Po spotkaniu z Radą Mathyr En ruszyła na plażę. Dowiedziała się dziś więcej niż przypuszczała, mogła w sumie po prostu pójść do Ernesta i zabierać stąd dupę, ale coś sprawiało, że jednak chciała poznać treść wiadomości od Satoru. Wiedziała już, że w kwestii Argaru się pomyliła, nie był "tym" miejscem. Był tak samo uprzedzony jak wszystkie inne nacje. Żałosne. Demon mający tonę krwi na rękach oczekiwał od niej pokory, a kiedy jej nie dostał to posunął się do groźby. Rada Mathyr była jakąś szopką, a nie współgrającym organem. Kłócili się jak dzieci w piaskownicy. Nie chcą podejrzanych informatorów? Nie ma sprawy, już ona się postara by informacja o podejściu Rady ujrzała świat i by niewielu chciało z nimi współpracować. Przecież są tak bardzo wystarczalni, że nie potrzebują nikogo z zewnątrz. Parsknęła śmiechem i pokręciła głową.
Kiedy dotarła już na plażę skierowała kroki w konkretne miejsce, tam gdzie miała okazję przespać noc, wtulona w Satoru. Nie miała łopaty od Yensena, klęknęła na ziemi i zaczęła kopać rękoma. W między czasie do głowy wpadały jej różne wspomnienia. Plan się nieco sypnął, ale trudno, znajdzie inne miejsce, a jak będzie trzeba to przestanie szukać i po prostu je sobie stworzy. Tak jak stworzyła samą siebie. Uśmiechnęła się do własnych myśli. Aż jej się twarz Mamki przypomniała, ta chwila, gdy nagle wszystko uległo zmianie. Ten jej triumfalny uśmieszek, gdy myślała, że robi jej na przekór. To przerażenie, gdy chcąc wyciągnąć jak najwięcej złota z skrytki płonącego Zamtuzu, wejście zablokowała jej tajemnicza belka i biedaczyna żywcem spłonęła. Ach... Ennis zaciągnęła się powietrzem. Może i za ogniem nie przepadała, ale zapach jej skwierczącego ciała był niezwykle przyjemny. Uśmiechnęła się raz jeszcze do samej siebie i zaraz trafiła palcami na coś szklanego. Butelka po winie... Oryginalnie. Kącik ust dziewczyny drgnął lekko, otworzyła "schowek" i wyciągnęła wiadomość. Cóż... Spojrzała na zwinięty rulonik. Cokolwiek tam jest, planów jej nie zmieni. Patrzyła chwilę po świstku. Planów może nie, ale nastawienie...? Pokręciła głową. Miała już wiadomość, a więc czytanie mogła odłożyć w czasie. Wsunęła list do swojej sakwy, wstała i otrzepała dłonie. Tak... Teraz mogła iść do Ernesta, teraz mogła iść po dziewczyny.
***
Ennis została wepchnięta do swojej komnaty przez zamtuzową Mamkę.
- Coś Ty znowu narobiła dziewucho?! To rzeczywiście Twoja sprawka?! Mówiłam, że w polityczne sprawy się nie mieszamy! – ruda strzeliła dziewczynie w twarz. – I co to są kurwa za dziewuchy!? – warknęła na nią. En przytrzymała dłoń przy uderzonym policzku i posłała kobiecie bardzo specyficzne, puste spojrzenie. Ta cofnęła się o krok, jednak zaraz pogroziła jej palcem. – Miałaś się tak na mnie nie patrzeć. Ostrzegam Cię po raz ostatni krnąbrna pizdo! – fuknęła. Ennis oczyma wyobraźni widziała jak zasadza tej tępej dzidzie kopa, jak franca leci na drzwi i wbija się w nie plecami. Ależ ona miała ochotę zatopić pazury w tej jej pomarszczonej, chudej szyjce. Nie zmieniła spojrzenia, ba, nawet uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Ktoś tu się chyba starzeje i traci respekt – parsknęła śmiechem. Ruda spojrzała po niej wyraźnie zaskoczona. Z białowłosą coś dziwnego się działo i to już od jakiegoś czasu. Od kiedy zabiła jednego z klientów… Sprawę udało się zatuszować, ale Ennis. Ona zaczęła się po tym zmieniać nie do poznania. Jedna sprawa… Teraz druga. Opuściła palec i poprawiła swoje ubrania.
