od nieprzyjemności... tylko się w nich zanurzyć. Pozwolić im przepłynąć i zaakceptować to że nas spotkały, a dopiero wtedy będziesz gotowa odpuścić - powiedział dość poważnym, choć cichym tonem, po czym uśmiechnął się do niej szeroko. - Jest też i druga opcja, wieczna ucieczka i unikanie różnych miejsc, które te wspomnienia wywołują - dorzucił. - To też sposób, ale ponoć działa na krótko i w pewnej chwili nas przytłacza - wzruszył ramionami. - Nie wiem, nie sprawdzałem tego jeszcze.
Sato
Acair obudził się dopiero gdzieś pod wieczór. Nie wiedzieć kiedy
OdpowiedzUsuńprzeleciał mu przez palce cały dzień i wcale nie był pewien czy tylko
jeden. Dźwignął się na równe nogi, krzywiąc przy tym nieco z bólu i
zamiast kończyć tratwę rozebrał się do galotów (xD umysł przed 7 rano
sorry) i wszedł do wody, by się ochłodzić. Syknął przy tym i skrzywił
się niesamowicie. Woda przyjemnie koiła ale i pierwsze zanurzenie było
dość bolesne. Nie mniej będąc zanurzonym po samą szyję oddychał
równomiernie i uspokajał się nieco. Przemył też sobie twarz.
Zdecydowanie bardziej wolałby podróżować lądem. Może powinien
wspomnieć Ennis o tym, że to tu powinni się rozstać? Przecież stąd
miał nieco bliżej do Lerodas niż z Marchwii... z drugiej strony jeśli
tylko natknie się na jakiś patrol Helgi. Wzdrygnął się na samą myśl.
Kryształ mu nie pomoże, przynajmniej nie zawsze i nie tak jakby tego
chciał. Jeszcze go dobrze nie wyczuwał.
Aci
(tenże również umysł skomentował sobie gmaila... klikając wyślij xD)
Satoru nie odpowiedział jej na to pytanie. Nie widział potrzeby rozdrabniać się w tym co sam akceptuje i w czym się zanurza a czego unika. To był temat na zupełnie inną noc czy też dzień. Parsknął tylko śmiechem, gdy stwierdziła, że sam ucieka a ją poucza i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie przed wszystkim - skomentował tylko, przymykając lekko oczy. - A kiedy już z niektórymi sprawami się mierzę, zanurzam i akceptuję to myślę, że mogę cię pouczać, a zresztą... i tak bym to robił - rzucił swobodnie, bo ten typ tak po prostu miał. - Poza tym... nie przepadam za słowem pouczać. Prędzej powiedziałbym, że ci radzę - dorzucił ziewając nieco. - Mhm a kiedy tych głupot nie pierdolę? Od zmęczenia mieszają ci się fakty Rybciu - pogłaskał ją lekko po głowie i przymknął swoje patrzałki.
Sato
Odkąd uciekł z tej cholernej niewoli dowiedział się całkiem wielu rzeczy. Bardzo ciekawych swoją drogą. Przez pieprzonego Peruna stracił trzy lata życia. Trzy lata za kratkami. Jego ciało dalej nie doszło do siebie, a siłę czerpał głównie dzięki duchowi. Sam wyglądał jeszcze dość mizernie. Nie liczył nawet, że jego kontakty sprzed lat będą coś znaczyć. W końcu wypisał się z Marchwi, gdy tylko nadarzyła się szansa na życie w luksusie. A teraz nie miał już kompletnie nic. Cudem dotarł do stolicy półświatka, tylko po to, aby kupić nowe, czyste ubranie i uzupełnić zapasy. Nie miał dostępu do żadnej pracowni, więc dalej nie zrobił sobie żadnej porządnej broni. Udało mu się zarobić trochę dzięki kartom, ale sakiewka i tak szybko stała się pusta. Składniki kosztowały, jedzenie kosztowało, sen kosztował, wszystko kurwa kosztowało.
OdpowiedzUsuń— HEEELGAAA… — syknął i zaraz zmarszczył brwi. Nienawidził tego zwyczaju swojego nowego najlepszego przyjaciela. Tak, zajmą się zabijaniem Helgi. Kiedyś, jak będzie to jakkolwiek możliwe. Teraz musiał dotrzeć do Argaru. Dowiedzieć się co to za magiczni ludzie, zobaczyć czy może tam z czegoś skorzystać. Przecież nie rzuci się na pewną śmierć. Nie taki mieli układ. Ernest zatrzymał się przy rozstaju dróg. Oczywiście, że powinien kupić mapę, ale nie było go już na to stać, a jedzenie i ubranie było jednak ważniejsze. Z kolei kartografa okraść się nie dało. Był zbyt czujny. Stał więc teraz jak kompletny debil zastanawiając się, w którą stronę jest ten cholerny zaczarowany Argar.
Ernest
Świetnie. Brakowało mu tylko pytających, wścibskich osób. Zakrył na chwilę usta dłonią, przypominając sobie i duchowi w myślach, że to on jest od rozmawiania, skoro to ciało dalej należało do niego. Następnie zabrał rękę i uśmiechnął się smutno do Ennis.
OdpowiedzUsuń— Trzy lata życia Heldze oddałem — odpowiedział od razu, poprawiając niezbyt zadbaną koszulę. Gołym okiem było widać, że nie miał przy sobie grosza przy duszy, więc raczej łatwo było założyć, że został wykorzystany. Przyjrzał się lepiej kobiecie. Była całkiem niebrzydka i nie wyglądała na idiotkę. Musiał też przyznać, że miała doprawdy rozkoszne poczucie humoru. — Imię jak imię, Panienko — odpowiedział, poważniejąc nieco na twarzy, chociaż dalej wyglądał na smutnego i przygnębionego i zmęczonego życiem. — Przynajmniej łatwo przeklnąć takie zjebane imię — rzucił, a mały uśmiech wyrwał mu się na chwilę, zaraz jednak zniknął. — Okropne babsko pozbawiło mnie prawie wszystkiego, nawet mapy mi nie oszczędziła, a kazała wypierdalać. Szukam szczęścia, ale bez mapy trafić ciężko — wyjaśnił, opierając się o drogowskaz, na którym nie było już widać żadnej informacji. Chociaż skoro ten Argar był taką nowością to i tak na żadnym znaku go pewnie jeszcze nie ma.
Ernest
— A wyglądam jakbym coś wziął? — zapytał, rozkładając przed nią ręce. Miał ze sobą tylko jeden wypchany do połowy plecak, a ubrania wcale nie były pierwszej świeżości mimo, że kupił je ledwo parę dni temu. Westchnął, chowając łapiąc się za podbródek. Przymknął oczy na chwilę. Może i jego nowa znajoma nie była pozbawiona rozumu, duch jednak chyba już tak. — Zemszczę się! — syknął, a jego twarz na chwilę zmieniła wyraz na bardziej groźny, może nawet upiorny. Wziął głęboki wdech i uśmiechnął się przepraszająco do kobiety.
OdpowiedzUsuń— Wybacz, ta zdrada dalej boli, a ja jednak planuje odbić sobie te trzy lata, prędzej czy później — wyjaśnił swoje zachowanie. Gdyby powiedziała mu o duchu pewnie i tak by nie uwierzyła. Chociaż… nie miał pojęcia w co wierzyli Heimeruni, ale w Polszy ludzie uważani za tych przy zdrowym umyśle za jego czasów by go po prostu wyśmiali. Zaśmiał się na jej uniesienie i wyimaginowane łzy.
— Stoi przede mną niezgorsza kobieta, Panienka to raczej trafne określenie, zwłaszcza, że nie znam Twojego imienia — wzruszył ramionami, podchodząc bliżej. Zainteresowała go tym “Pani van” on nigdy nie doprecyzował, a Helg przecież mogły być całe tabuny. Nie zamierzał jednak się o to kłócić. Na razie było mu to całkiem na rękę. Raczej. Znowu się zaśmiał i tym razem to on przetarł łzy, markotniejąc zaraz przy tym. Łatwo było utrzymać zrozpaczony wyraz twarzy, kiedy każdy milimetr ciała pamiętał trzy lata spędzone w najprawdziwszym piekle, jakie inny człowiek mógł mu zgotować. Wystarczyło przypomnieć sobie jakikolwiek dzień. Każdy był najgorszy.
— Rzeczy, które robimy z miłości… nie myślałem, że tak mnie potraktuje przez jedną różnicę zdań. Akurat ja się tego nie spodziewałem — odpowiedział. Argar? Cudownie. Nie pozwolił się wyminąć. Przyłączył się do niej.
— Cóż za zbieg okoliczności. Mi właśnie tam polecono szukać szczęścia! — uśmiechnął się do niej z udawaną nadzieją. — Skoro cel jest wspólny to może pozwolisz przyłączyć się chociaż na trochę, hm? — zaproponował. Nie oferował nic w zamian, bo przecież nie wiedział czy w ogóle czegoś będzie chciała. Albo raczej nie chciał sam narzucać sobie zbyt wysokiej ceny, kiedy ta mogła być w ogóle nie potrzebna. Zdążył się zorientować, że Heimerunka nie należała raczej do tych nawiedzonych, empatycznych, altruistycznych duszyczek, które można było łatwo wykorzystać.
Ernest
— Widzę, że mam przed sobą naprawdę inteligentną kobietę — uśmiechnął się szarmancko, pozwalając sobie na komplement. To prawda, informacje bardzo często były bezcenne. Dlatego nie miał zamiaru się przyznawać do tego, że on ich nie miał. Byłby wtedy raczej bezwartościowy, gdyby chciał cokolwiek zaproponować. A musiał przecież sam jeszcze sporo nadrobić po czasie jakim stracił u Peruna.
OdpowiedzUsuń— Ernest, kowal i rzemieślnik, całkiem przeciętny facet na tym świecie — sam się przedstawił. Był zainteresowany tym, czemu uznała się za najgorszą. To było ostrzeżenie, żart, czy zaproszenie do jakiejś gry? Kobieta zdecydowanie zmuszała go do wysiłku umysłowego. Nawet się z tego cieszył. Trening głowy akurat mu się przyda. Gdyby był z nią szczery w kwestii miłości chętnie by przyznał jej rację.
— Postaram się dotrzymać — odpowiedział, przystając, kiedy zagrodziła mu drogę. Akurat na marsz siły powinno mu wystarczyć. — Bardzo pragmatycznie i rozsądnie, myślę, że dam radę — zaśmiał się delikatnie. Da radę, o ile jej ryzykowanie nie zacznie wchodzić mu w drogę. Potrzebował tylko zorientować się jak dostać się do tego cholernego Argaru. Nie był w pełni przekonany, ale nie miał żadnej innej, lepszej opcji. Przytaknął więc ruchem głowy.
— Piękne, ryzykowne towarzystwo podobno pomaga w leczeniu złamanego serca, lepiej nie mogłem trafić — odpowiedział spokojnie, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Ernest
Powiódł za nią wzrokiem na swoje krocze, a następnie wrócił wzrokiem na twarz Ennis. Odruchowo zrobił krok w tył. Nie mówił nic o niewoli. Ciekawe skąd wzięła taki wniosek? Czyżby sobie założyła, że Helga nie wzięła by sobie ludzkiego kochanka, tylko siedział u niej w lochu?
OdpowiedzUsuń— Wręcz przeciwnie, Helga wbrew pozorom to wymagająca kochanka — uśmiechnął się do niej zawadiacko. — Jeśli już to razem z moim przyjacielem chętnie odpoczniemy — odpowiedział, wzruszając ramionami. Miał wiele powodów, dla których nie miał ochoty się przed nikim obnażać i nie zamierzał się aktualnie z nimi dzielić z nieznajomą niezależnie od tego jak śliczna by nie była.
— Miecz? — zaśmiał się lekko. Jeśli chodziło o jego kunszt uważał się w pewnym sensie za artystę. Zwykły miecz to prawie jak pogarda dla jego własnego talentu, z drugiej strony lepiej nie było tego ot tak sprzedawać. Nie ważne jak bardzo by go kuła jego własna duma. — Oczywiście, że tak, wystarczy tylko dać mi trochę czasu w warsztacie — zapewnił ją.
Ernest
Uśmiechnął się do Ennis i poprawił włosy, zabierając kilka przydługich, niesfornych kosmyków z czoła.
OdpowiedzUsuń— Zapewniam Cię, że będziemy oboje bardzo cichutko, nasza przyjaźń jest bardzo prywatna — odpowiedział. Popatrzył po jej sakwach. Zastanowił się chwilę, myśląc nad tym co mógłby zrobić z tym co ma przy sobie. Podrapał się po brodzie. Prawie zapomniał o tym tiku. Zawsze pomagał mu się skupić. Miał w plecaku dwie skóry, mógł je poświęcić w zamian za dotarcie do Argaru. Kiwnął sobie głową. — Przy pierwszym postoju mogę Ci wykonać nowe, porządne sakwy, które zniosą wszystko poza wrzuceniem w ogień — zapewnił. — Ale z całym szacunkiem, takiej zaradnej, inteligentnej damie dam je dopiero, gdy zobaczę wejście do Argaru, nie chciałbym się obudzić, któregoś dnia na pustkowiu samotnie, nie mając pojęcia dokąd iść — dodał jeszcze, wyciągając rękę w jej stronę, aby oficjalnie zaakceptować układ. Ewidentnie potrafiła walczyć, a to znaczyło, że sam nie musiałby się przy okazji męczyć przy większym niebezpieczeństwie. Nie żeby nie potrafił o siebie zadbać. Po prostu nie widział sensu w wysiłku, kiedy ktoś mógł go wyręczyć.
— I spokojnie, zanim mi powiesz, że możesz uciec z sakwami, o ile mogę nie usłyszeć jak sama się wymykasz, tak poczuję, że grzebiesz przy moich rzeczach — ostrzegł ją jeszcze, chociaż na ustach miał wesoły, figlarny uśmiech.
Ernest
Zaśmiał się lekko na jej komentarz. Ten żart naprawdę się udał. Przynajmniej podróż w cudzym towarzystwie nie będzie taka nieznośna. Mógł poczuć się za to urażony jej kolejnym pytaniem, ale przecież skąd miała wiedzieć z kim miała do czynienia. To przecież były tylko sakiewki, a akurat do zrobienia tych rzeczy miał wszystko co trzeba. To nie była żadna filozofia.
