Perun I bezwzględnie prze naprzód. Pali Lerodas. Jego żołnierze panoszą się na ziemiach Mathyr, wyłapują nieczystych krwiście, gwałcą, mordują, sieją zamęt.

Helga rusza w stronę Siivet Lasku. Jej oddziały ostrzą swe zęby, idąc nie zostawiają za sobą żywej duszy.

A Argar? Co z młodym państewkiem? Argar bawi się znakomicie na tańcach w Heim, śmiejąc się pozostałym w twarz.

"Tylko nad kłamstwem mam kontrolę..."


Theme

Ennis

29 lat • Istota powiązana z tajemniczą inkantacją • 175cm 

Jestem urodzonym kłamcą
Przyczyną katastrofy morskiej
Jak śpiew syren zwodził marynarzy
tak ja prowokuję cię do złego moimi sztuczkami

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,blackbriar,weakness_and_lust.html
Jestem urodzonym kłamcą
Przyczyną katastrofy morskiej
Jak śpiew syren zwodził marynarzy
tak ja prowokuję cię do złego moimi sztuczkami

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,blackbriar,weakness_and_lust.html

 "Jestem urodzonym kłamcą, przyczyną katastrofy morskiej. Jak śpiew syren zwodził marynarzy, tak ja prowokuję cię do złego moimi sztuczkami"

"Normalni wprawiają mnie w lęk, szaleńców u boku chcę mieć..." 

Białe włosy czasem lśniące błękitem, a czasem różem czy fioletem. Rybia łuska, jednak twardsza niż u typowego morskiego stworzenia. Krystaliczne drobinki na całym ciele, świecące delikatnie pod wpływem promieni słonecznych. Brak skrzeli, a jednak możliwość przebywania pod wodą na okres mniej więcej pół godziny. Wyraźne błony między palcami u stóp i dłoni. Płetwy grzbietowe z ostro zakończonymi kolcami. Haczykowate zęby niczym u rekina doprawione ostrymi paznokciami, z możliwością dwucentymetrowego wysunięcia. Ciało pobierające wilgoć z powietrza i skraplające je od czasu do czasu na skórze. Urocza bestyjka z oczyma idealnymi na podwodne oraz nocne przeszpiegi.

"Pytasz co ze mnie za stwór? Krwią możesz splunąć na stół..."


POWIĄZANIA

POPRZEDNIA KP



______________________________________________________________
Zapraszamy do wątkowania! ^^
Tytuł: Hazbin Hotel -poison [polish cover by AYO]
Tekst: Mad Hatter - cover Ytna
           Ashnikko - Daisy [polish cover by AYO] 
           Blackbriar - Weakness and lust [tłumaczenie pl] 



151 komentarzy:

  1. Patrzył po niej wymownie machając swoim pergaminem jeszcze przez jakiś czas i nic na ten temat nie wspominając. Nie dał się zwieść jej słodkim słówkom. 
    - Od myślenia jest główko, ale serduszko, Rybeczko, często zaburza proces myślowy główki - wymamrotał przy ściśniętych policzkach. Gdy tylko je puściła, rozmasował polisie i zgniótł je chwilę później swoimi dłońmi. Uśmiechnął się do niej delikatnie, kiedy stwierdziła, że nie pozostaje dłużny. Miód dla jego uszu. Wsunął dłonie w swe kieszenie i chwilę maszerował z nią w milczeniu.- Gdzie cię poniesie po Ardei? - zainteresował się i uniósł dłonie w górę. - Nie zamierzam iść dalej - dodał zaraz, bo przecież miał pewne zobowiązania w Argarze, które musiał dopełnić zanim wyruszy dalej. - Gdzie cię wypatrywać, gdybym postanowił ruszyć swoje seksowne cztery litery z Argaru?

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  2. Satoru spojrzał po niej i pokręcił głową. Nie odpowiedział na to jej zapewnienie. Nie wierzył jej w to. Co prawda, w to, że jest inny niż pozostali jak najbardziej, ale w fakt, że seks nic tu by nie znaczył? Oj nie, w to nie uwierzy. Uśmiechnął się pod nosem, gdy zaczęła mu wypominać uciekanie i parsknął śmiechem na wieść o Oriannie.
    - Mhm tak, ale ja nie twierdzę że tego nie robię - zauważył prosto z mostu. - I o ile przed Orianną może faktycznie uciekam, bo nie chcę zrobić jej większej krzywdy niż już zrobiłem - skrzywił się. - Tak, wiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że ona twierdzi że nie została skrzywdzona - odparł dość poważnym tonem. - I nie powinno mnie to obchodzić - dorzucił. - Ale obchodzi, dlatego jej unikam. Chronię siebie - skomentował krótko. Reszty nie komentował, bo nie specjalnie miał ochotę wchodzić w jakieś poważne wyznania i inne pierdoły. Uśmiechnął się do niej krzywo. - A na co powaga, jak jej nie potrzeba? - uniósł lekko brew. - Jak jest potrzebna to ją ode mnie otrzymujesz, a jak nie... to nie - wzruszył ramionami. - Nie widzę potrzeby w wiecznym dołowaniu - prychnął. - Wyznania? O jakich wyznaniach mówisz? - zainteresował się jeszcze i uniósł brew. - Po co, co robię? Po co z tobą idę? - spojrzał po niej i zrobił poważną, wręcz karykaturalną minę. - Bo cię lubię - wyznał.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  3. Acair wzruszył ramionami.
    - Akurat Klaus jest dla mnie postacią wielu twarzy - stwierdził zaciskając mocno wargi. - Z jednej strony łagodny, z drugiej nie warto mu ufać - mruknął. - Uratował nas... Walwana i mnie - szepnął cicho. Gdyby nie ten mężczyzna to pewnie już dawno by wąchał kwiatki od spodu. A mimo to, Acair mu nie ufał. Jakoś nie potrafił tego zrobić. Patrzyło mu z oczu tak samo jak Ennis, tylko Ennis... wzruszył ramionami... ją już znał i wiedział, że ten wzrok to tylko przykrywka. U tego gościa... trudno było to do wyczucia. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  4. Satoru spojrzał po niej i parsknął śmiechem.
    - Rybciu, zaczynasz coś mówić, nie kończysz. Teraz obracasz kotka ogonkiem... - obrócił się do niej dupskiem i pomachał nim trochę. - Twój proces myślowy już dawno nie istnieje - skomentował i wzruszył ramionami. - Nie przestanę - dorzucił jeszcze. - Och i powiem więcej - wyszczerzył się do niej. - Zrobię to tylko wtedy kiedy sam będę chciał przestać, a nie kiedy tobie jest wygodnie - rzucił lekko i w podskokach zaczął sobie dalej nucić wymyśloną wcześniej pieśń.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  5. Acair pokręcił głową.
    - Nie zaczął - odparł cicho, nie wnikając w nic więcej. Co do nudy wzruszył ramionami. - Wrócisz do swojego chłopaka to nie będziesz miała nudy - zachichotał. - Jaki on jest? - uniósł lekko brew. - Tak samo szalony jak ty? A może bardziej stonowany? - zaproponował patrząc po niej ze swojej pozycji leżącej. - Spałaś już z nim?

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  6. Satoru skinął głową nie ukrywając tego, że En go intrygowała, a on lubił to co go intrygowało. Lubił poznawać, lubił doświadczać. Zachwiał się pod jej ciężarem, ale udało mu się utrzymać równowagę. Pokręcił lekko głową i poprawił ją sobie nieco, złapać jej nogi i nieco bardziej poasekurować.
    - Nigdy? - spojrzał w jej stronę. - Mhm czuję się zaszczycony. Kolejny pierwszy raz należy do mnie - zaśmiał się nieco, spoglądając przed siebie i swobodnie maszerując dalej. - Wiesz jakbyś się pojawiła w Argarze to wiesz gdzie ewentualnie możesz mnie zastać - stwierdził. - O ile tam będę - dorzucił zaraz i ziewnął przeciągle. - Wpadnij. Klucz będzie pod trzecią dachówką drugiego rzędu - wyszczerzył się do niej. - To na wypadek, gdyby mnie tam nie było - dorzucił. - A przy okazji... jak coś mi zginie, będę wiedział kogo ścigać.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  7. - Mówisz o mnie czy o sobie - chłopak nie protestował przed chlapnięciem. Zamknął tylko oczy i pozwoliłby by chłodna woda trafiła go w gorące czoło. - Bo u ciebie to aż paruje brakiem chędożenia - stwierdził śmiejąc się pod nosem. - Jak już wyborażasz sobie sypianie z powietrzem zamiast z własnym chłopem... no, no - zaśmiał się lekko, bo wbrew pozorom jej dłuższe milczenie dało do zastanowienia się. - No to jaki on jest? Co takiego robiliście, że jeszcze z nim nie spałaś?

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  8. Acair prychnął pod nosem i pokręcił głową.
    - Pszczoły płaskoskrzydłe nie mają puchatych penisów. Te są raczej całkiem nagie jak na ich puchate owłosienie - stwierdził poprawiając jej kłamstwo odruchowo i uśmiechnął się lekko. - Jasne, nie chcesz mówić, rozumiem - skomentował przymykając oczy. - Nom ja dawno nie chędożyłem - przyznał jej wzdychając. - Ale nie mam z kim, więc posucha będzie długa.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  9. Acair westchnął ciężko. Mimo, że z nikim nie była to kogoś tam miała, a on... jakoś tak odruchowo poczuł ukłucie w sercu. Szlag. Był zazdrosny? O co? Przecież nawet nie myślał o niej w kategoriach swej własnej kobiety. To czemu czuł się tak trochę odrzucony? Przeturlał sią na tratwie by mocno się w nią wtulić i zamknął oczy.
    - Nie chcę tak na jedną noc... - odparł cicho. - To już miałem... fajne, ale... - wzruszył ramionami. - Chciałbym kogoś na dłużej.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  10. Acair zacisnął mocno oczy i odetchnął głęboko.
    - Żeby czuć się... kochanym - szepnął. - Żeby... żeby mieć kogoś w domu... z kim można spędzić czas - dodał. - Nie musisz tego rozumieć... po prostu to jest coś czego bym chciał... Walwan... Walwan mi to dawał - szepnął. - Nawet bez seksu... miałem dom, do którego mogłem wrócić... przytulił jak było źle... - poczuł łzy w oczach. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  11. Sato uśmiechnął się pod nosem, ale nie dopytał o konkurenta, który znajduje się na podium. Jeszcze kiedyś go zdetronizuje, a na tę chwilę wystarczyło mu to co miał. Trzymał ją pewnie, kiedy tak wędrowali i mruknął z przyjemności, gdy ugryzła go w ucho. Parsknął śmiechem, kiedy wspomniała o sprawdzaniu jak to jest być ściganą przez niego. Spojrzał na nią i zrobił do tego srogą minę.
    - Nie próbuj, Rybeczko - powiedział tylko, zmieniając zaraz wyraz twarzy na ten nieco przyjemniejszy. - Mhm zapamiętaj - uśmiechnął się lekko bujając się teraz w takt muzyki, którą sobie śpiewał w głowie. Podskoczył z nią parę razy, zrobił ze cztery piruety i ruszył biegiem odbijając się swobodnie od jednego czy drugiego drzewa. Dopiero po dłuższej chwili wrócił do nudnego kroku. - Podaj jedną rzecz, którą chciałabyś zrobić - rzucił nagle. - Mi marzy się splądrowanie tej flądry Peruna lub tej żmijki Helguni -uśmiechnął się do swych myśli.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  12. - Mhm wracam - zgodził się cicho. - Tylko... do kogoś, kto aktualnie mnie nienawidzi - szepnął. - To chyba nie za dobrze - westchnął.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  13. Acair wybuchnął śmiechem słysząc ten tekst. - Spieprzaj dziadu - burknął. - Nie takimi frazesami do mnie proszę - burknął wzdychając przy tym zaraz. - Mhm jestem pewien nienawiści - szepnął. - Ale po prostu... po prostu chcę się upewnić, że wszystko z nim w porządku. Że jako tako daje radę - wymamrotał. - Beznadziejny ze mnie przypadek.
    Acair

    OdpowiedzUsuń
  14. Chłopak już jej nie odpowiedział, tylko zamknął oczy, przysypiając przy niej. Tratwa dalej płynęła a on skorzystał z okazji. Wtulił się w nią jak w najlepszego misia i zasnął. 
    Aci

    OdpowiedzUsuń
  15. Acair nie pytał o nic. Przetarł tylko oczy i skinął głową chwycił ich rzeczy i zabezpieczył je jedną pętlą, a sam chwycił się drugiej, zawijając ją wokół własnego nadgarstkach. Nie chciał spaść, bo czuł, że nie wytrzymałby w wodzie zbyt długo. Odruchowo sięgnął wolną ręką do kieszeni i musnął palcami swój kamyczek. Chwilę prosząc go o pomoc, o zwolnienie pędu tratwy, ale chciał to odłożyć w czasie, ale lód zaczął wydobywać się z tyłu.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  16. Chłopak aż się wzdrygnął na jej słowa.- No co? Kombinuję jak mogę - odwarknął jej a kiedy zaczęła uspokajać rzekę, on powoli odpuścił z lodem. Ten posłuchał go, chociaż Acair miał wrażenie, że zrobił to z lekkimi oporami. Uhm będzie musiał poćwiczyć z kamieniem. Tu też zamierzał podpytać Walwana o to, albo jego mamę. Zapytać czy bardziej opłaca mu się wszczepić go w ciało. Kiedy Ennis opadła na plecy z szerokim uśmiechem, on automatycznie chwycił jej nadgarstek na wypadek gdyby jednak miała spaść. Drugą ręką dalej trzymał się pętelki. - Jesteś niesamowita - powiedział jej. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  17. Acair wywrócił oczyma.
    - Bo zamierzam zamrażać twoje wodne strumienie zanim do mnie dotrą - oznajmił sucho. - I do Walwana też - dorzucił, puszczając jej nadgarstek. - Poza tym... - wzruszył ramionami. - Obecnie słaba ze mnie ciepła klucha - skomentował siadając już na tratwie i obserwując kamień. - Lód mi odpowiada - mruknął jeszcze, nie komentując nic związanego z własną pierdołowatością. Nie czuł takiej potrzeby. Zwłaszcza teraz, kiedy faktycznie sam postrzegał się jako taką pierdołę. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  18. Ernest przytaknął jej ruchem głowy. Ciężko było przewidzieć, że trafią na wojska Polszan między trasą Marchwii a Argaru. Nikt o zdrowych zmysłach nie zapuszczały się w rejony, na których się na nich poluje. Przecież wszędzie były powystawiana zlecenia na głowy polszańskich żołnierzy. Naprawdę byli niespełna rozumu, chociaż po Jakubie akurat mógł się niby tego spodziewać. Był tylko zdziwiony, że odpuścił zabawianie się z więźniami na oczach Peruna, przecież uwielbiał te tortury.
    — Mimo wszystko to bardzo interesujące, na tej trasie powinno ich nie być, polują na nich przecież, prawda? Marchwie roją się od łowców głów, którzy co chwila odbierają zapłaty, nie myślałem, że ktoś ma tyle nierówno pod sufitem, żeby się narażać, zwłaszcza jeśli to tylko chlanie i chędożenie — zauważył, bo przecież stan tych żołnierzy był całkiem jednoznaczny. Zastanowił się chwilę - musieli mieć jakieś ważne zadanie, ale jakie? Powinien to potem sprawdzić. Może uda mu się jeszcze jakoś namieszać w tej wojnie. Odpuścił sobie zabijanie koni, ale złoto zabrał, tak samo wszystkie zwitki papieru, z których mógł się czegoś dowiedzieć i inne rzeczy, które mógłby rozebrać i przerobić dla siebie, a następnie ruszył za Ennis. Sam musiał się umyć zanim pokaże się komuś więcej.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  19. Satoru uśmiechnął się pod nosem i zerknął na nią.
    - Kto wie... może właśnie taki jest mój plan? Aby wkupić się w łaski twoich łapek i sprawdzić jak dobrą masażystką jesteś? - rzucił z zadziornym uśmiechem na twarzy. - Albo po prostu dobrze się bawię, a przy tym trenuję trochę swe mięśnie - dorzucił drugą opcję i wyszczerzył się do Ennis, po czym spojrzał przed siebie słuchając wypowiedzi dotyczącej Helgi.
    - Co takiego zrobiła ci Helga, że tak jej nie znosisz? - zainteresował się. - Jakbyś miała zamiar kiedyś plądrować ją... to daj znać, chętnie się przyłączę - dodał jeszcze, bo nie zależnie od jej powodów, on po prostu miał ochotę poznać trochę bardziej grajdołek Helgi. Poznać jej sekrety, przeczytać jej księgi i po prostu wejść w ten jej świat i zabrać wszystko co mogłoby mu się przydać.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  20. - Lepiej zapamiętaj, że następnym razem nie dostaniesz możliwości grożenia mi poprzez któregokolwiek z moich przyjaciół - odparł chłodno, bo dla niego to nie było w żaden sposób śmieszne. Prychnął pod nosem na wieść od jej lepienia się od przytulanek. - Ale to przychodzi w pakiecie... jak mnie wkurwiasz, a ty mnie wkurwiłaś, to ja wkurwiam cię. A robię to przez przytulanki - wyszczerzył się do niej. - Bo wiem, jak bardzo są ci niewygodne, jak bardzo nie chcesz przyznać, że jednak je lubisz, jak udajesz wstręt, gdy tylko to robię. To śmieszne i zabawne - dorzucił śmiejąc się w głos, po czym pokręcił głową. - Niczego nie muszę ci udowadniać - skomentował. - W końcu mam ci być nieprzydatny - skomentował jeszcze.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  21. Parsknął śmiechem na to jej wytłumaczenie co do wkurzania i irytowania. Nie powiedział nic w tym temacie. Zwłaszcza, że uważał co innego, a jej słowa teraz wydawały się po prostu zwykłą przekorą. Powiem tak, bo ty mi to i tamto zarzuciłeś. Westchnął gdy wspomniała, że jest jej przydatny.
    - Mhm - mruknął tylko. Tego też jakoś nie widział, ale nie zamierzał się kłócić w tym temacie. Wsunął dłoń do zimnej wody i chwilę milczał, po prostu przed siebie patrząc. - Nie wiem tylko czy to dobrze, że tak się łudzisz - stwierdził w końcu.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  22. Sato spojrzał po niej tak, jakby właśnie złamała mu serce.
    - Ja ciebie? Podpuszczam? - zrobił podkówkę ze swoich ust. - Nigdy w życiu - zachlipał teatralnie i mruknął lekko na w odpowiedzi na przygryzienie uszka. Sięgnął dłońmi do jej pośladków i ścisnął je lekko słuchając o Heldze. - Ho, ho, ho... to jak ci podpadnę... - mruknął. - Daj mi jakiś znak, co bym wiedział, że już mogę spierdzielać - rzucił z lekkim uśmiechem, kręcąc przy tym lekko głową. - Mhm rozproszę? W jaki sposób? Rybciu... ja, ciebie? - powtórzył. - Nigdy w życiu.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  23. Odpowiedzi
    1. Spojrzał po niej przenikliwie oczekując jakiejś dłuższej odpowiedzi w tym temacie i miał nadzieję, że nie będzie to nic związanego z uczuciami. Chciałby być przydatny nie tylko w takich sprawach. Pomasował sobie skronie. Co tu się łudzić, na pewno chodzi o tę jego pierdołowatość. Ech... cholera by to wzięła.

      Aci

      Usuń
  24. - Na nic nie czkam. Jeszcze tego by brakowało, by mnie czkawka teraz wzięła - wywrócił oczyma śmiejąc się z tego jej błędu językowego. Parsknął śmiechem na pytania co do wyznania. Oczywiście, że nie powie. Wcale go to nie zdziwiło. Byłby bardziej zaskoczony, gdyby faktycznie coś rzuciła. Nic nowego. Położył się na tratwie i chwycił mocniej pętelki, by na pewno utrzymać się na tratwie, chociaż podejrzewał, że w trakcie jego rany zdecydowanie ucierpią.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  25. Chłopak nie protestował. Zamiast jednak oprzeć się o jej nogi to wtulił się w nią po całości. Chowając głowę w jej pierś i pozwalając by prowadziła dalej ich tratwę. Spinał się za każdym razem, gdy znajdowali się pod wodą, ale o dziwo jej pirackie szanty nieco go uspokajały. Jej głos sprawiał, że czuł się odrobinę spokojniejszy. Starał się oddychać spokojnie, równomiernie, nie spinając się niepotrzebnie.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  26. Chłopak krzywił się przy każdym większym wybiciu. Mimo lekkiego rozluźnienia wciąż zaciskał na niej swe objęcia i nie chciał jej puścić. Sama chciała by się o nią opierał to teraz nic na to nie poradził. Mruknął coś w odpowiedzi, kiedy znaleźli się na spokojniejszych wodach, a kiedy wspomniała o cycu, ścisnął ją mocniej wciskając głowę wprost w jednego z jej cyców.
    - Za dobrze go chowasz, żeby się przyssać - mruknął zgodnie z prawdą. Mimo pozornej nagości nie widział sutów Ennis na wierzchu. Ciekawa sztuczka. Nawet przesunął lekko dłonią po jednym z nich szukając ewentualnego suta, ale jakoś nie mógł go znaleźć. Ani jego skrytki. - Nie ma szans - dodał, ponownie wciskając się w nią mocniej. 