- Zadałam Ci pytania – przypomniała, a En przewróciła oczyma.
- Och i może mi jeszcze powiesz, że interesują Cię odpowiedzi? Przecież Ty już wszystko wiesz… - odpyszczyła jej En, a kobieta wymierzyła jej kolejny policzek, przynajmniej próbowała, bo dziewczyna w porę złapała ją za nadgarstek i zatrzymała uderzenie. – Już nigdy więcej mnie nie uderzysz… Zrozumiałaś, krnąbrna pizdo? – spojrzała jej prosto w oczy. Mamka aż zdębiała. Tego w życiu się nie spodziewała. Gdzie to drewno, które można było lać, gdy się nie spisała? Gdzie ten pozbawiony emocji worek? Ennis dalej trzymała jej nadgarstek, zacisnęła na nim mocniej uścisk i przyciągnęła bliżej mamkę. – Zadałam Ci pytanie – syknęła, wpatrując się drapieżnie w oczy Polszanki. Ta przełknęła ślinę. Coś tu się zmieniło… i to bardzo. Kiwnęła głową, na znak, że rozumie. Wtedy wyraz twarzy Ennis złagodniał, ale pchnęła ją w fotel, co by sobie wygodnie usiadła. – Dobra suka – poklepała ją po głowie. Ruda cały czas nie mogła przetrawić tej sytuacji, była tak inna niż to co znała dotychczas, że nie potrafiła znaleźć logicznego wyjaśnienia tego wszystkiego. Ennis zaczęła wędrować po własnej komnacie, obserwowała te wszystkie upominki od klientów, ususzone i na wpół zwiędłe kwiaty. Trochę jej tu nie było. Świeżo wróciła z misji na balu, na balu, gdzie ktoś próbował wszystkich wysadzić. Podobno ku chwale czystości rasowej. Na tej misji trafiła, na zmartwychwstałego Piusa i wyszła tam całkiem konkretna zadyma.
- To nie moja sprawka – odezwała się w końcu, zerkając na Mamkę. – Byłam tam zabawiać jegomościa. Możliwe, że on maczał w tym paluchy, ale nic pewnego. Zwiałam z nim, stąd te podejrzenia, że za tym stałam. Zwykłej kurwy przecież by nie chronił własną piersią, co nie? – tu znowu spojrzała na podarki. – Te dziewczyny to inne kurwy. Jak już wiemy Polszanie inteligencją nie grzeszą i głównie zapamiętali, że mam niebieski odcień skóry oraz złote oczy. Nie zauważyłaś podobieństwa? – Ennis nieco rozbawiona spojrzała po rudej. – Tena, Nabia i Zoja. Typ, który je dopadł myślał, że któraś z nich to ja – zatrzepotała teatralnie rzęsami i rzuciła w stronę Polszanki jakąś figurkę. Kobieta złapała ją i zaraz uważnie zlustrowała En, a potem dopiero przedmiot. – Jedna z przydatnych rzeczy jakich mnie tu nauczyłaś to, to że kobiety warto łapać na dobre uczynki, na to by czuły wdzięczność, a ja… cóż, ocaliłam im życie – zachichotała i wzruszyła ramionami. Ruda w tej chwili wstała gwałtownie i cisnęła figurką w ziemię.
- Czy Ty mi robisz konkurencję?! – warknęła. Ennis szybciutko do niej doskoczyła i naparła na nią.
- Tak! Dokładnie! Założę własny burdel! – również warknęła, ale zaraz się zaśmiała, widząc po raz kolejny zaskoczenie na twarzy Mamki. – Siadaj – poleciła jej, a kiedy kobieta nie wykonała polecenia to ją podcięła i wsadziła w fotel sama. Dziś była wyjątkowo potulna. Widać było, że dalej trawi sytuację. Weszła tu by spuścić tradycyjne lanie, a sama zbiera wpierdol. To nie było dla niej normalne. – Mam ambitniejsze plany od Ciebie, więc nie spinaj piczki. Możemy się dogadać… i zapewniam, że wyjdzie Ci to na rękę – uśmiechnęła się do kobiety uroczo. – Zanim jednak zaczniemy o czymkolwiek rozmawiać, jest coś co trzeba zaznaczyć i nie podlega dyskusji. Ja już tu nie pracuję – tyknęła palcem czubek nosa mamki.