OdpowiedzUsuń— Zakładając, że będzie to postój na noc jak najbardziej, prosisz mnie o wytrzymałe sakwy, a nie pozłacaną skrzynię — odpowiedział spokojnie. W godzinę oczywiście nie dałby rady, ale w jeden wieczór jak najbardziej mógł to wykonać. Zdążył już rozruszać kości po niewoli. Nie widział w tym większego problemu. Oczywiście, gdyby musiał przygotować skóry to potrzebowałby więcej czasu, ale te akurat miał.
— Po trzech latach z jedną kobietą, wolę nacieszyć się wolnością, zanim rzucę się w inną ułudę — puścił jej oczko na kolejny żart. —Tak, ale wtedy przynajmniej zostaną mi sakwy, a nie nic — odbił piłeczkę.
— Och, czy to groźba? — zapytał, nachylając się delikatnie w jej stronę. — Oczywiście, a więc mamy układ — sam uścisnął jej dłoń, po czym zaraz ją puścił i ruszył za nią w stronę tego całego tajemniczego Argaru.
Ernest
Emma wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- No jesteś - poinformowała ją tak po prostu. - Jesteś całkiem wybrakowana - dodała, patrząc jej prosto w oczy i łapiąc ją za policzki by rozciągnąć je lekko w uśmiechu. - Wybrakowana w emocje, wybrakowana w uczucia, wybrakowana przez gruboskórność - uśmiechnęła się do niej szerzej. - Ale nie martw się - pogłaskała ją po głowie. - Dzięki temu jesteś straszliwie ludzka - zapewniła ją. - Tak aż do bólu... bo wszyscy ludzie są niezwykle wybrakowani... ja też, wyjątkiem nie jestem. Podejrzewam, że jestem bardziej wybrakowana od ciebie - wzruszyła ramionami. - Ale przecież o to chodzi, żeby te braki próbować załatwać... znaleźć coś co sprawi, że będziemy mniej wybrakowani... a jednocześnie kochać swoje braki. Ty przynajmniej myślisz że kochasz swoje braki, ja ... ja chyba nie - wymamrotała jeszcze. Słysząc o jegomości aż się cała zagotowała. W jej dłoniach pojawiły się płomienie, ale odsunęła się od Ennis żeby jej nie zrobić nimi krzywdy. - To chodźmy go spalić - fuknęła. - Tak się nie godzi!
Emma
I oczywiście jej się to udało. Chłopak pisnął i zachwiał wpadając niezgrabnie do wody. Serce mu na chwilę stanęło, kiedy się całkowicie zanurzył. Zadrżał i wysunął się spod wody zastanawiając się co to za dziki zwierz był. Nie chciał by ten wrócił za szybko, więc ruszył w stronę brzegu tak szybko jak potrafił, drżąc z zimna przy tym.
OdpowiedzUsuńAci
Nie skomentował słów odnośnie skupienia. Nie miał zamiaru niczego zakładać, ale był pewny, że nie da się wykorzystać. Był zdecydowanie zbyt mądry na danie się nabrać na flirt i kilka upojnych chwil. Jeśli chciała go wykorzystać musiała się bardziej postarać. Jakby sam nie wchodził nikomu nigdy do łóżka, żeby dostać to co chciał. Zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń— Brzmisz jakby Twoja wyobraźnia szybko uciekała przy jednej osobie — uśmiechnął się do niej zaczepnie i puścił jej oczko. Może teraz sobie odpuści flirty. Pokręcił głową, puszczając powoli dłoń Ennis.
— Zobaczymy jak słodka — odparł po prostu. W trakcie wędrówki nie skupiał się za bardzo na ponętnych biodrach kobiety. O wiele bardziej wolał zapamiętać drogę, którą szli - to było mu o wiele bardziej potrzebne. En też nie zdawała się go zaczepiać, co było mu na rękę. Ważne, że nie gubił jej z oczu, szedł w stronę Argaru, a przynajmniej to mu obiecała, więc aktualnie nie miał na co narzekać.
Ernest
Ernest zaśmiał się delikatnie, mrużąc lekko oczy, chociaż dalej uważnie obserwował kobietę. Ennis ewidentnie nie kwalifikowała się jako osoba, której można było tak po prostu zaufać. Była zbyt inteligentna i przebiegła, a przynajmniej takie wrażenie sprawiała, kiedy mężczyzna próbował ją odczytać.
OdpowiedzUsuń— Kto wie, życie wrzuca nas w najróżniejsze scenariusze, chociaż mam wrażenie, że Twoje są zawsze wyjątkowo…. — urwał na chwilę, szukając dobrego słowa. Wolał przypaść jej do gustu, a zdawała się lubić różne gierki słowne i odpowiedni humor. Miał zamiar to nieco wykorzystać. Miał wtedy większe szanse, że trafi bez większych problemów do Argaru. — interesujące — dokończył, uśmiechając się nieco szerzej na swój kokieteryjny, zaczepny sposób. — Nie mogę się doczekać, żeby się przekonać — dodał na zakończenie.
Podróż kontynuował w ciszy, a kiedy znaleźli się na szczycie spojrzał na panoramę z beznamiętnie. Na pierwszy rzut oka było widać, że wojna tu dotarła i zebrała już swoje żniwo. Oby tylko jego cel podróży dalej się trzymał, gdzieś w końcu musiał ogarnąć swoje sprawunki. Zerknął kątem oka na Ennis.
— Pozwolę sobie doczepić się do Twojego uroczego towarzystwa — odparł, ponownie się do niej uśmiechając. Zaraz potem ruszył za nią, żeby usadowić się jakieś dwa metry obok. Idealnie, żeby mieć ją na oku, gdyby coś kombinowała i jednocześnie zachować swoją bezpieczną przestrzeń osobistą.
Ernest
OdpowiedzUsuńErnest uniósł delikatnie brew do góry i zaśmiał się lekko na jej komentarz. Poprawił guziki na swojej koszuli, patrząc po kobiecie.
— Interesujące scenariusze nie muszą prowadzić do alkowy, może kiedyś pokażę Ci szerszą perspektywę na ciekawe doznania — zaproponował, chociaż to było oczywiście kłamstwo, niewinny żart. Wątpił, żeby zakręcił się przy niej na tyle długo, aby miał ku temu okazję, a sam nie planował się do nikogo przywiązywać. To i tak nie miało żadnego, najmniejszego sensu.
Siedział na swoim miejscu, mrużąc delikatnie oczy, kiedy patrzył uważnie po Ennis. Tak, biodra, na biodra zwracał największą uwagę. Skoro miał zrobić sakwy, powinny się dobrze prezentować, był mistrzem rzemieślnictwa i w tym jednym posiadał dumę, którą musiał zaspokoić. Uśmiechnął się w końcu nieco szerzej. Wiedział już jaką mniej więcej wielkość sakwy powinny mieć, w trakcie podróży nazbiera też roślin na odpowiednie barwniki.
— Bardzo zabójcze — zgodził się z nią, sięgając do swojego plecaka, aby zacząć wyjmować potrzebne do pracy materiały.
Ernest
Nie odpowiedział jej w sprawie ilości złotych monet jakie sobie liczy za rady. Lepiej było by nie wiedziała. Jeszcze wyszłoby na to, że zadłużyłaby się u niego.
OdpowiedzUsuń- Za była za darmo, kolejne już kosztować cię będą -stwierdził jeszcze nieco uszczypliwie, a kiedy już się w niego wkleiła to spokojnie dostosował swą pozycję do jej układu ciała i poczekał aż zaśnie. Sam zasnął dopiero po niej.
Sato z niedowierzaniem obserwował tę całą kluchę. Kluchę w postaci Ennis. Kłębek emocji. Patrzył na nią i nie dowierzał chociaż wiedział doskonale co się stało. Prychnął nieco pod nosem, stawiając przed nią jedzonko.
- Smacznego, śmiało. Nie krępuj się - uśmiechnął się lekko.
Sato
Sato nie do końca potrafił odnieść się do tej dziwnej sytuacji. Ennis zachowywała się jak mała dziewczynka. Jak bezbronne dziecko, a jednocześnie jej ciało przypominało że ma do czynienia z dorosłą, w pełni rozwiniętą kobietą. Na domiar złego znał ją wcześniej i doskonale wiedział jak się zachowywała i jak skryta była. Teraz zdawała się taka inna, bezbronna, łatwa do skrzywdzenia. I trafiła w ręce potwora. Zacisnął mocno wargi.
OdpowiedzUsuń- Nie, wszystko z noskiem w porządku - zapewnił ją spokojnie. - Coś mnie zaswędziało, ale już wróciło do normy - uśmiechnął się do niej szerzej, zanim zdołała wpaść na pomysł, że go podrapie po nosku, skoro go tam swędzi. Jej dziecięca radość była oszałamiająca. Wytrącająca wręcz z równowagi. Obserwował z fascynacją jak wsuwa krążek za krążkiem. - Przyjemność po mojej stronie - odruchowo pogłaskał ją po włosach i otworzył usta zbliżając się do niej. - To kawałek daj - rzucił.
Sato
Ernest słuchał jej jakże przyjemnych zaczepek, na które postanowił nie reagować. Kobieta była bezczelna, ale ludzie zazwyczaj nie lubią przegrywać, więc nie chciał sam odpowiadać sarkazmem, żeby przypadkiem nie wyprowadziła go gdzieś nie wiadomo gdzie. Wzruszył ramionami na jej słowa, rzucając jeszcze przelotny, szelmowski uśmieszek, który nie mówił za bardzo, gdzie leżą jego zainteresowania i fantazje.
OdpowiedzUsuńSam nastawiał się raczej na sen pod gwiazdami po skończonej pracy. Ennis nie zdawała się należeć do zbyt altruistycznych osób, więc zakładał, że szałas jest tylko dla niej. Sam nie miał z tym większego problemu. Spał w gorszych miejscach. Nie zareagował, gdy poczuł kosmyki włosów na swoim uchu. Był teraz w swoim małym świecie i interesowała go przede wszystkim jego własna praca.
— Uważaj, bo pomyślę, że ze mną flirtujesz — mruknął, przyglądając się wycinanym kawałkom skóry. Zmarszczył na chwilę nos i spojrzał na Ennis. — Chcesz jakieś wzory czy wolisz niepozorny, prosty wygląd? — dopytał, zanim sam zacznie ozdabiać ją bardziej niż by tego chciała.
Ernest
Sato zastrzygł uchem zaciekawiony.- Hm... a chciałabyś bym rozwiązał jakieś twoje problemy? - zapytał, podbierając jej jeden krążek sushi. Wsunął sobie go do buzi, zaraz lekko unosząc brew. Nie powinien? Nie chciała takich gestów? Przekręcił głowę, czekając na wyjaśnienie, bo jakoś nie pasował mu ten brak dotykalności Ennis. Zaśmiał się cicho, kiedy dziewczyna wyjaśniła sprawę i pokręcił lekko głową. - Tak? Dlaczego miałaby się pogniewać? - zapytał jej, odbierając kawałek sushi i ponownie wsuwając sobie go do buzi. - Czyżbyś wiedziała coś, czego nie wiem ja? - zainteresował się.
OdpowiedzUsuńSato
Ernest odwrócił się na chwilę w jej stronę.
OdpowiedzUsuń— Ładna, miło — powiedział, po czym przymknął oczy. Cholerny duch. Musiał się wpieprzać we wszystko. Tak, Ennis była bardzo atrakcyjna, ale nie miał zamiaru marnować czasu, zwłaszcza z kimś z kim mógłby tego srogo pożałować. Poza tym dotyk… ech, dalej nie czuł się dobrze z kimkolwiek zbyt blisko siebie. Pamięć o nadchodzącym bólu zbyt szybko wracała. Sam przejechał dłonią od łokcia do ramienia, jakby chciał się upewnić, że nie zostawiła na nim żadnej trucizny, żadnej rany, nic. Wiedział, że niczego tam nie ma, uczucie byłoby inne, ale nie mógł się powstrzymać. Wrócił wzrokiem do skór, nie komentując jej zaczepki ani własnych słów. Zamiast tego wysłuchał jakich sakiewek oczekiwała i przytaknął ruchem głowy.
Ernest
Udar? Zaśmiał się mimowolnie na to pytanie. Gdyby znała prawdę to i tak by jej nie uwierzył. Odłożył na chwilę skóry. Złapał się za brodę i podrapał po niej delikatnie. No i wychodzi przy niej na świra. Ech. Wypuścił powietrze z ust.
OdpowiedzUsuń— Wybacz, jak byłem małym dzieckiem spadłem z konia na głowę, przeżyłem, ale zostało, nie bój się, po prostu czasem brzmię wyjątkowo żałośnie i nielogicznie — wyjaśnił, zaznaczając ostatnią część zdania tak, aby dotarło również do jego współlokatora. Skrzywił się lekko, walcząc o kontrolę, ale zaraz na usta wrócił mu jego zwyczajowy uśmiech, który dopracował do perfekcji, aby nie wyglądał sztucznie. Odwrócił głowę, kiedy się rozbierała. Duch zdecydowanie miał inne zdanie odnośnie marnowania czasu na durne cielesne rozrywki. Wywrócił w głowie oczyma i zbeształ go za to. Nie mogli przez swędzącego chuja stracić przewodnika do Argaru! Nie zrobi niczego co puści z dymem zamek Helgi bez odpowiednich materiałów, a o takie podobno najłatwiej w Argarze od jakiegoś czasu, dzięki magicznym zdolnościom. Wszystko potrafili znaleźć. To była jego najlepsza szansa.
— Nie chcę nadużywać życzliwości, planujesz podzielić się posiłkiem, czy sam mam o siebie zadbać? Oczywiście przy drugiej opcji nie będę chować urazy, Dobrodziejka już i tak wiele dla mnie robi — odezwał się.
Ernest
Satoru parsknął śmiechem na tę dumę w głosie Ennis i otarł łzy z kącików oczu, po czym pokręcił głową z niedowierzaniem, kiedy wspomniała o Oriannie.
OdpowiedzUsuń- Mhm... - mruknął, wstając ze swojego miejsca. - Gdybym szukał kogoś do prowadzenia domu i pilnowania dzieci... to faktycznie byłoby szkoda zmarnować tę szansę - przyznał jej i zaraz wzruszył ramionami. - Ale w danej chwili nie szukam, a tu przede mną mam ciebie a nie Oriannę - pochylił się w jej stronę i przesunął spojrzeniem po jej tęczówkach. - Och doskonale zdaję sobie z tego sprawę - zmarszczył nos, gdy go w niego ugryzła. Nie widział potrzeby by chwalić się przy niej tym samym. Gdy rozpoczęła wędrówkę po salonie, on rozsiadł się wygodnie na kanapie i przymknął oczy. - Powiedz jak się czujesz? Zajrzyj wgłąb siebie i zdradź mi tę tajemnicę - szepnął do niej.
