Kiedy wędrowała z Ernestem w stronę Argaru, po drodze zahaczyła jeszcze o pewne konkretne miejsce. Zadbała oczywiście o to by jej wybuchowy koleżka pozostał w obozie, który na tę noc rozbili. Po całym Mathyr miała ukryte schowki, w których wraz z trzema znajomymi, wymieniały się istotnymi informacjami z różnych sytuacji i wydarzeń. Niezwykle się zdziwiła, gdy tym razem w skrytce znalazła tak ważną wiadomość. Dawno tu żadnej nie otrzymała, ale ta konkretna nowina świadczyła o jednym. Nadchodził wielki dzień. Ennis rozciągnęła usta w specyficznym uśmiechu. Notatka mówiła o spotkaniu w Ardei. Białowłosa już nie mogła się już go doczekać, ani tego co nadejdzie po nim. Do Ernesta wróciła w bardzo dobrym humorze. Uwielbiała ten przyjemny dreszczyk na karku, to ryzyko i niepewność. Nikt w końcu nie gwarantował, że plan się uda... Ale właśnie to było w tym planie najlepsze...
Ruszyła z mężczyzną dalej, zamierzała dotrzymać słowa, Argar i tak był aktualnie na trasie do Ardei, więc mogła odprowadzić Ernesta, a zaraz po tym zamierzała zniknąć, załatwić swoje sprawy.
Ruszyła z mężczyzną dalej, zamierzała dotrzymać słowa, Argar i tak był aktualnie na trasie do Ardei, więc mogła odprowadzić Ernesta, a zaraz po tym zamierzała zniknąć, załatwić swoje sprawy.
***
W Slavit... gdy to jeszcze nie było kupką popiołu... szła przy boku Teny spokojnie, z twarzą bez większego wyrazu, obie były dość milczące. O ile w takich chwilach ona nie słynęła z zagadywania, to milczenie towarzyszki świadczyło o powadze sytuacji. Uma. Już co nieco słyszała o tej personie, ale nigdy nie miała okazji przyjmować zlecenia bezpośrednio od niej. Zwykle zadania przechodziły przez Zamtuz, a kiedy z niego wyszła, działała raczej na własną rękę. Najwyraźniej mimo wszystko była obserwowana. A może chodziło o coś innego? Spojrzała ponownie po Tenie, po jej niebieskim kocim ogonie i uszach. Po niebieskich włosach. Ich wzrok się spotkał, jej oczy, tak jak te Ennis, również były złote. En uśmiechnęła się pod nosem, na wspomnienie tego jak los je połączył, ją, Tene, Nabię i Zoję. Parsknęła śmiechem i zaraz dostała kuksańca w bok.
- Ennis… Przestań, naprawdę – kocica spojrzała po niej. Dawno się nie widziały twarzą w twarz, ich relacja była właściwie bardziej pisana, ale w spojrzeniu kotki było widać jakiś taki sentyment.
- Tak, tak, tak. Pani Uma. Jasne… - En przewróciła oczyma i machnęła ręką. – Bez obaw, umiem rozmawiać z damulkami – zaznaczyła i zaraz nieco się rozciągnęła. Właśnie miały wejść do budynku, gdzie podobno czekała na nią ta cała Uma. Białowłosa przywdziała na twarz swój neutralny wyraz i razem z towarzyszką weszły do środka. Została poprowadzona ciemnym korytarzem do wielkiej sali, a tam przy stole zauważyła krępą postać. Do damy to jej zdecydowanie wiele brakowało, ale En z doświadczenia wiedziała, że pozory potrafią bardzo mocno mylić.
- Przyprowadziłam Ennis – oznajmiła Tena tajemniczej kobiecie, a ta bez słowa kiwnęła głową, nawet nie podniosła wzroku, a kontynuowała swoje zapiski. W między czasie machnęła tylko dłonią, wyganiając Tene i zostając sam na sam z Ennis. Drzwi do wielkiej sali zamknęły się, a kobieta dalej skrobała swoje w zeszycie.