- Och… To akurat z ust mi wyjęłaś – odpowiedziała jej Ruda i przesunęła po niej spojrzeniem. W tej jednej chwili białowłosa zdała się jej o wiele bardziej cwana niż ktoś śmiał przypuszczać. Wysłuchać propozycji zawsze mogła. Kto wie, może się okaże, że warto.
***
Kilka dni po omówieniu z Mamką ich układu Ennis dalej siedziała w Zamtuzie. Aktualnie bardziej tu pomieszkiwała niż pracowała, ale czasami jeszcze obsługiwała klientów, oddając część wynagrodzenia rudej właścicielce przybytku. Kobieta lubiła mamone, a za zajmowanie pomieszczenia trzeba było zapłacić. Koszt i tak był znikomy biorąc pod uwagę to jak się poukładały i na co Ruda wyraziła zgodę.
Aktualnie białowłosa siedziała przy jednym ze stolików, popijała drinka i wystukiwała rytm granej na scenie melodii. Tena zabawiała jakiegoś gościa sam na sam w ciasnym pokoiku, Nabia ze swoim klientem wirowała właśnie po parkiecie, a Zoja zajęte miała usta siedząc ze swoim na kanapie za rogiem. Chwilę zajęło nim wszystkie trzy skończyły swoje dzisiejsze zadania, ale Ennis nikogo nie pospieszała. W pewnych tematach umiała wykazać się nad wyraz dużą cierpliwością, a pokaz taneczny Nabii i jej partnera nawet cieszył oko, więc rybiołuska zdecydowanie się nie nudziła. To właśnie jaszczurowata pierwsza się do niej dosiadła, gdy była już wolna. Z całej tej trójki była najbardziej stąpająca po ziemi, małomówna, ale cholernie inteligentna. Do tego miała dość specyficzny dar, zapamiętywała wszystko i wszystkich, była w stanie odtworzyć na papirusie sceny czy twarze z dni dużo wcześniejszych. Układ pieprzyków, blizn na ciele, to w którym miejscu stało szkło na blacie baru, a nawet rozstaw butelek z trunkami w zależności od dnia tygodnia.
- Przyszedł już trzeci dzień z rzędu - odezwała się Nabia, patrząc na swojego klienta, który kierował właśnie kroki w stronę Mamki.
- Mhm, zauważyłam - odpowiedziała Ennis.
- Myślisz, że się uda? - lizardka spojrzała na nią.
- Ty mi powiedz - En skrzyżowała z nią spojrzenie. Chwilę na siebie patrzyły, a w międzyczasie przy stole pojawiła się Zoja, ścierająca resztki spermy z twarzy.
- Kogo tym razem obgadujecie, hm? - zapytała wesoło. Dziewczyny spojrzały po niej, oczy jej świeciły jakby była po jakiejś niezwykle udanej randce, a nie po ruchańsku ze zwyrolem. Nabia obdarzyła ją ciepłym uśmiechem, darzyła młódkę troską i sympatią. Z resztą... Prawie każdy ją tym darzył. Naiwna była jak cholera, ale przy tym miała gadane i urok osobisty. Otoczenie niezwykle pozytywnie z nią rezonowało, a śmiech kopytnej wywoływał uśmiech na nie jednej ponurej twarzy.
- Kupca - odpowiedziała Nabia.
- Och, widziałaś Ty siebie i swoje ruchy? Nie ma szans, że się nie uda, zobaczycie, plan Enci wypali, bez dwóch zdań - rzuciła Zoja ze swoim entuzjazmem i objęła od tyłu Ennis, po czym cmoknęła jej policzek. Białowłosa zakryła twarz Zoji własną dłonią po czym odepchnęła od siebie.
- Goń się lepie. Mało Ci czułości? Nie mam kutasa, dziś nie pookładam Cię po twarzy - rzuciła z zaczepnym uśmiechem. Zoja naburmuszyła się lekko i prychnęła pod nosem.