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  27. Acair liznął jej sutek w odpowiedzi i odsunął się od niej chwilę później. 
    - Smakujesz słoną wodą - skomentował, siadając już wygodniej obok niej i nabierając kilku uspokajających oddechów. Teraz, kiedy woda była spokojniejsza to i on mógł odrobinę lepiej oddychać. Spojrzał w niebo i odetchnął głęboko. - Będziemy gdzieś schodzić czy płyniemy tak do końca? - zapytał jej spokojnie. Był szczurem lądowym, więc tratwa choć dość stabilna, zdecydowanie nie bardzo mu odpowiadała.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  28. Sato podrapał się po głowie i zamknął jedno oko, po czym wzruszył ramionami.
    - Zależy co masz na myśli mówiąc coś lepszego - rzucił swobodnie. - Och na pewno postaram się cię zaskoczyć - uśmiechając się do niej znacząco, po czym podrapał się po brodzie. - Ale z kolei bycie taką nieświadomą ofiarą też kusi, aczkolwiek na przyspieszone bicie serca i pot na czole w moim wypadku bym nie liczył - mruknął. Nie wyobrażał sobie by miałby w danej chwili się jej bać. Już szybciej rozłożyć ręce i pozwolić się zdjąć. Machnął ręką do swych myśli, a kiedy z niego zeskoczyła parsknął śmiechem. - Boję się? Hm... no tak racja, nie chcę być jednym z twoich wielu mężczyzn - pokiwał głową. - Można więc rzecz, że się boję - zatrząsł portkami i puścił do niej oczko. - Phi... no i nici z mojego masażu - westchnął ciężko idąc sobie dalej.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  29. Trzy wzburzone? O losie. Jak on to wytrzyma?! Spojrzał po niej i zacisnął mocno wargi. Zdecydowanie bardziej wolałby po prostu maszerować. Nie mniej, postanowił zacisnąć zęby i nic nie mówił. Westchnął tylko ciężko i pokiwał głową.
    - Okay - mruknął w odpowiedzi, by pomasować sobie skronie. - To jeszcze trzy razy będę bezkarnie molestował twoją klatkę piersiową - poinformował ją rzeczowym tonem. Sięgnął do swojej torby i wsunął do buzi kawałek leczniczego zielska, by zacząć je rzuć. Czuł nadchodzącą temperaturę, więc postanowił jej przeciwdziałać. Było mu na tej tratwie dość zimno.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  30. Acair spojrzał po niej i pokręcił lekko głową.
    - Nauczył, ale... zwymiotuję, jeśli cokolwiek zjem... wiesz bujanie wody nie sprzyja mojemu żołądkowi - odparł tylko, wracając do żucia swojego listka. Spojrzał na przyczajonego tygrysa, ukrytego lwa, na brzegu tratwy i aż go podkusiło by ją do wody wrzucić, ale ostatecznie uznał, że to by nic nie pomogło. Jednak gdy przymierzyła się do złapania łapą jednej ryby (bo jak rozumiem to chodzi ci o chlust ręką w wodę by wyłowić rybę) to nie powstrzymał się i zamroził taflę wody. Rzecz jasna ta zamroziła się w znacznie większym obszarze niż sobie tego życzył, przez co ich tratwa utknęła w miejscu. Chłopak spojrzał w bok i zaczął gwizdać udając, że to wcale nie on za tym stał.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  31. Acair zdążył jedynie rzucić się trochę w przód, boleśnie obić swe żebra i pół sekundy za późno wyciągnąć rękę po kostki Ennis. Ta zniknęła pod taflą wody, a on został na utkniętej tratwie. No świetnie. Genialnie wręcz. Prychnął pod nosem, krzywiąc się, kiedy zbierał się na kolana. Chwycił swój kamyk w dłoń.
    - Świetnie się spisałeś - rzucił cicho. - Ale już możesz przestać - dodał, prosząc kamień by ten rozmroził rzekę. Niestety kryształ miał swoje własne poczucie humoru i przez dłuższy moment nic się nie działo. Do tego stopnia, że Acair z westchnieniem chwycił wiosło i zaczął nawet stukać nim w taflę lodu by ją rozwalić. Kiedy uporał się z jedną stroną, lód wreszcie zelżał a tratwa ruszyła. Chłopak ledwie utrzymał równowagę i zaraz usiadł z dupskiem na swych czterech literach. Dobra, pierwsza rzecz za nim. Teraz jeszcze sterowanie.... sięgnął do steru i wypróbował go z krzykiem na ustach zauważając, że zaraz rozbije się o wystającą kłodę. 
    - Nie, nie nie, nie nie.... - wymamrotał gwałtownie skręcając tratwę. Ominął konar o włos, chwilę później w miarę ogarniając to sterowanie. Teraz pływał sobie od brzegu do brzegu... od trzcin do trzcin i szukał przy okazji Ennis. - Ennis! - krzyczał co jakiś czas. - Enisiuuuuu! En! Enka! Enuleńkaaaa

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  32. Ernest skrzywił się na jej wyrzuty. Podrapał się po brodzie, próbując pomyśleć co miałby jej sensownie na to odpowiedzieć. Jeśli chodziło o ruchy Peruna to tak - znał je, w ostatnich kilku latach doskonale wiedział jak bardzo skurwysyn uwielbiał gwałcić i oglądać gwałty. Zaśmiał się na wspomnienie swojej niewoli.
    — Wiesz, ostatnio jakoś mi umknęło gdzie się wybiera, nie zapuszcza się do slumsów i Marchwi, więc myślałem, że trasa do zabitej dechami wioski rybaków też go nie zainteresuje, moja wina — powiedział w końcu. — Poza tym tam jest burdel podobno, nie pamiętam, żeby Perun i żołnierze chodzili tam, gdzie ktoś przypadkiem mógłby się zgodzić – dodał z wyraźnym przekąsem. No nie powinno ich tutaj być. Naprawdę go pojebało. Ale dobrze, jeśli wysyłał swoje wojska z Polszy, łatwiej będzie puścić to wszystko z dymem. Wszedł w ubraniach do wody. Zdjął koszulę, to co miał na sobie i tak było w opłakanym stanie, więc zaczął nią z odrobiną mydła. Zaczął myć na początek samego siebie, a potem bruzdy na spodniach. Spojrzał na Ennis kiedy zaczęła tłumaczyć mu różnicę między pojebanymi a zjebami.
    — A zjeb od pojebanego czym się różni według takiego Skarbeńka jak Ty? — zagadał ją dalej

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  33. Cóż, za kratkami umknęło mu kilka lat życia, a ona już to wiedziała. Specjalnie chciała teraz wbić mu jakąś szpilę? Nie żeby to miało w ten sposób na niego zadziałać. Może i faktycznie lekko go to irytowało, ale na pewno nie miał zamiaru dawać po sobie tego poznać.
    — Tym bardziej przyda mi się dobry przewodnik — odpowiedział, uśmiechając się przyjaźnie do Ennis, chociaż w duchu był pewien, że jest strasznie wredna. Gdyby życie inaczej się potoczyło, pewnie byłaby naprawdę dobrym partnerem do interesów. Sam zaśmiał sie na jej żart, chociaż w piersi czuł ścisk, strach, obrzydzenie - do Polszan i samego. Rzeczy, które oni potrafili zrobić dla króla… a podobno on był bez serca. Ech.
    Pokręcił głową, przenosząc na chwilę wzrok ze swoich spodni na Ennis.
    — Oczywiście, że się boję — przyznał, uśmiechając się szelmowsko. Przechylił głowę w bok, taksując ją wzrokiem. — Twoich fantazyjnych komentarzy na temat tego co w spodniach mam, jesteś tak wygadana, że wolę, żebyś zostawiła prawdę swojej uroczej główce — wyjaśnił, zgrabnie unikając tego, że nie miał ochoty w żaden sposób do czegokolwiek jej prowokować. Nie miał zamiaru dawać się zbałamucić. Mimo wszystko uważnie ją obserwował, kiedy tak wodziła i zachęcała go swoimi ruchami. Szkoda, że akurat na niego marnowała czas. Wziął wdech, zmuszając swojego ducha do spokoju.
    — Nie wiedziałem, że seksowna i pojebana to synonimy — mruknął, po czym skarcił kompana w myślach. No nie mógł się powstrzymać!

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  34. Sato zaśmiał się pod nosem i wyciągnął do niej dłoń, by uścisnąć jej własną.
    - Przyjmuję wyzwanie - rzucił swobodnie, po czym uniósł lekko brew. - Mhm... a ty jesteś tą drugą stroną medalu - uśmiechnął się krzywo. - Tą która rozkłada nogi - puknął ją palcem w czoło. - Żałosne - powtórzył po niej i wyszczerzył szeroko, by z gwizdem na ustach rozpocząć skakanie na przód. - Hej ho, hej ho... do Ardei by się szło - zaintonował Śnieżkę w innym wydaniu, po czym obrócił się by na nią spojrzeć. - Moooże - odpowiedział jej na pytanie. - Kto wie... - wzruszył ramionami i prychnął pod nosem. - A poza tym... ja to dobrze barki masuję, a z całym innym to tak wiesz... - pokręcił głową. - Nie ufałbym sobie. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  35. — Liczę na Twoje dobre serce i EMpatię ENnis — odpowiedział, uśmiechając się do niej niewinnie. Poza tym fakty były takie, że o wiele łatwiej było znieść wszystkie słowne zaczepki tak długo jak trzymała łapy przy sobie, wolał żeby go wyśmiewała i nie prowokowała ducha różnymi seksownymi sztuczkami. Nie mówił nic odnośnie rozmiaru swojego przyrodzenia. Nikomu nic do tego nie było - duży, mały, średni, nie miało znaczenia, był jego i nikt więcej teraz go nie dotknie bez zgody właściciela. Ucieszył się w duchu, kiedy zostawiła go w spokoju. Dokończył czyszczenie samego siebie oraz ubrań, a potem sam wyszedł na brzeg. Wytarł się ręcznikiem, a potem założył czystą górę ubrania oraz buty. Spodnie zdążą mu wyschnąć jeszcze, chociaż trochę w trakcie drogi, a poza tym i tak miał tylko jedną parę na zmianę, więc nie było sensu jej poświęcać.
    — No, no, nie pomyślałem, że wierzysz w stereotypy — pokręcił głową, zakładając na siebie plecak. Zaśmiał się na kolejne słowa. — A to by była niespodzianka, masz się nad czym zastanawiać — przytaknął jej ruchem głowy. Zaraz ruszył za nią w stronę tej zasranej wioski.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  36. Zaśmiał się.
    — Apatia? Annis w takim razie, tak? — zapytał, patrząc po niej już z lepszym humorem, kiedy mu odpuściła. — Imię częściej niż ubrania zmieniasz — zauważył, wyciągając na chwilę “E”, które przygotował do sakw. Nie żeby miał je zamiar teraz przerabiać. Po prostu chciał się upewnić, że mu się podoba, poza tym tak gadała o tych wszystkich epitetach na “E”. Chociaż… może A też jej zrobi. Zastanowi się jak będzie mógł dzisiaj pospać na czymś wygodnym.
    — Miło słyszeć, że poza wszystkimi Twoimi zaletami masz miejsce na tolerancyjność,nie mogłem lepiej trafić, co? — zauważył, idąc obok niej. Był ciekawy ile jeszcze mają do tej wioski. Teraz trochę zboczyli co prawda, ale przynajmniej okolica zdawała się łatwa do zapamiętania.


    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie ufał tej jej nagłemu radosnemu nastawieniu. Tak, dokuczała mu wcześniej, uśmiechała się, zaczepiała, ale przed chwilą przez niego walczyli o życie, a ona miała teraz coś zbyt wesoły uśmiech. Albo sama miała w sobie ducha, albo grała wyjątkowo dobrze, albo po prostu była chora psychicznie. Żadna z tych opcji za bardzo mu się nie podobała. Nie wierzył też, że nagle zaufała mu jakoś mocniej i pokazała swoje prawdziwe, ciepłe “ja”.
    — Jeszcze pomyślę, że naprawdę mnie lubisz — powiedział, samemu uśmiechając się do niej. Sam nie miał zamiaru się teraz do niej kleić i czy sypać kwiatkami. Już raz próbował, drugi raz tego nie zrobi. Przynajmniej nie tak szybko. Poza tym te dotyk… Przymknął oczy, pozwalając żeby to duch zareagował. Mężczyzna uśmiechnął się wtedy błogo i przybliżył do Ennis, aby styknąć się na chwilę biodrami.
    — Uśmiechnij się szerzej, chcę uchwycić kolor kłów do projektu, wszystko będzie do Ciebie pasować — powiedział na ucho. Zaraz się odsunął, czując, że znowu prawdziwy właściciel wraca do kontroli. Śnieżnobiałe… ech.. i na chuj jak się pewnie szybko pobrudzi. Ale zrobi takie obszycia do szarej skóry. Będzie pasować. — Drapieżna, słodka towarzyszka, marzenie każdego, bylebym tylko przy rozstaniu w Argarze nie płakał…

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  38. Zanotował sobie w głowie, że nie było większego sensu dawać Ennis większego kredytu zaufania. Skoro i tak nie powie, że będzie miała ochotę wbić mu sztylet w plecy, nie było sensu zakładać, że tego nie zrobi. Na zbyt dużej ufności przejechał się już wystarczająco zbyt często. Znajomości czysto transakcyjne były jednak najtrwalsze i wiadomo było czego się po nich spodziewać. Uśmiechnął się do niej.
    — Miło z Twojej strony, że mnie uprzedzasz — odparł, po czym zastanowił się chwilę. — W zamian ja mogę Ci za to obiecać, że nie mam w zwyczaju mordować dopóki nikt mnie do tego nie zmusi, zwłaszcza dobrego towarzystwa — dodał. Na tyle szczerości chyba zasłużyła. Poza tym będzie wiedziała, że jeśli kiedyś on podniesie na nią rękę to będzie tylko i wyłącznie jej wina. Obejrzał jeszcze raz jej partie ciała, po czym spojrzał jej niewinnie w oczy.
    — Ciężko się skupiać na wszystkim, a poza tym mam słabość do uroczych uśmiechów z drapieżnymi kłami — wymówił się ze swojego dziwniejszego zachowania. Nieważne, że tak naprawdę po prostu duch się nad nim znęcał. — Myślę, że zasługuję, bo chcesz mieć śliczną sakiewkę, pasującą do ślicznej buzi — rzucił z delikatnym śmiechem, posyłając jej szelmowski uśmiech.
    — Och, bo uwierzę, że nikt nigdy nie uronił za Tobą ani jednej łezki, za cwana jesteś, żeby nie wykorzystać frajera jak się nadarzy okazja — cmoknął.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  39. Ernest złapał ją, żeby przypadkiem nie spadła, kiedy się na nim zawiesiła i poprawił pozycję, aby samemu nie stracić równowagi. Ta podróż była niemożliwa - miała swoje plusy, ona zdawała się miejscami szanować jego przestrzeń, ale przede wszystkim w wielu aspektach Ennis była po prostu niemożliwa. No ale innej opcji nie miał, więc musiał znosić to szaleństwo. Mogło być też gorzej, musiał to przyznać. Ona zwyczajnie lubiła obracać wszystko w żart póki było to dla niej wygodne.
    — Bez przesady, będziesz miała koszulę na pamiątkę — zauważył, pomagając jej wrócić do pionu. — Poza tym, kto wie, może wspólna podróż dalej będzie się nam opłacać i nie będziesz musiała usychać, zdajesz się nieźle poruszać po kontynencie, a przez ostatnie parę lat sporo się zmieniło — odparł. W zasadzie ktoś musiałby mu pomóc dotrzeć jeszcze w parę miejsc. Wzruszył ramionami na słowa o słabości.
    — Przynajmniej mogę trzymać wszystkich w niepewności — zauważył, nie robiąc sobie wiele z tego komentarza. Jego duch za to znowu miał ochotę na flirty. Kurwa mać, mógłby się już uciszyć momentami! Uniósł wyżej brew, gdy wspomniała o księciu piekieł i namiestniku Peruna. Zaśmiał się. Kiedyś w życiu nie uwierzyłby w coś tak absurdalnego jak piekło.
    — Och… zaraz ja się zakocham. Bałamucisz takie persony… Ennis, gdzie byłaś całe moje życie? — uśmiechnął się. Namiestnika mógłby zabić. Z chęcią. To by pewnie narobiło problemów temu chujowi. A książe piekieł? Cóż, to już coś czym będzie martwił się duch.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  40. — W takim razie wyrzuć ten pomysł z głowy czym prędzej, ja nawet swoich potrzeb nie zaspokajam — odparł, czując wewnętrzną ulgę. Skoro tak z tego kpiła to znaczyło, że nigdy do tego nie dojdzie. Myśl życia w ascezie wcale nie nie wydawała się taka zła. Zastanowił się chwilę nad innymi kompetencjami.
    — Przede wszystkim cenię sobie jakoś kompetencje, nie pracuje z amatorami — odparł. Tak, znalezienie innych sojuszników w Argarze było na początku jego opcją, ale musiał mieć pewność, że nie będzie układał się z nikim kto mógłby wpakować go w kolejne tarapaty. Nawet jeśli dzisiejsza bójka była jego winą. Był to jednak tylko kolejny dowód jak bardzo zmieniło się Mathyr przez te parę lat, kiedy był zamknięty w celi. Spojrzał po niej i zastanowił się poważnie. Biorąc pod uwagę jego aktualną sytuację nie miał zbyt wielkiego wachlarza ewentualnej pomocy i wsparcia. Ennis zdawała się mądra, przebiegła, silna i bardzo mściwa.
    — Hmm… poza moim zakochaniem co byś chciała za pomoc w wysadzeniu zamku kurwy Helgi i podpaleniu Polszy? — zainteresował się.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  41. Osobiście nie uważał tego za smutne. Wręcz przeciwnie - dla niego ta myśl była kojąca. Po prawdzie przecież nie miał aktualnie takich potrzeb. Uwielbiał fakt, że teraz nikt go nie dotykał, nie poniżał, nie odbierał resztek męskości na każdym kroku.
    — Smutne to będzie dopiero jak będziesz musiała obejść się smakiem — odpowiedział spokojnie. Skoro tak go “szczerze” uprzedzała, że nie będzie sobie tego z głowy wybijać - to ona przecież będzie tą najbardziej poszkodowaną stroną. Zaraz jednak zrobiło się mu zdecydowanie mniej przyjemnie. Skupił się jak tylko na tym, aby zachować spokój, kiedy po plecach przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz, przywołujący nieprzyjemne wspomnienie. Uśmiechnął się w końcu w najbardziej słodki jaki tylko potrafił, przytakując Enni głową.
    — Właśnie dlatego Cię szanuję — powiedział zgodnie z prawdą. Jej decyzja była mądra, uzasadniona. Gdyby tak po prostu się zgodziła - sam nabrałby wątpliwości w jej kompetencje. Dobrze rzeczy były w końcu trudne do zdobycia. Sam szedł nieco wolniej za kobietą, uważnie obserwując ją oraz okolicę. Zapach ryby mu nie przeszkadzał - świeże jedzenie dalej zdawało się pachnieć jak jakiś przedsmak raju i wolności. Zaciągnął się powietrzem. Naprawdę zaczynał coraz bardziej głodnieć. Chętnie by skręcił i wziął jakąś smażoną rybę, ale nie mógł sobie pozwolić na to, aby Ennis go teraz wystawiła.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  42. Sama mówiła, że to smutne. Najwidoczniej cały czas się z nim bawiła. Nie skomentował tego, uśmiechnął się jedynie lekko, niby lekceważąco, dając znać, że naprawdę wszystko mu jedno jak podejdzie do faktu, że nie uda jej się zaciągnąć go do łóżka.
    Tak, musiał ją szanować, jeśli mieliby cokolwiek razem osiągnąć. A raczej, gdyby jej nie szanował ani jej podejścia czy inteligencji oraz kompetencji - w życiu nie wyszedłby z propozycją. Był szczery. Nie sądził, żeby traktowała to jako suchy, durny lizusowski komplement. To był jedynie suchy fakt. Nie miał zamiaru w tym momencie się podlizywać. Zastanowił się chwilę. Miał wrażenie, że jak bardzo zdolna Ennis by nie była, ich wspólna podróż oraz ewentualne dalsze przygody będzie mu ciężko o święty spokój w jej towarzystwie. Zdecydowanie miała w sobie coś niezwykłego, a jednocześnie przyprawiającego o cholerny dyskomfort. Przynajmniej jego, bo jego lokator był po prostu zachwycony jej towarzystwem. Szedł za kobietą, rozglądając się po okolicy. Zapach smażonej ryby dotarł i do jego nosa, a wtedy żołądek się odezwał. Zdecydowanie dalej nie nadrobił porządnego żarcia. Wioska zdecydowanie była uboga, ale kilka stoisk z różnymi przedmiotami dalej można było tutaj dostrzec. Jego uwagę zwrócił przede wszystkim młody, ewidentnie zdesperowany chłopak - na oko miał jakieś 20 lat. Uśmiechnął się zaraz, starając się wyglądać przyjaźnie. Na straganie znajdowały się różne srebra od pucharów i talerzy po najróżniejszą biżuterię.
    — Witaj, cóż tknęło Cię do sprzedawania takich rzeczy w takiej wiosce? — zagaił go.
    — Och, witajcie Panie, mój mistrz wysłał mnie do Slavit co by sprzedać towar dostawcy, ale miasto spłonęło, bez pieniędzy miałem się nie pokazywać, dopóki wszystkiego nie sprzedam, Panie. Zostało mi trochę, liczyłem, że po wioskach najbardziej się przyda nowa zastawa, albo nie zarobię dostatecznie, aby pokryć robociznę materiałów — wyjaśnił. — Może pierścionek Panie? Dla pięknej damy? — zagaił go jeszcze. Och… nie mógł uwierzyć, że trafił na tak żyzny grunt.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  43. Ernest uważnie oglądał młodego mężczyznę. Zdecydowanie był zakałą, to było pewne, ale był całkiem nieźle ubrany. Bogaty bez drygu do interesów. Idealny jeleń, od którego mógłby coś wyciągnąć. Mistrz pracował na metalach szlachetnych, tak? Idealny grunt. No przynajmniej dopóki nie przyszła Ennis. Spojrzał na nią.
    — Panie, piękna dama zasługuje na najpiękniejsze pierścionki — ucieszył się młodzik. Ernest uśmiechnął się kokieteryjnie do Ennis.
    — Tak, wszystko jest bardzo piękne, Najdroższa, to prawda — powiedział, po czym posmutniał na twarzy. — Niestety, bez pieniędzy ciężko coś będzie kupić, a ostatnie oszczędności przepadły na wykopanie szmaragdów i rubinów, a teraz nie mamy nawet, gdzie ich sprzedać… — przetarł łzę z oka, skrzywił się i wtulił w kobietę, jakby kompletnie zrozpaczony. — A ja tylko chciałem dać Ci dobre życie — dodał zaraz, odsuwając od niej twarz.
    — Klejnoty, Panie? — sprzedawca chyba faktycznie się zainteresował. — Pokażcie Panie, proszę, może uda się nam wymienić… — dodał, samemu uśmiechając się, chociaż po jego minie od razu widać było podstęp. Ernest sięgnął do swojej sakwy i wyciągnął najładniejsze okazy. Udało mu się obrobić je tak, że waga była nawet całkiem podobna, naprawdę trzeba było się znać na rzeczy, żeby rozpoznać różnicę. — Co sądzicie, Mistrzu? — zapytał Ernest. — Myślicie, że coś za to dostanę?

    Ernest

    OdpowiedzUsuń

  44. Ernest spojrzał przepraszająco po Ennis, a potem wrócił z miną zbitego psa wzrokiem do sprzedawcy. W duchu był zadowolony, że En podłapała o co mu chodziło. Przecież grzechem byłoby nie wykorzystać tak łatwego zarobku.
    — Widzicie Mistrzu, ukochana ma o wiele lepszego nosa do takich spraw niż ja… — odparł, dalej trzymając się blisko kobiety, żeby utrzymać wersję o biednej, zakochanej parze.
    — Korzystna dobrzy Państwa? A ile? — zainteresował się zaraz młodzik. Ernest udał, że próbuje sobie przypomnieć, zbliżył twarz do Ennis, ucho do jej ust, żeby sama mu przypomniała. Zaraz uderzył się delikatnie wierzchem dłoni w głowę. Podał cenę chłopakowi i przytulił delikatnie kobietę.
    — Cóż ja bym bez Ciebie zrobił?! Masz rację, nie możemy tak po prostu się tego pozbyć… — mruknął.
    — Dam dwa razy tyle, Panie! Ja to zaraz sprzedam, miłościwi Państwo, mam znajomości po miastach, ja będę mógł wrócić do Mistrza, a Państwo na pewno będą mieli z czego zacząć nowe życie! Dorzucę jeszcze pierścionek dla pięknej Pani i zastawę na szczęście, na nowe życie… Panie co wy na to? Tamta cena toż rozbój w biały dzień… — Ernest zaczął uważnie się zastanawiać nad ofertą, po czym spojrzał na Ennis, oczekując jej fachowej oceny.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  45. Grał cały czas z Ennis. Nie było to zbyt trudne. Młody sprzedawca nie miał nosa do ludzi, a jego towarzyszka świetnie radziła sobie z kłamaniem. Przeprosił ją, całując po ręce, ukrywając w sobie niepewność i niechęć do czułości. Nie chodziło o nią. Po prostu sam czuł się wyjątkowo bezbronny w takich momentach. Ale czegoż nie robiło się dla złota?
    Testowała go, tak? Zastanowił się szybko, myśląc o cenach, jakie kiedyś obowiązywały. Była wojna, więc taki kruszec też pewnie zmalał na cenie. Chciał na nim zarobić, więc nie mógł rzucić też zbyt wysokiej ceny. Pomyślał szybko o wszystkim, po czym w końcu uśmiechnął się w duchu. Wiedział, ile chciał z tego wynieść i tyle miał zamiar podać.
    — 20 złotych monet — powiedział w końcu, drapiąc się w tył głowy, jakby żałował właśnie, że pozbył się tak dobrej oferty. Gdy usłyszał, że dostanie dwa razy tyle zaraz się rozpromienił, po czym uspokoił, spojrzał pytająco po Ennis. Uśmiechnął się do niej czule.
    — I to dobra cena… starczyłoby żeby się urządzić tak jak chciałaś kochanie… budowę łódki dokończę… — zaczął wymieniać rozmarzony. Wrócił do straganu, przyglądając się zastawie. — I jeszcze te naczynia… nareszcie coś godnego Twoich cudownych dań, moja Kochana… Och… spadł nam Mistrz z niego po prostu — zaczął go zachwalać, podając mu sztuczne kamienie szlachetne. W międzyczasie zdążył schować pod rękaw dwa srebrne pierścienie - jeden z ametystem, drugi z szafirem. Udało mu się to zrobić niezauważenie. Odetchnął z ulgą. Przyjął pieniądze do sakwy, zastawę schował do swojego plecaka.
    — Serdecznie dziękujemy mistrzu, błogosławieństw wielu na szlaku, niech Ci się darzy dobry człowieku — pożegnał się z nim jeszcze, trzymając przy sobie En tak długo jak byli w zasięgu wzroku młodego mężczyzny. Dopiero, gdy znaleźli się o wiele dalej, zasłonięci innymi przechodniami, pozwolił sobie ją puścić.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  46. Acair szukał jej cały czas, ale nigdzie nie widział. Nawoływał jej, ale i tak podejrzewał że ta się nie odezwie ze zwykłej przekory. Ostatecznie prychnął pod nosem i postanowił wyjść na brzeg. Nie zamierzał przebywać na wodzie ani chwili dłużej. Nie, kiedy wiedział że miał do pokojnania wzburzony odcinek. Woda już teraz robiła się mniej spokojna. Był to ostatni moment na taki manewr. Wykierował tratwę na brzeg i liczył na to, że ta się nie rozbije podczas gwałtownego hamowania. Co prawda mógłby znów pogadać z kamykiem, ale obawiał się, że zamrozi przy okazji Ennis, która ewidentnie się z nim bawiła.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  47. Satoru prychnął pod nosem i wsunął dłonie w kieszenie.
    - To twoje słowa - zauważył tylko pogwizdując sobie pod nosem. - A szczerze mówiąc dziwi mnie twoje rozczarowanie. Sama przed momentem podsumowałaś w podobny sposób połowę narodu męskiego - rzucił krótko. - Jakoś nie miałaś wtedy skrupułów - uśmiechnął się lekko i założył dłonie za głową. - Czasem znajdzie się ktoś, kto podłapie twoją grę, Rybeczko - puścił do niej oczko, więcej już nic nie mówiąc tylko gwiżdżąc sobie pod nosem i maszerując w rytm melodii wygwizdywanego Marszu Imperialnego.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  48. Sato parsknął pod nosem.
    - Och o ile dobrze kojarzę to nie ja zarzucam naiwną Oriankę depresyjnymi stwierdzeniami i nie ja obrzydzam jej mężczyzn, bo sam mam kiepskie z nimi przeżycia. I to nie ja próbuję uciekać bez pożegnania, no i wreszcie to nie ja rozrzedzam swoje więzi, bo nagle albo brakuje mi z nich korzyści, albo za bardzo mnie przerażają...no dobrze to ostatnie faktycznie... mogę się pod tym podpisać - odwdzięczył się jej tym samym. - To co robię z moim domem to moja sprawa - zauważył krótko i wzruszył ramionami. - Brawo, dokonałaś tego - skomentował krótko idąc sobie dalej i nawet ruszając w dwa kroki za nią tą jej ścieżką, dalej gwiżdżąc swoje.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  49. Chłopak miał jeszcze w zanadrzu kamyk, ale fakt że Ennis była w wodzie powstrzymywał go od zwrócenia się do niego o pomoc. Oddychał ciężko chwilę jeszcze walcząc ze sterem, ale ostatecznie postawił na swoje życie. Zaklął siarczyście i modląc się o cud do wszystkich bogów, w których nie wierzył, wskoczył do wody. Ta niemal od razu pochłonęła go w całości. Jego ciałem miotało, a on młócił rękoma na oślep starając się wypłynąć na powierzchnię. W pewnej chwili uderzył mocno plecami w skałkę i wypuścił powietrze z płuc w niemym krzyku. Woda zalała jego gardło. Zabrała oddech całkowicie. Przed oczyma mu pociemniało. Umrze tu jak nic.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  50. - A nie rozkładasz? - spojrzał po niej z udawanym niedowierzaniem. - Od tego wezmę kluczyk, siup nóżki rozłożone, od tego informacje, siup cycki na wierzchu, tego wykorzystam do tego... wow, pełen serwis - uśmiechnął się do niej słodko i wzruszył ramionami. - Dla mnie to rozkładanie nóg jakby nie patrzeć - założył ręce za głowę. Pokiwał głową na wieść że będzie z nimi robić co chce. - I nikt ci tego nie broni, Rybeczko - rzucił swobodnie. - Ale ten twój tryb życia sprawia, że komentarze pod względem męskiego padołka i ich wykorzystywania kobiet... no wiesz, hi-po-kry-zja - puścił do niej oczko, wymijając ją i maszerując sobie dalej, tylko tym razem obrócił się do niej przodem, by iść tyłem do kierunku.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  51. Acair wypluł wodę z płuc po tym całym otrzeźwiającym chlapie i kaszlał jak diabli przez pewien czas.
    - Zdurniałaś kompletnie pod tą wodą?! - zapytał jej charcząc jeszcze długi czas. - Jasne, że dałbym radę - fuknął na nią. - Gdyby nie to, że bałem się, że cię przypadkiem zamrożę, głupia! - teraz i on sprzedał jej plaskacza a potem objął ją mocno ramionami. - Nie rób mi tak więcej!