Ennis patrzyła po niej spokojnie, normalnie pewnie by się rozsiadła czy coś zanuciła, ale nie tutaj, nie tym razem. Po kilku minutach milczenia Uma odłożyła w końcu pióro i podniosła wzrok, by spojrzeć na białowłosą.
- A więc to Ty – przesunęła po niej spojrzeniem i uśmiechnęła się zadowolona. – Kolejna Ptaszynka, ha! Trzeba przyznać, że dobrali sobie słodziutkie – przytaknęła sama sobie głową i rozsiadła się wygodniej w krześle. Była tak niska, że nawet stopami nie sięgała aktualnie do ziemi. Capiło od niej trupem, więc rasa nie stanowiła zagadki. – Nie jestem z tych co owijają, a więc przejdę od razu do sprawy. Widziano Cię kilka dni temu z pewnym uroczym kawalerem. Wysoki, blady, czarne włosy, podobno całkiem nieźle dokazywaliście, ha! – kobieta sięgnęła sobie… ledwo co, ale dała radę, po jabłko z misy na stole, wgryzła się w owoc i patrzyła na Ennis wyczekująco. En wzruszyła ramionami.
- To jest to nie owijanie? Mam się tłumaczyć z dokazywania? – zapytała, unosząc lekko jedną brew.
- Ha! – Uma wydawała ten dźwięk trochę bardziej jakby miała czkawkę, niż rzeczywiście się śmiała. – Słuszna uwaga, ha! – przytaknęła głową na swoje słowa. – Widzisz, owy czarnowłosy… ha! Czarnowłosy… no właśnie o włosy chodzi. Interesują mnie jego włosy i pozyskiwanie ich od czasu do czasu. Zdaje się, że Cię polubił, a to może znacznie nam ułatwić zadanie – ponownie sobie przytaknęła i uśmiechnęła się nikle.
- Zadanie pozyskiwania włosów? Z całym szacunkiem, ale to może zrobić każdy… - zauważyła, patrząc uważnie po kobiecie. Ta uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Ale nie każdy przyczynia się do rozłamu wśród Kapłanek Heim, w akcie prywatnej zemsty i nie każdy zyskuje dzięki temu jako tako zaufanie Argaru – zauważyła Uma.
- Ach… Czyli jednak chodzi o Argar – Ennis uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Oczywiście, że chodzi o Argar. Pozyskanie włosów to tylko jedno czego od Ciebie oczekuję. Zacznij od tego, a z czasem… Jeżeli okażesz się tak opłacalna jak mówią, to dostaniesz konkretne zlecenie – oznajmiła staruszka, kończąc swoje jabłko i ciskając ogryzkiem gdzieś na bok. Nic dziwnego, że waliło tu zgnilizną.
- Skoro już mowa o opłacalności… - En spojrzała po kobiecie z dość znaczącym uśmieszkiem.
- Ha! No tak… Helgo dzięki Ci za sprzedajne kurwy, bez nich świat byłby smutny – zarechotała. Ennis na to jedno zdanie poczuła specyficzną chęć włożenia wysiłku w omawiany tu interes.
- Z grzeczności nie zaprzeczę – odparła, puszczając mimo uszu komentarz o kurwie.
- Jaka jest Twoja cena? – zapytała Uma.
- Sto – Ennis rzuciła pierwsze lepsze. – Sto złotych monet od włosa. Rozliczamy się na bieżąco, dostarczam towar i dostaję monety od razu – zaznaczyła.
- Ha! Przytniesz mu końcówki i będziesz chciała wynieść mnie z torbami, tak? Zapomnij o przeliczniku na włosy. Centymetry, to mnie obchodzi – oznajmiła Uma z poważną miną na twarzy.
- W takim razie moneta od centymetra – podała cenę.
- Moneta za dziesięć centymetrów – odpowiedziała staruszka. En parsknęła pod nosem i pokręciła głową.