- Dobrze, że zaznaczyłaś. Dziś nie pookładasz, jutro więc znowu spróbuję - pokazała Ennis język, a ta tylko przewróciła oczyma i pokręciła głową. Zoja z kolei wpakowała się Nabii na kolana i wtuliła się w lizardkę. Ennis przywołała jeszcze barmana, co by przygotował drinki dla dziewczyn. Tena dołączyła do nich w sam raz, bo zdążyła i złożyć swoje zamówienie. Nie miała zbyt zadowolonej miny.
- Znowu śmierdział jakimś paskudztwem? - zapytała z troską Zoja i sięgnęła do łapy kotki, co by ją pogłaskać kojąco. Jej strapienie było bardzo wyraźne. Należała do tych wrażliwszych, zarówno emocjonalnie jak i w temacie zmysłów. Genialnie tropiła i jeszcze lepiej czytała innych.
- Gorzej... śmierdział dziewczynką... - szepnęła i wszystkie trzy nie musiały już słyszeć więcej. Ennis spojrzała na klienta Teny, który aktualnie zmierzał do wyjścia z Zamtuzu.
- Nabia... Popatrz po nim - poleciła, a lizardka od razu się obejrzała by zapamiętać jegomościa. Zaraz zerknęła na Ennis. Z nich wszystkich białowłosa była największą zagadką. Czasami miało się wrażenie, że jej intencje są znane, a po chwili już niczego nie było można być pewnym. Większość czasu była zimna i obojętna, ale pojawiały się momenty, w których widać było, że jednak coś czuje lub po prostu knuje.
- No proszę... - do stolika dziewcząt wraz z barmanem podeszła Mamka. Dziewczyny dostały swoje drinki, a kobieta zatrzymała wzrok na oczach Ennis - ... zuchwałe piranie w komplecie - rzuciła zgryźliwie, z dziwnie zadowolonym uśmieszkiem. Ennis odpowiedziała jej podobnym uśmieszkiem.
- Bardzo mi przykro, ale jak próbujesz dołączyć to już nam brakuje miejsc - zatrzepotała rzęsami, a Ruda parsknęła kpiąco.
- Doprawdy? Świetnie się składa, mam na to idealne rozwiązanie... Widzisz Ennis, nasz mały układ zakłada swoje, na jedno się zgodziłam, na inne nie... - zaśmiała się wyraźnie zadowolona. En spojrzała po niej mrużąc oczy.
- Do rzeczy... - pospieszyła kobietę, a ta oparła dłoń o fragment stołu tuż przy Ennis, co by nachylić się do niej i patrzeć prosto w oczy.
- Chyba nie wszystko uwzględniłaś w naszej umowie Złotko. Dostałam ciekawą ofertę i wiesz co? Zgodziłam się - Ruda zarzuciła włosami i wyprostowała się wyraźnie zadowolona. - Rozdzielenie tej waszej bandy to plan, który bardzo mi się podoba - rzuciła z triumfalnym uśmiechem na twarzy, a dziewczęta przy stole spojrzały po niej pytająco. - Nabia, Zoja, bardzo mi miło, że dla mnie ładnie zarabiacie, ale teraz zarobicie dla mnie jeszcze więcej. Właśnie was sprzedałam - poinformowała. - Możecie spakować sobie jakiś tobołek i poznać swojego nowego... - tu En uderzyła głośno dłonią w blat stołu i Mamka zamilkła, znowu na nią patrząc. Białowłosa wstała z krzesła i zbliżyła znacznie twarz do twarzy Rudej.
- Ależ z Ciebie przebiegła suka... - szepnęła. - No nie ma co... - uśmiechnęła się kącikiem ust. - Zapamiętam ten numer - dodała trochę bliżej ucha kobiety i na raz przechyliła szkło ze swoim drinkiem. Nabia i Zoja patrzyły po sobie jakby nie wiedziały co się właśnie dzieje.
- Dopiero co tutaj zaczęły... ! - wstała oburzona Tena, gotowa spierać się z właścicielką lokalu. En z kolei ruszyła do wyjścia nieco szybszym krokiem, zostawiając za sobą awanturujące się kobiety.
Jeszcze tego samego wieczoru En stała przy Zamtuzie wypatrując sygnału, a kiedy zobaczyła, że okno w pokoju Zoji się uchyla, ruszyła na pobliskie drzewo, by z niego przejść do okna i wspiąć się na parapet. Weszła do środka. Tego dnia wolała by Ruda myślała, że nie wróciła na noc do swojego pokoju, stąd to tajne skradanie. Kiedy tylko postawiła stopy na podłodze, zaraz poczuła ramiona Zoji, duszące ją w uścisku. Zacisnęła usta w wąska kreskę.