Sato
Ernest odetchnął delikatnie, pokazując, że naprawdę się cieszy, że jego dziwne zachowanie jej nie odstrasza. Duchowi również nad wyraz się spodobały te słowa. Uśmiechnął się na twarzy Ernesta, aczkolwiek na swój własny sposób.
OdpowiedzUsuń— A czego się boisz? — zainteresowała się istota z zaświatów. Przechylił delikatnie głowę, odkładając na chwilę skórę, którą wcześniej garbował żywy mężczyzna. — Może jeszcze “N” Ci dodamy, jak nieustraszona, niepowstrzymana, hm? — dodał, po czym przymknął oczy, a Ernest wrócił na swoje miejsce, kontrolując swoje własne ciało. Za to przepraszać nie zamierzał. Akurat to nie brzmiało chyba zbyt dziwnie, a łamaga ze złamanym sercem mogłaby się zainteresować pierwszą, lepszą ładną buźką, która obdarzyła go chociaż odrobiną dobroci. Chociaż oboje wiedzieli, że ni cholery w tym wszystkim szczerości. Wrócił do skóry i wyciął kilka pasów, których potrzebował do pracy. Powstrzymał śmiech, kiedy Ennis zapytała go o zaufanie. Nikomu nie ufał. Nieważne jak słodko by się uśmiechała, nie miał zamiaru jej ufać. Ufał, że ma do niego interes i trochę mu w zamian pomoże - nic więcej.
— Ufam, że i tak robisz dla mnie zbyt wiele — wzruszył ramionami, uśmiechając się do niej wdzięcznie. — Wybacz, ale nie mam szczęścia do hazardu, nie będę ryzykować — dodał jeszcze. Kiedy Ennis sobie poszła sam rozejrzał się za paroma nie trującymi grzybami. Zajrzał przy okazji do dziupli, w której znalazł dwa niewielkie jajka nieznanego mu ptaka. Takie rarytasy rozłożył na płaskim kamieniu, pod którym podłożył ognisko i zaczął szykować coś względnie jadalnego.
— Obstawiałem, że nie ma co nadużywać cudzej dobroci, to i tak deficytowy towar — uśmiechnął się do niej, zdejmując kamień z ogniska. Ennis mogła na nim zrobić swoją rybę.
Ernest
Chłopak zesztywniał cały, kiedy poczuł ponowne ciągnięcie za kostkę. Jego oddech przyspieszył, a w głowie pojawiła się tylko myśl, że ma po prostu głupiego pecha. Odczekał aż uczucie ciągnięcia zniknie i ponownie ruszył w stronę brzegu, ostatecznie na niego wychodząc. Usiadł na nim dygocząc trochę z zimna, strachu i po prostu bólu. Czuł się zwyczajnie źle. Nie miał ochoty na nic. Ubrał się powoli i bez słowa wrócił do drewienek. Złączył je liną, nie do końca przekonany co do tego spływu. Znacznie bardziej wolałby po prostu iść pieszo. Nie przepadał za wodą.
OdpowiedzUsuńAci
Emma wzruszyła ramionami, nie komentując dłużej tematu związków Ennis. Odsunęła się też od niej i wzruszyła ramionami. Nie odpowiedziała również co do swoich własnych braków. Zacisnęła tylko wargi i ruszyła dalej przed siebie. Nie chciała wdawać się w dalsze dyskusje. Ennis ewidentnie jej nie rozumiała i nie chciała zrozumieć, a ona nie chciała już strzępić niepotrzebnie jęzora.
OdpowiedzUsuń- Feniks czy inny Sreniks - skomentowała tylko. - Odpowiednio zaopiekowany zostałby porządnie przypieczony, niczym kurczak z rożna - stwierdziła krótko na wieść o Klausie. Spojrzała za Ennis, gdy ta zmieniła kierunek wędrówki i westchnęła przeciągle ruszając za nią. Popatrzy sobie z plaży na pływającą rybę.
Emma
Satoru wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń- Każda burza, kiedyś wróci z powrotem - zauważył, skoro już bawili się w poetyckie porównania. - Hm... no to ja chciałbym wierzyć, że jestem jak deszcz - rzucił trochę w zamyśleniu. - Wsiąkam w każdy zakamarek ciała, przyprawiam o dreszcze, a kiedy wyschniesz, nie pozostaje po mnie żadne wspomnienie - stwierdził cicho, obejmując ją lekko jednym ramieniem i głaszcząc ją po jej własnym, kiedy się w niego wtuliła. - Mhm... na pewno - zapewnił patrząc jej prosto w oczy. - No chyba, że ty masz na niego ochotę - dodał po chwili milczenia. - Ty decydujesz, En - uśmiechnął się do niej.
Sato
OdpowiedzUsuńErnest przytaknął głową. Miał nawet pomysł z czego mógłby wyżłobić jej takie eleganckie “E”, ale tym zajmie się za chwilę oczywiście. Nie miał zamiaru iść za nią na połowy. Kobieta i bez dwuznacznych gestów miała bardzo bogatą wyobraźnię.
Był w trakcie kończenia swojej małej grzybowej jajecznicy, kiedy Ennis zaczęła udawać niezadowolenie. Może by jej uwierzył, gdyby nie fakt, że dalej miała swój uśmiech na ustach. Na dobrą sprawę nie wyglądała tak, jakby przeszkadzał jej fakt, że sam zajął się swoim posiłkiem.
— Można ją zawsze przypiec na jutro do podzielenia się — zaproponował, zanim zaczęła sama jeść. — Albo możesz zaspokoić własne łaknienie — przytaknął, ale już bardziej sobie samemu, bo Heimerunka była już zajęta swoją rybą. Sam zakończył posiłek, po czym spakował wszystko do swojego plecka. — Idę nad rzekę na chwilę — poinformował ją, skoro ona sama już to robiła. Ruszył nad rzekę, szukając eleganckich kamieni do sakiew dla Ennis.
Ernest
— Kąpać? Niezupełnie — pokręcił głową. Nie chciało mu się tłumaczyć czego dokładnie szukał. Jeszcze sobie pomyśli, że oczekuje wdzięczności, a on po prostu chce trzymać konkretny poziom w swoim fachu - nie jest partaczem i byle jakiego “E” jej do sakiewki nie doszyje. Musiało być eleganckie - Ernest Żelaznoręki miał swoją renomę, której musiał się trzymać. W końcu pracował na nią latami. Przy rzece zdjął, podwinął spodnie i przy okazji zdjął koszulę. Co prawda nie była najlepszej jakości, ale lepszej nie posiadał i nie chciał jej pobrudzić jeszcze bardziej, a że była jasna to plamy byłoby widać, nie to co na jego ciemnych spodniach. Brzuch mężczyzny nie był zbyt imponujący, spędził kilka lat jako więzień i było widać, że nie karmili go zbyt dobrze. Wszedł do wody i zaczął przeszukiwać wodę w poszukiwaniu idealnego kamienia. W tych okolicach były podobnież fałszywe kamienie szlachetne - nie warte zbyt wiele, ale przy odpowiedniej obróbce wyglądały jak prawdziwe drogie cudeńka. — Och, no nie wiem, co uczynię jak Helga postanowi do mnie wrócić? Nie będzie zazdrosna? — zapytał, odwzajemniając jej szyderczy uśmieszek. Wybrał kilka kamieni, które powinny mieć odpowiednie kolory. — Wolisz szafir, tanzanit, czy akwamaryn? — zapytał, podając kamienie, które aktualnie nie bardzo miały takie barwy przez brud, ale przy złamaniach było widać ładną, “bogatą” barwę. Ernest uznał, że Heimerunka ucieszy się z “E”,które pasowało do jej koloru skóry. Poza tym doda nieco farby… tak, to “E” będzie jego podpisem na tych prostych sakwach.
OdpowiedzUsuńErnest
Ernest spojrzał na Ennnis, kiedy zaczęła ubierać się w jego rzeczy. Mógł jednak zostawić na sobie koszulę i buty. Lepiej było mieć brudne i mokre rzeczy niż nie mieć ich wcale. Koszulę jeszcze jakoś za Argar by przebolał - ale bez butów jakoś ciężko było mu sobie wyobrazić tę podróż. Później będzie się o te buty targował.
OdpowiedzUsuń— Z całym szacunkiem, co tak mi na krocze zerkasz? — zapytał, uśmiechając się zadziornie w jej stronę. — Zapewniam, że nie ma tam niczego czego byś już nie widziała, a to co bym wbił Heldze mocno i gwałtownie jest w planach — wyjaśnił. Poprawił pasek na spodniach, tak na wszelki wypadek, bo miał wrażenie, że próbuje mu go zdjąć wzrokiem.
Nie mógł powstrzymać śmiechu, gdy wspomniała o podnieceniu przez trupi odcień skóry.
— Masz ciekawy gust, a więc niech będzie akwamaryn — odparł, sięgając po kolejny taki kamyczek z wody. Wziął też kilka dla samego siebie, zawsze się przydzą, a nóż opchnie jakiemuś baranowi za cenę oryginału. Okazji należało nigdy nie wypuszczać z rąk. Wrócił ponownie do Ennis i założył plecak na ramię. — No to ja jestem po kąpieli — stwierdził, rzucając jej kolejny uśmiech. — Ufam, że mimo iż do twarzy Ci z moją koszulą to ją oddasz? Buty tak samo? Czarna skóra co prawda bardzo Ci pasuje, podkreśla całkiem ponętne łuski, ale chyba jednak rozmiar za duży, hm? — dodał.
Ernest
Sato uśmiechnął się do niej.
OdpowiedzUsuń- Może inna, ale niektóre cechy wspólne z poprzednią będzie miała - skomentował z lekkim uśmiechem na twarzy, w ogóle nie przejmując się tym jej komentarzem. - Burza zawsze wróci - mruknął głaszcząc ją po głowie. Uśmiechnął się krzywo, gdy wspomniała że ona nigdy nie wysycha. - Ale obmywasz się... z ciebie szybko bym zszedł będąc deszczem - stwierdził. - Bo zaraz byś mnie wodą z oceanu zmyła - patrzył jej prosto w oczy. Pozwolił jej na wszystko czego chciała. Nie protestował przed pocałunkami. Przymknął oczy pozwalając jej się bawić, a kiedy skończyła, objął ją delikatnie i oparł wygodniej o kanapę. - Mhm... wiem - zauważył cicho. - Na wiele rzeczy masz odpowiedź, wiele rzeczy wiesz, ale twoje uczucia... nie są jedną z nich - pogłaskał ją znów po głowie. - Ja za to wiem czego chcę - szepnął jej do ucha. - Chcę się dowiedzieć, czego ty chcesz - mruknął i zaśmiał się cicho. - Szkoda, że to takie trudne do osiągnięcia.
Sato
Emma zamrugała zaskoczona.
OdpowiedzUsuń- Ze mną? - zdziwiła się, kiedy ta wspomniała o spaniu ciało w ciało. Pokiwała głową. - Uhm próbowałam. Z Ori tak często śpię - stwierdziła i zarumieniła się na pytanie o tym co by zrobiła by Ennis miała mokro. Zaczęła miętosić koszulę w dłoniach przez chwilę idąc w ciszy. - Uhm to zależy od sytuacji... i od nastroju - bąknęła. - Ale...zawsze możesz... uhm no możesz się przekonać - odchrząknęła.
Emma
Acair jej nie odpowiedział. Nie mazał się, po prostu milczał. Może i był smętny, ale na to akurat nic jej nie mógł poradzić. Nie miał humoru.
OdpowiedzUsuń- Walwan nie będzie chciał ze mną rozmawiać - powiedział krótko. - Niczego nie potrzebuję, Ennis - dodał cicho. - Niczego - mruknął jeszcze, związując kolejne belki ze sobą i odpoczywając po każdej kolejnej. Bardzo go to męczyło. - A ty co taka wesoła, hm? - zapytał. - Odmieniło ci się coś...
Aci
Emma zarumieniła się jeszcze bardziej i zacisnęła mocno wargi. Oddychała nieco szybciej. Aż się cała spięła na to muśnięcie płatka i spojrzała po niej niepewnie.
OdpowiedzUsuń- Tylko śpię - poinformowała ją cicho. - Ori nie jest... Ori... woli mężczyzn - powiedziała cicho, obracając się do Ennis i robiąc krok w jej stronę. - Mhm może - stwierdziła cicho. - Musiałabyś sprawdzić - stwierdziła. - Czy tylko w gębie...
Emma
Acair prychnął pod nosem na te jej wszystkie słowa. Słuchanie własnych rad? Też mi coś. Nikt nigdy nie słuchał swoich rad. Pokręcił lekko głową. Do pouczania pierwszy? Taa, jasne. Niby w którym momencie. Zawsze bał się powiedzieć to czego chciał. Robił to dopiero wtedy, gdy czuł się z daną osobą komfortową. Z nią się czuł i chciał jej pomóc, ale to nie było pouczanie.
OdpowiedzUsuń- Cieszę się twoim szczęściem w takim razie - rzucił chłopak. - I wiesz co? Dobrze, że się cieszysz - mruknął. - Możesz się cieszyć za nas oboje - bąknął jeszcze i zaśmiał się cicho. - Zgrabne pośladki? - odruchowo zerknął przez ramię. - Taa jasne... uwiodłem demona? Nie rozśmieszaj mnie. To demon uwiódł mnie - poprawił ją. - Ale, że wiedziałem jaki jest to nie traktowałem tego poważnie - skomentował. - Zwiałem Heldze? Wyrzuciła mnie ze swojej wieży! Przypadkiem przeżyłem - wrzasnął na nią. - Pokonałem Las? - prychnął pod nosem. - Z łaską mnie wypuścił! - fuknął na nią i uderzył pięścią w drzewo. - To rzygaj jak chcesz! Nikt ci nie broni! - fuknął na nią.
Aci
Emma wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Może nie chcę? - zaproponowała taką opcję. - Może lubię być po prostu uległa? - dodała zaraz. - Wszystko co inicjuję potem okazuje się idiotyczne - mruknęła. U Mohe przecież zainicjowała i co? Odsunął się od niej. Zdecydowanie jej nie chciał. Była beznadziejna. Dłonią przesunęła po swoim brzuchu przez chwilę milcząc. - Może kręci mnie to jak mną się poniewiera? Może jestem zwykłą kurwą - dokończyła. - Kto wie? - wzruszyła ramionami.