- Zawsze możesz poszukać jakiejś innej co to zorganizowała rozłam – puściła staruszce oko.
- Moneta za dziesięć centymetrów, ale stawka urośnie, jeżeli rzeczywiście się sprawdzisz i przyniesiesz pierwszą dostawę – zaznaczyła. Ennis patrzyła po niej uważnie. Właśnie targowała się o cenę za włosy. To samo w sobie dawało do myślenia. Co też takiego było we włosach Satoru? Białowłosa uśmiechnęła się lekko.
- Dobrze – zgodziła się. – A więc ostateczna cena jest jeszcze do negocjacji – zaznaczyła, na co Uma potwierdziła swoim „ha!” ze skinięciem głową. Zaprosiła zaraz, ruchem dłoni, Ennis do stołu, a przy nim zaczęły omawiać sposoby komunikacji i inne drobne, acz istotne w takich układach, szczegóły.
- Ennis… Przestań, naprawdę – kocica spojrzała po niej. Dawno się nie widziały twarzą w twarz, ich relacja była właściwie bardziej pisana, ale w spojrzeniu kotki było widać jakiś taki sentyment.
- Tak, tak, tak. Pani Uma. Jasne… - En przewróciła oczyma i machnęła ręką. – Bez obaw, umiem rozmawiać z damulkami – zaznaczyła i zaraz nieco się rozciągnęła. Właśnie miały wejść do budynku, gdzie podobno czekała na nią ta cała Uma. Białowłosa przywdziała na twarz swój neutralny wyraz i razem z towarzyszką weszły do środka. Została poprowadzona ciemnym korytarzem do wielkiej sali, a tam przy stole zauważyła krępą postać. Do damy to jej zdecydowanie wiele brakowało, ale En z doświadczenia wiedziała, że pozory potrafią bardzo mocno mylić.
- Przyprowadziłam Ennis – oznajmiła Tena tajemniczej kobiecie, a ta bez słowa kiwnęła głową, nawet nie podniosła wzroku, a kontynuowała swoje zapiski. W między czasie machnęła tylko dłonią, wyganiając Tene i zostając sam na sam z Ennis. Drzwi do wielkiej sali zamknęły się, a kobieta dalej skrobała swoje w zeszycie.
Ennis patrzyła po niej spokojnie, normalnie pewnie by się rozsiadła czy coś zanuciła, ale nie tutaj, nie tym razem. Po kilku minutach milczenia Uma odłożyła w końcu pióro i podniosła wzrok, by spojrzeć na białowłosą.
- A więc to Ty – przesunęła po niej spojrzeniem i uśmiechnęła się zadowolona. – Kolejna Ptaszynka, ha! Trzeba przyznać, że dobrali sobie słodziutkie – przytaknęła sama sobie głową i rozsiadła się wygodniej w krześle. Była tak niska, że nawet stopami nie sięgała aktualnie do ziemi. Capiło od niej trupem, więc rasa nie stanowiła zagadki. – Nie jestem z tych co owijają, a więc przejdę od razu do sprawy. Widziano Cię kilka dni temu z pewnym uroczym kawalerem. Wysoki, blady, czarne włosy, podobno całkiem nieźle dokazywaliście, ha! – kobieta sięgnęła sobie… ledwo co, ale dała radę, po jabłko z misy na stole, wgryzła się w owoc i patrzyła na Ennis wyczekująco. En wzruszyła ramionami.
- To jest to nie owijanie? Mam się tłumaczyć z dokazywania? – zapytała, unosząc lekko jedną brew.
- Ha! – Uma wydawała ten dźwięk trochę bardziej jakby miała czkawkę, niż rzeczywiście się śmiała. – Słuszna uwaga, ha! – przytaknęła głową na swoje słowa. – Widzisz, owy czarnowłosy… ha! Czarnowłosy… no właśnie o włosy chodzi. Interesują mnie jego włosy i pozyskiwanie ich od czasu do czasu. Zdaje się, że Cię polubił, a to może znacznie nam ułatwić zadanie – ponownie sobie przytaknęła i uśmiechnęła się nikle.