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  52. Sato nie odpowiedział jej na to tylko spokojnie podążył w ślad za nią. Nie musiał zdobywać rzetelniejszych informacji. Jasne wiedział, że pracowała w Zamtuzie i swoje robiła, ale nawet później jak z niego wyszła miała epizody zdobywania informacji przez seks i inne uciechy. Szedł więc spokojnie za nią.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  53. Acair spojrzał po niej jak po głupiej idiotce.
    - Tak, obawa o ciebie sprawiła, że wolałem rzucić się w wodę i spróbować sam z niej wyjść! - wrzasnął na nią, zaciskając wściekle pięści. - Idiotka, pieprzona idiotka! Ukrywasz się pod wodą i co? Myślisz, że jesteś fajna? To się grubo mylisz - warknął. - Idę o zakład, że tobie też nie byłoby miło, gdybym to ja przejął twoje ruchy - fuknął na nią i nie ruszył za nią. - Ufam sobie, ale nie ufam tratwom i nie ufam twoim idiotycznym dowcipom! - fuknął, biorąc swoją torbę i ruszając w górę, z powrotem. Skoro miał wędrować sam to zamierzał iść swoją drogą a nie pierdoloną rzeką.

    Aci

    OdpowiedzUsuń
  54. Satoru spojrzał po niej i wzruszył ramionami.
    - Idę się napić Ardeiskiego trunku - poinformował ją chłodno. - A tak się składa, że lubię sobie łazić tymi ścieżkami co ty - dorzucił i szedł dalej w pół kroku za nią, nie zawracając jej głowy swoją osobą.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  55. Sato zrobił parę kroków w przód i wspiął się na drzewo by usiąść sobie na nim i pomachać nogami. Odkorkował swój trunek i upił łyk. Nikt nie mówił, że musi cały czas sobie iść. Zawsze mógł na nią poczekać.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  56. Sato zakrztusił się to prawda. Szybko jednak wypluł całą resztą trunku i roześmiał się serdecznie. Pokręcił głową, bo nie było to naturalne zakrztuszenie. No proszę. Z drzewa było widać, w którą stronę szła Ennis, ale to nie miało znaczenia. Znał jej miejsce przeznaczenia, przynajmniej dzisiejszego, więc spokojnie zeskoczył z drzewa i ruszył dalej w stronę Ardei, podśpiewując sobie pod nosem.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  57. Satoru za to niespecjalnie się spieszył po drodze. Obserwował okoliczną przyrodę, zrywał co ciekawsze okazy, co by samodzielnie rozpocząć proces tworzenia samorobnej pyralginy. Ile można było na przeterminowanych lekach działać? Nie marudził też nad tym zbyt długo, bo przecież miał swój cel i odpowiednie trunki do wypicia. Do Ardei zawitał dobre kilkanaście minut po Ennis i wchodząc do baru wpadł prosto na kobietę. Instynkt samozachowawczy zadziałał zanim on sam zdołał pomyśleć i uskoczył w bok by nie nadziać się na żaden z jej kufli. Dopiero kiedy zagrożenie minęło, spojrzał w jej oczy.
    - Przyganiał kocioł garnkowi, ale dzęki to miód na me uszy - stwierdził, po czym ruszył w stronę baru, by zamówić swoje drinki. Postawił na kwasidło, które miało dźwięczną nazwę "Kwasi nawet gębę trolla". No był ciekaw czy i jego gęba się do tego nada. Sypnął kilkoma monetkami i mając go ze sobą zaczął rozglądać się za stolikiem, ostatecznie wybierając ten, przy którym rozsiadła się En. - Twoja szacowna gębusia i ego nie potrzebują aż czterech krzeseł - zauważył. - Trzy ci wystarczą - dorzucił puszczając jej oczko i zamaczając usta w swym drinku. Czekał na kolejną dawkę udławienia się i zaczął zastanawiać, czy gdyby zdobył kryształ w lesie i go sobie gdzieś wrzucił to byłby w stanie niwelować działanie innych kryształów? Hm... kuszące. Przesunął palcem po krawędzi szklanki.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  58. Sato pokręcił lekko głową i wypluł część drinka wprost w jej stronę.
    - Uważaj, żebym w trakcie zakrztuszenia się przypadkiem ciebie nim nie potraktował - uśmiechnął się co niej lekko, niespecjalnie przejmując się tym, że mogłaby mu urządzić powtórkę z rozrywki. Na miedziaki nie narzekał. Usiadł sobie wygodniej, jedną nogę zginając w kolanie i stawiając sobie na krześle a drugą spuszczając w dół. Spojrzał po niej uważnie. - A skąd - uśmiechnął się wyrwany z zamyślenia. - Nie warto - rzucił z przekąsem, uznając, że warto by spróbować z tym całym kamykiem. Cóż się mogło stać? Najwyżej zginie. Wielkiej straty nie będzie. 

    Sato.

    OdpowiedzUsuń
  59. Sato wzruszył ramionami.
    - Nie mam twojego gustu co do drinków - poprawił ją odruchowo, bo o gustach się nie dyskutowało i każdy miał prawo lubić co mu się żywnie podobało. Spojrzał po niej unosząc lekko brew. Zdawało mu się, że już o tym kiedyś rozmawiali, więc pozostawił pytanie bez odpowiedzi, ponownie smakując swojego drinka. Był kwaśny, jasne, ale żeby zaraz miał wykrzywiać trolla? Jakoś mu się to w głowie nie chciało zmieścić, no chyba że jakiegoś o delikatnym podniebieniu i kubkach smakowych. Kropelki, które wylądowały na jego twarzy ściągnął palcem i wsunął je do buzi, krzywiąc się przy tym.
    - Mhm to ja zdecydowanie wolę tego mojego trolla - stwierdził tylko.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  60. Uniósł wzrok znad swojej szklanki i odstawił ją na moment, by objąć rękoma swoje kolano i oprzeć na nim swą brodę.
    - Ou... nie wiem na jakiej podstawie to wnioskujesz, ale niech tak będzie - odparł po prostu wyszczerzając się do niej. Przymknął zaraz oczy i milczał uparcie wsłuchując się w dźwięki ich otaczające. Dźwięk rozmów, odkładanych sztućców, radosne śmiechy, przekleństwa drażniące uszy, jakaś muzyka. Te wszystkie specyficzne rzeczy składały się na dość ciekawy wachlarz. Uśmiechnął się delikatnie do swych myśli i wyciągnął z kieszeni nóż, który wbił w stół między nich. Był on ze stali, a jego rękojeść przypominała rybie łuski. Spojrzał w jej stronę ukradkiem. - Żebyś mogła podcinać jądra osobnikom płci męskiej, którymi tak gardzisz - powiedział spokojnie i sięgnął sobie do swojego drinka.



    Sato

    OdpowiedzUsuń
  61. Przeciągnął się mocno i ziewnął kręcąc lekko głową by rozluźnić napięte mięśnie szyi zanim znów upił łyk swojego drinka.
    - Nie powiedziałem, że dziesiątki. To już twoje słowa i interpretacja - zauważył uśmiechając się do niej lekko, spoglądając na to jak bawi się bronią. Miał wrażenie że prezent przypadł jej do gustu, ale nie komentował tego specjalnie, żeby przypadkiem jej nie spłoszyć. - Testowałem na takim jednym - chrząknął. - Tnie jak marzenie - mruknął jeszcze wzruszając ramionami. - Wchodzi jak w masełko - dodał śmiejąc się nieco i kończąc drinka. Zaraz też zamówił sobie drugiego łapiac karczmarza i do tego przekąski w postaci tataru. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  62. Sato spojrzał po niej i parsknął śmiechem.
    - Właśnie dlatego teraz mówię, bo ewidentnie przesłania nie zrozumiałaś - skomentował krótko i spojrzał po broni, obserwując ją przez moment i wyciągając ją z blatu stołu, by samemu trochę się nią pobawić. - Cóż ja też mam swoją broń, miecz, noże, trucizny i inne ciekawe zabaweczki - zauważył pstrykając przy tym palcami i podrzucając nóż w górę by chwycić go w dłonie i znów wbić w stół pomiędzy nich. - Pomyślałem o tobie, gdy wpadł mi w ręce - skomentował jeszcze. - Ale skoro go nie chcesz to na pewno zrobię z niego dobry użytek - wzruszył jeszcze ramionami.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  63. Sato sięgnął sobie trochę tataru i wsunął do buzi, by spojrzeć na tę jej słodką minkę i odwzajemnić się zadziornym uśmiechem.
    -
    Nah, niekoniecznie mam ochotę i siłę wyjaśniać - skomentował tylko, po
    czym parsknął śmiechem. - Aj tam, ciebie nie da się zapomnieć - rzucił
    śmiejąc się lekko. - Naprawdę ciężko, więc i ta dopochwowa Ennis nie
    jest do tego potrzebna - rzucił spokojnie, znów wsuwając trochę tataru.
    Nawet dobrze udało im się go doprawić co nieco go zaskoczyło, pozytywnie
    rzecz jasna. Jeszcze jakby dodać ogórki kiszone Meliodasa to w ogóle
    byłaby klasa. Aż żałował że nie zabrał sobie kilku. Będzie musiał się do
    demona zgłosić o słoiczek. Spojrzał znów po Ennis. - Rozumiem, że go
    nie chcesz - skomentował wskazując głową na nóż.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  64. Satoru parsknął śmiechem.- To akurat pozostawie twojej interpretacji - roześmiał się serdecznie i skinął głową. Odchylił lekko głowę do tyłu, gdy zaczęła masować mu ramiona. Mruknął z zadowoleniem i spojrzał po niej. - Jakie znowu uparte pożegnanie? - uniósł lekko jedną powiekę i spojrzał po niej. - Ja po prostu szedłem się napić - zauważył tylko i musnął palcem jej nos. - A przy okazji upewnić się, że to ty nie zapomnisz o mnie - puścił do niej oczko i wyszczerzył się do niej. - O ile mnie pamięć nie myli to mało cię obchodzi czy coś jest grzeczne czy też nie - rzucił z przekąsem w głosie, ale zaraz uśmiechnął się do niej. - Ale fakt... to byłby szczyt chamstwa. 

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  65. — Będziemy budować nasz własny kawałeczek raju, Kochanie — zapewnił ją z pogodnym uśmiechem. — Mistrzu, musicie nas kiedyś odwiedzić, udało nam się kupić kawałek na wschód stąd piękny dom obok jeziora, a cieplutko tam dla winogron… zapraszamy — rzucił jeszcze, żeby był bardziej zajęty rozmową niż doliczaniem się innego asortymentu, którym też oboje nie pogardzili.
    A potem byli już pod karczmą. Domyślał się, że będzie chciała swojej działki, chociaż w ogóle nie potrzebował jej pomocy na dobrą sprawę. Młodzik był na tyle naiwny, że łatwo samemu by go naciągnął. Mimo wszystko nie warto było teraz się narażać Ennis. Miał do niej więcej niż jeden interes jak się okazało, więc wolał do końca z nią współpracować. Poza tym ciężko było pogardzać kimś za przedsiębiorczość. Na jej miejscu robiłby przecież dokładnie to samo. Wypuścił powietrze z ust, przyjmując na twarzy swój neutralny, obojętny wyraz twarzy. Policzki aż go bolały od tego uśmiechania się, a ciało było całe w gęsiej skórce, spięte od bliskości Heimerunki.
    — Jak komuś brakuje innych talentów to marnuje czas na pierdoły — odparł prześmiewczo. — Przynajmniej łatwo to naśladować — dodał. Złapał jeszcze En za rękę i pociągnął w bardziej odosobnione miejsce. Lepiej żeby nikt głodny i zdesperowany nie widział, że mieli przy sobie jakieś porządne pieniądze. — Wyjmuj sakwę i licz jak mi nie ufasz… proszę — powiedział do niej, po czym zaczął po kolei podawać po kilka monet, samemu licząc czy kwota się zgadza. — Strasznie pomocna jesteś — dodał z przekąsem, kiedy już wychodzi z zaułka. Podrapał się po szyi, rozglądając po okolicy. — Jedzenie? — upewnił się jeszcze, bo nie mógł się doczekać porządnego posiłku.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  66. Satoru uniósł nieco wyżej lewą brew i patrzył po niej łagodnie, gdy tak wymieniała różne imiona. Sam masaż bardzo mu odpowiadał. Pozwalał się rozluźnić.- Nie ma znaczenia jak - uśmiechnął się krzywo. - Mogę być i Tasarujonagoru - parsknął śmiechem i przez dłuższą chwilę się śmiał. - Ty tam pamiętaj tylko, że jest sobie taki szaleniec gdzieś na świecie i to mi wystarczy - stwierdził spokojnie i gdy puściła mu twarz wpakował sobie kolejną porcję tataru do buzi. - A zaczęło? - zapytał spoglądając po niej i tym razem nawet się z tego faktu nie nabijając.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  67. — Ostrzegałem, że będziesz musiała obejść się smakiem — odpowiedział, uśmiechając się w taki sam sposób jak ona, walcząc przy okazji w głowie o kontrolę. Widok monet i liczenie uspokoiło jednak ducha. To było irytujące - oboje nie chcieli seksu, a jednak ta za każdym razem zachowywała się tak, jakby jednym z głównych celów było zaciągnięcie jej do łóżka, a jego to po prostu męczyło psychicznie. Zaśmiał się szczerze. Serce skore do pomocy. Och, to było dobre. Oczywiście, że na świecie byli jeszcze tacy durni naiwniacy. Pokręcił głową.
    — Urocze te Twoje serduszko, tak samo jak nos do interesów — odpowiedział. Wszedł do karczmy.
    — Jakieś specjalne życzenia? — dopytał, po czym ruszył do szynkwasu samemu zastanawiając się na co ma ochotę. Ostatecznie dał się namówić na tatar z łososia oberżyście w dwóch porcjach (nie umknęło mu, że En jadła surową rybę), sobie wziął przy okazji zupę rybną i dwie świeże smażone ryby z ziemniakami. Do tego butelka białego pół-wytrawnego wina, piwo i coś dla Ennis. Później zajął miejsce i czekał na kobietę oraz zamówienie.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  68. Pokręcił lekko głową. Nie mógł powiedzieć by jej odpowiedź go zdziwiła. Spodziewał się jej, więc tylko prychnął pod nosem. Tak, jego też nie obchodził ten fakt, ale nie rozmawiali teraz o nim. Nie w tej kwestii. Uśmiechnął się znów i pokręcił głową.
    - A gdybym ci powiedział, że mnie obchodzi? - zapytał jej, przymykając oczy. Masaż był przyjemny, rozluźniający, acz podskórnie czuł, że kryje się za nim coś więcej. Chciał tylko naiwnie wierzyć, ten jeden raz, że nie jest to nic parszywego.W końcu uniósł powieki by na nią spojrzeć. - Masz w tym wprawę - zauważył, krzywiąc się przy rozmasowywaniu bardziej spiętych partii mięśni. - Kto cię tego nauczył?

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  69. — Okraść też się nie dam, swojego seksownego ciała też nie pokażę za darmo — odpowiedział jej, starając się przy tym utrzymać sarkastyczny, a nie ostrzegawczy ton.
    — Oj, bardzo ocieka, marnujesz się z takim sercem, doprawdy — pokręcił głową, uśmiechając się do niej zaczepnie. — Ile więcej byś osięgnęła, gdybyś nie była taka słodka i altruistyczna. Mimo wszystko będę dozgonnie wdzięczny za dobrać — dodał, dalej z uśmiechem na ustach. Oczywiście wiedział, że nie była bezinteresowna w tym wszystkim, ale mimo wszystko brzydziła go myśl, że ktoś faktycznie mógłby mieć tak czyste intencje. To było dla niego zbyt nierealne. Gdy chodziło o drinka poprosił o polecenie z karty. Ostatecznie zdecydował sie na niebieskiego drinka z pianką z białek. “Syrenia pokusa” - drink prezentował się rzucająco w oczy. Był to intensywnie błękitny płyn z wódką i likierem, ewidentnie podkręcony sztucznym barwnikiem. Całość przykryta była grubą warstwą aksamitnej, śnieżnobiałej piany – czysty trik z białka jajka do poprawy tekstury. Wyglądało to cukierkowo, wręcz naiwnie słodko. Jednak niemal natychmiast po tym wchodzi ostry, gorzko-wytrawny finisz wódki i cytrusów. Ten chłodny posmak szybko neutralizuje początkowe złudzenie słodyczy, pozostawiając na języku czystą, szorstką kwaskowość. A przynajmniej tak to opisał oberżysta. Nazbyt poetycko jego zdaniem, ale może Ennis takie pierdoły się spodobają, albo przynajmniej rozbawią. Pozwolił sobie zapisać to wszystko na kartce i położyć tuż obok drinka w badziewnie fantazyjnej szklance pasującej do klimatu tego miejsca - biedne, ale starające się trzymać “poziom”. Samemu skupił się na swoim piwie, czekając na jedzenie. Spojrzał po Ennis, kiedy do niego podeszła. Wysłuchał jej, czując dreszcz na plecach. Wypuścił powietrze z ust. Uśmiechnął się do niej zadowolony.
    — Przynajmniej będzie ciepłe, a będzie jakieś miejsce do pracy? Chcę dzisiaj skończyć sakwy — wyjaśnił, biorąc kolejny łyk piwa. — A potem możemy się bawić w to zaciąganie do łóżka, ciekawe kiedy się znudzisz — tym razem powiedział to niższym tonem, uśmiechając się bardziej szelmowsko, niebezpiecznie.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  70. —- Cóż, za odpowiednią opłatą można dużo osiągnąć, nie jestem altruistą, mam swoje ceny i nie zamierzam udawać dobrego chłopca z cieplutkim sercem. Mimo wszystko nie mogę narzekać, kiedy moim celom pomaga ktoś tak… zajmujący głowę. Nuda to straszny zabójca sprawnego umysłu — wyznał, uśmiechając do niej delikatnie. Zamarł na chwilę, stojąc w miejscu. — Może kiedyś nie obejdziesz się smakiem… chciałbym zobaczyć więcej tej Twojej intrygi. Jest bardzo zajmująca — odparł patrząc na drapieżne oczy kobiety. — Może za bardzo straszysz, ale… z polowania też można czerpać przyjemność — dodał na sam koniec, zanim nie wrócił do normy. Skrzywił się delikatnie. Nie podobało mu się jak duch zdradzał jego skrytą… sympatię do Ennis. Jeśli można to w ogóle nazwać sympatią. Lubił jej charakter i wyzwanie jakie stanowiła - nie udała przed nim dobrej duszyczki, grała różnymi kartami, które znał, były swojskie, więc mimo wszystko dobrze czuł się w jej towarzystwie, bo wiedział, czego może się po niej spodziewać.
    Zaśmiał się delikatnie, patrząc po drinku.
    — Nie miałem serca odmówić oberżyście, kiedy zaczął mówić wierszem o tym drinku — odparł kompletnie szczerze. — Poza tym nigdzie nie było niczego o nazwie “Drapieżna, tajemnicza, ekscentryczna altruistka” we wszystkich słodkich kolorach tęczy, które oddadzą Twoje dobre serduszko. A gdyby było to pewnie smakowałoby dość paskudnie — wyjaśnił, popijając własne gorzkie piwo. Jedzenie w końcu przyszło, wziął swój tatar. Pierwszy kęs wziął powoli, uważnie.
    — Spałem w gorszych miejscach niż mokre łóżko, to raczej pokojówka będzie mieć potem pretensje — odparł spokojnie, skoro nie sugerowała seksu. Zaraz zaczął łapczywie jeść tatar, dokładnie tak jakby przez kilka lat nie jadł niczego normalnego. Bo przecież tak było. Wydawał przy tym z siebie zadowolone dźwięki, ignorując aktualnie resztę rozmowy.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  71. Sato objął ją ramionami i przymknął oczy miziając policzkiem o jej dłoń by przedłużyć tę delikatną pieszczotę, po czym uśmiechnął się jakoś tak w zadumie. 
    - Mhm może kiedyś się dowiesz - rzucił cicho, bo szczerze mówiąc nie ze wszystkim pragnął się uzewnętrzniać. Właściwie to do tej pory nie uzewnętrznił się z praktycznie niczym, ale kto by tam na to patrzył. Kto by się tym przejmował. Polizał jej kciuk i kiedy wspomniała o tym, że robiła różne rzeczy by zadawalać klientów skinął głową. Coś o tym wiedział, ale on zazwyczaj był po drugiej stronie barykady. Miał swoje dziwki tam w dawnym świecie, które chętnie zbierały dla niego informacje za ochłapy miłości. Za ułudę. Pokręcił lekko głową i spojrzał jej prosto w oczy, kiedy oparła ramię o jego tors. - Chętnie bym to zrobił, ale wiesz czasy są dość niespokojne, a wolałbym nie zostać tu na stole związanym przez ciebie i pozostawionym na pastwę losu. Za bardzo sobie cenię me życie - uśmiechnął się do niej.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  72. Zastanowił się chwilę nad jej pytaniem. Nie miał zamiaru wracać do dyskomfortu, no chyba że…. za martwego Peruna pewnie by się zgodził. Ostatni raz, żeby móc potem napluć na jego truchło. Ale jej tego nie powie. Uśmiechnął się do niej mocniej.
    — Jak mi skradniesz serce to zniosę każdą torturę — odpowiedział, pozwalając sobie na delikatny flirt. Odpowiedź była bezpieczna. Doskonale wiedział, że nigdy do tego nie dojdzie, bo najzwyczajniej w świecie sam na to nie pozwoli. Prosta wymijająca odpowiedź z jeszcze prostszym rozwiązaniem. Zaśmiał się lekko. Sam nigdy nie bawił sie w zdobywanie cudzego serca. Zanim go zamknięto, jeśli miał jakieś potrzeby załatwiał je samodzielnie, albo chodził do zamtuzów, po to przecież były. Bez żadnych fetyszy, szybki orgazm i powrót do pracy. Uczucia były przeszkodą w przetrwaniu - troska to najgorsze co mogło trafić się człowiekowi. Boleśnie się o tym przekonał.
    — Interesujące, strasznie dużo filozofii temu dajesz. Ja nigdy nie czułem się ofiarą ani drapieżnikiem. Seks był po to, żeby się zaspokoić i iść dalej, bez żadnych zbędnych, niepotrzebnych gierek, które marnują tylko czas — odpowiedział spokojnie. — Ale Ty bardzo pasujesz do drapieżnika, zapędzić szczęściarza w kozi róg, wziąć wszystko co chcesz, a potem czekać aż błaga o więcej dla siebie, hm? — zapytał niższym tonem głosu. — Kobieta, która nigdy nie odda kontroli — dodał jeszcze, bo właśnie na taką mu wyglądała - silną, niezależną, niepowstrzymaną jak sztorm na morzu.
    — Och, bardzo dużo z romantyka — parsknął. — Przecież już teraz próbuję Cię w sobie rozkochać, czyż nie? — zaśmiał się lekko, po czym spoważniał. — Uznałem, że to komiczne, że tak się stara, a smak nie brzmiał źle, być może obudziła się we mnie litość — wyjaśnił. — Poza tym nie pijam mocnych alkoholi, wolę nie upijać się w Twoim towarzystwie zbyt mocno — szepnął patrząc w zaczepne oczy kobiety. Pokręcił głową.
    — Wątpie, żeby podobała Ci się schadzka w gospodzie z nudnym drinkiem. Gdybym chciał Cię uwieść… — przyjrzał się jej nieco uważniej. — Wziąłbym Cię na jakiś dach w byle jakiej wiosce, gdzie właśnie jest jarmark, żebyś mogła popatrzeć na wszystko z góry i samej poszukać sobie rozrywki, a potem dałbym Ci stos surowych ryb, a na sam koniec zaproponowałbym małe zawody w polowaniu, kto kogo pierwszy złapie ma życzenie u drugiego — opowiedział co by zrobił, gdyby kiedyś naprawdę mu na niej zależał w inny sposób niż teraz.
    Skończył swój tatar dość szybko, co nie było zaskakujące. Następnie chwycił kolejne danie, drżącymi dłońmi. W oczach poczuł łzy. Bogowie, jak on dawno nie jadł normalnych rzeczy. Przymknął oczy. Nie patrzył na Ennis, kiedy zaczęła sobie żartować.
    — Yhym… racja — zgodził się z nią, odkładając sztućce i zaczął jeść rękoma jeszcze bardziej łapczywie i niechlujnie popijając przy tym.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  73. Uniósł lekko brodę i gdy przyłożyła mu ostrze noża do gardła odruchowo docisnął je odrobinę mocniej do niego, patrząc po niej wyzywająco. Chociaż pewnie nawet by się nie zawahała, gdyby miała na to ochotę to w danej chwili nie czuł od niej żądzy morderstwa. Zwilżył swe wargi językiem i uśmiechnął się krzywo.
    - Mówisz? Wolisz lepkie rączki? - zaśmiał się lekko i sam przesunął palcem po ranie, by wsunąć go do buzi. - Mhm... zaufam? - uniósł lekko brew, patrząc po niej. - Zaufam i jeszcze wymasuje? - spojrzał w niebo. - Dwa dowolne pytania - pokazał na palce. - Oczekujesz ode mnie dwóch rzeczy to i dwa pytania dla mnie w takim razie - powiedział dość poważnie. Fakt, że zakładała, że będzie miał okazję je zadać był dość pozytywnie zaskakujący.