Emma
Nie odpowiedział jej na te zakamarki, tylko posłał w jej stronę łagodny uśmiech. Ucałował jej powieki i policzki, po których spłynęły łzy. Nic nie mówił, po prostu ją obserwował. Nie była sobą... a może właśnie nią była i dopiero odkrywała siebie? Może nie potrafiła się takiej zaakceptować? Czy on potrafiłby się takiego zaakceptować? Szczerze w to wątpił. W pewien sposób mógł się z nią utożsamić. Kiedy się odsunęła nie oponował, mimo wszystko obejmując ją lekko ramionami. Nie spuszczał z niej wzroku. Pozwolił się znów pocałować i zaśmiał cicho.
OdpowiedzUsuń- Miejmy więc nadzieję, że przeżyję ten cios. Podobno, gdy tak się dzieje człowiek jest zwyczajnym szczęściarzem. Miło by było dla odmiany mieć po prostu szczęście - uśmiechnął się do niej delikatnie i wsunął dłoń w jej włosy, bawiąc się nimi przez chwilę. - Fascynujące - szepnął. - Nawet twe włosy pozostają delikatnie wilgotne - owiał jej ucho swym oddechem.
Sato
Parsknął śmiechem, kiedy rzuciła o szczegółach. Przed chwilą właśnie te szczegóły podała, a teraz zmieniała wersję.
OdpowiedzUsuń- To rzygaj, podobno chcesz - skomentował chłodno i pokręcił głową. Gdy go pchnęła zrobił kilka kroków w tył, ale utrzymał się na nogach i skinął głową. - No, masz rację - skomentował tylko, bo w danej chwili nie miał sił z nią dyskutować. Może i był właśnie takim frajerem i niemotą. Trudno. Taki już był i jak jej się nie podobał to był jej jebany problem. - A właśnie... - dorzucił po chwili i zaintonował pieśń oceanu. - O co chodzi? Co oni mówią? To gody jakieś były? - zapytał jej jakoś tak odruchowo, zmieniając na moment temat.
Aci
Emma wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń- Nie czuje się dobrze z tym inaczej - sapnęła, zaciskając pięści. Odsunęła się od niej o krok i pokręciła głową. - Nie wiem - burknęła. - Jeszcze nie wiem... nie minęło za dużo czasu, by to stwierdzić - zacisnęła wargi. - Może noszę, ale... ale nie jego - splunęła w bok. - Nie Peruna - spojrzała po niej ostro. Pokręciła głową. Nie trwała. Wyrwała się z jego rąk, ale dalej... dalej czuła się jak zwykła szmata. Kurwa, dziwka. Choć nie powinna. Wiedziała, że nie powinna. Oczywiście, że wiedziała, ale czuła. - Mhm jestem... i Emmy też nie lubię - mruknęła, gdy Ennis już zniknęła w otchłani wody. Pomasowała sobie obolałe policzki i naburmuszyła trochę, siadając na piasku. Zsunęła buty, by zanurzyć w nim swe stopy i bawiła się piaskiem.
Emma
- To rzygaj! Proszę bardzo! Nikt ci nie broni! - wrzasnął na nią, masując sobie policzek i patrząc po niej oczyma lekko zaszklonymi. Nie dość, że wszystko go bolało, dalej walczył z temperaturą a część ran nie chciało się goić to jeszcze strzelała mu w papę. Pięknie, po prostu genialnie. - Planowałem umierać - odparł szczerze. - Tam w lesie, zamierzałem umrzeć - mruknął po prostu, nic sobie nie robiąc z jej kpiny. - Jestem po prostu ciekawy - mruknął. - Lubię wiedzieć różne rzeczy - skomentował. - Mam trzy typy... albo pieśń godowa... albo wzywająca do walki... albo jak wspomniałaś wzywająca do siebie czy coś... żeby umrzeć?
OdpowiedzUsuńAci
- Peruna dziecko usunęłam - powiedziała bez ogródek, kiedy już Ennis nie słyszała. Dalej czuła co do tego lekkie wyrzuty sumienia, ale wiedziała, że dziecko nie miałoby przyszłości, a ona.. ona nie byłaby w stanie go pokochać. Zagryzła mocno wargi bawiąc się dalej piaskiem. Nie patrzyła nawet na wodę, zapominając, że przyszła tu z Ennis, dopóki ta z powrotem się nie wyłoniła.
OdpowiedzUsuń- Nie wiem czy noszę w sobie dziecko - spojrzała po niej. - Orianna mówi, że muszę poczekać jeszcze dwa tygodnie by mieć pewność podczas jej badań - wyjaśniła jej, opierając policzek na swych kolanach. - Mhm... ojciec dziecka tu jest... - szepnęła. - A ja... - wzruszyła ramionami. - ...bardzo go lubię.
Ennis
Popatrzył na jej ślinę POD swoimi butami i pokręcił z niedowierzaniem głową.- O jak mi przykro - rzucił sarkastycznie. - Ty wiesz w ogóle co to rzyg czy i z tym trzeba cię pouczać? - uniósł wysoko brew, po czym pokręcił lekko głową. - Chciałem umrzeć i nie wiem Ennis czy dalej chcę czy nie chcę - odparł zgodnie z prawdą. - Nie wiem, po prostu nie wiem - zacisnął wargi. - Tak, tak, jestem, cipa, zwiędły kutas i frajer i aż rzygać się chce, ale jak już się chce to nie rzygasz bo nie wiesz co to znaczy rzygać - skomentował tylko. - A co do pieśni to jestem ciekawy i tyle.
OdpowiedzUsuńAci
- A ty masz dzisiaj dni kobiece czy jak? - zerknął na nią. - Najpierw twierdzisz, że chcesz rzygać, a za chwilę że nie chcesz... - prychnął pod nosem. - To się w końcu zdecyduj, a nie pierdolisz od rzeczy - mruknął tylko, słuchając o pieśni oceanu. W pierwszej chwili zastanowił się nad znaczeniem słabej jednostki. Nie rozumiał dlaczego nie został wciągnięty przez nich, zwabiony przez ten głos w głębiny. W drugim zgrzytnął nieco zębami, bo przecież mógłby chociaż stać się pokarmem dla biednych dzieci, a nie... a dopiero potem przyszedł ten jeden mankament. Wbił spojrzenie w Ennis. - Mhm... czyli rozumiem, że jak mi ją pokazywałaś... to o tym wiedziałaś, tak? - spojrzał po niej uważnie i westchnął ciężko, wracając do pracy nad tratwą. - Aha - stwierdził tylko.
OdpowiedzUsuńAci
Emma uniosła na nią swe spojrzenie i mruknęła coś pod nosem.
OdpowiedzUsuń- To nie dobrze - stwierdziła cicho, nie do końca wierząc Ennis. Tak bez badań i innych rzeczy. - Skąd to wiesz? - zapytała jej zaraz nieco zainteresowana. - Naucz mnie tego rozpoznawać - dodała zaraz. - Proszę - mruknęła cicho i zacisnęła mocno wargi. - Nie jesteśmy przyjaciółkami - stwierdziła krótko. - Więc możesz powiedzieć śmiało co myślisz - mruknęła, wpatrując się teraz w ocean. - Ja go lubię, ale on zdaje się być mną przerażony... chyba go osaczyłam - szepnęła. - Chyba... osaczam wszystkich których lubię... - dodała. - Powinnam mu powiedzieć? A co jeśli będzie chciał bym je usunęła? - spojrzała po niej przelotnie. - Jeszcze nie zdecydowałam czy chcę usuwać...
Emma
— Raczej sugeruje, że masz ochotę doprowadzić mnie nie tylko do Argaru — zasugerował, patrząc spokojnie po Ennis. Nawet nie wiedziała jakie to było kurwa trudne! Chciało mu się rzygać na samą myśl, żeby znowu to zrobić, a cholerny duch po latach bez ciała cały czas mącił i namawiał, żeby sobie skorzystać, skoro zdaje się sama namawiać! Nieznośna kobieta, naprawdę. Uśmiechnął się w końcu do niej i pokręcił głową. — Jestem romantykiem, w taki sposób nie zobaczysz co mam w spodniach — powiedział w końcu po dłuższej chwili, podczas której kłócił się ze swoim kompanem w myślach.
OdpowiedzUsuń— Delikatna?! — tym razem duch się odezwał wściekle. Chwycił zaplątaną w glony i wodorosty gałąź i walnął nią o kamień, a potem wyrzucił wszystko przed siebie. — Zapłaci z nawiązką za wszystkich i wszystko! — krzyknął, po czym podszedł do Ennis. — Lubię rubaszne, ładne i charakterne, które słodko pachną — przysunął nos do jej szyi, po czym zaciągnął się jej zapachem. Po chwili odsunął się gwałtownie i spojrzał na Heimerunkę uśmiechając się zaczepnie. — Nie tylko Ty możesz grać w tą grę — odparł, po czym zaśmiał się lekko, kręcąc głową. Sam nie wierzył w to co się stało. Pieprzony duch. To nie tak miało wyglądać. Nie pójdzie z nią do łóżka! Nie ma opcji! To nie jest jego decyzja i nie ma zamiaru więcej ulegać! Teraz ma pieprzony wybór. Zaśmiał się lekko na kolejne słowa En. Osobiście uważał, że jego gust jest ciekawszy, ale nie miał zamiaru tego kobiecie zdradzać. Chwycił kołnierz własnej koszuli i poprawił go kobiecie, zahaczając palcami o szyję, którą delikatnie pogładził.
— Chciałabyś, hm? — sam szepnął, zbliżając swoją twarz do jej, wpatrując się w te drapieżne oczy. — Musisz się bardziej postarać — odparł w końcu, uśmiechając się szerzej, po czym odwrócił się i ruszył w stronę szałasu i ogniska.
Ernest
— Niech to pozostanie nasza słodka tajemnica, może kiedyś wyjdzie z cienia — puścił jej oczko. Opcji było wiele - mogła chcieć go zabrać do łóżka, mogła chcieć go przetestować, wkurwić, doprowadzić do szaleństwa - cała gama, z której nie zamierzał przebierać, a rozwiązanie z każdej strony było bardzo proste i jasne - nie dać się złapać. Przynajmniej dla niego. Duch był bardziej prostolinijny. Uważał, że chodzi o seks, a skoro miał do dyspozycji ciało, to czemu sobie nie skorzystać. Zaśmiał się na słowa o słonym zapachu.
OdpowiedzUsuń— Nie sądzę — pokręcił głową. Nie był teraz pewny, który z nich to powiedział. Fakt, Ennis pachniała morzem, ale nie nazwałby tego słonym, smutnym zapachem jakiegoś stęchłego portu. Było w tym coś więcej. — Zgadnij — dodał spokojniej, kiedy zapytała o to czy przejdzie w końcu do rzeczy. Przymknął oczy, kiedy dotknęła jego ciała. Miała ostre paznokcie, które przynosiły jedynie złe wspomnienia. Nie było w tym nic przyjemnego, ale twardo nie pozwalał sobie dać znać po tym. Zamiast tego wypuścił delikatnie powietrze przy jej ramionach i uśmiechnął się lekko, wracając do niej twarzą.
— A Ty się przy tym świetnie bawisz — zauważył. Musiał przyznać, że lubił wyzwania dla umysłu, a Ennis zdecydowanie takim wyzwaniem była. Jakiś jeden plus tego nieszczęsnego sojuszu. — Sądzę, że widziałaś, wbrew pozorom patrzyłem jakiś czas temu w lustro — zaśmiał się. Nawet w latach swojej świetności nie posiadał jakiś uwodzicielskich atutów, żadnych sporych mięśni, żadnego brzucha żłobionego przez wszystkie bóstwa tego świata - był rzemieślnikiem, miał więcej siły, ale nigdy nie trenował ciała, tak jak wojownicy i nie zamierzał się tego wstydzić. — Lepiej Ci w rozpiętej, masz wyjątkowo śliczne łuski — rzucił zaczepnie, bo w trakcie wymiany zdań udało mu się rozpiąć jeszcze kilka guzików od koszuli, ostrożnie i powoli. Ręce, palce miał bardzo zręczne, ba szczycił się tym, że nawet złodzieje nie potrafili tak zręcznie operować dłońmi jak on, misterna robota w końcu wymagała wyjątkowych umiejętności, a jego palce pianisty idealnie się do tego nadawały.
Ernest
Nie odwracał wzroku od Ennis, nie miał zamiaru okazywać słabości w takiej sytuacji. Za dobrze się przy tym bawiła, a on chciał trzymać jej uwagę, żeby nie zostawiła go w drodze do Argaru. Albo do jakiejkolwiek zapyziałej wsi, w której mógłby dostać porządną mapę. Zaśmiał się lekko, wolną ręką łapiąc delikatnie jej podbródek. Dotknął kciukiem jej dolnej wargi i przejechał nim delikatnie.
OdpowiedzUsuń— Szczerze wątpię — szepnął zbliżając się do niej. — Jesteś zbyt skupiona na innych rzeczach, żeby się podniecić — zauważył, uśmiechając się do niej niewinnie. W niczym nie przypominała kogoś kto właśnie wchodził w stan podniecenia. Miała na sobie zadziorny, dominujący uśmiech i coś odrzucającego, ale bardzo kuszącego w oczach, ale seksu tam absolutnie nie było. Po prostu chciała się nad nim poznęcać, a on nie pozwalał sobie na to. Nawet jeśli bliskość bolała, jakoś da radę, a ona w końcu się znudzi, jeśli nie dostanie swojego biednego, błagającego o uwagę chłopca. Tak przynajmniej myślał. Zabrał dłoń z jej twarzy, nie odrywając wzroku. Przynajmniej przy takiej zabawie całkiem łatwo będzie odzyskać koszulę. Uśmiechnął się szerzej.
— Każda zmora ma swojego adoratora jak to mówią — zauważył. — Brzydotę nadrabiam innymi rzeczami — rzucił, kiedy wróciła do niego spojrzeniem, pozbywając się ostatniego zapiętego guzika. — Będę miał co wspominać nocami. Nikt Ci nie mówił, że tęsknota jest bardzo seksowna? — zaśmiał się, kiedy już szedł w stronę szałasów. Zrobił niewinną minę, gdy wspomniała o Heldze. Jego - Ernesta Helga nie ceniła, nawet go nie znała. Co nie zmieniało faktu, że obiecał dać tej kobiecie do wiwatu w zamian za wolność. A później puści z dymem ten cholerny pałac razem z zapyziałymi lochami. Kroczek po kroczku.