- Zadanie pozyskiwania włosów? Z całym szacunkiem, ale to może zrobić każdy… - zauważyła, patrząc uważnie po kobiecie. Ta uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Ale nie każdy przyczynia się do rozłamu wśród Kapłanek Heim, w akcie prywatnej zemsty i nie każdy zyskuje dzięki temu jako tako zaufanie Argaru – zauważyła Uma.
- Ach… Czyli jednak chodzi o Argar – Ennis uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Oczywiście, że chodzi o Argar. Pozyskanie włosów to tylko jedno czego od Ciebie oczekuję. Zacznij od tego, a z czasem… Jeżeli okażesz się tak opłacalna jak mówią, to dostaniesz konkretne zlecenie – oznajmiła staruszka, kończąc swoje jabłko i ciskając ogryzkiem gdzieś na bok. Nic dziwnego, że waliło tu zgnilizną.
- Skoro już mowa o opłacalności… - En spojrzała po kobiecie z dość znaczącym uśmieszkiem.
- Ha! No tak… Helgo dzięki Ci za sprzedajne kurwy, bez nich świat byłby smutny – zarechotała. Ennis na to jedno zdanie poczuła specyficzną chęć włożenia wysiłku w omawiany tu interes.
- Z grzeczności nie zaprzeczę – odparła, puszczając mimo uszu komentarz o kurwie.
- Jaka jest Twoja cena? – zapytała Uma.
- Sto – Ennis rzuciła pierwsze lepsze. – Sto złotych monet od włosa. Rozliczamy się na bieżąco, dostarczam towar i dostaję monety od razu – zaznaczyła.
- Ha! Przytniesz mu końcówki i będziesz chciała wynieść mnie z torbami, tak? Zapomnij o przeliczniku na włosy. Centymetry, to mnie obchodzi – oznajmiła Uma z poważną miną na twarzy.
- W takim razie moneta od centymetra – podała cenę.
- Moneta za dziesięć centymetrów – odpowiedziała staruszka. En parsknęła pod nosem i pokręciła głową.
- Zawsze możesz poszukać jakiejś innej co to zorganizowała rozłam – puściła staruszce oko.
- Moneta za dziesięć centymetrów, ale stawka urośnie, jeżeli rzeczywiście się sprawdzisz i przyniesiesz pierwszą dostawę – zaznaczyła. Ennis patrzyła po niej uważnie. Właśnie targowała się o cenę za włosy. To samo w sobie dawało do myślenia. Co też takiego było we włosach Satoru? Białowłosa uśmiechnęła się lekko.
- Dobrze – zgodziła się. – A więc ostateczna cena jest jeszcze do negocjacji – zaznaczyła, na co Uma potwierdziła swoim „ha!” ze skinięciem głową. Zaprosiła zaraz, ruchem dłoni, Ennis do stołu, a przy nim zaczęły omawiać sposoby komunikacji i inne drobne, acz istotne w takich układach, szczegóły.
***
W dzień dotarcia do Argaru, Ennis nie planowała w nim zostawać. Zaprowadziła Ernesta do Piasków Czasu, tam odebrała od niego swoją zapłatę, po czym ruszyła w dalszą drogę. Szła prosto do Ardei. Po drodze zahaczyła jeszcze o konkretne miejsce na korycie rzeki, co by wyciągnąć z niego soczystą piranię, a potem szła już prosto do celu.
Nie wędrowała do centrum, właściwie samą Ardee ominęła, by dotrzeć na jedną z polan, kawałek za wioską. Tam znalazła sobie ładne drzewko i uroczy kamyczek, posiliła się swoją rybką, zostawiając jednak szkielet i łeb, by cisnąć resztki nieopodal. Najedzona wspięła się na drzewo, usiadła po długości jednej z grubszych gałęzi, oparła plecy o konar, przymknęła oczy i czekała, odpoczywając sobie przy okazji.