    Ryu

    OdpowiedzUsuń
  74. - Przepraszam, Rybciu - chuchnął w jej usta. - Ale sama powiedziałaś "zaufaj i wymasuj" - przypomniał uśmiechając się zadziornie. - Dwa warunki do tego żebym uzyskał jedno pytanie - wymruczał. - Czyli wedle tego twojego teraz... to mógłbym na przykład tylko wymasować i nie zaufać i miałbym jedno pytanie, tak? Albo tylko zaufać i nie masować? - szepnął z przekąsem, cały czas obserwując te jej niesamowite oczy. Przesunął dłonią po jej długich włosach i nawinął sobie ich kosmyk na palec. Mruknął cicho w jej usta, by objąć ją ramionami i lekko do siebie przyciągnąć. - To jak będzie? - zainteresował się.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  75. Sato udał, że się zastanawia, ale warunki nie były korzystne. Wedle jej teraz brzmiało tak jakby miało zmienić się za pięć minut albo i jeszcze lepiej. Wersja trochę się jej zmieniała, więc nie miał żadnej pewności, że dotrzyma słowa. Musnął lekko jej usta i językiem przywitał się z jej własnym liżąc go ze śmiechem. 
    - Wiesz wydaje mi się, że ten układ to trochę szkoda zachodu - szepnął jej do ucha. - Zbyt wiele ode mnie wymagasz, zbyt wiele warrunków dajesz jak na tylko dwa pytania... ot nie dość, że zaufanie to jeszcze masaż. Nie dość, że masaż to jeszcze taki, który sprawi, że naprawdę będzie ci przyjemnie - pokręcił lekko głową. - Z przykrością muszę spasować - przyznał cicho.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  76. Sato pokręcił głową.
    - Nie, układ owszem był prosty, zaufać i wymasować w zamian za jedno pytane, a nie w zamian za twój masaż - pogłaskał ją po głowie. Tak przedstawiła ten układ w pierwszej chwili, a dopiero potem zaczęła dokładać warunki, kiedy on zaczął się z nią targować. Musnął ustami raz jeszcze jej własne wargi i pomasował jej policzek. - Trzymaj się i nie daj się zabić, Rybciu - rzucił do niej z lekkim uśmiechem. - Przynajmniej do naszego ponownego spotkania.

    Sato

    OdpowiedzUsuń
  77. Spojrzał na pazury Ennis, uważnie obserwował fakturę oraz ostrość. Wyglądały wyjątkowo ponętnie jak na coś co ewidentnie mogłoby zabić. Uśmiechnął się lekko. Nie mógł nie czuć uznania dla dobrze utrzymywanej broni, nawet jeśli była częścią człowieka a nie konstruktem.
    — Możesz spróbować — odpowiedział, notując sobie w głowie, żeby nigdy nie zasypiać przy niej bez broni pod ręką. Nie miał zamiaru odpowiadać groźbami. W razie czego poradzi sobie z ochroną własnego życia. Jedna kobieta - nieważne jak silna, nie weźmie jego życia. Nie po to oddał upiornej zjawie swoje ciało, nawet jeśli po części, żeby teraz ktoś go zabił dla zabawy. Zaraz pokręcił głową. Zaśmiał się lekko. Dobrze, sama zbaczała z tematu seksu.
    — Można dać nam takie kategorie, prawda… ale czasami to bardziej skomplikowane — odpowiedział. Osobiście patrzył na wszystko bardziej przedmiotowo. Poza tym nie każdy był tylko ofiarą czy tylko drapieżnikiem, to pozycje mogły się łatwo zmieniać. Osobiście czerpał przyjemność z pokonywania większych, silniejszych od siebie, którzy myśleli, że tylko siła fizyczna ma jakieś znaczenie. Poza tym mało go interesowało cierpienie innych, do jednego durnego błędu, który skazał go na lata w więzieniu u Peruna.
    — Nie zawsze wielki, zły drapieżnik bierze wszystko co chce — dodał bardziej do siebie, uśmiechając się przy tym nikle.
    Szczerze mówiąc obchodziło go jak działa, przede wszystkim dla własnego bezpieczeństwa. Miał swoje teorie, ale nic nigdy nie mogłoby być pewne. Dlatego odkąd ją poznał cały czas uważnie obserwował każdy ruch. Zaśmiał się lekko i pokręcił głową.
    — Przy Tobie? Wolę nigdy nie tracić czujności, Kochanie — szepnął, uśmiechając się szelmowsko. Przytaknął głową, kiedy powiedziała, że nie próbowałaby go zabić. — Przez żołądek do serca, hm? — zapytał, chociaż nie oczekiwał odpowiedzi. To był w końcu tylko i wyłącznie niewinny żart.
    Jadł z delikatną obsesją - jedzenie było wyśmienite, rozpływało się w ustach i syciło bardziej niż jakakolwiek znana mu magia. Wzdrygnął się, kiedy Ennis złapała go za nadgarstek. Spojrzał po niej z niepewnością i strachem.
    — Nie dotykaj… — syknął, odsuwając od niej rękę. Otrząsnął się zaraz, pokręcił głową i odłożył jedzenie. — Wybacz — powiedział ciszej. Wytarł ręcę, chwycił piwo i na razie przerwał jedzenie. Nie mógł się zachowywać i odsłaniać własnych słabości.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń

  78. Nie odpowiedział w kwestii pozwolenia. Dobrze wiedział, że na nie nie czekała. Zrobi co chce, kiedy chce i jak chce - jego przyzwolenie nie miało tutaj najmniejszego znaczenia. Od początku zaznaczała swoją dominację nad nim i to jak bardzo się go nie boi, bo sama jest wyjątkowo zła oraz groźna. On z kolei niekoniecznie miał ochotę popisywać się własnymi zdolności. Pewnie mógłby ją zaskoczyć niejedną sztuczką, ale po co miałby odkrywać więcej niż już pokazał? O ile dobrze wiedział Ennis w każdej chwili mogłaby zmienić się w jej wroga - w zależności od jej humorków. I to jest takie pociągające… Westchnął, zmęczony własnymi i obcymi myślami.
    —- Różne umysły próbą różnych rzeczy, niektóre drapieżniki próbują podporządkować sobie cały ekosystem, inne bestie mają to gdzieś i czekają uśpione, aż przyjdzie ich kolej, a wtedy nikt nie chce nazywać ich drapieżnikami — uśmiechnął się lekko. Patrzył uważnie po Ennis. Kiedy skończyło mu się piwo a jej drink, polał wina obojgu do kielichów.
    — Chcesz mnie testować? Och… jakie to słodkie. Zależy Ci żebym zawsze był uważny na niebezpieczeństwo, tak? — zaśmiał się delikatnie z błyskiem w oku. Popił odrobinę alkoholu. — Ciężko nie być czujnym przy takiej zabójczej piękności — urwał na chwilę. Przetaksować ją jeszcze raz wzrokiem. — Aczkolwiek to nie najlepszy trening, za ciężko nie tracić czujności przy Tobie — zakończył swój wywód, uśmiechając się do niej wyzywająco.
    Nie był taki wyszczekany, kiedy złapała go na jego słabości. Był wściekły na siebie, że tak łatwo uległ własnemu apetytowi, kiedy tylko spróbował czegoś jadalnego. Musiał jednak szybko wziąć się w garść. Wziął głęboki wdech, popił alkohol. Zaśmiał się na słowa En. Pokręcił głową.
    — Tak? A czego byś chciała w nocy posłuchać? — zmienił od razu temat.
    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  79. Ernest nie spuszczał wzroku z Ennis, uśmiechając się przy tym cały czas.
    — Stąd nasza różnica — odparł w końcu z delikatnym śmiechem. Upił łyk wina i zastanowił się nad własną filozofią życiową. — Patrzenie tylko na tu i teraz nauczyło mnie, że zbyt łatwo można stać się ofiarą, wolę patrzeć na przód, zacząć swoje polowanie, zanim moje małe gorry zorientują się, że ktoś na nie czyha — uśmiechnął się szerzej, myśląc o tym co zrobi Perun, kiedy jego ukochany pałacyk trafi jeden wielki szlag. Och, tego nie mógł się doczekać. — Nazwij mnie nudziarzem, ale uwielbiam wykalkulowane, zimne wyrachowanie. Aczkolwiek rozumiem fascynację dreszczykiem, co kto lubi, bylebyśmy nie wchodzili sobie w drogę — stuknął się z nią kieliszkiem, racząc o wiele bardziej przyjaznym, zalotnym uśmiechem. Pokręcił głową, kiedy powiedziała, że na niczym jej nie zależy. Kłamała. Przede wszystkim zależało jej na czymś związanym z Helgą, inaczej nigdy by nie rozważyła jego prośby. Poza tym sama sobie właśnie zaprzeczyła. Uśmiechnął się jednak i spuścił głowę.,
    — No proszę, ktoś tu sam jest zimny jak lód… — nie mógł nie powiedzieć tego z zadowolonym tonem. Trafił swój na swego. — To może być naprawdę początek pięknej przyjaźni w takim razie — puścił jej oko, patrząc po niej zaczepnie. — Doprawdy, ciekawe — przetaksował ją wzrokiem. — Zagadki, zagadki, zagadki, ciekawe kiedy zostaną rozwiązane — mruknął.
    Nie komentował swojego wybuchu przy jedzeniu. Jeśli chciała mogła się łatwo domyślić czym było to spowodowane, a on nie oczekiwał żadnej litości czy zrozumienia. Nic by mu to przy niej nie dało. Szczerze wątpił, aby to wzbudziło w niej jakąkolwiek sympatię. Po prostu wrócił do uśmiechania się i czekał, aż będzie pewny, że może zjeść normalnie, bez żadnych ekscesów. Spojrzał po niej uważnie, kiedy zadała mu swoje pytanie. Myślał przez dłuższą chwilę.
    — Nie ciszy, nie seksu, nie bezsensownej muzyki — powiedział na początku, przechylając dokładnie głowę w bok. Dalej była większą zagadką niż otwartą księgą, więc ciężko było znaleźć jednoznaczną odpowiedź. — Myślę, że Ennis chciałaby posłuchać prawdy….ale nie o mnie — powiedział. Myślał czy chciałby dodać coś więcej, ale ostatecznie się powstrzymał. Uznał, że to w zupełności wystarczy na odpowiedź.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  80. — Nie, nie oznacza, ale daje o wiele więcej okazji do fantazjowania, czy delikatnych rozproszeń, uniesień, wybacz, ale pod tym względem jesteś o wiele bardziej interesująca. Zdajesz się być drapieżnikiem, który uwielbia od razu wchodzić do gry, wodzić między ofiarmi i się bawić, ja zdecydowanie wolę rolę obserwatora, cierpliwie czekać w ukryciu bez żadnych zabaw. Nie mówię, że Twoja metoda jest zła, każdy ma swoje preferencje, prawda? Ty jesteś jak nieposkromiona, jak ocean, drapieżna rybka, której od początku trzeba się obawiać — opisał ją delikatnie. Nie uważał, żeby prawił jej teraz komplementy. Mówił spokojnym tonem, a jego wzrok zdecydowanie nie wyglądał na zalotny, był poważny, jakby analizował kobietę. Cmoknął i pokręcił głową.
    — Nie? — zaśmiał się. — Myślę, że będzie bardzo wesoło. Nie lubisz tej euforii, kiedy z frajera, który nadepnął Ci na odcisk ucieka życie? Jak jego wszystkie marzenia, plany, intrygi, sztylety wbite w Twoje plecy odchodzą w nicość? Nie uważasz tego za przyjemne uczucie? — spojrzał po niej podejrzliwie. Szczerze w to wątpił. Ponownie upił wino. — A zagadki są najciekawsze, kiedy dalej są owiane tajemnicą, wtedy ma się ochotę ją rozwiązywać, podążać za nią bez końca — szepnął. Słuchał, gdy mówiła, że nie trafił. Nie był przekonany co do tego. Jej mimika z początku była zbyt inna od jej codziennej. Uśmiechnął się delikatnie. — Myślę, że są prawdy, które zawsze nas zainteresują. Na przykład… — urwał na chwilę, biorąc kolejny łyk wina. — Jak wyglądałyby prawdziwe krzyki Helgi, błagającej o litość? Czy da się złamać tę sukę? — zastanowił się na głos. W końcu sam dążył do osiągnięcia właśnie takiego celu. — Czy ktoś kiedykolwiek powiedział coś szczerze? — tutaj się zaśmiał. — Jak bardzo ktoś da się wykorzystać zanim pęknie…


    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  81. Obserwował Ennis, popijając alkohol. Procenty i duch robił swoje. Nie przeszkadzała mu jej bliskość, ale czuł, że ma kontrolę nad własnym ciałem, a jego własne lęki był bardziej przyćmione jak jego własny umysł przez alkohol. Nie brakowało mu samego dotyku, ale kiedy Ennis robiła to normalnie, bez wyraźnej agresji poczuł pewną tęsknotę za drugim człowiekiem. Aż się zaśmiał. On? To było po prostu niedorzeczne. Wino naprawdę uderzyło mu do głowy. Czuł jednak, że nie może tak po prostu nie kontynuować tych małych podchodów, aby utrzymać jej zainteresowanie. Poza tym… być może sam doda nutę tajemnicy, kiedy przestanie uciekać i dziwnie się zachowywać. Przechylił lekko głowę w bok, aby dać sobie lepszy kąt do obserwowania kobiety. Uśmiechnął się, kiedy zaczęła ręką wodzić po jego udzie.
    — Myślę, że w Twoim towarzystwie zawsze jest bardzo wesoło — odpowiedział, dotykając opuszkami palców jej policzka. Przejechał delikatnie aż do szyi, po ramiona, aż w końcu trafił na materiał koszuli. Badał w tym czasie fakturę jej łusek, twardość, wilgoć, materiał. Przyjrzał się uważniej drapieżnemu uzębieniu. — Jeśli zabierzesz mnie w wesołe miejsca, które mi się spodobają… — szepnął, bawiąc się materiałem ubrania. — Kto wie gdzie mnie poprawdzi — dodał, przechodząc dłonią na jej szyję, żeby jeszcze delikatnie przybliżyć Ennis do siebie. Nie robił nic więcej, ale dalej utrzymywał kontakt wzrokowy, czując jej oddech na swoim nosie oraz ustach.
    — Po prostu spłacam swoje długi — odparł, drugą ręką poprawiając włosy Ennis. — ale nikt nie powiedział, że nie mogę przy tym dobrze się bawić, prawda? — zapytał, przybliżając się jeszcze kawałeczek. — Co kto lubi, prawda?