Ernest
Mruknął cicho, kiedy oblizała jego palec, zaciskając zęby i przymykając oczy. Odegnał nieprzyjemne myśli, utrzymując swoją maskę najlepiej jak potrafił.
OdpowiedzUsuń— I co ja biedny wtedy zrobię? — zapytał niższym tonem głosu. Przynajmniej teraz duch współpracował. Może jednak nie był aż tak pozbawiony rozumu jak z początku mu się wydawało. Dobrze, cierpliwość, cierpliwość zaprowadzi nas daleko.
— Ooch, czyżbym słyszał współczucie z ust takiej piękności? Schlebiasz mi — zaśmiał się lekko. Mężczyzna patrzył, uważnie taksując ją w tych jego ubraniach. Nie mógł powstrzymać uśmiechu.
— Tak, masz styl, sprytna sztunia, ładna, śliska… ciekawe co tam jeszcze pod łuskami ma — zastanowił się, zatrzymując wzrok na obojczykach i dekolcie. Sam oblizał wargę, po czym zakrył usta. Teraz pozwalał sobie zdecydowanie na zbyt wiele. Usiadł pod drzewem, które wcześniej sobie upatrzył, wyciągając z plecaka zestaw krzemieni i dłut różnej wielkości, a także lampę, do której włożył świeczkę, którą wcześniej sobie odpalił. Wyjął akwamarynowy kamyk i zaczął na nim drążyć najładniejsze “E” jakie tylko potrafił zrobić swoimi zręcznymi palcami.
— Moje ręce są bardzo seksowne i utalentowane — zaznaczył, przypominając sobie o jej komentarzu. Zobaczy to po tych cholernych sakwach. — Wybacz, ale jeszcze pracuję, jak chcę zdążyć przed Argarem, to muszę trochę zarwać nockę — uśmiechnął się do niej niewinnie. Po prawdzie miał zamiar pójść spać tutaj, albo w szałasie, ale dopiero jak już kobieta zaśnie.
Ernest
Ernest uśmiechnął się pod nosem na jej komentarz, chwytając w ręce cienki przybór do wydrążenia literki, która była mu potrzebna. Kiedyś prośba o sakwę byłaby poniżej jego godności, ale aktualnie nie mógł za bardzo wybrzydzać, jeśli miał zamiar w przyszłości zrealizować swoje plany. Praca była mozolna i długotrwała, ale miał zamiar zrobić to tej nocy, żeby jutro zacząć szycie.
OdpowiedzUsuń— Nadziei na co dokładnie, enigmatyczna, ekstrawagancka, elitarna, emejzin Ennis? — zapytał, nie odrywając wzroku od swojej pracy. Nie miał po co knuć. Chciał iść po niej spać, bo nie bardzo jej ufał, a jeśli sama zaśnie, to znak, że będzie mniej więcej niczego nie kombinowała samodzielnie. Chociaż… bezpieczniej będzie spać dalej. Runo leśne powinno swoje zrobić, bo sam miał lekki sen. Czymś się okryje i przy ognisku nie zamarznie w nocy. Ale to, że już teraz wyciągała takie wnioski całkiem sporo o niej mówiło. To nie będzie podróż, podczas której będzie mógł spokojnie zasnąć, chyba, że znajdą po drodze inną ofiarę, której się uczepi, a on zostanie wystarczająco potrzebny. Tym bardziej musiał pokazać jak dobrym rzemieślnikiem jest.
Ernest
Emma spojrzała po niej i zacisnęła mocno wargi, po czym skinęła głową.
OdpowiedzUsuń- Dobrze - odparła cicho, nie do końca rozumiejąc po co te głupie komentarze. Wystarczyło powiedzieć, że nie chce podzielić się tajemną sztuką, jaką było rozpoznawanie kobiet w ciąży zanim te nawet miały oficjalne podejrzenie co do tego. Wzruszyła ramionami. - Właśnie dlatego jesteś odpowiednia do wysłuchania - skomentowała. - Bo cię nie obchodzę i nie będziesz na siłę dawała bzdetnych rad - dodała zerkając na nią. Zacisnęła delikatnie pięści słuchając jej słów. Mhm, miała rację. Faceci byli tępymi dzidami. Perun wystarczająco mocno jej to udowodnił, a ona dalej łudziła się, że ktoś inny taki nie będzie. Czy Mohe nie miał mnóstwa kobiet na jedną noc? Czyż się nimi nie bawił? Zacisnęła mocno wargi i raz jeszcze dotknęła swojego brzucha. - Czyli lepiej żebym mu nie mówiła - stwierdziła cicho. - Mhm... nie wiem czy chcę, Ennis. Nie wiem czy chcę znów płakać po usuniętym dziecku - zacisnęła mocno wargi, opierając czoło o kolana.
Emma
Acair prychnął pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Popracuj nad dotrzymywaniem swoich gróźb, bo te przestają działać, skoro za każdym razem ich nie wykonujesz - skomentował tylko w odpowiedzi i uśmiechnął się do niej słodko. - Och z pewnością zesrałbym się z przerażenia, kiedy ty zdechłabyś ze śmiechu. To oczywiste, skoro takie niespotykane. Poza tym... ty? Ze śmiechu? - uniósł wysoko brew. - Nie wiem co musiałoby się stać, by taka sytuacja faktycznie się wydarzyła - stwierdził, ostatecznie dorzucając jeszcze jedną belkę do tratwy. Zaczynało mu się powoli robić słabo, więc nabrał kilka głębszych oddechów. Zacisnął mocno wargi, kiedy się przyznała do znajomości efektu. Cóż, nie mógł powiedzieć, że się tego nie spodziewał. Westchnął ciężko.
- W takim razie przestań pierdolić od rzeczy i dawać mi rady w swoim starym dobrym, zrzędzącym stylu - skomentował. - Skoro i tak cię nie obchodzę to serio nie rozumiem skąd w tobie tyle złości na to... że się marzę czy że mam taki a nie inny humor. No mam i nic ci do tego - rzucił tylko. - Chciałaś żeby ocean mnie zabił - stwierdził. - Ale wiesz... do tego nie potrzeba pieśni. Wystarczyło mnie wrzucić na głęboką wodę... prędzej czy później utonę - skomentował. - Tak na przyszłość, gdybyś jednak szukała innej metody - zacisnął mocno wargi.
Aci
Satoru musnął nosem jej ucho i pokiwał głową.
OdpowiedzUsuń- Mógłbym - stwierdził cicho. - Ale co mi by to dało? - spojrzał po niej, unosząc lekko brew. Poza oczywistym odsunięciem się od niego Ennis i zamknięciem się na wszystko, bo "jesteś taki sam jak inni", nic kompletnie by mu to nie dało. W duchu stwierdził, że jeśli faktycznie będzie ją miał dość to był niesamowicie prosty sposób, żeby się jej "pozbyć". Westchnął do swych myśli, gdy ona ponownie zaczęła ją całować. Nie hamował jej w tym, opuszczając jedynie dłonie. Mruknął cicho z odczuwanej przyjemności i zatrzymał jej nadgarstki przy trzecim guziku. - Pani czy zdajesz sobie sprawę z tego co chcesz zrobić? - zapytał jej patrząc jej prosto w oczy. - Chcesz mnie wziąć, wykorzystać do swych niecnych celów a potem odwrócić kota ogonem i stwierdzić, że to ja wykorzystałem cię - przesunął palcem po jej ustach. - Mhm pani - szepnął jej do ucha. - Jeśli sobie tego życzysz, zostanę dziś twym niewolnikiem, pozwolę sobie założyć smycz, ale najpierw... - pogrzebał w kieszeni i wyciągnął z niej kawałek papirusa. - Podpisz mi oświadczenie... "Ja, Ennis, Rybcia, jestem świadoma tego co robię Satoru. Chcę go wykorzystać, a potem porzucić. W tym celu decyduję się na bliskość cielesną, bo ta jest najłatwiejsza ale i najbardziej brutalna. Dzięki mym działaniom udowodnię, że on jest taki jak wszyscy inni i przypieczętuje tym samym swe przekonanie o mężczyznach. Działam świadomie w tym celu, a on nie ma z tym nic wspólnego" - zacytował tekst, który będzie na papirusie. - Kiedy podpiszesz... zrobisz ze mną co zechcesz - spojrzał jej prosto w oczy.
Sato
— Emejzing — powtórzył za nią Ernest, żeby lepiej zapamiętać słówko. Nie miał co prawda pojęcia co oznaczało, musiało być chyba jakieś argarskie, bo nie brzmiało jak żaden inny mathyrski język. — To moja najlepsza koszula, pewnie jej nie odzyskam — wzruszył ramionami. Od teraz będzie chodził w samych gorszych ubraniach, co by ją ręce nie świeżbiły. Aktualnie chciał tylko swoje buty odzyskać. Aktualnie skupiał się na swoim zadaniu. Praca była mozolna, ale efekt jego zdaniem był tego warty. Nie miał zamiaru się na nią gapić, ale pewnie już o tym wiedziała, biorąc pod uwagę jego skupienie nad własną robotą. Kiedy “E” było już skończone w dwóch egzemplarzach po jednym na każdą sawkę minęły jakieś 4 godziny. Miał jeszcze czas na trochę snu, więc schował wszystko do plecaka, wyjął lnianą, prostą koszulkę o kolorze zgniłej trawy i kilku brzydkich rozdarciach na rękawach czy kołnierzyku, po czym powoli podszedł do ogniska, które było przy szałasie. Usiadł, upewnił się, że Ennis dalej śpi, a wtedy sięgnął powoli po swoje buty, założył je, a na koniec poszedł spać, opierając głowę o swój drogocenny plecak. Wstał o pierwszych promieniach słońca, gdyż te uparcie padały mu na oczy. Wstał zaraz na równe nogi, biorąc plecak w ręce. Ziewnął niedbale. Nie był to najlepszy sen w życiu, ale dalej lepszy od lochów. Przydałoby się coś zjeść teoretycznie, ale nie miał zamiaru zostawiać Ennis samej, jeszcze by poszła bez niego.
OdpowiedzUsuńErnest
Ernest spojrzał na Ennis, gdy się do niego odezwała. Wcześniej pilnował się, żeby na nią nie spojrzeć w trakcie snu, chociaż jego kompan bardzo chciał nacieszyć oczy. Jakby to miało im w czymkolwiek pomóc. Kobieta ewidentnie tak naprawdę tego nie chciała i nie było sensu samemu jej zaczepiać. Partycypować w gierkach można było przy wcześniejszym zaproszeniu, aby utrzymać się na dobrej stronie łask Heimerunki. Zaśmiał się, gdy wspomniała o koszuli i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń— No cóż, każdy orze jak może — odparł. Ciężko było coś ukraść w mieście przestępców, więc niestety jedyne ubrania jakie miał to takie na jakie było go stać. A aktualnie miał przy sobie jedynie kilka miedziaków, o czym Ennis wiedzieć nie musiała. Liczył na urok osobiste i zręczne dłonie przy następnych zakupach. Sam uważnie taksował ją wzrokiem, kiedy zaczęła go obserwować i prychnął delikatnie, zasłaniając usta, gdy wspomniała, że musi nad sobą popracować.
— Zaraz pomyślę, że chcesz zrobić ze mnie swojego partnera — zażartował, unosząc delikatnie brew do góry. — Twarz mam przystojną, a ubrania można kiedyś wymienić — wzruszył ramionami. Na informacje o jedzeniu w drodze nie odpowiedział. Liczył, że zajdą do jakiegoś przybytku i zje coś co ma chociaż jedną przyprawę i nie będą to jakieś pierwsze lepsze jadalne znajdźki. Chociaż prawdę mówiąc jego największą uwagę przykuło jej dziwne zachowanie.
— Pokrewna dusza — duch się odezwał, wyraźnie zadowolony, że nie tylko jego nosiciel jest doprowadzony do szaleństwa przez nieznane mu siły i moce. Nie komentował tego bardziej ani nie pytał - miał wrażenie, że tylko sobie tym zaszkodzić.
Nie mógł powstrzymać uśmiechu, kiedy En zaczęła przed nim pozować w jego koszuli. To był całkiem zabawny pokaz, biorąc pod uwagę jej zadziorny, ociekający seksapilem, szalony charakterek.
— Ładnemu we wszystkim ładnie — odparł, zbliżając się delikatnie do niej, żeby poprawić kołnierz, który był nieco nierówno. — Ale dobra szata zdobi człowieka, także noś z dumą, najdroższa rzecz jaką kupiłem w życiu — wyjaśnił. Co prawda w tym życiu odkąd uciekł opętany z lochów, ale kto by liczył. Jeszcze raz uważnie ją obejrzał i przytaknął sobie głową, kiedy uznał, że ubranie leży całkiem znośnie. — Nie śmiałbym myśleć, że jesteś bezbronna — odparł. Miała całkiem drapieżne zęby, nie wspominając o ostrych paznokciach czy sakwach i tobołkach, w których z pewnością nie miała samych ubrań. Ktoś taki jak ona nie mógł być bezbronną niewiastą, zdecydowanie to do niej nie pasowała. Kogoś takiego mogłaby tylko udawać, gdyby jej się chciało. Zaczął iść obok niej w stronę, miał nadzieję, upragnionego Argaru.
— Dzisiaj albo jutro skończę, zależy kiedy będę mógł zacząć szyć — wyjaśnił. — Ale przed Argarem do ręki Ci nie dam, są zbyt lepkie — uśmiechnął się do niej szelmowsko, patrząc zaraz na koszulę, której już nie odzyska.
Ernest
Sato uśmiechnął się do niej pobłażliwie.