Po kilkunastu minutach usłyszała ruch, chwilę później ściszone szepty. W oddali było widać dwie opatulone postaci, nie rzucały się specjalnie w oczy, jedna z nich opowiadała coś z entuzjazmem, druga zdawała się raczej słuchać, odpowiadała czasami, zdawkowo. Na pierwszy rzut oka zwykłe targowe baby, ględzące o czymś w drodze do domu, jednak kiedy doszły do kamienia, przy którym jakiś czas temu jadła białowłosa, przystanęły i zamilkły.
- Czy to pirania? - zapytała jedna drugą, pokazując na resztki jedzenia.
- Oho, komuś chyba smakowało - zaśmiała się lekko ta bardziej entuzjastyczna. Ennis uśmiechnęła się pod nosem i dość płynnym ruchem ześlizgnęła tyłek z gałęzi, lądując pod drzewem. Kobiety spojrzały w jej stronę.
- Zdecydowanie to pirania - rzuciła En z lekkim rozbawieniem na twarzy. Pogodna dziewczyna ponownie się zaśmiała, widać było, że nie może już wytrzymać i ruszyła w stronę białowłosej biegiem.
- Ennis! - wpadła w nią, ściskając, na co twarz En wygięła się wyraźnie. Druga z kobiet uśmiechała się lekko pod nosem, powoli podchodząc.
- Dobrze Cię widzieć - kiwnęła do białowłosej głową, a ta odkiwała ledwo widocznie i odsunęła od siebie lepką kluchę.
- Nie zachowuj się jak jakiś szczeniak - rzuciła do Zoji, a ta prychnęła pod nosem.
- A Ty jak nudna, interesowna pizda, dobrze wiemy, że nie jesteś nudna - odpowiedziała i uparcie zbliżyła się, by znowu ją objąć. - Dobrze wyglądasz - stwierdziła. - Masz chłopaka? - uśmiechnęła się zaczepnie, a En zakryła jej całą twarz dłonią i ponownie od siebie odepchnęła, przewracając przy tym oczyma. Zoja zaśmiała się i zaraz zebrała od Nabii w łeb.
- Uspokój się, nie przyszłyśmy tu się bawić - zaznaczyła. Zoja ponownie prychnęła pod nosem.
- Ennis ma chłopaka - zaintonowała cicho, na co jej towarzyszki pokręciły tylko lekko głowami.
- Czyli co, udało się? - En od razu przeszła do rzeczy, wtedy nawet i Zoja spoważniała. Ona i Nabia przytaknęły głowami.
- Mamy pakunek, w środku jest instrukcja... - zaczęła Nabia, była Lizardką, niebiesko-łuską ze złotymi oczyma. Spojrzała po białowłosej. - Myślisz, że się uda?
Ennis skrzyżowała z nią spojrzenie i uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Nie wiem, ale i tak to zrobię - zapewniła ze specyficznym błyskiem w oku.
- Nie powinnaś tak ryzykować... Mogłybyśmy... - rzuciła swoje Zoja, ale En spojrzała po niej z wyraźną kpiną na twarzy.
- Mogłybyśmy? - prychnęła pod nosem i zrobiła krok w stronę dziewczyny. Zoja spojrzała w jej oczy hardo, ona również miała złote tęczówki i niebieski odcień skóry. Nabia wsunęła rękę przed Zoje, jakby chciała ją osłonić, spojrzała jednak po koleżance.
- Jesteśmy przydatne, pamiętasz? - wymieniła się z nią porozumiewawczym spojrzeniem.
- Mhm... I dlatego En załatwia to tak jak załatwia... - bąknęła Zoja, krzyżując ręce na piersi.
- To nie czas i nie pora - zaznaczyła Nabia, na co otrzymała kolejne prychnięcie i odwrócenie się bokiem. Zoja przekręciła głowę by nie patrzeć na obie, skupiając się na obserwowaniu otoczenia. Nabia opuściła rękę i spojrzała po Ennis.