    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  82. Alkohol naprawdę pomagał. Na dobrą sprawę nie czuł żadnych żadnych. Ennis mimo tego, że była porażająco piękna, nie mogła w tej chwili podniecić Ernesta. Szczerze wątpił, aby cokolwiek było w stanie to zrobić w najbliższym czasie. Mimo wszystko dalej był mężczyzną i możliwość cieszenia się towarzystwem takiej partnerki łechtała mu pijane ego, pozwalając przy tym dalej się pobawić i pograć w te podchody, które tak zręcznie prowadziła od pierwszych minut, kiedy się poznali. Rozszerzył bardziej nogi, kiedy się przysunęła, pozwalając się jej bawić paskiem oraz swoją koszulą. Sam w tym czasie zaczął badać jej plecy, a także ponętną talię, która zdecydowanie była zadbana. Ciekawe jak wielu mężczyzn oraz kobiet chciało zrobić dokładnie to samo odkąd tylko ją zobaczyli. Jeszcze ciekawsze było to jak często wykorzystywała ten fakt dla własnej korzyści. Jedną ręką złapał jej udo, poprawiając ją sobie na kolanie. Uśmiechnął się do niej zaczepnie, głaszcząc ją po zewnętrznej stronie ud.
    —- A może to nie alkohol tylko Twój urok? — zaproponował jej do ucha, po czym zaśmiał się cicho, chuchając na nie delikatnie. Wrócił spojrzeniem do Ennis, do tych dzikich, groźnych oczu. — Ciekawe… ja pierwszy ucieknę, czy Ty stracisz zainteresowanie? — zapytał.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  83. Dotykanie po żebrach akurat dla niego było w miarę przyjemne, aczkolwiek nie omieszkał skupić się na jej czynności, oceniając czy nie wbija za mocno swoich paznokci. Nie miał tam zbyt dużej ochrony, więc wolał się upewnić, że niczego nie kombinuje. Złapał drugą dłoń Ennis swoją, przejechał po niej delikatnie palcami po czym złączył ze swoją. Niby taka niebezpieczna, a jednocześnie taka delikatna.
    — To zależy — powiedział, prowadząc jej dłoń na swój tors, po czym obiema rękoma chwycił ją za uda. Uśmiechnął się szarmancko na jej komentarz o uciekaniu. Wstał z nią z krzesła, po czym posadził kobietę na stole. Zbliżył się do niej jeszcze trochę, żeby utrudnić ruchy dłoni, kiedy dochodziła już do linii spodni. Zablokował ją, przynajmniej delikatnie, sprawiając, że jakiekolwiek sztuczki były zdecydowanie trudniejsze do wykonania. Chwycił butelkę wina, z której upił łyk, a potem podał wino kobiecie.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  84. Ernest uśmiechnął się zadziornie, patrząc jej w oczy. Zbliżył swoje usta do jej, tak, aby prawie się stykały, a jednak dzieliła je minimalna odległość.
    — To zagadka — szepnął cicho, chuchając w jej własne wargi, po czym odsunął się, utrzymując swoją mimikę twarzy. Zaśmiał się lekko, kiedy nie dała mu drogi ucieczki. — Chytra i sprytna, hm? — szepnął, przesuwając nosem po szyi En, kiedy piła właśnie wino. Skoro chciała testować granice - mogą to zrobić. Alkohol dalej mu pomagał, poza tym sam nakręcał swoją dumę i miał bardzo nieznośny głos w głowie, który kategorycznie zabraniał mu teraz uciekać, albo gorzko tego pożałuje. Ten jeden raz można się zmusić. Wrócił do niej wzrokiem, patrząc po niej równie wyzywająco co ona. Wydał z siebie ciche sapnięcie, kiedy złapała go za pośladki, naciskając palcami mocniej na jej uda, pozwalając w ten sposób sobie na małe odreagowanie. Rozluźnił zaraz uścisk, po czym zaczął sunąć wyżej, przechodząc do wewnętrznej strony ud. Zatrzymał się, kiedy był już blisko linii bioder. Wykonał kilka wolniejszych ruchów, nie spuszczając z niej wzroku, po czym zwolnił ze swoimi zabawami. Objął Ennis jedną ręką w talli, a drugą zaczął wędrować w stronę łydki.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  85. Ernest zaśmiał się cicho, czując jej ciężar na swoim karku. To, jak prowokowała go wzrokiem i tym szybkim ruchem języka, tylko podbijało stawkę w ich małej grze. Ernest mruknął nisko, czując dreszcz po tym krótkim kontakcie jej języka z jego wargami. Nie odsunął się ani o milimetr; zamiast tego pozwolił, by jego dłoń, która wcześniej zatrzymała się w połowie drogi, teraz pewniej splotła się z jej ciałem, przyciągając ją jeszcze mocniej do siebie, by zniwelować ten niewielki dystans, który stworzyła, podciągając się na jego karku. Przygryzł lekko jej język, wysuwając przy okazji swój własny, którym dotknął języka Ennis. Zaśmiał się lekko, przysuwając się do jej twarzy. Sunął powoli językiem od kącika ust, aż po płatek ucha, po czym zaczął iść na jej szyję.
    — Bardzo ciekawe… tyle zagadek… — mruknął, sprawdzając dokąd ona sama się posunie. Był pewny, że sama miała swoją własną granicę.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  86. Czuł delikatny dyskomfort, ale na szczęście jeszcze się trzymał. W tej chwili miał zbyt wiele do stracenia, żeby się poddać, a oni na szczęście mieli jeszcze publikę. Zaśmiał się na jej komentarz.
    — Myślisz? Ma mi być ich żal? — zapytał, pracując ustami przy jej szyi. Przeszedł powoli na odkryty obojczyk, który delikatnie przygryzł. Niestety, posuwiste ruchy Ennis nie działały w tym momencie na Ernesta - o ile alkohol dodawał mu odwagi, tak zaburzał inne funkcje, z czego jego przyrodzenie już dawno przestało reagować twardością na dotyk. Ten zbyt długo był kojarzony z upokorzeniem i bólem, który absolutnie nie podniecał ani nie sprawiał przyjemności. Jedną nogą wodził powoli po nodze, masując ją i delikatnie zahaczając paznokciami, jakby chciał ją delikatnie podrapać. Drugą dłonią sięgnął do dolnej części materiału koszuli u Ennis, która swoją drogą należała do niego, wsunął pod nią dłoń i zaczął kręcić delikatne kółka na dolnej części pleców kobiety.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  87. Ugryzł delikatnie Ennis w obojczyk, po czym zaśmiał się szczerze na jej pytanie.
    — Niespecjalnie — odpowiedział z takim samym przekąsem. Nie umknęło mu, że patrzyła w górę. Sam miał cały czas otwarte oczy, co by śledzić jej reakcje. Traciła zainteresowanie czy sama dochodziła do swoich granic? W ten sposób ciężko było się przekonać, a w to co sama mówiła nie można było wierzyć. Idealnie lawirowała między kłamstwami i półprawdami, więc kiedy poinformowała go, że się nudzi, ponownie się zaśmiał, zabierając ręce. Chwycił jej dłonie, zabierając je z karku. Położył je na stole, po czym rozluźnił uścisk na jej nogach. Podsunął sobie stopą krzesło, siadając przed Ennis, dając sobie całkiem dobry widok na uda kobiety. Sięgnął po wino, upijając spory łyk.
    — Tak, to już ustaliliśmy, Skarbie, ja jestem nudny, Ty emanujesz ciekawością — przypomniał jej, rozsiadając się wygodniej na krześle.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  88. Kątem oka obserwował pokaz jej nóg oraz zasłoniętej łuskami kobiecości, chociaż przede wszystkim skupiał się na twarzy Ennis, trzymając przy ustach butelkę z alkoholem. Kiedy położyła stopę na kolanie, podniósł je do góry, a później odsunął w bok, aby utrudnić jej tą małą zabawę. Nie spuszczał z niej swojego wzroku. Mówiła, że się nudzi, a jednak nie wyglądała na znudzoną. Uśmiechnął się szelmowsko. Cały czas dalej coś knuła w swojej głowie. Uniósł lekko brew do góry.
    — Tak? Byłbym? — zapytał z ciekawością w głosie. Wziął kolejny łyk wina. — I cóż takiego bym robił bez ograniczeń, hm? — zainteresował się tajemniczymi teoriami Heimerunki. A kiedy wyciągnęła rękę w stronę alkoholu uśmiechnął się zaczepnie.
    — Słucham? — chwycił jej dłoń wolną ręką i pomasował nadgarstek, biorąc kolejny łyk wina.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  89. Ernest nie wypuścił dłoni Ennis ze swojego uścisku. Kiedy chciała chwycić nią butelkę, złapał ją mocniej. Butelkę wina trzymał przed sobą, więc pociągnął En do tyłu, zakładając jej dłoń na swoją szyją, po czym wodząc po skórze kobiety własnymi palcami przesunął dłoń na jej barki. Wystukiwał palcami rytm piosenki, którą właśnie próbowała go zahipnotyzować. Znał te sztuczki z półświatka. Nie raz widział syreny sprowadzające mężczyzn na manowce ładną piosenką. Po chwili przestał wystukiwać rytm. Zjechał dłonią niżej, do talii oraz bioder, po czym sunął dłonią powoli, zmysłowo w rytm. Dawał się jej kierować, miał kontrolę nad dłońmi, to był w stanie utrzymać, ale fakt, zahipnotyzowała go na tyle, że nie mógł spuścić z niej wzroku. Każdy gest był zmysłowy, pobudzający. Mężczyzna dostał dreszczy i w tym momencie sam nie był pewny czy były to dreszcze obrzydzenia, czy podniecenia. Odsunął butelkę wina, kiedy próbowała się do niej zbliżyć, za każdym razem coraz bardziej. W myślach cały czas powtarzał sobie, że to gra, musi zachować kontrolę. Starał się nie ulegać. Uśmiechnął się do niej szarmancko. Skoro chciała zaczarować jego świadomość, mógł wykorzystać drugą. Przymknął oczy. Po chwili chwycił pewnie jej pośladek, sadzając En na swoich kolanach. Wino schował za siebie. Jego uśmiech stał się bardziej zaczepny, wyzywający, mroczny.
    — Jaka słodka, piękna manipulatorka — szepnął, muskając lekko jej wargi własnymi ustami, aby przerwać śpiew. — Ktoś tu nie lubi mówić “proszę” — zauważył, ponownie ją całując.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  90. Mężczyzna uśmiechnął się szerzej, kiedy złapała go za twarz. Uniósł delikatnie podbródek, żeby mogła mu się lepiej przyjrzeć. Zaśmiał się cicho, idąc ręką do góry, zostawiając jędrne pośladki kobiety w spokoju.
    — Zastanawiam się nad zagadkami — uśmiechnął się do niej ponownie zadziornie. Nie pozwolił jej wstać z kolan. Zamiast tego przybliżył ją do siebie, po czym ręką przysunął butelkę, tak że była między nimi. — Zauważyłem, ale ja nie kazałem prosić, stwierdziłem fakt — wyjaśnił. Naprawdę dobrze bawił się w tej chwili, ale skoro kobieta skończyła już śpiewać mógł odpuścić. Wyraz Ernesta znowu się zmienił, chociaż dalej na jego twarzy gościł uśmiech. Jego twarz nigdy nie przypominała takiej, która sugerowałaby człowieka o dobrym, czystym sercu. Po prostu duch był mordercą, o wiele gorszym sortem, jeśli można było to tak ująć, chociaż oboje urodzili się pod tą samą gwiazdą. — Nic nie mówiłaś tylko wyciągnęłaś rękę na początku, do tego ta subtelna stópka, bawiąca się moim ciałem… — szepnął jej do ucha. — Myślałem, że brakuje Ci mojego wychudzonego, paskudnego ciała. Myliłem się? — zapytał, po czym przygryzł jej ucho i chuchnął na nie z delikatnym śmiechem, wydobywającym się z jego ust.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  91. Ernest przekrzywił głowę na bok, udając, że zastanawiam się przez chwilę nad odpowiedzią. Zlustrował Ennis wzrokiem, tak jakby miałoby to pomóc mu podjąć decyzję.
    — Już? W ciasnym pokoiku tylko we dwoje? — zapytał, głaszcząc jej plecy, talię, a potem biodra — ależ to… — przesunął dłoń na pośladek i ścisnął delikatnie — nudne — dodał cicho, wracając szybko ręką na górę pleców. Dalej trzymał mocno wino przy sobie, sprawdzając co zrobi. Nienawidziła prosić, to było oczywiste, ale zdawała się też po prostu nie lubić mówić prawdy o tym czego chce, a to już go zainteresowało. Postanowił przytrzymać butelkę jeszcze przez chwilę.
    — A ja stwierdzam, że jedynie interesuje mnie czego chcesz — odpowiedział, unosząc wyżej podbródek. Nie puścił butelki co prawda, ale złagodził uścisk, tak, aby mogła sama się napić. Jego ręka trzymała teraz wino znacznie niżej, tak, aby był w stanie w razie czego samemu nie dać się okraść z napitku. Zaśmiał się na kolejne słowa. Pozwolił jej bawić się swoim ciałem oraz ubraniami przez jakiś czas, odchylając głowę do tyłu. Zaczął powtarzać w głowie recepturę na proch runiczny, proporcje co do siły wybuchu. W końcu wrócił wzrokiem do Ennis. Uniósł ją, samemu wstając z krzesła i odstawił na ziemię.
    — Jesteś przepyszna, nieziemsko, ale ani Ty, ani ja nie najemy się sobą — szepnął jej do ucha, po czym wrócił z krzesłem do stołu oraz winem. Nalał sobie trochę do kielicha, po czym zamówił od oberżysty kolejne dwie butelki, aby na koniec wrócić do jedzenia swojej ryby.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  92. — A czy ja powiedziałem, że nie skorzystam z propozycji? — odpowiedział, odwzajemniając jej uśmiech. Co prawda w pokoju to miał zamiar zająć się robieniem sakwy a nie innymi przyjemnościami, ale ona mogła sobie myśleć co tylko tam chciała. Zaśmiał się na jej uwagę i wzruszył ramionami. — To prawda, ktoś tu jest bardzo wredny, okrutny i podstępny — zgodził się z nią, puszczając jej oczko. Wzruszył ramionami, nie reagując na pazury przy swojej szyi. Jakby to była najgorsza rzecz, którą mu grozili. Jeden fałszywy ruch, a to nie on będzie się bronić przed śmiercią. Nie tylko on chciał, aby to wychudzone ciało jeszcze trochę przeżyło. — Interesuje mnie wiele rzeczy, ale wybieram sobie komu i czemu poświęcam w danej chwili więcej uwagi — odparł, po czym rozchylił mocniej usta. Włożył sobie jej palec do ust. Przygryzł go delikatnie, po czym wypuścił, zanim wszedł mu odruch wymiotny. — Naprawdę? Obsesja? — zaśmiał się. — No cóż, interpretuj to jak chcesz — dodał. Akurat na jej punkcie obsesji nie miał. Inne rzeczy bardziej zajmowały mu głowę niż nowa towarzyszka.
    Domyślał się, że zabierze mu kielich, ale nie brzydził się. Sam dopił resztę, po czym wrócił do jedzenia. Kiedy skończył, rozsiadł się tak, aby z powrotem mieć przed sobą Ennis. Oparł łokieć o jej nogę, ale równowagę dalej trzymał na plecach, opartych na krzesło, gdyby chciała ją nagle zabrać. Zaśmiał się szczerze na tę uwagę. Aż przetarł łzę. Czułość. Ha! Dobre sobie.
    — Nie, nie potrzebuję czułości. Czułość nie zaspokoi mojego apetytu. Źle zgadłaś, myślałem, że jesteś bardziej spostrzegawcza — ukąsił ją słownie, uśmiechając się przy tym zadziornie.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  93. — Ktoś tu kłamie, nieładnie — sam szepnął. Dalej, żadno z nich nie doprecyzowało co ma zamiar robić w tym ciasnym, wspólnym pokoju. Nie jego problem, że teraz Ennis zaczęła łączyć wszystko z seksem. Chociaż, to było całkiem interesujące jak teraz zmieniła myślenie. Czyżby barwna przeszłość? Mógłby się tego spodziewać. Jeśli tak, musiała być cholernie droga i pewnie znała wiele bardzo, bardzo ciekawych sekretów. Rozumiał teraz tą pewność siebie. Zaśmiał się do niej cicho.
    — Nie wiem, kto Cię tu wpuścił, ale wiem czym dał się oczarować — odpowiedział jej, patrząc prosto w oczy. Oczywiście miał na myśli przede wszystkim jej osobowość, jak ponętna by nie była, nie zdawała się wykorzystywać własnego ciała do tak trywialnych celów. Była na to zbyt pewna siebie. Inaczej już próbowałaby faktycznie zaciągnąć go do łóżka.
    — Tak? A co mam? – zapytał ponownie, równie sarkastycznie. Był ciekawy co tym razem wymyśli.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  94. Uśmiechnął się szelmowsko, delikatnie palcami muskając jej policzki w stronę nosa. Tuż przy czubku się zatrzymał, a potem odsunął rękę.
    — Cóż, niektórzy lubią takie nieładne charakterki, inni łatwo dają im sobie zamydlić oczy, albo jeszcze lepiej - zahipnotyzować — powiedział, nawiązując do jej zachowania. Sama swoimi gestami i słowami zdradzała całkiem sporo na swój temat. Może nie bezpośrednio, ale sporo domysłów przestało być domysłami. To naprawdę mogła być ciekawa współpraca. — Oczywiście, o sobie, a o kimże by innym? — zapytał z wyraźnym przekąsem. Patrzył po niej uważnie, chwytając kielich wina. Upił spory łyk, zastanawiając się nad czymś.
    — Myślisz, że towarzystwo pięknej kobiety i odrobina uciech cielesnych naprawi moją dumę? — dotknął dłonią piersi. — Uważasz mnie za tak płytkiego i łatwego?

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  95. Nie odpowiedział na to kto z kim sympatyzuje. Po części - tak, części myślał, że nawet mógłby się z nią zgodzić. O wiele bardziej interesowały go te przekąsy, wodziła cały czas i ciągnęła za język. Nie był pewny czy to alkohol, czy ogólna sympatia do kobiety, czy chęć wbicia się w jej łaski na tyle, aby pomogła mu w dalszych planach, ale pozwalał jej w tym wygrywać, poznawać więcej faktów o sobie. Nie mógł też wyzbyć się dziwnego wrażenia, że wtedy sama pokazywała mu nieco więcej prawdziwej siebie. Uczciwa wymiana jego zdaniem, bo jego prawdziwa twarz naprawdę była nudna, pozbawiona czegokolwiek co można by wykorzystać.
    — Och, czyli mnie słuchasz? — uśmiechnął się lekko. — Schlebiasz mnie — dodał zaraz, posyłając jej całusa w powietrzu. Pokręcił zaraz głową.
    — Wątpię, gdybym był płytki i łatwy już dawno byś mnie wykorzystała i poderżnęła gardło i vice versa. A gdybyśmy oboje byli płytcy i łatwi, skończylibyśmy dużo wcześniej w ramionach kogoś mądrzejszego od nas…

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  96. Nie powiedział jej skąd ten pomysł. W końcu było to żałośnie śmieszne. Bawił się, wygłupiał i nic poza tym. Był nudny i jego zaczepki ciekawością najwyraźniej również mają swoje limity. Słuchał dalej, a kiedy usiadła, sam rozsiadł się wygodniej na krześle, prostując nogi. Upił wina, po czym przyjrzał się cieszy. Myślał przez chwilę nad tym co chce jej powiedzieć.
    — Słyszałem, że opuściła swoje zgniłe, śmierdzące gniazdo — zauważył, upijając wino. — Jestem artefaktorem, chcę zostawić jej naprawdę… ekscytującą niespodziankę na powrót, co by mogła się trochę rozerwać i ogrzać w nieprzyjemnej, chłodnej tundrze — wrócił wzrokiem do Ennis, po czym znowu upił wina. — Ale to wymaga pieniędzy i przygotowań, wiem jak chcę to zrobić, wiem, że umiem to zrobić, potrzebuję tylko zasobów i drogi do niej — dodał jeszcze.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  97. Uśmiechnął się lekko, znowu upijając wino.
    — Nie, słyszałem, że poszła w stronę Siviet Lasku, a taka podróż swoje zajmuje, nawet potężnej wiedźmie — zaczął, bawiąc się swoim kielichem. — Nie powiedziałem, że nie mam przygotowanej alternatywy — zauważył, przechylając głowę w bok. Proch runiczny nie musiał być w zamku, żeby wyrządzić ogromne starty, był pewny, że mógłby też inaczej puścić to wszystko w cholerę. Podrapał się po zaroście, analizując aktualne posiadane informacje. — Zakładałem, że zrobię to sam — przypomniał jej. — Znam swoje umiejętności i daje radę planować w krótkich okresach czasu, jeśli będzie znajdzie się inny sposób, ale jeśli ją wykurzyć, to jeszcze lepiej… — przyznał, myśląc nad kolejnymi alternatywami, nową bronią, którą mógłby na to przygotować, coś co nie zajmie dużo miejsca na podróż, a jednocześnie będzie cholernie zabójcze. Zdziwił się, kiedy na niego usiadła, ale nie protestował. Znowu uśmiechnął się do niej zaczepnie, zaczynając od nowa uważnie obserwować każdy ruch kobiety. Bingo. Czyli mieli wspólny interes. Zaśmiał się lekko.
    — Och, nie przejmuj się, każdemu się czasami zdarza z wrażenia — odpowiedział cicho, po czym upił wino. — Rozumiem, że sama miałaś swój plan, tak? — wrócił zaraz na temat, który go interesował.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  98. Zaśmiał się na jej komentarz. Tak, musiała to prawda. A to dawało czas na przygotowania i do namysłu. Słuchał tego co mówiła i fakt mogła mieć rację.
    — Po części liczę na przychylność Tuli, którzy ją tam na długo zatrzymają, podobno to mściwy naród — pomyślał chwilę. — Ale jeśli nie, cóż, wierzę w swój własny intelekt i fakt, że dam radę inaczej ją rozerwać — odparł. Znowu się zaśmiał, samemu się poprawiając na krześle, żeby kobieta za bardzo mu nie przeszkadzała, kiedy tak bezczelnie się na nim rozsiadała. — Uważaj, bo się zarumienię, Ennis i dobre zdanie o mnie, naprawdę musisz jej nie lubić — szepnął cicho, poprawiając jej niesforne kosmyki wolną ręką, po czym znowu upił spory łyk wina. Westchnął i pokręcił głową. Stuknął się kielichem z Ennis.
    — Skarbie, ja też chcę wiedzieć czy warto odkrywać przed Tobą wszystkie moje karty, wybacz, ale nie powiem Ci jak chce czegoś dokonać, dopóki nie będę miał pewności, że mnie nie zdradzisz — uśmiechnął się do niej niewinnie.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  99. — Ach, no tak, władcy ludu, dumnie prowadzący armię na przedzie, zapomniałem, rację — zaśmiał się lekko. Mimo wszystko dalej uważał, że Helga nie wróci zbyt szybko do swojego domu. Spalone Slavit, wojna totalna, te dwie nacje wkurwiły zdecydowanie zbyt wiele osób, żeby mogli tak po prostu z łatwością wycofać. Mogła też ewentualnie iść do Fasach, ale jeśli nic się nie zmieniło, to tam trzeba było podróżować bardzo, bardzo powoli i jeszcze ostrożniej. Ukłonił się jej ruchem głowy.
    — Krysztalnik ze mnie żaden, ale zapewniam, że moje ręce potrafią czarować — uśmiechnął się zalotnie. Zaśmiał się lekko. — Albo, albo — mruknął w odpowiedzi. Pokręcił głową, przysuwając swoją twarz do Ennis.
    — Dobre słowo od tak podłej i zakłamanej, mądrej manipulatorki zawsze łechta ego, Rozpustnico — szepnął z szelmowskim uśmiechem na ustach, po czym się odsunął. Akurat to ile razy z kim i gdzie sypiała nie miało akurat znaczenia odnośnie jego opinii. Nie przejmował się tym mizianiem policzków, ale kiedy w końcu zapytała, zabrał po kolei jej dłonie.
    — Lojalnej? — parsknął. — O wspólnym celu, który powstrzyma zbyt szalone pomysłu dostatecznie długo — sam teraz pobawił się jej policzkiem. — I to bardzo proste, zaufanie i lojalność to tylko waluta i transakcja, jeśli mamy wspólny cel, podobną motywację, możemy robić interesy — wyjaśnił co miał na myśli. Chyba nie liczyła, że powie, że liczy na zacieśnienie więzi i wspólne obopólne słodkie zaufanie.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  100. Uśmiechnął się lekko. Po sakwie za bardzo nie pozna się na jego prawdziwych zdolnościach, a on sam nie miał zamiaru ich nikomu pokazywać bez takiej konieczności. Wszystko chciał ograniczać, aby nie ryzykować niepotrzebnych spięć czy starć. Była wojna, a on chciał się skupić na własnych celach a nie pomagać innym bez większej potrzeby. Ot, aby zarobić na własne materiały i nic ponad to. Niestety, jeśli En chciała wiedzieć co potrafi, będzie musiał pochwalić się w jakiś sposób.
    — Nie, Ty wiesz dlaczego ja chcę to zrobić — przynajmniej prawie, bo obietnica dana duchowi to nie wszystko. W Marchwiach zawarł pewien układ, a raczej jego duch, kiedy odezwał się niepotrzebnie, ale ostatecznie nie wyszło źle. — Nie wiem dlaczego ja miałbym Ci ufać, że masz w tym wszystkim interes — zauważył, uśmiechając się do niej delikatnie. — Chciałbym mieć pewność, że Twój powód jest wystarczający, żeby nasz wspólny cel był na tyle mocny by sojusz się utrzymał, wtedy mogę dać Ci mały, prywatny pokaz tego co mogę zrobić ze śmieci, które mam przy sobie, a Ty będziesz mogła sobie wyobrazić co zrobię z lepszymi składnikami — wyjaśnił.

    Ernest.