OdpowiedzUsuń- Są kobiety, których nie warto wrzucać na taką listę - stwierdził, przyciągając ją mocniej do siebie i obejmując ramionami. Widząc jej spojrzenie uśmiechnął się zadziornie. - Cóż... właśnie dlatego decyduję się w tym domu nie przebywać - stwierdził po prostu. - Ta, jak to określiłaś, naiwniaczka była moim błędem - stwierdził sucho. Nie powinien był tego jej robić. Zwłaszcza, gdy chciał dalej utrzymywać z nią kontakt. Była niewinna, przynajmniej cieleśnie, a teraz zbezczeszczona przez niego samego. Zaśmiał się sucho na te wszystkie epitety w jego stronę. - Och, dziękuję, dziękuję - rzucił z szelmowskim uśmiechem. - To dla mnie najwyższy zaszczyt usłyszeć, że tak piękna kobieta ma ochotę strzelić mi w pysk - wyszczerzył się do niej. - Mhm ależ nie jestem - poczochrał jej włosy i zaczął masować skórę jej głowy swoimi palcami. - Jestem jak otwarta księga, niczego przed tobą nie ukrywam - parsknął jeszcze. Ta mikstura była wręcz niesamowita. Musiał pamiętać, żeby jednak trzymać się od niej z daleka.
Sato
— Z całym szacunkiem, tępe dzidy mnie nie interesują jeszcze bardziej niż seks — udał obruszenie, dotykając dłonią swojego serca. — I co taka mizerota by zrobiła z taką dzidą? Tępe dzidy niezależnie od płci nadają się do gry w karty i interesów — uśmiechnął się do niej, wyciągając jeden kamień przypominający szafir, który uznał za niepotrzebny i podał go Ennis, ot ze zwykłej życzliwości i popisania się swoimi zdolnościami. Wystarczyło trochę nad tym popracować i przy idiocie zgarnie za to kilkanaście sztuk złota za każdy egzemplarz. — Tępa dzida da Ci za to górę złota jak szybko opchniesz — rzucił. Może tak zaskarbi sobie więcej przychylności? Nie mówił o przyjaźni, ale chciał się upewnić, że będzie bezpieczny podczas swojej podróży. Toteż szedł obok Heimerunki, myśląc o swoich sprawach, a kiedy coś zaczynała mówić, to od razu poświęcał jej całą swoją uwagę, żeby czuła się wysłuchana.
OdpowiedzUsuń— Oczywiście, Ty wszystko masz ładne, ja nie mam co się z Twoją urodą równać, chociaż… hmmm…. — zawiesił chwilę wzrok na Ennis a potem na sobie. — Moja bielizna na Tobie by była pewnie dla połowy Mathyr zbrodnią, a ja nie mam zamiaru wpadać w niepotrzebne tarapaty — zbliżył się do niej i poklepał ją lekko po plecach, zbliżając twarz do ucha — toteż enigmatyczna Ennis trzymaj się z daleka od mojej bielizny, życie mi jeszcze miłe — wyszeptał niewinną prośbę, po czym odsunął się od niej. Wzruszył ramionami, gdy wspomniała, że nie pokaże mu swojej najdroższej kreacji.
— Masz rację, taki ze mnie pies na baby, pewnie bym kociokwiku dostał — poprawił włosy. — Ale szkoda, byłoby na czym oko zawiesić — dodał innym tonem głosu. Przytaknął jej ruchem głowy, gdy wspomniała, że jego koszula jest o niej bezpieczna. — Yhym, będziesz miała coś do wspominania — dodał jeszcze, w połowie zdania wracając swoim głosem do normalności. Ta podróż byłaby zdecydowanie łatwiejsza, gdyby niebezpieczne kobity nie byłyby w typie jego przyjaciela. Cholerny duch. Miał gust, ale był uciążliwy. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy zniszczyła swój szałas. Była przedsiębiorcza. Akurat to sam bardzo lubił.
— Sprytna z Ciebie sztunia — pochwalił ją, zanim jeszcze wyruszyli. Zaśmiał się szczerze, kiedy nazwała go “Dziubkiem”. Naprawdę miała poczucie humoru.
— Mam interes do Twoich łask, nie opłaca mi się Cię denerwować — uśmiechnął się do niej. W końcu ich zaufanie było jedynie transakcją.
Ernest
Jej czerwone policzki połechtały mu ego. Uśmiech nie chciał zejść z jego twarzy, kiedy tak ją obserwował. To skrępowanie, te zmieszane spojrzenie, te mruczanda i bączenie. Zaśmiał się lekko, gdy wspomniała, że jest kłamczuchem i pomasował ją lekko po plecach.- Mhm sama w to nie wierzysz - stwierdził po prostu i zaczął gwizdać sobie pod nosem. - Jasne, pani. Już przestaję się odzywać, jakem posłuszny niewolnik, pies na twej smyczy - dorzucił, zakluczając sobie usta dłonią i wyimaginowanym kluczem, a następnie wyrzucając go daleko za siebie. Ucałował czubek głowy En i po prostu przy niej trwał. Tylko tyle. Nie zrobił żadnego innego ruchu.
OdpowiedzUsuńSato
Zastanowił się nad odpowiedzią odnośnie podrabiania innych rzeczy. O wiele bardziej wolał wyrabiać, ale wiedział jak się szybko dorobić na różnych podróbkach. Wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń— Zależy czego chcesz — odparł politycznie, dzięki temu nie zdradzi też zbyt wiele. Chciał czuć się potrzebny, ale nie musiała wiedzieć o nim wszystkiego. Nie przejął się komentarzem odnośnie charakteru. Mało go interesowało czy był uważany za wazeliniarza. Zapamiętał jednak, żeby obrać nieco inną taktykę na resztę podróży. Zaśmiał się lekko.
— A kto powiedział, że mi się w niej pokazywać? — zapytał. Chciała mu tym zagrozić? Uśmiechnął się na słowa o zachęcie. Słuchał jej i ostatecznie uznał, że Ennis lubiła być czymś zainteresowana, ale potrafiła się łatwo nudzić, a zwykłe pochlebstwa nie łatwo ją kupowały. Trudniejsza przeciwnika niż by podejrzewał wcześniej. Jedynym plusem był fakt, że tym razem odczepi się od przytyków odnośnie jego ciała. Zaśmiał się lekko.
— Brzmisz jakby to nie było niechcący, z całym szacunkiem, cenię sobie Twoje towarzystwo, ale życia dla Twojego uśmieszku nie oddam — odpowiedział spokojnie, po czym zerknął na drogę, którą maszerowali. Okolica sporo się zmieniła przez ostatnie lata. Nie poznawał okolicy, w której się znajdowali. Wolałby, żeby dotarli już do cywilizacji.
Ernest
Acair spojrzał po niej i roześmiał się również, bawiąc się z tej potyczki słownej. Oj jak ona próbowała mu dopiec i jak to bardzo nie wychodziło. Wszystko przez to, że miał tak paskudny humor. Pokiwał głową.- Zapewniam cię, że jest wiele rodzajów gróźb - skomentował. - A niektóre gadki szmatki motywacyjne wcale nie pomagają - dorzucił tylko, patrząc na swoje dłonie. - Aha, no świetnie - westchnął wstając z miejsca. No to po co w ogóle pierdzieliła o wspólnej podróży? Po co to wszystko? Chciała sobie poprawić humor? Połechtać ego. Prychnął pod nosem. - Świetnie - powtórzył wchodząc do jej szałasu tylko po to by zabrać swoją torbę. - To trzymaj się. Miłej podróży - mruknął i zostawił tratwę w pizdu, by ruszyć brzegiem rzeki, powoli i mozolnie. Skoro i tak zamierzała iść w swoją stronę to on mógł zrobić dokładnie to samo. Zacisnął dłonie na swej torbie. Chociaż musiał się trochę motywować do każdego kroku, gdyż jego stan nie pozwalał mu na nic lepszego to brnął przed siebie. Szlag by to. Wyciągnęła go z gór i teraz będzie tam musiał wrócić co by nie nadrabiać tyle drogi.
OdpowiedzUsuńAci
OdpowiedzUsuńErnest przytaknął jej ruchem głowy, chociaż wątpił, aby go znalazła, gdy ich drogi się rozejdą. Miał dosyć napięty grafik i niekoniecznie miał ochotę czekać na kogoś kto może będzie w stanie dać mu kilka złotych monet. Zaśmiał się zaraz, kiedy dalej kontynuowali temat jego gaci.
— Moje gacie, moja koszula, moje inicjały, ktoś by pomyślał, że próbujesz się pode mnie podszyć — zażartował, uśmiechając się do niej zaczepnie. Popatrzył po niej, kiedy opowiadała o tym jakby to niechcący się go pozbyła i wzruszył ramionami.
— Zawsze grozisz takim uroczym tonem? — zapytał, patrząc uważnie po buzi kobiety. Zaraz sam wrócił wzrokiem na ścieżkę, starając się jak najlepiej zapamiętać trasę na przyszłość. Pewnie jeszcze nieraz będzie wędrować samotnie. Warto odnaleźć się w nowym Mathyr.
— A poza karczmą jest tam coś jeszcze? — zapytał. Wioska rybacka nie brzmiała jak miejsce, gdzie mógłby wymienić jakieś dobra, zdobyć kilka monet czy odnowić garderobę. Ale przynajmniej może mieć okazję wziąć kąpiel w spokoju bez uważnego oczka Ennis. No i zje coś normalnego. Nie było może tak najgorzej, ale pewnie mogłoby być lepiej.
Ernest
Ktoś niespełna rozumu? Cóż, on w pewnym sensie oszalał, ona też nie zdawała mu się w pełni normalna. Nie zdziwiłby się, gdyby miała ochotę wykombinować coś bardziej logicznego, związanego z jego osobą czy rzeczami. Spojrzał po niej poważniej na kolejne pytanie, zaraz jednak uśmiechnął się niewinnie i wzruszył ramionami.
OdpowiedzUsuń— Niech Cię ta niepewność zadręcza — odparł, udając, że wierzy w jej słowa, chociaż ta mina była zbyt teatralnie przesadzona, by mógł ją wziąć na poważnie. Doskonale wiedział, że miała to daleko w poważaniu
— A, a, a… no wiesz? Seks mnie nie interesuje, na ładne panienki może i bym sobie popatrzył — odpowiedział, zainteresowany tą norą. W takich miejscach jego sztuczne klejnoty mogłyby się sprzedać na ozdoby czy biżuterię dla panienek, żeby zachęcały więcej marynarzy swoim “urokiem”. Nawet jak się złotem nie obsypie to zawsze coś zarobi. Wojska Peruna, hm? Chętnie by się im odpłacił trochę za te pierdolone lochy. Dotknął swojego plecaka, aby upewnić się, że waga się zgadza. Nie był aż taki bezbronny, po prostu chował swoje najdroższe rzeczy w szmatach dla niepoznaki. Nie udało mu się jeszcze co prawda w pełni odtworzyć swojego arcydzieła jaką była jego ukochana kusza, miał mniejszy zamiennik, nie było go też stać na jego popisowe bełty ani na żadne inne udogodnienia, ale nie pierwszy raz był zmuszony grać talią z najgorszym rozdaniem. Poza tym, nie był sam. Uśmiechnął się pod nosem.
— Mhmm… zabawa, romantycznie — syknął niższym tonem głosu, tym razem nie będąc złym na samego siebie. To opętanie jak najbardziej sprawdzało się w walce - w końcu dzięki temu uciekł z więzienia. — W ciekawe miejsca mnie zabierasz — dodał jeszcze. Zaśmiał się, gdy wspomniała o nudnym robieniu sakw. — Możliwe, ale zapewniło mi ekscytującą przewodniczkę do najbardziej magicznego miejsca w Mathyr — przypomniał jej.
Ernest
— Ja zdążyłem już zapomnieć — powiedział nieco zawiedzionym tonem, jakby zbyt długo czekała z kradzieżą jego bielizny, żeby dalej go to interesowało w jakiś sposób. Oczywiście nie minęło zbyt dużo czasu, ale kogo to obchodziło? Zaśmiał się zaraz i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń— Może lubię szpetne Rybki? — zapytał. — Pozwól, że sam ocenię jak spodoba mi się tutejsza rybacka wioska, poza tym, taka ładna Rybka najlepiej wie, że u piękności szans nie mam — dodał zaraz, bo nie chodziło o ich wygląd a o to jak bardzo dałyby się naciągnąć. Zwyczajnie chciał sobie zarobić. Złapał ją na podbródek, przybliżając jeszcze trochę bliżej do siebie i nadstawił celowo ucha, kiedy zaczęła mu opowiadać o tym jaki to byłby smakowity umazany w cudzej krwi. On, albo raczej duch poczuł od tego przyjemny dreszcz na plecach. Cholernica trafiła chyba w jakiś fetysz jego lokatora. Spojrzał jej w oczy, uśmiechając się szelmowsko.
— Jak tak ładnie mówisz, to możemy zboczyć z drogi i poszukać rozrywki — zaoferował. Posłał jej buziaka i odsunął się. Oczywiście miał na myśli rozlew krwi. Ernest tylko na to mógł przystać. Żadnego rozbierania i wyśmiewania i dręczenia. Zacisnął dłoń w pięść, uśmiechając się do w stronę kobiety.
— Cały czas trzymam się mocno — zapewnił ją — Twojego towarzystwa — dodał zaczepnie. Pokręcił głową na ostatni komentarz. Uśmiechnął się niewinnie.
— Aż tak Ci zależy? Może jednak jestem w Twoim guście gdzieniegdzie i próbujesz sobie dorobić do fantazji na samotne noce z moją koszulą? — tym razem to on pozwolił sobie na małe “ukąszenie” w cudze ego. Skoro chciała charakterku to mógł sobie przecież popozwalać.
Ernest
Nie odpowiedział jej na te zaczepki słowne. Naprawdę nie miał ochoty w to wchodzić. Nie rozumiała go, a on nie zamierzał tłumaczyć się ze swojego humoru. Miał pieprzone prawo czuć się gorzej i nie tryskać radością na zawołanie. Ona zwykle była zgryźliwa i nieprzyjemna, a on i tak ją lubił i nie miał nic przeciwko tego typowi charakterku. Najwyraźniej ona miała go po prostu gdzieś. Nie potrafiła znieść zmiany charakteru i tego, że po prostu miał gorszy czas. Trudno, odnajdzie ją jak lub jeśli... odzyska swój lepszy humor. W tej chwili po prostu miał dość tych zaczepek. Miał dość przepychanek słownych, które tylko bardziej go dołowały. - No to dopadną, wielka mi rzecz - mruknął pod nosem. - Najwyżej zginę, straszne - skomentował sam do siebie. Usiadł pod jednym z drzew kilkanaście metrów dalej, a po chwili namysłu wspiął się na nie. Lepiej było spać wysoko niż nisko. Wszystko go bolało, więc po prostu zamierzał tam odpocząć.