- Wiesz jaka jest - rzuciła, po czym zaczęła przeszukiwać swoją torbę.
- Mhm... Wiem aż nadto... - "jak Acair" pchało się wręcz na usta, ale En zostawiła to już dla siebie. Otrzymała po chwili pakunek, wymieniła jeszcze kilka informacji z dziewczynami i zaczęła zbierać się w drogę powrotną, do Argaru. Zanim jednak odeszła, Zoja zaszła jej jeszcze drogę i spojrzała twardo w oczy.
- A ja dalej wierzę - oznajmiła. En wzruszyła lekko ramionami.
- To już Twój problem - odpowiedziała, ale uśmiechnęła się do niej pod nosem i w odruchu zmierzwiła lekko włosy. Dziewczynę wyraźnie zaskoczył ten gest, z początku spojrzała pytająco po Ennis, ale kiedy ta ją wyminęła, uśmiechnęła się ciepło do samej siebie i obejrzała za białowłosą.
- Wierzę w Piranie! - rzuciła Zoja za En.
- Ta - usłyszała obojętną odpowiedź od znikającej za drzewami Ennis. Białowłosa pokręciła głową. Mała naiwniaczka, nadal do niej nie docierało, że ona pracuje sama. Mogła sobie wierzyć w co chciała, dla Ennis to nie miało znaczenia. Prawda? En prychnęła pod nosem. Ach te sentymenty. Uśmiechnęła się kącikiem ust i skupiła uwagę na wędrówce, nucąc sobie pod nosem twór swojego własnego umysłu.
- "Chcieli stłamsić, wzbudzić strach, no a teraz gryzą piach..."
Nie wędrowała do centrum, właściwie samą Ardee ominęła, by dotrzeć na jedną z polan, kawałek za wioską. Tam znalazła sobie ładne drzewko i uroczy kamyczek, posiliła się swoją rybką, zostawiając jednak szkielet i łeb, by cisnąć resztki nieopodal. Najedzona wspięła się na drzewo, usiadła po długości jednej z grubszych gałęzi, oparła plecy o konar, przymknęła oczy i czekała, odpoczywając sobie przy okazji.
Po kilkunastu minutach usłyszała ruch, chwilę później ściszone szepty. W oddali było widać dwie opatulone postaci, nie rzucały się specjalnie w oczy, jedna z nich opowiadała coś z entuzjazmem, druga zdawała się raczej słuchać, odpowiadała czasami, zdawkowo. Na pierwszy rzut oka zwykłe targowe baby, ględzące o czymś w drodze do domu, jednak kiedy doszły do kamienia, przy którym jakiś czas temu jadła białowłosa, przystanęły i zamilkły.
- Czy to pirania? - zapytała jedna drugą, pokazując na resztki jedzenia.
- Oho, komuś chyba smakowało - zaśmiała się lekko ta bardziej entuzjastyczna. Ennis uśmiechnęła się pod nosem i dość płynnym ruchem ześlizgnęła tyłek z gałęzi, lądując pod drzewem. Kobiety spojrzały w jej stronę.
- Zdecydowanie to pirania - rzuciła En z lekkim rozbawieniem na twarzy. Pogodna dziewczyna ponownie się zaśmiała, widać było, że nie może już wytrzymać i ruszyła w stronę białowłosej biegiem.
- Ennis! - wpadła w nią, ściskając, na co twarz En wygięła się wyraźnie. Druga z kobiet uśmiechała się lekko pod nosem, powoli podchodząc.
- Dobrze Cię widzieć - kiwnęła do białowłosej głową, a ta odkiwała ledwo widocznie i odsunęła od siebie lepką kluchę.
- Nie zachowuj się jak jakiś szczeniak - rzuciła do Zoji, a ta prychnęła pod nosem.