    OdpowiedzUsuń
  101. Ernest sam się zaśmiał.
    — To naprawdę był kolega z celi — zapewnił. Słuchał jej historii. Cóż, pewnie nikt normalny, no może poza Argarczykami, by jej nie uwierzył w tą opowieść. Ale sam przecież został opętany i mógł dzięki temu komunikować się z pieprzonym duchem. Po tym co sam przeszedł, nie mógł jej nie uwierzyć. Byłby hipokrytą. Uznał jednak to za całkiem słodki, zabawny gest, że podzieliła się z nim taką historią. Może myślała, że jej nie uwierzy? Przytulił Ennis mocniej do siebie i zbliżył się do jej ucha.
    — Twój powód jest tak niewiarygodny, że aż prawdziwy — szepnął do niej i przygryzł jej ucho. — Wierzę Ci — odsunął się od niej i uśmiechnął się specyficznie. — Mi poza zemstą chodzi o odzyskanie zaufania wśród starych kontaktów. Jeśli zaszkodzę Heldze, pomogą mi puścić z dymem pałac Peruna — objaśnił. Wziął butelki wina w jedną ręką, a drugą złapał dłoń Ennis. — No to skarbie zaprowadź mnie do tego naszego przytulnego pokoiku, pokaże Ci coś bardzo, bardzo seksownego i pociągającego — obiecał z szelmowskim uśmiechem na ustach.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  102. Tak, Ernest jej wierzył, ale nie miał zamiaru zdradzać swoich powodów. Sam potrafił idealnie grać swoją mimiką - to było coś czego się nauczył jako sierota, która nigdy nie zaznała żadnego ciepła. Musiał grać pod innych, aby mieć dach nad głową, w końcu same umiejętności nie wystarczały. Każdej pijawce trzeba było się w jakiś sposób przypodobać, zwłaszcza Perunowi. A o swoim opętaniu nie miał zamiaru jej mówić. Wolałby, aby nie wiedziała, że siedzi w nim druga osoba. Zbyt dużo by to powiedziało o nim samym, a tego przecież nie chciał. Przytaknął jej ruchem głowy.
    — Tak, bardzo stare, wiesz ciężko uzyskać zieloną kartę po współpracy z największym skurwielem Mathyr — uśmiechnął się do niej niewinnie. Zaśmiał się cicho. — W bardzo dogodnym, bez Peruna i większości straży na zamku o wiele łatwiej się wymknąć, a że jestem pamiętliwy i bardzo dobrze im życzę, chętnie podziękuję za wspaniałą długoletnią gościnę — wyjaśnił jej wszelkie podejrzenia. Szczerze mało go obchodziło, że trwała wojna, gdyby uciekł w czasach pokoju zrobiłby dokładnie to samo. To inni mogli być ewentualnie wdzięczni, że być może im jakoś pomoże. Zaśmiał się na jej niespodziankę. Aż był ciekawy co wymyśliła, bo doskonale wiedział, że nie chodzi o seks. Nie mniej jednak poszedł za nią, w końcu to ona wiedziała, gdzie jest ich pokój. Trzymał się gry, że odpowiadają mu różne pieszczoty, więc mruknął cicho na pocałunek w tors, zaciskając delikatnie dłoń.
    — Chyba wiem, co masz na myśli — szepnął jej do ucha, po czym polizał ją delikatnie tuż pod nim. Dalej go kokietowała. Interesujące. Wszedł z nią do pokoju i rozejrzał się po pomieszczeniu. No proszę, dwa łóżka. Uśmiechnął się lekko. — Widzę, że na jednym byłoby Ci za nudno, co? — zapytał z przekąsem. — Więcej mebli, więcej pozycji, tak? — dodał jeszcze, idąc ze swoimi rzeczami do biurka. Położył wszystko, po czym zaczął wyciągać małe, przypominające petardy przedmioty. Ostrożnie i powoli.
    — Słyszałaś kiedyś o prochu runicznym? — zagaił w końcu.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  103. Ernest przytaknął na jej słowa. Nie zamierzał z nią dyskutować na ten temat. Różnych ludzi spotkał w życiu - mniej lub bardziej najebnych na głowie. Po prostu z niektórymi miał bardziej na pieńku, a że miał momentami mściwe zapędy, no to cóż. Po królu i tak nikt nie będzie płakać. Nie skomentował tematu łóżek. Doskonale wiedział, że nic nie będą robić. Seksu nawet duch jej nie obiecał, więc nie było żadnej siły na tym świecie, żeby faktycznie go zaciągnęła. Usiadł na krześle przed Ennis, ale w bezpiecznej odległości. Pokazał jej pierwszy granat.
    — Dobrze, Dziewico — spojrzał po niej beznamiętnie. — Proch runiczny to ulepszony proch z Polszy, którego Perun już kilka razy, zwykły proch pewnie, robi swoje, ale runiczny… ma w sobie specjalnie starty kryształ, runiczny nigdy nie trafił do Peruna, ale kilka kilo było na czarnym rynku, piękne zniszczenia w kilka sekund. Taki granacik rozwali całe to pięterko w karczmie — uśmiechnął się do niej lekko. Schował go z powrotem. — Mam jeszcze coś lepszego, gatlok — pokazał jej małą skrzyneczkę, jakby pozytywkę — kolejne autorskie dzieło, które nigdzie nigdy nie widziało światła dziennego. Sprawdzałem je, jest bardziej dyskretne. Do wszystkiego wystarczy mała iskierka jeśli odbezpieczyć —- schował również gatlok i złożył ręce w “kulkę” — i buum — rozłożył ręce w kształt eksplozji — zamek oraz lochy Helgi przestają istnieć, a jeśli dobrze pójdzie to wszyscy w środku pięknie spłoną, także Helgusia będzie miała przynajmniej pieczone mięsko, jeśli akurat jej nie będzie. Nie mówię, że łatwo będzie to podłożyć, ale jeśli się uda, to tak, wszystko pójdzie z dymem. Poza tym mam zamiar zrobić sobie zabaweczki na podróż, które pomogą mi przedrzeć się na miejsce i bronić. Nie ukrywam, że ten mały wypierdek dzisiaj uzupełnił prawie cały mój budżet, potrzebuję kuźni oraz stołu alchemicznego, żeby wszystko zrobić. Widziałaś moją kuszę w akcji, prawda? Wystarczy, żebyś zaufała, że ze mną dasz radę pozbyć się Helgusi czy mam coś wysadzić? — uśmiechnął się na koniec niewinnie. Oczywiście o ile trzymał swoje zabawki w plecaku, to były dodatkowo przechowywane w specjalnej skrzynce, której nie dało otworzyć się wytrychem o co też osobiście zdążył już zadbać, na wypadek gdyby ktoś chciał go okraść i tak nie dobierze się do najcenniejszych.
    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  104. Uśmiechnął się lekko na jej przytyk. Cóż, nazwa może i brzmiała żałośnie, ale miał w niej swoją małą tajemnicę.
    — Yhym, nikt Ci nie uwierzy, że coś co nazywa się gatlok jest groźne — odpowiedział po prostu. W zasadzie to była największa część jego tajemnicy w tym wszystkim. Gra pozorów i ubezpieczanie swoich własnych wynalazków. W Mathyr zdecydowanie aktualnie wystarczył sam proch runiczny, który stworzył, chociaż on mówił na niego kryształowy, ale nikt nie chciał tego przyjąć, bo było to zbyt oczywiste. Zaśmiał się lekko na słowa o zaszczycie.
    — Skoro tak uważasz — mruknął.
    Sam nie zamierzał tutaj niczego wysadzać. Mieli tutaj spać i wolał nie palić za sobą mostów. Poza tym teraz to byłoby zbyt podejrzane. Spojrzał w oczy Ennis z poważniejszym wyrazem na twarzy.
    — Dobrze, miło to słyszeć — odparł, łapiąc jej dłonie, które niebezpiecznie wędrowały sobie po jego udach. Zbliżył do niej delikatnie twarz. — Pamiętaj też tylko, Skarbie, że jeśli chcesz coś sama wysadzać, to nikt nie zna tych receptur — przypomniał jej, uśmiechając się przy tym “przyjaźnie” — więc liczę na Twoje zainteresowanie, Przewodniczko — dokończył.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  105. Ernest przytaknął jej ruchem głowy, uśmiechając się przy tym zadowolony.
    — Właśnie znalazłem, czyż nie? Podobno Cię zabiła, miałaś z nią interes, prawda? Może coś sama będziesz mogła podpowiedzieć, hm? — odpowiedział na jej teoretyzowania. Wybuch co prawda wtedy nie byłby kontrolowany, nie wiedziałby, kiedy wybuchnie, ale wiedział, że zrobi to po maksymalnie paru godzinach, jeśli tylko usunąć zabezpieczenia. Substancja była zbyt niestabilna, żeby mogła siedzieć w nieświadomych bądź niedoświadczonych rękach. Był przez to wyjątkowo dumny ze swojego dzieła. Jedna z najlepszych rzeczy, które stworzył w życiu. Uśmiechnął się zaczepnie na jej komentarz. Widział jak walczy. Osobiście preferował walkę na dystans, ale jego kompan zdecydowanie podzielał jej sympatię. Uśmiechnął się na chwilę w ten swój mroczny sposób, kiedy duch przejmował nad nim kontrolę.
    — Przy dobrej wyobraźni można się wszystkim pobrudzić krwią — szepnął, po czym dał Ernestowi wrócić na miejsce. Utrzymał przez chwilę tą mimikę, ale była raczej zbyt blisko, żeby znowu nie połączyła kropek. Mimo wszystko liczył, że uzna, że jest po prostu na swój sposób pierdolnięty na umyśle. O duchu zdecydowanie jej nie powie. — Moje zabawki zazwyczaj zwracają uwagę — odpowiedział jej. Był w końcu Żelaznoręki. Oczywiście, że jego towar był najlepszy, a to pieprzone Mathyr jeszcze sobie o tym przypomni. Raz a dobrze. Przeszedł spojrzeniem na jej pazury. Przytaknął jej ruchem głowy. Złapał delikatnie rękę, którą dotykała jego nosa, po czym opuszkami palców przejechał po szponach kobiety.
    — Bardzo ładne, Skarbie — przytaknął jej. — Chciałbym je nawet wykorzystać do Twoich sakw — poinformował ją od razu. Wyjął z plecaka węgiel do pisania i kartkę wolną ręką. — Wysuń szpony proszę i połóż na biurku — poinformował ją.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  106. Ernest zaśmiał się lekko na jej pytanie, uśmiechając przy tym niewinnie. Złapał się za podbródek i podrapał delikatnie. Cholerny duch. Nienawidził wymyślać bzdur na zawołanie. Chuja się znał na oblewaniu krwią. Walczył z dystansu, a babranie się juchą uznał za zbędne brudzenie dobrego materiału.
    — Zależy jak ta krew znalazła się w tym wiaderku — odpowiedział. — Mogłabyś przygwoździć kogoś do ściany, rozciąć go od od góry w dół i napełnić wiadro krwią i flakami, taka kąpiel też mogłaby być ekscytująca — rzucił, utrzymując zadowolony uśmiech, ot, aby pobudzić jej wyobraźnię. —- Podobno jak dobrze przetniesz, to delikwent jeszcze mógłby w ostatnich tchnieniach na to patrzeć — puścił do niej jeszcze oczko. Nie spodziewał się, że przy tak miłej atmosferze nagle go tak agresywnie złapie. Przymknął oczy i wypuścił powietrze z ust. Miał teraz spokojny, zimny wyraz twarzy. To dalej był Ernest, ale takie coś zdecydowanie nie robiło na nim wrażenia. Nie pierwszy raz mu grożono, ona go potrzebowała, a on nie chciał zrobić niczego złego.
    — Proste, cenisz prywatność, chce zrobić zamek, który otwiera się na wysunięcie pazura w odpowiednie miejsce — powiedział bardzo technicznym tonem. Przeniósł wzrok na tyle na ile mógł na kartkę, którą zdążył wyjąć. Zaczął rysować uproszczony schemat mechanizmu, ot aby trafiło do laika — O ile dobrze pamiętam, każdy swoje pazury wysuwa na dość indywidualną długość, poza tym nawet jeśli ktoś Ci ukradnie sakwy, to skąd weźmie mu się pomysł, żeby próbować otworzyć go czymś, co przypomina akurat Twój wysunięty pazur? — zapytał na końcu wyjaśnień, po czym postukał węgielkiem o biurko, aby spojrzała na schemat. Była tam narysowana dłoń z krótkim paznokciem a także zatrzask strzałka w bok z wysuniętym pazurem i już otwartym zatrzaskiem.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  107. — Najwidoczniej nie takie duże jak Ty — w połowie jej przytaknął. To nie tak, że nigdy nikogo nie zamordował, ale chyba nie był aż tak zafiksowany na samym punkcie oblewania się krwią. Zazwyczaj skupiał się na tym co faktycznie dzieje się przed nim - to zdecydowanie dawało mu większą satysfakcję. Jak na przykład przy Dymitrze. Uśmiechnął się ciepło na wspomnienie, po czym wzruszył ramionami.
    Kiedy podważała jego pomysł z pazurem, uśmiechnął się już nieco bardziej zaczepnie.
    — Ale Twój paluszek już raczej zostanie tak ponętnie szczupły, prawda? Poza tym pazur ma minimum na jakie może się wysunąć, jak zetniesz całkowicie paznokcie, wystarczy zrobić małą dziurkę na palec, a w niej zatrzask… na przykład na centymetr, ale węższy, tak, żeby tylko paznokieć mógł się wsunąć, nieważne czy je mocno przytniesz, czy zapuścisz, paznokieć się zmieści, a sam zatrzask będzie ukryty, nie będzie to też widoczne dla gołego oka, zapewni Ci większą prywatność — rozrysował wszystko dokładniej, ale niekoniecznie bardzo starannie, żeby nie siedzieli przy tym zbyt długo. — Mogę też zrobić zwykłe klamry, albo zwykły zamek, ale robienie klucza i zatrzasku pod klucze będzie bardziej czasochłonne i można otworzyć wtedy wytrychem, a tutaj mógłbym popracować szybciej i jednocześnie bezpiecznym — objaśnił, obejmując ją ramieniem w pasie, żeby mu się przypadkiem nie zsunęła, albo nie uciekła, kiedy sam się w coś wkręcił. Pokazywał przy okazji wszystko. Następnie wyjął kilka kawałków metalu, które już jako tako obrobił. — Możesz mi pokazać jaką masz minimalną długość pazura, kiedy jest maksymalnie wypiłowany i od tego wyjdziemy, jeśli chcesz, akurat Ciebie nikt do niczego nie zmusi — zakończył swój wywód.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  108. Zaśmiał się na jej pytanie, spojrzał po niej wyraźnie rozbawiony.
    — Skarbie, przestań się łudzić, do głównego dania nigdy nie dojdziemy — odpowiedział, lustrując ją wzrokiem z poważniejszym wyrazem na twarzy. — Bardzo lubię kosztować, ale mam za mały żołądek na całą Ciebie — dodał, wodząc po jej talii metodycznie, jakby się upewnial, że na pewno nie da rady. Był mężczyzną, więc mimo wszystko zręcznie unikał faktu, że aktualnie jest też impotentem. Nawet jeśli nie chciał seksu, to ten fakt ranił w pewien sposób męską dumą. Nie Chcieć a nie móc to były jednak dwie różne rzeczy. A za tą drugą miał ochotę odpłacić Perunowi. Żałował też, że Jakub bardziej nie cierpiał przed śmiercią. Na nim też w końcu chciał się zemścić. Wrócił myślami do zamka i tego jak marudziła. Wywrócił sugestywnie oczami. Pomysł był dobry, prosty, skuteczny, wystarczyło odpowiednio piłować paznokci. Wypuścił powietrze z ust. Zaczął drapać się po brodzie. Nie chciał marnować też zbyt wielu materiałów. Zależało mu na oszczędności mimo wszystko. Pomyślał o kluczyku w postaci broni. To pasowało do jego stylu. Uśmiechnął się do niej tym razem zadowolony.
    — Tylko pamiętaj nie zaciążyć, bo też Ci nie wejdzie na paluszek — przypomniał jej z zawadiackim tonem głosu, chwytając od razu tasiemkę w rękę, aby wymierzyć jakiej grubości powinien być.
    — Dobrze, dostaniesz swój dodatkowy pazurek — przystał na taką ofertę. Puścił ją, zabierając metal. Nie przeszkadzało mu, że siedziała na kolanach, ale zaraz zabrał się do projektowania pazura, a potem dalszej pracy przy sakwach i niewinnej błyskotce. — Jest coś co powinienem wiedzieć o Argarze? — zapytał, nie obserwując teraz co robi. Swoje rzeczy miał na widoku, więc gdyby chciała zrobić coś czego nie chciał, miał widok, który pozwoliłby mu zareagować. Reszta mało go interesowała.
    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  109. Za mały? Spojrzał po niej, unosząc delikatnie brew do góry. Złapał delikatnie jej podbródek, żeby spojrzeć w drapieżne oczy kobiety. Zaśmiał się cicho.
    — Wydaje mi się, że według Ciebie i Twojego ego, każdy jest dla Ciebie za mały, Skarbie — powiedział, mroczniejąc na ułamek sekundy w oczach. Pocałował ją krótko, szybko, po czym ugryzł dolną wargę, na tyle lekko, żeby nie zrobić jej krzywdy, ale na tyle mocno, żeby zostawić po sobie mały ślad, który zniknie po kilku chwilach. Idealnie, żeby mogła dalej uważać go za za małego. Im mniej poważnie po nim patrzyła w pewnych sferach, tym lepiej. Zazwyczaj zbyt duża pewność siebie szkodziła, jeśli chodziło o lekceważenie przeciwnika, a Ennis nie była przecież jeszcze jego prawdziwą sojuszniczką, na dobrą sprawę nikt nigdy nie był. Lepiej było udawać, że można dać sobie wejść na głowę, aby w razie zdrady mieć przewagę, kiedy coś się stanie. Tak było po prostu łatwiej i wygodniej. Projekt szponu nie zajął mu zbyt wiele czasu. Takie zabawki już widywał, a sam miał też pomysł jak zrobić go bardziej pod Ennis, żeby zlewał się delikatnie ze skórą. Zaczął zaraz od kreślenia i wycinania metalu do szponu. Słuchał co miała mu do powiedzenia.
    — Dawkę zaskoczenia? Słyszałem, że niektórzy popadli w głęboki alkoholizm na widok Argarczyków albo szaleństwo — zauważył z zasłyszanych opowieści. — Jak wygląda to miejsce, jacy są ludzie, jak wygląda u nich handel, czy wyspa faktycznie oferuje coś wartego uwagi poza zgrają magicznych ludzi, czy jest tam ktoś warty, czy znajdę tam coś co pozwoli mi w naszych wybuchowych planach… — wymieniał spokojnie.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  110. Pocałował ją w zasadzie nie był pewny dlaczego. Jakby jego duch nauczył się subtelnie kontrolować jego własne odruchy. Myślał o tym przez krótką chwilę. Nie podobało mu się to. Kontrola własnego ciała była dla niego wyjątkowo ważna. Nie pozwoli się nikomu sponiewierać, a teraz zachował się tak, jakby miał do niej słabość, albo chciał coś udowodnić.
    — Mówisz to w taki sposób, jakbyś chciała mi w nocy poderżnąć gardło, a myślałem, że coś nas łączy — zauważył, pozwalając sobie na delikatne, ewidentnie udawane westchnienie pełne żalu oraz zawodu. Pokręcił głową. Sam zerknął jeszcze raz na projekt.
    — Liczysz na jakiś procent z zysków? — uniósł delikatnie brew do góry i roześmiał się delikatnie. — Sama mówiłaś, że nie ma identycznych, nie muszą być Twoje, mogą być tylko podobne — przypomniał jej, wycinając kolejny kształt, kiedy wrócił wzrokiem do swojej pracy. Słuchał jak opowiadała o wszystkim, ignorując aktualnie jej przymilanie. Zastanowił się chwilę.
    — Myślę, że jesteś zbyt skomplikowana, żeby przypisać to tylko i wyłącznie jednej nacji, myślę też, że masz w dupie moją opinię, ale ja stawiałbym na to, że od dawna wiesz jak działa prawdziwy świat, przeżyłaś i widziałaś za dużo i jesteś teraz pojebana, jak o Tobie myślę, mam przed oczami bardzo trudne i misterne puzzle, które nie chcą być poukładane, ale mamy kilka wspólnych kawałków, które można na chwilę połączyć w ciekawy obrazek, być może mnie wtedy pojebie jeszcze bardziej — kiedy to mówił kończył właśnie zatrzask. Uśmiechnął się lekko do siebie, żeby przejść wzrokiem na Ennis. Obejrzeć dokładnie każdą jej łuskę, próbując ułożyć wzór na to w jaki dokładnie sposób się mienią od natężenia światła, teraz w tym półmroku wyglądała o wiele bardziej tajemniczo i mistycznie niż na dworze. Jak morska zjawa z marynarskich szant. Śliczne, delikatne ręce, które udawały, że nie znały ciężkiej pracy przez drapieżne, a jednocześnie niewinne łuski. Przecież nie zrobi jej byle pazura. Zostało mu sporo opiłków sztucznych kamieni szlachetnych. Nie umknęło mu też jej skrzywienie. Zdecydowanie przeszła zbyt dużo. Rozumiał to, ale nie miał zamiaru tego wywlekać. Sam by nie pozwolił sobie tego zrobić. Wrócił do pracy. Nie wątpił, że Argar zrobi na nim wrażenie. Był ciekawy tej magii i tego czy może jej sam użyć.
    — Więzy? Relacje? Urocze… — mruknął. — Myślisz, że ktoś użyteczny jest łatwowierny? — rzucił kolejne pytanie. — Albo jakiś miły, nie zadający zbędnych pytań przewodnik? — dodał. Kiedyś, zanim ta wyspa była zamieszkana - był tam. Pamiętał nikłe złoża minerałów, które potencjalnie były bezużyteczne, a w rzeczywistości pomagały tworzyć piękne eksplozje, kwasy, trucizny, hartować stal.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  111. Nie odpowiedział na ten przytyk. I tak miał zamiar spać z jednym otwartym okiem. Zaufanie najlepiej było trzymać na krótkiej smyczy, nie dawać się zaskoczyć. Za błędy naiwności najczęściej płaciło się w najgorszy sposób. Nie będzie znowu wchodził w podobne gówno. Uśmiechnął się kącikiem ust.
    — Nie obiecuję — odparł po prostu. Nie pierwszy pazur robił, pewnie nie ostatni. Poza tym ludzie nigdy nie byli dla niego na tyle ważni, żeby zamieszkać w jego głowie na dłużej niż kilka dni o ile nie chodziło o zemstę. Nie miał w sobie za dużo dobra czy empatii. Nie miała mu na czym grać, nie było też beznadziejnego frajera, którego serca można by uwieść i wykorzystać. Może i grała na libido ducha, lekko na jego własnej dumie, ale ani przez chwilę nie myślał jakkolwiek sentymentalnie.
    — Może będziesz miała okazję, do Fjelodd daleka droga — mruknął, zabierając się teraz za wymierzanie odpowiedniej długości pazura, a także mechanizmu, który będzie reagował na konkretny nacisk. Wyjął maź oraz kowalske rękawiczki. Mazią posmarował metal i nad świecą zaczął nadawać odpowiedni kształt, kiedy metal z nim współpracował bez pomocy pieca hutniczego. Po kilkunastu sekundach szybko przetarł maź i wrzucił do słoika z wodą (po którą zdążył w międzyczasie pójść XD) żeby zahartować stal. Następnie wyjął resztki kolorowych kamieni. Pokruszył je młotkiem i zaczął wcierać w błyskotkę, wszystko kiedy opowiadała mu dalej o Argarze.
    — Nie planuje nikogo uwodzić, chce widzieć na co się nastawić i czy jest ktoś z kim łatwiej porozmawiać, żeby się czegoś dowiedzieć, czy każdy jest taki wylewny, słodki i kochany jak Ty — wyjaśnił spokojnie swoje prawdziwe intencje. — Nie wiem czy mówisz z doświadczenia, ale nie martw się o moje biedne serce, ma już co kochać — uśmiechnął się nieco bardziej ponuro. Kochał spokój, święty spokój, pieniądze oraz poczucie, że napluł w twarz każdemu, kto nadepnął mu na odcisk. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebował. Skończył w końcu pazur. Najpierw sam go obejrzał, a kiedy stwierdził, że się nadaje, przetestował dla pewności na zatrzasku. Wszystko działało.
    — Trzymaj swój pazurek — rzucił jej swoje dzieło, a następnie zabrał się za sakwy. — Czyli Argar to wyjątkowo irytujące miejsce, ale pełne możliwości… — zastanowił się. No, nie był zadowolony, ale lepszej alternatywy nie miał. W Polszy był poszukiwany, a w Marchwiach nikt mu nie ufał, więc musiał gdzieś jakoś pozałatwiać sprawunki.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  112. Może jednak odrobinę ją przecenił? Nie spodziewał się, że z takim uśmiechem powie o nawiązywaniu przyjaźni. Bardzo naiwne, głupie stwierdzenie z jej strony. Jak można było założyć, że ktoś może być bezinteresowny?
    — Nie szukam takiej ani takiego jak Ty, szukam kogoś z kogo łatwiej wycisnąć informacje i zysk. Chyba, że sama mi tam wszystko pokażesz — odpowiedział, zmieniając ton na bardziej przyjazny, ale bardziej rzeczowy. Uśmiechnął się lekko. — Skarbie, Ciebie nic nie zastąpi — mruknął jeszcze, wracając skupieniem do pracy. Zignorował, kiedy zaczęła marudzić mu nad uchem, jaki to jest zimny. Westchnął cicho, zachowując swój stoicki spokój, jaki towarzyszył mu w trakcie tworzenia.
    — Skarbie, albo z Tobą flirtuję i robię byle co, albo pracuję. Ręce mi jeszcze nie wróciły do formy po więzieniu, żebym mógł robić wszystko, patrząc na Twoje pośladki — odpowiedział jej, wszywając ozdoby na sakwy.
    — Wyjdziesz? Świetnie… a co dostanę w posagu? — zainteresował się. Nie spodziewał się pocałunku, nie oddał go też, bo nie był przygotowany na to, że nagle będzie po prostu taka czuła. Najwidoczniej lubiła zaczepiać nawet w głupi, uroczy sposób. Wzruszył ramionami. — Miło, że się podoba — odpowiedział i wrócił do pracy.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  113. —- W Twoim pysku? — odpowiedział do niej zaczepnie. Bo jeśli zysk był tożsamy z tym ile mówiła i w jaki sposób, to równie dobrze nie musieli iść do Argaru, żeby obłowić się przed podróżą. Skończył naszywanie ozdób na kawałki skóry, które miały tworzyć sakwy, więc zaczął teraz zajmować się innymi płatami utwardzonej jeszcze w Marchwiach skóry. Pracował przy tym dokładnie, a każdy jego ruch był wykonywany z lekkością profesjonalisty, który doskonale wiedział jak wyjąć to co najlepsze z każdego znanego materiału. O ile był martwy. Pomyślał chwilę o żywym materiale. Czy materiały wybuchowe dałoby się bezpiecznie podłożyć w kogoś żywego bez jego wiedzy i świadomości. To… to byłoby genialne i z pewnością kiedyś nad tym popracuje. Zarobiłby na tym fortunę zaraz po tym, jak własne dwórki Peruna rozsadziły by mu ten jego pierdolony, bezużyteczny pałac. O ile to byłoby w ogóle możliwe.
    —- Przy Tobie wszystko mnie dziwi, Kochanie — skłamał. Osobiście miał wrażenie, że już nic nie zaskoczy go w życiu. Nie szedł za Ennis na dach. Świeże powietrze z dworu dodawało rześkości, dzięki czemu pracował jeszcze dłużej przy swoim. Ostatecznie pracę zakończył na tym, że każdy element był już w pełni gotowy. Wystarczyło tylko zszyć wszystko ze sobą, ale to zostawił sobie na inną okazję. Położył się na łóżku bliżej okna, aby w razie czego słyszeć jak wraca. Ułożył się niewygodnie, aby sen był lekki. Wstał, zanim słońce zaczęło jeszcze dobrze wschodzić. Nie potrzebował wiele snu, bo mimo wszystko to nie była zimna cela, rynsztok pełen wymiocin i gówna czy ziemia w pieprzonym lesie. Ennis dalej nie było. Zmarszczył brwi. Już miał iść jej szukać przez to okno, kiedy usłyszał jak ktoś schodzi. Wrócił na swoje łóżko. Wyjął sztylet i obserwował co zrobi. Już chciała go wystawić?