OdpowiedzUsuńAci
Emma uniosła na nią spojrzenie, ale nie skomentowała tych słów. Zamiast tego wróciła do swej pozycji i wpatrywała się beznamiętnie w ocean, a jednocześnie kącik jej ust drgnął nieznacznie. No proszę... obchodziła tę kobietę. Szok i niedowierzanie. Dziwne miała sposoby na okazywanie tego.
OdpowiedzUsuń- Nad usuniętym będę płakać, a przy żywym jest szansa, że tego nie zrobię - stwierdziła tylko, przymykając oczy. - Mhm...bardzo pracochłonne i czasochłonne - zgodziła się z nią cicho. - Ale...może już nigdy nie zostanę mamą? - zacisnęła wargi. - A ja... ja chcę nią być... może dla kogoś będę wtedy ważna - szepnęła.
Emma
— Obiecujesz czy grozisz? — zaśmiał się na jej słowa, nie reagując za bardzo dalej w tym temacie. I tak pewnie już ją podpuścił, a będąc szczerym nie miał zamiaru być zmuszanym do paradowania przed kimkolwiek nago. Perun zdecydowanie obrzydził mu najróżniejsze przyjemności swoimi pomysłami, które uwielbiał oglądać, jakby to była pieprzona komedia.
OdpowiedzUsuń— Spokojnie, Helga mi jasno uświadomiła, że interesy są ważniejsze od ładniejszej buźki — zapewnił ją. — A poza tym wygląd to jedno, popatrzeć można chwilę, ważniejszy jest charakter — zbliżył się jeszcze kawałeczek, uśmiechając się delikatnie w jej stronę. — Poza tym czy one pokażą mi magiczną wioskę pełną dziwów? — rzucił, uśmiechając się szerzej. Przymknął oczy, oddając duchowi kontrolę. Duch spojrzał zadowolony, czując bliskość Ennis i drugą dłoń położył na jej plecach, zmniejszając między nimi odległość.
— Podboje nie muszą być głośne, mogę po cichu zrobić sobie ładny makijaż, jeśli dalej będziesz tak kusić — szepnął, zbliżając się do jej ust. Nie pocałował jej, ale został tak przez krótką chwilę, po czym zrobił niezadowoloną minę, kiedy sam zaczął się odsuwać. Koniec zabawy. Jaka szkoda. Ernest wracał przez jakiś czas do siebie, więc nic nie mówił, po prostu uśmiechnął się niewinnie z wyrazem “sama zaczęłaś”. Zaśmiał się na słowa o wilgoci.
— Och, czuła, z pewnością czuła — zerknął ja jej łuski. W końcu była Heimerunką, ta rasa często miała na lądzie wilgotne ubrania. A raczej konkretne osobniki, jak Ennis. Jej ciało bardzo często połyskiwało kropelkami wody. Zabrał wzrok z Ennis na szlak.
Ernest
Satoru wybuchnął głośnym śmiechem na to jej fuknięcie. Chapsnął jej rękę, gdy tak odkluczyła mu buzię i puścił do niej oczko,a potem zaczął głaskać ją po włosach, gdy ułożyła się na jego udzie. Spojrzał w górę i pokręcił lekko głową.
OdpowiedzUsuń- Mhm... taki już mój urok - stwierdził spokojnie. - A skoro już się tak przerzucamy tym jacy jesteśmy... ty jesteś czasem strasznie, irytująco rozbrajająca - szepnął, chwytając ją za nochala i ciągnąc go lekko.
Sato
Emma uśmiechnęła się lekko na te wszystkie słowa dotyczące dzieci. Ennis wyrażała silną niechęć co do bachorów. To było jasne jak słońce, ale ona sama nie była pewna czy też takie poczucie ma. Zagryzła mocno wargi, kiedy wspomniała o tej ważności i pokręciła głową.
OdpowiedzUsuń- Oczywiście, że nie wystarczy - szepnęła. - Tylko... jeśli urodze i się zajmę to mam szansę stać się dla tej małej istotki kimś ważnym. Czas pokaże czy podołam - szepnęła. - A jeśli nie... to tak jak mówisz... znasz osobę, która chętnie zajmie się bachorem - uśmiechnęła się delikatnie i złapała ją za nadgarstek gdy ta zaczęła wstawać z miejsca. Pociągnęła z powrotem by usiąść na niej okrakiem. - Dokąd? - zapytała, muskając ustami jej szyję. - Jeszcze nie zrobiłam cię mokrą - zarumieniła się na ten tekst i po prostu ją przytuliła.
Emma
Emma uśmiechnęła się do niej delikatnie i objęła jej biodra swoimi nogami, kiedy ta tak bezczelnie ją przewróciła na piasek. Nawet odetchnęła z ulgą, kiedy Ennis złapała ją za ręce. To było coś co znała. Coś co zawsze było, coś z czym może nie czuła się dobrze, ale i nie czuła się źle.
OdpowiedzUsuń- Tak myślisz? - spojrzała jej prosto w oczy. - Można być mokrym na różne sposoby - zauważyła z lekką zadziornością w głosie. - W ten mało przyjemny też - zgodziła się z nią i uniosła lekko swą głowę by pomiziać swymi włosami szyję Ennis. - Moja kochana En... - szepnęła.
Emma
Emma uniosła się na łokciach i ostatecznie usiadła, przytrzymując Ennis na swoich biodrach.
OdpowiedzUsuń- Mhm dla mnie jesteś - stwierdziła tylko, sięgając do swojej torby i wyciągając z niej małe szkiełko na rzemyku. Błękitne szkiełko z domieszkami czerwonego, które sama wypaliła. W kształcie łzy. Zbliżyła się do niej i powoli założyła jej szkiełko na szyję, muskając ustami jej ucho, kiedy się odsuwała. - Mały prezent pożegnalny - powiedziała tylko. - Możesz wyrzucić, jeśli go nie chcesz - dodała, zrzucając ją ostatecznie z siebie i wstając.
Emma
Chłopak przespał całą noc na drzewie, budząc się od czasu do czasu i majacząc w gorączce. Zażył w międzyczasie leki, żeby chociaż trochę sobie pomóc, ale to zbyt wiele nie dawało. Westchnął ciężko. Będzie trudno iść dalej. Może powinien się poddać i po prostu rzucić się w fale? Może powinien dać się im porwać. Wzdrygnął się słysząc głos Ennis i spojrzał w dół.- Bardzo długo - poinformował ją, głównie dlatego, że kręciło mu się w głowie i wolał nawet nie próbować się ruszać z drzewa, ale o tym nie musiała wiedzieć. Oparł się wygodniej o pień i przymknął oczy. - Szerokiej drogi - mruknął jeszcze. W końcu zamierzała go zostawić. Jak zwykle zresztą. Znikała i odchodziła kiedy tylko się jej to podobało, a on nie miał niczego do powiedzenia. Teraz też nie zamierzał nic mówić.
OdpowiedzUsuńAci
Acair słyszał to skrzypienie, ale dalej uparcie trwał na drzewie, bojąc się nawet ruszyć.- Nie rób tak - mruknął. - Chcesz mnie zabić? Taki masz cel? To może przestań się bawić - poprosił.
OdpowiedzUsuńAci
Acair westchnął i pokręcił lekko głową.- Nigdzie nie idę - mruknął. - Zostaję tu na zawsze - burknął trochę czując się gorzej. Po co na niego czekała? Znów to robiła... mówiła jedno, a robiła drugie. Szlag go z tym trafiał. - Czy ty... czy ty możesz mnie zostawić? - zapytał jej. - Nie zejdę... a siłą... uhm zlece i się zabiję... - burknął. - Idź, zanim ciebie złapią.
OdpowiedzUsuńAci
Acair westchnął ciężko.- No to czekaj - skomentował tylko, przymykając oczy i dalej uparcie siedząc na swoim miejscu. No ludzie. Czy ona nie kumała aluzji? Skoro nie mógł zejsć to nie schodził. Skupił się na swoim oddechu, znów sięgając sobie po fiolkę z lekiem i upijając jeszcze wodę. - Czemu? - zapytał jej po dłuższej chwili. - Tak na mnie najeżdżasz. Nie chcesz mnie a dalej nie zostawiasz. Po co? - wymamrotał.
OdpowiedzUsuńAci
Sato westchnął ciężko i powoli skinął głową.
OdpowiedzUsuń- Jest na to spora szansa - stwierdził cicho. - Nie mogę jednak obiecać - dodał, bo z drugiej strony była jeszcze większa szansa, że po prostu w trakcie nocy pójdzie sobie na spacer. Może nawet jakiegoś trupa przygrucha po drodze. Uśmiechnął się krzywo, odprowadzając ją wzrokiem i wstał. Pozmywał, zanim udał się do swojego pokoju. Zamknął się w nim padając na wznak na łóżko. Ziewnął szeroko i przysnął tak jak się położył.
Sato
OdpowiedzUsuń— A nawet kilka, ze skór bym Ci zrobił zestaw na zimne noce i dnie, żebyś nie marzła w samej koszuli i innych droższych fatałaszkach — odpowiedział już Ernest, kiedy był dalej od Ennis. Akurat jemu bliskość przeszkadzała. Ennis miała w sobie coś takiego niebezpiecznego, ten kpiący błysk w oku, który pamiętał jeszcze z więzienia. Może i nie była jego oprawczynią, może miała inne intencje, niemniej wszystko mówiło mu, aby jej nie ufać i pod żadnym pozorem nie próbować się otwierać. Na kolejną zaczepkę już był uśmiechnięty.
— Cała jesteś bardzo wilgotna, musiałabyś doprecyzować — odpowiedział spokojnie. Wiedział do czego piła, ale oboje znali prawdy i wiedzieli, że jedyną substancją jaka zmoczyła jego koszulę była woda, którą z siebie to tak, którą nawilżała swoje ciało. Szedł kilka kroków za Ennis. Niedługo później dało się usłyszeć donośny tupot kopyt i pijackie przyśpiewki. Ernest sięgnął po swoją lekką kuszę, którą zaczął ładować zwykłymi bełtami. Lepiej było zawczasu wyjąć broń z plecaka, później mogłyby być problemy.
— Zaraz oboje będziemy wilgotni — mruknął, upewniając się, że kusza jest naładowana, a mechanizm samo przeładowujący działa. W drugą dłoń chwycił sztylet.
Ernest
— Zobaczymy co da się zrobić — odpowiedział dość wymijająco. Nie obiecywał w końcu, że to zrobi, ale jeśli będzie miał w tym swój interes, to byłby w stanie coś sklecić, tak długo jak nie życzyła sobie bogowie wiedzą jak eleganckich sukienek i innych dupereli. Nie odpowiedział nic w kwestii udawania. Uśmiechnął się jedynie. Nie miał zamiaru tego komentować. Nic by mu to nie dało, co najwyżej wejdzie na temat, który nie byłby dla niego najprzyjemniejszy.
OdpowiedzUsuńNie planował napadu… chociaż… konie mogłyby się przydać, tak samo więcej zapasów. Zależy kogo spotkają. Kuszę schował za plecy, a sztylet wcisnął sobie za pas, żeby móc zareagować
— Jeszcze nie wiem, przezorny zawsze ubezpieczony — posłał jej niewinny uśmiech. Pijany czy nie to Polszanin a z nimi miał zdecydowanie na pieńku. Coraz wyraźniej było słychać grupowe śpiewanie.
— Na czternastą metod wiele, może nawet być w kościele Gdy piętnasta wchodzi do wyra, to zadanie dla Peruna! przy szesnastej akcji zwrot, bo to jednak chyba chłop siedemnasta może niska zawsze chętna dawać pyska Osiemnasta bez pardonu robi lachy byle komu Dziewiętnasta nie me gusta, alee jak sakiewka pusta… O dwudziestej się nie prawi, bo za chuja innych zgani
Panien tyle ciężko zliczyć Ale każdą trza zaliczyć! — przy samym końcu byli już tuż obok Ennis i Ernesta. Nie wiedział czemu, ale stanął tak, aby lepiej ją zasłonić. Co to kurwa było?! Aż tak mu zależało na pieprzonym Argarze?! Skrzywił się delikatnie, ale zaraz przyjrzał się mężczyznom. Wyraźnie widział jedną paskudną mordę z blizną na całą twarz. Jakub! Ten chuj… zabawne, że śpiewał tak chętnie o ruchaniu panienek, kiedy potrafił robić zupełnie inne rzeczy. Zacisnął dłoń na swojej kuszy. Wystarczyło strzelić i się zemścić. Jeden strzał. I tak jest pijany, pewnie nawet nie zareaguje.
— A wy co tak samotnie na szlaku? W krzaki zabierasz… fuj, wiem, że picza śledziem pachnie, ale tak z rybą?! Chłopie, wstyd, wstyd, byś się lepiej zaciągnął — zaczął gadać inny żołnierz, wyjmując z tobołka butelkę jakiegoś alkoholu. Upił łyk i przyjrzał im się.
— A Ty chyba znajomy, co? — zapytał, wychylając się z wierzchowca. Wtedy Ernest nie wytrzymał i strzelił mu prosto między oczy.
— Atak!
— Za Peruna!
— Wybacz — mężczyzna szepnął do Ennis. — Ręka mi się omsknęła — dodał, wyjmując sztylet. Zaczął się cofać, żeby zrobić odpowiedni dystans.
Ernest
W zasadzie Ernest nia miał zamiaru się z niczego tłumaczyć. Wątpił, że powie jej prawdę, ale cóż… Potem będzie wypadało przeprosić, bo chcąc nie chcąc zaczął tą walkę. Niemniej nie sądził, aby z tym konkretnym towarzystwem obyło się bez walki. Sam zrobił kilka kroków wstecz, kiedy Ennis zaczęła koncertowo pozbywać się żołnierzy. Może nawet nie musiał jej pomagać? Nie. Pokręcił głową. Jeszcze go za to zosatwi. Obserwował pole walki. Jeden zaczął uciekać. Pewnie chciał zgłosić się po posiłki. Jeszcze czego. Ernest wymierzył w jego stronę i strzelił raz, a potem drugi. Jeden bełt trafił nisko w plecy, drugim wycelował wyżej, mając nadzieję, że przestrzeli głowę, albo aortę w szyi. Nie miał jednak okazji do potwierdzenia. Usłyszał jedynie krzyk, a koń popędził w dal. Czasu żeby za nimi pojechać nie było. Ennis była zajęta swoimi, a kiedy on był nieuważny Jakub zdążył już do niego podejść. Uderzył go pięścią w brzuch, a potem złapał za fraki i uśmiechnął się szeroko.