- A Ty jak nudna, interesowna pizda, dobrze wiemy, że nie jesteś nudna - odpowiedziała i uparcie zbliżyła się, by znowu ją objąć. - Dobrze wyglądasz - stwierdziła. - Masz chłopaka? - uśmiechnęła się zaczepnie, a En zakryła jej całą twarz dłonią i ponownie od siebie odepchnęła, przewracając przy tym oczyma. Zoja zaśmiała się i zaraz zebrała od Nabii w łeb.
- Uspokój się, nie przyszłyśmy tu się bawić - zaznaczyła. Zoja ponownie prychnęła pod nosem.
- Ennis ma chłopaka - zaintonowała cicho, na co jej towarzyszki pokręciły tylko lekko głowami.
- Czyli co, udało się? - En od razu przeszła do rzeczy, wtedy nawet i Zoja spoważniała. Ona i Nabia przytaknęły głowami.
- Mamy pakunek, w środku jest instrukcja... - zaczęła Nabia, była Lizardką, niebiesko-łuską ze złotymi oczyma. Spojrzała po białowłosej. - Myślisz, że się uda?
Ennis skrzyżowała z nią spojrzenie i uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Nie wiem, ale i tak to zrobię - zapewniła ze specyficznym błyskiem w oku.
- Nie powinnaś tak ryzykować... Mogłybyśmy... - rzuciła swoje Zoja, ale En spojrzała po niej z wyraźną kpiną na twarzy.
- Mogłybyśmy? - prychnęła pod nosem i zrobiła krok w stronę dziewczyny. Zoja spojrzała w jej oczy hardo, ona również miała złote tęczówki i niebieski odcień skóry. Nabia wsunęła rękę przed Zoje, jakby chciała ją osłonić, spojrzała jednak po koleżance.
- Jesteśmy przydatne, pamiętasz? - wymieniła się z nią porozumiewawczym spojrzeniem.
- Mhm... I dlatego En załatwia to tak jak załatwia... - bąknęła Zoja, krzyżując ręce na piersi.
- To nie czas i nie pora - zaznaczyła Nabia, na co otrzymała kolejne prychnięcie i odwrócenie się bokiem. Zoja przekręciła głowę by nie patrzeć na obie, skupiając się na obserwowaniu otoczenia. Nabia opuściła rękę i spojrzała po Ennis.
- Wiesz jaka jest - rzuciła, po czym zaczęła przeszukiwać swoją torbę.
- Mhm... Wiem aż nadto... - "jak Acair" pchało się wręcz na usta, ale En zostawiła to już dla siebie. Otrzymała po chwili pakunek, wymieniła jeszcze kilka informacji z dziewczynami i zaczęła zbierać się w drogę powrotną, do Argaru. Zanim jednak odeszła, Zoja zaszła jej jeszcze drogę i spojrzała twardo w oczy.
- A ja dalej wierzę - oznajmiła. En wzruszyła lekko ramionami.
- To już Twój problem - odpowiedziała, ale uśmiechnęła się do niej pod nosem i w odruchu zmierzwiła lekko włosy. Dziewczynę wyraźnie zaskoczył ten gest, z początku spojrzała pytająco po Ennis, ale kiedy ta ją wyminęła, uśmiechnęła się ciepło do samej siebie i obejrzała za białowłosą.
- Wierzę w Piranie! - rzuciła Zoja za En.
- Ta - usłyszała obojętną odpowiedź od znikającej za drzewami Ennis. Białowłosa pokręciła głową. Mała naiwniaczka, nadal do niej nie docierało, że ona pracuje sama. Mogła sobie wierzyć w co chciała, dla Ennis to nie miało znaczenia. Prawda? En prychnęła pod nosem. Ach te sentymenty. Uśmiechnęła się kącikiem ust i skupiła uwagę na wędrówce, nucąc sobie pod nosem twór swojego własnego umysłu.
- "Chcieli stłamsić, wzbudzić strach, no a teraz gryzą piach..."