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  114. Nie warto było nikomu dawać zbyt dużego kredytu zaufania, więc nie powinna się dziwić, że chciał być gotowy na wypadek, gdyby jednak zmieniła zdanie odnośnie ich małej współpracy. Była tak zakłamana we wszystkim co robiła, że ciężko było oczekiwać
    — I vice versa — zauważył. Na dobrą sprawę słońce nie zdążyło wstać, a żadne z nich już nie spało. Sztyletu dalej nie chował, nawet jak mu powiedziała, że nie będzie żadnych niespodzianek. Obserwował dalej uważnie co robi. Odłożył sztylet do pochwy w pasie dopiero, kiedy zaczęła się czesać. Nie odwracał się do niej plecami, ale skoro mieli iść w wilgotne, ciepłe miejsce - założył lżejsze spodnie, koszulę oraz bieliznę zostawił wczorajszą. Nie było gdzie się umyć, więc marnowanie zbyt dużej ilości świeżych ubrań nie miało większego sensu.
    — A okolice? Coś ciekawego? — zainteresował się, bo temperatura i cipki akurat mało uderzały w jego zainteresowania. Skrzywił się na chwilę, łapiąc się za rękę. To było naprawdę nieprzyjemne. Żadnych cipek. Był pieprzonym impotentem i żadna duchowa siła tego nie zmieni.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  115. Ernest szedł dość szybkim krokiem. Nie wiedział ile czasu Ennis postawi jeszcze sobie zająć, ale widział w tym okazję do tego, żeby zacząć przygotowywać komponenty. Na uboczu, z daleka od ciekawskich oczu. Nie potrafił nikomu zaufać - nie umiał nic na to poradzić. Zaufanie było tylko walutą, tymczasowa pierdoła. A jego arcydzieła miały zostać tylko jego, inaczej sam stanie się zbędny, a w rynsztoku nie miał zamiaru kończyć po raz kolejny. Skrzywił się. Przynajmniej nie musiał ciągle udawać, że obchodzi go jej zdanie. Jeden z niewielu plusów tego układu. Nawet nie chodziło o to, że Ennis była tutaj problemem - układ nim był. Nienawidził być od kogoś w czymkolwiek zależny. Potrzebował czuć się wolny, żeby czuć się bezpiecznym, a brak wiedzy jego wolność mu ograniczał. Wyjął z plecaka kilka roślin w rękawiczkach i zaczął je uważnie oglądać. Nie były w najlepszym stanie, ale przynajmniej na nie trafił. Chociaż połowa i tak będzie do utylizacji. Nie szkodzi. Z solą morską i wodorostami będzie mógł zrobić wybuchowe groty. O wiele mniejsza skala, ale przy jednym człowieku dużo nie trzeba było. Kończynę oderwie, a z takich ran i tak nie uchodziło się z życiem. Uśmiechnął się lekko, zaczynając skrobać korzenie do specjalnie zabezpieczonego słoiczka. Przerwał zaraz pracę, kiedy tylko usłyszał kroki. Słoik schował, podmienić rośliny i zaczął kroić składniki do kwasu, który miał zamiar sprzedać. Spojrzał na Ennis.
    — Dobra potrawka — pochwalił ją.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  116. — Zupa rybna i surowa ryba, tak? — uniósł delikatnie brew, wracając do typowych zaczepek. Na razie tylko tyle z tych jej umiejętności widział, chociaż w dobry smak surowej ryby akurat szczerze wątpił. Nie odsunął się, kiedy się zbliżyła i nie przerywał pracy, aby wszystko wyglądało naturalnie. Skończył obrabiać co to zaczął i zaśmiał się lekko.
    — Tworzę sztukę, to jest odpoczynek dla artysty — odparł, uśmiechając się szelmowsko. Wziął jej rękę, na której miała swój “pierścionek zaręczynowy”, podziwiając swoje dzieło. — Życie ma mało prawdziwych rozrywek, a widok czegoś piękno, co może zabić w ułamek sekundy zawsze będzie najlepszą rozrywką — zaczął, delikatnie gładząc jej palce. Naciął sobie celowo dłoń ostrzem, co by się upewnić, że na pewno dalej jest ostre jak brzytwa. Uśmiechnął się dumnie. — Grzebię palcami tam, gdzie trzeba — zauważył, patrząc na jej oczy. — Co lepiej odda uznanie i sympatię dla takiej seksownej drapieżniczki niż pazurek, który podkreśla wszystkie jej zalety, hm? — mruknął, zabierając rękę. Wytarł krew w spodnie, po czym wstał na równe nogi.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  117. — Wyobraź sobie, że kilka lat temu miałem szerokie ramiona i widoczne mięśnie idealne dla kogoś kto całe dnie spędzał w kuźni — uśmiechnął się do niej lekko. Nie mówił jak źle go karmili, ale cóż - był wychudzony, miał widocznie zniszczone zdrowie i dopiero zaczął odzyskiwać kolory. Jadł raz w tygodniu, rzadko kiedy coś co nie porastało pleśnią. Zaśmiał się lekko, patrząc z pretensją po Ennis.
    — Twoja strata, chociaż na razie i tak jesteś skazana — zauważył, przypominając, że aktualnie mieli jakieś wspólne plany. Nie komentował czucia mięty, ale patrzył po niej uważnie, zadowolony z tego jak sama reaguje na pazur, który od niego dostała. — Och, Ty też czujesz miętę? Urocze… — spojrzał po niej zaczepnie. — Tak, a jakich dodatków?

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  118. — Yhym, ja też, pomoże przy pracy — zgodził się z nią. Aspekt tego jak przy tym wyglądał był dla niego raczej drugorzędny. Zwłaszcza teraz, kiedy jego niepozorna postura była na rękę. — Obawiam się, że jednak trochę poczekasz — uśmiechnął się do niej zaczepnie. Kilku lat w kilka tygodni nie nadrobi, zwłaszcza przy długich podróżach. Zaśmiał się lekko nie spuszczając Ennis z oczu. — Będę miał to na uwadze — przytaknął. Skoro taka zainteresowana nim była powinien pomyśleć nad czymś dla utrzymania jej ciekawości. Patrzył, kiedy się śmiała, wzruszył ramionami.
    — No, żeby potem Ci przykro nie było jak mi będziesz zazdrościła moich relaksów — odgryzł się. Chociaż nie było w tym żadnej zawiści. Przyjrzał się uważnie Ennis.
    — Yhym, a co oferujesz w zamian? — zainteresował się, kiedy wspomniała o uzbrojeniu.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  119. Ennis lubiła marnować czas na strzępienie języka w sprawach, które nie miały żadnej istotnej wartości. Ciągnął to dla zainteresowania, ale doskonale wiedział jak ta Rybka nie będzie się relaksować. Nie sądził, aby miała o nim wysokie mniemanie. Uśmiechnął się szarmancko.
    — Czas pokaże, będę płakać z innymi, albo doprowadzać do łez, zależy gdzie sobie usiądziesz — odpowiedział, zbliżając sienna tyle, aby na krótką chwilę musnąć jej nos swoim.
    Potrafił wycenić swoją pracę. Potrafił też wycenić, że samo złoto od Ennis byłoby zwykłym idiotyzmem. To akurat najmniej wartościowa rzecz jaką posiadała, a to co go obchodziło nie było czymś o co mógłby tak po prostu poprosić. Na szczęście tym razem sama powiedziała coś co faktycznie przykuło jego uwagę.
    — Jakim zleceniu i jakim zarobku, Kochanie? — zainteresował się. Pogłaskał ją w policzek, po czym odsunął się, przyspieszając kroku. — Chciałabyś dać mi kota w worku za śliczną garderobę? Naprawdę nie masz serca — wyrzucił jej, cały czas się uśmiechając. Co do Helgi oczywiście chciał pomocy, byłoby łatwiej, ale nie był zdesperowany.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  120. Pokręcił głową i pstryknął ją w nos.
    — Właśnie o to chodzi — odpowiedział, nie tłumacząc już za bardzo o co chodzi. Powinna się sama domyślić o co chodziło już za pierwszym razem, więc pewnie próbuje go zaciągnąć na kolejne obmacywanie, a on dzisiaj nie miał ochoty udawać, że mu to nie przeszkadza. Nawet duch się uspokoił w tym aspekcie. Zacmokał, kiedy dalej nie mówiła.
    — Kochanie, te dziesięć złotych monet to mnie najmniej interesuje. Dopóki niczego nie wiem nic nie obiecuję — odpowiedział. Przyjrzał się dokładniej Ennis, badając “służbowo” każdy centymetr jej ciała. — Ale zrobię Ci te fatałaszki i zobaczymy co będziesz za nie chciała dać jak je zobaczysz — uśmiechnął się szelmowsko, jakby miał na myśli dużo więcej niż projektowanie lekkiej zbroi. Zaśmiał się na jej słowa.
    — Zaręczyny już przyjęłaś, uważaj żebym nie włożył Ci drugiego pierścionka, bo Ci Twoi bracia pomrą z zazdrości — odgryzł się jej. Zatrzymał się jednak po chwili. Przy wyjściu z plaży było sporo śladów kopyt, niedogaszone ogniska, jakby wcześniej odbywała się tutaj jakaś narada. Dziwne miejsce.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  121. Owszem, nie pogardziłby, ale zarobić może inaczej, a u Ennis monety nie miały aż takiej wartości jak faktyczne, prawdziwe informacje. Nie miał zamiaru dawać się naciągnąć jak ostatni frajer. Zaśmiał się cicho.
    — Nie musisz się martwić, mam talent do pieniędzy, a Ty nie wyglądasz na taką, u której monety to jedyna cenna waluta — przetaksował ją wzrokiem, zatrzymując się na oczach, którym przyjrzał się uważnie po raz kolejny. Nie, zdecydowanie nie miał ochoty brać od niej pieniędzy. Mogła mu zaoferować o wiele więcej.
    — Lepiej zastanów się ile jesteś w stanie sprzedać za to, żeby nie zamarznąć — uśmiechnął się uroczo. Obserwował ją dalej z uwagą, patrząc cały czas na mimikę.
    — No nie wiem, nie wiem, oświadczyłem Ci się, wolałbym nie zastać Cię gdzieś w ustronnym miejscu z bratem, serce by mi wybuchło szybciej niż moja słodka była narzeczona — wypomniał ją równie szczerze co ona sama.
    Rozglądał się po okolicy. Dotknął zwęglonego ogniska. Było jeszcze minimalnie ciepłe. Zmarszczył brwi. Polszanie, to prawda, ale nie tylko. Poza śladami końskich kopyt i butów było widać też inne, bardziej odpowiadające innym rasom. Cholernie interesujące. Zabrał coś czerwonego co mignęło mu w trawie i schował do kieszeni.
    — Nie tylko Polszanie, ale nie czuć nieumarłych — zastanowił się przez chwilę. Niby nie jego sprawa, ale coś mu tu zdecydowanie śmierdziało i nie chodziło o jego ludzkie geny. — Niesamowite, grupa kochanków międzyrasowych musi pewnie sobie szukać azylu… jakie urocze. Ciekawe czy też idą do tego magicznego Argaru — powiedział prześmiewczo, chociaż to ostatnie o czym myślał. Może ktoś jeszcze z Polszy faktycznie spiskował przeciwko Perunowi, a jeśli tak, chciałby się dostać do tego źródła jak tylko ogarnie sprawę ze swoim duchem. Przytaknął, kiedy zaproponowała zmianę drogi.
    — Nie ma problemu — zgodził się z nią. Może później wykorzysta to co się tutaj stało, ale teraz lepiej było dmuchać na zimne. Równie dobrze to mogła być jakaś branka nieludzi na mord. Ciężko było stwierdzić.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  122. — Nie powiedziałem, że już nie myślę nad tym co mnie interesuje — odpowiedział spokojnie ze swoim pragmatycznym uśmiechem na ustach. Za darmo na pewno nie zrobi. Tego był pewny. Ale materiałów za byle gównianą informację też nie miał zamiaru marnować. Na razie musiał się zorientować na ile ona faktycznie może mu się jeszcze przydać z konkretnymi informacjami i co chciałby od niej wyciągnąć. — Co Ty taka w gorącej wodzie kąpana — pokręcił jeszcze głową, zmieniając wyraz na bardziej zaczepny. — Chyba Ci się śpieszy, hm? — zauważył jeszcze. Zaśmiał się lekko, kiedy się do niego zbliżyła. Złapał ją za podbródek i spojrzał prosto w oczy.
    — A Ty do czego mi się przydasz, Skarbie? — odbił piłeczkę. Do Helgi trafi nawet bez niej, jeśli będzie zbyt uparta i nieskora do współpracy. On od siebie co nieco zdradził i nie miał zamiaru robić nic więcej w tym kierunku - jeśli jej to nie starcza, jej strata. Zdecydowanie nie potrzebuje kogoś kto nie potrafi docenić jego broni, bo i tak nic by nie wyszło z takiej współpracy. Uśmiechnął się nieco szerzej. A więc planowała zdradzić w jakiś sposób swojego słodkiego braciszka. Kurewsko urocze. Tym bardziej wiedział co powinien trzymać dla siebie. Zanotował też sobie, że przez znajomość z nią i to co już powiedział absolutnie nie będzie spać spokojnie.
    Obejrzał jeszcze raz dokładnie ślady i wzruszył ramionami. Śladów było sporo i nie wszystkie łapy były stare. Nie komentował jednak tego za bardzo. Równie dobrze to mogły być dwie grupy. Kojarzył kilka osób, które wolały na odpoczynek wybierać cudze obozy, żeby nie ściągać na siebie większej uwagi. Zawsze wtedy było trudniej się połapać i wcale nie była to jakaś ukryta technika.
    — To jeszcze bardziej romantyczne, Skarbie. Wędrują w dystansie, żeby nie przyciągać uwagi, taka rozłąka ich jeszcze bardziej nakręci jak już trafią na miejsce — odparł na jej teorie. Faktycznych przemyśleń nie miał zamiaru jej zdradzać.
    — Kolejny kamyczek do opchnięcia frajerom, ale tym razem bez Ciebie, Sroko — odpowiedział, kiedy zaczęła mu patrzeć po kieszeniach. — Nie musisz uczestniczyć w mojej każdej transakcji handlowej — dodał jeszcze. Zanim weszli na klif założył rękawice pokryte żelastwem. On akurat nie zamierzał ginąć przez bzdurę, ani dawać się zepchnąć. Później szedł za Ennis.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  123. — Tak, Ty już się określiłaś, a ja nie, nie musisz mi przypominać. Mam czas, żeby się zastanowić. Najwyżej nie weźmiesz a ja zrobię inny pożytek z fatałaszków — odpowiedział jej spokojnie. Teraz i tak nie ma jak zacząć robić żadnego ciepłego ubrania jakby nie patrzeć, a jego cena mogła się zmienić w zależności od tego co się jeszcze wydarzy i co będzie chciał wiedzieć. Słuchał jej z lekkim, szelmowskim uśmiechem na ustach. Tak, wiedział do czego mu się przyda, ale to wcale nie znaczyło, że była niezastąpiona i o ile nie powie tego na głos, żeby teraz go nie zostawiła, albo nie zrzuciła z tego cholernego klifu, to miał nadzieję, że miała świadomość, że nie jest jedyną seksowną kombinatorką, która chodzi po Mathyr. Uśmiechnął się szerzej, przekręcając głowę w bok.
    — Nie myślę Słonko, zaznaczam, że ceną nie będzie złoto, nic więcej — odparł niewinnie. Mimo wszystko sama potrafiła co nieco o sobie w tej chwili mu powiedzieć. Na pierwszy rzut oka może i mało istotnego, ale jednak. Dobrze przynajmniej, że interesował ją właściciel. Poza tym te zabawki bez niego były bardziej niebezpieczne niż przydatne. Jeden błąd i można samemu wylecieć w powietrze.
    — Ty też mi złamałaś dzisiaj, masz za swoje — puścił jej oczko, przyspieszając kroku, aby zejść już w końcu z tych cholernych klifów. Przeszedł się jeszcze kawałek, patrząc na okolicę przy klifach. Górzysta plaża, idealna do prezentacji, aby przy okazji nie zabić nikogo i nie wpakować się w kłopoty. Rozejrzał się po okolicy, sięgając do plecaka po kuszę i specjalne bełty.
    — Twój nosek czuje jakiś gapiów? — upewnił się jeszcze, zanim załadował bełty.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  124. — Oh, wybacz, musiałem być skupiony na czymś innym — odparł bezceremonialnie na sekundę przechodząc wzrokiem na jej biust. Zaraz jednak wrócił wzrokiem do oczu jak gdyby nigdy nic. Może faktycznie mówili o tym samym, a może nie. Faktycznie przez chwilę myślał o czymś zupełnie innym. Zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
    — Oj, mówisz jakby nikt nigdy nie był o Ciebie zazdrosny, Kochanie — zauważył z przekąsem. Wyprostował się i spojrzał na nią, zamykając szczelnie szkatułkę, z której wyjął brązową miedziano-obsydianową kulę. Trzymał ją delikatnie.
    — Ooo, ktoś tu jest bardzo sprytny — przytaknął jej. Odsunął się, celując kulką w klif znajdujący się na wodzie. — No to teraz nie patrz tak uważnie, bo się zawstydzę i mi nie stanie — poprosił jeszcze, po czym rzucił w stronę skał kulką, a następnie strzelił z bełta zapalnego prosto w odpowiednią wypustkę. Tuż przy skałach nastąpiła “piękna” eksplozja. Kulka nie była większa niż piąstka kilkuletniego dziecka, a jednak ¾ klifu rozpadło się na ich oczach. Nie mówił Ennis, której substancji użył, ale mimo wszystko był dumny z własnych umiejętności, co było widać po jego uśmiechu.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  125. — Uroczo nie chcę, żebyśmy sami wylecieli w powietrze, Kochanie — odpowiedział jej spokojnie, uśmiechając się kącikiem ust na swój sposób. Mimo wszystko było w tym sporo prawdy, już jej przecież tłumaczył, że jego wybuchowe zabawki musiały być przechowywane z zachowaniem jak największych środków ostrożności. Dobrze by było, aby o tym pamiętała.
    — Stanie, stanie, jak się postarasz — zaprotestował nieco zmienionym tonem głosu, wpatrując się z satysfakcją na własną broń w tym czasie. Zaraz wrócił myślami do pokazu i zaprezentował wszystko. Sam oglądał wybuch z zadowoleniem i zaciągnął się zapachem prochów, które do nich dochodziły. Och kurwa, nic tak nie pachniało wolnością i jej nie przedstawiało jak to co przed chwilą zrobił. Naprawdę nie mógł się doczekać aż to samo zrobi ze stolicą. Przeszedł wzrokiem na Ennis, przyczepiając kuszę do pasa, po tym jak ją zabezpieczył, żeby nie odpaliła przypadkiem.
    — Prawda? — odpowiedział co do ekscytacji. Jemu serce waliło z radości, albo czegoś co przypominało to uczucie - mało go to obchodziło, w każdym razie czuł się sobą i żywy. — Nieprawda, bardzo grzeczny, bohater uciśnionych — odpowiedział z takim samym tonem co ona. Była wojna, więc nawet nie kłamał zasłaniając się tą wymówką. — Nie, lepiej stąd iść. Nie warto zwracać na siebie większej uwagi. Wystarczą nam Twoje biodra — wyrzucił jej, idąc w stronę wyjścia z tej plaży, a na szczęście była jedna droga poza tą “z powrotem”, więc mógł założyć, że idzie w dobrą stronę.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  126. Ta, nie leżało. W to mógł akurat uwierzyć. Niemniej jednak kobieta i tak czerpała aż nazbyt dużą przyjemność z seksualności o czym nie miał zamiaru jej przypominać, więc jej słowa zbył jedynie wzruszeniem ramion oraz uroczym uśmiechem.
    Szedł spokojnie. Zaśmiał się wdzięcznie. Nic mu nie brykało, ale faktycznie od zawsze czerpał większą przyjemność z własnych eksperymentów i wynalazków niż cudzego ciała. Fizyka rzeczy martwych była zwyczajnie bardziej interesująca, a metal pod młotem śpiewał o wiele piękniej niż jakakolwiek kobieta w ekstazie.
    — Jesteś bardzo piękna Ennis i seksowna i niejeden by padł przed Tobą na kolana — zapewnił ją — Sam płaczę nad tym, że mi ostatnio nie stanął, uwierz, och co byś Ty mogła ze mną zrobić — wywrócił oczyma z szelmowskim uśmiechem na ustach. — Aż mnie dreszcze przechodzą, a nawet nie wiem, gdzie dalej mnie prowadzisz — dodał na koniec, subtelnie przypominając, że muszą jeszcze dotrzeć do Argaru.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  127. — Tak? A to dlaczego? — zapytał nieco rozbawiony, bo nie oczekiwał żadnej szczerej odpowiedzi. Poza tym ta jego “narzeczona” była równie prawdziwa co dobroć i bezinteresowność Ennis. Zaśmiał się lekko. Argar i kraina rozpusty? Ciekawe stwierdzenie. Pewnie nie szczere, chociaż w duchu naprawdę miał nadzieję, że teraz to jest po prostu szczere kłamstwo. Nie miał ochoty odpędzać się od każdego kto się nawinie. Wolał skupić się na pracy i szybko dalej pójść we własną stronę prosto do Fjelodd.
    — Dużo oczekujesz od swojego marnie zakochanego impotenta. Robótki ręczne zaliczysz? — odpowiedział na jej słowa pytaniem z bezczelnym uśmiechem na ustach. — Romantyczna wycieczka, nie ma co — skwitował.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  128. Ernest zrobił oburzoną minę, lustrując Ennis wzrokiem.
    — Bo moje komplementy są całkowicie szczere, nigdy bym Ci nie skłamał na temat Twoich licznych zalet i wyglądu. Za mądra i za śliczna na to jesteś — wyrzucił jej z bardzo poważną miną. Wywrócił zaraz oczyma i uśmiechnął się bezczelnie.
    — Ale Ty lubisz wszystko utrudniać. Dobrze, obok Ciebie, twarzą w twarz, zobaczymy kiedy się znudzić — obiecał jej. Doskonale wiedział, że zbyt długo nie wytrzyma z pełną uwagą przy jego robótkach ręcznych, zwłaszcza jeśli zajmie się czymś co niekoniecznie będzie nową, fajną zabawką czy czymś przeznaczonym dla niej. Prychnął cicho i pokręcił głową.
    — Uważaj, bo skłamiesz tyle, że stanie się to prawdą — odparł na jej zaczepkę. Zastanowił się chwilę w ciszy. — Wejdę w ten Twój interesik, ale za informacje. Nie wiem jeszcze jakie, ale po wszystkim chce móc Cię pomaglować dopóki nie zaspokoisz mojej ciekawości tym a co będziesz chciała i mogła odpowiedzieć. Pasuje? — zapytał, bo pamiętał, że złożyła mu ostatecznie swoją ofertę, a on podjął już swoją decyzję, a raczej ustalił cenę, która go interesuje.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  129. Ernest uśmiechnął się na tyle niewinnie i uroczo na ile potrafił. Skłonił delikatnie głowę na te wszystkie “pochwały” i zaśmiał się lekko.
    — Nie skłamałem Cię poza bajeczką z narzeczoną, a wtedy nie wiedziałem czy mogę Ci od razu zdradzić moje altruistyczne plany na wybawienie Mathyr spod tyranii Helgi i Peruna. Więc mam się za szczerego i prawdomównego — zauważył, utrzymując swój niewinny wyraz, jakby nigdy w życiu nie zrobił niczego złego.
    — Chciałbym wiele rzeczy — odpowiedział na jej zadziorny uśmieszek, ale nie precyzował czego dokładnie chciał. O jego największych i najbardziej intensywnych “fantazjach” i tak już wiedziała. Wzruszył ramionami.
    — Mówisz, jakbym wcześniej Ci ciążył… no wiesz… — mruknął.
    Zatrzymali się po dość długim czasie. Słońce już chyliło się ku zachodowi, kiedy dotarli na miejsce wybrane przez Ennis. Spojrzał po kobiecie, nie ściągając z siebie swoich tobołków. Akurat w tej kwestii nikomu nie ufał, a nie był pewny czy nie ma dla niego znowu kolejnych zadań przy rozkładaniu czegokolwiek.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  130. Nie przejął się jej uśmiechem. Sam mógł wyciągnąć właściwe wnioski biorąc pod uwagę gdzie się znajdowali w swojej “relacji”. Nie powiedziałby, że narzekał na swoją pozycję. Sporo dało się znieść, jeśli miało się jakiś ważniejszy cel do osiągnięcia.
    Ernest przysiadł wygodniej pod drzewem i rozejrzał się raz jeszcze po okolicy. Przytaknął jej. Sam i tak spał pod kawałkiem skóry i plecakiem za poduszkę i w zupełności mu to wystarczało.
    — Leniwie dzisiaj, hm? Nie złam sobie karku na gałęzi — upomniał ją jedynie. Mimo wszystko istniała możliwość, że będzie jej za błogo i się wywróci, a wtedy nici z jego interesów z Helgą. Nie obserwował pokazu rozbierania się. Zamiast tego chwycił po paczkę z bełtami, rozwinął je i zaczął uważnie oglądać każdy po kolei.
    — Żebyś mnie otruła? — pokręcił głową. Zaczął wymieniać bełty w swojej kuszy. — Możesz podzielić się przyprawami, widziałem skorupy królewskich krabów i dzisiaj się nawpierdalam — poinformował ją, uśmiechając się bardziej łakomie.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  131. — Myśl co chcesz — odbił piłeczkę sprzed kilku godzin. Sam nie miał zamiaru zdradzać więcej niż musiał, a i ona pewnie wiedziała gdzie się zaczynała i kończyła jego troska. Odbezpieczył kuszę, wstając na równe nogi. Wyposażył się w bełty penetrujące, które nie miały problemy z przebiciem się przez najdroższy pancerz - może nie na wylot, ale swój ślad zostawiły. Tym bardziej chitynowy pancerz tych szarych skurwysynków nie będzie stanowił problemu. Miał dobre oko, więc widział, gdzie czaił się jeden z krabów. Kopnął kamień w jego stronę, żeby go zaczepić. Stworzenie wstało, odsłaniając głowę, której osobiście i tak nie lubił w smaku. Poczekał, aż ten “pogrozi” mu szczypcami i strzelił. Obejrzał go sobie dokładnie. No jak na kraba królewskiego to nie był największy, zdecydowanie młody osobnik, więc będzie smaczniejszy. A i tak był na tyle duży, że spokojnie można się nim najeść we dwóch, albo sam będzie znowu najedzony na dwa dni. Wziął go na kamień i zaczął oporządzać. Dalej liczył, że dostanie przyprawy od Ennis, więc nie zabierał się jeszcze za ognisko.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  132. Ernest odrywał powoli części pancerza, których trzeba było się pozbyć przed gotowaniem, zajmował się zdobyczą, a kiedy dostał przyprawy, uśmiechnął się nieznacznie. Zamarynował mięso i zaczął szykować ognisko, na którym miał zamiar udusić kraba. Przytaknął, kiedy powiedziała, że jest na tak odnośnie planu. W zasadzie spodziewał się takiej odpowiedzi. Zbyt szybko przypisała Helgę jako Helgę, gdy jeszcze w miarę wierzyła w historię o jego okrutnej narzeczonej.
    — Nie będę celowo próbować jej zabić — wyjaśnił, wstawiając kraba na ognisko pod jego chitynowy pancerz, który świetnie nadawał się do duszenia swoją drogą. — Jak się uda, dobrze, ale obiecałem rozwalić jej więzienie i zamek. Takie szkody i tak swoje zrobią — uśmiechnął się lekko. Już nawet nie chodziło o psucie humoru, ale gdzieś swoje kryształy trzymać przecież musiała, prawda?