- Kurwa... dziewucho... - sapnęła i zmroziła kopytną wzrokiem.
- Mówiłam, że się uda - Zoja spojrzała na nią tymi swoimi świecącymi patrzałkami. Nabia stała kawałek dalej, obie były już spakowane. Tena z kolei siedziała na krawędzi łóżka i przygryzała wargę. En spojrzała po niej przenikliwie.
- Uderzyła Cię? - bardziej stwierdziła niż zapytała. Kotka rozluźniła usta, na których teraz wyraźnie widać było rozcięcie.
- To nic, zagoi się... Było warto - szepnęła. Ennis kiwnęła głową i spojrzała po całej trójce, po czym odepchnęła od siebie Zoję.
- Jak to ona powiedziała? Zuchwałe piranie, tak? - białowłosa uśmiechnęła się pod nosem. - Dobrze poszło - pochwaliła je i obejrzała się przodem do okna, co by sobie popatrzeć na rozciągające się widoki. - Zobaczycie, jeszcze trochę i siatka informacyjna Pirani będzie najlepszym źródłem informacyjnym w Mathyr - zaśmiała się cicho pod nosem i obejrzała na dziewczyny.
- Piranie? Podoba mi się! - przyznała wyraźnie podekscytowanym acz ściszonym głosem Zoja. Tena i Nabia uśmiechnęły się na tą wizję. Ennis spojrzała na kotkę.
- Jeszcze Tobie znajdziemy jakąś ciepłą posadkę i będziemy mogły w pełni działać. Wszystko tak jak ustalałyśmy, znaki, miejsca, informacje, nasz tajny kod... No i najważniejsze, gracie do własnych bramek. Oficjalnie Pirani nie ma, one nie istnieją... Jasne? - spojrzała po całej trójce, wszystkie przytaknęły głową, a En ponownie spojrzała za okno i uśmiechnęła się zadowolona. - Niech nikt nawet nie myśli, że za tym co robicie stoi coś większego. Zobaczycie... Jeszcze znajdziemy swoje miejsce na ziemi, a wtedy... Wtedy zacznie się prawdziwa zabawa - uśmiechnęła się pod nosem, zadowolona wizją, która tworzyła się w jej głowie.
CDN.
Piranie jak u Luny. Jestem ciekawa co na to biuro patentowe! XD Rozumiem, że Ennis od dawna ma swoje trzy koleżanki, ewidentnie jej na nich zależy. Ciekawe zobaczyć więcej troskliwej Ennis. Jestem ciekawa co tam dalej się u niej zadzieje i czy znajdzie to swoje miejsce na ziemi. A może kłamie też swoje członkinie siatki szpiegowskiej? Nigdy przy niej nie wiadomo. Ciekawe opowiadanie, jak zwykle fajnie się czytało ^^. Nie mogę się doczekać dalszej części.
OdpowiedzUsuńTak, dokładnie jak u Luny i nie bez powodu. xD
UsuńCo do Ennis, cóż, tak, tutaj nigdy nie wiadomo. ^^ Może oszukuje dziewczyny, a może nie oszukuje. xD Na pewno z czasem się okaże. Nie mniej, dzięki za opinię! :D
Chwila moment... Zamtuz przecież spłonął... kiedy ona miała czas na spotkania z Mamką - od czasu listu który tam zostawiła do pożaru wcale nie minęło jakoś zatrważająco dużo czasu... coś mi tu nie pasi. To tak z kwestii które mi coś nie paszą - a reszta - jak zwykle intrygująca. Tych lasek nie polubię xD Ale to już wiemy xD A Rada Argardzka... heh nigdy profesjonalna nie była ^^
OdpowiedzUsuńJak już wspomniałam co do pierwszej części - śmiałam się długo :) Koleżanki, podopieczne Ennis... no są śliskie, chociaż jakaś część mnie darzy je nitką sympatii. "Piranie" - jak już Pers napisała - nazwa statku Luny podebrana :P A czytało się zacnie i czekam na dalsze części.
OdpowiedzUsuń