***
Kiedy dotarła do Argaru był już środek nocy. Od dobrych kilku minut siedziała na dachu domu, który zamieszkiwał Satoru z Orianną. Aktualnie stał pusty. Jedno i drugie wybyło w swoją stronę. Zapewne i ona niedługo stąd zniknie. Nie mniej, coś ją kusiło by przed spotkaniem z Radą Argaru sprawdzić jeszcze ten cały list, o którym wspominał Sato. Gapiła się jeszcze na okolice kolejne naście minut, jednak w końcu sięgnęła po kluczyk, ukryty pod dachówką i już zaraz weszła do budynku. W pierwszej kolejności weszła do jadalni. Patrzyła chwilę po pomieszczeniu, zerknęła na swoje sakwy i zaraz uśmiechnęła się pod nosem. Zbliżyła się do stołu, wyciągając po drodze fiolkę z włosami Satoru. Położyła ją na blacie, a obok, w meblu, wyryła pazurem napis "Ene, due, rabe". Zaśmiała się lekko do samej siebie, a po tym ruszyła do sypialni Satoru, by tak jak jej polecił, znaleźć skrzypiącą deskę i skrytkę, do której zajrzała. List rzeczywiście tam był. En uśmiechnęła się kącikiem ust, miała wrażenie, że pergamin odrobinę pachnie sosem sojowym. Usiadła, opierając plecy o łóżko czarnowłosego i rozwinęła świstek:
Przeczytała zarówno tekst jak i przepis na tyłach listu, a po tym znowu spojrzała na tekst i lekko przetarła palcem plamkę po sosie sojowym. Żarł sushi jak to pisał... Pfy... Pojebaniec. Musiało mu się naprawdę mocno nudzić, że napisał list do niej. Miejsce drugiego listu dość szybko wpadło jej do głowy, plaża, a skoro kopanie, to stawiała na ten skrawek, gdzie wtuleni przespali noc. Skrzywiła się zaraz... Najwyraźniej nie tylko ją brało na sentymenty. Mało tego... Sato musiał być pewny swego, skoro zakładał, że ona tu naprawdę wróci i będzie miała okazję na taką "zabawę". Znowu poczuła to specyficzne uczucie w podbrzuszu i zacisnęła usta w wąską kreskę. Zerknęła do swojej sakwy, na pakunek, który przyniosły jej Zoja i Nabia... Chwilę obserwowała paczuszkę, w końcu jednak sięgnęła po nią, po nią i mały kawałek pergaminu. Sama napisała liścik, a potem schowała go w kryjówce Satoru razem z małym "upominkiem". Zakryła deskę, list od czarnowłosego schowała do sakwy, a po tym spojrzała za okno. Miała jeszcze dobre cztery godziny do wschodu słońca. Idealnie. Spojrzała po łóżku Sato i powoli się na nie wspięła, sunęła chwilę palcami po pościeli, ostatecznie kładąc się blisko poduszek. Przymknęła oczy, zaciągając się powietrzem i zapachem. Dalej nie lubiła spać w łóżkach, chociaż to zdawało się wygodniejsze niż inne. Otworzyła oczy i pokręciła głową. Wstała z mebla i opuściła pokój, pewnym krokiem ruszyła do wyjścia, zamknęła drzwi, i odłożyła kluczyk na miejsce, a potem... Potem po prostu skierowała kroki w stronę jakiegoś przytulnego miejsca na drzemkę. Nie będzie spała w tym domu, a listy... to mogło poczekać, miała ważniejsze sprawy. Rano zamierzała udać się na spotkanie z Radą Argaru.
CDN.

Mam kolejne spiskowe teorie o Ennis, ale teraz mam wrażenie, że to jej zlecenie wcale nie jest jakieś takie mroczne. Nie zdziwię się jak się okaże że w sumie wyszło Argarowi na dobre jak ona tak zaczyna kombinować w jedną i drugą stronę. XD fajne napisane, ciekawe co się dalej stanie
OdpowiedzUsuń