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  133. Uśmiechnął się lekko, wyobrażając sobie jak pięknie będą wyglądać eksplozje. Nigdy nie widział na oczy tych posiadłości Helgi, ale zdążył wypytać czy dowiedzieć się co nieco od swojego współlokatora. Skrzywił się na moment, nie będzie teraz dopuszczać go do głosu z opowieściami jak to jej nie zabiją, kiedy już wspomniał, że to nie jest ich pierwotny cel. Zmarszczył brwi, słuchając wyrzutów w swojej własnej głowie. Uśmiechnął się minimalnie zaraz. Jedną ręką pilnował kraba i obracał co chwile na chitynowym pancerzu, a drugą zaczął kreślić patykiem w piasku coś na kształt kotliny.
    — Podobno Helgusia ma ukryty domek, muszę to zobaczyć na żywo, ale jest szansa rozjebać to wszystko z dodatkiem małej katastrofy naturalnej, żeby się nie narażać i nie wchodzić do środka — wyjaśnił, zaznaczając kilka miejsc w kółka, wizualizując sobie jaka musiałaby być ku temu siła rażenia. Pokręcił głową. — Helga to dla mnie przystanek, jeszcze trzeba puścić Polszę z dymem a potem pomyślę nad samobójstwem, albo Ci oddam szyjkę, zobaczymy — puścił jej oko.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  134. Ernest poprawił kraba, był już prawie gotowy. Spojrzał po Ennis i przytaknął ruchem głowy.
    — Jeśli demolka ma być skuteczna i efektowna trzeba wiedzieć skąd ma się zacząć, żeby prawdziwa magia była jak najbardziej efektywna i nie zabrała przy okazji nas ze sobą — przytaknął jej. Widziała jaką siłę rażenia miały jego zabawki. Osobiście wolał nie nadstawiać karku bardziej niż to konieczne. Zaśmiał się lekko i wzruszył ramionami.
    — Oddam, ale nie powiedziałem, że Ci się położę na kolanach. Mogę równie dobrze po prostu spuścić gardę, żebyś mogła na mnie zapolować — odparł zaczepnie. Nie wyobrażał sobie, aby mogła go tak po prostu zabić z zaskoczenia. Nawet we śnie był zbyt dużym paranoikiem, żeby dać się zajść od tyłu.
    Krab był w końcu gotowy, więc zdjął go z ogniska, położył między nimi i wziął sobie pierwszy kawałek.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  135. — Znasz, hm? — zainteresował się, przeżuwając kawałek krabiego mięsa. Na twarzy zadowolenie z porządnego jedzenia mieszało się ze skupieniem. Podał jej patyk. — Jak dokładnie wygląda ta jej kotlina? — zainteresował się. — Warto wiedzieć ile prezentów trzeba jej zanieść — doprecyzował. Im więcej informacji na ten temat tym lepiej. Będzie miał mniejszy margines na popełnienie błędu. Nie żeby planował go popełniać tak czy siak. Nie mówił nic, kiedy znowu mu wyrzucała jaki jest zimny. Słuchał, zajadając się mięsem. Na koniec wzruszył ramionami i uśmiechnął się nieznacznie. Zaśmiał się cicho.
    — Aż tak nisko mnie cenisz, hę? — odparł, biorąc sobie kolejny kawałek. Nie wątpił, że potrafiła zabijać. Naprawdę miał całkiem wysokie mniemanie na temat jej zdolności, ale sam nie był bezsilny. Nie byłaby pierwszą, która próbowała go zabić, a on jednak się trzymał dalej na nogach. — Doceniam Twoją dobroć Ennis, będę wiedział, kiedy stać się Twoją najatrakcyjniejszą zwierzyną — powiedział sarkastycznie. — Jakbyś obiecała i tak bym nie uwierzył w Twoją grzeczność.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  136. — Nie odda, ale daje zarys, co powinien przygotować i jak — odparł, układając sobie w głowie propocje i plany. Chcieli dokonać ogromnych szkód i o ile jego proszki nie wymagały zawrotnych ilości to cholernie zaczęła go kusić wizja zasypania dodatkowo kotliny. Poza tym w takich miejscach często można był znaleźć ciekawe złoża rudy. Jakby wszyscy tam poszli w pizdu mógłby sobie spokojnie pokopać. Uśmiechnął się lekko na tę myśl. Bardzo brakowało mu tego - fantazjowania o nowych projektach. Praca to chyba jedyna rzecz, przy której mógł szczerze poczuć się szczęśliwy. Zaśmiał się lekko.
    — Nawet z taniego pachołka można coś wyciągnąć, zanim jego mięso będzie bardziej wartościowe — zauważył,samemu siadając wygodniej. Oparł plecy o pobliski kamień. Jedną ręką sięgał raz po raz po mięso z kraba. Do bliskości Ennis już ktoś zdążył go przyzwyczaić, więc nie wzdrygał się, kiedy się na nim położyła. Uśmiechnął się z przekorą.
    — Słodkie — skomentował, nie tłumacząc co miał na myśli.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  137. Nie ruszał się, kiedy znowu zaczęła go pieścić. Sam by się polizał po żuchwie, bo tłuszcz z mięsa i przyprawy mu spływały. Poza tym to właśnie była jej gra. Przymknął oczy. Westchnął cicho, chociaż poczucie przyjemności niekoniecznie należało do niego. Ennis bardzo lubiła to robić, więc pozwalał na to. Być może nawet sam czerpał jakąś satysfakcję, kiedy się z nią droczył. Przymknął oczy. Otworzył jedno oko, dopiero, kiedy się odezwała. Przytaknął ruchem głowy. Poczekał aż odejdzie, a potem zerknął do kieszeni przyjrzeć się broszce, którą znalazł. Znał ten ród. Pytanie tylko co robili tutaj, skoro ich ziemie powinny znajdować się przy Lerodas i Fjelodd, kurewsko nie po drodze, a wojska peruna przecież biły się w lasach. Może ktoś coś zapłaci za tą informację, bo szczerze wątpił, że Perun kazałby tak daleko zapuszczać się komuś kto powinien wspierać kampanie. No chyba, że naprawdę był skończonym debilem. Nie zakładał, że zniknie na długo. Nie wyciągał więc niczego do robienia bardziej intymnych dla niego rzeczy. Po jedzeniu zabrał się jednak za szykowanie składników do tworzenia kwasowych bełtów. Nie pomylił się też, bo nie minęła godzina, a Ennis już była na miejscu, a on był właśnie w trakcie ucierania wszystkich składników. Spojrzał na nią. Na twarzy było widać podziw dla jej wdzięków, którymi raz po raz go zaszcycała. Uniósł delikatnie jedną brew ku górze.
    — Rozmowa z Radą… brzmi poważnie — zagwizdał. — A jednak też jesteś ludową bohaterką, nie wierzę, ale nas dobrało — zaśmiał się sarkastycznie. — Już mnie zaszczycisz szczegółami czy jeszcze nie?

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  138. Ernest nie przerywał pracy, ale mógł przysiąc, że dalej robiła te swoje zaczepne, flirciarskie miny. Słyszał jak mimika się jej zmienia.
    — Naprawdę lubisz? — zapytał unosząc kącik ust w górę. — Ekonomiczne podejście do życia, wiedziałem, że moja ukochana jest pragmatyczna — pokręcił głową. Dała już nie raz po sobie poznać, że uwielbia erotyczne żarty zahaczające o seks. A on jej tego nie odmawiał. Zaczepki kobiety nie przeszkadzały mu w pracy. Proszek był prawie skończony. Potem tylko go odpowiednio nagrzać, dodać ostatni składnik i będzie kwas. Ale kwasem będzie się bawił w mniej polowych warunkach i bez dotykalskiej, bo mimo wszystko nie chciał im niczego wypalić. Na razie dalej uparcie ucierał.
    — Jaką rolę, hm? — zapytał.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  139. Ennis stawała się coraz zaborcza z pieszczotami. Mężczyzna wywrócił mentalnie oczyma. Odłożył na razie moździerz w bezpiecznej odległości, żeby proszek nie zrobił nikomu krzywdy, po czym spojrzał w drapieżne oczy kobiety. Uśmiechnął się nieznacznie, samemu łapiąc ją delikatnie za kark, żeby delikatnie “masować” szyję heimerunki. Przechylił delikatnie głowę w bok, dając jej więcej miejsca na pieszczoty.
    — To moja słodka tajemnica na wieczorne, samotne fantazje — odparł, mrużąc na chwilę oczy, chociaż dalej obserwował co tam kombinuje i gdzie idą jej ręce. Słuchał o jego zadaniu. Doprawdy, hm? Zaśmiał się delikatnie.
    — Muszę jednak podnieść cenę… za ryzyko przy wykonywaniu zadania i stres. Jeszcze mi powiedz, że nie chodzi o dobieranie się do Ciebie, Skarbie — wypomniał jej, samemu całując delikatnie jej szyję. Mimo wszystko nie żartował. Cena za jego pomoc właśnie poszła w górę. Nie miał zamiaru narażać swojej impotencji na widok publiczny bez większych korzyści.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  140. — Nie musisz wierzyć, żeby fantazje miały miejsce — mruknął, przesuwając usta na jej obojczyk. Nigdy nie powiedział, że fantazjuje o seksie z nią. Nie każda fantazja musiała być taka płytka. Przestał po chwili zasypywać ją pocałunkami i po prostu skupić się na pracy palców przy rozluźnianiu jej mięśni. Wolny duch, fałszywy czy nie - każdy miał spięty kark na koniec dnia. Zaśmiał się delikatnie, uśmiechając się do niej szelmowsko.
    — Że Ci się mój sprzęt nie spodoba oczywiście — zauważył bez większych ogródek. A to czy była to prawda zostawił jej już do interpretacji. Niemniej zamierzał podbić cenę. Patrzył jej w oczy równie wyzywająco co ona mu. — A skoro o wyciąganie sprzętu chodzi, to będę chciał zobaczyć jak sobie radzisz z moim sprzętem, który ma większe szanse na podniecenie Cię — zaczął, obejmując ją drugą ręką w biodrach. — Skoro mamy razem pracować chce wiedzieć jak sobie radzisz z czymś co naprawdę może Cię rozerwać — wyjaśnił.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  141. — Ty go zobaczysz, to wystarczy — odpowiedział, uśmiechając się do niej złośliwie. Nic nie szkodziło mu podbić ceny skoro sama dała mu ku temu taką piękną okazję. Tylko głupi by nie skorzystał. Mimo wszystko sam wolał działać jak najbardziej pod siebie jeśli mógł sobie na to pozwolić. A jego wyższa stawka też nie powinna wcale jej wielce zrazić. Domyślał się też, że wręcz przeciwnie - spodoba jej się jego nowa cena. Zaśmiał się lekko, nie spuszczając z niej wzroku.
    — Może nie dzisiaj i jak już bawisz się czymś innym — odpowiedział, całując delikatnie jej policzek. Pokręcił przecząco głową. — Właśnie dlatego chcę zobaczyć co potrafisz, żebyś nas Kochanie nie wysadziła w powietrze — wyjaśnił. — A wynajął Cię sam Perun? — zapytał, uśmiechając się do niej nieco szerzej, chociaż było w nim widać sporo sarkazmu. Wątpił, żeby król wysłał za nim taką uwodzicielską kobietę, żeby go zdjęła.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  142. Nie odpowiedział na jej zaczepki. Nie widział w tym większego sensu. Uraczył ją jedynie zadziornym uśmiechem i pozwolił, aby sama sobie wszystko dopowiedziała tak jak chciała tego jej śliczna główka. Zaśmiał się lekko i wzruszył ramionami.
    — Nie przedmiotowo, a transakcyjnie. Zysk jest ważniejszy niż zranione ego — odpowiedział bez większych ogródek. Akurat to powinna już o nim wiedzieć od jakiegoś czasu. Nie krył się z tym. Inaczej by nie robił z nią żadnych interesów.
    — Miło to słyszeć — odpowiedział. Spoważniał na chwilę na twarzy, kiedy wspomniała o synu. Parsknął krótkim śmiechem. — A który? — zapytał, chociaż w tym czasie wertował własne myśli. Tak, słyszał w Marchwiach o Mieszku. Dziwnym facecie, który nagle trafił na dwór jako dziwny szaraczek a ludzie okrzyknęli go jakimś “Mesjaszem” z czego też nie wszyscy. Następca tronu od siedmiu boleści. Nie widział, żeby miał realną władzę w kraju, gdzie brzydzili się innymi rasami. Uśmiechnął się lekko.
    — I co Ci się bardziej opłaca? — zapytał, obejmując jej biodro. Nie był zaborczy, nie wkładał w to też zbyt dużo siły. Domyślał się odpowiedzi, a jeżeli się pomyli, to nie tak, że był w pełni bezbronny. Czuł, że jego duch wyrywa się na pierwsze miejsce. Przymknął oczy, osłabiając granicę tego kto jest w danej chwili u władzy.


    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  143. — O nie , nie, nie — pokręcił głową, patrząc po niej uważnie. Jego wyraz twarzy delikatnie się zmienił, teraz sam był bardziej drapieżny i bezwzględny. — Po pierwsze nie cały świat, bo Twojego tyłeczka byłoby mi szkoda, nie mówiąc już o Twojej mądrej główce — zauważył, przenosząc tam dłonie, chociaż to ostatnie było trochę przekoloryzowane. Nie interesowało go to jak Ennis wyglądała, nawet jeśli była zabójczo miła dla oka swoją aparycją. Dla niego o wiele bardziej inne aspekty były interesujące. — I nie przez urażone ego tylko z honoru po zmarłym przyjacielu w sprawie. A u Peruna nie tyle zranione ego co lekcja życiowa. Niezależnie od wielkości korony, niektórym rybkom w akwarium nie zachodzi się za łuseczki. Chyba sama się zgodzisz, co? — tłumaczył jej to, samemu pozwalając sobie przy okazji na delikatne pieszczoty jej ciała. Nie był zaborczy, okrutny, ale nie był też przesadnie delikatny. Zdążył zauważyć, jaki nacisk lubiła na własnym ciele.
    Zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
    — Nie muszę obmyślać planu ucieczki. Jeśli spróbujesz mnie zabić, to po prostu jedno z nas jutro oczu już nie otworzy — wyjaśnił. Zaśmiał się cicho. — Nie mam Cię zabawiać bajkami ani składać obietnic, których nie zamierzam dotrzymać. Chyba, że chcesz ze mnie kłamczuszka zrobić — dodał.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  144. Zaśmiał się szczerze, kiedy Ennis przyczepiła się do jego ego. Uśmiechnął się szerzej, być może nawet w bardziej szczery sposób.
    — Być może troszkę urażonej dumy w tym jest, ale nikt nie musi wiedzieć — odpowiedział cicho, poprawiając jej włosy. — Poza tym… — szepnął, po czym pocałował ją delikatnie. — Niezależnie od intencji bawimy się w bohaterów, kogo obchodzi motywacja w takich chwilach? Liczą się efekty, prawda? — zapytał. Obserwował ją, kiedy z niego zeszła. W tej chwili zdawał się bardzo zainteresowany jej osobą co było widać po jego twarzy. Analizował sposób w jaki się porusza, jak pracują jej mięśnie, które były raczej ciężko widoczne dla niewprawnego oka przez łuski.
    — Ciebie? Zaledwie raz i nie tyle skłamałem co trochę naciągnęłem fakty, bo nie wierzyłem, że taka ślicznotka uwierzy, że ktoś w takich łachmanach uwierzy, że ma przed sobą Żelaznorękiego, który chce podziękować dwóm monarchom za gościnność. Przecież to nie brzmi zbyt prawdopodobnie — wyjaśnił, patrząc po niej pewnie z szelmowskim uśmiechem na ustach. — A Ty mnie nie kłamiesz nigdzie, Skarbie? — dodał zaczepnie.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  145. Zaśmiał się cicho. Wyciągnął wstążkę z kieszeni i związał włosy. Dalej obserwował Ennis.
    — Po trupach? A ile według Ciebie jest warte cudze życie, hm? Myślisz, że nikt Cię nie wystawi do wiatru jak będzie mu się to opłacać? Albo Ty tego nie zrobisz? — zapytał, unosząc delikatnie brew do góry. — Trupy to wizytówka tego świata — dodał, samemu wstając na równe nogi, żeby podejść do broni, które wcześniej przygotował. — To bardzo poetyckie, wiesz? — uśmiechnął się, biorąc do ręki jedną z większych kusz. — Helga stworzyła piękny cmentarzyk, a teraz duchy chcą więcej trupów za jej gościnę. Spójrz na siebie. Podoba Ci się myśl utarcia jej śmierdzącego, gnijącego noska, prawda? — zaśmiał się lekko, bo znał odpowiedź. Inaczej w ogóle by go tutaj nie było z nią teraz. Dał się dotknąć. Przygryzł delikatnie jej palec, po czym zaśmiał się szczerze.
    — Oczywiście, że kłamiesz — odparł. Stanął za nią, podając jej broń do rąk. — Czas na pierwszą ratę Twojego długu, Skarbie — wyjaśnił, pomagając jej ustawić ręce. — W środku masz malutki wybuchowy bełt. Nic groźnego. Trafisz w środek tego kamienia? — zapytał, nakierowując ją na odpowiedni przedmiot, ale nie tłumaczył jak ma celować.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  146. Ernest przytaknął jej ruchem głowy i uśmiechnął się zadowolony z tej odpowiedzi. W tej kwestii byli dokładnie na tym samym poziomie. Wartość człowieka była zmienna w zależności od jego użyteczności. Spojrzał jednak nieco poważniej na chwilę po Ennis.
    — Może nie nieustannie, ale niektóre użyteczne osoby warto zachować na wszelki wypadek. Nigdy nie wiesz czy się znowu nie przyda — rzucił, wracając do delikatnego, przekornego uśmiechu. — Chociaż Twoje krwawe zapędy pewnie będą chciały mnie zabić, hm? — zaśmiał się lekko. Odwzajemnił jej uśmiech, kiedy wspomniała o przykładaniu się. Doskonale wiedział o czym mówiła.
    — Nie martw się, jestem profesjonalistą — zapewnił ją. W jego oczach błysnął na chwilę charakterystyczny mrok. Uśmiechnął się szerzej. — Ale nie mam ochoty tracić takiej sojuszniczki, to byłaby zbrodnia dla całego świata. Nikt nie lubi aż takiej nudy — dodał, gładząc ją delikatnie po policzku, a jego twarz wróciła do normy równie szybko co się zmieniła. Uśmiechnął się do niej.
    — Myślę, że możesz być kim chcesz na pstryknięcie — powiedział, podchodząc do niej z kuszą. Pomagał powoli jej dobrze złapać. To było jego osobiste dzieło, nie chwalił się nim na żadnym rynku, więc ciężko było się domyślić co jak działa. Osobiście zadbał o to, aby mechanizmy były jak najmniej widoczne i osobiste, żeby zachować wyłączność na własne dzieła. — Ale bardziej mnie interesuje jaka jesteś naprawdę — dodał szepcząc jej do ucha z lekkim uśmiechem na ustach. — Na razie bardzo lubię Twoją drapieżność, zwłaszcza jak trzymasz ją na wyjątkowo długiej i luźnej smyczy — dodał. Odsunął się na jej prośbę i wyraźnie zainteresowany obserwował jak strzela. Trafiła, ale nie tam gdzie prosił. Kamień mimo wszystko uległ eksplozji. Cały bok się rozwalił. Wrócił do niej. Kusza w tym czasie sama się przeładowała, Ennis mogła usłyszeć jak mechanizm pracuje.
    — Ładnie, ale musisz popracować nad celnością, bełt schodzi lekko w bok od odrzutu. Spróbuj ustawić cel trochę inaczej — pokazał jej, delikatnie dotykając jej rąk. Przysunął twarz do jej policzka, żeby patrzeć z jej perspektywy. — Każdym bełtem trzeba pracować troszkę inaczej. Wybuchowe schodzą przez ładunek. Teraz masz kwas. Celuj w środek, zobaczymy czy zacznie topić kamień — zaproponował, ale tym razem się nie odsuwał. Chciał mieć lepszy widok na to co Ennis może zrobić z jego zabawkami.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  147. — Być może, a może po prostu inteligentna i pragmatyczna — uśmiechnął się lekko. Nie doprecyzował dokładnie jaka była w jego wyobraźni. Nawet gdyby ją to interesowało, a przecież nie interesowało, to i tak nie musiała wszystkiego wiedzieć. Przytaknął na jej wyjaśnienia. — Ależ Ty łaskawa i wyrozumiała — rzucił z przekąsem.
    — Strasznie ubogie, ja bym umarł — zapewnił ją z przekąsem w głosie. Doskonale wiedziała, że była ładna, chociaż dla niego o wiele bardziej pociągający był jej charakter, wygląd był raczej drugorzędny. Cieszył oko, ale nie wpływał na jego opinię o niej i ewentualną tęsknotę. Zaśmiał się lekko na jej zarzut. Spojrzał w drapieżne oczy Ennis, zmieniając wyraz twarzy na krótką chwilę.
    — Nie wiesz kogo w Tobie widzę, Skarbie i nie musisz tego wiedzieć do robienia interesów — zapewnił ją, pozwalając sobie zabrać jej kosmyki włosów z twarzy, które jego zdaniem z pewnością utrudniałyby celność. Zaśmiał się lekko.
    — Najpierw to chciałem wiedzieć jak Pani Uczennica strzela sama z siebie — odparł spokojnie. — I nie idzie Ci źle, bardzo ładnie nawet, ale widać, że wolisz walczyć w zwarciu — dodał jeszcze, uśmiechając się bardziej bezczelnie w jej stronę. — Lubię podziwiać ciekawe rzeczy — odpowiedział na jej komentarz odnośnie uczenia w praktyce i oglądania wybuchów. Chociaż co do drugiego miała pełną rację. W eksplozjach było coś cholernie satysfakcjonującego.
    — Twój dekolt nie jest najbardziej interesującą rzeczą w Tobie, a ja nauczyłem się brać to co najlepsze — skomentował do ucha Ennis i zaśmiał się krótko i cicho. Wrócił wzrokiem do kamienia i patrzył jak grot wbija się w miejsce, które wskazał, gdzie kamień był najbardziej kruchy. Grot wbił się minimalnie, roztrzaskując się przy tym. Żrąca substancja zaczęła się powoli przeżerać, niszcząc kolejną część krajobrazu. Wypuścił zadowolony powietrze nosem. Kusza znowu zaczęła się przeładowywać. Końcówka wyglądała nieco fantazyjnie, zdawała się być rozcięta w kilku miejscach. — A ten bełcik po trafieniu się rozszerza. Wyjmując go wyrywasz mięso, żyły, a jak dobrze trafisz to nawet organy. Świetny jeśli ktoś szybko spierdala, bo nawet nie śmiertelny cios może okazać się śmiertelny — wyjaśnił, nakierowując ją na korę drzewa. — Chociaż pewnie wolałabyś coś do walki z bliska, hm? — zapytał jeszcze, nie odsuwając się od niej.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń
  148. Nie odpowiadał już na dalsze zaczepki Ennis. Powiedział wystarczająco dużo. Teraz po prostu uważnie obserwował co robi kobieta i jak się zachowuje. Nie odsuwał się od niej, ani nie uciekał spojrzeniem. Po prostu był cicho. Zaśmiał się tylko cicho, gdy wspomniała, że uwielbia zwarcia. Sam się o to prosił. Niemniej nie miał zamiaru uciekać, kiedy jeszcze bardziej się przybliżyła. Zamiast tego dotknął delikatnie jej biodra oraz pleców, żeby nieco poprawić postawę do celowania, a kiedy się upewnił, że stoi idealnie zabrał ręce, łapiąc nimi pasek, gdyby musiał nagle po coś chwycić. Uśmiechnął się na jej pytanie, ale nie odpowiedział jeszcze.
    — Cieszę się, że masz dobry gust — odpowiedział w kwestii zabawek. Bliskości nie skomentował.
    — Bełt jest pokryty specjalnym smarem, jeśli zostaje w ciele wdziera się gangrena, jeśli go wyrwiesz, wyrywasz swoje mięso i wnętrzności - tak czy siak, ofiara ma śmiertelną ranę — wyjaśnił. Wyciągnął nawet jeden z takich bełtów z kołczanu. —- Zobacz. Przez skórę jest niegroźne, ale brud powoduje zakażenie, a smar z dodatkiem odpadków z majsterkowania bardzo szybko szkodzi — wyjaśnił na czym polega ten proces. Uśmiechnął się nieco na jej komentarz.
    — Całkiem pojętna, ale do perfekcji Ci trochę brakuje — zauważył. — Warto by się podszkolić, gdybyś chciała używać moich zabawek — dodał, posyłając jej zalotne spojrzenie.

    Ernest

    OdpowiedzUsuń

Use your imagination! Feel free, only +18 here!

^