OdpowiedzUsuń— Ile to już minęło, Erni,hm? — zapytał, przykładając mu miecz do gardła. — Tęskniłem, czemu nas opuściłeś? — dodał uśmiechając się w ten specyficzny sposób, który przyprawiał Ernesta o nieprzyjemne dreszcze i wymioty. Zacisnął zęby, czując jak ręce mu się trzęsą.
— Spierdalaj — syknął do niego, a w odpowiedzi otrzymał ostrze, acz płytkie nacięcie na szyi. Jakub uśmiechnął się szerzej, dociskając ostrze coraz mocniej.
— Szkoda, lubiłem Cię — zaśmiał się rubasznie. Duch w końcu przejął kontrolę i wbił sztylet w rękę, w której Jakub miał swój miecz.
— Potrzebny! Helga! Łapy precz! — wrzasnął, odciągając dłoń z ostrzem. Uderzył go głową w jabłko Adama, a potem wycelował kuszą między oczy i wystrzelił. Jakub padł na Ernesta, ale zaraz został zrzucony na ziemię. Duch zaśmiał się zadowolony, że miał okazję się znowu pobawić chociaż trochę. U Ennis zostało dwóch oponentów. Nie miał zamiaru zostawiać jej całej zabawy. Kusza była nudna, ale skuteczna. Strzelił w kolano jednemu z nich, biegnąc w ich stronę.
— Nie za dobrze się bawisz? — zaśmiał się do Ennis, unikając cięcia. Poruszał się inaczej niż w zwyczaju miał to Ernest. Bardziej profesjonalnie i drapieżnie, ciął sztyletem w kilka odsłoniętych miejsc, żeby pozwolić, aby krew go ochlapała, zanim zaczął celować w punkty witalne. Żołnierz był pijany i wolny, więc wystarczyło kilka zręcznych bloków, jedno przejście na tyły, chwyt za twarz, aby przyciągnąć do siebie i delikwent skończył z poderżniętym gardłem.
Ernest
Zaśmiał się, kiedy wspomniała, że nigdy nie jest za dobrze. Być może. Teraz za to było całkiem dobrze. Nie idealnie, ale rozlew krwi zawsze był mile widziany. Poza tym teraz Ernest tym bardziej rozumiał jak bardzo potrzebny ktoś, kto potrafi walczyć czymś więcej niż fikuśnymi sprzętami. Zwłaszcza gdy brakuje zasobów na tworzenie swoich zabawek. Mężczyzna wytarł sztylet o ubrania pokonanego żołnierza i wyjął z sakwy jego piersiówkę, żeby odkręcić i powąchać.
OdpowiedzUsuń— Rum, no, no, na bogato — zaśmiał się, upijając łyk. Skrzywił się, czując rozlewający się po gardle gorąc, a do władzy wrócił już Ernest, biorąc głęboki wdech. Cholerny Jakub! Nie tak miał zdechnąć! Nie w taki sposób! To nie była dobra zemsta. Spojrzał na truchło, a potem na Ennis. Wzruszył ramionami i uśmiechnął się czarująco, poprawiając umorusane juchą włosy.
— Ale ja się dla Ciebie ślicznie ubrudziłem, niestety bez króliczka — odpowiedział z miną, jakby dręczyły go okrutne wyrzuty sumienia. Zaraz jednak uśmiech wrócił mu na twarz jego specyficzny uśmiech. — Najmocniej przepraszam raz jeszcze za ten mały wypadek, na swoją obronę, jestem nieco upośledzony, a Panienka i tak się chyba dobrze bawiła, hm? — zagaił ją, zajmując się przeszukiwaniem ciał w poszukiwaniu różnych przydatnych rzeczy i złota. W międzyczasie uspokoił jeszcze jako tako konie, żeby nie uciekły zbyt daleko - mogą się przydać. Cały czas zręcznie poważniejszej rozmowy na swój temat.
Ernest
OdpowiedzUsuńW pierwszej chwili duch chciał zaatakować Ennis, ale Ernestowi udało się napiąć wszystkie mięśnie i zatrzymać się w miejscu.
— Spokój! — krzyknął bardziej do samego siebie, odwracając wzrok od kobiety. Wziął głęboki wdech i wrócił do niej spojrzeniem. — W zasadzie na tym modelu to nie takie trudne, ale już, już, też proszę spokojnie — zaczął swoje tłumaczenia. — Uważam Cię za bardzo inteligentną i niebezpieczną kobietę, chyba jednak przeliczyłem się z poczuciem humoru. Ta grupa… no cóż, nie tylko Helga ma mnie na liście do odstrzału, oni i tak by nas zaatakowali, jakby zorientowali się kim jestem, a tak przynajmniej miałem element zaskoczenia, nie jestem tak uzbrojony jak Ty — spojrzał jej prosto w oczy. — Zabierzesz już to ostrze, czy przestajemy z naszym małym sojuszem?
Ernest
Odetchnął, kiedy zabrała od niego miecz. Przynajmniej nie będą musieli się dalej brudzić, a on nie straci swojego przewodnika, albo życia. Chociaż sądząc po tym jak duch w nim świrował, stawiałby raczej na tego pieprzonego ducha, któremu zawdzięczał niestety coraz więcej. Kiedy Ennis wstała, on po prostu usiadł. Z tej pozycji teoretycznie ma gorszą obronę, więc uznał, że poczuje się dzięki temu bezpieczne intencje Ernesta. Spojrzał po niej poważniej.
OdpowiedzUsuń— Ernest Żelaznoręki — przedstawił się raz jeszcze, ale tym razem w pełni — były zbrojmistrz i wynalazca Peruna zamknięty na kilka lat w lochu za jeden maleńki sprzeciw. Ci tutaj, zwłaszcza Jakubik, bawili się ze mną w różne milusie zabawy na rozkaz Peruna — uśmiechnął się do niej wymownie, a w oczach było widać, że ani to nie były zabawy, ani milusie — Dzięki wojnie udało mi się uciec. Co do Helgi… cóż, jakby to ująć, nie uciekłem sam, ktoś mi pomógł, ktoś bardzo uroczy, ale kazał przysiąc, że mam zrobić dużą szkodę Heldze za to, że wybiła jego rodzinę i przyjaciół kiedyś tam — zakończył, po czym pozwolił sobie wstać na równe nogi. Przetrał krew z twarzy i zaczesał włosy do tyłu. I tak będzie musiał je umyć. — A poza tym z całym szacunkiem, Ty też nie opowiadałaś mi swojej historii życia, więc nie czułem się zobowiązany. Nasz układ dalej stoi? —- zapytał dla pewności.
Ernest
Trochę go zdziwiło, że była aż tak zainteresowana sprawą Helgi. Heim było całkiem daleko od jej zamku, był szczerze przekonany, że bardziej zainteresuje sprawa Peruna. W końcu to on ostatnio bardziej rozrabiał. Sama miała wiele sekretów, a chciała, żeby on się jej tutaj spowiadał. Bardzo nieładnie i rozsądnie z jej strony.
OdpowiedzUsuń— Nie żyje, na wolności jestem tylko ja — odpowiedział pół prawdą. Gdyby powiedział jej o duchu wątpił żeby uwierzyła. Magia magią, ale kto przy zdrowych zmysłach uwierzy, że duch może kogoś sobie opętać i dogadać jeszcze przy okazji. To brzmiało zbyt nierealnie, żeby ryzykować. Może kiedyś opowie jej całą prawdę. Dziwne, że w ogóle mu to przeszło przez myśl. Jakby planował coś z nią jeszcze robić po dotraciu do Argaru. — Obiecałem pomścić ich w jego imieniu, a skoro dzięki niemu jestem na wolności mam zamiar dotrzymać słowa. Nawet ja mam chociaż odrobinę honoru — uśmiechnął się przekornie. Ten jego honor ograniczał się do groźby wymuszonego samobójstwa, albo przejęcia pełnej kontroli nad ciałem, ale cholera w szczegóły - kogo to obchodziło. — Tak więc mam zamiar narazić się kolejnemu monarsze — ukłonił się jeszcze na koniec swojego własnego przedstawiania się. Tym razem to on uważnie obserwował jak Ennis się zachowuje. Zdawało się, że uwierzyła w to co mówił. Teraz przynajmniej nie kłamał. Zaśmiał się lekko. Szczerze nie obchodziło go co o nim myśli, tak długo jak zaprowadzi go do Argaru.
— Zostawiam to Twojej interpretacji — odparł. Następnie bez słowa pomógł jej w chowaniu ciał, zabierając przy okazji ich mieszki ze złotem i inne bardziej cenne rzeczy. Kilku miało parę materiałów medycznych, dwa złote pierścionki i jakieś listy do żon i kochanek. Wszystko mogło się przydać. Zwłaszcza od Jakuba. Może chociaż jego rodzina będzie dłużej cierpieć. Podszedł do koni i pogłaskał pysk jednego z nich.
— Przede wszystkim chcę ich tobołki przeszukać, jazda wydaje się głupia, sprzedaż… też wiem, gdzie nie pogardzą, ale to w drugą stronę. Poza tym, puszczanie ich ot tak byle gdzie ryzykuje, że wrócą grzecznie do garnizonu, a tego bym nie chciał — wyjaśnił. Uśmiechnął sie lekko. — Końską skórę i mięso też można zawsze opchnąć — zauważył. Po prostu nie lubił marnować materiałów. Może to jakieś skrzywienie zawodowe.
Ernest
Zamierzała się wysypiać? Tego nie bardzo rozumiał. Zmarszczył lekko brwi i prychnął pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Strasznie sentymentalna się robisz - stwierdził z delikatnym uśmiechem na ustach, po czym skinął głową. - To chodź, jakoś się zmieścimy na tej gałęzi - przyznał szczerze, bo sam nie był w stanie nawet spojrzeć w dół. W głowie strasznie mu się kręciło. Z zamkniętymi oczyma jeszcze jako tako się żyło, ale poza tym nie czuł się w pełni sił, by podejmować się zadania ze schodzeniem z drzewa. Skupił się na utrzymywaniu dobrego oddechu. Cholera. Miał ochotę po prostu zdechnąć, żeby nie czuć się tak diabelnie. - Sam nie zejdę - dodał uparcie.
Aci
Satoru wyplątał się z objęć Ennis tuż nad samym ranem i po cichu wyszedł z domu. Co prawda nie miał większych planów, ale przesiadywanie w domu niespecjalnie go bawiło. Zdecydowanie wolał zrobić coś co rozrusza jego kości. Miłą przebieżkę zakończył kąpielą w oceanie, a kiedy już się wysuszył postanowił powoli wrócić do domu. To właśnie w trakcie drogi powrotnej spostrzegł Ennis w pełnym ekwipunku. Zmarszczył lekko brwi i wyszczerzył się zaraz do niej.- Ojej Rybeczko ty moja... jesteś pewna, że chcesz to wszystko ze sobą zabierać? Jeszcze się skaleczysz - zacmokał, chcąc sprawdzić na jakim etapie mikstury jesteśmy. Szzerze mówiąc trzymał kciuki za to, by Ennis już była sobą. Bazując po jej minie i ekwipunku mógł to śmiało podejrzewać, ale lepiej było się upewnić.
OdpowiedzUsuńSato
Aci uśmiechnął się krzywo pod nosem.
OdpowiedzUsuń- Jak już zamierzałaś dalej ze mną podróżować to trzeba było nie udawać, że będzie inaczej - odwdzięczył się jej tekstem, cały czas trzymając zamknięte oczy. - Poza tym mi jest tu dobrze i nie zamierzam schodzić - dodał jeszcze, oddychając głęboko, nie sądził też aby był super wysoki, ale tego już nie powiedział. Zdecydowanie również nie należał do osób przy tuszy. Co ona? Ślepa była czy jak?
Aci xD
Acair nie odpowiedział jej na pierwszą rzecz. Bo co miał powiedzieć? Po zastanowieniu się uznał, że drapieżniki na drzewie go nie zjedzą? Dlatego został? Czy dlatego, że już po prostu nie miał sił. Parsknął śmiechem na wieść o tym, że kobiety już tak mają i pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Mhm... lubię na ostro - poinformował ją tylko na pytanie czy ma mu wsadzić gałąź w rzyć.
Aci
Słysząc jej głos, widząc ten sztuczny uśmiech, aż jego własny poszerzył się, a on zatańczył taniec szczęścia tuż przed nią. Wróciła! Alleluja! Nareszcie. Ostatecznie zaatakował ją swoim własnym cielskiego wskakując sobie na nią i ściskając ją mocno.
OdpowiedzUsuń- Nareszcie! Rybcia jest sobą - puknął ją palcem w nos i czoło. Rozciągnął lekko jej policzek. - Tęskniłem - przyznał szczerze i wyszczerzył się znów do niej. - Dokąd cię tam niesie? - zainteresował się dalej sobie na niej wisząc.
Sato
Acair odruchowo objął ją ramionami i oparł czoło o jej ramię.- Nie chcę z tobą tego robić - odparł cicho, wtulając się w nią, bo skoro już na niego wsiadła to byłby głupi gdyby z tego nie skorzystał. - Nie chcę... i ty też tego nie chcesz ze mną... przecież to widać - skomentował.
OdpowiedzUsuńAci
Mało sobie zrobił z jej mrożącego spojrzenia. Nic nie mogło mu teraz popsuć humoru. Przytaknął jej nawet na te wszystkie wyzwiska, którymi go uraczyła. To był miód dla jego uszu. Parsknął śmiechem, kiedy się przewrócili, a śmiech przeszedł w głuchy jęk, kiedy oberwał jej łokciem. Mimo to dalej obejmował ją ramionami, szybko wracając do śmiechu.
OdpowiedzUsuń- Chwilowo mam to gdzieś - stwierdził wesoło. - Nareszcie wróciłaś do siebie - poczochrał ją po włosach i odsunął od niej ręce patrząc po niej z lekkim uśmiechem na twarzy. - Już się martwiłem, że to nigdy nie nastąpi - mruknął. Nie żeby eliksirowa Ennis mu przeszkadzała. Gdyby faktycznie taka była, bez żadnych czarodziejskich mikstur to nie miał by nic przeciwko, ale sam czuł że jej ta sytuacja po prostu przeszkadza. - Odprowadzę cię kawałek - stwierdził po chwili. - Myślisz, że tak po prostu sobie pójdziesz? Nie doświadczywszy cierpienia i zemsty za to co ja doświadczałem wczoraj? - prychnął pod nosem. - O nie Rybciu ma. Nie ma takiej opcji.
Sato